fastul
05.01.11, 12:27
brat męża całe życie wisiał na nim - przede wszystkim finansowo. Po naszym ślubie odcięłam go od kasy żeby zaczął żyć własnym życiem ( w końcu ma żonę i dzieci) parę lat był spokój. próbował parę razy zasugerować żebyśmy go przyjęli do firmy ale się nie zgodziliśmy (firma mała - brak pracowników - są miesiące ze jest ok a są miesiące ze nic się nie dzieje). Trzymałam rękę na pulsie żeby znowu mężowi nie wlazł na głowę. No i mnie uśpił... Zwolnił się z pracy. Zaczął płakać ze tam go nie chcieli, teraz innej pracy nie może znaleźć (Bo nie szuka) i właśnie się dowiedziałam ze maż zgodził się go przyjąć. Nie dość ze od pól roku stołuje się u nas (jego zona jest zadowolona z tego faktu) to teraz będzie pracował ( już raz pracował dla nas: przyjeżdża kiedy chce, robi średnio 50-60% tego co ma zrobić, a kasę chce jakby co najmniej stanowisko dyrektora otrzymał - no i nie mogę mu zwrócić uwagi bo od razu rozedrze się (tak dosłownie ryczy ze słychać na pół ulicy) jak psiak który dostał w dupę ze znowu nasikał ma dywan i leci poskarżyć sie do mojego męża. Psychicznie wysiadam. Pierwszy raz od 8lat żałuję ze wyszłam za mąż... Jest to normalne? może rodzeństwo powinno być ze sobą tak blisko? ja tez mam brata ale mój jest normalny - i jak widzi zachowanie brata męża to się za głowę łapie i mówi ze tu jedynie bejsbol może pomoc.