"Miły facet" musi przegrać

19.03.11, 15:29
"Nice guys finish last" choć ze świata sportu stało się ponoć synonimem przegranej w relacjach damsko męskich i seksie miękkich mężczyzn. Ponieważ Sisi uknuła termin urquhartowskie trzymanie za pysk kobiety to wywołam temat na tapetę. Jak bardzo facet powinien dać się złapać za pysk i wypełniać zdefiniowane przez kobietę psie obowiązki i podlizywać się jej łudząc się nadzieją nagrody (sesk) i dlaczego okazuje się że to całkiem nieskuteczna strategia?

Zastanawiałeś się czemu bycie miłym i usłużnym w stosunku do kobiet nie procentuje w postaci seksu lub związku z nimi? Dlaczego kobiety wolą facetów pewnych siebie i czerpiących z życia pełnymi garściami, a nie zwykłych, ułożonych pracusiów? Dlaczego wybór częściej pada na Badboy’ów, a nie grzecznych chłopców? (...)
Zacznijmy od określenia, co to znaczy być „miłym” w kontekście relacji z kobietami: najważniejsza kwestia - uzależniasz swój nastrój, zachowanie i styl życia od kobiety, dajesz jej sobą sterować. Jesteś zbyt uprzejmy, starasz się nie urazić jej swoimi poglądami, zgadzasz się ze wszystkim co ona powie. Jesteś gotów rzucić dla niej akurat wykonywane zajęcie, jeśli tylko ona Cię o to poprosi, jednym słowem biegasz za nią, mimo, że ona nic nie daje od siebie. Kupujesz jej prezenty, kwiaty, zabierasz w drogie miejsca, bo wydaje Ci się że w ten sposób „kupisz” sobie jej uwagę. Do tego od Twojego życia zieje nudą - nie posiadasz pasji, hobby czy zainteresowań. Narzekasz na pracę, ludzi, na cały świat. Twoi znajomi są tacy sami. Zamiast weekend’owego wypadu w jakieś ciekawe miejsce, wybierasz spędzenie wieczoru przy piwie z kumplami w knajpie. Wakacje spędzasz również tak jak wszyscy. Ogólnie rzecz biorąc Twoje podejście do życia, Twoje przekonania i zachowanie w stosunku do kobiet są takie same jak 95% mężczyzn – nie wyróżniasz się z tłumu.
Co takiego ma ta reszta facetów, że jest bardziej atrakcyjna? Zastanów się: ów „nieprzeciętny facet” ma swoje pasje, a co za tym idzie - nie ma czasu dla kobiety zawsze i o każdej porze. Robi wiele ciekawych rzeczy, uprawia różne dyscypliny sportu, podróżuje, próbuje nowych doznań, ma wielu znajomych i łatwość w nawiązywaniu nowych kontaktów. Nie żyje tak jak mu inni karzą, jest Kowalem Własnego losu. Optymista, z konkretną wizją siebie za kilka lat. Ma ambicje, nie przeprasza że żyje. Posiada swoje zdanie i wyraża je głośno. Raz jest gentlemanem, raz draniem dla kobiet. Dostarcza im szerokiej gamy emocji: nie tylko miłości, ale także smutku, radości, euforii, zafascynowania, czy skoków adrenaliny. Jest świadom, że to on wybiera kobiety, a nie one jego. Nie przywiązuje się do kobiety zaraz po poznaniu. Nie pełni roli tamponu emocjonalnego(...)
Nie namawiam Cię do złego traktowania kobiet. Wprost przeciwnie. Kobiety są cudownymi stworzeniami, bez których nasze życie pozbawione byłoby kolorytu. Chodzi jednak o to, aby nasze życie było pełną paletą barw, a nie jednym kolorem – dawanym i odbieranym przez kobiety. Dlatego posiadaj swoje życie i żyj tak, aby zawsze coś się działo. Niezależnie od kobiet.

Wiecej: www.eioba.pl/a/2ft8/mili-chlopcy-kontra-nieprzecietni-faceci#ixzz1H3R9EL1e

-
Love is never a game, Sex is always a game - Naura Hayden
    • rydzo 100% prawda 19.03.11, 17:50
      Niech sobie to przeczytają wszystkie forumowe płaczki.
      • empeczy dobre synek!! 20.03.11, 22:31
        gościu, powinieneś pisać artykuły do bravo. szkoła podrywania :D. Może powinieneś jakieś szkolenia motywacyjne w kwestii traktowania kobiet aranżować.. warto to przemyśleć. A teraz tak serio - to wszystko, co napisałeś jest kwestią charakteru, który zazwyczaj jest za łebka szlifowany. Więc według tego, co napisałeś, to i tak 95% kolesi, którzy to przeczytają jedynie mogą się popłakać ;o
      • marrysienka Miły to nie znaczy pantoflarz! 21.03.11, 07:23
        A badboy to nie facet z pasją! Coś ci się definicje nieco omsknęły.

        Miły facet to chłopak, mężczyzna, z którym można pogadać o czymś innym niż nasza piękna miłość, czyli facet z pasją, który coś w życiu robi. Jest zabawny, ale nie jest to takie spektakularne - trzeba go troszkę poznać, można się z nim zaprzyjaźnić i zakochać.

        Badboy to koleś, który bryluje na imprezach. Jest taki zabawny, a czasem robi takie draki... kobieta zakochuje się w nim, są fajerwerki, ognista miłość (która się szybko wypala). Tylko potem w życiu okazuje się, że badboy, którego wszystkie kobiety zazdrościły, po ślubie nie zmienia się - nadal lubi wypić i poimprezować. A jeżeli ustatkuje się, to do pozycji cauch potato - nadal pije, tylko w domu i przed telewizorem lub internetem.

        Thanks God for nice guys. Faceta trzeba nie tylko kochać - trzeba go też lubić i przyjaźnić się z nim.
        • santo_inc Re: Miły to nie znaczy pantoflarz! 21.03.11, 22:20
          > Badboy to koleś, który bryluje na imprezach. Jest taki zabawny, a czasem robi t
          > akie draki... kobieta zakochuje się w nim, są fajerwerki, ognista miłość (która
          > się szybko wypala). Tylko potem w życiu okazuje się, że badboy, którego wszyst
          > kie kobiety zazdrościły, po ślubie nie zmienia się - nadal lubi wypić i poimpre
          > zować.

          No tak, zaskoczenie każdej kobiety. Mężczyzna po ślubie lubi to samo co i przed nim i chciałby to robić tak samo często. Dziwne, prawda!?
          • marrysienka Re: Miły to nie znaczy pantoflarz! 26.06.11, 10:01
            > No tak, zaskoczenie każdej kobiety. Mężczyzna po ślubie lubi to samo co i przed
            > nim i chciałby to robić tak samo często. Dziwne, prawda!?

            Uwierz, są kobiety, które są niesamowicie zaskoczone. Jak to moja miłość, nasz wspaniały ślub w kościele (choć każde z małżonków ateista) go nie zmienił?
    • alicjann Re: "Miły facet" musi przegrać 19.03.11, 19:18
      Racja. Może nie do końca przegrać, ale jednak pożądanym przez kobiety, będzie ten właśnie "drań", ten pewny siebie, ten zajęty sobą, ten...hah! Intygujący i interesujący!
      PS. Zapomniałeś jednak dodać, że to działa w obie strony... czyż kobieta umiejąca dobrze zająć się sobą i swoim czasem nie jest tą "pożądaną"..? ;)
      • kag73 Re: "Miły facet" musi przegrać 19.03.11, 21:05
        Zasada jest prosta zarowno dla kobiet jak i dla mezczyzn:
        Facet/kobieta nie powinna byc jedyna trescia Twojego zycia. To wszystko.

        Jak dla mnie ten artykul bardzo sprawe upraszcza. Ja jestem z tych co lubia "milych" facetow, ale moje "mily" nie zgadza sie z definicja w artykule.
    • aandzia43 Zgadza się, w drugą stronę też 19.03.11, 21:21
      Wszystko święta prawda: żeby byc pożądanym partnerem/ką trzeba miec coś na kształt własnego życia, własnego zdania, nie podpinac się emocjonalnie pod partnera. Jak w ogóle można zgadzac się ze wszystkim, co partner powie?! Są tacy na świecie? ;-) Jak dla mnie facet/babka bardziej niezależni od tego, czegoś, co opisałeś, to norma. Tylko nie rozumiem dlaczego tego nieszczęsnego faceta nazywasz miłym facetem. To jest jakaś straszliwa pierdoła, chyba nie spotykam na co dzień takich egzemplarzy, a jeśli spotykam, to starannie ukrywają oni swoją wstydliwą przypadłośc ;-) Dla mnie miły facet to coś kompletnie innego.
      Acha, ale własne życie, własne zdanie, pazur i niezależnośc emocjonalna to też jeszcze nie wszystko, by zdobyc i zatrzymac w szczęśliwym zwiazku fajną babkę/faceta. To tak tylko dla formalności ;-)
      • urquhart Definicja "miłego faceta" 20.03.11, 10:54
        aandzia43 napisała
        > ecie? ;-) Jak dla mnie facet/babka bardziej niezależni od tego, czegoś, co opis
        > ałeś, to norma. Tylko nie rozumiem dlaczego tego nieszczęsnego faceta nazywasz
        > miłym facetem. To jest jakaś straszliwa pierdoła, chyba nie spotykam na co dzie

        To że pierdoła czy słaby maminsynek bez własnego zdania uczepiony kobiety jest nieatrakcyjny to oczywiste.
        Ale że miły facet określany jako mający własne zdanie ale ustępujący kobiecie w ramach walki fair play czy tzw rycerskości musi przegrać to już nie jest oczywiste.
        Nice guy - miły facet to nie moja definicja. W takim kontekście o miłych facetach którzy ustępują kobiecie i przegrywają związki pisała Milska czy Bidulph.
        en.wikipedia.org/wiki/Nice_guy
        W skrócie: Miły facet jest wychowany że kobiecie trzeba zaproponować pomoc wsparcie i ustąpić w sporze bo jest słabsza. Przedkłada jej potrzeby ponad własne, jest uprzejmy, unika konfrontacji i wspiera kobiety emocjonalnie.
        Generalnie pierdoła nie jest do tego wszystkiego zdolny, wiec to zupełnie inne pojęcie.

        Z innych dobrych określeń to przekonuje mnie że kobieta mając dużo większa potrzebę bezpieczeństwa będzie zawsze podświadomie prowokować partnera, czy jest wystarczająco silny i zdecydowany by być jej oparciem i by się jej przeciwstawić.
        "Miły facet" ustąpi w dobrej wierze, a jego kobieta będzie jedynie bardziej rozkapryszona i nim rozczarowana (typowo: pomaga za mało) a on natomiast nie rozumie dlaczego ona tego nie docenia i nie odwdzięczy mu się tym samym.
        • lucusia3 Re: Definicja "miłego faceta" 20.03.11, 22:57
          Nie do końca rozumiem założyciela wątku - dla niego jest możliwy tylko egoistyczny macho duszący do swoich potrzeb wszystkich wokoło, albo człowiek absolutnie wyprany z pragnień, podporządkowany otoczeniu. To jakaś patologia, świat nie działa zerojedynkowo.
          Czytanie książek chyba nic tu nie pomoże. Zostaje wizyta u dobrego specjalisty. Bardzo współczuje Twojemu otoczeniu, nie wiem, którą opcję wybrałeś, ale każda jest destrukcyjna.
          Trzeba się leczyć.
          • santo_inc Re: Definicja "miłego faceta" 20.03.11, 23:17
            > Nie do końca rozumiem założyciela wątku

            Zgadza się. Nie rozumiesz.
        • aandzia43 Re: Definicja "miłego faceta" 21.03.11, 00:34
          > Z innych dobrych określeń to przekonuje mnie że kobieta mając dużo większa potr
          > zebę bezpieczeństwa będzie zawsze podświadomie prowokować partnera, czy jest wy
          > starczająco silny i zdecydowany by być jej oparciem i by się jej przeciwstawić.
          > "Miły facet" ustąpi w dobrej wierze, a jego kobieta będzie jedynie bardziej roz
          > kapryszona i nim rozczarowana (typowo: pomaga za mało) a on natomiast nie rozum
          > ie dlaczego ona tego nie docenia i nie odwdzięczy mu się tym samym.

          A i owszem, kiedy prowokuję w nieistotnych dla mnie drobiazgach, albo trochę niepotrzebnie się nakręcam, to oczekuję zdecydowanego i spokojnego veta ;-) Ale keidy wysuwam postulaty w sprawach dla mnie naprawdę istotnych, to oczekuję, że zostaną one potraktowane poważnie. Nawet, jeśli jemu w pierszej chwili wydadzą się moje potrzeby w postulatach wyłuszczone przedziwne, to musi wysilić się na analizę problemu. I wyjść przy tym nieco poza swój paradygmat.
          • urquhart Re: Definicja "miłego faceta" 21.03.11, 07:15
            aandzia43 napisała:
            > A i owszem, kiedy prowokuję w nieistotnych dla mnie drobiazgach, albo trochę ni
            > epotrzebnie się nakręcam, to oczekuję zdecydowanego i spokojnego veta ;-)

            A generalnie miły facet kobiecie nie odmawia. Bo na tym polega romantyczne ujęcie miłości. Żeby wybrance nieba przychylać.
            • lemon_curd Re: Definicja "miłego faceta" 21.03.11, 10:47
              Na tym polegają patologicznie relacje. A romantyczny mit miłości jest straszny. I skupiony na samym sobie, nie na drugiej osobie. ;)
          • htoft Re: Definicja "miłego faceta" 21.03.11, 09:26
            Czyli jesteś niedojrzała i potrzebujesz, żeby ktoś inny stawiał Ci granice. Jak można kogoś takiego traktować poważnie?...
    • yoric Re: "Miły facet" musi przegrać 19.03.11, 21:32
      Nawiązując do wpisu Keg - bo co do sedna to moje zdanie znacie :) - w przypadku kobiet te rzeczy też stanowią o atrakcyjności, ale w daleko mniejszym stopniu. Raczej jest tak, że facet ma swoje hobby, pasje i zainteresowania, a dla kobiety jedynym hobby i jedynym zainteresowaniem jest jej facet. Kobieta go wtedy usiłuje spapuciować (słowo nie mojego autorstwa, ale dobrze pasuje). To jest dla obojga straszie męczący układ. Dlatego zainteresowania u kobiet są tak cenne :).
      • kag73 Re: "Miły facet" musi przegrać 19.03.11, 21:49
        Moze czesto tak bywa. tylko widizsz u kobiet jest tak, ze one probuja troche wyposrodkowac. zainteresowania z jednaj stony a dbanie o wspolne rzeczy we dwoje z drugiej, bo kobety maja w naturze dbanie o trzymanie w kupie rodziny. W przypadku facetow moze sie zdarzyc jak w watku o panu, ktory w wolnym czasie tylko gra na kompie i pije piwno. Efekt: zona nie chce seksu. Zyja jak wspollokatorzy. Najlepiej cos posrodku. Jest czas na hobby i czas dla rodziny i czas we dwoje.
      • urquhart w długoletniej perspektywie 20.03.11, 11:27
        yoric napisał:
        > iłuje spapuciować (słowo nie mojego autorstwa, ale dobrze pasuje). To jest dla
        > obojga straszie męczący układ. Dlatego zainteresowania u kobiet są tak cenne :)

        Zgadzam się ale znowu to dość wybiórcze określenie pierwszej fazy związku, bo na tym się koncentrują typowe dywagacje o własnych hobby i zainteresowaniach vs pełnej zależności partnerów.
        Ale w długoletniej perspektywie narodziny dziecka weryfikują czas na hobby, zainteresowania czy w końcu wspólny czas we dwoje: bo ktoś musi zostać z dzieckiem. Każda babka wścieka się że facet śmie mieć czas na jakieś zainteresowania zamiast pomagać przy dziecku, a na to szczególnie przy jednym pierwszym doba zawsze za krótka. Typowo jej dawne zainteresowania nagle przestają być ważne.
        Co robi wtedy miły facet nawet jeśli miał hobby i zainteresowania? Dostosowuje się i ustępuje, albo przestaje być miłym facetem i zostaje Męską Szowinistyczną Świnią :)
        A zdobytego raz pola łatwo się już nie oddaje.
        Aktywistki z ematki czy ŻR wyłuszczają niezawodne rady dla kobiet że faceta trzeba trzymać krótko, organizować mu czas w domu i przy dzieciach wtedy nie ma czasu na głupoty. Jak to ma wpływ na seks i pożądanie też łatwo się domyślić co piszą: są przecież ważniejsze sprawy.
        • kag73 Re: w długoletniej perspektywie 20.03.11, 18:45
          "Każda babka wścieka się że facet śmie mieć czas na jakieś zainteresowania zamiast pomagać przy dziecku, a na to szczególnie przy jednym pierwszym doba zawsze za krótka. Typowo jej dawne zainteresowania nagle przestają być ważne.
          Co robi wtedy miły facet nawet jeśli miał hobby i zainteresowania? Dostosowuje się i ustępuje, albo przestaje być miłym facetem i zostaje Męską Szowinistyczną Świnią :)
          A zdobytego raz pola łatwo się już nie oddaje."

          A wscieka sie zapewne, bo ONA sama nagle tego czasu na swoje zainteresowania nie ma. Jezeli on z przesada pielegnuje swoje zainteresowania to odwalac kazda "brudna" robote musi ona. Nie ma sie co zalic nad biednymi misiami z pajsjami albo pseudo pasjami, bo tacy biedni to oni nie sa. ZAWSZE znajda czas na hobby, olewaja wszystko cieplym strumieniem, bo wiedza, ze zona zrobi. Niby wszystko niewazne, ale posprzatane wyprane i ugotowane chca miec. Tylko, ze samo sie nie zrobi, idzie na to czas wolny kobiety. A presja spoleczna nadal jest ogromna, bo jak bedzie ciagle syf w chalupie to sie zawsze bedzie nazywalo, ze kobieta glajda albo fladra, o facecie sie nie wspomina. Czyli prosta recepta: w zaleznosci od sytuacji i potrzeb raz mamy wiecej czasu na hobby i zainteresowania, innym razem mniej. kazdy rozsadny facet zakojarzyc to powinien, ale nie, bo on to ma gleboko w du..ie. Glupi by byl gdyby nie mial, w koncu zona zrobi. To bledne myslenie, ze wszystkie kobiety uwielbiaja zmywanie, gotowanie, pranie. Powiedzialabym, ze wiekszoc za tym nie przepada, ale wiedza, ze zrobic trzeba.
          Osmiele sie tez podwazyc teze, ze facet z pasjami i zainteresowaniami to gwarancja na udany seks i pozadanie w dlugoletnim zwiazku. Nawet jezeli kobieta takiego pozada, to jeszcze nie wystaracza. Bo np. on zajety jest pasja. Jak mozna miec z nim seks, jak go w domu nie ma? Albo jak zajety PASJA przychodzi do lozka o 2 w nocy, zona pograzona w glebokim snie a on na PASJE jeszcze sily mial, ale o 2 w nocy tez juz pada z nog i chce tylko zamkac oczeta i spac.
          Tu chyba istotniejesze jest libido i testosteron i wiele wiele innych rzeczy.

          • panismok Re: w długoletniej perspektywie 20.03.11, 21:31
            Dlatego coraz więcej kobiet z zainteresowaniami nie decyduje się na dzieci...
            Żeby nie wpaść w pułapkę tych wszystkich "rzeczy, które KTOŚ musi zrobić"...
          • urquhart Re: w długoletniej perspektywie 20.03.11, 21:36
            kag73 napisała:
            > gleboko w du..ie. Glupi by byl gdyby nie mial, w koncu zona zrobi. To bledne my
            > slenie, ze wszystkie kobiety uwielbiaja zmywanie, gotowanie, pranie. Powiedzial
            > abym, ze wiekszoc za tym nie przepada, ale wiedza, ze zrobic trzeba.

            Faktycznie trzeba robić czy zrobić? Kag nie sugeruję że kobiety uwielbiają, ale mają przymus rodzielskiego perfekcjonizmu kosztem innych sfer życia który zwykle odpuszcza dopiero kiedy mają drugie, trzecie dziecko i miłość trzena nauczyć się dzielić. Te co mają więcej dzieci naigrawają się z tego >>>
            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,108998028,109086309,Re_Kiedy_dziecko_moze_byc_zagrozeniem_dla_zwiazk.html
            • lemon_curd Re: w długoletniej perspektywie 21.03.11, 02:58
              Ten perfekcjonizm też jest czegoś efektem. Czy nie tego, że np. społeczny przekaz dla kobiety jest taki, że "jak cię widzą tak cię piszą"? Ergo, jak widzą Twój dom, tak oceniają Twój status, rodzinę, sukcesy? Dlatego kretyńskie naczynia w zlewie, które jeden dzień postoją są takim problemem? Dlatego jest kult perfekcyjnej matki, chociaż tak naprawdę można spokojnie godzić posiadanie dziecka z byciem fajną babką, fajną żoną i w ogóle?

              Z drugiej strony te same kobiety wychowują często synów na imbecyli. Ja rozumiem, że jak mąż pracuje, a kobieta opiekuje się dziećmi w domu to naturalne jest, że ona robi w domu więcej. Ale nie rozumiem na przykład, dlaczego takie trudne dla dużej ilości osób jest odłożenie widelca do zlewu. Robienie notorycznego chlewu odebrałabym też jako brak szacunku do swojej pracy i wysiłku. Mam nadzieję jednak, że tacy mężczyźni są w mniejszości. ;)
              • urquhart przekaz społeczny czy prolaktyna? 21.03.11, 07:46
                > Ten perfekcjonizm też jest czegoś efektem. Czy nie tego, że np. społeczny przek
                > az dla kobiety jest taki, że "jak cię widzą tak cię piszą"?

                Nie prolaktyny czasem który jest hormonem przymus, stresu i niepokoju o potomstwo gniazdo?
                Przecież piszą o doświadczeniach że dowolne zwierzęta doświadczalne samice czy samce po podaniu prolaktyny dostają kota na punkcie pielęgnacji gniazda i potomstwa - lub depresji przy za dużej dawce.

                > dla dużej ilości osób jest odłożenie widelca do zlewu. Robienie notorycznego c
                > hlewu odebrałabym też jako brak szacunku do swojej pracy i wysiłku. Mam nadziej
                > ę jednak, że tacy mężczyźni są w mniejszości. ;)

                Też tak to widzę zaganiając syna do jakiejś roboty, gdy żona mówi: zostaw dzieciaka, ja to zrobię za niego.
                • lemon_curd Re: przekaz społeczny czy prolaktyna? 21.03.11, 10:44
                  Chłopie, Twoje podejście do biologii jest zgoła niekonwencjonalne. Prolaktyna wytwarzana jest przecież nie tylko w okresie ciąży i połogu czy też okresu karmienia. Poza tym służy też czysto technicznym rzeczom, jak pobudzeniu laktacji. Poza tym pewien poziom stresu i niepokoju o dom i dzieci jest czymś naturalnym i występuje także u mężczyzn. Nie znam faceta, który nie przejmowałby się dziećmi. Ale nie, psychoza matki na punkcie dziecka, skupianie się tylko na nim NIE JEST normalne, nie jest uzasadnione biologiczną normą, jest dowodem zaburzenia stosunków w rodzinie. Naprawdę jednak są normalne matki. Moja znajoma ma trójkę dzieci urodzonych w dość krótkich odstępach czasu. Ma leciutkie rozstępy na brzuchu, ale poza tym jest szczupła, zadbana i zdecydowanie można z nią porozmawiać na tysiące tematów oprócz dziecka. Nie ma świra, dzieci od małego śpią w swoich pokojach i podejrzewam, że jej życie seksualne ma się dobrze. ;) A wyrodną matką zdecydowanie nie jest, po prostu jest czuła, a nie dusząca i wie, że ważna jest rodzina jako całość, a nie tylko dziecko.

                  I bardzo dobrze, że zaganiasz syna do pracy. Niestety, kobiety często ulegają temu tradycyjnego "dziewczynka ma sprzątać, chłopiec ma się wyszaleć", a potem następuje wielkie zdziwienie, bo misiaczek w wieku 30 lat nie umie wrzucić brudnych skarpetek do kosza do prania, a nie na podłogę. No i powstaje dziesięć tysięcy forumowych wpisów na temat tego, jacy to są mężczyźni, kobiety etc. ;)
        • aandzia43 Re: w długoletniej perspektywie 21.03.11, 00:20
          > Co robi wtedy miły facet nawet jeśli miał hobby i zainteresowania? Dostosowuje
          > się i ustępuje, albo przestaje być miłym facetem i zostaje Męską Szowinistyczną
          > Świnią :)

          Znam kilka MSzŚ, które przegrały związek (zostały porzucone) z powodu zbyt kurczowego trzymania się "swojej pasji" w wymiarze uniemożliwiającym im "pomoc przy dziecku" i pomoc w ogarnięciu spraw codziennych powiększonej rodziny. Te wstrętne feministyczne babsztyle nie chciały przez następne kilka lat podpierać się nosem i śmiały wściekać się, że złoty młodzieniec wybywa regularnie z gniazdka zostawiając je z całym tym niegodnym jego męskości banałem. No i jeszcze dodam, że owym MSzŚ wydawało się, że w miarę solidna pielęgnacja dziecka, inwestowanie w jego rozwój i zaspokajanie podstawowych potrzeb emocjonalnych to jakieś strasznie zawyżone, nikomu do niczego nie potrzebne, standardy. Zostali porzuceni, bo zwyczajnie nie rokowali. Pożądanie do atrakcyjnego, niegrzecznego chłopca czasem się kończy zabite przez jego egoizm i, jak widać, nie tylko spolegliwy długoterminowy partner budzi się z ręką w nocniku.
          • sisi_kecz Re: w długoletniej perspektywie 21.03.11, 00:31
            Te wstrę
            > tne feministyczne babsztyle nie chciały przez następne kilka lat podpierać się
            > nosem i śmiały wściekać się, że złoty młodzieniec wybywa regularnie z gniazdka
            > zostawiając je z całym tym niegodnym jego męskości banałem.'

            To jest bosko napisane :)))

            Nie traktowałabym nigdy partnera jak marionetki i nie popieram "chwytania za pysk" nikogo, ale z takim zakochanym w swoim hobby kombinatorem jak by se tu wygodnie realizować siebie, to się rozstałam, dokładnie dlatego, ze nie rokował- sama prawda.
            Tylko jakieś uzaleznione od wizji: rodzina= świętosć, albo nie mające dokąd pójść, biedne i niskowartościujace się kobiety, będą z takimi typami w dłuższej perspektywie.

            Sam taki typ jest karykaturą mężczyzny.
            I ten mój, dostał po latach ode mnie w gębę z mocnego lewego sierpowego- za niemęskie zachowanie.

            pozdro!
          • urquhart Re: w długoletniej perspektywie 21.03.11, 07:31
            aandzia43 napisała:
            > Znam kilka MSzŚ, które przegrały związek (zostały porzucone) z powodu zbyt kurc
            > zowego trzymania się "swojej pasji" w wymiarze uniemożliwiającym im "pomoc przy
            > dziecku" i pomoc w ogarnięciu spraw codziennych powiększonej rodziny. Te wstrę
            > tne feministyczne babsztyle nie chciały przez następne kilka lat podpierać się
            > nosem i śmiały wściekać się, że złoty młodzieniec wybywa regularnie z gniazdka
            > zostawiając je z całym tym niegodnym jego męskości banałem.

            Ależ tak, doskonale zdaje sobie sprawę że granica jest krucha. Mili faceci pragmatycznie zostają z reguły wołem roboczym rodziny i kopa w dupę mimo fochów i kaprysów kopa w dupę raczej nie dostaną. Jest trochę takich co wdzieczni sa losowi że jakakolwiek baba chce z nimi być.
            Ale też nie mają też co liczyć na pożądanie i porządny seks.
          • santo_inc Re: w długoletniej perspektywie 21.03.11, 22:16
            > asznie zawyżone, nikomu do niczego nie potrzebne, standardy. Zostali porzuceni,
            > bo zwyczajnie nie rokowali.

            Jeśli nie rokowali, nie powinni w ogóle być dopuszczeni do spłodzenia dziecka.

            Chyba że wtedy rokowali?
    • grosz-ek Nadrabiając braki w edukacji ... 19.03.11, 22:37
      ... z zakresu podrywu - od 15 lat tego nie robiłem - fundnąłem sobie książkę Krzysztofa Króla "Księga związków, podrywu i seksu". Ciekawa i inspirująca, choć bardziej koncentrująca się na pierwszych 5 minutach znajomości - czyli na podrywie - niż na trwałym budowaniu związku. W każdym razie autor wyznaje zasadę, że trzeba spróbować wielu wypieków, aby móc wybrać ten najsmaczniejszy. Sposobem na osiągnięcie tego jest bycie pewnym siebie oraz zachowanie dystansu w relacjach damsko-męskich. Pewność siebie polegająca na odwadze zagadnięcia kobiety w każdym miejscu i w każdym czasie oraz na przekonaniu o swojej wartości jako mężczyzny. Dystans - na umiejętności równoczesnego prawienia komplementów i ich odwrotności - autor określa je mianem "negów". Na zasadzie - "jesteś fajna" ale "tę bluzkę już widziałem". Nie ukrywam, ta koncepcja negów jest dla mnie pewnym nowum. Dostrzegam korzyść z ich stosowania - pozwala zachować dystans do siebie, swoich uczuć i kobiety. Nie idzie się tak łatwo zakochać jeśli musisz - oprócz zalet - zauważać także wady kobiety i je głośno artykułować. W takich warunkach miłość romantyczna nie ma szans się rozwinąć.

      W każdym razie - będąc mężczyzną - warto mieć swoje życie. Interesujące i zajmujące. I nie poświęcać go całego dla kobiety i rodziny - choć być może ona uważa że tak być powinno. Ale też warto - jak już kobieta jest - wydzielić tylko dla niej jakąś jego część.
      • kag73 Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 04:52
        "W każdym razie - będąc mężczyzną - warto mieć swoje życie. Interesujące i zajmujące."
        A bedac kobieta? Ach, coz za pytanaie, zapomnialam, kobieta musi i powinna sie poswiecac dla meza i rodziny, w koncu jest kobieta.

        A odnosnie porad, owszem zgadzam sie, ze powinno sprobowac sie wielu "wypiekow", tylko dzieki temu mozna miec porownanie i w miare pewnosc, ze decyduje sie na najlepszy. Co do "negow" sie nie zgadzam. Neg pt. "te bluzke juz widzialem" bez sensu, zaraz bym se pomyslala "frajer, i co mnie obchodzi, ze juz widzial."
        A nie idzie sie tak latwo zakochac, albo ma sie to DO CZASU pod kontrola, jezeli przezylo sie pare rozstan albo zwiazkow, jest troche staraszym i rozsadniejszym i bardziej doswiadczonym. Czlowiek staje sie po prostu ostrozniejszy i tak szybko nie da sie rozbujac przez uczucia. (to tak z mojego doswiadczenia)
        • grosz-ek Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 10:12
          > A bedac kobieta? Ach, coz za pytanaie, zapomnialam, kobieta musi i powinna sie
          > poswiecac dla meza i rodziny, w koncu jest kobieta.

          Poradnik był dla mężczyzn, więc i porady dla nich. Pewnie w poradnikach dla kobiet są adekwatne rady dla nich. Jesteś kobietą, czytujesz kobiece poradniki, to pewnie wiesz, jakie rady tam serwują.

          Ale w ogólności - mądry mężczyzna powinien dać zajęcie dla swojej kobiety, adekwatne do jej zainteresowań. Jeśli jest nakierowana na dom, dzieci, rodzinę - dać jej dużo dzieci i swobodę w kształtowaniu domu. Jeśli na życie towarzyskie i kulturalne - pozwolić (i zmuszać) jej wychodzić jak najczęściej z domu (razem z nią albo samej). Jeśli na sukces zawodowy - wykopać do pracy i wspierać we wszystkich jej zawodowych działaniach. Mądry mężczyzna zna aspiracje swojej kobiety i umie jej pomóc w ich realizacji. Głupi - albo ich nie zna, albo ich nie akceptuje. Rujnuje w ten sposób jej i swoje życie.

          >Co do "negow" sie nie zgadzam. Neg pt. "te bluzke juz widzialem" be
          > z sensu, zaraz bym se pomyslala "frajer, i co mnie obchodzi, ze juz widzial."

          He, he, zadziałało. O to właśnie chodzi w negach - o emocje. Łatwiej kobiecie przejść ze złości do miłości niż z obojętności. W negach chodzi o wytrącenie z równowagi, o wzbudzenie emocji, o wywołanie wyzwania w oczach kobiety. Jeśli nad tym głębiej zastanowić - to tak samo działa w kierunku mężczyzn. Neg "nie złapiesz mnie" jest bardzo dobrym sposobem na rozbudzenie męskiej ambicji dogonienia. A przecież w całej tej zabawie równie mocno co złapanie, chodzi o gonienie króliczka.

          Tak więc, jakkolwiek keg73 mądrze prawisz i lubię Cię czytywać, to w kwestii negów stanowczo się mylisz ;-)
          • yoric Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 11:59
            'Negi' to jeden z najtrudniejszych aspektów 'gry', często błędnie rozumiany. Facetom często się wydaje, że neg to musi być jawnie nieprzyjemny 'nuclear neg' (neg atomowy), tymczasem zwykle wystarczą subtelne negi (IOD, oznaki niezainteresowania) typu niezwracanie uwagi na cel, przerywanie jej w pół zdania, czy poproszenie, by skoro idzie do baru wzięła też drinka dla faceta - standardowe rzeczy, które bez cienia złej woli robi facet, który po prostu nie jest kobietą zainteresowany.

            > Mądry mężczyzna zna aspiracje swojej kobiety i umie jej pomóc w ich realizacji. Głupi - albo ich nie zna, albo ich nie akceptuje. Rujnuje w ten sposób jej i swoje życie.

            właśnie o to chodzi, że kobieta sama z siebie często nie ma żadnych aspiracji, poza 'spędzniem czasu we dwoje'.

            > Jeśli jest nakierowana na dom, dzieci, rodzinę - dać jej dużo dzieci i swobodę w kształtowaniu domu.

            tylko, że to są również twoje dzieci, więc jak słusznie pisze Urquhart, ona będzie wymagać twojej pomocy; tak samo jeśli jest rodzinna, będzie chciała spędzać czas w gronie rodziny
            • songo3000 Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 12:31
              > właśnie o to chodzi, że kobieta sama z siebie często nie ma żadnych aspiracji,
              > poza 'spędzniem czasu we dwoje'.
              Yyy, IMO na takie kobiety szkoda poświęcać czas.
            • grosz-ek Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 21:15
              > tylko, że to są również twoje dzieci, więc jak słusznie pisze Urquhart, ona będ
              > zie wymagać twojej pomocy; tak samo jeśli jest rodzinna, będzie chciała spędzać
              > czas w gronie rodziny
          • lusitania2 Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 12:10
            grosz-ek napisał:

            > mądry mężczyzna powinien dać zajęcie dla swojej kobiety,
            >adekwatne do jej zainteresowań.

            o jaki dobry pan!

            >Jeśli jest nakierowana na dom, dzieci, rodzinę - daJeśli jest nakierowana na dom, dzieci, rodzinę - dać jej dużo dzieci i swobodę w kształtowaniu domu. Jeśli na życie towarzyskie i
            > kulturalne - pozwolić (i zmuszać) jej wychodzić jak najczęściej z domu (razem z
            > nią albo samej). Jeśli na sukces zawodowy - wykopać do pracy
            > ć jej dużo dzieci i swobodę w kształtowaniu domu.


            wiesz, groszek, jak się określa rzucających takie teksty?


            • urquhart Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 12:17
              lusitania2 napisał:

              > wiesz, groszek, jak się określa rzucających takie teksty?

              Może Męskie Szowinistyczne Świnie?
              Żeby odróżnić ich od miłych facetów?
              :)
              • lusitania2 Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 13:05
                urquhart napisał:

                > Może Męskie Szowinistyczne Świnie?
                > Żeby odróżnić ich od miłych facetów?
                > :)


                MSŚ może być, co do miłych facetów - to zależy.
                Bo "miły facet" wg twojego opisu też może być MSŚ.
                Mili faceci (m.inn) nie myślą o kobietach tak przedmiotowo, jak groszek pokazał.

                • songo3000 Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 13:36
                  > Mili faceci (m.inn) nie myślą o kobietach tak przedmiotowo
                  Za to kobiety o nich to już jak najbardziej, hehe.
                  • lusitania2 Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 20:28
                    songo3000 napisał:

                    > Za to kobiety o nich to już jak najbardziej, hehe.
                    >

                    bo z kobietami jest zupełnie tak, jak z mężczyznami: miłą trudno spotkać.
                • grosz-ek Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 21:27
                  > Mili faceci (m.inn) nie myślą o kobietach tak przedmiotowo, jak groszek pokazał

                  Możesz nie wierzyć, ale ja jestem naprawdę miły facet. Poranna herbata do łóżka. Gotowe śniadanie. Gorąca kawa przed wyjściem do pracy. Telefon lub sms w południe, co u Ciebie słychać. Romantyczny obiad na mieście. Aromatyczna wspólna kąpiel przed snem. Spokojny sen w objęciach.
                  Ale to wszystko nie przeszkadza mi mieć realistycznego spojrzenia na relacje z kobietą.
                  • lusitania2 Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 21:40
                    grosz-ek napisał:

                    > Ale to wszystko nie przeszkadza mi mieć realistycznego spojrzenia na relacje z
                    > kobietą.


                    to, co ty nazywasz realistyczynym spojrzeniem, a czego dałeś wyraz we wcześniejszym poście my, kobiety, nazywamy męskim szowinizmem.
                    I żadne śniadania do łóżka ani czułe telefony nie przesłonią tego, że kobietę uważasz za niższy od siebie, wymagający kierowania, gatunek małpy (tak, wiem. Wredna małpa ze mnie).


                    • grosz-ek Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 21:51
                      > to, co ty nazywasz realistyczynym spojrzeniem, a czego dałeś wyraz we wcześniej
                      > szym poście my, kobiety, nazywamy męskim szowinizmem.
                      > I żadne śniadania do łóżka ani czułe telefony nie przesłonią tego, że kobietę u
                      > ważasz za niższy od siebie, wymagający kierowania, gatunek małpy (tak, wiem. Wr
                      > edna małpa ze mnie).

                      Zastanawiam się, czy mojej słowa - na zasadzie uderz w stół, a odezwą się nożyce - nie dotknęły jakiegoś Twojego czułego miejsca. I te słowa "wiem. Wredna małpa ze mnie". Co jak co, ale nigdy tak o żadnej kobiecie nie powiedziałem, ani nie pomyślałem.
                      • songo3000 Niee, wszystko się po prostu zgadza :) 20.03.11, 21:58
                        Zobacz Groszku, odsłoniłeś się od strony 'nice guy' (kąpiele, romantyzm, itd...) to od razu typowa samica pokazała gdzie Twoje miejsce i na ile seksu z nią możesz liczyć ;DDD
                        • grosz-ek Re: Niee, wszystko się po prostu zgadza :) 20.03.11, 22:12
                          Jeśli chodziło Ci o "zero", to ja też "zero" oczekiwałem. Niemniej jestem zaskoczony stopniem reakcji. Może byłoby z tego coś więcej niż "zero"?
                          • songo3000 Re: Niee, wszystko się po prostu zgadza :) 20.03.11, 22:31
                            Zaskoczony? Bez przesady, przecież jeszcze konkretnie nie dokładamy do pieca więc parowiec dopiero się rozpędza :DDD
                            • grosz-ek Re: Niee, wszystko się po prostu zgadza :) 20.03.11, 22:43
                              > Zaskoczony? Bez przesady, przecież jeszcze konkretnie nie dokładamy do pieca wi
                              > ęc parowiec dopiero się rozpędza :DDD

                              Cóż, jestem jeszcze jajkiem. Ale się uczę. Może też wstawię sobie jakąś prowokacyjną sygnaturkę?
                              • songo3000 Re: Niee, wszystko się po prostu zgadza :) 20.03.11, 22:46
                                i musowo zaangażowaną ;)
                        • lusitania2 Re: Niee, wszystko się po prostu zgadza :) 20.03.11, 22:19
                          songo3000 napisał:

                          > Zobacz Groszku, odsłoniłeś się od strony 'nice guy' (kąpiele, romantyzm, itd...
                          > ) to od razu typowa samica pokazała gdzie Twoje miejsce i na ile seksu z nią mo
                          > żesz liczyć ;DDD
                          >

                          dobre :)
                          tylko niezgodne z faktami (z grona "miłych" facetów wykluczył się wcześniej).
                          Ale jak wiadomo;) jeśli teoria nie zgadza się z faktami, tym gorzej dla faktów.

                      • lusitania2 Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 22:04
                        grosz-ek napisał:


                        I te słowa "wiem. Wredna mał
                        > pa ze mnie".

                        to się nazywa: wypowiedź sarkastyczna.


                        Co jak co, ale nigdy tak o żadnej kobiecie nie powiedziałem, ani n
                        > ie pomyślałem.

                        bo zamiast tego myślisz: głupiątko?
                        "Głupiątko" też nie myślisz?
                        <ok. sarkazmu nie łapiesz, przetestujmy ninieszym ironię>:
                        Wiem! Myślisz: kobiety tak mają.
                        • songo3000 Pogrążasz się 20.03.11, 22:18
                          Pytanie było o konkrety, argumenty na poparcie swoich kontr. Twoje imaginacje na temat znajomości myśli kogokolwiek innego budzą politowanie.
                        • grosz-ek Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 22:20
                          > bo zamiast tego myślisz: głupiątko?

                          Nie.
                          Jeśli kobieta mnie naprawdę wkurzy (prawie że wyłącznie w kwestiach zawodowych) - myślę ... tak sam jak o mężczyźnie - co za "tłumok". Ale zachowuję to dla siebie, na zewnątrz prezentując uśmiech nr. 3.
            • grosz-ek Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 21:39
              > o jaki dobry pan!

              Zgodzisz się, że w związku mężczyzna może: tłamsić, ignorować albo wspierać rozwój osobowy kobiety. Który model postawy mężczyzny Ci odpowiada? I jak sądzisz, który z nich jest najbardziej stosowany, a który najbardziej pożądany?

              > wiesz, groszek, jak się określa rzucających takie teksty?

              Czepiasz się formy, a nie treści.
              • lusitania2 Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 21:57
                grosz-ek napisał:

                >
                > Czepiasz się formy, a nie treści.

                Nie, groszek, ja się właśnie czepiam treści.
                Własny język Cię zdradza, groszek. Używając słów "pozwolę", "dać jej" pokazujesz, co rzeczywiście o kobietach sądzisz.
                • grosz-ek Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 22:06
                  > Własny język Cię zdradza, groszek. Używając słów "pozwolę", "dać jej" pokazujes
                  > z, co rzeczywiście o kobietach sądzisz.

                  Dlaczego uważasz, że w związku tylko kobieta ma coś do powiedzenia? Zarówno on, jak i ona mogą na coś "pozwolić" albo "nie pozwolić", "dać" albo "nie dać". Dlaczego to dla Ciebie takie bulwersujące? "Przecież cały w tym ambaraz, aby dwoje chciało naraz." - jak pisał poeta...
          • kag73 Re: Nadrabiając braki w edukacji ... 20.03.11, 18:50
            Nie, nie czytam kobiecych poradnikow, bo nie chadzam juz na podryw. Po co mi to.
            " Ale w ogólności - mądry mężczyzna powinien dać zajęcie dla swojej kobiety, adek
            > watne do jej zainteresowań".

            Groszek, cos Ty z chionki spadl dzisiaj. Czy to jest moj pan i wladcza, zeby mi "dawal" zajecie? Nie rob z kobiet gamoni. Ja sie soba umiem zajac i zajecie sobie sama "wezme" nie musi mi go facet dawac.

            "He, he, zadziałało. O to właśnie chodzi w negach - o emocje. Łatwiej kobiecie p
            > rzejść ze złości do miłości niż z obojętności."
            Negatywne emocje a ja takich nie lubie. Jezeli to facet moze byc pewny siebie, powiedziec komplement i takie tam a potem nie zadzwonic z dwa dni, albo udawac, ze jest zajety, zeby za nim moc zatesknic, ale takie negatywy i krytyka...hmm, mnie by sie nie podobalo.
      • urquhart głaski negi i kotwice 20.03.11, 11:55
        Głaski, negi czy zakładanie kotwicy.
        Groszek, my faceci musimy rozpracowywać manipulację analitycznie a typowa statystyczna kobieta robi znakomicie intuicyjnie.
        W ich arsenale manipulacji podstawową bronią jest foch i wpędzanie w poczucie winy.
        • triss_merigold6 Przecież to jest żenująco śmieszne 20.03.11, 17:33
          Przecież takie akcje są żenująco śmieszne. Ze dwa razy w życiu spotkałam takich gości i za każdym razem reagowałam zdumionym WTF?! Nie wzbudzili zainteresowania, wręcz przeciwnie, z miejsca dostawali etykiete "coś z panem nie halo".
          • songo3000 Re: Przecież to jest żenująco śmieszne 20.03.11, 17:56
            To akurat nie dziwota. Powiedz szczerze, uważasz się za przedstawicielkę typowej kobiety dajmy na to zachodniego kręgu kulturowego?

            ... Potraktuj to jako komplement :)))
            • triss_merigold6 Re: Przecież to jest żenująco śmieszne 20.03.11, 18:03
              Wiesz, jak teraz wspominam to faktycznie bywały znajome, które po spotkaniu z gościem stosującym jakieś dziwne sztuczki, próbowały w damskim gronie rozkminiać co to było, o co chodziło, czy zrobiły coś nie tak etc. Panowie mieli różne loty: - nieprzyjemne uwagi co do wyglądu/ubrania/studiów/pracy (10 minut po poznaniu baby!); akcje "jestem beznadziejny, zaprzecz"; intymne pytania w stylu "jak depilujesz cipkę" (10 minut po poznaniu baby!).
              Rozumiem, że to miały być owe kotwice?
              Ja zawsze z serca radziłam, żeby sobie odpuściły taką znajomość, bo obcy facet, który na dzien dobry rzuca intymne komentarze czy zadaje intymne pytania jest zwykłym zakompleksionym chamem.
              Nie, nie jestem pruderyjna, ale nie lubię akcji "więcej poufałości niż znajomości".
              • songo3000 Re: Przecież to jest żenująco śmieszne 20.03.11, 18:24
                Rozumiem to wszystko ździebko inaczej niż jako wyprowadzanie z nienacka lewej prostej po 10 minutach rozmowy. Wiesz mimo, że do Adonisa jeszcze mi trochę brakuje :) generalnie nie mam problemów z tzw. podrywem. Tylko w mijającym tygodniu wyrwałem dwie nowe panie na 'flirtową kawusię' ALE nie wyobrażam sobie tych wszystkich khem. 'sukcesów' bez narzędzi o których mowa powyżej. Z wieloletniej praktyki wiem (a nie sobie teoretyzuje :), że samo słodzenie i/lub przedstawianie swojej interesującej osobowości to jednak przeważnie za mało aby konkretnie zainteresować sobą kobietę. Różnorakie 'negatywne' przekazy czasami na granicy przegięcia są po prostu niezbędne aby wybić się z szeregu innych facetów. Zresztą sama napisałaś, jak to deliberowałyście z koleżankami nad konkretnym facetem - o to mniej więcej właśnie chodzi, żeby myślała i rozmawiała o mnie a nie o słodkim Zdziśku ;)))
                • triss_merigold6 Re: Przecież to jest żenująco śmieszne 20.03.11, 18:37
                  Ja akurat spławiałam, niepokoją mnie ludzie - w moim subiektywnym odczuciu - dziwni. Fakt, jestem prymitywna i zwykle lecę na wygląd + ogólną chemię, jak facet wizualnie nie pasi to jest bez znaczenia co i jak powie. Owszem deliberowałyśmy, ale z dość jałowym skutkiem dla tych panów. Znajoma z jednym się umówiła i odpuściła po drugim spotkaniu, bo facet był smętno-agresywny i osaczający.
                  • songo3000 Re: Przecież to jest żenująco śmieszne 20.03.11, 20:04
                    > umówiła i odpuściła po drugim spotkaniu, bo facet był smętno-agresywny i osaczający.
                    Artysta znaczy ;)
          • grosz-ek Re: Przecież to jest żenująco śmieszne 20.03.11, 23:12
            W sumie, facet strzelający focha i to z przyputem, z boku faktycznie wygląda żałośnie komicznie. Ale nie umniejsza to faktu, że jest to całkiem skuteczna metoda w kształtowaniu relacji z kobietą.
            • kag73 Re: Przecież to jest żenująco śmieszne 20.03.11, 23:45
              Niee, facetom strzelajacym focha mowimy zdecydowanie NIE!
              Od stzrelania fochow sa kobiety;)
    • coill Re: "Miły facet" musi przegrać 20.03.11, 01:42
      mądra kobieta docieni tego milego:) I sie zrewanzuje...
    • extremely Re: "Miły facet" musi przegrać 20.03.11, 01:51
      O Boszszsz...jaki bełkot.
      Weźcie słuchawy na uszy i posłuchajcie
      www.youtube.com/watch?v=N-iOcKaSeFo
      Na pewno lepiej Wam się towarzyszu zrobi i innym ,za nim tu jatka się zacznie:P:D
    • akira_chan Re: "Miły facet" musi przegrać 20.03.11, 14:00
      Ja
      > k bardzo facet powinien dać się złapać za pysk i wypełniać zdefiniowane przez k
      > obietę psie obowiązki i podlizywać się jej łudząc się nadzieją nagrody (sesk) i
      > dlaczego okazuje się że to całkiem nieskuteczna strategia?

      Moim zdaniem to jedno zdanie esencjonalnie przedstawia to, co na ogół wałkujecie w różnych formach, na przemysłową skalę i z całkowitym brakiem możliwości dojścia do porozumienia. Bo też przedstawiasz w nim sytuację patologiczną, z której wyjściem Twoim zdaniem jest sytuacja kontrpatologiczna i dyskutujecie sobie, zresztą bardzo kulturalnie i ciekawie, w której z tych sytuacji krzywda jest bardziej dotkliwa, jakby przez to któraś z nich robiła się słuszna.
      Nie kupuję sprowadzania relacji międzyludzkich do relacji handlowych, w jakimkolwiek wymiarze byśmy tego nie potraktowali (uwarunkowanym biochemicznie, ewolucyjnie czy kulturowo).
      Krótko mówiąc: może można być miłym gościem bez założenia (także podświadomego), że jest to twarda waluta, za którą kupuje się seks. Być może wtedy robi się to atrakcyjne (wracając do Waszej ukochanej seksuologii ewolucyjno-ekonomicznej pokazuje: mam rezerwy - siły i energii, które obiecują samicy możliwość korzystnej wymiany, ale zrównoważonej i harmonijnej wymiany różnych dóbr, a nie jednowymiarowego: pieczołowicie uciułany kapitał w postaci gotowości do zabawienia bachora zamienię na skrupulatne ssanie fiuta - przecież to poniżające dla obu stron).
    • moonogamistka Re: "Miły facet" musi przegrać 20.03.11, 17:56
      Za draniami gonia te niedojrzale emocjonalnie i lekkie psychopatki:)
      Z czasem teskni sie sie za stabilizacja i spokojem i 'nice gay" to calkiem fajna opcja.
      Frustratom i patologii stanowcze nie:)))
      • songo3000 Re: "Miły facet" musi przegrać 20.03.11, 18:26
        Hehe, a co znaczy "niedojrzałe emocjonalnie"? Bo, co oznacza wedle e-krów "niedojrzały facet" to doskonale wiemy... :D
        • triss_merigold6 Re: "Miły facet" musi przegrać 20.03.11, 18:39
          Takie, które lubią emocjonalny rollerocoaster na co dzień. Mnóstwo sprzecznych i radykalnych wrażeń gwarantuje np. nałogowiec.
          • songo3000 Re: "Miły facet" musi przegrać 20.03.11, 20:07
            No to sorry, za przeproszeniem to niby do czego one muszą 'dojrzeć' ???
    • wiesenblum Re: Panowie ... 20.03.11, 21:19
      o czym wy mowicie. Pojecia o kobietach nie macie. Ani ci "mili" ani ci co to "maja wlasne zycie interesujace"
      I jedni i drudzy jestescie ofiarami manipulacji. Swojej wlasnej :-)
      Dawno sie tak nie ubawilem.
    • wyprostowany zły i dobry facet. obaj warci siebie 20.03.11, 21:56
      Kobiety nie lubią nudy w związku. Więc ciągną do niebezpiecznych/tajemniczych/oziębłych osobników, gdyż tacy są "ciekawi". Intrygują. Zapewniają możliwość że "coś się będzie działo", czyli będzie ekscytująco. Może będzie go można zmienić, może naprawić, może pomóc mu. Każda z kobiet szuka innych perypetii, ale zawsze wiąże się to z odrobiną ryzyka (czasem to nie jest odrobina).

      Tzw "dobry facet" to do jednego wora wrzuceni wierni porządni faceci, zakompleksieni frustraci, tradycjonalni konformiści, niepoprawni romantycy, pantoflarze itp. Kobiety przy nich czują się źle. Jednym jest źle gdy jest "za dobrze", innym jest źle po prostu gdy jest nudno. Zależy od oczekiwań i dojrzałości kobiety.

      Fakt faktem każda posiadaczka, lub potencjalna posiadaczka "misia", prędzej czy później zatęskni za "ruchaczem". A każda, co w życiu wielu ruchaczy poznała, w końcu zatęskni za misiem.

      Co więc należy robić? To proste: zebrać najlepsze cechy z misia i ruchacza i podać kobiecie w postaci takiej, która będzie ją i intrygować, i zapewniać stabilizację. To jest możliwe. Tylko niewielu mężczyzn to rozumie. Uciekają w stereotypy, a może wręcz archetypy, ruchacza i misia. I każdy, coś tam, gdzieś tam, upoluje. Większość nie będzie zadowolona ze swoich łowów. 100% ruchacz łowi głównie zdesperowane, brzydkie i stare baby. 100% misio ma mdłą, nieatrakcyjną szarą mysz, tworząc skrajnie nudny i beznadziejny "związek".

      Mężczyzna wierny choć wymagający. Dający stabilizację, ale potrafiący zranić. Dobry w łóżku, ale umiejący potraktować kobietę jak sukę. Najczęściej wredny dla świata a miły dla swojej kobiety, choć czasami wręcz odwrotnie. Walczący o swoje, choć gotowy do kompromisów. Taki właśnie facet jest ideałem 99% kobiet, a gdy ten ideał spotkają to już nie chcą innego. Tyle że, z jakichś niesamowitych przyczyn, mało który facet decyduje się być takim typem "pomiędzy". Większość jest miłym słabeuszem, albo pseudo-silnym skurwysynem. To smutne. A z drugiej strony bardzo wygodne, dla tych, którzy wiedzą co naprawdę kręci kobiety i jak pielęgnować w sobie właściwe cechy. Bo, rzecz jasna, nie da się udawać takiego kogoś. Trzeba umieć samego siebie takim stworzyć. Wywalając ze swojego charakteru, zachowania i stylu bycia negatywne misiowo-ruchaczowe cechy.


      • sisi_kecz Re: zły i dobry facet. obaj warci siebie 20.03.11, 22:06
        Mężczyzna wierny choć wymagający. Dający stabilizację, ale potrafiący zranić. D
        > obry w łóżku, ale umiejący potraktować kobietę jak sukę. Najczęściej wredny dla
        > świata a miły dla swojej kobiety, choć czasami wręcz odwrotnie. Walczący o swo
        > je, choć gotowy do kompromisów. Taki właśnie facet jest ideałem 99% kobiet, a g
        > dy ten ideał spotkają to już nie chcą innego. Tyle że, z jakichś niesamowitych
        > przyczyn, mało który facet decyduje się być takim typem "pomiędzy". Większość j
        > est miłym słabeuszem, albo pseudo-silnym skurwysynem. To smutne. A z drugiej st
        > rony bardzo wygodne, dla tych, którzy wiedzą co naprawdę kręci kobiety i jak pi
        > elęgnować w sobie właściwe cechy. Bo, rzecz jasna, nie da się udawać takiego ko
        > goś. Trzeba umieć samego siebie takim stworzyć. Wywalając ze swojego charakteru
        > , zachowania i stylu bycia negatywne misiowo-ruchaczowe cechy.
        > '

        skąd znasz mojego mena ?


        :)

        Brawo !
        w dychę napisane !
        • kag73 Re: zły i dobry facet. obaj warci siebie 20.03.11, 22:09
          Dokladnie to samo chcialam napisac. Trafil w dziesiatke. Wlasnie o takiego faceta chodzi.
          • lusitania2 Re: zły i dobry facet. obaj warci siebie 20.03.11, 22:21
            kag73 napisała:

            > Dokladnie to samo chcialam napisac. Trafil w dziesiatke. Wlasnie o takiego face
            > ta chodzi.


            na pewno nie mnie.
          • potwor_z_piccadilly Re: zły i dobry facet. obaj warci siebie 20.03.11, 22:25
            kag73 napisała:

            > Dokladnie to samo chcialam napisac. Trafil w dziesiatke. Wlasnie o takiego face
            > ta chodzi.

            No to Wam dziewczyny takiego zadedykuję.
            www.youtube.com/watch?v=TAVweVW2neY
            • sisi_kecz Re: zły i dobry facet. obaj warci siebie 20.03.11, 22:35
              Lubię go,potworu, ale on nie jest wierny ;)

              pozdro!
              • potwor_z_piccadilly Re: zły i dobry facet. obaj warci siebie 20.03.11, 22:55
                sisi_kecz napisała:

                > Lubię go,potworu, ale on nie jest wierny ;)
                >
                > pozdro!

                Ale jaki typ faceta.
                Wypisz, wymaluj potwór.
      • grosz-ek Re: zły i dobry facet. obaj warci siebie 20.03.11, 22:50
        > Bo, rzecz jasna, nie da się udawać takiego ko
        > goś. Trzeba umieć samego siebie takim stworzyć.

        Pomijając całe te rynsztokowe słownictwo, z tym zdaniem powyżej jestem w stanie się zgodzić. Trzeba być pewnym swojej osoby, mieć poczycie swojej wartości i wiedzieć co w życiu jest ważne. Po prostu - trzeba wierzyć w siebie, cokolwiek by to znaczyło.
    • neotehuana Re: "Miły facet" musi przegrać 20.03.11, 23:30
      To prawda i znam to z autopcsji. Tylko 1 kobieta na milion potrafi docenic mezczyzne, ktory stara sie byc dobrym czlowiekiem. Jednak dobrzy ludzie zwykle dostaja w twarz zamiast wdziecznosci. Dlatego nie warto. To zwykle kobiety graja ofiary, a facet wymieka.To sprawia, ze staja sie bezwzgledne i oskubia faceta ze wszystkiego (sami im daja) i pozbawia godnosci, a on bedzie jeszcze mial wyrzuty sumienia.
    • tylko_bez_takich Re: "Miły facet" musi przegrać 21.03.11, 00:01
      Mozna sie za takim obejrzec, mozna na takiego poleciec, troche sie pobzykac. Ale niestety na dluzsza mete nie potrzeba nam do zycia Jamesa Bonda. Nie potrzeba tez kamerdynera. Zadowalamy sie zwyklym Kowalskim, ktory jezdzi na zwykle wakacje, pije zwyczajne piwo w zwyczajnym barze i jego sercem nie targaja wielkie pasje, a troska o rodzine itp. Ale powzdychac zawsze mozna, jesli o to chodzi?
      • songo3000 Re: "Miły facet" musi przegrać 21.03.11, 07:40
        > targaja wielkie pasje, a troska o rodzine itp. Ale powzdychac zawsze mozna, jesli o to chodzi?
        No i taki zwykły Kowalski potem zamiast seksu i pożądania figę z makiem widzi. O to tu chodzi jełopy :)
    • lemon_curd To działa w obie strony 21.03.11, 02:53
      To dotyczy każdej ze stron. Po prostu niedobrze jest tworzyć relacje emocjonalne z ludźmi, którzy nie są samodzielni. Zawsze bardziej atrakcyjnym będzie człowiek, który posiada dozę niezależności, swoich zainteresowań, pasji, celów. Przy takim człowieku ma się pewność, że zostało się przez niego wybranym, by wspólnie, dojrzale, coś budować.

      Kobiety też mają niestety syndrom "miłej kobietki" i w dużej mierze są tak wychowywane. Żeby nie było, osobiście uważam, że warto być miłym, uprzejmym, ale w innym tego słowa znaczeniu, niż w artykule przytoczonym przez urquharta. Urquhart na przykład wiecznie (podczytuje to forum od dawna) pokazuje przykład tych strasznych kobiet, co tak, motywowane przez straszne macierzyństwo, dręczą facetów. A prawda jest taka, że kulturowo dziwnie łatwo przyjęło się, że kobieta rezygnuje ze swojego życia i zainteresowań. Owszem, dziecko wymaga poświęcenia i to każdej ze stron, ale nie oznacza braku własnego życia "poza dzieckiem", zainteresowań. Jeżeli tak jest, to ta relacja z dzieckiem jest zaburzona.

      I tutaj widać także rolę seksu. To osoba słaba, zależna będzie manipulować seksem, traktować go w związku jako nagrodę. "Jak mi kupisz, to ci dam". "Jak to zrobisz, to ci dam". W przypadku związku dwóch samodzielnych jednostek po pierwsze rozdział obowiązków się uzgadnia, po drugie nie ma czegoś takiego.

      Ja uważam, że zawsze trzeba pamiętać, żeby zachowywać po prostu odpowiednią dozę "siebie", ale jednak zwracać też uwagę na zmieniające się okoliczności. Ja bym chciała miłego faceta pod tym względem, że owszem, będzie miał swoje życia, zainteresowania i pasje, bo ja też je mam. Będzie mógł mi je pokazać, o nich opowiadać. Będzie jasne, że każde z nas też ma swoje obowiązki. Ale gdy będę go bardzo potrzebować i rozpłaczę się jak bóbr, bo coś nie wyjdzie, to weźmie mnie na kolana, przytuli. Gdy zauważy, że potrzebuję pomocy, to nie uzna za ujmę na honorze fakt, że przyniesie zakupy, tylko za coś zupełnie naturalnego. Ja w ogóle nie pojmuję, dlaczego rozdział obowiązków to jakiś problem. No i będzie mi dziękował za rzeczy, które dla niego będę robić. Oczywiście z wzajemnością.
      • songo3000 Wszystko pięknie ale 21.03.11, 07:46
        nawet ograniczając się do Polandii, jak wiele naokoło siebie widzisz 'samodzielnych jednostek'? Czyli takich, po stronie których jest inicjatywa, pomyślunek i jakiś tam rozsądek? Zdaje się, że ten (czy inne) kraj wyglądałby ździebko inaczej gdyby liczba takich obywateli osiągnęła chociażby masę krytyczną. A jest jak jest...
        • lemon_curd Re: Wszystko pięknie ale 21.03.11, 10:33
          W najbliższym środowisku sporo, ogólnie bywa różnie. Na szczęście nikt nie zmusza mnie do tworzenia bliskich więzi z niesamodzielnymi jednostkami i takie podejście polecam też innym. ;)
          • songo3000 Re: Wszystko pięknie ale 21.03.11, 12:51
            Powtarzam - rozumiem, sam taką pozytywną selekcję stosuję. Co nie zmienia bardziej globalnego spojrzenia - ciemny lud tow. Kurskiego i tyle.
    • madame_charmante zastanawiam się .. czy ja na pewno.. 21.03.11, 07:47
      mieszkam tam, gdzie większość piszących tu mężczyzn ...
      opisy kobiet, które tylko czyhają by upapuciowić, nie mających żadnych zainteresowań, kobiet, które trzeba za mordkę wyprowadzać z domu, bo inaczej nic, tylko by paprotkę podlewały ...
      Jesoooooooooo ... gdzie wy żyjecie ?????
      znam tych kobiet około 40 ..(piszę o tych, które poznałam naprawdę. dobrze) ... i z tego tylko może jedna jest takim typowym przykładem "mamuśki", zresztą - piękna kobietą przy tym, a mąż oczu od niej nie odrywa... chyba wszystkie mają swoje sprawy, pasje, często swój własny świat.. to szybciej panowie zatrzymują się na poziomie meczu w środę i piwka z kolegami jako pułapu zainteresowań. nie czytają, nie oglądają ambitniejszych filmów, nie uczą się nowych rzeczy ... przepraszam, ale taki jest dzisiejszy 40 - latek ..
      • songo3000 Re: zastanawiam się .. czy ja na pewno.. 21.03.11, 08:06
        Fajnie, że się wypowiadasz ale jeszcze fajniej byłoby gdybyś tokowała na temat. W tym wątku poruszane są problemy jaki facet może liczyć na pożądanie w dłuższej perspektywie związkowej a jaki (jak szeroko widać) obchodzi się smakiem.

        Jeżeli chcesz poruszyć niewątpliwie słuszną tematykę zapuszczonych 40-letnich facetów proponują odpalić nowy wątek, postawić pytania, tezy czy tam inne lamenty :)
        • lemon_curd Re: zastanawiam się .. czy ja na pewno.. 21.03.11, 10:46
          Ejże, ale to strasznie niepokojące zakładać, że pożądanie zależy tylko od zachowania faceta i tego, jaki jest. W sensie, okej, też planuję przez całe życie chodzić do łóżka z fajnymi facetami, ale kobieta nie składa jakiejś ofiary z seksu. Też odczuwa pożądanie, też ma ochotę na ten seks.
          • santo_inc Re: zastanawiam się .. czy ja na pewno.. 21.03.11, 22:27
            > Ejże, ale to strasznie niepokojące zakładać, że pożądanie zależy tylko od zacho
            > wania faceta i tego, jaki jest. W sensie, okej, też planuję przez całe życie ch
            > odzić do łóżka z fajnymi facetami, ale kobieta nie składa jakiejś ofiary z seks
            > u. Też odczuwa pożądanie, też ma ochotę na ten seks.

            Odczuwa, albo nie odczuwa. Odczuwa do tego konkretnego, albo do innego. Przecież to, czy odczuwa do konkretnego faceta pożądanie, zależy właśnie od tego, jaki on jest?
        • kawitator drogie dobre chłopaki 21.03.11, 11:01
          Moi drodzy mili chłopcy prowadzący te dyskusję
          Nie ma co ukrywać wasze wypowiedzi jak najbardziej wpisują się w obraz „miłego misia” który odstawiony od cycka i tyłka zaczyna kombinować jak się bardziej przypodobać swojej kobitce aby to odstawienie zmniejszyć
          Wspaniały pomysł- od dzisiaj będę męski, będę miał swoje pasje . Będę czasami w granicach rozsądku stawał okoniem i nie polecę po zakupy jak właśnie coś robię co lubię ( czytam książkę myślę intensywnie nad zagadką bytu lub po prostu dłubie w nosie)
          Fajne jako założenie tylko ze będzie to głęboko nieprawdziwe i nieskuteczne. Jako takie natychmiast rozpracowane i wykorzystane przeciwko wam
          Będzie nieprawdzie bo taki misio pysio będzie to robił zezując cały czas w stronę swojej kobitki i zastanawiać się czy aby nie przesadził, czy widzi w jej oczkach akceptacje i podziw a jak nie to się zaraz wycofa

          Będzie nieskuteczne bowiem komunikacja między ludźmi w odbywa także a nawet przede wszystkim się na poziomie poza werbalnym Możecie głośno sobie krzyczeć, że jeżeli nie da dupy to natychmiast to idę na panienki negocjowalnej cnoty i jeżeli nie będziecie chcieli tego naprawdę wykonać natychmiast to cały przekaz poza werbalny będzie pokazywał, że tak naprawdę to może wam wasze groźby w tyłek wsadzić Strzeli focha i wrócicie jak piesek skomląc.
          Jest taka zasada
          Facet nigdy nie grozi i nie obiecuje jak nie ma chęci i możliwości aby groźby lub obietnice natychmiast wprowadzić w czyn. Dlatego tez jeden może skakać tupać i wrzeszczeć bez efektu a drugi wystarczy, że powie cichym głosem.

          Jeżeli facet w młodości spędzał weekendy w górach na nartach to po ślubie kobitka natychmiast zaczyna go sprawdzać i mówić ona nie może, bo się boi, bo nie umie lub bo nie lubi.
          Jak się miso ugnie to jak pisze Urgu przepadł.
          Jeżeli kobitka zrozumie tak dogłębnie całą sobą, że to jego pasja i on będzie jeździł niezależnie od tego ile much będzie miała w nosie, to wtedy nauczy się jeździć na nartach ku obopólnemu zadowoleniu ;-)

          Jak zaczyna go sprawdzać w seksie to musi wiedzieć, że jak facet mówi otwartym tekstem bez dawania znaków dymnych, że jej koleżanka lub jego znajoma z pracy jest chętna i on będzie musiał skorzystać, to na pewno to zrobi. Jakoś wtedy tak bywa ze ochota nagle wraca.
          Jest jeden problem takim trzeba być lub co o wiele trudniejsze takim trzeba się stać choć nie jestem pewien czy taka metamorfoza jest możliwa. Gra aktorska nawet najlepszej próby jest nieskuteczna.

          Bycie takim facetem nie oznacza, że jesteś chamski, mało uważający, romantyczny czy nie jesteś miękki w domu. Nie oznacza także ze nie traktujesz swej kobitki poważnie , nie dzielisz się obowiązkami lub nie uczestniczysz w wychowaniu dzieciaków.
          Ale to Ty określasz granice co robisz i jak robisz
          To by było tyli
          • urquhart Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 11:27
            kawitator napisał:
            > Jak zaczyna go sprawdzać w seksie to musi wiedzieć, że jak facet mówi otwartym
            > tekstem bez dawania znaków dymnych, że jej koleżanka lub jego znajoma z pracy
            > jest chętna i on będzie musiał skorzystać, to na pewno to zrobi. Jakoś wtedy
            > tak bywa ze ochota nagle wraca.
            > Jest jeden problem takim trzeba być lub co o wiele trudniejsze takim trzeba się
            > stać choć nie jestem pewien czy taka metamorfoza jest możliwa. Gra aktorska n
            > awet najlepszej próby jest nieskuteczna.

            Dzięki kawi za to syntetyczne ujęcie :)
            Potrzebne jest żeby przeciwstawić przywoływanej przez kobitki mantrze rzekomego panaceum na ochotę pod hasłem "Staraj Się Bardziej"
            • lemon_curd Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 11:34
              Ale po co od razu grozić?! Ja nie rozumiem tych skrajności. Chyba część forumowiczów ma naprawdę jakieś traumatyczne przeżycia. Gdyby facet mi powiedział, że pójdzie na dziwki, to popukałabym się w głowie. Niech lezie, tylko niech nie wraca. No, ale ja nie planuję żyć w celibacie w małżeństwie. W każdym razie mi się wydaje, że jeżeli istnieje właściwie podejście na początku związku, to potem jest łatwiej. A część osób np. nie dba o seks od początku. Kobieta upaja się romantyzmem, miłością i "nieważne, że nie ma orgazmu". Jak całe początkowe emocje opadną, okaże się, że ona nie chce seksu, bo go nie lubi. Mężczyzna chce delikatnej, niewinnej i w ogóle och ach. Żeni się ze swoją dziewicą bądź tak czy siak niemal świętą i dziwi się, że ona po dwóch latach małżeństwa nie chce oralu i analu.

              A przykład z nartami to już w ogóle dla mnie absurdalny. Po cholerę miałabym zabraniać realizować facetowi swoje pasje? Jeżeli on lubi narty, a ja nie znoszę, to żadne nie musi się zmuszać. Ba, można wciąż spędzić czas razem i można stworzyć taką opcję, która pasuje każdemu. Jedziemy załóżmy razem do jakiegoś fajnego miejsca. On wstaje rano i lezie na te swoje narty, trasy nie trasy, co tam sobie lubi, szaleje cały dzień. A ja sobie śpię, idę do spa, na spacerem, siedzę z maseczkami na ryjku przeszczęśliwa, nadrabiając zaległości w lekturach. Wieczorem on wraca, jemy kolacje i się kochamy, gadamy i idziemy spać. Każde na nowo podbudowane i zadowolone.
              • urquhart Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 11:49
                lemon_curd napisała:
                > aca. No, ale ja nie planuję żyć w celibacie w małżeństwie. W każdym razie mi si
                > ę wydaje, że jeżeli istnieje właściwie podejście na początku związku, to potem
                > jest łatwiej.

                Wybacz protekcjonalny ton, ale jedynie faktycznie wydaje ci się. To nie pogaduszki czy kobiety albo mężczyźni lubią nie lubią seksu, tylko zupełnie inna perspektywa dłuższych związków. Doceniając dobre chęci, zapraszam najpierw do zajrzenia do przyszpilonego wątku "polecane lektury".

                > A przykład z nartami to już w ogóle dla mnie absurdalny. Po cholerę miałabym za
                > braniać realizować facetowi swoje pasje?

                A bywasz na czasem na forumach kobiet w dłuższych związkach i nie zauważyłaś ich punktów widzenia? Dzieckiem by się więcej zajął, rodziną, domem, nie jakieś pasje...
                • lemon_curd Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 12:11
                  Pewnie nie jest to też nieracjonalne. Często mężczyźni nic nie robią. Samo stwierdzenie "pomaganie w wychowywaniu dziecka" jako opisywanie roli mężczyzny jest absurdalne. On ma nie pomagać, ma też wychowywać. Tylko dzielenie się obowiązkami nie musi i nie powinno dla żadnej ze stron oznaczać kompletnej rezygnacji z własnego "ja" oraz swoich zainteresowań. I patrząc na niektóre pary w moim otoczeniu, te z długim stażem, da się.

                  A co do początkowego podejścia, to zaniedbania w pierwszej fazie związku mają straszliwe konsekwencje. Zważ na to, jak wiele osób tu piszących przyznaje, że "było bez fajerwerek, ale nie zwracałem na to uwagi, bo miłość, bo coś tam". Niestety to procentuje negatywnie później, bo ta początkowa faza związku jest idealna na wyrobienie sobie właściwego podejścia do seksu, siebie nawzajem. Zwłaszcza, że w tej początkowej fazie z motylkami, namiętnością etc ludzie są bardziej wyrozumiali względem swoich oczekiwań i chętniej je spełniają. Jeżeli tych oczekiwań nie ma, a potem po iluś latach małżeństwa się któraś ze stron dowiaduje, że seks jest do dupy, to trudniej jej kooperować.
                  • urquhart Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 12:45
                    lemon_curd napisała:
                    > I patrząc na niektóre pary w moim oto czeniu, te z długim stażem, da się.

                    O właśnie, o tym właśnie dyskutujemy, co odróżnia te NIEKTÓRE pary w których "się udaje" to w długoletniej perspektywie, od tych co przegrywają, bo to że nie brak dobrych chęci to już wiemy.

                    > traszliwe konsekwencje. Zważ na to, jak wiele osób tu piszących przyznaje, że "
                    > było bez fajerwerek, ale nie zwracałem na to uwagi, bo miłość, bo coś tam"

                    Co nie tłumaczy nijak całej reszty przypadków. W cudowną moc miłości większość z nas wierzy, ale pragmatycznie woli szczęściu pomagać i budować jego podwaliny niż czekać na cud.
            • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 16:41
              urquhart napisał:

              > Dzięki kawi za to syntetyczne ujęcie :)
              > Potrzebne jest żeby przeciwstawić przywoływanej przez kobitki mantrze rzekomego
              > panaceum na ochotę pod hasłem "Staraj Się Bardziej"

              Zabawne są te męsko-damskie "potyczki", ale walka płci to, tak jak walka pokoleń, rzecz nieunikniona. :)
              • sisi_kecz znowu reklamuję Planete 21.03.11, 16:46
                > Zabawne są te męsko-damskie "potyczki", ale walka płci to, tak jak walka pokole
                > ń, rzecz nieunikniona. :)

                Właśnie najnowsze ustalenia w tej materii proponuje kanał Planete w swoim dokumencie p.t. "Czy mózg ma płeć?"
                W środę wieczorem.

                :)
              • urquhart Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 16:52
                gravedigger1 napisał:
                > > panaceum na ochotę pod hasłem "Staraj Się Bardziej"
                >
                > Zabawne są te męsko-damskie "potyczki", ale walka płci to, tak jak walka pokole
                > ń, rzecz nieunikniona. :)

                Ja to widzę w kontekście wątku jako wprowadzanie w błąd, a stawka jest wysoka.

                Ale widzę że ty stawiasz się Ponad takie przyziemne drobiazgi.
                • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 17:34
                  urquhart napisał:

                  > Ja to widzę w kontekście wątku jako wprowadzanie w błąd, a stawka jest wysoka.

                  Co jest wprowadzeniem w błąd?

                  > Ale widzę że ty stawiasz się Ponad takie przyziemne drobiazgi.

                  Nie, nie stawiam się. Jestem świadom, że sam w tej walce uczestniczę, ale podchodzę do tego z dystansem i śmieję się z samego siebie, a także z tych, którzy tę walkę traktują śmiertelnie poważnie. :)
          • kutuzow Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 11:30
            kawitator -pięknie napisane. Jestem jednak pewien że zaraz będziesz miał nalot dywanowy wielu Pań które Cię odsądzą od czci i wiary za takie obrazoburcze teksty :-)

            Szczególnie spodobał mi się ten fragment - genialnie prosty i zarazem prawdziwy:

            "Jest taka zasada Facet nigdy nie grozi i nie obiecuje jak nie ma chęci i możliwości aby groźby l
            > ub obietnice natychmiast wprowadzić w czyn. Dlatego tez jeden może skakać tupa
            > ć i wrzeszczeć bez efektu a drugi wystarczy, że powie cichym głosem."


            To zaś jest pięknym podsumowaniem tematu:
            "Bycie takim facetem nie oznacza, że jesteś chamski, mało uważający, romantyczny
            > czy nie jesteś miękki w domu. Nie oznacza także ze nie traktujesz swej kobitki
            > poważnie , nie dzielisz się obowiązkami lub nie uczestniczysz w wychowaniu dzieciaków.
            > Ale to Ty określasz granice co robisz i jak robisz"

            • lemon_curd Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 11:38
              Problem w tym, że te granice mają określać oboje. Nie pojmuję traktowania swojego partnera jak wroga. Po cholerę go mieć? Kobieta nie jest dodatkowym dzieckiem, które trzeba wychowywać i ustawiać, a różnica jest taka, że można je zerżnąć. Facet zaś nie jest bankomatem i też dzieckiem na posyłki. Nie rozumiem tylko notorycznego braku szacunku dla drugiej ze stron. A to babkę trzeba ustawić, a to faceta na smyczy krótko trzymać. Dla mnie to chore. Tak samo, jak przypisywanie wszystkim kobietom tych samych cech. Ja takich zapędów nie mam i nie pojmuję, jak można mieć. Po cholerę miałoby mi zależeć na uziemieniu faceta całkowicie? Ani z takim nie pogadać, ani się nie pokazać, ani nic. I po cholerę mi wieczna kontrola misiaczka, żeby nie robił syfu wokół siebie, skoro to jest coś oczywistego, że dorosły człowiek nie jest małą świnką? :>
              • lusitania2 Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 11:49
                lemon_curd napisała:

                Nie rozumiem tylko
                > notorycznego braku szacunku dla drugiej ze stron. A to babkę trzeba ustawić, a
                > to faceta na smyczy krótko trzymać. Dla mnie to chore. Tak samo, jak przypisywa
                > nie wszystkim kobietom tych samych cech. Ja takich zapędów nie mam i nie pojmuj
                > ę, jak można mieć.

                bo każdy sądzi po sobie.
                A łatwiej szukać winy u innych, niż uczciwie popatrzeć sobie w oczy i przepracować w sobie to i owo.

                • lemon_curd Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 12:13
                  W każdym razie gdy zechcę wychowywać jakiegoś mężczyznę czy kogokolwiek, to sobie go urodzę. ;) W przypadku dorosłej osoby mogę wypracowywać pewne elementy wspólnego życia, ale nie na litość boską ustawiać czy trzymać krótko na smyczy. ;)
            • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 15:14
              kutuzow napisał:

              > To zaś jest pięknym podsumowaniem tematu:
              > "Bycie takim facetem nie oznacza, że jesteś chamski, mało uważający, romantyczn
              > y
              > > czy nie jesteś miękki w domu. Nie oznacza także ze nie traktujesz swej ko
              > bitki
              > > poważnie , nie dzielisz się obowiązkami lub nie uczestniczysz w wychowani
              > u dzieciaków.
              > > Ale to Ty określasz granice co robisz i jak robisz"

              To rzeczywiście "piękne" podsumowanie tematu. Można zrozumieć je tak: "to Ty, Pan i władca, ustalasz reguły". W tym podsumowaniu w ogóle nie ma miejsca na możliwość określania granic przez partnerkę. Ale przecież Pan i Władca traktuje kobietę poważnie, niech kobieta wie, że Pan jest Panem. ;)
              • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 15:35
                Ale to Ty określasz granice co robisz i jak robisz"
                >
                > To rzeczywiście "piękne" podsumowanie tematu. Można zrozumieć je tak: "to Ty, P
                > an i władca, ustalasz reguły". W tym podsumowaniu w ogóle nie ma miejsca na moż
                > liwość określania granic przez partnerkę. Ale przecież Pan i Władca traktuje ko
                > bietę poważnie, niech kobieta wie, że Pan jest Panem. ;)

                e e e, wcale tak nie napisał.
                Gdyby napisał: Ale to Ty określasz granice, jak funkcjonuje Twoja rodzina i co kto w niej robi.

                to by mozna bło pisac o Panu i Władcy.
                a kawitator charakteryzował postać męską i o jej samostanowieniu o sobie są te słowa.

                Chodzi o to, co parę osób napisało: o dwie niezależne osoby, żyjące w związku.

                pozdro!
                • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 16:00
                  sisi_kecz napisała:

                  > e e e, wcale tak nie napisał.

                  eeee, wcale tak nie napisał, ale taki jest sens tego, co napisał. :)

                  > Gdyby napisał: Ale to Ty określasz granice, jak funkcjonuje Twoja rodzina i co
                  > kto w niej robi.
                  >
                  > to by mozna bło pisac o Panu i Władcy.
                  > a kawitator charakteryzował postać męską i o jej samostanowieniu o sobie są te
                  > słowa.

                  > Chodzi o to, co parę osób napisało: o dwie niezależne osoby, żyjące w związku.

                  Dwie osoby żyjące w związku wspólnie określają granice. Jeśli jedna z tych osób określa granice i nawet nie wspomina, że te granice są wynikiem jakiegoś kompromisu i porozumienia, to jest to podejście Pana i Władcy, choć jest to dość "ludzki" wladca, bo nie mówi wprost, że rolą partnerki jest jedynie dostosować się do tych granic. ;)
                  • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 16:10
                    Jeśli jedna z tych osób
                    > określa granice i nawet nie wspomina, że te granice są wynikiem jakiegoś kompr
                    > omisu i porozumienia, to jest to podejście Pana i Władcy'

                    Niech poeta sam tlumaczy co mial na mysli, ale ja tego tak nie odebrałam.
                    Chociaż oczywiście przy formułowaniu tzw. panaceum i krytyce innej postawy, to dopowiedzenia są jak najbardziej na miejscu.
                    Aby własnie sie potem nie tworzyły ogonki interpretatorów- jak Ty czy ja.

                    Nie widzę sensu, by przy wchodzeniu w związek robić ze swojej osobowości "kompromis" w imię sprawnego funkcjonowania firmy rodzinnej.
                    Widzę sens w spotykaniu sie dwóch osobowości, które w pewnym zakresie nadają na tej samej fali i szanują swoją odrębność w jak najszerszym wymiarze, a są ze sobą dlatego, ze nawzajem uwielbiają bycie z tą druga osobą dla jej osobowości.

                    pozdro!
                    -
                    "Mąż działa mi bez przerwy,
                    raz na zmysły , raz na nerwy"
                    Sztaudynger
                    • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 16:19
                      sisi_kecz napisała:

                      > Niech poeta sam tlumaczy co mial na mysli, ale ja tego tak nie odebrałam.

                      Poeta może wytłumaczyć, że on wcale nie uważa się za Pana i Władcę i wcale nie miał tego na myśli, ale sposób w jaki ujął problem okerślania granic i poważnego traktowania swojej "kobitki" dość jasno określają postawę piszącego.

                      > Nie widzę sensu, by przy wchodzeniu w związek robić ze swojej osobowości "komp
                      > romis" w imię sprawnego funkcjonowania firmy rodzinnej.
                      > Widzę sens w spotykaniu sie dwóch osobowości, które w pewnym zakresie nadają na
                      > tej samej fali i szanują swoją odrębność w jak najszerszym wymiarze, a są ze s
                      > obą dlatego, ze nawzajem uwielbiają bycie z tą druga osobą dla jej osobowości.

                      O tak, takie idealne dopasowanie i wzajemne uwielbianie się to rzecz godna pożądania, ale nie wiem, czy zauważyłaś, że zyjemy w świecie relanym a nie Utopii. ;) A w świecie realnym kompromisy i wspólne określanie granic są niezbędne. W przeciwnym wypadku mamy raczej do czynienia z dyktaturą jednej strony.
                      • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 16:58
                        O tak, takie idealne dopasowanie i wzajemne uwielbianie się to rzecz godna pożą
                        > dania, ale nie wiem, czy zauważyłaś, że zyjemy w świecie relanym a nie Utopii.
                        Wyszłam` za mąz, bo spełniła mi sie ta rzecz godna pożądania ;)

                        A w świecie realnym kompromisy i wspólne określanie granic są niezbędne. '

                        To są prozaiczne szczegóły, które zawsze jakoś da się uregulować, kiedy jest idealne dopasowanie i wzajemne uwielbienie.
                        Dla zdrowia psychicznego i elektryzowania w związku, nawet należy sie o takie diuperele często i intensywnie kłócić ;)

                        W p
                        > rzeciwnym wypadku mamy raczej do czynienia z dyktaturą jednej strony.'

                        Niekoniecznie, bo np u nas: pary szczwanych manipulantów, upartych osłów i niebezpiecznych choleryków:) trzeba spać z nożem pod poduszką, bo nie ma dyktatora tylko jest permanentny zamach stanu.

                        ;)
                        • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 17:38
                          sisi_kecz napisała:

                          > Wyszłam` za mąz, bo spełniła mi sie ta rzecz godna pożądania ;)

                          Och, Sisi, nie każdy może Tobie dorównać. ;)

                          > To są prozaiczne szczegóły, które zawsze jakoś da się uregulować, kiedy jest id
                          > ealne dopasowanie i wzajemne uwielbienie.
                          > Dla zdrowia psychicznego i elektryzowania w związku, nawet należy sie o takie d
                          > iuperele często i intensywnie kłócić ;)

                          To mogą być prozaiczne szczegóły, ale równie dobrze mogą to być rzeczy ważniejsze, a nawet fundamentalne. Nie zawsze możliwe jest podejście typu: "jakoś da się uregulować". ;)

                          > Niekoniecznie, bo np u nas: pary szczwanych manipulantów, upartych osłów i nieb
                          > ezpiecznych choleryków:) trzeba spać z nożem pod poduszką, bo nie ma dyktatora
                          > tylko jest permanentny zamach stanu.

                          No widzisz, jeżeli obie strony lubią manipulację, to sprawa jest uczciwa, ale są też inne przypadki. :)
                          • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 21:09
                            gravedigger1 napisał:

                            > sisi_kecz napisała:
                            >
                            > > Wyszłam` za mąz, bo spełniła mi sie ta rzecz godna pożądania ;)
                            >
                            > Och, Sisi, nie każdy może Tobie dorównać. ;)'

                            To zależy. kto czego pożąda- jeśli chce poznać kogoś, kogo będzie uwielbiał i kto mu będzie idealnie pasował (w sprawach kardynalnych dla relacji), to musi się otworzyć, pokazać siebie, dać szansę szczęściu i nie ma to nic wspolnego z jakąs rewelacyjną atrakcyjnością ciała czy usposobienia.
                            My nie jesteśmy z mężem żadną rewelacją obiektywną ;) średnio zgrabni, srednio ładni i mooocno trudni charakterologicznie.
                            Ale jesteśmy podobni do siebie tam gdzie trzeba i na tyle rózni, żeby sie sobą nie nudzić- to nie jest jakieś osiągnięcie- to jest to slynne: "spotkanie odpowiedniej osoby".

                            Takiej gratki na horyzoncie się nie przegapia, tylko się cumuje ;)

                            To mogą być prozaiczne szczegóły, ale równie dobrze mogą to być rzeczy ważniejs
                            > ze, a nawet fundamentalne'

                            Nie wiem, co dokładnie masz na myśli, ale jak w rzeczach fundamentalnych nie ma zgody, to nie tego "idealnego" związku.
                            Tylko te drugorzędne rzeczy można uzgadniać, fundamentalne są niedyskutowalne dla niezależnej światopoglądowo osoby i nie poswięca ich ona dla "dobra związku", bo wtedy zatraca własnie siebie i status "partnera".

                            Nie zawsze możliwe jest podejście typu: "jakoś da si
                            > ę uregulować". ;)'
                            Własnie ,gdybys podał przykłady.

                            duze pozdro!
                            • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 08:03
                              sisi_kecz napisała:

                              > to jest to slynne: "spotkanie odpowiedniej osoby".

                              W Twoim przypadku jest, ale jak pokazuje życie, takie "spotkanie odpowiedniej osoby" nie zawsze ma miejsce.

                              > Takiej gratki na horyzoncie się nie przegapia, tylko się cumuje ;)

                              A jeżeli ktoś zacumował z różnych powodów, a dopiero później zobaczył gdzieś taką gratkę? To co wtedy? Odczepić jedną cumę i zaczepić inną? Oczywiście, tak też można, ale nie każdy może i nie zawsze.

                              > Nie wiem, co dokładnie masz na myśli, ale jak w rzeczach fundamentalnych nie ma
                              > zgody, to nie tego "idealnego" związku.
                              > Tylko te drugorzędne rzeczy można uzgadniać, fundamentalne są niedyskutowalne d
                              > la niezależnej światopoglądowo osoby i nie poswięca ich ona dla "dobra związku"
                              > , bo wtedy zatraca własnie siebie i status "partnera".

                              Mam na myśli rzeczy fundamentalne dla funkcjonowania związku, choćby zajmowanie się dziećmi. Autor, do którego odniosłem swój komentarza, napisał: "Nie oznacza także że nie traktujesz swej kobitki poważnie, nie dzielisz się obowiązkami lub nie uczestniczysz w wychowaniu dzieciaków. Ale to Ty określasz granice co robisz i jak robisz." Łapiesz o co mu chodzi? O to że to on ustala np. w tej kwestii granice tego, co robi i jak. W tym podejściu nie ma w ogóle miejsca na wspólne ustalanie tych granic.

                              > Własnie ,gdybys podał przykłady.

                              Właśnie podałem.
                              • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 09:33
                                to jest to slynne: "spotkanie odpowiedniej osoby".
                                >
                                > W Twoim przypadku jest, ale jak pokazuje życie, takie "spotkanie odpowiedniej o
                                > soby" nie zawsze ma miejsce.'

                                Wiem. Doceniam, że Bóg mi to zaplanował- naprawdę nie zasłużyłam ;)

                                A jeżeli ktoś zacumował z różnych powodów, a dopiero później zobaczył gdzieś ta
                                > ką gratkę? To co wtedy? Odczepić jedną cumę i zaczepić inną? Oczywiście, tak te
                                > ż można, ale nie każdy może i nie zawsze.'

                                Moim zdaniem, zawsze najpierw sie cumę odczepia- nawet bezwiednie- czyli znów otwiera sie na poznanie nowej osoby, a potem się ją poznaje.
                                Ale jasne, że ta wyspa, do której się cumuje, ma nazwę: SZANSA na udany związek.
                                Pewne to jest tylko to, że się dopłynie do wyspy zwanej: Tutaj umieram.

                                Mam na myśli rzeczy fundamentalne dla funkcjonowania związku, choćby zajmowanie
                                > się dziećmi. '
                                Dzieci należy wychowywać zgodnie, a co do podziału opieki nad nimi, to chyba każdy o tym rozmawia lub zna opinie drugiej strony, zanim się je zrobi.
                                Wpadka, ze swej natury jest rzuceniem sie na głęboką wodę i trzeba się szybko określić w trakcie wykonywania skoku na główkę.

                                Jak we wszystkich pierwszorzędnych dla pary sprawach, tak i tutaj, jak ona chce iść do pracy po 20 tygodniach macierzyńskiego, a on chce by już została w domu forever, to albo to uzgodnią (nie w ramach kompromisu, tylko tak, aby wilk syty, owca cała), a prawie zawsze jest jakaś szerokość poglądu i można je ze sobą trochę zsunąć bez utraty priorytetu.
                                Albo nie uzgodnią i fajny związek poszedł sie.... z powodu fundamentalnej niezgodności.

                                Autor, do którego odniosłem swój komentarza, napisał: "Nie oznacz
                                > a także że nie traktujesz swej kobitki poważnie, nie dzielisz się obowiązkami l
                                > ub nie uczestniczysz w wychowaniu dzieciaków. Ale to Ty określasz granice co ro
                                > bisz i jak robisz." Łapiesz o co mu chodzi? O to że to on ustala np. w tej kwe
                                > stii granice tego, co robi i jak. '

                                Łapię, ale to jest tak jak zawsze u tego Autora- u niego to funkcjonuje i on uważa, że to wyrocznia dla reszty świata. Nie ma sensu sie nad tym pochylać, co on ma w swoim domu, bo to sie na prawa ogólne ie przekłada- bo takich prawd nie ma.
                                Zawsze jest dwoje konkretnych ludzi, ktorzy chcą być razem i mają na to swój indywidualny sposób.

                                Pragnienie zczytania reguł z jakiegoś poradnika, jest marzeniem nie do spełnienia- i dobrze:)


                                duze pozdro!!!
                                • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 10:11
                                  sisi_kecz napisała:

                                  > Wiem. Doceniam, że Bóg mi to zaplanował- naprawdę nie zasłużyłam ;)

                                  Jak uczy doświadczenie, plany Boga dość rzadko są tak korzystne dla tych, którzy są tych planów przedmiotem. ;)

                                  > Moim zdaniem, zawsze najpierw sie cumę odczepia- nawet bezwiednie- czyli znów o
                                  > twiera sie na poznanie nowej osoby, a potem się ją poznaje.
                                  > Ale jasne, że ta wyspa, do której się cumuje, ma nazwę: SZANSA na udany związek.

                                  A moim zdaniem, słowa "zawsze" to można używać np. w matematyce, mówiąc, że 2+2 zawsze równa się 4, choć i w tym przypadku nie byłbym do końca pewien, czy to zawsze jest słuszne. ;) Ale jeśli chodzi o stosunki międzyludzkie, to nie użuwałbym terminu "zawsze". ;)

                                  > Dzieci należy wychowywać zgodnie, a co do podziału opieki nad nimi, to chyba ka
                                  > żdy o tym rozmawia lub zna opinie drugiej strony, zanim się je zrobi.

                                  Ależ tak, należy i należy robić jeszcze wiele innych rzeczy. Zauważ jednak, że rzeczą dość powszechną jest rozdźwięk pomiędzy tym, co należy, a tym co jest. ;)

                                  > Jak we wszystkich pierwszorzędnych dla pary sprawach, tak i tutaj, jak ona chce
                                  > iść do pracy po 20 tygodniach macierzyńskiego, a on chce by już została w domu
                                  > forever, to albo to uzgodnią (nie w ramach kompromisu, tylko tak, aby wilk syt
                                  > y, owca cała), a prawie zawsze jest jakaś szerokość poglądu i można je ze sobą
                                  > trochę zsunąć bez utraty priorytetu.

                                  Ależ, można, jak najbardziej. Możliwość ta nie zawsze jednak jest relaizowana w praktyce. ;)

                                  > Albo nie uzgodnią i fajny związek poszedł sie.... z powodu fundamentalnej niezg
                                  > odności.

                                  I tak właśnie często się dzieje.

                                  > Łapię, ale to jest tak jak zawsze u tego Autora- u niego to funkcjonuje i on uw
                                  > aża, że to wyrocznia dla reszty świata. Nie ma sensu sie nad tym pochylać, co o
                                  > n ma w swoim domu, bo to sie na prawa ogólne ie przekłada- bo takich prawd nie
                                  > ma.

                                  Ja nie wiem, jak to jest zawsze u tego autora. Widzę za to konkretną jego wypowiedź i do niej się odnoszę.
                                  • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 10:29
                                    > Moim zdaniem, zawsze najpierw sie cumę odczepia- nawet bezwiednie- czyli
                                    > znów o
                                    > > twiera sie na poznanie nowej osoby, a potem się ją poznaje.
                                    > > Ale jasne, że ta wyspa, do której się cumuje, ma nazwę: SZANSA na udany z
                                    > wiązek.
                                    >
                                    > A moim zdaniem, słowa "zawsze" to można używać np. w matematyce, mówiąc, że 2+2
                                    > zawsze równa się 4, choć i w tym przypadku nie byłbym do końca pewien, czy to
                                    > zawsze jest słuszne. ;) Ale jeśli chodzi o stosunki międzyludzkie, to nie użuwa
                                    > łbym terminu "zawsze". ;)'

                                    Moim zdaniem- zawsze.
                                    Będąc w związku nie można zdefiniować nowo poznanej osoby jako kandydata/tki do relacji męsko-damskiej, jesli się nie ma w sobie ewentualności- otwartości na to, ze taką osobę się pozna.
                                    Poznaję nowe osoby, nad żadną sie nie zastanawiam, czy na nią wymienić męża, bo nie mam takiej potrzeby.
                                    Jeśli poznam kogoś, z kim zapragnę być, to znaczy tylko tyle, że szukałam i że brałam taką opcję pod uwagę- znaczy mój związek nie do końca mi pasował.

                                    Z drugiej strony, to zawsze (lubię to słowo, w odróżnieniu od słowa nigdy;) powtarzam menowi, że z nim jestem, bo nie spotkałam lepszego faceta dla siebie ;)

                                    pozdro!
                                    • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 10:44
                                      sisi_kecz napisała:

                                      > Moim zdaniem- zawsze.
                                      > Będąc w związku nie można zdefiniować nowo poznanej osoby jako kandydata/tki do
                                      > relacji męsko-damskiej, jesli się nie ma w sobie ewentualności- otwartości na
                                      > to, ze taką osobę się pozna.
                                      > Poznaję nowe osoby, nad żadną sie nie zastanawiam, czy na nią wymienić męża, bo
                                      > nie mam takiej potrzeby.
                                      > Jeśli poznam kogoś, z kim zapragnę być, to znaczy tylko tyle, że szukałam i że
                                      > brałam taką opcję pod uwagę- znaczy mój związek nie do końca mi pasował.

                                      A moim zdaniem mylisz się. ;) Znam przypadki chwytania dwóch cum jednocześnie. Twoje twierdzenie: "zawsze najpierw sie cumę odczepia" jest nieprawdziwe. :)

                                      > Z drugiej strony, to zawsze (lubię to słowo, w odróżnieniu od słowa nigdy;) pow
                                      > tarzam menowi, że z nim jestem, bo nie spotkałam lepszego faceta dla siebie ;)

                                      Jestem przekonany, że nie zawsze mu to powtarzasz. ;)
                                      • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 10:53
                                        A moim zdaniem mylisz się. ;) Znam przypadki chwytania dwóch cum jednocześnie.
                                        > Twoje twierdzenie: "zawsze najpierw sie cumę odczepia" jest nieprawdziwe. :)'

                                        Masz na myśli, np. takich facetów, co mają dwie rodziny, które o sobie nie wiedzą?
                                        Generalnie, takie osoby uważa sie za zaburzone psychicznie.

                                        Masz na myśli, tam mąz, a tu kochanek? Znaczy mąż nie spełnia potrzeb i służy za bezpieczną przystań, a nie pełnowartościową relację.

                                        Masz na myśli, związek otwarty? Tam jest jedna cuma, te przepływające obok stateczki służą do chwilowego abordażu, nie do zacumowania ;)

                                        pow
                                        > > tarzam menowi, że z nim jestem, bo nie spotkałam lepszego faceta dla sieb
                                        > ie ;)
                                        >
                                        > Jestem przekonany, że nie zawsze mu to powtarzasz. ;)'

                                        Nie wiem, o co Ci chodzi,
                                        już mi się nie chce zgadywać, nie złapałam o co mrugasz.

                                        pozdro!
                                        • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 11:20
                                          sisi_kecz napisała:

                                          > Masz na myśli, np. takich facetów, co mają dwie rodziny, które o sobie nie wiedzą?
                                          > Generalnie, takie osoby uważa sie za zaburzone psychicznie.

                                          > Masz na myśli, tam mąz, a tu kochanek? Znaczy mąż nie spełnia potrzeb i służy z
                                          > a bezpieczną przystań, a nie pełnowartościową relację.

                                          > Masz na myśli, związek otwarty? Tam jest jedna cuma, te przepływające obok stat
                                          > eczki służą do chwilowego abordażu, nie do zacumowania ;)

                                          Sisi, niezależnie od oceny ludzi postępujących tak a nie inaczej, niezależnie od przyczyn i niezależnie od relatywnego spojrzenia na czas trwania "zacumowania", jednoczesne cumowanie za pomocą co nakmniej dwóch cum jest faktem. :)

                                          > Nie wiem, o co Ci chodzi,
                                          > już mi się nie chce zgadywać, nie złapałam o co mrugasz.

                                          Chodzi mi o to, że nie jest możliwe, żebyś mu to ZAWSZE powtarzała. :)
                                          • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 11:31
                                            Sisi, niezależnie od oceny ludzi postępujących tak a nie inaczej, niezależnie o
                                            > d przyczyn i niezależnie od relatywnego spojrzenia na czas trwania "zacumowania
                                            > ", jednoczesne cumowanie za pomocą co nakmniej dwóch cum jest faktem. :)'

                                            Ponieważ ja wprowadziłam do dyskusji nazwę: cumowanie, jako decydowanie się na życie w związku z daną osobą, to musisz przyjąć moje rozumienie, ze rzucanie drugiej cumy jest rezygnacją lub redukowaniem pierwszej.
                                            Co tam ludzie sobie nazywają cumowaniem, jest nieistotne do ustalanie tego, czy ja mam racje mówiąc, że cuma jest zwijana lub iluzoryczna w dotychczasowym związku, jeśli zaistniał ktoś nowy.

                                            Chodzi mi o to, że nie jest możliwe, żebyś mu to ZAWSZE powtarzała. :)'

                                            hahaha:) a to tak:)))
                                            czasami jak go widzę to mówię mu: dzień dobry, zamiast zwyczajowej nawijki o jego dotychczasowej bezkonkurencyjności.

                                            ;)
                                            • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 11:58
                                              sisi_kecz napisała:

                                              > Ponieważ ja wprowadziłam do dyskusji nazwę: cumowanie, jako decydowanie się na
                                              > życie w związku z daną osobą, to musisz przyjąć moje rozumienie, ze rzucanie dr
                                              > ugiej cumy jest rezygnacją lub redukowaniem pierwszej.

                                              Nie, muszę, sisi, nie muszę. ;) Co prawda to Ty wprowadziłaś termin "cumowanie", ale ten termin odnosi się do określonych rzeczywistych zjawisk. A na to już Twoje definiowanie nie ma wpływu. :)

                                              > Co tam ludzie sobie nazywają cumowaniem, jest nieistotne do ustalanie tego, czy
                                              > ja mam racje mówiąc, że cuma jest zwijana lub iluzoryczna w dotychczasowym zwi
                                              > ązku, jeśli zaistniał ktoś nowy.

                                              Co tam nazywasz sobie cumowaniem, jest nieistotne dla rzeczywistego przebiegu procesu zwijania jednej i zarzucania drugiej cumy. :)
                                              • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 12:50
                                                Co prawda to Ty wprowadziłaś termin "cumowanie"
                                                > , ale ten termin odnosi się do określonych rzeczywistych zjawisk. A na to już T
                                                > woje definiowanie nie ma wpływu. :)'

                                                Do takich rzeczywistych zjawisk to odnoszę, ze jak jesteśmy związani z jedną osobą to nie wiążemy się z drugą. I nie mówię o seksie, pozorach związku lub formalnościach, tylko o naszym zaangażowaniu w relację.

                                                Pytałam co masz na myśli, mówiąc o cumowaniu podwójnym, się nie dowiedziałam.
                                                Więc póki co trzymamy się mojego myślenia o cumowaniu, w którym nie ma opcji podwojnej cumy, na zasadzie: kocham dwie kobiety po równo- to na filmach i w artykułach, czyli że papier wszystko przyjmie.

                                                Co tam nazywasz sobie cumowaniem, jest nieistotne dla rzeczywistego przebiegu p
                                                > rocesu zwijania jednej i zarzucania drugiej cumy. :)'

                                                Napisz co to jest wg Ciebie lub ogólnej definicji "cumowanie", to będzie konkretna rozmowa.

                                                pozdro!
                                                • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 14:04
                                                  sisi_kecz napisała:

                                                  > Do takich rzeczywistych zjawisk to odnoszę, ze jak jesteśmy związani z jedną os
                                                  > obą to nie wiążemy się z drugą. I nie mówię o seksie, pozorach związku lub form
                                                  > alnościach, tylko o naszym zaangażowaniu w relację.

                                                  Ależ wiążemy się, wiążemy. :) Nie zawsze i nie w każdym przypadku, ale to zjawisko występuje. I zaangażowanie może być w obydwu przypadkach, choć nie znaczy to, że zaangażowanie musi być dokładnie takie samo.

                                                  > Pytałam co masz na myśli, mówiąc o cumowaniu podwójnym, się nie dowiedziałam.
                                                  > Więc póki co trzymamy się mojego myślenia o cumowaniu, w którym nie ma opcji p
                                                  > odwojnej cumy, na zasadzie: kocham dwie kobiety po równo- to na filmach i w art
                                                  > ykułach, czyli że papier wszystko przyjmie.

                                                  To Ty się trzymasz swojego myślenia o cumowaniu, ale nie trzymasz się rzeczywistości zewnętrznej w stosunku do Twojego postrzegania. A mówiąc o cumowaniu podwójnym mam na myśli liczne sytuacje, w których na pewnym etapie istnieją dwie cumy, czyli związek z dwiema osobami. "Cumy", jak wspomniałem, nie muszą być jednakowe, żeby uważać "łódź" za przycumowaną do dwóch pomostów jednocześnie. Jedna może być cienka i wykonana ze stalowej liny, a druga gruba i mieć postać liny wykonanej np. z konopi. ;)

                                                  > Napisz co to jest wg Ciebie lub ogólnej definicji "cumowanie", to będzie konkre
                                                  > tna rozmowa.

                                                  Napisałem. :)
                                                  • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 14:15
                                                    I zaangażowanie może być w obydwu przypadkach, choć nie znaczy t
                                                    > o, że zaangażowanie musi być dokładnie takie samo.'

                                                    Ty chyba mówisz, o tzw. małpie podwójnie podwieszonej- małżonku, który trzyma się małżeństwa mając romans na boku, dopóki mu sie nie wyklaruje czy z tym nowym/nową mu sie bardziej spodoba ;)

                                                    A mówiąc o cumowaniu podw
                                                    > ójnym mam na myśli liczne sytuacje, w których na pewnym etapie istnieją dwie cu
                                                    > my, czyli związek z dwiema osobami. "Cumy", jak wspomniałem, nie muszą być jedn
                                                    > akowe, żeby uważać "łódź" za przycumowaną do dwóch pomostów jednocześnie. Jedna
                                                    > może być cienka i wykonana ze stalowej liny, a druga gruba i mieć postać liny
                                                    > wykonanej np. z konopi. ;)'

                                                    Wiesz co? Konkret, to nie nie jest twórcze rozwijanie metafory ;)
                                                    Bardzo ładne zresztą ;), ale nadal wiem, że nie wiem o czym mówisz :)

                                                    Co to jest związek z dwiema osobami?

                                                    Więc...?
                                                  • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 14:27
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > Wiesz co? Konkret, to nie nie jest twórcze rozwijanie metafory ;)
                                                    > Bardzo ładne zresztą ;), ale nadal wiem, że nie wiem o czym mówisz :)
                                                    >
                                                    > Co to jest związek z dwiema osobami?

                                                    Sisi, a czy można mówić o podwójnym cumowaniu w przypadku związku z jedną osobą? Technicznie można, bo przecież można użyć kilka cum do zacumowania do tego samego pomostu, ale jest oczywiste, że mówimy tu o podwojnym cumowaniu dotyczącym co najmniej dwóch różnych osób. :)
                                                  • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 14:30
                                                    Co to jest związek z dwiema osobami?'

                                                    Umiesz odpowiedziec na to pytanie?
                                                  • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 14:40
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > Co to jest związek z dwiema osobami?'

                                                    > Umiesz odpowiedziec na to pytanie?

                                                    Tak. Podam Ci taki przykład z mojego otoczenia: Pewien pan w wieku ok. 85 lat ma żonę, z którą jest od kilkudziesięciu lat. Ma też kochankę od lat kilkudziesięciu. Żona i kochanka wiedzą o sobie. O sytuacji wie też ich otoczenie. Pan nigdy nie zamierzał trzymać cumy z żoną tylko do czasu aż dobrze zacumuje u kochanki. Chciał mieć 2 cumy i ma, i można przypuszczać, że do śmierci będzie te 2 cumy miał. A tak na marginesie, chciałbym mieć w sobie tyle wigoru, energii życiowej i młodości ducha oraz niesamowitej sprawności fizycznej, co ten 85-letni pan. :)

                                                    Oczywiście jest to przykład dość skrajny. Życie jest bardziej prozaiczne - zarówno faceci jak i kobiety nierzadko "jeżdzą" na podwójnych cumach. :)
                                                  • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 14:52
                                                    Ten przykład to zewnetrzny opis.
                                                    Powiedz mi jak to wyglada z perspektywy tego pana.
                                                  • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 14:58
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > Ten przykład to zewnetrzny opis.
                                                    > Powiedz mi jak to wyglada z perspektywy tego pana.

                                                    Z perspektywy tego pana istnieją dwie cumy. Nie są to cumy identyczne, ale nie ma żadnych wątpliwosci, że są dwie i że każda z nich "przyczepiona" jest do innej osoby. :)

                                                    Znam też inny przypadek, z kobietą w roli głównej, ktora miała dwóch panów jednocześnie. Mało tego, że miała - mieszkała z nimi jednocześnie w tym samym mieszkaniu i na spacery nawet chodzili we trójkę. :)
                                                  • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 15:08
                                                    Mnie interesuje jaką mieli relację wewnątrz tego trójkąta.
                                                  • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 15:17
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > Mnie interesuje jaką mieli relację wewnątrz tego trójkąta.

                                                    A jakie to ma znaczenie dla sedna problemu? Cumy są dwie, są dwa pomosty, więc mamy do czynienia z podwójnym cumowaniem. :) Jeśli w definicji wprowadzisz zastrzeżenie, że z podwójnym cumowaniem mamy do czynienia tylko wtedy, gdy cumy mają jednakową długość, średnicę i są wykonane z tego samego materiału, to wtedy podwójne cumowanie zniknie jako zjawisko, ale tylko z perspektywy nieżyciowej definicji, bo w rzeczywistości zjawisko to będzie istniało sobie nadal. :)
                                                  • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 15:42
                                                    Nie chodzi mi to czy to były identyczne relacje, tylko czy w każdej z tych relacji było: zaangażowanie/namiętność/intymność.
                                                  • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 16:09
                                                    W każdej z tych relacji były te trzy rzeczy. Są na to nawet namacalne dowody.
                                                  • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 16:32
                                                    gravedigger1 napisał:

                                                    > W każdej z tych relacji były te trzy rzeczy. Są na to nawet namacalne dowody.'

                                                    Nie sądziłam, ze dla potwierdzenia swojej tezy, posuniesz się do twierdzenia, że wiesz co czuły inne osoby, i że na pewno występowała w ich układach intymność/zaangażowanie/namiętność ;)

                                                    Wiesz o tym, bo dzidzia się powiła, tak? :)

                                                    A dopiero co, zarzucałeś mi w wątku o kurtyzanie, że imputuje komuś, co on czuje i myśli, a powinnam mówić tylko za siebie.

                                                    Bez komentarza...
                                                  • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 16:49
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > Nie sądziłam, ze dla potwierdzenia swojej tezy, posuniesz się do twierdzenia, ż
                                                    > e wiesz co czuły inne osoby, i że na pewno występowała w ich układach intymność
                                                    > /zaangażowanie/namiętność ;)

                                                    > Wiesz o tym, bo dzidzia się powiła, tak? :)

                                                    Wiem o tym, bo wielokrotnie rozmawiałem z tym panem i nie widzę powodu, by mu nie wierzyć, ponieważ nigdy nie usprawiedliwiał swojego postępowania i nie wynosił się na piedestały. A namacalne dowody, to dowody w postaci dwóch żywych kobiet i ich dobrowolnych stosunków z tym panem. :) Obie to kobiety niezależne, podobające się innym mężczyznom i w żaden sposób nie skazane na relację z owym panem. :) Dodam, że pan ten też zawsze był osobą niezależną i nigdy nie był skazany ani na żaden z tych związków, ani na oba jednocześnie. A dzieci z tych związków jak nie było, tak nie ma i raczej nie będzie. :)

                                                    > A dopiero co, zarzucałeś mi w wątku o kurtyzanie, że imputuje komuś, co on czuj
                                                    > e i myśli, a powinnam mówić tylko za siebie.
                                                    >
                                                    > Bez komentarza...

                                                    Bez komentarza. :)
                                                  • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 17:11
                                                    A namacalne dowody, to dowody w postaci dwóch żywych kobi
                                                    > et i ich dobrowolnych stosunków z tym panem. :) Obie to kobiety niezależne, pod
                                                    > obające się innym mężczyznom i w żaden sposób nie skazane na relację z owym pan
                                                    > em. :)'

                                                    OK, Pan miał miniharem i mówił Ci, ze jest super- tyle możemy wiedzieć na pewno.

                                                    Panie nie odchodziły z haremu, pan nie wymieniał ich na inne- tyle możemy wiedzieć na pewno.

                                                    Motywacji, uczuć, charakteru powiązań tych ludzi nie znamy- tyle możemy wiedzieć na pewno.

                                                    Mi nie chodzi o to, ze nie można mieć haremu i że te kobiety będą nieszczęśliwe.
                                                    Relacje kobiet żyjących w małżeństwach poligamicznych są wprawdzie zawsze pełne zazdrości o konkurentki. Nie ma tam intymności/zaangażowania/namiętności, z każdą z nich- sa liderki, są ogony i mnóstwo komplikacji. Takie kobiety, zresztą tez nie angażują się w tego swojego mena, bo albo on woli inną z nich, albo nie chcą konkurować, albo taka sytuacja je zobojętnia. Zajmują się dziećmi, zwierzątkami, są wycofane- nie ma związku z ich strony.

                                                    Chciałabym, aby ktoś będący w takim układzie się wypowiedział, a nie osoba trzecia, która tam zero wie, jak jest w środku takiego układu.
                                                  • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 23.03.11, 08:57
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > OK, Pan miał miniharem i mówił Ci, ze jest super- tyle możemy wiedzieć na pewno.

                                                    Pan MA miniharem i z obiema kobietami łączą go "cumy" od wielu lat. Tego możemy być pewni. ;)

                                                    > Chciałabym, aby ktoś będący w takim układzie się wypowiedział, a nie osoba trze
                                                    > cia, która tam zero wie, jak jest w środku takiego układu.

                                                    Nie wypowiadam się za te kobiety, bo z nimi nie rozmawiałem o tej sprawie, ale wypowiedzi tego pana znam z pierwszej ręki. Jestem pewien, że w tym przypadku mamy do czynienia z podwójnym "cumowaniem" i żadne rozważania nie zmienią faktu istnienia podwójnych "cum". :)
                                                  • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 23.03.11, 10:24
                                                    Pan MA miniharem '

                                                    No to ma- whatever.
                                                    Nawet lepiej- niech przyjdzie i opowie od siebie.

                                                    Jak to jest być w związku z żoną (namietność/intymność/zaangażowanie),spotkać drugą kobietę i zdecydować się ,że tu też wejdzie się w drugi równie pełnowartościowy związek.

                                                    wypowiedzi tego pana znam z pierwszej ręki.'
                                                    Ale Ty mi nie odpowiesz na moje pytanie.
                                                    Trzymajmy się dyscypliny dyskusji:
                                                    jak można (patrząc na psychologiczną konstrukcję czlowieka) być zaangażowanym na full w jeden związek i tworzyc drugi: jaka jest motywacja do tego?
                                                    oraz czy możliwe jest cumowanie przy jednym nadbrzezu, kiedy trzeba być w innym miejscu całym sobą by zaangazowac się w drugi układ?

                                                    Moim zdaniem nie ma takiej mozliwości, zawsze cos trzeba odpuścić w jednym układzie by stworzyc nowy- trzeba cumę pełnowartościowego zwiazku zwinąć u jednej baby i zastapić ją tańszą emocjonalnie (lub w inny sposób wybrakowaną) wersją, by wejśc w drugi układ.

                                                    Jakoś nigdy nie dzieje się to jednocześnie, że ktoś zakochuje sie w kandydatce na żonę i w drugiej kobiecie- właśnie dlatego, że na raz potrafimy skierować swoją namiętność/intymność/zaangażowanie- czyli swoją miłość ku jednej osobie.

                                                    Niech dziadek powie, jak rozłożył siły, jak rozplanował czas i jak rozłożył swoje uczucia pomiędzy tymi dwiema kobietami, oraz po jakim czasie od totalnego zauroczenia kochanką wróciła mu myśl o żonie .

                                                    -Jestem pewien, że w tym przypadku m
                                                    > amy do czynienia z podwójnym "cumowaniem" i żadne rozważania nie zmienią faktu
                                                    > istnienia podwójnych "cum". :)'

                                                    Wcale nie mowie że nie istnieją, poszedłeś w jakąś dygresję.

                                                    pozdro!
                                                    -
                                                    Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
                                                    Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
                                                    by Cejrowski
                                                  • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 23.03.11, 10:54
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > Jak to jest być w związku z żoną (namietność/intymność/zaangażowanie),spotkać
                                                    > drugą kobietę i zdecydować się ,że tu też wejdzie się w drugi równie pełnowarto
                                                    > ściowy związek.

                                                    A dlaczego niby związki miałyby być "równie pełnowartościowe"? To jest kolejne nawiązanie do idei identycznych "cum". Powtarzam więc, cumy mogą się różnić między sobą. :)

                                                    > Trzymajmy się dyscypliny dyskusji:

                                                    Trzymam się dyscypliny dyskusji. Problem w tym, że Ty tę dyscyplinę postrzegasz w inny sposób niż ja. :)

                                                    > jak można (patrząc na psychologiczną konstrukcję czlowieka) być zaangażowanym
                                                    > na full w jeden związek i tworzyc drugi: jaka jest motywacja do tego?
                                                    > oraz czy możliwe jest cumowanie przy jednym nadbrzezu, kiedy trzeba być w inny
                                                    > m miejscu całym sobą by zaangazowac się w drugi układ?

                                                    Nie rozmawiamy o motywacjach, tylko o istnieniu zjawiska "podwójnego cumowania".

                                                    A dlaczego trzeba być całym sobą w układzie partnerskim? Śmiem twerdzić, że nie wolno być całym sobą. Musi istnieć zawsze jakaś część "ja" poza układem, bo całkowite zaangażowanie siebie w układ oznacza dla mnie jakąś chorą formę zniewolenia. Oczywiście, ta niezaangażowana część nie powinna moim zdaniem angażować się w układ z inną osobą, ale to się zdarza, niezależnie od tego, czy to się nam podoba, czy nie.

                                                    > Moim zdaniem nie ma takiej mozliwości, zawsze cos trzeba odpuścić w jednym ukła
                                                    > dzie by stworzyc nowy- trzeba cumę pełnowartościowego zwiazku zwinąć u jednej b
                                                    > aby i zastapić ją tańszą emocjonalnie (lub w inny sposób wybrakowaną) wersją, b
                                                    > y wejśc w drugi układ.

                                                    Nie zgadzam się. Cumę powinno się zwinąć, ale to nie znaczy, że do zwinięcia cumy dochodzi zawsze i w każdym przypadku. Są przypadki jednoczesnego "cumowania" w dwóch "portach".

                                                    > Jakoś nigdy nie dzieje się to jednocześnie, że ktoś zakochuje sie w kandydatce
                                                    > na żonę i w drugiej kobiecie- właśnie dlatego, że na raz potrafimy skierować sw
                                                    > oją namiętność/intymność/zaangażowanie- czyli swoją miłość ku jednej osobie.

                                                    Zakochanie to jedna rzecz, ale to stan dość krótkotrwały, a namiętność/intymność/zaangażowanie istnieją również w związkach, w których zakochanie w sposób naturalny przeminęło.

                                                    > Niech dziadek powie, jak rozłożył siły, jak rozplanował czas i jak rozłożył swo
                                                    > je uczucia pomiędzy tymi dwiema kobietami, oraz po jakim czasie od totalnego za
                                                    > uroczenia kochanką wróciła mu myśl o żonie .

                                                    A dlaczego zakładzasz, że był totalnie zauroczony kochanką? Może był zauroczony obiema kobietami? Takie przypadki naprawdę się zdarzają. Powtarzam jeszcze raz, "cumy" na pewno nie były jednakowe, ale były i są. To fakt. :)

                                                    > Wcale nie mowie że nie istnieją, poszedłeś w jakąś dygresję.

                                                    OK. A zatem podwójne cumowanie jest zjawiskiem występującym w przyrodzie. Koniec dyskusji. :)
                                                  • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 23.03.11, 11:34
                                                    Przypomne zatem od jakic oich słow rozpoczęła sie ta dyskusja:

                                                    -> Moim zdaniem, zawsze najpierw sie cumę odczepia- nawet bezwiednie- czyli
                                                    > znów o
                                                    > > twiera sie na poznanie nowej osoby, a potem się ją poznaje.
                                                    Będąc w związku nie można zdefiniować nowo poznanej osoby jako kandydata/tki do relacji męsko-damskiej, jesli się nie ma w sobie ewentualności- otwartości na to, ze taką osobę się pozna.
                                                    Jeśli poznam kogoś, z kim zapragnę być, to znaczy tylko tyle, że szukałam i że brałam taką opcję pod uwagę- znaczy mój związek nie do końca mi pasował.'

                                                    Więc i Twój starszy znajomy:
                                                    szukał (niekoniecznie w sposób kategoryczny) i brał pod uwagę, ze jakby co, to zarzuci nową cumę. Czyli w pierwszym zwiąku nie był na full- czegoś mu brakowało by być spełnionym.

                                                    Nic nie wspominam o dwóch cumach, ani o identycznych cumach.
                                                    Cuma- znaczy- interakcja z ewentualnością trwałego związku - najpierw sie zarzuca, to znaczy wypatrzyło sie inne interesujące nadbrzeże (kto wypatruje? ten kogo nogi niosą w świat i w domu mu nudno;), potem sie zawiązuje supeł, a potem ewentualnie cumuje na stałe i mosci bazę na nowym lądzie.
                                                    Co w tym czasie ze starą cumą?
                                                    Nie trzeba jej zwijać (nie dotykam tu żadnych moralnych zasad, nieistotne) ale ona schodzi na drugi plan, wtedy kiedy zajmujemy sie tą nową (zarzucamy, zawiazujemy supeł, robimy skok na drugi brzeg).


                                                    A dlaczego niby związki miałyby być "równie pełnowartościowe"? '
                                                    W znaczeniu, ze są związkami, a nie że jedno jest układem finansowym, albo dla dzieci.


                                                    Nie rozmawiamy o motywacjach, tylko o istnieniu zjawiska "podwójnego cumowania"'

                                                    Ty o tym rozmawiasz.
                                                    Ale owszem, gdyby rozmawiać o podwójnym cumowaniu, to istotna jest motywacja- bo bez niej zjawisko by to nie zaistniało.
                                                    Więc jaka jest motywacja wchodzenia w drugi zwiazek, kiedy już jest w satysfakcjonujacym związku?

                                                    A dlaczego trzeba być całym sobą w układzie partnerskim? Śmiem twerdzić, że nie
                                                    > wolno być całym sobą. Musi istnieć zawsze jakaś część "ja" poza układem, bo ca
                                                    > łkowite zaangażowanie siebie w układ oznacza dla mnie jakąś chorą formę zniewol
                                                    > enia. '

                                                    To Ty twierdziłeś, że ten pan jest w dwóch udanych związkach.
                                                    Ja owszem podejrzewam, ze pan jest gdzieś z przyzwyczajenia i nie robienia przykrości, a gdzieś, bo żona takie dobre pierogi robi- czyli nie musi angażaowac się tyle, co w pelnowartościowym zwiazku.


                                                    Oczywiście, ta niezaangażowana część nie powinna moim zdaniem angażować s
                                                    > ię w układ z inną osobą, ale to się zdarza, niezależnie od tego, czy to się nam
                                                    > podoba, czy nie.'

                                                    Tujakieś farmazony pseudopsychologiczne tworzysz- człowiek jest jakimś tortem i dzieli sobie siebie na kawałki? ;)
                                                    Mi jest obojętnie, czy ktoś żyje z jedna kobieta czy z piecioma- ja tylko tywierdzę, ze aby poznać kolejną kobietę musiał odcumować od tamtej- ta cumą, która pozwala na poznanie nowej osoby.

                                                    Zakochanie to jedna rzecz, ale to stan dość krótkotrwały, a namiętność/intymnoś
                                                    > ć/zaangażowanie istnieją również w związkach, w których zakochanie w sposób nat
                                                    > uralny przeminęło.'

                                                    Nie pisałam o zauroczeniu tylko o zakochaniu- jak ktoś jest zakochany to kocha- a miłość to namietność/intymność/zaangażowanie.
                                                    Tam gdzie jest zakochanie tam nic nie przeminęło.
                                                    Odrób zadanie z podstawowych pojęć konstrukcji emocjonalnej cżłowieka zanim zaczniesz się czepiać i bzdecić.

                                                    A dlaczego zakładzasz, że był totalnie zauroczony kochanką? Może był zauroczony
                                                    > obiema kobietami? '

                                                    No tak zakladam ze względu na literaturę takich zdarzeń. Pan byłby mi potrzebny dla potwierdzenia lub zaprzeczenia- więc powtarzam jeszcze raz- rozmowa o tym ma sens z uczestnikiem zjawiska "wielocumowania".

                                                    OK. A zatem podwójne cumowanie jest zjawiskiem występującym w przyrodzie. Konie
                                                    > c dyskusji. :)'

                                                    Cieszę się , że sie cieszysz, ale jak zwykle każdy gadał o czymś innym.

                                                    ;)



                                                    Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                                                    John Gray
                                                  • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 23.03.11, 12:25
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > Będąc w związku nie można zdefiniować nowo poznanej osoby jako kandydata/tki do
                                                    > relacji męsko-damskiej, jesli się nie ma w sobie ewentualności- otwartości na
                                                    > to, ze taką osobę się pozna.

                                                    Masz rację, ale otwartość na to, że taką osobę się pozna mie musi oznaczać zamknięcia się na osobę, z którą się jest.

                                                    > Jeśli poznam kogoś, z kim zapragnę być, to znaczy tylko tyle, że szukałam i że
                                                    > brałam taką opcję pod uwagę- znaczy mój związek nie do końca mi pasował.'

                                                    Może to również oznaczać, że poznanie kogoś mogło odbyć się bez szukania i że ktoś w wyniku różnych okoliczności zdecydował się "utrzymywać" dwa związki jednocześnie.

                                                    > Więc i Twój starszy znajomy:
                                                    > szukał (niekoniecznie w sposób kategoryczny) i brał pod uwagę, ze jakby co, to
                                                    > zarzuci nową cumę. Czyli w pierwszym zwiąku nie był na full- czegoś mu brakował
                                                    > o by być spełnionym.

                                                    Może brał, a może nie brał. A pojęcie bycia "na full" w związku to rzecz subiektywna.

                                                    > Nic nie wspominam o dwóch cumach, ani o identycznych cumach.

                                                    Skoro nie napisałaś to nie ma problemu. ;)

                                                    > Cuma- znaczy- interakcja z ewentualnością trwałego związku - najpierw sie zarzu
                                                    > ca, to znaczy wypatrzyło sie inne interesujące nadbrzeże (kto wypatruje? ten ko
                                                    > go nogi niosą w świat i w domu mu nudno;), potem sie zawiązuje supeł, a potem e
                                                    > wentualnie cumuje na stałe i mosci bazę na nowym lądzie.
                                                    > Co w tym czasie ze starą cumą?
                                                    > Nie trzeba jej zwijać (nie dotykam tu żadnych moralnych zasad, nieistotne) ale
                                                    > ona schodzi na drugi plan, wtedy kiedy zajmujemy sie tą nową (zarzucamy, zawiaz
                                                    > ujemy supeł, robimy skok na drugi brzeg).

                                                    Zawężasz rozważania nieco. Wyobraź więc sobie taką sytuację: zawijasz do portu, w którym są dwa pomosty. Najpierw cumujesz do jednego i opuszczasz trap, żeby mieć z nim "łączność". Potem dostrzegasz obok drugi pomost, więc rzucasz cumę do niego i opuszczasz trap, żeby móc na ten pomost schodzić. Stara cuma nadal jest i nie zrobiła się ani cieńsza, ani dłuższa. Róznica poleg agłownie na tym, że teraz czas swój dzielisz pomiędzy dwa pomosty i to co przy nich zbudowano.

                                                    > W znaczeniu, ze są związkami, a nie że jedno jest układem finansowym, albo dla
                                                    > dzieci.

                                                    Mogą być i bywają, ponieważ w tym przypadku nie ma ani dzieci, ani uzależnienia finasowego żadnej ze zaangażowanych stron.

                                                    > Ty o tym rozmawiasz.

                                                    Ty też. ;)

                                                    > Ale owszem, gdyby rozmawiać o podwójnym cumowaniu, to istotna jest motywacja- b
                                                    > o bez niej zjawisko by to nie zaistniało.
                                                    > Więc jaka jest motywacja wchodzenia w drugi zwiazek, kiedy już jest w satysfakc
                                                    > jonujacym związku?

                                                    Motywacja jest istotna jako przyczyna, ale charakter motywacji nie neguje faktu, że podwójne cumowanie istnieje.

                                                    Motywacją wchodzenia w drugi związek może być na przykład chęć tworzenia dwóch satysfakcjonujących związków. :)

                                                    > To Ty twierdziłeś, że ten pan jest w dwóch udanych związkach.
                                                    > Ja owszem podejrzewam, ze pan jest gdzieś z przyzwyczajenia i nie robienia przy
                                                    > krości, a gdzieś, bo żona takie dobre pierogi robi- czyli nie musi angażaowac s
                                                    > ię tyle, co w pelnowartościowym zwiazku.

                                                    Twoje podejrzenie nie jest więcej warte niż moje twierdzenie. Każde z nas może się mylić. :)

                                                    > Tujakieś farmazony pseudopsychologiczne tworzysz- człowiek jest jakimś tortem i
                                                    > dzieli sobie siebie na kawałki? ;)
                                                    > Mi jest obojętnie, czy ktoś żyje z jedna kobieta czy z piecioma- ja tylko tywie
                                                    > rdzę, ze aby poznać kolejną kobietę musiał odcumować od tamtej- ta cumą, która
                                                    > pozwala na poznanie nowej osoby.

                                                    Nie, nie musiał wcale odcumować, bo wbrew temu, co sugerujesz, człowiek może utrzymywać i utrzymuje jednoczesne relacje o podobnym charakterze z wieloma ludźmi bez potrzeby dzielenia się na kawałki. ;)

                                                    > Nie pisałam o zauroczeniu tylko o zakochaniu- jak ktoś jest zakochany to kocha-
                                                    > a miłość to namietność/intymność/zaangażowanie.
                                                    > Tam gdzie jest zakochanie tam nic nie przeminęło.
                                                    > Odrób zadanie z podstawowych pojęć konstrukcji emocjonalnej cżłowieka zanim zac
                                                    > zniesz się czepiać i bzdecić.

                                                    Jeśli rozumiesz zakochanie jako kochanie, to jednoczesne kochanie wielu osób miłością o podobnym charakterze jest jak najbardziej możliwe i jest to powszechne zjawisko. :) Zanim swoje wyidealizowane bzdety dotyczące zakochania zaczniesz wciskać jako obowiązujący pogląd, to najpierw odrób lekcję z życia.

                                                    > No tak zakladam ze względu na literaturę takich zdarzeń. Pan byłby mi potrzebny
                                                    > dla potwierdzenia lub zaprzeczenia- więc powtarzam jeszcze raz- rozmowa o tym
                                                    > ma sens z uczestnikiem zjawiska "wielocumowania".

                                                    Ja z nim rozmawiałem, a Ty możesz sobie zakładać, co chcesz. I tak nie zmienisz tym życia. :)

                                                    > Cieszę się , że sie cieszysz, ale jak zwykle każdy gadał o czymś innym.

                                                    To przypomnę o czym gadaliśmy (Twoje słowa): "Moim zdaniem, zawsze najpierw sie cumę odczepia- nawet bezwiednie- czyli znów otwiera sie na poznanie nowej osoby, a potem się ją poznaje.".

                                                    To stwierdzenie o tym, ze najpierw cumę się odczepia jest nieprawdziwe. :)
                                                  • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 23.03.11, 12:57
                                                    Masz rację, ale otwartość na to, że taką osobę się pozna mie musi oznaczać zamknięcia się na osobę, z którą się jest.'

                                                    Jeeeny, to po co tyle dyskutujesz ?

                                                    To, ze może sobie trzymać x-krotnośc związków, że moze sie angażować w róznym stopniu tu i tu, że może zacumować do dwóch portów, a potem wybrać lepszy- nie neguję tego, bo tez znam takie układy.

                                                    aby poznać kolejną kobietę musiał odcumować od tamtej- ta cumą,
                                                    > która
                                                    > > pozwala na poznanie nowej osoby.
                                                    >
                                                    > Nie, nie musiał wcale odcumować'

                                                    To w końcu o co Ci chodzi: zgadzasz się z tym, że będąc w jednym udanym związku, potrzeba jakiegoś podszeptu ze strony psychiki, zeby oglądnąć się i podążyć za mozliwością drugiego, czy twierdzisz, ze szczęśliwy w związku cżłowiek patrząc z milością na partnera/rkę mysli sobie: a może by tak znaleźć klona i pomnożyc te pozytywne uczucia? Jest bosko, a mogłoby bć podwójnie bosko!
                                                    Moze są tacy ludzie, ale omni mają odchył.
                                                    A cała reszta najpierw patrzy na partnera/rkę z myślą : ale czegos mi brak z nią/nim, odpłynę kawałeczek na morze, porozglądam sie co tam dziś żegluje w okolicy.

                                                    -Jeśli rozumiesz zakochanie jako kochanie, to jednoczesne kochanie wielu osób mi
                                                    > łością o podobnym charakterze jest jak najbardziej możliwe i jest to powszechne
                                                    > zjawisko. :)'

                                                    a gdzie ja mowię, ze nie?

                                                    Zanim swoje wyidealizowane bzdety dotyczące zakochania zaczniesz
                                                    > wciskać jako obowiązujący pogląd, to najpierw odrób lekcję z życia'

                                                    Nie wiem do czego pijesz i skąd wiesz, co odrobiłam w swoim życiu :)

                                                    To stwierdzenie o tym, ze najpierw cumę się odczepia jest nieprawdziwe. :)'

                                                    Kiedy to Ty teoretyzyjesz o sytuacji, kiedy bedąc zakochanym szuka sie drugiej osoby- przykładu, literatury nie masz, ale brniesz w coraz wieksze gdybanie, żeby tylko znowu udowodnić relatywizm wszystkiego i nieistnienie żadnych reguł- chociażby zasad normalnej budowy psychicznej.

                                                    pozdro!
                                                    -
                                                    Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
                                                    Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
                                                    by Cejrowski
                                                  • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 23.03.11, 14:33
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > Jeeeny, to po co tyle dyskutujesz ?

                                                    No właśnie, po co tyle dyskutujesz? ;)

                                                    > To, ze może sobie trzymać x-krotnośc związków, że moze sie angażować w róznym s
                                                    > topniu tu i tu, że może zacumować do dwóch portów, a potem wybrać lepszy- nie n
                                                    > eguję tego, bo tez znam takie układy.

                                                    Może wybrać lepszy, ale może też nie wybierać. Zazwyczaj musi wybrać jeden z tych związków, albo związek trzeci, ale czasami bywa tak, że nie wybiera, tylko ma obydwa. :)

                                                    > To w końcu o co Ci chodzi: zgadzasz się z tym, że będąc w jednym udanym związku
                                                    > , potrzeba jakiegoś podszeptu ze strony psychiki, zeby oglądnąć się i podążyć z
                                                    > a mozliwością drugiego, czy twierdzisz, ze szczęśliwy w związku cżłowiek patrzą
                                                    > c z milością na partnera/rkę mysli sobie: a może by tak znaleźć klona i pomnoży
                                                    > c te pozytywne uczucia? Jest bosko, a mogłoby bć podwójnie bosko!
                                                    > Moze są tacy ludzie, ale omni mają odchył.

                                                    Zgadzam się z tym, że są ludzie, kórzy postępują tak jak nakazuje im wzorzec kulturowy i z tym, że takich ludzi jest większość, ale odchył od normy kulturowej to tylko inność, która zazwyczaj nie podoba się ludziom "normalnym".

                                                    > a gdzie ja mowię, ze nie?

                                                    Mówisz tam, gdzie twierdzisz, że człowiek nie jest tortem. :)

                                                    > Nie wiem do czego pijesz i skąd wiesz, co odrobiłam w swoim życiu :)

                                                    Piję do Twoich bzdetów o zakochaniu. :) Nie wiem, co odrobiłaś, ale z tego, co piszesz wnioskuję, że nie odrobiłaś pracy domowej z krytycznego spojrzenia na pojmowanie miłości, które wywodzi się z epoki romantyzmu. :)

                                                    > Kiedy to Ty teoretyzyjesz o sytuacji, kiedy bedąc zakochanym szuka sie drugiej
                                                    > osoby- przykładu, literatury nie masz, ale brniesz w coraz wieksze gdybanie, że
                                                    > by tylko znowu udowodnić relatywizm wszystkiego i nieistnienie żadnych reguł- c
                                                    > hociażby zasad normalnej budowy psychicznej.

                                                    Zostaw literaturę w spokoju. Ja nie teoretyzuję, ale biorę pod rozwagę przypadki z życia. :) Normalna budowa psychiczna w odniesieniu do relacji damsko-męskich to w zdecydowanej mierze efekt kulturowej nadbudowy. Zauważ, ża są kultury, gdzie tej wyłączności damsko-męskiej nie ma. :)
                                                  • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 23.03.11, 15:19
                                                    No właśnie, po co tyle dyskutujesz? ;)

                                                    Bo nie lubię, jak sie dorabia do moich słów jakieś znaczenia z czapy i kiedy mi się mowi: "nie możesz tak powiedzieć"- wtedy mozna byc pewnym, ze się nie zamknę ;)

                                                    są ludzie, kórzy postępują tak jak nakazuje im wzorzec ku
                                                    > lturowy i z tym, że takich ludzi jest większość, ale odchył od normy kulturowej
                                                    > to tylko inność, która zazwyczaj nie podoba się ludziom "normalnym".'

                                                    Z uporem maniaka twierdzisz, że to się komuś niepodoba- to nieistotne w tej dyskusji.
                                                    Ten "odchył" to nie jest po prostu inność z zachowaniem jakości- czyli wartości relacji- to są przypadki, kiedy ktos ma kilka układów i może jeden w tym jest związkiem.

                                                    a gdzie ja mowię, ze nie?
                                                    >
                                                    > Mówisz tam, gdzie twierdzisz, że człowiek nie jest tortem. :)'

                                                    Tam mowię, ze nie mozna kochac więcej niż jednej osoby?

                                                    Piję do Twoich bzdetów o zakochaniu. :) Nie wiem, co odrobiłaś, ale z tego, co
                                                    > piszesz wnioskuję, że nie odrobiłaś pracy domowej z krytycznego spojrzenia na p
                                                    > ojmowanie miłości, które wywodzi się z epoki romantyzmu. :)'

                                                    Czyli gdzieś juz nawet podałam swoją definicję miłości? Jak brzmi?
                                                    Jak mam nie ripostować, jak tworzysz sobie radosną twórczość na kanwie moich wypowiedzi.

                                                    Zostaw literaturę w spokoju. Ja nie teoretyzuję, ale biorę pod rozwagę przypadk
                                                    > i z życia. :)'

                                                    Z całą przychylnością do przykładu, bo mnie zaciekawił- to podałeś o nim tyle, że jest pan i dwie panie, że o sobie wiedzą i że to trwa długie lata.
                                                    A co to jest to nie wiesz- oprócz tego, że pan jest zadowolony.
                                                    Równie dobrze może byc zadowolony z tego, ze je co czwartek pierogi u żony, a kochanka jeszcze potrafi mu postawić- to nie są związki.
                                                    Poza tym, w żadnym razie nie udowadnia on tegfo, że mozna "zajść" w drugi związek, nie odcumowując się wcale od pierwszego.
                                                    To jest przykład wydmuszka- nie ma żadnej wartości dowodowej.


                                                    Normalna budowa psychiczna w odniesieniu do relacji damsko-męskic
                                                    > h to w zdecydowanej mierze efekt kulturowej nadbudowy. Zauważ, ża są kultury, g
                                                    > dzie tej wyłączności damsko-męskiej nie ma. :)'

                                                    Może tutaj znasz przykłady i nie jesteś goloslowny?
                                                    Tylko nie zapominaj, że mówimy (przynajmniej ja) o podstawach psychicznych do szukania nowej relacji w trakcie bycia w udanym związku ;)

                                                    pozdro!
                                                  • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 23.03.11, 15:48
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > Bo nie lubię, jak sie dorabia do moich słów jakieś znaczenia z czapy i kiedy mi
                                                    > się mowi: "nie możesz tak powiedzieć"- wtedy mozna byc pewnym, ze się nie zamk
                                                    > nę ;)

                                                    Robisz dokładnie, to co ja albo ja robię dokładnie to co Ty. Na jedno wychodzi. ;)

                                                    > Z uporem maniaka twierdzisz, że to się komuś niepodoba- to nieistotne w tej dys
                                                    > kusji.

                                                    Istotne, bo właśnie swoją argumentację opierasz na tym, że Tobie coś się nie podoba, a nie zdajesz się pomijać fakt, że innym może się to podobać. :)

                                                    > Ten "odchył" to nie jest po prostu inność z zachowaniem jakości- czyli wartości
                                                    > relacji- to są przypadki, kiedy ktos ma kilka układów i może jeden w tym jest
                                                    > związkiem.

                                                    Z Twojego punktu widzenia coś może nie być związkiem, co nie znaczy, że nie jest związkiem z punktu widzenia osób zainteresowanych.

                                                    > Tam mowię, ze nie mozna kochac więcej niż jednej osoby?

                                                    Nie mówisz tego wprost, ale jasno stwierdzasz, że człowiek nie może podzielić się na kawałki, tak jakby musiał dzielić się na kawałki, żeby utrzymywać podobne relacje uczuciowo-emocjnalne z różnymi ludźmi jednocześnie.

                                                    > Czyli gdzieś juz nawet podałam swoją definicję miłości? Jak brzmi?
                                                    > Jak mam nie ripostować, jak tworzysz sobie radosną twórczość na kanwie moich wy
                                                    > powiedzi.

                                                    Nigdzie nie stwierdziłem, że podałaś definicję. Wystarczy, że traktujesz zakochanie jako równoznaczne z kochaniem i miłością. Twierdzisz też, że "Tam gdzie jest zakochanie tam nic nie przeminęło", a to nie jest prawda, ponieważ tak rozumiane zakochanie nie wyklucza, że przeminęło zauroczenie, które jest wczesną fazą zakochania. Po prostu idealizujesz miłość pomiędzy kobietą a mężczyzną, która jest uwarunkowana biologicznie. :)

                                                    > Z całą przychylnością do przykładu, bo mnie zaciekawił- to podałeś o nim tyle,
                                                    > że jest pan i dwie panie, że o sobie wiedzą i że to trwa długie lata.
                                                    > A co to jest to nie wiesz- oprócz tego, że pan jest zadowolony.
                                                    > Równie dobrze może byc zadowolony z tego, ze je co czwartek pierogi u żony, a k
                                                    > ochanka jeszcze potrafi mu postawić- to nie są związki.

                                                    Nie ma żadnych pierogów ani prania, ani prasowania ani tym podobnych rzeczy, ponieważ tymi sprawami zajmują się gosposie. Nie ma też podłoża ekonomicznego, ponieważ obydwie panie są zamożne i samodzielne i nie wpłynął na to ich związek z tym panem. Ten pan też jest zamożny w wyniku swojej własnej pracy (Nota bene, pan nadal pracuje, bo kocha swoją pracę, do której podchodzi z pasją. Być może to jest właśnie przyczyna, dla kórej są z nim te kobiety: pasja którą im okazuje?). To są związki, choć rozumiem, że Ty tego nie przyjmujesz, bo wykraczają one poza to, co Ty akceptujesz. :)

                                                    > Poza tym, w żadnym razie nie udowadnia on tegfo, że mozna "zajść" w drugi związ
                                                    > ek, nie odcumowując się wcale od pierwszego.
                                                    > To jest przykład wydmuszka- nie ma żadnej wartości dowodowej.

                                                    Udowadnia, ponieważ drugi związek powstał bez odcumowania się od pierwszego. :)

                                                    > Może tutaj znasz przykłady i nie jesteś goloslowny?
                                                    > Tylko nie zapominaj, że mówimy (przynajmniej ja) o podstawach psychicznych do s
                                                    > zukania nowej relacji w trakcie bycia w udanym związku ;)

                                                    Możesz mówić sobie o podstawach psychicznych, ale to nie jest sedno problemu. Sednem dyskutowanego problemu jest faktyczne istnienie podwójnego "cumowania". Nie zawężaj problemu, żeby wyeliminować potencjalnie niewygodne argumenty. ;)

                                                    A jeśli chodzi o przykłady, to jest nią np. kultura islamska, w której związki poligamiczne są usankcjonowane religijnie, zwyczajowo i prawnie.
                                                  • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 23.03.11, 16:22
                                                    nie lubię, jak sie dorabia do moich słów jakieś znaczenia z czapy i kiedy mi
                                                    > się mowi: "nie możesz tak powiedzieć"- wtedy mozna byc pewnym, ze się nie zamk
                                                    > nę ;)

                                                    Robisz dokładnie, to co ja albo ja robię dokładnie to co Ty. Na jedno wychodzi. ;)'

                                                    Ktoś musi być madrzejszy i ustapić- dam Ci szansę ;)

                                                    swoją argumentację opierasz na tym, że Tobie coś się nie po
                                                    > doba, a nie zdajesz się pomijać fakt, że innym może się to podobać. :)'

                                                    Nie opieram na tym argumentacji- istotne jest aby ludzie byli szczęśliwi, a w jakich układach to robią to ich sprawa.
                                                    Skoro te panie z tym 85-latkiem chciały spędzić zycxie , tak jak spędziły i są szczęśliwe, że on miał też druga kobietę to nic mi do tego.
                                                    Ze pan zadowolony to nie wątpię.

                                                    W ogóle do tego nie piję czy to są zgodne z K.K.układy ;)
                                                    , już po raz enty powtarzam, że kochając żonę i będąc spełnionym, nie szukałby drugiego związku. A szukając go musiał odcumować z pierwszego związku, bo bedąc w nim zanurzony po uszy czyli zaangazowany, nie miałby tego "kawalka" siebie ani ochoty, by wyrywać kolejną laskę na drugi związek.

                                                    jasno stwierdzasz, że człowiek nie może podzielić s
                                                    > ię na kawałki, tak jakby musiał dzielić się na kawałki, żeby utrzymywać podobne
                                                    > relacje uczuciowo-emocjnalne z różnymi ludźmi jednocześnie.'

                                                    Człowiek nie może tym sterować w sposób dowolny: kogo pokocha i jakim rodzajem miłości- nie może powiedzieć, ok, trzy/piate zostawiam na żonę ,a dwie/piąte uczuć dam kochance.
                                                    Jak się angażuje w relację, w której jest miłośc- to się angażuje całkowicie- bo miłość jest takim najbardziej całościowym z uczuć.
                                                    Kochając jedną osobe mozna isć do łózka z inną, ale jesli się potem mówi, ze sie kocha obydwie to to nie ma pokrycia w teorii psychologii.
                                                    A jesli jest w związku, ale nie może powiedzieć,np. ze kocha męża, to już po związku- zostął układ zalezności, przywiązania i przyzwyczajenia.
                                                    Zauroczenie- owszem jest chemicznie sterowane- ale miłość- nie. Milość wymaga udziału woli i nie potrzebuje reakcji chemicznych by trwać.

                                                    Wystarczy, że traktujesz zakoch
                                                    > anie jako równoznaczne z kochaniem i miłością.'

                                                    NO sorry, że nie powiedziałam specjalnie dla Ciebie zamiast zakochanie- zamiłowanie lub stan uczuciowy o nazwie miłość.
                                                    W definicjach uzywa się pojecia: zauroczenie, na ten pierwszy euforyczny stan podszyty chemią i ograniczony w czasie.
                                                    Tylko Ty używasz nazwy "zakochanie" jako zauroczenie, więc pretensje miej do siebie.

                                                    zakochanie nie wyklucza, że przeminęło zauroczenie, które jest wczesną faz
                                                    > ą zakochania'

                                                    A co to jest "zakochanie" ?

                                                    Po prostu idealizujesz miłość pomiędzy kobietą a mężczyzną, która
                                                    > jest uwarunkowana biologicznie. :)'

                                                    Rewelacja miesiąca:)
                                                    Blagam Cię, przeczytaj chociaż ten jeden link, zanim będziesz kontynuował (a może sie zlitujesz nad sobą i nie bedziesz?;)

                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Mi%C5%82o%C5%9B%C4%87#Teoria_mi.C5.82o.C5.9Bci_Sternberga
                                                    S
                                                    > ednem dyskutowanego problemu jest faktyczne istnienie podwójnego "cumowania". '

                                                    Nieprawda- to jest Twoja wizja, nie mam z tym nic wspolnego, nie bądź nudny.


                                                    A jeśli chodzi o przykłady, to jest nią np. kultura islamska, w której związki
                                                    > poligamiczne są usankcjonowane religijnie, zwyczajowo i prawnie.'

                                                    I to ma być przykład na:
                                                    istnienie podstaw psychicznych do szukania nowej relacji w trakcie bycia w udanym związku ?

                                                    W ogóle czytasz, co ja piszę, czy po prostu emitujesz swoje przeslanie, bez względu na okoliczności?

                                                    ;)

                                                    pozdro!



                                                    Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
                                                  • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 23.03.11, 17:08
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > Ktoś musi być madrzejszy i ustapić- dam Ci szansę ;)

                                                    Sisi, przecież zdaję sobie sprawę, że to Ty jesteś mądrzejsza. :)

                                                    > Nie opieram na tym argumentacji- istotne jest aby ludzie byli szczęśliwi, a w j
                                                    > akich układach to robią to ich sprawa.
                                                    > Skoro te panie z tym 85-latkiem chciały spędzić zycxie , tak jak spędziły i są
                                                    > szczęśliwe, że on miał też druga kobietę to nic mi do tego.
                                                    > Ze pan zadowolony to nie wątpię.

                                                    Zgadzam się z tym w zupełności. :)

                                                    > W ogóle do tego nie piję czy to są zgodne z K.K.układy ;)
                                                    > , już po raz enty powtarzam, że kochając żonę i będąc spełnionym, nie szukałby
                                                    > drugiego związku. A szukając go musiał odcumować z pierwszego związku, bo bedąc
                                                    > w nim zanurzony po uszy czyli zaangazowany, nie miałby tego "kawalka" siebie a
                                                    > ni ochoty, by wyrywać kolejną laskę na drugi związek.

                                                    A ja po raz n-ty powtarza, że wcale nie musiał niczego szukać i nie musiał zrzucać cumy. Jest wysoce prawdopodobne, że było tak jak mówi, czyli że druga kobieta pojawiła się w jego życiu przez przypadek.
                                                    Kolejny raz głosisz tezę, że bycie w związku oznacza całkowite zaangażowanie bez miejsca na uczuciowo-emocjonalne relacje z inną osobą. Zgodzę się, że jest to stan pożądany, ale życie pokazuje, że ludzie w związkach często i gesto mają kawałek albo nawet kawał siebie do zaangażowania w innym związku. :)

                                                    > Człowiek nie może tym sterować w sposób dowolny: kogo pokocha i jakim rodzajem
                                                    > miłości- nie może powiedzieć, ok, trzy/piate zostawiam na żonę ,a dwie/piąte uc
                                                    > zuć dam kochance.
                                                    > Jak się angażuje w relację, w której jest miłośc- to się angażuje całkowicie- b
                                                    > o miłość jest takim najbardziej całościowym z uczuć.

                                                    Nieprawda. :) Nikt nie mówi o sterowaniu (przynajmniej ja nigdzie o tym nie wspomniałem). :) Miłość niejedno ma imię i możliwe jest uczuciowo-emocjonalne zaangażowanie w stosunku do więcej niż jednej osoby. W fazie zauroczenia chemia wiąże dwie osoby bardzo silnie, ale potem wszystko jest możliwe. :)

                                                    > Kochając jedną osobe mozna isć do łózka z inną, ale jesli się potem mówi, ze si
                                                    > e kocha obydwie to to nie ma pokrycia w teorii psychologii.

                                                    Ale ma to pokrycie w praktyce życia. ;)

                                                    > A jesli jest w związku, ale nie może powiedzieć,np. ze kocha męża, to już po z
                                                    > wiązku- zostął układ zalezności, przywiązania i przyzwyczajenia.
                                                    > Zauroczenie- owszem jest chemicznie sterowane- ale miłość- nie. Milość wymaga u
                                                    > działu woli i nie potrzebuje reakcji chemicznych by trwać.

                                                    Skoro miłość wymaga udziału woli i nie potrzebuje reakcji chemicznej, to miłość do kilku osób jest tym bardziej możliwa. Mogę mieć taką wolę i kochać kilka kobiet jednoczesnie. :)

                                                    > NO sorry, że nie powiedziałam specjalnie dla Ciebie zamiast zakochanie- zamiłow
                                                    > anie lub stan uczuciowy o nazwie miłość.
                                                    > W definicjach uzywa się pojecia: zauroczenie, na ten pierwszy euforyczny stan p
                                                    > odszyty chemią i ograniczony w czasie.
                                                    > Tylko Ty używasz nazwy "zakochanie" jako zauroczenie, więc pretensje miej do si
                                                    > ebie.

                                                    Pretensje mam do Ciebie, ponieważ utożsamiasz zakochanie z miłością, która może trwać całe życie i, jak sama zauważyłaś, wymaga woli. Zakochanie z wolą niewiele ma wspólnego. :)

                                                    > A co to jest "zakochanie" ?

                                                    To wczesna faza miłości.

                                                    > Rewelacja miesiąca:)
                                                    > Blagam Cię, przeczytaj chociaż ten jeden link, zanim będziesz kontynuował (a mo
                                                    > że sie zlitujesz nad sobą i nie bedziesz?;)

                                                    Sisi, zlituj się nad sobą. :) Możesz sobie twierdzić dowolne rzeczy, ale miłość to zjawisko, które jest produktem biologii. To działanie chemii i wypracowane przez tysiąclecia rytuały, których celem jest reprodukcja i przysposobienie dzieci do samodzielnego życia. Gdybyśmy nie mieli miłości w genach, nasz gatunek wyginąłby dawno temu. :)

                                                    Bardzo dobry link podałaś. Dzięki! Przytoczę więc kilka informacji ze źródła: "miłość można opisać przy pomocy trzech zasadniczych składników. Są to namiętność, intymność i decyzja/zobowiązanie."

                                                    Idźmy dalej: "Namiętność to przeżywanie silnych emocji zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Gdy intensywność namiętności jest wysoka, przeżywa się takie emocje jak pożądanie, radość, podniecenie, tęsknotę, zazdrość, niepokój." To ważna część miłości, bo związana z pożądaniem i podnieceniem. Jak wiadomo bez tego rozmnażanie byłoby znacznie utrudnione. :)

                                                    Kolejna rzecz to intymność: "Intymność, czyli bliskość, to wszelkie pozytywne uczucia i działania wzmagające przywiązanie partnerów". Po co istnieje przywiązanie partnerów? Po to żeby płodzili i wychowywali razem potomstwo. :)

                                                    No i trzeci filar: decyzja/zobowiązanie. To przecież element w oczywisty sposób związany z koniecznością wychowania i doprowadzenie do usamodzielnienia się potomstwa.

                                                    Doskonały link podałaś! :) :)

                                                    > Nieprawda- to jest Twoja wizja, nie mam z tym nic wspolnego, nie bądź nudny.

                                                    Nudny jestem z natury, ale Ty też nie bądź nudna. ;) Przypominam, że napisałaś: "Moim zdaniem, zawsze najpierw sie cumę odczepia." Skoro Twoim zdaniem zawsze się cumę najpierw odczepia, to nie ma podwójnego cumowania, a to nieprawda. Sisi, nie wykręcaj się! ;)

                                                    > I to ma być przykład na:
                                                    > istnienie podstaw psychicznych do szukania nowej relacji w trakcie bycia w uda
                                                    > nym związku ?

                                                    Znów zawężasz dyskutowany problem. Nieładnie, Sisi! :)

                                                    > W ogóle czytasz, co ja piszę, czy po prostu emitujesz swoje przeslanie, bez wzg
                                                    > lędu na okoliczności?

                                                    Czytam i dostrzegam, że usiłujesz wykręcić się z tego, co napisałaś na początku tej dyskusji. :)
                                                  • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 23.03.11, 18:55
                                                    Znów zawężasz dyskutowany problem. Nieładnie, Sisi! :)'

                                                    Ojej!Nie chcę dyskutować o zasadnosci uzywania energii jądrowej przy okazji dyskusji o zwyczajach lęgowych przepiórki ?
                                                    chociaż przecież gdybym wykazala minimum dobrej woli, to od razu widać ,że to się łączy ;)

                                                    Ale ja jestem niedobra sisi, zła sisi, paskudna i mam dość prostowania tego, co zaginasz pod swoje potrzeby, by Ci się ładnie polemizowało.

                                                    Basta!:)

                                                    Nie skorzystałeś, to ja bedę ta mądrzejsza, wg ludowego przysłowia.

                                                    Do miłego!

                                                    --
                                                    Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                                                    John Gray
                                                  • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 24.03.11, 07:49
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > Nie skorzystałeś, to ja bedę ta mądrzejsza, wg ludowego przysłowia.

                                                    Już dawno stwierdziłem, że jesteś mądrzejsza. Cieszę się, że się to potwierdziło. :)
                                                  • gravedigger1 Sisi... 22.03.11, 16:51
                                                    Doceniam Twoje wysiłki, ale pragnę zauważyć, że nie uda Ci się dopasować realnego życia do swojej definicji "cumowania". ;)
                  • urquhart Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 16:31
                    gravedigger1 napisał:
                    > Dwie osoby żyjące w związku wspólnie określają granice. Jeśli jedna z tych osób
                    > określa granice i nawet nie wspomina, że te granice są wynikiem jakiegoś kompr
                    > omisu i porozumienia, to jest to podejście Pana i Władcy.

                    Zwykle praktycznie to mężczyzna stawia lub nie granice a kobieta je nieustanie testuje i stara się przesunąć, ten temat się już przewijał.
                    Kompromis zaś zwykle kruchy i bezwartościowy w konfrontacji z kobiecym fochem lub ostatecznie płaczem, jeżeli tylko facet nie jest "świnią".
                    • gravedigger1 Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 16:39
                      urquhart napisał:

                      > Zwykle praktycznie to mężczyzna stawia lub nie granice a kobieta je nieustanie
                      > testuje i stara się przesunąć, ten temat się już przewijał.
                      > Kompromis zaś zwykle kruchy i bezwartościowy w konfrontacji z kobiecym fochem l
                      > ub ostatecznie płaczem, jeżeli tylko facet nie jest "świnią".

                      Niech zatem mężczyzna zmieni swoje podejście w kwestii stawiania granic, a wtedy kobieta nie będzie skazana na staranie się o ich przesuwanie.

                      Jeśli facet wczuwa się w rolę Pana i Władcy, to o kompromisie żadnym nie ma mowy. Wtedy kobiecie pozostaje używanie manipulacji jako sposobu na walkę z "dyktaturą". Oczywiście, może być też tak, że wspólnie ustalony granice są przesuwane przez kobietę za pomocą manipulacji, ale ani postawa "dyktatorska", ani manipulacyjna nie są godne pochwały, chyba że odpowiadają obydwu stronom, bo tak też bywa.
                      • songo3000 I kto tu mówi o utopii 21.03.11, 17:50
                        Kolego, naprawdę z choinki się urwałeś albo że w temacie kobiet mocny teoretyk, bez obrazy. Jeżeli już ustalimy te upragnione granice, dojdziemy do głównych kompromisów i w ogóle zacznie być miło, przyjemnie i podręcznikowo... zacznie być nudno. I będzie tyle w temacie seksu.

                        Z całą stanowczością stwierdzam, że wciąż, od kilkunastu lat chce mi się seksić z tą samą dziewczyną PONIEWAŻ nieustannie generujemy napięcie - próbujemy przesuwać, naginać, robić zamachy i podchody pod te 'święte granice osobowości'. Widzę też jak relacje, nie tylko seksualne kolejno zdychają u moich znajomych, gdzie jest stan ustalony, i tak słodziutko że aż śmierdzi.
                        • lemon_curd Re: I kto tu mówi o utopii 21.03.11, 18:23
                          E tam. Nie uważasz, że co innego może generować napięcie? Bo dla mnie generują napięcie takie rzeczy jak leciutkie przepychanki osobowości, inspirowanie się intelektualnie, nowe rzeczy, nowe doświadczenia, otwartość na zmiany.

                          Przepychanka w stylu "radź sobie sama, odkrywam drugą młodość i mam gdzieś dom i obowiązki rodzinne, bo jestem panem swojego losu" wzbudziłaby moje politowanie i doprowadziłaby do rozpadu związku. Bo to nie generuje napięcia, ale solidny stres. I o takich kompromisach, czyli FUNDAMENTACH wspólnego życia tu mówimy. One są ważne. Ale one nie sprawiają, że jest słodko-pierdząco. Nadal jest spory margines na różnego rodzaju grę nie grę, zabawę, różne zmysłowe przepychaneczki. Tylko trzeba zauważać tę różnicę. Podejrzewam, że Wasze naginanie, zamachy i podchody jednak nie łamią podstaw, które Was łączą.

                        • gravedigger1 Re: I kto tu mówi o utopii 22.03.11, 08:09
                          songo3000 napisał:

                          > Kolego, naprawdę z choinki się urwałeś albo że w temacie kobiet mocny teoretyk,
                          > bez obrazy. Jeżeli już ustalimy te upragnione granice, dojdziemy do głównych k
                          > ompromisów i w ogóle zacznie być miło, przyjemnie i podręcznikowo... zacznie by
                          > ć nudno. I będzie tyle w temacie seksu.

                          Kolego, a Ty jako mocny praktyk "w temacie kobiet" dopuszczasz do swojej świadomości fakt, że nie wszyscy mają takie podejście jak Ty i nie wszyscy oczekują w związku tego, co Ty?

                          > Z całą stanowczością stwierdzam, że wciąż, od kilkunastu lat chce mi się seksić
                          > z tą samą dziewczyną PONIEWAŻ nieustannie generujemy napięcie - próbujemy prze
                          > suwać, naginać, robić zamachy i podchody pod te 'święte granice osobowości'. Wi
                          > dzę też jak relacje, nie tylko seksualne kolejno zdychają u moich znajomych, gd
                          > zie jest stan ustalony, i tak słodziutko że aż śmierdzi.

                          Z całą stanowczością powinieneś stwierdzić, że Ty lubisz tak jak masz, a inni mogą i lubią inne rzeczy. I nie chodzi tu o żadne "święte granice osobowości" tylko o sposób ustalania tego co się robi i jak się robi w sytuacji, gdy to co się robi dotyczy drugiej osoby.
                      • lemon_curd Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 18:19
                        Ja się zgadzam, że postawa manipulacyjna najczęściej wytwarza się wtedy, kiedy nie ma innej ścieżki. Weźmy przykład z na przykład zrobieniem zakupów. Dzwoni kobieta do faceta i mówi: "kochanie, kup proszę osiem cytryn, potrzebne są do dzisiejszej kolacji" a facet mówi "podskoczę po pracy" albo mówi "kochanie, niestety, przykro mi, ale nie dam rady bo". Jeżeli mówi "nie" nie podając uzasadnienia, bo wyznaczył sobie jakieś chore granice i uważa, że po przekroczeniu ich straci jakąś męskość, to jak ona ma z nim dyskutować? Nie da mu dupy, bo to jedyne, co może zrobić.

                        W każdym razie dla mnie manipulacja jest strasznie dziwną i męczącą ideą. Jeżeli czegoś oczekuję, to to komunikuję. Jeżeli mam racjonalną prośbę, to czemu ma nie być spełniona? Jeżeli nie może być spełniona, a powód tego jest racjonalny to okej, spoko, rozumiem. Ale to wymaga komunikacji. Gdyby mężczyzna był Panem i Władcą, to ja takiego nie chcę, bo to gra niewarta świeczki i zbyt ryzykowna. Natomiast zostałam nauczona tego, że każdy dla higieny psychicznej potrzebuje swojej przestrzeni.

                        Tylko też nie rozumiem paniki w stylu "nie zrobię tego, bo straci do mnie szacunek". Często pewnie kobiety starszej daty tak myślą. Nie zrobię mu loda, bo to robią tylko kurtyzany. A chyba nikt z nas nie uzna, że to dobre myślenie? Trzeba zachowywać zdrowy rozsądek po prostu.
                    • aandzia43 Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 18:33

                      > Zwykle praktycznie to mężczyzna stawia lub nie granice a kobieta je nieustanie
                      > testuje i stara się przesunąć, ten temat się już przewijał.

                      Albo coś bardzo uprościłeś, albo inaczej pojmujemy granice, albo (co nie po raz pierwszy podejrzewam) żyjemy w różnych kręgach kulturowych.
          • songo3000 Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 12:57
            Kawitator, a konkretnie to do kogo pijesz skoroś się już podpiął pod MOJA wypowiedzią?!? ;DDD
            • kawitator Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 08:26
              Odpowiem Ci nie wprost
              W roku 1980 kabaret "Piwnica pod baranami" występował gościnnie w Warszawskiej Stodole. Jednym z elementów scenografii była klatka ze złoconym popiersiem Lenina. Element ten wywołał poruszenie wśród pracowników Radzieckiej ambasady będących na występach
              Z ambasady poszła nota dyplomatyczna do ministra kultury która droga służbowa trafiła do komitetu wojewódzkiego w Krakówku
              A w Krakówku jak to w Krakówku Odpowiedni sekretarz wezwał Piotra S. i zapytał oficjalnie
              Dlaczego wsadziliście Lenina Do klatki ?
              Na to Piotr odpowiedział- Miała być papuga ale się nie zmieściła więc wsadziłem com tam miał Na tym sprawa się zakończyła i poszli razem na wódkę.
              Dlatego ja też wsadziłem tam gdzie mi się forum otwarło i tyli

              PS Jak to zwykle bywa zdarzenie potem obrosło w legendę gdzie do wsadzenia Lenina przyznawało się wielu nawet Ci co akurat byli gdzie indziej a w usta Piotra S wkładano różne sentencje coraz to bardziej inteligentne błyskotliwie i mądre.
          • sisi_kecz Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 14:50
            kawitator napisał:

            > Moi drodzy mili chłopcy prowadzący te dyskusję'

            A miałeś spróbować, choć raz nie być protekcjonalny...

            Poza tym ten gościu już to wszystko tu napisał:
            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,123394554,123435106,zly_i_dobry_facet_obaj_warci_siebie.html?wv.x=2
          • aandzia43 Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 18:50
            > Jest jeden problem takim trzeba być lub co o wiele trudniejsze takim trzeba się
            > stać choć nie jestem pewien czy taka metamorfoza jest możliwa. Gra aktorska n
            > awet najlepszej próby jest nieskuteczna.

            Jasne, to znana zasada. Trzeba czuć się mocno osadzonym w temacie, żeby sięgać po veto czy stawiać ultimatum. Czcze pogróżki są łatwo wyczuwalne, zazwyczaj szybciej przez straszonego, niż przez samego straszącego ;-) To się odnosi do wszelkich międzyludzkich gierek i dotyczy nie tylko mężczyzn.

            > Ale to Ty [facet] określasz granice co robisz i jak robisz

            Ja zaś (czyli kobieta) określam granicę tego, co ja robię. I mamy konflikt. I nie ma w tym nic złego, normalna związkowa codzienność. A ponieważ ani facet nie ma monopolu (chociaż Urquhartowi tak się wydaje, hehe) na wiedzę, co dla jego żony jest najlepsze, ani kobieta na wiedzę, co jest najlepsze dla jej męża, to fajnie, jak osiągnięty kompromis jest wyłuskany z tego, co w ich głowach najlepsze. Choć Urqu zaraz powie, że to z męskiej głowy wypływa esencja wiedzy wszelakiej ;-P
            • urquhart Re: drogie dobre chłopaki 21.03.11, 19:25
              aandzia43 napisała:
              > ie ma w tym nic złego, normalna związkowa codzienność. A ponieważ ani facet nie
              > ma monopolu (chociaż Urquhartowi tak się wydaje, hehe) na wiedzę, co dla jego
              > żony jest najlepsze, ani kobieta na wiedzę, co jest najlepsze dla jej męża, to
              > fajnie, jak osiągnięty kompromis jest wyłuskany z tego, co w ich głowach najlep
              > sze. Choć Urqu zaraz powie, że to z męskiej głowy wypływa esencja wiedzy wszela
              > kiej ;-P

              Faktycznie codzienność.
              Andzia uważa że ma monopol i wie lepiej od Urqu lepiej niż on sam co zaraz powie ;-P
              • aandzia43 Re: drogie dobre chłopaki 22.03.11, 09:18
                > Andzia uważa że ma monopol i wie lepiej od Urqu lepiej niż on sam co zaraz powi
                > e ;-P

                No wiesz, ja tylko wnioskuję na bazie tego, co już napisałeś :-)
        • madame_charmante sorki, ale skoro zostało to poruszone w tym wątku 21.03.11, 22:31
          to tu się wypowiadam.
          jesli nie na temat, to nie ja pierwsza :)
          pretensję miej do szan panow z tego forum ...
    • three-gun-max Re: "Miły facet" musi przegrać 21.03.11, 09:10
      Chyba każdy komu Bozia dała rozum już na etapie szkoły zauważył, że dziewczyny nie lubią takich miękkich ciot, jakie autor wątku (nawiasem mówiąc zapewne troll Agory wynajęty do rozruszania forum) nazywa "miłym facetem". Napewno pamiętacie, że największym powodzeniem wśród dziewczyn cieszyli się chłopacy, którzy potrafili im dać do zrozumienia że są fajne a jednocześnie co jakiś czas jechali im po ambicji. Jest to spowodowane tym, że kobiety odczuwają potrzebę udowadniania facetom że są im równe. Dlatego też należy wysłać im komunikat "jesteś całkiem ok, ale udowodnij mi że stać cię na więcej". I to wystarczy, od tego momentu kobieta będzie łaziła za tobą jak smród za g*nem. Tak, wiem że to przypomina tresurę ale w końcu kobiety mają mniejsze mózgi :)
    • gruszkasia urquhart 21.03.11, 09:23
      nie jesteś miły facet, tylko nieasertywny. Twoja nieasertywność powoduje dzielenie świata na tych agresywnych biernie i czynnie - albo ktoś cię gnoi albo ty gnoisz kogoś,. tertium non datur. Może też być to sprzężenie zwrotne - takie widzenie świata powoduje brak asertywności, a to wpływa na światoogląd.
      Piszę to, bo też kiedyś byłam pozbawiona umiejętności nazywanych asertywnością i też produkowałam wysyłane w przestrzeń bzdury-lamenty o złym świecie, gdzie jak nie złapiesz podłego samca za mordę to on będzie tobą orał.
      Od długich lat tworzę związek oparty na zdrowych fundamentach i oboje jesteśmy zadowoleni. Musieliśmy jednak do tego dojrzeć, czego i tobie życzę oraz tego, że po iluś tam latach będzie ci trochę wstyd czytać wpisy z tego okresu.
      • lusitania2 Re: urquhart 21.03.11, 11:22
        gruszkasia napisał:

        > nie jesteś miły facet, tylko nieasertywny. Twoja nieasertywność powoduje dziele
        > nie świata na tych agresywnych biernie i czynnie - albo ktoś cię gnoi albo ty g
        > noisz kogoś,. tertium non datur.

        nie wiem, czy to się na pewno asertywnością nazywa, ale zgadzam się co do diagnozy ;)

        > Od długich lat tworzę związek oparty na zdrowych fundamentach i oboje jesteśmy
        > zadowoleni. Musieliśmy jednak do tego dojrzeć, czego i tobie życzę oraz tego, ż
        > e po iluś tam latach będzie ci trochę wstyd czytać wpisy z tego okresu.

        tu podpisuję się wszystkimi czterema kończynami :), też ten punkt osiągnęłam.
        • yoric Re: urquhart 21.03.11, 22:48
          Lol, inwazja 'kobiet, które osiągnęły dojrzałość' z emamy? ;)
          • songo3000 Re: urquhart 21.03.11, 23:32
            Mi się zdaje, że e-krowy to zawsze były dojrzałe. Gdzie nam maluczkim do takich absolutów...
            • kawitator Re: urquhart 22.03.11, 09:20
              Tom razom specjalnie pod Twoim Postem i nie będę się z tego tłumaczył ;-PPPPPP

              W dyskusjach forumowych szczególnie na tak intelektualnie twórczych forach jak e krowy czy życie rodzinne słowo „Dojrzałość” jest absolutnie oderwane od swojej warstwy znaczeniowej.
              Pełni ono role stygmatu pozwalającego odróżnić tych dobrych i fajnych czytaj dojrzałych czyli NAS od tych złych , niedobrych wrednych czyli niedojrzałych ONYCH obcych niezrozumiałych

              Słówko jest na tyle poręczne bo ma lekko rozmytą warstwę znaczeniową i każda podkłada sobie pod to co uważa, będąc przekonana, że właśnie ona choć nie wiem jak by była popaprana psychicznie jest właśnie dojrzała czyli ta najlepsza

              Tak już specyfika tej formy „dyskusji” jakim jest otwarte forum.
              • gruszkasia Re: urquhart 22.03.11, 09:50
                kawitator napisał:

                > W dyskusjach forumowych szczególnie na tak intelektualnie twórczych forach jak
                > e krowy czy życie rodzinne słowo „Dojrzałość” jest absolutnie oder
                > wane od swojej warstwy znaczeniowej.

                W odróżnieniu od forów tworzonych przez te głupie krowy - złe kobiety, dobrzy panowie używają słowa "dojrzałość" jedynie do wyrażania swojej pogardy wobec krów.
                Dobry, mądry pan feminista z własnej inicjatywy walnął we mnie dojrzałością, wyręczając w ten sposób głupie krowy.
                • sisi_kecz Re: urquhart 22.03.11, 09:53
                  W odróżnieniu od forów tworzonych przez te głupie krowy - złe kobiety, dobrzy p
                  > anowie używają słowa "dojrzałość" jedynie do wyrażania swojej pogardy wobec kr
                  > ów.
                  > Dobry, mądry pan feminista z własnej inicjatywy walnął we mnie dojrzałością, wy
                  > ręczając w ten sposób głupie krowy.'

                  hehehehehehe:)

                  gruszkasia- muszę zapamiętać- nowa niedobra kobieta na forum ;)

                  pozdro!
                  • gruszkasia Re: urquhart 23.03.11, 22:12
                    sisi_kecz napisała:

                    > hehehehehehe:)
                    >
                    > gruszkasia- muszę zapamiętać- nowa niedobra kobieta na forum ;)
                    >
                    > pozdro!

                    zaglądam tylko czasem, niedobra jestem, to się zgadza. Gruszkasia to nie jest moje prawdziwe nazwisko. Pozdrawiam wzajemnie.
                    • sisi_kecz Re:) 23.03.11, 23:24
                      zaglądam tylko czasem, niedobra jestem, to się zgadza. Gruszkasia to nie jest m
                      > oje prawdziwe nazwisko'

                      To przychodź częściej, nawet pod pseudonimem ;)

                      do poczytania!
                • songo3000 Jake znowy złe kobiety? 22.03.11, 17:36
                  > W odróżnieniu od forów tworzonych przez te głupie krowy - złe kobiety,
                  Eeee, osobiście nie uważam, że głupie krowy to od razu 'złe kobiety'. Faktycznie, dużo ryczą, czasami placka po sobie zostawią ale generalnie całkiem nieszkodliwe są. Ba, czasami nawet tak głuptasińsko sympatyczne :))) Zawsze twierdziłem, że generalnie lubię kobiety i naprawdę nie doszukuję się na siłę tych 'złych'.

                  > Dobry, mądry pan feminista z własnej inicjatywy walnął we mnie dojrzałością, wy
                  Oj, ktoś tu ma zeza bo nie w Ciebie hmmm. jak to uroczo-seksownie zabrzmiało, waliłem :) Z tym 'dobry' to stanowczo jakaś pomyłka. Z 'mądry' nie mi to oceniać ale dziękuje, dziękuję ;PPP

                  Co do wymienionych wcześniej forów. Nie wiem jak teraz ale kapkę wcześniej gro wypowiedzi cechowało absolutny brak spójności, logiki przyczynowo-skutkowej oraz bardzo płytki poziom wiedzy merytorycznej ograniczający się do "bo mi się wydaje, że...". Dyskusji... w zasadzie nie było tam merytorycznych, za to niekontrolowane strumienie emocji pływały sobie wte i na zad. Dosyć jednoznacznie świadczy to o przekroju (nie konkretnym przypadku!) piszących tam Autorów - poziom umysłowy reprezentują sobą mierny. Z tym, że pretensje to nie do mnie czy 'tutejszych panów' - to NIE JA wypisywałem megabajty nieskładnych wypocin więc z żalami do źródeł zapraszam.
                • songo3000 Re: urquhart 22.03.11, 17:47
                  Aha, widzisz? tylko żeś Keczupową podnieciła i teraz to już w ogóle wszystkiego można się spodziewać... ;)
              • urquhart Re: urquhart 22.03.11, 10:23
                kawitator napisał:
                > W dyskusjach forumowych szczególnie na tak intelektualnie twórczych forach jak
                > e krowy czy życie rodzinne słowo „Dojrzałość” jest absolutnie oder
                > wane od swojej warstwy znaczeniowej.

                Swoją drogą poniekąd zazdroszczę tego stanu poczucia spełnienia, "dojrzałości," genialności i poczucia wyższości osiągnięcia poziomu postrzegania niedostępnego innym istotom ludzkim które jest dość powszechne wśród kobiet które powiły potomstwo.
                Jedyny podobny stan który znam który pozwala osiągnąć takie poczucie wyższości to napalenie się sporej ilości marihuany.
                Ale w jednym i drugim przypadku to iluzja silnie działających substancji psychoaktywnych...
                • aandzia43 Re: urquhart 22.03.11, 16:11
                  > Swoją drogą poniekąd zazdroszczę tego stanu poczucia spełnienia, "dojrzałości,"
                  > genialności i poczucia wyższości osiągnięcia poziomu postrzegania niedostępneg
                  > o innym istotom ludzkim które jest dość powszechne wśród kobiet które powiły po
                  > tomstwo.

                  Poczucie spełnienia i euforia po urodzeniu dziecka, powiadasz? No, przez jakiś czas może, słabo czuję ten temat, bo mnie to uczucie nie dotknęło, albo w ogóle, albo bardzo słabo, chociaż dziecko bardzo kochałam. Poczucie bycia dojrzałą w kontekście macierzyństwa dotknęło mnie natomiast dość boleśnie. Zaręczam ci, to nie jest miłe uczucie. Nie ma w nim żadnej euforii i poczucia wyższości. Jest za to przytłaczające poczucie odpowiedzialności za kogoś, kogo się bardzo kocha i kto jest od nas całkowicie zależny i świadomość, że ma się na to uczucie dożywocie. Poza tym dołóż sobie do tego jeszcze mająca miejsce wcale nei tak rzadko bolesna świadomość, że oprócz ciebie niewiele jest osób przejętych losem twojego dziecka, lub rozumiejącym je w jakiś pokraczny sposób. Jak być pewnym, że ta bolesna świadomość to nie jakaś ułuda i że nasza koncepcja dobra dziecka jest jedyna i słuszna? Nigdy nie ma się pewności (oprócz tych, którzy zawsze i we wszystkim mają pewność - zazdraszczam). Ale kiedy jesteś jedyną osobą naprawdę zaagażowaną w realizację jakiegoś planu, to i tak wszystkie decyzje i odpowiedzialność za nie spadają na ciebie. Więc dążysz do tego, by podejmować je samodzielnie.
        • gruszkasia Re: urquhart 22.03.11, 09:01
          lusitania2 napisał:

          > nie jesteś miły facet, tylko nieasertywny. Twoja nieasertywność powoduje
          > dziele
          > > nie świata na tych agresywnych biernie i czynnie - albo ktoś cię gnoi alb
          > o ty g
          > > noisz kogoś,. tertium non datur.
          >
          > nie wiem, czy to się na pewno asertywnością nazywa, ale zgadzam się co do diagn
          > ozy ;)
          >

          Powiedzmy, że jest to skrót myślowy. Asertywność m.in. polega na umiejętności wyrażania siebie - swoich poglądów, zamiarów, potrzeb i uczuć. Żeby je wyrazić, dobrze byłoby je znać najpierw, zwłaszcza potrzeby i uczucia.
          Urqu pisze, że potrzebuje od kobiet seksu i dawniej żeby uzyskać możliwość uprawiania czynności seksualnych na kobiecie starał się zasłużyć uległym zachowaniem. Ponieważ ta taktyka zawiodła, poszukuje innej, efektywnej, a właściwie już nie poszukuje, gdyż znaszedł był, że skutecznie może dopiąć swego (uzyskać możliwość odbycia czynności seksualnej na kobiecie) drogą przemocy. I teraz stoi w rozkroku - spoglądając wstecz żałuje, że był wobec kobiet taki szlachetny, a kobiety na to nie zasługiwały, a spoglądając wprzód lęka się podjąć brutalnych metod, albowiem czasami bywają karane prawem. Tymczasem więc rozwiązuje problem analitycznie, dumając gorzko o swojej niemożności postraszenia kobiety wyciągniętym nagim mieczem oraz produkując sążniste posty.
          Nie wiem, bo nie studiowałam jego wypowiedzi, obfitych w słowa i licznych na tym forum, ale żeby uzyskać dostęp do czynności seksualnych dokonywanych na kobiecie wystarczy poświęcić pewną kwotę pieniędzy i skorzystać z usług profesjonalnych. Można też kontaktować się z wieloma kobietami wyraźnie artykułując swoje oczekiwanie i wtedy ma się spore szanse na odbycie stosunku z kobietą, która akurat też przygodnego seksu bez zobowiązań potrzebuje.
          Skoro Urquhart z tych możliwości nie korzysta, to albo o nich nie wie, albo jego potrzeby są inne niż deklaruje.
          Na razie delektuje się swoją zbędną szlachetnością, oraz analitycznie rozwiązuje problem wstrętnych kobiet.
          • urquhart Re: urquhart 22.03.11, 13:44
            gruszkasia napisał:
            > Urqu pisze, że potrzebuje od kobiet seksu i dawniej żeby uzyskać możliwość upra
            > wiania czynności seksualnych na kobiecie starał się zasłużyć uległym zachowanie
            > m. Ponieważ ta taktyka zawiodła, poszukuje innej, efektywnej, a właściwie już n
            > ie poszukuje, gdyż znaszedł był, że skutecznie może dopiąć swego (uzyskać możli
            > wość odbycia czynności seksualnej na kobiecie) drogą przemocy. I teraz stoi w r
            > ozkroku - spoglądając wstecz żałuje, że był wobec kobiet taki szlachetny, a kob
            > iety na to nie zasługiwały, a spoglądając wprzód lęka się podjąć brutalnych met
            > od, albowiem czasami bywają karane prawem. Tymczasem więc rozwiązuje problem an
            > alitycznie, dumając gorzko o swojej niemożności postraszenia kobiety wyciągnię
            > tym nagim mieczem oraz produkując sążniste posty.
            > Nie wiem, bo nie studiowałam jego wypowiedzi, obfitych w słowa

            He, he, he. Spędzasz wyraźnie zbyt dużo czasu na forum Feminizm, bo przyznając się że nie za bardzo znasz moje wypowiedzi jednocześnie już zakwalifikowałaś mnie w ramki patriarchalnego oprawcy i prześladowcy kobiet. W dodatku strachliwego.
            • gruszkasia Re: urquhart 23.03.11, 22:10
              urquhart napisał:

              > He, he, he. Spędzasz wyraźnie zbyt dużo czasu na forum Feminizm, bo przyznając
              > się że nie za bardzo znasz moje wypowiedzi jednocześnie już zakwalifikowałaś mn
              > ie w ramki patriarchalnego oprawcy i prześladowcy kobiet. W dodatku strachliweg
              > o.
              >

              Wystarczyły mi wypowiedzi z tego wątku, o oprawcach i prześladowcach niczego nie pisałam - to twój wkład własny, uroczy, owszem.
              Strachliwy - może, oczywiście, bo coś ci przecież przeszkadza wziąc te kobiety twardo za twarz. Szlachetność, o której piszesz to jeden czynnik, ale przecież lamentujesz nad swoją niemocą, więc jeszcze coś innego, postawiłam na brak odwagi.
              Może też być to pewna doza wyobraźni przewidująca, że jak tylko staniesz się prawdziwym brutalem, seksu tym bardziej nie będzie. Zatem stoisz i dumasz a lamentujesz wciągając w to innych uroczych misiaczków.
    • gravedigger1 Re: "Miły facet" musi przegrać 21.03.11, 11:18
      urquhart napisał:

      > Nie namawiam Cię do złego traktowania kobiet. Wprost przeciwnie.

      "Nie namawiam cię, ale miły facet musi przegrać. Wybór należy do ciebie." ;) No tak, mówi, że nie namawia, a namawia. Piękne! ;)
      • madame_charmante Typowa męska logika :) 21.03.11, 23:07
        i zaraz będzie, że się niesłusznie czepiam ....
        jednak przykładów męskiej logiki, dziwnych traum i cudacznych konstrukcji myślowych ci tu dostatek...
        począwszy od upapuciowiających heter, poprzez manipulatorki, dalej - wymagające tresury i twardej ręki zwierzątka do wroga publicznego i prowokatorki włącznie... te wszystkie typy kobiet rysowanych jako zagrożenie dla męskiego ego ... świadczą tylko o problemach opisujących je panów.

        Osobiście zawsze wolałam miłych, sympatycznych panów, ciepłych i serdecznych... a mogłam i mogę nadal wybierać wśród różnych :) .. kwestia tylko doświadczeń życiowych.....
        • songo3000 Re: Typowa męska logika :) 21.03.11, 23:38
          Khem, jeśli wprowadzasz 'męską logikę' wyciągasz z szafy też i 'kobiecą'. A z nią takie piękne określenia jak 'myślenie macicą', 'ryczące czterdziestki', ...
          Nic to, któż bowiem zglebi odmęty kobiecej logiki? :D
    • urquhart Robert Bly o przegranych miłych miękkich facetach 22.03.11, 07:19
      Dla tych którzy nie znają Bly inne spojrzenie na to samo zjawisko, zanegowanie i zdeprecjonowanie męskiej agresywności a stawianie na wrażliwość które kończy się nieumiejętnością stanowczego stawiania granic kobiecie w związku:

      W latach siedemdziesiątych zacząłem dostrzegać w całym kraju zjawisko ,miękkiego mężczyzny”. Nawet dzisiaj, kiedy przyglądam się swojej publiczności, często wydaje mi się, że połowa młodych mężczyzn należy do tej kategorii, Są to mili, wartościowi ludzie; podobają mi się – nie chcą szkodzić przyrodzie czy wszczynać wojen, cała ich egzystencja i styl życia przepojone są łagodnością i umiarkowaniem.
      A jednak wielu z tych mężczyzn nie jest szczęśliwych. Łatwo zauważyć, że brak im energii. Należą oni do kategorii ludzi chroniących życie, w odróżnieniu od dających życie. Stąd też, prawem kontrastu, mężczyźni ci często wiążą się z silnymi kobietami promieniującymi energią.
      Mamy tu więc dobrze wychowanego młodego mężczyznę, górującego świadomością ekologiczną nad swoim ojcem, życzliwie nastawionego wobec całego wszechświata, ale przy tym obdarzonego niewielką siłą witalną.(...)
      Kobiety przed dwudziestoma laty dawały jednak wyraźnie do zrozumienia, że wolą wrażliwego, łagodniejszego mężczyznę. Preferencja ta wpłynęła na ukształtowanie mężczyzn. Niewrażliwość u mężczyzny została utożsamiona z przemocą, a wrażliwość była nagradzana.
      Wiele energicznych kobiet – zarówno wtedy, jak i w latach dziewięćdziesiątych – wybierało sobie i nadal wybiera za kochanków, i w pewien sposób chyba synów, „miękkich” mężczyzn. Nowy rozdział energii „jang” wśród partnerów nie nastąpił przypadkiem. Młodzi mężczyźni z różnych powodów pragnęli „twardszych” kobiet, a kobiety zaczęły pragnąć bardziej „miękkich” mężczyzn. Wydawało się przez pewien czas, że to zdrowy układ, ale żyjemy już w jego ramach wystarczająco długo, by dostrzec, iż tak nie jest.

      Po raz pierwszy dowiedziałem się o udręce ,miękkich” mężczyzn w trakcie moich wykładów. W 1980 roku gmina Lama w Nowym Meksyku poprosiła mnie o poprowadzenie kursu tylko dla mężczyzn, pierwszego w ich życiu, w którym wzięło udział czterdziestu uczestników. Każdego dnia zajmowaliśmy się jednym bogiem greckim i jedną dawną opowieścią, by potem późnymi popołudniami spotykać się na dyskusjach. Gdy zabierali głos młodsi mężczyźni, nierzadko łzy przeszkadzały im mówić. Byłem zdumiony tym, jak wiele żalu i boleści tkwi w duszach tych młodych ludzi. Zgryzota ich wynikała po części z dystansu między nimi a ich ojcami, odczuwanego przez nich boleśnie, ale innym jej źródłem były problemy w ich małżeństwach czy związkach z kobietami. Nauczyli się wrażliwości, ale sama wrażliwość to za mało, by radzić sobie z kłopotami w małżeństwie. W każdym związku raz na jakiś czas potrzeba czegoś dzikiego; potrzebuje tego zarówno on, jak i ona. Jednak w momencie, w którym pojawiała się taka potrzeba, młody mężczyzna często nie potrafił stanąć na wysokości zadania. Był opiekuńczy, to prawda, ale w jego związku i w jego życiu trzeba było czegoś innego.
      „Miękki” mężczyzna mógł powiedzieć:
      - Czuję twój ból, uważam twoje życie za tak ważne jak moje, zaopiekuję się tobą pocieszę cię.
      Nie potrafił jednak określić, czego pragnie, i trzymać się tego. Brakowało mu zdecydowania.

      W Odysei Hermes poucza Odyseusza, iż zbliżając się do Kirke, reprezentującej specyficzną matriarchalną energię, powinien podnosić lub pokazywać miecz. Podczas owych początkowych spotkań wielu młodszym mężczyznom sprawiało trudność odróżnienie wyciągnięcia miecza z pochwy od zadawania komuś ran. Jeden z nich, niejako ucieleśniający określone duchowe wartości lat sześćdziesiątych, człowiek, który rzeczywiście mieszkał przez rok w pniu drzewa gdzieś koło Santa Cruz, nie potrafił, trzymając w dłoni miecz, wyprostować ramienia. Tak dobrze się nauczył, że nie wolno ranić ludzi, iż nie był w stanie unieść w górę kawałka stali, nawet po to, by złapać nim promień słońca. A przecież wyciągnięcie miecza nie musi oznaczać walki. Może ono także wskazywać na zdecydowanie płynące z radosnego poczucia siły.
      Podjęta przez wielu Amerykanów podróż w „miękkość”, wrażliwość czy „rozwijanie kobiecej strony osobowości” była niezwykle wartościowa, ale na niej droga się nie kończy. Ta droga nie ma końca.
      (Robert Bly – „Żelazny Jan”)
      • aandzia43 Re: Robert Bly o przegranych miłych miękkich face 22.03.11, 09:20
        To z "Żelaznego Jana"? Lektura tej książki kilkanaście lat temu pomogła mi spojrzeć na świat facetów nieco innym okiem.
        • urquhart Re: Robert Bly o przegranych miłych miękkich face 22.03.11, 11:44
          "Tak dobrze się nauczył, że nie wolno ranić ludzi, iż nie był w stanie unieść w górę kawałka stali, nawet po to, by złapać nim promień słońca. A przecież wyciągnięcie miecza nie musi oznaczać walki. Może ono także wskazywać na zdecydowanie płynące z radosnego poczucia siły."
          tak z Jana.
          Miękki, miły facet wyrzekający się agresji i stawiający na pierwszym planie wrażliwość i dobroć to poniekąd odpowiedź na negatywny wywodzący sie z feminizmu stereotyp męskiego patriarchalnego agresywnego prześladowcy kobiet. Jak widać nie przyniósł szczęśliwości ani mężczyznom ani ich partnerkom którym i tak jak na meżczynę jest za mało męski, a kobietom w kobiecych tradycyjnych cechach i tak nie dorówna i wypada blado. Mężczyzna który tylko oddaje pola czuje się nieszczęśliwy i poniżony , a kobiecie i tak za ciągle mało. Przegrywają razem.
          • aandzia43 Re: Robert Bly o przegranych miłych miękkich face 22.03.11, 16:41
            A przecież wyci
            > ągnięcie miecza nie musi oznaczać walki. Może ono także wskazywać na zdecydowan
            > ie płynące z radosnego poczucia siły."

            O tak, to bardzo miłe uczucie :-) Prawa do niego odmawiano i odmawia się nadal kobietom tu i ówdzie. A radosne poczucie siły czyni z człowieka człowieka.

            negatywny wywodzący sie z feminizmu s
            > tereotyp męskiego patriarchalnego agresywnego prześladowcy kobiet.

            To nie z feminizmu wywodzi się ten stereotyp, tylko z dużo bardziej zamierzchłej przeszłości. Poza głównym nurtem kobiecości w kulturach patriarchalnych, tym afirmującym męskość zwycięską, a więc nie pozbawioną agresji, jest jeszcze inny, bardziej podskórny i nie przemaiwający bezpośrednim głosem. To jadowity głosik kobiet głeboko zranionych przez mężczyzn, a którym system nie daje możliwości satysfakcji, bo sam te krzywdy sankcjonuje, bądź też wypycha poza krąg świadomości społecznej. Wszystkie te wychowane w poczuciu negacji własnej cielesności (nie mówiąc już o seksualności) pokolenia kobiet gwałconych potem w czasei nocy poślubnej i przez wszystkie następne miały w swoich szeregach mnóstwo żywiących dozgonną nienawiść do mężczyzn. Nie mogąc przerobić traumy, bo do tego potrzebna jest świadomość, że w ogóle została wyrządzona jakaś krzywda, racjonalizowały to sobie w celu zaznania ulgi. I wymyślały: mężczyzna to ZWIERZĘ, ale tak już jest, bo on rządzi i tak juz być musi, kobieta zaś to ucieleśnienie czystości i eteryczności i tę wartość trzeba w sobie pielęgnować, bo niczego innego cennego się nei posiada. A brutalny samiec to dopust boży. Tak rodzi się nienawiść do mężczyzn bez udziału feminizmu :-) Wzięłam na warsztat tylko aspekt seksualny dawniejszych relacji (a i tak pominęłam kwestię pedofilii i kazirodztwa nie istniejące zupełnie w świadomości społecznej, a istniejące jak najbardziej) - resztę można sobie dośpiewać. Dlaczego się czepiam? Bo wkurza mnie wywodzenie z feminizmu wszystkiego, co nieprawidłowe w relacjach kobiet i mężczyzn. Feminizm nie wymyślił nienawiści kobiet do mężczyzn. On jej nawet nie podsyca. Po prostu nazwał to, co wiele kobiety czuło przez tysiąclecia. Nazwał, a więc wprowadził do oficjalnego obiegu.
            • urquhart Re: Robert Bly o przegranych miłych miękkich face 22.03.11, 18:46
              aandzia43 napisała:
              > Dlaczego się czepiam? Bo wkurza mnie wywodzenie z f
              > eminizmu wszystkiego, co nieprawidłowe w relacjach kobiet i mężczyzn. Feminizm
              > nie wymyślił nienawiści kobiet do mężczyzn. On jej nawet nie podsyca. Po prostu
              > nazwał to, co wiele kobiety czuło przez tysiąclecia. Nazwał, a więc wprowadził
              > do oficjalnego obiegu.

              Jestem pod wrażeniem poziomu twojej wypowiedzi Andzia. Ale z wnioskami się nie zgadzam.
              Jeżeli mamy do czynienia z nienawiścią kobiet do mężczyzn nazwijmy ją po imieniu.
              W tej dyskusji o umiejętności stawiania granic przez mężczyznę której to pozbawiony jest "miły facet", samo podjecie tematu wystarczyło do zakwalifikowania mnie do patriarchalnego prześladowania kobiet. To manipulacja wykorzystywania stereotypu ofiary do ugrania bieżących interesików. Dokładnie jak jakiekolwiek wytknięcie bieżącego prześladowania arabów przez Żydów uruchamia w mediach histerie rozpamiętywania holokaustu i przypina automatycznie etykietę antysemityzmu.
              Manipulowanie poczuciem winy to w końcu jedna najskuteczniejszych manipulacji.
              Zresztą same umiarkowane feministki też dawno to zauważyły:
              "W ostatnich latach, twierdzi autorka, w feministycznym dyskursie zaczynają dominować idee sprzeczne z rzeczywistym interesem kobiet. Współczesny feminizm, któremu patronują amerykańskie bojowniczki o prawa kobiet, Susanne Brownmiller, Andrea Dworkin i Catharine MacKinnon, zapomina o swych realnych zdobyczach i grzęźnie w jałowych, pseudonaukowych rozważaniach o różnicach dzielących kobiety i mężczyzn. W rezultacie, zamiast dążyć do pełnego równouprawnienia, zmierza do skonfliktowania płci, umacnia stereotypy ofiary i ciemiężyciela, a definicję przemocy seksualnej czyni tak pojemną, że aż bezużyteczną."
              czytelnia.onet.pl/0,13245,0,0,0,0,falszywa_sciezka,nowosci.html
              • aandzia43 Re: Robert Bly o przegranych miłych miękkich face 22.03.11, 19:28
                Z ktorymi konkretnie wnioskami się nei zgadzasz? Bo chyba nie z tym, że feminizm nie wymyślił nienawiści kobiet do mężczyzn? Że niektóre odłamy pogrywają tą nienawiścią, muszę się zgodzić. Tą samą nienawiścią jednak manipulują kompletnie nietknięte feministycznym duchem pogięte kościołowe babsztyle. "Fałszywą ścieżkę" Badinter czytałam, mam na półce i kazałam przeczytać córce.
                • urquhart To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" którz 23.03.11, 07:18
                  aandzia43 napisała:
                  > Z ktorymi konkretnie wnioskami się nei zgadzasz? Bo chyba nie z tym, że feminiz
                  > m nie wymyślił nienawiści kobiet do mężczyzn? Że niektóre odłamy pogrywają tą n
                  > ienawiścią, muszę się zgodzić.

                  Mainstreamowy feminizm obecny w mediach czy choćby lokalnie tu na forum Feminizm podsyca nienawiść i żywi się nią. I wykorzystuje ją do ugrania lepszej pozycji kobiet a nie żadnego równouprawnienia. Znaczy nowe prawa tak, koniecznie, ale pod warunkiem że zostają stare przywileje. W kraju "realnego równouprawnienia" Szwecji pełnomocnik rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn, pani Lise Bergh nawet tego nie ukrywa: "Tak, na jakiś czas, do momentu uzyskania równowagi, trzeba będzie dyskryminować mężczyzn. Po to, by kobiety przestały być dyskryminowane i by nie były dyskryminowane w przyszłości." Toż to przecież bolszewizm w czystej postaci!
                  Feminizm w wydaniu Badinter jest równie znany ludziom i obecny w świadomości jak oświecony pokojowy islam. A mainsteamowy feminizm podobnie jak np. państwo Izrael rozpamiętując szeroko dawne prześladowania bezkarnie otrzymuje legitymację na bieżące własne ataki i podboje.
                  To tyle na froncie walki światopoglądowej.

                  Natomiast napisałaś coś dla mnie istotnego, że Bly pozwolił ci spojrzeć na świat facetów innaczej. To jest coś bardzo ważnego. Dla mnie takie spojrzenie w pewnym momencie na kobiety i ich mechanizmybyło bardzo ważne. Zrozumienie jak bardzo jesteśmy różni w mechanizmach, reakcjach i oczekiwaniach. Ciekawość tego inspiruje mnie do obecności tutaj.

                  Ale że na przykład ja, choć nigdy agresywnie, jedynie asertywnie i zdecydowanie przedstawiam własny męski punkt i mówię o męskich granicach i oczekiwaniach, choś to niemodne, zamiast słodzić i podlizywać się jak "miły facet" (od razu przypomina mi się słodki Gloss) już jestem widziany jako niedobitek patriarchatu, czy dla niektórych babek sztandarowy forumowy mizogin :)
                  To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" którzy nie potrafią stawiać i bronić granic wyrzekają się walki a stawiają na wrażliwość?
                  Paradoks? Deklarowany podmiot kobiecych oczekiwań który jednocześnie nie jest nigdy w stanie tym oczekiwaniom sprostać i sam daje się zagonić w kozi róg i unieszczęśliwić?
                  • grosz-ek Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 23.03.11, 08:42
                    > To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" którzy nie potrafią stawiać i bron
                    > ić granic wyrzekają się walki a stawiają na wrażliwość?
                    > Paradoks? Deklarowany podmiot kobiecych oczekiwań który jednocześnie nie jest n
                    > igdy w stanie tym oczekiwaniom sprostać i sam daje się zagonić w kozi róg i uni
                    > eszczęśliwić?

                    Hmm, to w jakiejś mierze podobne jest do wychowywania dzieci. Dobrym rodzicem nie jest ten, który pozwala na wszystko, ale ten, który ustanawia dziecku mądre granice postępowania uzależnione od jego dojrzałości i umie wymusić na nim ich przestrzegania.

                    Więc może Panowie spójrzmy na swoją rolę w związku jako na tych, którzy zarządzają całą rodziną - dziećmi i kobietą. "Zarządzają" w dzisiejszym rozumieniu teorii zarządzania. Czyli takich, którzy potrafią jej członków zorganizować i pozytywnie zmotywować do osiągania wspólnych rodzinnych celów. I chyba tak należy rozumieć coś, co starożytni Słowianie znali od tysięcy lat - "Mężczyzna głową rodziny". Faktem jest w dzisiejszych czasach zbyt wielu z nas odpuszcza to sobie, zrzucając organizację życia rodzinnego na barki kobiet, sami traktując dom jako bezpieczną i wygodną przystań przed problemami dnia codziennego. Wolimy menadżersko realizować się w pracy, zaniedbując prawie całkowicie sprawy rodzinne. A jak wiadomo, sprawy pozostawione same sobie, ze złych robią jeszcze gorsze.

                    Jest na to jednak rada. Każda kobieta powinna zafundować mężczyźnie kilkutygodniowy odpoczynek od swojej niezbędnej osoby. Powinna wyjechać do mamy, siostry, babci, dziadka - cokolwiek - i zostawić mężczyzną sam na sam z dziećmi, domem, pustą lodówką i niewypranym praniem. To dość radykalnie zmieni jego ogląd na zaangażowanie w sprawy rodzinne. Jeśli nie - doświadczenie zawsze można powtarzać, aż do skutku ;-)
                    • sisi_kecz Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 23.03.11, 10:40
                      Faktem jest w dzisiejszych czasach zbyt wielu z nas odpuszcza to sobie, zrzucając organizację życia rodzinnego na barki kobiet, sami traktując dom jako bezpieczną i wygodną przystań przed problemami dnia codziennego. Wolimy menadżersko realizować się w pracy, zaniedbując prawie całkowicie sprawy rodzinne. A jak wiadomo, sprawy pozostawione same sobie, ze złych robią jeszcze gorsze. '

                      Nie są zostawione 'same sobie", tylko są zostawione kobiecie- sugerujesz, że ona zamienia je ze złych na jeszcze gorsze?
                      Ciekawe jak to sie dzieje, że rodziny "pracuję zawodowo i nic wiecej" panow jeszcze funkcjonują?
                      Krasnoludki zapewne...;)
                      Niefortunne sformułowanie.

                      W ogóle o co chodzi?
                      Postulaty: Panowie od dziś bądźcie Głowami Rodziny!

                      za dużo poradników grosz-ku :)

                      duze pozdro!!!
                      • urquhart Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 23.03.11, 11:04
                        sisi_kecz napisała:
                        > Nie są zostawione 'same sobie", tylko są zostawione kobiecie- sugerujesz, że on
                        > a zamienia je ze złych na jeszcze gorsze? (...)
                        > Niefortunne sformułowanie.

                        Może trochę. Ale co do meritum uważam że Groch ma rację. Dobry manager przygotowuje i wdraża procedury i delegowanie żeby wszystko działało jak najdłużej bez jego bezpośredniej kontroli. Zły skupia na sobie pociąganie za wszystkie sznurki żeby uzasadnić swoja niezbędność i czerpać satysfakcję ze sprawowania władzy.
                        W rodzinie to właśnie inspirowanie do samodzielności, współdziałania i dojrzewania zamiast mnożenia konieczności zajęć zajmowania się dziećmi i domem.
                        Ta zła strona na bieżąco jest komentowana w wątku "kastrujaca matka"
                        • sisi_kecz Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 23.03.11, 12:06
                          Wszystko rozumiem, ze chlopy w sytuacji obecnej same nie wiedza do czego i czy są potrzebne? ;)

                          Ale hasłami- Do sznurków i pociagać czlonkami rodziny to się nic nie zwojuje.

                          Społeczeństwo i relacje w nim, a także forma i status rodziny i jej członków ewoluuje za przyczyną całego mnostwa elemnetów i procesów jakie w nim zachodzą.
                          Coś sie w końcu wyklaruje, ale obecnie jest czas kiedy stare role zostały zawieszone w próżni lub nieprzystaja do rzeczywistości, a nowe denificje i sposoby postepowania nie uksztąłtowały się jeszcze w dominującą normę.
                          Może nigdy nie bedzie już dominanty- tylko pełny pluralizm i każdy z każdym wolnc tomku w swoim domku.
                          Ale na siłę i postulatami z plenum to się nie zmieni z "gorszego na lepsze".

                          Wielu menow nie moze odnaleźć się w obecnych realiach i chwytają sie różnych sposobów, bo marnym dla nich pocieszeniem, że np. za trzy pokolenia układy męsko-damskie wyjdą na prostą.
                          Ale to musi być wspołpraca- czasy, ze Wy sobie chwycicie wodze, a uprzedmiotowiona kobieta pójdzie jak muł w uprzęży - to se ne wrati.

                          pozdro!
                          Co do lenistwa mężczyzn, to fakt, ciągnie nas w odróżnieniu od kobiet potrzeba doświadczania pustki i niektórzy nazywają to "boskiego pierwiastka", do którego jest niezbędne wyciszenie i odizolowanie się. by urquhart
                          • urquhart Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 23.03.11, 14:30
                            sisi_kecz napisała:
                            > Wielu menow nie moze odnaleźć się w obecnych realiach i chwytają sie różnych sp
                            > osobów, bo marnym dla nich pocieszeniem, że np. za trzy pokolenia układy męsko-
                            > damskie wyjdą na prostą.
                            > Ale to musi być wspołpraca- czasy, ze Wy sobie chwycicie wodze, a uprzedmiotow
                            > iona kobieta pójdzie jak muł w uprzęży - to se ne wrati.

                            Wszystkim nam tego życzę, ale to jeszcze jest nie przesądzony scenariusz. Wystarczy globalna katastrofa, wojna, epidemia czy gwałtowne zmiany klimatyczne i związany z tym rozpad porządku społecznego by ruszyły głodne i zdesperowane ludzkie masy grabić, palić i gwałcić jak w przeszłości. Wtedy momentalnie mężczyźni wrócą do patriarchalnej specjalizacji: nadstawiania karku i życia w obronie swoich rodzin a kobiety do ciężkiej roboty na ich zapleczu w domu. Jeżeli tylko wystarczająco ich ilość będzie jeszcze to potrafiła. I zapewniam Cię że ich kobiety nie będą się czuły ani trochę uprzedmiotowione.
                            • sisi_kecz Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 23.03.11, 15:33
                              Wysta
                              > rczy globalna katastrofa, wojna, epidemia czy gwałtowne zmiany klimatyczne i zw
                              > iązany z tym rozpad porządku społecznego by ruszyły głodne i zdesperowane ludzk
                              > ie masy grabić, palić i gwałcić jak w przeszłości.'

                              Wystarczy? żeby ruszył konflikt globalny to by musieli wszyscy decydenci potracić instynkt samozachowawczy;)
                              Jeszcze zrozumiem, ze tak może się porobić osaczonemu dyktatorowi, ale już Chiny, Rosja czy koalicja NATO pędem do samounicestwienia nie śmierdzi.

                              Wtedy momentalnie mężczyźni
                              > wrócą do patriarchalnej specjalizacji: nadstawiania karku i życia w obronie swo
                              > ich rodzin a kobiety do ciężkiej roboty na ich zapleczu w domu. Jeżeli tylko wy
                              > starczająco ich ilość będzie jeszcze to potrafiła. I zapewniam Cię że ich kobie
                              > ty nie będą się czuły ani trochę uprzedmiotowione.'

                              Każdy chce zyć, nawet jako kucharka i sprzataczka domowej twierdzy.
                              Kobiety zawsze ustapia przed siłą fizyczną- taki ulubiony panów argument w historii.

                              Nie wiem tylko, jak Ci meni nas obronią? bo przetrenowaną mają tylko jedną technikę: kanapowe picie piwa z pilotem w ręku.
                              Nie dla wszystkich wystarczy miejsca w sztabie jako telegrafista, albo kwatermistrz- zaopatrzeniowiec na tyłach.

                              Do panienek dorwą się znowu najsilniejsi fizycznie, poprawa jakosci materialu genetycznego w populacji, przynajmniej;)

                              pozdro!
                              -
                              Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
                              • gravedigger1 Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 23.03.11, 15:53
                                sisi_kecz napisała:

                                > Do panienek dorwą się znowu najsilniejsi fizycznie, poprawa jakosci materialu g
                                > enetycznego w populacji, przynajmniej;)

                                Nie wiem, czy przeszło Ci to przez myśl, ale jest też możliwy inny scenariusz: najsilniejsi zajęci będą walką, wzajemnym wyrzynaniem się i poleganiem w chwale, a tymczasem ci, którzy zostaną na tyłach, będą obracać panienki i przekazywać swoje geny kolejnemu pokoleniu. ;)
                                • sisi_kecz Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 23.03.11, 16:34
                                  Nie wiem, czy przeszło Ci to przez myśl, ale jest też możliwy inny scenariusz:
                                  > najsilniejsi zajęci będą walką, wzajemnym wyrzynaniem się i poleganiem w chwale
                                  > , a tymczasem ci, którzy zostaną na tyłach, będą obracać panienki i przekazywać
                                  > swoje geny kolejnemu pokoleniu. ;)'

                                  Jest taka teoria że naród nam sparszywiał, bo większość jest potomkami konfidentow, kolaborantów i szmalcowników ;)

                                  ALe jak piszę w odpowiedzi na wizję urquharta, że w obliczu zagrożenia Hunami, męzczyzna będzie bronił domostwa, ze wtedy:
                                  Do panienek dorwą się znowu najsilniejsi fizycznie, poprawa jakosci mater
                                  > ialu genetycznego w populacji',
                                  I mam na myśli, ze najsilniejsi zdołają ten dom obronić, tacy będą mieli wybór wśród panienek i to oni będą płodzić.

                                  Jesli masz na mysli wojnę, w której chłopcy pójdą na front i zginą Ci bardziej wyrywni, a dziewczyny bedą sie pukać z niezdolnymi do służby wojskowej lub tymi co sie pochowali w krzakach w czasie natarcia, to mówicie o innych sytuacjach, a ja nie odpowiadałam Tobie.

                                  pozdro!

                                  pozdro!
                                  • gravedigger1 Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 23.03.11, 17:22
                                    sisi_kecz napisała:

                                    > ALe jak piszę w odpowiedzi na wizję urquharta, że w obliczu zagrożenia Hunami,
                                    > męzczyzna będzie bronił domostwa, ze wtedy:

                                    > I mam na myśli, ze najsilniejsi zdołają ten dom obronić, tacy będą mieli wybór
                                    > wśród panienek i to oni będą płodzić.

                                    Sisi, jeżeli będzie zagrożenie Hunami, to domostwa nie da się obronić w pojedynkę, stojąc w progu tego domostwa np. z maczugą. Zagrożenie Hunami będzie wymagało zorganizowania się większej liczby sprawnych obrońców i udania się na wojnę. A wtedy faceci na tyłach zrobią swoje, w obliczu braku silnej samczej konkurencji. ;)

                                    Przypomnę jeszcze to, co sama napisałaś: "Nie dla wszystkich wystarczy miejsca w sztabie jako telegrafista, albo kwatermistrz- zaopatrzeniowiec na tyłach." A zatem wbrew temu, co sugerujesz, nie odniosłaś się jedynie do obrony domostwa, ale założyłaś istnienie sztabów (a zatem zorganizowanych sił zbrojnych) i tyłów. ;)
                                    • sisi_kecz Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 23.03.11, 18:00
                                      Sisi, jeżeli będzie zagrożenie Hunami, to domostwa nie da się obronić w pojedyn
                                      > kę, stojąc w progu tego domostwa np. z maczugą. Zagrożenie Hunami będzie wymaga
                                      > ło zorganizowania się większej liczby sprawnych obrońców i udania się na wojnę.'

                                      A to już nie wiem, pytaj urquharta, co z tą jego wizją obrony domostwa poprzez mężczyznę i szczęsliwego powrotu kobiet do kuchni.

                                      Przypomnę jeszcze to, co sama napisałaś: "Nie dla wszystkich wystarczy miejsca
                                      > w sztabie jako telegrafista, albo kwatermistrz- zaopatrzeniowiec na tyłach." A
                                      > zatem wbrew temu, co sugerujesz,'

                                      Jestem zaszczycona wnikliwością z jaką analizujesz moje wypowiedzi ;)
                                      Ironizowałam sobie, ze zamiast bronić domostwa, nasi zasiedziali na kanapie panowie polecą szukać bezpiecznej fuchy w czasie wojny- skupią sie na walce o przydział do zajęć niezwiązanych z walką wręcz :)

                                      Daj se na luz- nie wchodzimy tu w szczegóły typu: wojna obronna, partyzancka, frontowa, atomowa czy z barbarzyncami uzbrojonymi we włócznie.

                                      Chodzi o ogólne sformułowanie: zaczyna się wojna- mężczyzna broni domostwa, a kobieta wraca do roli opieki nad domostwem w pracach podrzędnych.

                                      Z tego założenia polemizuję, że po pierwsze- kto będzie bronił, jak z mięśni pozostał większości chłopów, tylko ten piwny, a po drugie, że obronią skutecznie tylko najsilniejsi i tacy będą pożadani przez panie.

                                      pozdro!
                                      • urquhart Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 23.03.11, 20:51
                                        sisi_kecz napisała:
                                        > A to już nie wiem, pytaj urquharta, co z tą jego wizją obrony domostwa poprzez
                                        > mężczyznę i szczęsliwego powrotu kobiet do kuchni.

                                        Może się kiedyś nauczysz że takie twoje insynuacje zamykają dalsza dyskusję, bo żeby dyskutować trzeba się szanować.
                                        P.S.
                                        Moi dziadkowie z pokolenia kolumbów poznali walcząc w powstaniu w jednym oddziale, a swojego krzyża walecznych babcia nie został zdobyła za gotowanie w kuchni.
                                        • sisi_kecz Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 23.03.11, 21:07
                                          urquhart napisał:
                                          Wystarczy (...) wojna (..) by ruszyły ludzkie masy grabić, palić i gwałcić jak w przeszłości. Wtedy momentalnie mężczyźni wrócą do patriarchalnej specjalizacji: nadstawiania karku i życia w obronie swoich rodzin a kobiety do ciężkiej roboty na ich zapleczu w domu. (...) I zapewniam Cię że ich kobiety nie będą się czuły ani trochę uprzedmiotowione.'

                                          sisi napisała:
                                          pytaj urquharta, co z tą jego wizją obrony domostwa po
                                          > przez mężczyznę i szczęsliwego powrotu kobiet do kuchni.'

                                          takie twoje insynuacje zamykają dalsza dyskusję,'

                                          Może zamiast focha, wytłumaczysz, co insynuuję ?

                                          P.S.
                                          > Moi dziadkowie z pokolenia kolumbów poznali walcząc w powstaniu w jednym oddzia
                                          > le, a swojego krzyża walecznych babcia nie został zdobyła za gotowanie w kuchni'
                                          Uszanowanie dla dziadków i ich postawy.
                                          Ale to nie ja napisałam o powrocie mężczyzn na szczyt hierarchii, a kobiet na zaplecze domu.
                                          Nie twierdze, ze to jakieś Twoje pragnienie- tylko, że taką wizję przedstawiłeś.

                                          pozdro!
                                          • urquhart Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 24.03.11, 22:26
                                            sisi_kecz napisała:
                                            > Nie twierdze, ze to jakieś Twoje pragnienie- tylko, że taką wizję przedstawiłeś

                                            Nie ściemniaj, pisząc "jego wizją obrony domostwa przez mężczyznę i szczęśliwego powrotu kobiet do kuchni" insynuujesz rzekome "moje pragnienie". Ja ująłem to jako katastrofę.

                                            Nie licząc II wojny światowej w wojnach ginęli głównie mężczyźni biorący udział w walce i ryzykowali najwięcej, ich rodziny i kobiety ginęły lub szły niewolę jeśli nie byli w stanie ich obronić. Hierarchia nie wynikała z płci ale ze specjalizacji, z podziału na broniących i bronionych, a kto ryzykuje najwięcej dla innych zostaje uhonorowany w danej społeczności za poświecenie - jeśli ewentualnie uda mu się przeżyć. Tak zresztą poniekąd kiedyś wyłoniła się warstwa szlachecka z wojów w plemionach - podział dziś też już w zaniku. Ale przecież wyłaniają się zupełnie nowe podziały wraz z rozwojem.

                                            Dobra. Przyznaję, to ja potraktowałem temat za poważnie. Wróćmy zatem do lekkiego cynicznego prześmiewczego tonu.
                                            • sisi_kecz Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 24.03.11, 23:27
                                              Nie ściemniaj, pisząc "jego wizją obrony domostwa przez mężczyznę i szczęśliweg
                                              > o powrotu kobiet do kuchni" insynuujesz rzekome "moje pragnienie". '

                                              Przeczytaj to zdanie powyżej i zastanów sie nad swoim alergicznym przeczuleniem.

                                              Słowo wizja- nie znaczy : marzenie, pragnienie,
                                              znaczy (wg slownika PWN): czyjeś wyobrażenie jakichś zdarzeń mających zajść w przyszłości,

                                              Nie odpowiadam za to, że Ty interpretujesz słowa sisi, pod swoje wyobrażenie intencji jakie mną kierują przy formuowaniu zupełnie neutralnych zwrotów.

                                              Ja ująłem to
                                              > jako katastrofę.'

                                              Nie zauważyłam, ale możliwe, że stronniczo pominęłam- sądziłam, że to tylko wizja.

                                              :)
                                      • gravedigger1 Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 24.03.11, 07:52
                                        sisi_kecz napisała:

                                        > Chodzi o ogólne sformułowanie: zaczyna się wojna- mężczyzna broni domostwa, a k
                                        > obieta wraca do roli opieki nad domostwem w pracach podrzędnych.

                                        Ogólne sformułowania ładnie wyglądają, ale diabeł tkwi w szczegółach. ;)
                                        • sisi_kecz Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 24.03.11, 11:50
                                          > Chodzi o ogólne sformułowanie: zaczyna się wojna- mężczyzna broni domostw
                                          > a, a k
                                          > > obieta wraca do roli opieki nad domostwem w pracach podrzędnych.
                                          >
                                          > Ogólne sformułowania ładnie wyglądają, ale diabeł tkwi w szczegółach. ;)'

                                          O szczegółach się nie wypowiadam już, bo wychodzi, że kogoś nie szanuję itd.

                                          Jest takie powiedzenie, że Zwycięzca bierze wszystko- więc kobiety też ;)

                                          pozdro!
                                          • gravedigger1 Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 24.03.11, 14:37
                                            sisi_kecz napisała:

                                            > O szczegółach się nie wypowiadam już, bo wychodzi, że kogoś nie szanuję itd.

                                            Masz rację, lepiej poprzestać na ogółach, bo na szczegółach łatwo można się "pośliznąć". ;)
                                            • sisi_kecz Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 24.03.11, 15:21
                                              gravedigger1 napisał:

                                              > sisi_kecz napisała:
                                              >
                                              > > O szczegółach się nie wypowiadam już, bo wychodzi, że kogoś nie szanuję i
                                              > td.
                                              >
                                              > Masz rację, lepiej poprzestać na ogółach, bo na szczegółach łatwo można się "po
                                              > śliznąć". ;)'

                                              Nie przytakuj mi, jeśli twierdzisz, że nie kontynuuję wypowiedzi z innego powodu (bo na szczegółach łatwo można się "pośliznąć") niż podałam (bo wychodzi, że kogoś nie szanuję itd.).

                                              .
                                              • gravedigger1 Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 24.03.11, 15:56
                                                sisi_kecz napisała:

                                                > gravedigger1 napisał:

                                                > Nie przytakuj mi, jeśli twierdzisz, że nie kontynuuję wypowiedzi z innego powod
                                                > u (bo na szczegółach łatwo można się "pośliznąć") niż podałam (bo wychodzi, że
                                                > kogoś nie szanuję itd.).

                                                Sisi, wrzuć na luz! :) Jeśli ze szczegółów "wychodzi, że kogoś nie szanujesz", to dla mnie jest to właśnie "pośliznięcie". Nie twierdzę więc, że jest inny powód. :)
                                                • sisi_kecz Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 24.03.11, 16:21
                                                  Sisi, wrzuć na luz! :) (..) Nie twierdzę więc, że jest inny pow
                                                  > ód. :)'

                                                  Dobra, zaufam Ci i wrzucę ;)

                                                  Faktycznie jestem spięta.
                                                  Miałam dziś spotkanie, na które przyszła babcia z czteroletnią wnuczką i nasłuchałam się o tym, ze babcia bierze małą do siebie, bo jej 23letnia mama choruje na schizofrenię, a nie chce się leczyć. A malutka tak się usztywniła słysząc to, ze maks wysiłku włożyłam, aby babcia zmieniła temat.

                                                  A Masażysta mi wyjechał i znowu będę wódkę pić wieczorem, zeby wyluzować ;)
                                                  więc pokręcone ni to ironie, albo komentarze do nie wiadomo czego- nie trafiają dziś na dobry grunt.

                                                  pozdro!
                                                  • gravedigger1 Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 24.03.11, 16:56
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > Dobra, zaufam Ci i wrzucę ;)

                                                    Świetnie! To dla Ciebie lepsze niż spinanie się. A dla mnie wsio rawno. :) I nie musisz się tłumaczyć (to tak na przyszłość). :)
                  • aandzia43 Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 24.03.11, 12:45
                    > Feminizm w wydaniu Badinter jest równie znany ludziom i obecny w świadomości ja
                    > k oświecony pokojowy islam.

                    Feminizm z ludzką twarzą jest nieznany ludziom z tej przyczyny, że samo słowo "feminizm" wywołuje sraczkę. Mówię o Polsce. Kiedy otwiera buzię kobieta i wcale niezajadle wygłasza niegłupie postulaty, ale jednocześnie słuchacz wie, że określa się ona (lub ktoś inny określa ją) feministką, to jest z góry skazana na porażkę. Jej argumenty juz na wstępie odczytywane są jako roszczeniowe i nie z tej ziemi. Kiedy to samo powie mężczyzna, albo kobieta przykruchtowa, to jest to wstęp do dalszej rozmowy. Czy dzieje się tak dlatego, że feminizm jako zjawisko "zasłużył sobie" na taki odczyt. Niekoniecznie. Odczyt już od początku był taki. Potem wychwytywało się tylko to, co drastyczne, śmieszne i dyskredytujące, całkowitym milczeniem pomijając sensowne argumenty, uzasadnione żądania i postulaty. Nawet ja na przestrzeni swojego życia obserwuję takie nieciekawe zjawisko: kiedy w przestrzeni publicznej zaczyna się poruszenie wokół jakiegoś zjawiska dotyczącego koibet i/lub rodziny najpierw burzą się tzw. środowiska kobiece. Są na wstępie równo jechane może nei przez wszystkich, ale przez wielu. Potem problem jest burzliwie przegadywany, przepracowywany, w końcu osiąga się jakiś kompromis. Często całkiem bliski ideowo oburzonym feministkom. Zmienai się świadomość społeczna, to co wcześniej było wymysłem chorych bab i pozbawionych jaj facetów, staje się oczywistością. I co sie dzieje? Ano pojawiają się ojcowie sukcesu (różnej płci), którzy mogą sobie spokojnie powiedzieć (sumienie to rzecz bardzo plastyczna, bo zalezna od wybiórczo działającej pamięci), że "feministki niczego dla kobiet nie zrobiły!". Jakiś kawałek świata się zmienia, a stosunek do grupy, która od dawna miała świadomość, że dzieje się źle, starała się go zmienić i przyczyniła się do tej zmiany, pozostaje taki sam. Czemu? Nie chce mi się dzisiaj dociekać, czemu akurat w tej częsci Europy tak się dzieje. Wiem tylko, że m.in. z przyczyny takiego odczytu słowa "feminizm" kupa niegłupich kobiet o rozwiniętej feministycznej świadomości i równie rozwiniętej całej reszcie, zarzeka się w panice: no skąd, przecież ja wcale nie jestem feministką!

                    I jeszcze jedno: jest wielka rzesza kobiet odżegnujących (najczęsciej znakiem krzyża ;-]) od feminizmu, a wcielających w życie opisywane przez ciebie niejednokrotnie pełne niechęci do facetów reguły gry. Za dawnych czasów takich pań też było bardzo dużo, zachowywały się identycznie, tylko używały innych masek. To są właśnie m.in. niegdysiejsze panie Dulskie. Ponieważ równouprawnienie pomaga im (w pewnym zakresie, bo w innym utrudnia) uprawiać swoją głupia i destrukcyjną działalność, mające kiepskie konotacje słowo "feminizm" jest świetnym do zawieszenia nad głową pań Dulskich sztandarem. Świetnym np. dla ciebie ;-)
                    • urquhart Sraczka a idee feminizmu i komunizmu 25.03.11, 07:13
                      aandzia43 napisała:
                      > Feminizm z ludzką twarzą jest nieznany ludziom z tej przyczyny, że samo słowo "
                      > feminizm" wywołuje sraczkę. Mówię o Polsce. Kiedy otwiera buzię kobieta i wcale
                      > niezajadle wygłasza niegłupie postulaty, ale jednocześnie słuchacz wie, że okr
                      > eśla się ona (lub ktoś inny określa ją) feministką

                      Tu się całkowicie zgadzam z twoim zdaniem. Ale widzę to z innej perspektywy. Z feminizmem z ludzką twarzą jest jak z komunizmem z ludzką twarzą. Istnieje tylko w teorii. Wykorzystanie walki płci zamiast walki klas komuś pozwala się w praktyce uwłaszczyć. I zamienić jak w komunizmie stary ucisk i nierówność nową znaczy na "jakiś czas". Nieokreślony oczywiście . Znaczy uciskani dadzą bobu dawnym prześladowcom. W imię sprawiedliwości społecznej. Radykalne feministki jak Lise Bergh dopuszczone do władzy tego nawet nie ukrywają. :)

                      Ale faktycznie samo istnienie radykalnego komunizmu powoduje że w imię stabilizacji społecznej bogata część społeczeństwa musi dbać o socjal tej biedniejszej i chronić ją przed wykluczeniem, stwarzać nadzieję i szanse. I ma swój pozytywny wkład w ewolucją społeczną. Ale samo słowo komunizm podobnie też dziś wywołuje sraczkę, mimo że pośrednio przyczynił się do zmniejszenia społecznych różnic. Co nie znaczy że nie istnieją obszary globu dramatycznych nierówności i ucisku gdzie pewnie jeszcze ma dużo do zrobienia.
                      Jak podobnie rozumiem i doceniam społeczne znaczenie Radia Maryja, ale nie znaczy że go popieram.

                      > Czemu? Nie chce mi s
                      > ię dzisiaj dociekać, czemu akurat w tej częsci Europy tak się dzieje. Wiem tylk
                      > o, że m.in. z przyczyny takiego odczytu słowa "feminizm" kupa niegłupich kobiet
                      > o rozwiniętej feministycznej świadomości i równie rozwiniętej

                      A mi się to wydaje akurat jasne. W Polsce mieliśmy tyle wspólnych śmiertelnych wrogów zewnętrznych że wewnętrzne nierówności to były przy tym pikuś, i społeczeństwo solidaryzowało się bardziej niż inne. Polak czy Polka bez swojego państwa i tak był uciskany i poniżony bardziej niezależnie od płci i klasy społecznej. Stąd i komunizm miał u nas marne wsparcie społeczne w porównaniu do sąsiadów. Feminizm podobnie. Po za tym naród się wyczulił na tyle na manipulację walki klas, żeby nie dać nabrać się na walkę płci.
                      Pozdrawiam i dzięki za możliwość refleksji.
                      • druginudziarz Re: Sraczka a idee feminizmu i komunizmu 27.03.11, 23:33
                        Trzymając się poetyki: ja mam srakę od wszystkiego co się kończy na -izm.
                        pzdr.
                        • sisi_kecz Re: Sraczka a idee feminizmu i komunizmu 27.03.11, 23:58
                          Trzymając się poetyki: ja mam srakę od wszystkiego co się kończy na -izm.'

                          Mężczyźni często cierpią na rozstrój jelit.
                          W konfrontacji z feminizmem, nie wiadomo czy ta reakcja to bardziej: atawizm na widok domniemanego zagrożenia, czy bardziej neologizm w określeniu alergii na pluralizm.

                          A jakże lepszy byłby heroizm w zmierzeniu się z realizmem ;)

                          Niestety konformizm pozwala tylko na opis w stylu naturalizmu, ze skłonnością do turpizmu, ale czego się spodziewać po szowinizmie?

                          ;)
                          • druginudziarz Re: Sraczka a idee feminizmu i komunizmu 28.03.11, 22:48
                            sisi_kecz napisała:

                            > Trzymając się poetyki: ja mam srakę od wszystkiego co się kończy na -izm.'
                            >
                            > Mężczyźni często cierpią na rozstrój jelit.
                            > W konfrontacji z feminizmem, nie wiadomo czy ta reakcja to bardziej: atawizm na
                            > widok domniemanego zagrożenia, czy bardziej neologizm w określeniu alergii na
                            > pluralizm.
                            >
                            > A jakże lepszy byłby heroizm w zmierzeniu się z realizmem ;)
                            >
                            > Niestety konformizm pozwala tylko na opis w stylu naturalizmu, ze skłonnością d
                            > o turpizmu, ale czego się spodziewać po szowinizmie?
                            >
                            Łee, to i od dadaizmu sraki jednak nie mam więc śmiało pisz dalej :P
                      • aandzia43 Re: Sraczka a idee feminizmu i komunizmu 28.03.11, 13:28
                        > Tu się całkowicie zgadzam z twoim zdaniem. Ale widzę to z innej perspektywy. Z
                        > feminizmem z ludzką twarzą jest jak z komunizmem z ludzką twarzą. Istnieje tylk
                        > o w teorii. Wykorzystanie walki płci zamiast walki klas komuś pozwala się w pra
                        > ktyce uwłaszczyć

                        Węszę klimaty ziemkiewiczowskie ;-) A może mi się tylko wydaje.
                        Nie widzę związku między feminizmem a komunizmem (nazizmem, monarchizmem czy innym związanym z formą sprawowania władzy izmem). Jeśli już, to z abolicjonizmem ;-) Jeśli za feministki uznamy miliony różnych kobiet w różnych sytuacjach życiowych, które na przestrzeni tysięcy lat miały poczucie, że coś jest w ich położeniu cholernie daleko od OK (nei zagłębiając się w szczegóły) i starały się dać wyraz swoim poglądom i/lub próbować to zmienić, to trudno, przyznasz, ten wielki prąd myślowy porównać z konkretną, opracowaną w szczegółach propozycją nowego ładu społecznego, jakim był komunizm. Porównanie według mnie kompletnie nietrafione, ale bardzo chwytliwe. W Polsce wystarczy sprytnie przysunąć do komunizmu pierwsze lepsze zjawisko, by zszargać mu opinię i pogrzebać je z kretesem. Plurzlizm też ;-]

                        "Ludzką twarzą" feminizmu (czyli jego trzonem) są np. poglądy na temat relacji damsko-męskich i położenia kobiety w społeczeństwie, z którymi ty i większosć panów na forum zgadzacie się i oburzeni bylibyście, gdyby ktoś poddawał to w wątpliwość. A jeszcze trzydzieści lat temu ta powszechność pewnych przekonań wcale nie była taka oczywista. Feminizm nie jest zamkniętą ideą i kolebką utopii i przepisów na nowy wspaniały świat (jak np. komunizm). Jest raczej prądem płynącym wraz z dziejami ludzkości. Raz go więcej, raz go mniej. Z tym, że to, czy jest obecny w oficjalnym obiegu i nazwany, ma się czasami nijak do tego, czy jest rzeczywiście obecny, czy nie.

                        > A mi się to wydaje akurat jasne. W Polsce mieliśmy tyle wspólnych śmiertelnych
                        > wrogów zewnętrznych że wewnętrzne nierówności to były przy tym pikuś, i społecz
                        > eństwo solidaryzowało się bardziej niż inne. Polak czy Polka bez swojego państw
                        > a i tak był uciskany i poniżony bardziej niezależnie od płci i klasy społecznej
                        > . Stąd i komunizm miał u nas marne wsparcie społeczne w porównaniu do sąsiadów.
                        > Feminizm podobnie. Po za tym naród się wyczulił na tyle na manipulację walki k
                        > las, żeby nie dać nabrać się na walkę płci.

                        Oj sorry, ale to już jest jakaś poważna fantazja na temat polskiego umiłowania wolności ;-P I polskich zasług w walce z komunizmem. I znowu czuję ducha Ziemkiewicza. Jak już się mam zagłębić w szczegół, to powiem, że dla mnie reakcja Polaków na słowo feminizm wynika raczej z narodowej skłonności do histerycznych reakcji i z fobii na wszystko, co wiąże się z wyzwalaniem się człowieka z wewnętrznych pęt. Bo z zewnętrznych tośmy się wyzwalali z ogromnym upodobaniem i śmiem tweirdzić, że sprawiało nam to masochistyczną rozkosz. I tak się na tym skupiliśmy, że łatwo nas było wsadzać w inne pęta. Poza tym nie od czapy jest pozycja KK w narodzie. Ciągle trzymamy się jej, jak pijany płota. Jak puścimy tak od razu, to się obalimy na glebę, a że w głowie się kręci, to trzymamy jeszcze bardziej kurczowo. No i pat.
                        • urquhart Re: Sraczka a idee feminizmu i komunizmu 28.03.11, 15:27
                          aandzia43 napisała:
                          > Nie widzę związku między feminizmem a komunizmem (nazizmem, monarchizmem czy in
                          > nym związanym z formą sprawowania władzy izmem). (...)Porównanie według mnie kompletnie niet
                          > rafione, ale bardzo chwytliwe. W Polsce wystarczy sprytnie przysunąć do komuniz
                          > mu pierwsze lepsze zjawisko, by zszargać mu opinię i pogrzebać je z kretesem. P
                          > lurzlizm też ;-]

                          No bez jaj.
                          Komuniści > zakłada wyzysk proletariatu przez kapitalistów > postuluje równość i zniesienie klas > w praktyce dyktatura proletariatu przewodnia roli partii i nowy wyzysk
                          Feminizm > zakłada wyzysk kobiet przez mężczyzn > postuluje równość płci > w praktyce jedynie kobiecy punt widzenia słuszny i dojrzały i dyskryminacja mężczyzn

                          Każdy -imz (szowinizm, islamizm, czy nawet Radiomaryizm) bazuje na jakimś realnym ucisku i frustracji, poczuciu krzywdy. I napędza się jego podkreślaniem i wyolbrzymianiem. Każdemu nie sposób odmówić racji. Ale wykorzystuje istniejąca krzywdę, nienawiść i niezadowolenie, ale chcąc nie chcąc żeby istnieć inspiruje ja i powiększa by się rozwijać. Wyznacza wrogów, tych winnych. I jak się rozpędzi to ta nienawiść nie daje się łatwo ugasić i elementy radykalne chwytają za ster. Dlatego nie może istnieć w wersji "z ludzka twarzą".
                        • druginudziarz Re: Sraczka a idee feminizmu i komunizmu 28.03.11, 22:47
                          aandzia43 napisała:

                          > > Tu się całkowicie zgadzam z twoim zdaniem. Ale widzę to z innej perspekty
                          > wy. Z
                          > > feminizmem z ludzką twarzą jest jak z komunizmem z ludzką twarzą. Istniej
                          > e tylk
                          > > o w teorii. Wykorzystanie walki płci zamiast walki klas komuś pozwala się
                          > w pra
                          > > ktyce uwłaszczyć
                          >
                          > Węszę klimaty ziemkiewiczowskie ;-) A może mi się tylko wydaje.
                          > Nie widzę związku między feminizmem a komunizmem (nazizmem, monarchizmem czy in
                          > nym związanym z formą sprawowania władzy izmem). Jeśli już, to z abolicjonizmem
                          > ;-) Jeśli za feministki uznamy miliony różnych kobiet w różnych sytuacjach życ
                          > iowych, które na przestrzeni tysięcy lat miały poczucie, że coś jest w ich poło
                          > żeniu cholernie daleko od OK

                          I tu jest własne pies pogrzebany.
                          U Ciebie to pewnik (=dogmat), a tak naprawdę to nikt tego nie udowodnił. Tego że "nie OK" u kobiet jest większe niż "nie OK" u mężczyzn.
                          Dlatego izm feminizmu jest bliski izmowi komunizmu, co i też urqu zauważył.
                          Ot, tak ćwierćprawda, chwytliwa, w sam raz na zbicie kapitału politycznego bo i potencjalny elektorat większy od Lepperowego.
                          • kawitator Re: Sraczka a idee feminizmu i komunizmu 29.03.11, 08:17
                            Na razie feministki nie osiągają większych sukcesów. Lansowane miesiącami w mediach manify przyciągają ( przykład z Warszawy ) około 100 działaczy PPS pod czerwonymi sztandarami oczywiście około 100 działaczy naprawdę lewicowej robotniczej partii pod takimi samymi czerwonymi szmatami około 100 przedstawicieli SLD już wstydliwie bez czerwonych sztandarów oraz około 30 aktywistek wydelegowanych przez partię na front kobiecy. Było tez około 30 osób zgarniętych z ulicy oraz tak zwanych pożytecznych idiotek w rodzaju piszących powyżej .
                            Porównując to do liczby kobiet uczestniczących w pierwszej lepszej procesji kościelnej widzimy proporcje i siłę oddziaływania.
                            Wszelkie wielkie sukcesy feministek jak się im dobrze przyjrzeć podchodzą pod znana bajkę
                            Jean de La Fontaine Żaba i wół

                            Żaba ujrzała wołu,
                            Co wzrostem sięgał olbrzyma.
                            Mogąc co do wielkości z jajem iść pospołu,
                            Zazdrością podniecona, pręży się, nadyma,
                            By dorównać zwierzęciu, męczy się usilnie.
                            "Siostro - mówi - zważaj pilnie:
                            Czy dosyć? Mówże! Czym mu dorównała?"
                            "Nie." - "A teraz?" - "Bynajmniej."- "Czym dość już nabrzękła?"
                            "O, jeszcze ci daleko!" I gadzina mała
                            Tak się nadęła, że pękła.

                            Nie będę rozwijał tematu bowiem to nie forum polityczne a i przykro kopać leżące które jak piszą w tematyce forum robią to mądrze i ciekawie ale jak wejdą na feminizm to ogania je dziwne zidiocenie.
                            • sisi_kecz Idiotki ??? 29.03.11, 10:32
                              Nie wiem jak reszta "idiotek powyżej",
                              ja nie mam zwyczaju odnosić się do chamstwa podszytego strachem,

                              ale moderacja powinna.
                            • eudajmonika Re: Sraczka a idee feminizmu i komunizmu 29.03.11, 12:03
                              Manify być może nie odnoszą spektakularnych sukcesów, ale manifa to nie ruch feministyczny. Sprytny zabieg pars pro toto pozwala Ci dewaluować istotne osiągnięcia ruchu feministycznego, czyli ruchu na rzecz równouprawnienia kobiet, w takich dziedzinach, jak dostęp dziewcząt do edukacji, prawo wyborcze, prawo dziedziczenia, które obecnie wydają się być oczywiste, ale takimi nie były jeszcze całkiem niedawno.
                              Jak widać, między innymi z Twojego postu, do załatwienia pozostało jeszcze kilka ważnych spraw, choć pewnie w tej konkretnej kwestii czas wyręczy kobiety zabiegające o dobrostan swój, swoich córek i synowych.
                    • sisi_kecz Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 25.03.11, 12:56
                      Aandzia- ten post jest doskonały.
                      Powinien być opublikowany jako felieton w jakimś opiniotwórczym tygodniku, a jeszcze lepiej powinien rozpoczynać rozdział: Rola kobiety i mężczyzny w społeczeństwie, w podreczniku szkolnym do Wiedzy o społeczeństwie.

                      Wiem tylk
                      > o, że m.in. z przyczyny takiego odczytu słowa "feminizm" kupa niegłupich kobiet
                      > o rozwiniętej feministycznej świadomości i równie rozwiniętej całej reszcie, z
                      > arzeka się w panice: no skąd, przecież ja wcale nie jestem feministką!'

                      Yhm, to jest znamienne- nawet wypada zaznaczyć to na początku jakiejkolwiek towarzyskiej rozmowy ;) I straszno i smutno jak patriarchat walczy o przedłuzenie swojej agonii, starając sie namieszać tak babkom, by gorączkowo odżegnywały się od poglądu, że kobieta nie jest gorsza od mężczyzny.

                      Ale ja bardzo lubię powiedzieć: jestem feministką , bo wzrok rozmówcy- pełen przerażenia, że za chwilę odgryzę mu to i owo, by sobie zupy na tym nagotować- bezcenny ;)

                      pokłony !!!
                      • aandzia43 Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 28.03.11, 13:38
                        > Ale ja bardzo lubię powiedzieć: jestem feministką , bo wzrok rozmówcy- pełen pr
                        > zerażenia, że za chwilę odgryzę mu to i owo, by sobie zupy na tym nagotować- be
                        > zcenny ;)

                        Tak, bezcenne. Ten widoczny na obliczu gorączkowy proces myślowy. Szybkie zbieranie w głowie do kupy wszysktich informacji i trawienie ich w celu ukucia na prędce jakiegoś w miarę sensownego schematu. Bo dysonans poznawczy w takiej sytuacji bywa znaczny ;-P
                      • druginudziarz Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 28.03.11, 22:54
                        sisi_kecz napisała:

                        > Ale ja bardzo lubię powiedzieć: jestem feministką , bo wzrok rozmówcy- pełen pr
                        > zerażenia, że za chwilę odgryzę mu to i owo, by sobie zupy na tym nagotować- be
                        > zcenny ;)
                        >
                        > pokłony !!!

                        Jak sądzę, jest to przerażenie osoby, która strach przed pierwiastkiem kobiecym wyniosła z domu rodzinnego. Co zresztą jest kapitalną ilustracja tego kto tak naprawdę rządzi tym światem. (Ewentualnie pytanie pomocnicze: ile procent mężów w Polsce oddaje żonie pensję do rozdysponowania?)
                  • aandzia43 Re: To w końcu jak jest z tymi "miłymi facetami" 24.03.11, 13:07
                    > Ale że na przykład ja, choć nigdy agresywnie, jedynie asertywnie i zdecydowanie
                    > przedstawiam własny męski punkt i mówię o męskich granicach i oczekiwaniach, c
                    > hoś to niemodne, zamiast słodzić i podlizywać się jak "miły facet" (od razu prz
                    > ypomina mi się słodki Gloss) już jestem widziany jako niedobitek patriarchatu,
                    > czy dla niektórych babek sztandarowy forumowy mizogin :)

                    Pytasz, to opowiadam. Oczywiście mogę mówić tylko za siebie. Jesteś przeze mnie odczytywany jako niedobitek patriarchatu, bo:

                    - często wciskasz swoje bóle w wątki, w których niekoinecznie odnaleźć można analogie między głównym problemem wątkowym a twoją, sorry, fiksacją
                    - często nie zauważasz istnienia tłumów kobiet różniących się od kobiet twojego zycia, tzn. przykładasz jedną matrycę do wszystkich i nie przyjmujesz do wiadomosci, że twoje doświadczenia to tylko wycinek rzeczywistosci
                    - bardzo często wykazujesz wcale nie rozczulającą ignorancję w sprawach dotyczących szarej, domowej codzienności
                    - patriarchalny pryzmat masz we krwi (środowisko?), choć przyznam, starasz się, jak możesz ;-)

                    Jeśli chodzi o ekstremum w postaci Glossa, to nie wiem, czy pamiętasz, ale nei tylko go nei wielbiłam, ale z upodobaniem i bardzo zjadliwie wykłócałam się z naszą gwiazdą ;-P No i komu ja mam teraz złośliwić?

                    --
                    Ja nie interpretuję Biblii. I nie mam zamiaru czytać jej w całości. Zbyt krwawa i pełna odrażających moralnie (jak dla mnie) opowiastek. I choć rozumiem zjawisko przenośni, i wiem, że nie należy starych tekstów traktować dosłownie, to sądzę, że nie wszystkie żenujące wygłupy przodków da się wytłumaczyć odległością w czasie i przestrzeni.
Pełna wersja