Dodaj do ulubionych

Niepełny wzwód?

02.02.11, 10:15
Witam po raz pierwszy jako pisząca, podczytująca od jakiegoś czasu;)

Problem zasygnalizowałam w tytule - pora na rozwinięcie. Oboje po trzydziestce, znamy się od dawna, relację bliższą zainicjował on - jak przyznał od blisko dwóch lat był mną 'mocno zainteresowany' a śmiałości do próby przeniesienia naszej znajomości na stopę bardziej zażyłą nabrał po informacji o fiasku mojego związku. Sam w momencie naszego spotkania był w trwającym ok. 4 lat związku, zakończonym prawie rok przed jego próbą 'oswojenia' mnie.
Ma na koncie także nieudane małżeństwo, zakończone formalnie w zeszłym roku. Od żony odszedł do tej partnerki, z którą był 4 lata.

Przyznam, że początkowo nie brałam go pod uwagę jako ewentualnego partnera, ale przekonał mnie do siebie - to inteligentny, dobrze radzący sobie w życiu a przy tym wrażliwy człowiek. Początki naszej relacji intymnej były pod pewnym względem zaskoczeniem dla mnie - okazało się, że bardzo dba o moje potrzeby, angażuje się z oddaniem w różnorakie pieszczoty i jak powiedział 'największą satysfakcję ma widząc moją satysfakcję', niemniej za pierwszym razem jego erekcja początkowo b.silna na etapie pieszczot po rozpoczęciu stosunku (wcześniej zadbał o mój dwukrotny orgazm) osłabła i nie pozwoliła na nic satysfakcjonującego...Nie okazałam zawodu, natomiast on pośpieszył ze stwierdzeniem, że 'pierwszy raz się mu to przytrafia, więc nie będzie się przejmował' a ponadto dodał, że zapewne jest to wynikiem użycia prezerwatywy, której wyjątkowo nie lubi.
No cóż...nie miałam wcześniej podobnych (własnych) doświadczeń, ale przyjęłam to ze zrozumieniem. Następne trzy 'razy' wyglądały dosyć podobnie, tzn znów uwagę poświęcał mnie, a moje odwzajemnianie pieszczot -co mnie zdziwiło i przyznam, zaniepokoiło - starał się wyraźnie hamować ('zostaw go sobie na później' itp). Po jeszcze jednym 'oklapnięciu' tuż po założeniu prezerwatywy poprzestaliśmy na wzajemnym dawaniu sobie satysfakcji, przy czym on po wytrysku nie był w stanie (mimo prób wprowadzenia członka przy niepełnym wzwodzie) kochać się ponownie...Jego pieszczoty natomiast dawały mi dużo satysfakcji i za każdym razem szczytowałam parokrotnie.

Po czteromiesięcznej przerwie w kontaktach (sprawy zawodowo-wyjazdowe) bardzo stęsknieni zaczęliśmy się znowu spotykać, w międzyczasie postarałam się o inne zabezpieczenie, by go 'nie stresować', ale sytuacja się powtarza...I, przyznaję, zaczynam mieć obawy czy aby jego kłopoty to nie chwilowy problem (od rozstania z poprzednią partnerką był ok. roku sam - zapewne w grę wchodziła masturbacja...?)a coś poważniejszego. Wiem, bo przyznał się, choć niechętnie, że ma/miewał jakieś problemy z sercem - bagatelizuje je jednak z jednej strony twierdząc, że to nic poważnego a z drugiej zdarzyło mu się powiedzieć, że miał nadzieję, że 'po cichu zejdzie z tego świata' - czyli chyba jakieś depresyjne podłoże też... (uzasadnione zapewne fiaskiem życia osobistego).

No i zaczynam mieć duże wątpliwości - z jednej strony bardzo poważnie podchodzący do naszej relacji, wartościowy facet a z drugiej strony moje potrzeby, których niespełnianie (choć z innego zgoła powodu - eksowi przez długie lata nie przytrafiła się ani jedna 'niedyspozycja', ale byliśmy z innych powodów niezgrani i przez ostatnie lata nie miałam w ogóle satysfakcji w łóżku - jedynie masturbacja własna - dla pełnego obrazu) było jednym (choć ważnym) z powodów rozpadu mojego związku.

Znając stosunek mojego przyjaciela do szukania pomocy u lekarzy przekonanie go do wizyty u specjalisty może być dla mnie awykonalne - wizytę u kardiologa uzależnił (!!!) od kontynuacji naszego związku (szantaż, cholera!!! źle się z tym czuję ale może przesadzam??? ciekawa jestem Waszej opinii...).

Piszę tu mając nadzieję na to, że ktoś ma podobne doświadczenia i się podzieli - strony 'fachowe' poświęcone zagadnieniu przestudiowałam;)
Dodam jeszcze, że zależy mi na nim i gotowa jestem wykazać się cierpliwością, chcę współpracować, ale jakoś martwi mnie to jego nastawienie - 'pozwól mi się zajmować Tobą'...
Myślicie że jest szansa na satysfakcjonujące nas oboje współżycie ( a pomału zaczyna mi doskwierać myśl, że jesteśmy już trochę zbyt dojrzali na nieustający petting ...;)?
Wczoraj usłyszałam jeszcze - 'może powinnaś wziąć sobie młodszego'...:(

Czekam na Wasze opinie...
Obserwuj wątek
    • sisi_kecz Re: Niepełny wzwód? 02.02.11, 11:12
      Tutaj już parę razy pisały kobiety, których partnerzy mieli podobne problemy.
      Sądzę, że na początku znajomości tacy panowie są bardzo skorzy do pieszczenia i oralnego satysfakcjonowania kobiety ale z czasem i pogłębieniem impotencji, nastąpi odejście od bliskości w ogóle- skoro sami nic z tego nie mają, a nawet gorzej, bo w sytuacji intymnej obnażają swoją ułomność to będą ich unikać.

      Twój facet stosuje już teraz taki obrzydliwy szantaż- to też będzie sie pogłębiać, a całe jego zachowanie będzie zmierzać do uzależnienia Cie od siebie i do tego, abyś z nim była.

      Nic Ci nie poradzę, bo nie byłam w takiej sytuacji ale postaraj sie nie ugrzęznąć w sytuacji, która Ci nie odpowiada na lata. Nie daj sie wmanewrować w układ, w którym Ty jesteś petentką- ustal go tak, aby obojgu Wam pasowało.

      duze pozdro!!!
      • myhavana Re: Niepełny wzwód? 02.02.11, 12:28
        Bardzo Ci dziękuję za odpowiedź (cieszę się, że ktoś doczytał mój elaborat ;).

        No tak...poniekąd napisałaś to, co mi się kołacze gdzieś z tyłu głowy - że z tej mąki chleba może nie być, heh
        Z drugiej strony żal mi dobrze zapowiadającej się znajomości - widzę, że bardzo angażuje się w budowanie relacji, jest empatyczny (cecha której brakowało poprzednikowi ;), robi dość śmiałe plany na przyszłość - czym zresztą mnie, przyznam, nieźle zaskoczył...nie sądziłam że tuż po rozwodzie, fakt, poprzedzonym kilkuletnią separacją, będzie rozważał ponowny formalny związek...ja np. z pewnością nie zamierzam się spieszyć, o ile w ogóle...;)

        Sugerować jednak jakieś, np choćby na próbę, farmakologiczne wspomaganie?
        Ma to sens?

        Jeszcze jedno, o czym wcześniej nie wspomniałam - jestem uważana za atrakcyjną kobietę, wyglądam znacznie młodziej niż metryka wskazuje, faktycznie mam kilku znajomych-'wielbicieli', o których on wie i nierzadko zdarzają się sytuacje gdy swoje zainteresowanie okazują mi mężczyźni znacznie młodsi, co z pewnością go jakoś tam frustruje (patrz tekst: 'powinnaś sobie wziąć młodszego';). Niemniej dla mnie seks bez relacji nie istnieje i nie wyobrażam sobie zaspokajania potrzeb (niemałych...) 'na zewnątrz'.

        Zerwać zanim będzie boleć za bardzo...?
        • sisi_kecz Re: Niepełny wzwód? 02.02.11, 21:17
          (cieszę się, że ktoś doczytał mój elaborat ;).'

          spoko, dlugie posty są najciekawsze ;)

          > No tak...poniekąd napisałaś to, co mi się kołacze gdzieś z tyłu głowy - że z te
          > j mąki chleba może nie być, heh'

          hmm, nie napisałam tak. Owszem, jestem zwolenniczką, ze każdy cżłowiek powinien związać sie z osobą która mu najbardziej odpowiada (jest szczytem jego możliwości w praktyce), a nie brać co spotka, bo wolne i nie ucieka na drzewo, ale nie znaczuy to że doradzam Ci odstawienie tego pana.
          Napisałam, abyś nie dała sie wrobić w tory związku , który właśnie sie tworzy, a które będą Cie za chwilę uwierać: czyli w szantaż, w uzależnienie i branie na litość i w nieposuwanie bez którego będzie Ci źle.
          Ale przecież Twój men może: rozpoznać swój problem i leczyć się (opisywano tu skuteczne leczenia kardiologicznych problemów, po których był dobry seks), nie realizować na Tobie nieuczciwej strategii.

          > Zerwać zanim będzie boleć za bardzo...?

          Nie znam odpowiedzi. Zna je Twoje serce.

          duze pozdro!!!
          • myhavana Re: Niepełny wzwód? 02.02.11, 23:22
            sisi_kecz napisała:


            > Napisałam, abyś nie dała sie wrobić w tory związku , który właśnie sie tworzy,
            > a które będą Cie za chwilę uwierać: czyli w szantaż, w uzależnienie i branie na
            > litość i w nieposuwanie bez którego będzie Ci źle.

            Tak, zdaję sobie doskonale sprawę z tego o czym piszesz...
            Zaczynam pomału dochodzić do wniosku, że swoiste szantaże emocjonalne i branie na litość właśnie, to strategia mojego faceta - przykłady można by mnożyć niestety...
            Obawiam się, że ten typ tak może mieć :(

            > Ale przecież Twój men może: rozpoznać swój problem i leczyć się (opisywano tu s
            > kuteczne leczenia kardiologicznych problemów, po których był dobry seks)

            To jest jeden z moich warunków - napisałam o tym w odpowiedzi dla Songo.
            Zobaczę na ile poważnie potraktuje moje słowa, ale jego DZIAŁANIE bądź brak potraktuję jako warunek dalszej mojej obecności w jego życiu.
            Nie przychodzi mi to łatwo, ale jeżeli nie zechce zrobić tego sam dla siebie przede wszystkim, to strategię brania na litość będzie musiał ćwiczyć na innej...
            Ja już straciłam wystarczająco dużo czasu :(

            > duze pozdro!!!

            I ja pozdrawiam :)
            • sisi_kecz Re: Niepełny wzwód? 03.02.11, 12:29
              > Nie przychodzi mi to łatwo, ale jeżeli nie zechce zrobić tego sam dla siebie pr
              > zede wszystkim, to strategię brania na litość będzie musiał ćwiczyć na innej...
              > Ja już straciłam wystarczająco dużo czasu :( '

              Tak sie zastanawiam nad Twoim podsumowaniem, że tracisz/straciłaś czas.
              Jesteś na etapie poszukiwania męża?
              Teraz współczesne dziewczyny wchodzą w związki z intencją szukania mężów?
              Planują i wydatkują swoją energię w sposób, który ma im dać konkretny efekt w postaci małżeństwa?

              Czy po prostu mówisz o straconym czasie wolnym, który mogłaś milej -jesli chodzi o seks, spędzić?

              pozdro!
              • myhavana Re: Niepełny wzwód? 03.02.11, 13:00
                O nie, nie!
                Małżeństwo już przerabiałam - niby 'nigdy nie mów nigdy', ale tego jestem akurat całkiem pewna;)
                Pisałam o tym wcześniej:

                " robi dość śmiałe plany na przyszłość - czym zresztą mnie, przyznam, nieźle zaskoczył...nie sądziłam że tuż po rozwodzie, fakt, poprzedzonym kilkuletnią separacją, będzie rozważał ponowny formalny związek...ja np. z pewnością nie zamierzam się spieszyć, o ile w ogóle...;)"

                Napisałam o 'stracie czasu' w kontekście tracenia go, a także energii i sił witalnych na próby reperowania nienaprawialnego, czyli tamtego związku właśnie.
                Stratą czasu (a może bardziej sił właśnie...) w odniesieniu do aktualnej relacji byłoby pozostawanie w niej 'na warunkach' osoby mającej skłonności do emocjonalnego szantażowania i 'naginania' partnerki do siebie - bo takie rzeczy się dzieją niestety...
                Nie dotyczy to bezpośrednio kwestii 'łóżkowych', wiec się nie rozpisywałam, ale tak jest.
                Chociaż jedną kwestię, pośrednio związaną, już opisywałam - zerknij :

                " początkowo problem był z utrzymaniem pierwszej erekcji (wytłumaczony użyciem prezerwatywy), po dostosowaniu się przeze mnie do jego 'warunków' (spory kompromis z mojej strony - zdrowotny! wróciłam, na razie na próbę, do hormonów, ale niewykluczone, że będę musiała zrezygnować...) kochamy się po jego intensywnej grze wstępnej, niemniej sztywność członka jest daleka od ideału :("

                I ja tej jego postawy (w skrócie - 'ma być tak, bo TAK jest najlepiej i JA to wiem') obawiam się najbardziej - znacznie bardziej (na tę chwilę przynajmniej) nawet niż zagadnienia tytułowego...

                Chyba dzięki tej dyskusji i opisaniu sytuacji lepiej zdiagnozowałam swój problem, heh

                Pozdrawiam i ja!

                • sq6unny Re: Niepełny wzwód? 03.02.11, 13:22
                  Tak mi się to widzi:
                  "-Bo jak ze mną zerwiesz, to sobie coś zrobię i napiszę list pożegnalny, że to wszystko przez ciebie".

                  Twój pan pewnie będzie próbował wymusić na tobie pewne postępowanie, zachowanie...
                  Mam wręcz wrażenie, że świadomie (a może nie?) próbuje stosować manipulację, a potem będzie kolej na socjotechnikę. :-)
                  Myhavana - "nie idźcie tą drogą...", bo wtedy to dopiero będzie strata czasu i energii.
                • sisi_kecz Re: Niepełny wzwód? 03.02.11, 13:56
                  Wiesz, z takiego stwierdzenia: 'ja np. z pewnością nie zamier
                  > zam się spieszyć, o ile w ogóle...;)"' to mozna wiele rzeczy odczytać, więc wolałam dopisać.
                  I teraz mam jasność.

                  > Nie dotyczy to bezpośrednio kwestii 'łóżkowych', wiec się nie rozpisywałam, ale
                  > tak jest.
                  > Chociaż jedną kwestię, pośrednio związaną, już opisywałam - zerknij :
                  >
                  > " początkowo problem był z utrzymaniem pierwszej erekcji '

                  Na tym forum problemy z seksem są głównie omawiane, więc czytałam uważnie ;)
                  Zresztą to na tle słabnącej erekcji wychwyciłaś problem charakterologiczny w swoim menie.
                  Przepraszam, ze to powiem, ale facet z dwóch odzysków, to już recydywa i powinien się przebudować w priorytetach, zanim zaproponuje swoją osobę następnej kobiecie.

                  > Chyba dzięki tej dyskusji i opisaniu sytuacji lepiej zdiagnozowałam swój proble
                  > m, heh'

                  Jesteś bardzo konkretną osobą do dyskusji- ciekawie sie rozmawiało :)
                  "Mądrej głowie dość dwie słowie".

                  powodzenia!!!
    • songo3000 Z własnego doświadczenia z impotencją powiem, że 02.02.11, 12:46
      A figa z makiem hieny padalcowe, chcieli by co poniektórzy ;)))

      Ok, Czyli facetowi na samym początku stoi ale jak zaczyna skupiać uwagę na Tobie to opada. Nie wiem czy podpada to pod impotencję: hydraulika działa, psychika w odpowiednich dla niego warunkach też. Ponieważ jednak 'odpowiednie warunki' są bardzo selektywne IMHO ma on jakieś silne zaburzenia skutkujące niemożnością konkretnego dymanka.
      Teraz możemy sobie postrzelać:
      - facet na moje oko ma zerową podzielność uwagi i skupiając się tak konkretnie na Tobie de facto TRACI zainteresowanie swoimi doznaniami.
      - na to może nakładać się silny nawyk zawodowego masturbanta, brak konkretnych bodźców wokół fiuta szybko przełącza go w tryb uśpienia.
      - a na powyższe >może< nakładać się to, że wcale nie jesteś dla niego aż tak atrakcyjna pod względem seksualnym. Pamiętaj, że o ile w przypadku kobiet taka 'ściema' wychodzi po dłuższym czasie (połowa wątków zawiedzionych mężusiów tutaj) to w przypadku faceta 'koń, jaki jest każdy widzi', hehe

      Osobną, w wymiarze 'związkowym' sprawą jest szantażowanie i niechęć do leczenia->częstrzego dymanka NOWEJ i świeżej babeczki.
      Jakoś tak się utarło, że szantażować to można >wroga<, stronę z którą konkurujemy, walczymy lub chcemy wykorzystać. Resztę o swojej pozycji sama sobie dośpiewaj.
      Przy nowej, z definicji choć chwilowo atrakcyjnej cipce (konkretnie jest to szczyt jej atrakcyjności w oczach danego pana) facet przeważ zrobi duuużo co by z niej jak najszybciej skorzystać. Jeśli by chodziło o 'starą żonę' to pal licho, postawa 'jak se poleżę to mi przejdzie' ma jakieś podstawę :) ale... tu też sama wyciągnij wnioski.
      • myhavana Re: Z własnego doświadczenia z impotencją powiem, 02.02.11, 13:23
        Przede wszystkim - wielkie dzięki za odpowiedź!
        Nie ma to jak opinia praktyka;)

        songo3000 napisał:

        >
        > Ok, Czyli facetowi na samym początku stoi ale jak zaczyna skupiać uwagę na Tobi
        > e to opada. Nie wiem czy podpada to pod impotencję: hydraulika działa, psychika
        > w odpowiednich dla niego warunkach też. Ponieważ jednak 'odpowiednie warunki'
        > są bardzo selektywne IMHO ma on jakieś silne zaburzenia skutkujące niemożnością
        > konkretnego dymanka.
        > Teraz możemy sobie postrzelać:
        > - facet na moje oko ma zerową podzielność uwagi i skupiając się tak konkretnie
        > na Tobie de facto TRACI zainteresowanie swoimi doznaniami.

        Słaba podzielność uwagi - wysoce prawdopodobne;)

        > - na to może nakładać się silny nawyk zawodowego masturbanta, brak konkretnych
        > bodźców wokół fiuta szybko przełącza go w tryb uśpienia.

        A dlaczego w takim razie moje pieszczoty, w tym oralne ('lodzik' spotkał się z dużym, widocznym uznaniem :P) choć wyraźnie go satysfakcjonują, jednak NIE przekładają się na, że posłużę się Twoim wyrażeniem ;) konkretne dymanko?
        Mówię o 'drugim razie', do którego próbujemy dojść po, moim zdaniem, dość konkretnej przerwie na regenerację sił.
        Pytam, gdyż na dotąd znanej mi 'próbce' były to jak najbardziej wystarczające środki;) a i czas - przy czym większość partnerów była starsza ode mnie i wspomnianego pana (rówieśnika skądinąd ;).

        > - a na powyższe >może< nakładać się to, że wcale nie jesteś dla niego a
        > ż tak atrakcyjna pod względem seksualnym. Pamiętaj, że o ile w przypadku kobiet
        > taka 'ściema' wychodzi po dłuższym czasie (połowa wątków zawiedzionych mężusió
        > w tutaj) to w przypadku faceta 'koń, jaki jest każdy widzi', hehe

        Rozumiem, że to przejaw 'solidarności penisów' był?;)
        Żartowałam :P

        Ależ oczywiście - pełna zgoda, 'nie to ładne, co ładne, tylko co się komu podoba', skąd jednak w takim razie (skoro sugerujesz, że nie jest mną zainteresowany) ta chęć kontynuacji?
        Na logikę, jeżeli mu nie odpowiadałabym, przerwa w naszych relacjach (z mojej strony) która zresztą nastąpiła tuż po kilkudniowym wspólnym wyjeździe, który zapoczątkował nasz seks, powinna mu była być na rękę a to on bardzo nalegał na dalszą znajomość (m.in. to on zadeklarował się uczuciowo, ja nie - do tej pory zresztą), podtrzymywał na różne sposoby i on bardzo dążył do 'reaktywacji'...
        Po co tyle zachodu skoro bym mu 'w łóżku' nie leżała?
        Tyle okazji do 'wyrwania' innych przecież w życiu zaradnego faceta?
        ;)

        >
        > Osobną, w wymiarze 'związkowym' sprawą jest szantażowanie i niechęć do leczenia
        > ->częstrzego dymanka NOWEJ i świeżej babeczki.
        > Jakoś tak się utarło, że szantażować to można >wroga<, stronę z którą k
        > onkurujemy, walczymy lub chcemy wykorzystać. Resztę o swojej pozycji sama sobie
        > dośpiewaj.

        A jakoś nie widzę szczególnej potrzeby - śpiewania tj, wybacz;))
        Uściślij, proszę, bo jakoś nie bardzo rozumiem chyba ;)
        Konkuruje ze mną...? Walczy...? lub chce wykorzystać...? (nooo...co do ostatniego...zapewne...;)


        > Przy nowej, z definicji choć chwilowo atrakcyjnej cipce (konkretnie jest to szc
        > zyt jej atrakcyjności w oczach danego pana) facet przeważ zrobi duuużo co by z
        > niej jak najszybciej skorzystać. Jeśli by chodziło o 'starą żonę' to pal licho,
        > postawa 'jak se poleżę to mi przejdzie' ma jakieś podstawę :) ale... tu też sa
        > ma wyciągnij wnioski.
        >

        Do relatywnej atrakcyjności już powyżej się odniosłam.

        A przy okazji, skoro ze znawcą przedmiotu w pierwszej osobie mam przyjemność rozmawiać - co Tobie pomogło? Farmakologia, specjalistyczne leczenie wychodzące poza leki, cierpliwa partnerka czy jej zmiana?

        • nielubienaszejklasy Re: Z własnego doświadczenia z impotencją powiem, 02.02.11, 13:33
          Ja krótko i na temat.
          Dostajesz wielokrotne orgazmy a to trochę trwa czasu, zatem im dłużej to trwa tym pewne, ze opadnie.
          Kiedyś miałam podobne zjawisko i wyjście z tego jest następujące: zamiast 3ech orgazmów skupiliśmy się na jednym. Trwało to krócej, a jemu nie zdążył opaść. Wtedy można było dokończyć dzieło i oboje zadowoleni. A po stosunku dalej może Ciebie doprowadzać, prawda?
          Jeszcze jedna metoda to taka:niech on Ciebie doprowadzi do granic wytrzymałości a potem w Ciebie wejdzie od tyłu. W takiej pozie możesz ręką siebie stymulować i będziecie mieć wspólny orgazm jednocześnie.
          Pozdrawiam.
        • songo3000 Re: Z własnego doświadczenia z impotencją powiem, 02.02.11, 18:23
          > Nie ma to jak opinia praktyka;)
          :PPP

          > A dlaczego w takim razie moje pieszczoty, w tym oralne ('lodzik' spotkał się z
          > dużym, widocznym uznaniem :P) choć wyraźnie go satysfakcjonują, jednak NIE prze
          > kładają się na, że posłużę się Twoim wyrażeniem ;) konkretne dymanko?
          Oj kobieto. Konkretne dymanko to dla faceta DUŻY wydatek siłowy. Jeżeli jednak nie jest na Ciebie aż tak napalony to po cholerę ma się jeszcze wysilać po raz drugi? Lodzik, to spox - poleży sobie a tu mu obciągają, nic nie traci...

          > Pytam, gdyż na dotąd znanej mi 'próbce' były to jak najbardziej wystarczające ś
          > rodki;) a i czas - przy czym większość partnerów była starsza ode mnie i wspomn
          > ianego pana (rówieśnika skądinąd ;).
          Przyznasz, że jednak to byli INNI faceci, na których z definicji inaczej działałaś. Zresztą przy odrobinie środków podstawił bym Ci kontener facetów, którzy by Cię bzykali po 5 razy dziennie oraz drugi, gdzie żaden z nich by kijem nawet nie trącił. 'Inni' i ich ochoty tu nic nie znaczą.

          > Na logikę, jeżeli mu nie odpowiadałabym, przerwa w naszych relacjach (z mojej s
          > trony) która zresztą nastąpiła tuż po kilkudniowym wspólnym wyjeździe, który za
          > początkował nasz seks, powinna mu była być na rękę a to on bardzo nalegał na da
          Coś słabo z tą logiką, no ale w końcu z babeczką dyskutuje (a masz tą 'solidarnością jamników' ;P). Facet ma w stosunku do Ciebie inne cele, które najwyraźniej konsekwentnie realizuje. Seks nie jest tu najmocniejszym wyznacznikiem, i (w TEJ chwili) jego potrzeby oscylują wokół innych sfer - sfer przez Ciebie doskonale zapewnianych lub potencjalnie zapewnionych. Sama przecież napisałaś na co on 'leci': związek, bliskość emocjonalna,...
          Po jakie licho miałby z tego rezygnować?

          > Konkuruje ze mną...? Walczy...? lub chce wykorzystać...? (nooo...co do ostatnie
          > go...zapewne...;)
          Każdy w związku walczy o dominację. co prawda, każdy ma swoje metody, 'strefy wpływów' i to generalnie jest OK ALE
          Tak jak pisałem, metoda typu 'szantaż' i to na początku znajomości IMO bardzo, bardzo brzydko świadczy o mechanizmach i ich potencjale danej osoby. Czego tu nie rozumieć?

          > A przy okazji, skoro ze znawcą przedmiotu w pierwszej osobie mam przyjemność ro
          > zmawiać - co Tobie pomogło? Farmakologia, specjalistyczne leczenie wychodzące p
          Chyba nie wyczułaś małej ironii w pierwszym poście :)))
          A w dłuższym związku na prawie :) permanentną erekcję polecam różne wyuzdane perwersje przeplatane zwykłym rżnięciem z zimną kłodą.
          • myhavana Re: Z własnego doświadczenia z impotencją powiem, 02.02.11, 23:03
            songo3000 napisał:

            Dzięki za obszerne wyjaśnienia, Songo - doceniam fakt, iż Ci się babie tłumaczyć chciało;)

            Reasumując - wg Ciebie nie kręcę faceta, który z sobie tylko znanego powodu postanowił jednak poudawać zaangażowanie (w tym to łóżkowe;) by mnie zatrzymać, tak?
            Zapewne wiesz lepiej jaki mógłby mieć w tym cel - o! może zechcesz mnie oświecić, bo przyznam, że zachodzę w głowę i nieszczególnie inne powody niż zainteresowanie męsko-damskie mi się nasuwają...;)
            Nie widzę wprawdzie powodu by szczegółowo tłumaczyć, niemniej z różnych względów ten związek (o ile wypali) do najwygodniejszych dla niego nie będzie należał - wakatu kucharki/sprzątaczki/opiekunki do dzieci itp mną nie obsadzi ;))

            Stanowisko w kwestii atrakcyjności fizycznej przedstawiłam chyba dość jasno w poprzednich postach, niemniej żeby była jasność dodam jeszcze, że co prawda nie uważam by atrakcyjność stricte fizyczna stanowiła najważniejszy element w związku, niemniej tak patrząc mój partner zrobił znacznie lepszy 'deal' niż ja;)
            Przypuszczam, że ciężko będzie Ci to przyjąć skoro uważasz (jak wyczytałam w którymś z sąsiednich wątków;), że decydująca większość polskich kobiet to niewarte samczego zainteresowania nudne i zaniedbane paszczury, do tego łóżkowe 'kłody', ale cóż...;)

            > Każdy w związku walczy o dominację. co prawda, każdy ma swoje metody, 'strefy w
            > pływów' i to generalnie jest OK ALE
            > Tak jak pisałem, metoda typu 'szantaż' i to na początku znajomości IMO bardzo,
            > bardzo brzydko świadczy o mechanizmach i ich potencjale danej osoby. Czego tu n
            > ie rozumieć?

            A tu zgoda - nie podobało mi się to od pierwszej chwili i to już delikwentowi dałam do zrozumienia. Na razie w tak dalece nieobcesowej formie jak tylko się dało, niemniej wie, że ma 'deadline' na odwiedzenie kardiologa. Zobaczę co z tego wyniknie i nie ukrywam, że dużo od jego postawy uzależniam. Niechęć do podjęcia ewentualnego leczenia (kardio póki co;), tudzież brak zmian w obszarach aktywności fizycznej i zmiany diety na zdrowszą i mniej kaloryczną (tak, tak - on tu ma braki, nie ja! ;) uznam za brak chęci zadbania o jakość naszej relacji.

            > Chyba nie wyczułaś małej ironii w pierwszym poście :)))

            Najmocniej przepraszam urażone męskie ego - brak wiedzy nt autora odpowiedzi a nie zamierzona kpina była powodem;)))
            • songo3000 Re: Z własnego doświadczenia z impotencją powiem, 03.02.11, 18:49
              > Dzięki za obszerne wyjaśnienia, Songo - doceniam fakt, iż Ci się babie tłumaczy
              > ć chciało;)
              Taka praca ;)

              > Reasumując - wg Ciebie nie kręcę faceta, który z sobie tylko znanego powodu pos
              Nie, nie. Wskazuję tylko, że jest to jedne z możliwych powodów na który wskazują pewne fakty (a nie fantasmagorie)

              > Zapewne wiesz lepiej jaki mógłby mieć w tym cel - o! może zechcesz mnie oświeci
              LOL :) Ani ja ani nikt na tym forum NIE WIE nic o Tobie, facecie czy waszych relacjach. Pewne rzeczy możemy podejrzewać, interpolować, extrapolować (a ci bardziej zaawansowani dokonają nawet pełnej aproksymacji ;)

              > ć, bo przyznam, że zachodzę w głowę i nieszczególnie inne powody niż zaintereso
              > wanie męsko-damskie mi się nasuwają...;)
              Co by nie sięgać do matematyki szkoły średniej z przed reformy sypnę kilkoma prawdopodobnymi powodami z rękawa:
              - po zawirowaniach w poprzednich związkach nadal szuka 'opiekunki'
              - ponieważ widzi, że w wiadomym temacie ma marne szanse chwycił się Ciebie jak tonący brzytwy,
              - jest fetyszystą, który może być w pełni zaspokojony tylko przez pieszczeni kobiet,
              - jest impotentem o podłożu psychicznym,
              - jest psychopatą - seryjnym mordercą grasującym w delegacjach ;)))
              - ...

              > Nie widzę wprawdzie powodu by szczegółowo tłumaczyć, niemniej z różnych względó
              > w ten związek (o ile wypali) do najwygodniejszych dla niego nie będzie należał
              > - wakatu kucharki/sprzątaczki/opiekunki do dzieci itp mną nie obsadzi ;))
              Jakie on ma z tymi atrakcjami nadzieje, to nie wiesz, hehe.


              > Przypuszczam, że ciężko będzie Ci to przyjąć skoro uważasz (jak wyczytałam w kt
              Widać, że nie wczytałaś się jeszcze w specyfikę forum, tego kto, komu, co i dlaczego odpisuje :DDD
              Mam też wrażenie, że za dużo postów bierzesz do siebie - wyluzuj.

              > Najmocniej przepraszam urażone męskie ego - brak wiedzy nt autora odpowiedzi a
              > nie zamierzona kpina była powodem;)))
              Śmiem twierdzić, że urażone męskie ego raczej nie potrafi żartować a już z pewnością nie z siebie :P
    • efi-efi Re: Niepełny wzwód? 02.02.11, 19:40
      Z własnego doświadczenia z impotencją powiem, że
      songo3000 02.02.11, 12:46 Odpowiedz
      A figa z makiem hieny padalcowe, chcieli by co poniektórzy ;)))

      - Ja na ten przykład życzę Ci , aby nigdy nie był mięciutki , kiedy trzeba , rzecz jasna. I tak , daj Ci do setki!
        • romek123 Re: Buziaki :) 02.02.11, 22:35
          Irytuje mnie jedno.Panie uwazaja facetow za maszyny.To tylko wibrator kupic na baterie!
          Juz ze 20 lat bzykam i bzykam i ani razu nie udalo mi sie po wytrysku rozpoczac nowy stosunek.Bo mi poprostu nie stawal.Dopiero po godzinie lub dluzej nie bylo problemu.
          I tak bylo zawsze,nie mam z tego tytulu problemu i moja partnerka jakos nigdy nie narzekala.
          Wiem ze kumpel moze zaczac drugi raz natychmiast.No i co z tego!
          Nie robmy patologi.Kazdy facet jest inny.Ma inne mozliwosci.
          Natomiast nie wierze w medycyne w tym zakresie,gdyz mozliwosci sa bardzo ograniczone.
          Leki robia ogromne spustoszenie w organizmie i moga byc stosowane krotko,chyba ze chcemy zejsc z tego swiata.Mowie tu o lekach na potencje.
          Choroby serca maja bezposredni zwiazek z mozliwosciami faceta,tak wiec leczyc serduszko trzeba, a rezultat bedzie i tak niepewny.
          Reasumujac,bardzo wspolczuje temu koledze,ktory ma takie problemy,bo rozwiazac je bedzie bardzo trudno.
            • lethes26 Re: Buziaki :) 02.09.21, 13:36
              sq6unny napisał:

              > A wiecie jaki jest szczyt sugestii?

              > Wmówić kobiecie, że miękki jest lepszy, bo nie uwiera. :-D

              Bzdura. Penis na wpół sztywny to porażka. U mnie było tak że erekcja ok była rano, przy oglądaniu pornosów ale gdy dochodziło co do czego z żoną opadał. Słabe podniecenie dopiero jak pobrałem takie tabletki na popęd - prosent 600 wszystko wróciło do normy jak dawniej.
          • myhavana Re: Buziaki :) 02.02.11, 23:37
            romek123 napisał:

            > Irytuje mnie jedno.Panie uwazaja facetow za maszyny.To tylko wibrator kupic na
            > baterie!
            > Juz ze 20 lat bzykam i bzykam i ani razu nie udalo mi sie po wytrysku rozpoczac
            > nowy stosunek.Bo mi poprostu nie stawal.Dopiero po godzinie lub dluzej nie byl
            > o problemu.
            > I tak bylo zawsze,nie mam z tego tytulu problemu i moja partnerka jakos nigdy n
            > ie narzekala.
            > Wiem ze kumpel moze zaczac drugi raz natychmiast.No i co z tego!
            > Nie robmy patologi.Kazdy facet jest inny.Ma inne mozliwosci.

            Zapewniam Cię, że nie oczekuję od partnera sprawności wibratora ;)
            Pisałam o tym w pierwszym poście, że początkowo problem był z utrzymaniem pierwszej erekcji (wytłumaczony użyciem prezerwatywy), po dostosowaniu się przeze mnie do jego 'warunków' (spory kompromis z mojej strony - zdrowotny! wróciłam, na razie na próbę, do hormonów, ale niewykluczone, że będę musiała zrezygnować...) kochamy się po jego intensywnej grze wstępnej, niemniej sztywność członka jest daleka od ideału :(
            Kolejne 'podejścia' próbuje 'zaliczać' (trzymając się terminologii;) po dłuższych odstępach czasowych i bez mojej szczególnej presji - sam tego chce, niemniej kiepsko to wychodzi i stresujemy się oboje...

            > Natomiast nie wierze w medycyne w tym zakresie,gdyz mozliwosci sa bardzo ograni
            > czone.
            > Leki robia ogromne spustoszenie w organizmie i moga byc stosowane krotko,chyba
            > ze chcemy zejsc z tego swiata.Mowie tu o lekach na potencje.
            > Choroby serca maja bezposredni zwiazek z mozliwosciami faceta,tak wiec leczyc s
            > erduszko trzeba, a rezultat bedzie i tak niepewny.
            > Reasumujac,bardzo wspolczuje temu koledze,ktory ma takie problemy,bo rozwiazac
            > je bedzie bardzo trudno.

            Mam tego świadomość i dlatego wypycham go do kardiologa od niemal początku naszej relacji, wówczas 'platonicznej'. Na co słyszę, że 'jestem zdrowy/na coś trzeba umrzeć/po mnie nikt płakać nie będzie' itp, itd - tudzież 'pójdę na wiosnę, jeśli ze mną będziesz'...:(
            I co na to powiesz??
            • z_mazur Re: Buziaki :) 03.02.11, 14:04
              Pogadaj z nim na spokojnie. Jeśli ma normalne poranne wzwody i nie ma problemów podczas masturbacji, to problemy są nie natury fizycznej tylko psychicznej. Czyli problem po prostu tkwi w głowie.

              Opcji jest kilka:

              - możesz go słabo podniecać, ale tego nie obstawiam, bo po co facet pakowałby się w związek z kobietą, która go nie kręci, co innego spadek atrakcyjności w trakcie trwania związku.

              - może się za bardzo stresować tym jak sprawdza się jako kochanek,

              - może do seksu podchodzić zbyt zadaniowo (muszę ją zaspokoić), przez co nie skupia się na swoich doznaniach,

              - może bać się ciąży,

              i jeszcze sporo takich przyczyn, które ogólnie sprowadzają się do braku pewności siebie w sytuacji intymnej.

              Pocieszające jest to, że przy odrobinie wsparcia partnerki, problem przeważnie sam mija.

              Nie ma co robić z tego problemu i starać się jak najczęściej doprowadzać do sytuacji intymnej bliskości, niezależnie od tego, czy zakończy się penetracją, czy nie.

              Długie przerwy sprzyjają powrotowi podobnych objawów, bo ponownie pojawia się stres.
    • dn35 Re: Niepełny wzwód? 03.02.11, 15:59
      Przeczytałam z zainteresowaniem ten wątek.
      I zastanawiam się, czy nie mam tego samego problemu z moim Przyjacielem. Ale nigdy nie rozpatrywałam tego w kategoriach problemu.
      Choć nie powiem, zaskoczyło mnie, że jego członek potrafi bardzo szybko opaść, nie wiadomo czemu. Ciągle chce mnie zaspokajac po francusku, sam nie żądając nic w zamian...Ja chętnie chcę się odwdzięczyć, ale praktycznie za każdym razem to ja sugeruję, żeby wszedł we mnie. Wtedy jak będzie się bezustannie w szybkim rytmie poruszał, to kończy. Ale jeśli zwolni, zacznie się z mną powoli kochać...to opada. Uwielbia też, żeby jemu po francusku - wprost pieje do tego, ale też potrafi opaść...
      Czy to można nazwać problemami ze wzwodem? Czy to normalne?
      Zaznaczam, że pragnie tych zbliżeń ze mną bardzo, ciągle chce tego, non-stop, wygląda jakby uwielbiał. Ale mógłby zaspokajać mnie ustami non-stop i nic więcej dla siebie...Penetracja mogłaby nie istnieć..Nie potrzebuje też swojego zaspokojenia. Mówi, że najszczęśliwszy jest, jak mnie zaspokaja. Wydaje się, że uwielbia seks - wystarczy jeden błysk w moim oku, a on już nurkuje pod spódnicę - ale ustami...

      Jak myślicie, czy z tego może być jakis poważniejszy problem?
      Własnie otrzepuję się z małżeństwa, w którym nie było seksu prawie w ogóle i nie chciałabym znowu zacząć układać sobie życie tak, aby znowu był jakis problem w sferze fizycznej, która jest dla mnie szalenie ważna.

      Ciekawe, czy ktoś miał podobne doświadczenia. I o czym mogą świadczyć takie sytuacje łóżkowe.
      • sq6unny Re: Niepełny wzwód? 03.02.11, 16:24
        Ktoś już gdzieś napisał, że wszystko zależy od tego jak facet ma poukładane w głowie. Być może już kiedyś mu się zdarzył brak pełnego wzwodu i przeżył traumę. Zapewne tak bardzo się przejmuje, żeby wszystko z jego męskością było OK, że stres powoduje u niego odpływ krwi z członka. Chce się sprawdzić jako mężczyzna, ale coś go blokuje... i koło się zamyka.
        Dla faceta brak porządnego wzwodu jest bardzo frustrujący - i stały tekst, którym się panowie oszukują - "nigdy mi się to wcześniej nie darzyło", a partnerki "nie przejmuj się, to się zdarza".
        Jeśli partnerka nie wykaże się wyrozumiałością i pomocą, to pozostaje wizyta u specjalisty.
      • songo3000 Re: Niepełny wzwód? 03.02.11, 18:57
        nie wiadomo czemu. Ciągle chce mnie zaspokajac po francusku, sam nie żądając ni
        > c w zamian...Ja chętnie chcę się odwdzięczyć, ale praktycznie za każdym razem t
        > o ja sugeruję, żeby wszedł we mnie. Wtedy jak będzie się bezustannie w szybkim
        Wiesz, 'chcenie się odwdzięczyć' za minetkę poprzez 'dobra, to mnie przeleć' jest zupełnie nieadekwatne. Był dawno temu taki kawał:

        Towarzysze, w tym roku wspieramy braci z Kraju Rad dostawami szynki!
        Panie przewodniczący, a co w zamian?
        W zamian, towarzysze z Kraju Rad przyjmą kolejny transport węgla.

        :DDD
      • rozbojnick Tak postępują faceci z tzw smutnym korniszonkiem 05.02.11, 18:25
        dn35 napisała:
        > Ciągle chce mnie zaspokajac po francusku, sam nie żądając nic w zamian...

        Większość facetów z problemem erekcji, doskonale wie o swoich przypadłościach. Nie chcąc zbłaźnić się w łóżku, przedkładają seks oralny nad "tradycyjny". Zaspokoiłem ją, więc nie powinna mieć pretensji...
    • kinkygirl Re: Niepełny wzwód? 03.02.11, 19:30
      impotencja to duzy problem, ale problemem fundamentalnym u tego mezczyzny jest branie na litosc i proby szantazu emocjonalnego.
      czy na dluzsza mete bedziesz w stanie szanowac i znajdziesz oparci w facecie, ktory wyglasza teksty o tym jak to nikt nie bedzie po nim plakal...
      jak by przystojny nie byl, ja osobiscie zapadlabym przy nim na impotencje.

      jesli masz zapedy do bycia pielegniarka, psychoterapeuta i matka dla doroslych mezczyzn, to jest to egzemplarz w sam raz. jesli nie - to powaznie rozwazylabym czy jeste sens kontynuowac ten zwiazek. w pierwszej kolejnosci jest mu potrzebna terapia, w drugiej kolejnosci kardiolog.
      • romek123 Re: Niepełny wzwód? 03.02.11, 20:56
        Coz,radzic mozna to i probuje.Polozcie sie do lozeczka tylko na pieszczoty i zapowiedz lubemu ze seksu nie bedzie.I obserwuj,jak sie bedzie jego czlonek zachowywal.Moze zestresowany.
        Ponadto koniecznie zrobic podstawowe badania,krew,cukier,testosteron,prolaktyna.
        Cos po tych badaniach zobaczycie.
        A dalej zrobilbym sobie probe wysilkowa,echo serca,a nawet Holtera i wtedy mozna bedzie cos konkretnego powiedziec.
        Jezeli nic nie chce robic,to rece opadaja i Ci bardzo wspolczuje.Bo co zrobisz? Oleju mu nie
        nalejesz.
        • doradca.liderin Re: Niepełny wzwód? 16.02.11, 22:34
          Wizyta u lekarza z pewnością okaże sie pomocna. Zrób wyżej wymienione badania, może lekarz rodzinny jeszcze coś jeszcze zaleci. Przynajmniej będziecie mieć wykluczony 'aspekt fizyczny' problemu jeśli się okaże, że badania wyszły w normie.
    • blurpp Re: Niepełny wzwód? 05.02.11, 20:48
      Myhavano, to JEST impotencja, zwana ostatnio z całą delikatnością "zaburzeniami erekcji". Da się z tym żyć i można mieć seks satysfakcjonujący obie strony, o ile pan jest gotów zaakceptować swój stan i zacząć się leczyć z innych chorób. Owe zaburzenia erekcji, to nie tylko przypadek, gdy facetowi nic nie staje, ale też staje na chwilę i opada, nie całkiem staje, klapie w czasie lodzika itd.
      Ponieważ Twój men swojego stanu nie zaakceptował, to ucieka się do oszustw (ja niczego nie chce, wystarczy mi twoja satysfakcja itp). Takie deklaracje mogą też być sygnałem, że pan po prostu seksu nie lubi (a przynajmniej jest b. niskolibidowy), ale wie, że gdyby złożył taką deklarację wprost, to uciekłabyś natychmiast.
      Teoretyzując: gdyby pan rozpoczął leczenie schorzeń podstawowych (serduszko) i być może innych dodatkowych (prawdopodobne nadciśnienie i diabli wiedzą, co jeszcze), a na dodatek poinformował lekarza o problemach ze wzwodem, dostał receptę na niebieskie lub żółte tabletki i zastosował się do lekarskich zaleceń, to może sprawa problemów fizycznych by się rozwiązała. Czasem brałby prochy i stawał do walki z podniesionym orężem, a innym razem byłaby minetka + lodzik i wszyscy byliby szczęśliwi.
      Z problemami emocjonalnymi sprawa jest zdecydowanie poważniejsza.
      Mam już dużo lat i część z nich poświęciłam dla faceta, który:
      1) seksu nie lubił, ale zapomniał mi o tym powiedzieć na początku (minetę opanował perfekcyjnie - "bo zależy mi na twojej satysfakcji");
      2) notorycznie stosował szantaż emocjonalny ("jeśli się rozstaniemy, to nie mam po co żyć")
      3) wpakował mnie (sama się - głupia - wpakowałam) w całkowitą obsługę w kwestiach domowych, urzędowych i płatniczych ("tobie to tak świetnie wychodzi, ja nie mam takiej łatwości komunikacji", "ufam ci całkowicie", "powierzyłem ci moje zycie i wszystkie sprawy")
      4).... itp, itd
      I sama nie wiem, co było gorsze: wieczny brak seksu (problemów fizycznych nie było), czy owo uzależnienie na innych płaszczyznach.
      I gdy tak czytałam Twój pierwszy post i dodatkowe wyjaśnienia w kolejnych, jakoś mi przed oczyma stanęło moje dawne życie.
      Więc chciałabym zakrzyknąć: Wiej, póki się za bardzo nie zaangażowałaś. Bo jego kłopoty z erekcją nie są jego największą wadą.
      Pozdrawiam serdecznie. :)
    • myhavana Refleksje po tygodniu... 08.02.11, 18:15
      7 dni to niewiele, ale zaskakująco dużo się wydarzyło - przyznaję, że postarałam się o pewne 'przyspieszenie'...no i w efekcie potwierdziły się, myślę, moje obawy/przypuszczenia, o których zresztą część moich rozmówców (m.in. Sisi, Kinkygirl, Blurpp, Sq69unny) tu w różny sposób pisała.

      Przypuszczenia dotyczące tak naprawdę całokształtu relacji - nie chcę chyba (może jeszcze, może wcale...?) drążyć - temat zapewne bardziej na 'Psychologię' czy 'Związki partnerskie' ;) a nie to forum, niemniej obawiam się, że rację mieliście pisząc, że przebudowa priorytetów i duuuuużo pracy nad zdecydowanie egocentrycznym charakterem by się temu facetowi przydało. Cóż, skoro on nie dostrzega żadnego problemu...

      Wróciły do mnie jego opowieści z pierwszej fazy naszej znajomości, które można by podsumować - ja, taki dzielny i wspaniały (fakt - duże osiągnięcia zawodowe i finansowe - pracoholizm będący efektem klap w życiu osobistym) i ta pierwsza 'zła kobieta', czyli 'inteligentna inaczej' (cytat) ex-żona. Co do zasady czujność budzą we mnie takie jednoznacznie negatywne oceny ex-partnera, o czym nie omieszkałam wspomnieć w powściągliwej formie - w rezultacie nieco wyhamował, ale temat 'destrukcyjnej roli' ex powracał choćby w opowieściach dotyczących dzieci i jego względem nich postawy (która zresztą też mnie momentami mocno dziwiła).

      O 'tej drugiej' mówił znacząco mniej, kilka uwag rzuconych przy różnych sposobnościach - właściwie dopiero teraz (okoliczności + moje aktywne zainteresowanie - dotąd stosowałam zasadę wyłącznie słuchania tego co mówi) dowiedziałam się nieco więcej i, przyznam, ręce mi opadły... Szczegóły są zbyteczne, niemniej nie dziwię się już niektórym jego odpałom (nie waham się tak nazwać emocjonalnych jazd, których próbował ze mną) - nie dziwię, współczuję jako człowiekowi, ale jego rola w tamtym układzie ( związana z nim biznesowo 'dzieciata' mężatka, zazdrosna o jego własne dzieci!!! ) oraz parę innych czynników, w tym m.in. jego niereformowalna postawa w kwestii choćby zrobienia porządku z własnym organizmem (jak napisał Romek - oleju do głowy nikt mu nie naleje;)) - to wszystko sprawia, że ja mówię PAS.

      Terapeutką, niańką i rehabilitantką seksualną nie mam ochoty zostawać dla nikogo już - czas wreszcie o swoich potrzebach i emocjach pomyśleć!
      Jak to Kinkygirl ujęła - najwyższy czas 'zadbać o zwrot z inwestycji'! ;))

      Bardzo Wam wszystkim za rozmowę i podpowiedzi dziękuję - może jak ochłonę nieco, to jeszcze bardziej drobiazgowo odniosę się do Waszych postów, ale chwilowo mam ochotę na spokojny wieczór z muzyką i winem;)

      Pozdrawiam serdecznie!
    • sisi_kecz Re: 'Wielki Finał', heh 10.02.11, 17:44
      Przykro Ci na pewno.
      Nie zrobiłaś nic, aby być tak potraktowana- po prostu chciałaś zakończyć niezobowiązującą znajomość.
      Tylko ,ze ten gość wiedział na jakim tle ja kończysz i to go do sedna rozsierdziło.
      Trudno, czasem dopada nas burza, której nie rozpętaliśmy.

      Na pewno zasługujesz na osobę, która ma do zaoferowania coś więcej niż swoje frustracje, lęki i porąbaną przeszłość (nie we wspomnieniach, tylko jako element teraźniejszego związku ;), kogoś potrafiącego kochać i komu będzie mu na Tobie zależało.
      Na pewno go spotkasz- nie ma innej opcji :)))

      Może to nie będzie Prezes, ale może to i lepiej ;)

      duze pozdro!
      • myhavana Re: 'Wielki Finał', heh 23.02.11, 14:50
        Pożyjemy zobaczymy, jak powiadają..ale dzięki za dobre słowo :)

        To może dziwne, ale odkąd podjęłam decyzję (o zerwaniu kontaktów) ulżyło mi niezmiernie
        i znów radość istnienia mi wróciła!
        Majówkę w Paryżu dziś sobie wymyśliłam...:)

        Pozdrawiam ciepło, Sisi!
    • songo3000 Cytując samego siebie :) 10.02.11, 22:30
      > Tak jak pisałem, metoda typu 'szantaż' i to na początku znajomości IMO bardzo, bardzo
      > brzydko świadczy o mechanizmach i ich potencjale danej osoby. Czego tu nie rozumieć?
      A można się było od razu wszystkowiedzącego Songa posłuchać, to nie.... ;PPP
      • referee Re: Cytując samego siebie :) 12.02.11, 01:35
        A ja mysle,ze nie masz co robic tragedii,tylko podejsc do tego problemu seksu metodycznie; tak bez partnera ( po prostu zwieksz czestotliwosc masturbacji) jak i z nim.
        Co do tej drugiej metody: to mam pierwsze pytanie: czy twoj chlopak jest po 40 tce, czy pije gorzale? Jesli tak to co i czy duzo? Jak sie odzywia? Czy lubi sport? Czy dba o forme, jak to sie mowi.
        Wszystkie te czynniki maja scisly zwiazek z potencja seksualna.Jak sie bedzie pilnowal, to gwarantuje, ze bedzie mial erekcje jak nalezy.Erekcja jest zwiazana scisle z witalnoscia. A witalnosc z poziomem testoosteronu. Jak twoj chlopak bedzie go mial za malo to nie bedzie mu sie chcialo ani byzkac ani interesowac seksem. I sila rzeczy nie bedzie mu stawal jak nalezy.
        Podam przyklad mojego wujka. Jest grubo po 60-tce a jego zona teraz troche po 30 tce
        Dwa lata ze soba chodzili a teraz sa juz malzenstwem. Oboje glosza wszem i wobec ze w zyciu nie mieli takiego pozycia seksualnego. Wujek wedlug opowiadan jego zony ma fantastyczn erekcje i moze bzykac po kilka razy dziennie spokojnie.
        Ja mam 42 lata i moje cel to utrzymanie sie w takiej formie jak moj wuj. Ale trzeba o siebie dbac. Dlatego juz nie chleje od wiekow ( wypic lubie ale z kultura), odzywiam sie po azjatycku, a sport, chociaz obecnie juz tylko moje hobby (chociaz dalej jestem z ta branza zawodowo zwiazany), dalej traktuje na powaznie. Moje zycie seksualne nie ogranicza sie tylko do pozycia z zona. To takze seks wirtualny i nieraz spontaniczny w realu.
        A wracajac do twojego problemu to nie tragizuj tylko przemysl moje rady no i odpowiedz na moje pytania,gdyz w nich jest rozwiazanie.

        • sq6unny Już raczej pozamiatane 12.02.11, 15:20
          referee mam wrażenie, że nie doczytałeś wszystkich postów w tym topicu.
          Wygląda na to, że problem ze wzwodem był tylko czubkiem góry lodowej i zarazem katalizatorem do podjęcia radykalnych decyzji przez założycielkę tego wątku.
          Przeczytaj całość i będziesz miał pełen obraz sytuacji.
          -
          Różnica miedzy seksem i miłością jest taka, że seks rozładowuje napięcie, a miłość je wywołuje.
          Woody Allen
          • referee Re: Już raczej pozamiatane 12.02.11, 18:19
            Przeciez przeczytalem i na tej podstawie stwierdzilem, ze chlopak zalozycielki watku powinien sie porzadnie wziac za siebie a nie zgrzedzic jak baba.
            Zapytam powtornie:
            jak u niego z gorzala? Pije za duzo, czy nie?

            - Jak bombarduje za duzo to powinien przestac

            jak ze sportem?

            Moze te kilkanascie godzin tygodniowo porzadnego treningu: i tego silowego i tego kondycyjnego nie zaszkodzi. Szczegolnie silowo-atletyczny podnosi poziom hormonu teststeron a ten kondycyjny (niech to beda moze w jego wypadku nawet lagodne marszobiegi) obniza stres. Stres tez powoduje impotencje bo zaniza wlasnie testosteron a po drugie mcv (krotko odpornosc i zelazo)podwyzsza sie poprzez sport i poprawna diete. Czym silniejszy uklad immunologiczny tym wieksza witalnosc i mniej stresu= wiecej hormonow seksualnych.
            Zwrcocie uwage,ze nawet laski ktore duzo trenuja lubia sie wyjatkowo bzykac . Po prostu organizm produkuje ten hormon,ktory podnosi potencje jak sie nalezy.

            Odzywianie-podstawa to ryby i owoce morza (ostrygi,krewetki, scampi i filet wolowy bez duzej ilosci tluszczu) i nabial. Proteiny daja sile potrzebna do tego aby trenowac i dobrze wplywaja na muskulature. Weglowodany zlozone przed ostrym seksem albo treningiem tez wskazane daja power,ktory organizm potrzebuje jak paliwo.
            Cukier w owocach i witaminy w warzywach takze wskazane i niezbedne.


            Jezeli partner naszej forumowej kolezanki zastosuje sie do moich rad i popilnuje sie , to tak powiedzmy po 3 miesiacach beda pierwsze postepy, ze bedzie mial non stop erekcje i beda oboje zadowoleni.
            Zwroc uwage sq6unny ze facet ma problemy z pikawa. Napewno cholesterol i trojglicerydy do niczego. To nie ma sie co dziwic ze ma problemy z potencja. Generalnie wszyscy co maja problemy z cisnieniem (za wysokie) maja za malo testosterona i tylko jego maksymalizacja gwarantuje powrot do solidnej potencji seksualnej.
            I nie wysysam tego z palca, tylko mialem i mam do czynienia posrednio z medycyna sportowa-kiedys jako pilkarz, pozniej sedzia a obecnie jako manager.
            Poranna erekcja i seks ( oprocz pozycia z zona takze niezbedna masturbacja- te 1-2 razy dziennie o facetow+40) to pelny komfort dla nas mezczyzn.
            • sisi_kecz Re: Już raczej pozamiatane 12.02.11, 19:11
              referee napisał:

              > Przeciez przeczytalem i na tej podstawie stwierdzilem, ze chlopak zalozycielki
              > watku powinien sie porzadnie wziac za siebie '

              to było w pierwszym poście, potem sprawy potoczyły sie inaczej.


              Jezeli partner naszej forumowej kolezanki zastosuje sie do moich rad i popilnuj
              > e sie , to tak powiedzmy po 3 miesiacach beda pierwsze postepy, ze bedzie mia
              > l non stop erekcje i beda oboje zadowoleni.'

              Nonstop erekcja to nie jest gwarant udanego związku.

              Chyba w swoich treningach seksualnych przestałeś zwracać uwagę na to, czego pragną kobiety.
              Za dużo czasu spędzasz na sprawdzaniu twardości członka.

              pozdro!
              • myhavana Do Sisi_kecz! 12.02.11, 19:41
                Próbowałam skontaktować się z Tobą poprzez pocztę gazetową - czy mogę prosić byś napisała na myhavana@gazeta.pl?

                Serdeczne dzięki 'from the mountain' :)
            • myhavana Re: Już raczej pozamiatane 23.02.11, 14:58
              Referee - 100% racji w tym, co napisałeś.

              Jednak nie sposób pomóc komuś, kto sam sobie pomóc nie chce, nieprawdaż?

              Poza tym...jestem naprawdę, wbrew usposobieniu (charakterowi?) wbrew CIERPLIWĄ osobą
              niemniej, uwierz, poziom zademonstrowany przez mojego ex-znajomego w obliczu zrywania relacji sięgnął dna - a trochę już w swoim dość długim życiu widziałam i słyszałam, zapewniam!


              ...zatem...jego małpy, jego cyrk :P
    • ada828 Re: Niepełny wzwód? 16.02.11, 22:52
      Przytłaczasz. Piszę to jako kobieta. Tak szczegółowo analizujesz zachowania "łóżkowe", że każdy by "wymiękł". Seks to radość, nie tylko zadowalanie własnych potrzeb.
      • ortopedawawa Re: Niepełny wzwód? 18.02.11, 20:09
        Ciekawa analiza i napisana bardzo dojrzalą polszczyzną - jestem pod wrażeniem. Proponuję jednak podjąć próbę zastosowania farmakoterapii krótkotrwałej. Powinna ona zmniejszyć napięcie emocjonalne / bo mało prawdopodobne sa problemy o charaktere naczyniowym / - to raczej problemy emocjonalne. Nie ma co wierzyć w wyolbrzymiane działania nieporządane Viagry, Lewitry czy Maxigry :-) - jak równiez w potencjalny efekt przyzwyczajenia. Pozdrawiam.
        • myhavana Re: Niepełny wzwód? 23.02.11, 15:03
          Miło dobre słowo przeczytać, Ortopedo :)

          Rada z pewnością słuszna - myślałam o farmakoterapii na próbę, ale temat się - dla mnie- zdezaktualizował. Dlaczego - przeczytasz powyżej;)

          Ja mam poczucie uniknięcia wieelkiego bagna i TO CIESZY!

          Pozdrawiam i powodzenia (także) życzę!
          • labadine Re: Niepełny wzwód? 24.02.11, 11:49
            urolodzy wlasnie stosuja u mezszczyzn np wiagre(10 mg) aby w jakims stopniu odzyskali zaufanie do siebie i swych mozliwosci.z reguly po dosc krotkim czasie zaden wspomagacz nie jest potrzebny bo podswiadomosc mezszczyzny dorejestruje do osobistych fantazji nowe przezycia erotyczne z partnerka.problemem moze byc jednak ewentualny onanizm mezszczyzny bo wlasnie niepelna erekcja jest czesto wynikiem tego...
            • bild34 Re: Niepełny wzwód? 31.08.21, 17:12
              labadine napisał:

              > urolodzy wlasnie stosuja u mezszczyzn np wiagre(10 mg) aby w jakims stopniu odz
              > yskali zaufanie do siebie i swych mozliwosci.z reguly po dosc krotkim czasie za
              > den wspomagacz nie jest potrzebny bo podswiadomosc mezszczyzny dorejestruje do
              > osobistych fantazji nowe przezycia erotyczne z partnerka.problemem moze byc jed
              > nak ewentualny onanizm mezszczyzny bo wlasnie niepelna erekcja jest czesto wyni
              > kiem tego...

              Podobny specyfik bez recepty Prosent 600
    • telesmartinter Re: Niepełny wzwód? 06.09.21, 10:12
      Expansil Cream to krem, którego celem jest poprawa krążenia w miejscach intymnych oraz powiększenie członka. Produkt został stworzony na bazie w 100% naturalnych składników, które wspierają funkcje seksualne każdego mężczyzny. Expansil Cream nie powoduje efektów ubocznych i jest bezpieczny nawet dla najbardziej delikatnej skóry.

      Regularne stosowanie Expansil Cream pozwala zwiększyć długość oraz grubość członka, a także podnosi wytrzymałość w czasie stosunku. Efekty widoczne są już kilka minut po aplikacji, czego dowodem jest silna i długotrwała erekcja. Dzięki zastosowanym składnikom, Expansil Cream zwiększa libido i gwarantuje silniejsze orgazmy. To całkowicie naturalny produkt będący wzmacniaczem męskości w kremie.

      nplink.net/rpt3ncb6
    • ekipaw3 Re: Niepełny wzwód? 13.09.21, 14:00
      ja mam podobny problem jak Ty czyli niepełny wzwód lub w ogóle brak erekcji zawsze gdy poznaję nową kobietę. Pewnie jest to spowodowane jakimś stresem czy się sprawdzę?, jak mnie oceni porównując do swoich wcześniejszych partnerów ? itp.... jest to wku...ce bo zdaża się za każdy dosłownie razem !. Teraz biorę i pomagają takie tabletki w dzień gdy mam spodziewany seks - prosent 600 wydaje mi się zę one działają nie tylko na erekcję ale na psychikę. W momencie zbliżenia jest jakby większy luz i większa pewność siebie. Trafiłem na ten środek przypadkiem w internecie.Może spróbuj tego?
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka