Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają...

24.01.11, 02:01
...wam w lub zniechęcają was do seksu?

Bo jak tak mam.

Najchętniej robiłbym to codziennie.

Ale to nie takie proste.

Przez 5 dni w tygodniu jest praca. Człowiek zrywa się w środku nocy i nieprzytomny pędzi na złamanie karku do roboty, gdzie spędza cały dzień, a gdy już wróci do domu to jest tak zjechany że może co najwyżej zasnąć przed telewizorem. Po to by znów zerwać się w środku nocy itd..

W weekend powinno być lepiej ale... po pierwsze trzeba odespać zaległości z tygodnia. Po drugie jak ja mam wolne to reszta rodzinki też. O jakiejkolwiek intymności czy prywatności można zapomnieć. Po trzecie jest tyle rzeczy do zrobienia (to akurat dotyczy głównie mojej żony) - 12 wielkich prań (a co za tym idzie rozwieszań, prasowań itd.), gotowanie bo przecież te wszystkie gęby nakarmić trzeba, a przydałoby się jeszcze na zapas coś nagotować bo w tygodniu nie ma czasu, posprzątać ten syf (=dom) też trzeba... wszystko to sprawia że dom przypomina młyn czy jak kto woli piekarnię. Dodatkowo przygnębia perspektywa rychłego końca tego pseudo- ale jednak jakiegoś odpoczynku i rozpoczęcia nowego tygodnia harówki za grosze których jest za dużo żeby zdechnąć, a za mało żeby żyć.

Kombinacja fizycznego zmęczenia i niewyspania oraz zmęczenie psychiczne wywołane ciągłą biedą i brakiem pieniędzy na wszystko skutkują brakiem ochoty na cokolwiek poza gapieniem się w telewizor bo to nie wymaga wysiłku.

Wszystko to sprawia że seksu jest malutko. W tygodniu zero, w weekendy może raz.

Czy ktoś miał taki problem i sobie poradził a jeżeli tak to w jaki sposób, a może ktoś ma i sobie podobnie jak ja nie radzi niech się wpisze żebym wiedział że nie tylko ja cierpię :(
    • zamysloneniebo Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 02:26
      Vitek,

      1. wszyscy już wiedzą o tym, że nie uprawiasz seksu wystarczająco często,
      2. Ty sam powinieneś już wiedzieć, że te "problemy dnia codziennego", dwanaście wielkich prań, ogarnięcie całego syfu, to po to, byś uważał, że czasu nie ma na seks, a gdyby nie to, to żona bardzo by chciała...
      3. zacząłeś się może już leczyć?
      4. a może trochę samokrytycyzmu?
      5. nadal uważasz, że jesteś rewelacyjnym kochankiem, mimom że seks uprawiasz czasami, a żona nie ma ochoty się z Tobą kochać?
      6. rozśmieszają mnie Twoje rady w innych wątkach- rzeczywiście, od Ciebie można się uczyć, jak być dobrym kochankiem, jak szukać rozwiązań, jak cieszyć się seksem itd... :)))
      No i na kobietach i seksie znasz się rewelacyjnie :)))

      7. w tym wątku zamierzasz znowu odrzucać wszystkie argumenty, czy cokolwiek w końcu zrozumieć?
      W jakim celu go założyłeś?
      • sisi_kecz Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 09:50
        > 7. w tym wątku zamierzasz znowu odrzucać wszystkie argumenty (...) ?'

        to masz na bank, stawiam pół swojego nicka ;)))

        ;)
        • gravedigger1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 10:30
          sisi_kecz napisała:

          > (...) stawiam pół swojego nicka ;)))

          A którą połowę?
          • sisi_kecz Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 10:48
            > A którą połowę? '

            a którą tylko , zamysloneniebo będzie chciała.
            Mam gest !

            ;)
      • m00nlight Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 19:39

        Pozostaje się podpisać pod tym postem :)

        Wszyscy już wiemy jakie bidny Vitek ma przekichane życie (jak mnie czasem łapią doły to sobie przypominam że *niektórzy* mają gorzej :P )

        Przypomnę tylko że : pieniądze, dzieci i seks to 3 najczęstsze powody rozwodów :P Tobie Vitek jak widzę trafiła się megakumulacja- może wybierz się końcu do kolektury a nie pytasz ludzi na forum jak żyć. Co niby mielibyśmy Ci poradzić? Zmień robotę, pozbądź się dzieci, zatrudnij całodobową służbę do ogarniania domu, ew porwij żonę i wyjedź na koniec świata? ;>

        To co Ty opisujesz 90% ludzi dokładnie ma w domu. Większość ludzi musi pracować, zajmować się dziećmi i ogarniać dom- jakby każdy miał Twoje podejście do życia to ludzie uprawialiby seks tylko d pierwszego dziecka (albo i nie) albo gatunek by wymarł. A tu patrz, dla chcącego nic trudnego jakoś ludzie sobie radzą mimo dzieci, pracy, zmęczenia, obowiązków. Bo prawda jest taka że jak się chce seksu to i czas i możliwości się znajdzie, a jak się nie chce, to każda wymówka dobra. Otwórz w końcu oczy i dojrzyj, że żona nie chce seksu z Tobą i poszukaj przyczyny problemu tam gdzie ona istotnie jest...
        • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 20:58
          m00nlight napisała:

          > To co Ty opisujesz 90% ludzi dokładnie ma w domu

          Akurat. 90% postów na tym forum zawiera przynajmniej 1 stwierdzenie typu:

          (odeszłabym, ale) mąż tak dobrze zarabia że nie muszę pracować

          pieniądze mnie nie cieszą (gdy on/a nie chce się kochać)

          brak problemów finansowych
          mamy duży dom, dobry samochód

          itp.
          • m00nlight Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 27.01.11, 16:19

            Wybacz, ale ile % ludzi w Polsce nazwałbyś 'zamożnymi'?

            Prawda jest taka że większość boryka się z mniejszymi lub większymi problemami finansowymi, naprawde dobrze zarabiających jest pare(naście) procent, i to w dużych miastach. A cała reszta? Większość ludzi zarabia poniżej 60% średniej krajowej... a ilu zarabia najniższą? I jakoś żyją, i z dziećmi, i z kredytami.

            Zresztą to forum chyba nie jest reprezentatywne dla calej populacji... zauważ chociażby to że biedni na ogół nie mają internetu (za to dekoder polsatu jak najbardziej, ale to już inna bajka).

            Jednym slowem znowu robisz to co większość ludzi Ci tu usiluje wbic do glowy: zamykasz sie na argumenty i dalej użalasz się nad sobą. Tyle.

            PS w moim przypadku gdy mam do wyboru: kasa albo seks wybieram kase :) I podejrzewam że wśród kobiet nie będę jakimś rzadkim okazem ;)
      • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 20:01
        zamysloneniebo napisała:

        > W jakim celu go [wątek] założyłeś?

        Odpowiedź jest w ostatnim zdaniu mojego posta, nie zauważyłaś?
    • czlowiek-na-torze Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 03:56
      vitek_1 napisał:

      > Czy ktoś miał taki problem i sobie poradził a jeżeli tak to w jaki sposób, a mo
      > że ktoś ma i sobie podobnie jak ja nie radzi niech się wpisze żebym wiedział że
      > nie tylko ja cierpię :(

      Nie tylko Ty cierpisz, Ja miałem taki problem, a w zasadzie mam go nadal. Byłem jednak w sytuacji o tyle gorszej, że nie wiedziałem co jest przyczyną braku zainteresowania seksem ze strony małżonki, ona zaś a nic nie chciała współpracować ze mną w celu nabycia przeze mnie tej wiedzy, że o choćby próbie naprawy tej sfery życia nie wspomnę. Ty przynajmniej postawiłeś sobie prawidłową diagnozę przyczyn, a to zawsze jakiś fundament optymistycznych perspektyw...
    • altz Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 08:14
      Nie kumam tego.
      Jak można mieć 12 prań w sobotę? :)
      Weź się w garść i pierz sam co dzień, rzeczy bez prasowania dasz radę poskładać i pochować, a prasowanie możesz sobie zostawić na sobotę.
      Możesz przejąć część obowiązków, choćby sprzątanie ubikacji codziennie, a nie tylko w sobotę.
      Możesz przygotować kolację, odpoczniesz po pracy, chyba że jesteś kucharzem, to nie ;)
      Przemyśl to, możesz (powinieneś!) jakoś odciążyć małżonkę, a na pewno odpłaci Ci się. :)
    • gravedigger1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 08:46
      Vitek, to kolejna volta? Niedawno twierdziłeś, że seksisz się często. Widzę, że u Ciebie te zmiany o 180 stopni są okresowe jak sinusoida. :)
      • sisi_kecz Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 09:25
        Dajcie spokój chłopakowi!

        Niech sobie ma, kolejny wątek z serial: żałosne życie vitka.

        Przecież widać, po co go założył:

        napłynęły nowe osoby na forum, kto znowu mu odpisze, jakoś sie pokula i znów nabije 500setkę wpisów na wątek.
        To jest jakieś życiowe osiągnięcie- a z braku laku, dobre i to.

        Może to nie jest forma terapii, ale widać jakoś mu pasuje, tak sie wypłakiwać.
        Potem odnotuje małe odbicie od dna, i tak do następnego razu i do usranej...

        ;)
    • vergaa Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 10:28
      hihihhi, a mi zawsze Vitka wpisy poprawiaja humor, taki biedny mis.... :)
    • berenika.5 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 11:24
      1)Zadam pytanie trochę nie na temat: dlaczego wybraliście życie na obczyźnie mając zawody/ umiejętności słabo opłacalne? Wg mnie na taką opcję pozwalają sobie Ci, którzy mają dobry zawód, reszta i wg mnie rozsądnie wyjeżdża za granicę zarobić, a żyje w Polsce. Potem kiedy się już dorobią, zakładają własne działalności gospodarcze i sobie żyją na niezłym poziomie.

      2) założyłeś już prawie identyczny wątek ( bardziej depresyjny ) ale jednak, który dobił do 400 postów, po co następny? Znów chcesz być w centrum uwagi ? To taka psychoterapia za darmo?
      • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 20:09
        berenika.5 napisała:

        > 1)Zadam pytanie trochę nie na temat: dlaczego wybraliście życie na obczyźnie ma
        > jąc zawody/ umiejętności słabo opłacalne?

        Dlatego że w Polsce te zawody są jeszcze słabiej opłacane?

        Poza tym nasze zawody wcale nie są słabo opłacane. Ja jestem technikiem elektroniki, a żona szefem kuchni. To chyba nie są jakieś najgorsze zawody?
        • berenika.5 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 26.01.11, 15:53
          Źle mnie zrozumiałeś. Chodziło mi o to żeby zabraniać za granicą, a żyć w Polsce. Fakt, że to się = rozłąka z rodziną ale znacznie szybciej można się dorobić i jest potem w związku z tym sporo możliwości w rodzinnym kraju. Dla mnie życie na obczyźnie mając przeciętny zawód = to samo co życie w Polsce bo może i tam twój zawód jest lepiej opłacany niż w Polsce, ale koszty życia są jakie są i wychodzi na to samo z kosmetycznymi różnicami.

          "To chyba nie są jakieś najgorsze zawody?"
          Masz rację to nie są najgorsze zawody, ale pisząc słabo opłacalne czy przeciętne mam na myśli takie, które zazwyczaj pozwalają zarobić jedynie na życie na jako takim poziomie.
    • glamourous Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 14:15
      Mi tam dobne problemy dnia codziennego, zmeczenie, czy nawet nieporozumienia z partnerem nie odbieraja apetytu na seks. Jestem pod tym wzgledem jak stary, gruboskorny zbok. Nic mnie nie rusza. Bzykac mi sie chce zawsze - i niezaleznie od stanu konta, fazy ksiezyca, ceny barylki ropy, koniunktury w pracy czy humoru partnera libido mam ciagle to samo.
      Nie rozumiem tylko jednego w Twoich zwierzeniach : po cholere normalnej rodzinie urzadzanie 12 wielkich pran w sobote, wtf? Nie mozna nastawiac pralki codziennie w tygodniu, albo jak tam wolisz co drugi dzien np? A zamiast tyle gotowac mozna przeciez zamowic pizze czy isc sobie wspolnie do restauracji. Nie chce tu sie rozwodzic o braku organizacji, bo wydaje mi sie ze to raczej takie ogolne przybicie zwiazane z brakiem kasy oraz jak piszesz biedy, szarosci i prozy zycia wywoluje u Ciebie taki permanentny stan rozczarowania. Z Twoich postow przebija ton "nie tak mialo to wygladac", i tu tkwi sedno Twojego niezadowolenia. Bo przeciez mnostwo ludzi ma dzieci, musi w sobote nastawic pralke i ugotowac im obiad - i jakos normalnie ciesza sie zyciem i libido im nie slabnie z tego powodu. Ale jezeli ktos jest typem wiecznego malkontenta z klinicznym niedoborem serotoniny, to juz jest zupelnie inna para kaloszy.
      • bcde Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 21:12
        > Mi tam dobne problemy dnia codziennego, zmeczenie, czy nawet nieporozumienia z
        > partnerem nie odbieraja apetytu na seks. Jestem pod tym wzgledem jak stary, gru
        > boskorny zbok. Nic mnie nie rusza. Bzykac mi sie chce zawsze - i niezaleznie od
        > stanu konta, fazy ksiezyca, ceny barylki ropy, koniunktury w pracy czy humoru
        > partnera libido mam ciagle to samo.

        Nie ma takich kobiet. Glam, ty jesteś facetem, i to zdrowym i jurnym! :)
      • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 27.01.11, 00:18
        A tę serotoninę to można w aptece dostać? Na receptę czy bez?
        Bo rozumiem że to jest coś dzięki czemu trochę mniej zauważałbym cały ten syf dookoła i mógłbym próbować wmówić sobie że jest fajnie...
        • glamourous Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 27.01.11, 00:34
          No nie wiem, moze mam tak dlatego, ze zycie Bogu dzieki generalnie oszczedza mi problemow finansowych i takich o ktorych piszesz, czyli przemeczenie praca, praniem, sprzataniem itp. Poza tym mam naprawde spore, takie meskie libido - to sie ponoc nazywa "kobieta testosteronowa" :-) A Tobie Vitek troche umiejetnosci relatywizowania by Ci sie przydalo. Jaki syf??? Dzieci masz pewnie ladne i zdrowe, z zona dogadujesz sie niezle, czy naprawde jest tak zle zeby nie chcialo sie chciec? (i nie mowie tu o seksie) Mi sie wydaje ze Ty jestes ogolnie rozczarowany zyciem w rodzinie, ta nieuniknionoscia, szara codziennoscia. Tym kieratem. Dlatego czujesz sie jak kon w zaprzegu, bo nie kazdy ma stadna nature i dobrze sie czuje oblepiony rozjazgotanymi ludzmi, nawet bliskimi... No i chyba z natury taki troche wieczny malkontent jetses....
          PS. Trafiles w sedno, leki antydepresyjne wyrownuja poziom serotoniny. Czyli tak, mozna to dostac w aptece ;-)
          • druginudziarz Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 30.01.11, 22:08
            glamourous napisała:
            > PS. Trafiles w sedno, leki antydepresyjne wyrownuja poziom serotoniny. Czyli ta
            > k, mozna to dostac w aptece ;-)
            Antydepresanty są "inhibitorami zwrotnego wychwytu serotoniny" więc serotoniny nie produkują, jeśli ktoś ma jej pierwotnie mało to antydepresant jest bezsilny.
            • glamourous Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 01.02.11, 14:49
              Oj Nudziarzu, to takie uproszczenie bylo, na potrzeby dialektyki stosowanej :-))))))))
              • druginudziarz Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 02.02.11, 21:32
                glamourous napisała:

                > Oj Nudziarzu, to takie uproszczenie bylo, na potrzeby dialektyki stosowanej :-)
                > )))))))

                Tak myślałem że wiesz, ale nie mogę wyjść z wprawy, mój nick zobowiązuje :]
    • tehuana Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 14:27
      No i dobrze-przynjmniej się nie dorobicie kolejnych dzieciaków.
      • stalowa_lady Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 18:02
        jest metoda panie ekspercie vitku: zamiast zasiadać przed tv pomóż małżonce w sprzataniu
        mniej brudź swoje ciuchy, to może w sobote będzie ze 2 prania mniej
        powinno wystarczyć ;)
        • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 20:13
          Ja bardzo mało brudzę. 95% ciuchów w pojemniku na brudy należy do moich chłopaków. Ja w ogóle mam 1 parę jeansów i 2 t-shirty, nawet nie mam czego brudzić :)
    • zakletawmarmur Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 18:45
      "Problemy dnia codziennego"?

      Jeśli chodzi o kasę, zdrowie czy stresy związane z życiem zawodowym, rodzinnym mnie nie zniechęcają. Wręcz przeciwnie, zauważyłam, że przy takich problemach mam większe potrzeby niż na co dzień. Seks działa na mnie "rozładowująco" ale też daje takie poczucie bezpieczeństwa psychicznego. Choć zbyt dużo stresu sprawia, że seks traktuje jak "spuszczenie z krzyża"- szybko, często i ozdobniki słabo mnie interesują.

      Ciągły brak porozumienia z partnerem może mnie bardzo zniechęcić... Wtedy każda forma spędzania wolnego czasu z partnerem mnie nie rajcuje;-) Nie wyobrażam sobie uprawiać seksu z kimś kto znęca się nade mną psychicznie lub zwyczajnie nie szanuje. Mam dużą potrzebę świętego spokoju:-)
    • grosz-ek Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 19:53
      Vitek, vitek, jak Cię czytam, to wpadam w jeszcze większą deprechę. Człowieku,Ty nasz ŻONĘ! Nie wszyscy mają takie szczęście ...
      • kawitator Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 21:14
        Jak się Glam odezwała t ja tyż
        Niby facet jesteś podobno więc posłuchaj sobie

        www.youtube.com/watch?v=lQlIhraqL7o
        Rozchmurz pysk i przestań popiskiwać jak skrzywdzony psiak i nie rób wstydu
        • stalowa_lady Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 21:24
          he he he he
          dobre :)
        • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 20:39
          kawitator napisał:


          > Niby facet jesteś podobno więc posłuchaj sobie
          >
          > www.youtube.com/watch?v=lQlIhraqL7o

          Jestem facet, ale mimo to nie przepadam za piejącymi czarnuchami.
          Moje najmłodsze dziecko lubi tego typu twórczość, ale on ma 13 lat :)
        • urquhart Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 27.01.11, 18:46
          > www.youtube.com/watch?v=lQlIhraqL7o
          > Rozchmurz pysk i przestań popiskiwać jak skrzywdzony psiak i nie rób wstydu

          kawi jesteś the best z radą!
          wymiekłem...
          u mnie w pracy jak ktoś przychodzi wesół i uchachany standartowo pytam: która ci dała!
          z torbą na głowę z tego video też niezła rada...
      • sisi_kecz Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 22:57
        Człowieku,T
        > y nasz ŻONĘ! Nie wszyscy mają takie szczęście ...'

        Groch, jak nie chcesz sie kompletnie załamać kondychą vitka, to nawet nie pisz takich słów.
        Kolega jest Zdolny do tego, by w odpowiedzi zacząć wzdychać, że gdyby mu żona umarła to chociaż by rentę po niej dostał.

        On już pisał o tym, że każdy inwalida ma klawe życie i z cięzkiej pracy vitka kupuje sobie wypasione fury, więc nie prowokuj go do kolejnych genialnych tekstów.

        pozdro!
        • grosz-ek Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 24.01.11, 23:15
          > Kolega jest Zdolny do tego, by w odpowiedzi zacząć wzdychać, że gdyby mu żona u
          > marła to chociaż by rentę po niej dostał.

          Sisi, jesteś niesamowita. Niezależnie, w jak wielkiej depresji bym się zatracał, Twoje teksty niezmiennie wywołują uśmiech na mojej twarzy. A to stwierdzenie, że "jestem homoseksualną kobietą" zwaliło mnie już totalnie z nóg :-))) Po prostu, cycuś ...

          Tak więc pisząc swoje denne teksty, w skrytości ducha mam cichą nadzieję, że wywołają one Twoją humorystyczną reakcję, tym samym dając mi błysk słonecznego blasku w tej atmosferze totalnej beznadziei.
          (rekord, zdanie poczwórnie złożone, ktoś je zrozumiał?, bo ja sam mam z tym problem..., późno już, lepiej pójdę spać do wielkiego 2x2m łóżka)
        • berenika.5 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 09:40
          Kolega jest Zdolny do tego, by w odpowiedzi zacząć wzdychać, że gdyby mu żona u
          > marła to chociaż by rentę po niej dostał.

          Padłam :DDDDDDD
        • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 20:17
          sisi_kecz napisała:

          > Kolega jest Zdolny do tego, by w odpowiedzi zacząć wzdychać, że gdyby mu żona u
          > marła to chociaż by rentę po niej dostał.

          Pena bym nie dostał, a pewnie jeszcze musiałbym spłacać jej długi
      • ditchdoc Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 01:38
        grosz-ek napisał:

        > Vitek, vitek, jak Cię czytam, to wpadam w jeszcze większą deprechę. Człowieku,T
        > y nasz ŻONĘ! Nie wszyscy mają takie szczęście ...

        nie umniejszajac tragedii jaka Cie spotkala to jest to zaden argument i wlasciwie pamietajac Twoje inne posty dziwie sie ze taka bzdure wyskrobales. Chyba przez depresje ;)

        zawsze jak slysze tekst typu "powinines byc szczesliwy bo dzieci w Afryce gloduja" bez wyraznego sarkazmu to wiem ze mam do czynienia z idiota

        Pozwole sobie zapytac, ile czasu minelo?
        • zamysloneniebo Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 03:49
          Sisi, chciałabym tę część Twojego nicka, "sisi" właśnie :)))

          Oj, vitek jeszcze się nie udzielił, może oczekiwał więcej postów nowych i współczujących, pochylających się nad jego problemem ;-) Tylko nowi mogą się nabrać na te bajki, które vitek opisuje ;-)

          A 12 prań... cóż, z pewnością żona nie robi tylu prań jednego dnia :))) W głowie mi się to nie mieści :)) Jak zwykle vitek dodał coś od siebie, żeby było beznadziejniej, niż jest w rzeczywistości :))
          Hmmm...chyba, że naprawdę żona tak to zaplanowała, a vitek nie widzi nawet, że ona robi to po to, by mieć wymówkę, a nie dlatego, że rzeczywiście jest potrzeba robieniu dwunastu prań... ale wtedy to oznaczałoby, że seks z vitkiem musi być naprawdę beznadziejnie koszmarny, jeśli żona wybiera taką robotę, niż piętnaście minut w sypialni z nim... ;))) Może to właściwie prawdopodobne...

          Aaa, chyba glam napisała o pójściu na pizzę :) Vitek zaraz odpisze, że za te marne grosze (bo on pracuje na nas wszystkich, a jemu samemu właśnie te grosze zostają) nie może pójść na pizzę z całą rodziną, więc żona musi zawsze gotować, a w dodatku robi to godzinami, tak, że czasu na seks już nie zostaje ;-)

          I Sisi słusznie zauważyła, dokładnie tak samo pomyślałam po poście groszka... Vitek już walił takimi tekstami i tak komentował prawdziwą krzywdę innych, że szczęka opadała...
          • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 20:23
            zamysloneniebo napisała:

            > A 12 prań... cóż, z pewnością żona nie robi tylu prań jednego dnia :)))

            To się nazywa eksageracja, czyli literacka przesada dla udramatyzowania akcji.
            Ale tylko lekka..

            > Aaa, chyba glam napisała o pójściu na pizzę :) Vitek zaraz odpisze, że za te ma
            > rne grosze (bo on pracuje na nas wszystkich, a jemu samemu właśnie te grosze zo
            > stają) nie może pójść na pizzę z całą rodziną, więc żona musi zawsze gotować

            O, jednak coś z moich postów przebiło się do publicznej świadomości !
        • grosz-ek Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 08:14
          No tak, nie zabłysłem błyskotliwością. Widać, nie byłem wtedy w formie. Może dlatego, że w mojej obecnej sytuacji uważam, iż "żona = źródło szczęścia". Zapominam za to, że dla całego szeregu ludzi "żona = źródło nieszczęścia". I chyba w sumie o to mi właśnie chodziło. Czy dla vitka żona to źródło szczęścia, czy nieszczęścia? A może niepełnego szczęścia, które przez swoją niepełność, wywołuję u niego poczucie nieszczęśliwości? A może ... Vitek, jak to właściwie jest?
          • niezapominajka333 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 19:44
            Vitek, bo seks jest dla twardzieli... ;)

            • zamysloneniebo Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 19:55
              niezapominajka333 napisała:

              > Vitek, bo seks jest dla twardzieli... ;)
              >

              :))))



              Groszek, vitek od żony chce seksu po prostu, a i tego ona mu nie chce dać... ale cóż, trzeba też dać coś od siebie, a z tym u vitka ciężko...
              • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 20:29
                To nie tak, ona mi chce dać i daje. Ja jej też daję - spermę, orgazm i takie tam :))

                Ale często nie mamy czasu, sił, warunków, nastroju żeby sobie tak dawać.
                I to jest problem, a nie to że 'żona mi nie daje'
            • claudel6 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 23:28
              :)))))))))))
    • poitevin Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 20:30
      vitek_1 napisał:

      > Czy ktoś miał taki problem i sobie poradził ...

      Tak, mój sąsiad miał taki problem i sobie poradził.

      > a jeżeli tak to w jaki sposób <

      W sposób szybki i widowiskowy, ale on mieszkał na 12 piętrze.

      • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 20:46
        Dzięki za dobre serce, dobra kobito, ale ja mieszkam w domu typu bliźniak
        • niezapominajka333 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 22:17
          To możesz spróbować z dachu, tylko ostrożnie, żeby się za bardzo nie uszkodzić, a na wypasioną terenówkę załapć... :)
          • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 23:40
            Ale nie mam jak na ten dach wejść. W Anglii domy nie mają takiego okienka przez które można ze strychu wyjść na dach. Jedyny sposób to od zewnątrz po drabinie. Nie muszę dodawać że taka drabina jest dość kosztowna i mnie na nią nie stać?
            • poitevin Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 26.01.11, 09:11
              > . Nie muszę dodawać że taka drabina jest dość kosztowna i mnie na nią nie stać?

              Sznurek jest tani:)

              A jesli nawet on jest dla ciebie zbyt drogi, to znaczy, że twój problem jest nierozwiązywalny...
            • sisi_kecz Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 26.01.11, 09:23
              vitek_1 napisał:

              > Czy ktoś miał taki problem i sobie poradził ...

              Tak, mój sąsiad miał taki problem i sobie poradził.

              > a jeżeli tak to w jaki sposób <

              W sposób szybki i widowiskowy, ale on mieszkał na 12 piętrze.

              vitek_1 napisał:

              > Ale nie mam jak na ten dach wejść. W Anglii domy nie mają takiego okienka przez
              > które można ze strychu wyjść na dach. Jedyny sposób to od zewnątrz po drabinie
              > . Nie muszę dodawać że taka drabina jest dość kosztowna i mnie na nią nie stać?'

              Sorry, że tak duzo cytatio wkleilam, ale to moja podpórka, ze zakład z zamysloneniebo wygrałam i "sisi" zostaje ze mną.

              dzięki vitek :)))
              • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 26.01.11, 19:38
                A o co się założyłaś? O to że moje wypowiedzi charakteryzują się niepodważalną logiką?
    • claudel6 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 23:16
      wchodzę na to forum po długiej przerwie...a tu kolejny nowy wątek vitka o tym samym :DDDD ubawiłam się. poprzedni miał ile? 300 wpisów?
      • claudel6 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.01.11, 23:30
        a. nawet więcej :)
        vitek, jesteś już legendą tego forum :)
    • edypia111 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 26.01.11, 09:56
      Aż mi się zachciało zalogować. Vitek, masz przekichane, to wiemy i jesteś mistrzem dobrych porad udzielanych innym, to też wiemy. Jesteś megakochankiem, któremu cały świat przeszkadza się ujawnić i również to wiemy Ale teraz pytasz właściwie czy się skarżysz? Nie masz warunków do seksu, co wynika z tego, co napisałeś. Jeśli potrzebne Ci nasze potwierdzenie, to potwierdzamy - między dwunastoma praniami nie da się.
      Ależ fajnie znowu to czytać :)))))
    • stalowa_lady Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 26.01.11, 21:24
      cóż, zawsze mozna spróbowac torebki papierowej
      ale to wtedy gdy partner (ka) nie spełnia wymogów estetycznych ;)
    • malwa200 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 27.01.11, 08:32
      Vitek, pociesz się tym, że są tacy co mają jeszcze gorzej-np. ja. jestem po rozwodzie, sama wychowuję dorosłego syna, który nie chce się uczyc ani pracować, alimentów nie mam bo syn się nie uczy, brak kasy, brak bliskiej osoby, kredyt do spłaty a seks-nie pamiętam kiedy miałam
      • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 27.01.11, 18:36
        No to rzeczywiście niewesoło, ale z jednym nie mogę się zgodzić mianowicie z tym że wychowujesz dorosłego syna. Dorosłych się nie wychowuje. Nie chce chodzić do szkoły ani pracować wystaw jego rzeczy za drzwi i niech sobie radzi. W każdym razie tu gdzie mieszkam tak się to robi. A jak będziesz go bez końca niańczyć to wychowasz, ale życiową niedorajdę.
        Co do seksu to już sama musisz się zakręcić :)
        • malwa200 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 28.01.11, 07:54
          syn leczy się na depresję. ma za sobą próbę samobójczą-tak przeżył rozwód. czy w tej sytuacji Ty byś wystawił swojemu dziecku walizki za drzwi?
          • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 04.02.11, 19:16
            20-kilkuletni (wnioskuję) mężczyzna próbuje się powiesić bo rodzice się rozeszli ????

            Wybacz ale to mi się w moim pojmowaniu nie mieści.

            Inna sprawa że depresja depresją ale od pracy czy szkoły nikogo to nie zwalnia. Ja mam depresję od jakichś 20 lat i jakoś nikt się nade mną nie roztkliwia (na dowód poczytaj ten wątek). Trochę przesadziłem z tym wystawianiem za drzwi ale coś musisz zrobić bo przeciez sytuacja nie jest normalna.
            Brak zajęcia, siedzenie cały dzień i rozpamiętywanie tylko może pogorszyć stan psychiczny. Trzeba się czymś zająć.
            • malwa200 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 08.02.11, 08:08
              wiem, masz rację ale naprawdę nie mam już wpływu.on mnie nie słucha, uważa, że wszystko wie lepiej. teraz zawalił 3 rok klasy maturalnej bo nie zdał egzaminu, aktualnie zbiera pieniądze i chce z kolegą wyjechać do pracy do Anglii
    • aandzia43 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 27.01.11, 19:45
      Owszem, bywa, że zmęczenie zniechęca mnie do seksu. Ale najbardziej zniechęcona jestem do seksu i całego świata, kiedy mam depresję. A ponieważ to się leczy, to korzystam ze służby zdrowia i zdobyczy współczesnej farmakologii i leczę się. I wtedy zwykłe, rutynowe, codzienne zmęczenie i inne takie drobne niedogodności nie przeszkadzają mi rzucać się na ślubnego. Kiedy wreszcie zrobisz coś ze sobą?
      • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 27.01.11, 23:42
        Wydaje mi się że bardziej od pigułek pomogłoby mi gdybym w tygodniu mógł przeżyć JEDEN dzień bez stresu, nerwówki, poczucia osaczenia, i spędzić go na oglądaniu filmów, czytaniu gazet, aktywności na świeżym powietrzu i aktywności seksualnej - bo to są dla mnie synonimy odpoczynku i wyluzowania. Czy tak dużo żądam?

        Jak taki dzień wprowadzić? - biorąc pod uwagę to że mieszkam pod 1 dachem z 4 innymi osobami, z których zwłaszcza do aktywności seksualnej potrzebna mi jest tylko 1, a pozostałe 3 niestety ale przeszkadzają. Od razu zaznaczam że nie ma możliwości pozbycia się ich z domu ani na stałe, ani na krótko wszystkich w jednym czasie.
        • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 27.01.11, 23:46
          O jednym zapomniałem, ten dzień żeby być kompletnym nie powinien mieć miejsca w domu, którego nienawidzę ponieważ jest starą ruderą oraz kojarzy mi się z najgorszymi latami upokorzenia i beznadziei. Jak będę w domu to raczej się nie wyluzuję.
          • druginudziarz Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 01.02.11, 12:13
            vitek_1 napisał:

            > O jednym zapomniałem, ten dzień żeby być kompletnym nie powinien mieć miejsca w
            > domu, którego nienawidzę ponieważ jest starą ruderą oraz kojarzy mi się z najg
            > orszymi latami upokorzenia i beznadziei. Jak będę w domu to raczej się nie wylu
            > zuję.

            Jakbym moją ślubną czytał :]
        • aandzia43 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 28.01.11, 15:59
          > Wydaje mi się że bardziej od pigułek pomogłoby mi gdybym w tygodniu mógł przeży
          > ć JEDEN dzień bez stresu, nerwówki, poczucia osaczenia, i spędzić go na oglądan
          > iu filmów..

          "Wydaje ci się", ale pewności nie masz. Możesz sobie tylko gdybać, a lepiej byłoby po prostu spróbować tej drogi i pójść do lekarza. Jeden dzień laby, powiadasz... Wiesz, odnoszę wrażenie, że jesteś w takim stanie ducha, że gdyby rzeczywiście ten dzień laby spadł ci z nieba, to wysłałbyś go do diabła, bo znalazłbyś mu kupę różnych felerów, czyli dziurę w całym.
          • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 28.01.11, 21:24
            Gdyby lekarz mógł sprawić że przestanę cierpieć biedę, nudzić się powtarzalnymi dniami, że przestanę czuć się osaczony przez tłum zamieszkujący dom, a będę miał warunki żeby się kochać - to uwierz że pobiegłbym do niego nawet dziś.

            Ale to mało prawdopodobne, a bardziej to że doktor zapyta mnie co mnie boli a gdy odpowiem mniej więcej to co tu napisałem to usłyszę żebym nie zawracał głowy bo tu chorzy ludzie czekają.

            Nie pójdę też do psychologa ani nikogo takiego bo nawet nie wiem gdzie takiego szukać. To nie Polska że na każdej bramie wisi co najmniej 1 tabliczka lekarza. Nie pojadę też do Polski żeby spotkać się z lekarzem bo oprócz leczenia muszę także pracować. Szczerze mówiąc to nawet wybranie się do mojej lokalnej przychodni jest na granicy moich możliwości czasoprzestrzennych.
            • aandzia43 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 28.01.11, 22:36

              > Gdyby lekarz mógł sprawić że przestanę cierpieć biedę, nudzić się powtarzalnymi
              > dniami, że przestanę czuć się osaczony przez tłum zamieszkujący dom, a będę mi
              > ał warunki żeby się kochać - to uwierz że pobiegłbym do niego nawet dziś.

              Psycholog/psychiatra/leki/terapia MOGĄ sprawić, że przestaniesz się czuć osaczony i znudzony, a to z kolei może spowodować, że poczujesz się szczęśliwszy, zmienisz co nie co w rytmie dnia i może w całym życiu. Tak się dizeje codziennie, na całym świecie. Ludzie starają się sobie pomóc i często im się to udaje.
              Ale przecież ty wiesz lepiej, prawda? ;-) Chociaż nawet nie liznąłeś tematu.

              > a bardziej to że doktor zapyta mnie co mnie boli a g
              > dy odpowiem mniej więcej to co tu napisałem to usłyszę żebym nie zawracał głowy
              > bo tu chorzy ludzie czekają.

              Nie masz bladego pojęcia o tym, co powie psychiatra - jeszcze u niego nie byłeś. To są tylko twoje imaginacje.

              > Nie pójdę też do psychologa ani nikogo takiego bo nawet nie wiem gdzie takiego
              > szukać.

              Masz mnie za idiotkę?

              • arronia Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 30.01.11, 20:25
                > Nie masz bladego pojęcia o tym, co powie psychiatra - jeszcze u niego nie byłeś
                > . To są tylko twoje imaginacje.

                Ja myślę, że niektóre osoby muszą dojść do samej ściany (lub spaść na samo dno), zanim zaczną szukać pomocy. Zwykła szara niewygoda to za mało, żeby wywołać chęć zmian. Dokładnie to samo o lekarzach/psychiatrach pisałam w poprzednim wątku forumowego marudy ;)

                Nic się nie zmieniło, nadal przesądy, nadal uprzedzenia, nadal imaginacje.
                • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 01.02.11, 01:06
                  Usłyszałem dziś w drodze do pracy stary kawałek Dire Straits "Industrial Disease"
                  tam jest fajny fragment o tym jak wygląda wizyta u lekarza
                  w każdym razie w Anglii, a ja właśnie tu mieszkam
                  zresztą cały tekst jest niezły
                  wpiszcie w google: industrial disease lyrics
                  • sisi_kecz Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 01.02.11, 10:44
                    vitek_1 napisał:

                    > Usłyszałem dziś w drodze do pracy stary kawałek Dire Straits "Industrial Diseas
                    > e"
                    > tam jest fajny fragment o tym jak wygląda wizyta u lekarza
                    > w każdym razie w Anglii, a ja właśnie tu mieszkam '

                    Vitek, na moje oko, to byś zarobił na takiej wizycie.
                    Lekarz na pewno zaprosiłby Cię na sympozjum, jako kliniczny okaz choroby zwanej ...
                    no, na wiele sympozjów byś się nadawał ;)
                  • aandzia43 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 01.02.11, 17:18
                    Taaaktaaaak..... a ja, jak 20 lat temu obejrzałam teledysk "Różowych czubów" pt. "Dentysta sadysta", to przestałam chodzić do lekarzy tej specjalności. I trwam w swym postanowieniu, tak mi dopomóż Bóg! (tu łzy wzruszenia, fanfary i woń próchnicy)

                    www.youtube.com/watch?v=mDro8cTYZuM
                    • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 01.02.11, 19:34
                      fajnie że chociaż poczucie humoru dopisuje :)
                      jedyne co można zrobić na cały ten syf to go obśmiać
                      i wtedy PRZEZ CHWILĘ
                      • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 01.02.11, 19:36
                        sory enter mi się wcisł

                        ... WYDAJE się że nie jest tak beznadziejnie jak jest

                        szkoda że tylko przez chwilę i że tylko się wydaje
          • druginudziarz Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 01.02.11, 12:37
            aandzia43 napisała:

            > > Wydaje mi się że bardziej od pigułek pomogłoby mi gdybym w tygodniu mógł
            > przeży
            > > ć JEDEN dzień bez stresu, nerwówki, poczucia osaczenia, i spędzić go na o
            > glądan
            > > iu filmów..
            >
            > "Wydaje ci się", ale pewności nie masz. Możesz sobie tylko gdybać, a lepiej był
            > oby po prostu spróbować tej drogi i pójść do lekarza. Jeden dzień laby, powiada
            > sz... Wiesz, odnoszę wrażenie, że jesteś w takim stanie ducha, że gdyby rzeczyw
            > iście ten dzień laby spadł ci z nieba, to wysłałbyś go do diabła, bo znalazłbyś
            > mu kupę różnych felerów, czyli dziurę w całym.

            Przy czym głównym "felerem" byłoby to że jest to tylko jeden dzień a nie dwa lub trzy lub cztery ;)
    • grosz-ek "Gdy Ci życie obrzydnie ... 01.02.11, 21:50
      ... i świat stanie się piekłem,
      wsadź głowę do kibla
      i strzel się deklem."

      Może to lepszy pomysł niż podsuwane tu przez co niektórych okno albo sznurek?
      • kawitator Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 02.02.11, 14:11
        Groszek
        Piękne i bardzo pasuje do naszego bohatera lirycznego

        Odpowiem na pytanie podstawowe które zadał
        Czy ktoś miał taki problem i sobie poradził a jeżeli tak to w jaki sposób, a może ktoś ma i sobie podobnie jak ja nie radzi niech się wpisze żebym wiedział że nie tylko ja cierpię :(

        Nie ma Viciu nie ma drugiego takiego palanta jak Ty. Cierpisz sam i najwięcej jeżeli to Cię satysfakcjonuje.
        Nie rozumiem Twoich problemów a szczególnie jakiejś zboczonej chęci posiadania wypasionej terenówki Jesteś myśliwym leśnikiem?. Lubisz się ścigać po terenie ? Jak nie to po co? Miałem kiedyś taką i po pół roku sprzedałem bo twarde toto niewygodne i bez sensu. Jeździć trzeba wygodnym samochodem i tyli. Są miedzy nami inne różnice. Jestem obrzydliwie bogaty z wszelkimi tego statusu symbolami. Jestem zadowolony z życia i rodziny. Największa różnica jest to, że ja nie mam problemów. Przede mną stają wyzwania. Wtedy zidentyfikowanie, określenie jak mu sprostać i praca aby go pokonać Wiem ze nie wszystkim dam sobie radę ale przynajmniej uczciwe z całych sił próbuje Mogę czasami być pokonany ale się nie poddaję Ty masz problemy i jojczysz nie robiąc nic aby zmienić stan który ci dokucza Stań w w rogu i się wstydź, a potem popraw dzieciaczku
        • vitek_1 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 02.02.11, 18:56
          > Nie rozumiem Twoich problemów a szczególnie jakiejś zboczonej chęci posiadania
          > wypasionej terenówki

          Nie wiem skąd to wzięłeś, bo ja nigdy niczego takiego nie napisałem.
          Jakbym chciał miec terenówkę to bym sobie kupił.

          Pisałem kiedyś że tu gdzie mieszkam pseudo-inwalidzi wożą się terenówkami kupionymi im za pieniądze z podatków, podczas gdy mnie który te podatki płaci ledwo stać na używany samochód.
          Chodziło mi o niesprawiedliwość i usankcjonowany wyzysk a nie o chęć posiadania terenówki. Jak jesteś taki bogaty to pewnie i niegłupi więc jak możesz tak upraszczać.

          I wcale nie jestem palantem. Jestem fajnym, rozgarniętym, wesołym (zmuszam się), uczciwym, towarzyskim facetem, dobrym mężem, ojcem, pracownikiem i kolegą. To nie ja jestem do dupy tylko środowisko w którym przebywam (nie z własnej woli). Może przez to że nie jestem głupi to to dostrzegam, bo gdybym był to by mnie to nie obchodziło.
          I wiem że wielu z was wie że mam rację, i czujecie to co ja, tylko tego nie przyznacie bo nie wypada.
          • songo3000 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 02.02.11, 19:44
            Vitek, możesz streścić z czym dokładnie się w skrytości ducha zgadzam, bo jakoś nic a nic do Ciebie nie czuję.... ;)
          • sisi_kecz Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 03.02.11, 09:38
            Jestem fajnym, rozgarniętym, wesołym (zmuszam się)
            > , uczciwym, towarzyskim facetem, dobrym mężem, ojcem, pracownikiem i kolegą. To
            > nie ja jestem do dupy tylko środowisko w którym przebywam (nie z własnej woli)'

            Doskonała zewnątrzsterowność.
            Sympozjum psychologii społecznej wita!

            ;)
          • malwa200 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 03.02.11, 11:30
            a czy Angielki są ładne?
            • niezapominajka333 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 03.02.11, 15:06
              Moim skromnym zdaniem coś się jednak u Vitka zmieniło.
              Pierwsza zasadnicza zmiana jest taka, że odszedł od schematu "ja mam najgorzej" do stwierdzenia "Mam ciężkie życie bo muszę pracować, mieszkam z rodziną, klepię biedę i jestem tym wszystkim tak wykończony, że nie mam siły na seks. Czy wy też tak macie?"
              Poprzednio starał się udowodnić, że jego sytuacja jest wyjątkowo ciężka, bo z żoną widuje się tylko w weekendy, ale wtedy odpoczynek tak go wykańcza, że nie ma siły na seks, szczególnie, że nie ma warunków, bo mieszka na dworcu kolejowym.
              Teraz okazało się, że wspólne noce w tygodniu nie gwarantują udanego seksu w, a 12 prań w sobotę nie działa na żonę jak afrodyzjak.
              Rozczarowanie, że miało być lepiej, a nie jest, ale ciągłe szukanie przyczyny na zewnątrz, a nie w sobie. Stąd pytanie, czy inni też tak mają i cała standardowa lista narzekań.
              Ale dostrzegłam jeszcze jedną rzecz.
              Oto opisując swoją sytuację użył określenia "czuję się osaczony" a nie "jestem osaczony"
              Może to pomyłka, a może nieśmiały zwiastun zmian?
              • sisi_kecz Niezmiennie... 03.02.11, 16:40
                ...podziwiam Cie, niezapominajko za Twoją dobroć i troskliwość okazywaną vitkowi w jego wątkach.

                Teraz dopatrzyłaś sie symptomów poprawy? no może, coś w tym jest.
                A gdyby to byla metoda na vitka? Chwalic faceta, że uprawia to swoje niewolnictwo bez wierzgania z uprzęży? Podziwiać za wieloletnie poświęcanie sie dla dobra rodziny, rozwodzić sie nad jego odpowiedzialnością i determinacją do trwania w gównie po uszy, itd.

                Coś mi jednak mówi, że żona go nie chwali, nie rozmawia z nim, nie spędza wspólnie czasu i zamyka sie w kuchni lub pralni- bez powodu.

                duze pozdro!!!
                • sisi_kecz Re: Niezmiennie...* 03.02.11, 16:57
                  *nie* bez powodu.

                  wrr...
                  (wkurzający brak opcji edycji wysłanego postu)
              • vitek_1 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 04.02.11, 19:07
                tak niezapominajko, czuję się, jest to bez wątpienia moje subiektywne odczucie, a ktoś inny będąc w podobnym do mojego położeniu mógłby być uważać że cieszy się nieograniczoną wolnością

                jednak to moje odczucie nie wzięło się z niczego, jest ono spowodowane moją sytuacją, bo przecież nie intensywnością plam na słońcu.

                sisi starasz się uparcie wmówić że żona ze mną nie rozmawia, unika mnie, nie chce się kochać, ale to nieprawda. Po prostu ona musi te wszystkie rzeczy zrobić, nie może poświęcić całęgo czasu na to żeby ze mną rozmawiać czy mieć seks. I znowu jest to w dużej mierze sprawa subiektywnego odczucia, ja uważam że ona nie musi aż tyle robić, ale ona uważa że musi. I z pewnością to jej poczucie ma solidne podstawy w rzeczywistości podobnie jak moje odczucie osaczenia i bycia nowoczesnym niewolnikiem.
                • niezapominajka333 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 05.02.11, 13:29
                  Vitek, zaczynam wątpić czy nawet najlepszy specjalista tobie pomoże.
                  Po pierwsze, żeby coś zmienić, trzeba uczciwie spojrzeć prawdzie w oczy, a nie szukać wymówek. Na to na razie cię nie stać. Powtarzasz swoje mantry jak nakręcony żeby tylko odsunąć od siebie myśl, że to z tobą jest coś nie tak i że ty musisz się zmienić.
                  Po drugie trzeba poszukać pomocy.
                  Uważasz się za zaradnego faceta, a nie potrafisz poszukać psychologa, bo w Anglii nie wisi tabliczka na każdym domu jak w Polsce? I to w dobie internetu? To ma być zaradność?
                  Zachowujesz się jak małe dziecko które nie ma kogo zapytać o drogę w obcym, niezrozumiałym i nieprzyjaznym świecie.
                  Nie mogę uwierzyć, że dorosły facet nie potrafi znaleźć pomocy i jeszcze takie wymówki serwuje. Ile jeszcze będziesz oszukiwał sam siebie?
                  Siebie, nie nas, bo chyba nie sądzisz, że kogoś tutaj przekonałeś.

                  "...tak niezapominajko, czuję się, jest to bez wątpienia moje subiektywne odczucie,
                  > a ktoś inny będąc w podobnym do mojego położeniu mógłby być uważać że cieszy s
                  > ię nieograniczoną wolnością
                  >
                  > jednak to moje odczucie nie wzięło się z niczego, jest ono spowodowane moją syt
                  > uacją, bo przecież nie intensywnością plam na słońcu..."
                  I tu masz rację. Twoje subiektywne odczucie nie wzięło się z intensywności plam na słońcu, tylko ze zmian w twoim mózgu i ciele.
                  Psychikę leczy się u specjalisty.
                  Depresja wymaga podawania leków blokujących rozkładanie serotoniny. A takie leki kupuje się w aptece na receptę od lekarza.
                  Jakim cudem rozgarnięty, dorosły facet mający ubezpieczenie, posługujący się językiem angielskim, potrafiący się poruszać o własnych siłach nie umie do niego trafić???
                  Bo tak naprawdę nie chce.
                  Bo wygodniej mu pisać narzekania na forum, niż ruszyć tyłek i coś zmienić.
                  Jedyne, na co cię stać, to dorabianie wygodnej ideologii do faktów i całkowite ignorowanie tego, co ci nie pasuje. Jednego tylko nie rozumiem.
                  Jeśli narzekanie przynosi ci ulgę, to czemu nie znajdziesz sobie forum, na którym wylewa się żale i frustracje. Dla uściślenia - tylko wylewa się żale!
                  Nie ma takiego forum? To go załóż. Jako ojciec założyciel ustalisz zasady, frekwencję będziesz miał wysoką, bo nasz naród ma to w genach. I tak kolektywnie będziecie się wspierać i poklepywać po plecach w atmosferze wzajemnego zrozumienia. Będziesz się czuł zrozumiany, może nawet znajdą się tacy, którzy przelicytują cię w nieszczęściach.

                  Jak dla mnie, nie potrafisz się pogodzić z tym, że czas upływa, że wchidzisz w wiek średni i najzwyczajniej w świecie starzejesz się. Nie masz siły na seks. Seks wymaga kondycji fizycznej, o którą trzeba zadbać, gdy się nie ma już dwudziestu lat.
                  Ty nie masz siły na jakąkolwiek aktywność, poza przerzucaniem kanałów na pilocie.
                  To nie życie jest tak strasznie męczące, problemy które masz nie powinny cię tak przytłaczać.
                  W takiej sytuacji jak ty jest mnóstwo ludzi, wielu ma znacznie gorzej od ciebie. Ale mają w sobie radość życia i siłę, której ty nie masz. I to jest twój problem.
                  A że jesteś z natury leniwy i raczej tchórzliwy, to będziesz tak siedział i jęczał zamiast ruszyć tyłek i poszukać pomocy.
                  Pielęgnujesz w sobie mit o byciu dobrym kochankiem. Dajesz mnóstwo rad, których sam nie potrafisz wprowadzić w życie.
                  Powiem ci jedno. Nie znam napalonej kobiety, która wolałaby robić w sobotę 12 wielkich prań mając do dyspozycji dobrego kochanka.
                  Ale jak kobieta ma do wyboru piętnastominutowy numerek z zestresowanym mężem działającym szybko i sprawnie pod czujnym okiem dzieci na środku dworca kolejowego.... :(((
                  Bardzo wątpię, żeby twoja żona, mając w perspektywie zajebisty seks, wolała nadrabiać w sobotę zaległości z całego tygodnia i zasypiać ze zmęczenia w łóżku.
                  Ona po prostu nie ma innego wyjścia, bo ma leniwego męża" dwie lewe ręce" zamiast chętnego do pomocy, silnego partnera.
                  Chłopie, weź się za siebie, , chyba, że chcesz zasłużyć na tytuł największego nudziarza wszechczasów.


                  • vitek_1 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 07.02.11, 02:25
                    Zakładanie swojego forum dla narzekających nie ma sensu, bo ja jestem na tym forum właśnie po to żeby być w towarzystwie tych którzy nie muszą narzekakać, mają udane życie i wszystko im wychodzi (może poza sferą erotyczną). Chcę trochę pogrzać się w waszym ciepełku, a ty mnie wyganiasz na forum dla narzekających, ładnie to tak?

                    Poza tym to nic się nie zgadza, wcale nie daję mnóstwa rad, a te które może daję z chęcią sam bym wykorzystał (ale nie wykorzystuję bo one nie odnoszą się do moich problemów). A moja żona wcale nie robi prań żeby ode mnie uciec, ona je robi bo jak nie zrobi to nie będzie czystych ciuchów do chodzenia na cały tydzień. Seks wymaga aż takiej sprawności fizycznej? Nie przesadzajmy. Może akrobatyczny. Ja widzę znaczną różnicę między przebiegnięciem maratonu a przeleceniem kobitki :)

                    Moje wątki tym sie różnią od innych że nie piszę "on/ona nie chce się ze mną kochać, i nie wiem czemu, łeeee", ja widzę i opisuję dość konkretne powody dlaczego jest jak jest i z miłą chęcią bym przeczytał nie złośliwą odpowiedź z ciekawą poradą - zrób tak i tak u mnie to podziałało i jest lepiej. Ale to chyba nie w tym życiu jeszcze :)

                    Np. piszesz że inni mają gorzej ale mają siłę i radość. To może idź krok dalej i wyjaśnij jak oni to robią (nie wiesz to ich podpytaj). Ja ci powiem - wcale nie mają siły i radości. Tylko udają że mają. Ja też często udaje że jest ok choć przecież nie jest. A tu nie muszę udawać, i co mi zrobisz.
                    • sisi_kecz Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 07.02.11, 10:12
                      Np. piszesz że inni mają gorzej ale mają siłę i radość. To może idź krok dalej
                      > i wyjaśnij jak oni to robią (nie wiesz to ich podpytaj). Ja ci powiem - wcale n
                      > ie mają siły i radości. Tylko udają że mają. Ja też często udaje że jest ok cho
                      > ć przecież nie jest.'

                      Oj, vitek. Właśnie to jest objaw Twojej choroby.
                      To, że uważasz, iż inni ludzie cierpią tak jak Ty, tylko w milczeniu lub, że sie oszukują.
                      Nie wiesz, co inni czują, ale sądzisz po sobie.

                      Otóż nie, przeciętny cłowiek jest przeciętnie szczęśliwy i zadowolony ze swojego życia- nie na pokaz, tylko dlatego, że choroba nie zaburza mu przekazu serotoniny i ma realne podejście do rzeczywistości.

                      Ale choremu sie nie przetłumaczy, ze to on patrzy w krzywe zwierciadło, bo pragnienie spójności jaźni, nie dopuszcza myśli, ze to z Toba coś jest nie tak.
                      Gdybyś był tak inteligentny, jak twierdzisz, ze jesteś, to potrafiłbyś chociaż hipotetycznie takie założenie przyjąć.
                      A tak... no to widzimy wszyscy, że z Tobą tylko kiła mogiła do usranej...

                      Pewnie komuś codziennie poprawiasz humor tym wątkiem, więc siedź sobie tu na zdrowie- zdrowie innych.
                      • aandzia43 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 07.02.11, 10:36
                        > Ale choremu sie nie przetłumaczy, ze to on patrzy w krzywe zwierciadło, bo prag
                        > nienie spójności jaźni, nie dopuszcza myśli, ze to z Toba coś jest nie tak.
                        > Gdybyś był tak inteligentny, jak twierdzisz, ze jesteś, to potrafiłbyś chociaż
                        > hipotetycznie takie założenie przyjąć.

                        Wiesz, w przypadku alkoholizmu mówi się, że choroba alkoholowa jest tak inteligentna i przebiegła, jak konkretny, chory na nią człowiek. Witek w swoim psychicznym zamotaniu też stosuje racjonalizacje godne swojej inteligencji. Całkiem nieźle zresztą kombinuje ;-) Tylko tu należałoby raczej przestać kombinować, wyłączyć intelekt, a włączyć pokorę i przyjąć do wiadomości, że jeśli ileś tam osób mówi, że jesteś koniem, to nie zaszkodzi na próbę kupić chomąto. Na próbę, bo może wyjdzie nam to na dobre.
                        • sisi_kecz Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 07.02.11, 12:23
                          w przypadku alkoholizmu mówi się, że choroba alkoholowa jest tak intelig
                          > entna i przebiegła, jak konkretny, chory na nią człowiek '

                          To ciekawe i mądre stwierdzenie.

                          Tylko tu należałoby raczej przestać kombinować, wyłą
                          > czyć intelekt, a włączyć pokorę i przyjąć do wiadomości,'

                          jeśli to by mu pomogło przyjąć postawę: tak, to ja mam problem. Jestem vitek, mam chorobę depresyjną i widzę świat w zaczarnych kolorach- to może sobie wyłączać intelekt ;)

                          pozdro!
                        • niezapominajka333 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 07.02.11, 14:40
                          Co było do wytłumaczenia napisała już Andzia i Sisi, ja mogę się tylko pod tym podpisać.
                          Teraz od ciebie zależy co z tym zrobisz.
                          Czy cała para pójdzie w gwizdek, czy zrobisz coś konstruktywnego, choć tak ciężko ci się zmobilizować.
                          Trudno jest przyjąć do wiadomości, że to nie życie jest tak ciężkie i dołujące, tylko ty jesteś w gorszej kondycji fizycznej i psychicznej niż większość ludzi w podobnej sytuacji.
                          Wiesz, czemu tak się przed tym bronisz?
                          Nie tylko dlatego, że twój wizerunek zostaje poważnie nadszarpnięty.
                          Uznanie tego faktu oznacza że to ty powinieneś się zmienić i że te zmiany leżą w zasięgu twoich możliwości. I że od ciebie zależy, czy podejmiesz jakieś działania i jak one będą wyglądały. Czy pójdziesz do lekarza, zrobisz badania, żeby wykluczyć zmiany somatyczne.

                          Moja koleżanka odczuwała ciągłe zmęczenie i rozdrażnienie. Do tego doszła jeszcze duszność, ale tłumaczyła sobie, że to od papierosów. Wszystkie objawy zgrabnie racjonalizowała. Pracowała dużo wolniej niż jej o dziesięć lat starsza koleżanka. Wiecznie zmęczona i naburmuszona, bo przecież" wymagają tyle, jakbyśmy były cyborgami." Wszyscy ją wykorzystywali i denerwowali, wykonanie prostych czynności męczyło. Kiepski nastrój oczywiście dlatego, że miała kłopoty finansowe. To nie ona miała mniej siły, tylko życie i praca wymaga teraz dużo większego wysiłku niż dawniej. A że inni byli w lepszej kondycji?
                          Na to zawsze była niezmienna odpowiedź "ja nie jestem cyborgiem tylko człowiekiem"
                          Blada jak trup, ale to na pewno nie choroba, tylko z niewyspania, bo pomagała przy wnuczku.
                          W końcu straciła przytomność i karetka zabrała ją do szpitala. Morfologia tragiczna, na dzień dobry dostała krew. Okazało się, że ma bardzo duże uszkodzenie szpiku. Leczenie się nie powiodło i i po roku zmarła mając 49 lat.
                          UWAGA!, Opisałam ten przypadek po to, żeby pokazać ci, jak silny bywa mechanizm wyparcia i racjonalizacji w momencie, gdy nie chcemy przyznać się do choroby. Ile oczywistych symptomów można zignorować, nawet mając wykształcenie medyczne.

                          Czy zamiast tkwić w błogim lenistwie przed telewizorem trzeba zadbasz o kondycję i odciążysz trochę żonę od prac domowych, żebyście mieli więcej czasu na seks. Czy wybierzesz się do psychologa albo psychiatry, przyznasz się co czujesz i poprosisz o pomoc.
                          Wygodniej jest udowodnić, że świat jest podły, życie ciężkie, wszyscy cię wykorzystują, na nic nie masz wpływu i nic się nie da zrobić. Jedyne, co ci pozostało, to ponarzekać sobie na forum i cierpieć z godnością.
                          Cierpienie nie jest fajne, ale w zamian nie musisz nic robić, a jak sprzedasz swoje narzekania w efektownym opakowaniu, to jeszcze uzyskasz współczucie.
                          Zastanów się, czy warto oszukiwać samego siebie? Bo od bardzo dawna to właśnie robisz.



                    • aandzia43 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 07.02.11, 10:26
                      > Np. piszesz że inni mają gorzej ale mają siłę i radość. To może idź krok dalej
                      > i wyjaśnij jak oni to robią (nie wiesz to ich podpytaj). Ja ci powiem - wcale n
                      > ie mają siły i radości. Tylko udają że mają.

                      Ależ proszę uprzejmie, wyjaśniam. Mają np. lepszą gospodarkę serotoniną. Zawsze będą bardziej pogodni, niż pozostali bliźni w analogicznej sytuacji. Wszystko wskazuje, że tendencja do widzenia świata w takim czy innym kolorze jest wrodzona. Tak, jak wrodzona jest skłonność do zapadania na cukrzycę typu B. Bardzo rozsądne jest, kiedy człowiek zagrożony cukrzycą stosuje profilaktykę, a jak wychwyci pierwsze objawy, to leci do lekarza, prawda? Byłoby miło, gdyby depresyjniak też pomyslał czasem, że jego ogląd świata nie jest jedynym możliwym i najlepsiejszym ze wszysktich, i że można coś zmienić. (Poza tym nawet nie mając skłonności do depresji endogennych zawsze można zapaść na depresję spowodowaną np. przerastającą siły sytuacją życiową lub silnym fizycznym wycieńczeniem. Na to też są sposoby dawno już wymyślone przez medycynę)

                      Nie, ludzie w "twojej sytuacji" (i gorszej) zazwyczaj nie udają. Wygodnie jest ci sądzić, że tak jest, bo w ten sposób tłumaczysz sobie, że z tobą jest wszystko OK, tylko świat jest paskudny. No wiesz, świat jest jaki jest, ale wzór na obliczanie poziomu zadowolenia i szczęścia jest bardziej skomplikowany, niż A=B, gdzie A to szczęście a B to warunki zewnętrzne.
                      • vitek_1 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 07.02.11, 12:21
                        Sprowadzanie wszystkiego do jakiejś serotoniny to chyba zbyt radykalne uproszczenie.

                        Moim zdaniem 80% ludzi jest raczej nieszczęśliwych, oczywiście na codzień to ukrywają. Wskazują na to np. wyniki wyborów. Od kiedy je mamy, zawsze partia która w poprzedniej kadencji rządziła, nigdy nie dostaje mandatu ponownie, przeciwnie, często jej notowania tak leciały na ryj że znikała z powierzchni ziemi. To świadczy o tym że ludzie są zadowoleni czy raczej głęboko rozczarowani?

                        Zadowoleni są biznesmeni, ludzie władzy, i sfera dyrektorsko-biurowa, czyli ci wszyscy którzy bezkarnie ograbiają ludzi i pasożytują na nich, bo nic tak nie poprawia poziomu serotoniny jak odczucie że się kogoś wych.jało się i odebrało mu jego pieniądze. Zwykły człowiek ma zapierdalać i nie narzekać (patrz wątek), a jak to nie odnosi skutku to znaczy że widocznie za mało zapierdala, jakie to proste.
                        • sisi_kecz Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 07.02.11, 12:45
                          nic tak nie p
                          > oprawia poziomu serotoniny jak odczucie że się kogoś wych.jało się i odebrało m
                          > u jego pieniądze '

                          chyba Tobie...


                          Moim zdaniem 80% ludzi jest raczej nieszczęśliwych, oczywiście na codzień to uk
                          > rywają. Wskazują na to np. wyniki wyborów '

                          A co to ma wspólnego z życiem osobistym?
                          Wyniki badań , gdzie Polacy są pytani o stopień zadowolenia, systematycznie wykazują tendencje wzrostową.

                          ,W 1988 r., u schyłku PRL, prawie co piąty Polak uważał się za osobę szczęśliwą, niewiele mniej miało poczucie życiowego pecha. Po dekadzie przemian, w roku 1999, znacznie przybyło respondentów zaliczających się do ludzi szczęśliwych (o 13 punktów, do 31 proc.). Od tego czasu odnotowujemy ich liczebną przewagę nad osobami o negatywnej samoocenie.

                          W grudniu 2009 r. co trzeci Polak uważał się za szczęśliwca (33 proc., od 1988 r. wzrost o 15 punktów), a co szósty (16 proc., czyli tyle samo co w 1988 r.) đ- za pechowca. Największa grupa ankietowanych (51 proc., o 14 punktów mniej niż w roku 1988) przyznała, że ich samoocena w tej dziedzinie jest zmienna.'
                          całość:
                          polskalokalna.pl/wiadomosci/mazowieckie/news/zaskakujace-wyniki-badan-polacy-to-szczesciarze,1423392
                          Jak widzisz, vitku, 80% nieszczęśliwych jest w Twojej głowie, i tylko tam- kiedy to do Ciebie dotrze?
                          Popróbuj z tym wyłączeniem myślenia, bo w opcji kiedy jest włączone- ośmieszasz sie i inteligencję czytelnika.

                          eh:(
                          • vitek_1 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 07.02.11, 16:39
                            Bycie szczęśliwcem/pechpwcem ma niewiele wspólnego z tym o czym piszę.
                            Szczęśliwiec to jest ten co często trafia w totolotku.
                            Pechowiec regularnie wdepnie w psie gówno.
                            I co z tego?
                            Nigdy nie wygrałem w totka a wdepduję rzadko, ale ani jedno ani drugie nie mają wiele wspólnego z zadowoleniem z życia i samopoczuciem w ogóle.
                            Za to to na kogo głosuję na pewno ma z tym dużo więcej wspólnego.
                            To by było tyle co do opcji z myśleniem.

                            ps. dane cytujesz z regionalnej gazety dla Warszawy gdzie ludzie są znacznie bardziej zadowoleni z życia niż w reszcie kraju. Dlaczego? Bo w nieproporcjonalnie dużej przewadze należą do kategorii które wymieniłem w poprzednim poście. To tak na marginesie.
                            • sisi_kecz Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 07.02.11, 16:50
                              Nie bycie szczęśliwcem/pechowcem (po co przekręcasz sens tego badania? bo Ci do teorii nie pasuje?) tylko szczęśliwym lub niezadowolonym ze swojego życia.
                              Nikt sie nie pytał tych ludzi, czy wygrali w totka, jaką mają pracę i ile pokoi w domu- pytano czy uważają sie za ludzi szczęśliwych, czy nie.1/3 uważa sie za szczęśliwych totalnie, połowa uważa, ze czasem układa im sie lepiej czasem gorzej, a tylko 20% uważa
                              że ma przesrane- i ta grupa ma wielkość stałą. Należysz do niej- czyli takich, którzy co by nie było zawsze uważają, że dookoła jest gówno i beznadzieja.

                              To nie jest badanie Warszawiaków.
                              Warszawiacy są tu- w środku stawki:

                              'PBS DGA przeprowadził sondaż w 32 wielkich i średnich miastach. Badanie było ogromne - w listopadzie i grudniu ankieterzy odpytali ponad 16 tysięcy osób.

                              Aż 83 proc. z nich twierdzi, że ich miasto to dobre miejsce do życia. W różnych miastach jest z tym rozmaicie (patrz tabelka), ale we wszystkich zadowolonych jest więcej niż tych, którym w mieście żyje się źle. Ciekawostka: Warszawa znalazła się w środku tego rankingu - jako dobre miejsce do życia stolicę wskazało 79 proc. warszawiaków.

                              Wygrała Gdynia, zamożne miasto nad morzem, w sąsiedztwie większego Gdańska, co - jak twierdzą gdynianie - powoduje jeszcze większą mobilizację.

                              Więcej... wyborcza.pl/1,76842,7451247,Szczesliwe_miasta.html#ixzz1DHwFFPRF
                              • vitek_1 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 08.02.11, 04:12
                                sisi_kecz napisała:

                                > W grudniu 2009 r. co trzeci Polak uważał się za szczęśliwca (33 proc., od 1988 r. wzrost o > 15 punktów), a co szósty (16 proc., czyli tyle samo co w 1988 r.) đ- za pechowca

                                a po chwili:

                                > Nie bycie szczęśliwcem/pechowcem (po co przekręcasz sens tego badania? bo Ci do
                                > teorii nie pasuje?)

                                Aha.
                                Przekręcam.

                                > Wygrała Gdynia, zamożne miasto nad morzem

                                Jak to, przecież od dłuższego czasu wbijacie mi do głowy wraz z niezapominajką że zamożność nie ma absolutnie nic a nic wspólnego z zadowoleniem z życia!
                                • niezapominajka333 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 08.02.11, 05:20
                                  Ostatnio podawali. że najbardziej zadowoleni ze swojego miasta są mieszkańcy Białegostoku, chociaż ani szczególnie bogate, ani z pracą tam najlepiej.
                                  Widzisz Vitek, ludzie na ogół potrafią doceniać też takie wartości jak udany związek, zdrowie swoje i bliskich, mądre, udane dzieci.
                                  Masz udane dzieci, zdrowe, mądre, masz ładną i dobrą żonę i w żaden sposób nie przekłada się to na twój poziom zadowolenia z życia.
                                  Optymista widzi szklankę do połowy pełną, pesymista do połowy pustą.
                                  Ty należysz do tej kategorii, która w ogóle nie widzi szklanki, za to wie, kto ją ukradł.


                                  • vitek_1 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 09.02.11, 14:47
                                    niezapominajka333 napisała:

                                    > Masz udane dzieci, zdrowe, mądre, masz ładną i dobrą żonę i w żaden sposób nie
                                    > przekłada się to na twój poziom zadowolenia z życia.

                                    Owszem przekłada się. To co wymieniłaś to pozytywne strony mojej sytuacji.

                                    Tak, oczywiście to że mam żonę i dzieci, wszyscy mamy komplet rączek i nóżek, my nie mamy raka (choć kto wie), a dzieci zespołu Downa, nikt z nas nie jest nosicielem AIDS, a słoneczko świeci aż przez 46 dni w roku, to wszystko są wspaniałę rzeczy, i ja to doceniam.

                                    Jednak są też negatywy:
                                    - znudzenie i ogłupienie porażającą monotonią i bezcelowością pracy i życia w ogóle
                                    - fakt bycia współczesnym niewolnikiem, kupionym za psie pieniądze przez korporację
                                    - brak wolności i swobody, poczucie osaczenia w pracy przez szefów, w domu przez członków rodziny, którzy (szefowie i rodzina) bezustannie stoją nade mną i śledzą każdy mój ruch
                                    - brak widoków na zmianę tego stanu

                                    To co ty mi radzisz i inni, to jakies magiczne przymknięcie oczu tak żeby nie dostrzegać negatywów, udawać że ich nie ma, za to wyolbrzymiać pozytywy, choć te pozytywy to chyba nie jest nic takiego, to stan normalny dla 99% ludzi.
                                    • niezapominajka333 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 10.02.11, 07:47
                                      Vitek, to co ja ci radzę, to nie magiczne przymykanie oczu, tylko zdjęcie czarnych okularów.
                                      Ale jak czytam twoje wypowiedzi, to dochodzę do wniosku, że tobie już nic nie pomoże oprócz dobrego psychiatry.

                                      "....Jednak są też negatywy:
                                      > - znudzenie i ogłupienie porażającą monotonią i bezcelowością pracy i życia w o
                                      > góle
                                      > - fakt bycia współczesnym niewolnikiem, kupionym za psie pieniądze przez korpor
                                      > ację
                                      > - brak wolności i swobody, poczucie osaczenia w pracy przez szefów, w domu prze
                                      > z członków rodziny, którzy (szefowie i rodzina) bezustannie stoją nade mną i śl
                                      > edzą każdy mój ruch
                                      > - brak widoków na zmianę tego stanu..."
                                      >
                                      Nie chcę cię martwić, ale to są reakcje paranoiczne. Szczególnie z tym śledzeniem każdego ruchu w domu i w pracy.
                                      Może to początek paranoi, a może na skutek stresu, ale sprawa jest raczej poważna i nie radzę ci jej bagatelizować.
                                      Dobra wiadomość jest taka, że to się leczy.
                                      Zła wiadomość jest taka, że sam do lekarza nie pójdziesz, a nikt z bliskich cię nie zaciągnie, bo objawy nie za bardzo zagrażają otoczeniu. Ale dla twojego własnego dobra powinieneś zacząć terapię.

                                      "...Paranoja (zaburzenie urojeniowe według ICD-10) jest niezbyt częstym zaburzeniem, w którym podstawowe zachowania nie są zaburzone, nie występują zaburzenia języka, człowiek nie zachowuje się dziwacznie, a jego życie emocjonalne na pierwszy rzut oka wydaje się normalne. Występuje jednak jakaś sfera co do której utrzymują się niemożliwe do wyperswadowania błędne lub nawet absurdalne przekonania (np. że wszyscy uważają mnie za homoseksualistę; że wydzielam przykry zapach; że jestem obserwowany i śledzony przez wszystkich itp.)....."

                                      ".... Reakcja paranoiczna - jak sama nazwa wskazuje, jest zaburzeniem reaktywnym, czyli wywolanym przez czynniki zewnetrzne, a nie immanentne i dlatego z reguly jest prostsza do wyleczenia. Kazda osoba, niekoniecznie \"z natury zaburzona\", zyjaca w bardzo duzym stresie, moze zaregowac:
                                      psychoza reaktywna,
                                      depresja reaktywna
                                      lub wlasnie paranoja rekatywna.
                                      Z kolei paranoja, nazwijmy to \"zwykla\" moze sie ujawnic nawet u osob zyjacych bez stresu lub w stresie o srednim natezeniu i wieksze znaczenie ma tutaj kwestia osobowosci pacjenta.
                                      U osob, ktore reaguja paranoja na duzy stres, nalezy podczas terapii klasc nacisk nie tylko na typowe leczenie paranoi (farmakologia, psychoterapia) ale tez - nauczyc pacjenta metod radzenia sobie ze stresem. Poza tym nalezy wytlumaczyc osobie chorej, ze:
                                      urojenia (np. jestem osoba obserwowana, szpiegowana) pojawiaja sie w momencie, kiedy pacjent odczuwa zaburzenia poczucia wlasnej wartosci. Uwaza, ze go szpieguja, bo chce myslec, ze jest kims wyjatkowym, bycie obserwowanym ma dla niego stanowic dowod na to, ze jest wart szczegolnej uwagi. Tak naprawde pacjent uwaza sie za osobe bez znaczenia, niekochana, odrzucona, niechciana. Urojenia - paradoksalnie - pomagaja mu podniesc swoja atrakcyjnosc we wlasnych oczach...."

                                      Radzę ci przemyśleć szczególnie ten ostatni fragment.



                                      >
                                      • vitek_1 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 10.02.11, 12:40
                                        No tak, trochę przesadziłem z tym śledzeniem mnie, co natychmiast z lubością wykorzystałaś przypisując mi chrobę psychiczną, dało ci to pretekst do wysmażenia długaśnego posta którego nawaism mówiąc nie przeczytałem. Ale przynajmniej zdradziłaś się ze swoimi intencjami, tzn. ujawniłaś że są one złe. Nie, szanowna pani, nie jestem wariatem, gdbym był to w sumie nie byłoby to takie złe bo przynajmniej wiadomo by było co robić.

                                        Pomijając wątek śledzenia który rzeczywiście źle sformułowałem, pozostałe punkty są absolutnie rzeczowe i uzasadnione. Jeżeli przez 20 lat każdy dzień życia jest absolutnie podobny do poprzedniego i następnego to chyba można mówić o monotonii, znudzeniu i bezcelowości? Czy może znasz jakieś bardziej adekwatne określenia? Gdy firma która obraca milionami płaci mi tyle że z ledwością starczy na opłacenie czynszu, rachunków i zakup najprostszego jedzenia, a istnejący społeczny i ekonomiczny przymus pracy nie pozwala się z tego zaklętego kręgu wyrwać, to porównywalnie mojej sytuacji do niewolnictwa ma niby świadczyć o czarnych okurarach? Chciałbym.
                                        • proto Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 10.02.11, 12:52
                                          Vitek, masz rację, we wszystkim co piszesz masz rację.
                                          Dokładnie Cie rozumiem bo mam tak samo, Chłopie Tu nie trzeba się leczyć. Po prostu żyjemy w takim do dupy świecie zniewoleni przez korporacje, polityków i kapłanów i rodzinę.
                                          Nie jesteśmy wolni i nie dajemy być wolnymi innym.
                                          Takie czasy, a mogło być tak pięknie, eh.....
                                        • niezapominajka333 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 11.02.11, 09:18
                                          Z jaką lubością? Z głęboką troską o twoje zdrowie psychiczne :)))
                                          A odkąd to wariat (skoro wolisz to określenie) wie, że jest wariatem?
                                          Wariat odrzuca pomysł leczenia, bo uważa, że jest zdrowy. Owszem, pójdzie do lekarza, ale jak jest przekonany, że choruje dlatego, bo mu dosypują czegoś do jedzenia, albo puszczają trujące gazy. Zresztą to nie pierwszy raz odkąd poruszasz problem bycia obserwowanym i śledzonym. Seks z żoną w sypialni jest na oczach dzieci, wśród własnej rodziny czujesz się jak w więzieniu albo na dworcu kolejowym...
                                          Jak normalny człowiek może tyle razy źle formułować swoje myśli? I skoro mu się to nagminnie zdarza, jak można wierzyć w resztę jego wywodów? Szczególnie, ze swoją znajomość ekonomii firmy byłeś już łaskaw zaprezentować w swoim poprzednim wątku.
                                          Mój długaśny post składał się w większości z cytatów. Ale skoro nie byłeś w stanie przeczytać go do końca, to wkleję najważniejszy fragment, może teraz uda ci się z nim zmierzyć.
                                          „…U osob, ktore reaguja paranoja na duzy stres, nalezy podczas terapii klasc nacisk nie tylko na typowe leczenie paranoi (farmakologia, psychoterapia) ale tez - nauczyc pacjenta metod radzenia sobie ze stresem. Poza tym nalezy wytlumaczyc osobie chorej, ze:
                                          urojenia (np. jestem osoba obserwowana, szpiegowana) pojawiaja sie w momencie, kiedy pacjent odczuwa zaburzenia poczucia wlasnej wartosci. Uwaza, ze go szpieguja, bo chce myslec, ze jest kims wyjatkowym, bycie obserwowanym ma dla niego stanowic dowod na to, ze jest wart szczegolnej uwagi. Tak naprawde pacjent uwaza sie za osobe bez znaczenia, niekochana, odrzucona, niechciana. Urojenia - paradoksalnie - pomagaja mu podniesc swoja atrakcyjnosc we wlasnych oczach...."
                                • sisi_kecz Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 08.02.11, 11:27
                                  Podałam linka do opisu badania i jego wyników.
                                  To jest systematycznie robione badanie, które wykazuje, że od 1988r. stopień zadowolenia ze swojego życia wśród Polaków wzrasta.
                                  Dziennikarz użył skrótu myślowego: szczęśliwcy/pechowcy, aby składnie tekst napisać.
                                  Jak ktoś czyta ze zrozumieniem, to wie o co chodzi.
                                  Albo udajesz kretyna, albo masz opór w przyjmowaniu faktów do wiadomości- na jedno wychodzi.

                                  Baw sie dobrze i szukaj aplauzu.
                                  Co innego pozostaje, przy takim spadku potencji?

                                  EOT
                        • aandzia43 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 08.02.11, 22:22
                          > Zadowoleni są biznesmeni, ludzie władzy, i sfera dyrektorsko-biurowa, czyli ci
                          > wszyscy którzy bezkarnie ograbiają ludzi i pasożytują na nich, bo nic tak nie p
                          > oprawia poziomu serotoniny jak odczucie że się kogoś wych.jało się i odebrało m
                          > u jego pieniądze.

                          O ja pie...ę!!! Wiciu, jakże mi przykro, rzeczywiście jesteś bardzo nieszczęśliwym człowiekiem :-( Wnętrze TWOJEGO umysłu to musi być przerażające miejsce. TWOJEGO, nie uzurpuj sobie prawa do oceny stanu umysłu 80% ludzi - nic nie wiesz na ten temat. Możesz mówić tylko i wyłącznie o swoim samopoczuciu.

                          Niejaki Thoreau napisał: "Większość ludzi żyje w stanie cichej rozpaczy". Typowy ogląd świata depresanta z depresją, jako danie główne i upośledzonym logicznym myśleniem na deser. Ja owszem, trwam w stanie cichej rozpaczy, kiedy a. mam depresję, b. kiedy zamotam się życiowo i nie mogę się rozplątać, c. kiedy dopadnie mnie wielkie nieszczęście. Wszystkie te sytuacje mam rozpoznane i opisane, mam więc i punkt wyjścia do podjęcia starań, by zmienić ten stan rzeczy. Czy się szybko udaje, to inna sprawa, hehe ;-P Ale wiesz co, w najgłębszym dole nie przyszło mi do głowy, by przypisywać swoją czarną perspektywę reszcie ludzkości :-O I jestem pewna, że skłonność do nieuogólniania nei jest kwestią głębokości czy płytkości doła, tylko dystansu do siebie i świata. Niewygodna to przypadłość w krótkiej perspektywie, bo zmusza do myślenia, a myślenie boli, ale w dłuższej się opłaci. Spróbuj wyskoczyć ponad siebie aktualnego i przyjmij do wiadomości, na początek tylko na chwilę, że TY to tylko TY, a poza tym jest jeszcze bardzo różniąca się od ciebie reszta ludzkości. Dostrzeżenie tej różnorodności daje nadzieję, że i ty możesz dołączyć do odłamu mniej cierpiącego, i to bez wygrywania w totolotka. No chyba, że wcale nie chcesz, o co cię podejrzewamy ja i reszta forum ;-)
                          • vitek_1 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 10.02.11, 04:32
                            Nie rozumiem po kiego przytaczasz ten cytat, skoro z następującego po nim pokrętnego wywodu wynika że się z nim nie zgadzasz. Jakaś nowa logika? Cytuje się chyba to po to żeby podeprzeć swoje zdanie autorytetem, i wyglądać na mądrzejszego niż się jest :)
            • vitek_1 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 04.02.11, 19:30
              malwa200 napisała:

              > a czy Angielki są ładne?

              Owszem, w większości są.
              • malwa200 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 08.02.11, 08:26
                a ja słyszałam, że w większości są bardzo otyłe i piegowate, prawda to?
                • vitek_1 Re: "Gdy Ci życie obrzydnie ... 10.02.11, 04:46
                  Nie. To są bajki rozpowszechniane przez tych co pobyli trochę w Anglii, nie udało im się tu zaczepić i teraz opluwają wszystko co angielskie bo jakoś muszą uzasadnić dlaczego wrócili do Polski.

                  Jasne że jest pewna liczba otyłych, są to przeważnie ludzie z marginesu społecznego - na ogół zawodowi bezrobotni, bez wykształcenia ani zawodu, utrzymujący się z zasiłku dla bezrobotnych (mężczyźni) albo rodzinnego (kobiety, obowiązkowo z nieślubnym dzieckiem urodzonym w wieku 16 lat), tacy jedzą dużo i byle co, w pewnym sensie obżeraniem się rekompensują sobie beznadzieję życia.

                  O piegowatości to pierwszy raz słyszę. Angielki słyną z idealnej cery (podobno od wilgotnego powietrza)
    • vitek_1 Kim jestem 10.02.11, 12:59
      Przeglądając wyciąg z konta bankowego, na którym po 2 pozycjach "wpłaty" (wypłata i niewielki zasiłek rodzinny" następuje długa na 2 strony litania "wypłat" olśniło mnie kim jestem.

      Jestem żywą maszynką do przenoszenia pieniędzy. Przenoszę je z jednego miejsca (firma w której pracuję) do innych (właściciel domu, dostawcy prądu, gazu itd., supermarkety...). Jedni płacą mi pieniądze które ja natychmiast oddaję innym, dla siebie nie zostawiając niczego.

      Coś wam to przypomina? Film Matrix? Tam maszyny karmią ludzi żeby ci oddawali im ciepło które produkują. I to jest sens istnienia ludzi. Gdyby nie to, maszyny pozbyłyby się ich, produkcja energii to jedyna funkcja do której są potrzebni.

      A jedyną funkcją do której ja istnieję jest przenoszenie pieniędzy.
      • sq6unny Re: Kim jestem 10.02.11, 13:22
        vitek_1 napisał:
        > A jedyną funkcją do której ja istnieję jest przenoszenie pieniędzy.

        I po co żyć?

        Spłycę to jeszcze bardziej: człowiek, to taka fabryka gówna.

        XD
      • malwa200 Re: Kim jestem 11.02.11, 11:26
        masz ciekawy i oryginalny punkt widzenia. czyli najprawdopodobniej trzebaby od podstaw przebudować struktury funkcjonowania społeczeństwa
        • vitek_1 Re: Kim jestem 11.02.11, 13:23
          E, nie... struktury w założeniu są dobre, w każdym razie nikt dotychczas lepszych nie wymyślił
          tylko się wynaturzyły
          zarabiamy grosze, a oczekuje się że mamy posiadać i wydawać miliony
          ten kto utrzymuje się z pracy jest zerem, śmieciem, nikt się z nim nie liczy bo nie ma centa
          ja pracuję w Anglii zarabiam 50 funtów dziennie
          a przeciętny dom kosztuje 150 - 200 tysięcy
          ile to dni, miesięcy, lat straconych w pracy? Gdybym teraz zaczął oszczędzać do emerytury nie odłożę wystarczająco dużo
          czyli nawet w teorii nie mam szans na posiadanie podstawowego zdałoby się dobra jakim jest dom
          a to tylko teoria bo w praktyce muszę jakoś mieszkać już teraz, wykarmić i ubrać rodzinę
          co sprawia że nie jestem w stanie odłożyć ani grosza, dobrze jak wyjdę na zero, bo zdarza mi się być w długach
          czy w takich warunkach można odprężyć się i oddać radosnemu bara-bara?
          może wy tak potraficie, bo mi jakoś nie wychodzi
          to może niech ktoś mi podpowie jak to się robi
          a może nie mam racji że 2x2=4, może to moja paranoja, co?

          System się wynaturzył przez chciwość, mi każe się pracować za 6 na godzinę, ale jak pojadę autem do mechanika to on liczy sobie za godzinę 50. I to dlatego że jeżdżę do taniego, bo w firmowym serwisie potrafią kasować 150 za godzinę pracy czyli prawie tyle ile ja dostaję za tydzień mojej. Jak w takich warunkach można żyć???
          • gomory Re: Kim jestem 11.02.11, 15:19
            Zycie nie jest sprawiedliwe dla wszystkich. Gdybys byl Marcelim Szpakiem to moglbys dziwic sie swiatu, ale ludziom powaznym jakos nie wypada. Chcesz zostac rewolucjonista burzacym porzadek swiata?
            • vitek_1 Re: Kim jestem 11.02.11, 19:03
              gomory napisał:

              > moglbys dziwic sie swiatu, ale ludziom powaznym jakos nie wypada.

              taa, typowa gadka uprzywilejowanych pod adresem społecznie upośledzonych. Domyślam się że podobnie mówili właściciele do niewolników w starożytności, panowie do chłopów w średniowieczu, a dziś tacy jak ty mówią tak do takich jak ja

              > Chcesz zostac rewolucjonista burzacym porzadek swiata?

              Wiesz, nawet nie byłoby to takie złe. Z tym że nie burzyłbym porządku żeby zastąpić go jakąś mityczną utopią, to jest oczywiście niemożliwe

              raczej naprawiłbym istniejący porządek (który wynaturzył się na skutek chciwości), powróciłbym do jego zdrowych korzeni

              W obecnym systemie jesteśmy zakładnikami absolwentów, którzy rozsiedli się w zarządach i promują wyłącznie innych ludzi po studiach, lekceważąc i traktując tych co studiów nie mają jak bydło i tania siła robocza. Jednocześnie ci w zarządach ustalają ceny produktów ze swojej perspektywy, nie interesuje ich że ci na dole zarabiają 10-20% tego co oni i ich zwyczajnie nie stać na nic. Zacząłbym od rozpier....nia tej sitwy. Od zarobków powyżej 2x średniej wprowadziłbym 90% podatek przez co wypłacanie managementowi szokujących pieniędzy straciłoby sens.
              • sq6unny Re: Kim jestem 11.02.11, 22:15
                Nic prostszego - załóż firmę, bądź prezesem zarządu i kasuj po 100 funciaków za godzinę pracy.
                Kolejny plus dodatni, to to, że nie musisz mieć nawet matury.
                • referee Re: Kim jestem 12.02.11, 01:47
                  Na seks zawsze powinien byc czas. Nie ma sensu tak sie szarpac w zyciu za glupotami, lepiej jest sie skoncentrowac na przyjemnosciach-a jedna z nich jest seks.
                  A jak ktos pisze, ze nie ma na niego czasu, to pisze bzdury.
                • vitek_1 Re: Kim jestem 12.02.11, 02:42
                  sq6unny napisał:

                  > Nic prostszego - załóż firmę, bądź prezesem zarządu

                  To wcale nie głupia idea. Mógłbym robić to samo co firma w której teraz pracuję. Znam technologię, znam rynek. Tylko potrzebuję kogoś kto kupi udziały za jakieś pół miliona, wchodzisz? Obiecuję 10% dywidendy co roku. Fakt że wtedy nie będzie to już moja firma, ale twoja. Jak ci się nie spodoba moje prezesowanie to mnie zwolnisz.
                  • sq6unny Re: Kim jestem 12.02.11, 09:01
                    dziękia za ofertę, ale mam już 2 firmy i jest co obrabiać.
                    Powiem ci jeszcze, że co prawda maturę mam, ale bez "wyższego" i wcale z tego powodu nie cierpię.
                    Mało tego, to co osiągnąłem w zupełności mi i mojej rodzinie wystarcza.
                    Sztuka polega na tym, żeby cieszyć się tym co mamy, a nie narzekać na to czego nie mamy.
                  • malwa200 Re: Kim jestem 14.02.11, 13:47
                    nie ma szans na jakąś podwyzkę?
                    • vitek_1 Re: Kim jestem 14.02.11, 15:17
                      Raczej nie. Mam drugą stawkę zaszeregowania na moim stanowsku, chciałem kiedyś przejść na pierwszą, ale wobec absolutnego braku odzewu ze strony moich przełożonych dałem sobie spokój.

                      W mojej firmie przyjęło się że technicy (a ja nim jestem) zarabiają niewiele, mają najmniej urlopu itd., ogólnie są poniewierani choć przecież to oni tworzą produkt który firma sprzedaje i za to ma pieniądze. Panienka która przyjmie się do biura a jej umiejętności polegają na obsłudze klawiatury telefonu (jak się robi xero już trzeba takiej pokazać), ma na start co najmniej tyle pieniędzy co ja i 2 dni więcej urlopu. Bo ona jest "office staff"!

                      W ogóle w rejonie północnej Anglii jest straszna bryndza z pracą i wynagrodzeniami. Oczywiście są tacy co zarabiają dobrze - skądś biorą się te sznury nowych audi i bmw przejeżdżające ulicami. Kasę tłuką managerowie, bankowcy, pośrednicy nieruchomości, lekarze, prawnicy, urzędnicy, specjaliści od remontów pracujący na własny rachunek.

                      Tacy wyciągają 100 tys. i więcej rocznie, i żaden kryzys im krzywdy nie zrobi bo jak jest kryzys to prezes obniży stawki oferowane pracownikom np. z 18 do 15 tys., ale oferty dla managerów podniesie z 40 tys. na 45. I potem taki manager podwyższa cenę produktu tej firmy np. z 10 na 12 funtów bo przecież ludzie (tzn. on i jemu podobni bo innych to on nie zna) więcej zarabiają więcej to mogą płacić. Tak to działa.

                      Zwykły pracujący człowiek zarabia 14-18 tys. (minus podatek), z tego oddaje połowę na czynsz lub spłatę hipoteki, z bólem dociąga do wypłaty i walczy o utrzymanie przy życiu starego auta bo jak mu uwalą na przeglądzie to nowego nie kupi i nie będzie nawet miał jak dojeżdżać do pracy. A ten co jest na bezrobociu nie musi psu drogi pokazać i ma niewiele mniej niż ten co pracuje, za to ma św. spokój.
                      • gravedigger1 Re: Kim jestem 14.02.11, 18:09
                        vitek_1 napisał:

                        > A ten co jest na bezrobociu nie
                        > musi psu drogi pokazać i ma niewiele mniej niż ten co pracuje, za to ma św. sp
                        > okój.

                        No to na co czekasz? Zostań bezrobotnym razem z żoną. Będziecie mieli niewiele mniej, za to zdecydowanie więcej czasu na bzykanko. A jak będzie dużo dobrego bzykanka, to Twój poziom zadowolenia z życia wzrośnie zdecydowania. No i samochód nie będzie Ci potrzebny, bo do pracy nie będziesz musiał dojeżdżać. Same plusy! :)
                        • vitek_1 Re: Kim jestem 15.02.11, 14:25
                          Wiesz że czasem nachodzi mnie ochota żeby tak zrobić
                          (żony nie bo ona kocha pracę i kocha bidę, a w obecnym stanie ma obie te rzeczy, ale nieważne, mówię za siebie)
                          jedyne co mnie powstrzymuje to fakt że nie dostanę zasiłku jeżeli sam odejdę z pracy bez dobrego powodu
                          a bycie na utrzymaniu żony już przerobiłem w Polsce, it's no fun
                          jak ktoś zna dobry sposób na odejście z pracy tak żeby to pracodawca cię zwolnił (ale nie dyscyplinarnie) to podpowiedzcie
                          • poitevin Re: Kim jestem 15.02.11, 21:07
                            vitek_1 napisał:

                            > jak ktoś zna dobry sposób na odejście z pracy tak żeby to pracodawca cię zwolni
                            > ł (ale nie dyscyplinarnie) to podpowiedzcie

                            Pokaż szefowi co wypisujesz tu na forum i dokładnie przetłumacz na angielski, a wtedy na pewno cię wywali z roboty. I pewnie ze strachu jeszcze ci zaproponuje odprawę pod warunkiem, że już nigdy mu się nie pokażesz na oczy:P
                            • vitek_1 Re: Kim jestem 16.02.11, 04:00
                              Myślisz że szef nie wie że klepię biedę? Chyba aż tak głupi nie jest. I co z tego? Jestem dla niego tępym narzędziem które ma tyrać do usranej śmierci żeby on mógł pochwalić się zyskami i zgarnąć swoją dolę, a moją sytuację ma gdzieś. Nie sądzę żeby wpisy z forum wywarły na nim jakiekolwiek wrażenie.
                          • gravedigger1 Re: Kim jestem 21.02.11, 11:59
                            vitek_1 napisał:

                            > Wiesz że czasem nachodzi mnie ochota żeby tak zrobić
                            > (żony nie bo ona kocha pracę i kocha bidę, a w obecnym stanie ma obie te rzeczy
                            > , ale nieważne, mówię za siebie)
                            > jedyne co mnie powstrzymuje to fakt że nie dostanę zasiłku jeżeli sam odejdę z
                            > pracy bez dobrego powodu
                            > a bycie na utrzymaniu żony już przerobiłem w Polsce, it's no fun

                            Jak zwykle dobry jesteś w wynajdowaniu usprawiedliwień dla tkwienia w status quo. Jak lubisz tkwić i narzekać, to sobie narzekaj do woli. ;)

                            > jak ktoś zna dobry sposób na odejście z pracy tak żeby to pracodawca cię zwolni
                            > ł (ale nie dyscyplinarnie) to podpowiedzcie

                            To dość proste - zacznij pracować wolniej, o wiele wolniej, drobiazgowo przestrzegaj wszystkich przepisów, nie uchylaj się od pracy, ale wykonuj ją w sposób przepisowy spowalniający działanie współpracowników. To zadziała prędzej czy później. :)
                            • vitek_1 Re: Kim jestem 21.02.11, 13:21
                              Nie wiem w jaki sposób zarzucasz mi chęć tkwienia w status quo, czy to że najpierw sam wyjechałem do kraju w którym nigdy wcześniej nie byłem, potem zabrałem rodzinę, urządziliśmy się tu od zera, to świadczy o tkwieniu w status quo bo moim zdaniem raczej przeciwnie?

                              To chyba świadczy o tym że mam rozpaczliwą chęć żeby zmienić swoje życie na lepsze. Tyle że niespecjalnie mi o wychodzi. Zawsze i wszędzie pokonają mnie ludzie 2x młodsi, przez to 2x sprawniejsi, za to nie obciążeni takim bagażem jak ja, oni zawsze będą zarabiać więcej ode mnie, a wydatki będą mieć znacznie mniejsze, przez to dorobią się, kupią domy, założą biznesy, i będą żyć, a ja będę do usranej śmierci brał pieniądze prawą ręką, przekładał do lewej, i podawał je dalej, to znaczy będę wegetował.

                              Co do pracy to ja już wykonuję ją zgodnie z przepisami itd. - inaczej się nie da, jedyne co mógłbym robić to radykalnie i trwale ograniczyć mój output, ale nie potrafię przez 9 godzin udawać że coś robię.
                              • gravedigger1 Re: Kim jestem 21.02.11, 13:48
                                vitek_1 napisał:

                                > Nie wiem w jaki sposób zarzucasz mi chęć tkwienia w status quo, czy to że najpi
                                > erw sam wyjechałem do kraju w którym nigdy wcześniej nie byłem, potem zabrałem
                                > rodzinę, urządziliśmy się tu od zera, to świadczy o tkwieniu w status quo bo mo
                                > im zdaniem raczej przeciwnie?

                                Wyjazd do innego kraju to za mało, żeby wyrwać się ze stanu, w którym tkiwsz. To jest stan umysłu, więc zmiana miejsca zamieszkania niewiele pomoże.

                                > To chyba świadczy o tym że mam rozpaczliwą chęć żeby zmienić swoje życie na lep
                                > sze. Tyle że niespecjalnie mi o wychodzi. Zawsze i wszędzie pokonają mnie ludzi
                                > e 2x młodsi, przez to 2x sprawniejsi, za to nie obciążeni takim bagażem jak ja,
                                > oni zawsze będą zarabiać więcej ode mnie, a wydatki będą mieć znacznie mniejsz
                                > e, przez to dorobią się, kupią domy, założą biznesy, i będą żyć, a ja będę do u
                                > sranej śmierci brał pieniądze prawą ręką, przekładał do lewej, i podawał je dal
                                > ej, to znaczy będę wegetował.

                                Masz rozpaczliwą potrzebę usprawidliwiania swojego stanu czynnikami zewnętrznymi. Doskonale to rozumiem, ale narzekanie niczego nie zmieni. No chyba że po prostu lubisz narzekać. :)

                                > Co do pracy to ja już wykonuję ją zgodnie z przepisami itd. - inaczej się nie d
                                > a, jedyne co mógłbym robić to radykalnie i trwale ograniczyć mój output, ale ni
                                > e potrafię przez 9 godzin udawać że coś robię.

                                Nie udawaj. Rób wolniej, a jeśli chodzi o przepisy, to sądzę, że da się coś zrobić. Jeszcze nie widziałem fabryki, w której przestrzega się wszystkich obowiązujących przepisów.
                              • malwa200 Re: Kim jestem 22.02.11, 13:11
                                ale przynajmniej znasz język a mieszkając w Polsce byś nie znał
                                • vitek_1 Re: Kim jestem 22.02.11, 13:28
                                  Też bym znał. Nie myślisz że pojechałem sam do Anglii nie znając angielskiego?

                                  Z pewnością wyjazd był dobrą decyzją, i na pewno jest nam tu lepiej. Ale nie tak dobrze jak mi się zdawało, że:
                                  kupię dom
                                  będę jeździł nowym autem
                                  wakacje spędzał w atrakcyjnych miejscach na całym świecie
                                  no i jeszcze będę w stanie zaoszczędzić okrągłą sumkę
                                  ale nic z tego nie nastąpiło.
                                  Żyję od wypłaty do wypłaty, a jak wspomniałem ani ja ani żona nie sprzątamy ani nie zmywamy, mamy solidne prace w których powinniśmy zarabiać tyle żeby było nas stać na to wszystko, i wieść życie bez problemów. Ale tak nie jest. Choć według standardów zaliczamy się do klasy średniej, ale jeżeli tak ta średnia klasa ma wyglądać to ja to, kur.a, pier.olę.
                                  • gravedigger1 Re: Kim jestem 22.02.11, 13:49
                                    vitek_1 napisał:

                                    > Z pewnością wyjazd był dobrą decyzją, i na pewno jest nam tu lepiej. Ale nie ta
                                    > k dobrze jak mi się zdawało, że:
                                    > kupię dom
                                    > będę jeździł nowym autem
                                    > wakacje spędzał w atrakcyjnych miejscach na całym świecie
                                    > no i jeszcze będę w stanie zaoszczędzić okrągłą sumkę
                                    > ale nic z tego nie nastąpiło.

                                    To jest doskonały przykład tego co po angielsku nazywa się "wishful thinking". Niestety, pobożne życzenia rzadko się spełniają. :)

                                    > Żyję od wypłaty do wypłaty, a jak wspomniałem ani ja ani żona nie sprzątamy ani
                                    > nie zmywamy, mamy solidne prace w których powinniśmy zarabiać tyle żeby było n
                                    > as stać na to wszystko, i wieść życie bez problemów.

                                    Tak, tak, wszyscy powinni tyle zarabiać, ale takie rzeczy to tylko w komunizmie. :)
                                    • vitek_1 Re: Kim jestem 22.02.11, 14:29
                                      Chyba żartujesz. Ja przeżyłem ładnych kilka lat w komunizmie i jakoś nie pamiętam niczego podobnego. Odwrotnie, bida była że strach.
                                      I zauważ że nie ograniczyłem się do wishful thinking ale podjąłem konkretne działania w celu realizacji moich zamiarów. To też źle czy jak?
                                      • gravedigger1 Re: Kim jestem 22.02.11, 16:22
                                        vitek_1 napisał:

                                        > Chyba żartujesz. Ja przeżyłem ładnych kilka lat w komunizmie i jakoś nie pamięt
                                        > am niczego podobnego. Odwrotnie, bida była że strach.

                                        Miałem na myśli komunizm jako utopijny ustrój. To z czym mieliśmy do czynienia w "realu" nie było żadnym komunizmem.

                                        > I zauważ że nie ograniczyłem się do wishful thinking ale podjąłem konkretne dzi
                                        > ałania w celu realizacji moich zamiarów. To też źle czy jak?

                                        Podjąłeś działania oparte na myśleniu życzeniowym, a nie na analizie rzeczywistych warunków pracy i życia w Wielkiej Brytanii. Gdybyś problem przeanalizował w oparciu o fakty, to wiedziałbyś, że Twoje działania dają Ci szansę na relatywną poprawę warunków życia, ale bez żadnych "kokosów", których oczekujesz.
                                        • vitek_1 Re: Kim jestem 23.02.11, 14:15
                                          Jeżeli w 21 wieku, w kraju który zalicza się do 1 dziesiątki najbogatszych, posiadanie przez pracującgo człowieka domu, samochodu, wyjazd na wakacje to dla ciebie luksusy no to ja rzeczywiście nie nadążam za tym tokiem myślenia.

                                          Problem w tym że to bogactwo które zapewnia wysoką pozycję w tabelach, jest skupione w rękach nielicznej mniejszości. W Polsce jest przecież identycznie. Tak samo realne jest osiągnięcie 'średnich' zarobków w Polsce (3.6 tys. zł) jak w Anglii (28 tys. funtów rocznie).
                                          • gravedigger1 Re: Kim jestem 23.02.11, 15:23
                                            vitek_1 napisał:

                                            > Jeżeli w 21 wieku, w kraju który zalicza się do 1 dziesiątki najbogatszych, pos
                                            > iadanie przez pracującgo człowieka domu, samochodu, wyjazd na wakacje to dla ci
                                            > ebie luksusy no to ja rzeczywiście nie nadążam za tym tokiem myślenia.

                                            A ile lat pracujesz w tym kraju? Chciałbyś mieć wszystko zaraz po przyjeździe? I najlepiej żeby to inni ryzykowali, zakładając prywatne firmy, inwestując swoje pieniądze, czas i zdrowie, a Ty powinieneś tylko przyjść do pracodawcy, dostać dobrze płatną pracę, kupić sobie dom, elegancki samochód, wyjechać na Hawaje. I to wszystko powinieneś mieć, pracując sobie bez większych zmartwień na etacie, prawda?

                                            Wybacz, ale nie różnisz się zbytnio w tym od większości zjadaczy chleba. Nie jesteś oryginalny. Jeśli chcesz żyć dostatnio i uczciwie, to albo musisz być wyróżniającym się specjalistą w jakiejś dziedzinie (np. inżynierem, naukowcem, lekarzem), albo założyć własną firmę, co wiąże się z pracą typu 7/24, ryzykiem i dużym ryzykiem bankructwa. A jeśli nawet taka firmę założysz, to zyski nie przyjdą same i nie od razu. Również wybitni specjaliści nie stają się nimi w jednej chwili, tylko muszą długo się uczyć i zdobywać swoje umiejętności poprzez ciężką pracę. Są oczywiście ludzie, którzy rodzą się bogaci, ale jeśli mają wszystko podsunięte pod nos i nie potrafią sobie znaleźć celu w życiu, to są zazwyczaj osobami nieszczęśliwymi.

                                            Podsumowanie jest krótkie: chesz żyć na pożądanym poziomie, to podejmij ryzyko. Bez ryzyka nie ma osiągnięć.

                                            > Problem w tym że to bogactwo które zapewnia wysoką pozycję w tabelach, jest sku
                                            > pione w rękach nielicznej mniejszości. W Polsce jest przecież identycznie. Tak
                                            > samo realne jest osiągnięcie 'średnich' zarobków w Polsce (3.6 tys. zł) jak w A
                                            > nglii (28 tys. funtów rocznie).

                                            Oczywiście, bogactwo nigdy i nigdzie nie jest dzielone równo. Nie jesteś dzieckiem, żeby nie rozumieć, dlaczego tak jest. A jeśli nie rozumiesz i obrażasz się z tego powodu na zły świat, to siedź i narzekaj nadal na tym lub innym forum. ;)
                                            • vitek_1 Re: Kim jestem 24.02.11, 04:13
                                              Nie wydaje mi się żeby tylko 'wybitni specjaliści' i biznesmeni mieli prawo żyć na wysokim poziomie. Tacy powinni żyć na bardzo wysokim, mieć dochody pozwalające nie tylko na konsumpcję, ale na oszczędzanie, inwestowanie, zakładanie firm.

                                              A ci co nie są biznesmenami ani wybitnymi specjalistami (tych zawsze będzie w społeczeństwie większość, jakby wszyscy byli wybitni to nikt nie byłby wybitny) powinni mieć prawo do życia na przyzwoitym poziomie, czego oznakami są wspomniany dom, samochód, wakacje, oszczędności.

                                              Takim jak ty zawsze będzie zależeć żebyśmy równali do poziomu Nigerii bo tylko wtedy będziecie mieć zapewnioną tanią siłę roboczą, która będzie na was tyrać za kromkę chleba, a jak ktoś się zacznie pytać dlaczego to się go wyśmieje od komunistów itp.
                                              • niezapominajka333 Re: Kim jestem 24.02.11, 08:45
                                                Vitek, biorąc pod uwagę twoją" znajomość" ekonomii firmy i z twój brak doświadczenia w jej prowadzeniu przestaję się dziwić, że masz takie poglądy.
                                                Ale skoro Anglia tak bardzo cię rozczarowała, a na zmianę systemu ekonomicznego i politycznego się tam raczej nie zanosi, to mam dla ciebie propozycję.
                                                Wracaj do Polski.
                                                Przecież nic cię tam nie trzyma. Praca za byle jakie pieniądze, życie w ubóstwie, brak własnego domu, stary samochód, byle jaka służba zdrowia - to wszystko masz w ojczyźnie zagwarantowane. Tam może więcej zarabiasz, ale i wyższe są koszty utrzymania, więc na jedno wychodzi.
                                                Po co ma cię wykorzystywać obcy system, jak może swój, rodzimy.
                                                A weź pod uwagę, że będą i bonusy takiej sytuacji.
                                                Studia dla dzieci za darmo.
                                                U nas znajomość angielskiego wykorzystasz lepiej, niż w Anglii polskiego.
                                                Ludzi niezadowolonych jest u nas dostatek, więc zrozumienie i darmowe wsparcie psychiczne zapewnione.
                                                Widok inwalidy utykającego na jedną nogę nie będzie budził frustracji, że ze swoich paru groszy utrzymujesz człowieka któremu żyje się lepiej od ciebie.
                                                I wreszcie ostatnie - najważniejsze.
                                                Masz okazję, żeby ukonkretnić swoje niezadowolenie i działać.
                                                Na dobrą sprawę masz już gotowe hasła do programu partii politycznej.
                                                Partia Ludzi Pracy.
                                                Jeden główny postulat: Ściąć kominy płacowe do wysokości dwóch średnich krajowych, a zaoszczędzone pieniądze dołożyć do pensji pracowników, żeby każdego było stać na własny dom, samochód i wakacje w ciepłych krajach.
                                                Masz pojęcie jaki potencjał w tym drzemie!!!
                                                Na te wybory możesz nie zdążyć, ale już powinieneś budować struktury partii i gromadzić elektorat na następne :)
                                                Przy obecnym poziomie rozczarowania politykami zwycięstwo masz w kieszeni.
                                                A wtedy pozostaje tylko wprowadzić obiecane zmiany.
                                                • poitevin Re: Kim jestem 24.02.11, 09:27
                                                  Jezeli vitkowi udałoby się dorwać do koryta w tym kraju, to ja spadam do Ekwadoru uprawiać banany.
                                                  • vitek_1 Re: Kim jestem 24.02.11, 12:59
                                                    Nie bój się, niczego ci nie odbiorę. Nawet pod moimi rządami będziesz mogła zachować dom, samochód i zawartość konta :)
                                                • vitek_1 Re: Kim jestem 24.02.11, 12:56
                                                  niezapominajka jak zwykle jest dużo racji w tym co piszesz.
                                                  Chyba nie tylko ja zauważyłem że w Polsce nie ma partii lewicowej (jest jedna z lewicą w nazwie ale na nazwie się kończy)
                                                  zresztą także w Anglii nie ma lewicy, bo Partia Pracy pożegnała się z resztkami lewicowego programu dobre kilka lat temu, stając się jeszcze jedną partią biznesu.
                                                  Niestety nie mogę wyjechać do Polski bo nie mam na to funduszy, musiałbym wprost z lotniska udać się do schroniska dla bezdomnych. Profity z pensji posła czy premiera nie przyszłyby od razu :)

                                                  Sprostuję tylko że w Anglii nie płacę za studia moich dzieci. Jest to (jak wszystko tutaj) dość skomplikowane - teoretycznie studia są odpłatne, ale w praktyce nie są. Nawet nie utrzymuję mojego studenta.
                                                  • vitek_1 Re: Kim jestem 24.02.11, 13:09
                                                    PS. w Anglii nie widuję utykających inwalidów, ponieważ poruszają się oni wyłącznie nowymi lśniącymi autami albo elektrycznymi wózkami. Kilka tygodni temu jeden z sąsiadów z ulicy podjechał nowym oplem astra. Myślę - skąd ten pier... sukinkot ma kasę? Sprawa wyjaśniła się po bliższej inspekcji wozu - oczywiście na szybie naklejka z wózkiem! Gdyby nie to nigdy nie domyśliłbym się że on ma jakąś niepełnosprawność.
                                                • vitek_1 Re: Kim jestem 07.03.11, 03:23
                                                  niezapominajka333 napisała:

                                                  > Wracaj do Polski.
                                                  > Przecież nic cię tam nie trzyma

                                                  Wiesz nawet myślałem o tym.

                                                  To że nic mnie nie trzyma to oczywiście nieprawda. Mam co najmniej 1 dziecko w szkole, nigdy nie widziało polskiej szkoły od środka, jak sobie wyobrażasz przenosiny?
                                                  Poza tym mam dom, rodzinę, pracę, wóz jaki jest ale jest, - w Polsce nie miałbym nic. A kolejny raz zaczynać od 0 w moim wieku to chyba nie jest super pomysł.

                                                  Fakt że tęsknię za krajem, i to uczucie narasta (przez pierwsze kilka lat nawet nie byłem w Polsce). To co się pamięta zawsze się idealizuje.
                                                  Ale jak pomyślę że miałbym żyć w kraju gdzie policja dosłownie poluje na kierowców jak na dzikie zwierzęta (jest taki cykl na tvn turbo), gdzie pracownik dla szefa a lokator dla właściciela są czymś niższym od psa i pozbawionym jakichkolwiek praw (a ja występowałbym w obu tych rolach), gdy pomyślę o nieuniknionej dławiącej biedzie którą przecież dobrze znam, to trzeźwieję.

                                                  Pozostaje mi wegetacja w Anglii gdzie monotonia i nuda powoli zabijają mnie i zamieniają w warzywo. Tak, Anglia wydaje się ciekawa tylko z daleka. Naprawdę nie ma tu literalnie niczego ciekawego, i nic się nigdy nie dzieje. Choćby taki Londyn wydaje się wam może wspaniałą metropolią, a naprawdę składa się z miliona 1-piętrowych domów, ze trzech wielkich trawników zwanych tu parkami, 1 wybetonowanego placu (Trafalgar Square), jednej ulicy ze sklepami którą można przejść w godzinę (Oxford Street) i żałośnie brzydkiego pałacu królowej.
                                                  Jeżeli taka jest stolica, to wyobraźcie sobie jak wygląda prowincja (a ja że nie mieszkam w stolicy). To jest moje życie. Kończę bo jutro trzeba wstać do roboty.
                                              • gravedigger1 Re: Kim jestem 24.02.11, 09:38
                                                vitek_1 napisał:

                                                > A ci co nie są biznesmenami ani wybitnymi specjalistami (tych zawsze będzie w s
                                                > połeczeństwie większość, jakby wszyscy byli wybitni to nikt nie byłby wybitny)
                                                > powinni mieć prawo do życia na przyzwoitym poziomie, czego oznakami są wspomnia
                                                > ny dom, samochód, wakacje, oszczędności.

                                                Tak, wszyscy powinni mieć prawo do życia na przyzwoitym poziomie i takie prawo mają. Ale posiadanie prawa a jego realizacja, to dwie różne rzeczy. Obudź się, żyjesz w świecie rzeczywistym, a nie w Utopii.

                                                > Takim jak ty zawsze będzie zależeć żebyśmy równali do poziomu Nigerii bo tylko
                                                > wtedy będziecie mieć zapewnioną tanią siłę roboczą, która będzie na was tyrać z
                                                > a kromkę chleba, a jak ktoś się zacznie pytać dlaczego to się go wyśmieje od ko
                                                > munistów itp.

                                                hahaha Na mnie nikt nie tyra. Tyram na siebie sam. :) A Ty podejmij ryzyko i wysiłek, jeśli chcesz dostatniego życia, zamiast bezproduktywnie narzekać. :)
                                  • malwa200 Re: Kim jestem 22.02.11, 13:56
                                    jak pisałam, że chciałabym pojechać do Anglii ale nie znam języka to twierdziłeś, że to nie jest taki kłopot
                                    • vitek_1 Re: Kim jestem 22.02.11, 14:23
                                      Ale ja zaoferowałem że dam ci zakwaterowanie i ewentualnie rozpytam o pracę w kilku miejscach które znam. Gdyby nie to, gdzie byś poszła, co zrobiła po wyjściu z lotniska czy dworca, nie znajac języka?
                                      • malwa200 Re: Kim jestem 22.02.11, 14:31
                                        no i bardzo Ci za to dziekuję. chodzi mi tylko o to, że sam byś nie pojechał nie znając jezyka. ja , nawet korzystając z Twojej pomocy mogłabym tam zginąc znając dwa słowa na krzyż, np. w sklepie jak bym poprosiła co chcę kupić, chyba na migi
                                        • vitek_1 Re: Kim jestem 22.02.11, 14:33
                                          Sklepów w których trzeba prosić o podanie towaru nie ma już chyba nawet w Polsce, a w Anglii na pewno.
                                  • malwa200 Vitek 22.02.11, 14:06
                                    Vitek, a można wiedzieć, w jakij mijscowości mieszkacie? i która jest teraz u Was godzina?bo w Polsce jest 16:07
                                    • vitek_1 Re: Vitek 22.02.11, 14:31
                                      Coś ci chyba zegarek źle chodzi.
                                      Malwa200 wybacz ale to nie jest chyba dobre miejsce na prywatne pogaduszki nie związane z tematem. Ok?
                                      • malwa200 Re: Vitek 22.02.11, 14:40
                                        ok. przepraszam
          • malwa200 Re: Kim jestem 14.02.11, 13:45
            a ja myślałam,że Anglia to raj finansowy...
            • vitek_1 Re: Kim jestem 14.02.11, 15:30
              Jest rajem , dla Polaków którzy zarabiają po 6 funt/godz., mieszkają po 3 w pokoju żeby było taniej i żywią najtańszym żarciem za kilka funtów dziennie, a potem przyjeżdżają do Polski i przez kilka miesięcy mogą szastać kasą (aż się skończy i wtedy wracają).

              Ja wynajmuję dom, muszę go ogrzać, oświetlić itd., zapłacić czynsz i podatek od nieruchomości, wyżywić i ubrać rodzinę, oczywiście nie głoduję, ale ciągnę od wypłaty do wypłaty i nie mam szans zaoszczędzić żadnych pieniędzy.
              • stalowa_lady Re: Kim jestem 14.02.11, 16:21
                a myslisz vitku że tu w polsce jest inaczej? lżej? prościej? taniej trelatywnie do zarobków?
                • vitek_1 Re: Kim jestem 14.02.11, 17:03
                  Po tym jak się tu gremialnie naśmiewacie ze mnie i moich problemów gotów jestem pomyśleć że tak
                  • aandzia43 Re: Kim jestem 14.02.11, 21:06
                    Vitku, my się nie naśmiewamy z twoich problemów, tylko obśmiewamy twoje zamotanie psychiczne i ośli upór, z jakim tkwisz w nim :-)
                • vitek_1 Re: Kim jestem 07.03.11, 03:38
                  stalowa_lady napisała:

                  > a myslisz vitku że tu w polsce jest inaczej? lżej? prościej? taniej trelatywnie
                  > do zarobków?

                  za odpowiedź niech posłuży cytat z drugiego wątka otwartego na chybił trafił (w pierwszym nie znalazłem odniesienia do tej kwestii)

                  (mąż) "zarabia dużo więcej niż ja, choć moje zarobki są wysokie"
    • pingwinistka Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 25.04.11, 12:21
      Miałam bardzo podobnie. Uważałam, że praca to jest dół totalny, nic tylko rano wstawać, wracać jak już jest ciemno, w domu trzeba coś zrobić, pieniędzy z tego nie ma żadnych, bo wszystko się rozchodzi na podstawowe potrzeby a i tak jeszcze brakuje. Po czym zaczęłam leczyć depresję i świat wcale taki zły nie jest, zmieniłam pracę, założyłam własną działalność, pieniędzy nadal za wiele nie ma, ale powoli są szanse na poprawę. Naprawdę nastawienie do życia można zmienić, wystarczy chcieć.
      • vitek_1 Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 26.04.11, 16:09
        Nastawienie do życia można zmienić, samego życia nie.
        Jeśli zmienię nastawienie do raka to będzie mi lżej umierać?
        • arronia Re: Czy problemy dnia codziennego przeszkadzają.. 29.04.11, 19:21
          > Nastawienie do życia można zmienić, samego życia nie.

          Bez zmiany nastawienia, życia nie można zmienić.

          > Jeśli zmienię nastawienie do raka to będzie mi lżej umierać?

          Nie wiem.
          Niektórzy tak twierdzą.

          Ale ty tu nie o raku, a o depresji, więc trochę inna działka.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja