a u nas to jest tak

14.03.11, 16:45
10 lat w związku, dwuletnie dziecko. Mąż chce seksu często i zgłasza zastrzeżenia najczęściej jak się kłócimy o coś innego - tzn wywleka temat seksu jak się na przykład kłócimy o podział obowiązków. Tak normalnie przyjść i pogadać to nie przyjdzie.

Ja też generalnie chcę i lubię (zawsze lubiłam) i w ogóle, tylko że:
1) jak się nie kąpie codziennie to nie chcę
2) jak nie myje zębów to nie chcę
3) jak wypił cztery piwa, a ja żadnego, to nie chcę (jak ja też piję to jest inna inszość)
4) jak się zajmuję pracą (dużo odpowiedzialnej pracy), gotowaniem, zakupami, prasowaniem, praniem, rachunkami i padam na pysk to nie chcę
5) jak małżonek spędza pięć wieczorów w swojej norze z heroesami i piątego wieczora przychodzi po kolejnej sesji do mnie to ja nie chcę
6) no i najgorsze, chociaż ogólne i mało konkretne - jak przestaję w nim widzieć faceta, który mi imponuje, który robi na mnie wrażenie - to nie chcę

W praktyce się to kończy seksem max raz w tygodniu.
Jestem dziwna, czy nie?
    • beyon Re: a u nas to jest tak 14.03.11, 17:58
      dziwna nie jesteś ;-)
      Z brudnym facetem to mało przyjemne , chyba ze gdziś w buszu , albo w przypływie dzikiej namietności. Generalnie kobiety potrzebuja atmosfery która rozwija sie w zależności od temperamentu, a nie faceta który siedział przy kompie i po wyjściu mówi choć bzyknę cie (choc przyznaje ze czasem na mnie to działa). Chyba wasz propblem generalnie polega na braku komunikacji w tej sferze, bo oprócz robienia to moim zdaniem o sexie trzeba gadać, co taż bardzo nakręca atmosfere. A wiesz co moze poprosu jak przyjdzie do ciebie następnym razem to mu to przeczytaj co tu napisałaś ;-)))
      • jaccaranda Re: a u nas to jest tak 22.03.11, 09:09
        Ciekawy temat. Myślę, że Twój facet rzeczywiście - może już nie czuje się super-facetem, nie ma już 20 lat, osiadł na mieliźnie. Gdyby znów poczuł się męski, pożądany, silny pewnie odżyłoby Wasze życie seksualne.
        Dla swojego mężczyzny - owszem, jestem w stanie być czasem słaba i prosić o pomoc w najdrobniejszych nawet sprawach, mimo że właściwie jestem samowystarczalna. I w związku nie szukam hydrauliko-wkrętarko-kierowco-tragarza, tylko partnera do rozmowy, wspólnego spędzania czasu i seksu.
        Ale w głębi duszy...irytuje mnie, że facetom trzeba robić jakieś przedstawienie, żeby poczuli się męscy. Jak on mnie nie mówi przez jakiś czas, że ładnie wyglądam, że jestem sexy, innymi słowy nie wzmacnia mojej kobiecości, to ja się czasem upomnę (powiedz mi czy ładnie wyglądam) ale tej kobiecości ostatecznie pójdę szukać sama. Kupę bieliznę, zrobie peeling, zmienię fryzurę, poflirtuję. Wówczas wracam do niego bardziej kobieca w moich własnych oczach, bardziej pewna siebie, pragnąca go.
        Dlaczego mężczyzna nie potrafi sam poradzić sobie z tym, że nie czuje się męski? Dlaczego to ja muszę rezygnować ze swojej siły, którą lubię żeby dodać męskości jemu? Dlaczego pracowitość i przedsiębiorczość kobiety uważane jest za "kastarcję" na jej mężczyźnie?! Czy kiedy on gotuje obiad, ona czuje się mniej kobieco? Nie wydaje mi się. Gdy słyszę, że fajne, wykształcone babki ukrywają przed mężami ile zarabiają, bo oni poczułoby się niemęsko, to ręce mi opadają. Czasy przedszkola chyba za nami...?
        • gruszkasia Re: a u nas to jest tak 22.03.11, 09:45
          jaccaranda napisała:

          Czasy
          > przedszkola chyba za nami...?

          Poczytaj wypowiedzi facetów na tym forum to się zdziwisz :)
        • preethi Re: a u nas to jest tak 22.03.11, 11:59

          No właśnie mam dokładnie takie same mysli. Z jednej strony wiem, że faceci są prości jak budowa cepa i wiem przecież co zrobić żeby się poczuł świetnie i wiem, czego potrzebuje i wiem jak go podejść, żeby dostać to, co chcę, ale z drugiej się wściekam, że są tacy ograniczeni, że tak łatwo ich przejrzeć. A na dodatek im częściej gram w te gierki, tym bardziej tracę szacunek do siebie i do niego - traktuję go jak półmózga, a on się daje tak traktować i jeszcze mu się wydaje, że jest taki fajny. Także nie chcę na siłę udawać idiotki, która sobie nie radzi, bo sobie radzę. Nie chcę go chwalić za wyrzucenie choinki w kwietniu, bo powinien wyrzucić w styczniu i oboje dobrze to wiemy. Pewnie, że jak mnie zaskakuje pozytywnie, to się cieszę i chwalę, bo tak czuję. Ale nie chcę tego robić na siłę.

          Z drugiej strony mnie on na przykład nie chwali, że obiad zrobiłam (a wręcz grymasi bo nie będzie jadł dwa dni z rzędu tego samego, albo co gorsza - przylecę z jęzorem do brody do domu z pracy wcześniej, zrobię pełny obiad, mąż staje w drzwiach, ja zlana potem, a on do mnie mówi - ale ja nie chcę obiadu, bo jadłem u chińczyka... A obiad robię 5-6 razy/tydzień. I kurka dobrze gotuję, wiem o tym.), albo że znalazłam najlepszy kredyt na rynku, albo że dogadałam z teściową, że się dzieckiem zajmie i umówiłam nas ze znajomymi, albo że cały niedzielny wieczór spędziłam z deską do prasowania i ma teraz stertę pachnących koszul w szafie (pomijając to, że jutro zdejmie z siebie tą koszulę, rzuci na krzesło, a po tygodniu mojego przypominania łaskawie wrzuci do kosza z brudną bielizną) itd.

          Na razie seksu jak nie było, tak nie ma, oświadczyłam ostatnio, że teraz to ja się zacinam i koniec i na odmianę niech on się stara. Ciekawe co to dalej będzie. A żeby było śmieszniej, to poza łóżkiem zupełnie normalnie funkcjonujemy, wczoraj mąż wrócił wcześniej, podgotował obiad, posiedzieliśmy z dziecięciem, obejrzeliśmy razem film, pogadaliśmy trochę o debacie Rostowskiego z Balcerowiczem i poszliśmy spać - ja do sypialni, mąż do nory.

          Kochanka nie szukam i nie zamierzam szukać, bo to jest po prostu nieuczciwe.
          • keti3 Re: a u nas to jest tak 09.06.11, 09:51
            " pogadaliśmy trochę o debacie Rostowskiego z Balcerowiczem i poszliśmy spać - ja do sypialni, mąż do nory"...buahhahhaha booooskie...:-) Ja mam tak samo tylko brak checi "odwrócony" i jeszcze pare innych kwestii, które non stop przewijaja sie na forum... jota w jote to samo. terapia rozpoczeta, ale źle się czuje po tych spotkaniach, po drodze wyszło kupe gnoju z dziecinstwa i mam wrazenei, ze za chwile zaczne przepraszac cały swiat za to, ze w ogóle zyje... nie wiem czy cos z tego wyjdzie.nie moge odpedzic sie od mysli, ze to wszystko moja wina. Że skoro przestało mi sie chciec to jest to tylko moja wina...Że skoro ja nei odczuwam ochoty, to nie powinnam fukac, prosic o nic, o zadna pomoc, tylko milczec itd. Jakos to sie wszystko pogłebia...Poczucie winy za zaistaniła sytuacje.
            • n.wataha Re: a u nas to jest tak 09.06.11, 10:05
              > o tych spotkaniach, po drodze wyszło kupe gnoju z dziecinstwa i mam wrazenei, z
              > e za chwile zaczne przepraszac cały swiat za to, ze w ogóle zyje... nie wiem cz
              > y cos z tego wyjdzie.nie moge odpedzic sie od mysli, ze to wszystko moja wina.
              > Że skoro przestało mi sie chciec to jest to tylko moja wina...

              Nie ma czegoś takiego jak "tylko moja wina". Wina zawsze leży po środku. Bo nawet jeśli masz jakieś zadawnione problemy, z których nawet sobie nie zdawałaś sprawy, że gdzieś tam w głowie się kołaczą, to druga strona również jest winna, że nie zauważyła Twoich problemów i nie próbowała coś z tym zrobić.

              A co do terapii. Cóż, właśnie na tym to polega (ta terapia) by wyciągnąć i "przeprać" te zadawnione brudy. Będziecie się czuli nieco "zgnojeni", ale właśnie po to by po "przepraniu" wszystkiego, poukładać wszystkie klocki od nowa, już na czystej lśniącej powierzchni.

              Uważasz, że bez wyciągnięcia na wierzch WSZYSTKIEGO co zaśmieca Ci głowę, udałaby się naprawa? Jeśli cokolwiek nadal coś z Twojej głowy (no jego oczywiście również) rzucało cień na Wasze relacje, to bez sensu byłoby poddawać się terapii. Po prostu przechodzicie "pranie mózgu", a to nigdy nie jest przyjemne. Ważne byście wierzyli, że to da Wam nowe otwarcie Waszych relacji na przyszłość.
              • keti3 Re: a u nas to jest tak 09.06.11, 12:04
                czuje sie, jakbym miała posiekany mózg, czuje ból głowy, totalny dół i w przeciwieństwie do dwóch pierwszych spotkan u terapeuty, kiedy to byłam przesiaknieta totalnym optymizmem, tak teraz wydaje mi sie , ze wyciskanie ze mnie opowiesci moim zyciu i zaniedbanej seksualnosci cokolwiek zmieniło... Juz nie umie mówic o seksie, tak trudno mi sie przełamac w tych sprawach, nazywac rzeczy po imieniu, chce mi sie płakac i czuje wstyd...Cedze słowa jak kluchy przez gęste sito...kosztuje mnie to duzo wysiłku, a nie czuje by zblizało mnie to do jakiegos sensownego rozwiazania.
        • urquhart wykształ babki ukrywają przed mężami ile zarabiają 22.03.11, 13:14
          jaccaranda napisała:
          > ci jemu? Dlaczego pracowitość i przedsiębiorczość kobiety uważane jest za "kast
          > arcję" na jej mężczyźnie?! Czy kiedy on gotuje obiad, ona czuje się mniej kobie
          > co? Nie wydaje mi się. Gdy słyszę, że fajne, wykształcone babki ukrywają przed
          > mężami ile zarabiają, bo oni poczułoby się niemęsko, to ręce mi opadają. Czasy
          > przedszkola chyba za nami...?

          Wyjaśnień tej sytuacji jest cały wachlarz, ale upieranie się że to wymysł i jakiś kaprys niedobitków patriarchatu a nie fakt jest głupie.
          www.swiat-zdrowia.pl/artykul/ona-zarabia-wiecej-pieniadze-a-seks
          www.mamazone.pl/artykuly/mamy-siebie/psychologia/partner/2010/gdy-kobieta-zarabia-wiecej.aspx
        • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 22.03.11, 13:20
          Dlaczego mężczyzna nie potrafi sam poradzić sobie z tym, że nie czuje się męski
          > ? Dlaczego to ja muszę rezygnować ze swojej siły, którą lubię żeby dodać męskoś
          > ci jemu?'

          bo nikt nie mówil, ze będzie latwo jak w komedii romanticznej ;)

          Zwiąż się z kimś kto jest silniejszy i męski, jesli masz potrzebę być kobietą takiego kogoś.
          Ale potem bądź konsekwentna i hamuj się, zastanów nad każdym swoim gestem, w którym będziesz chciała udowodnić swoją wyższość nad nim.
          Ponieważ to jest tylko człowiek- nie ma pancerza z męskości, tylko pewne cechy, które pozwalają ogólnie nazwać go męskim.
          Nie poluj z igłą na te miejsca, gdzie on ma mniej męskie, a nawet kobiece cechy- ciesz się że ma taką ciekawą osobowość.

          Dlaczego pracowitość i przedsiębiorczość kobiety uważane jest za "kast
          > arcję" na jej mężczyźnie?! Czy kiedy on gotuje obiad, ona czuje się mniej kobie
          > co?'

          Nie naprawisz świata, ale mozesz go poprawić swoją cegiełka, gdzie mimo zmienności ról w związku czujecie się z tym dobrze.

          Gdy słyszę, że fajne, wykształcone babki ukrywają przed
          > mężami ile zarabiają, bo oni poczułoby się niemęsko, to ręce mi opadają. Czasy
          > przedszkola chyba za nami...?'

          Nie ma się co złościć.
          Męska psychika jest krucha, delikatna, to nie są twarde kobiece osobniki homo sapiens ;)
          Rekompensują to twardościa w innych miejscach, więc mi się wydaje że biznes jest uczciwy.
          Nawzajem trzeba przyjąć cechy swojej płci z dobrodziejstwem inwentarza.
          Taka sama litania jest wobec kobiet przecież.

          A jak nie da rady, to zastanowić się: dlaczego to mnie tak wkurza i nie mogę sie do tego po prostu uśmiechnąć, a skupić na tym co mnie w nim zachwyca?

          pozdro!
        • songo3000 Mieć ciastko i zjeść ciastko, oto jest dylemat :) 22.03.11, 17:58
          > Dlaczego mężczyzna nie potrafi sam poradzić sobie z tym, że nie czuje się męski
          Jasne, że potrafią. Tyko widzisz jakimś dziwnym trafem takie działania są cholernie nie w smak ich kobietom.
          Ile razy przeczytałaś superlatywy od strony babeczki w temacie:
          - mój facet flirtuje z pięknymi kobietami
          - mój facet zajmuje znaczne miejsce w rankingu zespołowej gry internetowej
          - mój facet jest dobry w kosza, gra 3 razy w tygodniu z kolegami
          ...
          Ja widzę tylko płaczliwe żale na 'tych niedobrych mężuli' co marnują czas na 'byle co'. Chyba daleko szukać nie trzeba, nie? :)))
    • potwor_z_piccadilly Re: a u nas to jest tak 14.03.11, 23:50
      preethi napisała:

      > 1) jak się nie kąpie codziennie to nie chcę
      > 2) jak nie myje zębów to nie chcę
      > 3) jak wypił cztery piwa, a ja żadnego, to nie chcę (jak ja też piję to jest in
      > na inszość)
      > 4) jak się zajmuję pracą (dużo odpowiedzialnej pracy), gotowaniem, zakupami, pr
      > asowaniem, praniem, rachunkami i padam na pysk to nie chcę
      > 5) jak małżonek spędza pięć wieczorów w swojej norze z heroesami i piątego wiec
      > zora przychodzi po kolejnej sesji do mnie to ja nie chcę
      > 6) no i najgorsze, chociaż ogólne i mało konkretne - jak przestaję w nim widzie

      Podoba mi się, Świetnie ci to wyszło.
      Ale, ale, a w tym przypadku to byś chciała
      www.youtube.com/watch?v=Ivjs9cvl7nk
      • preethi Re: a u nas to jest tak 15.03.11, 09:36
        nie no, jakby mi przyszedł z takim tekstem wyśpiewanym, to bym przeżyła i to piwo i zmęczenie i wszystko... ;)
        • empeczy chyba nie wezme nigdy slubu 22.03.11, 00:04
          albo po prostu przestane zagladac na to forum.
          • songo3000 Re: chyba nie wezme nigdy slubu 22.03.11, 00:15
            A kto by tam Cię chciał, hehe.
    • bugbuddy Re: a u nas to jest tak 15.03.11, 14:17
      Jeśli sprawy tak się mają to i tak często to robicie.
    • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 15.03.11, 14:18
      Mąż chce seksu często i zgłasza zastrzeżen
      > ia najczęściej jak się kłócimy o coś innego - tzn wywleka temat seksu jak się n
      > a przykład kłócimy o podział obowiązków. Tak normalnie przyjść i pogadać to nie
      > przyjdzie. '

      Jak się kłócicie o podział obowiązków to jeden temat, a niedobory seksu to drugi.
      Jakie to ma znaczenie- czy temat jest poruszony przy okazji kłotni o co innego?
      Jak chcesz czekać, az mąz zacznie temat seksu po zjedzeniu kolacji, a przed dziennikiem, to czekaj ;)

      W praktyce się to kończy seksem max raz w tygodniu.
      > Jestem dziwna, czy nie?'

      Istotne jest, ze raz na tydzień to za mało dla Twojego męża, a z nieświeżym oddechem i pomiędzy sesjami gry, to za słabo dla Ciebie.

      Nic Ci nie da zebranie na forum ocen obcych osób, bo my nie jesteśmy częścią Twojego związku i nasze opinie nic w nim nie zmienią.

      duze pozdro!!!
    • vitek_1 Re: a u nas to jest tak 15.03.11, 14:43
      sory, ale twój chłop to jakaś menda straszna. Gotowanie, pranie, zakupy - u mnie też głównie żona to robi, przyznaję bez bicia, i nie pomagam jej tyle ile powinienem. Ale rachunki??? Moja żona (podobnie jak chyba zdecydowana większość kobiet) nie wie jak się to słowo pisze.

      Wspominasz że masz dużo pracy, a nie piszesz nic o jego pracy, czyżby jedynym zajęciem było granie na kompie? Brak higieny też na to wskazuje, bo jak człowiek wychodzi do pracy to zęby raczej umyje, prysznic weźmie. I jeszcze seks jako 'argument' w kłótniach, omg! Ale kicha.
      • preethi Re: a u nas to jest tak 15.03.11, 22:46
        hehe... no u nas to jest tak, że ja się zajmuję finansami od a do zet bo małżonek talentu nie ma. Pracuje, owszem, jako szeregowy pracownik na etacie ośmiogodzinnym, głównie ja utrzymuję dom.

        Nie lubię jak się w kłótni porusza pińćset tematów, bo to się kończy przerzucaniem a bo ty to a ja to, co zasadniczo nie ma sensu bo się nie dochodzi do porozumienia. A jak się trzyma dyscyplinę w dyskusji, to jest większa szansa na dogadanie się.

        O seksie zresztą wielokrotnie rozmawialiśmy, powyższe argumenty przedstawiłam iks razy, najczęściej słyszę wtedy, że jak on się stara (dwa dni pod rząd się kąpie, nie pije piwa i siedzi ze mną na kanapie wieczorem) to ja i tak nie wykazuję inicjatywy. Od kilku tygodni to się nawet zaciął i powiedział, że on nie będzie inicjował i koniec i jak mi się chce, to mam przyjść. No to jak mi się zachciewa, to przychodzę, ale żebym się z tym fajnie czuła, to nie powiem...
        • kikmiki Re: a u nas to jest tak 15.03.11, 23:35
          dla mnie dziwne, bo u nas jest odwrotnie, to maz nie chce bo bo bo a w naszym 10 letnim zwiazku zainicjowal seks kilka razy. udaje mi sie zaciagnac go do lozka raz na kilka tygodni, wiec u was jest chyba lepiej;) w klotni zawsze wtrace o jego mizernym libido. Ja cie nie rozumiem, bo ja jestem na ogol zwarta i gotowa, za wyjatkiem kilku lat po porodach, kiedy mialam wszystko gdzies
        • gomory Re: a u nas to jest tak 16.03.11, 11:01
          > Od kilku tygodni to się nawet zaciął i powiedział, że on nie będzie inicjował i koniec i jak mi się chce, to mam przyjść

          Tak wygladaja pierwsze objawy bessy na seksualnej gieldzie zwiazku. Skoro on faktycznie bedzie potrafil sie tak trwale zaciac oznaczac to moze tylko, ze wartosc seksu pikuje w dol. Mezczyzna zdrowy gdzies tam kumulace sie napiecie seksualne rozladowywac musi, wiec Twoj chyba przeniesie sie z tym do nory z heroesami. Smetna przyszlosc.
          • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 11:11
            gomory napisał:

            Skoro on fa
            > ktycznie bedzie potrafil sie tak trwale zaciac oznaczac to moze tylko, ze warto
            > sc seksu pikuje w dol. Mezczyzna zdrowy gdzies tam kumulace sie napiecie seksua
            > lne rozladowywac musi, wiec Twoj chyba przeniesie sie z tym do nory z heroesami
            > . Smetna przyszlosc.'

            Wypowiedź faceta o facecie- wszystko na temat :)

            Ucieczka do jaskini przed kastrującą królową.

            Sądzę, ze każdy men chce czuć sie podziwianym i doskwiera mu sytuacja, kiedy jego męskość jest bez przerwy podważana.
            Wycofanie to pierwszy etap, a następnym może być poszukanie sobie "podziwiaczki".

            duze pozdro!
        • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 16.03.11, 11:11
          O seksie zresztą wielokrotnie rozmawialiśmy, powyższe argumenty przedstawiłam i
          > ks razy, najczęściej słyszę wtedy, że jak on się stara (dwa dni pod rząd się ką
          > pie, nie pije piwa i siedzi ze mną na kanapie wieczorem) to ja i tak nie wykazu
          > ję inicjatywy.'

          Właśnie napisałaś, że kiedy on spełnia Twoje wymagania z tej wyliczanki, to i tak nie ma seksu.

          Wyliczanka ładna, ale nieprawdziwa zatem.

          pozdro!
          • preethi Re: a u nas to jest tak 16.03.11, 14:51
            eee no sorry, ale dwudniowy powrót do higieny i trzeżwości doprawdy nie jest wystarczającym powodem żeby zmienić się w boginię seksu... Jakby to takie proste było, to to forum nie miałoby racji istnienia. Zresztą wyliczanka była dłuższa przecież.
            • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 16.03.11, 22:33
              preethi napisała:

              > eee no sorry, ale dwudniowy powrót do higieny i trzeżwości doprawdy nie jest wy
              > starczającym powodem żeby zmienić się w boginię seksu'

              W wyliczance nie podałaś ile wymagasz kwarantanny- czyli po ilu dniach utrzymywania higieny i trzeźwości oraz stawianiu Cie na pierwszym miejscu przed grami, przez męża, zgodzisz się na seks.
              Wyliczanka sugerowała, że kiedy mąż zamiast zając sie heroesami,przyjdzie do Ciebie trzeźwy i pachnący to będziesz chciała seksu.

              Moim zdaniem, wyliczanka jest nieprawdziwa (nikt nie wymaga, aby chciała seksu z pijanym brudasem, ale czystosc i trzeźwość też nie jesgf dla Ciebie wystarczajacym warunkiem),
              oprocz punktu szóstego:

              6) no i najgorsze, chociaż ogólne i mało konkretne - jak przestaję w nim widzieć faceta, który mi imponuje, który robi na mnie wrażenie'

              Skoro on Ci nie imponuje, to może szorować się przez ruski miesiac i nie tknąć piwa do Wielkanocy,
              Ty też go nie tkniesz.

              pozdro!
              • aandzia43 Re: a u nas to jest tak 16.03.11, 23:22
                > Skoro on Ci nie imponuje, to może szorować się przez ruski miesiac i nie tknąć
                > piwa do Wielkanocy,
                > Ty też go nie tkniesz.

                Myślę, że żona nie tyka go, bo nigdy trzeźwość i czystość małżonka nie trwała dłużej niż parę dni. Gdyby rzeczywiście pachniał i brał udział w życiu domowym CZĘŚCIEJ niż śmierdział, to nie byłoby problemu z niechęcią żony wobec męża. Częściej - słowo klucz. Trzeźwość z doskoku to nie jest powód do szacunku ani radości i rzucania się mężowi na szyję. To tylko ochłap rzucony babie, przerwa w oddawaniu się gnuśności, wychylenie głowy na chwilę z bagienka. Podejrzewam, że setki razy nabierała się na zaloty shreka, który wynurzył się z błocka na chwilę, zerżnął, wlazł w błocko z powrotem i przez następne tygodnie pielęgnował w żonie obrzydzenie i brak szacunku dla swej osoby. Facet bardzo długo, solidnie i konsekwentnie pracował na tę niechęć. Myślę, że problem z seksem to pikuś i wierzchołek góry lodowej.
                A tak na marginesie: doraźne umycie zębów po dłuższym okresie zaniedbywania ich raczej nie da efektu świeżego oddechu.
                • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 16.03.11, 23:36
                  Podejrzewam, że s
                  > etki razy nabierała się na zaloty shreka, który wynurzył się z błocka na chwilę
                  > , zerżnął, wlazł w błocko z powrotem i przez następne tygodnie pielęgnował w żo
                  > nie obrzydzenie i brak szacunku dla swej osoby. '

                  Niektorzy meni są shrekami:) Mają alternatywne podejscie do czystości.
                  Shrek jak wiadomo ma dobrotliwe serduszko i chce jak najlepiej dla swojej Fiony.
                  Jak ukochana poprosi, że jej nos wykręca od smrodu niemytych stóp Shreka i nie może sie nijak podniecić- to Shrek to zrozumieć i podreptać sie umyć.
                  Nie zmieni to Shreka w Księciunia Wymuskanego, ani nawet w Średnią Krajową, ale smierdziec nie będzie.
                  Zawsze można:
                  - zmienić Shreka na model miłujący pianę w wannie, bo Shreka nie akceptujemy,
                  - docenić chęci Shreka i fakt, że specjalnie dla nas akurat nie śmierdzi, bo Shreka akceptujemy.


                  pozdro!
                  • zakletawmarmur Re: a u nas to jest tak 16.03.11, 23:49
                    > - docenić chęci Shreka i fakt, że specjalnie dla nas akurat nie śmierdzi, bo Sh
                    > reka akceptujemy.

                    Z doświadczenia wiem, że Shrek, pomimo dużej odporności na syf i smrod, może mieć też wiele zalet...
                    Tu chyba jest problem, że ten ich kompletnie nie ma. Olewa obowiązki domowe (o zadośćuczynieniu finansowym nie ma mowy), nie ma zainteresowań, ciekawej osobowości, nie organizuje ciekawie kobitce czasu. Generalnie to nic nie robi... To raczej jakiś paskudny ogr a nie sympatyczny główny bohater:-)

                    Teraz pytanie czy zawsze taki był czy nagle się tak zmienił? Może to jakieś problemy zdrowotne? Może to te piwka działają na niego tak uspakajająco...
                • preethi Re: a u nas to jest tak 16.03.11, 23:50
                  no i bardzo ładna i do rzeczy analiza sytuacji:)

                  A co do wierzchołka góry lodowej - łatwo nie mamy, bo ja jestem apodyktyczna i wymagająca z natury, dodatkowo ułożenie sił w naszym związku jest bardzo nierówne (jestem lepiej wykształcona, dużo więcej zarabiająca, ze wspierającą rodziną i "kierowniczą" rolą w małżeństwie), co nie ułatwia mu bycia "prawdziwym facetem" i mocno ogranicza pole do zaimponowania małżonce. Chociaż jednocześnie wiedziałam, że tak będzie, jak się decydowaliśmy na ślub (oboje wiedzieliśmy) i w dziennym życiu mi to odpowiada. Nie przewidziałam chyba tylko, że moje rosnące wąsy tak się przeniosą na łóżko...

                  To ciekawe swoją drogą, emancypacja nie wzięła zdaje się pod uwagę tego, że przejmowanie tradycyjnie męskich ról przez kobietę może przeszkodzić w pożyciu małżeńskim;)

                  Czasami wolałabym być taką małą kobietką (nawet dosłownie, a nie mieć 180cm wzrostu), która realizuje swoje jestestwo przez wychowywanie dzieci, dobieranie zasłon i wiązanie krawatów mężowi utrzymującemu dom, który przychodzi w glorii i chwale na obiad o 17:00.
                  • aandzia43 Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 00:09
                    > To ciekawe swoją drogą, emancypacja nie wzięła zdaje się pod uwagę tego, że prz
                    > ejmowanie tradycyjnie męskich ról przez kobietę może przeszkodzić w pożyciu mał
                    > żeńskim;)
                    >
                    > Czasami wolałabym być taką małą kobietką (nawet dosłownie, a nie mieć 180cm wzr
                    > ostu), która realizuje swoje jestestwo przez wychowywanie dzieci, dobieranie za
                    > słon i wiązanie krawatów mężowi utrzymującemu dom, który przychodzi w glorii i
                    > chwale na obiad o 17:00.

                    Daj spokój, co ma do tego emancypacja? ;-) Dulskiej w szkole nie czytała, hę? Felicjan przynosił do domu kasę i wracał na posiłki i co, facet z niego był? No nie był, a gospodyni domowa Dulska była jędzą kastrującą wszystko i wszystkich. Nawet trudno powiedzieć, żeby ona przejęła rolę męską w związku a Felicjan kobiecą - ona była silnym furiatem i manipulantem, a on pierdołą. Płeć nie miała tu większego znaczenia. Czasy i obyczaje też.
                    Ale to, co napisałaś rzuca nowe światło na całość. Małż uciśniony udał ci się na emigrację wewnętrzną, lub małż zwolniony z konieczności aktywności życiowej zaczął w pełni folgować swoim przyrodzonym upodobaniom. Jakby nie było - lekka kicha. Ale nie tragedia. Ja bym chłopa przestała strofować, w ogóle przestałabym zwracać na niego uwagę. Olać, zostawić samemu sobie, przestać o niego dbać i przejmowac się humorami, wyrzuć śniętą rybę na brzeg. Może jak się przestraszy, to ożyje.
                  • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 10:35
                    Jak przeczytałam że zaproponowałaś terapię i terapeutę to potwierdziłaś moje ząłożenie, ze go kastrujesz, a potem tęsknisz do imponującego Ci faceta.

                    Nie można zjeść ciastka i mieć ciastko.

                    Wyjdź z małżeństwa albo idź sama na terapię.
                    Shrek nie jest winny Twojemu zwiększającemu sie testeronowi- on się nie zmienił, Ty się zmieniłaś.

                    Zresztą sama przeczuwasz co tutaj szwankuje, tylko nadal nie wiem po co wyliczanka o szorowaniu i unikaniu piwa.
                    Chyba po to, aby część pań pokiwała ze współczuciem głowami, jakiego masz paskuda w domu.

                    pozdro!
                    • zakletawmarmur Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 11:25
                      > Nie można zjeść ciastka i mieć ciastko.

                      To działa oczywiście w dwie strony. On też nie może mieć ciastka i zjeść ciastka. Nie może wzbudzać podziwu "kobiety idealnej" gdy sam od tego ideału mocno odbiega i nie ma siły zawalczyć z jej wysokimi dla niego wymaganiami...
                    • preethi Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 11:43
                      no to też właśnie pisałam poniżej, że ta emancypacja nam czasami bokiem wychodzi w łóżku... Mam świadomość potencjalnego konfliktu mieć ciastko i zjeść ciastko w tym konkretnym przypadku, bo charakter relacji zdecydowanie nie sprzyja męskości małżonka mego (jeżeli trzymamy się stereotypowego rozumienia męskości). Natomiast podkreślam jeszcze raz - wiedziałam, jaki on jest i jak nasza relacja będzie wyglądać i weszłam w to świadomie. Nie mogłabym mieć stereotypowo imponującego męża (kasą, samochodem, karierą), bo byśmy się pozabijali. Nie zniosłabym też kapcia co to siedzi potulnie i potakuje bo bym się zanudziła na śmierć i poszła szukać wrażeń gdzieś indziej. Na nasze szczęście małżonek nie ma kompleksów związanych z wspomnianym wcześniej "mezaliansem" i słusznie, bo wykształcenie i zarobki w mojej ocenie nie świadczą o męskości.

                      Jest męski i jak na niego patrzę czasami, to mi nogi miękną i sobie myślę, dziecię pójdzie spać i go dopadnę, po czym wchodzę do nory, a tam fetorek piwny się unosi, wzrok zahipnotyzowany na monitorze i już mi się wszystkiego odechciewa...
                      • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 14:05
                        Mam świadomość potencjalnego konfliktu mieć ciastko i zjeść ciastk
                        > o w tym konkretnym przypadku, bo charakter relacji zdecydowanie nie sprzyja męs
                        > kości małżonka mego (jeżeli trzymamy się stereotypowego rozumienia męskości).'

                        A Ty trzymasz sie stereotypowego rozumienia męskości?

                        Wydaje mi się ,ze to zasadnicza rzecz do roztrzygnięcia.

                        Napisalaś, ze: Nie mogłabym mieć stereotypowo imponu
                        > jącego męża (kasą, samochodem, karierą), bo byśmy się pozabijali.'

                        Tak sądzisz, czy to przerobiłaś?

                        Nie zniosłaby
                        > m też kapcia co to siedzi potulnie i potakuje bo bym się zanudziła na śmierć i
                        > poszła szukać wrażeń gdzieś indziej. '

                        Kobieto, no! ;)
                        Powiedz nam w takim razie, jaka opcja mena jest dla Ciebie optymalna- czym on ma "zaimponić"?

                        Ty jesteś psychologiem i możesz mieć dostęp do mechanizmów- Jeśli, to dlaczego go kastrujesz? dlaczego walczysz z mężczyznami, a gdy ich pokonasz to zaczynasz gardzić?
                        Dlaczego z uporem maniaczki dążysz do zaprowadzenia w domu takiego układu sił, który wpędza Cię w ślepą uliczkę?

                        Ale chyba etyka zawodowa i zwykła zasada że szewc bez butów chodzi, powoduje że taką wiedzę o sobie i związku jaki budujesz, możesz uzyskać tylko w terapii od zewnętrznego terapeuty.

                        Dlatego napisałam wcześniej, ze opisy flejowatości małżonka, jakkolwiek bedąca niezłą przeszkodą, to zasłona dymna przed clou problemu.

                        Ponieważ jesteśmy
                        na forum nieeksperckim i mogę się wypowiedzieć jako szary obserwator, to dodam,ze odnalezienie w sobie i wyciszenie lub pozbycie sie ochoty do obcinania symbolicznego fiutka oraz określenie jakiego mężczyzny potrzebujesz (oderwanie sie od stereotypu), to sa kroki które powinnaś podjąć, by Wasz związek odzyskał równowagę i dawał Wam satysfakcję.

                        W jakim układzie to zrobisz, czy sama czy informując męża, że masz taki a taki problem i działasz, czy UZGADNIAJĄC terapię w parze? to już szczegóły.

                        duze pozdro!
                        • preethi Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 16:06
                          Optymalna opcją jest mój małżonek we własnej osobie, który mieści się gdzieś pomiędzy skrajnościami. Tak naprawdę gdyby nie ta jego shrekowatość i gdyby czasami upewnił mnie w przekonaniu, że się jeszcze nie zamieniłam się w faceta, tylko wciąż jestem kobietą, o którą się trzeba raz na jakiś czas postarać, to temat zapewne w ogóle by nie zaistniał.

                          Zastanawia mnie dlaczego już drugi raz podkreślasz, że małżonka kastruję, a nawet, że go zwalczam? I że taki układ, jaki mamy wprowadzam na siłę? Zdaje się nigdzie tego nie napisałam powyżej... Projekcja? ;)

                          • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 16:21
                            Zastanawia mnie dlaczego już drugi raz podkreślasz, że małżonka kastruję, a naw
                            > et, że go zwalczam? I że taki układ, jaki mamy wprowadzam na siłę? Zdaje się ni
                            > gdzie tego nie napisałam powyżej... Projekcja? ;)'

                            Zastanawia mnie, dlaczego już drugi raz dopytujesz mnie, dlaczego sie Ciebie czepiam ?
                            Drażliwość? ;)

                            Nie napisałam, że ten układ wprowadzasz na siłę.
                            Układy mają to do siebie, ze kształtujemy je stopniowo i małymi kroczkami, a potem czasem budzimy sie z ręką w nocniku, kiedy "ukształtują się" w "gie".
                            Napisałam, ze masz w swojej osobowości coś, co pcha Cię w stronę dominacji i kastrowania mężczyzny.
                            Oczywiście to moje zdanie.

                            Projekcją ono nie jest, bo nie mam takiego układu w domu (mąż jest głową), ale czytuję to forum i inne rzeczy, to mi się nasunęło.

                            Tak naprawdę gdyby nie ta jego shrekowatość i gdyby czasa
                            > mi upewnił mnie w przekonaniu, że się jeszcze nie zamieniłam się w faceta, tylk
                            > o wciąż jestem kobietą, o którą się trzeba raz na jakiś czas postarać, to temat
                            > zapewne w ogóle by nie zaistniał.'

                            To się wydaje takie proste- tylko się porozumieć i z górki :)

                            powodzenia!
                          • alicee1234 Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 19:25
                            "Zastanawia mnie dlaczego już drugi raz podkreślasz, że małżonka kastruję, a nawet, że go zwalczam? I że taki układ, jaki mamy wprowadzam na siłę? Zdaje się nigdzie tego nie napisałam powyżej... Projekcja? ;) "

                            Tak tak, preeth, projekcja :) Biedna sisi, zwolenniczka niekastrowania mężczyzn, po kolei kastruje wszystkich naszych forumowych kolegów. Upodobała sobie także forumowe koleżanki o nazbyt silnie zaznaczonym męskim rysie osobowościowym :D :D

                  • nomina Re: a u nas to jest tak 21.03.11, 22:16
                    Pomijając kwestie zarzutów dotyczących higieny i trzeźwości, bo z tymi się zgadzam, Twoja opinia o "wąsach" dowodzi, że Twój chłop po prostu nie ma ciągot homoseksualnych i nie ciągnie go do łóżka z facetem. Nie znam się na grach komputerowych, ale podejrzewam, że poza sławetnym Wilkiem zbierającym jajka (pokolenie gumy Donald wie, o co chodzi) - reszta gier ma jakieś - przepraszam za wyrażenie - supercytate bohaterki, którymi można manipulować tak, by i podziwiały, i były takim stereotypowym uosobieniem damskiej uległości, propagowanym w tanich pornosach. Innymi słowy - wciąż pomijając problemy z początku wypowiedzi - Twój mąż ucieka w najprostszy, najprymitywniejszy sposób od realnego życia, do życia, w którym może być, nomen omen, herosem.

                    Jeśli Ci jeszcze zależy na tym związku, może spróbuj golić wąsy po 20-tej :)?
                • n.wataha Re: a u nas to jest tak 07.06.11, 14:58
                  > Myślę, że żona nie tyka go, bo nigdy trzeźwość i czystość małżonka nie trwała d
                  > łużej niż parę dni. Gdyby rzeczywiście pachniał i brał udział w życiu domowym C
                  > ZĘŚCIEJ niż śmierdział, to nie byłoby problemu z niechęcią żony wobec męża. Czę
                  > ściej - słowo klucz. Trzeźwość z doskoku to nie jest powód do szacunku ani rado
                  > ści i rzucania się mężowi na szyję. To tylko ochłap rzucony babie, przerwa w od
                  > dawaniu się gnuśności, wychylenie głowy na chwilę z bagienka. Podejrzewam, że s
                  > etki razy nabierała się na zaloty shreka, który wynurzył się z błocka na chwilę
                  > , zerżnął, wlazł w błocko z powrotem i przez następne tygodnie pielęgnował w żo
                  > nie obrzydzenie i brak szacunku dla swej osoby. Facet bardzo długo, solidnie i
                  > konsekwentnie pracował na tę niechęć. Myślę, że problem z seksem to pikuś i wi
                  > erzchołek góry lodowej.
                  > A tak na marginesie: doraźne umycie zębów po dłuższym okresie zaniedbywania ich
                  > raczej nie da efektu świeżego oddechu.


                  A ja myślę, że facet właśnie stosuje metodę zamknięcia się we własnym świecie, z butelką piwa (lub kilkoma) i włączona grą, która z pewnością przynosi mu mniej przyjemności niż seks, ale też mniej frustracji związanych z odmowami żony.
        • vitek_1 Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 04:08
          preethi napisała:

          > hehe... no u nas to jest tak, że ja się zajmuję finansami od a do zet bo małżon
          > ek talentu nie ma. Pracuje, owszem, jako szeregowy pracownik na etacie ośmiogod
          > zinnym, głównie ja utrzymuję dom.

          O, to mi wygląda na mały mezaliansik :) Pani mgr zapragnęła mieć chłopa z ludu, ale chyba niezbyt dokładnie obejrzała towar przed zakupem :)

          Dobrze że ja choć takich problemów nie mam... oboje z żoną jesteśmy z klasy pracującej (znaki charakterystyczne: zapie..lają jak głupie woły przez całe życie i g. z tego mają)
        • potwor_z_piccadilly Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 21:16
          preethi napisała:

          > Pracuje, owszem, jako szeregowy pracownik na etacie ośmiogod
          > zinnym, głównie ja utrzymuję dom.

          Czuję tu nutę pogardy.
          Nie jest to sądzę odczucie zamierzone, ale spowodowane faktem że twój men, możliwe że po serii nieudolnych prób zrejterował. Zamiast kontynuować walkę , wysilić szare komórki, postanowił zaszyć się w bylejakość.
          Jest prawda.
          Istota ludzka została wyposażona w mózg i jeśli konkretny osobnik będzie miał wolę i umiejętności pozwalające wykorzystać ten dar, to zafunduje sobie i sobie bliskim przyjemne życie i bez znaczenia tu jest kto ile zarabia i jaką pracę wykonuje.
          Musi tylko posiąść umiejętność łączenia formy z treścią.
          Czyli ma być pięknie z równoczesną dbałością o interesy własne.
          By po próżnicy się nie rozpisywać, przykład.
          www.youtube.com/watch?v=7U02ABRfuQ8&feature=related
          Żeby cię autorko pocieszyć to twierdzę że w waszym związku tragedii nie ma. Owszem, zaniedbania są widoczne, lecz wystarczy przeprowadzić mądrze zaplanowany szlif (facet ma popracować nad sobą i bez znaczenia tu jest czy z twojej inspiracji, czy kogoś z zewnątrz) byście i do końca waszych dni, zgodni, pod rączkę maszerowali tam gdzie wam się podoba.
          Czy się wam uda, nie wiem.
          Wiem że życie to nie tylko okres seksualnych szałów. Czeka was i nas wszystkich jeszcze okres zwany starością, a jak go przeżyjemy zależy od tego jak się do niego dziś przygotujemy.





    • panhyde72 Re: a u nas to jest tak 16.03.11, 10:32
      A u nas było tak:
      - ja gotuję
      - ja sprzątam
      - ja płace rachunki
      - kapie się 2 dziennie
      -itd, etc, itp.
      sex raz na kwartał

      Teraz jest tak
      - gram
      - piwkuje
      - nadal gotuję, sprzątam, etc
      - ale mam wszystko w dupie (zwłaszcza seks w przerwie na reklamy miedzy serialami)
      • princessa7575 Re: a u nas to jest tak 28.11.11, 20:00
        panhyde72 napisał:

        > A u nas było tak:
        > - ja gotuję
        > - ja sprzątam
        > - ja płace rachunki
        > - kapie się 2 dziennie
        > -itd, etc, itp.
        > sex raz na kwartał
        >
        > Teraz jest tak
        > - gram
        > - piwkuje
        > - nadal gotuję, sprzątam, etc
        > - ale mam wszystko w dupie (zwłaszcza seks w przerwie na reklamy miedzy seriala
        > mi)

        I powoli zamieniam się w fikus
    • preethi Re: a u nas to jest tak 16.03.11, 23:01
      właśnie dzisiaj mnie naszła ochota, idę do nory, gdzie mąż przed chwilą skończył oglądać mecz przy piwku (czwartym na tą chwilę), a tu się okazuje, że mąż włączył sobie na dvd film, który mieliśmy obejrzeć razem, (tak się umawialiśmy przedwczoraj), leży z tym piwem i się go pytam, dlaczego to włączył, skoro mieliśmy obejrzeć razem - a tak jakoś włączyłem, pomyślałem sobie, że do piwka przed snem będzie akurat. To się wkurzyłam i wyszłam. Dzisiaj z seksu nici.
      • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 16.03.11, 23:15
        preethi napisała:

        > właśnie dzisiaj mnie naszła ochota, idę do nory, gdzie mąż przed chwilą skończy
        > ł oglądać mecz przy piwku (czwartym na tą chwilę), a tu się okazuje, że mąż włą
        > czył sobie na dvd film, który mieliśmy obejrzeć razem, (tak się umawialiśmy prz
        > edwczoraj), leży z tym piwem i się go pytam, dlaczego to włączył, skoro mieliśm
        > y obejrzeć razem - a tak jakoś włączyłem, pomyślałem sobie, że do piwka przed s
        > nem będzie akurat. To się wkurzyłam i wyszłam. Dzisiaj z seksu nici.

        Dwa dni sie mył i nie pił i nie dało efektu- to po co ma sie wysilać?
        Mówisz mu podobno co ma zrobić, zeby mieć seks, on to robi- seksu nie ma.

        Jesteś winna, niedocenienia jego starań.
        I jeszcze on ma pełne prawo olać Cię za wprowadzenie w błąd;)

        Tylko mu nie mow, ze ma Ci zacząć imponować- bo to będzie dla niego abstrakcja i zepchnięcie w niemoc.

        Idźcie na terapię- bo na razie: "goryle we mgle" ;)

        pozdro!
        • preethi Re: a u nas to jest tak 16.03.11, 23:33
          terapia już była, bo niestety (dla niego) jestem psychologiem z wykształcenia (chociaż nie tylko) i potrafię wyłapać moment, kiedy należy się do specjalisty udać. Psycholog niestety został odrzucony przez małżonka, bo "to nie ma sensu" i po trzech wizytach się skończyło. A wierz mi, wybrałam właściwego specjalistę.

          Trochę się czepiasz szczegółów, wiesz o tym? Wiesz, że nie da się ująć w jednym poście złożoności problemu?
          • tomekk_31 Re: a u nas to jest tak 16.03.11, 23:41
            Przeczytaj mój wątek

            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,123299945,123299945,Chcialbym_byc_chciany.html
            Uważam że powinnaś wzbudzić w nim silną zazdrość
            • aandzia43 Re: a u nas to jest tak 16.03.11, 23:49
              Poza zazdrością powinna wzbudzić w nim poczucie zagrożenia na tyle silne, żeby spieprzał ze swojej jaskini w podskokach przy brzęku tłukących się butelek piwa.
      • aandzia43 Re: a u nas to jest tak 16.03.11, 23:35
        Ile on tych piwek dziennie i ile razy w tygodniu? Bo jak czytam i wyobraźnię uruchamiam, to mi się na wymioty zbiera. Chyba nawet trochę dziwię się, że w ogóle jeszcze ci się chce z nim teges. Nie to żebym piwka czy komputera nie uważała, nje, nje nje, ale tak się zeszmacić przy pomocy powyższych instrumentów i jeszcze się dziwić, że nie wzbudza się entuzjazmu w płci przeciwnej...?
        Gomory dobrze napisał: seks/seks z tobą mąż ma na którymś tam miejscu w szeregu swoich ulubionych. Żałosnymi manifestacjami pt. "ja się umyłem (po iluś tam dniach śmierdzenia), a ty mnie i tak nie obskakujesz i do łóżka nie ciągniesz" wyrabia sobie alibi. Nie jest dobrze. I to wcale nie tylko w łóżku.
        • preethi Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 00:09
          andzia, mądra kobieta jesteś:)

          Dodam tylko (żeby nie było, że się z kretynem związałam), że małżonek ma na przykład zainteresowania, które rozwija z wytrwałością słonia (chociaż ja z nich nie mam żadnego pożytku - wędkarzem jest zapalonym i po jeziorkach śmiga na łódce z kolegami jak tylko może), dba o ogólną kondycję fizyczną (na piłkę chodzi regularnie), brzuszka nie ma, urody Bozia nie pożałowała, dzięcię nasze kocha nad życie i spędza z nim chętnie czas, remonty domowe uwielbia no i na zakupy w sobotę rano pójdzie. Także na płaszczyźnie - mąż/żona, matka/ojciec jakoś to się kupy trzyma.

          Tylko niestety kobieta/mężczyzna jakoś nam ostatnio nie wychodzi.
          • aandzia43 Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 00:16
            Aaaaa, to mi się wizerunek chłopa twojego wygładził trochę, bo już sobie wyobrażałam Kiepskiego w rozciągniętych gaciach na Janosika podciągniętych pod sam męski cyc. Emigracja wewnętrzna na gruncie domowym, znaczy się, ma miejsce i bruździ wam? No, to na razie nie mam pomysłu bo jest późno i idę spać, ale może jutro coś wspólnymi siłami na forum wymóżdżymy. Jakby nie było siła nas tu jest ;-)
            • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 10:30
              aandzia43 napisała:

              > Aaaaa, to mi się wizerunek chłopa twojego wygładził trochę,'

              Naprawdę myślałaś, że dobrze zarabiająca pani psycholog wzięła sobie neandertala i toleruje polegiwanie tygodniowe w jaskini, podczas gdy sama zapierdziela na prąd do jaskini?

              To dobre:)
              • aandzia43 Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 00:30
                > To dobre:)

                Jakby ci tu powiedzieć: ten Kiepski to była taka trochę przenośnia. Ale cieszę się, że dzięki nadinterpretacji moich postów zaznałaś chwili radości;-P
                • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 09:38
                  ten Kiepski to była taka trochę przenośnia. Ale cieszę
                  > się, że dzięki nadinterpretacji moich postów zaznałaś chwili radości;-P'

                  Będę miala kolejne "chwile", bo pani psycholog nadal wkręca Cię w swoją wersję.

                  Nadajecie na fali e-matki: jaki on paskudny, odsuń go od koryta!

                  WHY,aandziu?
                  Masz udane małżeństwo i szybko pracujące komórki szare, i naprawdę uważasz, ze traktowanie współmałżonka jak kretyna, ktorego trzeba ustawić jak marionetkę, to sposób na harmonijne pożycie?

                  Przecież to się niczym nie rózni od urquhartskiego " chwyć żonę za pysk!",
                  tutaj jest "kopnij go w dupę!"

                  Nie można się traktować z szacunkiem i świadomością, że po obu stronach są tacy sami ludzie?
                  Najpierw się kogoś kocha, tak ze chce się z nim złączyć na zawsze, a potem się go używa do własnych celów?

                  Rozumiem, ze ktoś może mieć poczucie krzywdy, ze jest np. wykorzystywany, albo że uklad poszedł nie w tą stronę, co się chciało- ale chyba wypada wspólnie z Ukochanym, przysiąść fałdów i ustalić: co robimy, niż rozgrywać nad nim swoją grę, w " ja Ci pokażę" .

                  Jak Ukochany nie daje rady, nie chce, wypracować poprawy relacji, to i święty boże nie pomoże.

                  Nie kumam celu, takiego działania, bo w efekcie żyje się z oszukaną owcą, ktora chodzi na sznurku jak chcemy, ale nie da się ukryć: żyjemy z owcą, nie z partnerem.

                  duze pozdro!!!
                  • aandzia43 Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 21:02

                    > Przecież to się niczym nie rózni od urquhartskiego " chwyć żonę za pysk!",
                    > tutaj jest "kopnij go w dupę!

                    Bo są sytuacje i typy, damskie i męskie, na które jest to świetny sposób.

                    > WHY,aandziu?
                    > Masz udane małżeństwo i szybko pracujące komórki szare, i naprawdę uważasz, ze
                    > traktowanie współmałżonka jak kretyna, ktorego trzeba ustawić jak marionetkę, t
                    > o sposób na harmonijne pożycie?

                    Nie ustawiac marionetkę, tylko doprowadzic marionetkę do sytuacji, kiedy musi myślec i działac. Dlatego mam udane małżeństwo.

                    > Rozumiem, ze ktoś może mieć poczucie krzywdy, ze jest np. wykorzystywany, albo
                    > że uklad poszedł nie w tą stronę, co się chciało- ale chyba wypada wspólnie z
                    > Ukochanym, przysiąść fałdów i ustalić: co robimy, niż rozgrywać nad nim swoją g
                    > rę, w " ja Ci pokażę" .

                    Zasadniczo masz rację, ale bywa, ze rozmowy się odbyły, nic z nich nie wynikło, bo strona nie zainteresowana zmianą status quo nawet nie uchyliła klapki w mózgu, by wpuścic odrobinę wiedzy ku poprawie stanu świadomości na temat swój, partnerki i związku. Jeśli u naszej koleżanki próby pt. porozmawiaj z nim miały miejsce, jakieś propozycje rozmów z psychologiem też były, to nie sądzę, by z dalszego ględzenia kobity coś miało wyniknąc.

                    > Jak Ukochany nie daje rady, nie chce, wypracować poprawy relacji, to i święty b
                    > oże nie pomoże.

                    Nie chce, a nie daje rady, to dwie różne rzeczy. Najpierw trzeba sprawdzic, czy jest w stanie chciec. A czasem sam jeszcze nei wie, że chce ;-] No chyba, że nie chce jednak - wtedy trudno, ale sprawdzi trzeba.
    • jack20 Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 09:48
      Widzisz problem , masz go zdiagnozowany: sex 1x w tygodniu to za malo dla meza.
      A chcesz wogole ten problem rozwiazac? (oprocz podawania mu bromu?)
      Musisz podwyzszyc swoje libido bo jak piszesz maz na to zaluguje.
      Od czego masz mozg by zrobic z niego uzytek i choc raz myslec jak on mysli?
      • zakletawmarmur Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 09:54
        A teraz rozwiń temat i napisz co kobieta powinna dokładnie zrobić?
        • jack20 Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 10:05
          Wcielic sie w mysli mezczyzny myslisz ?? tzn.:
          - dlaczego on to chce tak czesto ?
          -co on we mnie wlasciwie widzi?
          -jak on reaguje na moje odmowy(ucieczki czesciowo opisala) ?
          -jak moge nauczyc sie sprostania jego wymaganiom (lekarz odpowiedni winien odpowiedzi udzielic) skoro "chyba go kocham" ?
          -czy to moj egoizm w odmowie "bo nie chce" czy jego libido jest moze "czegos oznaka" ?
          A podstawowe pytanie : czym mi to grozi a raczej zwiazkowi za lat.... pare np. ?
          Zdaje sie, ze jest wiele pytan, ktory kazdy sobie moze postawic zaleznie od wagi przypadku
          • zakletawmarmur Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 10:31
            No i dojdzie do wniosku, że facetowi przydałoby się więcej seksu. A co dalej? Rozkładanie nóg?
            • jack20 Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 10:47
              Tylko takie rozwiazanie widzisz ? I myslisz , ze to wystarcza miec w domu prostytutke ?
              Sa ludzie co uczucia preferuja.
              • zakletawmarmur Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 10:55
                > Tylko takie rozwiazanie widzisz ? I myslisz , ze to wystarcza miec w domu prost
                > ytutke ?
                > Sa ludzie co uczucia preferuja.

                Wybacz, ze zwątpiłam w męską wrażliwość:-) Pytam poważnie co dalej taka kobieta powinna zrobić, gdy dojdzie do wniosku, ze mąż zasługuje na więcej, jednak świadomość tego nie generuje u niej ochoty na seks. Bo chyba jeszcze nikt na forum nie napisał sensownego rozwiązania...
                • jack20 Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 13:42
                  Taka kobieta powinna postarac sie od nowa postarac sie go pokochac tzn. po prostu spytac go:
                  - czy mozliwe jest , by on ja tak traktowa jak na poczatku zwiazku ?
                  Zaleznie od odpowiedzi szukac odpowiedzi i cofnac sie w przeszlosc... po prostu
                  • zakletawmarmur Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 13:49
                    No ale widzisz dochodzimy znowu do tego, że to on powinien coś zmienić a nie ona. To miała być rada "co ona może zrobić, żeby było lepiej". Ona przecież wie czego od niego oczekuje:-)
                    • jack20 Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 16:02
                      No to czym dla ciebie jest malzenstwo ?? On ? Ona ? moze ono? nastepne ono ?
                      W momenciejakiejs tam skladania przysiegi czujesz, ze to cos waznego musi byc.
                      To mechanzm, ktory juz z zalozenia skazany jest na funkcjonowanie razem.
                      Calkiem niewazne , ktora czesc aktualnie wysiada inna winna przeja jej role, CZASOWO naturalnie. OK, rozumiem , ze jedna czwesc ma defekt materialu.
                      Problem twoj moze byc.:
                      -niestety ja tej czesci wymienic nie moge.
                      Niby dlaczego ? Albo ja wymienisz albo jest AUS. "to be or not to be" w innej formie
                      Cos co przestaje funkcjonowac nalezy wyrzucic. I to wlasnie robi zycie, czas.
                      • songo3000 Jednym zdaniem 17.03.11, 22:14
                        Nie mając zielonego pojęcia co konkretnego odpowiedzieć puściłeś filozoficznego bąka :)
      • zawsze-soffie Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 14:03
        "Widzisz problem , masz go zdiagnozowany: sex 1x w tygodniu to za malo dla meza."

        A mnie się wydawało, że w tym wątku chodzi o brak np higieny, który prowadzi do braku ochoty na seks u autorki a brak ochoty = seks 1 raz w tygodniu - A to z kolei znowu prowadzi do niezadowolenia "pana brudaska."

        Czy mi się coś popieprzyło? cholera zaczynam się o siebie martwić;/
        • jack20 Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 16:09
          Autorka watku moze nawet specjalnie sie nie zastanawijac spreczowala go :
          "1) jak się nie kąpie codziennie to nie chcę
          2) jak nie myje zębów to nie chcę
          3) jak wypił cztery piwa, a ja żadnego, to nie chcę (jak ja też piję to jest inna inszość)
          4) jak się zajmuję pracą (dużo odpowiedzialnej pracy), gotowaniem, zakupami, prasowaniem, praniem, rachunkami i padam na pysk to nie chcę
          5) jak małżonek spędza pięć wieczorów w swojej norze z heroesami i piątego wieczora przychodzi po kolejnej sesji do mnie to ja nie chcę
          6) no i najgorsze, chociaż ogólne i mało konkretne - jak przestaję w nim widzieć faceta, który mi imponuje, który robi na mnie wrażenie - to nie chcę"
          Pytanie dla was ? Co ma robic partner wobec takiego dictum partnerki ?

          • dorola13 Jack 20 22.03.11, 13:51
            Umyć się? przetrzeźwieć? Spędzać trochę czasu z żoną? Uuuuuuuuu, takie fanaberie drobnomieszczańskie, kafelki, duperelki. Jack20, serio pytasz?
    • preethi Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 11:51
      a, i jeszcze chciałam dodać, że podoba mnie się ten forum i się chyba zaprzyjaźnię:) tylko mi pewnie intensywność spadnie jak wrócę do pracy w poniedziałek, bo aktualnie chorujemy sobie z dziecięciem solidarnie i mamy duuuuużo czasu na takie różne przyjemności:)
      • kag73 Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 19:46
        Ja to w ogole nie rozumiem o co chodzi. Oboje niby do rzeczy a nie potrafia sie dogadac. Facet musi przede wszystkim zakojarzyc, ze higiena to temat bezdyskusyjny, bez niej ani rusz. Powiedz, ze niestety z nieumytym i "wypitym" seksu nie bedzie. Postarajcie sie znalezc troche czasu dla siebie, na zrobienie czegos tylko we dwoje, chociaz raz w tygodzniu, niech to bedzie Wasz rytual. Mozna wytlumaczyc, a nawet trzeba uzmyslowic mezowi, ze o zwiazek trzeba dbac, kazdy robi czesto swoje, ale czasami mozna cos we dwoje.
        Film zaczal ogladac, ktory mieliscie ogladac razem, to sie trzeba bylo dosiac i powiedziec "wlacz jeszcze raz od poczatku", albo "wylacz, mielismy obejrzec razem" i zaplanowac kiedys a nie sie boczyc i z pokoju wychodzic.
        • songo3000 Re: a u nas to jest tak 17.03.11, 22:33
          Bo zazwyczaj tak już jest, że najciekawsza część to ta, której brakuje, hehe.
          Facet się nie myje i chla? to akurat prosta sprawa - z zupełnie nieseksulanych powodów kopa w dupę bo z pijanym brudasem nikt w jako takiej cywilizacji użerał się nie będzie. Cała reszta za to jest już ciekawsza :)

          Facet Ci nie imponuje. Może nie ma czym zaimponować, może jest to 'tylko' trudne ale... ważne pytanie to czy on w ogóle CHCE Ci imponować. Może wcale nie warto.

          Facet się nie stara i jak mu wyłuszczyłaś przez to nie ma seksu. Jak sama napisałaś piwo lub gra jest ATRAKCYJNIEJSZA od starania się i seksem z Tobą na horyzoncie. To rodzi oczywiste pytanie o atrakcyjność tegoż seksu z Tobą. Nie, nie Twoją atrakcyjność tylko samego seksu. Nie będę zapieprzał w pracy po godzinach co by kupić drogi, prawdziwy angielski sek jeżeli za część tej kwoty mam zasadniczo lepszą ogórkową. Oczywiście właściciel restauracji ze stekami w życiu nie pomyśli, że ogórkowa jest >dla mnie< lepsza. Będzie mnie łajał za lenistwo i beznadziejny gust.

          Tak do spokojnego rozważenia.
          • aandzia43 Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 00:41
            Dobre
    • aandzia43 Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 00:40
      Czy ty nie jesteś czasem kobietą-stachanowcem, zosią-samosią, siłaczką na daleko wysuniętej placówce? Energia życiowa i dar do zarabiania pieniedzy to jedno, a odruchowe branie wszystkiego na siebie, nie okazywanie słabości i w konsekwencji dźwiganie wszysktiego na garbie to drugie. Czasem idzie w parze, czasem nie. Jeśli jesteś stachanowcem to spróbuj trochę nie być. Wiem, łatwo powiedzieć ;-) To znaczy nie wiem, bo ja nie ejstem.
      Przy swoim lenistwie, spróbowałabym scedować część obowiązków na mena. Są pewnie rzeczy, które potrafi robić, a nie robi, bo jest wyręczany. Sama bym w tym czasie poleżała sobie, popachniała i popiszczała żałośnie, jaka to ja delikatna i krucha.
      • preethi Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 01:10
        o z natury swojej jestem:) ale też z doświadczenia (nie tylko swojego) wiem, że więcej to ma wad niż zalet. Więc świadomie spycham niektóre tematy na małżonka i oczywiście podziwiam go bardzo jak zmieni te opony w samochodzie na czas i wyrzuci choinkę przed sezonem pelargoniowym, ale też niestety wiem w głębi duszy, że sama zrobiłabym to szybciej, lepiej itd. To jest chyba najgorsze, że naprawdę niewiele jest rzeczy, w których on sobie radzi lepiej niż ja bym mogła. Więc jak mam dobry czas, to wysyłam go cierpliwie na bój i czekam z obadem aż wróci z walki zwycięsko i będę mogła go popodziwiać, ale jak czas jest zły, to sama temat załatwiam pięć razy szybciej bo ileż się można grzebać i potem się wkurzam.

        Stan na dzień dzisiejszy jest taki, że małżonek wypił piwka trzy i zwiał do dziecięcia spać, bo zmęczony.

        Naprawdę czasami sobie myślę, o ileż łatwiejsze życie mają kobiety niepracujące zawodowo, zajmujące się dziećmi, których nie interesuje kredyt, inwestycje, opony, remonty, bilans miesięczny, plany na przyszłość, projekty, awanse, ważność paszportu i rachunki... Mąż przynosi, one wydają i już. Bym się zamieniła czasami. Bym miała perfekcyjne mieszkanie z idealnie dobranymi zasłonami do kanap i w pełnym makijażu z idealnie zrobionymi paznokciami bym podawała obiad.

        A tak siedzę sama w salonie, w otoczeniu klocków lego, nosowskiej, misia, dwóch lalek i pustej butelki wina i to chyba nie tak chciałam spędzić ten wieczór.
        • kag73 Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 01:34
          "...niepracujące zawodowo, zajmujące się dziećmi, których nie interesuje kredyt, inwestycje, opony, remonty, bilans miesięczny, plany na przyszłość, projekty, awanse, ważność paszportu i rachunki... Mąż przynosi, one wydają i już. Bym się zamieniła czasami. Bym miała perfekcyjne mieszkanie z idealnie dobranymi zasłonami do kanap i w pełnym makijażu z idealnie zrobionymi paznokciami bym podawała obiad. "

          Nie wiem skad pewnosc, ze kobiety niepracujace zawodowo nie placa rachunkow, nie maja planow zyciowych, nie zajmuja sie paszportami albo organizacja. Mysle, ze w zaleznosci od cech osobniczych, charkterow i dogadania sie, roznie to wyglada.
          A Twoim problemem jest, ze jestes w goracej wodzie kapana, niecierpliwa, wolisz zrobic sama niz patrzec na jego guzdranie sie. Rozumiem Cie, bo moj maz tez z tych pooowoooolnych, czasem bym mu najchetniej dala z pistoletu, ale coz, nauczylam sie cierpliwosci, zmywanie nie zajac nie ucieknie.

          Poza tym Twoj maz zoragnizowal sobie zycie, pracuje, potem robi to co lubi, czyli pije piwko i gra na kompie, jak potrzebuje seksu zwraca sie do Ciebie. Dla niego wszystko gra. Ty masz problem. Mozesz probowac cos zmieniac, chociaz on moze z tych, do ktorych nie docieraja gadki i argumenty. On pewnie dopiero by sie przebudzil kiedy stracilby co ma, bo dla niego najwaniejsza jest swiadomosc, ze gdzies tam w tle jest rodzina, zona, ktora w dodatku wszystkim sie zajmie.
          On jakos nie ma potrzeby spedzania czasu we dwoje.
          • aandzia43 Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 01:57
            > Poza tym Twoj maz zoragnizowal sobie zycie, pracuje, potem robi to co lubi, czy
            > li pije piwko i gra na kompie, jak potrzebuje seksu zwraca sie do Ciebie. Dla n
            > iego wszystko gra. Ty masz problem. Mozesz probowac cos zmieniac, chociaz on mo
            > ze z tych, do ktorych nie docieraja gadki i argumenty. On pewnie dopiero by sie
            > przebudzil kiedy stracilby co ma, bo dla niego najwaniejsza jest swiadomosc, z
            > e gdzies tam w tle jest rodzina, zona, ktora w dodatku wszystkim sie zajmie.

            Odcięcie od koryta (rozumianego jako rodzina constans, stabilność, przewidywalność) to jest dość skuteczny sposób na takei typy. Albo się zbiesi i machnie ręką na ciebie, albo się wkurzy i weźmie się za siebie.
            • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 09:41
              Odcięcie od koryta (rozumianego jako rodzina constans, stabilność, przewidywaln
              > ość) to jest dość skuteczny sposób na takei typy. '

              Sprawdziłaś to, ze dajesz takie ryzykowne dla rodziny rady?
              • aandzia43 Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 20:49
                > Sprawdziłaś to, ze dajesz takie ryzykowne dla rodziny rady?

                Tak. I od tamtej pory, nieprzerwanie, wszystko idzie ku lepszemu :-)
          • kag73 Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 03:08
            Aha, proponowalabym od czasu do czasu wyjsc dokas tylko we dwoje i powspominac stare czasy np. do kina, na kolacje, na tance. Nie wiem co lubicie czy co robiliscie kiedys. Dobrze by to Wam moze zrobilo. Mily wspolny wieczor mozna zakonczyc seksem.
            • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 09:44
              kag73 napisała:

              > Aha, proponowalabym od czasu do czasu wyjsc dokas tylko we dwoje i powspominac
              > stare czasy np. do kina, na kolacje, na tance. Nie wiem co lubicie czy co robil
              > iscie kiedys. Dobrze by to Wam moze zrobilo. Mily wspolny wieczor mozna zakoncz
              > yc seksem.'

              Kag, gdyby więcej ludzi traktowało się z miłością, jak to radziz i pokazujesz ze swojego doświadczenia, to wiesz jak piekny byłby świat ? :)

              Ale jak widać, musi być zamordyzm, rewanżyzm, złośliwość, zaciętość, piaskownica, żeby szczęśliwe małżeństwa błyszczały na powszechnym tle bylejakości, egocentryzmu i pójścia na łatwiznę.

              duze pozdro!!!
        • aandzia43 Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 01:51
          > Naprawdę czasami sobie myślę, o ileż łatwiejsze życie mają kobiety niepracujące
          > zawodowo, zajmujące się dziećmi, których nie interesuje kredyt, inwestycje, op
          > ony, remonty, bilans miesięczny, plany na przyszłość, projekty, awanse, ważność
          > paszportu i rachunki... Mąż przynosi, one wydają i już.

          Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Poza tym gdzieś ty widziała, żeby facet, który zarabia na tyle dobrze, że jest mowa (z jednej pensji) o awansach, inwestycjach, wyjazdach zagranicznych i remontach miał za żonę kobietę upośledzoną, która nie ogarnęłaby wymienionych przez ciebie czynności? Bo normalny, zdrowy facet o aparycji ciut lepszej od Quasimoda nie związałby się z taką, albo by szybko pogonił.
          No, ja ze słyszenia znam taką parę, ale ta pani jest chyba naprawdę jakaś niesprawna psychicznie (z natury swojej albo z powodu długoletniego prania mózgu), a pan przypuszczalnie uwielbia być alfą i omegą i sprawować kontrolę nad wszystkim. Odnajdujesz się w tym? ;-)


          A czym ci imponuje? W czym jest lepszy od ciebie?
          • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 09:49
            A czym ci imponuje? W czym jest lepszy od ciebie? '

            Już się pytałam, takie pytania nie są wygodne Autorce.

            Potakiwanie ją interesuje.

            Poza tym, jakoś żaden z panów się tu nie wypowiada, a to by mogło rzucić trochę światła, którego nie widzimy.
            Niestety, forumowi meni interesują się raczej bliską sercu tematyką: żona nie potrzebuje seksu, co robić?

            ;)
            • selfmademan Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 11:18
              Generalnie widze jak na dłoni stan taki, że facet ma poukładane w domu przez Małzonkę i w tych wyznaczonych ramach się dośc wygodnie umościł ze swoimi priorytetami.
              Odpoczynek/relaks/przyjemność = komp, piwko, jakas piłka z kumplami
              Obowiązki domowe = od czasu do czasu coś tam + bycie tatusiem ( tu mam plusik przynajmniej, bo wychodzi ponad "polski standart" czyli "pomagam zonie w wychowaniu dzieci")
              Relacja - nie tylko łózkowa z żoną = leży odłogiem, jemu generalnie jest dobrze jak jest, nie ma większej różnicy między 3 piwami i warcraftem a godziną czy więcej z małżonką w kilku różnych pozycjach :)

              Pytanie : jaką ON ma motywację do jakichkolwiek zmian ?
              Bo jakie ma autorka to już dooooobrze wiemy.
              • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 13:23
                Relacja - nie tylko łózkowa z żoną = leży odłogiem, jemu generalnie jest dobrze
                > jak jest, nie ma większej różnicy między 3 piwami i warcraftem a godziną czy w
                > ięcej z małżonką w kilku różnych pozycjach :)
                >
                > Pytanie : jaką ON ma motywację do jakichkolwiek zmian ?'

                Fajnie to napisałeś- jest coś na rzeczy i to dużo.

                pozdro!
            • kutuzow Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 12:14
              sisi_kecz napisała:


              > Poza tym, jakoś żaden z panów się tu nie wypowiada, a to by mogło rzucić trochę
              > światła, którego nie widzimy.
              > Niestety, forumowi meni interesują się raczej bliską sercu tematyką: żona nie p
              > otrzebuje seksu, co robić?
              >
              > ;)


              Sisi ---> wypowiem się za siebie (nie wiem jak inni). Skoro w wątku obok forumowiczki próbują udowadniać nam mężczyzną, że kobieta wcale to, a wcale nie musi miec faceta który jest wyżej od niej na drabinie społecznej, bo teraz ten feminizm poszedł tak daleko, że może spokojnie podrywać biedniejszego od siebie (ew mniej zaradnego), ale za to z ładnym ciałkiem, to nie pozostaje w tym watku nic do napisania. Jest to idealny przykład jak kończą z czasem własnie takie związki gdzie kobieta nie ma (to czy zasłużenie to inna sprawa) podstaw do podziwu dla swego "mena" po okresie gdy wypali się pierwszy płomień zauroczenia.

              Sama widzisz ze autorka nie napisała za co może podziwiać swego faceta za to jest spora lista rzeczy które go dyskwalifikują jako obiek seksualny. Jak dla mnie jest to mecz do jednej bramki i prędzej czy później skonczy się kochankiem który będzie "na poziomie" i da autorce oczekiwane przez nią wrażenia i emocje. Mąż zaś zostanie sprowadzony do poziomu Dulskiego.

              Kiedyś już to cytowałem - ale pozwolę sobie raz jeszcze dla autorki ku przestrodze (w końcu były chyba jakieś powody dla których poślubiła tego a nie innego mężczyznę):

              "Wszystkie kobiety chcą ciepłego domu, ogródka, dzieci, wspólnych tematów do rozmów, czułości, zaufania, troskliwości. Chcą, żeby ich facet był jak prawdziwy Robert Redford i ten z filmów. Chcą, żeby tenże Redford realizował swoją wspaniałą karierę, ale żeby wracał po 15. do domu, pomagał w sprzątaniu, zmywał naczynia, wynosił śmieci, chodził na spacery i na obiady do teściowej. Usilnie latami pracują nad swoim Redfordem. Jeśli są nieustępliwe to mają w efekcie .... Dulskiego. I wtedy gnoją go za to, że jest jaki jest, że był uległy. Na starość z grymasem nieszczęścia na twarzach wracają do minionych lat: - Ach, gdybym wyszła za Stefana a nie tego safandułę, to moje życie byłoby inne."


              Więcej... wyborcza.pl/1,97848,6350593,Jestem_meska_swinia.html#ixzz1H2jSsF1f
              • urquhart Dulscy sami sobie są winni Cierpią więc zasłużenie 19.03.11, 13:08
                kutuzow napisał:
                > Sama widzisz ze autorka nie napisała za co może podziwiać swego faceta za to je
                > st spora lista rzeczy które go dyskwalifikują jako obiek seksualny. Jak dla mni
                > e jest to mecz do jednej bramki i prędzej czy później skonczy się kochankiem kt
                > óry będzie "na poziomie" i da autorce oczekiwane przez nią wrażenia i emocje. M
                > ąż zaś zostanie sprowadzony do poziomu Dulskiego.

                He, he rzadko faceci którzy to wiedzą pomagają i wspierają tych innych bo się nie utożsamiają z frajerami. Jak w twoim tekście. >>>
                "Nie mam do kobiet o to pretensji. Taka ich natura. Dulscy sami sobie są winni. Cierpią więc zasłużenie. Facet musi mieć jaja, żeby mógł patrzeć w lustro. "
                • kag73 Re: Dulscy sami sobie są winni Cierpią więc zasłu 19.03.11, 20:51
                  Ja za to w ogole nie mam wrazenia, zeby ten facet byl frajerem. Przecietny sobie facet, pracuje, spedza czas wolny jak chce, zona zalatwia co trzeba. Rzecz w tym, ze oni po latach jakos nie maja sobie nic do powiedzenia. Albo raczej on, nie ma jej nic do powiedzenia. Brakuje jakiegos spojnika, oprocz dziecka oczywiscie. Brakuje wspolnych planow, wspolnych wyjsc, jakiej wymiany mysli. I pytanie dlaczego: czy dlatego, ze sie nie dobrali intelektualnie, za duzo ich dzieli? Czy dlatego, ze nie dbali i nie dbaja o to "wspolne". Ona, bo jest kobieta, widzi problem, jest przewidywalna. On, jak to facet, problemu nie widzi. Zadanie jej: uzmyslowic jemu: "zacznijmy dbac o nasz zwiazek, zrobmy od czasu do czasu cos razem, znajdzmy cos co oboje polubimy i bedziemy dzielic wspolnie, bo inaczej rozpadnie nam sie malzenstwo." Bo facet zazwyczaj jest zadowolony, jezeli "jakos sie uklada", ale kobieta zazwyczaj ma wieksze wymagania. I czesto sie zdarza, ze facet mowi "nagle mnie zostawila, a przeciez wszystko bylo spoko, calkiem nam sie ukladalo".
                  Oczywiscie czy do faceta dotrze i sprobuje cos zmienic, to juz inna kwestia. teraz on jest wspollokatorem, ktory od czasu do czasu przychodzi do niej po seks. Tak, dobrze, ze chociaz dzieckiem sie zajmuje.
                  • misia.pl.pl Re: U Nas też niefajnie.... 21.03.11, 22:27











                    w młżeństwie 6lat dopiero 2 dzieci ,on pracuje po 12 godz,po 8 też ,ja sama mam na głowie wszystko dzieci chorują nieraz a ja jak jestem chora nikt się nieprzejmuje...po porodzie kwiatka niebyło...a mówi ,ze kocha ,pragnie!mamy 1pokój i kuchnie i wszyscy na kupie a nerwy zjadła mi jego mamuśa więc jak czasem przypomne sobie te sceny jak broni mamusi odechciewa się sexu!wracam z łazienki po pólnocy bo zawsze coś do zmywania zrobienia w kuchni on obiecuje,ze wymasuje poczeka on odwrócony śpi na drugi dzień przeprasza!a ja niemam ochoty gadać z Nim przez tydzień bo on zmęczony był i zasnął a ja nie pewnie???lubie kwiaty świece wino on niepamięta jaki nastrój robiliśmy w narzeczeństwie!teraz myśli ,ze jestem jego i jak chce to mu dam ..niestara się nie zdobywa mnie dlaczego tak?ja go kocham,dzieci!ale jak tak można mamy siebie i powinien szanować mnie...często jest nieogolony a ja nielubie tego!no i nienawidze jak patrzy na inne napala się w różnych miejscach jesteśmy razem w supermarkecie na cycki i na dupy patrzy mi jest przykro i jestem pamiętliwa jak mnie dotyka przypominam sobie to i nici z sexu!





                    • songo3000 Re: U Nas też niefajnie.... 21.03.11, 23:43
                      Załóż osobny wątek. Bo jak na razie na typowe problemy możesz mieć co najwyżej typowe rady.
              • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 13:20
                Jest to idealny przykład jak kończą z czasem własnie takie z
                > wiązki gdzie kobieta nie ma (to czy zasłużenie to inna sprawa) podstaw do podzi
                > wu dla swego "mena" po okresie gdy wypali się pierwszy płomień zauroczenia.'

                Dziękuję menowi za wypowiedź, nie można zarzucić Ci braku empatii :)

                Może masz rację i tak się na pewno często dzieje, ale też na pewno nie zawsze.

                Pytałam się Autorki wątku jaką ma definicje męskości, bo moim zdaniem to jest kluczowe.

                Nie istnieje tylko Dulski i nie-Dulski.

                Więc po pierwsze: nie zawsze facet musi mieć tradycyjne atrybuty, by zadowolić konkretną kobietę i jej imponować.
                Po drugie: facet, ktory np. z artykułu dowie się, że jak pier...lnie mopa i zaszyje sie z kolegami na rybach to będzie miał hot laskę w łózku, to sie moze ładnie przejechać i zostać z tymi swoimi jajami w ręce.

                duze pozdro!!!
                • kutuzow Co było najpierw? 19.03.11, 14:28
                  Sisi ---> sama widzisz że pytałaś autorki za co sobie ceni/ceniła swego faceta i poza ładnym ciałkiem (ćwiczy i jest wysportowany) niewiele nam sie udało od niej "wyciągnąć". Stąd mój wniosek, że to co na etapie "narzeczeństwa" się podobało, z czasem przestało być takie cenne, a górę zaczynają brać atawistyczne mechanizmy ukryte głęboko w podświadomości.

                  Nie pisałem że jest tylko podział na "Dulskich" i "nie Dulskich", wiadomo że najciężej osiągnąć tez tzw. "złoty środek". Co do męża autorki -jest dokładnie tak jak pisałą Urqu powyżej - my facecji nie identyfikujemy się z gościem, który jest frajerem. Stąd pewnie mało tutaj wypowiedzi innych facetów.

                  Gdyby jednak patrzeć na to z innej strony medalu warto się zastanowić co było najpierw jajko czy kura. Czy to men zaczął "piwkować" i stąd mniej seksu, czy może coraz większe braki w seksie spowodowały jego "wycofanie" w piwko i kompa. Sam miałem kiedyś taki okres, że wiedząć iż seksu i tak nie będzie wolałem siedzieć przed kompem, aż będę "padniety" i śpiący, bo to była jedyna możliwość zaśnięcia obok kobiety na którą od kilku dni miałem ochotę (i z góry widziałem że nic z tego nie będzie). Co prawda ja piwka nie lubię, ale domyślam się ze moja partnerka też mogłaby wtedy żalić się na forum jak to jej partner przekłada kompa nad miłe zaśniecie z nią, a ona przecież tak bardzo pragnie zasnąc w moich ramionach.
                  • sisi_kecz Re: Co było najpierw? 19.03.11, 23:16
                    Nie pisałem że jest tylko podział na "Dulskich" i "nie Dulskich", wiadomo że na
                    > jciężej osiągnąć tez tzw. "złoty środek".'

                    Nie chodziło mi tym raze m;) o złoty środek, tylko o mnostwo rodzajów menów i układów męsko-damskich.
                    Mam koleżankę, która jest dominująca w łózku i ogólnie bardzo samodzielna. Jak kiedyś zapowiedziała, ze przyjdzie na nasze babskie kawki ze swoim "pieskiem" to miałam taką wizję, ze on przesiedzi cale spotkanie pod stolikiem, czekajac na okruchy z sernika.
                    A przyszedł niesamowicie charyzmatyczny facet, baaaardzo interesujący i kompletnie niepokorny.
                    Nie wiem, jak tam u nich w łózku, pewnie go nieźle pejczuje i stuka obcasikiem po penisie ;) ale wtedy zrozumiałam, ze żadnego fanu by z tego nie miała, gdyby on sie łasił i robił maslane oczka.
                    Także nawet facet w pozycji submission może imponować swoje kobiecie, chociażby magnetycznym czarem z jakim adoruje swoją Panią.

                    Czy to men zaczął "piwkować" i stąd mniej seksu, czy m
                    > oże coraz większe braki w seksie spowodowały jego "wycofanie" w piwko i kompa.
                    > Sam miałem kiedyś taki okres, że wiedząć iż seksu i tak nie będzie wolałem sied
                    > zieć przed kompem, aż będę "padniety" i śpiący, bo to była jedyna możliwość zaś
                    > nięcia obok kobiety na którą od kilku dni miałem ochotę (i z góry widziałem że
                    > nic z tego nie będzie). '
                    Sadzę, że to co piszesz Ty i selfmademan o tej sytuacji- męskim okiem, to jest własciwe spojrzenie i najbliższe temu, co sie tam faktycznie dzieje.

                    pozdro!
                    • songo3000 Re: Co było najpierw? 19.03.11, 23:27
                      > Nie wiem, jak tam u nich w łózku, pewnie go nieźle pejczuje i stuka obcasikiem
                      > po penisie ;) ale wtedy zrozumiałam, ze żadnego fanu by z tego nie miała, gdyby
                      > on sie łasił i robił maslane oczka.
                      Zasadnicze pytanie to czy femdom u nich to tylko zabawy łóżkowe czy też układ życiowy. Z opisu zachowania na imprezie wnoszę, że raczej jednak ta pierwsza opcja - ergo, facet ma przestrzeń do imponowania tej swojej pani.
            • thesio Re: a u nas to jest tak 22.03.11, 12:27
              sisi_kecz napisała:
              >Poza tym, jakoś żaden z panów się tu nie wypowiada, a to by mogło rzucić trochę światła, >którego nie widzimy.
              >Niestety, forumowi meni interesują się raczej bliską sercu tematyką: żona nie potrzebuje seksu, >co robić?

              Alez prosze badzo. "Wazelinka": Moim zdaniem idelnie utrafilas w to co facetowi w duszy gra. Jakos nie moge zrozumiec dlaczego autorka i jeszcze klika Pań nie chca przyjac tego do wiadomosci. Jesli oboje bedziecie mieli postawe roszczeniowa (on chce sexu, ty higieny, trzezwosci itp), to nic z tego nie wyjdzie. Malo tego - to bedzie tylko powiekszac rozdzwiek miedzy wami w kolejnych tematach. Sam przerabialem calkiem niedawno identyczna sytuacje. Ja - chlanie, granie i foch na brak seksu (bylo juz tak, ze na 4 miechy - 2 numerki). Zona - umyj sie, nie chlaj, nie graj, zajmij sie mna i dziecmi. Ok - zero grania, chlania przez miesiac prawie. Kolacyjki romantyczne przygotowane, winko, swiece, masaze. Zajmowanie sie dzieciakami. No i tu wyszlo drugie zero - mianowcie seksu. Jak bylo zero tak nadal bylo. A to ze jej milo tylko zmeczona, a to spac jej sie chce, a to nie rano itp. To nie byl PRAWDZIWY powod tego, ze nie bylo seksu. Ja oczywiscie po prawie miesiacu odpuscilem, no bo ile mozna sie poswiecac (bo jak ma sie "depreche bezseksowa", to ciezko z lozka sie zwlec i do pracy pojsc, a co dopiero sie wziasc za naprawe zwiazku) bez efektu. Polozylem na wszystko przyslowiowa laske. Zaczalem ogladac sie za innymi i naprawde bylo juz blisko zeby cos z tego wyszlo. W koncu w ktoryms momencie powiedzialem szczerze zonie, ze ja do konca zycia w takim zwiazku nie wytrzymam i bede chcial sie rozwiesc. To ja ruszylo, mielismy 2 czy 3 rozmowy na temat naszych potrzeb. Szczere rozmowy bez wypominania (staralem sie tego pilnowac), tylko nastawione na to, zeby sie czegos o sobie nawzajem dowiedziec i zaporponowac zmiany. W miedzyczasie, zona zaczela sie ze mna kochac codziennie, tak jak tego potrzebuje (choc wiem, ze ona chce rzadziej). I stal sie cud. Nie pije juz codzienie tylko raz w tygodniu, komputer przestal mnie interesowac - w ostatnim tygodniu nawet go nie wlaczalem. Z dzieciakami szaleje bez zadnej zachety. Zone zaczalem na nowo kochac i darzyc szacunkiem. Smiejemy sie razem coraz czesciej i mamy o czym gadac. A przede wszystkim - czuje sie szczesliwy.
              Do autorki watku: Mysle, ze twoj maz i ty powinniscie szczerze porozmawiac. Jesli nie dacie rady idziecie do specjalisty, do tego gorszego -ktorego on wybierze, jak nie chce do twojego (na poczatku zaufanie do terapeuty jest wazniejsze od jego umiejetnosci). Wystarczy tylko zaczac - potem to juz sie toczy samo. Od ciebie zalezy, czy nadal bedzie sie toczyc w zla strone, czy zacznie w druga.
              "Wazelinka 2": I tu "wielki szacun" :) dla sisi, bo to kobieta-marzenie dla facetow takich jak ja. Szczera, nie manipuluje, mowi MY a nie JA. Chce cos zrobic i wie jak. Dobrze gada - polac jej wodki :)
              A reszta niech wreszcie czyta ze zrozumieniem, a nie tylko wylapuje to, co potwierdza ich opinie, a reszte ignoruje.
              No chcieliscie opini faceta, to macie :)
              • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 22.03.11, 13:05
                thesio napisał:

                > sisi_kecz napisała:'

                hehehehe:)

                ale to wygląda jakby właśnie sisi to wszystko napisała- historia z piciem, a potem niepiciem kiedy kobieta doceniła,itd., żeby poprzeć swoje hipotezy ;)

                Sama se laurkę wkleiłam pod innym loginem- taka desperacja :)

                Bo umówmy się: "kobiety marzenie" nie piszą na TAKIM forum ;))))

                ale dzięki- to miłe,
                wszystkiego dobrego w Twoim związku!
            • n.wataha Re: a u nas to jest tak 09.06.11, 10:22
              sisi_kecz napisała:

              > A czym ci imponuje? W czym jest lepszy od ciebie? '
              >
              > Już się pytałam, takie pytania nie są wygodne Autorce.
              >
              > Potakiwanie ją interesuje.
              >
              > Poza tym, jakoś żaden z panów się tu nie wypowiada, a to by mogło rzucić trochę
              > światła, którego nie widzimy.
              > Niestety, forumowi meni interesują się raczej bliską sercu tematyką: żona nie p
              > otrzebuje seksu, co robić?
              >
              Niedomyty facet, przed DVD z flaszką piwa...
              To raczej faktycznie poza na "Kiepskiego", ale jest tak idealnie dobrana do Kiepskiego, że wskazuje li tylko na pozę. Czyli, że facet faktycznie po prostu pokazuje Ci swój bunt. Nie wiem przed czym, bo żeby wiedzieć, trzeba by poczytać wynurzenia faceta. Ale on CI daje (prymitywne, bo prymitywne) ale znaki, że czuje się w tym związku źle i jeśli coś co jego przytłacza się nie zmieni, to właśnie tak będzie się zachowywał.
              Raczej problem jest dość prosty do rozwiązania, tylko znaleźć przyczynę buntu i wyeliminować.

              Dużo gorzej byłoby gdyby w pewnym momencie stał się pedantem swojego wyglądu i zaczął znikać z domu. Wtedy raczej by oznaczało, że faza buntu już się skończyła i przeszła w fazę budowania wszystkiego od nowa, ale raczej bez Twojej osoby w tych planach.
              • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 09.06.11, 12:51
                > Raczej problem jest dość prosty do rozwiązania, tylko znaleźć przyczynę buntu i
                > wyeliminować.
                >
                > Dużo gorzej byłoby gdyby...'

                plusik za sprowokowaną wypowiedź ;) dużo racji w tym masz.

                ale Autorka chyba już porzuciła ten wątek- za bardzo ją z samozadowolenia wybijał.

                pozdro!!!
                • n.wataha Re: a u nas to jest tak 09.06.11, 13:00
                  Jest kolejny wątek, o tym jak wściekły mąż oznajmia zonie, że tym razem wyjedzie na wakacje sam.
                  Sytuacja wypisz, wymaluj jak ta tutaj. Problem tylko w tym, że kolejna kobieta nie potrafi odczytać znaków jakie mąż jej daje.
                  Smutne.
                  • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 09.06.11, 13:14
                    Problem tylko w tym, że kolejna kobieta
                    > nie potrafi odczytać znaków jakie mąż jej daje.'

                    pewnie masz rację, ale
                    ludzie są inteligentni "życiowo", a szczególnie kobiety są czułe na relacje międzyludzkie,
                    zatem czasem doskonale potrafi odczytać znaki, ale na rękę jest jej udawać analfabetkę.

                    duze pozdro!!!
        • ciezka_cholera Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 19:11
          preethi napisała:

          > Naprawdę czasami sobie myślę, o ileż łatwiejsze życie mają kobiety niepracujące
          > zawodowo, zajmujące się dziećmi, których nie interesuje kredyt, inwestycje, op
          > ony, remonty, bilans miesięczny, plany na przyszłość, projekty, awanse, ważność
          > paszportu i rachunki... Mąż przynosi, one wydają i już. Bym się zamieniła czas
          > ami. Bym miała perfekcyjne mieszkanie z idealnie dobranymi zasłonami do kanap i
          > w pełnym makijażu z idealnie zrobionymi paznokciami bym podawała obiad.

          Tym fragmentem udowodnilas, ze praca innych ludzi jest dla Ciebie transparentna. Domyslam sie, ze praca meza tak samo. Przypuszczam, ze zupelnie niezamierzone jest to lekcewazenie, ale jednak dla odbiorcy wyczuwalne i nieprzyjemne. Sklaniam sie wiec ku diagnozie wystawionej przez Sisi.
    • waszahanusia Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 16:56
      zazdroszcze...
    • preethi Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 23:45
      przysiadłam przy kompie po urodzinach u teściowej i się teraz postaram jakoś ogarnąć treść nowych postów (dzięki swoją drogą, każdy z nich daje mi do myślenia:) ) i coś napisać w miarę z sensem.

      1) Mój mąż absolutnie nie jest "frajerem". Więc tego wątku proszę nie kontynuować.
      2) Czym mi mąż imponuje? Bezgranicznym optymizmem i wiarą w to, że idziemy w dobrą stronę. Wytrwałością w jakiej realizuje swoje zainteresowania (a ryby to tylko jedno z nich). Poczuciem humoru i autoironią. Poczuciem własnej wartości (któremu daleko do narcyzmu). Odpornością psychiczną na problemy (zanim się poznaliśmy życie go trochę poturbowało). Błyskawicznym przystosowywaniem się do nowych sytuacji. Umiejętnością zjednywania sobie ludzi. I paradoksalnie tym, że wcale nie tak łatwo go "urobić".
      3) Wszystkie moje wtrącenia o wybieraniu zasłon są oczywiście przesadzone, opisujące jeden z trzech możliwych wariantów podziału odpowiedzialności za rozwój rodziny: większość po stronie męża, większość po stronie żony oraz wariant teoretyczny (nigdy się z takim nie spotkałam) - równa odpowiedzialność współmałżonków. W naszej sytuacji mamy wariant drugi, prostszy w życiu wydaje mi się być pierwszy (ze względu na atawizmy i stereotypy) - chociaż oczywiście nie zakłada on debilizmu żony, tak jak drugi nie zakłada debilizmu męża. Chodzi o rozłożenie punktu ciężkości.
      4) Szczerze mówiąc jestem daleka od jakichkolwiek radykalnych rozwiązań, poziom satysfakcji małżeństwa u każdego z nas jest nadal wysoki. Cały czas się kochamy i oboje to wiemy. Przed ślubem mieszkaliśmy razem siedem lat, po ślubie jesteśmy trzy, zdążyliśmy już zaliczyć naprawdę poważny kryzys parę lat temu i wiemy, że to, co się dzieje teraz, nie jest zagrożeniem dla istnienia naszego związku. Ale byłoby dobrze temat łóżka rozwiązać, bo męczy to i mnie i jego.

      Tylko powtarzamy schemat - rozmowa, wyłuszczenie problemu, propozycja rozwiązania, poprawa na dwa - trzy tygodnie, powrót do starych przyzwyczajeń i kółko się zamyka. Na mnie to działa dołująco bądź wzbudza agresję (zależnie od okoliczności) połączoną z niechęcią do kiwnięcia palcem w lewym bucie, małżonek się jeży, ja się wypinam bądź odwrotnie i się tak szarpiemy bez sensu.

      sisi - dosyć jesteś agresywna, wiesz?
      • sisi_kecz Re: a u nas to jest tak 19.03.11, 23:58
        > sisi - dosyć jesteś agresywna, wiesz?

        Jestem różna.

        A w Twoim przypadku pomogło, że mnie "wzięło na ostro", bo gdyby wątek poszedł w kierunku przytakiwania biednej żonie pijanego brudasa, to byś nie miała materiału do przemyśleń.

        pozdro!
      • kag73 Re: a u nas to jest tak 20.03.11, 00:00
        Ano, to se gadajacie co cztery tygodnie i spoko ;)Niektorzy tak maja, ze sie ciagle szarpia. Znam takie malzenstwa, owszem.
    • liberty_mike Re: a u nas to jest tak 21.03.11, 21:20
      No dobra, na początku pewnie był złoty, a teraz-
    • gadolinn Re: a u nas to jest tak 21.03.11, 23:17
      Powinien ci dac kopa w d...

    • okinox Re: a u nas to jest tak 22.03.11, 00:43
      "niestety wiem w głębi duszy, że sama zrobiłabym to szybciej, lepiej itd. To jest chyba najgorsze, że naprawdę niewiele jest rzeczy, w których on sobie radzi lepiej niż ja bym mogła. Więc jak mam dobry czas, to wysyłam go cierpliwie na bój i czekam z obadem aż wróci z walki zwycięsko i będę mogła go popodziwiać, ale jak czas jest zły, to sama temat załatwiam pięć razy szybciej bo ileż się można grzebać i potem się wkurzam."

      1. czy powyższe dotyczy także seksu? W seksie też robisz wszystko szybciej i lepiej? Załatwiasz temat pięć razy szybciej bo ileż można się grzebać?

      2. często podkreślasz, że mąż siedzi "w norze" - czyli gdzie? To dość obraźliwe określenie; nazywasz tak jego pokój, waszą sypialnię, salon? Co to jest ta nora?

      3. czy mąż się nie myje w potocznym rozumieniu (tzn. nie bierze prysznica lub kąpieli) czy nie myje wg Twoich standardów? Bo te masz baaaardzo wysokie, dlatego pytam... Napisałaś, że jak tylko może jeździ na ryby a przynajmniej raz w tygodniu chodzi na piłkę - po tym z reguły po prostu się śmierdzi! Następnego dnia idzie taki śmierdzący do pracy?

      4. jak to jest z tymi kłótniami o podział obowiązków? Ty się zaczynasz kłócić że on za mało robi czy on że Ty za dużo na siebie bierzesz?

      To tak na początek - jeśli oczywiście chcesz poznać moje zdanie na ten temat....:-)
      • preethi Re: a u nas to jest tak 22.03.11, 11:39
        Odpowiadam:
        1. Nie, no do seksu nie podchodzę zadaniowo:) Chociaż zdarzyło się w przeszłości, że jak małżonek przyszedł do łóżka (ja ledwo żywa) i się dopominał w nudny, już mnie nie rajcujący sposób w efekcie czego czułam się jak gumowa lala, to mi się zdarzyło powiedzieć - no już, przejdź do rzeczy, nie przeciągaj, bo spać mi się chce. Wiem, że nie powinnam tego mówić w taki sposób i w takich okolicznościach, więc wróciłam do tematu na spokojnie następnego dnia. Niestety niewiele to zmieniło.
        2. Norą nazywam gabinet, w którym w ciągu dnia czasami pracuję ja, a wieczorami jest okupowany przez małżonka. W gabinecie znajduje się wszystko, czego mężczyźnie do szczęścia potrzeba czyli komputer, telewizor i duże łóżko. Ma tam również wędki, szafkę na gadżety rybowe, gitarę i planszę do lotek. Małżonek śpi w gabinecie (czasami na zmianę ze mną), bo dziecię jakieś trzy miesiące temu odmówiło spania w łóżeczku i się przeprowadziło do naszej sypialni. Mężowi niewygodnie jak śpimy razem wszyscy, więc się wyprowadził. Uprzedzę pytania i konkluzje - problem z seksem pojawił się ZANIM to się stało, także nie jest przyczyną, poza tym ja się kładę spać najczęściej wcześniej niż mąż, także i tak się do niego wieczorami nie przytulałam. W związku z tym ideologii o wpływie dziecka w łóżku małżeńskim na pożycie proszę nie dorabiać:)
        3. Mąż, jak każdy człowiek, powinien brać prysznic codziennie i przynajmniej dwa razy dziennie myć zęby. W rzeczywistości mąż bierze prysznic dwa razy w tygodniu a zęby myje najczęściej wyłącznie rano.
        4. Kłótnie o podział obowiązków zaczynają się i kończą zawsze tak samo: Prosiłam Cię dwa tygodnie temu, żebyś pojechał z samochodem do warsztatu, bo stuka i Ci przypominałam już trzy razy - No pojadę no, o co Ci chodzi, przecież jeździ - Jeździ, ale stuka i zaraz przestanie jeździć - Ty to wszystko musisz mieć na już - Nie na już, tylko dwa tygodnie czekam - Jak się nie możesz doczekać, to może sama pojedź - Pewnie, że mogę pojechać, żaden problem, tylko podobno ty się samochodami zajmujesz, więc się zabierz do roboty - To Twój samochód, to sobie jedź sama, zawsze na mnie zrzucasz takie rzeczy a sama nic nie robisz - No świetnie, to co, od dzisiaj każdy robi dla siebie? A poza tym jak to ja nic nie robię? - No, a co ty robisz właściwie? (i tutaj następuje mój niekontrolowany wkurw i scenariusze są dwa - albo się zaczynam drzeć wymieniając, co robię, a co on robi, albo zaciskam zęby i potwierdzam, że dobrze słyszałam i że on naprawdę tak myśli. W obu wariantach małżonek stwierdza, że nie ma ochoty na takie rozmowy, odwraca się plecami i zaczyna klikać myszką. No to ja albo wychodzę z nory klnąc pod nosem (rzadziej) albo się nakręcam jeszcze bardziej (częściej) i się awantura rozkręca. Kończy się tym, że się robi pierwsza w nocy i idę spać z rozsądku, bo rano trzeba wstać. Powinniśmy następnego dnia pogadać normalnie, ale oboje jesteśmy zacięci i żadne nie chce zrobić pierwszego kroku.
        • turzyca Rozmowy w zwiazku prowadzi sie na kolanach 22.03.11, 13:38
          - jego kolanach. Wtedy trudno mu sie odwrocic z krzeslem i siegnac do myszki. :]

          Skoro brakuje Ci jego meskosci i Twojej kobiecosci, to siegnij po metody prababek. Wpakuj mu sie na kolana, popatrz duzymi oczami i powiedz zalosnym glosem "Maciula, ja sie boje." "Bo jak mi tak w aucie stuka, to ja sie tak strasznie boje, ze ono mi sie w trakcie jazdy rozleci." "No moge pojechac sama do warsztatu, ale ja tam sie tak zle czuje, warsztat to meska sprawa, Ty to zalatwiasz duzo lepiej."


          Moje wlasne poglady na stosowanie tych metod sa dosc negatywne i wkurza mnie, gdy musze sie do nich uciekac, ale jesli metody wprost nie dzialaja, to siegajmy po damskie tricki.
          Jedyne co mnie przekonuje o slusznosci takiego postepowania to to, ze to jest dzialanie prozwiazkowe. Dzialajac "uczciwie" orientuje sie na sama siebie, zaspokajam wlasne potrzeby, siegajac po tricki, dzieki ktorym mechanika codziennosci bedzie dzialac sprawniej, nie wywolujac swoimi wybuchami szkod takze w sferze uczuciowej, orientuje sie na "nas", na zwiazek.
          • zakletawmarmur Re: Rozmowy w zwiazku prowadzi sie na kolanach 22.03.11, 22:47
            > Skoro brakuje Ci jego meskosci i Twojej kobiecosci, to siegnij po metody prabab
            > ek. Wpakuj mu sie na kolana, popatrz duzymi oczami i powiedz zalosnym glosem "M
            > aciula, ja sie boje." "Bo jak mi tak w aucie stuka, to ja sie tak strasznie boj
            > e, ze ono mi sie w trakcie jazdy rozleci." "No moge pojechac sama do warsztatu,
            > ale ja tam sie tak zle czuje, warsztat to meska sprawa, Ty to zalatwiasz duzo
            > lepiej."

            Troche przerysowane ale u mnie też to działa. Gdy coś chce od chłopa to zgrywam idiotkę i podkreślam jego super cechy... Np. wspominam o świetnym technicznym wykształceniu, gdy trzeba zmienić żarówkę:-) Swoją drogą zauważyłam, że i chłop i dziecko mniej boleśnie wykonują moje "polecenia", gdy atmosfera jest pozytywna...
            A po wszystkim trzeba pamiętać o pochwaleniu np. "No widzisz, jak misio powiesi zasłonki to nie ma c...a we wsi". Bez strofowania o każdą pierdołę... Z drugiej strony czasami by się chciało, żeby ktoś po prostu coś zrobił, tu i teraz, bez miziania, bo okoliczności nie są sprzyjające lub po prostu nie mamy na to siły... A oni, z jakiś powodów, za nic nie czują powagi sytuacji:-)
            • songo3000 Re: Rozmowy w zwiazku prowadzi sie na kolanach 23.03.11, 20:24
              No bez jaj, żarówka, zasłonki i powaga sytuacji? :)))
        • okinox Re: a u nas to jest tak 22.03.11, 16:44
          napiszę później, OK?

          BTW: czy ten film który mieliście razem obejrzeć to nie były przypadkiem "Żony ze Stepford"? :-))))
    • orientespl Takiego masz męża.... 22.03.11, 07:30
      ...na jakiego sobie zasłużyłaś. Jak każda. Ot co.
      • vento_p nie będzie miło 22.03.11, 11:37
        hmm, wypowiem się ale nie będzie miło
        byłam przez wiela lat w takiej sytuacji jak ty, wypisz, wymaluj moje małżeństwo, nawet nora była ale to już w schyłkowym okresie. Wizyty u terapeuty również, piwko też i ogólny smrodek.
        Z perspektywy:
        facet ci nie imponuje ( nie wmawiaj sobie optymizmu, czasu z dziećmi itd) , to wyszukiwanie pozytywów.Jako psycholog będziesz to robić,bo tak cię nauczyli.
        Naprawdę wkurza cię ,że szanowny małżonek spokojnie korzysta z twojej pracy i wszystkiego co się z tym wiąże w zamian nie dając nic. w zamian dostajesz wątpliwej jakości sex, pracę na rzecz domu, ktorą jest niewiele warta ( wszak sama umiesz to zrobić szybciej i lepiej ) oraz naczelnego syfiarza domowego.To wmawianie sobie jaki on dobry - wmawiaj sobie, dobrze ci idzie
        polepsza sytuację praca na rzecz drugiego i pochwały. Czyli uwaga: ja coś robię dla drugiej osoby. Paradoks - przecież codziennie robię mnóstwo - prawda? to musi być coś specjalnie dla niego ( może np wspolny prysznic - tylko dla niego, miłe sms porno itd,pokombinuj codziennie coś specjalnie dla niego )
        pochwały - zawsze nawiązujące do tego co się Panu akurat udało zrobić ale zwykle to zaniedbuje. Faceci to proste stworzenia. Psa jak chcesz czegoś nauczyć nie bijesz a motywujesz jak zrobi coś dobrze.
        To tak krótko -jak chcesz to reszta na priva. Te 4 piwka dziennie nieco mnie niepokoją razem z zaniedbywaniem się i norą.


        • globulkaz Re: nie będzie miło 22.03.11, 13:56
          >Faceci to proste stworzenia.

          To stwierdzenie jest głupie i świadczy o nadmiernej prostocie myślenia.
          "Faceci to proste stworzenia" a tyle się głowicie i tyle wypisujecie
          na temat tego jak się z nimi dogadać.
          To nie faceci są prości tylko wasze ich wyobrażenie jest prostackie.
          Ot, co. Piszecie nie o "facetach" tylko o ich wyobrażeniu w Waszych głowach.

          Ja mam wrażenie, że to własnie kobiety mają tendecję do myślenia
          uproszczonego i mechanicznego.
          Ponieważ nie przynosi im ono porządanych/pożytecznych wyników,
          to zamiast zmienić/pogłębić swoją podstawową wiedzę zaczynają dorabiać
          coraz bardziej pogmatwane i wewnętrznie sprzeczne tłumaczenia "faktów",
          które takimi nie są.
          Najczęstsze błędne założenie polega na tym, że mężczyzna to jest taka kobieta,
          tylko bez pewnych atrybutów kobiecości, czyli kobieta, niepełna - wybrakowana,
          a więc uproszczona. Dalej już idzie jak lawina.

          Gdy fakty okazują się inne, tym gorzej dla faktów, t. zn. gdy "facet" nie chce być
          "prostym stworzeniem" czyli uproszczoną kobietą, t. zn., że nie jest "prawdziwym facetem"
          Prawda jakie to proste?
          Nie możesz czegoś zrozumieć, to to zniekształć do zrozumiałej formy.

          >Psa jak chcesz czegoś nauczyć nie bijesz a motywujesz jak zrobi
          > coś dobrze.

          O, to, sztandarowy przykład prymitywnego (i agresywnego) seksizmu.
          Pierwsza rzecz, której "faceci" powinni się nauczyć, to staranne
          rozpoznawanie kobiet seksistek i zwiewania od nich jak najdalej
          i jak najwcześniej.

          A już facetek, które porównują ich do psów albo małp to męzczyźni
          nie powinni nawet czubkiem buta trącać, dla własnego bezpieczeństwa i dobra.
          Jeśli chcą inaczej - ich sprawa i ryzyko.

          W przeciwnym wypadku, skończy się dla nich źle, a o swoim błędzie dowiedzą się
          w najmniej szczęśliwym dla siebie momencie.

          Należy starannie nasłuchiwać czy pojawiają się wypowiedzi typu "chłopy to ...
          chłopy to tamto", "chłopy nie wiedzą .... chłopy nie potrafią ..."
          "kobieta to zrobi .. raz raz ... a chłop to będzie ...blablabla"
          dywagacji na temat wyższości tego co robią kobiety nad tym co robią "faceci".

          Przede wszystkim trzeba się wsłuchiwać w double talk, w którym
          kobiety są określane kobietami ale mężczyźni to jacyś "faceci".

          To pierwszy sygnał seksizmu, przeważnie idą po nim inne.
        • dorola13 Re: nie będzie miło 22.03.11, 14:07
          4 piwka, właśnie. Może to dla odmiany moje zboczenie zawodowe, ale ja zajrzałabym na strony AA, gdzie są testy..... Przy całej fajności faceta chowanie się w "norze", czyli w odosobnieniu, totalne zaniedbanie higieny ( swoją drogą- ten gość chodzi do pracy i bierze prysznic 2 razy w tygodniu???? to gdzie on pracuje, w stajni??) i twoje ciągłe oczekiwanie trzeźwości śmierdzi na kilometr zachowaniem co najmniej ryzykownym. Dla mnie to ewidentne, w sensie symptomów, ale żeby się nie mądrzyć przez internet- zastanów się.
          Chociaż z doświadczenia wiem, że psychologowie prędzej przekopią się przez dzieciństwo aż do trzech pokoleń wstecz i przerobią traumą prababki, zanim wpadną na pomysł, że topienie cierpień np. w alkoholu to zwyczajny nałóg :)
          • vento_p Re: nie będzie miło 22.03.11, 15:59
            nie będę odnosić się do postu o moim seksizmie, bo oczywiście jestem obrzydliwą seksistką ;)
            nie należy do facetów dorabiać zbyt dużo filozofi niestety.
            Co do 4 piwek - zgadzam się z tobą dorola. U mnie zaczęło się od 4 piwek i terapii małżeńskiej( te 3 pokolenie wstecz :)a okazało się że te 4 piwka dziennie są nie do wyeliminowania.
            test jej nic nie pomoże - musiałby go zrobić sam zainteresowany ale poczytanie portali dla współuzależnionych da jej nieco pojęcie o tym czy powinna się niepokoić
            • songo3000 LOL :) 22.03.11, 18:19
              > nie należy do facetów dorabiać zbyt dużo filozofi niestety.
              W świetle faktu, że znakomita większość filozofów to mężczyźni twoje khem, rzutkie myśli dają gawiedzi całkiem niezłą dawkę rechotu :)
              Napisz coś jeszcze, proszę! Albo chociaż bloga załóż...
              • aandzia43 Re: LOL :) 22.03.11, 19:37
                Ale koleżance nie chodziło o bezdyskusyjną produktywność mężczyzn w tej zacnej dziedzinie wiedzy, tylko o niepotrzebne nikomu do szczęścia, bezproduktywne niewieście filozofowanie na temat: "Co on chciał przez to powiedzieć?" lub "Słoń a sprawa naszego mażłeństwa" ;-) Chłop to proste urządzenie, jak mawiał mój terapeuta, facet bez wątpienia i należy stosować proste metody. Proste, co nei znaczy prostackei, gdybyś miał jakieś wątpliwości ;-)
                • songo3000 Re: LOL :) 22.03.11, 20:08
                  Dokładnie widać co 'koleżanka' chciała 'przekazać':
                  > proste stworzenia. Psa jak chcesz czegoś nauczyć nie bijesz a motywujesz jak zrobi coś dobrze.

                  Na szczęście widać też wyraźnie co Ty dla odróżnienia przekazujesz:
                  > peuta, facet bez wątpienia i należy stosować proste metody. Proste, co nei znac
                  > zy prostackei, gdybyś miał jakieś wątpliwości ;-)
                  Niemniej jednak nie mogę się zgodzić. Nie widziałem ani nie słyszałem jak dotąd jakichkolwiek poszlak choćby świadczących o grupowaniu się cech osobowości ze względu na płeć. Wręcz przeciwnie, bogata różnorodność osobowości, którą można zaobserwować na przestrzeni kilku ostatnich tysięcy lat (z których przetrwały jako takie przekazy) świadczy o tylko i wyłącznie o absolutnej elastyczności i niesłychanym skomplikowaniu człowieka jako... człowieka właśnie. Jest to oczywiście sukcesywnie spłaszczane kulturowo.

                  Mechanizm spojrzenia na problem jako całość i poszukiwania optymalnego energetycznie rozwiązania jest dostępny dla każdej płci WŚRÓD osobników odpowiednio rozwiniętych. Wystarczy stworzyć odpowiednie warunki. Zagrożenie życia chociażby. Uważasz, że w zbombardowanej wczoraj kamienicy Trypolisu te, które przeżyły tłamszone przez Islam kobiety 'bezproduktywnie filozofowały' jaką chustę włożyć na siebie przed puszczeniem budynku czy raczej w ułamku sekundy wybrały optymalną pod względem ryzyka drogę ewakuacji? Z drugiej strony jak 'chłop, proste urządzenie' podczas jakiegokolwiek konfliktu obsadzony w roli typowego oficera taktycznego byłby zdolny do wygłówkowania czegokolwiek innego niż "łuraa! na bagnety!!!"? A przecież każdy oficer liniowy, który ma choć trochę pod sufitem tworzy plany ukryte w planach.
                  • andalus Re: LOL :) 22.03.11, 21:56
                    LOL -nic tylko cytować kolegę w gazecie. I nie mówiłam ,że faceci to rdzeń ludzkości.
                  • aandzia43 Re: LOL :) 24.03.11, 13:14
                    Sprecyzuję: chłop to urządzenie proste, ale broń Boże nie w obszarze osobowości swojej. Nie, nie, nie! Tu, jak zauważyłeś, mamy różnorodność i bogactwo nie skorelowane z płcią. Chodzi raczej (mojemu psychorowi) o to, że chłop jest prosty w sposobach reagowania na bodźce w związku z płcią przeciwną. I tu stosunkowo łatwo przewidzieć jego reakcje. Czy określenie szlachetna prostota zadowala cię? ;-)
            • globulkaz Re: nie będzie miło 22.03.11, 18:22
              > nie będę odnosić się do postu o moim seksizmie, bo oczywiście jestem obrzydliwą
              > seksistką ;) nie należy do facetów dorabiać zbyt dużo filozofi niestety.

              Widzicie? Brak argumentów = d.. w troki i chodu, czyli unik.
              Dosyć nieskomplikowana i niewyrafinowana taktyka.

              Gdyby natomiast temat zszedł na "obrzydliwych seksistów i samców"
              to elaboraty miałyby pewnie po 100 m długości.
              Ta skomplikowana istota poświęca jednak "facetom" całkiem dużo swej złożonej filozofii.

              Nasuwa się pytanie czy to z powodu jej własnej nieporadności umysłowej wobec
              tak nieskomplikowanego tematu czy też może większej złożoności tematu niż jej się wydaje.

              Sławna prostota facetów polega na tym, że potrafią oni znaleźć proste rozwiązania/wyjścia dla skomplikowanych zagadnień a złożoność sznownych pań seksistek
              na tym, że potrafią one wyjaśniać najprostsze rzeczy w sposób skomplikowany.

              Ta skomplikowana istota potrzebowała terapii małżeńskiej (stosowała nawet terapię małżeńską
              do pradziadków - ciekawe jak wiarygodne miała info) by dowiedzieć się, że 4 standardowe drinki
              dziennie (1 małe piwko = 1 drink) to już NA PEWNO jest problem alkoholowy.

              Nieskomplikowany facet znalezał by takie info w 20 s. na www
              "Faceci" są kreatywni i potrafią znaleźć rozwiązania pasujące do konkretnej sytuacji
              a panie seksistki lubią skomplikowane schematy, w nadzieji, że ogarną one wszystko.

              Prosta istota powiela w kółko jeden znany sobie schemat:
              Gdy jeszcze nie ma problemu alkoholowego w jej otoczeniu nie wie jak postępować
              bo nie było tego w jej poradniku.

              Poczeka zatem aż problem się pojawi, możliwe, że nawet w tym pomoże
              i już wtedy wie co to jest, i jest "w domu".

              No i teraz terapia, z której wiadomo, że nic nie wyjdzie, bo to wiadomo,
              że nic nie wychodzi bla bla bla proroctwa się spełniły - pelny sukces,
              choć go brak.

              To wszystko z tego powodu, że piszący te poradniki też swoje "wiedzą",
              że to nieskomplikowany problem (wystarczy terapia - płatna rzecz jasna).
              Wiedzą ale ich wiedza jest nieskuteczna - tyle jest warta.

              Wiedza wszystkiowiedzącej istoty też jest tak samo przydatna - czyli
              nie przydaje się do niczego.

              Tak naprawdę w problemie alkoholowym nie chodzi jednak o konkretną ilość jednorazowo wypitą
              ale o niemożliwość obejścia się bez regularnego (codziennego) picia z tendencją wzrostową,
              upijanie się, zaniedbywanie z jego powodu codziennych obowiązków, kupowanie alkoholu kosztem ważnych wydatków.
              • vento_p do globulkiz 22.03.11, 19:18
                niestety gdyby twoje wynurzenia na temat diagnozy alkoholizmu lub picia niebezpiecznego były prawdziwe mielibyśmy o niebo więcje chętnych alko do leczenia. Wszak ten pijący 4 piwka od razu zauważa problem lub przyjmuje to co mu żona mówi i natychmiast szuka na www potrzebnej informacji w 20 s. Nigdzie nie powiedziałam ,że moja osobowość jest skomplikowana. Stwierdziłam jedynie,że mężczyźni nie są zbyt skomplikowani. Oczywiście zdarzają się wyjątki ( jakieś odchylenia statystyczne) - typu filozof lub piszący na forum ale
                na boga to odchylenie. Wyjątek nie czyni reguły ( choć znam też inne twierdzenie w kwestii wyjątków). Ich prostota polega na zmierzaniu krótką drogą do celu ( w wielu przyapdkach potrzebna ) .Np sex bez mycia, bo to trwa dłużej . To ironia oczywiście.
                Odnosnie alkoholizmu - globulkaz- o alkoholizmie nie przesądza ilość wypitego alkoholu ani nawet regularność . odsyłam na forum uzaleznienia tam kto ciekawy znajdzie info.

                Terapia - no cóż. Każdy próbuje jak może ratować własny związek. Raczej starania o to powinny być docenione a nie lekceważone.
                • andalus do vento 22.03.11, 19:39
                  yhm fajny temat. No to prawda sporo jest filozofów facetów. Ale ja bym raczej twierdziła,że nie są tacy prości ja piszesz. Mężczyźni to sól naszej ziemi, rdzeń ludzkości. Im zawdzięczmy prawie wszystko. Prostota, którą uważasz za wadę ( chyba) pozwala im rzeczywiscie skupić się na celu. Powiedziałabym prostota to fragment ich skomplikowanej osobowiści. Być może mylisz ją z prostactwem, charakterystycznym jak piszesz dla odchyleń. Ta szlachetna prostota pozwala im np szybko i sprawnie robić zakupy. My szukamy nie wiadomo czego. On chce od razu rozwiązać problem, my go miętosimy z nim bądź z nim i terapeutą.
          • preethi Re: nie będzie miło 22.03.11, 16:16
            piwka mnie niepokoją, widzę zagrożenie oczywiście i też na ten temat rozmawialiśmy. Piwka zostały ograniczone, nie w zakresie, w jakim bym chciała, ale zostały. Ja też nie jestem abstynentką i wino w weekend uwielbiam, no ale nie piję butelki dziennie... Małżonek oczywiście zagrożenia żadnego nie widzi, chociaż przy ostatniej takiej dyskusji kilka tygodni temu postawiłam warunek, że albo coś się zmieni w tym temacie, albo znajdę mu grupę AA i zaprowadzę. Chyba się nie przestraszył, ale ograniczył owszem "dla świętego spokoju". Chciaż przyznam szczerze, gdybym miała jakiś rodzinny background alkoholowy, to bym się pewnie bardziej stresowała.
            • songo3000 Re: nie będzie miło 22.03.11, 18:30
              A do czego się 'ograniczył'? Zdajesz sobie sprawę, ze o alkoholizmie świadczy nie tyle ilość picia ale REGULARNOŚĆ? Jedna osoba w tydzień libacji osuszy magazyn lokalnego monopolowego, odchoruje trochę i zajmie się rocznym projektem. Inne piją tylko 1 wino codziennie, co by daleko nie szukać - menel z pod sklepu przykładowo. Alkoholik MUSI wypić, ktoś kto poje regularnie od dłuższego czasu - jest alkoholikiem.

              Oczywiście można dorabiać sobie różnorakie filozofie. Najbardziej mnie rozwala tłumaczenie osoby biorącej narkotyki: Nieee, mój synek nie jest jakimś ćpunem, on tylko eksperymentuje z substancjami rozszerzającymi świadomość artystyczną - AUTENTYK.
              • lemon_curd Re: nie będzie miło 24.03.11, 10:55
                100% racji, Songo.
              • czerwony.poll74 Chodzi o upijanie się, upijanie 29.03.11, 19:01
                Alkoholizm jest wtedy i tylko wtedy gdy człowiek się upija, nie ma znaczenia ilość, nawet regularność nie jest najważniejsza, bo co to oznacza regularnie? Dwa razy do roku w sylwestra i w urodziny, to tez regularnie prawda. Czy picie codziennie sety przed spaniem to alkohololizm? Czy raczej przyzwyczajenie jakich mamy wiele. Czy picie kawy rano to nałóg, już chyba szybciej jeśli bez setki można zasnąć, a bez kawy nie da rady się podnieść.
                Żeby był problem z alkoholem muszą być dwa warunki, nałogowiec musi się upijać to raz, upijanie się musi przynosić szkody inne niż szkodliwość samego alkoholu w ilości 100 g dziennie(pewnie niższa niż codzienne żarcie w fastfoodzie).
            • lemon_curd Re: nie będzie miło 24.03.11, 10:58
              Ograniczył rzekomo do ilu? Wiesz, naprawdę wizerunek alkoholika jako człowieka ledwo chodzącego pod sklepem monopolowym i śmierdzącego spirytusem to mit. W znacznej większości przypadków to wygląda inaczej. 4 piwka dziennie? Sam fakt pojawiania się alkoholu codziennie i niechęć do jego odstawienia jest ekstremalnie niepokojąca. Moim zdaniem, na na alko się trochę znam, to to już wyszło z fazy "zagrożenia". I niestety, jak się potwierdzi, że Twój mąż jest alkoholikiem, to alkohol z Twojego domu zniknie na zawsze. Co polecam zrobić już teraz. Żadnego wina w weekendy.
              • andalus Re: nie będzie miło 24.03.11, 13:02
                Jeśli wyszedł a etapu zagrożenie to alkohol raczej nie zniknie. To że ona go nie będzie kupować nie oznacza, że mąż nie będzie go używał. Może się czasowo kontrolować - to akurat jeden z etapów.
    • cobra01 Wszytkie te powody 22.03.11, 11:14
      są zapewne autentyczne, ale tak naprawdę ostatnia przyczyna powinna być na samej górze. Twój facet Ci nie imponuje i to jest najważniejsze nie tylko u Ciebie, ale ogólnie w relacjach między kobietą i mężczyzną. Facet musi imponować kobiecie, bo wtedy ona pójdzie z nim do łóżka bezwarunkowo. Pozostałe przyczyny to trochę wymówki, chociaż myć się trzeba :).
      Tak naprawdę to myślisz pewnie już od dłuższego czasu o kochanku.
    • loppe Re: a u nas to jest tak 07.06.11, 15:09
      Wydaje mi się że jesteś dobrą żoną i ten raz na tydzień max, jak piszesz, w tej sytuacji jest takim zdrowym kompromisem pozwalającym związkowi nie zwiędnąć.
    • preethi Re: a u nas to jest tak 18.08.12, 22:58
      Odgrzebałam wątek z czeluści netowych (o dziwo jeszcze go nie zarchiwizowali), przeczytałam od deski do deski i kurka w szoku jestem i uwierzyć nie mogę... Chyba go jutro pokażę małżonkowi jako dowód na to, że problem nie istnieje od wczoraj, ale ma długą i bogatą historię. Stan rzeczy na dzień dzisiejszy jest taki, że:
      - małżonek się nie myje częściej chyba, ale mówiąc szczerze przestałam na to zwracać uwagę więc nie jestem do końca pewna
      - co do mycia zębów to już zupełnie nie wiem
      - piwo codziennie przez ostatnie tygodnie jest standardem i jak sięgnę pamięcią poza krótkimi okresami nawrócenia spowodowanymi awanturami i groźbami to chyba przez ostatni rok tak było (jak dla mnie to się kwalifikuje do AA, ale małżonek uważa, że przesadzam)
      - pracą, zakupami, gotowaniem, sprzątaniem i rachunkami nadal się zajmuję, on kontrybuuje w zakresie wytkniętym przeze mnie palcem (chociiaż on uważa, że jest zupełnie inaczej i ja nic nie robię)
      - nora ciągle funkcjonuje, gry komputerowe się zmieniły
      - co do imponowania to niech pomyślę... nadal fajnie wygląda i dzieckiem się zajmuje (chociaz ostatnio mniej pod pretekstem że tylko on się zajmuje a ja zupełnie nie) i pomalował przedpokój dwa miesiące temu i drzwi wejściowe w zeszły weekend i... nie wiem co jeszcze.. na ryby ciągle chodzi? i na mecze ligowe zaczął chodzić znowu? ale to w sumie słabe jest z mojego punktu widzenia... O wiem, koleżanki z pracy na grillu firmowym mówiły że mam super przystojnego męża... I był u mechanika z moim samochodem żeby łączniki stabilizatora wymienić i gumy nowe założyć... I umówił ekipę remontową na wizytę w dniu dzisiejszym celem umówienia remontu łazienki (po dwóch tygodniach przypomnień werbalnych ustawiłam mu reminder w telefonie na cały tydzień żeby na pewno załatwił). I już?

      A tak poza tym to albo się wyprowadzi za chwilę albo nie wiem, co się wydarzy, ale dalej to się tak nie da. Do zeszłej środy z awanturą funkcjonowaliśmy jakimś tam rytmem ustalonym nudnym okrutnie, seks zdarzał się okazjonalnie w okresach kiedy po "poważnych rozmowach" oboje obiecywaliśmy się bardziej postarać. Chociaż kilka tygodni temu małżonek stwierdził ponownie, że on już się o seks nastarał w naszym związku i teraz ja mam się starać, co robiłam w miarę możlwości swoich (tzn. na tyle na ile okoliczności sprawiały, że było to zgodne ze mną). Ostatni raz na wakacjach w ciepłych krajach ze trzy tygodnie temu (się obudziłam rano i bardzo mi się zachciało), co podczas awantury środowej zostało mi wypomniane jako niewłaściwe (bo powiedziałam, że chcę tu i teraz bez żadnego wstępu romantycznego). Powtórki nie było z powodu ponownego pojawienia się piwa wieczornego.

      Małżonek aktualnie stoi na stanowisku, że brak seksu w naszym małżeństwie wynika wyłącznie z mojej winy, bo on się starał dostosować do moich wymagań a i tak nic z tego nie wynika. Na moje argumenty że kondycja seksu jest odzwierciedleniem kondycji naszej relacji i najpierw trzeba nad nią popracować twierdzi, że to i tak niczego nie zmieni więc już mu się nie chce robić czegokolwiek.

      Właściwie nie wiem, po co to piszę. Chyba dlatego, że mam wrażenie, że mi się małżeństwo rozlatuje, bardzo tego nie chcę i próbuję sobie jakoś myśli uporządkować. Nie jestem gotowa wyartykułować tego nikomu z najbliższego otoczenia. Ale nie wiem, co dalej. Zmęczona jestem bardzo. Coraz mniej siły żeby próbować wyjść z błędnego koła, w którym tkwimy od bardzo dawna. Nie patrzymy sobie w oczy. Bliskość gdzieś się zgubiła. Nie wiem, co mam zrobić.
      • trzydziestoletnia Re: a u nas to jest tak 19.08.12, 14:42
        preethi napisała:

        > Odgrzebałam wątek z czeluści netowych (.)

        Dzieki, ze napisalas dalsza czesc Waszej historii, dla mnie to najcenniejsze watki.

        > - piwo codziennie przez ostatnie tygodnie jest standardem i jak sięgnę pamięcią

        Moze nie jestem obiektywna, ale dla mnie tam gdzie wkracza codzienne piwkowanie, tam rownoczesnie wkracza rozleniwienie, rozlazlosc, flejowatosc i gnusnosc. Nie mowiac o uzaleznieniu.

        > Bliskość gdzieś się zgubiła. Nie wiem, co mam zrobić.

        Ja to bym rozprawiala sie z tym piwkowaniem. To masakra co sie teraz dzieje, piwo to podstepna pulapka, bo tak lekko sie je traktuje, nie jako alkohol ale niewinny napoj chlodzacy. Koncerny nas urabiabiaja, a nam z tym wygodnie.. :(
        • sabat77 Re: a u nas to jest tak 19.08.12, 17:20
          No ja się zgadzam, ale zważ że niektórym to nijak nie dogodzisz. Jak pisałem, że u mnie się nie pije - to od razu było w domyśle, że drętwota, kicha i ogólnie nieciekawi ludzie. Kobiety same tu pisały, że wino je rozgrzewa i pobudza do akcji łóżkowych.
          Więc to pewnie kwestia punktu widzenia ?
          Chciałem też zauważyć, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jak skończy się piwkowanie, gnuśność i życiowe malkontenctwo, to mogą znaleźć się inne wady godne napiętnowania brakiem chęci na seks...
          Mogło być tak, że na początku był brak seksu, a piwo wypełniło tą lukę.
          Często tu przytaczanie przez panie godne napiętnowania zachowania to wpadanie w alkoholizm, obżarstwo, uzależnienie od komputera. A to typowe zachowania ucieczkowe, może problem zaczął się gdzie indziej, a pan szuka sobie w związku powietrza i przestrzeni osobistej ? Nie twierdzę że chlanie to mądry krok, ale może jest jakaś zewnętrzna przyczyna.
          • aandzia43 Re: a u nas to jest tak 19.08.12, 17:46
            . Kobiety same tu pisały, że wino je rozgrzewa i pobudza do a
            > kcji łóżkowych.
            > Więc to pewnie kwestia punktu widzenia ?

            Litości, Sabat! Dwie lampki wina przed randką z mężem to całkiem inny kaliber niż czteropak codziennie na kolację. Byle nie przed każdą randka, rzecz jasna ;-)


            Często tu przytaczanie przez panie godne napiętnowania zachowania to wpadanie w
            > alkoholizm, obżarstwo, uzależnienie od komputera. A to typowe zachowania uciec
            > zkowe, może problem zaczął się gdzie indziej, a pan szuka sobie w związku powie
            > trza i przestrzeni osobistej ?

            Owszem, to są zachowanie ucieczkowe, a problem leży gdzie indziej. Tylko najczęściej jest tak, że ten problem leży w osobowości ucieczkowicza. Czy kobiety, czy mężczyzny. W małżeństwie będącym czy samotnym. Ucieczkowicz reaguje ucieczką w obżeranie się, gnuśność czy piwkowanie z tej przyczyny, że nie umie sobie radzić z nudą, że łatwo traci z oczu cel, że łatwo odpuszcza, że nie umie długo skupić się na działaniu. Nie doszukujmy się więc przyczyn ucieczek w małżeństwie czy przebiegu pracy zawodowej ucieczkowiczów, tylko w samych ucieczkowiczach. Pisze to osoba ucieczkowa i w pełni świadoma swoich felerów. Skoro nie usprawiedliwiam siebie, nie zamierzam też rozczulać się nad mężem bohaterki.
      • aandzia43 Re: a u nas to jest tak 19.08.12, 15:11
        Czyli NIC się nie zmieniło, kobieto-stachanowcu. Przez następne lata też się nic nie zmieni. Powodzenia w trwaniu na posterunku :-/
        To codzienne piwo i rzadkie mycie się.... degrengolada. Chłop z natury przystojny, miły i potrafiący się przypodobać publice, ale za jakiś czas dobre geny i dobre wychowanie z domu wyniesione nie wystarczą, by utrzymać ten stan rzeczy. Właściwie to nie ma co się szczególnie podniecać - bardzo pospolity okaz polskiego samca.
      • vitek_1 Re: a u nas to jest tak 21.08.12, 12:35
        Mężowska niechęć do seksu wynika z tego że ty (podobnie jak 90% kobiet) pod pojęciem seks rozumiesz nudne, powtarzalne rypanie, w otoczeniu stu milionów pocałunków.

        Jeżeli chodzi o mężczyzn, to w dzisiejszych czasach tak rozumiany seks rajcuje co najwyżej 20-latków. Facet, który na wyciągnięcie myszki ma dostępne najbardziej wymyślne seksualne zabawy nie będzie w nieskończoność podniecał się tym że ta sama od x do entej lat, tyle że z każdym rokiem starsza kobieta położy się a on może ją przez godzinę obsypywać pocałunkami a potem przelecieć, z trudem dochodząc bo przecież pani nie zaciśnie się ('nie wiem o co chodzi, to jakaś sztuczka prostytutek?') i musi natychmiast wynieść prezerwatywę do kibla. Że co, robisz loda? A robisz jądra, pupę, robisz to wszystko z korkiem wetkniętym w dziurkę? No to nic nie robisz.
        • that.bitch.is.sick Re: a u nas to jest tak 21.08.12, 12:58
          vitek_1 napisał:

          > Jeżeli chodzi o mężczyzn, to w dzisiejszych czasach tak rozumiany seks rajcuje
          > co najwyżej 20-latków. Facet, który na wyciągnięcie myszki ma dostępne najbardz
          > iej wymyślne seksualne zabawy nie będzie w nieskończoność podniecał się tym że
          > ta sama od x do entej lat, tyle że z każdym rokiem starsza kobieta położy się a
          > on może ją przez godzinę obsypywać pocałunkami a potem przelecieć, z trudem do
          > chodząc bo przecież pani nie zaciśnie się ('nie wiem o co chodzi, to jakaś sztu
          > czka prostytutek?') i musi natychmiast wynieść prezerwatywę do kibla. Że co, ro
          > bisz loda? A robisz jądra, pupę, robisz to wszystko z korkiem wetkniętym w dziu
          > rkę? No to nic nie robisz.
          >

          Sorry vitek ale musisz być dupą totalną i prymitywnym fajansem (bo jesteś taka prawda nic dziwnego że ci żona nie daje) skoro nie obczajasz że jakby laska chciała być profesjonalistką spod różowej latarni, która na rozkaz byle ciołka za byle pieniądze dawałaby się dowolnie obracać na wszystkie strony z korkiem w dupie i klamrami na sutkach to nie kończyłaby szkoły, nie zdobywała innego zawodu i nie wychodziła za mąż z nadzieją że będzie w łóżku jej zdanie się bardziej liczyło niż dupy za kilka stów. Ciężko myślisz ale też poniękąd racji troche miałeś, tyle że podałeś ją w sposób dosyć fajowaty tę prawdę, co w sumie typowe dla Ciebie, literatem nie jesteś.
    • kobieta-praktyczna Re: a u nas to jest tak 19.08.12, 21:46
      Piwo codziennie to albo jest to już uzależnienie, albo do tego doprowadzi.
      Trudno coś radzić, bo sama doskonale diagnozujesz sytuację. Może lepiej wiecej przyjaznych rozmów, a mniej wybuchów. Tylko w stosunku do piwa powinnaś być konekwentna. Coś na ten temat wiem.
Pełna wersja