Co z tym fantem począć

09.06.11, 00:05
bo już brak mi pomysłów. A historia pewnie tak powtarzalna że aż boli. I aż się nie chce pisać...

Małżeństwo z kilkunastoletnim stażem. Nie przenoszone z liceum więc nie siłą inercji, nie ponaglane ciążą - wydawałoby się że z niezłym kapitałem na przyszłość.
Oboje z kompleksami i z rodzinnymi pogmatwanymi problemami z młodości, obecnie dzieci, wspólne zobowiązania finansowe i na szczęście dobra sytuacja finansowa.
W sypialni nigdy nie było szczególnie gorąco - ona akceptująca ten stan rzeczy, jemu chyba to kolidowało z temperamentem ale najpierw łudził się, że to się z czasem zmieni. Mija kilkanaście lat, po drodze kryzys sztuk dwie - jego romanse jako tak naprawdę katalizatory - decyzja o terapii małżeńskiej, pożar zażegnany - i co dalej?
Jak doprowadzić do dogrania tych, jednak chyba nie przystających do siebie temperamentów? Ileż lat można czekać na inicjatywę żony w łóżku albo chociaż na namiętną reakcję na jego zaloty? Ileż pikantnych smsów ma wysłać on żeby doczekać się odzewu innego niż (zapewne) pokrycie rumieńcem i brak odpowiedzi?
Ile rozmów o tym, że trzeba się wreszcie ze sobą zacząć otwarcie komunikować trzeba odbyć zanim straci się ostatecznie nadzieję, że coś się w końcu zmieni? Jak bardzo otwartym trzeba być, żeby w końcu się przebić z komunikatem?
    • betka301live Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 06:59
      Czytając ten post widzę siebie.. lecz problem z tą, drugą płcią.. Kilkanaście lat związku, niezliczone próby aby coś poprawić, zmienić.. Sex , hmmm.. czasami szybki numerek " po bożemu".
      Moje wnioski- jest pewien typ ludzi, zamknietych w sobie, którym rozmowa o sprawach intymnych jest krępująca i nie wiem jaka jeszcze...
      Tu cytuję mojego męża " moja głowa to twierdza- nikt nie ma i nie będzie miał do niej dostępu..." smutne ale prawdziwe.
      • druginudziarz Re: Co z tym fantem począć 15.06.11, 12:53
        betka301live napisała:

        > Tu cytuję mojego męża " moja głowa to twierdza- nikt nie ma i nie będzie miał
        > do niej dostępu..." smutne ale prawdziwe.

        Do zakutego łba też nie ma dostępu, ale nie mów mu tego bo sięobrazi
    • lilyrush Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 09:02
      nie ma takiej liczby, nie ma takiego sposobu- żona albo nie lubi i nie potrzebuje seksu albo nie lubi i nie potrzebuje seksu z Toba.
      Jakkolwiek, nie licz ze sie na trwale coś zmieni
      • n.wataha Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 09:09
        lilyrush napisała:

        > nie ma takiej liczby, nie ma takiego sposobu- żona albo nie lubi i nie potrzebu
        > je seksu albo nie lubi i nie potrzebuje seksu z Toba.
        > Jakkolwiek, nie licz ze sie na trwale coś zmieni.

        Jest jeszcze jedna alternatywa. Ona potrzebuje seksu, ma własne fantazje, ale tłumi je w sobie gdzieś głęboko, bo tak została w życiu "wytresowana". Przepraszam za to mocne słowo, ale czytając choćby to forum, mam wrażenie, że wiele kobiet potrafi się otworzyć ze swoimi oczekiwaniami na forum, ale za żadne skarby świata przed własnym mężem.

        Problem tylko jak spowodować, by w małżeństwie skończyły się niedomówienia i by rozmowa o seksie była tak normalną formą komunikowania się jak rozmowa "co będziemy dziś jeść na obiad"?
        • n.wataha Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 09:14
          > Ileż lat można czekać na inicjatywę żony w łóżku...

          To jest bardzo poważny problem kobiet. Ponad 90% kobiet uważa, że inicjatywa zawsze musi wychodzić od mężczyzny. Tylko nie rozumiem czemu, przecież mają te same prawa. Czy tylko kobieta ma prawo czuć się pożądana, adorowana? Facetowi już to się nie należy?

          A może po prostu powinieneś jej to łopatologicznie wyjaśnić? Jeśli nie za bardzo wychodzą Wam rozmowy w cztery oczy, spróbuj to jej napisać SMS'em, na GG/Skype.
          Niech zdecyduje, czy woli by to ona Ciebie adorowała, podrywała, czy zaciągała od czasu do czasu do łóżka (czy nawet złapała za przyrodzenie), czy pozostawia tę sferę zachowań jakiejś potencjalnej jej rywalce, której Ty wpadniesz w oko?
          • jedyny_skok_w_bok Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 09:29
            Napisałam rano elaborat, który został usunięty przez moderatora!

            > A może po prostu powinieneś jej to łopatologicznie wyjaśnić? Jeśli nie za bardz
            > o wychodzą Wam rozmowy w cztery oczy, spróbuj to jej napisać SMS'em, na GG/Skyp
            > e.
            Czy to normalne, że małżeństwo z kilkunastoletnim stażem nie potrafi rozmawiać w cztery oczy o seksie? Przecież mąż i żona to najbliższe sobie osoby. Przy kim można czuć się swobodniej jeśli nie przy osobie z ktorą się sypia i kocha?

            • losowylogin Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 10:01
              Szkoda, bo chętnie bym ten elaborat przeczytał...
              • jedyny_skok_w_bok Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 10:15
                Były tam same dobre rady i nic zdrożnego.
                Namawiałam do zapoznania się z wieloma wpisami dotyczącymi - jak rozbudzić/zachęcić żonę.
                Wszak seks nie jest w życiu najważniejszy, pod czym się nie podpisuję ale może doda Ci to otuchy.
                Przyjemność można czerpać z bycia razem niekoniecznie w łóżku - podróże , dzieci, wspólne zainteresowania. Jeśli przetrwaliście dwa kryzysy to Wam na sobie zależy a kocha się nie za < coś > tylko < pomimo >.
                • voxave Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 19:53
                  Jedyny----co za gadanie,ze seks nie jest w zyciu najwazniejszy---co ta za zycie w małżeństwie bez udanego seksu ........
                  • jedyny_skok_w_bok Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 20:20
                    voxave napisała:
                    > Jedyny----co za gadanie,ze seks nie jest w zyciu najwazniejszy---co ta za zycie
                    > w małżeństwie bez udanego seksu ........

                    Gdybyś czytała ze zrozumieniem to byś wpadła na to, że napisałam to przewrotnie. To jest coś nieprawdopodobnego ale facet buja się z tym kilkanaście lat ale uparcie wierzy, że się uda. Spadaj z tym hurraoptymizmem i zamiast stwierdzać oczywiste oczywistości zaproponuj coś jak zachęcić żonę do współpracy.mądralińska...
            • czarna_pijawka Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 10:26
              To nie jest normalne ale dosc czesto spotykane. Niestety przez cale wieki wmawiano wszystkim, ze seks jest nieczysty a facetom dodatkowo, ze nie maja prawa miec z nim problemow. Stad wiele takich calkiem niepotrzebnych problemow.
              Pomijam juz kwestie nagosci i takich spraw, ze malzonkowie wstydza sie swojej nagosci poza lozkiem.
              • losowylogin Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 10:33
                U nas jest taka paradoksalna sytuacja, że żona nie ma problemu ze swoją nagością (chociaż faktem jest, że nie akceptuje swojego ciała). Problem ma za to z wykazaniem jakiejkolwiek inicjatywy - dla niej otwartą zachęta do seksu z jej strony jest przytulenie się do mnie tyłem "na łyżeczkę" w oczekiwaniu. Po nastu latach ja wiem, o co chodzi ale chciałbym żeby to wyglądało nieco inaczej. Czasem to ignoruję po prostu.
                • czarna_pijawka Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 10:47
                  Chyba nie istnieje cos takiego jak kobieta, ktora w pelni akceptuje swoje cialo.

                  A moze jakas metoda malych kroczkow? Porozmawiaj z zona i zapytaqj czy bylaby gotowa na powolna zmiane swoich zachowan? Wydaje misie, ze w takim momencie nie wolno naciskac, poganiac ani pokazywac zniecierpliwienia.

                  pamietaj, ze w naszej kulturze kobieta nie ma w sumie praw seksualnych i niestety w wielu to tkwi bardzo gleboko.
              • jedyny_skok_w_bok Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 10:48
                czarna_pijawka napisał:
                > To nie jest normalne ale dosc czesto spotykane. Niestety przez cale wieki wmawi
                > ano wszystkim, ze seks jest nieczysty a facetom dodatkowo, ze nie maja prawa mi
                > ec z nim problemow.
                Ja pochodzę z bardzo religijnej i bardzo konserwatywnej rodziny, w której seks był tematem tabu. Co to jest miesiączka dowiedziałam się z gazety a o tym skąd się biorą dzieci od pani na biologii. Nigdy nie widziałam obejmujących się lub całujących rodziców. Moje wychowanie w żaden sposób nie wpłynęło na podejście do seksu bo go uwielbiam i jeśli mam ochotę to komunikuję mężowi wprost - mam ochotę na bzykanie kochanie. Seks albo się lubi albo się go nie lubi. Jeśli się coś lubi to wyciągasz po to rękę, jeśli nie to się tego unika.
                • czarna_pijawka Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 10:52
                  Wiec masz czescie bycia w tej samej grupie jak np moja Polowica.
                  Ona tez mlodosc spedzila na kleczkach, rodzina to samo a jednak ma zdrowe podejscie do seksu. Niestety, wiele osob nie ma takiego szczescia i wychodza wlasnie takie jak tutaj :/
                  • losowylogin Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 10:59
                    Życie nie jest zero-jedynkowe: moja żona jest, rzekłbym, indyferentna religijnie. Ale o seksie też raczej od matki nie słyszała. A ja jestem jej pierwszym i (jak sądzę) jedynym mężczyzną, chociaż jakieś tam doświadczenia jako nastolatka miała.
                    • czarna_pijawka Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 11:05
                      Oczywiscie nie jest czarno-biale. Niestety odcienie szarosci rzadza.
                      Wiesz moze czy w mlodosci Twoja zona miala jakies niemile doswiadczenia? Moze to tam tkwi poczatek tej wstrzemiezliwosci?
                      • losowylogin Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 11:14
                        Miała niemile ze mną. Młody byłem i głupi, kilkanaście lat temu jak jeszcze akceptowała (jak się okazuje - do czasu) seks oralny - skończyłem w jej ustach. Nie dogadaliśmy się. Ale ile lat można to rozpamiętywać?
                        • jedyny_skok_w_bok Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 11:25
                          losowylogin napisał:
                          > Miała niemile ze mną. Młody byłem i głupi, kilkanaście lat temu jak jeszcze akc
                          > eptowała (jak się okazuje - do czasu) seks oralny - skończyłem w jej ustach. Ni
                          > e dogadaliśmy się. Ale ile lat można to rozpamiętywać?

                          ???
                          Nie smakuje jej to co w tobie najlepsze? :) Ja mam odwrotnie. Jeśli to się nie kończy wytryskiem to się martwię, że mnie już nie kocha. Nie znam się...i pocieszę - niewiele kobiet lubi oral.
                        • n.wataha Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 11:32
                          losowylogin napisał:

                          > Miała niemile ze mną. Młody byłem i głupi, kilkanaście lat temu jak jeszcze akc
                          > eptowała (jak się okazuje - do czasu) seks oralny - skończyłem w jej ustach. Ni
                          > e dogadaliśmy się. Ale ile lat można to rozpamiętywać?

                          To naprawdę straszne. Straszne, że Twoja żona ma takie zahamowania. Domyślam się, że gdybyś zaproponował jej seks analny, to natychmiast złożyłaby wniosek o rozwód.

                          Rozumiem, że można mieć pewne zahamowania w seksie, ale rozpamiętywanie i roztrząsanie ich latami jedynie pogłębia frustracje, nie zaś buduje wzajemne relacje. Może ta terapia, której się kiedyś poddaliście powinna była skupić się właśnie na blokadach żony choćby właśnie w jej problemach związanych fellatio i jej uprzedzeniach.
                          • losowylogin Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 11:38
                            Mam świadomość, że odpowiedzialność za całą tę sytuację trzeba podzielić na obie strony. Mnie martwią te zahamowania, martwi mnie to, że przez dobre 10 lat małżeństwa prawie nigdy nie słyszałem, że mnie kocha - jej blokady siedzą głęboko w głowie i nie dotyczą jedynie seksu. Paradoks polega na tym, że teraz dla odmiany ja jej przestałem to mówić. Otarliśmy się o rozstanie a ja nadal nie mam poczucia, że wszystko zostało zreperowane.
                            • n.wataha Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 11:49
                              losowylogin napisał:

                              > Mam świadomość, że odpowiedzialność za całą tę sytuację trzeba podzielić na obi
                              > e strony. Mnie martwią te zahamowania, martwi mnie to, że przez dobre 10 lat ma
                              > łżeństwa prawie nigdy nie słyszałem, że mnie kocha - jej blokady siedzą głęboko
                              > w głowie i nie dotyczą jedynie seksu. Paradoks polega na tym, że teraz dla odm
                              > iany ja jej przestałem to mówić. Otarliśmy się o rozstanie a ja nadal nie mam p
                              > oczucia, że wszystko zostało zreperowane.

                              Bo tak jest niestety zawsze, że jeśli dana osoba (i to wcale nie musi być kobieta) ma blokady, to nie dotyczą one sfery intymnej, lecz każdej.
                              Jeśli blokuje ją akt seksualny, który bądź co bądź decyduje się uprawiać z najbliższą jej osobą, to tak samo nie dowiesz się o jej kompleksach, problemach w pracy, czasami zdrowotnych. I to niestety jest rozszerzony problem nie tylko na Ciebie, ale również nie zwierzy się ze swoich problemów ani matce, ani najbliższej przyjaciółce. A efekt jest taki, że jak nie ma komu się wyżalić/wygadać, to frustracje będą w niej narastać i stanie się zgorzkniała, zamknięta w sobie.

                              Naprawdę trudno mi tutaj coś podpowiedzieć. Ale może spróbuj od innej strony. Może po kilku kieliszkach wina, drinka siądźcie sobie po ciemku i powiedz jej, że uważasz ją za najbliższą sercu osobę i tylko jej chciałbyś powierzyć to co Ciebie zżera i to Ty otwórz się wobec niej z jakimiś najskrytszymi swoimi problemami zyciowymi. Może to da jej bodziec, że Ty jej zaufałeś, powierzyłeś swoje tajemnice, więc może czas by i ona powierzyła Ci swoje problemy. Może na początku jakieś mniejsze, a potem powoli otworzy sie przed Tobą bardziej.

                              Faktem jest, że będzie Ci ciężko.
                    • jedyny_skok_w_bok Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 11:15
                      losowylogin napisał:

                      Ja wiem, że życie nie jest zero-jedynkowe...

                      > A ja jestem jej pierwszym i (jak sądzę) jedynym mężczyzną, chociaż jakieś tam doświadczenia jako nastolatka miała.

                      Szczere i swobodne rozmowy na tematy seksu ( jeśli nie wiesz czy jesteś jej pierwszym a tylko tak sądzisz to znaczy, że wcale ze sobą nie rozmawiacie na te tematy) to podstawa udanego związku. Ja tu nie widzę innego wyjścia jak tylko wizytę u seksuologa albo terapia małżeńska. Ty się dowiesz czego ona pragnie a ona odkryje co Cię boli.

                      • losowylogin Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 11:24
                        Od kilku lat to proponuję (seksuologa), słysząc w odpowiedzi, że nie widzi takiej potrzeby bo ona jest zadowolona z seksu. Terapię małżeńską przerabialiśmy niecały rok temu, uratowało nam to związek w sensie emocjonalnym (chociaż to oczywiście nie jest jeszcze koniec pracy) bo rozwód wisiał na włosku.
                        • n.wataha Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 11:38
                          losowylogin napisał:

                          > Od kilku lat to proponuję (seksuologa), słysząc w odpowiedzi, że nie widzi taki
                          > ej potrzeby bo ona jest zadowolona z seksu.

                          No to stawia sprawę na ostrzu noża. Mnie jest dobrze, i mam w nosie, że Tobie nie.
                          Może czas na radykalniejsze kroki? Choćby zaproponować, że jeśli jej jest z tym dobrze, a Tobie nie, to niech Ci da przyzwolenie na kochankę?, żeby i Tobie było dobrze? A jeśli jej nie pasuje kochanka, to marsz do seksuologa kochana kobieto, bo dobrze powinno być obojgu partnerom, a nie tylko jednej stronie.

                          Sądzę, ze po postawieniu takiego ultimatum, i Ty poczujesz się z tym lepiej, bo odważysz się wreszcie powiedzieć, że Tobie także coś się należy, i ona przemyśli swoje postępowanie, bo wreszcie zrozumie, że nie jest pępkiem świata i wokół czyhają rywalki, które zwrócą uwagę, by również facetowi było w łóżku dobrze, a nie tylko im.

                          Czasami obawa przed konkurencją może zdrowo wpłynąć na związek.
                          • losowylogin Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 11:41
                            Terapia małżeńska wyglądała tak, że ona większość czasu na sesjach przepłakała mowiąc, żę nie ma pojęcia o co mi chodzi bo przecież wszystko jest w najlepszym porządku. Ja wychodziłem z poczuciem, że muszę być niezłym skurwysynem, skoro się tak nad nią pastwię a wcześniej nic nie wspomniałem.
                            Żeby nie było - jest postęp, przyznaję, ale droga do spełnienia jeszcze długa. A ja mam obawy, że ugrzęźniemy w częściowej naprawie, jak z kamieniem w bucie który należy wyrzucić a nie łazić z nim i obcierać sobie skórę.
                            • n.wataha Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 11:54
                              losowylogin napisał:

                              > Terapia małżeńska wyglądała tak, że ona większość czasu na sesjach przepłakała
                              > mowiąc, żę nie ma pojęcia o co mi chodzi bo przecież wszystko jest w najlepszym
                              > porządku.

                              Płacz to postawa obronna, nie zaś stan faktyczny. Więc raczej ewidentnie kłamała, że wszystko jest w najlepszym porządku, bo gdyby tak było, to płacz byłby nie potrzebny. Po prostu otoczyła się murem, którego nawet terapia nie naruszyła, nie mówiąc już o jego zburzeniu. Gdy druga osoba się otwiera przed Tobą to powinna być po tym fakcie w jakiś sposób wyluzowana, że nareszcie zrzuciła z siebie ten głaz, który nosiła tak długo i do którego po drodze ciągle przyklejały sie jakieś kolejne kamyki. Nie zaś reagowała płaczem, że ją przyparto do muru, a ona czuje się osaczona i "nie puści za nic pary z ust".
                            • jedyny_skok_w_bok Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 12:17
                              losowylogin napisał:
                              > Terapia małżeńska wyglądała tak, że ona większość czasu na sesjach przepłakała
                              > mowiąc, żę nie ma pojęcia o co mi chodzi bo przecież wszystko jest w najlepszym
                              > porządku. Ja wychodziłem z poczuciem, że muszę być niezłym skurwysynem, skoro
                              > się tak nad nią pastwię a wcześniej nic nie wspomniałem.

                              Wybacz za szczerość ale dużo prawdy w tym ostatnim zdaniu jest. Wspominałeś o tym wcześniej? Może to był dla niej ogromny szok, że nagle przestało Ci się podobać wasze życie intymne skoro nigdy wcześniej tego nie sygnalizowałeś? Niektórzy rozpoznają swoje myśli bez słów ale w większości wypadków należy komunikować o swoich potrzebach - delikatnie lub dosadniej - w zależności od kontrukcji psychicznej drugiej osoby.
                              • n.wataha Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 12:31
                                jedyny_skok_w_bok napisała:

                                > Wybacz za szczerość ale dużo prawdy w tym ostatnim zdaniu jest. Wspominałeś o t
                                > ym wcześniej? Może to był dla niej ogromny szok, że nagle przestało Ci się podo
                                > bać wasze życie intymne skoro nigdy wcześniej tego nie sygnalizowałeś? Niektórz
                                > y rozpoznają swoje myśli bez słów ale w większości wypadków należy komunikować
                                > o swoich potrzebach - delikatnie lub dosadniej - w zależności od kontrukcji psy
                                > chicznej drugiej osoby.

                                Sorry, ale chyba nigdy w życiu nie tylko nie brałaś udziału w terapiach, ale nawet nie słyszałaś o terapiach.
                                Właśnie tak terapie wyglądają, że uczestnika doprowadza się do stanu za przeproszeniem moralnego doła, że czuje się jakby był zgnojony, bo wyrzucił z siebie wszystkie swoje najbardziej pielęgnowane frustracje, kompleksy, tajemnice. Właśnie po to by już żadne z tych chorób, które toczyły jego umysł nie bruździły w etapie budowania jego nowego spojrzenia na samą siebie czy na otaczający świat.

                                Nie po to się chodzi na terapię, by na niej głaskano Cię po główce, ale by przenicowano obojgu partnerom pojęcia tak by od nowa mogli wystartować we wspólne życie z pustym bagażem doświadczeń. A nie z błotem, jakie przez ten czas w ich związku się nagromadziło.
                                • jedyny_skok_w_bok Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 12:41
                                  n.wataha napisał:
                                  > Sorry, ale chyba nigdy w życiu nie tylko nie brałaś udziału w terapiach, ale na
                                  > wet nie słyszałaś o terapiach.

                                  Na szczęście nie brałam ale słyszałam wiele. Zapytałam tylko czy autor wątku informował żonę o tym, że mu się nie podoba ich życie intymne. Bo może wydaje mu się , że to zahamowania a ona nawet nie wie co go kręci ? Może to brak komunikacji z obu stron?
                                  • losowylogin Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 12:43
                                    Oj wie, wie. Ale moja żona, cytuję, "nie lubi jak się ją do czegoś zmusza".
                                  • n.wataha Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 13:05
                                    jedyny_skok_w_bok napisała:

                                    > Może to brak komunikacji z obu stron?


                                    MOŻE?

                                    To ewidentny przykład braku komunikacji z obu stron. Z resztą sam autor wątku w jednym z ostatnich postów zachwiał moją wiarą, że coś w jego małżeństwie sie zmieni, pisząc, że miał romanse, o kórych nigdy w życiu nie powie na terapii, licząc, że jedynie żona ma obowiązek zespowiadać się z wszystkiego co ją dręczy.

                                    Problem tylko w tym, że może właśnie dręczy ją wiedza o jego romansach, więc on ukrywając ten fakt, potwierdza jej stanowisko - on nie mówi prawdy, to po kiego licha ja mam się otworzyć.

                                    Wnioski?
                                    Rozwiedźcie się i przestańcie się wzajemnie zamęczać, bo żadne z Was nie stara się byc wobec siebie nawzajem uczciwe do końca.
                                    • losowylogin Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 14:50
                                      Nie tylko ja stoję na stanowisku, że nie mam prawa obciążać drugiej osoby zdradą: ta informacja niczego nie wnosi (wnosi? co wnosi?) a ujawnianie jej jest niczym innym jak przerzuceniem i podzieleniem odpowiedzialności. Moja wina, moje sumienie.
                                      • n.wataha Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 14:58
                                        losowylogin napisał:

                                        > Nie tylko ja stoję na stanowisku, że nie mam prawa obciążać drugiej osoby zdrad
                                        > ą: ta informacja niczego nie wnosi (wnosi? co wnosi?) a ujawnianie jej jest nic
                                        > zym innym jak przerzuceniem i podzieleniem odpowiedzialności. Moja wina, moje s
                                        > umienie.

                                        Ale po co w takim razie ta terapia? Samooszukiwanie się?
                                        Przecież jeśli Ty z góry zakładasz jakieś niedomówienia wobec zony, to musisz także brać pod uwagę, że i zona nie wszystko dopowie. A to prowadzi już z góry do sytuacji patowej.

                                        Nie zastanawiałeś się, że może właśnie całe to szambo między Wami narosło dla tego, że Ty myślisz, że ona nie wie o zdradach, a jest dokładnie odwrotnie? Ona jest wobec Ciebie niechętna, bo wie o Twoich skokach w bok i udawaniu przez Ciebie, że nic się nie stało. Jeśli tak faktycznie jest (a prawdopodobieństwo takie istnieje), to raczej nie przełamiecie między sobą lodów gdy Ty wymagasz od niej by się otworzyła, z góry zakładając, że Ty tego nie zrobisz.

                                        Cóż, żyjcie dalej ze swoimi problemami, aż do momentu aż jedno z Was nie wytrzyma i nie zdecyduje się na rozwód. Drugiej opcji, tej czarniejszej Wam nie życzę.
                                        • losowylogin Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 18:16
                                          Nie sądzę, z tej prostej przyczyny, że to są całkiem świeże historie a pat łóżkowy, że się tak wyrażę, trwa od lat z mniejszym lub większym natężeniem - teraz ani nie jest lepiej ani gorzej niż w ostatniej dekadzie.
                                          Mieszamy dwa porządki - ja szczerze nie widzę powodu żeby na terapii małżeńskiej poświęconej problemom w komunikowaniu swoich potrzeb nagle ni stąd ni zowąd wyskoczyć z tekstem: a ja jeszcze na dodatek walnąłem Cię niedawno po rogach. Te rogi, nie czarujmy się, przyczyniły się do tego że w ogóle trafiliśmy na terapię bo były wisienką na torcie koszmarnej emocjonalnej posuchy. Obstaję przy swoim: ta informacja nie wniosłaby nic do terapii a ja się jej poddałem po to, żeby coś takiego nigdy więcej się nie zdarzyło a nie po to, żeby mieć wymówkę i pretekst do odejścia do którego przed terapią byłem całkowicie gotowy.
                                          Dziwne, bo o ile dobrze pamiętam, sam napisałeś w tym wątku, że zgadzasz się że na nic mi wiedza czy jestem jedynym czy nie a jednocześnie uważasz, że jest do czegokolwiek potrzebna mojej żonie.
                                          • songo3000 Ah ta piękna racjonalizacja :))) 09.06.11, 22:42
                                            > Mieszamy dwa porządki - ja szczerze nie widzę powodu żeby na terapii małżeńskie
                                            Z punktu widzenia osoby postronnej Twoje wywody w temacie 'niewidzenia potrzeby ujawniania zdrady' są czystym dupochronem. Jasne, fajnie się samemu po przekonywać, że 'to nie ma znaczenia' i tak dalej. Czy nie uczciwiej - przed samym sobą - będzie stwierdzić, że nie chcesz jej dawać kolejnej 'broni' do jeszcze głębszego okopania się na swojej pozycji jako tej wielce skrzywdzonej? To przynajmniej ma ręce i nogi :)
                                            • losowylogin Re: Ah ta piękna racjonalizacja :))) 10.06.11, 19:04
                                              Ogólnie rzecz biorąc przyznaję Ci rację, mam świadomość że w racjonalizowaniu jestem naprawdę dobry. Tymczasem, żeby się nie rozdzielać na poszczególne wątki: wpadł mi dziś w ręce ostatni numer Wprost, na okładce pisali o zdradzie to przejrzałem, skoro to taki bieżący temat. I co czytam w wywiadzie z panią psycholog zapytaną, czy przyznawać się do zdrady? Ano to samo, co pisałem tu dopiero co: że przyznanie się jest de facto przerzuceniem odpowiedzialności i że szczerość niekoniecznie oznacza mówienie wszystkiego, co się wie. Że może lepiej takie fakty przemilczeć, skoro mogą być dewastująca dla drugiej osoby a lekcja i tak już została wyciągnięta. No to jak to jest, że mnie osądza się od czci i wiary, a psycholog mówi to samo i może. Bo ma dyplom?
                                              • songo3000 Re: Ah ta piękna racjonalizacja :))) 10.06.11, 23:45
                                                Wiesz, ci z dyplomami to generalnie więcej mogą, hehe. Zauważ, że nie namawiam tu do ujawniania lub nieujawniania zdrady czy oceniania jej w kategorii związku. Mówię tu o czymś o wiele, wiele ważniejszym - niejakiej całkowitej uczciwości względem siebie samego.
                        • kag73 Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 12:22
                          No i dlaczego w momencie kiedy powiedziala, ze jest z seksu zadowolona, nie wydukales slodko, ze Ty tak bardzo bys sobie zyczyl, zeby ona choc od czasu do czasu pokazala Ci dosadniej, ze Cie pragnie i zwyczajnie sie do Ciebie dobierala. Uwazam, ze warto jej czasami przed pojciem do lozka zaserwowac nieco alkoholu.
                          Uwazam, ze problem moze tez lezec w Twoich romansach w przeszlosci. Kobieta nigdy nie zapomina, wybaczyla ale nie zapomniala. I w odroznieniu od mezczyzny chce potwierdzenia, ze nadal jest atrakcyjna, ze facet jej chce, raczej nie chce sie "narzucac" i inicjowac seksu, a zwlaszcza nie chce jezeli zostala kiedys zdradzona i do tego ma zahamowania, zawsze miala i do dzis sie nie pozbyla.
                          Zreszta znasz ja najlepiej. Przytula sie do Ciebie w okreslony sposob, to wtedy korzystaj. Probuj ewentualnie "zmusic" ja do dzialania, posadz na sobie, pokieruj tu czy tam(najlepiej zeby byla po lampce wina, albo dwoch).
                          Wiem, ze to nie fair, ale po przeczytaniu Twojego pierwszego postu moja odpowiedz byla "wytrzymales tyle lat, wytrzymasz i reszte", bo moze teraz wlasnie warto, za jakis czas seks nie bedzie najwazniejszy a jezeli poza tym jestescie dobrana para, to tez wiele znaczy.
                          • losowylogin Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 12:42
                            Wydukałem, wygęgałem, mówiłem wprost. Grochem o ścianę.

                            Moje romanse oczywiście, bo na łeb przecież nie upadłem, pozostają moją słodką tajemnicą. NIe ma o czym (nie) zapominać, bo o nich nie wie i ode mnie się nie dowie. Czy ma jakieś podejrzenia - inna sprawa, ale tak jest i tak zostanie.

                            Za jakiś czas może i nie będzie ten seks najważniejszy, ale fajnie by było mieć udane życie seksualne nie tylko w czasie krótkotrwałych romansów, nieprawdaż? Mam w to raz za razem uciekać? Nie chcę, to jest bolesne i chyba jednak nie dla mnie.
                            • czarna_pijawka Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 12:50
                              Zmartwie Cie.. nie wiem ile masz lat, ale z biegiem czasu seks wcale nie staje sie mniej wazny :/
                              • n.wataha Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 13:06
                                czarna_pijawka napisał:

                                > Zmartwie Cie.. nie wiem ile masz lat, ale z biegiem czasu seks wcale nie staje
                                > sie mniej wazny :/

                                TRUE!
                                • voxave Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 19:58
                                  N.wataha---no wlaśnie---jak ktos mial temperament jak był młodziutki pozostaje mu chęć na seks i radośc z niego :) do konca zycia :)
                            • jedyny_skok_w_bok Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 13:00
                              losowylogin napisał:
                              > Mam w to raz za razem uciekać? Nie chcę, to jest bolesne i chyba jednak nie dla
                              > mnie.

                              Może to dobrze, że nie wie bo nie masz pojęcia jak by ją to zabolało. Po co z nią jesteś skoro ją zdradzasz? Brak seksu w żaden sposób nie usprawiedliwia Twojego postępowania. Oj, mężczyźni.
                              • losowylogin Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 14:51
                                Rozumiem, że bez morałów się nie obejdzie. Jeden z tych związków pozostał nieskonsumowany, drugi jak najbardziej. Nie usprawiedliwia mnie - być może - ale też nie upoważnia Cię do wystawiania cenzurek moralnych. Stało się i tyle.
                                • jedyny_skok_w_bok Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 15:08
                                  losowylogin napisał:
                                  > Rozumiem, że bez morałów się nie obejdzie. Jeden z tych związków pozostał niesk
                                  > onsumowany, drugi jak najbardziej. Nie usprawiedliwia mnie - być może - ale też
                                  > nie upoważnia Cię do wystawiania cenzurek moralnych. Stało się i tyle.

                                  Nie będę Ci prawić morałów ani wystawiać cenzurek moralnych. Gdyby to w moim związku doszło do zdrady ( mojej lub męża ) to byłby to koniec naszego małżeństwa bo zdrada to głupia chwila słabości, często bez zastanowienia ale gwóźdź do trumy nawet udanego związku. I tak jak jestem liberalna i otwarta w sparawch seksu to kwestia zdrady jest dla mnie bezdyskusyjna. Zwłaszcza jeśli chodzi o zdradę emocjonalną - jak w tym nieskonsumowanym związku bo o fizyczniej łatwo zapomnieć.To moje zdanie, ja szanuję ale nie popieram Twojego.


                                  • esteraj Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 15:55
                                    Hmm... zdrada....
                                    Widzisz Losowyloginie, ja dowiedziałam się o zdradzie męża, od niego, ale sama wpadłam na trop. I całe szczęście. Oczywiście z perspektywy czasu, bo to były najcięższe dwa lata. Taki cios był dla nas zbawienny, a może najbardziej dla mnie. Prawdopodobnie żadne starania ze strony męża nie pozwoliłyby mi na krytyczne przyjrzenie się sobie samej. Dopiero, gdy zrozumiałam, do czego doprowadziłam swoją obojętnością i że tracę wartościowego człowieka, zmieniłam swoje nastawienie do życia i do mojego partnera.
                                    Nigdy nie przypuszczałabym, że mój mąż, wyznający twarde zasady moralne, zdolny jest do zdrady. Nikt nie przypuszczałby, że ja też mogłam zdradzić.... a jednak.
                                    Obopólna zdrada i wyznanie prawdy pozwoliły wyjść nam na prostą.

                                    Nie wiem, co byłoby, gdyby Twoja żona dowiedziała się o Twoich romansach.....
                                    Każdy człowiek inaczej reaguje i inne są okoliczności. Ważne, że wyciągnąłeś jakieś wnioski i obrałeś kierunek w życiu. Niestety w partnerstwie do tanga trzeba dwojga. Dobrze byłoby, gdybyście nawzajem nie bali się mówić o swoich uczuciach i oczekiwaniach. Potrzebny jest tu duży dystans do siebie (czyli nie strzelanie fochów na słowa prawdy), odwaga i przewidywanie konsekwencji.
                                    • losowylogin Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 18:21
                                      Ujmę to tak: podczas terapii zagrzebaliśmy się w którymś momencie w takim bagnie własnych żali i urazów, że żadna informacja nie pogorszyłaby nikomu samopoczucia. Żona nie pytała, terapeutka nie pytała, kwestia wierności bądź jej braku nie była w ogóle przedmiotem tej terapii - nie rozumiem oczekiwania, że sam nie bardzo wiadomo po co miałbym nagle wyskoczyć z informacją, że coś takiego miało miejsce. OK, miało, ale dzięki temu trafiliśmy tak naprawdę na terapię.
                                      Ogólnie rzecz biorąc po dyskusji w tym wątku zaczynam nabierać pewnego optymizmu co do przyszłości mojego wątku.
                      • losowylogin Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 11:42
                        Że pierwszym - wiem. Czy jedynym - nie wiem i nie interesuję się tym bo po co mi ta wiedza.
                        • n.wataha Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 11:58
                          losowylogin napisał:

                          > Że pierwszym - wiem. Czy jedynym - nie wiem i nie interesuję się tym bo po co m
                          > i ta wiedza.

                          Podejście prawidłowe. To co było powinno pozostać za nami, a nie wlec się za nami ciągle jak g..o przylepione do buta.

                          Jestem żonaty drugi raz. W obu przypadkach nie byłem tym pierwszym, ale nigdy nawet nie napomknąłem o tym. Jeśli kobieta jest ze mną, a nie z tamtym, to znaczy, że to mnie uważała za lepszego, więc po co sobie tym zaprzątać RAM w głowie? Niech sobie zaprząta ten, którego odrzuciła :D
                        • zakletawmarmur Re: Co z tym fantem począć 14.06.11, 15:53
                          Losowy a tak z ciekawości, dlaczego w ogóle się z nią związałeś? Chodzi mi po prostu o to aby ustalić co było dla Ciebie ważne przy szukaniu kandydatki na żonę... Czy to czasem nie było tak, że wtedy brzydziłeś się kobietami otwartymi seksualnie/ ważnym kryterium było, żeby była porządną dziewicą (która oczywiście miała tylko z Tobą być super kochanką)?
                          Mężczyźni często wysyłają kobietom sprzeczne informacje. Z jednej strony przekazują, że seks to coś złego, upokarzającego kobietę a z drugiej nie potrafią zrozumieć, dlaczego ich kobieta ma takie właśnie podejście...
    • tully.makker Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 20:28
      wasza terapia byla wyrzucaniem kasy w bloto, bo oboje prezentowaliscie ten sam co na codzien poziom zaklamania. A bez szzerosci i otwarcia sie - obustronnego - ktorego zreszta tez na codzien bym nie polecala - podczas terapii jest warunkie sine qua non poczynienia jakichkolwiek postepow.

      O co masz pretensje? sam sobie zgotowales ten los, a potem robiles wszystko, zeby sie nie zmienil. jak wiekszosc ludzi, masz pretensje o cos, co sie dzieje w twoim zwiazku nie po to, zeby to cos zmienic, tylko po to, zeby moc miec pretensje.
    • kobieta_z_polnocy Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 22:20
      Kilkanaście lat razem, a ty wciąż zdajesz się być zaślepiony na drugiego człowieka. Już wiesz jaka jest i jaka nigdy nie będzie. Czemu dręczysz osobę, która po prostu nie jest w stanie dać ci tego, czego pragniesz? To niesprawiedliwe.
      • jedyny_skok_w_bok Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 22:41
        kobieta_z_polnocy napisała:
        > Kilkanaście lat razem, a ty wciąż zdajesz się być zaślepiony na drugiego człowi
        > eka. Już wiesz jaka jest i jaka nigdy nie będzie. Czemu dręczysz osobę, która p
        > o prostu nie jest w stanie dać ci tego, czego pragniesz? To niesprawiedliwe.

        Posmakował jabłek z innego ogródka bo w jego własnym urosły mu cierpkie.
      • songo3000 Re: Co z tym fantem począć 09.06.11, 22:46
        Pomimo niewątpliwej atrakcyjności dowalenia 'tej wrednej suce, która nie chce się postarać w związku' wszytko, he, jak zwykle sprowadza się do Yoricowych mądrości - kręcem ją albo nie kręcem, oto jest bzykanie.
    • doktor.74 A ja się pytam 10.06.11, 07:28
      po co cały ten cyrk z terapiami ( nieudanymi zresztą ) skoro w związku brakuje fundamentalnych zasad - szczerości, miłości i zaufania i jak ktoś słusznie zauważył, permanentne samooszukiwanie siebie i partnera.
      Dwie osoby żyjące obok siebie, które za wszelką cenę reanimują związek będący fikcją. Nasunęło mi się kilka wniosków po przeczytaniu wątku ale autor i tak wie lepiej co i jak należy robić, nie przyjmując do wiadomości opinii innych. Jest tu przez przypadek bo przecież terapia się udała i jest lepiej. Sama świadomość, że się tę terapię odbyło jest budująca ( nie szkodzi fakt, że terapia była jak o kant dupy potłuc). Mam za sobą bardzo podobne przejścia i kilkanaście lat w związku z kobietą którą unieszczęśliwiałem ale mam odwagę się do tego przyznać. To co was łączy to nie jest ani miłość ani nawet przyjaźń. Pierwsze nie jest już możliwe ale nad tym drugim możecie jeszcze popracować dla dobra dziecka ( i ta terapia to jest dobry wstęp do zaprzyjaźnienia się). Jeśli nie masz odwagi odejść ( bo to jest tylko kwestia odwagi a kredyty i dziecko to jest tylko wymówka) to zaakceptuj ją jaka jest i nie próbuj jej zmieniać bo ona prawdopodobnie wcale nie potrzebuje seksu ( tak jak moja była żona ) a poddaje się jedynie twojej woli, bo wie, że strzelisz focha i będzie miała piekło i ciche dni w domu. Miałeś okazję, żeby to zakończyć i pytam po co to dalej ciągniesz? Nazywanie swoich kochanek katalizatorami świadczy o tym, jak bardzo przedmiotowo traktujesz ludzi ( bo kochanka to też człowiek ) i jakie masz duże problemy emocjonalne z tendencją do racjonalizowania wszystkiego dookoła. Miejże jaja chłopie i podejmij męską decyzję kończąc z dupokryjstwem. Przestań myśleć o sobie, zacznij myśleć o innych bo ranisz.
      Życie nie jest zero-jedynkowe ale w tym przypadku to jest wóz albo przewóz tylko woźnica nie ma jaj. Na swoje nieszczęście wspomniałeś o romansach bo gdyby nie one to ten wątek potoczyłby się inaczej a ty zostałbyś potraktowany jak biedny, starający się mąż i układny ojciec na bezseksiu. Bóg raczy wiedzieć czego jeszcze nie napisałeś. Wypisz wymaluj .ja. z przeszłości.
      • esteraj Re: A ja się pytam 10.06.11, 11:45
        Drogi Doktorze.74 rozumiem, że radzisz przyznać się do zdrady i grać w otwarte karty. Ja nie jestem do końca do tego przekonana. Czasami takie wydarzenia mogą na zawsze przekreślić możliwość naprawy czegokolwiek. Owszem, "prawda Cię wyzwoli' jak to głoszą mądre księgi. Trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów, ale co jeśli te konsekwencje muszą ponosić niewinne osoby ( w tym przypadku dzieci ). Jeżeli autor uporał się z tamtymi zdarzeniami i jest na 100% przekonany, że chce być ze swoją żoną, to może wystarczą odpowiednie działania w swoim i jej kierunku. Z tamtych doświadczeń należy wyciągnąć odpowiednie wnioski i nauki.

        Był taki człowiek, który przyznał się do swojej zdrady. Chciał być nadal ze swoją żoną, jednak tamto wyznanie było tylko pretekstem dla niej by ciągle go "gnoić" i poniżać. Wykorzystywała to na każdym kroku, bo wiedziała, że mężowi zależy na małżeństwie, a jego zdrada była doskonałą kartą przetargową.

        Potrzebna jest duża dojrzałość obu stron, by można budować coś na nowo.
        Nie każdy jest przygotowany na prawdę, a przynajmniej niekoniecznie w aktualnym czasie.
        • czarna_pijawka Re: A ja się pytam 10.06.11, 12:54
          Z drugiej strony mozna sie pytac na ile naprawianie malzenstwa mam sens i jakakolwiek szanse, skoro tak wiele tam jest zaklamania? Czy czasami nie jest lepiej odpusicic i dac sobie szanse na nowe zycie?
        • doktor.74 Re: A ja się pytam 10.06.11, 23:33
          esteraj napisała:
          > Drogi Doktorze.74 rozumiem, że radzisz przyznać się do zdrady i grać w otwarte
          > karty. Ja nie jestem do końca do tego przekonana.

          Ja do niczego nie namawiam. Daję pod rozwagę.

          > Jeżeli autor uporał się z tamtymi zdarzeniami i jest na 100% przekonany, że
          > chce być ze swoją żoną, to może wystarczą odpowiednie działania w swoim i jej
          > kierunku.

          Jeśli jest przekonany w 100% to zaproponuję wersję optymistyczną:

          1.Brak seksu i zahamowania żony - przyczyną osłabienia relacji emocjonalnych.
          2.Romanse.
          3.Terapia małżeńska.
          4.Starania z obu stron - on obniża wymagania i zaciska krocze, łyka brom, codzienne starania przynoszą mu mnóstwo satysfakcji bo ma świadomość, że na seks trzeba sobie zapracować- ona - godzi się na częstszy seks i eksperymenty w łóżku i nie za bardzo zwraca uwagę na to, że się do tego zmusza ale warto!
          5. Udało się naprawić związek, wyrównać temperamenty , wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Punkt nr 1 jak i kolejne nie mają już miejsca.
          Autor pojawił się na forum rok po terapii bo szuka jedynie pomysłów do pkt.4.
          Zdrowia, szczęścia pomyślności.

    • vitek_1 Re: Co z tym fantem począć 10.06.11, 23:48
      losowylogin napisał:

      > na szczęście dobra sytuacja finansowa.

      Dobrze trafiłeś, witaj wśród swoich :)

      > Ile rozmów o tym, że trzeba się wreszcie ze sobą zacząć otwarcie komunikować tr
      > zeba odbyć zanim straci się ostatecznie nadzieję, że coś się w końcu zmieni?

      Jeden orgazm (jej!) lepszy niż sto rozmów
    • zakletawmarmur Re: Co z tym fantem począć 13.06.11, 19:55
      > Ile rozmów o tym, że trzeba się wreszcie ze sobą zacząć otwarcie komunikować tr
      > zeba odbyć zanim straci się ostatecznie nadzieję, że coś się w końcu zmieni?

      No i właściwie to o co Ci chodzi? Nie powiesz przecież, że nagle po kilkunastu latach zaczęło brakować Ci seksu z żoną? Zresztą naprawdę myślisz, że poważne rozmowy mają zdziałać nagle cuda? A może pojawia się ochota na trzeci romans i szukasz sobie pretekstu? Prawda jest taka, gdybyś był z żoną nieszczęśliwy, gdyby nie zaspakajała Twoich potrzeb to zwiałbyś z jedną z tych kochanek, z którymi miałeś przecież super seks:-) Może taki układ jednak Ci bardziej odpowiada. Wygodna, bezpieczna żona i seks bez zobowiązań na boku, z różnymi kobietami... Tak więc w pierwszej kolejności zapytaj sam siebie "czego właściwie chce od życia" bo takie zgrywanie cierpiętnika, który musi zdradzać tą egoistyczną łóżkową słabiznę, jest po prostu żałosne...
      • slepakuraa Re: Co z tym fantem począć 13.06.11, 21:35
        A jego żona to ślepa kura domowa, niczego nie widziała, niczego nie słyszała i tak samo jej zależy jak jemu ( a jak im zależy to tylko oni wiedzą ). Nie doceniać żony i jej intelektu to grzech :-) Szczyt samooszukiwania a jedno chce być bardziej przebiegłe od drugiego.
        Buahahahahaha
        Przynosi pieniądze i dba o dzieci - na dupczenie na boku przymknę oko bo to jedyne co mogę dla niego zrobić. Niech ma :-)

        • zakletawmarmur Re: Co z tym fantem począć 13.06.11, 21:45
          Jeśli tak jest to faktycznie pół biedy:-)
          Wtedy można by nawet powiedzieć, że dobrze się dobrali:-)
          • slepakuraa Re: Co z tym fantem począć 14.06.11, 05:21
            Dobraliśmy się dobrze bo miłość nam nie przeszkadza. Miłość jest ślepa a to ja mam być ślepa w tym związku. Dowody na skoki w bok mam, rozwodu nie dam. Ptaszek w klatce prezentuje się zbyt ładnie by go wypuścić.Nikt nie jest katem, nikt nie jest ofiarą. Jestem zdradzaną ale inteligentną żoną!!! Nie róbcie z nas idiotek mężowie!!!
            • zakletawmarmur Re: Co z tym fantem począć 14.06.11, 15:55
              Dowody na skoki w bok mam, rozwodu nie dam. Ptasze
              > k w klatce prezentuje się zbyt ładnie by go wypuścić.

              No wiesz, gdyby mąż chciał tgo i tak by się z Tobą rozwiódł:-) Skoro jest z Tobą to znaczy, że mu taki układ też odpowiada:-)
              • slepakuraa Re: Co z tym fantem począć 15.06.11, 08:03
                99% zdradzanych kobiet ma tego świadomość. Jeśli ma cień wątpliwośći, ty potwierdzasz to nastepującymi zachowaniami:
                1. Uspokajasz wyrzuty sumienia poprzez silenie się na czułość, jesteś uczynny i dajesz drogie prezenty bez okazji
                2. Pragniesz przenieść do sypialni to, co sprawiało Ci największą przyjemność z kochankami i nie zdajesz sobie sprawy z tego że pokazujesz mi w ten sposób co z nimi robiłeś
                3. Martwisz się o moje zahamowania ( to świadome zahamowania) oraz brak otwartości chociaż przez kilkanaście lat Ci to nie przeszkadzało
                4. Próbujesz naprawiać nasz, moim zdaniem , udany związek ( do tej pory tobie też odpowiadał) nie biorąc pod uwagę mnie - ( nie chcę seksuologa!!!! ani powtarzać ze Cię kocham, bo Cię nie kocham )
                Zależy nam już tylko na wspólnych dzieciach, zobowiązaniach finansowych i opinii innych, jesteśmy za starzyna na danie sobie nowej szansy na inne życie, żyjmy więc tak jak dotychczas. Nie zmuszaj mnie do niczego i nie szamntażuj rozwodem, proszę !!!!!!!!!!!
                • n.wataha Re: Co z tym fantem począć 15.06.11, 09:34
                  Zwróćcie uwagę na 2 sformułowania:
                  > 4. Próbujesz naprawiać nasz, moim zdaniem , udany związek

                  > ani powtarzać ze Cię kocham, bo Cię nie kocham

                  Jaki z tego morał?
                  Przecież to nie jest w ogóle żaden związek, a chory układ "kata" i "ofiary". Choć w tym układzie co jakiś czas te role występują zamiennie. Raz mąż jest "katem", bo zdradza, a żona "ofiarą".
                  Drugi raz żona odgrywa się na "kacie", robiąc z niego "ofiarę".
                  A efekt taki, że na 100% dzieci z tego związku wejdą we własne życie z rozchwianą osobowością. Bo będą wszystko postrzegać przez pryzmat UDAWANEGO domu rodzinnego.

                  O ile widzę sens namawiania żony na wspólną terapię, to w sytuacji, gdy jedno z partnerów traktuje tą terapię raczej jako sposób na "wyleczenie' drugiej osoby, a nie związku, to ona nie ma żadnego sensu. Bo wygląda to na "chodźmy na terapię, to CIĘ wyleczą, bo ja jestem zdrowy". A guzik prawda. Problem nie powstaje z winy jednego z partnerów, lecz ZAWSZE OBOJGA!
                  Bo gdyby wina nie leżała po obu stronach, to do problemów w ogóle by nie doszło. Wina drugiej strony leży choćby w tym, że w porę nie zareagował, gdy problem dopiero zaczął kiełkować. Że zareagował nieodpowiednio, pogłębiając go jeszcze.

                  Rozwiązywanie problemu to nie naprawianie jednej strony, lecz zwyczajne negocjacje. Jedna i druga strona musi w czymś ustąpić, coś od siebie dać. Proponując negocjacje typu "zmień się, bo jak nie to będę Ci robił na złość" to dyktat, a nie żadne negocjacje.

                  slepakuraa - dała przykład na idealną sytuację kontr-dyktatu. Czyli "okopujemy się na własnych pozycjach i dalej rzucamy w siebie granatami zaczepnymi. A nóż, widelec, którąś stronę prędzej szlag trafi".

                  > Zależy nam już tylko na wspólnych dzieciach, zobowiązaniach finansowych i opini
                  > i innych,

                  Śmiem wątpić, że na dzieciach, gdyż taka pozycja zagryzających się "po ciemku" bulterierów, nawet jeśli jest ukrywana przed światem, i tak ma wpływ na psychikę dzieci, gdyż one nie tyle zauważają nastroje panujące w domu, co je odczuwają.
                  A już ostatnie, że komuś zależy na opinii innych to cynizm do kwadratu. A co mnie obchodzą inni, gdy w domu obrzucamy się za przeproszeniem "gównem"?

                  > jesteśmy za starzyna na danie sobie nowej szansy na inne życie,

                  Nigdy ludzie nie są za starzy by móc wypracować kompromis, tak by poprawić atmosferę. Jeśli zaś się nie da, to choćby właśnie ze względu na dzieci i własne poczucie wartości, warto rozstać się, choćby kulturalnie.
                • esteraj Re: Co z tym fantem począć 15.06.11, 10:18
                  Slepakuraa, dobrze zobrazowałaś stronę zdradzonej kobiety, a teraz proszę zobrazuj sytuację, gdy mąż przyznaje się do zdrady i nadal chce utrzymać małżeństwo.
                  • slepakuraa Re: Co z tym fantem począć 15.06.11, 15:21
                    esteraj napisała:
                    > Slepakuraa, dobrze zobrazowałaś stronę zdradzonej kobiety, a teraz proszę zobra
                    > zuj sytuację, gdy mąż przyznaje się do zdrady i nadal chce utrzymać małżeństwo.

                    Utrzymamy małżeństwo bez zbędnej szczerości bo mąż wie najlepiej jak to załatwić i nie myśli się przyznać a wszystko podyktowane troską o mnie.

                    Losowylogin napisał:
                    >Moje romanse oczywiście, bo na łeb przecież nie upadłem, pozostają moją słodką >tajemnicą. NIe ma o czym (nie) zapominać, bo o nich nie wie i ode mnie się nie dowie. Czy >ma jakieś podejrzenia - inna sprawa, ale tak jest i tak zostanie.

                    O wielu sprawach lepiej nie wiedzieć lub udawać że się nie wie.

                    A to takie dziecinne proste jest - to co włożysz do skarbonki - to z niej wyjmiesz.
                    Nie wymagaj ode mnie miłości jeśli mnie nie kochasz, nie wymagaj szczerości, jeśli nie jesteś szczery w stosunku do mnie.Nie traktuj mnie jak idiotkę bo odwdzieczę się tym samym. Nie oszukuj...bo Ty też jesteś oszukiwany
                    • zakletawmarmur Re: Co z tym fantem począć 15.06.11, 21:33
                      Musze przeznać, że już dawno nie czytałam tak rzeczowych i przemyślanych postów:-)

                      > 3. Martwisz się o moje zahamowania ( to świadome zahamowania) oraz brak otwarto
                      > ści chociaż przez kilkanaście lat Ci to nie przeszkadzało
                      > 4. Próbujesz naprawiać nasz, moim zdaniem , udany związek ( do tej pory tobie t
                      > eż odpowiadał) nie biorąc pod uwagę mnie - ( nie chcę seksuologa!!!! ani powt
                      > arzać ze Cię kocham, bo Cię nie kocham )

                      > A to takie dziecinne proste jest - to co włożysz do skarbonki - to z niej wyjmi
                      > esz.
                      > Nie wymagaj ode mnie miłości jeśli mnie nie kochasz, nie wymagaj szczerości, je
                      > śli nie jesteś szczery w stosunku do mnie.Nie traktuj mnie jak idiotkę bo odwdz
                      > ieczę się tym samym. Nie oszukuj...bo Ty też jesteś oszukiwany

                      Skłaniasz do myślenia...
                      • slepakuraa List do mojego Męża 15.06.11, 22:07
                        Bo w życiu chyba nie chodzi o to, żeby się gnoić, tylko, żeby sobie pomagać!
                        Losowy, nie trać wiary! Filozof z Ciebie okrutny ale daj Sobie czasem coś powiedzieć i wytłumaczyć bez fochów z przytupem. I wiedz, że Twoje wywody sa często ch..a warte.
                        Mądry z Ciebie facet ale...
                        Pamiętaj o tej skarbonce :)
                        Na zakończenie przeczytaj list od żony ( bo wielu rzeczy nie potrafi powiedzieć wprost, zupełnie jak Ty i to główna przyczyna Waszych problemów).
                        To się musi zakończyć happy endem.MUSI.

                        Mężu mój Najdroższy,
                        Nie wymagam, żebyś mi wyznawał tego o czym i tak wiem. Znasz mnie jak nikt inny i wiesz, że wolałabym, żeby to było nieopowiedziane. Wiem, że nie znosisz krytyki i chociaż potraktowano Cię tu okrutnie - zasłużyłeś sobie na to. Jestem przekonana, że już nigdy nie dasz się uwieść :-) ( paradoksalnie było nam to potrzebne )
                        Doceniam, Cię za upór i wiem jak bardzo Ci na NAS zależy.
                        Wybaczyłam bo Cię kocham, niezdarnie wprawdzie ale bardzo bardzo bardzo...

                        To czego nie potrafię Ci powiedzieć wprost:
                        - rozmawiaj ze mną o WSZYSTKIM bo to dla mnie ważne
                        - przytulaj mnie częściej i mów mi dużo komplementów ( a przytulasz i komplementujesz zbyt rzadko)
                        - wiedz, że ja bardzo Cię kocham, tylko mam problem, żeby to wyrazić. Powtarzaj mi to często i nie zrażaj się, że nie słyszysz tego ode mnie ( nie znaczy, że nie czuję)
                        - wspieraj w codziennych obowiązkach ( chociaż i tak bardzo wspierasz)
                        - namów mnie do wspólnych posiłków bo ja tego bardzo chcę ale nie potrafię się przełamać
                        ( gotujesz najlepiej na świecie )
                        - troszcz się o mnie jak o ten nasz trawnnik przed domem :-) - ładny bo wypielęgnowany przez Ciebie
                        - bądź wyrozumiały, kiedy nie potrafię Ci wyrazić jak bardzo Cię w danej sekundzie pragnę
                        - chcę, żebyś wychodził z incjatywą bo to mi w Tobie imponuje i takim Cię pokochałam
                        Ja tego nie umiem i pewnie się nie nauczę więc musisz mi to wybaczyć. Musisz.
                        - nie próbuj mnie zmieniać, spróbuj mnie zaakceptować
                        - chcę, żebyś to mnie mówił o swoich pragnieniach i problemach. Bardzo trudno się wszystkiego domyślać...
                        - docaniam, doceniam, doceniam CIEBIE - tylko nie bardzo wiem jak Ci to powiedzieć
                        - nie krytykuj mojego sposobu na inicjowanie seksu bo to najwięcej na co potrafię się zdobyć :-( , odpuść tego seksuologa, proszę...
                        - podziwiam Cię za cierpliwość
                        - wkurza mnie twoje racjonale podejście do życia :-) ale mnie moje emocjomane również
                        - tak bardzo chcę się przy Tobie zestarzeć, wbrew wszystkim i wszystkiemu...

                        Na koniec dodam że Cię kocham i że trzymam za nas kciuki :-)
                        PS. Wolałam po ciemku, w sypialni przy lampce wina ale to Ty zdecydowałeś o wynurzaniu przy świadkach :-)
                        • losowylogin Droga Ślepa Kuro! 16.06.11, 17:59
                          Wydaje mi się niezmiernie mało prawdopodobne, że to właśnie my oboje jesteśmy małżeństwem z tego wątku - ale cóż, życie płata czasem takie figle że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć :-)

                          Przemyślałem sobie to wszystko co napisałaś i wiem, bo wiedziałem przecież i wcześniej, co robię nie tak. Na krytykę zasługuję, chociaż zgadzam się, że źle ją znoszę. Myślę, że jeśli oboje dołożymy trochę starań to wszystko skończy się tak, jak powinno.

                          Kocham Cię i czule Cię całuję - jedno i drugie okazuję zbyt rzadko ale sama zauważyłaś, że pracuję nad tym. Wszystko będzie dobrze - jak zawsze.

                          Twój mąż.
                  • sea.sea Re: Co z tym fantem począć 15.06.11, 21:50
                    forum.gazeta.pl/forum/w,898,125753494,125753494,Nie_potrafie_mu_wybaczyc_.html
                    Bywa na przykład tak, dlatego mnie się nie wydaje żeby informowanie żony o zdradzie miało jakiś sens - w każdym razie nieomal na pewno nie polepszy sytuacji małżeńskiej autora wątku.
                    W dodatku, skoro żona jest z tych wrażliwych, może ją to uszkodzić lub zablokować - seksualnie i emocjonalnie - na amen. Co będzie miało dwa możliwe rozwiązania: albo kiszenie się we wspólnej niechęci do śmierci - albo rozwód. To IMO już lepiej dać jej pod nos pozew z uzasadnieniem pt "różnica charakterów" i bez podawania szczegółów.



Inne wątki na temat:
Pełna wersja