n.wataha
07.06.11, 11:21
Do założenia tego wątku natchnęły mnie pomysły invisible44, co zrobić by wzbudzić u kobiety chęć pójścia z mężem do łóżka. Ale również wątki:
"Gdzie oni są"
"czy raz na tydzień to dużo czy mało?"
"Czy kobiety naprawdę nie lubią seksu?"
"Samotność w związku"
i wiele innych ciągle o tym samym.
Czasami dochodzę do wniosku, że kobiety nie są skomplikowane, lecz że mają w głowach tak poprzestawiane, że same nie wiedzą czego chcą.
Seks ogólnie od początku małżeństwa mieliśmy bardzo udany. Doświadczenie (z innymi kobietami) miałem dość spore i raczej nie odmówiłyby mi nawet gdybym teraz jako żonaty (a one mężatki) zaproponował im łóżko.
Miałem taki okres "postu". Jeden dzień - "Boli mnie głowa", kolejny - "miałam zły dzień w pracy", następny - "boli mnie żołądek", jeszcze następny - "nie mam dzisiaj nastroju", potem miesiączka i "krępacja" żony. Raz za wcześnie, bo dziecko może się obudzić, raz za późno, bo jutro do pracy.
Najpierw starałem się "odnowić płomień miłości i pożądania" za pomocą atmosfery (dziecko do teściów, odpicowany, prosto od fryzjera, kolacja przy świecach, bita śmietana i lody w łóżku - bynajmniej nie w naczyniach i łyżeczką). Guzik z tego wyszło, bo była śpiąca "po całym tygodniu stresu w pracy".
No to może z innej beczki?
Znów dziecko do babci. Zapraszam żonę na kolację do restauracji, troszkę alkoholu na poprawienie nastroju, wskakujemy w taksówkę i do domciu. Kolejna noc bezseksia.
No dobra. Więc może zamiast na lowelasa, spróbuję na twardziela, co to bez żenady zdecydowanie i bez skrupułów dobiera się do kobiety i zdziera z niej ubranie? Tekst "co Ty sobie wyobrażasz, jak mam niby się kochać, gdy zachowujesz się jak brutal?" wystarczająco ściągnęło mnie na ziemię, jakbym pieprznął z samolotu o glebę bez spadochronu.
Kurde, czy ja sroce spod ogona wypadłem? Laski wokół mizdrzą się do mnie i bajerują żonę jakiego to ma fajnego faceta, więc może na zazdrość?
OK, wróciłem do domu nad ranem. Żona nie spała, tylko czekała na mój powrót po ciemku (więc martwiła się co się ze mną dzieje). Niestety na tym się skończyło. Poszła natychmiast spać. Minął miesiąc i nawet nie zadała pytania gdzie byłem, co robiłem.
No to została mi ostatnia możliwość - szczerze porozmawiać.
Powiedziałem jej, że miesiąc bezseksia, to dla mnie coś co mnie psychicznie wykańcza. No to na drugi dzień poszła ze mną do łóżka. I ... następny numerek za miesiąc.
Efekt? Ano poczułem się dokładnie tak, jak zostałem potraktowany - dla świętego spokoju dała d... z łaski.
Morał?
Wy kobiety chcecie być zdobywane, chcecie poczuć że mężczyzna interesuje się Wami i dba o Wasze potrzeby. I chwała Wam za to.
Ale w pewnym momencie przeginacie i przestajecie zauważać, że my też jesteśmy ludźmi z własnymi potrzebami, pragnieniami i nie lubimy by nas upokarzano przymuszaniem do żebrania o seks. A to niestety dość często w dobie wyzwolenia kobiet się zdarza. Po prostu wolność, jaką przyniósł feminizm często prowadzi Was do przeginania w drugą stronę.
Co jak z tą segregacją rasową w USA. Kiedyś upokarzano tam czarnych, teraz to biali muszą się bać w czarnych dzielnicach.
Nie wiem skąd się to bierze, może przez setki lat byłyście traktowane przedmiotowo i teraz jakaś głęboko na dnie cząstka Waszej świadomości rwie się by odegrać się na nas za tamte lata?
Teraz kolejna ciekawostka.
Czyli Europejki (w tym Polki) i Habibi z Egiptu.
Ponieważ dość dobrze znam ten kraj i jego kulturę (zwiedziłem go prawie w z dłuż i w szerz i to wcale nie wycieczkowymi autokarami), mam kolegów Arabów, powiem, że bardzo ciekawe jest Wasze podejście do lowelasów z tych krajów.
Otóż Europejki jak na lep dają się łapać na czułe słówka i wymowne miny (również gesty) Egipskich żigolaków. Panie dzięki temu leczą swoje kompleksy. Ale nic poza tym z tego nie wynika, ponieważ poznałem wiele małżeństw mieszanych, w których Europejki "habisie" próbowały "oswoić" według własnych wzorców kulturowych i oczywiście nic z tego nie wyszło.
Owszem, wyjątki, gdzie małżeństwo z muzułmaninem jest szczęśliwe, ale w jednym przypadku to muzułmanin dał się wziąć Polce pod pantofel (tak, tak, widziałem to na własne oczy i co najdziwniejsze mieszkają w Egipcie), albo są to małżeństwa które mieszkają w jakimś kraju neutralnym kulturowo dla obu współmałżonków (np. Belgia, Holandia) i oboje musieli pójść na kompromis, szczególnie, że zamieszkali tam sami bez swoich rodzin, które nie mogły na nich wywierać nacisków.
Wszystkie pozostałe mieszane małżeństwa z Arabem kończyły się wielkim rozczarowaniem i rozłąką.
Więc jako kochanki jesteście świetne, jako materiał na żony, najczęściej macie więcej oczekiwań niż mężczyzna mógłby spełnić.
Wiem, wiem, zdarzają się wyjątki i zapewne na tym forum większość kobiet to właśnie te pozytywne wyjątki. Ale czytając nawet niektóre posty Sea.Sea, Wy kobiety same zauważacie, że Wasze "rywalki w płci" potrafią po ślubie zmieniać się w sposób przez mężczyzn całkowicie nie zrozumiały i wcale nie na lepsze.