faveur
16.04.04, 14:38
Dzien dobry.
Czytam pobieznie to forum i widze, ze tu wlasciwie wszystko sklania sie ku
temu, ze jak kobieta zaniemogla, z jakichs powodow (czesto sama nie ma
pojecia jakich) zaniklo u niej libido, przestala potrzebowac seksu, to
wlasciwie rozwiazanie jest tylko jedno - rozstac sie. Otoz interesuje mnie
taka sprawa: Jak sie do tego ma milosc, przysiega malzenska, bycie z kims,
kto ma problem. Dla mnie odchodzenie od zony z takiego powodu jest tym samym
czym opuszczenie jej w chorobie, kalectwie czy innym niesczesciu. Pojscie na
latwizne po prostu. To, ze kobieta stracila libido do zera, a czesto wrecz do
wartosci minusowych, to chyba nie jest wina kobiety, nie wiem. Tak sie po
prostu dzieje w wielu przypadkach. Nie wiem jak mozna to leczyc, czy w ogole
mozna, ale na pewno nie jest to szczescie i spelnienie marzen dla kobiety,
ktora taka przyjemnosc dopadla. Kobieta chcialaby czuc kisiel w majtkach,
dreszcze przy kazdym dotyku czy bodzcu wzrokowym, pragnac swojego mezczyzny
jak pies plagnie kielbasy, marzy o tym, zeby poniosla ja dzika namietnosc, a
jedyne co ja ponosi to rozdraznienie przy kazdym dotyku. Nie ma na to wplywu.
Stara sie, a nic z tego nie wychodzi, im wiecej sie stara tym mniej z tego
wychodzi. Czy taka kobieta nie zasluguje juz na nic poza porzuceniem?