Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodovara.

25.03.11, 13:33
czyli "Porozmawiaj z nią- 1001 sposobów, które nic nie pomagają na brak seksu" ;)

Właśnie , w którymś wątku zwrócono uwagę, że tysiąc razy powtarzane rady o szczerej rozmowie- nic nie dają i że szkoda czasu.
Więc skoro chodzi obok temat z "radami uniwersalnymi"
to proponuję tutaj podawać co jest antyradą. która efektu nie przyniesie.
Nie chodzi o "uniwersalne" antyrady, bo takowe nie istnieją- tylko o typowanie sposobów, które są mało efektywne, nieosiągalne do zrobienia lub sprawdzaja sie tylko w określonych warunkach w związku i na określonych ludziach.

Co ja sobie przypominam (a mam straszną sklerozę, wiec pamiętam tylko kilka takich rzeczy) to byłaby taka tap lysta antyrad:

1. Szczera rozmowa.
Przyczyny nieskuteczności rady: wymaga prozwiązkowej postawy u obojga oraz kursu z zasad efektywnej komunikacji + dobrej woli i chociaż sympatii lub szacunku do partnera/rki)
2. Zrób romantyczną kolację.
Przyczyny klapy: wymaga poczucia smaku powyżej kiczu, wydania kilku złociszy oraz wysiłku umysłowo- organizacyjnego + cały efekt niweluje nieodłączne poczucie zaproszonej, że to spaghetti przy księzycu jest po to, by zaciągnąć do łóżka.
3. Zrób striptiz, a potem loda.
Przyczyny porażki: sztuczność i przymus w zachowaniu albo przyłożenie tego striptisu jako plastra na impotencje, zespół wyczerpania zawodowego lub syndrom Madonny i Ladacznicy (MiL), czyli nieadekwatność + bolesne zderzenie sie z odkryciem, że lody nie są panaceum na wszystko, a czasem nie są panaceum na nic.
4. Idźcie na terapię małżeńską.
Przyczyny nieskuteczności propozycji to skojarzenie na hasło: terapia= mamy problem, jesteśmy nieudanym małżeństwem- czyli klasyczne" nie pójdę do lekarza, bo jeszcze mi jakąś chorobę wynajdzie, a z piłką tenisową w kroku można calkiem nieźle funkcjonować" + koszty, czas, upierdliwe godziny spotkań, co tam obca osoba mi powie?
5. Zrób sie na bóstwo, wywołaj jego zazdrość.
przyczyny, że to nie pomoże? Partner/ka jest niezazdrosny/a, a bóstwa są zawsze gdzie indziej;)

Powyższe porady mogą być skuteczne, ale najczęściej są podawane jako propozycje na poprawę bezseksia oraz jako sposoby, które zawiodły.

Macie coś jeszcze, w co ludzie nie powini sie pakować by nie tracić czasu i resztek zaangażowania, lub jeśli, to przy zachowaniu jakich odpowiednich procedur i warunków?

duze pozdro!!!
    • songo3000 Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 25.03.11, 14:15
      6. Zagroź rozwodem/zakończeniem związku
      Jeżeli ktoś jest na etapie możliwości zapodania kopa w dupę partnerowi - zrobi to po prostu zamiast silić się na puste groźby. Jeżeli to blef, wywoła tylko śmiech, na pewno stratę resztek szacunku. W optymistycznej wersji zadział tylko na chwilkę do... następnego razu, który już na pewno wywoła śmiech :)
      • eudajmonika Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 25.03.11, 15:26
        songo3000 napisał:

        > 6. Zagroź rozwodem/zakończeniem związku

        Swego czasu furorę robiła rada "spakuj go i wystaw walizki za drzwi" by WiL, rzekomo najskuteczniejszy sposób na wiele problemów.
        Nie próbowałam i prawdę mówiąc, do dziś brakuje mi wyobraźni aby dostrzec jego zalety. Ale może ktoś wypróbował i się podzieli. Może sama WiL ponownie go zareklamuje, khm?
        • songo3000 Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 25.03.11, 16:19
          Nie no, zaleta jest oczywista. Skuteczny kop w dupę powoduje skuteczny rozpad związku. Otwiera to potencjał 'legalnych' nowych znajomości z satysfakcjonującym czy choćby lepszym seksem.
          • eudajmonika Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 25.03.11, 16:20
            Zaleta oczywista dla (7), ale tutaj mówimy o (6).
            • songo3000 Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 25.03.11, 16:22
              Aha, w tym kontekście :) No cóż, IMO nadzieja matką głupich i te sprawy...
              • glamourous Eeeej, naprawde trza to tlumaczyc? 04.04.11, 11:01
                Kop w dupe moze podzialac jako terapia, bo ma psychologicznie zbawienne dzialanie : opatrzony i obmierzly do bolu partner przestaje byc nagle naszym partnerem i zmienia sie w intrygujacego obcego/obca ;-))) Stare miecho nabiera ponownie swiezosci, i z racji swej niedostepnosci staje sie towarem ponownie psychologicznie atrakcyjnym.
                Wtedy mozna na te obca, spuszczona ze smyczy zwierzyne z rozkosza zapolowac, bo nic tak nie stymuluje apetytu jak swiadomosc gonienia niekoniecznie dostepnego targetu.
                Poza tym dziala jeszcze efekt "don't know what you've got 'till it's gone", oraz "najfaniejsze jest to, co nie jest nasza wlasnoscia" czyli derywat porzekadla ze na cudzym polu trawa jest zawsze zielensza - i oto mamy wszystkie aspekty magicznej mocy kopa w dupe by WiL. Sama z powodzeniem stosowalam, wiec potwierdzam skutecznosc. Pod warunkiem oczywiscie, ze w ludziach cos tam sie jeszcze tli, ze nie znudzili sie sobie na amen i nie znienawidzili sie nawzajem do reszty.
                • eudajmonika Jak pies szmatą 04.04.11, 12:35

                  Jestem przekonana, że jeśli mój mąż wystawiłby mi walizki za drzwi to oznaczałoby takie zgliszcza, że nie ma czego zbierać. Gdybym ja wystawiła mu walizki za drzwi, z całą pewnością nie próbowałby ich otwierać ani mnie (siebie samego?) przekonywać jakąż to ogromną wartość tracę. Tak więc jeśli wystawiać to z intencją WYSTAWIENIA na dobre. Chyba, że zarządzasz swoim mężem jak pies szmatą.

                  Podejrzewam, że dla osób pozostających w związkach ze świadomymi swojej wartości partnerami, do których raczej nie pasują określenia typu stare/nowe mięsko, polowania, kopanie w dupę, spuszczanie ze smyczy, rada "wystaw mu / jej walizki za drzwi" nie ma więzotwórczej wartości.
                  • glamourous Re: Jak pies szmatą 04.04.11, 17:56
                    eudajmonika napisała:

                    > i partnerami, do których raczej nie pasują określenia typu stare/nowe mięsko, p
                    > olowania, kopanie w dupę, spuszczanie ze smyczy, rada "wystaw mu / jej walizki
                    > za drzwi" nie ma więzotwórczej wartości.

                    Oj, to przeciez taka stara, forumowa dialektyka, nie badzmy az takimi purystami ;P
                    A ze rada nie ma wieziotworczej wartosci? No coz... Zaniedbywanie drugiej polowki w seksie w ogole niezbyt dobrze swiadczy o wiezi. Wiec czasami, skoro po dobroci nie da rady...
                    Zreszta ta rada nie ma byc wieziotworcza, tylko wieziopoprawcza, ze sie tak wyraze.

                    > Tak więc jeśli wystawiać to z intencją WYSTAWIENIA na dobre.

                    A, to jest oczywiste. To musi byc wiarygodne zagranie. A wiarygodne jest tylko wtedy, kiedy jest to szczery manewr podyktowany prawdziwym dojsciem do sciany. A nie jakies tam pitu-pitu czy udawany szantazyk.

                    > Chyba, że zarządzasz swoim mężem jak pies szmatą.

                    Rozumiem, ze a contrario w stosunku do tego co wyzej napisalas (ze do NIEKTORYCH osob nie pasuja okreslenia "kop w dupe" czy "spuszczanie ze smyczy") do innych osob - czyli mnie, jak sie domyslam - pasuje okreslenie "zarzadzac mezem jak pies szmata", czyz tak? ;-)
                    • eudajmonika Re: Jak pies szmatą 05.04.11, 11:55
                      glamourous napisała:
                      "Rozumiem, ze a contrario w stosunku do tego co wyzej napisalas (ze do NIEKTORYCH osob nie pasuja okreslenia "kop w dupe" czy "spuszczanie ze smyczy") do innych osob - czyli mnie, jak sie domyslam - pasuje okreslenie "zarzadzac mezem jak pies szmata", czyz tak? ;-)"


                      Oj, to jest NOWA, forumowa dialektyka, dobrze określająca pewne tendencj, nie badzmy az takimi purystami ;P
                      Pisałam w odpowiedzi na Twojego posta, NIE o Twoim mężu, bo też nie on jest przedmiotem sporu, jak sądzę.
                      • glamourous Re: Jak pies szmatą 05.04.11, 22:05
                        eudajmonika napisała:

                        > Pisałam w odpowiedzi na Twojego posta, NIE o Twoim mężu, bo też nie on jest prz
                        > edmiotem sporu, jak sądzę.


                        Nie no, zrozumialam, ze nie bylo to personalne picie do konkretnie mojego zwiazku. Niemniej wytykasz mi moje dosc obcesowe slownictwo w kontekscie poprawnej politycznie zwiazkotworczosci, zas akapit dalej sama piszesz o zarzadzaniu, mezu, psie i szmacie. Ale jak sie domyslam to wlasnie taki dialektyczny chwyt mial byc, silly me ;-)
    • eudajmonika Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 25.03.11, 14:34
      7) Zostaw go/ją (czyli krok dalej, niż pkt (6)). Jedna z najczęściej powtarzanych porad, nieskuteczna z tego powodu, że w najlepszym przypadku przystaje do jednostronnego opisu sytuacji zamieszczonego na forum, często mocno przerysowanego. A w najgorszym jest widocznym dowodem na naiwność lub złą wolę radzącego.

      W moim przypadku "zostaw go" nigdy nie skutkuje, bo za każdym razem kiedy już już poprzysięgam sobie, że basta, to mój mąż robi COŚ, co całkiem osłabia to postanowienie.
      I tak trwamy, on trzymając mnie w szachu, a ja jego na muszce.
      • sisi_kecz Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 25.03.11, 15:19
        eudajmonika napisała:

        > 7) Zostaw go/ją '

        Oprosz... jaką mam sklerę, zapomniałam o ulubionym: "Kopnij go w dupę !".

        fenks;)
        • empeczy Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 17.04.11, 23:07
          smutne masz zycie.
      • vitek_1 Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 25.03.11, 16:07
        > to mój mąż robi COŚ, co całkiem osłabia to postanowienie.

        Niech zgadnę, kupuje ci porsche?... ;)
        • songo3000 Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 25.03.11, 16:21
          Eeee, kupując francuza tylko by mocno przyśpieszył zakończenie "sielanki", hehe.
      • glamourous Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 04.04.11, 11:16
        eudajmonika napisała:

        > 7) Zostaw go/ją (czyli krok dalej, niż pkt (6)). Jedna z najczęściej powtarzany
        > ch porad, nieskuteczna z tego powodu, że w najlepszym przypadku przystaje do je
        > dnostronnego opisu sytuacji zamieszczonego na forum, często mocno przerysowaneg
        > o. A w najgorszym jest widocznym dowodem na naiwność lub złą wolę radzącego.


        Ale poprawnie i konsekwentnie przeprowadzony kop w doope przeciez dziala. Dotyczy to zwlaszcza par dotknietych syndromem Coolidge'a, gdzie jeden partner postrzega drugiego jako towar wprawdzie obiektywnie atrakcyjny, ale tak spowszednialy i zlezaly, ze nie wzbudza juz zadnych emocji. Mowie tu na przyklad o facetach z mniej lub bardziej swiadomym podejsciem "zono, zebys ty jeszcze byla cudza"...
        W takiej sytuacji wystawienie walizki przez zaniedbywana strone (obojetne, czy partnerowi, czy sobie) moze przyniesc zbawienny efekt : znudzony delikwent raczej doceni to co ma i potem bedzie juz raczej pilnowal, zeby tego nie stracic.
    • eudajmonika Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 25.03.11, 16:29
      1. Szczera rozmowa.
      Przyczyny nieskuteczności rady: wymaga prozwiązkowej postawy u obojga oraz kursu z zasad efektywnej komunikacji + dobrej woli i chociaż sympatii lub szacunku do partnera/rki).

      Dodałabym, że szczera rozmowa wymaga też grubej skóry, dalej - wymaga wyciągnięcia wniosków ze szczerej rozmowy, i jeszcze wymaga szeregu działań poszczerorozmownych, czasami wymaga też, o zgrozo, kolejnych szczerych rozmów. Ergo, szczera rozmowa to dopiero początek z szeregu zabiegów bez gwarancji sukcesu. Dlatego stoi na czele antyporadnika ;-}.
      Od szczerej rozmowy wolę pozostawanie w kontakcie, najpierw ze sobą, później z mężem, ale to chyba jeszcze trudniejsze niż szczera rozmowa.
      • eudajmonika Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 25.03.11, 16:32
        PS Szczera rozmowa wymaga też umiejętności prowadzenia rozmowy. Niby każdy zna się na szczerych rozmowach i pomocy nie potrzebuje, jednak kiedy przychodzi codoczego, to bywa, wychodzą jakieś niedostatki.
        • sisi_kecz Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 25.03.11, 16:37
          eudajmonika napisała:

          > PS Szczera rozmowa wymaga też umiejętności prowadzenia rozmowy. Niby każdy zna
          > się na szczerych rozmowach i pomocy nie potrzebuje, jednak kiedy przychodzi cod
          > oczego, to bywa, wychodzą jakieś niedostatki.

          Dlatego napisałam o kursie efektywnej komunikacji- to właśnie umiejętność przekazania swoich komunikatów i nawiązania kontaktu i porozumienia, a nie wywalania swoich ( o jakże szczerych ;) pretensji.

          duze pozdro!!!
      • sisi_kecz Uzupełnienie punktu 1 26.03.11, 09:50
        Dodałabym, że szczera rozmowa wymaga też grubej skóry, dalej - wymaga wyciągnię
        > cia wniosków ze szczerej rozmowy, i jeszcze wymaga szeregu działań poszczeroroz
        > mownych, czasami wymaga też, o zgrozo, kolejnych szczerych rozmów. Ergo, szczer
        > a rozmowa to dopiero początek z szeregu zabiegów bez gwarancji sukcesu. Dlatego
        > stoi na czele antyporadnika ;-}.'

        I to jest to ;)
        • kag73 Re: Uzupełnienie punktu 1 26.03.11, 15:43
          Jasne przeraza zlozonosc problemu, czaso i pracochlonnosc. Ale nikt nie mowil, ze bedzie latwo. Jest problem, trzeba go rozwiazac, czasem moze to potrwac. Opcja inna: poczekac przeczekac moze problem rozwiaze sie sam. A gwarancji w tym zyciu to nie ma na nic(moze 2 lata na nowa pralke) a mimo wszystko ludzie probuja i ryzykuja.
          I jak najbardziej uwazam, ze sa jednostki zdolne do rozwiazania problemu ta droga. A ze czasem jest nieprzyjemnie...zycie...problemy, zwlaszcza tez wieksze, nigdy nie sa przyjemne, inaczej nie nazywano by ich problemami.
          • sisi_kecz Re: Uzupełnienie punktu 1 27.03.11, 15:04
            kag73 napisała:

            > Jasne przeraza zlozonosc problemu, czaso i pracochlonnosc. Ale nikt nie mowil,
            > ze bedzie latwo. Jest problem, trzeba go rozwiazac, czasem moze to potrwac.'

            Problemem jest : brak seksu.
            I jeśli sposobem ma być szczera rozmowa to nie moze to być właśnie taki slogan.
            Po pierwsze: trzeba sie samemu zastanowić- co mi nie pasuje.
            Po drugie: czy chcę to zmienić z wspólnie tą osobą.
            Po trzecie: skutecznie się wysłowić.
            Po czwarte: wysłuchać drugą stronę.
            Potem: zlapac kontakt i nic porozumienia.
            Dojść do wspólnych wniosków, pomysłów, planów.
            A na końcu, o czym wspominała eudajmonika: odejść od umownego stołu i zacząć realizować założenia, które sie uzgodniło, i na każdym etapie powrotu do seksualnrgo dobrobytu być gotowym na kolejne szczere rozmowy.

            A poza tym, to dużo zależy, od tego co tam wyjdzie na światło dzienne , przy okazji rozmawiania: co jest przyczyną braku seksu.

            To za każdym razem jest inna przeprawa i chyba nigdy nie wystarcza samo porozmawianie.

            duze pozdro!!!
            Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
            Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
            by Cejrowski
            • kag73 Re: Uzupełnienie punktu 1 28.03.11, 01:42
              No to chyba oczywiste, ze jezeli chce sie rozmawiac to trzeba wiedziec o czym i sie przygotowac. I jasne, ze jak nie bedziesz wiedzic czy chcesz jeszcze z ta osoba byc to nie bedziesz rozmawiac. To jak ze wszystkim innym. Zanim zrobisz striptiz tez najpierw kupisz szmatki, zrobisz makijaz, itp.
              Oczywiste tez, ze w rozmowie chodzi o dogadanie sie, pokazanie gotowowsci do dzialania i pozniej dzialanie. Jak partner nie widzi problemu, to go nie zobaczy, dopoki mu ktos o tym nie powie.
              Jak dla mnie to byl skrot myslowy: szczera/powazna rozmowa. Ona ma byc bodzcem do dalszego dzialania. A i sama mysl o rozmowie, ktora chcemy przeprowadzic, pozwlala sie pozbierac, zastanowic, pomyslec czego wlasciwie chcemy osiagnac i jak to przedstawic, zeby partner zrozumial problem. Czy partener okaze sie chetny do wspolpracy...to juz inna kwestia.
              • sisi_kecz Re: Uzupełnienie punktu 1 28.03.11, 12:55
                kag73 napisała:

                > No to chyba oczywiste, ze jezeli chce sie rozmawiac to trzeba wiedziec o czym i
                > sie przygotowac. '
                Oczywistym się wydaje niezaangażowanym w konflikt osobom.

                I jasne, ze jak nie bedziesz wiedzic czy chcesz jeszcze z ta
                > osoba byc to nie bedziesz rozmawiac.'
                Jasne albo niejasne- naprawdę różnie to w praktyce związków bywa.

                Zanim zrobisz s
                > triptiz tez najpierw kupisz szmatki, zrobisz makijaz, itp.'

                Tak emocjonalnie trudna sytuacja jak szczera rozmowa jest o tyle trudniejsza niż striptiz, bo jest jakby na odwrót. Z robieniem erotycznego show- ak już przałamiesz wstyd czy skrępowanie i zaczniesz sie rozbierać to już idzie i nawet mozna się fajnie wkręcić i mieć fun, bo partner-widz sygnalizuje, że jest ektra:)
                A w rozmowie, pomimo że się do niej- wg siebie, dobrze przygotujesz i zaplanujesz, co chcesz powiedzieć, a czego sie dowiedzieć- to w trakcie może być totalna porażka- bo to jest dialog- reakcja drugiej strony może być niefajna, a i samemu sieganie się do naprawdę dotkliwych dla psyche spraw.

                Oczywiste tez, ze w rozmowie chodzi o dogadanie sie, pokazanie gotowowsci do dz
                > ialania i pozniej dzialanie.'
                Bardzo często chodzi, o wywalenie tony pretensji, zaszłości które już w liczbiw liku ton odłożyły sie kokmuś na żołądku, o wyrażenie żalu za stracony czas i lata, które minęły w mizerii seksualnej. Chodzi też często o pokazanie swej dominacji, o zmanipulowanie partnera/rki, o wzbudzenie poczucia winy, o przyznanie racji, o wymuszenie różnych obietnic, itd, itd.

                Jak partner nie widzi problemu, to go nie zobaczy,
                > dopoki mu ktos o tym nie powie.'

                Ale to trzeba odpowiednio powiedzieć.
                Szczerze mu powie: Jesteś beznadziejnym kochankiem, albo: Za rzadko sie ze mna kochasz.
                Takie komunikaty są bezproduktywne.

                Jak dla mnie to byl skrot myslowy: szczera/powazna rozmowa. Ona ma byc bodzcem
                > do dalszego dzialania. A i sama mysl o rozmowie, ktora chcemy przeprowadzic, po
                > zwlala sie pozbierac, zastanowic, pomyslec czego wlasciwie chcemy osiagnac i ja
                > k to przedstawic, zeby partner zrozumial problem. Czy partener okaze sie chetny
                > do wspolpracy...to juz inna kwestia.

                Moze to jakaś złośliwość losu, ale zwykle ma sie podobnie rozwinietego partnera/rkę do siebie- i jak sie samemu potrafi ogarnąć i rozmawiać, to zwykle nie ma z tym problemu ;)

                Kiedy zaś samemu jest sie kłębkiem nerwów i żali, to nie przekaże sie tego składnie partnerowi/rce- ale pytanie:
                Dlaczego ów pratner/rka pozwolili, by ich bliska osoba uzbierała ten kłębek?

                pozdro!

                Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
                Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
                by Cejrowski
                • kag73 Re: Uzupełnienie punktu 1 28.03.11, 19:17
                  "Ale to trzeba odpowiednio powiedzieć.
                  Szczerze mu powie: Jesteś beznadziejnym kochankiem, albo: Za rzadko sie ze mna kochasz.
                  Takie komunikaty są bezproduktywne."

                  No rzecz w tym, ze nie mowi sie "Ty", tylko "ja", o sobie sie mowi i swoich emocjach. "Mnie brakuje tego i smiego", "ja sie czuje tak i siak", itd. I dodac co sie stanie jak tak bedzie dalej. Zapytac o jego odczucia partnera. Co on na to itp. Wiadomo, nie wszyscy potrafia ze soba rozmawiac, ale na pewno niektorzy potrafia.
                  • sisi_kecz Re: Uzupełnienie punktu 1 29.03.11, 10:50
                    nie mowi sie "Ty", tylko "ja", o sobie sie mowi i swoich emo
                    > cjach. "Mnie brakuje tego i smiego", "ja sie czuje tak i siak", itd. I dodac co
                    > sie stanie jak tak bedzie dalej. Zapytac o jego odczucia partnera. Co on na to
                    > itp. Wiadomo, nie wszyscy potrafia ze soba rozmawiac, ale na pewno niektorzy p
                    > otrafia.'

                    Powinni tego uczyć w szkołach, bo jak ktoś nie wyniósł z domu, to ciężko.
                    Mówię po sobie, bo w moim rodzinnym domu, czegos takiego jak rozmowa nie było.
                    Na mediacjach się nauczyłam- dużo za późno.

                    pozdro!
                    • eudajmonika Re: Uzupełnienie punktu 1 29.03.11, 11:22
                      sisi_kecz napisała:

                      Powinni tego uczyć w szkołach, bo jak ktoś nie wyniósł z domu, to ciężko. Mówię po sobie, bo w moim rodzinnym domu, czegos takiego jak rozmowa nie było. Na mediacjach się nauczyłam- dużo za późno.

                      Miałam podobne odczucie, tzn. żalu, że "nie wyniosłam z domu", ale teraz widzę, że powinnam się cieszyć, że potrafiłam się tego po drodze z domu nauczyć. Wiele osób dalej nie umie i się już nie nauczy, bo wygodniej im jest wydawać osądy ex catedra, wklejać bajki, czy rzucać epitetami bez dania racji, czy nawet rzeczowych wyjaśnień.
                      A tak ad rem, to co to znaczy, Sisi, że na mediacjach się nauczyłaś?
                      • sisi_kecz Re: Uzupełnienie punktu 1 29.03.11, 12:19
                        Miałam podobne odczucie, tzn. żalu, że "nie wyniosłam z domu", ale teraz widzę,
                        > że powinnam się cieszyć, że potrafiłam się tego po drodze z domu nauczyć. '

                        Nie mam żalu- po prostu stwierdzam fakt, że dopiero w kontaktach z "zewnętrznymi" ludźmi dostrzegłam, ze to co załatwialiśmy w domu, pewnym kodem pozornie nieznaczących znaków i systemem " domyśl się, że robię to, bo Cię kocham";), nie wystarczy by porozumieć się w sposób sprawny i funkcjonalny.

                        Oczywiście należy cieszyć się, że jakaś tam inteligencja, czy jednak wyposażenie w zdolności przyswajania nowej wiedzy- pozwalają takim niedouczonym nadrobić braki :)

                        Wiel
                        > e osób dalej nie umie i się już nie nauczy, bo wygodniej im jest wydawać osądy
                        > ex catedra, wklejać bajki, czy rzucać epitetami bez dania racji, czy nawet rzec
                        > zowych wyjaśnień.'

                        Przyznaję bez bicia, że zawsze mi sie chce używać zasady fair play w rozmowach- a czasami na forum, nie ma jak stara dobra pyskówa lub złośliwość.

                        A tak ad rem, to co to znaczy, Sisi, że na mediacjach się nauczyłaś?'

                        Mediator na początku mediacji "pary" (mój były już wtedy i ja) wyjaśnił nam zasady na jakich będziemy sie porozumiewać, aby wyszły z tego konkretne ustalenia (w sprawie opieki nad dzieckiem), a nie jatka wzajemnego ostrzału.
                        I przez jakieś 3 miesiące wdrażał to konsekwentnie, także skumałam bazę- na tyle by na każdym spotkaniu przez 1,5 godziny używać tych poprawnych komunikatów.

                        pozdro!
                      • kag73 Re: Uzupełnienie punktu 1 29.03.11, 21:54
                        Ja rowniez "nie wynioslam z domu". W moim domu rodzinnym tez byly klotnie, wrzaski i wyzwiska.
                        Chyba dopiero kiedy zetknelam sie z troche inna mentalnoscia na Zachodzie, a moze innymi "zwyczajami" tylko w domu mojego meza, zalapalam, ze mozna tez inaczej, ladniej. A ze kag jest madra dziewczynka powybierala rodzyneczki, ktore jej sie podobaja w obu kulturach a odrzucila te rzeczy, ktore jej sie nie podobaja i tyle ;) Co nie znaczy, ze nigdy sie nie poelnia bledow, ale chociaz probuje sie ich unikac.
                        • sisi_kecz Re: Uzupełnienie punktu 1 31.03.11, 09:53
                          kag73 napisała:

                          > Ja rowniez "nie wynioslam z domu". W moim domu rodzinnym tez byly klotnie, wrza
                          > ski i wyzwiska.'

                          U mnie nie było kłótni, czy wrzasków- miałam taki dom-lodówkę, podniesienie tonu w glosie uchodziło za duże faux pas ;) Wszystko musiało być na zimno- inaczej nieodzowny tekst: idź do swojego pokoju i wróć, jak sie uspokoisz.

                          Gdy zetknęłam sie z inną mentalnością i była sytuacja, że miałam coś wyjaśnić partnerowi dotyczącego wewnętrznych emocji- to albo siedziałam jak mumia nie mogąc wykrztusić słowa pełna blokada, a w głowie tysiące pędzących myśli, albo w marszu jakiś atak agresji i totalnych pretensji o wszystko urządzałam.
                          Współczuję tym ludziom, którzy to brali na klatę ;)

                          pozdro!
          • urquhart Komunikacja - Mediacje 27.03.11, 15:13
            W sumie dziwię się że nikt nie wspomina więc zakasuję rekawy.
            Szczere rozmowy to synonim zaszczucia faceta pretensjami, wyrzucenia na niego złych emocji i wpuszczenia w poczucie winy a to właśnie niszczy komunikację.
            Sposobem na zaburzoną komunikacje są nie tyle kursy i wyciąganie na siłę, co problem odzielenia warstwy merytorycznej rozmowy od warstwy emocjonalnej. Typowo warstwa emocjonalna dominuje w jezyku gdy jest konflikt interesów znaczy złość rozczarowanie rozżalenie, kobieta wywala emocje, facet w takiej emocjonalnej konfrontacji nie dorasta jej do pięt, ustępuje i zamiast przedstawić swój punkt widzenia będzie miał zawsze poczucie kolejnego wydupczenia, zamyka się jeszcze bardziej (to nie dotyczy damskich bokserów).
            W biznesie, politycze i małżeństwie rozwiązaniem jest odzielenie stron mediatorem który odsieje warstwę emocjonalną od merytorycznej i przekaże drugiej stronie tylko merytoryczną .
            Mediator w odróżnieniu od psychoterapeuty, nie sugeruje rozwiązań problemów, źródeł konfliktów wiec nie jest tak skuteczny, tylko udrażnia komunikację.
            • kag73 Re: Komunikacja - Mediacje 28.03.11, 01:55
              Urqu, to nie zawsze kobieta musi chciec rozmawiac, to tak na marginesie. Pewnie w wiekszosci to wlasnie one szukaja rozmowy, faceci z takim problemem nie mowia nic, tylko ida na dziwki. Prawda? Ewentualnie uciekaja w porno i uzywaja wlasnej reki.
              Oczywiscie trzeba wiedzic jak taka rozmowe przeprowadzic. Poczytac jakies poradniki :)
              I nie mow mi, ze facet, ktory tak bardzo boi sie rozmowy z partnerka bedzie chcial rozmowy z mediatorem, bo nie uwierze, przeciez on nawet jak chory do lekarza nie chce isc.
              Kazdy jest inny. Ja np. jestem osoba, ktora nie lubi sie uzewnetrzniac przed obcymi. Od zawsze jestem zdania, ze z problemami poradze sobie sama. Moze nigdy mnie jeszcze tjakis bardzo powazny problem nie spotkal, nigdy nie mow NIGDY, ale najpierw szukalabym jednak rozwiazania we dwoje. To moje zdanie. Nie robmy z faceci cieci i biednych misiaczkow. Niektorzy ludzie powazne tragedie przezywaja, rozmowa to pikus. Jasne, moze byc nieprzyjemna, ale da sie przezyc.
              Wcale nie powiedziane, ze ta metoda pomoze, ale z pewnosci tez nie wykluczone.
              • kag73 Re: Komunikacja - Mediacje 28.03.11, 02:40
                A tak nawiasem mowiac, urqu, propagujesz model zwiazku gdzie facet pociaga za sznurki, ma nie wiem ile do powiedzenia, stawia granice, "zarzadza" wszystkim...Ale z czym do ludu? To trzeba miec "jaja"(i jeszcze nic dobrego nie przyniesie taki model). A u Ciebie wychodzi na to, ze ten sam facet to ciec, bo: zona go rozmowa zastraszy, porod go zimpotenci, dziecko jest dla niego zagrozeniem, ogolnie biednym misiem jest! A misiu to misiu a nie facet!
                • kag73 Re: Komunikacja - Mediacje 28.03.11, 02:41
                  Aaa i taki na wojne chce isc? Bohatera grac? Smiech na sali :)
    • potwor_z_piccadilly Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 25.03.11, 21:02
      sisi_kecz napisała:

      No, no, zadatki na snajpera to ty masz, oj masz.

      > Właśnie , w którymś wątku zwrócono uwagę, że tysiąc razy powtarzane rady o szcz
      > erej rozmowie- nic nie dają i że szkoda czasu.

      > 1. Szczera rozmowa.
      > Przyczyny nieskuteczności rady: wymaga prozwiązkowej postawy u obojga oraz kurs
      > u z zasad efektywnej komunikacji + dobrej woli i chociaż sympatii lub szacunku
      > do partnera/rki)
      > 2. Zrób romantyczną kolację.
      > Przyczyny klapy: wymaga poczucia smaku powyżej kiczu, wydania kilku złociszy or
      > az wysiłku umysłowo- organizacyjnego + cały efekt niweluje nieodłączne poczucie
      > zaproszonej, że to spaghetti przy księzycu jest po to, by zaciągnąć do łóżka.
      > 3. Zrób striptiz, a potem loda.
      > Przyczyny porażki: sztuczność i przymus w zachowaniu albo przyłożenie tego stri
      > ptisu jako plastra na impotencje, zespół wyczerpania zawodowego lub syndrom Mad
      > onny i Ladacznicy (MiL), czyli nieadekwatność + bolesne zderzenie sie z odkryci
      > em, że lody nie są panaceum na wszystko, a czasem nie są panaceum na nic.
      > 4. Idźcie na terapię małżeńską.
      > Przyczyny nieskuteczności propozycji to skojarzenie na hasło: terapia= mamy pro
      > blem, jesteśmy nieudanym małżeństwem- czyli klasyczne" nie pójdę do lekarza, bo
      > jeszcze mi jakąś chorobę wynajdzie, a z piłką tenisową w kroku można calkiem n
      > ieźle funkcjonować" + koszty, czas, upierdliwe godziny spotkań, co tam obca oso
      > ba mi powie?
      > 5. Zrób sie na bóstwo, wywołaj jego zazdrość.
      > przyczyny, że to nie pomoże? Partner/ka jest niezazdrosny/a, a bóstwa są zawsze
      > gdzie indziej;)

      Dziesiątka.

      > Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.

      Następna dziesiątka.
      Co do wywalenia osobnika płci obojętnej z jego klamotami za drzwi to głupie takie wcale nie jest bo temu co z łatwością wyleciało nie jest tak łatwo nadać odwrotny kierunek.
      • kag73 Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 26.03.11, 02:07
        Hmm, wychodziloby na to, ze w przypadku takiego problemu NIC nie mozna zrobic, bo prawie wszystkie rady uznano za antyrady. Moze ten antyporadnik zaserwowal tez jakas rade? Watpie, bo to juz duzo trudniejsze.
        Ja tam uwazam, ze kazda z tych "antyrad" moze okazac sie jednak rada dla konkretnej pary, bo zwiazki sa rozne. Kazdy chyba w miare zna swojego partnera i wie albo przynajmniej wierzy, ze to czy tamto moze pomoc. Oprocz tego licza sie tez inne kwestie w zwiazku, czy poza tym, ze komus cos z seksem nie pasuje, jest szacunek, harmonia, milosc. Jezeli obojgu zalezy na drugiej osobie, to owszem starania tej drugiej strony moga pomoc. Oczywiscie moga tez nie pomoc jezeli dochodza inne powody, typu kochanka(partnerowi juz nie zalezy), homoseksualizm, choroba czy inne POWAZNE "przewinienia".
        • kag73 Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 26.03.11, 02:19
          Uwazam, ze dobrze miec cala palete takich niby uniwersalnych rad, bo ktoras, w zaleznosci od sytuacji, mozna wyprobowac.
          I jeszcze nasuwa mi sie jedna mysl odnosnie punktu 1.
          "1. Szczera rozmowa.
          Przyczyny nieskuteczności rady: wymaga prozwiązkowej postawy u obojga oraz kursu z zasad efektywnej komunikacji + dobrej woli i chociaż sympatii lub szacunku do partnera/rki)".

          Jak dla mnie to to jest podstwa dobrego zwiazku, skoro ludzie nie maja postawy "prozwiazkowej", nie lubia sie i nie szanuja, to po Ch...ja Pana problem braku seksu rozwiazywac, To ja sie pytam co oni w ogole ze soba szukaja?
          • sisi_kecz Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 26.03.11, 09:46
            skoro ludzie nie maja postawy "prozwiazkowej", nie lubia sie i nie szanuja, to po Ch...ja Pana problem braku
            > seksu rozwiazywac, To ja sie pytam co oni w ogole ze soba szukaja? '

            Kag, czy Ty ię wczoraj dziecko urodziłaś, że nie wiesz z jakiego miliona powodów, ludzie są ze sobą oprócz: postawy "prozwiazkowej", bo lubia sie i szanuja ?

            Odsetek ludzi, ktorzy są zdolni do stworzenia z kimś związku na zdrowych i partnerskich podstawach, nie jest porywająco wielki.
            Cóż by robili w naszej rzeczywistości: sajkolodzy, wróżki, kanały zakupowe, radio maryja, domy gry i kasyna, budki z piwem oraz fora i blogi internetowe i tym podobne kryjówki i pocieszacze, gdyby wszyscy byli zdolni kochać ?

            ;)

            duze pozdro!!!
        • sisi_kecz Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 26.03.11, 09:33
          kag73 napisała:

          > Hmm, wychodziloby na to, ze w przypadku takiego problemu NIC nie mozna zrobic,
          > bo prawie wszystkie rady uznano za antyrady.'

          Po prostu żadna rada nie jest radą uniwersalną- tzn. taką , która można zastosować z powodzeniem w każdej sytuacji.
          Zaś antyrady, to te rady, które najczęściej prowadzą donikąd, bo są dawane i stosowane bez diagnozy konkretnego związku i bez dodatkowych instrukcji.

          Ja tam uwazam, ze kazda z tych "antyrad" moze okazac sie jednak rada dla konkre
          > tnej pary, bo zwiazki sa rozne. '
          Też tak uważam:)

          Kazdy chyba w miare zna swojego partnera i wie
          > albo przynajmniej wierzy, ze to czy tamto moze pomoc. '

          Czasami się czyta tu takie przypadki, ze włos się na glowie jeży, jak tak obcy sobie ludzie moga mieć z sobą dzieci i prowadzić dom ;)
          A czasami po prostu poszukująca pomocy osoba chwyta się wszystkiego by uzdrowic pod względem seksualnym swój związek.

          pozdro!
          • kag73 Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 26.03.11, 15:37
            Ano, skoro juz wszystko inne lezy, to dlaczego seks ma nie lezec i kwiczec? To sie trzaba zastanowic od czego zaczac i czy w ogole warto zaczynac. Skoro wszystko inne to farsa, to i seksu mozna gdzie indziej poszukac.
            A moze to jest powod: nie lubie Cie, nie szanuje, do lozka z Toba nie pojde.
    • keti3 Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 04.04.11, 10:06
      'Hable con ella', czyli "Porozmawiaj z nia" wyrezyserował Pedro Almodovar, a nie Alberto;-)
      • sisi_kecz Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 04.04.11, 14:34
        keti3 napisała:

        > 'Hable con ella', czyli "Porozmawiaj z nia" wyrezyserował Pedro Almodovar, a ni
        > e Alberto;-)'

        Keti:)

        Puchar Bystrzachy wirtualnie wędruje do Ciebie :)

        Brawo, faktycznie się rypłam w imieniu- ale to estetycznie mi pasowało jako A. A. A., to juz nie prostowałam- ale masz absolutną rację.
        Oprócz tego inspirowałam sie twórczością Hiszpana, ze względu na jego (homoseksualisty) podejscie do kobiet- feminocentryczne.
        Było dla mnie ciekawe, jak to jest, ze gej wychowany przez kobiety i im poswięcający swoje filmy, z ktorych jeden nazywa właśnie "Habre con ella" aż tak sie myli w swych postulatach: że to porozmnawianie g**no daje.
        W sumie również inne tytuły moznaby odnieść do punktów Antyporadnika:
        "Kika" to 7) Kopnij go w de;
        "Zwiąż mnie" to punkt o ekscytowaniu partnera striptisem, czy inną ekscentryczną odmianą w łóżku.
        "Volver" to ten rozdział, któłry mówi- wzbudź jego/jej zazdrość.
        itd.

        To nie jest suchy poradnik, to bardzo ognisty Antyporadnik ;)
        Chwała Pedrowi- za wizualizacje !

        duze pozdro!!!

        P.S. Przesłany wirtualnie Puchar- ciekawe jak zwizualizujesz? ;)
        • kag73 Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 05.04.11, 00:30
          Sisi, ona Ci teraz odpisze, ze nie "habre" tylko "hable" a tak poza tym to wszystko gra ;)
          A widzialas ten film?
          Bo w nim "porozmawiaj z nia" ma zupelnie inny wydzwiek i inna funckje.
          • sisi_kecz Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Almodovara 05.04.11, 09:25
            A widzialas ten film?
            > Bo w nim "porozmawiaj z nia" ma zupelnie inny wydzwiek i inna funckje.'

            Dlaczego inną funkcję?
            Mężczyźni w tym obrazie wprawdzie "mówią do kobiet", które im nie odpowiadaja z racji, ze nie mogą- ale sytuacja powiedzenia partnerowi, tego co sie czuje- jest taka sama.
            Ale nie widziałam filmu- po opisach, jak wchodzil do kin to zarys fabuły mnie zniechęcił, możez mi to przybliżyć?

            W sumie widziałam tylko Kike- jeszcze na Filmnet, z angielskimi napisami i "Zwiąż mnie" po niemiecku (którego nie znam). Nie jestem fanką tego reżysera- ale jest jedyny w swoim rodzaju i oryginalne filmy kręci.
            Hiszpanską sztukę bardzo cenię i myślę, ze jest w niej duzo więcej dialogu męsko- damskiego niż gdzie indziej.

            pozdro!
            • kag73 Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Almodovara 05.04.11, 16:23
              Przetlumaczylabym to "hable con ella" na "rozmawiaj z nia", "mow do niej", bo ona lezy w spiaczce, odpowiedziec nie moze. Film widzialam dawno, moze 2002 albo 2003, nie pamietam co oni tam sobie dokladnie mowili, jednak nie odnioslam wrazenia, ze rezyserowi chodzilo o dawanie rad w konfliktach damsko meskich i jedna z nich ma byc "porozmawiaj z nia". Raczej chodzi o to, ze moze czasem sie wydawac, ze ktos lezy i nie reaguje a tak do konca nie wiemy, moze jednak nas slyszy/czuje/cos "odbiera". Film jest poruszajacy, ale jednoczesnie nalezy do gatunku filmow, ktore z mezem krotko nazywamy "glupi film". "Glupi", bo zle sie konczy, smutno, niesprawiedliwie. Zakonczenie po prostu rozczarowuje. Podobnie jak "Angielski pacjent", film, ktory jest bardzo dobry, ale wk...wia, bo ciagle tylko trzeba ryczec i nic dobrego z tego na koncu nie ma :(
              • sisi_kecz Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Almodovara 05.04.11, 16:45
                Film widzialam dawno, moze 2002 albo
                > 2003, nie pamietam co oni tam sobie dokladnie mowili, jednak nie odnioslam wra
                > zenia, ze rezyserowi chodzilo o dawanie rad w konfliktach damsko meskich i jedn
                > a z nich ma byc "porozmawiaj z nia".'

                A mi się wydaje, że Almodovar poprzez swoje filmy daje jednak pewne postulaty, własną wizję, jak wygląda związek dwojga ludzi i jak kształtują się ich relacje.
                Pokazuje konkretne sceny i daje nam możliwość refleksji i zastanowienia sie: dlaczego sie tak dzieje, po co ludzie pakują się w pewne układy, jak sobie radzą, jak sie dogadują lub dlaczego się rozstają- a przede wszystkim, w jak bogaty sposób odczuwają.

                Gdyby on ekranizowal dogmatyczne dykteryjki w stylu Milskiej, to nikt by go artystą nie nazywał.
                "Film głupi" to jednak film, który wzbudza w widzu emocje i nie pozostawia go obojętnym- a to nie byle co :)

                W każdym razie- mówiąc do kobiet w śpiączce, męscy bohaterowie wysłowili swoje odczucia- przypuszczam, ze mimochodem formułowali swoje zdania we wlaściwy sposób: "Ja czuję, ze "" Dla mnie jest to" "Chciałbym cos, ponieważ mam taką potrzebę" "Odbieram to jako...' itd. czyli, ze generalnie były to wyznania, a w efekcie:
                - oczyścili sie z kłebiących sie w nich emocji czy frustracji,
                - wyrazili siebie, dali komunikat na zewnątrz o swoich odczuciach,
                - skonfrontowali sie sami ze swoimi pragnieniami, lękami, uczuciami,
                - określili swoje potrzeby,
                - wobec wypowiedzianych słów podjęli pewne przemiany, postanowienia, gotowość do zmian.
                - zobaczyli jak wygląda świat i kim oni są- post factum wyznania.

                Raczej chodzi o to, ze moze czasem sie wyd
                > awac, ze ktos lezy i nie reaguje a tak do konca nie wiemy, moze jednak nas slys
                > zy/czuje/cos "odbiera". '

                To jakby pierwsza warstwa znaczeniowa tej sytuacji w filmie.
                A może chodzi też o to, że czasem tylko coma może zmusic nas do zrobienia wyznania wobec ukochanej osoby- bo inaczej ona nie słucha, codzienność goni w piętkę, za mało odwagi, brak impulsu... ?

                pozdro!
                • kag73 Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Almodovara 05.04.11, 21:13
                  Ja nie doszukiwalam sie drugiego dna. Nie szlam do kina z mysla co on tam sobie tworzy, malo tego, chyba nawet nie zwrocilam uwagi na to kto jest rezyserem.
                  I nawet gdyby tak bylo, ze owi mezczyzni(konkretniej jeden, bo ten drugi wrecz przeciwnie, nie mowi, milczy, bo nagadal sie juz za wiele) przez "mowienie" osiagaja wymieniony przez Ciebie efekt, to jak najbardziej uwazam, ze jest to dla niektorych dobra metoda(o czym juz pisalam), moze pomoc i dlatego postulatu "porozmawiaj z nia" nie nazwalabym antyrada i nie powiedzialabym, ze, jak Ty to ujelas, g"...daje". U niektorych na pewno nic nie daje, u innych owszem moze cos zmienic.
                  Trudno ten film ujac w slowa. Jednak jak dla mnie nie o rozmowy miedzy plciami tutaj chodzi. Raczej o milosc, smierc, przemijanie, samotnosc, zrzadzenia losu. Troche o zycie w wyimaginowanym swiecie, mieszanie sie marzen i wizji z rzczywistoscia.
                  Film owszem wywoluje emocje, zahacza o kwestie moralne, kontrowejsyjne... polecam Ci obejrzec, chociaz jest "glupi"(nie znaczy, ze nie warty obejrzenia), bo ma "zle"/smutne zakoncznie. Bo filmu nie wiedzialas i nie do konca wiesz o czym piszesz, jak dla mnie. To nie zarzut, jak masz wiedziec, skoro nie widzialas :)
                  • sisi_kecz Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Almodovara 05.04.11, 21:40
                    dlatego postulatu "po
                    > rozmawiaj z nia" nie nazwalabym antyrada i nie powiedzialabym, ze, jak Ty to uj
                    > elas, g"...daje". U niektorych na pewno nic nie daje, u innych owszem moze cos
                    > zmienic. '

                    Dopóki pamiętam i ze względu na poszanowanie tego, że tak nachylasz sie nad reputacją propozycji: porozmawiaj z nią o braku seksu, to napiszę Ci o genezie umieszczenia jej w Antyporadniku. Ale to skomplikowane, jak to u mnie, wiec chyba sie znudzisz;)

                    Osobiście cenię sobie rozmowę- nawet nie znam niczego lepszego na rozwiazywanie problemów w związku bliskich osób ( bo niezgrana grupę pracownicza to zawsze mozna na survival po błocie białowieskiej puszczy wysłac i się zintegrują;).
                    Natomiast czasem ten sposób zawodzi, bo jest źle rozmowa prowadzona.
                    W konsekwencji wiele osób na forum pisze: rozmawialiśmy wielokrotnie- to nic nie zmieniło / mówiłam mu, ze jego zachowanie jest okropne, ale do niego nie dociera / próbowałem rozmawiać- mówiła, że ona nie ma z tym problemu.
                    W dalszej konsekwencji wielu czytelników takich sprawozdań ze "szczerej rozmowy", zauważa, ze to jakiś pic na wodę z tym rozmawianiem.
                    I są komentarze typu: porozmawiaj z nim/nią to najgłupsza rada.

                    Chciałam zrobić prowokację: skoro w wątku kogos, kto ma problem z brakiem seksu, ludzie głoszą: nie piszcie już, że mają ze sobą porozmawiać, to bez sensu!
                    OK- Niech będzie Antyporadnik- antyrad , które nic nie dają, proszszsz bardzo:)

                    Może wtedy , kiedy umieścimy poradę: rozmowa między partnerami- na "oficjalnej " liście cenzurowania metod rozwiązywania problemów międzyludzkich- to do kogos dotrze i zastanowi się, że kurna co, jeśli nie rozmowa?

                    Ludzie są przekorni- radzisz rozmawiać to zanegują, poradzisz nie rozmawiać, to może spróbują ;)

                    Także powód tej Antylisty doradczych przebojów jest taki: pokazać, że każda z tych rad jest dobra i jej zastosowanie ma szanse na pwodzenie- ale musi to byc zrobione z głową- pod konkretny związek ,konkretnych ludzi, konkretne okoliczności.
                    Nie ma rady uniwersalnej, nie ma sposobu idealnego dla wszystkich, ale zmotywowana osoba może próbować wszystkiego i uzyskać pozytywny efekt, nawet za pomocą najbardziej wyświechtanej antyrady ;)

                    Za przydługi wyciąg z mojego zakręconego schematu myslenia- serdecznie przepraszam ;)


                    duze pozdro!!!
                    • kag73 Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Almodovara 05.04.11, 21:52
                      "Nie ma rady uniwersalnej, nie ma sposobu idealnego dla wszystkich, ale zmotywowana osoba może próbować wszystkiego i uzyskać pozytywny efekt, nawet za pomocą najbardziej wyświechtanej antyrady ;)"

                      No, odkrycie Ameryki to to nie jest, powiedzialabym. Jestesmy jednego zdania :)
                      • sisi_kecz Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Almodovara 05.04.11, 22:07
                        kag73 napisała:

                        > "Nie ma rady uniwersalnej, nie ma sposobu idealnego dla wszystkich, ale zmotywo
                        > wana osoba może próbować wszystkiego i uzyskać pozytywny efekt, nawet za pomocą
                        > najbardziej wyświechtanej antyrady ;)"
                        >
                        > No, odkrycie Ameryki to to nie jest, powiedzialabym. Jestesmy jednego zdania :)

                        No tak, tylko że ja spróbowałam opakować ten komunał w taką nietypową formę,
                        pod pretekstem Almodovara, Alberto Almodovara ;)))
        • gruszkasia Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 18.04.11, 09:13
          sisi_kecz napisała:

          > Było dla mnie ciekawe, jak to jest, ze gej wychowany przez kobiety i im poswięc
          > ający swoje filmy, z ktorych jeden nazywa właśnie "Habre con ella" aż tak sie m
          > yli w swych postulatach: że to porozmnawianie g**no daje.

          Sorki, nie dość że sie wtrącam w dawno przebrzmiałą rozmowę, to nieco nie na temat. Rozmawianie z nią u Almodovara polega na monologu do całkowicie i na stałe bezwładnej kobiety. Homoseksualista najpierw zatyka tym matkom żonom siostrom kochankom usta (popularny motyw porno) potem je unieruchamia (też) a potem wreszcie gada co chce. Komunikuje się z innym facetem, który też pokonał kobietę. Czyli odwrócenie sytuacji, rewanż - ubezwłasnowolnione męskie dziecko na wózku, bez prawa głosu teraz bierze odwet- sadza matki na wózek, radzi się innych facetów i wywala matkom to co mu się nazbierało.
          No, jeśli taka forma rozmowy ma coś naprawić w małżeństwie, to raczej jako wstęp do rozmowy, np umawiamy się, że dzisiaj ja wywalam całe bebechy a ty siedzisz w kaftanie bezpieczeństwa z kneblem, a jutro na odwrót. A potem porozmawiamy.
          Może cię jeszcze w tym stanie zgwałcę, ale dzieci z tego nie będzie, bo zemrą szybko. Nawet Almodovar to rozumiał.
          • sisi_kecz Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 18.04.11, 09:44
            Sorki, nie dość że sie wtrącam w dawno przebrzmiałą rozmowę, to nieco nie na te
            > mat. '

            się nie krępuj, temat wiecznie żywy ;)

            Rozmawianie z nią u Almodovara polega na monologu do całkowicie i na stałe
            > bezwładnej kobiety. Homoseksualista najpierw zatyka tym matkom żonom siostrom
            > kochankom usta (popularny motyw porno) potem je unieruchamia (też) a potem wres
            > zcie gada co chce. Komunikuje się z innym facetem, który też pokonał kobietę. C
            > zyli odwrócenie sytuacji, rewanż - ubezwłasnowolnione męskie dziecko na wózku'

            "wreszcie gada co chce"- ale gada, wyrzuca komunikaty, czy monologi, w koncu nie dusi tego w sobie.

            No, jeśli taka forma rozmowy ma coś naprawić w małżeństwie, to raczej jako wstę
            > p do rozmowy, np umawiamy się, że dzisiaj ja wywalam całe bebechy a ty siedzisz
            > w kaftanie bezpieczeństwa z kneblem, a jutro na odwrót. A potem porozmawiamy.'

            Wzięłam ten tytuł za motyw przewodni, gdyż nawet tak irracjonalna lub wyjątkowa sytuacja jak mówienie do kobiety w śpiączce, pokazuje że jest sens w rozmowie, i że to nie jest rada do bani.

            Piękne jest to, że twórczość takiego artysty jak Almodovar, pozwala na tyle interpretacji i różnego odbioru swojego obrazu- ile tu jest inspiracji i impulsów do mysleni w nowych kierunkach- to niesamowite :)


            pozdro!
    • lusseiana Re: Antyporadnik, pod wezwaniem Alberto Almodova 05.04.11, 09:47
      Skończyło się na punkcie 8?

      To w takim razie można dodać jeszcze:
      9. Strzel focha/przestań się starać.
      Chyba można by napisać elaborat, czemu to nieskuteczna rada, ale najprościej opisać to słowami: bo robisz SOBIE na złość.

      Chodzi mi jeszcze po głowie może nie rada/antyrada, ale coś, co raczej często przewija się w kłótniach (w wątkach również), ale nikt nie chce się do tego przyznać - porównywanie. "Jak ty wyglądasz, popatrz na Gienka/Zdziśkę, on(a) jakoś potrafi, a Zenek/Zośka popatrz jak o żonę(męża) dba, Felek/Ala jaką pracę znalazł(a), a ty się kisisz za 900 złotych jak nieudacznik..." itd. Po takiej płachcie na byka, to chyba wszystkie najlepsze rady świata by już nie podziałały.
Pełna wersja