Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" -art

05.04.11, 14:27
Ostatnio wspominałem o tym art przy okazji wątku o pasjach i spędzaniu wolnego czasu. Ponieważ dopiero teraz jest dostepna on-line pełna wersja pozwolę sobie wrzucić tutaj. Moje osobiste doświadczenie pokazuje ze opisywane w art kwestie są (niestety) bardzo popularne.

Wrzucam co ciekawsze akapity (całość dostępna pod linkiem)


"'Chciałbym mieć kiedyś taką kobietę, że kiedy będzie zbliżać się weekend, ja nie będę pewien, że ona chce go spędzić ze mną' - usłyszałam ostatnio od znajomego singla. Czy nam, kobietom, marzą się symbiotyczne związki?

Rzeczywiście kobiety częściej mają w głowie niebezpieczny moim zdaniem ideał związku, w którym spotykają się dwie połówki pomarańczy. Są przekonane, że dopiero z partnerem tworzą całość. Mają poczucie, że on określa ich istnienie. Uważają, że to od niego zależy ich szczęście, i chcą, by to on wziął za nie odpowiedzialność. Mężczyźni naturalnie też miewają takie podejście, ale jednak rzadziej.

Przeważnie więc kobieta zaczyna tworzyć własne plany na weekend dopiero wtedy, kiedy dowiaduje się, że nie została uwzględniona w planach partnera...

Wiele kobiet tak robi, ale na szczęście są też takie, które mają poczucie własnej wartości i swoje potrzeby, o które potrafią się zatroszczyć. Przeważnie to te, które wyniosły dobre wzorce z domu. Ich matki umiały zadbać też o siebie. Miały własne 'kawałki', w których nie było miejsca na męża i dziecko. Ich córki też nie będą zachowywać się wobec mężczyzn jak plastelina. Im mężczyzna nie powie: 'Jutrzejszy dzień jakoś sobie zagospodaruj, bo ja jestem zajęty'.

A co zrobi?

To jest tak: jeśli ja jestem z kimś i zbliżają się dwa dni wolne, to biorę pod uwagę, że mój partner może chcieć jakąś część tego czasu spędzić ze mną. Ale może też mieć własne plany. I dojrzali partnerzy o tym rozmawiają. Pytają i ustalają. Co ważne - robią to z szacunku do siebie, a nie z lęku. Nie muszą całego wolnego czasu spędzać razem.

Symbioza jest naturalna dla etapu zakochania. Wtedy mamy ochotę być ze sobą niemal bez przerwy. Jednak dojrzały związek to już nie dwie sklejone landrynki tylko raczej dwa zachodzące na siebie kręgi. Jest część wspólna i są części osobne. I, paradoksalnie, im większa jest w nas zgoda na to, że partner ma swój kawałek świata, tym bardziej atrakcyjne staje się dla nas bycie razem. To, co partner przeżywa osobno, często czyni go dla nas bardziej atrakcyjnym. Związek potrzebuje takich doświadczeń. Tego, żeby czasem za sobą zatęsknić. Jednak powiedzieć otwarcie: 'Chcę mieć coś osobno', i dać do tego samego prawo partnerowi - to już wymaga dojrzałości. Podobnie jak to, by słysząc z jego ust: 'Chcę w sobotę ponurkować', nie uznać tego za komunikat: 'Już cię nie kocham', czy to, by spędzić czas inaczej, jeśli nie lubi się nurkowania, i nie wpędzać partnera w poczucie winy.

Mam jednak wrażenie, że wiele kobiet cierpi z powodu tego nurkowania. I nawet jeśli partner w końcu z niego rezygnuje, i tak nie są zadowolone. Mówią: 'Chcę, żeby on chciał spędzać ze mną czas, tak jak ja chcę z nim. Nie chcę tego negocjować. Chodzi mi o to, żeby on wolał mnie od nurkowania'. Zna pani takie osoby?

Tak. Spotkałam ich wiele w swojej pracy. Mówią dokładanie to, co pani zacytowała. Kiedy partner mówi o nurkowaniu, one słyszą: 'Już nie jestem tobą zainteresowany'. Czują się tak, jakby partner je porzucał.



Jaka jest przyszłość związku, w którym kobieta dąży do symbiozy?

Albo związek przestanie istnieć, często dlatego, że mężczyzna nie jest w stanie w nim już wytrzymać, albo trwa, ale partnerzy są nieszczęśliwi. Ona dlatego, że on nie jest z nią przez 24 godziny na dobę, a on dlatego, że jest przytłoczony poczuciem winy.

A jeśli on zacznie spełniać jej oczekiwania?

Po pewnym czasie będzie bardzo sfrustrowany i przestanie się wyrabiać. Będzie miał dość tego, że musi podejmować decyzje za dwoje i żyć za dwoje. Będzie chciał wreszcie mieć przy sobie dorosłego człowieka, kobietę, a nie małe dziecko. Jeśli w związku nie ma miejsca na bycie osobno, to przestrzeń wspólna też przestaje cieszyć.

Można to jakoś zmienić?

Oczywiście. Na początku dorosłego życia zwykle każdy z nas automatycznie wchodzi w taki model związku, jaki jest mu znany. Głównie z domu rodzinnego. Jednak im dalej jesteśmy od gniazda, tym większe mamy poczucie mocy. Możemy więc próbować zmieniać swoją pozycję w relacji. Może się na przykład zdarzyć, że mądry mężczyzna zacznie kobietę zachęcać: 'Zrób coś dla siebie'. Wytłumaczy, że jeśli ona tę propozycję przyjmie, to jemu będzie łatwiej i związek na tym skorzysta."

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,9314313,Jak_sie_odkleic.html
    • vitek_1 Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 06.04.11, 16:01
      "'Chciałbym mieć kiedyś taką kobietę, że kiedy będzie zbliżać się weekend, ja nie będę pewien, że ona chce go spędzić ze mną' - usłyszałam ostatnio od znajomego singla

      - właśnie dlatego jest singlem, i raczej przez dłuższą chwilę nim pozostanie.

      Nie rozumiem jak można nie chcieć spędzać weekendu wspólnie z partnerem. To co nam zostaje z takiego związku? W tygodniu jesteśmy totalnie zjechani wyczerpującą pracą ponad siły i tysiącem spraw do załatwienia. Chyba właśnie weekend jest po to żeby sie sobą nacieszyć.

      Oczywiście nie koniecznie trzeba być do siebie przyklejonym, np. ja lubię piłkę a ona nie przepada, więc pójdę na mecz sam, ale nie będzie mnie 2-3 godziny, to jeszcze nie oznacza że nie spędzamy razem czasu.
      • kutuzow zaskocze Cię 06.04.11, 16:33
        Widzisz vitek, wyobraź sobie że niektórzy ludzie mają więcej czasu dla innych i spedzając razem wiele wieczorów w czasie tygodnia (nie wszystkie rzecz jasna), raz na jakiś czas (np. raz na miesiac, dwa) chciałoby się mieć czas w weekend tylko na swoje pasje, bez marudzenia drugiej strony w stylu "a buuuu, co ja sama biedna poczne".

        Do mnie ten art przemawia w 100%.

        wiem że Ty widzisz wszędzie tylko problemy i trudności - także nie spodziewam sie ze to zrozumiesz ;-)
        • kag73 Re: zaskocze Cię 06.04.11, 20:47
          Dlaczego, uwazam, ze Vitek wyrazil swoje zdanie. On potrzebuje tak, inni inaczej. Wiadomo, kazdy jest inny i ma inne potrzeby. Jezeli para lubi spedzac ze soba weekendy we dwoje, bo tego potrzebuje i lubi swoje towarzysto. To dlaczegoz nie?
          Moim zdaniem to troche swiadczy o tym, ze ludzie sie lubia i lubia ze soba przebywac a wiekszosc w tygodniu ma niewiele czasu. W weekend mozna tez zorganizowac cos na pol dnia, albo na dwa dni razem, w tygodniu zazwyczaj nie mozna.
          Kazdy ma swoja wizje zwiazku. Ja urlopy zawsze lubilam spedzac z mezem, on ze mna. Bo co z tego, ze bylismy ze soba na codzien? Zawsze bylo cos do zrobienia. Na urlopie wreszcie mozna bylo spedzic razem mily i dobry czas. Ale sa tez ludzie/pary, ktore spedzac urlopu razem nie potrafia, bo sie ze soba nudza, albo nie maja sobie nic do powiedzenia, albo wola towarzystwo kogos innego.
          Wszystko kwestia potrzeb i dogadania sie. Niektorzy tych weekendow tylko dla siebie chca, inni nie. Innym wystarcza w tygodniu po trochu, ale za to codziennie. Za to weekend we dwoje.
          • sisi_kecz Re: zaskocze Cię 06.04.11, 21:06
            Albo kutuzow ma przerosniętą potrzebę bycia razem ale osobno,
            albo jego dziewczyna to kobieta-bluszcz.

            W obydwu przypadkach dobrze jest uzgodnić kompromis, czyli dokładnie określić, że np:

            jeden weekend w miesiącu wspólny i w tygodniu wspólne wieczory, czy w innej konfiguracji.

            Jaki tu jest problem?
          • kutuzow Re: zaskocze Cię 06.04.11, 21:07
            kag ---> jasne ze jesli jakaś para widzi sie np. raz na miesiac, to trudno, żeby wtedy planowali jeszcze coś osobno. Jesli para ma tylko wspolne weekendy, to wynika z tego ze pozostałą część tygodnia spędza w jakiś sposób osobno.

            Mi chodziło konkretnie o ten cytat z art:

            "Jednak dojrzały związek to już nie dwie sklejone landrynki tylko raczej dwa zachodzące na siebie kręgi. Jest część wspólna i są części osobne. I, paradoksalnie, im większa jest w nas zgoda na to, że partner ma swój kawałek świata, tym bardziej atrakcyjne staje się dla nas bycie razem. To, co partner przeżywa osobno, często czyni go dla nas bardziej atrakcyjnym. Związek potrzebuje takich doświadczeń. Tego, żeby czasem za sobą zatęsknić. Jednak powiedzieć otwarcie: 'Chcę mieć coś osobno', i dać do tego samego prawo partnerowi - to już wymaga dojrzałości. Podobnie jak to, by słysząc z jego ust: 'Chcę w sobotę ponurkować', nie uznać tego za komunikat: 'Już cię nie kocham', czy to, by spędzić czas inaczej, jeśli nie lubi się nurkowania, i nie wpędzać partnera w poczucie winy.

            Mam jednak wrażenie, że wiele kobiet cierpi z powodu tego nurkowania. I nawet jeśli partner w końcu z niego rezygnuje, i tak nie są zadowolone. Mówią: 'Chcę, żeby on chciał spędzać ze mną czas, tak jak ja chcę z nim. Nie chcę tego negocjować. Chodzi mi o to, żeby on wolał mnie od nurkowania'. Zna pani takie osoby?"


            Może osobiście znam zbyt wiele "sklejonych landrynek" w swoim otoczeniu, ale dostrzegam ten problem.
      • mujer_bonita Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 07.04.11, 08:46
        vitek_1 napisał:
        > Nie rozumiem jak można nie chcieć spędzać weekendu wspólnie z partnerem. To co
        > nam zostaje z takiego związku? W tygodniu jesteśmy totalnie zjechani wyczerpują
        > cą pracą ponad siły i tysiącem spraw do załatwienia. Chyba właśnie weekend jest
        > po to żeby sie sobą nacieszyć.

        Jeżeli po tygodniu człowiek czuje potrzebę ucieczki od partnera to powinien się zastanowić, czy jest z właściwą osobą ;)
    • urquhart Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 06.04.11, 21:18
      kutuzow napisał:
      > o z partnerem tworzą całość. Mają poczucie, że on określa ich istnienie. Uważaj
      > ą, że to od niego zależy ich szczęście, i chcą, by to on wziął za nie odpowiedz
      > ialność. Mężczyźni naturalnie też miewają takie podejście, ale jednak rzadziej.

      Ostatnio widziałem pewne zabawne uogólnienie:
      www.demoty.pl/samotna-kobieta-chce-spotkac-tego-jedynego-ktory-zaspokoi-jej-wszystkie-potrzeby-22802
    • mujer_bonita Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 06.04.11, 21:38
      To o co w końcu chodzi - o realizowanie swoich pasji czy o desperackie trzymanie się postawy 'jestem osobno' w związku? Czy może realizowanie własnych pasji musi koniecznie odbywać się ostentacyjnie osobno?
      • kutuzow Przypominam Ci iż nie dyskutuje z Tobą 06.04.11, 21:52
        ...wiec zadawaj pytania pod wypowiedziami innych osób.
        • efi-efi Re: Przypominam Ci iż nie dyskutuje z Tobą 06.04.11, 22:39
          kutuzow napisał:
          Widzisz vitek, [...]

          wiem że Ty widzisz wszędzie tylko problemy i trudności - także nie spodziewam sie ze to zrozumiesz ;-)

          -czepiasz się vitka, a dobrze gada. (1)

          mujer_bonita napisała:
          >To o co w końcu chodzi - o realizowanie swoich pasji czy o desperackie trzymanie się >postawy 'jestem osobno' w związku? Czy może realizowanie własnych pasji musi >koniecznie odbywać się ostentacyjnie osobno?

          - rozumiem, że z Bonitką nie dyskutujesz to pozwolę sobie zadać te same pytania co ona .
          • kutuzow Re: Przypominam Ci iż nie dyskutuje z Tobą 07.04.11, 09:36
            efi-efi napisała:

            > -czepiasz się vitka, a dobrze gada. (1)

            Efi -chyba się nie rozumiemy. Dla mnie związek gdzie para dla siebie czas tylko w weekend to nie związek. Ja wiem że to jest "średnia krajowa", ale z mojej perspektywy to stanowczo zbyt mało. Także jak widzisz nie chodzi mi o "ucieczkę" od partnerki, lecz o to żeby w satysfakcjonującym obie strony związku (zarówno pod kątem erotycznym jak i emocjonalnym) była też przestrzeń dla danej osoby, a nie tylko przestrzeń "my". Wiele kobiet które znam zapomina że ludzie to nie "papużki nierozłączki" i dąży własnie do tych wspomnianych "landrynek" z cytatu który wcześniej wrzuciłem do wypowiedzi kag:

            "Jednak dojrzały związek to już nie dwie sklejone landrynki tylko raczej dwa zachodzące na siebie kręgi. Jest część wspólna i są części osobne. I, paradoksalnie, im większa jest w nas zgoda na to, że partner ma swój kawałek świata, tym bardziej atrakcyjne staje się dla nas bycie razem. To, co partner przeżywa osobno, często czyni go dla nas bardziej atrakcyjnym. Związek potrzebuje takich doświadczeń. Tego, żeby czasem za sobą zatęsknić. Jednak powiedzieć otwarcie: 'Chcę mieć coś osobno', i dać do tego samego prawo partnerowi - to już wymaga dojrzałości. Podobnie jak to, by słysząc z jego ust: 'Chcę w sobotę ponurkować', nie uznać tego za komunikat: 'Już cię nie kocham', czy to, by spędzić czas inaczej, jeśli nie lubi się nurkowania, i nie wpędzać partnera w poczucie winy.

            Mam jednak wrażenie, że wiele kobiet cierpi z powodu tego nurkowania. I nawet jeśli partner w końcu z niego rezygnuje, i tak nie są zadowolone. Mówią: 'Chcę, żeby on chciał spędzać ze mną czas, tak jak ja chcę z nim. Nie chcę tego negocjować. Chodzi mi o to, żeby on wolał mnie od nurkowania'. Zna pani takie osoby?"

            Wracając do pytania o pasję -wszystko zależy od tego czy obie strony je mają, a jesli tak to czy to są te same pasje. Wg mnie czasami da się to pogodzić (np. oboje lubią podróże), a czasami nie (np. taniec jako pasja kobiety vs brak poczucia rytmu u jej partnera, którego za to ciągnie do quad-ów i błota). Kluczowe jest tutaj to zdanie z cytatu: "Chodzi mi o to, żeby on wolał mnie od nurkowania'". Znam wiele par, gdzie facet musi własnie "negocjować" czas na pasje i często odbywa się to własnie tak jak jest to opisane powyżej (budowanie poczucia winy i komunikat że coś jest ważniejszego od spędzenia czasu z nią -partnerką).

            Czy teraz lepiej mnie rozumiesz?
            • mujer_bonita Re: Przypominam Ci iż nie dyskutuje z Tobą 07.04.11, 10:02
              kutuzow napisał:
              > Wg mnie czasami da się to pogodzić (np.
              > oboje lubią podróże), a czasami nie (np. taniec jako pasja kobiety vs brak pocz
              > ucia rytmu u jej partnera, którego za to ciągnie do quad-ów i błota).
              (...)
              > Znam wiele par, gdzie facet musi własnie "negocjować" czas na pasje i częs
              > to odbywa się to własnie tak jak jest to opisane powyżej (budowanie poczucia wi
              > ny i komunikat że coś jest ważniejszego od spędzenia czasu z nią -partnerką).

              Współczuję tego stereotypowego świata w którym żyjesz.
            • sisi_kecz Kluczowe 07.04.11, 11:37
              Kluczowe jest tutaj to zdanie z cytatu: "Chodzi mi o to, żeby on wolał mnie od nurkowania'". Znam wiele par, gdzie facet musi własnie "negocjować" czas na pasje i często odbywa się to własnie tak jak jest to opisane powyżej (budowanie poczucia winy i komunikat że coś jest ważniejszego od spędzenia czasu z nią -partnerką).'

              Tak, to jest kluczowe, bo powinien woleć partnerkę od nurkowania.
              Natomiast nie powinien rezygnować z nurkowania na zyczenie partnerki.
              Już o tym było w watku o pasjach.

              Mam znajomego, ktory ma świra na punkcie divingu.
              Całe zycie nurkował- najpierw w wojsku, potem nawet na Arktyce, teraz juz na emeryturze, głownie polskie akweny i rafa egipska.
              Jak poznał zyciowa partnerke, to ona sie wody bała.
              Najpierw zrobiła kurs oswajania z woda, potem nauke pływania, potem kolejne stopnie nurkowe.
              Jeżdżą razem z całą paczką nurkować, a znajomy z dumą pokazuje zdjecia z wypraw weekendowych i z urlopu.
              Bardzo to cementuje ich zwiazek, nie daja sie kłopotom, maja o czym gadać, co planowac.
              Nie znam tej pani osobiscie i nie wiem, na ile to byla jeje potrzeba, a na ile zrobila to z milosci do faceta, ale efekt wyszedł znakomity.
              Także jest możliwe wielke scenariuszy, nie tylko biadolenie, jakie te baby siom;)

              Kutuzow, ale chyba problem jest szerszy i dotyczy właśnie pewnego oporu przed utworzeniem zwiazku.
              Ten problem był już wiele razy sygnalizowany przez Forumowiczki, wiesz o co chodzi.


              pozdro!
              • kutuzow Re: Kluczowe 07.04.11, 12:19
                sisi_kecz napisała:
                > Tak, to jest kluczowe, bo powinien woleć partnerkę od nurkowania.
                > Natomiast nie powinien rezygnować z nurkowania na zyczenie partnerki.
                > Już o tym było w watku o pasjach.

                Sisi --> nurkowanie jest dość "neutralną" pasją -obie płcie sie tym interesują.
                Co jeśli pasją faceta jest np. wędkowanie?

                Jak wiele znasz kobiet które są wstanie się "przekonać" do spędzania W CISZY całego dnia na łódce? Mógłbym podrzucić więcej takich pasji. Nie zawsze da się namówić partnerkę na przekonanie do swych pasji -wiec pozycja "powinien woleć partnerkę od nurkowania" jest dla mnie typowym kobiecym "chciejstwem" w art jest to zresztą opisane z czego to wynika i co ważne do czego prowadzi.
                • sisi_kecz Re: Kluczowe 07.04.11, 12:56
                  Sisi --> nurkowanie jest dość "neutralną" pasją -obie płcie sie tym interes
                  > ują.
                  > Co jeśli pasją faceta jest np. wędkowanie?
                  >
                  > Jak wiele znasz kobiet które są wstanie się "przekonać" do spędzania W CISZY ca
                  > łego dnia na łódce? Mógłbym podrzucić więcej takich pasji.'

                  Lubię CISZĘ i przyrodę, przez całe dzieciństwo chodziłam z tatą na ryby, zawsze cos ciekawego zaobserwowaliśmy na jeziorze i nikt tak jak ja nie wyszukiwał dżdżownic z gleby ;)
                  Ale majac pasjonata wędkarstwa za męża wcale bym mu sie na łódkę nie pchała- wszystko rozumiem, ze ktoś chce pobyć sam, bo sama też tego potrzebuję.
                  Wiec nie chodzi o to, aby uczyć sie jazdy na motorze, filatelistyki czy majsterkowania, bo nasz facet to lubi. Mówię tylo, ze jest taka opcja, i że to fantastyczne jeżeli obydwoje, jak podałeś w przykładzie, uwielbiają podróże.

                  wiec pozycja "powinien woleć par
                  > tnerkę od nurkowania" jest dla mnie typowym kobiecym "chciejstwem"'

                  A uważasz, ze partnerka nie powinna byc ważniejsza od nurkowania?

                  I nie tylko o deklaracje, w czym meni są fantastyczni: Ty kochanie jestes dla mnie najważniejsza, ale teraz idę na ryby, pomimo że np. masz kłopot w pracy i chciałabyś wyjść gdzieś do kawiarni, do kina by troche sie rozerwać.

                  To jest sprzecznośc komunikatu werbalnego z czynami- i nie dziwmy sie, ze "normalna" czuje sie postawiona w hierarchii za rybami.
                  No chyba ze rozmawiamy o kobietach -bluszczach, ale tego nie potwiedzają te cytaty.

                  W przypadku niepatologicznych związków- partnerzy są stawiani na pierwszym miejscu, przed pracą, przed hobby, przed reszta rodziny.

                  Pretensje o to, że kobieta nie chce iśc grzecznie poczekać do kąta, kiedy już sie men się ryb nałowi i zawoła obiad, lub seksu- to jest męskie "chciejstwo".
                  A zauważyć należy, że często jest to też męska hipokryzja, bo z kolei w sytuacji- on i małe dziecko- to panowie tupią nogami, dlaczego nie są pierwsi do cyca ?

                  pozdro!
                  • kutuzow Re: Kluczowe 07.04.11, 13:28
                    Sisi ----> niby mamy podobne podejście (jak czuje) ale jakoś patrzymy na to z innych perspektyw chyba.

                    "Mówię tylo, ze jest taka opcja, i że to fantast
                    > yczne jeżeli obydwoje, jak podałeś w przykładzie, uwielbiają podróże."
                    - tutaj jeszcze się zgadzamy :-)


                    "A uważasz, ze partnerka nie powinna byc ważniejsza od nurkowania?
                    >
                    > I nie tylko o deklaracje, w czym meni są fantastyczni: Ty kochanie jestes dla m
                    > nie najważniejsza, ale teraz idę na ryby, pomimo że np. masz kłopot w pracy i c
                    > hciałabyś wyjść gdzieś do kawiarni, do kina by troche sie rozerwać."

                    Mi chodzi o zwykłą prozę dnia codziennego, gdzie po czasie spędzonym razem jest/powinien być także czas dla siebie (Urqu pewnie by zacytował tutaj stosowne rozdziały z Esther Perel, która także podkreśla to iż związek który "stapia się w jedność" staje sie z czasem odarty z tajemniczości -co rozkłada pożycie intymne).
                    Jasne że jeśli po drugiej stronie postawisz chorobę, problemy drugiej osoby to kwestia jest prosta -najpierw pomoc potem przyjemniości. Ja zaś piszę o zwykłym czasie gdzie partnerce nic sie nie dzieje i co ważne nikt jej ni e każe siedziec samej i czekać. Wręcz przeciwnie -fajnie gdyby ona także miała swoje własne zajęcia i nie wyczekiwała z oczami jak kotek ze Shreka, aż zwróci na nią uwagę i znów będa mogli robić coś razem.

                    Nie potrafię tego oddać lepiej niż jest to juz w tym fragmencie:

                    "... I, paradoksalnie, im większa jest w nas zgoda na to, że partner ma swój kawałek świata, tym bardziej atrakcyjne staje się dla nas bycie razem. To, co partner przeżywa osobno, często czyni go dla nas bardziej atrakcyjnym. Związek potrzebuje takich doświadczeń. Tego, żeby czasem za sobą zatęsknić. Jednak powiedzieć otwarcie: 'Chcę mieć coś osobno', i dać do tego samego prawo partnerowi - to już wymaga dojrzałości. ...,"

                    Co do tego:
                    "Pretensje o to, że kobieta nie chce iśc grzecznie poczekać do kąta, kiedy już s
                    > ie men się ryb nałowi i zawoła obiad, lub seksu- to jest męskie "chciejstwo".
                    > A zauważyć należy, że często jest to też męska hipokryzja, bo z kolei w sytuacj
                    > i- on i małe dziecko- to panowie tupią nogami, dlaczego nie są pierwsi do cyca

                    -chciałem zauważyć, że ja dokładnie tak samo oceniam pasje OBU stron. Także zupełnie nie rozumiem tego tekstu o hipokryzji - nigdzie nie sugerowałem (ani w art o tym nic nie ma) że tylko panowie mają prawo do swych pasji. Jest za to inna informacja ze to częsciej panie lubią byc jak te wspomniane "landrynki".
                    • sisi_kecz Re: Kluczowe 07.04.11, 14:14
                      A uważasz, ze partnerka nie powinna byc ważniejsza od nurkowania?
                      > >
                      >> Mi chodzi o zwykłą prozę dnia codziennego, gdzie po czasie spędzonym razem jest
                      > /powinien być także czas dla siebie.'

                      A mi chodzi, o to poczucie obecne z tyłu głowy: owszem, ja jestem dla niego najwazniejsza i nie ważne, że teraz idzie na te ryby, to mi w zaden sposób nie zagraża, to nie znaczy że ma mnie w dupie.
                      Jesli kobieta/ lub męzczyzna ma takie poczucie że jest namber łan (a nie jest zaburzonym bluszczakiem), to nie bedzie problemu.
                      A jeśli czuje, że hobby jest konkurencją to będzie rywalizować, bo to stawia pod znakiem zapytania sens istnienia związku.
                      Chyba to jest proste.

                      Jasne że jeśli po drugiej stronie postawisz chorobę, problemy drugiej osoby to
                      > kwestia jest prosta -najpierw pomoc potem przyjemniości.'

                      A pomoc i wsparcie to nie jest przyjemnośc i satysfakcja, że sie jest potrzebnym drugiej osobie, ze się jej dało wsparcie i że wzmocniło sie wzajemna relację?
                      Nie musi byc ta osoba w opałach.
                      Mój mąz ma jedna pasję, której nie podzielam (chociaż mnie namawia, moze sie kiedys nauczę) i raz w tygodniu wychodzi na cały wieczór.
                      Zawsze mnie pyta, czy mi to pasuje, że jak chce to on zostanie, albo upewnia sie ze bedę miałą co wtedy robić i nie będzie mi przykro.
                      Naprawdę tyle czasu spędzamy osobno, że osobne hobby realizujemy w minimalnym zakresie.
                      Lubimy być razem, jeśli ktoś ucieka ze wspólnej kanapy to szybciej ja, ale tylko wtedy jeśli i tak nie jestem potrzebna.

                      Także zup
                      > ełnie nie rozumiem tego tekstu o hipokryzji - nigdzie nie sugerowałem (ani w ar
                      > t o tym nic nie ma) że tylko panowie mają prawo do swych pasji.'

                      To nie było adresowane stricte do Ciebie.
                      Ale skojarzyłam, ze w wielu wątkach panowie skarżą sie ( a Ty z tego co pamiętam, juz na zapas sie tego obawiasz), ze są odsunięci na boczny tor po urodzeniu sie dziecka.
                      Takie same odczucie ma partnerka, jeżeli mówi jej sie: pragnienie bycia ważniejszą od mojego nurkowania to Twoje kobiece "chciejstwo".

                      pozdro!
                      "Mąż działa mi bez przerwy,
                      raz na zmysły , raz na nerwy"
                      Sztaudynger
              • mujer_bonita Re: Kluczowe 07.04.11, 13:35
                sisi_kecz napisała:
                > Kutuzow, ale chyba problem jest szerszy i dotyczy właśnie pewnego oporu przed u
                > tworzeniem zwiazku.

                W kontekście Twojego pytania o to, czy nurkowanie ma być ważniejsze od partnera - zauważyłaś, że nigdy wprost temu nie zaprzeczył? W ogóle wprost nie potrafi określić ważności, relacji, uczuć. Prostymi słowami, jednym zdaniem, tak lub nie. Mąci i wypisuje epopeje. Zastanawiające :D
              • antypomidorowa Re: Kluczowe 12.04.11, 22:25
                > Tak, to jest kluczowe, bo powinien woleć partnerkę od nurkowania.

                a dlaczego miałby woleć partnerkę od nurkowania?
                tzn. dokładnie dlaczego miałby zawsze wybrać spędzenie czasu z partnerką a nie realizację swojej pasji?
                poznajemy kogoś z jego całym "dobytkiem" - w tym pasjami. i co? i nagle mamy od niego wymagać, żeby rzucił w cholerę wszystko?
                może jednak zdrowiej dla wszystkich byłoby gdyby mógł sobie pokopać w tą piłę czy ponurkować od czasu do czasu, żeby ona mogła też realizować swoje pasje?
                czy nie jest możliwy taki "układ", ze on ją nie cięgnie na mecze (tylko idzie z kumplami, którzy nie będą smęcić, że zimno, że głośno, a w ogóle kiedy to się skończy), a ona jego na koncert tanga argentyńskiego (tylko idzie sobie z koleżanką i nie wkurza się, że ktoś przysypia i nie podziela entuzjazmu), a w weekend jadą sobie razem na wycieczkę rowerową, bo to akurat oboje uwielbiają?

                Kutuzow, masz rację. Są takie kobiety, które swoją wartość i istnienie postrzegają tylko przez pryzmat faceta, z którym są. Nie potrafią zająć się sobą, strzelają focha za każdym razem gdy on ma plany na wieczór nieuwględniające jej. I ogólnie wykazują postawę "zabawiaj mnie".
                I piszę to ja, kobieta :)
                • sisi_kecz Re: Kluczowe 13.04.11, 09:27
                  antypomidorowa napisała:

                  > > Tak, to jest kluczowe, bo powinien woleć partnerkę od nurkowania.
                  >
                  > a dlaczego miałby woleć partnerkę od nurkowania?'

                  A dlaczego miałby woleć nurkowanie od partnerki ?

                  tzn. dokładnie dlaczego miałby zawsze wybrać spędzenie czasu z partnerką a nie
                  > realizację swojej pasji?'

                  Błędnie zinterpretowałaś sformułowanie; powinien wole partnerkę od nurkowania, tonie oznacza, że ma zrezygnować całkowicie ze swoich hobby.
                  Dlatego się tak zaperzyłaś w dalszej części postu, ale to nie mój problem.

                  Kutuzow, masz rację. Są takie kobiety, które swoją wartość i istnienie postrzeg
                  > ają tylko przez pryzmat faceta, z którym są. Nie potrafią zająć się sobą, strze
                  > lają focha za każdym razem gdy on ma plany na wieczór nieuwględniające jej. I o
                  > gólnie wykazują postawę "zabawiaj mnie".
                  > I piszę to ja, kobieta :)'

                  a raczej rzeczniczka mężczyzn ;)

                  Ty mówisz o kobietach -bluszczach, a my rozmawiamy o rozsądnym ułożeniu związku i wypośrodkowaniu dwóch światów, ludzi, którzy są ze sobą.

                  pozdro!
                  • antypomidorowa Re: Kluczowe 14.04.11, 00:05
                    > > a dlaczego miałby woleć partnerkę od nurkowania?'
                    >
                    > A dlaczego miałby woleć nurkowanie od partnerki ?

                    np. dlatego, że nurkował długo zanim poznał partnerkę i nie widzi powodu aby z tego rezygnować, ze daje mu to jakieś przeżycia/emocje, których w żaden sposób kontakt z nią nie zastąpi, dlatego, ze ta pasja jest jedną z cegiełek, która czyni z niego człowieka, w którym partnerka się zakochała...

                    > Błędnie zinterpretowałaś sformułowanie; powinien wole partnerkę od nurkowania,
                    > tonie oznacza, że ma zrezygnować całkowicie ze swoich hobby.

                    jeśli idzie nurkować zamiast spędzić czas z partnerką to oznacza dokładnie to, że w tym momencie woli nurkowanie od partnerki
                    i moim zdaniem jest to ok

                    > a raczej rzeczniczka mężczyzn ;)

                    nie

                    > Ty mówisz o kobietach -bluszczach, a my rozmawiamy o rozsądnym ułożeniu związku
                    > i wypośrodkowaniu dwóch światów, ludzi, którzy są ze sobą.

                    mówię o kobietach-bluszczach, dlatego, że o tym był artykuł, który zacytował kutuzow
                    Natomiast na pewno za rozsądne ułożenie związku nie uważam godzenie na siłę wszystkich swoich pasji. Owszem - w przypadku Twoich znajomych, o których pisałaś udało się kobiecie przełamać strach przed nurkowaniem i zacząć dzielić pasję z mężem. Ale jest jakaś część związków (może 10% może 90%), w których takie coś się nie uda, bo kobieta się nie przekona do piłki nożnej a facet do baletu klasycznego. I nie rozumiem czemu na siłę mają dzielić ze sobą te hobby.
                    • mujer_bonita Re: Kluczowe 14.04.11, 09:45
                      antypomidorowa napisała:
                      > bo kobieta się nie przekona do piłki nożnej a facet do baletu klasy
                      > cznego. I nie rozumiem czemu na siłę mają dzielić ze sobą te hobby.

                      I znów to ciasne myślenie :) Kobieta - balet, mężczyzna piłka :)
                    • sisi_kecz Re: Kluczowe 16.04.11, 13:41
                      > > A dlaczego miałby woleć nurkowanie od partnerki ?
                      >
                      > np. dlatego, że nurkował długo zanim poznał partnerkę i nie widzi powodu aby z
                      > tego rezygnować'

                      A kto mu każe rezygnować? Ty ciągle omawiasz jaki ekstremalny przykład z czapy.
                      Artykuł nie jest o kobietach-bluszczach, tylko o trudności w byciu razem, kiedy ludzie mają różny światopogląd i definicję związku.

                      Jesli patner/ka ma poczucie, że jest najważniejszy/a, to nie będzie mu/jej przeszkadzało, ze druga połowa ma hobby i je wykonuje.
                      Zaburzonej, zaborczej osobie to przeszkadza, ale ten artykuł nie jest o takich osobach.

                      Dziwne jest to, że wielu menów chce być w związku "razem ale osobno" i bardzo przeszkadza im, że partnerka chciałaby gdzieś wspólnie wyjść lub wspólnie posiedzieć w domu- cos zrobić razem od czasu do czasu- i tacy panowie utyskują na baby, do czego Ty sie ochoczo przyłączyłaś.

                      A jak sie przyjrzeć - to oni mają problem z bliskością.

                      pozdro!
                      • antypomidorowa Re: Kluczowe 16.04.11, 20:59
                        > Artykuł nie jest o kobietach-bluszczach, tylko o trudności w byciu razem, kiedy
                        > ludzie mają różny światopogląd i definicję związku.

                        któraś zna nas ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem

                        Ale jak czytam fragmenty artykułu:
                        "[niektóre kobiety] są przekonane, że dopiero z partnerem tworzą całość. Mają poczucie, że on określa ich istnienie. Uważają, że to od niego zależy ich szczęście, i chcą, by to on wziął za nie odpowiedzialność."
                        "jeśli ja jestem z kimś i zbliżają się dwa dni wolne, to biorę pod uwagę, że mój partner może chcieć jakąś część tego czasu spędzić ze mną. Ale może też mieć własne plany. I dojrzali partnerzy o tym rozmawiają. Pytają i ustalają. Co ważne - robią to z szacunku do siebie, a nie z lęku. Nie muszą całego wolnego czasu spędzać razem."
                        to raczej nie mam wątpliwości, że artykuł jest o kobietach, które nie istnieją same dla siebie tylko w kontekście swojego faceta - pną się po nim jak bluszcz po drzewie, bo bez niego nie istnieją, płożą się po ziemi

                        > Jesli patner/ka ma poczucie, że jest najważniejszy/a, to nie będzie mu/jej prze
                        > szkadzało, ze druga połowa ma hobby i je wykonuje.
                        > Zaburzonej, zaborczej osobie to przeszkadza, ale ten artykuł nie jest o takich
                        > osobach.
                        i znów fragment artykułu:
                        "...Podobnie jak to, by słysząc z jego ust: 'Chcę w sobotę ponurkować', nie uznać tego za komunikat: 'Już cię nie kocham', czy to, by spędzić czas inaczej, jeśli nie lubi się nurkowania, i nie wpędzać partnera w poczucie winy."
                        a może jednak artykuł jest o zaburzonych osobach, które wymagają wyrzeczenia się wszystkiego czego partner nie robi z nimi, bo inaczej czują się niekochane?

                        > Dziwne jest to, że wielu menów chce być w związku "razem ale osobno" i bardzo p
                        > rzeszkadza im, że partnerka chciałaby gdzieś wspólnie wyjść lub wspólnie posied
                        > zieć w domu- cos zrobić razem od czasu do czasu- i tacy panowie utyskują na bab
                        > y, do czego Ty sie ochoczo przyłączyłaś.

                        zagwarantowanie sobie "czegoś osobno" w związku jest bardzo zdrowe (patrz artykuł)
                        jeśli związek ma samo "osobno" to nie jest związek
                        nie dołączyłam do grona facetów utyskujących na baby, które wymagają, żeby w związku było "kawałek wspólnego", tylko utyskujących na te, które nie akceptują "czegoś osobno"

                        i zauważam, ze baby mają tendencję do wymagania, żeby ten "kawałek wspólnego", to było akurat to co one chcą (koncert, wieczorek taneczny, zakupy ubraniowe) :/
                • mujer_bonita Re: Kluczowe 13.04.11, 10:17
                  antypomidorowa napisała:
                  > Są takie kobiety, które

                  Mężczyźni też tacy istnieją. Tylko do zauważenia tego należałoby poruszać się poza oklepanymi stereotypami :)
                  • antypomidorowa Re: Kluczowe 14.04.11, 00:10
                    > antypomidorowa napisała:
                    > > Są takie kobiety, które
                    >
                    > Mężczyźni też tacy istnieją. Tylko do zauważenia tego należałoby poruszać się p
                    > oza oklepanymi stereotypami :)

                    nie napisałam, że nie istnieją tacy mężczyźni. Tylko do zauważenia tego należałoby poruszać się poza z góry założoną przez siebie tezą :)

                    inna sprawa, że nie znam żadnego faceta z postawą "zabawiaj mnie". Za to kilka egzemplarzy "po co ruszać się domu skoro telewizor/komputer działa".
                    tzn. znam funie, które oczekują, że facet zorganizuje im czas, ale nie znam facetów, którzy oczekują, że kobieta zorganizuje im czas (prędzej oczekują świętego spokoju, bo wolą robić nic).
                    • mujer_bonita Re: Kluczowe 14.04.11, 09:43
                      antypomidorowa napisała:
                      > tzn. znam funie, które oczekują, że facet zorganizuje im czas, ale nie znam fac
                      > etów, którzy oczekują, że kobieta zorganizuje im czas (prędzej oczekują święteg
                      > o spokoju, bo wolą robić nic).

                      Cóż - widocznie mało w życiu widziałaś ;)
        • mujer_bonita Tupanie nadal nie robi na mnie wrażenia n/t 07.04.11, 08:44

    • kobieta_z_polnocy Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 07.04.11, 10:35
      Przyznaję, że akurat ten problem dostrzegam dopiero wtedy, kiedy popada się w skrajności. Jak wiele jednak istnieje przypadków ekstremalnych bluszczy w grupie wiekowej ponad 18 lat? Ja znam tylko jeden i jest on akurat rodzaju męskiego, więc teorii założycielskiego postu nie popiera.

      Mam wrażenie, że ten artykuł opisuje raczej początkowe fazy godów, kiedy strony jeszcze się ze sobą nieco droczą i nie wiedzą do końca, czy warto inwestować bardziej. Być może dotyczy to również bardzo młodych ludzi.
      Bo w stałym związku chyba takie problem nie występują, przynajmniej ja ich nie zauważyłam. Dorośli ludzie jakoś potrafią wypośrodkować te sprawy i znajdą czas i dla siebie, i dla obojga.

      Jeżeli zaś ktoś koniecznie musi od partnera wypoczywać w weekend, to może z tym partnerem nie do końca się dopasował?

    • mela1 Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 07.04.11, 13:25
      Czytałam ten tekst w WO, a otem pokłóciłąm się z facetem. Spędzamy ze sobą ostatnio tylko weekendy, w tygodniu prawie nie dzwoni, odpisuje na smsy, ale sam rzadko się odzywa. Bo dużo pracy. Na weekendy niczego nie planuje, po prostu sie widzimy i ja wymyślam, co robić. Nie dziwne więc, że wymyślam to, na co ja mam ochotę. I pod koniec niedzieli na propoycję oglądania czegoś w telewizji (a chodziło mi raczej o pobycie razem na kanapie) słyszę, że ja sobie pooglądam, a on coś będzie robił na komputerze.
      Jestem bluszczem, bo chcę te 1,5-2 dni spędzić z nim? Bo przykro mi, że "spędzanie" czasu to np. zakupy, moje oglądanie filmów, a jego komputera, że im dłużej jestem u niego, tym wydaje się być badziej tym znudzony? Oczywiście słyszę, że to nieprawda, że wcale nie ma znudzonej miny, tylko normalna i że nie może nawet 15 minut robić tego, co chce, robimy tylko to, co ja chcę. Nigdy nie powiedział, co chce. Jego ulubiona rozrywka to komputer (trudno robić to razem), bieganie lub siłownia (jestem antysportowa) i tyle. Wszystko, co ja lubię (kino, koncert, restauracje, zakupy:), spacer, oglądanie filmów - wiem, jestem nudna) niby też lubi, ale nie okazuje żadnego entuzjazmu, chęci. To oczywiście moja obserwacja, on zaprzecza, mówi, że się cieszy.
      • kutuzow Weekendowy związek 07.04.11, 13:41
        mela1
        • mela1 Re: Weekendowy związek 07.04.11, 14:03
          Moim zdaniem mamy 5/7 dla siebie. Tylko te dni to praca, a on pracuje duzo, więc uważa, że to nie jest czas dla niego.
          Wydawało mi się, że wymyślam to, co oboje lubimy. Ok, zakupy lubię tylko ja, niestety okazał się doskonałym doradcą i mimo, że nie lubi, dobrze pomaga mi coś wybrać. Dobre rzeczy lubimy jeść oboje, kino, koncerty - sadziłam, że lubimy oboje.

          > Znajdzcie coś co zainteresuje was OBOJE i starajcie sie tak organizować swój w
          > eekendowy czas aby były tam aktywności wspólne, a nie takie które każde z Was l
          > ubi robić sam (bo drugą strone to nie bawi).

          Ale ja lubię robić te rzeczy razem - nie bawi mnie kino czy koncert w samotności. Większość łażenia po sklepach, spotykanie się ze znajomymi, inne pierdoły robię sama. A on nie mówi, co chce robić. Pytam - nie ma żadnych pomysłów. Pytam, gdzie pójdziemy zjeść - jak wymyśli miejsce to takie, które ja wymyśliłam wcześniej. Ja przed weekendem oglądam gazety, patrzę, co się dzieje, gdzie można sie wybrać. On nie.

          Komputer to niekoniecnzie gry:) I ja w tym nie mam jak uczestniczyć, on nie chce mnie przy tym. Chciał tańczyć. Przemogłam się po długim czasie, dla niego. Ale co z tego, jak to powodowało tylko kłótnie - nie umiem czerpać radości z czegoś, co sprawia mi przykrość. Może jestem apodyktyczna, nie zaprzeczam, ale mam więcej energii, pomysłów i z braku pomysłów drugiej strony, wiąże się to z robieniem tego, co ja chcę.

          Chciałabym się poczuć czasem jak mała kobietka i usłyszeć: zapraszam cię do kina tego i tego na taki film, kupie bilety, zarezerwuję, przyjadę po ciebie. A nie - zawsze ja szukam filmu, czytam recenzje, rezerwuje bilety, pilnuje, żebyśmy się spotkli o odpowiedniej godzinie...
          • kutuzow Re: Weekendowy związek 07.04.11, 15:47
            mela1 ---> troche za mało danych żeby coś wiecej Ci doradzić.

            Od dawna się znacie?
            Mieszkacie razem?
            Czy na początku znajomości to on organizował takie kwestie jak randka w restauracji (czy także na Twojej głowie to było)?

            Swego czasu była tutaj na forum postawiona całkiem (moim zdaniem) trafna teza że w daną działalność angażuje się ta strona której bardziej na tej kwesti zależy np. jeśli facetowi zależy na kupnie nowego samochodu -to on będzie szukął w ogłoszeniach, oglądał, negocjował, zbierał kase itp. kobieta która nie widzi potrzeby zmian pewnie nie będzie zaangażowana w to. Tak samo można przytoczyć przykład z innego podwórka - jesli to kobieta chce np. zmienić zasłony, to ona będzie bardziej zaangażowana w wybór nowych

            może zerknij na to jak spędzacie czas właśnie pod tym kątem. Szczególnie w świetle tego co piszesz:
            "A nie - zawsze ja szukam filmu, czytam recenzje, rezerwuje bilety, pilnuje, żebyśmy
            > się spotkli o odpowiedniej godzinie... "


            P.S. Nie rozumiem zupełnie tego co pisałaś o spędzanym razem czasie. Najpierw żaliłaś się ze macie tylko weekendy dla siebie, teraz piszesz że macie 5/7 czasu. Może wyjasnisz?
            • mela1 Re: Weekendowy związek 07.04.11, 21:39
              2 lata związku, nie mieszkamy razem, ale to inna historia.

              Z tym organizowaniem zawsze było u niego słabo. Mówił, że nie zna i nie lubi miasta, pomimo, że mieszka tu kilka lat. Nie wiedział, gdzie mnie zaprosić, bo po knajpach nie chodził. A ja długo byłam sama, od dawna miałam głód wychodzenia. Widziałam fajne miejsce, czytałam o filmie, koncercie, wystawie, imprezie i chciałam iść, ale nie miałam z kim, a sama nie lubię. I jedną z zalet bycia z facetem jest dla mnie możliwość wspólnego chodzenia. To mnie bawi, interesuje mnie, co się dzieje w mieście, staram się wiedzieć coś o dziedzinach, które mnie interesują. Więc tak, ewidentnie mi bardziej zależy, żeby iść na koncert. On lubi, owszem, nie cierpi z powodu pójścia gdzieś, ale nie skacze do góry. Mam wrażenie, że jemu większość rzeczy jest obojętna, a ja się bardziej potrafię cieszyć (czy denerwować).

              Na początku starał się bardziej jeśli chodzi o dzwonienie, smsy, kwiaty-niespodzianki. Widziałam, że mu bardzo zależy, kiedy mi jeszcze nie zależało. I okazywał radość, jak dziecko się cieszył, że mnie widzi, że mu zrobiłam jakąś niespodziankę. a teraz jakoś wszytsko zobojętniało. On mówi, że się cieszy, tylko ja tego nie widzę. A mi się wydaje, że radość widzę raz do roku - jak dostanie prezent urodzinowy, bo wtedy staram się, żeby to było coś naprawdę ekstra. Inne rzeczy, wydarzenia nie wywołują entuzjazmu.

              Boli mnie to, bo niedawno usłyszałam, że rozstał się ze swoją wieloletnią dziewczyną, bo nie odpowiadał mu tryb życia. Siedzieli w domu i tyli, bo ona doskonale gotowała. Ja nie gotuję doskonale, ale dla niego się staram - a tu widzę, że to przyczyna rozpadu związku. A siedzenie w domu? Cóż, jej nie znam, znam jego i zaczynam podejrzewać, że to on mógł być przyczyną. A nie chcę usłyszeć, że z nami koniec, bo nie robimy nic ciekawego. Nie dlatego wymyślam, wymyślałam od początku, o przyczynie rozstania usłyszałam niedawno.

              O spędzaniu czasu - miałam na myśli, że każde z nas ma 5/7 dla siebie. Nieprecyzyjne zdanie.
              • po-trafie Re: Weekendowy związek 15.04.11, 16:54
                Moj zwiazek na poczatku byl na bardzo podobnym torze. Z tym ze ja lubilam wszystko: koncerty, kino, restauracje, lodowisko, rower, plywanie, spacery, wyjazdy, wyklady, widowiska, bieganie, silownie, wspinaczke, puszczanie latawcow, piknik, etc etc etc
                A on mial swoje 2-3 glowne pasje, ktore byly pasjami bardzo 'samotniczymi', wymagajacymi wiedzy, przygotowania, zaawansowanych umiejetnosci w temacie i przy okazji talentu (np komponowanie, granie matematycznej muzyki, nauka japonskiego).

                W pewnym momencie po prostu postawilam ultimatum, ze albo on tez sie wlaczy, zacznie szukac, sprawdzac i chciec i wlozy takze swoj wklad, albo ja przestane robic cokolwiek (i w efekcie w bardzo krotkim czasie sie rozejdziemy), bo nie zamierzam byc jednoosobowym silnikiem. Bo sie wypale, skoncze, sfrustruje i zgorzknieje.
                I ze wierze, ze jest inteligentnym, wspanialym, kreatywnym facetem umiejacym wykazac sie inicjatywa, i niech sie nie rozleniwia i to zrobi.
                Wszystko podane z humorem, usmiechem, ale tez bardzo powaznie zeby nie mial watpliwosci, ze mowie serio - podzialalo.

                nadal nie znajduje i nie chce tak duzo jak ja, ale nie wymagam cudow. Wiem ze poustawial sobie powiadomienia, podpial kilka rssow i jest na biezaco. Zaskakuje mnie pomyslem wyjazdu, zaproszeniem do restauracji, pomyslem zeby pojsc zobaczyc taki a taki film albo pojsc na spacer.
                Da sie.
                Tylko trzeba byc konkretnym a nie tkwic w czyms co sie nie podoba i nigdy nie powiedziec ze cos jest niehalo.

                Inna sprawa to lenistwo - jakby ktos za mnie znajdowal wszystko, i wszystko za mnie zalatwial, to tez by mi sie nie chcialo.
    • glamourous Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 07.04.11, 13:31
      Jesli chodzi o kwestie przestrzeni razem oraz osobno, to jest pdoobnie jak z seksem i innymi sprawami w zwiazku : ludzie powinni dobrac sie tak, zeby miec mniej wiecej podobne potrzeby oraz oczekiwania. Ne uda sie np. zwiazek faceta potrzebujacego duzo wlasnej przestrzeni z kobieta nastawiona bardziej na "my" niz na "ja". Co nie znaczy, ze ktoras z tych opcji trzeba dyskredytowac - po prostu ludzie sa roznie skonstruowani, maja inne potrzeby. Zapatrywania na spedzanie wolnego czasu powinny wiec byc juz na poczatku zwiazku wychwycone i przedyskutowane. Gorzej, jezeli w pierwszej fazie znajomosci partnerzy sa idealnie zgodni co do ilosci wspolnie spedzanego czasu, ale z czasem ktoremus z nich sie odmienia - zaczyna sie dusic, potrzebuje przestrzeni i wynajduje sobie sto roznych pasji, zeby tylko uciec z domu.
      Podstawa jest wiec dobre dobranie sie na wstepie, ale tez i ewolucja w (miare) zgodnym kierunku.
      • eudajmonika Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 07.04.11, 14:40
        glamourous napisała:

        Podstawa jest wiec dobre dobranie sie na wstepie, ale tez i ewolucja w (miare) zgodnym kierunku.

        Właśnie tak. To wymaga autorefleksji na wstępie, a później też pracy nad związkiem, raczej niż opowiadania, że "znam eony takich landrynek, taka straszna epidemia, że boję się, żeby mi się kobieta nią nie zaraziła". Jeśli Kutuzow czuje się zagrożony przez partnerkę, która nie lubi wędkowania i marzy o spędzaniu z nim wszystkich wieczorów, to czas w dwójkę obgadać sprawę (czy znów będziemy to mogli tutaj przeczytać?).
        • kag73 Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 07.04.11, 14:51
          Wszystko jest dla ludzi, ale wszystko w rozsadnych granicach. Jak ktos zyje pasja tylko i wylacznie, niech sie lepiej w zwiazek i rodzine nie pakuje.
          Zreszta pewnie jezeli kobiety(najczescie) narzekaja to dzieje sie tak kiedy facet bez wzgledu na nawal zajec, okolicznosci itp. znika na caly weekend ogladac golebie i tak ciagle i w dupie ma zycie rodzinne.
        • sisi_kecz Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 07.04.11, 14:57
          opowiadania, że "znam eony takich landrynek, taka straszna epidemia, że boję się, żeby mi się kobieta nią nie zaraziła'

          hehehhe:)

          cos w tym jest, jakiś ogólniejszy problem kutuzowa.
          Dziwne to takie zamartwianie się o brak zobowiązań, intercyzę, spodziewanie sie, że po dziecku ona odmówi seksu, że sie roztyje i zalegnie na kanapie, że się sklei jak landrynka, itp. plagi, i co on wobec tego wszystkiego pocznie.

          Ale to jego problem.
          Taka histeria jednego mena, chyba nie zarazi innych ?

          ;)
          • kutuzow "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 07.04.11, 15:39
            sisi_kecz napisała:

            "cos w tym jest, jakiś ogólniejszy problem kutuzowa.
            Dziwne to takie zamartwianie się o brak zobowiązań, intercyzę, spodziewanie sie, że po dziecku ona odmówi seksu, że sie roztyje i zalegnie na kanapie, że się sklei jak landrynka, itp. plagi, i co on wobec tego wszystkiego pocznie.

            Ale to jego problem.
            Taka histeria jednego mena, chyba nie zarazi innych ?"

            Widzisz Sisi,
            Cytowany art spodobał mi się ponieważ swego czasu byłem właśnie z taką kobietą której musiałem organizować czas jeśli chciałem mieć chwilę dla siebie. Mieszkalismy razem wiec nie chodziło tutaj o to że wykrecam sie od spędzenia razem weekendu (jak ktoś tu już sugerował na wyrost).

            Skończyło się tak jak w tym artykule:

            "Albo związek przestanie istnieć, często dlatego, że mężczyzna nie jest w stanie w nim już wytrzymać, albo trwa, ale partnerzy są nieszczęśliwi. Ona dlatego, że on nie jest z nią przez 24 godziny na dobę, a on dlatego, że jest przytłoczony poczuciem winy.

            A jeśli on zacznie spełniać jej oczekiwania?

            Po pewnym czasie będzie bardzo sfrustrowany i przestanie się wyrabiać. Będzie miał dość tego, że musi podejmować decyzje za dwoje i żyć za dwoje. Będzie chciał wreszcie mieć przy sobie dorosłego człowieka, kobietę, a nie małe dziecko."

            Co do reszty "wyliczanki" moich fobii - widzisz jak pisałem w tytule posta -uważam że najtaniej jest się uczyć na błędach innych, obserwując, analizująć i wyciągając wnioski. Dzieki temu nie mam jeszcze na karku rozwodu, jestem szczęśliwy, mam super udane życie erotyczne i co ważne potrafię KOMUNIKOWAĆ co dla mnie jest ważne w życiu i słuchac co ważne jest dla mojej partnerki. Jak wiesz gram w otwarte karty i komunikuje swoje podejście partnerce -wiec ma świadomość czego może się spodziewać.

            Widzę ze powoli dyskusja z problemu opisanego w art schodzi na to "jaki ten Kutuzow okropny -sie czepia kobiet znowu". Żeby uciąć dalsze dywagacje i domysły mogę napisać tylko ze temat poruszany w art był problemem dla mnie we wcześniejszym związku. W obecnym mam to szczęście, że oboje lubimy podobne rzeczy, i co ważne nawet w ciągu dnia moja partnerka lubi także mieć chwile dla siebie (choćby godzinę na przeczytanie gazet). Nie chodzi tutaj bowiem o to czy to ma być dziennei godzina czy moze 3 godziny w weekend - chodzi raczej o tą ciągłą presję która jest opisana w art.
            • sisi_kecz Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 07.04.11, 16:01
              Cytowany art spodobał mi się ponieważ swego czasu byłem właśnie z taką kobietą
              > której musiałem organizować czas jeśli chciałem mieć chwilę dla siebie.'

              Bluszcz Cię oplutł jednak.

              Ale to jest różnica, nie taka: Symbioza-Ja, tylko symbioza- partnerstwo.
              A z Twoich komentow wynika, że nie można oczekiwać od mena, że będzie sie ważniejszą niz nurkowanie, bo to już jakieś chore kobiece chciejstwo.

              W obecnym mam to szczęście, że oboje lubimy podobne rzeczy, i co
              > ważne nawet w ciągu dnia moja partnerka lubi także mieć chwile dla siebie (choć
              > by godzinę na przeczytanie gazet).'

              To się cieszę, że powoli odpowiednia partnerka rozkrusza Twój beton.
              Oby tak dalej, a porzucisz asekuranctwo i zaryzykujesz jak każdy cżłowiek- na całość, a potem choćby potop ;)
              To sie czasem udaje i lepiej spróbować niz żałować, ze się nie spróbowało.

              :)
              • kag73 Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 07.04.11, 21:47
                "Oby tak dalej, a porzucisz asekuranctwo i zaryzykujesz jak każdy cżłowiek- na całość, a potem choćby potop ;)
                To sie czasem udaje i lepiej spróbować niz żałować, ze się nie spróbowało."

                Oooo, wlasnie tak, swiete slowa, bo zapamietaj Kutuzow: z miloscia i zwiazkiem to jest tak: jak sam nie dasz 100%, nigdy nie dostaniesz 100% w zamian. A warto!
                • slimakpokazrogi Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 08.04.11, 01:13
                  a ja pozwolę sobie nie zgodzić się do końca z tymi "100 %"... dla mnie to 100 % to własnie taka symbioza... ja nie angazuję całej siebie bez reszty w zwiazek... co pozwala mi zachować zdrowe spojrzenie, swoje zainteresowania i jakiś margines na wypadek, gdyby cos poszło nie tak... Nie chcę tych 100% tez z jego strony... jakoś wolę faceta z jakąś tajemnicą, z częścią dla mnie niedostępną... przez to nie nudzi mi się z nim;).
                  Facet nie jest dla mnie kimś zkim dzielę swoje najgłębsze myśli... i jakoś ten stan rzeczy mi odpowiada. Nasz związek ma 15 lat, więc chyba się sprawdza.
                  • kag73 Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 08.04.11, 01:25
                    Mnie tez nie o to chodzilo. Moj maz tez nie jest jedyna trescia mojego zycia, ja jego z pewnoscia tez nie.
                    Nie wiem czy znasz leki i obawy, dylematy Kutuzowa. On, mam wrazenie, panicznie sie boi. Boi sie ozenic, teraz wymyslil kompromis z intercyza, boi sie, ze kobieta go wykorzysta, boi sie, ze jak urodzi dziecko to on przestanie sie liczyc, boi sie, ze sie zaniedba i nie bedzie chciala seksu z nim. Boi sie o swoje pieniadze. Mam wrazenie, ze moze jest takim "poparzonym dzieckiem", ktore boi sie ognia, boi sie zaangazowac, zaufac kobiecie i obdarzyc ja uczuciem. I o to mi chodzi. Nie o to, ze teraz mamy stac sie jednoscia, zrezygnowac z siebie i nie miec wlasnych zainteresowan.
                    Mysle, ze warunkiem dobrego zwiazku jest 100% zaangazowania emocjonalnego i 100% zaufania.
                    • urquhart 100% zaangazowania emocjonalnego i 100 % zaufania 08.04.11, 07:46
                      kag73 napisała:
                      > Nie wiem czy znasz leki i obawy, dylematy Kutuzowa. On, mam wrazenie, panicznie
                      > sie boi. Boi sie ozenic, teraz wymyslil kompromis z intercyza, boi sie, ze kob
                      > ieta go wykorzysta, boi sie, ze jak urodzi dziecko to on przestanie sie liczyc,
                      > boi sie, ze sie zaniedba i nie bedzie chciala seksu z nim. Boi sie o swoje pie
                      > niadze.

                      Wszystko czego się boi jest realne i przytrafia się przecież dużej części facetów. Większość dokonuje rozpoznania bojem i jest szczerze zdziwiona gdy obije się po miodzie zakochania o rafy dzisiejszej babskiej roszczeniowości i ich wyższe i jedynie słuszne oczekiwania wobec związku. Chyba że jak pisze Milska facet należy do prymitywnych babskich bokserów, bo jedynie ta grupa nie ma z tym problemów i nie czuje się dziś wykorzystywana.
                      Ale autor wątku raczej należy do smacznych perspektywicznie i z punktu widzenia ewolucyjnego kąsków które warto usidlić, stąd jego myślenie o zapobieganiu typowych problemów świadczy o męskiej odpowiedzialności i poważnym długofalowym podejściu zamiast typowego infantylnego jakoś to będzie, ew naiwnego prawdziwa miłość z wszystkim sobie poradzi.

                      > Mysle, ze warunkiem dobrego zwiazku jest 100% zaangazowania emocjonalnego i 100
                      > % zaufania.

                      To tylko jeden ze składników miłości. Spojrzenie z puntu widzenia kobiecych potrzeb. Zaangazowanie i Bezpieczeństwo. Nie zapominaj że to składniki stojące w SPRZECZNOŚCI z namiętnością i pożądaniem (wyjąwszy okres zakochania), komplementarne do namiętności i intymności. Ci którzy skupiają sie jedynie na tym aspekcie muszą przegrać. Także kobiety.
                      Jak zapamiętałem z poprzednich dyskusji , ludzi w satysfakcjonujących, szczęśliwych długoletnich związkach jest raptem paręnaście procent w społeczeństwie. Można tylko liczyć na cud angażując się w 100%, ale lepiej mu stwarzać mu warunki żeby zaistniał.
                      • mujer_bonita Re: 100% zaangazowania emocjonalnego i 100 % zauf 08.04.11, 08:36
                        urquhart napisał:
                        > Wszystko czego się boi jest realne i przytrafia się przecież dużej części facet
                        > ów.

                        Po pierwsze - uwielbiam określenia 'dużej części'. Takie bezpieczne, bo nikt nie wie ile ale ładnie brzmi ;)

                        Po drugie - każdy się czegoś boi. Gdyby każda kobieta kierowała się lękami o porzucenie, wykorzystanie, zdradzenie, przemoc, zawalenie obowiązkami domowymi (co zapewne przyznasz 'przytrafia się dużej części') to wszyscy bylibyśmy singlami.

                        Fobie się leczy a nie pielęgnuje.
                        • urquhart Re: 100% zaangazowania emocjonalnego i 100 % zauf 08.04.11, 09:37
                          mujer_bonita napisała:
                          > Po pierwsze - uwielbiam określenia 'dużej części'. Takie bezpieczne, bo nikt ni
                          > e wie ile ale ładnie brzmi ;)

                          Znaczy nie jakis wydumany pomijalny margines na granicy błędu pomiarów.
                          Na przykład: Według A. Wisniewskiego, za połowę rozpadów związków odpowiadają zranienia wyniesione z kryzysu pierwszego dziecka. O puszczaniu facetach w skarpetkach po zakończeniu związku w którym on wypracowywał dobra było tak dużo napisane że tylko odniosę się do tego że to także reguła nie jednostkowe przypadki.

                          > Po drugie - każdy się czegoś boi.

                          I słusznie. Tylko idioci i osoby nieodpowiedzialne się nie boją. Tudzież pod wpływem opiatów i środków psychoaktywnych jak przy zakochaniu. Jak opowiadają bohaterowie wojenni, oni bali się najbardziej ze wszystkich, dlatego nie dali się zabić.

                          > Fobie się leczy a nie pielęgnuje.

                          Zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć.
                          o tym pisze Kutuzow.

                          Pozdr :)
                          • mujer_bonita Re: 100% zaangazowania emocjonalnego i 100 % zauf 08.04.11, 09:57
                            urquhart napisał:
                            > Na przykład: Według A. Wisniewskiego, za połowę rozpadów związków odpowiadają z
                            > ranienia wyniesione z kryzysu pierwszego dziecka.

                            Zauważ jednak, że 'zranienia kryzysu pierwszego dziecka' są obustronne. Wielu kobietom właśnie po urodzeniu dziecka spadają klapki z oczu, kiedy królewicz okazuje się zwykłą, egoistyczną ropuchą ;)

                            > Zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć.
                            > o tym pisze Kutuzow.

                            Nieprawda. On o tym nie pisze. Parafrazując - jego metoda to obłożyć dziecko poduszkami, żeby w momencie upadku miało miękkie lądowanie. Chciałbyś być takim dzieckiem - ludzikiem Michellin? To jest 'lepsze'?

                            Życie to rollercoster. Jeżeli się na to nie godzisz - nie wsiadaj. Owszem - zapnij pasy ale i tak możesz nieźle wymiotować jadąc w górę i w dół.
                            • urquhart kiedy królewicz okazuje się zwykłą ropuchą 08.04.11, 10:22
                              mujer_bonita napisała:
                              > Zauważ jednak, że 'zranienia kryzysu pierwszego dziecka' są obustronne. Wielu k
                              > obietom właśnie po urodzeniu dziecka spadają klapki z oczu, kiedy królewicz oka
                              > zuje się zwykłą, egoistyczną ropuchą ;)

                              Dobrze to zauważyłaś ale spójrz obiektywnie.
                              Większości kobiet pasuje taki ubezwłasnowolniony królewicz duże dziecko na wejściu czasem przez lata, obiekt opieki i czułości, który przestaje być potrzebny jak pojawia się prawdziwe dziecko, jeszcze lepszy obiekt czułości i opieki.
                              I nagle wtedy przestaje pasować. Zawsze był egoistą i to nie on "się okazuje", tylko kobiecie zmieniają oczekiwania względem niego.
                              Kto słuszniej twoim zdaniem ma prawo pokrzywdzony?

                              > Nieprawda. On o tym nie pisze. Parafrazując - jego metoda to obłożyć dziecko po
                              > duszkami, żeby w momencie upadku miało miękkie lądowanie. Chciałbyś być takim d
                              > zieckiem - ludzikiem Michellin? To jest 'lepsze'?

                              Jak bym miał wybór, z pewnością wolałbym uczyć się na błędach innych, nie przezywać rozczarowań niż dowiadywać się po niewczasie z niedowieżaniem że moje były tak naprawdę typowe i łatwe do przewidzenia i zapobiegnięcia.
                              • mujer_bonita Re: kiedy królewicz okazuje się zwykłą ropuchą 08.04.11, 10:29
                                urquhart napisał:
                                > Większości kobiet pasuje taki ubezwłasnowolniony królewicz duże dziecko na wejś
                                > ciu czasem przez lata, obiekt opieki i czułości, który przestaje być potrzebny
                                > jak pojawia się prawdziwe dziecko, jeszcze lepszy obiekt czułości i opieki.
                                > I nagle wtedy przestaje pasować. Zawsze był egoistą i to nie on "się okazuje",
                                > tylko kobiecie zmieniają oczekiwania względem niego.
                                > Kto słuszniej twoim zdaniem ma prawo pokrzywdzony?

                                Mylisz się - nie pasuje. I to nie jest 'zmiana oczekiwań' - to odwieczne oczekiwanie, że dorosły człowiek dostosowuje się do warunków w jakich żyje. Jak królewucz się nie 'odnajduje' - to sorry - skrzywdził sam siebie. Nie żyjemy na pustyni - dorosły człowiek wie, z czym się wiąże dziecko.

                                > Jak bym miał wybór, z pewnością wolałbym uczyć się na błędach innych, nie przez
                                > ywać rozczarowań niż dowiadywać się po niewczasie z niedowieżaniem że moje były
                                > tak naprawdę typowe i łatwe do przewidzenia i zapobiegnięcia.

                                Podwiązać nasieniowody i zamrozić spermę? Bo o takim poziomie paranoi tutaj mówimy.
                      • kag73 Re: 100% zaangazowania emocjonalnego i 100 % zauf 08.04.11, 13:45
                        Urqu, Ty mi znowu z tymi "kobiecymi potrzebami", no do znudzenia, bo one tutaj nie maja nic do rzeczy. Ja mowilam o "zaangazowaniu emocjonalnym(milosci) i zaufaniu" a Ty z zaufania zrobiles "bezpieczenstwo".
                        I teraz mi wytlumacz czy normalny przecietny facet nie chce, zeby go kochac na zaboj i bezgranicznie mu ufac? I czy nie jest to rzecz najisotniejsza kiedy decyduje sie na malzenstwo, bo pomijam, ze juz wyklarowalo sie kto jakie ma priorytety i nastawinie do zycia, poglady w rzeczach waznych Czy to tylko "kobieca potrzeba"?

                        Jasne, wszystko sie zgadza. Zycie, wiesz, niebezpieczne jest.

                        Tak jak sie roznosci zdarzaja facetom, tak zdarzaja sie i inne roznosci kobietom.

                        Niemniej jednak zycie toczy sie dalej. Nie mozna popadac w paranoje, bo nie zyjemy 1000 lat.
                        Po 40 stce nagle obudzi sie z reka w nocnku, zacznie uprawiec jogging po parku i na sile szukac tej, ktora go zechce.
                        Ktos kto ma tyle obaw i lekow nie potrafi sie zaangazowac a druga osoba to wyczuwa i tez bedzie niepewna, nie odwzajemni milosci, bo tez zacznie sie bac angazowania, bedzie sie czula traktowana po macoszemu. Przypomnij sobie poczatki ze swoja teraz zona, moze zalapiesz o co mi chodzi.
                        Przypuszczam, ze chciales tej ukochanej dac wszystko, nawet nieba bys jej uchylil ;)
                        Jasne, malzenstwo to loteria, ale jakos prawie wszyscy graja.
                        • kutuzow Re: 100% zaangazowania emocjonalnego i 100 % zauf 08.04.11, 14:12
                          kag73 napisała:

                          "Ktos kto ma tyle obaw i lekow nie potrafi sie zaangazowac a druga osoba to wyczuwa i tez bedzie niepewna, nie odwzajemni milosci, bo tez zacznie sie bac angazowania, bedzie sie czula traktowana po macoszemu. Przypomnij sobie poczatki ze swoja teraz zona, moze zalapiesz o co mi chodzi.
                          Przypuszczam, ze chciales tej ukochanej dac wszystko, nawet nieba bys jej uchylil ;)
                          Jasne, malzenstwo to loteria, ale jakos prawie wszyscy graja. "

                          Kag, nie będę Cię przekonywał że jest inaczej niż to wygląda z postów bo to nie ma sensu. Nikt tu się nie opisuje ze szczegółami swego życia. Moim zdaniem zaufanie nie oznacza od razu postawienia pewnych granic na początku związku. Tak jak zakochana kobieta może ostrzec faceta, że jeśli ten ją zdradzi to z nimi koniec, tak facet może ostrzec, że jesli po urodzeniu dziecka ona sie zmieni o 180st -to także z nimi koniec. Widzisz niektórzy mają jaja żeby zaryzykować i wcześniej komunikować pewne kluczowe dla siebie kwestie, a inni budzą się z tzw ręką w nocniku i piszą płaczliwe posty jakich wiele na tym forum.

                          Nie chodzi tutaj o moją kwestie zaangażowania (którą znasz tylko z jednego epizodu z mojego życia który przewijał sie na forum). Co do loterii - wg mnie hazard jest dla cieniasów, bo casyno zawsze zgarnia pule. Wychodze z założenia że "Szczęściu trzeba pomóc" (poprzez budowanie odpowiednich "podwalin". Jak do tej pory nigdy nie zawiodłem sie na swoim podejściu.
                          Jeśli będziesz chciała drążyć ten temat proponuję ew na priwa.
                        • urquhart Re: 100% zaangazowania emocjonalnego i 100 % zauf 08.04.11, 14:15
                          kag73 napisała:
                          > Urqu, Ty mi znowu z tymi "kobiecymi potrzebami", no do znudzenia, bo one tutaj
                          > nie maja nic do rzeczy.

                          Mają, podkreślam że widzę to z innego punktu widzenia.

                          > I teraz mi wytlumacz czy normalny przecietny facet nie chce, zeby go kochac na
                          > zaboj i bezgranicznie mu ufac? I czy nie jest to rzecz najisotniejsza kiedy dec
                          > yduje sie na malzenstwo, bo pomijam, ze juz wyklarowalo sie kto jakie ma priory
                          > tety i nastawinie do zycia, poglady w rzeczach waznych Czy to tylko "kobieca po
                          > trzeba"?

                          Chce. Ale w życiu masz zawsze wybór miedzy rzeczami ważnymi i ważniejszymi. Jeżeli jasno się potawi że to gwarantuje zabicie pożądania w zwiazku, to myslę że mieliby taki wybór.
                          Czy nie o tym jest "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy"?
                          • kag73 Re: 100% zaangazowania emocjonalnego i 100 % zauf 08.04.11, 19:44
                            Chce. Ale w życiu masz zawsze wybór miedzy rzeczami ważnymi i ważniejszymi. Jeż
                            > eli jasno się potawi że to gwarantuje zabicie pożądania w zwiazku, to myslę że
                            > mieliby taki wybór.
                            > Czy nie o tym jest "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy"?
                            >
                            Nie zrozumialam o co chodzi, niestety :(
                            To, ze kogos kocham i mu ufam, nie boje sie wejsc z nim w zwiazek, albo moze i nawet sie boje, ale kto nie ryzykuje...zabija pozadanie?
                            I nie, "dlaczego mezczyzni kochaja zolzy" nie jest o tym. Sama jestem raczej z tych "zolz", ale z zaufaniem i zaangazowanie albo jego brakiem nie ma to nic wspolnego.
                    • slimakpokazrogi Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 09.04.11, 00:04
                      a. no chyba, ze tak:) tyle, ze dla mnie akurat intercyza to cos zdrowego i tu bym nie mieszała niechęci angażowania się do rozdzielności majatkowej, bo to dwie zupełnie różne rzeczy. Ja nie mam intercyzy, ale tylko dlatego, ze jak się pobieralismy to zupełnie nie było co dzielić:), natomiast nie potrafię sobie do tej pory wyobrazić czegoś takiego jak "wspólne konto"... które funkcjonuje jednak w bardzo wielu małzeństwach. Dla mnie też byloby to jakieś symboliczne targnięcie się na własną tożsamość.
                      I z tego co wiem - bardzo wielu mężczyzn nie chce się żenić - z róznych powodów - głównie dlatego, ze dla mężczyzny w sensie społecznym małżeństwo jest zupełnie czymś innym niż dla kobiety. Jakie by nie byłyt wzajemne relacje i charaktery obu stron - kobieta małżeństwo odczuwa, jako wejście pod czyjeś skrzydła i ulgę, a mężczyzna jako dodanie odpowiedzialności i stres. Takmie uwarunkowanie kulturowe i już. Ja się dziwię, ze aż tyle ludzi ciągle się jeszcze pobiera w związku z tym (wychodzi na to, ze rządzą baby:P).

                      Natomiast polemizowałabym z podejściem asekuranckim o tyle, ze wg mnie lepiej jest 15 razy zmienić partnera i za każdym razem mieć choć parę miesięcy szczęścia niż zyć w permanentym stresie z jednym partnerem (no bo co będzie jak już za chwileczkę już za momencik wylezie z niego/niej potwora...). Tyle, ze ja mam podejście nietypowe - nie uważam, ze jedna osoba musi być na całe życie, nie uwazam, ze posiadanie dzieci/domu/kredytu(:)) jest JAKĄKOLWIEK barierą przed rozstaniem... To, ze jestem z konkretnym facetem uwarunkowane jest tym, ze każdego dnia jest mi po prostu dobrze... Jak by było coś nie tak, to szybciutko bym się spakowała i fiuuuu....
                      • triss_merigold6 Znów podstawowy błąd 09.04.11, 10:36
                        Znów podstawowy błąd w rozumieniu intercyzy i przepisów KRiO. Majątek nabyty PRZED zawarciem małżeństwa nie staje się wspólny. Intercyza może ustawową współwłasność rozszerzyć, zmniejszyć albo wyłączyć. Intercyza nie zwalnia w żaden sposób z obowiązku alimentacyjnego i konieczności łożenia na rodzinę.
                      • sisi_kecz Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 09.04.11, 19:42
                        I z tego co wiem - bardzo wielu mężczyzn nie chce się żenić - z róznych powodów - głównie dlatego, ze dla mężczyzny w sensie społecznym małżeństwo jest zupełnie czymś innym niż dla kobiety. Jakie by nie byłyt wzajemne relacje i charaktery obu stron - kobieta małżeństwo odczuwa, jako wejście pod czyjeś skrzydła i ulgę, a mężczyzna jako dodanie odpowiedzialności i stres. Takmie uwarunkowanie kulturowe i już. Ja się dziwię, ze aż tyle ludzi ciągle się jeszcze pobiera w związku z tym (wychodzi na to, ze rządzą baby:P).'

                        Sadzisz, że mężczyźni nie mają korzyści ze wstąpienia w związek małżenski?
                        Że tak stadnie dają ciała, dokładają sobie obowiązków i trosk?
                        Straceńczy marsz lemingów prosto w przepaść żeniaczki !

                        Chyba dałaś sobie wmówić, ze oni się poświecają, a my powinnysmy być wdzięczne;)

                        Natomiast polemizowałabym z podejściem asekuranckim o tyle, ze wg mnie lepiej j
                        > est 15 razy zmienić partnera i za każdym razem mieć choć parę miesięcy szczęści
                        > a niż zyć w permanentym stresie z jednym partnerem (no bo co będzie jak już za
                        > chwileczkę już za momencik wylezie z niego/niej potwora...). '

                        hehehe:)
                        ale skąd wiesz, że to sie nie opłaca? przecież można przedsięwziąć pierdylion środków i sposobów, aby zabezpieczyć sie przed pierdylionem zagrozeń ;)

                        Tyle, ze ja mam po
                        > dejście nietypowe - nie uważam, ze jedna osoba musi być na całe życie, nie uwaz
                        > am, ze posiadanie dzieci/domu/kredytu(:)) jest JAKĄKOLWIEK barierą przed rozsta
                        > niem... To, ze jestem z konkretnym facetem uwarunkowane jest tym, ze każdego dn
                        > ia jest mi po prostu dobrze... Jak by było coś nie tak, to szybciutko bym się s
                        > pakowała i fiuuuu....

                        Jak mówił poeta:
                        Tyle wiemy o sobie , ile nas sprawdzono.

                        pozdro!
                        • slimakpokazrogi Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 10.04.11, 23:44
                          Sadzisz, że mężczyźni nie mają korzyści ze wstąpienia w związek małżenski?
                          Że tak stadnie dają ciała, dokładają sobie obowiązków i trosk?
                          Straceńczy marsz lemingów prosto w przepaść żeniaczki !

                          Chyba dałaś sobie wmówić, ze oni się poświecają, a my powinnysmy być wdzięczne;)


                          To nie tak, że nie mają korzyści... patrząc obiektywnie "korzyści" facetów z żeniaczki są większe niż kobiet z zamążpójścia... to kobiety powinny się migać - tak na zdrowy rozum ... ale facetów często to jakoś psychicznie obarcza... i większość jednak ma stresa z tego powodu.

                          A co do podejścia asekuranckiego, to najlepiej nie wchodzić w zwiąki w ogóle:P
                          Znam kilka takich nieuleczalnych przypadków - faceci 30+, nigdy nie byli w dłuższym związku z kobieta - po za tym wydaja się w porzadku... no po prostu permanentny strach przed zobowiązaniami... trochę mi ich szkoda. I fakt - każdy mówi , ze chciałby miec taką jedyną, co go zrozumie, przytuli itp... ale jakoś nie umieją sobie takiej znaleźć... jak dla mnie do absurdu przesunięta granica asekuranctwa.
                          • kag73 Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 11.04.11, 01:07
                            "Znam kilka takich nieuleczalnych przypadków - faceci 30+, nigdy nie byli w dłuższym związku z kobieta - po za tym wydaja się w porzadku... no po prostu permanentny strach przed zobowiązaniami... trochę mi ich szkoda. I fakt - każdy mówi , ze chciałby miec taką jedyną, co go zrozumie, przytuli itp... ale jakoś nie umieją sobie takiej znaleźć... jak dla mnie do absurdu przesunięta granica asekuranctwa. "

                            I o to wlasnie chodzi, o takie skrajne przypadki. Kto nie ryzykuje...swoje obawy maja prawie wszyscy pewnie kobiety i mezczyzni. Niektorzy jednak czekaja nie wiadomo na co, na ksiecia z bajki, albo na krolewne, tak jakby wierzyli, ze beda zyli 1000 lat. A zycie...krotkie jest.
                          • sisi_kecz Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 11.04.11, 13:19
                            patrząc obiektywnie "korzyści" facetów z że
                            > niaczki są większe niż kobiet z zamążpójścia... to kobiety powinny się migać -
                            > tak na zdrowy rozum ... ale facetów często to jakoś psychicznie obarcza... i wi
                            > ększość jednak ma stresa z tego powodu. '

                            W takim razie powinien sobie jeden z drugim "Zestresowany żeniaczką", odpowiedzieć:
                            to jest dla mnie, czy to nie jest dla mnie?

                            A oni zadają sobie inne pytanie: Jak przekształcić małżeństwo w twór dla mnie wyłącznie korzystny, bez kosztów, sam zysk? Kosztem partnerki? mówi sie trudno...

                            A wychodzi z tego działanie typu: I chciałbym i boję się.
                            Co niby jest typowe dla kobiet ;)

                            Był taki film z Clooney'em, gdzie on radził panu młodemu, którego sparaliżował strach tuż przed samą uroczystością ślubną- zwątpił,czy da radę być mężem, czy to jest dla niego.
                            Bohater grany przez Clooney'a zapytał go, czy pamięta jakieś wspaniałe albo trudne zdarzenie, ktorego nie dzielił z narzeczoną odkąd są razem i czy chciałby, aby tak było nadal.
                            Pan Mlody odpowiedział twierdząco- dostał kopa w zadek i pobiegł do ołtarza.

                            pozdro!
                            • kutuzow Pomieszanie pojęc 11.04.11, 13:57
                              Sisi ---> Mam wrażenie że część koleżanek tutaj piszących myli pojęcia i pisząc o "zaletach z małżeństwa" tak na prawdę myśli o zaletach dla faceta płynących z faktu bycia w stałym związku. Zauważ, że to nie jest to samo. Można być w związku nieformalnym (konkubinat) i wtedy znacząco spada liczba potencjalnych zalet związanych ze zmianą stanu cywilnego (konkubinat vs małżeństwo).

                              Zobacz, że to w dawnych czasach, gdzie był problem z seksem przed ślubem facet miał "ciśnienie" na szybki ślub z wiadomych względów. Dzisiaj gdy seks jest tani jak nigdy wczesniej (wrzucałem wczesniej stosowny art na ten temat) coraz więcej facetów rezygnuje z małżeństwa:

                              "Yes, sex is clearly cheap for men. Women's "erotic capital," as Catherine Hakim of the London School of Economics has dubbed it, can still be traded for attention, a job, perhaps a boyfriend, and certainly all the sex she wants, but it can't assure her love and lifelong commitment. Not in this market. It's no surprise that the percentage of 25- to 34-year-olds who are married has shrunk by an average of 1 percent each year this past decade."
                              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,122961239,122962484,Orginal_w_wersji_ang.html
                              Jak widzisz jest to średnio 1% na każdy rok - wiec juz 10% na dekadę. Jak widać facecji jakoś nie chcą zrozumieć jakie to "kokosy" daje im do małżeństwo (vs związek niesformalizowany w którym większość się znajduje -bo jakoś nie wierze ze nagle 1 proc rocznie z tej grupy wiekowej wybiera celibat) ;-)

                              Tak swoją drogą to ciekawy jestem kiedy zaczną robić komedie romantyczne w którym to facet będzie niecierpliwie czekał, aż w końcu uda mu się oświadczyć swej wybrance - swoją drogą skoro to takie "cenne" doświadczenie to ciekawe czemu na filmach zawsze jest jakoś na odwrót? Zastanawiałaś się nad tym?
                              • kag73 Re: Pomieszanie pojęc 11.04.11, 14:14
                                "Tak swoją drogą to ciekawy jestem kiedy zaczną robić komedie romantyczne w którym to facet będzie niecierpliwie czekał, aż w końcu uda mu się oświadczyć swej wybrance - swoją drogą skoro to takie "cenne" doświadczenie to ciekawe czemu na filmach zawsze jest jakoś na odwrót? Zastanawiałaś się nad tym? "

                                Filmy, mity, przeswiadcznia. A Ty zastanawiales sie skad bierze sie przewswiadczenie, ze facet zawsze moze i chce seksu? A wiemy, ze to nieprawda.
                                Znam przypadki, ze to facet chce zareczyn, dzieci, slubu.
                                Sama jestem z takim, ktory po 9 tygodniach znajomosci wywalil na stol obraczki zareczynowe, gdzie mnie to w ogole przez mysl nie przeszlo, nie bylam przygotowana na taka okolicznosc.
                                I znam w kregu znajomych wiecej przypadkow, ze to facet chcial slubu i dziecka.
                                Jeszcze poszukaj artykulu o kobietach w Anglii i ich checi zamazpojscia, bo maja podobnie jak tamtejsi faceci ;)

                                Moim zdaniem mozna zyc razem bez slubu, nie jest on koniecznoscia. Niemniej jednak w niektorych krajach przynosi korzysci, podatki sa nizsze.
                                Rzecz w tym, ze tak juz sie utarlo w naszej kulturze, ze ludzie najczesciej sie pobieraja. Byc moze kiedys sie to zmieni.
                                • kutuzow Re: Pomieszanie pojęc 11.04.11, 14:47
                                  Kag ---> końcówka o komedi romantycznej była swoistym żartem, nie zmienia to faktu że wcześniejsza cześć postu była merytoryczna. Przyznasz że następuje tutaj na forum pewny skrót myślowy u piszących kobiet gdzie "zalety z małżeństwa" = "zalety z bycia w związku z kobietą". Po prostu niektórzy nie zauważają że mimo iż małżeństwo jak zauważyłaś u nas kulturowo dominuje, to to się powoli zmienia (cytat z art który podałem). Tak jak kiedyś (jeszcze 20 lat temu) mało kto akceptował rozwody.

                                  Co do tego co pisałaś o naciskach ze strony facetów - moim zdaniem zazwyczaj naciska ta strona która jest mniej pewna siebie (wie że jego partner/partnerka jest niezłą partią na rynku matrymonialnym i warto ją "zaklepać").

                                  Co do Anglii - pisaliśmy już kiedyś o tym, że tam social dla samotnych matek mocno zmienił sytuację, na tyle że całkiem spora grupa nastolatek postrzega "bycie matką" jako sposób na dośc dostatnie życie (z zasiłków). Jak chcesz mogę poszukać stosownego linka w arch.


                              • sisi_kecz Re: Pomieszanie pojęc 11.04.11, 14:21
                                kutuzow napisał:

                                > Sisi ---> Mam wrażenie że część koleżanek tutaj piszących myli pojęcia i pi
                                > sząc o "zaletach z małżeństwa" tak na prawdę myśli o zaletach dla faceta płynąc
                                > ych z faktu bycia w stałym związku. Zauważ, że to nie jest to samo.

                                Taaaak?...
                                Zalety z małżeństwa to szersze określenie, które zawiera w sobie; zalety z małżeństwa, dla kobiety i dla mężczyzny.
                                Zatem może taki przykład, że coś jest "zaletą z małżeństwa"- i to coś będzie zaletą dla mężczyzny.

                                Można być w
                                > związku nieformalnym (konkubinat) i wtedy znacząco spada liczba potencjalnych
                                > zalet związanych ze zmianą stanu cywilnego (konkubinat vs małżeństwo).'

                                Jęsli dobrze rozumiem, to chodzi o to, że będąc w konkubinacie nie opłaca sie , zmienić go na małżeństwo?
                                Całkiem możliwe- zależy komu i co sie opłaca.

                                Dzisiaj gdy seks jest tan
                                > i jak nigdy wczesniej (wrzucałem wczesniej stosowny art na ten temat) coraz wię
                                > cej facetów rezygnuje z małżeństwa:'

                                A mi to zupełnie wisi, nawet wszyscy mogą sobie zrezygnować z małżeństwa- to każdego indywidualny wybór :)

                                Tak swoją drogą to ciekawy jestem kiedy zaczną robić komedie romantyczne w któr
                                > ym to facet będzie niecierpliwie czekał, aż w końcu uda mu się oświadczyć swej
                                > wybrance - swoją drogą skoro to takie "cenne" doświadczenie to ciekawe czemu na
                                > filmach zawsze jest jakoś na odwrót? Zastanawiałaś się nad tym?'

                                Nie lubię komedii romanticznych, ale casus znam ;)
                                Stereotypowo jest tak, że babka czeka na ten pierścionek, jak na zbawienie, a gościu ma supeł w żołądku i ..eście razy mu się nie udaje go wyciągnąć z kieszeni.

                                Ostatnio prezenterka Szulim, przyznała u Majewskiego, ze sama kazała sie swojemu mężczyźnie oświadczyć, wybrała sobie pierścionek i w restauracji po- na tę okoliczność spożytej kolacji- wydała komendę: Teraz !
                                Siedzący obok w czasie programu, Artur Barciś (malutki gabarytem aktor, mąż większej żony ;), łapal sie za głowę, słyszac o aktualnych obyczajach- ale cóz, znak czasów.

                                swoją drogą skoro to takie "cenne" doświadczenie to ciekawe czemu na
                                > filmach zawsze jest jakoś na odwrót? Zastanawiałaś się nad tym?'

                                Inne sa role w tym wydarzeniu, jakim są oświadczyny.
                                Pomijając Szulim, czy jakieś desperatki- to kobieta jest stroną przyjmującą oświadczyny- zatem ona czeka, aż on zacznie.
                                A on sie szykuje do tej akcji i również czeka na okazję, aby zadziałać i uzyskać efekt- czyli słowo: Tak!
                                Często jest tak, a na pewno kiedyś bylo to normą, ze facet musi sie dorobić pozycji społecznej i posiadać majątek, aby móc sie oświadczyć- i na taki moment w swoim życiu, kiedy będzie mógł zaproponować swojej wybrance- siebie, który cos znaczy, a nie gołodupca- też każdy mężczyzna czeka.

                                Inaczej to jako widzisz, albo inne filmy oglądaliśmy ;) ale ten Twój punkt widzenia:
                                on chce dupczyć bez zobowiązań, a ona szantażem wymusza na nim oświadczyny- to chyba nie są historie miłosne ?

                                ;)
                                • kutuzow Bicie piany 11.04.11, 14:40
                                  Sisi ---> odniosłaś się wczęśniej do tej oto wypowiedzi (sama ją zacytowałaś):
                                  "patrząc obiektywnie "korzyści" facetów z żeniaczki są większe niż kobiet z zamążpójścia"

                                  forum.gazeta.pl/forum/w,15128,123980899,124188685,Re_Taniej_jest_uczyc_sie_na_bledach_innych.html
                                  teraz zaś gdy brakuje argumentów zgodnie z tym co napisałem zaczyna się jakieś "filozofowanie" w stylu:

                                  "Taaaak?...
                                  > Zalety z małżeństwa to szersze określenie, które zawiera w sobie; zalety z małż
                                  > eństwa, dla kobiety i dla mężczyzny."


                                  Sprawnym ruchem pominęłaś meritum sprawy żeby najwięcej napisać na zupełnie nieznaczący żart o komediach romantycznych który zawartłem na koniec.

                                  " Jęsli dobrze rozumiem, to chodzi o to, że będąc w konkubinacie nie opłaca sie ,
                                  > zmienić go na małżeństwo?
                                  > Całkiem możliwe- zależy komu i co sie opłaca."

                                  Jak widać tym oto sprytnym ruchem można odwrócić uwagę od meritum sprawy.


                                  • sisi_kecz Re: Bicie piany 11.04.11, 15:00
                                    kutuzow napisał:

                                    > Sisi ---> odniosłaś się wczęśniej do tej oto wypowiedzi (sama ją zacytowała
                                    > ś):
                                    > "patrząc obiektywnie "korzyści" facetów z żeniaczki są większe niż kobiet z zam
                                    > ążpójścia"
                                    teraz zaś gdy brakuje argumentów zgodnie z tym co napisałem zaczyna się jakieś
                                    > "filozofowanie" w stylu:
                                    >
                                    > "Taaaak?...
                                    > > Zalety z małżeństwa to szersze określenie, które zawiera w sobie; zalety
                                    > z małż
                                    > > eństwa, dla kobiety i dla mężczyzny."

                                    > Sprawnym ruchem pominęłaś meritum sprawy '

                                    Żałuję teraz, że sprobowałam zrozumieć, o co Ci chodziło, z tym róznicowaniem "zalet małzeństwa". Napisałeś ten kawałek, tak że trudno odczytać o co kaman i jeszcze mi zarzucasz odwracanie kota ogonem.
                                    W tej poniższej wypowiedzi do kag, też nie złapałam sensu- może za mało kawy...

                                    " Jęsli dobrze rozumiem, to chodzi o to, że będąc w konkubinacie nie opłaca sie
                                    > ,
                                    > > zmienić go na małżeństwo?
                                    > > Całkiem możliwe- zależy komu i co sie opłaca."
                                    >
                                    > Jak widać tym oto sprytnym ruchem można odwrócić uwagę od meritum sprawy.'

                                    masz obsesję z tym meritum?

                                    Pisz zrozumiale i nie oczekuj, że ktoś ma podręcznego tłumacza do kutuzowa ;)

                                    pozdro!
                                  • urquhart Dogmat niedyskutowalny. 11.04.11, 16:11
                                    kutuzow napisał:

                                    > Sisi ---> odniosłaś się wczęśniej do tej oto wypowiedzi (sama ją zacytowała
                                    > ś):
                                    > "patrząc obiektywnie "korzyści" facetów z żeniaczki są większe niż kobiet z zam
                                    > ążpójścia"

                                    Kiedyś korzyści były zdefiniowane jasno: żona wnosi posag i obowiązki małżeńskie.
                                    Teraz obowiązki, wymagania co do kasy, alimenty ma facet a kobieta ewentualnie ma ochotę lub nie ma :)
                                    Ale na założeniu wyzysku kobiety przez mężczyznę oparty jest cała ideologia feministyczna wiec niezależnie od faktów, czy od tego tam by pisali psycholodzy od związków jest to dogmat przecież niedyskutowany.
                                    • mujer_bonita Re: Dogmat niedyskutowalny. 11.04.11, 17:16
                                      urquhart napisał:
                                      > Teraz obowiązki, wymagania co do kasy, alimenty ma facet a kobieta ewentualnie
                                      > ma ochotę lub nie ma :)

                                      Alimenty to ma dziecko. A wymagania to niestety nie rzeczywistość.
                      • mujer_bonita Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 09.04.11, 22:20
                        slimakpokazrogi napisała:
                        > Tyle, ze ja mam podejście nietypowe -
                        > nie uważam, ze jedna osoba musi być na całe życie, nie uwazam,
                        > ze posiadanie dzieci/domu/kredytu(:)) jest JAKĄKOLWIEK barierą przed
                        > rozstaniem...

                        Wyjdź za mąż, weź kredyt, urodź dziecko - potem porozmawiamy ;)
                        • slimakpokazrogi Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 10.04.11, 23:35

                          wyszłam za mąż, wzięłam kredyt , urodziłam dziecko:P:P:P A ze związku nie zamierzam rezygnowac (przynajmniej na razie;)), bo jest permanantnie udany:).
            • mujer_bonita Bingo! 08.04.11, 08:30
              kutuzow napisał:
              > Cytowany art spodobał mi się ponieważ swego czasu byłem właśnie z taką kobietą (...)

              Bingo! A jakiś czas temu, kiedy pytałam - z jakimi to kobietami musiałeś się zadawać, żeby mieć takie poglądy to skończyło się fochem, obrazą i tupaniem.

              I teraz z satysfakcją napiszę: A NIE MÓWIŁAM! :D :D :D
              • urquhart Re: Bingo! 08.04.11, 09:44
                mujer_bonita napisała:
                > Bingo! A jakiś czas temu, kiedy pytałam - z jakimi to kobietami musiałeś się za
                > dawać, żeby mieć takie poglądy to skończyło się fochem, obrazą i tupaniem.

                To zawsze jest dyskusja, czy ktoś jest zdeterminowany do oplatania innych bluszczem, czy wykazuje te cechy w sprzyjających warunkach kiedy trafi na gotową na zaangażowanie ale niedość nieasertywna i nieprzygotowana osobę,?
                Bo mi się wydaje że i jedno i drugie, ale drugi przypadek jest częstszy.
                I przynajmniej w tym drugim przypadku można zapobiegać i wrzucić relacje na właściwe tory jak się jest na to przygotowanym, tudzież wykorzysta wiedzę o błędach innych.
                • mujer_bonita Re: Bingo! 08.04.11, 09:51
                  Zgadzam się z tym co napisałeś, choć zupełnie nie wiem jak to się miało do mojej wypowiedzi ;)
            • blossom_hill Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 08.04.11, 09:59
              Widzę, że nadal jestem sławna i opisywana jako bluszcz:) to co dla Kutuzowa było problemem, dla mnie było okazywaniem uczucia, którego musiałam szukać u Niego z lupą.
              Teraz ja też mam to szczęście bo jestem w związku w którym jestem kochana.
              Cieszę się, że oboje znaleźliśmy szczęście, którego szukaliśmy ale w przeciwieństwie do Kutuzowa ja nie komentuje mojego przeszłego związku na forum.

              • urquhart Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 08.04.11, 10:33
                blossom_hill napisała:
                > Teraz ja też mam to szczęście bo jestem w związku w którym jestem kochana.
                > Cieszę się, że oboje znaleźliśmy szczęście, którego szukaliśmy ale w przeciwień
                > stwie do Kutuzowa ja nie komentuje mojego przeszłego związku na forum.

                Widzisz, tak naprawdę cenne jest spojrzenie na konflikt z obu stron, bo najcenniejszym co można wynieść to schematy typowych nieporozumień, których nie powieli się w kolejnych związkach, lepsze rozumienie innego partnera, do którego nie ma się już negatywnych emocji i wspomnień zranień. Zakładając że obie strony miały bardzo dobre chęci, wyszło jak zawsze...
              • sisi_kecz Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 08.04.11, 10:34
                blossom_hill napisała:

                > Widzę, że nadal jestem sławna i opisywana jako bluszcz:)'

                Rozumiem, ze kierujesz te słowa do kutuzowa, bo z mojej strony "bluszcz" był podawany zupełnie bezosobowo.
                Nawet sądziłam, że jesteście ciągle razem, a ta była, to była pre- blossom_hill.

                Powodzenia!!!
                • blossom_hill Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 08.04.11, 10:54
                  sisi_kecz napisała:

                  > Rozumiem, ze kierujesz te słowa do kutuzowa, bo z mojej strony "bluszcz" był po
                  > dawany zupełnie bezosobowo.
                  > Nawet sądziłam, że jesteście ciągle razem, a ta była, to była pre- blossom_hill
                  > .
                  >
                  > Powodzenia!!!

                  Nie ma sprawy:) Dzięki i nawzajem!!!
                • kutuzow Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 08.04.11, 12:16
                  sisi_kecz napisała:

                  > blossom_hill napisała:
                  >
                  > > Widzę, że nadal jestem sławna i opisywana jako bluszcz:)'
                  >
                  > Rozumiem, ze kierujesz te słowa do kutuzowa, bo z mojej strony "bluszcz" był po
                  > dawany zupełnie bezosobowo.
                  > Nawet sądziłam, że jesteście ciągle razem, a ta była, to była pre- blossom_hill
                  > .

                  Nie pamiętam żebym napisał gdziekolwiek o "bluszczu". Poza tym jak widać ze słów Sisi trzymam sie naszego ustalenia i nie ciągne dalej na forum historii związku Kutuzw&Blossom_Hill
                  • blossom_hill Mój wcześniejszy post z 13.01 miał być do tego. 08.04.11, 13:05
              • mujer_bonita Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 08.04.11, 10:40
                blossom_hill napisała:
                > Widzę, że nadal jestem sławna i opisywana jako bluszcz:) to co dla Kutuzowa był
                > o problemem, dla mnie było okazywaniem uczucia, którego musiałam szukać u Nieg
                > o z lupą.

                No właśnie. Moim zdaniem rozmawiać o jakiejkolwiek 'bluszczowatości' w przypadku, kiedy jedna strona kocha a druga nie bardzo to jak gadać ze ślepym o kolorach. A tworzenie jakichś teorii jak powinien wyglądać wzorcowy związek na tej podstawie to już totalna pomyłka. Miłość naprawdę zmienia spojrzenie na wiele spraw.

                > Teraz ja też mam to szczęście bo jestem w związku w którym jestem kochana.

                Good for you! Powodzenia :)
                • blossom_hill Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 08.04.11, 10:56
                  mujer_bonita napisała:

                  > No właśnie. Moim zdaniem rozmawiać o jakiejkolwiek 'bluszczowatości' w przypadk
                  > u, kiedy jedna strona kocha a druga nie bardzo to jak gadać ze ślepym o kolorac
                  > h. A tworzenie jakichś teorii jak powinien wyglądać wzorcowy związek na tej pod
                  > stawie to już totalna pomyłka. Miłość naprawdę zmienia spojrzenie na wiele spra
                  > w.

                  Zgadzam się w 100% procentach.

                  Tobie również życzę wszystkiego dobrego!!!
                  • triss_merigold6 Cześć Blossom:) 08.04.11, 11:20
                    Cześć Blossom Hill i wszystkiego dobrego.:)
                    W tamtych wątkach nie chciałam być złośliwa.
                    • blossom_hill Re: Cześć Blossom:) 08.04.11, 11:47
                      Cześć Triss:)
                      Było minęło, wybaczam:)
            • blossom_hill Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 08.04.11, 13:01
              kutuzow napisał:

              > Widzę ze powoli dyskusja z problemu opisanego w art schodzi na to "jaki ten Kut
              > uzow okropny -sie czepia kobiet znowu".
              Żeby uciąć dalsze dywagacje i domysły
              > mogę napisać tylko ze temat poruszany w art był problemem dla mnie we wcześniej
              > szym związku.

              Może się czepiam ale dla mnie to ewidentnie mowa o Blossom_hill&Kutuzow ( wzmianka ale zawsze ).
              A co do bluszcza to jeśli mowa jest w art o takich kobietach co to oplatają się wokół faceta jak bluszcz a potem przytacza się przykład takiego związku to juz nie owijając w bawełnę Blossom=Bluszcz

              A tak na marginesie ciekawy jest film "Trujący bluszcz" Polecam wszystkim tak przy okazji:)


              • sisi_kecz Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 08.04.11, 13:11
                Może się czepiam ale dla mnie to ewidentnie mowa o Blossom_hill&Kutuzow ( wzm
                > ianka ale zawsze ).'

                Tak naprawdę to tylko Wy wiedzieliście, ze chodzi o Was.
                Ja np. nie śledzę Waszej biografii ;)

                Pozytywne jest to ,że teraz oboje szczęśliwi i zadowoleni- nie moze być lepiej:)
                A wspomnienia zostaną, tylko żal wyblaknie...

                pozdro!
              • kutuzow Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 08.04.11, 13:13
                blossom_hill napisała:


                > Może się czepiam ale dla mnie to ewidentnie mowa o Blossom_hill&Kutuzow ( wzm
                > ianka ale zawsze ).
                > A co do bluszcza to jeśli mowa jest w art o takich kobietach co to oplatają się
                > wokół faceta jak bluszcz a potem przytacza się przykład takiego związku to juz
                > nie owijając w bawełnę Blossom=Bluszcz

                Widzisz Blossom to, że związek Blossom_hill&Kutuzow jest "wcześniejszy" a nie "obecny" wiedziałaś tylko Ty i ja. Dzięki Twym postom teraz wiedzą to także inni forumowicze. jest takie powiedzenie "uderz w stół a nożyce się odezwą", ciekawe że ze wszystkich postów na tym forum wybrałąś akórat ten do swego powrotu na forum ;-)
                • blossom_hill Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 08.04.11, 13:19
                  :)
                • mujer_bonita Re: "Taniej" jest uczyć sie na błędach innych 08.04.11, 13:26
                  kutuzow napisał:
                  > Widzisz Blossom to, że związek Blossom_hill&Kutuzow jest "wcześniejszy" a nie "
                  > obecny" wiedziałaś tylko Ty i ja. Dzięki Twym postom teraz wiedzą to także inni
                  > forumowicze.

                  Czyli jednak pisałeś o niej ale myślałeś, że to pozostanie tajemnicą. Oj nieładnie, nieładnie. Nie po dżentelmeńsku :)
    • efi-efi Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 07.04.11, 21:47
      kutuzow napisał:
      >>uważam że najtaniej jest się uczyć na błędach innych, obserwując, analizująć i wyciągając >>wnioski.
      - A ja uważam, że nie ma to jak badanie świata organoleptycznie!
      Tym bardziej , że to co dla jednych jest błędem dla mnie może być całkiem fajną opcją.

      >> gram w otwarte karty i komunikuje swoje podejście partnerce -wiec ma świadomość czego >>może się spodziewać.

      - A jak szybko komunikujesz , że nie zamierzasz wstępować w związek małżeński, ani się rozmnarzać? Uczciwie na pierwszej randce czy dopiero jak się zakocha? :)
      • kutuzow Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 07.04.11, 23:04
        efi-efi napisała:

        " - A jak szybko komunikujesz , że nie zamierzasz wstępować w związek małżeński,
        > ani się rozmnarzać? Uczciwie na pierwszej randce czy dopiero jak się zakocha? "

        - zasadniczo nie później niż na 2-3 randce.
    • urquhart pragnienie jedności a męskość i kobiecość 07.04.11, 22:40
      kutuzow napisał:
      > "'Chciałbym mieć kiedyś taką kobietę, że kiedy będzie zbliżać się weekend, ja n
      > ie będę pewien, że ona chce go spędzić ze mną' - usłyszałam ostatnio od znajome
      > go singla. Czy nam, kobietom, marzą się symbiotyczne związki?

      Podróżuje służbowo sam trochę po świecie w ciekawych miejscach i wystawnych hotelach ale przyznam że mi te chwile zupełnie nie smakują jak wielu moim kolegom, każda przyjemność jest niepełna. Czytam ten wątek po powrocie z takiej podróży. Im ciekawsze i piękniejsze miejsce, tym bardziej ubolewam że jestem sam, bez mojej żeńskiej połowy.
      Cóż, czuje się żywym przykładem teologicznych teorii że człowiek stworzony został (na podobieństwo Stwórcy) z dwóch połówek męskiej i żeńskiej które dążą do jedności, są przeciwstawne, ale zarazem komplementarne. Sprzeczne jak żywioły i jak przeciwstawnie elektrycznie cząstki tworzą atom o ile nie są ani za daleko, ale blisko w harmonii.
      Spędzamy większość czasu razem, ale nieco czasu osobno jest niezbędne żebym ja czerpał z męskich źródeł mocy , a ona z czysto kobiecych. Bo wtedy jesteśmy jednością kiedy ja jestem dla niej bardziej męski a ona dla mnie bardziej kobieca a nie tacy sami/.
      • vitek_1 Re: pragnienie jedności a męskość i kobiecość 08.04.11, 04:17
        > . Im ciekawsze i piękniejsze miejsce, tym bardziej ubolewam że jestem sam, bez
        > mojej żeńskiej połowy

        A nie możesz połowy zabierać ze sobą, choćby raz na jakiś czas?

        Fajnie masz że podróżujesz (i jeszcze ci za to płacą). Ja dla odmiany siedzę jak kołek wbity w ścianę. W d.pie byłem i g. widziałem, taka jest prawda. I nigdy się to nie zmieni. Do 80 roku życia smycz w postaci pracy (gdy będe przechodził na emeryturę to wyobrażam sobie że taki będzie wiek emerytalny - 80 lat), a wtedy będę musiał się przytrzymywać poręczy żeby poderwać d.pę z kibla, ciekawe gdzie w takim stanie pojadę, chyba prosto do krematorium. Sory za słownictwo ale ch. mnie strzela gdy sobie pomyślę jak mam przesr.ne a wy jakie macie fajne życie :(((
        • thelma.3333 Re: pragnienie jedności a męskość i kobiecość 09.04.11, 17:03
          o matko, aleś pojechał; na tym forum jestem od niedawna, wiec może się wcześniej 'wywnetrzniles', czemu tak jest, ale spytam : dlaczego nie możesz zmienić nic w życiu, żebyś nie myślał o nim 'ch....we'?
          • vitek_1 Re: pragnienie jedności a męskość i kobiecość 10.04.11, 00:15
            Widzisz tak się składa że jestem współczesnym niewolnkiem który przez całe życie haruje za miskę zupy dziennie dla siebie i członków rodziny, a jak chce na krótko odalić się z miejsca harówki musi prosić pana o zgodę, jak chłop pańszczyźniany w średniowieczu. Jak masz jakiś sensowny pomysł jak to zmienić to chętnie przeczytam. Tylko nie pisz że mogę zmienić pracę. Wiesz ile przychodzi zgłoszeń na 1 atrakcyjne miejsce pracy? Przeciętnie od 100 do 500. To już lepiej grać w totolotka, szanse na sukces podobne.
            • thelma.3333 Re: pragnienie jedności a męskość i kobiecość 10.04.11, 22:23
              bo pracy nie zmienia się na taka, na która rzuca się 1000 innych osób, bo nic innego nie umieją robić;
              niestety, na rynku liczy się zwykła podaż/popyt; i trzeba coś umieć, żeby się przebić;
              może warto się dokształcić, zrobić jakiś kurs, przekwalifikować?
              ja tak w przeszłości zrobiłam, ze z pracy kompletnie nierozwojowej przeszłam do innej, za mniejsze pieniądze, po to żeby zdobyć doświadczenie
              teraz mi się to opłaciło;
              ja wiem, ze każdy chciałby tu i teraz, ale pomysł sobie ile do emerytury jeszcze trzeba pracować, to chyba ten 1-2 warto zainwestować żeby potem było lepiej?
              • vitek_1 Re: pragnienie jedności a męskość i kobiecość 11.04.11, 02:05
                W teorii to nawet logicznie wygląda, ale praktyka jest nieco inna.

                Uważam że jestem dobry w tym co robię i nie za bardzo wyobrażam sobie co mógłbym robić lepiej.

                Nie jestem też już w tym wieku żeby móc nauczyć się czegoś od zera. Biologii nie oszukam. Poza tym wykształcenie to nie wszystko. Praktycznie wszędzie aplikacje bez co najmniej 5 lat doświadczenia w zawodzie służą wyłącznie jako pokarm dla niszczarki. Jak się ma 20 lat to można nawet stażować za darmo żeby naciułać tych lat doświadczenia, ale gdy ma się rodzinę na utrzymaniu to raczej trudno? Poza tym jakie studia czy szkoły nie skończysz to nigdy nie skończysz ich sam, zawsze będą setki konkurentów i oni zawsze wygrają bo są młodsi, szybsi, przystojniejsi, bardziej wyszczekani, lepiej ubrani, i przede wszystkim znający kogo trzeba, a na to się zwraca uwagę a nie na rzeczywiste umiejętności których przecież nie można zweryfikować zanim się kandydatowi nie pozwoli ich zademonstrować w codziennej pracy.
                • thelma.3333 Re: pragnienie jedności a męskość i kobiecość 11.04.11, 22:48
                  wiesz, jest takie powiedzenie: jak ktoś czegoś chce, to znajdzie sposób; a jak nie chce, to znajdzie powód;
                  jeśli tak to postrzegasz, to po co w ogóle narzekasz? skoro będziesz w tej sytuacji tkwił do końca życia, to chyba sensowniejszym byłoby znalezienie jakichś plusów 'na osłodę' ?
                  a takowe zawsze się znajda, w myśl powyższego stwierdzenia: jak ktoś ... :-)
                  • vitek_1 Re: pragnienie jedności a męskość i kobiecość 12.04.11, 04:03
                    Ależ ja dostrzegam plusy. Na przykład nie umieram na raka. Albo to że nie mam problemów z potencją ;) Jakbym chciał się rozwodzić nad plusami to bym to robił. Tyle że nie byłoby to ciekawe bo takie plusy są udziałem 99% społeczeństwa, każdy zna je z własnego życia.
                    • gomory Re: pragnienie jedności a męskość i kobiecość 13.04.11, 10:56
                      No w koncu sie po ludzku odkryles i zabrzmiales najzupelniej normalnie :).
                      Super, bo do tej pory mialem wrazenie, ze zazdroscisz losu kamieniom wyczekujacym nastepnego zlodowacenia :).
      • mujer_bonita Re: pragnienie jedności a męskość i kobiecość 08.04.11, 12:16
        urquhart napisał:
        > Cóż, czuje się żywym przykładem teologicznych teorii że człowiek stworzony zost
        > ał (na podobieństwo Stwórcy) z dwóch połówek męskiej i żeńskiej które dążą do j
        > edności, są przeciwstawne, ale zarazem komplementarne. Sprzeczne jak żywioły i
        > jak przeciwstawnie elektrycznie cząstki tworzą atom o ile nie są ani za daleko,
        > ale blisko w harmonii.

        Uzupełnianie się. Jak dwa fragmenty puzzli - często zupełnie różni a jednak 'na styku' pasujący.
      • gomory Re: pragnienie jedności a męskość i kobiecość 14.04.11, 09:46
        > Podróżuje służbowo sam trochę po świecie (...) ale przyznam że mi te chwile zupełnie nie smakują (...) ubolewam że jestem sam, bez mojej żeńskiej połowy.

        Rozumiem Ciebie, bo takze odczuwam pewien brak gdy nie mam z kim dzielic tego czego doswiadczam. Samemu jakos tak polowicznie smakuje. Troche bluszczenia u kobiety wiec mnie nie przeraza nic a nic.
        P.S. Przy okazji mialem sie spytac czy pornosy w wystawnym hotelu to sie oglada te darmowki przez neta czy kanaly pay per view na TV?
    • olga.dobroslawa Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 08.04.11, 21:08
      Wydaje mi się, że większość z nas, czytając taki artykuł, myśli sobie, że to naturalne, prawidłowe i zdrowe, aby partnerzy w związku mieli swoje przestrzenie - jak to określiła psycholożka, są jak 'zachodzące na siebie koła'.

      Wszystko pięknie, ale kiedy dochodzi do praktyki... Nie jest już tak łatwo. Bo ze swojego przykładu wiem, że niekoniecznie. :)
      • efi-efi Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 09.04.11, 19:56
        vitek_1 napisał;
        .>>Do 80 roku życia smycz w postaci pracy (gdy będe przechodził na emeryturę to wyobrażam sobie że taki będzie wiek emerytalny - 80 lat),

        - hehe , nie pomyślałam, że jeszcze tak nas moą załatwić :)
        A tak swoją drogą to mieszkając w UK nie widziałeś dziadów starszych niż węgiel, którzy opierając się na "balkoniku" wtaczają się zadowoleni do pubu?

        • vitek_1 Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 10.04.11, 00:24
          Nie widziałem, za to wiele jest starszych osób całkowicie zdziadziałych, ułomnych, zdziwaczałych, samotnych, siedzących całymi dniami samotnie w swoich zapuszczonych domach, którymi nikt się nie interesuje i którzy czekają chyba tylko na śmierć. Sam mieszkam w domu po takim starym dziadku. Był tu totalny syf, nawet linii telefonicznej nie było że o kablówce nie wspomnę. Ja też pewnie tak skończę, a jak w końcu zdechnę to dom przyznają następnemu frajerowi. To się nazywa circle of life ;)
          • efi-efi Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 10.04.11, 20:59
            vitek_1 napisał:

            >>Ja też pewnie tak skończę, a jak w końcu zdechnę to dom przyznają następnemu frajerowi.

            - A może dzieci się w końcu wyniosą 'na swoje' i Twoja żona będzie Cię zamęczać do końca życia ochotą na seks :) Będziesz ganiał z gołym pyrtkiem po domu - tak jak sobie życzysz - i bzykanie miał na każde zawołanie. :D
            • vitek_1 Re: Przestrzeń w związku dla "Ja" vs "Symbioza" - 11.04.11, 02:07
              Obawiam się że zanim to nastąpi to o bzykaniu będę mógł sobie co najwyżej powspominać :)
Pełna wersja