krissdevalnor5
14.05.11, 21:22
Zaczęło się pewnie od tego, że trzeba podobno polatać po świecie i nieco się wyszumieć a nie pakować w trwałe związki. Dość długo (z 15 lat) myślałam, że to tylko takie gadanie.
Mojemu jeszcze wtedy nie mężowi strasznie na mnie zależało. Starał się, cierpiał, zdobywał, wiele dla mnie zrobił- zdobył. Jako, że początkowo źle go traktowałam, a dobra ze mnie dziewczyna:P wpadłam na idiotyczny pomysł, żeby mu to wynagrodzić. Ustępowanie i pokora w kilka lat zrobiły z niego chama, egola i brutala. Długo to trwało. W międzyczasie urodziło się nasze pierwsze dziecko. Kochałam go, ale kiedy podniósł na mnie rękę coś we mnie pękło. No i skończył się we mnie sex. Jak ręka odjął. Któregoś dnia szłam ulicą i pomyślałam sobie, że gdybym poszła do baru i dała d*** pierwszemu lepszemu, to byłoby to mniej upokarzające, mniej obrzydliwe, niż chodzenie do łóżka z gnojem, który mnie wyzywa i grozi.
Sama nie wiem dlaczego zostałam, ale zostałam. Postawiłam się, doprowadziłam drugiego przewartościowania układu, wróciło do normy. Zaczęło być fajnie, okazało się, ze jemu zależy, ze potrafi się pozbierać i być inny. Drugie dziecko. Lata lecą, sielanka.
No nie do końca. Seks jak zniknął, tak nie wrócił. Zaczęły się pretensje do mnie. Że on tak nie potrafi itd, itp. Wydawało mi się, że ma ogromny temperament, ciągle chciał. Ja- ZERO. Kocham sport, wyzwania, dbam o wygląd. To powinno iść w parze z seksem- nie, nie szło. Postanowiłam się wziąć za siebie, bo przewidywałam kolejną katasrofę. Były rozmowy co kto lubi, eksperymenty, cuda wianki. Wiele to nie dało poza tym, że zauważyłam, od jak dawna nie mam przyzwoitej satysfakcji i jak właściwie jestem niewyżyta. I że nie potrafię jej osiągnąć. Pytanie: wcale? Czy z tym facetem? Latka lecą, on ma chęci ale możlwości jakby nie te co kiedyś. Myslałam, że skoro się staramy i "pracujemy nad tematem", to to się wreszcie jakoś rozwiąże. Nic się nei rozwiazuje. On twierdzi, ze mnie kocha, ze go strasznie pociągam. Ja patrzę na niego i widzę, że przytył, że tyłek ma nie taki fajny, że coś tam. A już prawdziwa katastrofa mi majaczy na horyzoncie, bo zaczynam się rozglądać po facetach w swoim otoczeniu. Całe życie byłam mu wierna. Co to jest. Kryzys wieku średniego?!