marta-toja
02.12.10, 21:56
Witam was.Piszę do was bo wysiadam.Jestem w związku małżeńskim od 10 lat.Dwa lata temu urodziłam dziecko i jestem obecnie nie aktywna zawodowo,przyczyna jasna,siedzę z dzieckiem w domu.Tak to było zresztą ustalone że z chwilą kiedy ono się pojawi poświęcę się wychowywaniu,mamy bowiem niezłą sytuację finansową,mogę sobie pozwolić na bycie matką na pełnym etacie.Wszystko byłoby dobrze gdyby nie to że małżonek,odkąd siedzę w domu zrobił się bardzo roszczeniowy i narzekający.W zasadzie jego usposobienie w stosunku do mnie obróciło się o 180 stopni.Mam wrażenie że odkąd nie jestem finansowo samodzielna mój status spadł do poziomu poniżej zera,i jestem na równi z kobyłą która ma stać w oborze.Generalnie,każdy jego powrót do domu zaczyna się i kończy na pretensjach o byle pierdołę,o nie domknięte drzwi w kuchni i o to że zabrakło papieru toaletowego w łazience,o zafarbowaną skarpetkę,o to że jest w domu za ciepło albo za zimno,a to że pies ma biegunkę i obawiam się że niedługo będzie moją winą że się załamała pogoda,chociaż puki co załamuję się ja.Po takim codziennym przywitaniu i dołowaniu mojej osoby pojawiają się pretensje o to że nie mam ochoty na seks,co jest rzeczą przecież nienormalną,nie ważne że codzienna "gra wstępna" polega na litanii opisującej mojej wady i niedociągnięcia,co ma rzekomo działać jako zachęta do mobilizacji w "doskonaleniu" się(nie brakuje komentarzy na temat mojego rzekomo wielkiego tyłka,chociaż waże raptem 56 kg.).Nie sądziłam że facet może być tak upierdliwy i toksyczny,bo może piszę jak piszę,ale czuję się bardzo i z dnia na dzień coraz bardziej przygnębiona.Sytuacja ciągnie się od dłuższego czasu,próbowałam z mężem rozmawiać,dotrzeć do sedna sprawy,o co mu właściwie chodzi,czy o mój powrót do pracy czy o co innego,ale nie sposób się niczego konkretnego dowiedzieć.Dziecko ma dopiero dwa lata,szkoda byłoby mi teraz zostawiać z niańką (babć bowiem nie ma do pomocy),ale problem polega na tym że mam tego człowieka dość do tego stopnia że myślę o rozstaniu,bo generalnie rzecz biorąc mam wrażenie że wpędza mnie w poczucie winy i obniża moją samoocenę,jednym słowem gnoi mnie.O wygasaniu pozytywnych uczuć już nie wspomnę.
Zabrzmi to banalnie jeżeli napiszę że mój mąż w niczym nie przypomina człowieka za jakiego wyszłam 10 lat temu,ale tak to właśnie wygląda.Chciałabym to wszystko jeszcze jakoś zebrać do kupy ale siada mi już psychika,bo jak się w kółko słyszy na swój temat narzekania to się w końcu zaczyna wierzyć w to że jest się zerem. Nie wiem czemu to piszę.Pewnie chciałam się wygadać.