Kastrująca matka

09.03.11, 10:06
Ostatnio kilkukrotnie to określenie pojawiało się w dyskusjach. Jako córka nie dotknęłam owego zjawiska osobiście, niemniej sama jestem matką nastoletniego osobnika płci męskiej i w ramach profilaktyki zagrożeń rodzinnych pytam: jak się taka matka zachowuje? Cóż czyni, że jej syn wyrasta pierdołę?
    • kawitator Re: Kastrująca matka 09.03.11, 10:52
      Zamysł chwalebny
      Na początek przeczytać a właściwie przestudiować "Mózg mężczyzny" Louann Brizendine.
      To da Ci podstawową wiedzę
      Po przemyśleniu kierować się rozumem a nie sercem a reszta to z górki
      • pendzacy_krolik Re: Kastrująca matka 15.03.11, 18:23
        jesli na oczach syna matka kastruje najpierw jego ojca to jaja sme odpadaja.
        moj syn ma jaja.
    • spelunka Re: Kastrująca matka 09.03.11, 12:35
      Hm, podejrzewam że zjawisko jest trudne do zdefiniowania. Może napiszę z własnego doświadczenia, bo uważam że moja matka taka właśnie była ;-) Uważam, że matka kastrująca to taka, która:

      * Z powodu obsesyjnych obaw o "bezpieczeństwo" syna nie pozwala mu na normalne zajęcia: nie wychodź z domu bo na dworze grasują pedofile, nie jeździj na rowerze bo przewrócisz się i wybijesz zęby, nie wchodź na drzewo bo spadniesz, nie baw się w lesie patykiem bo brudny, itp.
      * Podejmuje za syna wszystkie istotne decyzje, aby nie pozwolić mu broń Boże na niczym w życiu się sparzyć i zakosztować jakiejkolwiek porażki.

      Ogólnie więc powiedziałbym, że matka kastrująca to taka, która nie uczy syna samodzielności.

      BTW, nie uważam żebym wyrósł na pierdołę, raczej mam dość duży głód zakosztowania tych wszystkich fajnych rzeczy których mi w dzieciństwie zabraniano ;-) Ale zderzenie z rzeczywistością po wyjściu spod takiego klosza bywa naprawdę bolesne.
      • sisi_kecz Re: Kastrująca matka 09.03.11, 14:14
        spelunka napisał:

        > Hm, podejrzewam że zjawisko jest trudne do zdefiniowania. Może napiszę z własne
        > go doświadczenia, bo uważam że moja matka taka właśnie była ;-)'

        przesrane,
        własne swiadectwo najwartościowsze:)

        Mio nie grozi, w takim razie, bo z każdego spaceru wracam z wk*wem, bo znowu jakaś babcia lub o dziwo! dziadyga, zwracali mi uwagę, że chłopczyk sie moze uderzyć, lub że wkłada paluchy do buzi.
        Mam coraz bardziej obcesowe odpowiedzi na te uwagi, ale jak widac z tego powszechnym jest trzęsienie sie nad dziećmi- straszne:(
        Poza tym, mój jak upadnie, to tylko patrze czy jest krew, jak nie to niech sie sam podnosi;)
        I te czułości- mam zasadę że jak przydrepta mnie całować to nie ma sprawy bedziemy sie tulić, ale to jego wybór i potrzeba.

        A mam pytanie,
        czy wpływ mamy był decydujący, czy inne osoby z otoczenia lub siła charakteru, wyrównały trochę twoje "kastrowanie"?
        Generalnie, co Cie ocaliło? :)

        duze pozdro!!!
        -
        Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
        Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
        by Cejrowski
        • spelunka Re: Kastrująca matka 09.03.11, 15:01
          No to zdecydowanie kastracja syna Ci nie grozi ;-) Gratuluję.

          Jeśli o mnie chodzi, hm... Na szczęście moja matka nie była aż taka od początku, przynajmniej jeśli idzie o zabranianie różnych rzeczy których się bała. Zaczęła się zmieniać gdzieś tak pod koniec podstawówki, na początku liceum. Wydaje mi się, że zaczęły się u niej ujawniać jakieś stany lękowe, które rozwijają się nadal do dzisiaj. A wtedy już mi było trochę wszystko jedno, zabierałem się z domu, nie mówiłem jej co i z kim robiłem aby nie uderzyć w jakąś jej paranoję. Nie dopytywała się za bardzo, a ja nie byłem wylewny, i jakoś tak się w miarę udawało.

          Gorzej było z nadopiekuńczością, zawsze i we wszystkim mnie wyręczała, nie miałem w domu żadnych obowiązków, itp. A z drugiej strony właściwie nic nie zrobiła z tym, że w szkole zrobiono ze mnie kujona klasowego i ogólne pośmiewisko, więc przez całą podstawówkę byłem regularnie bity i wyśmiewany. Więc dziwna to była "opieka".

          Inaczej pamiętam kontakty z ojcem, ale niestety rzadko bywał w domu bo regularnie wyjeżdżał w delegacje, wracał raz na tydzień albo na dwa, a gdy jechał za granicę to nawet mogło go nie być kilka miesięcy. W okresach kiedy był, uczył mnie tego czym się zajmował, czyli elektroniki. To mnie bardzo zafascynowało, i dało mi trochę odskoczni.

          Koniec końców, wszystko razem zaowocowało depresją. Po studiach naprostowała mnie psychoterapia, oraz kochająca i wyrozumiała żona :-)

          Moja siostra za to jakoś tak mocno związała się z matką, że zamieszkały razem w jednym domu, matka ma nadal ogromny wpływ na nią i zaraża ją różnymi swoimi fobiami. Ona zaś z kolei przelewa te fobie na swojego syna, i on to już naprawdę ma strasznie :-(
          • sisi_kecz Re: Kastrująca matka 09.03.11, 15:55
            Jeśli o mnie chodzi, hm... Na szczęście moja matka nie była aż taka od początku
            > , przynajmniej jeśli idzie o zabranianie różnych rzeczy których się bała. Zacz
            > ęła się zmieniać gdzieś tak pod koniec podstawówki, na początku liceum.'

            Bardzo ciekawie i bez złości o tym piszesz.
            Widać, ze sie zdystansowałeś do tego, czyli że terapia i kochająca żona sobie poradziły z demonami;)

            A z drugiej strony właściwie nic nie zrobiła
            > z tym, że w szkole zrobiono ze mnie kujona klasowego i ogólne pośmiewisko, wię
            > c przez całą podstawówkę byłem regularnie bity i wyśmiewany. Więc dziwna to był
            > a "opieka"'
            Ten moment mnie zaintrygował.
            Przypomina to trochę historie molestowanych córek, których matki latami udawaly niewiedzę lub nie robiły nic by zapobiec krzywdzie.

            Jest jakaś nielojalność w takich matkach- dzeicko to na pewno odbiera w sposób bolesny.
            Ciekawe co jest przyczyną takich zaniechań i braku pomocy...
            Strach przed sprawcą czy sprawcami? chyba nie, bo wydawało by sie, że ryzyko dla uratowania dziecka sie opłaca.

            Moja siostra za to jakoś tak mocno związała się z matką, że zamieszkały razem w
            > jednym domu, matka ma nadal ogromny wpływ na nią i zaraża ją różnymi swoimi fo
            > biami. Ona zaś z kolei przelewa te fobie na swojego syna, i on to już naprawdę
            > ma strasznie :-( '

            Typowe odnawianie schematu w kolejnym pokoleniu.
            Tobie udało sie to przerwać i nie powinieneś niczego więcej od siebie wymagać.
            Może jedynie...zabieraj czasem siostrzeńca na nasiadówki przy elektronice ;)

            duze pozdro!!!
            • spelunka Re: Kastrująca matka 09.03.11, 16:20
              sisi_kecz napisała:

              > Bardzo ciekawie i bez złości o tym piszesz.
              > Widać, ze sie zdystansowałeś do tego, czyli że terapia i kochająca żona sobie p
              > oradziły z demonami;)

              W sumie jakoś nie miałem nigdy o to złości. Może bardziej żal, że dzieciaki w moim wieku mogły robić różne rzeczy których ja nie mogłem. Dorosłem, teraz sam sobie wyznaczam co mogę robić a co nie, więc żal przeszedł :-)

              > Ten moment mnie zaintrygował.
              > Przypomina to trochę historie molestowanych córek, których matki latami udawaly
              > niewiedzę lub nie robiły nic by zapobiec krzywdzie.

              Ciekawe porównanie, nie przyszło mi to do głowy ale faktycznie jest to trochę podobna sytuacja.

              > Jest jakaś nielojalność w takich matkach- dzeicko to na pewno odbiera w sposób
              > bolesny.

              Właściwie chyba nie, przynajmniej nie w moim przypadku. Teraz widzę to faktycznie jako pewną nielojalność i bierność w sytuacji, w której wiem że powinna była zareagować. Wtedy nie myślałem w tych kategoriach, że gdyby ona coś zrobiła to byłoby inaczej. Być może podobny mechanizm funkcjonuje u molestowanych dzieci?

              > Może jedynie...zabieraj czasem siostrzeńca na nasiadówki przy elektronice ;)

              Gdyby nie zrobiły już z niego aspołecznego i zamkniętego w sobie mruka, to może dałby się wyciągnąć na nasiadówkę... Poza tym mieszkam w innym mieście, ponieważ stwierdziłem że dla zdrowia psychicznego jednak lepiej mieszkać kilkadziesiąt kilometrów od matki.
              • sisi_kecz Re: Kastrująca matka 09.03.11, 20:35

                Może bardziej żal, że dzieciaki w m
                > oim wieku mogły robić różne rzeczy których ja nie mogłem. Dorosłem, teraz sam s
                > obie wyznaczam co mogę robić a co nie, więc żal przeszedł :-)'

                i tak powinno bćy:)
                najgorzej, gdy ktoś bez końca rozpamietuje swoje dzieciństwo i podaje je za pretekst do własnej indolencji oraz przyczynę niepowodzeń.

                Teraz widzę to faktyczn
                > ie jako pewną nielojalność i bierność w sytuacji, w której wiem że powinna był
                > a zareagować. Wtedy nie myślałem w tych kategoriach, że gdyby ona coś zrobiła t
                > o byłoby inaczej. Być może podobny mechanizm funkcjonuje u molestowanych dzieci
                > ?'

                Możliwe, bo dziecko do końca stara sie widzieć rodziców w dobrym świetle.

                Gdyby nie zrobiły już z niego aspołecznego i zamkniętego w sobie mruka, to może
                > dałby się wyciągnąć na nasiadówkę... '
                Widocznie i jemu pisana deprecha, terapia i wywalczenie męskiej pozycji w życiu własnymi "rencami".

                Poza tym mieszkam w innym mieście, poniew
                > aż stwierdziłem że dla zdrowia psychicznego jednak lepiej mieszkać kilkadziesią
                > t kilometrów od matki.

                Jak sobie pościeliła tak sie wyśpi.

                Przy okazji tego tematu, mógłby ktoś opowiedzieć o "wyłechtaczkowaniu" córki- czyli o Maskulizującym Ojcu, czy jak to nazwać.
                Tu też bym chciała, w stopniu chociaż pobieżnym sprawdzić, czy jest zagrożenie;)

                duze pozdro!!!
                -
                Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
        • gomory Re: Kastrująca matka 09.03.11, 15:09
          > Mio nie grozi, w takim razie, bo z każdego spaceru wracam z....

          No nie wiem - bo ja na ten przyklad sam chodzilem na spacery. Ale wiem, wiem kiedys inne czasy byly ;).
          • sisi_kecz Re: Kastrująca matka 09.03.11, 15:15
            gomory napisał:

            > > Mio nie grozi, w takim razie, bo z każdego spaceru wracam z....
            >
            > No nie wiem - bo ja na ten przyklad sam chodzilem na spacery. Ale wiem, wiem ki
            > edys inne czasy byly ;).

            jak miałeś dwa lata?

            chyba na podwórko, kury gonić z okrzykiem: ciiiip ciiip aaaa!

            w to uwierzę;)
            • gomory Re: Kastrująca matka 09.03.11, 21:13
              Przynajmniej zanim sie nauczylem mowic wiedzialem, ze gesi moga atakowac. Z takim doswiadczeniem czlowiek juz nie ma ochoty tulic sie do kazdej glupiej gesi ;).
        • tacx Re: Kastrująca matka 21.03.11, 17:14
          > Mio nie grozi, w takim razie, bo z każdego spaceru wracam z wk*wem, bo znowu ja
          > kaś babcia lub o dziwo! dziadyga, zwracali mi uwagę, że chłopczyk sie moze uder
          > zyć, lub że wkłada paluchy do buzi.


          i ma rację bo paluchów do buzi się nie wkłada.
          A co do kastrowania. rozumiem ze to przenośnia ale gdyby tak było że za parę lat dziecko od wkladania paluchów do buzi dostanie gruźlicy nerek a w konsekwencji zakażenia jąder lub to pewnie z większą ostrożnością byłoby tu używane to określenie
          A które matki najczęściej kastrują? Te które same najwięcej krzyczą o tym jaki to facet ma nie być samodzielny i niepierdoła. Dokładnie tak samo te które najczęściej wściekają się na teściowe i histerycznie odciągają mężów od ich rodzin zostają później najgorszymi egzemplarzami teściowych i takich przykładów mam w okół siebie mnóstwo.
          generalnie niech każdy bedzie takim jakim go stworzyła natura. jak ktoś jest pierdoł to niech sobie będzie jak mu dobrze i niech nie frustruje się wpisami nawiedzonych kwok które myślą że facet rodzi się po to aby babie było dobrze ;-)
          • sisi_kecz Re: Kastrująca matka 22.03.11, 10:14
            tacx napisał:

            > > Mio nie grozi, w takim razie, bo z każdego spaceru wracam z wk*wem, bo zn
            > owu ja
            > > kaś babcia lub o dziwo! dziadyga, zwracali mi uwagę, że chłopczyk sie moz
            > e uder
            > > zyć, lub że wkłada paluchy do buzi.
            >
            >
            > i ma rację bo paluchów do buzi się nie wkłada.
            > A co do kastrowania. rozumiem ze to przenośnia ale gdyby tak było że za parę l
            > at dziecko od wkladania paluchów do buzi dostanie gruźlicy nerek a w konsekwenc
            > ji zakażenia jąder '

            nudzisz się?
            Jeśli tak, to zajmij sie swoimi dziećmi lub takimi, gdzie rodzice proszą Cię o radę.

            A jeśli jesteś jednym z tych dziadygów, co mnie wk**ją na spacerach, to muszę Ci powiedzieć tak jak im: sp***j dziadu.

            Wpieprzanie sie innym z durnymi uwagami jest tylko i wyłącznie wyrazem spełniania własnej potrzeby pouczania otoczenia oraz rekompensatą, że w domu nie pozwalaja powiedzieć własnego zdania i nikt już dawno nie słucha.

            Podreperuj swoją pozycję w realu, nie będą Cie martwiły cudze dzieci z paluchami w buzi.
          • krissdevalnor100 Re: Kastrująca matka 26.03.11, 15:31
            > A które matki najczęściej kastrują? Te które same najwięcej krzyczą o tym jaki
            > to facet ma nie być samodzielny i niepierdoła. Dokładnie tak samo te które najc
            > zęściej wściekają się na teściowe i histerycznie odciągają mężów od ich rodzin
            > zostają później najgorszymi egzemplarzami teściowych i takich przykładów mam w
            > okół siebie mnóstwo.
            > generalnie niech każdy bedzie takim jakim go stworzyła natura. jak ktoś jest pi
            > erdoł to niech sobie będzie jak mu dobrze i niech nie frustruje się wpisami naw
            > iedzonych kwok które myślą że facet rodzi się po to aby babie było dobrze ;-)

            Bardzo słusznie powiedziane!
    • yoric Re: Kastrująca matka 09.03.11, 18:45
      To w końcu co to jest ta kastrująca matka - mama po prostu nadopiekuńcza, czy nadmieernie krytyczna dla syna, czy też matka z silną osobowością, która narzuca synowi swój ogląd świata?
      • poitevin Re: Kastrująca matka 09.03.11, 22:49
        yoric napisał:

        > To w końcu co to jest ta kastrująca matka

        No właśnie, bo ze słów spelunki wynika, że jego matka miała fobie i jednocześnie była bardzo bierna.
        • yoric Re: Kastrująca matka 09.03.11, 23:35
          Bardziej chodzi mi o to, że póki nie ustalimy, co to konkretnie znaczy, to możemy spokojnie podciągnąć pod to każdą matkę (bo za zimna, bo za czuła, bo domminująca, bo zdomminowana, zbyt tradycyjna, albo zbyt wyzolona, itd.) i jeśli tylko syn jest ciapa to wszystko się zgadza - wina kastrującej matki!
        • sisi_kecz Re: Kastrująca matka 09.03.11, 23:50
          ze słów spelunki wynika, że jego matka miała fobie i jednocześni
          > e była bardzo bierna. '
          Wg sisi:

          To chyba taki rodzic, ktory swoim postepowaniem wychowawczym, tępi w swoim synu cechy, ktore konstytuują go jako męzczyznę.

          Sądzę, że ojcu jest trudniej tego dokonać, bo samym soba daje męski wzorzec, ale pewnie tez potrafiłby wykastrować meskość w synu.

          I nie jest tu mowa o złej woli rodzica, tylko o tym, że pewne działania podejmowane nawet w dobrej wierze, utrudniają dziecku płci męskiej, budowanie męskiej osobowości i modelu męskiego postępowania.

          Nie ma jednej scieżki zarówno w "kastrowaniu" jak i w reakcji na "kastrowanie". Teorie postfreudowskie sa nie weryfikowalne, natomiast jakąś dawkę prawdy w sobie mają- cos jak legendy.

          ;)
          • aandzia43 Re: Kastrująca matka 10.03.11, 00:29
            > To chyba taki rodzic, ktory swoim postepowaniem wychowawczym, tępi w swoim synu
            > cechy, ktore konstytuują go jako męzczyznę.

            Też mi się tak wydaje.
            • urquhart Re:Kastrująca matka-miłość do dziecka najważniesza 10.03.11, 07:19
              aandzia43 napisała:
              > > cechy, ktore konstytuują go jako męzczyznę.
              > Też mi się tak wydaje.

              Przywiązuje się do swojej miłości do dziecka jako najważniejszego doświadczenia w życiu tak że chce zachować relację matka-dziecko i rolę opiekunki jak najdłużej, dojrzewanie samodzielność jest da niej podświadomym zagrożeniem.

              Nadopiekuńcza zabija odpowiedzialność i samodzielność. Nadmiernie krytyczna poczucie wartości siły i motywację i determinację. Silna osobowość? Jezeli nie wyżywa się na mężu to najczęściej połączenie pierwszego przypadku z drugim wychodzi. :)
              Do tego dochodzi obciążanie własnymi rozczarowaniami, frustracjami i fobiami: izolowanie i deprecjonowanie świata "złych" mężczyzn.

              Przy czym wykastrowanie (męskich cech) to nie tylko ciapowatość i słabość ale znacznie częstsze pozbawienie poczucia odpowiedzialności (syndrom Piotrusia Pana - wieczne dziecko)
    • czerwony.poll74 Kawał pasujący do tematu 10.03.11, 12:27
      Chłopiec ok. 5 lat jedzie na rowerze i cały czas zwraca się do swojego rowerka. "Lowelku jedź", "Lowelku stój", przechodzi obok starsza pani, pochyla się nad chłopcem kiwa głową i powiada. "Taki duży chłopiec i nie wymawia R". A chłopiec na to "Spierdalaj stara kurwo!, A ty lowelku jedź"
    • vergaa Re: Kastrująca matka 10.03.11, 16:35
      do sisi

      mnie np tata chyba troszke odkobiecal
      pewnie sam chcial syna, a tu dwie cory
      starsza trzymala sie z mama, takie przyjacioleczki, a ja zostawalam w domu z tata, gdy one sobie szly na spacer
      bolalo, ale przez to tez chcialam sie przypodobac tacie, wiec uczylam sie matmy, fizyki, rysowalam z nim rysunki techniczne, majsterkowalam, kladlam tapety, rozwiazywalam zagadki, ktore mi dawal, ogladalam mecze, nauczylam sie plywac, jezdzic na rowerze, zeglowac, sama jezdzic na obozy, w odlegle czesci swiata, zeby zaimponowac
      wszystko co kobiece mnei brzydzilo
      jednoczesnie nigdy tata nie traktowal mnie jak dziewczynke, prezenciki, przytulanki, kwiatki na dzien kobiet, nic z tego...
      od matki i kobiecosci uciekalam, ukrywalam sie, ze mam okres, o niczym nie chcialam rozmawiac, nie lubilam nagosci u kobiet, wolalam trzymac sie z facetami...kobiety uwazalam za glupie
      czy to krzywda...? moze tak, pod pewnymi wzgledami

      teraz ja mam tendencje do kastrowania mezczyzn :) i jak sie nie zlapie za reke albo nie ugryze w jezyk to juz chcemu jednemu i drugiemu pokazac, ze ogolnie nie jest mi do niczego potrzebny i moze pocalowac w....
      • watermelon_woman Re: Kastrująca matka 10.03.11, 19:45
        Ja tez mialam takiego "maskulinizujacego" mnie ojca. W sumie po latach zdalam sobie sprawe, ze bylam wychowywana jak najstarszy syn.

        Mysle, ze dla dziewczyny to moze byc latwiejsze, bo jednak te stereotypowe cechy meskie (np. niezaleznosc, zaradnosc, ambicja, nie unikanie konkurencji) moga sie dobrze sprawdzac w zyciu zawodowym. U mnie tak jest i chyba w pracy mi to pomaga.

        Z drugiej strony z tego dziwnego, niekobiecego wychowania wynika wiele problemow. Tak samo jak vergaa przeszlam etap braku szacunku dla kobiet - ojciec mnie uczyl, ze kobiece cechy nie sa go godne. Dlugo nie umialam nawiazac dobrych kontaktow z innymi kobietami, nie mialam przyjaciolek.

        Gorsze bylo to, ze kiedy zaczela sie u mnie pojawiac swiadomosc kobiecosci, w poznym wieku nastoletnim, stracilam szacunek do samej siebie. Pamietam takie przerazajace uczucie wstydu, kiedy ktos mial zobaczyc mnie np. w bikini, na basenie itp.

        W zwiazkach tak jak pisze vergaa, dlugo nie umialam nie kastrowac facetow. W zwiazku z tym przyciagalam roznych gamoni, ktorzy szukali "mamusi", po czym natychmiast tracilam do nich szacunek.

        Pomogla terapia, a z ojcem rozmawiam raz na ok. pol roku i uwazam, ze tak jest zdrowo.
        • efi-efi Re: Kastrująca matka 11.03.11, 15:13
          Ja się spotkałam z przypadkiem gdy matka dorastającemu synowi cały czas wpajała przekonanie, że wszystkie dziewczyny chcą go wykorzystać (sic!).
          Chłopak dorastał sobie , atrakcyjny fizycznie i towarzysko, dziewczyn kręciło się pełno, ale wszelkich sytuacji łóżkowych unikał. W końcu po latach chodzenia ożenił się z jakąś wytrwałą, spłodził dziecko, pokłócił się z żoną , ta się wyprowadziła w złości i kiedy próbowali się pogodzić w łóżku , wpadła mamuśka chłopaka , chwyciła żonę syna za włosy i ją wywlekła z domu wyzywając od kurew :)
          Ideałem tejże mamusi byłby stan kiedy synuś do końca życia mieszkałby z nią .

          To chyba jest przykład ekstremalnie kastrującej matki.
          • sisi_kecz Re: Kastrująca matka 11.03.11, 15:21
            > Ideałem tejże mamusi byłby stan kiedy synuś do końca życia mieszkałby z nią .
            >
            > To chyba jest przykład ekstremalnie kastrującej matki.'

            To chyba raczej zaborcza matka.
            W dodatku porypało jej sie i zamiast układu matka-syn, widzi układ kobieta-mężczyzna, więc jest zazdrosna o tę drugą.

            pozdro!
        • sisi_kecz Re: Kastrująca matka 11.03.11, 15:16
          Dzieki wielkie, vergaa i watermelon_woman:)

          Mysle, ze dla dziewczyny to moze byc latwiejsze, bo jednak te stereotypowe cech
          > y meskie (np. niezaleznosc, zaradnosc, ambicja, nie unikanie konkurencji) moga
          > sie dobrze sprawdzac w zyciu zawodowym.'

          Na polu zawodowym moga sie dobrze sprawdzać, w koncu to nadal męski świat, nie licząć przdszkoli i żywienia zbiorowego ;)


          Tak samo jak vergaa przeszlam etap braku szacunku dla kobiet - ojciec mnie u
          > czyl, ze kobiece cechy nie sa go godne.'

          Czy jest zatem wspólna cechą matki kastrującej i ojca maskulizującego, że nie lubią przeciwnej płci?

          W zwiazkach tak jak pisze vergaa, dlugo nie umialam nie kastrowac facetow. '

          Miotają sie takie córki. Najpierw nie lubią kobiet i kobiecości, potem walczą z mężczyznami i ich męskością.

          Pomogla terapia, a z ojcem rozmawiam raz na ok. pol roku i uwazam, ze tak jest
          > zdrowo.'

          Opcja jak u spelunki. On też przeszedł terapię i zamieszkał z daleka od matki.

          Kontaktu unika dla psychicznego spokoju.

          A jego siostra "kastruje" swojego synka.
          Masz brata, który ma córkę?

          duze pozdro!!!
          • watermelon_woman Re: Kastrująca matka 11.03.11, 22:26
            Nie mam brata z corka, mam siostre, ktora ma syna ;) wiec wszelkie podobienstwo jest czysto przypadkowe.

            Wydaje mi sie, ze rzeczywiscie i kastrujaca matka i "maskulinizujacy" ojciec nie lubia plci przeciwnej. Pewnie wynika to z tego, ze "tepia" u dziecka cechy ktorych sie boja, albo ktorych nie szanuja. Zreszto to wyszlo mi bardzo wyraznie w terapii. Moj ojciec rownoczesnie byl bardzo uwodzicielski wobec kobiet (zwlaszcza w obecnosci mojej mamy) i bylo jasne ze jest to forma agresji.

            Jest chyba jeszcze jedna wspolna cecha, ale nie wiem jak ja nazwac - polega na poczuciu nieomylnosci i checi kontroli. Taka matka albo ojciec sa swiecie przekonani, ze najlepiej wiedza, co dla ich dziecka jest najlepsze, a to kastrowanie, albo maskulinizowanie sprowadza sie do ograniczania swobodnego wyrazania cech osobowosci zwiazanych z plcia.

            Jak widac, ja o tym mowie dosc spokojnie, bo jestem po dlugiej terapii, ale to naprawde nie sa latwe sprawy i ciesze sie, ze udalo mi sie uwolnic od tych chorych schematow. Sisi, z tego co piszesz, spelunce tez sie udalo :) Mam nadzieje, ze vergaa tez sobie z tym poradzilas, albo jestes na dobrej drodze.

            Ogolnie uwazam, ze im wiecej wolnosci, zwlaszcza w takiej ekspresji genderowej, ale tez kazdej innej, tym lepiej. I - a propos tematu forum - seks lepszy ;)
          • watermelon_woman Re: Kastrująca matka 11.03.11, 22:28
            I jeszcze jedna rzecz o ktorej chcialam napisac - odnosnie miotania sie takich dzieci.

            Najgorsze jest to, ze to niesamowicie wplywa na samoocene. No bo przeciez jak taki syn albo corka moga cenic samego siebie, jesli jeden z rodzicow, czyli niesamowicie wazna osoba, nie ceni jednej z najwazniejszych ich cech, tzn. plci?

            To wlasnie bylo dla mnie najtrudniejsze i mysle, ze gdybym miala miec o cos zal, to wlasnie o to. W sumie caly czas nad tym pracuje.
            • sisi_kecz Re: Kastrująca matka 11.03.11, 22:52
              watermelon_woman napisała:

              > I jeszcze jedna rzecz o ktorej chcialam napisac - odnosnie miotania sie takich
              > dzieci.'

              Raczej chidzilo mi o to, ze najpierw jako dziewczynka nie lubilas kobiecosci, a potem jako kobieta zwalczalas swojego mezczyzne.
              Tego mechanizmu nie rozumiem. A bylo tak i u Ciebie i u vergii, wiec jest cos na rzeczy.

              A jeszcze jedno mnie zdziwilo.
              Twoi rodzice podzielili sie dziecmi?
              Mama wziela starszą siostre pod skrzydla, a tato wział to mlodsze, co mialo byc chlopcem- czyli Ciebie :)
              Jakis dziwny uklad w ogóle.

              A potem i tak nie rozumieją, dlaczego dorosłe dziecko chodzi na terapię.

              duze podro!!!
              • back2bz Re: Kastrująca matka 12.03.11, 15:34
                Czytam ten zwiazek z duza uwaga. Pisac bym mogla duzo. Za duzo ;) Sprobuje skrocic, ale i tak sorki za dlugosc :)...

                sisi_kecz napisała:

                > Raczej chidzilo mi o to, ze najpierw jako dziewczynka nie lubilas kobiecosci, a
                > potem jako kobieta zwalczalas swojego mezczyzne.
                > Tego mechanizmu nie rozumiem. A bylo tak i u Ciebie i u vergii, wiec jest cos n
                > a rzeczy.

                1. "Kastrowac" matka moze i syna, i corke.
                Robila to (skutecznie) moja babcia ze strony mamy w stosunku do swojej trojki dzieci.
                Jedna jej corka uciekla w depresje, druga - moja mama - skopiowala zachowanie swojej matki, a syn uciekl w alkoholizm. Chyba zadne z wnukow babci nie mialo "normalnego" dziecinstwa...

                2. Wplyw "maskulinujacego" ojca na dziewczynke tez moze byc duzy. Mysle, ze tak samo duzy, jak i "nieobecnego" ojca.
                Jako ze moja mama duuuzo lepiej traktowala mojego mlodszego brata, wiec mnie "ostal sie" ojciec. Akceptacje jego dostawalam tylko, gdy bylam dobra wtedy, gdy mialam byc dobra, i posluszna (=cicha) we wszystkich innych momentach. Rozmowy o uczuciach, oczekiwaniach wobec niego, placz, "kobiece" tematy, kwestionowanie jego pogladow, osiagniec, osoby, niespelnienie jego oczekiwan etc prowadzilo do tego, ze wycofywal sie psychicznie (w moim przypadku tak sie stalo jak spadlam z 5 na 3 z matmy - przestalam praktycznie istniec... dzis podejrzewam, ze to byl tylko pretekst, bo mu sie zdazyla znudzic dziewczynka psychicznie na nim wiszaca (1) ). Jak mialam 15 lat, wyprowadzil sie do wieloletniej - kolejnej - kochanki (twierdzac, ze zona ogranicza jego rozwoj) i praktycznie zniknal z mojego (naszego) zycia.

                I odnosnie Twojego sformulowania powyzej:
                Dlugo nie akceptowalam siebie jako dziewczynki/nastolatki, i z powodu ojca (1), i dlatego, ze paranoicznie balam sie byc podobna do matki i babci (BARDZO dominujace i kastrujace kobiety, wg mojej definicji tego pojecia). Do tego stopnia, ze nawet kolor wlosow zmienilam, i odrzucilam mamy sposob ubierania i zachowywania sie (a jest ona, do dzis, kobieta bardzo "kobieca" i odbierana jako szykowna, elegancka i seksowna). Zreszta zdaniem matki i tak bylam "niezgrabna i nietaktowna", wiec nawet nie probowalam byc inna (wtedy; obecnie jest mi obojetne, jakie ma zdanie na moj temat :)). Moja mama byla duzo lepszym "psychologiem" dla moich znajomych ze szkoly, niz dla wlasnych dzieci...

                Zostalo mi tez - niestety - ze bardzo czesto nie cenie "kobiecych" kobiet i ich zainteresowan. Zbyt wysoki glos w moich oczach niemal z gory dyskwalifikuje dana kobiete. Jestem tego swiadoma i walcze z tym.

                Jak traktuje mezczyzn? Akurat z tego schematu sie czesciowo wyzwolilam, choc mi towarzyszyl przez wiele lat. Nadal nie umiem "szanowac" mezczyzn, ktorzy nie szanuja swojej partnerki/kobiet ogolnie (czyli robia to, co robil moj ojciec: flirtuja z innymi w towarzystwie, wysmiewaja sie z zony, ponizaja komentarzami, sprowadzaja zone do roli kuchty, oficjalnie sie prowadzaja po miescie z kochanka etc), ale ich nie przyciagam, ani nie "niszcze", jak spotkam (ale tez unikam blizszych kontaktow z takimi osobami).

                Od wielu juz lat tworze - mimo tych ww elementow - stabilny zwiazek z fantastycznym facetem (typ dominujacy, ale jakos inaczej :)), mamy trojke dzieci, nad ktorych rozwojem pracujemy wspolnie. Maz wie o moich strachach i obciazeniach (wyzywanie sie na dzieciach, niszczenie ich indywidualnosci, narzucanie zdania, bicie, odrzucanie psychiczne przy innej opinii etc), ja wiem o jego - i staramy sie nawzajem pilnowac, zeby tych elementow naszych wzorcow, ktorych sami nie akceptujemy, nie przenosic na nastepne pokolenie.
                A jak widze, jak moj maz siedzi z synem i mu tlumaczy rozne rzeczy, np. matematyke, czy decyzje polityczne, i ile ma cierpliwosci, i zrozumienia, i ochoty na to, i jakie fajne metody nauki wymysla, jesli wczesniejsze nie zdaja egzaminu... a potem razem z dziecmi odkurza i myje podlogi, uczac ich rowniez innych "elementow codziennego zycia", to naprawde sie ciesze, ze udalo mi sie zapewnic moim dzieciom ojca, dla ktorego one sa *naprawde* wazne.


                (1) W rodzinie mojego ojca "nie ceni" sie dziewczyn/kobiet do tego stopnia, ze ja po moim slubie (=wprowadzenie do rodziny mezczyzny) oraz po urodzeniu syna, dostawalam od mojego dziadka ze strony ojca kupe kasy, podczas gdy slub mojego brata (=wprowadzenie do rodziny kobiety), oraz pojawienie sie na swiecie ich corki, zostalo calkowicie przemilczane...

                > A jeszcze jedno mnie zdziwilo.
                > Twoi rodzice podzielili sie dziecmi? (...)
                > Jakis dziwny uklad w ogóle.

                U mnie tez tak bylo.

                > A potem i tak nie rozumieją, dlaczego dorosłe dziecko chodzi na terapię.

                Wiesz co ja robie? Co najmniej raz w miesiacu (czasem zdecydowanie czesciej, jesli ktos w rodzinie odczuwa taka potrzebe) robie "briefing" z dziecmi, co im sie podoba w naszych wzajemnych kontaktach, a co nie, co chca, zebym zmienila z mojej strony, czego ja/my oczekujemy od nich...
                To, jaka jestem matka, oceniac beda dopiero moje dzieci... Popelniam pewnie duzo bledow kazdego dnia - ale staram sie przynajmniej unikac tych, ktore pamietam jako szczegolnie bolesne z mojego wlasnego dziecinstwa. Innych zapewnie nie jestem (jeszcze) swiadoma. Ale nauczylam moje dzieci ODWAGI w mowieniu mi i innym, co im sie nie podoba, i mam nadzieje, ze jak cos zacznie byc "nie tak", to bede miala odwage to przyjac, przemyslec, przeprosic i obiecac poprawe, i dotrzymac zdania...
                • niewadzibridge emocjonalna dyktatura 21.03.11, 16:02
                  Zgadzam się z back2bz, że podobnych niszczących zachowań ze strony rodziców mogą doświadczać dzieci obojga płci. Nie wiem, czy psychologia nadal uważa termin "kastrująca matka" za bardzo fortunny, o ile w ogóle go jeszcze używa. Sprowadzanie wszystkiego do seksu i ról seksualnych, a przecież odwołanie się do "kastracji" to zakłada, chyba dawno jest passé :)

                  "Maskulinizacja" psychiczna czy też emocjonalna dziewczynek przez ojców może się wydawać mniej obciążająca niż uciapowatowienie ;) chłopców, o ile ta "maskulinizacja" oznacza wytwarzanie w dziewczynce przekonania, że aktywność i przedsiębiorczość będzie nagradzana. Niestety, jeśli pokutujące w opisanych w tym wątku "maskulinizujących córki" mężczyznach przekonanie, że kobiety jako takie są gorszym typem człowieka, zostaje przekazane córce, to również czyni w niej spustoszenia.

                  Idealnie byłoby, gdybyśmy wszyscy od dziecka byli traktowani jak odrębne istoty, których wewnętrzny świat należy szanować, jednak trudno być tak "hojnym" wobec innych jeśli samemu się w dzieciństwie nie doświadczyło szacunku, a w Polsce to chyba problem 90% pokolenia rodziców dzieci w tej chwili wchodzących w dorosłość; o starszych już nawet nie wspomnę. Tak więc większość naszego dorosłego społeczeństwa miota się usiłując albo wpisać się w schematy które faworyzowali rodzice, albo wyrwać się z tyranii schematów.

                  Socjalizację dziecka często jeszcze zastępuje nieuświadomiona emocjonalna dyktatura, niestety.
      • fogohogo Re: Kastrująca matka 12.03.11, 21:53
        ........drugi!!!!!!!!.......na ochotnika....
    • bob_arctor Wywoływanie poczucia winy 12.03.11, 13:17
      Jest także jedną z żelaznych pozycją w repertuarze "kastrującej matki, która uwielbia tłumienie prób samodzielności szantażem emocjonalnym: mamusia tak się dla ciebie stara a ty robisz jej przykrość postępując tak i tak, mamusi będzie strasznie przykro, jeśli ci się coś stanie etc.
      Szacunek za to pytanie, powodzenia w wychowaniu syna na porządnego gościa.
      Pozdrawiam
      • damiann_38 Mówienie mu, że jest pierdołą 12.03.11, 15:36
        ogólnie krytykowanie i zabijanie w nim poczucia własnej wartości
    • berta-live Re: Kastrująca matka 12.03.11, 22:27
      Wymyślone pojęcie. Nie ma czegoś takiego jak kastrująca matka, są tylko pierdołowate dzieci. A pierdołowatość jest uwarunkowana genetycznie i obawiam się, nieuleczalna.

      Dziecko, które w wieku 2 lat nie potrafi na tekst matki "Józiu nie idź na plac zabaw, bo cię pedofil zgwałci", odpowiedzieć "no to mnie zgwałci" i iść się bawić, nie będzie potrafiło w wieku 5 lat na tekst "Józiu nie jeździj rowerkiem z kolegami po osiedlu bo cię pedofil wsadzi do czarnej wołgi, wywiezie do lasu i zgwałci" odpowiedzieć " to mnie zgwałci" i jeździć dalej. Nie będzie też potrafiło w wieku szkolnym na tekst matki "Józiu nie idź na noc spać do kolegi bo wejdzie wam przez okno pedofil i was zgwałci", powiedzieć "no to nas zgwałci" i iść spać do kolegi, ani w wieku nastoletnim nie będzie umiało na tekst "Józiu nie idź na dyskotekę, bo ci wsypią pigułkę gwałtu do piwa, zgwałcą i wsadzą filmik na youtuba", powiedzieć "no to mnie zgwałcą" i iść potańczyć. Nie będzie też potrafił na tekst "Józiu, nie jedź pod te namioty, bo cię koleżanka upije na dziecko i na dziecko złapie", powiedzieć, no to mnie złapie i pojechać. Ani w wieku późniejszym na tekst "Józiu, nie żeń się z nią, bo to ostatnia latawica i będzie cię zdradzać", powiedzieć, no to będzie zdradzać i ożenić się.

      Nie mówiąc o tym, że same dzieci wymuszają nadopiekuńczość na swoich matkach. A przy okazji kompletny brak szacunku do siebie. Bo nawet własna matka nie będzie szanować kogoś, kto nie potrafi walnąć pięścią w stół i samodzielnie zadbać o siebie. A nie da się zostawić samego sobie kogoś, kto jest kompletną lebiegą. Jak wejdzie do piaskownicy to murowanie mu oczy zasypią piachem i zniszczą zabawki. Jak pójdzie na plac zabaw, to go nie wpuszczą na żadną huśtawkę ani zjeżdżalnię. Jak pójdzie do szkoły, to będzie w kiblu innym zadania odrabiał i oddawał swoje kanapki. Jak mu się zrobi gorąco to nie wpadnie na to, żeby zdjąć czapkę, tylko się spoci a potem złapie po raz n-ty zapalenie płuc i to matka będzie go musiała po nocach kurować.
      • robotnikbudowlany Re: Kastrująca matka 12.03.11, 23:31
        Wiekszych absurdow juz dawno nie czytalem. Oczywiscie ze termin 'kastrujacej matki' jak najbardziej istnieje chocby w psychologii. To slowem wstepu. Poza tym z doswiadczenia znam osoby bedace ofiarami takich matek, potrafie wiec ujrzec ogrom wyrzadzonych przez takie 'matki' szkod.

        Twoje rady tez sa kompletnie oderwane od rzeczywistosci. W moim domu jakbym sie tak choc raz odezwal do matki lub ojca, to bym zebow nie nie doliczyl. W moim domu dzieci i ryby glosu nie mialy, i zaloze sie ze nie tylko w moim.

        Poza tym zamieniasz role dziecko-rodzic, czyli promujesz nowe patologie. To rodzic decyduje czy bedzie nadopiekunczy, nie dziecko. Jak dziecko wymusza w sklepie slodycze, to tez wykupujesz caly supermarket? Watpie.

        Dziecko sie zachowuje tak, jak go naucza - swiadomie lub nie - rodzice. Jak go nie szanuja, czy nie pozwola miec wlasnego zdania, to potem beda mu ludzie piaskiem w oczy sypac - nie tylko w piaskownicy.

        Wiecej realizmu zyciowego zycze.

        • berta-live Re: Kastrująca matka 13.03.11, 00:05
          Dziecko to też nie jakaś totalna niemota, która nie potrafi o siebie zadbać. Rodzi się z określoną osobowością i cechami charakteru i nie sposób tego zmienić. Czyli albo jest dupowate i od urodzenia tańczy jak mu zagrają, albo ma jaja i żyje po swojemu. Jak jest dupowate, to każdy rodzic będzie dla niego nadopiekuńczy i kastrujący a jak ma jaja, to żaden nie będzie wobec niego kastrujący i nadopiekuńczy, bo mu na to nie pozwoli.
          • aionn Re: berta-live 13.03.11, 04:05
            Po przeczytaniu Twoich wypowiedzi odnoszę wrażenie, że temat "kastrującej matki" bardzo Cię zirytował.
            Piszesz, że dziecko "rodzi się z określoną osobowością i cechami charakteru": to nie do końca tak - rodzi się z p r e d y s p o z y c j a m i , np. genetycznymi - ale osobowość i cechy charakteru ukształtują się dopiero w kontakcie z rodzicami w pierwszych latach życia (niektórzy psychologowie sądzą że nawet w pierwszych tygodniach i miesiącach życia) - a więc wszystko, co jako matka zrobisz i powiesz - ma znaczenie....
            Piszesz dalej: "Jak jest dupowate, to każdy rodzic będzie dla niego nadopiekuńczy i kastrujący..." - już samo użycie przez Ciebie poniżającego określenia "dupowate" wobec dziecka np. strachliwego i niestabilnego emocjonalnie - pokazuje Twój negatywny stosunek do kogoś kto się np. boi. Czy gardzisz strachem? Dlaczego? (strach to ludzka rzecz). To nieprawda że gdy dziecko jest lękliwe, każdy rodzic będzie wobec niego kastrujący - będzie taki tylko ten, który j e s t kastrujący (np. z powodu doświadczeń z w ł a s n y m i rodzicami:)
            Piszesz dalej: "...a jak ma jaja, to żaden (rodzic) nie będzie wobec niego kastrujący i nadopiekuńczy, bo (dziecko) mu na to nie pozwoli..." - małe dziecko, nawet gdy "ma jaja", jest tylko małym dzieckiem, znajdującym się na łasce i niełasce rodziców, niestety. Myślę że nawet dziecko które, jak to określasz "ma jaja", gdy trafi na zaburzonych rodziców, może zostać złamane, wykastrowane psychicznie. Ale oczywiście masz dużo racji, lękliwe dziecko prowokuje zachowania zmierzające do psychicznej kastracji, a stabilne dziecko - samo siebie chroni przed nimi.
            Pozdrawiam
            • berta-live Re: berta-live 13.03.11, 17:14
              Faktycznie "dupowate" to niezbyt fortunne określenie dziecka, natomiast sens mojej wypowiedzi był taki, że osoby słabsze psychiczne, czy mniej zaradne życiowo, częściej padają ofiarami przemocy. I to niekoniecznie muszą trafić na jakiś poważnie zaburzonych rodziców.

              W zasadzie większość rodziców, jak tylko dziecko im na to "pozwoli" to będą to rodzice nadopiekuńczy i kastrujący. Sama relacja pan i władca absolutny vs ubezwłasnowolnione i w 100% uzależnione od niego dziecko, sprzyja powstawaniu patologii. A potem robi się błędne koło.

              W naszej tradycji mężczyzna, nawet ten mały, to ma być macho, który jak czołg brnie przez życie, nie zważając na przeciwności a nie mazgaj, który nie dość, że musi korzystać z pomocy innych, to jeszcze pozwala sobą manipulować. No i jak się trafi mazgaj, to zamiast współczucia, wzbudza agresję. I to agresję pod różnymi postaciami i w różnym nasileniu. Od delikatnych żartów, po chamskie kpiny w żywe oczy, aż do obrażania, wyzwisk i fizycznej agresji. Ten sam mechanizm stoi u podłoża agresji kobiet w stosunku do dorosłych partnerów. Mężowie będący ofiarami przemocy w rodzinie to często osoby, które są słabe psychicznie i mają kłopoty w sprostaniu stereotypowej roli głowy rodziny.
          • sisi_kecz Re: Kastrująca matka 13.03.11, 15:34
            Jak jest dupowate, to każdy rodzic będzie dla niego nadopiekuń
            > czy i kastrujący a jak ma jaja, to żaden nie będzie wobec niego kastrujący '

            Wkurzają Cie ludzie słabsi, wrażliwi albo wycofani?
            Masz ochotę im nakopać?

            Głoś się do nazistów,
            albo na terapię.
    • eas_y Re: Kastrująca matka 12.03.11, 23:01
      ja mam taką szefową. jej syn ma 21 lat. ONA:
      1. załatwiała mu prawko-jakos tam zdał,
      2. studia-zrezygnował po pierwszym semestrze,chociaż mama osobiscie dzwoniła i załatwiała sprawy w szkole
      3. załatwiła mu pierwszą pracę(stanowisko woźnego),
      4. opieprzyła pierwszą laskę że nie chciała się z synkiem umówić...
      5. za rączkę poszła z synkiem do lekarza bo go brzusio bolało
      6. daje kase na wiekszosc wydatków
      7. pierze, gotuje itd.
      wnioski: ON TO LUBI, ONA TO LUBI, NIE WIDZĄ W TYM NIC DZIWNEGO, A ŚMIEJĄ SIĘ WSZYSCY NA OKOŁO I JEST WESOŁO :)
    • kryptopatolog oj kastrują matki, kastrują.....!!!! 13.03.11, 00:07
      jesteś matką SYNA. a to już różnica.

      matki kastrują córki i kastrują synów. zupełnie inne zjawisko.


      kastrowany syn - warunek konieczny - chore relacje z ojcem/mężem. ojcem syna, mężem matki. nie zaspokaja on jej potrzeb (zwłaszcza seksualnych), przez co uczucia kobieta ta zaczyna pokładać w synu. staje się on de facto mężem. opcja "lite" jest taka, że chłopaczyna taki będzie słabą jednostką, szukającą w swoim życiu nowej mamy. że w pewnym momencie (lat 14-15-16) matka odcina pępowinę, o 10 lat za późno, i taka chłopaczyna potrzebuje nowej mamusi. i szuka kobiet starszych, po przejściach, albo silnych, i jest takim toksycznym dodatkiem do nich, które to traktują go jak śmiecia i narzekają na niego, bo przecież nie zaspokaja ich, taka cipka, taka sierotka, takie nic.... (to ich słowa, nie moje, jakby co).

      wersja "hard" jest taka, że chłopiec taki jest w ogóle niezdolny do jakichkolwiek związków z kobietą, zostaje gejem, albo starym kawalerem, jego partnerką jest matka co jest zaborcza, zawistna, zazdrosna o wszystkich i wszystko. często i o koleżanki i o kolegów, po prostu jest Bogiem i żoną swojego syna. i koniec. i choć brzmi to strasznie, brzmi to jak to ja bym się nadawał do leczenia.... niestety takie sytuacje się zdarzają i to jest kilkuprocentowa statystyka, wiele tysięcy przypadków w stali kraju...

      kastrowane córki? jeszcze częściej. wychowywane na swoje przyszłe służące, pisałem o tym wielokrotnie nie chce mi się powtarzać. nie jesteś matką córki więc sobie daruję.


      w każdym razie, jak masz udany seks, z ojcem dziecka lub innym facetem, raczej nie ma się co bać. jak nie patrzysz na swojego syna ani jak na swoją zdobycz, ani jak na swoją własność ani jak na "swoje ciasteczko" - cóż, nie wykastrujesz go i nie masz się co martwić. w przeciwnym razie - zasięgnij porady u specjalisty.

      • royal_pl Re: oj kastrują matki, kastrują.....!!!! 13.03.11, 09:23
        > i szuka kobiet starsz
        > ych, po przejściach, albo silnych, i jest takim toksycznym dodatkiem do nich, k
        > tóre to traktują go jak śmiecia i narzekają na niego, bo przecież nie zaspokaja
        > ich, taka cipka, taka sierotka, takie nic.... (to ich słowa, nie moje, jakby c
        > o).

        Albo przeciwnie szuka kobiet młodszych, w pewnym sensie słabszych od niego (np. finansowo), aby mieć nad nią poczucie przewagę i tym samym odsunąć zagrożenie, że kobieta będzie chciała zdominować go jak matka. Gdy jego partnerka "dojrzewa", tj. staje się bardziej niezależna albo pojawia się dziecko i partnerka zaczyna stawiać wymagania, to taki facet wymienią ją natychmiast na inny model. Taki facet będzie całe życie skakać z kwiatka na kwiatka, preferując coraz to młodsze kobiety.
      • sisi_kecz Specjalisty się naszły, m00nlight ratuj! 13.03.11, 15:05
        > matki kastrują córki i kastrują synów. zupełnie inne zjawisko.'

        opcja "lite" jest taka,'

        -i choć brzmi to strasznie, brzmi to jak to ja bym się nadawał do leczenia.... n
        > iestety takie sytuacje się zdarzają '

        kastrowane córki? jeszcze częściej. wychowywane na swoje przyszłe służące, pisa
        > łem o tym wielokrotnie nie chce mi się powtarzać'

        i Bogu niech będą dzięki !

        ;)

        -
        Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
        John Gray
    • yoric Re: Kastrująca matka 13.03.11, 15:47
      Poziom wypowiedzi każe przypuszczać, że link do wątku przebywał na głównej stronie Gazety.

      > Oczywiscie ze termin 'kastrujacej matki' jak najbardziej istnieje chocby w psychologii.

      aż zajrzałem do Googla, żeby znaleźć tych gigantów mysli psychologicznej. Owszem, na upartego to można się tego terminu dogrzebać, ale we *freudowskiej krytyce literackiej*...

      > kastrowany syn - warunek konieczny - chore relacje... [itd. itp.]
      > Albo przeciwnie szuka kobiet młodszych, w pewnym sensie słabszych [itd. itp.]

      Z wątku dowiaduję się, że matka kastrująca to matka dominująca względnie zdominowana, nadopiekuńcza względnie niedoceniająca. Jej relacja z ojcem dziecka jest charakterystyczna, mianowicie podporządkowuje go sobie, wzglęnie jest mu podporządkowana, względnie wychowuje syna sama. Syna matki kastrującej łatwo poznać po tym, że wybiera on partnerki starsze i dominujące, względnie młodsze i podporządkowane, względnie zostaje starym kawalerem; choć istnieje także możliwość zostania gejem.

      Cały czas zastanawiam się, czy to musi być kastrująca matka - czy aby tych wszystkich przypadków dysfunkcjonalnego mężczyzny nie da się wytłumaczyć w jakiś prostszy i logiczniejszy sposób, np. wpływ księżyca albo opętanie przez demona?
      • akira_chan Re: Kastrująca matka 13.03.11, 16:17
        Czyli zimny odczyt naukowy. Jak zresztą większość dyskursów forumowych, czyż nież?
    • brak.slow dwa przypadki 21.03.11, 13:23
      otóż ja znam dwa przypadki z mojego otoczenia i to dość dobrze. faceci tego typu są w moim wieku, mialam okazję dlugo obsewować jak taka relacja wygląda.
      facet.1.
      matka bardzo agresywna, powiedziałabym niezrównoważona psychicznie, nadużywająca wulgaryzmów, krzycząca przy każdej możliwej okazji, wpadająca w furię w zbyle powodu, biła swoje dzieci w dzieciństwie,(córkę i ww syna)
      mąż, czlowiek dobry, zrównowazony mądry, spokojny wytrzymał z nią aż 20 lat i odszedł, córka po maturze wyniosła się daleko od domu, został syn. mozecie sobie wyobrazić jak to wyglądało. matka miala nad nim wszechwładzę. on, jesli chodzi o opis jego osobowości, to wycofany, bardzo spokojny, mówiący cicho, w sumie fajny czlowiek, ale nie potrafiący wziąć swojego życia we własne ręce. trochę pozbawiony ambicji, nie wierzący we własne siły. znalazł sobie dziewczynę i się zaczęło: awantury, wtrącanie się, buntowanie, w koncu agresja wobec tej dziewczyny-wyzwiska, smsy z okresleniami typu "kur/wo" itd dlugo by pisać. związek się rozpadł syn jest spowrotem własnością mamusi.

      facet 2.
      matka władcza tylko wersja soft. matka energiczna, dominująca w związku, ojciec spokojny, nie wtrącacący się, wlasnie ze względu na charakter żony i synowie którzy w porę uświadomili sobie jaki błąd popelnili rodzice, żaden nie daje sobie obecnie w kaszę dmuchać, ale u jednego widać jakie piętno odcisnęło wychowanie matki- duży brak poczucia wlasnej wartosci (w tym seksualnym, związkowym aspekcie), natomiast na innych polach-zawodowym jest ok.

    • coppermind Re: Kastrująca matka 21.03.11, 15:43
      kastrująca matka to taka, która nie akceptując własnej kobiecości
      nieświadomie zazdrości synowi bycia facetem i przez to równie
      nieświadomie walczy o to aby syn nie był mężczyzną.

      Walka odbywa się głównie werbalnie - i polega na wmawianiu, że faceci
      to gnojki, głupki, nieodpowiedzialni itd itd itd.
      Częścią kastrowania jest izolowanie od wzorca męskiego - ojca, wuja,
      normalnych kolegów a dobieranie zidiociałego towarzystwa ciotek i ciot.

      Ogólnie powinno to być karalne podobnie do morderstwa, bo zabija osobowość,
      ale, że prawodawstwo w Babilonie jest równie pokoorwione jak matki,
      to jeszcze trochę na to poczekamy.
      • dorga1 Re: Kastrująca matka 21.03.11, 15:52
        A co jeśli taki wykastrowany synuś i przez swoją nieudolność i zupełne nieradzenie sobie w życiu kastruje swojego własnego syna? A matka i żona żyjąca w stresie, żeby jakoś to wszystko miało szansę przetrwać, miota się na prawo i lewo? Co wtedy z dziećmi? Życie z takim ojcem dobre nie jest, bez niego też. Co lepsze: życie w skrajnej nędzy, bez widoków na przyszłość, czy życie w toksycznej rodzinie?
        • coppermind Re: Kastrująca matka 21.03.11, 16:07
          zapytaj teściowej, bo to ona jest autorką twojej tragedii.

          A tak na poważnie - jedyna droga jest przez obcowanie z normalnymi facetami,
          więc trzeba to aranżować, aż sam spostrzeże, że jednak jest facetem a nie
          cipą mamusi.
    • calineczka_777 Re: Kastrująca matka 21.03.11, 16:06
      Spotkalam w moim zyciu kilku mezczyzn "wykastrowanych" przez matke. I na podstawie moich doswiadczen moge powiedziec, ze podstawowa cecha laczaca ich matki to to, ze byly to kobiety niezadowolone z zycia seksualnego czy w ogole z relacji z mezczyznami: od jednej odszedl maz i to spowodowalo u niej uraz i nienawisc do innych mezczyzn, jedna wyszla za maz, bo byla w ciazy a jeszcze jedna z tych matek wyszla za maz, bo "w tym wieku juz trzeba" za mezczyzne, ktorego nigdy nie kochala, nawet sie nim brzydzila. Jesli masz mezczyzne, ktorego kochasz i szanujesz z wzajemnoscia a i zycie seksualne jest satysfakcjonujace to masz male szanse zostania taka toksyczna matka. A jesli do tego realizujesz sie zawodowo, masz ciekawa prace i lubisz ja to prawdopodobienstwo zostania taka toksyczna matka spada do 0. To taka moja teoria. :-) Wiec jesli nie chcesz byc toksyczna mama to zadbaj o siebie, bys byla zadowolona ze swojego zycia.
      Jakie zachowania "kastruja" syna? Wg mnie:
      1) Przedstawianie swiata mezczyzn i seksu jako cos brudnego, zagrazajacego;
      2) Trzymanie syna z dala od swiata mezczyzn, czyli od "zlych" kolegow, od zabaw gdzie moze sie pobrudzic czy nauczyc przeklenstw, od "niebezpiecznych" wg takiej mamy sportow -ogolnie syn nie ma nic do powiedzenia, to mama mu mowi jakie hobby powinien miec
      3) Trzymanie go na sile w swiecie starszych kobiet: syn siedzi z mama, ciotka czy babcia - czesto w srodowisku zdewocialym, w ktorym wiele kobiet jest samotna.
      4) Psychomanipulacja: granie na poczuciu winy, wmawianie ze tylko mama chce dla niego najlepiej, badz granie chorej, potrzebujacej pomocy syna. Tak to obserwowalam u tych znajomych.
Pełna wersja