grosz-ek
20.01.11, 09:10
Niedawno, czytając jakąś książkę - chyba bardziej "fiction" niż "science" - spotkałem się z powyższym sformułowaniem. Zwróciło moją uwagę i zastanowiło. W sumie chyba faktycznie tak jest: mężczyźni zabiegają o kobiety prezentując swoją miłość wobec nich, kobiety wybierają ich akceptując ich miłość wraz - z niestety - całą resztą bagażu. I później kobiety, z całą tą miłością i resztą bagażu muszą żyć na co dzień, doświadczając wszystkich płynących stąd przyjemności i nieprzyjemności. Ale widziały gały co brały, prawdą? Chociaż, równie zastanawiające jest tak uparte trwanie w związku, w którym więcej jest nieprzyjemności niż przyjemności. Bo czyż kobieta nie jest gotowa przełożyć dobro związku nad "drobne" niedogodności jego trwania? W efekcie, żyje z mężczyzną w "miłości", którą sama wybrała i zaakceptowała. Mylę się?