problemy z seksem- ludzie sami sobie winni

13.12.10, 13:59
zainspirowana wątkiem przeczytanym przed momentem pozwolę sobie na kilka luźnych uwag a propos problemów w sferze intymnej w związkach- tzn., że za rzadko, za krótko, nie tak... Dziewczyny piszą - nie będę prosiła o seks. Co to znaczy? Jak mam ochotę na mojego męża (jesteśmy razem 7 lat) to po prostu mu o tym mówię, że mam ochotę na mego ogiera :P tudzież łapię go za to i owo. I nie ma wątpliwości jak się to skończy. Gdy to on jest inicjatorem nie robię z tego "halo" ze po prostu mówi- moze coś zrobimy dzisiaj. - na przykład. Uważam, że kwestią nieporozumień w tym aspekcie często są niedopowiedzenia. Lub oczekiwanie, ze ktoś się domyśli jak ma coś robić, czego chcemy, czego pragniemy. A potem zonk, bo nie tak piesci, nie tak całuje. To mu to pokaż, powiedz. Seks to przyjemnosc, dobra zabawa, do tanga trzeba dwojga. To tak po krótce. Kończę pracę i zamykam biuro, dokończę innym razem :PPP
    • efi-efi Re: problemy z seksem- ludzie sami sobie winni 13.12.10, 14:14
      aha.
    • sisi_kecz Re: problemy z seksem- ludzie sami sobie winni 13.12.10, 14:16
      no to tak jak agula zamknęła biuro, tak samo szat prast, zamknijmy forum ;)

      jest to spoko proste, wystarczy chcieć, a jak nie jest dobrze to ludzie sami sa sobie winni.

      Koniec pieśni,
      ciekawe, co Ty jeszcze chcesz dopisać jak jutro otworzysz biuro ?

      ;)
      • grosz-ek Re: problemy z seksem- ludzie sami sobie winni 13.12.10, 14:24
        "To tak jak agula zamknęła biuro" to ja dorzucę swoje 3 GROSZ-e:
        forum.gazeta.pl/forum/w,898,118725871,118725871,Problemy_mazenskie_meski_punkt_widzenia_.html
        • agula_wredziula Re: problemy z seksem- ludzie sami sobie winni 13.12.10, 18:14
          No to mamy podobny męski punkt widzenia :P
          W domu również korzystam z różnych wynalazków techniki, także nie musicie czekać aż jutro o 9 przyjdę do pracy :P
    • m00nlight Taaaa 13.12.10, 18:27

      Widać rzadko czytasz forum, a tak już to wybiórczo.

      Zauważ, większość piszących tu kobitek etap 'nie będę prosiła o seks' osiąga PO: kuszeniu, proszeniu, 'łapaniu tu i ówdzie' i innych zabiegach.

      Niestety, jak pan niechętny, w/w sposoby po prostu NIE DZIAŁAJĄ. Pozostaje: seksuolog, kochanek, rozwód, ew przywdzianie wora pokutnego i asceza do końca życia (ale to dla hardkorów).

      Tyle w temacie, jak sie nudzisz w tym biurze polecam nieco bardziej rozwijające rozrywki niż tworzenie bzdetnych wątków (tetris może byc ^^).
      • grosz-ek Re: Taaaa 13.12.10, 18:38
        > tworzenie bzdetnych wątków

        Dlaczego bzdetnych? Bo napisała, że ma fajnie, i że wie jak to utrzymać?

        > Zauważ, większość piszących tu kobitek etap 'nie będę prosiła o seks' osiąga PO
        > : kuszeniu, proszeniu, 'łapaniu tu i ówdzie' i innych zabiegach.

        Są to różne przyczyny męskiej niechęci do seksu. Jakąś część z nich stanowią kompleksy wyniesione z domu rodzinnego. Być może warto być namiętnie kobiecą PRZED, a nie PO ich dojściu do głosu?
        • zakletawmarmur Re: Taaaa 13.12.10, 18:55
          Być może warto być namiętnie kobiecą PRZE
          > D, a nie PO ich dojściu do głosu?


          Mógłbyś wytłumaczyć co masz na myśli?
          • grosz-ek Echh... 13.12.10, 19:06
            Są różne przyczyny męskiej niechęci do seksu. Jakąś część z nich stanowią kompleksy wyniesione z domu rodzinnego. Być może warto być namiętnie kobiecą PRZED, a nie PO ich (tj. męskich kompleksów) dojściu do głosu ?
        • agula_wredziula Re: Taaaa 13.12.10, 19:01
          taaaa, że niby kobitki od samego początku zabiegają o seks, łapiąc tu i ówdzie, kusząc, nęcąc bo postanawiają być zbawicielkami oziębłych facetów...a oni wredni, nieczuli, nie poddają się ich urokowi i stąd kryzys. Na początku to przecież ogień. Seks co godzina. Nie wierzę, że facet z dnia na dzień traci zainteresowanie seksem i kuszenie i uwodzenie go nie rusza (to samo tyczy się zachęcania kobiet przez partnerów).
          • anais_nin666 Re: Taaaa 15.12.10, 22:43
            agula_wredziula napisała: taaaa, że niby kobitki od samego początku zabiegają o seks, łapiąc tu i ówdzie, kusząc, nęcąc bo postanawiają być zbawicielkami oziębłych facetów...a oni wredni, nieczuli, nie poddają się ich urokowi i stąd kryzys.

            Dokładnie tak.
            Nie po roku. Nie po dwóch. Ale np. po 3 latach. Którejś ze stron mija potrzeba seksu. Z daną partnerką/em. Wówczas sztuczki typu łapanie, miętoszenie, proszenie, łaszenie g... daje. Ten na którego się naciska tylko jeszcze bardziej ucieka.

            Agula..., gdyby wszystko było tak proste jak Ci się wydaje, to nie mielibyśmy w życiu problemow. Ale je mamy, bo życie jest ciut bardziej skomplikowane niż Ci się zdaje.
            • grosz-ek Re: Taaaa 15.12.10, 23:50
              > Nie po roku. Nie po dwóch. Ale np. po 3 latach. Którejś ze stron mija potrzeba seksu.
              > Z daną partnerką/em. Wówczas sztuczki typu łapanie, miętoszenie, proszenie,
              > łaszenie g... daje. Ten na którego się naciska tylko jeszcze bardziej ucieka.

              Myślę, że to efekt "dnia świstaka". Jeśli dzień, w dzień wszystko wygląda tak samo, człowieka dopada depresja i odechciewa się wszystkiego. Także seksu. A może szczególnie seksu. Tysięczny raz "po misjonarsku" ... Brrr. Może więc warto łapać za wacka gdy jeszcze nie jest nudno, gdy nie ma musu, są za to chęci. I nie robić tego zawsze tak samo.
              • anais_nin666 Re: Taaaa 15.12.10, 23:57
                Groszku, myślę, że jak jest ochota, to się łapie ile wlezie;) Gdy ta mija, to można złapać ... doła. Tylko. ;)
                • grosz-ek Re: Taaaa 16.12.10, 10:12
                  > Groszku, myślę, że jak jest ochota, to się łapie ile wlezie;)

                  No właśnie nie.
                  Sama pomyśl jak długo Twój mężczyzna czekał na taki gest z Twojej strony i dlaczego tak długo?
                  • janznepomuka Re: Taaaa 28.12.10, 15:18
                    Zgadzam się z groszkiem!!!! Urozmaicać trzeba od początku. Bo potem to już za późno.

                    No i jest jeszcze jeden aspekt urozmaicania od początku
                    • gomory Re: Taaaa 28.12.10, 16:20
                      > Zgadzam się z groszkiem!!!! Urozmaicać trzeba od początku. Bo potem to już za późno.

                      Umiar tez jest wskazany. Znam zwiazek ktory w pierwszej trzylatce wystrzelal sie z kuszacej bielizny, sex-shopowych gadzetow, seksu w kinie i grupowego. Nie kazdy ma pomyslowosc Hitchcocka by wstepne trzesienie ziemi czyms potezniejszym przebijac. To i owo warto w czasie rozciagnac jesli ma na dluzej starczyc ;).
    • gacusia1 Jak ty malo jeszcze wiesz o zyciu... 13.12.10, 19:10
      Kiedy kobieta slyszy po raz "n-ty" ze jego boli glowa,ze zab,ze noga,ze dupa....ze zmeczony,ze rano do pracy,ze dzieci za sciana,ze sasiadka,ze tesciowa...to zadne lapanie za krocze badz mowienie,ze ma sie ochote na sex nie pomoze. Nie stanie sie cud i jemu sie nagle nie zachce,bo jakas madra sobie wymyslila,ze to takie proste. No i po tych odmowach kobiecie sie odechciewa sexu...z mezem-co nie znaczy,ze z innym tez ;) Nawet gdy nagle jasnie panu sie zachce po roku abstynencji to taka odrzucona kobieta tym razem powie "nie dzis,bo okres,bo glowa.."
      • agula_wredziula Re: Jak ty malo jeszcze wiesz o zyciu... 13.12.10, 19:14
        wspolczuje
      • altz Re: Jak ty malo jeszcze wiesz o zyciu... 14.12.10, 18:38
        Najpierw traci się intymność, prawdomówność, mówienie o wszystkim, a potem utrata seksu to tylko kwestia czasu.
        • efi-efi Re: Jak ty malo jeszcze wiesz o zyciu... 14.12.10, 18:57
          grosz-ek napisał:
          >>Być może warto być namiętnie kobiecą PRZED, a nie PO ich (tj. męskich kompleksów) dojściu do głosu ?

          -, To ja też poproszę o rozwinięcie tejże myśli.
          • grosz-ek Re: Jak ty malo jeszcze wiesz o zyciu... 15.12.10, 21:32
            > -, To ja też poproszę o rozwinięcie tejże myśli.

            Hmm, jakby to powiedzieć, żeby nie skłamać, ale i prawdy nie ujawnić ...

            W wielu poradnikach piszą, że kobieta musi się nauczyć przeżywać seks. Że jej mężczyzna powinien jej w tym pomóc. Pomóc stać się w pełni kobietą. Swoją miłością, atencją, zaangażowaniem i akceptacją przełamać lody kobiecego wstydu i odkryć przed nią niezmierzone bogactwo seksualnych doznań. Tak, by chciała z nich korzystać. Upajać się do granic możliwości. By pokochała być kobietą.

            Trochę mniej się mówi o tym, że mężczyzna - zanim stanie się takim przewodnikiem, a może lepiej - współodkrywcą - sam musi się wyzbyć swoich oporów. Pozbyć się swojej matki z głowy i zaakceptować swoją seksualność. Przestać się wstydzić tego, że ma penisa, że ma erekcję, że ma ejakulację, że się masturbuje, że pożąda swoją kobietę. Musi zaakceptować, że to wszystko składa się na bycie mężczyzną, jest jego nieodłączną częścią. Że nie pozbędziemy się penisa, choć nasze matki się nimi brzydziły. Że penis nie służy tylko do sikania, choć nasze matki tak by wolały. Że penis ma on swoje życie, często niezależne od naszej woli. Że pomimo tego "swojego" życia, to ostatecznie my sami decydujemy gdzie on się znajdzie i co zrobi. Że to jest nasz wybór, nasza wolność i - przede wszystkim - nasza odpowiedzialność. Mężczyzna, aby być prawdziwym mężczyzną, musi zaakceptować odpowiedzialność za swój seks. Wtedy to on będzie rządził seksem, a nie seks nim. Niestety, wielu z nas, nie umie/ nie potrafi, tego dostrzec i zaakceptować. Walcząc ze swoją seksualnością kierują się nauczaniem swoich matek - ich oglądem męskości. Wstępują w nowe związki, wnosząc do nich swoje nabyte kompleksy związane z męskością. Zamiast pomagać kobiecie odkrywać jej kobiecość, próbują uskuteczniać wszczepione chore wyobrażenia na temat swojej roli jako mężczyzny. Że ma nie naciskać, że ma poczekać do ślubu, że seks jest be.

            Jeśli więc chcecie dziewczyny udanego związku ze swoim mężczyzną, kierujcie nim tak swoją delikatną dłonią, aby pogodził się ze swoją seksualnością. Dostarczajcie mu sukcesów na tym polu - pamiętając o tym, że każdy sukces, aby był sukcesem, wymaga z jego strony jakiegoś wysiłku. Chwalcie za rezultaty, delikatnie wyjaśniajcie porażki. Rozmawiajcie o sprawach intymnych, dostrzegajcie, w jakich sprawach mąci nauczanie jego matki. Zróbcie z niego jedną całość. Choć może - machnijcie na to wszytko ręką i po prostu często i gęsto kochajcie się ze swoim mężczyzną. Tak się kochajcie, aby to Wam było najlepiej. Żeby po wszystkim, abyście to Wy były bardziej rozkosznie zmęczone od swoich mężczyzn. Seks ma być dla Was. Taki lek jest najlepszy dla mężczyzny na jego kompleksy. No, chyba że, jego kompleksy nie pozwalają na jego stosowanie ...
            • sisi_kecz Re: Jak ty malo jeszcze wiesz o menach... 16.12.10, 09:52
              To było rozwiniecie po byku:)

              poprosze wiecej takich postów, bo one przyblizają Was do ludzkiego wymiaru ;)

              patrzac oczami faceta- mądrego można Was zrozumieć i polubić,
              a to co innego niż miłość, która sie zdarza ale jak wiadomo ślepą jest ;)

              duze pozdro!!!
            • zawsze-soffie Re: Jak ty malo jeszcze wiesz o zyciu... 16.12.10, 11:20
              Że nie pozbędziemy się penisa, choć nasze matki się nimi brzydziły. Że penis nie służy tylko do sikania, choć nasze matki tak by wolały.


              że hę ?:DDDDDDDDDDDDDDD
              • agula_wredziula Re: Jak ty malo jeszcze wiesz o zyciu... 16.12.10, 11:43
                niejednokrotnie jest tak, ze problemy z "seksem" są zwierciadłem problemów w związku..Niechęć do seksu powodowana jest np. pretensjami (nawet nieświadomymi) z tym się zgodzę. Nie mogę zrozumieć, jak to jest, że po dwóch czy trzech latach się odechciewa, że chce się mniej, tak ot, bo nuda. Jak seks może być nudny? Osiąganie orgazmu ma mi się znudzić? Hmmm nie sądzę :P przynajmniej dopóki mój mąż jest w stanie mi go zapewnić :PPP
                • zawsze-soffie Re: Jak ty malo jeszcze wiesz o zyciu... 16.12.10, 12:19
                  Ja bym na twoim nie wypowiadał się o czym o czym nie ma się pojęcia. Jak nas jakiś problem nie dotknął to wszystko wydaje się takie proste..
                  • agula_wredziula Re: Jak ty malo jeszcze wiesz o zyciu... 16.12.10, 12:42
                    a o czym nie ma pojęcia? i o czy mam się nie wypowiadać?
                    • gomory Re: Jak ty malo jeszcze wiesz o zyciu... 16.12.10, 13:01
                      Moze miec na mysli np. to: coz z tego, ze Tobie sie nie znudzi seks z mezem?
                      Ty sie jemu mozesz znudzic. Moze zapragnac tego czego mu nie mozesz dac, poznac inna kobiete, zycie odbierze Ci atrakcyjnosc, albo jednak stracisz ochote na orgazmy z nim gdy sie dowiesz ile na dziwki wydaje ;).
                      • sisi_kecz Re: Jak ty malo jeszcze wiesz o zyciu... 16.12.10, 13:39
                        Nie ma to jak zasiać w szczęśliwym umyśle aguli, ziarenko obawy i niepewności, co gomory?

                        eh, niektórzy chyba nie potrafią przejsc do porządku nad tym, ze ktos jest zadowolony i nie komplikuje sobie życia myśleniem: co by było gdyby?

                        Jak slyszę albo czytam takie teksty: a skąd wiesz, ze Twój mąz też Ciebie kocha, albo czy Cie nie zdradza? a może ma drugą rodzinę w Otwocku? a może jest gejem?
                        to wzdycham nad pytającym- że mu tak brak życia we własnym życiu i że sie tym nie zajmie.
                        • grosz-ek Przyłączam się ... 16.12.10, 13:57
                          ... do tego wzdychania.

                          Wg mnie to, że po 7 latach związku autorka nie musi pisać o braku seksu w swoim związku, a wręcz przeciwnie, jest wystarczającym powodem, aby ją uważnie wysłuchać. Pozytywnych przykładów nigdy za wiele - szczególnie popartych informacją, jak ten stan jest utrzymywany.
                          • agula_wredziula Re: Przyłączam się ... 16.12.10, 15:56
                            hahahahahahahaha no to się uśmiałam :) a może powinnam płakać. Gdybym miała myśleć o tym, ile mój mąż może mieć kochanek to powinnam już dawno albo skończyć z nim, albo ze sobą. On akurat pracuje w całkowicie praktycznie sfeminizowanym zawodzie. Już widzę te wszystkie niewyżyte nieszczęśliwe koleżanki, próbujące go uwieść. Nie ma takiej opcji. Jest jeszcze jeden ważny aspekt w związku - zaufanie. W każdym razie mój mąż ani razu nie dał mi powodu do zazdrości, ani do tego żebym poczuła się niepewnie. Nie znalazła się taka, która zrzuciłaby mu jego różowe okulary z nosa, przez które na mnie patrzy :PP
                            • efi-efi Re: Przyłączam się ... 16.12.10, 17:19
                              No to gratulacje! W końcu bywają pary, które dobierają się jak w korcu maku.

                              A tak z ciekawości spytam, macie jakieś dzieci?
                              • agula_wredziula mamy 16.12.10, 17:29
                                jedno jak na razie
                                • asocial Re: mamy 20.12.10, 00:13
                                  ja tam nie wiem. Z tego co widze na tym forum, to panienki ´´wlasnej kobiecej seksualnosci´´ nauczyly sie zgola nie z mezem, ktory zazwyczaj siedzi przyklejony do kompa i zadne damskie dlonie w kroczu go od niego nie oderwia.
                                  groszku, kobiecej seksualnosci to kobieta moze sie cudnie nauczyc sama, a potem elegancko pana przyuczac.
                                  • grosz-ek Re: mamy 20.12.10, 10:37
                                    > groszku, kobiecej seksualnosci to kobieta moze sie cudnie nauczyc sama, a potem
                                    > elegancko pana przyuczac.

                                    Jesteś kobietą, wiesz lepiej.
                                    Chociaż wiele przykładów z tego forum pokazuje, że nie jest to takie proste i łatwe.
                            • gomory Re: Przyłączam się ... 20.12.10, 11:38
                              > Nie znalazła się taka, która zrzuciłaby mu jego
                              > różowe okulary z nosa, przez które na mnie patrzy :PP

                              Naprawde nie ze wzgledu na zlosliwosc musze to sprostowac: nie wiesz czy on nosi rozowe okulary. Poniewaz nikt nie ma dostepu do osadow i mysli drugiego czlowieka wiec to fizycznie niemozliwe. Za to kazdemu czlowiekowi ktorego znamy przypisujemy podswiadomie jakies tam role, spelnia dla nas rozne funkcje i ZAWSZE sie mylimy co do oceny jego intencji. Mniej lub bardziej. Im bardziej potrzebujemy falszywej rzeczywistosci tym bardziej wypaczamy jej obraz. Z przymruzeniem oka mozna stwierdzic, ze w najmniej skrzywionym zwierciadle postrzegaja swiat osoby w depresji ;). Mily to stan nie jest, wiec sie wiecej nie straszmy. Zycze nadal takiego wspanialego pozycia, oby zawsze bylo jak teraz i nigdy sie nic nie zmienilo :).
                              Wypowiedzialem sie tak zgryzliwie poniewaz poczulem irytacje. Byla ona wynikowa paru wypowiedzi osob uwazajacych, ze znaja uniwersalne rozwiazania ktore wiekszosc zwiazkow moga obsypac zmyslowym deszczem rozkoszy. Ale ludzkie relacje sa rozne i zmieniaja sie niezwykle dynamicznie. Wydaje mi sie wrecz, ze samozadowolenie z odkrycia metody ktora umozliwia porozumienie jest zwodnicze. Bo ta metoda przestanie dzialac gdy zmienia sie warunki. Zmiany okolicznosci na przestrzeni czasu sa pewne, ale zaden sposob kuszenia, porozumiewania sie, otwartosci seksualnych technik pewnymi nie sa.
                              Najmutniejsze jest to, ze niektorzy dopiero sie o tym przekonaja. Zeby nie bylo tak smeciarsko w podsumowaniu - my tego przeciez nie musimy doswiadczyc :).
      • 3-mamuska Re: Jak ty malo jeszcze wiesz o zyciu...hahahaha 28.12.10, 06:13
        gacusia1 napisała:

        > Kiedy kobieta slyszy po raz "n-ty" ze jego boli glowa,ze zab,ze noga,ze dupa...
        > .ze zmeczony,ze rano do pracy,ze dzieci za sciana,ze sasiadka,ze tesciowa...to
        > zadne lapanie za krocze badz mowienie,ze ma sie ochote na sex nie pomoze. Nie s
        > tanie sie cud i jemu sie nagle nie zachce,bo jakas madra sobie wymyslila,ze to
        > takie proste.
        U nas bol glowy nie dziala w obie storny,bo po sexie przechodzi bez tabletek,wiec zadna wymowka.
    • aputnam Re: problemy z seksem- ludzie sami sobie winni 28.12.10, 03:06
      tak owszem ale kiedy sie starasz i poraz kolejny jestes odzucana bo ;on sie najadl, zmeczony, rano do pracy itd. to juz nie chcesz sie starac , prosic inicjowac bo to oczucie odzucenia poraz kolejny raz jest tak przyjre ze nie chcesz juz tego wiecej czuc.Z poprzednimi partnerami nigdy nie mialam tego problemu i seks czesto byl poza ziemski .Wkurza mnie czasami to wszystko mam ochote pieprznac drzwiami i nigy niewrocic.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja