Szczęśliwe pary małżeńskie należą do mniejszości

04.11.10, 08:06
Ciekawe matematyczne spojrzenie na szanse na sukces i szczęście w zwiazku. Warto zastanowić się nad potencjalnymi szansami na sukces? :)

Badacze przekonują, że z matematyczną dokładnością można wyliczyć nawet trwałość związku. Prof. James Murray, matematyk z uniwersytetu oksfordzkiego, twierdzi, że jest w stanie to ocenić z 94-procentowym prawdopodobieństwem. Uczony powołuje się na eksperyment, w którym 700 par małżeńskich poproszono o przedyskutowanie drażliwych dla nich kwestii dotyczących m.in. pożycia intymnego, kwestii majątkowych, a także obecności teściów w życiu codziennym. Jeżeli w trakcie rozmowy przynajmniej u jednego z małżonków pojawiały się pozytywne emocje – empatia lub poczucie humoru – takiemu związkowi nie grozi rozpad. Gdy mąż i żona w rozmowie odnoszą się do siebie z pogardą – źle to wróży ich małżeństwu. Tę próbę trwałości małżeństwa James Murray przeprowadził przed 12 laty. Jego spostrzeżenia sprawdziły się w 658 na 700 badanych związków.

Szczęśliwe pary małżeńskie należą do mniejszości (43 proc. wszystkich sformalizowanych związków). Jest ich jednak dwukrotnie więcej niż udanych par, które trwają w wolnych związkach (24 proc.) – wyliczyła amerykańska firma analityczna Pew Research Center. Małżeństwa cieszą się też bardziej udanym seksem. Co prawda dla 52 proc. mężów i 58 proc. żon kontakty seksualne są jedynie obowiązkiem, ale i tak jest to współczynnik aż o 10 proc. niższy niż wśród par żyjących bez ślubu, które przyznają, że nie są zadowolone z seksu.

Wiele par z utęsknieniem oczekuje potomka. To dla rodziców radość, ale dla pary małżeńskiej poważne wyzwanie. W ciągu roku od narodzin pierwszego dziecka aż wśród 90 proc. małżeństw szczęśliwe pożycie zdecydowanie traci swój pierwotny blask. Tak wynika z ośmioletnich analiz prowadzonych przez naukowców z uniwersytetów Denver i Texas A&M. Monitorowali oni zachowanie 86 bezdzietnych par i 134 małżeństw, którym urodziły się dzieci. Rodziny uczestniczące w eksperymencie na ogół były szczęśliwsze bez dzieci. Ale i takie pary po sześciu, siedmiu latach życia we dwoje doświadczały równie silnych frustracji jak małżeństwa obarczone dziećmi.

Przy wyborze partnera lub partnerki warto przejrzeć rodzinne albumy z jego lub jej zdjęciami z dzieciństwa i młodości. I nie chodzi o to, by poznać jego przeszłość. Lepszym materiałem na męża lub żonę jest osoba, która w dzieciństwie często występuje na fotografiach ze szczerym, niewymuszonym uśmiechem. Znacznie gorzej prognozuje partner, który w dzieciństwie miał często posępne oblicze. Do takich intrygujących wniosków doszli naukowcy z Uniwersytetu DePauw (USA). Małżeństwo nie udaje się tylko jednej na dziesięć osób, które często się uśmiechały w dzieciństwie. Osoby ze smutnym obliczem w dzieciństwie trzykrotnie częściej mają małżeńskie problemy.

Przyszłego towarzysza życia nie należy szukać także wśród osób, które dorastały w rozbitych rodzinach. Dzieci z takich domów mają o 40 proc. mniejsze szanse na założenie trwałego i szczęśliwego związku w porównaniu z osobami, które nie przeżywały rozstania rodziców. Niestety, coraz więcej osób pochodzi z rozbitych rodzin. W Szwecji i Wielkiej Brytanii rozwodzi się co druga para. Tymczasem ślub z rozwódką lub rozwodnikiem zwiększa ryzyko niepowodzenia małżeństwa o kolejne 50 proc. Kłopot wielu rozwodników polega na tym, że te same nierozwiązane problemy przenoszą do kolejnego, często znowu nieudanego związku.

Całość:
www.wprost.pl/ar/194682/Horoskop-malzenstwa/?O=194682&pg=2_____________________________________
Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
    • gomory Re: Szczęśliwe pary małżeńskie należą do mniejszo 04.11.10, 09:12
      Alez spektakularna jest ta sila negatywnego przekazu. Gdy zaczalem sumowac moje oznaki nieszczescia to mi wychodzi, ze pedze na czolowe zderzenie z nosorozcem, TIRem, czolgiem i TGV. Tajemnica pozostaje czy jebna mnie w kolejnosci czy tez jednoczesnie ;).
      Zdaje sie Nitzsche stwierdzil, ze wiara to najwieksze oszustwo bo daje zludna nadzieje. Chyba mial racje - bo mimo potencjalnego braku szans na sukces i tak sadze, ze uskocze we wlasciwym momencie. Wiec niech zyja klamliwe samooszustwa :).
      • urquhart Re: Szczęśliwe pary małżeńskie należą do mniejszo 04.11.10, 10:46
        gomory napisał:
        > Alez spektakularna jest ta sila negatywnego przekazu (...)
        > adzieje. Chyba mial racje - bo mimo potencjalnego braku szans na sukces i tak s
        > adze, ze uskocze we wlasciwym momencie. Wiec niech zyja klamliwe samooszustwa :

        Ale z drugiej strony wiedząc że masz niewielkie szanse na sukces według tych przesłanek, ale traktując to priorytetowo, możesz zwiększyć je skupiając na tym zadaniu więcej uwagi, know how i zasobów.

        Wiedząc gdzie i kiedy spodziewać się czołowego zderzenia i skupiając na tym uwagę rzeczywiście masz szansę uskoczyć w odpowiednim momencie. Wiec nie jest to jedynie negatywny przekaz.
        _____________________________________
        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
    • zakletawmarmur Re: Szczęśliwe pary małżeńskie należą do mniejszo 04.11.10, 09:25
      A jak to ma się do ogólnej szczęśliwości narodu? Może po prostu ludzie nie potrafią być szczęśliwi będąc szczęśliwi:-)
      • druginudziarz Re: Szczęśliwe pary małżeńskie należą do mniejszo 06.11.10, 00:37
        zakletawmarmur napisała:

        > A jak to ma się do ogólnej szczęśliwości narodu? Może po prostu ludzie nie potr
        > afią być szczęśliwi będąc szczęśliwi:-)
        Jest gorzej niż piszesz.
        Nie są szczęśliwi pomimo przesłanek wystarczających do bycia szczęśliwym.
        Choć może to na jedno wychodzi... ;)

    • mujer_bonita Znów ten oksymoron... 04.11.10, 09:36
      urquhart napisał:
      > Szczęśliwe pary małżeńskie należą do mniejszości (43 proc. wszystkich sformaliz
      > owanych związków). Jest ich jednak dwukrotnie więcej niż udanych par, które trw
      > ają w wolnych związkach (24 proc.) – wyliczyła amerykańska firma analityc
      > zna Pew Research Center.

      Boszzz... i kolejna rewelacja o 'wolnych związkach'. Związki są sformalizowane albo NIEsformalizowane. Niby naukowe badania a taką bzdurę walą :/

      PS. Nigdzie nie piszą o STAŻU. Bo powszechne występowanie długoletnich związków nieformalnych jest jeszcze mimo wszystko nowością. Porównywali 3-letnie 'chodzenie' ze sobą do 10-letniego małżeństwa poprzedzonego 3-letnim 'chodzeniem'?
      • urquhart Re: Znów ten oksymoron... 04.11.10, 10:58
        mujer_bonita napisała:
        > PS. Nigdzie nie piszą o STAŻU. Bo powszechne występowanie długoletnich związków
        > nieformalnych jest jeszcze mimo wszystko nowością. Porównywali 3-letnie 'chodz
        > enie' ze sobą do 10-letniego małżeństwa poprzedzonego 3-letnim 'chodzeniem'?

        To akurat Mujerka w odróżnieniu od innych punktów też nie pasuje mi reszty informacji które posiadam.
        W wielu innych miejscach czytałem że związki niesformalizowanie mają typowo wyższy wskaźnik zadowolenia z seksu i całokształtu związku, ilościowo więcej seksu też, jakkolwiek przechodzą typowo kryzys 7 lat znacznie ciężej niż małżeństwa i po dekadzie rozpadają się typowo lub formalizują się te które go przepracowały.
        Pewno różnicę stwarza kryterium definicja związku nieformalnego - tymczasowe związki mężczyzn z kryzysowymi narzeczonymi żeby się jedynie "wyszumieć" :)
        _____________________________________
        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
        • mujer_bonita Re: Znów ten oksymoron... 04.11.10, 11:11
          urquhart napisał:
          > To akurat Mujerka w odróżnieniu od innych punktów też nie pasuje mi reszty info
          > rmacji które posiadam.
          > W wielu innych miejscach czytałem że związki niesformalizowanie mają typowo wyż
          > szy wskaźnik zadowolenia z seksu i całokształtu związku, ilościowo więcej seksu
          > też, jakkolwiek przechodzą typowo kryzys 7 lat znacznie ciężej niż małżeństwa
          > i po dekadzie rozpadają się typowo lub formalizują się te które go przepracowały.

          Z obserwacji otoczenia - większość ludzi się żeni :) Ze znajomych oprócz nas znam w zasadzie tylko jedną parę w dłuższym związku nieformalnym, z dzieckiem który z założenia nieformalny ma pozostać. Reszta z różnych powodów (czasem czysto formalno-prawnych) zdecydowała się na ślub ;)

          > Pewno różnicę stwarza kryterium definicja związku nieformalnego - tymczasowe zw
          > iązki mężczyzn z kryzysowymi narzeczonymi żeby się jedynie "wyszumieć" :)

          Ano właśnie - przez to wychodzi porównywanie jabłek do gruszek i sensacyjne wnioski, że się różnią ;)
        • zakletawmarmur Re: Znów ten oksymoron... 04.11.10, 12:02
          Zwróć uwagę, że wiele par przed ślubem żyje w konkubinacie. Nikt na początku związku nie bierze ślubu. Do grupy par "bez ślubu" dochodzić będą te wszystkie pary, które są ze sobą krótko co oznacza, że osłonka endorfinowa jeszcze działa... No i seks na początku zawsze jest obłędny, gdy po 8 latach niezależnie od ślubu czy jego braku już tylko "taki se":-)
          • urquhart Re: Znów ten oksymoron... 04.11.10, 13:28
            zakletawmarmur napisała:
            > iązku nie bierze ślubu. Do grupy par "bez ślubu" dochodzić będą te wszystkie pa
            > ry, które są ze sobą krótko co oznacza, że osłonka endorfinowa jeszcze działa..

            Rozmawialiśmy niedawno o dokumentach z Planete. Zaciekawiło mnie ostatnio w Tajemnicach Kupidyna gdzie zwrócili uwagę badań na pary którym ta endorfinowa otoczka działa zakochania także po parunastu latach i dłużej i stan zakochania jest poniekąd trwały (?) Zdarza sie to zaledwie paru procentom par. Odpowiada za to specyficzne połączenie wydzielania oksytocyny i wazopresyny u obojga we krwi.

            _____________________________________
            Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
            • zakletawmarmur Re: Znów ten oksymoron... 04.11.10, 14:02
              I sugerujesz, że ma to miejsce u par, które żyją bez ślubu?
              • urquhart Re: Znów ten oksymoron... 04.11.10, 21:54
                zakletawmarmur napisała:
                > I sugerujesz, że ma to miejsce u par, które żyją bez ślubu?

                E, nie, raczej mi się luźno przypomniało jak wspomniałaś o endromorfinowej osłonie. Czy takie zakochanie na trwałe ciebie nie frapuje?
                _____________________________________
                Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                • zakletawmarmur Re: Znów ten oksymoron... 05.11.10, 09:59
                  > nie. Czy takie zakochanie na trwałe ciebie nie frapuje?

                  Wiesz co nie specjalnie...
                  Do tej pory (fakt kilkanaście lat ze sobą jeszcze nie jesteśmy ale i tak już całkiem sporo), zawsze, gdy mam dobry humor, idealizuje sobie tego mojego ptysia z kremem... Jego najgorsze wady wydają mi się taaakie rozkoszne, kochane.
                  Jest też oczywiście druga strona medalu, gdy mam zły humor to i jego wady wkurwiają mnie bardziej niż powinny... Jak ja nienawidzę tego, że nie potrafi rzucić palenia, choć mi to obiecuje... Najchetniej posłałabym go gdzie pieprz rośnie, spaliła w kominku nasze dziecko i puściła się z pierwszym chętnym...
                  • urquhart Re: Znów ten oksymoron... 05.11.10, 11:20
                    Czyli na pierwszy rzut oka znajdujesz się w tym zaskakującym procencie z enomorfinowoą stała osłonką wiecznego zakochania :)

                    _____________________________________
                    Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                    • zakletawmarmur Re: Znów ten oksymoron... 05.11.10, 11:41
                      Nie stałą bo czasami mam ochotę go udusić, utopić w łyżce wody, sprzedać na organy...
                      Nie jest kwestia osłonki endorfinowej wydzielającej się z powodu faceta. To naturalne, że gdy człowiek jest szczęśliwy to cały świat jest piękny, mąż przystoiny, żona piękna, dziecko niewymagające, pani w sklepie miła a szef taki wyrozumiały... Gdy człowiek ma gorsze dni to i odbiór się zmienia. Ja obstawiam, że ludzie, u których ta osłonka endorfinowa działa, są po prostu optymistami, nawet gdyby byli wolni to by byli szczęśliwi tylko z innego powodu:-)
                      • aandzia43 Re: Znów ten oksymoron... 05.11.10, 18:48
                        > Nie jest kwestia osłonki endorfinowej wydzielającej się z powodu faceta. To nat
                        > uralne, że gdy człowiek jest szczęśliwy to cały świat jest piękny, mąż przystoi
                        > ny, żona piękna, dziecko niewymagające, pani w sklepie miła a szef taki wyrozum
                        > iały... Gdy człowiek ma gorsze dni to i odbiór się zmienia. Ja obstawiam, że lu
                        > dzie, u których ta osłonka endorfinowa działa, są po prostu optymistami, nawet
                        > gdyby byli wolni to by byli szczęśliwi tylko z innego powodu:-)

                        No i własnie o to mnie z grubsza chodziło w poście poniżej! Jak ktoś ma usposobienie skłonne do częstych porywów radości i jeszcze parę fajnych rzeczy, to i ma szansę na szczęśliwy i trwały związek.
                        • druginudziarz Re: Znów ten oksymoron... 06.11.10, 00:47
                          aandzia43 napisała:

                          > > Nie jest kwestia osłonki endorfinowej wydzielającej się z powodu faceta.
                          > To nat
                          > > uralne, że gdy człowiek jest szczęśliwy to cały świat jest piękny, mąż pr
                          > zystoi
                          > > ny, żona piękna, dziecko niewymagające, pani w sklepie miła a szef taki w
                          > yrozum
                          > > iały... Gdy człowiek ma gorsze dni to i odbiór się zmienia. Ja obstawiam,
                          > że lu
                          > > dzie, u których ta osłonka endorfinowa działa, są po prostu optymistami,
                          > nawet
                          > > gdyby byli wolni to by byli szczęśliwi tylko z innego powodu:-)
                          >
                          > No i własnie o to mnie z grubsza chodziło w poście poniżej! Jak ktoś ma usposob
                          > ienie skłonne do częstych porywów radości i jeszcze parę fajnych rzeczy, to i m
                          > a szansę na szczęśliwy i trwały związek.

                          Pod warunkiem, że nie trafi na dołującego partnera...
    • niedobraciocia1 Re: Szczęśliwe pary małżeńskie należą do mniejszo 04.11.10, 09:59
      Ja myślę, że często brak szczęścia w małżeństwie spowodowany jest tym, że ludzie tak na prawdę podejmują decyzję o zawarciu związku zbyt pochopnie. Bo rodzina naciska, bo dziecko w drodze, bo chcą razem zamieszkać, ale bez ślubu przecież niewolno... Czasami ludzie zawierają małżeństwo, bo marzą o weselu, czasem chcą mieć dzieci, a czasem wydaje im się że zwykłe zauroczenie to miłość aż po grób. Tylko nie zastanawiają się nad tym, czy tak na prawdę osoba, z którą się wiążą jest człowiekiem, którego chcą oglądać dzień w dzień, z którym chcą dzielić swoje życie. Poza tym przymyka się oczy na wiele wad partnera, tłumacząc, że po ślubie się zmieni, że ja go uzdrowię... Nic bardziej mylnego:/ I co się dziwić później, że ludzie są nieszczęśliwi w małżeństwach.
      • ninazkonina Re: Szczęśliwe pary małżeńskie należą do mniejszo 04.11.10, 11:57
        ale ciotka pojechałaś ;P lepiej obejrzyj swoje zdjecia z dzieciństwa

        Wracając do tematu teorii to nie sprawdza się w różnych sytuacjach.Moja jest taka, że jeśli ktoś jest elastyczny, empatyczny i nie poddaje się zbyt łatwo to zapewne nie tylko stworzy udany związek, ale i będzie odnosił różnego typu sukcesy. Chyba, że jakieś niewyjaśnione zdarzenia losowe pokrzyżują mu plany.
        To czy ktoś był uśmiechnięty na starej fotografii raczej świadczy o okolicznościach w jakich było robione zdjęcie niż charakterze.
        • kobieta-praktyczna Re: Szczęśliwe pary małżeńskie należą do mniejszo 04.11.10, 13:22
          ..elastyczny, empatyczny utworzy dobry związek - tak, jeśli trafi na elastycznego i empatycznego.
          A z tym uśmiechem (na zdjęciach niepozowanych), to chyba jest trochę prawdy, bo mina oddaje charakter człowieka. Podobnie na starość, na twarzy zmarszczki układają się w uśmiech, lub wręcz przeciwnie, zależnie od tego, czy człowiek sie w życiu więcej śmiał, czy smucił.
        • niedobraciocia1 Re: Szczęśliwe pary małżeńskie należą do mniejszo 04.11.10, 14:05
          Mam nieco doświadczenia w związkach;) Obejrzałam swoje stare zdjęcia i miny mam na nich boskie- od bezzębnego uśmiechu na pączkowatej twarzy, aż po uśmiech szczerbatego przedszkolaka:) Nie śmieję się tylko na zdjęciach, do których przymusiła mnie mama np w jej "pięknych" kwiatach z durną kokardą na głowie:) i w sumie coś w tym jest. Na ogół jestem wesoła i w każdej sytuacji potrafię znaleźć coś pozytywnego:) Ale do tej pory nie umiem udawać, kiedy ktoś mnie do czegoś przymusza:)
    • m00nlight Strasznie to naciągane. 04.11.10, 17:06

      Badania w mojej opinii- mocno nierzetelne i nic nie wnoszą.

      Widać badacze amerykańscy' maja za dużo pieniędzy na granty i nie bardzo wiedzą jak je spożytkować- dlatego ja zawsze z rezerwą podchodzę do amerykańskich 'rewelacji'- ostatnio np odkryli, że pigułka antykoncepcyjna prowadzi prostą drogą do rozwodu :)
    • aandzia43 Zacznijmy od tego, że do rzadkości należą 04.11.10, 20:28
      Zacznijmy od tego, że do rzadkości należą szczęśliwi ludzie. Przyczyn tego, że ktoś sie czuje szczęśliwy lub nie może być mnóstwo począwszy od biologicznych - gospodarka serotoniną, a skończywszy na społecznych. Przy czym oczywiście bycie szczęśliwym człowiekiem nie oznacza automatycznie, że się ma szczęśliwe małżeństwo (i na odwrót). Pewne towary są po prostu deficytowe.
    • xciekawax Re: Szczęśliwe pary małżeńskie należą do mniejszo 05.11.10, 03:13
      Troche mnie denerwuje to czepianie sie ze rozwodki/rozwodnicy maja mniejsza szanse na szczesliwe udane nastepne malzenstwa, bo przeciez taka mysl musi powstac u partnera wiarzacego sie z taka osoba. A przeciez moj rozwod nie byl moja wina. I teraz mam stygme na sobie. :(
    • sexuarium Re: Szczęśliwe pary małżeńskie należą do mniejszo 05.11.10, 08:51
      ja bardzo sceptycznie podchodzę do tego typu badań
    • niedobraciocia1 Re: Szczęśliwe pary małżeńskie należą do mniejszo 05.11.10, 09:50
      Znacie wiele szczęśliwych par małżeńskich? Nie mam na myśli takich np z rocznych stażem, bo tam najczęściej działają jeszcze hormony:) Ale pary z kilkuletnim stażem, z dziećmi... Ja na wszystkie małżeństwa jakie znam- zarówno znajomych, sąsiadów jak i w rodzinie, znam tylko jedną parę z kilkuletnim stażem, która wydaje się przynajmniej być szczęśliwa- i to raczej nie są pozory, bo nie da się w każdej sytuacji zachowywać pozorów. Reszta warczy na siebie, dogryza sobie, często jest też tak że kobieta poświęca się dzieciom, a facet pracy... Smutne to trochę- aż przykro patrzeć...
      • sisi_kecz Re: Szczęśliwe pary małżeńskie: sisi i Miś 05.11.10, 11:10
        Znam swoją parę- 5 lat razem.
        Gdyby mi sie wszystko tak ułożyło jak życie osobiste, to nie miałabym nic przeciwko temu :)

        Nie mówię, że chodzę z wiecznym bananem na twarzy, ale w środku zawsze sie uśmiecham do tego co mam- bo mam wszystko: kochanego i kochającego faceta, fajne dzieciaki i zdrowie.

        duze pozdro!!!
        • niedobraciocia1 Re: Szczęśliwe pary małżeńskie: sisi i Miś 05.11.10, 11:14
          No to ja Ci bardzo serdecznie gratuluję! oby więcej takich par:) Bo jak się człowiek napatrzy na tych warczących na siebie małżonków to się zastanawia "I po co to wszystko?". Aż odechciewa mi się wychodzić za mąż:)
          • kag73 Re: Szczęśliwe pary małżeńskie: sisi i Miś 05.11.10, 11:56
            Moje para tez nalezy do tych szczesliwych, 10 lat razem.
            Gdybym mogla cofnac czas, zdecydowalabym tak samo. To ten facet!
            Dobralismy sie jak to sie mowi "jak w korcu maku".
            Znam tez pare ponad 20 lat ze soba i niedawno uslyszalam od tego pana te same slowa, ze "dobrali sie jak w korcu maku". Czyli jest nadzieja :)
            • niedobraciocia1 Re: Szczęśliwe pary małżeńskie: sisi i Miś 05.11.10, 12:48
              Skąd wiedzieć, że to akurat TEN jedyny z całego korca maku? Po czym to poznać?
              • kag73 Re: Szczęśliwe pary małżeńskie: sisi i Miś 05.11.10, 14:16
                niedobraciocia1 napisała:

                > Skąd wiedzieć, że to akurat TEN jedyny z całego korca maku? Po czym to poznać?

                Dobre pytanie. To zawsze troche loteria ale troche zalezy tez od okolicznosci, ze tak powiem. W moim przypadku nie byl to moj pierwszy i jedyny mezczyzna i nie bylam juz bardzo mloda i naiwna. Wiedzialam, ze sama milosc nie wystarczy, ale, ze bez niej tez nie bede szczesliwa. Jak dla mnie na pierwszym miejscu jest MILOSC ale zaraz potem to czy patrzymy w tym samym kierunku, czy mamy podobne nastawienie i poglady jezeli chodzi o rzeczy wazne i istotne. Przeciwienstwa podobno sie przyciagaja, nie watpie w to, mysle, ze tak jest, ale uwazam, ze generalnie nie jest to dobra przeslanka na dlugoletnia wspolna przyszlosc, ogromne konflikty zaprogramowane z gory.
                Do tego jeszcze, jak dla mnie, musi grac w lozku. Na poczatku musi byc goraco, namietnosc, zakochanie, motylki w brzuchu, zeby z czasem mialo co "ostygnac" :)
                Jeszcze co do milosc. Jak zawsze mawia moj maz kocha sie z dolu do gory. Tzn. wazne, zeby miec uczucie, wow, rewelacyjny facet, ale mialam szczescie a nie "ach, ja krolewna, a on niech sie cieszy, ze mi stopy moze ucalowac". Ja zawsze po cichu myslalam (i do teraz mysle)
                "hm, taki fajny facet i wybral wlasnie mnie, dziwne, szczesciara z mnie" a on "taka super babka i chce ze mna, ale mam szczescie". Tylko ja nigdy nie mowie tego glosno, bo wiadomo jestem kobieta nie bede tak dosadnie i otwarcie uwielbiac mezczyzny. On, z kolei, nie jeden raz wypowiedzial slowa podziwu przy roznych okazjach, w rozmowach z innymi, dajac np. wskazowki bratu, ktory szuka dziewczyny itd. Dlatego wiem, ze tak mysli. Co jeszcze jest wazne. Mysle, ze jezeli ma sie te osobe i przeswiadczenie, ze to wlasnie ta, nie chce sie jej stracic. Egoizm jest nie na miejscu, trzeba myslec zawsze rowniez o tej drugiej osobie jako tej najwaniejszej i najbardziej nam bliskiej. Owszem zdarzaja sie w naszym malzenstwie klotnie, ale baaardzo bardzo rzadko, zdarzylo sie, ze ktores z nas uslyszalo brzydkie wyzwisko pod swoim adresem.
                Wiadomo dochodza jeszcze charaktery, ktore nie zawsze pasuja, jak sie znajdzie dwoch dominujacych i do tego jeszcze bardzo upartych, gotowi sie prawie pozabijac, coz robic.

                Z kolei z para, o ktorej wspomnialam bylo inaczej. Poznali sie bardzo mlodo, 19 i 20 lat, zakochali sie, zmajstrowali dzieciaka a ze bylo to jakies 25 lat temu w malym miescie oczywiscie szybko musieli sie pobrac. Na poczatku sie "docierali", wiadomo mlodzi niedoswiadczeni, nagle mieszkaja razem i maja dziecko. Ale udalo sie i tak do dnia dzisiejszego. Nawet bedac w ich towarzystwie widac, ze do dzis bardzo sie lubia, wiec wierze facetowi na slowo, ze dobral sie z zona jak w korcu maku :)
                I tak to bywa i badz tu madry. Na wiele rzeczy mamy wplyw, reszta to jedna wielka loteria a zycie wiadomo pelne jest niespodzianek!

                • niedobraciocia1 Re: Szczęśliwe pary małżeńskie: sisi i Miś 05.11.10, 15:54
                  Jestem aktualnie w związku, ale sama nie wiem czy to akurat będzie ten z całego korca. Bo nie ma jakichś szczególnych motylków w brzuchu itd. to nie jest mój pierwszy związek, a ja mam 25 lat więc i jakieś doświadczenie za sobą. Wcześniej były te motylki ale zwiazki takie szybko się rozpadały. Myślałam, że może w tym przypadku będzie odwrotnie:) Strasznie lubię z nim przebywać, uważam że jest bardzo dobrym człowiekiem- również dla mnie, widzę jak się stara. Tyle że mam wrażenie że aż za bardzo się stara, że chce mnie uszczęśliwić na siłę. Ja czasem potrzebuję trochę dystansu, czasu dla siebie, bo mam własne zainteresowania... Mamy podobne poglądy na kluczowe sprawy, lubimy ze sobą gadać. Ale czy to jest akurat to?
                  • kag73 Re: Szczęśliwe pary małżeńskie: sisi i Miś 05.11.10, 18:09
                    A czy to jest akurat to u Ciebie? Tego to ja nie wiem. Napisalam co liczy sie dla mnie i jak ja to widze.
                    Trzy pytania pomocnicze:
                    1. Kochasz go?
                    2. Moglabys wyobrazic sobie, ze masz z nim dziecko? Czyli teraz nagle ciaza a Tobie zawala sie swiat. Czy tez spoko, damy rade.
                    3. Czy jestes szczesliwa? Bo podobno wiecej czlowiekowi nie potrzeba :)

                    I teraz jeszcze jedna kwestia. Jak dla mnie jest istotne o co komu w zyciu chodzi. Niektorzy uwazaja, ze niech bedzie "letnio", ale za to sie nie rozleci, czyli 30 lat razem albo dluzej ale bez wiekszych uniesien. Ja mysle, ze lepiej 3 lata ale za to goraco niz 10 lat "na letniaka".
                    Wiem, ogromne wymagania, ale coz...moze sie udac.
                    Jest jeszcze poglad rozpowszechniony wsrod Hindusow, zwiazek(milosc) jest jak zupa, niech na poczatku bedzie letnia, wtedy mozna ja podgrzewac(to nie moja opcja).
                    Zreszta podobno mozna sie nauczyc kogos kochac, nie watpie, ze tak jest, bo sporo ludzi na milosc zasluguje, bo sa dla nas dobrzy, zabiegaja, troszcza sie o nas i za to zaczyna sie ich kochac. Tutaj znow znam szczesliwa, jak mysle pare, 50 lat razem. Zaczelo sie rozsadkowo. Facet byl zakochany po uszy, ona mniej, ale uznala(za podpowiedzia rodzicow), ze jest wlasnie dobrym czlowiekiem i sie o nia troszczy. Pobrali sie i troche tak wyglada, ze milosc rzeczywiscie przyszla pozniej, trojka dzieci, spokojne, dobre stare malzenstwo (wiadomo bylo to dawno temu, z facetami roznie bywalo, czesto wazne bylo, ze nie pije i nie bije, jest spokojny i ulozony).

                    Ty jak najbardziej dbaj o swoje zainteresowania o te chwile tylko dla siebie, skoro ich potrzebujesz. Niech facet o tym wie. Zeby potem sie nie okazalo, ze obrazony jest i zaborczy prawie w domu Cie zamnkie. A moze to tylko jeszcze ten poczatkowy etap klejenia sie do siebie, dlatego chce byc ciagle z Toba.
                    • zakletawmarmur Re: Szczęśliwe pary małżeńskie: sisi i Miś 05.11.10, 18:29
                      Ja mysle, ze lepiej 3 l
                      > ata ale za to goraco niz 10 lat "na letniaka".

                      Mam podobne podejście do tematu:-)

                      Moje koleżanki są w szczęśliwych związkach, których początek był letni. Niektóre zaliczyły wcześniej bardzo burzliwe związki i później doceniły właśnie ten spokój, poczucie bezpieczeństwa... I na życie erotyczne też nie narzekają, nie ma jakiś bardzo silnych wrażeń ale jest ok.
                      Ja w takim związku długo nie wytrzymałam- pół roku chodzenia (jeszcze jakaś tam osłonka endorfinowa działała) i rok kombinowania jak kolesia spławić:-)
                      Może jest to kwestia temperamentu życiowego? Są ludzie, którzy potrzebują silniejszych emocji i tacy, ktorych te silniejsze emocje niszczą...
                      • niedobraciocia1 Re: Szczęśliwe pary małżeńskie: sisi i Miś 06.11.10, 14:14
                        Zgadzam się z Wami, że związki w których jest ogień są fascynujące. Sama lubię emocje i uniesienia, ale faceci, którzy do tej pory wywoływali we mnie tak silne emocje, po jakimś czasie okazywali się zwykłymi palantami. Więc może akurat związek z facetem, który powoduje że czuję się spokojna (może czasem aż zbyt spokojna) będzie udany. A silnych emocji mogę sobie dostarczać w inny sposób- np skakać na bungee:)
                        • kag73 Re: Szczęśliwe pary małżeńskie: sisi i Miś 06.11.10, 15:21
                          Zgadzam się z Wami, że związki w których jest ogień są fascynujące. Sama lubię
                          > emocje i uniesienia, ale faceci, którzy do tej pory wywoływali we mnie tak siln
                          > e emocje, po jakimś czasie okazywali się zwykłymi palantami. Więc może akurat z
                          > wiązek z facetem, który powoduje że czuję się spokojna (może czasem aż zbyt spo
                          > kojna) będzie udany. A silnych emocji mogę sobie dostarczać w inny sposób- np s
                          > kakać na bungee:)

                          Jasne, dobrze rozumujesz. To poczucie spokoju jest bardzo cenne, bardzo, zwlaszcza na dluzsza mete. Nikt nie chce w domu pseudo "ogierow" albo macho, z ktorymi ciagle trzeba sie szarpac. jest to meczace.
                          • sisi_kecz Re: Szczęśliwe pary małżeńskie: po trzydziestce 06.11.10, 15:28
                            Ciocia, jak Ty masz 25 lat,
                            to szalej ! i nie wypatruj jeszcze gorączkowo tego Jedynego.

                            Wszystko w swoim czasie :)
                            • niedobraciocia1 Re: Szczęśliwe pary małżeńskie: po trzydziestce 06.11.10, 16:17
                              W tym rzecz, że byłam sobie sama, wcale nie szukałam tego jedynego- ważniejsze było dla mnie znalezienie "tej jedynej" pracy;) No ale on mnie sam znalazł:) Jest wyjątkowy, więc szkoda by było go spławić tylko dlatego, że chcę jeszcze poszaleć. No a poza tym to przez ostatnich kilka lat mojego życia poszalałam sobie;) pozdrawiam:)
      • m00nlight A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 05.11.10, 22:59

        Nie w okolicach 30stki, a starszych? Hę?

        Wszyscy (płci obojga) ktorych znam zapewniają żarliwie jakie to mają zajebiste życie a każdy wie jakie to naciągane...

        Prawda jest taka że wszystko ma swoje plusy i minusy, nie da się mieć wszystkiego, trzeba wybierac.
        • urquhart Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 05.11.10, 23:29
          m00nlight napisała:
          > Wszyscy (płci obojga) ktorych znam zapewniają żarliwie jakie to mają zajebiste
          > życie a każdy wie jakie to naciągane...

          Singli świadomie samotnych i w miare zadowolonych paru znam, za to singielki po 30 nie zgorzkniałej nie znam (wyjąwszy samotne matki , one przenoszą bliskość na partnera zastępczego)
          _____________________________________
          Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
          • druginudziarz Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 06.11.10, 00:51
            urquhart napisał:

            > m00nlight napisała:
            > > Wszyscy (płci obojga) ktorych znam zapewniają żarliwie jakie to mają zaje
            > biste
            > > życie a każdy wie jakie to naciągane...
            >
            > Singli świadomie samotnych i w miare zadowolonych paru znam, za to singielki po
            > 30 nie zgorzkniałej nie znam (wyjąwszy samotne matki , one przenoszą bliskość
            > na partnera zastępczego)

            Tak "na logikę" to masz chyba nietypowych znajomych ;)
            Facet jeśli nie ma kobiety szybciej wpada we frustracje i depresję.
            Kobieta bardziej niż seks ceni akceptację i "osadzenie" w społeczeństwie.
            pzdr.
            • aandzia43 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 06.11.10, 01:00
              > Tak "na logikę" to masz chyba nietypowych znajomych ;)
              > Facet jeśli nie ma kobiety szybciej wpada we frustracje i depresję.
              > Kobieta bardziej niż seks ceni akceptację i "osadzenie" w społeczeństwie.
              > pzdr.

              Poza tym permanentnie pozbawieni pierwiastka kobiecego w życiu faceci dziwaczeją dramatycznie. Właściwie to czasem się zastanawiam, czy to, co mają pod czaszką, to jeszcze norma. Można oczywiście dyskutować, co jest skutkiem, a co przyczyną.
              • urquhart Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 06.11.10, 15:01
                aandzia43 napisała:
                > Poza tym permanentnie pozbawieni pierwiastka kobiecego w życiu faceci dziwaczej
                > ą dramatycznie.

                Przeważnie dziwaczeją: to fakt. Często są uciążliwi dla innych ze względu na niższe potrzeby higieny też :)
                Ale za to samotne kobiety którym brakuje pierwiastka męskiego stają się zgorzkniałe, zgryźliwe i upierdliwe (syna zalicza się do męskiego pierwiastka). Miałem trochę do czynienia z wieloma starszymi zakonnicami i też to się sprawdza i jest przykre ( u zakonników nie widziałem takiego efektu przeważnie są pogodni).
                Z drugiej strony widzę że zgorzknienie i zgryźliwość też dotyczy to kobiet które podporządkowały sobie facetów i ich zdominowały i wykastrowały w małżeństwie :)
                _____________________________________
                Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                • m00nlight zgorzknienie 06.11.10, 15:50

                  A ja myślę że zgorzknienie z wiekiem pojawia się wtedy, gdy czlowiek patrzy wstecz i widzi że jego życie jest puste i bezsensowne, a tu bliżej jak dalej... Chyba nie tyle z samym związkiem/ czy jego brakiem to się wiąże. Raczej zgorzknieniu ulegają ludzie którzy cale życie gromadzili dobra, a potem widzą że to na nic, że tak naprawde nic nie mają, a życie im przeleciało przez palce.
                • druginudziarz Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 07.11.10, 20:49
                  urquhart napisał:

                  > aandzia43 napisała:
                  > > Poza tym permanentnie pozbawieni pierwiastka kobiecego w życiu faceci dzi
                  > waczej
                  > > ą dramatycznie.
                  >
                  > Przeważnie dziwaczeją: to fakt. Często są uciążliwi dla innych ze względu na ni
                  > ższe potrzeby higieny też :)
                  > Ale za to samotne kobiety którym brakuje pierwiastka męskiego stają się zgorzkn
                  > iałe, zgryźliwe i upierdliwe (syna zalicza się do męskiego pierwiastka). Miałem
                  > trochę do czynienia z wieloma starszymi zakonnicami i też to się sprawdza i je
                  > st przykre ( u zakonników nie widziałem takiego efektu przeważnie są pogodni).
                  > Z drugiej strony widzę że zgorzknienie i zgryźliwość też dotyczy to kobiet któr
                  > e podporządkowały sobie facetów i ich zdominowały i wykastrowały w małżeństwie
                  > :)

                  Chyba piszesz o pewnym profilu, które nazwę w przybliżeniu "silna kobieta".
                  Część z nic nie znajduje sobie partnera bo panowie się ich boją, a część znajduje, przy czym dominują nad panami, ale to wcale nie wpływa na ich (pań) postrzeganie świata, a nawet wprost przeciwnie bo jak tu się cieszyć życiem skoro chciało by się mieć tygrysa w domu a ma się misia.
                  Ten profil w pewnym uproszczeniu to narcyzm w wydaniu kobiecym.
                  Oczywiście panowie też mają ten problem, ale mężczyzna bez seksu to głównie depresja.
                  pzdr., PB
                  • m00nlight Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 08.11.10, 11:17

                    Mylisz pojęcia chłopie. Narcyzm nie ma nic do tego (przy czym statystycznie olbrzymia większość narcyzow to faceci :P )

                    Pisalam o tym juz wczesniej że mamy teraz taką sytuację spoleczną, że ambitne, samowystarczalne, 'silne' kobiety z tendencją do dominacji, często na kieroniczych stanowiskach etc mają ten problem, bo z jednej strony są przez facetow podziwiane (zresztą przez kobiety też), a z drugiej malo ktory facet chcialby miec taką w domu- po prostu taka kobieta dziala 'kastrująco'. A facet chce wciąż czuć się facetem, mieć poczucie że to on w związku 'nosi spodnie', być potrzebnym. Jesli trafi na kobiete, ktora ciągle chce rządzic, podejmuje wszystkie decyzje, wierci dziury w ścianach, wbija gwoździe i jeszcze zarabia 3x więcej to taki facet jest wykstrowany, nie ma przeproś.

                    Moja babcia mawiała: 'Mądra kobieta pozwala czasem mężowi myśleć że jest głupsza od niego, chociaż z reguły to nieprawda' Coś w tym jest. Ja bym powiedziala raej, że sprytna kobieta, nawet jeśli jest 'silna i z jajami' potrafi czasem poudawać że na czyms sie nie zna, że czegoś nie potrafi- tylko po to by jej facet mogl pozuc się facetem. Sama to stosuję i nie widze w tym nic uwłaczającego, chociaż wiem że doskonale poradzilabym sobie sama w każdej sytuacji, pozwalam mojemu facetowi myslec że w jakims stopniu na nim polegam. Faceci lubią być OPOKĄ, na tym polega ich rola. Dzisiejsze czasy trochę ich z tej roli wyrzucily i biedacy nie bardzo potrafią się odnaleźć, nie wiedzą, co w takim ukladzie powinn robic, jak się zachowywać, to ich deprymuje, dlatego wlaśnie boją się i unikają silnych kobiet...
                    • druginudziarz Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 09.11.10, 21:18
                      m00nlight napisała:

                      >
                      > Mylisz pojęcia chłopie. Narcyzm nie ma nic do tego (przy czym statystycznie olb
                      > rzymia większość narcyzow to faceci :P )

                      Chyba nie dokończyłaś myśli bo nie wiem jakie "pojęcia mylę".
                      btw. nie ma związku pomiędzy płci aa narcyzmem.

                      > Pisalam o tym juz wczesniej że mamy teraz taką sytuację spoleczną, że ambitne,
                      > samowystarczalne, 'silne' kobiety z tendencją do dominacji, często na kieronicz
                      > ych stanowiskach etc mają ten problem, bo z jednej strony są przez facetow podz
                      > iwiane (zresztą przez kobiety też), a z drugiej malo ktory facet chcialby miec
                      > taką w domu- po prostu taka kobieta dziala 'kastrująco'. A facet chce wciąż czu
                      > ć się facetem, mieć poczucie że to on w związku 'nosi spodnie', być potrzebnym.
                      > Jesli trafi na kobiete, ktora ciągle chce rządzic, podejmuje wszystkie decyzje
                      > , wierci dziury w ścianach, wbija gwoździe i jeszcze zarabia 3x więcej to taki
                      > facet jest wykstrowany, nie ma przeproś.

                      Zdziwiłabyś się jak wielu panów dałoby się wykastrować dla takiej partii. Rzecz w tym że oni nie są tak ekscytujący jak by te panie chciały, więc nie jest zainteresowana.

                      > Moja babcia mawiała: 'Mądra kobieta pozwala czasem mężowi myśleć że jest głupsz
                      > a od niego, chociaż z reguły to nieprawda' Coś w tym jest. Ja bym powiedziala r
                      > aej, że sprytna kobieta, nawet jeśli jest 'silna i z jajami' potrafi czasem pou
                      > dawać że na czyms sie nie zna, że czegoś nie potrafi- tylko po to by jej facet
                      > mogl pozuc się facetem. Sama to stosuję i nie widze w tym nic uwłaczającego, ch
                      > ociaż wiem że doskonale poradzilabym sobie sama w każdej sytuacji, pozwalam moj
                      > emu facetowi myslec że w jakims stopniu na nim polegam.
                      taktaktak, wszelako właśnie archetypiczna starapanna wygląda mniej więcej tak jawww.google.pl/images?hl=pl&client=firefox-a&hs=uxF&rls=org.mozilla%3Apl%3Aofficial&biw=1280&bih=800&tbs=isch%3A1&sa=1&q=women+waiting+for+the+perfect+man&aq=f&aqi=&aql=&oq=&gs_rfai=
                      (link się połamie, więc pewnie trzeba go wkleić ręcznie)
                      Poniekąd stary kawaler też może/ma taki problem, no wypisz wymaluj to narcyzm jest przecież.
                      pzdr.
          • m00nlight Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 06.11.10, 09:59

            A ja jakoś nie wierzę w 'świadomie samotnych'. Pewnie, każdy Ci powie że jest sam bo tak chcial a nie że nikt go nie zechciał :P Lepiej brzmi, i dla siebie, i dla otoczenia. W każdym razie to bullshit. Można byc 'w miarę zadowolonym' z samotności przez jakis czas, np odetchnąć po toksycznym związku, zaszaleć. Ale człowiek a dobrą sprawę jest zwierzęciem stadnym i wieloletnia samotność to na pewno nie jest naturalny stan.

            Gdyby życie w związku (formalnym czy nie) było takie straszne i unieszczęśliwiające, nikt by nie szukał 'drugiej połówki', wszyscy byliby sami i happy. A to że teraz przybywa singli jest tylko spowodowane tym, że ludzie dlugi czas mają 'inne priorytety' a pozniej okazuje się że nie ma z kim się związać bo pozostali sami nieudacznicy. No, jest jeszcze 'rynek wtórny' ale widzę że nie tylko ja zauważyłam tendencję że rozwodnikom 'spadają notowania'... w sensie, prędzej dobierze się rozwodnik z rozwodnicą ( tak bylo w moim przypadku) niż za rozwodnika 'weźmie się' osoba wolna. Co mnie poniekąd dziwi, zwlaszcza w przypadku rozwodnikow bezdzietnych, bez obciążeń. Nie rozumiem jaka jest roznica czy ktos ię z kimś rozstal po 10 latach konkubinatu czy rozwiódł, ale dla społeczeństwa jakoś rozwód wciąż stygmatyzuje...'rozwiódł się? aha, coś z nim musialo być nie tak' ;) Ja bym raczej byla sklonna pomyslec że z 30-latkiem ktory nie zaznal stalego związku jest coś nie tak, ale ja sie nie znam ;)
            • mujer_bonita Mój sposób na życie najlpeszy :) 06.11.10, 18:59
              m00nlight napisała:
              > A ja jakoś nie wierzę w 'świadomie samotnych'. Pewnie, każdy Ci powie że jest s
              > am bo tak chcial a nie że nikt go nie zechciał :P Lepiej brzmi, i dla siebie, i
              > dla otoczenia.

              Ponoć to taka strategia kobieca - zamiast podkreślać swoje walory - udupić rywalkę - 'bo jak jest singlem to na pewno coś jest z nią nie tak i nikt jej nie chciał!'*

              Bądź sobie pro-związkowa ale przyjmij do wiadomości, że nie jest to jedyny sposób na życie i nie oznacza to, że ktoś, kto nie ma priorytetów jak Ty jest nieszczęśliwy. Wiem - czasem ciężko wybić się poza własny schemat ale naprawdę DA SIĘ!

              Byłam przez ładnych parę lat swojego życia singielką Z WYBORU. Bo tak mi pasowało. Nie potrzebowałam się wiązać a wręcz na tamten okres mojego życia związek byłby dla mnie kulą u nogi. Sporo jeździłam - po Polsce i świecie, do nikogo nie musiałam się naginać, tłumaczyć, dostosowywać. I to mi pasowało.



              * Tak na marginesie - swoją wartość opierasz na fakcie, że jakiś facet Cię 'chciał'? Gratuluję :)
              • m00nlight Re: Mój sposób na życie najlpeszy :) 06.11.10, 20:57

                Uderz w stół :P

                Raz, moja wypowiedz byla w nieco humorystycznym tonie, o czym świadczą emoty, więc nie powinnaś się obrażać.

                Dwa sama piszesz że singielstwo bylo u Ciebie kilkuletnim okresem przejsciowym- ja mowilam o ludziach TRWALE samotnych jako alternatywnie dla TRWAŁEGO związku (małżeństwa). I tylko po to podalam ten przyklad bo nie zgadzam się faktem że niby to związek unieszczęśliwia. Nie jestem 'prozwiązkowa', każdy żyje jak mu pasuje (albo inaczej, najlepiej jak może). Nie można jednak stwierdzić że ktoś w związku sformalizowanym jest mniej szczęśliwy niż w nieformalnym, albo że ktos bez związku jest bardziej szczęśliwy niż w związku. Takie uogólnienia są bez sensu, każdy wybór życiowy pociąga za sobą określone konsekwencje, jedne dobre inne gorsze. Fakt, że jakoś związku ( o ile występuje) ma jakiśtam wpływ na subiektywne poczucie szczęścia, ale jest tylko jedną z wielu skladowych, dlatego takie pieprzenie jak w artykule jest naciągane, tyle.

                PS fakt, nie bylam sama rzez dluższy czas gdzies od 15-16 roku życia. Zwykle przechodzilam ze związku związek albo bezpośrednio albo z naprawde krotkim okresem przejsciowym, wiec w zasadzie nie wiem jak to jest, moze fajnie :P swoją opinię oparlam na podstawie obserwacji ludzi ze swojego otoczenia.
                • mujer_bonita Re: Mój sposób na życie najlpeszy :) 07.11.10, 09:25
                  m00nlight napisała:
                  > Dwa sama piszesz że singielstwo bylo u Ciebie kilkuletnim okresem przejsciowym-
                  > ja mowilam o ludziach TRWALE samotnych jako alternatywnie dla TRWAŁEGO związku
                  > (małżeństwa).

                  Znam mnóstwo kobitek dla których 'samotność' możliwa jest jedynie jedynie stan przejściowy między jednym facetem a drugiem (a opisu wynika, że Ty właśnie do tych należysz). Dla mnie tak NIE BYŁO. Singielstwo było moim WYBOREM i założenia stanem TRWAŁYM.

                  > Nie można jednak stwierdzić że ktoś
                  > w związku sformalizowanym jest mniej szczęśliwy niż w nieformalnym, albo że kto
                  > s bez związku jest bardziej szczęśliwy niż w związku

                  Po pierwsze - błędnie zakładasz, że single uważają, że życie w pojedynkę jest lepsze niż życie w związku - z założenia. Nie uważają, Uważają, że DLA NICH jest lepsze.

                  Po drugie - zarzucasz coś co sama robisz. W poprzednim poście udowadniałaś jakie to życie w związku jest lepsze od singielstwa. Teraz piszesz, że 'takie uogólnienia są bez sensu'. Bierz sobie do serca swoje własne rady co?


                  > PS fakt, nie bylam sama rzez dluższy czas gdzies od 15-16 roku życia. Zwykle pr
                  > zechodzilam ze związku związek albo bezpośrednio albo z naprawde krotkim okrese
                  > m przejsciowym, wiec w zasadzie nie wiem jak to jest, moze fajnie :P

                  Więc może zostań przy tym, że NIE WIESZ zamiast się wymądrzać ;)
              • zakletawmarmur Re: Mój sposób na życie najlpeszy :) 07.11.10, 00:14
                > * Tak na marginesie - swoją wartość opierasz na fakcie, że jakiś facet Cię 'chc
                > iał'?

                Pomijając "stare panny, których nikt nie chciał" takie mądrości można usłyszeć też o rozwódkach "bo nie potrafiły męża w domu utrzymać", zdradzanych "bo nie potrafiła męża upilnować". A już najbardziej mnie śmieszy, gdy jakiś nieatrakcyjny na maksa pan próbuje obniżyć wartość np. współpracownicy/szefowej/ kobiety na wyższym stanowisku państwowym stwierdzeniem "tej to bym nawet kijem nie tknął":-)

                > Ponoć to taka strategia kobieca - zamiast podkreślać swoje walory - udupić rywa
                > lkę - 'bo jak jest singlem to na pewno coś jest z nią nie tak i nikt jej nie ch
                > ciał!'*

                No bo co taka się będzie obnosić ze swoją niezależnością, przebojowością. Jeszcze nie daj boże chłop zajętej na to poleci:-)
        • niedobraciocia1 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 06.11.10, 13:51
          Osobiście znam dwóch mężczyzn (niestety obaj w okolicach 30-stki), którzy są zdeklarowanymi singlami (przynajmniej na chwilę obecną). Nie zmieniają dziewczyn, nie szukają nikogo na jedną noc- po prostu odpowiada im ten brak zobowiązań i możliwość samodzielnego decydowania o sobie. Ale są to faceci z pasją, z dużym gronem znajomych, więc jeżeli potrzebują towarzystwa to spotykają się ze znajomymi, a jak mają już dość to zawsze wiedzą że w domku mogą sobie pobyć sami:) Wydają się szczęśliwi, a na pewno szczęśliwsi niż inni znajomi będący w niekoniecznie udanym związku. Ci drudzy ciągną tę całą szopkę bo boją się samotności- na wyjątkowo szczęśliwych nie wyglądają. A ze starszych osób to moja babcia jest singielką od wielu lat. Jest atrakcyjną kobietą i na prawdę ma wielbicieli, ale nie chce się z nikim wiązać, bo mówi, że denerwuje ją to jak jej się ktoś plącze po mieszkaniu i jak jej organizuje czas:) Na nieszczęśliwą też nie wygląda:) Myślę, że to kwestia charakterku. Nie każdy nadaje się do związku i nie każdy będzie potrafił być sam..
          • urquhart single a konsekwencje związku 06.11.10, 14:49
            niedobraciocia1 napisała:
            > możliwość samodzielnego decydowania o sobie. Ale są to faceci z pasją, z dużym
            > gronem znajomych, więc jeżeli potrzebują towarzystwa to spotykają się ze znajom
            > ymi, a jak mają już doś to zawsze wiedzą że w domku mogą sobie pobyć sami:)

            No właśnie. Też znam takich. Bo w związku kobieta jak już poczuje bezpieczeństwo to oczekuje realizować się macierzyńsko. A przy dzieciach albo trzeba zrezygnować z wszystkiego co opisujesz: z dużego grona znajomych, z pasji,a o spokoju i pobyciu w domku samemu w ciszy to tylko pomarzyć.
            A jak owi nie chcą z tego wszystkiego zrezygnować to im ich kobitki zaraz przykleją łatki niedojrzałych palantów :)
            _____________________________________
            Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
            • m00nlight Re: single a konsekwencje związku 06.11.10, 15:59

              Pieprzysz Pan. Znam dzieciatych co mają i liczne grono znajomych i pasje, i wszystko inne. Kwestia organizacji.

              Wiesz, kobiety też oprocz 'realizowania się macierzynsko' zazwyczaj mają znajomych i pasje... i też niechętnie godzą się na utrate tego.Fakt że mając dzieci troszkę trzeba się 'ograniczyc' ale to nie oznacza że trzeba ze wszystkiego zrezygnowac. Fakt, male dziecko wymaga opieki niemal 24/7 no ale ileż ono jest małe? z czasem coraz częściej i na coraz dłużej może się nim zajmowac ktos inny, już 6-latka można wyslac na 2 tygodnie na kolonie a samemu śmignac na urlop. Dlatego takie gadanie że dziecko odbiera całą wolność itd to bullshit.

              PS: są faceci ktorzy chcą się, tak sami z siebie wyobraź sobie, realizować rodzicielsko.
            • mujer_bonita Re: single a konsekwencje związku 06.11.10, 18:48
              urquhart napisał:
              > No właśnie. Też znam takich. Bo w związku kobieta jak już poczuje bezpieczeństw
              > o to oczekuje realizować się macierzyńsko. A przy dzieciach albo trzeba zrezyg
              > nować z wszystkiego co opisujesz: z dużego grona znajomych, z pasji,a o spokoju
              > i pobyciu w domku samemu w ciszy to tylko pomarzyć.

              Ostatnio takie głupoty wypisujesz, że aż żal czytać :/
          • sisi_kecz Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 06.11.10, 14:52
            Człowiek jest istota społeczna. Zycie w pojedynke wymaga pewnych cech, ktore sa rzadkie:
            - samodzielne stanowienie o sobie i umiejetnosc organizacji aprowizacji ;)
            - posiadanie pasji, ktora wypełnia wolny czas,
            - brak parcia na dzieci,
            - nie nudzenie sie z samym soba,
            - nietowarzyskosc.

            Tak zupelnie samego to nikogo nie znam. Znam paru starych kawalerów, ale maja matki, ktore im pewne społeczne potrzeby realizuja, a stare panny, ktore znam sa poorganizowane w rozmaitych organizacjach lub powynajdywały sobie fuchy u rodziny jako ciocie do dzieci, kucharki domowe itp.
            Wdowy to faktycznie realizuja sie przy dzieciach i nie maja` ochoty na nowego samca krecacego sie po domu. Za to znam wdowca lat 85, ktory w sposob ciagły poszukuje i testuje kandydatki na zone. Wnuczki szukaja jej na prosbe dziadka w internecie, kiedy je odwiedza;)

            duze pozdro!!!
            • ore.ona Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 06.11.10, 19:08
              Znam dwie singielki/z pasją/ koło 40-tki, przyznają że mają często zerowe zadowolenie z życia i daje się to zauważyć oraz
              dwóch singli w tym samym wieku- wyglądają na zadowolonych, prawie szczęśliwych.
              Myślę że kobiety z reguły potrzebują realizować się rodzinnie, mężczyźni -niekoniecznie.
              • m00nlight Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 06.11.10, 20:59

                Albo dojrzewają do tego pozniej :)

                Tak, tak, dojrzewają. Miarą dojrzałości jest chęć i możliwość wzięcia odpowiedzialności za kogoś jeszcze oprocz siebie, tyle w temacie.
                • ore.ona Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 06.11.10, 21:52
                  > Albo dojrzewają do tego pózniej :)
                  :D chyba nie pociągnę tego dalej;)
                  A tak poważnie, mężczyznom chyba co innego daje szczęście i raczej/z reguły nie jest to stały, długi, /rodzinny/ związek.
                  A tych paru, super M, to wyjątek;)
                  • kag73 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 06.11.10, 23:25
                    "A tak poważnie, mężczyznom chyba co innego daje szczęście i raczej/z reguły nie jest to stały, długi, /rodzinny/ związek.
                    A tych paru, super M, to wyjątek;)"

                    Bo ja wiem czy to prawda. To ja chyba ciagle spotykam takie wyjatki.
                    A co niby im daje szczescie wdlug Twoich danych?
                    • ore.ona Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 07.11.10, 00:40
                      To co zauważyłam to ukierunkowanie na przyjemne, dostatnie, jak najmniej problemowe życie. Rodzina, dzieci, to obowiązki, często wyrzeczenia. Kobiety chyba łatwiej przez to przechodzą przy tym realizując się w tym /częściowo/.
                      Wydaje mi się że większości mężczyzn do szczęścia potrzebna jest satysfakcjonująca-dobrze płatna praca, hobby –zawsze wtedy gdy ma na to ochotę, piękna i chętna kobieta, bardzo dobre auto, TV-sport, koledzy i piwo zawsze wtedy gdy ma na to ochotę. Może coś jeszcze pominęłam.. Rodzinę/żona, dzieci/ gdyby postawić na drugim biegunie z przeciętnym /polskim/ życiem, to ilu było by za?
                      Kobiet, zdecydowanie dużo, dużo więcej, imo.
                      I nie chodzi tu o ocenę jednej lub drugiej płci, tylko o pewne predyspozycje i uwarunkowania/mózg/
                      • ore.ona Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 07.11.10, 00:43
                        miało być: dla większości mężczyzn
                      • zakletawmarmur Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 07.11.10, 00:58
                        Z moich obserwacji wynika coś innego... Przeważnie jeśli facet nie chce mieć dzieci to i żenić się nie chce. Na każdego jednak przychodzi czas. U jednych przed trzydziestką u innych dopiero po piędziesiątce ale u większości przychodzi. Nagle się okazuje, że to wszystko jest mniej ważne, trzeba by się wreszcie ustatkować i spłodzić potomka. I facet nie ma żadnego problemu, żeby się oświadczyć i jeszcze sam partnerkę na dziecko namawiać będzie.
                        • ore.ona Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 07.11.10, 01:15
                          Przeważnie jeśli facet nie chce mieć dzieci to i żenić się nie chce. Na każdego jednak przychodzi czas.<
                          oj, chyba nie na każdego.
                          Z tym powieleniem genów to masz trochę racji, ale nie wiem czy to jest potrzeba szczęścia Raczej podświadoma potrzeba utrzymania gatunku ludzkiego przy życiu/i tzw moje geny/
                          • m00nlight Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 07.11.10, 10:50

                            Etam, ja znam calkiem sporo facetow ktorzy sami z siebie chcieli mieć rodzinę (i mają). Natomiast faktem jest że wielu z nich zanim w ogole zaczęło o tym myslec wiele lat przygotowywali sobie tzw 'zaplecze'. To raczej rozsądne. Myślę że dla słabiej zarabiającch dziecko i rodzina jest większym 'wyrzeczeniem'. To nic odkrywczego- gdy sie zarabia 2000 zl to juz raczej ciężko sobie pozwolic na kosztowne hobby czy częste 'wyskoki' w jakies fajne miejsca ze znajomymi. Ale jak się zarabia 10000, ma wlasne mieszkanie i jest się 'ustawionym' rodzina już tak nie ogranicza. I na niańkę stać i na inne 'luksusy'.

                            Szczerze? Gdybym byla w przeciętnej polskiej sytuacji materialnej, NIGDY nie zdecydowalabym się na dziecko. Nie wyobrażam sobie koniecznosci wyboru typu fryzjer dla mnie czy buty dla dziecka? Albo jak trzeba wykupic leki za np300 zl (co nie jest tak rzadkim przypadkiem) to pozniej trzeba oszczędzac do konca miesiąca na jedzeniu itp itd. Zgadzam się, cos takiego to JEST wyrzeczenie i szczerze podziwiam ludzi ktorzy tak żyją.
                            • niedobraciocia1 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 07.11.10, 12:44
                              Ja mogę się wypowiedzieć z perspektywy dziecka, które właśnie z takiej rodziny pochodzi. Wieczne oszczędzanie i oszczędzanie. I wcale nie chodziło o luksusy, ale nie mogłam rozwijać swoich zainteresowań, bo np rodziców nie było stać na dodatkowe książki. Nie jeździłam nigdy na wakacje, bo trzeba było pomagać rodzicom w pracach, które przynosiły jakiś dochód- zresztą i tak nie byłoby pieniędzy na te wakacje. I co dzięki temu zyskałam? Poczucie małej wartości i gorszości od innych- do tej pory mi to zostało, choć moja sytuacja nieco się poprawiła. Rodzice powinni być bardziej odpowiedzialni zanim podejmą decyzję o dziecku, bo o ile rozpieszczanie go do granic nie jest dobre, o tyle ciągłe mówienie, że nie stać nas też działa destrukcyjnie..
                              • kag73 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 07.11.10, 13:42
                                Hmm, gdyby wszyscy tak dokladnie patrzyli ile maja w portfelu, to pewnie polowa ludzi nie mialaby dzieci. Nie mowie, zeby ktos mial siedmioro i nie martwil sie co bedzie dalej, ale czasem po przeliczeniach niektorych nie stac byloby na ani jedno a ni na dwojke.
                                U mnie w domu tez sie nie przelewalo, tez z wielu rzeczy nie moglam skorzystac, na wiele nie bylo pieniedzy. I wiesz co nie mam i nigdy nie mialam poczucia "malej wartosci i gorszosci" od innych i do dzisiaj nie mam. Wiem jedno, ciesze sie, ze zyje. A Ty nie?
                                • niedobraciocia1 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 07.11.10, 14:10
                                  A mi właściwie wszystko jedno- żyję bo żyję, ale jakbym nie żyła to byłoby mi przecież wszystko jedno:) To, co teraz myślimy o sobie w dużej mierze zależy od naszych rodziców. To oni w dzieciństwie wpajają nam że jesteśmy wyjątkowi, albo wręcz odwrotnie. Ja zawsze słyszałam, że jestem średnia, bo człowiek nigdy nie powinien myśleć o sobie za dobrze... Nas było pięcioro- ja najstarsza. Braku pieniędzy rodzice nie rekompensowali nam niczym innym, bo zawsze pracowali na podstawowe potrzeby-ba często nawet my pracowaliśmy na wakacjach, kiedy nasi znajomi bawili się na podwórku. Być może stąd moja depresyjność..
                                  • kag73 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 07.11.10, 14:24
                                    Hmm, no wiedzisz, ale zdaje sie, ze to nie tylko kwestia braku pieniedzy, tylko "klimatu" w domu, nastawienia rodzicow, barku zainteresowania wlasnymi dziecmi. Czasami sa pieniadze, ale brakuje ciepla i milosci a brak czasu rekomensuje sie nastepna droga zabawka. To tez nie to. Rodzice zreszta bywaja rozni, jedni opowiadaja swoim dzieciom, ze sa najlepsi a inni, ze nie ma sie co wywyzszac. Pewnego dnia jestes dorosla, masz glowe na karku, widzisz o co w zyciu biega. Sa na swiecie milony gorszy i miliony lepszych od nas. Ale co nas to obchodzi? Najwaniejsze, zeby znalezc swoja droge i dazyc do szczescia.
                                    Ty sie nad soba nie uzalaj(nie mowie tego zlosliwie), bierz zycie w swoje rece i patrz, zebys kiedys nie powielala bledow rodzicow ale wszystko zrobila lepiej.
                                    • m00nlight Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 07.11.10, 17:06

                                      Ale ten klimat tez zależy trochę od zasobności... jak sie zasuwa na 2 etatach żeby zapewnic minimum socjalne dzieciom to też ciężko dla nich znaleźć czas.

                                      Dorastanie w biedzie często pozbawia dziecinstwa- to można zaobserwowac np w rodzinach rolniczych, te dzieci nie mają czasu wolnego, o hobby mogą pomarzyc, bo przed i po szkole trzeba pomoc w gospodarstwie,bo wakacje zamiast na plaży spędza się w polu... a czym się pochwalic we wrzesniu innym dzieciakom w szkole? Czlowiek zdąży się jeszcze w życiu napracowac, dziecinstwo jest po to żeby się bawić i rozwijać.

                                      Dorosly ma dystans do takich sytuacji, dziecko niekoniecznie, i mając porownanie do innych widzi doskonale jawną niesprawiedliwosc... i pozniej często ma problemy w życiu doroslym.

                                      Pol biedy jesli rodzic ma podejscie typu: mi nie udalo sie niczego wprawdzie osiągnąć, ale moje dziecko może ukonczyc studa i zostac kimś- i takie podejscie dziecku przekazuje- że ono MOŻE. Ale mając pewien kontakt z dziecmi z biednych rodzin (kiedys często jezdzilam z dzieciakami na turnusy socjoterapeutyczne) zazwyczaj wygląda to inaczej. Te dzieciaki nie mają wiary w siebie, np zapytani przed konkursem talentow co potrafią robic opowiadają że NIC! że w niczym nie są dobrzy. Dopiero pozniej sie okazuje że jeden ladnie rysuje a drugi spiewa. Ale te dzieciaki napawde często mają poczucie że nic nie potrafią, do niczego się nie nadają, podejscie żeby się nie wychylac bo można się tylko ośmieszyć.

                                      Znam dziewczyne, z ktora studiowalam na roku, tez pochodzila z bardzo ubogiej wiejskiej rodziny. Skoczyla studia tylko dzięki wlasnemu samozaparciu, w skrajnej biedzie, 900 zl stypendium musialo jej wystarczyc na WSZYSTKO- od oplacenia mieszkania po bilety i książki. Rodzice nie dawali jej nic, tyle ze czasem nawiozla z domu pierogów czy cos. Nie pamiętam by kiedykolwiek poszla z nami na glupie piwo, czy na sklepy, bo zwyczajnie nie bylo jej stac. Nawet jak podlapala jakąś robote to odkladala kase bo no trzeba kupic sobie garnitur na obrone- ona o tym myslala rok wczesniej! W wakacje nie mogla dorobic bo musiala pomagac starym w gospodarstwie i przy mlodszym rodzenstwie- a mamy 21 wiek! Studia daly jej tyle że miesiac po obronie wyszla za mąż a rok potem urodzila dziecko. Teraz powiela schemat swojej rodziny, tyle ze w innym domu.

                                      Tak to jest, niestety.
                                      • klawiatura_zablokowana Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 19.11.10, 13:59
                                        Wiesz co, ja byłam dzieckiem matki pracującej na 2 etatach i ojca pracującego po godzinach, jakoś nie byłam wiecznie sfrustrowana, że nie dostawałam wszystkiego, co chciałam, za to nauczyłam się pomagać w domu, bardzo szybko zaczęłam pracować... rodzice bardzo kochali mnie i siostrę, chociaż wymagali od nas dużo pomocy i zaangażowania w dom. Nigdy nie czułyśmy się gorsze, niespełnione czy niekochane. Wręcz przeciwnie, obie skończyłyśmy studia, poszłyśmy na doktoraty, mamy prace, mieszkania, dużo znajomych, ja mam nawet męża ;)
                                    • niedobraciocia1 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 08.11.10, 11:47
                                      Pieniądze same w sobie niczemu winne nie są, ale często warunkują klimat panujący w domu. Niewielu jest rodziców potrafiących pomimo kłopotów materialnych poświęcać dzieciom uwagę i rekompensować im jakoś inaczej ten brak pieniędzy. Często ważniejsza jest jednak możliwość zarobku jakiegoś grosza bo przecież nie ma na życie. A problemy i smutki dziecka to mniej ważne kwestie, bo przecież trzeba je jakoś nakarmić i ubrać...
                                      Mam własny rozum, tak jak piszesz i nie chcę powielać schematu rodziców. Oni ciągle powtarzają, że są szczęśliwi, że to tak fajnie mieć dużą rodzinę i są zbulwersowani tym, że ja nie marzę o dzieciach. Tylko nie zdają sobie sprawy z tego na ile lęków, na ile frustracji byliśmy wystawieni w dzieciństwie i jak to na nas wpłynęło.
                              • m00nlight Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 07.11.10, 16:44

                                Zgadzam się.

                                Mysle że niektorzy ludzie podejmują zbyt nieprzemyslaną decyzję o dziecku.

                                Też nie jestem zwolennikiem dawania dziecku WSZYSTKIEGO, nawet jesli rodzicow na to stac, to po prostu niewychowawcze.
                                Ale jak dziecko przeżyje bez dziesiątego kucyka pony czy zestawu lego, tak na podstawow potrzeby i EDUKACJĘ po prostu MUSZĄ w rodzine być pieniądze... Dlatego naprawde dziwię się ludziom, a znam trochę takich, którzy we dwójkę ledwo wiążąc koniec z koncem decydują się świadome na dziecko... o wpadkach nie pisze bo to wiadomo. Ale mam trochę znajomych ktorzy doskonale wiedzieli ze malo zarabiają, bo bez szalenstw wydawali cala kase z miesiąca na miesiac a nie mieli z czego odlozyc nawet stowki czy dwóch- zdecydowali sie na dziecko, a teraz placzą, jakie pieluchy drogie, ile wszystko , że na to nie ma na tamto nie ma. No kurde, trza bylo myslec przed faktem a nie myslenie w stylu 'bog dal dziecko to da i na dziecko'. Ja nie mowie o szastaniu, rozpieszczaniu czy luksusach, ale jak rozwija się dziecko ktore nie chodzi na ŻADNE zajęcia pozaszkolne czy nie może nawet raz w roku pojechac na glupie kolonie tylko siedzi wakacje ferie pod blokiem? nawet jesli ma jakiś talent, to często jest on zmarnowany. Co z tego że np ma świetny sluch skoro rodzicow nie stac zeby poszlo do szkoly muzycznej, albo zeby mu kupic instrument? Na szkole (zwlaszcza publiczną) w tej kwestii nie ma co liczyc. Niestety, dzieci są okrutne, i te biedne zawsze w szkole (a podobno teraz to juz i w przedszkolach) są wyśmiewane... Ja sie nie dziwie że w takim ukladzie rosną z poczuciem krzywdy, obwiniają rodzicow itd.

                                Zauwazylam dziwną rzecz że faceci często zdają sobie sprawe z wlasnych ograniczen, i dlatego niechętnie decydują sie na dziecko. Za to niektóre kobiety dostają 'wscieklizny macicy' i chcą miec dziecko za wszelką cenę, nawet jesli nie ma warunkow. Wtedy nie trafiają argumenty a rozsądny skądinąd facet jest posądzany o szukanie wymowek, niedojrzalosc, etc. To jest druga strona medalu.
                                • niedobraciocia1 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 08.11.10, 12:06
                                  Zgadzam się z Tobą w 100%. Rodzice nie wiedzą jak musieliśmy się wstydzić kiedy inni we wrześniu opowiadali o wakacjach, a my co? mogliśmy tylko powiedzieć, że pracowaliśmy w polu- a co najlepsze to wcale nie mieszkaliśmy na wsi, na wieś musieliśmy codziennie jeździć... Poza tym, rodziców nie było stać na ubrania- często dostawialiśmy ubrania od babci z zagranicy, która kupowała je w jakichś tanich sklepach. Rodzice nie zdają sobie sprawy z tego, co czuje dorastająca dziewczyna, która musi iść do szkoły w czerwonych czy zielonych marchewach, podczas gdy jej koleżanki chodziły w jeansach... Rodzice też nie wiedzą jaki ja czułam lęk kiedy dowiadywałam się o tym, że np w szkole znowu trzeba za coś zapłacić, albo kiedy coś mi się psuło i trzeba było kupić nowe- przeżywałam wtedy katusze bo miałam poczucie, że rodzice będą bardzo źli i smutni, bo przecież nie mają pieniędzy. Albo jak czuje się dziewczyna w liceum, która nie jest zapraszana na imprezy bo nie ma przecież kasy... Przez wszystkie lata edukacji starałam się uczyć jak najlepiej żeby wynagrodzić rodzicom to, że muszą przecież wydawać na mnie "tyle" pieniędzy. Nauka była moją główną aktywnością, zaraz obok opieki nad młodszym rodzeństwem. Czasu ani kasy na rozwijanie pasji nie było... Na studia też poszłam do miasta gdzie utrzymanie było najtańsze w porównaniu do innych miast oraz wybrałam kierunek, gdzie nie trzeba było dużo dopłacać- np na medycynie trzeba kupować drogie książki, czaszki itd
                                  Te wszystkie sytuacje odbiły się na mojej psychice, dzisiaj jestem mało pewna siebie, często mam poczucie że jestem gorsza, do tego czuję, że część moich zdolności została zmarnowana. Staram się z tego wyjść, choć jest to niesamowicie trudne.
                                  Mam również dwie koleżanki, które były w podobnej sytuacji i maja podobne problemy w dorosłym życiu. Tyle, że jedna ma bardzo zaradną matkę, która dodaje jej wiary w siebie i motywuje do działania, więc jej życie troszeczkę inaczej się układa. Aczkolwiek kompleksy i poczucie gorszości zostały...
                                  Zatem ludzie zastanówcie się czy na prawdę będziecie w stanie dać swojemu dziecku to czego potrzebuje do prawidłowego rozwoju. I wcale nie chodzi tu o dziesiątego ponny tak jak pisze Moonlight, a po prostu o zapewnienie mu bezpieczeństwa.
                                  Moonlight zgadzam się z Tobą również w kwestii zdawania sobie sprawy z wlasnych ograniczeń przez facetów. Sama mam kolegę, 30- latka, który dopiero rozkręca firmę, wciąż mieszka u rodziców i jak powtarza, nie stać go na razie nawet na utrzymanie siebie. Był ostatnio z dziewczyną, 25-letnią, bezrobotną. I co? Po kilku miesiącach znajomości ona mu wypaliła że chce z nim dziecko. I nic nie dawało tłumaczenie, że przecież nawet nie mieliby za co przeżyć- ona tylko powtarzała, że jakoś to będzie... No i zostawił ją, bo bał się że za wszelką cenę będzie chciała zajść w ciążę, a on chce jednak czegoś więcej dla swojego dziecka. Ale oczywiście to on został posądzony o niedojrzałość i ucieczkę przed dorosłością. Tylko czy tak na prawdę to on był niedojrzały?
                                  • kag73 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 08.11.10, 12:23
                                    Wiesz, sytuacja dosc ekstremalna, bo piatka dzieci to rzeczywiscie sporo i rzazdko sie w dzisiejszych czasch zdarza. Nie wiem czy Twoi rodzice chcieli duza rodzine czy po prostu tak wyszlo. Wiadomo czasu nie cofniesz.
                                    Rozumiem, ze nie bylo Ci latwo, ale mozesz byc z siebie dumna, ze mimo tak trudnej sytuacji poradzilas sobie w szkole i skonczylas studia. A dokonalas tego sama, bez niczyjej pomocy. jestes samodzielna dziewczyna z ogromnym doswiadczeniem zyciowym i na pewno poradzisz sobie w roznych zyciowych sytuacjach. Patrz do przodu, nie rozpamietuj przeszlosci, zyj!
                                    Nie jestes gorsza tylko dlatego, ze rodzice nie mieli pieniedzy! Od tego powinnas zaczac. Nie rozmyslaj tylko zyj i staraj sie, zeby bylo Ci lepiej!
                                    Moze chociaz masz dobry kontakt z rodzenstwem a to tez mile zwlaszcza w doroslym zyciu kiedy samemu ma sie dzieci.
                                    • niedobraciocia1 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 08.11.10, 12:44
                                      Moi rodzice mieli bardzo irytujące podejście... Gdy było nas 4 to już było dużo- np było bardzo ciasno w aucie, trzeba było spać po dwoje na jednym łóżku. Kiedy byłam nastolatką już i dowiedziałam się że w drodze jest 5 dziecko to byłam wściekła... A jak jeszcze rodzice mówili, że to Bóg tak chciał i na pewno im pomoże, to opadały mi ręce. Było mi cholernie wstyd za rodziców, że są tak nieodpowiedzialni i że nie wiedzą do czego służy antykoncepcja. Dlaczego moje koleżanki mogły mieć 1 czy 2 rodzeństwa a ja musiałam mieć aż 4? Przeżyłam wtedy poważny kryzys, bo jak było nas 4 to się ciągle zamartwiałam, że nie będziemy mieli pieniędzy, a co dopiero 5... Było nawet tak, że nie chciałam iść do szpitala zobaczyć swoją nową siostrę. Później siłą rzeczy musiałam ją polubić bo musiałam się nią zajmować i to baaardzo często. Kiedy mama wyjeżdzała za granicę na kilka miesięcy, to były nawet takie momenty że mała mówiła do mnie "mamo":/
                                      Ciężko poradzić sobie samej z takim bagażem doświadczeń... Coraz poważniej zastanawiam się nad psychoterapią, tyle że póki co mnie nie stać na naprawienie swojej głowy...
                                      • sisi_kecz Re: A ile znacie kompletnie szczęśliwych dzieci? 08.11.10, 15:43
                                        Kazdy ma jakies żale do dieciństwa.

                                        Wolałabyś ciocia, aby z powodu biedy, Twoja mama Cie nie urodziła?
                                        Czy wolisz wspominać kilka przykrych porównań z bogatszymi rówiesnikami i mieć całe życie na to, aby do czegoś dojsć?

                                        Z biednych rodzin pochodzi mnóstwo wybitnych osób, a z tych sytych i dostatnich aż tylu indywidualności nie ma.
                                        Może lepiej rozwija sie człowieczeństwo i talenty, kiedy są przeszkody i trudności w osiągnieciu celu- może ten cel jest wtedy ambitniejszy?

                                        Czy Twoje koleżanki pokonczyły studia, czy zawodówki lub ogólniaki i kariera ekspedientki?
                                        A może jako traumę z dzieciństwa wspominają alkoholizm ojca lekarza, albo to że bozia urody nie dała, czy lęk przed matmą, histą, wuefem, każdy ma swój krzyż ;)
                                        Czy mają fajne wsparcie w rodzeństwie i są prawie jak mama dla najmłodszej siostry?

                                        nie wszystkie bogactwa w złocie sie mierzy...

                                        duze pozdro!!!
                                        • niedobraciocia1 Re: A ile znacie kompletnie szczęśliwych dzieci? 09.11.10, 11:09
                                          Masz rację, ale mnie bardziej niż dorastanie w biedzie boli podejście mojej mamy... Ona uważa, że nasza praca na wakacjach (moja i rodzeństwa) podczas gdy rówieśnicy bawili się czy wyjeżdzali to przecież nic takiego. Albo że dramatyzuję mówiąc, że było mi ciężko gdy zostawiła cały dom na mojej głowie (miałam 16 lat) wyjeżdzając za granicę. To bardzo boli...
                                          • zakletawmarmur Re: A ile znacie kompletnie szczęśliwych dzieci? 09.11.10, 12:26
                                            Taki przypadek mam wśród znajomych... Z tą róznicą, ze rodzina jest zamożna, "na poziomie". Od dziewczyn bardzo dużo się wymagało, nikt nie doceniał tego, że świetnie się uczyły i praktycznie same wszystko w domu robiły. Coś na zasadzie "masz 5 dlaczego nie 6":-)Jeśli miały jakieś potrzeby finansowe to musiały sobie same dorobić (choć rodzice na prawdę dużo kasy mają).

                                            I faktycznie dziewczyny się udały. Tylko z jakiś powodów ich samoocena jest cholernie niska. Mężczyźni, którymi się otaczają są poniżej ich poziomu i to jeszcze ona są tą stroną zabiegającą. A najgorsze jest to, że Ci meżczyźni ich nie szanują...
                                            • m00nlight Re: A ile znacie kompletnie szczęśliwych dzieci? 09.11.10, 12:38

                                              To akurat klasyczny przyklad postawy nadmiernie wymagającej, i ludzi wychowanych w ten sposob jest naprawde dużo. Podobnie jak takich ktorzy nigdy nic nie 'musieli'.

                                              Żadne odkrycie- każda negatywne postawa rodzicow niezależnie w którą stronę następuje 'przegięcie' w jakiś sposob wypacza czlowieka, ktory pozniej w doroslym życiu slabo sobie radzi. I stan majątkowy niewiele ma do tego- zdarzają się fantastyczne rodziny w ktorych się nie przelewa, i koszmarne zamożne. ale odbiegamy mocno od tematu ;)

                                              Wciąż ludzie, ktorzy decydują się na dzieci mimo że nie maj warunkow bo 'jakoś to będzi ' to skrajny idiotyzm i nieodpowiedzialność.
                                              • zakletawmarmur Re: A ile znacie kompletnie szczęśliwych dzieci? 09.11.10, 12:57
                                                > Wciąż ludzie, ktorzy decydują się na dzieci mimo że nie maj warunkow bo 'jakoś
                                                > to będzi ' to skrajny idiotyzm i nieodpowiedzialność.

                                                Mysle, że to raczej rzadkość... No i "warunki" też można różnie interpretować. Dla jednych będzie to brak dużego domu z ogrodem, kasą na prywatne przedszkole, markową odzież produkowaną z eko bawełny i równie zdrowe żarcie. Dla drugich te warunki mogą być dużo bardziej liberalne...

                                                Ludzie mają podobne zdanie dotyczące np. wieku rodziców, ich stanu zdrowia, ilości wolnego czasu i innych bzdetów. Ja jestem bardziej liberalna bo wierzę w inteligencje potencjalnych rodziców...
                                                • niedobraciocia1 Re: A ile znacie kompletnie szczęśliwych dzieci? 09.11.10, 14:52
                                                  Ja jednak zgodzę się z Moonlight... Osobiście znam kilka skrajnie nieodpowiedzialnych przypadków, kiedy to ludzie bez żadnego zaplecza podejmowali decyzję o ślubie czy o potomstwie twierdząc, że jakoś to będzie. Jednak samą miłością żyć się nie da. Mam koleżankę, mężatkę która niedawno skończyła studia i od kilku mies nie może znaleźć pracy. Jej mąż przez miesiąc pracował, ale nie przedłużyli mu umowy. Mieszkają u jego rodziców na małej wsi. Żadnych oszczędności, oboje bez pracy i perspektyw na nią, ale... starają się o dziecko. Ja nie uważam tego za odpowiedzialne...
                                                  • zakletawmarmur Re: A ile znacie kompletnie szczęśliwych dzieci? 09.11.10, 16:56
                                                    > mu umowy. Mieszkają u jego rodziców na małej wsi. Żadnych oszczędności, oboje
                                                    > bez pracy i perspektyw na nią, ale... starają się o dziecko.

                                                    Zawsze mogą zostać rolnikami:-)

                                                    Przyznam się, że nie mam wśród znajomych takiego przypadku, gdzie ludzie decydowaliby się świadomie na dziecko nie mając możliwości wykarmienia go. Nie twierdzę oczywiście, że takich ludzi nie ma:-)
                                                  • urquhart Re: A ile znacie kompletnie szczęśliwych dzieci? 09.11.10, 19:48
                                                    zakletawmarmur napisała:
                                                    > Przyznam się, że nie mam wśród znajomych takiego przypadku, gdzie ludzie decydo
                                                    > waliby się świadomie na dziecko nie mając możliwości wykarmienia go. Nie twierd
                                                    > zę oczywiście, że takich ludzi nie ma:-)

                                                    Często narzekamy, że nasze państwo nie wspomaga dostatecznie rodzin i nie zachęca ich do płodzenia wielu dzieci. Ciężko nam więc sobie wyobrazić sytuację, w której rodzice utrzymywaliby się wyłącznie z zasiłków. I to na całkiem przyzwoitym poziomie. Jednak w innych krajach europejskich jest to bardzo realne. Jednym z wiodących w tej kwestii krajów, słynącym ze swojej hojności jest Wielka Brytania.Historia rodziny Davey jest tylko jedną z wielu. Oto 35-letni mężczyzna i jego 29-letnia żona żyją w pięknym mieszkaniu, mają dwa samochody, a przy tym wszystkim... żadne z nich nie pracuje. Można powiedzieć, że pracują na nich dzieci. Mają ich siódemkę i za każde z osobna dostają od państwa pieniądze. Są to kwoty tak wysokie, że roczny przychód rodziny wynosi 42 tysiące funtów, czyli ponad... 180 tysięcy złotych! Nie trudno więc zrozumieć, że ojciec w takiej sytuacji postanowił rzucić pracę.

                                                    www.figa.pl/Moj-zawod-Rodzenie-dzieci-a393_____________________________________
                                                    Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                                                  • zakletawmarmur Re: A ile znacie kompletnie szczęśliwych dzieci? 10.11.10, 02:30
                                                    No tak Urqu, ale żeby mieć 7 trzeba najpierw mieć dwójkę, trójkę... A jak rozumiem z taką ilością dzieci to się człowiek z zasiłków nie utrzyma:-) Zanim się tej 7 dorobi to troche czasu minie. Choć słyszałam, że w Szwecji przy trójce już pracować nie trzeba.

                                                    Swoją drogą podziwiam możliwości rozrodcze tej kobiety. Urodzić tyle dzieci przed 30...
                                            • niedobraciocia1 Re: A ile znacie kompletnie szczęśliwych dzieci? 09.11.10, 14:38
                                              Niestety z tymi mężczyznami to zgadza się i w moim przypadku... Mam za sobą kilka nieudanych związków z bardzo nieodpowiednimi facetami, i za każdym razem słyszałam: "przecież stać Cię na kogoś lepszego"...
                                        • aandzia43 Siiiisiiiii!!! Plizzzzz!!! 09.11.10, 22:09
                                          Ty pyskata, bystra babo, co ci się dzisiaj z głową porobiło?! ;-) "Gońcem niedzielnym" lecisz, aż mi kadzidłem zaśmierdziało.
                                          Tak, KAŻDY ma jakieś żale z dzieciństwa. Traumy Cioci nie są z tych najbardziej ponurych, ale to są JEJ żale, dość konkretne i wcale nie takie błahe.

                                          > Z biednych rodzin pochodzi mnóstwo wybitnych osób, a z tych sytych i dostatnich
                                          > aż tylu indywidualności nie ma.
                                          > Może lepiej rozwija sie człowieczeństwo i talenty, kiedy są przeszkody i trudno
                                          > ści w osiągnieciu celu- może ten cel jest wtedy ambitniejszy?

                                          Słodkie bzdurki i niebezpieczne przekłamania. Jak już dziewczyny pisały, sam niedostatek, czy ciężkie czasy, w jakich przyszło komuś żyć, niekoniecznie muszą niszczyć potencjał i wypaczać charakter, ale na pewno zgnoić psyche i udupić w zarodku talenty może zaszczepianie dziecku poczucia nieważności, nieistotności jego potrzeb i zaprzęgnięcie do kieratu obowiązków wobec innych. Ciocia nie bardzo mogła rozwinąć talenty, bo na jej talenty nie było miejsca w kołchozie zwanym "rodziną wielodzietną nie całkiem wydolną". Nie było miejsca, uwagi, czasu, nakładów.
                                          A jeśli chodzi o tych, co im się dobrze na świecie dzieje, to w 99% nei wypadli oni sroce spod ogona. Ktoś w nich inwestował uczucia, czas, pracę i pieniądze. Biedę się dziedziczy, dziedziczy się również nawyk godnego życia. Pokolenia na to pracują. Kumulacja dóbr wszelakich podstawą dobrostanu. Psychicznego też.
                                          Zauważ, że za wieloma naprawdę ogromnymi talentami, które miały możliwość rozwinąć się, stoją rodzice. Niekoniecznie bardzo zamożni, ale albo stanowiący świetne zaplecze merytoryczne, albo wkładający kupę sił w umożliwienie potomstwu rozwoju, albo jedno i drugie.
                                          • sisi_kecz Re: Siiiisiiiii!!! Plizzzzz!!! 10.11.10, 10:45
                                            No co?

                                            Faktycznie w Monty Python'ie śpiewali "sperma, sperma, sperma święta jest!"

                                            ale to nie to.

                                            ;)
                                            • sisi_kecz Re: Siiiisiiiii!!! Plizzzzz!!! 10.11.10, 13:54
                                              W Polsce głód nie zagląda do oczu nikomu, kto ma minimum chęci aby go nie zaznać.
                                              Dla bardzo biednych osób jest opieka społeczna, na która skladamy sie aby Rodacy nie głodowali.
                                              Polecę znow Gościem Niedzielnym ;)) i dodam że jest full instytucji w tym katolickich, wyspecjalizowanych w dokarmianiu, gdzie siostry zakonne gotują tyle aby nikt głodny nie odszedł.
                                              Nie cały kler spędza czas na molestowaniu chłopców ;)

                                              Chodzi mi o to, że ograniczanie prawa do posiadania dzieci, tylko tym którzy mają warunki finansowe, to rodzaj eugeniki. To że kto ma taki pogląd, że tylko z czterema pokojami sie rozmnoży, to jeszcze nie znaczy, że ktoś na jednym pokoju nie pragnie dziecka i nie da mu odpowiednich warunków- a te warunki to moim zdaniem: poczucie bezpieczeństwa, akceptacji i więzi emocjonalnej. Do gara zawsze coś sie znajdzie.
                                              Mam taki pogląd że dostatnie społeczeństwa grzęzną w materializmie, a energia życiowa i ekspansja do rozwoju buzuje w tzw. Trzecim Świecie.

                                              A takie pierwsze z brzegu, po wbiciu w gugla nazwiska, które wyszły z biedy:
                                              Haydn, Kapuścinski, Himilsbach, Larry Flynt (wydawca Hustlera), Aleksander Kostritsyn (zawodowy gracz w poker, 4 na liście federacji, z ugranym 2,5 mln dolarow)
                                              Shakira, Kate Winslet, Ozzy Osbourne, Michelle Obama, Christiano Ronaldo....

                                              duze pozdro!!!
                                              • aandzia43 Re: Siiiisiiiii!!! Plizzzzz!!! 10.11.10, 22:01
                                                Nie przesadzasz czasem z tą biedą u większości wymienionych postaci? Taki Kapuściński miał ciężko, bo czasy były wojenne i powojenne, a nei dlatego, że drastycznie odstawał od reszty rówieśników. Rodzice poza tym kształceni chyba byli i dziecku starali się nieba przychylić, a nie ględzili, że trzeba się poświęcać i nie wychylać.

                                                > Chodzi mi o to, że ograniczanie prawa do posiadania dzieci, tylko tym którzy ma
                                                > ją warunki finansowe, to rodzaj eugeniki. To że kto ma taki pogląd, że tylko z
                                                > czterema pokojami sie rozmnoży, to jeszcze nie znaczy, że ktoś na jednym pokoju
                                                > nie pragnie dziecka i nie da mu odpowiednich warunków- a te warunki to moim zd
                                                > aniem: poczucie bezpieczeństwa, akceptacji i więzi emocjonalnej. Do gara zawsze
                                                > coś sie znajdzie.

                                                A od kiedy to z samego pragnienia dziecka cokolwiek istotnego i wartościowego wynikło? Swędząca macica czy potrzeba posiadania domowego zwierzątka w ludzkim ciele to żaden moralny wyczyn czy szczyt dojrzałego człowieczeństwa. To tylko i wyłącznie głos biologii, taki sam, jak potrzeba odżywiania się czy wydalania. Te fizjologiczne odruchy można jednak przekuć w dojrzałą miłość, która ma coś do zaoferowania. Ino że trza do tego odpowiedniego połączenia rozumu i serca, nei tylko podbrzusza. I na prawdę nie chodzi tu o cztery pokoje. Poza tym pełny gar naprawdę nie wystarcza, by rozwinąć potencjał.
                                                • ore.ona Re: Siiiisiiiii!!! Plizzzzz!!! 10.11.10, 22:29
                                                  A od kiedy to z samego pragnienia dziecka cokolwiek istotnego i wartościowego w
                                                  > ynikło? Swędząca macica czy potrzeba posiadania domowego zwierzątka w ludzkim c
                                                  > iele to żaden moralny wyczyn czy szczyt dojrzałego człowieczeństwa. To tylko i
                                                  > wyłącznie głos biologii, taki sam, jak potrzeba odżywiania się czy wydalania<

                                                  Genialne;)
                                                  Uwzględnij proszę że większość, ludzi pragnie potomstwa z przyczyn uczuciowych. Może to jest dziwne i niezrozumiałe dla Ciebie, ale dzieci i kontakt z nimi, jest czasem niezbędny by rozwinąć w nas sferę uczuć wyższych. Różni się ona trochę od tego co czujemy do partnera lub własnych rodziców. Myślę że samotni ojcowie również mogą coś na ten temat powiedzieć/ale Ty tylko o macicy../
                                                  „Produkcja” dzieci w rodzinach patologicznych to inny temat i o tym tu chyba nie rozmawiamy?
                                                  • aandzia43 Re: Siiiisiiiii!!! Plizzzzz!!! 11.11.10, 00:23
                                                    > Uwzględnij proszę że większość, ludzi pragnie potomstwa z przyczyn uczuciowych.

                                                    Uwzględnaim, że większość ludzi pragnących dzieci kieruje się uczuciami (różnorakimi zresztą), a nie potrzebą zgarnięcia kasy ze sprzedaży noworodka na organy. Ale, jak napisałam, by nadać rangę miłosci porywom rozrodczym, by obrobić glinę i stworzyć z niej dzieło sztuki, trzeba się trochę wysilić. A najlepiej już przystąpić do dzieła z jako takim porządkiem pod sufitem i w życiu. Najlepiej, ze względu na dziecko, jeśli by to komus umknęło. I o to mi z grubsza chodziło.

                                                    > Może to jest dziwne i niezrozumiałe dla Ciebie, ale dzieci i kontakt z nimi, j
                                                    > est czasem niezbędny by rozwinąć w nas sferę uczuć wyższych.

                                                    Dziwne, niezrozumiałe, a przede wszystkim przerażające dla mnie jest to, że nie rozumiesz, iż sfera uczuć wyższych MA BYĆ JUŻ ROZWINIĘTA w chwili, gdy człowiekowi rodzi się dziecko. Rozwijać w trakcie to sobie możesz słuch w trakcie nauki gry na instrumencie - najwyżej zarżniesz intstrument. Ewoluujemy, dojrzewamy, stajemy się mądrzejsi (albo i nie) podczas bycia rodzicem, ale uczuć wyższych rodzicielstwo w kimś, kto ich nie ma, rodzicielstwo nie rozwinie. Za to na pewno skręci uczucia w dziecku.
                                                  • ore.ona Re: Siiiisiiiii!!! Plizzzzz!!! 11.11.10, 13:30
                                                    Ma być rozwinięta bo?
                                                    Ty tak sobie życzysz, nakazujesz, żądasz?
                                                    Zauważ że operujesz kategorycznym tonem, a w życiu nic nie jest jednoznaczne i proste. Rodzice często popełniają błędy, dzieci mają braki uczuciowe, jeśli sami nie są tego świadomi i nie sięgną po np. terapię to? No właśnie co?
                                                    Zabronić im –„Wy nie możecie mieć dzieci bo nie jesteście w pełni rozwinięci uczuciowo”
                                                    ?
                                                    Zauważyłam jedną rzecz, dorosły człowiek zostając matką, ojcem często robi ogromny krok w sferze uczuć- uczy się kochać.
                                                    Porównaj sobie forum/nie pamiętam dokładnie- nie chcemy mieć dzieci (?)/ z forum e-mama.
                                                    Kobiety i mężczyźni również, dużo zyskują jako ludzie gdy pojawia się obok mała istota.
                                        • ore.ona Re: A ile znacie kompletnie szczęśliwych dzieci? 10.11.10, 10:17
                                          > nie wszystkie bogactwa w złocie sie mierzy...>
                                          Właśnie.
                                          Znam dużo przypadków mało zasobnych rodzin z czułą, dobrą atmosferą gdzie dzieci /2-3/ rozwijają się bardzo dobrze.
                                          Znam pare przypadków rodzin bardzo zasobnych-dzieci-jedynaki wysyłane na dodatkowe zajęcia z których rezygnują bo nie mają predyspozycji, albo mają ale znudziło im się. Atmosfera rodzinna opiera się na –nie odejdę bo..pieniądze i jest zimna.
                                          To nie pieniądze decydują o naszej dobrej lub złe przyszłości. Decydują w jakimś stopniu o przyszłym statusie materialnym/przyzwyczajenie do pieniędzy, kodowanie że są/. Szczęście to trochę inna para kaloszy. Przyznaje jest coś takiego jak kodowanie biedy i trza z tym walczyć.
                                          Ale osoby z biednych rodzin często osiągają bardzo dużo- od dzieciństwa uczą się odpowiedzialności, fakt nie mają wszystkiego, ale jeśli nie są wiecznie krytykowane to imo, mają duży potencjał. Dlatego uważam że ciocia za bardzo skupia się na tym czego nie dostała/taka trochę zazdrość i żal przez porównywanie się do innych/ a za mało na tym co wypracowała w sobie poprzez takie a nie inne warunki życiowe. Mnie nikt nie posyłał na zajęcia dodatkowe, nikt nie rozwijał we mnie zdolności, a jednak odezwały się one i sama musiałam o nie zadbać. Fakt, nie byłam krytykowana, ale też nikt nie skakał koło mnie. Nie wyobrażam sobie te,ż że z braku środków finansowych rezygnuję z dziecka. Dlaczego? Zarobię, jeśli nie będzie kokosów, trudno, będzie co innego. Ważne natomiast by dziecko znało swoją wartość/że jest inteligentne albo wrażliwe, albo odpowiedzialne, dobre, albo ma fantazję itd. Bo coś z pozytywnych cech na pewno ma i trzeba mu o tym mówić/.
                                          • niedobraciocia1 Re: A ile znacie kompletnie szczęśliwych dzieci? 10.11.10, 15:54
                                            Widzisz, ja chciałam się uczyć jak najlepiej po to, żeby później iść na studia i nie żyć tak jak moi rodzice. Ale ta moja nauka była średnio w domu doceniana, bo np przychodziłam i mówiłam że dostałam 5, to zaraz padało pytanie, a czy ktoś dostał 6? Jak dostawałam 6 to zaraz było pytanie o to, a kto jeszcze dostał 6... Powiem Ci że odbierało mi to całą radość ze swoich sukcesów, bo wcale nie uważałam tego za sukcesy, wiecznie byłam z siebie niezadowolona. Rodzice natomiast chwalili się przed ciotkami, sąsiadkami itd a czasem żeby dokopać komuś kto też miał uczące się dzieci, wręcz zawyżali moje osiągnięcia- po to tylko żeby ktoś był zazdrosny. Zatem pieniądze pieniędzmi, ale ja w żadnej dziedzinie nie czułam się wyjątkowa, bo zawsze się z kimś porównywałam. Lata treningu odcisnęły piętno na mojej psychice bo nawet na studiach porównywałam się z innymi, wiecznie byłam z siebie niezadowolona... Zatem bieda biedą, ale jak dołoży się do tego liczne błędy wychowawcze rodziców, to już całkiem smutny żywot dla dziecka..
                                            • ore.ona Re: A ile znacie kompletnie szczęśliwych dzieci? 10.11.10, 22:16
                                              Nie jesteś wyjątkiem. Mój mąż też miał podobnie, choć nie do końca. Jego matka płakała gdy dostał czwórkę a nie piątkę, słyszał że przykrość jej robi wiecznie bo.., chwaliła się jego osiągnięciami przy każdej okazji podwyższając przy tym swoją własną samoocenę. On nosił na plecach ciężar-muszę być najlepszy.. A z drugiej strony bardzo go kochała, każdy pyłek spod nóg..
                                              Powinnaś zdać sobie sprawę że Twoi rodzice tak zostali wychowani ,tym nasiąkli będąc dziećmi. Ty masz świadomość że nie tak trzeba i masz szansę nie powielić tego w swojej rodzinie. To dużo, naprawdę dużo.
                                              Wyobraź sobie że na studiach włączył się Twój zegar, własny, z lepszym czasem:)
                                              Tak w ogóle to chyba nie ma rodzin idealnych, porównywanie się do innych nie ma sensu-oni mają swoje własne problemy, czasem nie wiesz jak duże.
                                              Żal do rodziców, żal do innych, zazdrość i porównywanie się -zawsze na minusie= to solidny łańcuch który ciągniesz za sobą i jeśli nie oderwiesz go, to nie pobiegniesz, będziesz robić malutkie kroczki, lub stać w miejscu. Moon zdaje się pisała Ci o terapii- może jednak warto, jeśli to Ciebie dręczy i ogranicza.
                                              Powodzenia :)
                                      • m00nlight Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 08.11.10, 16:10

                                        Rozumiem o czym mówisz, istotnie, sytuacja z dziecinstwa zawsze wplywa na samoocenę i późniejsze funkcjonowanie. Ale popatrz też na to z innej strony:
                                        1. przecież mogło być gorzej :) Ja zawsze jak sie wkurzam na moją złą matkę i zmarnowane dziecinstwo (chociaz akurat pieniędzy nigdy u nas nie brakowalo, brakowalo za to czegos o wiele ważniejszego), myślę sobie że przecież moglam trafić gorzej. Moglam sie urodzic w malym afrykanskim państewku, gdzie akurat toczy się wojna, nie ma wody do picia itp itd. Moglam sie urodzic w afganistanie i chodzić w burce, moglam miec starych meliniarzy, pijaków narkomanow, trafic do bidula itp itd. Jak sobie o tym pomysle dochodze do wniosku że wcale nie mialam tak źle, moglo byc o wiele gorzej.
                                        2. Jak napisala Kag, mimo niesprzyjających warunkow poradzilas sobie sama, możesz być z siebie dumna że tyle osiągnęłaś, nie oglądać się za siebie i przeć do przodu :)
                                        3. Masz na pewno fajne rodzeństwo, o czym jedynacy mogą pomarzyć, warto dbac o utrzymanie z nimi dobrych kontaktow. Ja np żałuję że nie mam siostry, zawsze zazdroscilam swoim koleżankom ktore mialy siostry, mogly sie wymieniac ciuchami, kosmetykami, mialy komu sie zwierzac, itd...

                                        Myślę że zamiast kosztownej terapii bardziej przydalby ci się jakiś warsztat dla kobiet, są takie organizowane w wielu miastach, często za darmo. Na takich warsztatach buduje się samoocenę, samoakceptację, uczy asertywności. Poszperaj, często takie warsztaty organizowane są przez studentow i absolwentow psychologii, koła naukowe itd. Wiem z doświadczenia że uczestnictwo babkom pomaga- sama wspolorganizowalam kiedys takie warsztaty, akurat nasze dotyczyly walki z seksizmem, ale wiem że byly też inne, calkowicie darmowe, wystarczylo się zapisac do grupy....
                                        • niedobraciocia1 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 09.11.10, 11:12
                                          Niestety na razie mieszkam w małym mieście oddalonym od ośrodków akademickich, więc do warsztatów nie mam dostępu. Ale pracuję sama nad sobą, mam książki i pewien zasób wiedzy na ten temat:) jest to ciężkie, ale kiedy nareszcie wyprowadzę się z domu, to myślę, że będzie lepiej:) pozdrawiam
                                  • the_mariska Zamożność rodziców a szczęście dzieci 10.11.10, 15:07
                                    Wiesz, ja cię nie bardzo rozumiem. Sama pochodzę z rodziny wielodzietnej (mam 4 młodszych braci), w czasie mojego dzieciństwa żyliśmy bardzo oszczędnie, zwłaszcza przez parę lat, gdy choroba unieruchomiła jedno z moich rodziców. Jednak w życiu nie przyszło mi do głowy, że miałabym się wstydzić noszenia ubrań po starszych kuzynkach, podręczników po koleżankach, przekazywanych dalej młodszym braciom (na szczęście wtedy jeszcze nie wszystkie podręczniki zmieniano co 2 lata) czy tego, że w wieku 12-13 lat zajmowałam się malutkim braciszkiem (koleżanki były zachwycone taką żywą lalką ;)). Tak samo, jak nie wstydziłam się, że obiady na stołówce dofinansowywała nam szkoła (nie było czego, 1/3 klasy tak miała), miasto dofinansowywało komunikację miejską, a na kolonie jeździłam dofinansowane z parafii nad pobliskie jezioro zamiast gdzieś za granicę. Też nie raz w życiu słyszałam 'nie stać nas na to' i jakoś nie wpędziło mnie to w życiową traumę. Być może dlatego, że w ramach szkolnego kółka samopomocy spotkałam się z prawdziwą biedą - dziećmi, które naprawdę nie miały co jeść i w co się ubrać, w dodatku często pochodzące z rodzin alkoholików.

                                    Wydaje mi się, że to nie w pieniądzach był u ciebie problem, tylko w podejściu rodziców. Bo po latach stwierdzam, że rodzice zainwestowali we mnie dużo, dużo więcej niż bogatsi rodzice koleżanek w nie. Przez te parę lat uziemienia na groszowej rencie ojciec spędzał ze mną dłuuuugie godziny, przygotowując mnie do różnorakich konkursów, potrafił mnie zainteresować matematyką, językami obcymi czy muzyką - tak, że zajmowałam się tym z autentycznej pasji, a nie dlatego, żeby coś rodzicom rekompensować. Trochę nawet udało mi się w tych konkursach wygrać, ale nie to jest najważniejsze ;) Rodzice zaszczepili w każdym z naszej piątki instynkt odkrywcy i dobre nawyki. Najmłodszy - wiolonczela i kółko szachowe, kolejny - kółka i konkursy matematyczne, jeszcze starszy - programowanie i kursy grafiki, najstarszy - pianino, śpiew klasyczny i historia, wszystko oczywiście z pasji którą rodzicom udało się w nas zaszczepić. Rozwijanie żadnego z tych naszych zainteresowań nie wymagało jakichś szczególnych nakładów finansowych, a przygotowało do życia dużo lepiej niż gdyby inwestowali w zabawki (których zawsze nam brakowało), korepetycje czy nowe ubrania. Mam sporo zastrzeżeń, co do rodzinnego domu, jest wiele rzeczy które mi się w nim nie podobało, ale na pewno nie ma wśród nich braku pieniędzy.

                                    Tak jeszcze na marginesie, od paru lat rodzice mają dobrze prosperującą firmę, więc sytuacja najmłodszych odwróciła się o 180 stopni w stosunku do tego, co ja miałam w ich wieku. Ojciec ciągle w rozjazdach, matka ciągle w biurze, na szczęście dwóch lewych rączek nikt u nas nie ma, więc i osiemnastolatek zrobi coś sensownego do żarcia. Myślałam, że młodzi będą szczęśliwi - w końcu pieniędzy na nic nie brakuje, chata wolna, można od rana do nocy grać na komputerach, których teraz w domu pod dostatkiem, itp. A ostatnio któryś z nich do mnie wypalił "Ech, ja pamiętam, jak jeszcze tej durnej firmy nie było... to nawet obiad w domu był codziennie... A w niedzielę nawet ciasto!" ;)
                                    • niedobraciocia1 Re: Zamożność rodziców a szczęście dzieci 10.11.10, 16:05
                                      Masz rację, może zbytnio skupiłam się na problemach finansowych w mojej rodzinie. Moi rodzice mieli inne podejście do zycia niż Twoi. Nie rozwijali naszych pasji ani talentów. Może dlatego, że sami nie mają żadnych zainteresowań... Dotąd spędzają czas wyłącznie przed TV- tak wyglądały i wyglądają niedziele, święta i wszystkie dni w naszym domu... Mam niesamowitą motywację do tego, żeby nie żyć tak jak rodzice..
                              • druginudziarz Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 09.11.10, 21:42
                                niedobraciocia1 napisała:

                                > Ja mogę się wypowiedzieć z perspektywy dziecka, które właśnie z takiej rodziny
                                > pochodzi. Wieczne oszczędzanie i oszczędzanie. I wcale nie chodziło o luksusy,
                                > ale nie mogłam rozwijać swoich zainteresowań, bo np rodziców nie było stać na d
                                > odatkowe książki. Nie jeździłam nigdy na wakacje, bo trzeba było pomagać rodzic
                                > om w pracach, które przynosiły jakiś dochód- zresztą i tak nie byłoby pieniędzy
                                > na te wakacje. I co dzięki temu zyskałam? Poczucie małej wartości i gorszości
                                > od innych- do tej pory mi to zostało, choć moja sytuacja nieco się poprawiła. R
                                > odzice powinni być bardziej odpowiedzialni zanim podejmą decyzję o dziecku, bo
                                > o ile rozpieszczanie go do granic nie jest dobre, o tyle ciągłe mówienie, że ni
                                > e stać nas też działa destrukcyjnie..

                                Chodzi Ci o taką "świadomą decyzję przyszłych rodziców" coby np. nie było wogóle na świecie usera o nicku "niedobraciocia1"? no ale wtedy to w ogóle by się puściej na świecie zrobiło wszak większość ludzi na świecie zarabia mało. A Ci którzy zarabiają dużo to jakoś podejrzanie nie mają ochoty na dzieci.
                                Twój problem niedobraciociu nie wziął się z (względnego) ubóstwa rodziców tylko z braku miłości i empati z ich strony. Jest cała rzesza ludzi z "biednych rodzi" z całkiem poprawnym poczuciem własnej wartości i poprawnym samopoczuciem.
                                • aandzia43 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 09.11.10, 22:16
                                  A Ci kt
                                  > órzy zarabiają dużo to jakoś podejrzanie nie mają ochoty na dzieci.

                                  A niekoniecznie, niekoniecznie... Raczej odkładają decyzję na chwilę, gdy nastąpi dogodny moment i nie robią sobie bezmyślnie piłkarskiej jedenastki.
                                  • urquhart Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 10.11.10, 00:06
                                    Jakoś bogata Europa ma ujemny przyrost, Polska jeszcze gorzej, a ludzi najwięcej się rodzi w ciemnocie i biedzie zarówno w Polsce jak i na świecie.
                                    Znasz wiele niepatologicznych wielodzietnych rodzin?
                                    Bo ja raczej obserwuję że dużo jest takich nieskomplikowanych kobit co chciałoby nieskończenie powtarzać i przeżywać "cud narodzin" bez refleksji jak sie dzieci wykształci i odchowa potem, a facet stopuje perspektywicznie że nie ma na to kasy i chciałby "trochę pożyć"
                                    Jak choćby po sąsiedzku:
                                    forum.gazeta.pl/forum/w,898,118436939,,marze_o_trzecim_dziecku_maz_nie_chce_.html?v=2
                                    _____________________________________
                                    Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                                    • kag73 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 10.11.10, 00:12
                                      Przestan, ja mysle, ze wiekszosc stosuje antykoncepcje po polsku czyli "uwazamy" i w ten sposob zdarzaja sie wpadki. Inna czesc stanowia moze ludzie gleboko wierzacy, ktorzy mysla "jak Bog da, tak bedzie". Reszta to moze rzeczywiscie pary, ktore zawsze chcialy miec duza rodzine, albo jeden partner a drugi przystaje.
                                      O dziwo naprawde bogaci tego swiata maja sporo dzieci, wlasnych czy zaadoptowanych.
                                      • kag73 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 10.11.10, 00:19
                                        Aha, co do biednych i "ciemnoty" tego swiata, to jeszcze wyglada tak, ze dzieci traktuje sie jako zabezpieczenie na starosc, maja zatroszczyc sie o rodzicow, rowniez finansowo. Inny styl zycia, w krajach Trzeciego Swiata dzieci nie kosztuja duzo, bo tez niewiele ma sie im do zaoferowania, nie maja raczej perspektyw na przyszlosc. Beda dalej zyly bardzo skromnie jak ich rodzice, ale wbrew pozorom, czesto szczesliwsi niz ludzie w Europie.
                                        No oczywiscie nie mowie tutaj o ekstremalych przypadkach jak dzieci cierpiace glod, np. w Afryce.
                                        • urquhart Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 10.11.10, 00:46
                                          kag73 napisała:
                                          > Aha, co do biednych i "ciemnoty" tego swiata, to jeszcze wyglada tak, ze dzieci
                                          > traktuje sie jako zabezpieczenie na starosc, maja zatroszczyc sie o rodzicow,
                                          > rowniez finansowo

                                          To prawda o tyle że dziećmi i ich rozwojem, potrzebami i związanymi z tym ograniczeniami się nikt nie przejmuje w ciemnym i biednym świecie wiec nie przekłada się to na opisywany w eksperymencie spadek szczęśliwości dzietnych par.
                                          Dochodzi jeszcze że am gdzie nie ma emetytur i rent, w prymitywnych społeczeństwach dziadkowie nie mogący wypracowywać zasobów zajmują się dziećmi żeby być w ogóle potrzebni.
                                          Psycholodzy ewolucyjni nawet twierdzą że dlatego kobiety żyją tak długo po menopauzie.
                                          W nowodzcenych społeczeństwach wszystko to wywracamy do góry nogami :)
                                          _____________________________________
                                          Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                                          • kag73 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 10.11.10, 00:58
                                            "Dochodzi jeszcze że am gdzie nie ma emetytur i rent, w prymitywnych społeczeństwach dziadkowie nie mogący wypracowywać zasobów zajmują się dziećmi żeby być w ogóle potrzebni."
                                            No nie wiem, za czasow mojego dziecinstwa, dziadkowie tez czesto zajmowali sie wnukami, chociaz mieli emeryture. Ma to zwiazek rowniez z domami wielopokoleniowymi, ktore kiedys byly bardziej popularne niz teraz, czasmi z braku laku, bo mlodych nie bylo stac na wlasne mieszkanie. A czasmi, bo dzieci opiekuja sie na strasoc rodzicami.
                                            Zreszta do teraz zdarza sie, ze babcia zajmuje sie wnukami, rowniez w Polsce.
                                    • aandzia43 Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 10.11.10, 00:21
                                      Nie piszę o ciemnocie i patologii, tylko o ludziach w miarę świadomie podejmujących decyzje o kształcie swojego życia. Tendencje są takie, że w biednej Polsce przyrost jest niżej kreta, a w bogatszych krajach rośnie (i nie tylko w środowiskach imigrantów).
                                      Wszyscy moi poważnie zamożni znajomi mają dzieci często tyle, ile natura dała. A że czasem dała tylko jedno, lub dwoje mimo wysiłków... Bardzo nad tym boleją, chcieli więcej. Odnoszę wrażenie, że dzietność jest ciągle postrzegana przez ludzi jako jeden z elementów sukcesu życiowego. Przez mężczyzn też ;-) Nic tu się przez 200 tys. nei zmieniło.
                                      Ci mniej zamożni mają jedno, albo w ogóle. Świadome decyzje. Wiesz, wśród patologii się nei obracam (chociaż znam trzeźwych alkoholików, którzy nie chcą mieć dzieci, bo nie chcą przekazywać swoich genów i nei są pewni, czy wytrwają w trzeźwości dalszych np. 10 lat).
                                      • zakletawmarmur Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 10.11.10, 02:56

                                        > udzi jako jeden z elementów sukcesu życiowego. Przez mężczyzn też ;-)

                                        Myśle, że u mężczyzn to przychodzi z wiekiem. Kiedyś planowaliśmy 2-3 dzieci. Z tym, że ja bardziej 3 on bardziej 2. Z czasem zmieniały się proporcje. Mnie już jedno wystarczy (rozleniwienie wynikające z faktu, że dziecko z pieluch, karmień, braku samodzielności wyrosło i nie chce mi się drugi raz przez to przechodzić) on "dojrzewa" do coraz to liczniejszej rodziny. Na dzień dzisiejszy chciałby troje.

                                        U moich koleżanek widzę podobny schemat. Zanim dzieci mają chcą mieć ich dużo, jeśli jednak szybko się na następne nie zdecydują to stopniowo tracą ochotę, rozleniwiają się. Z mężczyznami jest odwrotnie. Najpierw zarzekają się, że nie chcą mieć dzieci a po pierwszym, chcą następnych...

                                        Tzn. lubie dzieci, chciałabym mieć ich gromadę pod warunkiem, że ktoś by się nimi zajmował, nic by nie kosztowały i nie odbierały atrakcyjności. Czasami żałuje, że nie urodziłam się mężczyzną. Zapładniałabym kogo się da, najchętniej cudze żony, najchętniej bez tych przykrych konsekwencji:-)
                                        • druginudziarz Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 10.11.10, 10:29
                                          > Myśle, że u mężczyzn to przychodzi z wiekiem. Kiedyś planowaliśmy 2-3 dzieci. Z
                                          > tym, że ja bardziej 3 on bardziej 2. Z czasem zmieniały się proporcje. Mnie ju
                                          > ż jedno wystarczy (rozleniwienie wynikające z faktu, że dziecko z pieluch, karm
                                          > ień, braku samodzielności wyrosło i nie chce mi się drugi raz przez to przechod
                                          > zić) on "dojrzewa" do coraz to liczniejszej rodziny. Na dzień dzisiejszy chciał
                                          > by troje.
                                          >
                                          > U moich koleżanek widzę podobny schemat. Zanim dzieci mają chcą mieć ich dużo,
                                          > jeśli jednak szybko się na następne nie zdecydują to stopniowo tracą ochotę, ro
                                          > zleniwiają się. Z mężczyznami jest odwrotnie. Najpierw zarzekają się, że nie ch
                                          > cą mieć dzieci a po pierwszym, chcą następnych...

                                          A zachowanie to ma dobre ewolucyjne podłoże. Mężczyzna im starszy tym (statystycznie) bogatszy. Kobieta im starsza tym starsze jej komórki jajowe i tym większe ryzyko urodzenia dziecka z wadami genetycznymi.
                                          Odkładanie macierzyństwa "na później" ma mniej więcej taki skutek jak rzucanie palenia "od przyszłych świąt".

                                          > Tzn. lubie dzieci, chciałabym mieć ich gromadę pod warunkiem, że ktoś by się ni
                                          > mi zajmował, nic by nie kosztowały i nie odbierały atrakcyjności. Czasami żałuj
                                          > e, że nie urodziłam się mężczyzną. Zapładniałabym kogo się da, najchętniej cudz
                                          > e żony, najchętniej bez tych przykrych konsekwencji:-)
                                          I dlatego jak sądzę, jeszcze za mojego życia będzie rynek na "nosicielki ciąż" o ile już nie ma takiego podziemia. Chcesz mieć własne dziecko ale nie chcesz mieć ciąży? no to zamawiasz kobietę która wykarmi prenatalnie Twoją zygotę. (Mam jakieś takie przeczucie że całe to ciśnienie na zapłodnienia pozaustrojowe etc. to jest przyczółek środowisk medycznych widzących otwierający się nowy suty rynek.)
                                          pzdr.
                                          • sisi_kecz Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 10.11.10, 10:43
                                            I dlatego jak sądzę, jeszcze za mojego życia będzie rynek na "nosicielki ciąż"
                                            > o ile już nie ma takiego podziemia. Chcesz mieć własne dziecko ale nie chcesz
                                            > mieć ciąży? no to zamawiasz kobietę która wykarmi prenatalnie Twoją zygotę.'

                                            Mam podobne odczucie:)

                                            Mąż namawia na nastepne dziecko, a ja już jeszcze jestem w odrabianiu strat po ostatniej ciąży. Poza tym tarczycy już nie wyleczę, a z moim niedoborem hormonów tarczycowych, debila mogę stworzyć, właśnie na etapie "karmienia zygoty".
                                            Żartami to snuję wizję surogatki. Mentalnie to jeszcze nie jesteśmy gotowi jako społeczeństwo, ale faktycznie lada moment.

                                            Rynek jest, znaczy że to już sie dzieje- ale nieoficjalnie.

                                            duze pozdro!!!
                                            • mujer_bonita Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 10.11.10, 14:32
                                              sisi_kecz napisała:
                                              > Żartami to snuję wizję surogatki. Mentalnie to jeszcze nie jesteśmy gotowi jako
                                              > społeczeństwo, ale faktycznie lada moment.

                                              Prawnie też nie bardzo, bo matką jest ta, która urodzi nawet jak genetycznie nie ma nic wspólnego z dzieckiem :)

                                              Ja jestem jak najbardziej za, bardzo chętnie bym skorzystała!
                                              • druginudziarz Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 10.11.10, 15:26
                                                mujer_bonita napisała:

                                                > sisi_kecz napisała:
                                                > > Żartami to snuję wizję surogatki. Mentalnie to jeszcze nie jesteśmy gotow
                                                > i jako
                                                > > społeczeństwo, ale faktycznie lada moment.
                                                >
                                                > Prawnie też nie bardzo, bo matką jest ta, która urodzi nawet jak genetycznie ni
                                                > e ma nic wspólnego z dzieckiem :)

                                                No ale co to jest "prawo"? ;) Przecież ono jest tworzone na bieżąco.
                                                Jeszcze stosunkowo niedawno ojcem dziecka był nieodwołalnie mężczyzna z którym żyła kobieta (zresztą tak jest zwykle we wszystkich "kulturach pierwotnych"). I tak domyślnie jest w Kodeksie Napoleona gdzie korzeniami tkwi nasz kodeks cywilny i rodzinny. Ale dziś można to już sądownie zmienić, możesz mocą prawa "wymówić sie" od ojcostwa i kosztuje to w sumie niewiele pieniędzy i zachodzi (test genetyczny+dość prosty proces sądowy).

                                                Może podobnie będzie z macierzyństwem.

                                                pzdr., PB
                                          • zakletawmarmur Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 10.11.10, 11:24
                                            Kobieta im starsza tym starsze jej komórki jajowe i tym większ
                                            > e ryzyko urodzenia dziecka z wadami genetycznymi.
                                            > Odkładanie macierzyństwa "na później" ma mniej więcej taki skutek jak rzucanie
                                            > palenia "od przyszłych świąt".

                                            Wybacz ale nie przekonuje mnie to. W naturze nikt z rozmnażania nie rezygnuje tylko dlatego, że jego geny nie są idealne:-)

                                            Prawda jest taka, że zdecydowana część obowiązków związanych z potomstwem spada na kobietę. Nawet w związkach partnerskich panowie z reguły tylko "pomagają przy dziecku". Poza tym kobiety więcej ryzykują, ciąża może odebrać im zdrowie i urodę a jeśli pan się znudzi to kobieta zostaje z gównianymi alimentami (średnie wynoszą poniżej 500 zł) i z 90% obowiązków związanych z opieką nad dzieckiem. Że już nie wspomnę ilu panów alimentów wcale nie płaci a i nie odciąża matek w opiece...

                                            Chcesz mieć własne dziecko ale nie chcesz
                                            > mieć ciąży? no to zamawiasz kobietę która wykarmi prenatalnie Twoją zygotę. (Ma
                                            > m jakieś takie przeczucie że całe to ciśnienie na zapłodnienia pozaustrojowe et
                                            > c. to jest przyczółek środowisk medycznych widzących otwierający się nowy suty
                                            > rynek.)

                                            O tak poproszę o surykatkę i jeszcze opiekunki na trzy etaty i panią do sprzątania na cały:-) Wtedy mogłabym mieć nawet dziesięcioro!
                                            • druginudziarz Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 11.11.10, 02:37
                                              > Kobieta im starsza tym starsze jej komórki jajowe i tym większ
                                              > > e ryzyko urodzenia dziecka z wadami genetycznymi.
                                              > > Odkładanie macierzyństwa "na później" ma mniej więcej taki skutek jak rzu
                                              > canie
                                              > > palenia "od przyszłych świąt".
                                              >
                                              > Wybacz ale nie przekonuje mnie to. W naturze nikt z rozmnażania nie rezygnuje t
                                              > ylko dlatego, że jego geny nie są idealne:-)

                                              A jednak tak jest. To czysta arytmetyka, taka ewolucyjna kalkulacja.
                                              Nie wdając się w szczegóły, strategia z punktu widzenia dobra genów wygląda tak: "co bardziej mi się opłaca, inwestować w zagrożone macierzyństwo czy też gromadzić środki i inwestować we wnuki lun dzieci mojego rodzeństwa, bo to też moje geny".

                                              > Prawda jest taka, że zdecydowana część obowiązków związanych z potomstwem spada
                                              > na kobietę. Nawet w związkach partnerskich panowie z reguły tylko "pomagają pr
                                              > zy dziecku". Poza tym kobiety więcej ryzykują, ciąża może odebrać im zdrowie i
                                              > urodę a jeśli pan się znudzi to kobieta zostaje z gównianymi alimentami (średni
                                              > e wynoszą poniżej 500 zł) i z 90% obowiązków związanych z opieką nad dzieckiem.
                                              > Że już nie wspomnę ilu panów alimentów wcale nie płaci a i nie odciąża matek w
                                              > opiece...

                                              Oj, ten temat był na forum nie raz dyskutowany...
                                              Zauważ że mężczyźni żyją średnio od kilku to kilkunastu lat krócej niż kobiety, chyba to nie na skutek nicnierobienia i wygodnego życia?
                                              Muszę się zastanowić skąd u kobiet bierze sie taka skłonność to przejaskrawiania swoich trudów życia.


                                              • zakletawmarmur Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 11.11.10, 08:02
                                                > Nie wdając się w szczegóły, strategia z punktu widzenia dobra genów wygląda tak
                                                > : "co bardziej mi się opłaca, inwestować w zagrożone macierzyństwo czy też grom
                                                > adzić środki i inwestować we wnuki lun dzieci mojego rodzeństwa, bo to też moje
                                                > geny".

                                                Wybacz ale brzmi to sztucznie. Zauważ, że w świecie zwierząt nie ma takich rozważań. Gdyby nie antykoncepcja kobiety rozmnażałyby się inaczej niż teraz... Miałyby więcej dzieci i rodziłyby tak długo jak tylko by mogły. Zwróć uwagę na kobiece libido, które do 40 kilku lat nie odnotowuje spadków a czasami po 40 nawet rośnie (że już nie wspomnę o magicznym wieku 30 lat). W wieku 20 lat (czyli wtedy, gdy płodność największa) wiele kobiet ma uśpione libido. IMO jest to taki naturalny instynkt, wykorzystać ostatnie lata płodności (najlepiej z jakimś jurnym młodzikiem). No i powiedzmy sobie szczerze, maleje instynkt macierzyński co nie sprzyja inwestowaniu zasobów we wnuki czy dzieci rodzeństwa:-)

                                                > Zauważ że mężczyźni żyją średnio od kilku to kilkunastu lat krócej niż kobiety,
                                                > chyba to nie na skutek nicnierobienia i wygodnego życia?

                                                I to na pewno z tego powodu, że więcej pracują? A może dlatego, że z ewolucyjnego powodu są mniej potrzebni bo na starość mniej pracują:-) Babcie zajmują się wnukami a dziadek na wojownika za bardzo się już nie nadaje.

                                                > Muszę się zastanowić skąd u kobiet bierze sie taka skłonność to przejaskrawiani
                                                > a swoich trudów życia.

                                                A ja się zastanawiam skąd się bierze to niedocenianie wkładu kobiet?
                                                • druginudziarz Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 11.11.10, 16:15
                                                  zakletawmarmur napisała:

                                                  > > Nie wdając się w szczegóły, strategia z punktu widzenia dobra genów wyglą
                                                  > da tak
                                                  > > : "co bardziej mi się opłaca, inwestować w zagrożone macierzyństwo czy te
                                                  > ż grom
                                                  > > adzić środki i inwestować we wnuki lun dzieci mojego rodzeństwa, bo to te
                                                  > ż moje
                                                  > > geny".
                                                  >
                                                  > Wybacz ale brzmi to sztucznie. Zauważ, że w świecie zwierząt nie ma takich rozw
                                                  > ażań.

                                                  Ależ oczywiście że tak. Może gdybyś studiowała biologię nie było by to dla Ciebie "sztuczne":
                                                  pl.wikipedia.org/wiki/Socjobiologia
                                                  pl.wikipedia.org/wiki/Altruizm_krewniaczy
                                                  i in.

                                                  > Gdyby nie antykoncepcja kobiety rozmnażałyby się inaczej niż teraz... Mia
                                                  > łyby więcej dzieci i rodziłyby tak długo jak tylko by mogły. Zwróć uwagę na kob
                                                  > iece libido, które do 40 kilku lat nie odnotowuje spadków a czasami po 40 nawet
                                                  > rośnie (że już nie wspomnę o magicznym wieku 30 lat). W wieku 20 lat (czyli wt
                                                  > edy, gdy płodność największa) wiele kobiet ma uśpione libido. IMO jest to taki
                                                  > naturalny instynkt, wykorzystać ostatnie lata płodności (najlepiej z jakimś jur
                                                  > nym młodzikiem). No i powiedzmy sobie szczerze, maleje instynkt macierzyński co
                                                  > nie sprzyja inwestowaniu zasobów we wnuki czy dzieci rodzeństwa:-)

                                                  Co do ewolucyjnego znaczenia tej nowości czyli antykoncepcji to sienie wypowiadam bo nie czytałem prac "ewolucyjnych" na ten temat. Myślę że jeszcze niewiele wiadomo po to raptem kilkadziesiąt lat a historia człowieka to kilkaset tysięcy lat.

                                                  > > Zauważ że mężczyźni żyją średnio od kilku to kilkunastu lat krócej niż ko
                                                  > biety,
                                                  > > chyba to nie na skutek nicnierobienia i wygodnego życia?
                                                  >
                                                  > I to na pewno z tego powodu, że więcej pracują? A może dlatego, że z ewolucyjne
                                                  > go powodu są mniej potrzebni bo na starość mniej pracują:-) Babcie zajmują się
                                                  > wnukami a dziadek na wojownika za bardzo się już nie nadaje.

                                                  Po pierwsze się zdecyduj czy praca babć/dziadków jest przydatna czy nie, niżej chyba sugeruje że nie, wyżej że jednak ma znaczenie ?
                                                  Jedno jest pewne, babcie i dziadkowie mają duże znaczenie ewolucyjne. W zasadzie człowiek jako gatunek "przyspieszył" dopiero wtedy gdy średnia życia na tyle wzrosła, że udział w wychowywaniu mogli mieć dziadkowie/babcie, zresztą tak się m.in. tłumaczy menopauzę u kobiet, nie "opłaca się" w średnim wieku inwestować już we własne dzieci. pl.wikipedia.org/wiki/Menopauza#Hipotezy_dotycz.C4.85ce_znaczenia_menopauzy

                                                  Podsumowując: ewolucja popiera długowieczność i babć i dziadków. Mężczyźni umierają szybciej bo są słabsi i/lub szybciej się "zużywają" i/lub na skutek cięższego życia.

                                                  > > Muszę się zastanowić skąd u kobiet bierze sie taka skłonność to przejaskr
                                                  > awiani
                                                  > > a swoich trudów życia.
                                                  > A ja się zastanawiam skąd się bierze to niedocenianie wkładu kobiet?

                                                  A gdzie to Cię tak niedoceniono?
                                                  • zakletawmarmur Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 12.11.10, 12:32
                                                    > Ależ oczywiście że tak. Może gdybyś studiowała biologię nie było by to dla Cieb
                                                    > ie "sztuczne":
                                                    > pl.wikipedia.org/wiki/Socjobiologia
                                                    > rel="nofollow">pl.wikipedia.org/wiki/Altruizm_krewniaczy

                                                    O socjobiologii i altruizmie krewniaczym słyszałam. To, że coś takiego istnieje nie oznacza, że można wszystko w ten sposób tłumaczyć. Można by przecież powiedzieć, ze mężczyźni, którzy nie chcą mieć dzieci robią tak dlatego, że mają słabe geny:-) Ciekawe co na to panowie z forum, którzy często twierdzą, że nie chcą mieć dzieci:-) Muszą mieć strasznie słabe geny...

                                                    Nie zauważyłam, żeby kobiety po trzydziestce inwestowały zasoby w dzieci rodzeństawa albo tym bardziej we wnuki:-) A jednak coraz częściej nie chcą mieć dzieci... Ze statystyk, które tu linkowałam wynika, że rozczarowanie następuje często po pierwszym dziecku, kiedy to na kobietę spada ciężar zajmowania się dzieckiem co wcale nie oznacza, że może sobie bezstresowo w domu siedzieć, kiedy jej mąż zawał serca w pracy ryzykuje. Ona też do pracy chodzi i też ma z tego powodu stresy. A po pracy ma jeszcze często dwa etaty w domu.

                                                    > Co do ewolucyjnego znaczenia tej nowości czyli antykoncepcji to sienie wypowiad
                                                    > am bo nie czytałem prac "ewolucyjnych" na ten temat. Myślę że jeszcze niewiele
                                                    > wiadomo po to raptem kilkadziesiąt lat a historia człowieka to kilkaset tysięcy
                                                    > lat.

                                                    No ale fakt jest faktem, że około 30 wiele kobiet ma wysokie libido i nie spada ono jeszcze do 40+. Często można też usłyszeć o "ryczących czterdziestkach". Jak myślisz skąd się to bierze? Kobieta ma słabe geny i nie powinna mieć dzieci bo "altruizm krewniaczy" ale natura jest tak głupia, żeby namawiać ją na marnowanie energii na seks? Bardziej by się opłacało, gdyby się bachorkami w spokoju zajmowała zamiast rozlądać się za okazją... No i gdyby antykoncepcji nie było to "altruizmu krewniaczego" by nie było bo musiałaby swoimi dziećmi się zajmować:-)

                                                    > Po pierwsze się zdecyduj czy praca babć/dziadków jest przydatna czy nie, niżej
                                                    > chyba sugeruje że nie, wyżej że jednak ma znaczenie ?

                                                    Jest przydatna. Jednak kobiet jakby bardziej... To one częściej zajmują się wnukami. Z biologicznego punktu widzenia dziadek ma mniej do roboty- za słaby do pracy fizycznej, dziecmi się cnie zajmował więc nie ma doświadczenia, po co go przy życiu dłużej niż kobietę trzymać.

                                                    menopauzę u kobiet, nie "opłaca się" w średnim wieku inwestować już we własne dzieci.

                                                    Menopauza jest koło 50 urodzin:-) Zdolności reprodukcyjne 50 latek też ma niższe od 18-latka... Z tych samych powodów. 30 latek ma niższe libido od 18. Zgadzam się, że i jego plemniki są już gorsze. Tak jak i 30 latka ma gorsze jajeczka niż 18-latka. Tylko nikt z tego powodu z potomstwa nie rezygnuje... Panowie chcą mieć dzieci bo im się to opłaca. Kobiet urodzi, odchowa a jeszcze i o byt materialny rodziny zadba. Pan tylko się dołoży i "pomoże przy dziecku". A materiał genetyczny potomek ma w 50% jego. Kobieta? Kobieta płaci dużo wyższą cenę a korzyści ma takie same...

                                                    > A gdzie to Cię tak niedoceniono?

                                                    Mój mężczyzna zawsze mnie bardzo docenia:-) Ja zresztą nie pozwoliłabym, żeby było inaczej. Za bardzo siebie szanuje.
                                              • mujer_bonita Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 11.11.10, 11:44
                                                druginudziarz napisał:
                                                > Zauważ że mężczyźni żyją średnio od kilku to kilkunastu lat krócej niż kobiety,
                                                > chyba to nie na skutek nicnierobienia i wygodnego życia?
                                                > Muszę się zastanowić skąd u kobiet bierze sie taka skłonność to przejaskrawiani
                                                > a swoich trudów życia.

                                                Po pierwsze - panowie żyją krócej bo zwyczajnie o siebie nie dbają. Więcej piją, palą, nie biorą witamin (bo to dla nich takie niemęskie), nie odwiedzają lekarza, więcej głupio ryzykują, źle się ubierają, powodują więcej ciężkich wypadków komunikacyjnych. To nie m nic wspólnego, z 'trudami życia'.

                                                Po drogie Zaklęta pisała KONKRETNIE o trudach WYCHOWANIA dziecka, które w większości spadają na kobietę. I z tego powodu kobiety często nie chcą mieć kolejnych dzieci albo nawet nie mieć ich wcale. I to jest niezaprzeczalny fakt. Wiele kobiet twierdzi, nawet po pierwszym dziecku, że 'gdyby wiedziały, że tak będzie to by się na dziecko nie zdecydowały'.
                                                • druginudziarz Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 11.11.10, 16:29
                                                  mujer_bonita napisała:

                                                  > druginudziarz napisał:
                                                  > > Zauważ że mężczyźni żyją średnio od kilku to kilkunastu lat krócej niż ko
                                                  > biety,
                                                  > > chyba to nie na skutek nicnierobienia i wygodnego życia?
                                                  > > Muszę się zastanowić skąd u kobiet bierze sie taka skłonność to przejaskr
                                                  > awiani
                                                  > > a swoich trudów życia.
                                                  >
                                                  > Po pierwsze - panowie żyją krócej bo zwyczajnie o siebie nie dbają. Więcej piją
                                                  > , palą, nie biorą witamin (bo to dla nich takie niemęskie),

                                                  O ile wiem to w krajach "rozwiniętych" (np. Anglia) problemem jest alkoholizm kobiet a nie mężczyzn. Mniejsza konsumpcja alkoholu kobiet w Polsce jest uwarunkowana kulturowo "bo nie wypada", aczkolwiek różnica ta powoli (wg statystyk) zanika.

                                                  > nie odwiedzają lekarza, więcej głupio ryzykują,
                                                  Nie mają czasu na siedzenie w kolejkach,m, trzeba zarabiać kasę dla pań.

                                                  > źle się ubierają
                                                  Buhahaha :]
                                                  to od tego się wcześniej umiera?

                                                  > powodują więcej ciężkich wypadkó w komunikacyjnych.

                                                  A czasem nie dlatego, że częściej zasiadają za kierownicą?

                                                  > To nie m nic wspólnego, z 'trudami życia'.
                                                  >
                                                  > Po drogie Zaklęta pisała KONKRETNIE o trudach WYCHOWANIA dziecka, które w więks
                                                  > zości spadają na kobietę. I z tego powodu kobiety często nie chcą mieć kolejnyc
                                                  > h dzieci albo nawet nie mieć ich wcale. I to jest niezaprzeczalny fakt. Wiele k
                                                  > obiet twierdzi, nawet po pierwszym dziecku, że 'gdyby wiedziały, że tak będzie
                                                  > to by się na dziecko nie zdecydowały'.

                                                  "Trudy życia" mogą być obiektywne i subiektywne.
                                                  Trud życia polegający na konieczności zmiany trybu życia jest trudem subiektywnym.
                                                  Trud życia polegający na pracy w kopalni jest trudem obiektywnym.
                                                  Powiem Ci że znam trudy wychowania dzieci od podszewki, nie było spraw których bym nie współwykonywał z żoną, niektóre nawet wolałem zrobić sam i była to kaszka z mleczkiem w porównaniu z moimi obowiązkami zawodowymi. Z chęcią bym się zamienił (na zawsze).
                                                  pzdr.
                                                  • aneta-skarpeta Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 11.11.10, 16:38
                                                    tylko pytanie czy wszyscy mezczyzni mają takie trudne warunki zawodowe, a kobiety tak lekko
                                                  • druginudziarz Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 11.11.10, 21:55
                                                    aneta-skarpeta napisała:

                                                    > tylko pytanie czy wszyscy mezczyzni mają takie trudne warunki zawodowe, a kobie
                                                    > ty tak lekko
                                                    Oczywiście że nie.
                                                  • mujer_bonita Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 11.11.10, 17:34
                                                    druginudziarz napisał:
                                                    > O ile wiem to w krajach "rozwiniętych" (np. Anglia) problemem jest alkoholizm k
                                                    > obiet a nie mężczyzn. Mniejsza konsumpcja alkoholu kobiet w Polsce jest uwarunk
                                                    > owana kulturowo "bo nie wypada", aczkolwiek różnica ta powoli (wg statystyk) za
                                                    > nika.

                                                    Tak - to ja poproszę te statystyki :)

                                                    > Buhahaha :]
                                                    > to od tego się wcześniej umiera?

                                                    Owszem. Niedbanie o siebie powoduje częstsze chorowanie. A nieodwiedzanie lekarza - diagnozę wtedy, kiedy jest już za późno na podjęcie leczenia.

                                                    > A czasem nie dlatego, że częściej zasiadają za kierownicą?

                                                    W przeliczeniu na kierujących również. W tym panowie powodują najwięcej wypadków śmiertelnych (częściej przekraczają prędkość, wyprzedzją na trzeciego, jeżdżą agresywnie).

                                                    > "Trudy życia" mogą być obiektywne i subiektywne.
                                                    > Trud życia polegający na konieczności zmiany trybu życia jest trudem subiektywnym.
                                                    > Trud życia polegający na pracy w kopalni jest trudem obiektywnym.

                                                    BŁAHAHAHAHAHAHAHAH!!!!

                                                    Jasne - wychowywanie dziecka to 'trud subiektywny' :D Chyba - dla faceta, który tego NIE ROBI. Wychowanie dziecka to dla Ciebie tylko 'zmiana trybu życia'?? GRATULACJE!!

                                                    > Z chęcią bym się zamienił (na zawsze).

                                                    Więc czemu tego nie zrobiłeś? Czemu MILIONY mężczyzn tego nie robią? Proszę bardzo - mamy równouprawnienie - siedźcie w domu - wychowujcie dzieci!

                                                    Ale jakoś wam się nie chce - ciekawe nie? Mocni w gębie - w czynach już nie koniecznie :)
                                                  • druginudziarz Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 11.11.10, 22:15
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > druginudziarz napisał:
                                                    > > O ile wiem to w krajach "rozwiniętych" (np. Anglia) problemem jest alkoho
                                                    > lizm k
                                                    > > obiet a nie mężczyzn. Mniejsza konsumpcja alkoholu kobiet w Polsce jest u
                                                    > warunk
                                                    > > owana kulturowo "bo nie wypada", aczkolwiek różnica ta powoli (wg statyst
                                                    > yk) za
                                                    > > nika.
                                                    >
                                                    > Tak - to ja poproszę te statystyki :)

                                                    Nie chce mi się szukać, gugle Ci wyłączyli? Informacje ogólne masz np. tu: www.medigo.pl/a,i,3017,kobieta_uzalezniona/1

                                                    > > Buhahaha :]
                                                    > > to od tego się wcześniej umiera?
                                                    > Owszem. Niedbanie o siebie powoduje częstsze chorowanie. A nieodwiedzanie lekar
                                                    > za - diagnozę wtedy, kiedy jest już za późno na podjęcie leczenia.

                                                    Umiera się od braku dbałości o ubiór? bo z tej Twojej tezy było moje buhahaha ;)

                                                    > > A czasem nie dlatego, że częściej zasiadają za kierownicą?
                                                    >
                                                    > W przeliczeniu na kierujących również. W tym panowie powodują najwięcej wypadkó
                                                    > w śmiertelnych (częściej przekraczają prędkość, wyprzedzją na trzeciego, jeżdżą
                                                    > agresywnie).

                                                    No ta ja też statystyki proszę ;)

                                                    > > "Trudy życia" mogą być obiektywne i subiektywne.
                                                    > > Trud życia polegający na konieczności zmiany trybu życia jest trudem subi
                                                    > ektywnym.
                                                    > > Trud życia polegający na pracy w kopalni jest trudem obiektywnym.
                                                    >
                                                    > BŁAHAHAHAHAHAHAHAH!!!!
                                                    >
                                                    > Jasne - wychowywanie dziecka to 'trud subiektywny' :D Chyba - dla faceta, który
                                                    > tego NIE ROBI. Wychowanie dziecka to dla Ciebie tylko 'zmiana trybu życia'?? G
                                                    > RATULACJE!!

                                                    Wiesz, dla mnie wychowywanie dzieci to nie jest "trud życia".
                                                    btw ile masz dzieci i w jakim wieku?
                                                    "Trudy subiektywne" są generowane np. na skutek pieluszkowego zapalenia opon mózgowych u pań czyli poprzez włączenie różnych komplikatorów przez szalejące młode mamy.

                                                    > > Z chęcią bym się zamienił (na zawsze).
                                                    >
                                                    > Więc czemu tego nie zrobiłeś? Czemu MILIONY mężczyzn tego nie robią? Proszę bar
                                                    > dzo - mamy równouprawnienie - siedźcie w domu - wychowujcie dzieci!

                                                    Chciałem, nawet tak wyszło że był kilkumiesięczny "eksperyment" ale moja żona nie potrafi zarobić nawet na siebie a co dopiero na dzieci.

                                                    > Ale jakoś wam się nie chce - ciekawe nie? Mocni w gębie - w czynach już nie kon
                                                    > iecznie :)

                                                    Z taka postawą konfrontacyjną to chyba chyba nie zaznasz szczęścia w partnerstwie :(

                                                  • kag73 wazny szczegol! 11.11.10, 19:30
                                                    Mezczyzni zyja krocej, ale maja za to dluzej seks niz kobiety. 55-cio latek ma szanse na 15 nastepnych lat seksu, jego rowiesniczka natomiast tylko na 11 lat.
                                                    72% mezczyzn w wieku 75 do 85 mja partnerke zyciowa. W grupie kobiet w tym samym wieku tylko 40% ma partnera.Wedlug badan Uniwersytetu Chicago. Wiekszosc kobiet sie z tego powodu nie uzala. Z kolei starsi panowie zainteresowani seksem, biora sobie nowe mlode partnerki i placa za to krotszym zyciem(nic za darmo). Oczywiscie aktywnosc seksualna ma pozytywne dzialanie na zdrowie, ale stara prawda: nie mozna w zyciu miec wszystkiego :) Mezczyzni sa dluzej aktywni seksualnie, maja wieksze zadowolenie z seksu i lepsza jakosc, ale za to generalnie krocej zyja, w wiekszoaci krajow.
                                                  • kag73 jeszcze jedna ciekawostka 11.11.10, 19:49
                                                    w nastepujacych krajach mezczyzni zyja statystycznie dluzej niz kobiety:
                                                    Afganistan, Bangladesh, Guinea-Bissau, Mali, Mosambik, Namibia, Nepal und Simbabwe.
                                                    Ale ludzie w tym krajach zyja srednio tylko 35 do 55 lat. Te odwrotna niz w innych krajach sytuacje powoduje bardzo wysoka umieralnosc matek.
                                                  • druginudziarz Re: jeszcze jedna ciekawostka 11.11.10, 22:21
                                                    kag73 napisała:

                                                    > w nastepujacych krajach mezczyzni zyja statystycznie dluzej niz kobiety:
                                                    > Afganistan, Bangladesh, Guinea-Bissau, Mali, Mosambik, Namibia, Nepal und Simba
                                                    > bwe.
                                                    > Ale ludzie w tym krajach zyja srednio tylko 35 do 55 lat. Te odwrotna niz w inn
                                                    > ych krajach sytuacje powoduje bardzo wysoka umieralnosc matek.

                                                    Ja bym raczej podejrzewał jakieś problemy z rzetelnością danych, zauważ że to są kraje 3 czy nawet 4 świata. Nie widzę powodu dlaczego umieralność okołoporadowa miała by wpłynąć na proporcje w Gwinei Bissau a w Burundi już nie.
                                                    pzdr.
                                                  • kag73 Re: jeszcze jedna ciekawostka 11.11.10, 22:31
                                                    No nie wiem, moze brakuje danych albo statystyk z Burundi i innych krajow.
                                                  • druginudziarz Re: wazny szczegol! 11.11.10, 22:27
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Mezczyzni zyja krocej, ale maja za to dluzej seks niz kobiety. 55-cio latek ma
                                                    > szanse na 15 nastepnych lat seksu, jego rowiesniczka natomiast tylko na 11 lat
                                                    > .
                                                    > 72% mezczyzn w wieku 75 do 85 mja partnerke zyciowa. W grupie kobiet w tym samy
                                                    > m wieku tylko 40% ma partnera.Wedlug badan Uniwersytetu Chicago. Wiekszosc kobi
                                                    > et sie z tego powodu nie uzala. Z kolei starsi panowie zainteresowani seksem, b
                                                    > iora sobie nowe mlode partnerki i placa za to krotszym zyciem(nic za darmo). Oc
                                                    > zywiscie aktywnosc seksualna ma pozytywne dzialanie na zdrowie, ale stara prawd
                                                    > a: nie mozna w zyciu miec wszystkiego :) Mezczyzni sa dluzej aktywni seksualnie
                                                    > , maja wieksze zadowolenie z seksu i lepsza jakosc, ale za to generalnie krocej
                                                    > zyja, w wiekszoaci krajow.

                                                    Ale sam seks nie generuje PKB :)
                                                    Seks w sam sobie nic mężczyźnie (w kategoriach ewolucyjnych) nie daje.
                                                    Krótsze życie mężczyzn antropolodzy tłumaczą jako koszt konkurowania na "rynku prokreacyjnym".
                                                  • kag73 Re: wazny szczegol! 11.11.10, 22:49
                                                    To jedna z wielu nierozwiazanych zagadek dlczego mezczyzni krocej zyja. Sklada sie na to sporo czynnikow, hormony, geny, srodowisko i inne czynniki.
                                                    Francuzi przeprowadzili badania w klasztorach, bo tak najlepiej dalo sie porownac zycie kobiet i mezczyzn w bardzo podobnych warunkach. Okazalo sie, ze zakonnicy zyli tylko rok do dwoch krocej niz zakonnice. I naukowcy doszli do wniosku, ze zachowanie i warunki/srodowisko maja decydujacy wplyw na dlugosc zycia.
                                                    Najwaniejsze roznice:
                                                    - w zakonie nie ma palenia papierochow i zapijania sie alkoholem, co mezczyzni na wolnosci lubia i robia,
                                                    -zwierze w mezczyznie: mezczyzni lubia ryzyko, samochod, wybor zawodu, sport, faceci czesciej niz kobiety i zakonnicy narazaja sie na ryzyko,
                                                    -fryki, kielbaski, czekolada, mezczyzni jedza za dluzo i za tlusto(z reguly), zakonnicy nie,
                                                    -stres, mnisi zyja w scisle okreslonych strukturach, nie ma rywalizacji, mezczyni na wolnosci ciagle walcza o awans spoleczny i zawodowy,
                                                    -zycie w rodzinie tez moze oznaczac stres, troska a dzieci, zarabianie na utrzymanie rodziny, konflikty w zwiazku, tego mnisi nie maja.

                                                    A zatem do zakonu drodzy mezczyzni, tam faceci pozyja dluzej, ale czy warto:) To juz inna kwestia.
                                                    Gdzies indziej czytalam, ze zonaci zyja dluzej:)
                                                  • sisi_kecz Super badanie 12.11.10, 14:26
                                                    Wreszcie nie jakieś amaerykańskie gie, tylko prawdziwe- dobrze zaprojektowane i wymierne badanie.
                                                    Ekstra, że o tym napisałaś, kag.

                                                    To pokazuje, jakie znaczenie dla długowieczności ma styl życia.

                                                    Może jest tak, że życie zakonne bardziej służy panom, bo do klasztoru męskiego idą ludzie wyciszeni i kontemplacyjni, dla których pobyt w izolacji i regule zakonnej nie jest przykrością.
                                                    Tacy panowie, nie spełnili by sie w życiu rodzinnym, ale bycie starym kawalerem na wolności, nie uchroniło by ich przed zapuszczeniem sie i ryzykiem wpadnięcia w nałogi.
                                                    U babek tego masowo i tak nie ma, ale życie w zakonie to już rzadziej współgra z rodzinną naturą większości pań.

                                                    W każdym razie to badanie mówi bardzo wiele, gdzie leży pies pogrzebany ;)
                                                  • kutuzow Poziom testosteronu jako pierwotna przyczyna 19.11.10, 14:57
                                                    Moim zdaniem przecenia się tutaj czynniki środowiskowe, a nie docenia wpływu poziomu testosteronu na długośc życia mężczyzn i to na dwóch etapach tutaj.

                                                    Po pierwsze można chyba przyjąć że do zakonu (celibat) pójdą raczej Ci którzy nie mają problemu ze zbyt dużym poziomem testosteronu (inaczej zamiast spadku stresu mieliby niezłą flustrację).
                                                    Po drugie już samo życie w danej sytuacji wpływa na poziom testosteronu (case małżeństwa i pojawienia się dziecka które drastycznie obniża poziom testosteronu we krwi faceta). Czy przypadkiem tak samo nie wpływa długoletnie przebywanie bez dostępu do płci przeciwnej w wyciszeniu?
                                                  • kag73 Re: Poziom testosteronu jako pierwotna przyczyna 19.11.10, 15:02
                                                    A moze do zakonu ida tacy co to do kobiet slabosci nie maja, ale do mezczyzn owszem. Ta, ile mamy przypadkow molestowania chlopcow przez ksiezy. A wiem co oni tam sobie w tych zakonach poczynaja, kto to wie.

                                                    A to na serio jest udowodnione, ze po dziecku factowi testosteron spada? Watpie, raczej jest to zwiazane z wiekiem
                                                  • kutuzow Re: Poziom testosteronu jako pierwotna przyczyna 19.11.10, 15:13
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A to na serio jest udowodnione, ze po dziecku factowi testosteron spada? Watpie
                                                    > , raczej jest to zwiazane z wiekiem

                                                    Oczywiście,
                                                    Pierwszy z brzegu link - jeśli chcesz bardziej naukowych danych mogę poszukać w źródłach.

                                                    "Jak wynika z badań kanadyjskich uczonych, wahania poziomu testosteronu pomagają mężczyznom dostosować się do jednej z najważniejszych ról w życiu roli ojca. Przebadanie grupy mężczyzn przed i po urodzeniu się dziecka, pozwoliło im stwierdzić, że po narodzinach średni poziom testosteronu znacząco się zmniejszył. W ten sposób mężczyzna przygotowuje się do trudnego zadania opieki nad dzieckiem.

                                                    Bardzo ciekawą prawidłowość zauważono też, kiedy zbadano zależności między stanem cywilnym a poziomem testosteronu. Okazało się, że testosteron spada i utrzymuje się na niższym niż wcześniej poziomie po zawarciu małżeństwa, ale natychmiast rośnie, kiedy tylko dochodzi do rozwodu. "
                                                    www.penigra.pl/15406.dhtml?type=male&use=PRINTSUB&print=true
                                                    Tutaj zaś sporo o testosteronie (bardziej naukowo) -wklejam najciekawsze cytaty:

                                                    "Z drugiej strony niski poziom testosteronu u mężczyzn skutkuje ich mniejszymi potrzebami seksualnymi, co potwierdza mała ilość testosteronu u katolickich księży."

                                                    "Ciekawy zjawiskiem jest spadek poziomu testosteronu u mężczyzn będących w stałym związku, który ma swoje odbicie w liczbie stosunków, która spada o połowę po pierwszym roku związku. Z kolei jeżeli dojdzie do utraty partnerki, poziom testosteronu natychmiast wraca do początkowej wartości, co powoduje też wzrost libido. Dlatego też testosteron raczej nigdy nie jest kojarzony z budowaniem więzi społecznych. Za tą cechę odpowiedzialna jest oksytocyna, której poziom jest niski u mężczyzn i wysoki u kobiet.

                                                    Według niektórych badań, testosteron jest też odpowiedzialny za krótszy średni czas życia mężczyzn. Stwierdzono bowiem, że wysoki poziom testosteronu upośledza układ odpornościowy. Teorię tą potwierdza dłuższa średnia długość życia mężczyzn żonatych (posiadających niższy poziom testosteronu) w stosunku do kawalerów lub rozwodników. Na razie jest to jednak jedynie hipoteza wymagająca potwierdzenia"

                                                    bioinfo.mol.uj.edu.pl/articles/Kozielska08
                                                    Od siebie dodam że na to jak dany mężczyzna będzie "rodzinny" odpowiedzialny jest inny hormon -Kortyzol. Czytałem o ciekawym badaniu w którym po podaniu samcom (różnych zwierząt) dodatkowego kortyzolu zmieniało się ich nastawienie względem potomstwa. Po odstawieniu - powracali oni do pierwotnych zachowań.


                        • m00nlight Re: A ilu znacie szczęśliwych 'singli'? 07.11.10, 10:40

                          I tu wracamy do mojego pierwszego stwierdzenia :P

                          Zapewne, na logikę biorąc, ma to związek z tym że facet (teoretyczni) może płodzić dzieci do końca życia, kobieta jest mocno ograniczona czasem. Dlatego kobietom parcie na dziecko uaktywnia się wczesniej- często już 20-latkom, nawet jesli odkladają w czasie decyzje o macierzynstwie (np na po-studiach) to generalnie chcialyby dziecko już wczesniej. Facet może sobie poczekac, do 40, 50.... i nie ma z tym jakiegos problemu- o ile nie związał się z rówieśnicą! Znam wiele smutnych scenariuszy, niedojrzaly facet 10 lat zwodzi swoją partnerkę, ona traci najlepsze lata przez co maleją jej szanse na dziecko, nagle on 'budzi się' grubo po czterdziestce, gdy ona ma już duże trudnosci albo wręcz nie może zajść w ciążę, wtedy on sie bierze za młodszą laską i pyka dzieci aż miło. I jakos nie ma problemu ani z oswiadczynami, ani z niczym innym. I wszystko pięknie, poza tym że pierwsza kobieta została potwornie oszukana.

                          Dlatego zawsze bylam za tym że dosc szybko można sie zorientowac z jakim facetem ma się do czynienia- jak sie nie zdeklaruje po 2-3 latach to raczej nie ma co liczyć że to kiedykolwiek nastąpi- i albo trzeba się z tym pogodzic, albo ewakuowac i szukac dla siebie jednego z tych wyjątków (bądź starszego od siebie faceta)...

                          Tez mam sporo znajomych ktorzy jeszcze 5-10 lat temu jako dwudziestoparolatkowie krzywili sie na sam dźwięk slowa ślub i dziecko, a teraz sami mają parcie na rodzinę. Przy czym nie oszukujmy się, dla 35-letniej kobiety ciąża i poród to już nie jest spacerek, pomijając fakt że po trzydziestce znacząco spada płodność.
    • znj2 Re: Szczęśliwe pary małżeńskie należą do mniejszo 06.11.10, 20:18
      To zupełnie, jak mniejszości seksualne.
    • kutuzow Pierwszy przypadek gdy ktoś przekonał Muje_bonitę 19.11.10, 15:03
      WoW,
      Jestem pod dużym wrażeniem, gdy po raz pierwszy (w czasie mojej obecności na tym forum) komuś udało się przekonać Mujer_bonitę do swoich racji na tyle że odpuściła dalszą walkę.

      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,118307667,118610914,Re_A_ilu_znacie_szczesliwych_singli_.html
      Druginudziarz - jesteś moim prywatnym bohaterem, jeszcze 11 równie ciężkich zadań i bedziesz niczym Herakles/Herkules (jedno zadanie z Hydrą masz już zaliczone).
    • mujer_bonita Kobiety żyją dłużej i powodują mniej wypadków :) 01.12.10, 11:07
      Ktoś u góry miał wątpliwości to podaję linka:
      wiadomosci.onet.pl/raporty/dlaczego-kobiety-zyja-dluzej,1,3331842,wiadomosc.html
      '– Dlaczego? Są bardziej wsłuchane w swój organizm, są pod stałą kontrolą ginekologa. Tymczasem mężczyźnie do 30. roku życia wydaje się, że jest niezniszczalny. Jest twardzielem lub ignorantem, dopóki nie dostanie zawału serca – mówi Piotr Mosak, psycholog. – A co się tyczy kawałów, to jeśli kobiety nie popadają w hipochondrię, chodzenie do lekarza wychodzi im tylko na dobre.'

      'Owszem, różnice w długości życia można tłumaczyć na wiele sposobów. A to, że ciągle ponad dwa razy więcej jest palaczy niż palaczek. A to, że mężczyźni zdecydowanie chętniej i częściej zaglądają do kieliszka, lubią jeść dużo i tłusto, rzadko przechodzą na diety, nie w głowie im fitness i dbanie o linię.'

      Dodatkowo odnośnie wypadków samochodowych:
      www.wprost.pl/ar/146619/Mistrzynie-kierownicy/
      'Powodują cztery razy mniej wypadków samochodowych. Na dodatek w kraksach z ich udziałem ginie trzykrotnie mniej osób. Kobiety są w Polsce sprawcami wypadków raz na 6,7 mln przejechanych kilometrów, podczas gdy mężczyźni – raz na 4,7 mln przejechanych kilometrów.'

      'W Polsce zdarza się prawie 50 tys. wypadków rocznie. Mężczyźni powodują 32 tys. z nich, kobiety – 8 tys. W pozostałych wypadkach policjanci nie uwzględnili płci sprawcy. Należy jeszcze dodać, że prawo jazdy ma 5 mln dorosłych Polek, a mężczyzn kierowców jest dwukrotnie więcej. Wśród osób, które regularnie prowadzą samochód, 33 proc. stanowią panie. – Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę różnice między liczbą kobiet i mężczyzn mających prawo jazdy, to i tak panowie powodują dwukrotnie więcej wypadków – mówi Anna Zielińska z Instytutu Transportu Samochodowego .
      – Kobiety bardzo rzadko podejmują ryzykowne decyzje. Nawet jeśli ich jazda jest mniej efektowna, to na pewno jest dużo bezpieczniejsza – mówi inspektor Jacek Zalewski z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji. Jeżeli panie powodują wypadki, to ich skutki są łagodniejsze. Co roku w wypadkach ginie siedmiokrotnie więcej mężczyzn kierowców niż kobiet. W 2007 r. na polskich drogach śmierć poniosło ponad 5,5 tys. osób: kierowców, pasażerów i pieszych. Aż 4,2 tys. osób (23 osoby w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców) zabili mężczyźni, podczas gdy kobiety przyczyniły się do śmierci ponad 1,3 tys. osób (7 osób w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców).
      Wśród osób, które spowodowały wypadki pod wpływem alkoholu, siedem razy częściej pojawiają się mężczyźni niż kobiety. Z badania dr. Adama Tarnowskiego, szefa podyplomowych Studiów Psychologii Transportu Uniwersytetu Warszawskiego, wynika też, że mężczyźni częściej nie przestrzegają przepisów. Często świadomie ignorują znaki ograniczenia prędkości oraz wymuszają na innych zjechanie z drogi. Jak wskazują dane policji, 35 proc. mężczyzn spowodowało wypadek, ponieważ przekroczyło prędkość, wśród kobiet było to 29 proc. – Kobiety jazdy samochodem nie traktują z tak dużą nonszalancją jak mężczyźni. Są bardziej skupione, zdecydowanie rzadziej się irytują i nie wytykają błędów innym kierowcom – twierdzi Katarzyna Kowalczyk, założycielka BIK Babskiej Autoszkoły w Warszawie.'
Pełna wersja