niebieski_dlugopis
08.06.11, 08:50
Cześć od jakiegoś czasu czytam sobie wątki na tym forum. Dawno chciałam napisać, nie mogłam się zebrać, może żeby nie zostać wyśmianą, a może żeby nie usłyszeć prawdy.
Jesteśmy małżeństwem ponad 10 lat, 2 dzieci i od ok. pół roku brak seksu. Na pewno wina leży w większości po mojej stronie. Boję się zainicjować seks, jestem tak bierna, że sama ze sobą bym nie wytrzymała. Jednak wysyłam znaki (tak mi się wydaje że czytelne), mąż jednak siedzi do późna w nocy przed komputerem i czeka żebym zasnęła-co wieczorem przychodzi mi niestety dość łatwo. Kiedyś poprosiłam żeby już dołączył "za chwilę"- odpowiedział, a ja zasnęłam. Lubiłam seks kiedyś bardziej, a teraz kiedy tłumię w sobie potrzebę, jakoś udaje mi z tym żyć. Atmosfera robi się jednak kwaśna w domu, bo mąż ma do mnie pretensje- nie wypowiedziane, tylko takie fochy. Teraz stwierdził że skoro przebywamy tak mało ze sobą, to on pojedzie na urlop sam. Jesli teraz zacznę coś inicjować, pomysli że chcę go zatrzymać "na seks"? Wg mnie to może jechać, tylko czemu powiedział to takim tonem jakby mnie nienawidził?