a jest tu ktos kto "nie daje"?

09.06.11, 16:02
czy tylko wyposzczeni się tu na okrągło wypowiadają?

(i jak "nie daje" to dlaczego?)
    • sea.sea Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 09.06.11, 16:10
      Przypuszczam, że nie ma. Jak ktoś nie daje, to nie ma dla niego tego tematu w ogóle. Tak samo jak obecni tu nie siedzą na forach hodowców merynosów :)
      • czarna_pijawka Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 09.06.11, 16:13
        No nie do konca.. mamy przeciez "cieply" watek napisany przez zone ktora wlasnie nie daje.. ale zgadzam sie, ze pewnie jest to przypadek odosobniony.
    • brak.polskich.liter Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 09.06.11, 17:21
      Bo bardzo czesto "niedajacy" albo w ogole nie widza problemu (w mysl zasady, ze syty nie rozumie glodnego), albo usilnie nie chca go zobaczyc. Co w sumie na jedno wychodzi.

      Chociaz... Jak sie zastanawiam, to przypominam sobie - niekoniecznie akurat z tego forum - watki typu "helpunku, moj maz mnie molestuje" (tlumaczenie: ma ochote czesciej niz raz na tydzien). Wiec takie glosy w forumowych dyskusjach tez sa.
      • irutxeta Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 10.06.11, 10:10
        no właśnie,
        ale generalnie wypowiadają się osoby chcące więcej,

        ja jestem po najnowszej rozmowie, gdzie mi oznajmiono ze jeśli go znam to powinnam wiedzieć o co chodzi,

        opadły mi wszystkie chęci po takim argumencie,
        • n.wataha Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 10.06.11, 10:14
          Nie zazdroszczę Ci.

          Innymi słowy powiedział Ci "domyśl się czego oczekuję".
          Witaj w klubie zgadywaczy cudzych potrzeb :D
          • irutxeta Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 10.06.11, 10:28
            potrzebuję jasnych instrukcji,
            zgadywanie doprowadza mnie do szalu,

            poza tym chcę to usłyszeć, chcę wiedzieć ze to go obchodzi,
            chcę wiedzieć, ze chce rozwiązać,

            chce widzieć ze on działa!
            i co? teraz tak będzie czekał aż się domyślę?
            może się domyślę, ale już z innym cholera:(
            • n.wataha Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 10.06.11, 10:36
              Teraz wiesz jakie to może być wkur..ce.

              Ale, ale. Po prostu to co napisałaś na forum powiedz jemu prosto w oczy, że nie brałaś sobie faceta by serwował Ci "Wielką Grę", ze jeśli Ty potrafisz mówić o swoich potrzebach, to oczekujesz tego również od niego. A jeśli ma trudności z mówieniem, zgadzasz się by swoje oczekiwania wysłał Ci SMS'em czy na GG, podrzucił kartkę.

              Ty jesteś na początku tej drogi zgadywania. Jesli od razu tego nie przetniesz i będziesz się bawić w tą ciuciubabkę, to przegrasz. Bo coraz więcej zagadek będzie stawiał przed Tobą - co chciałby zjeść na obiad, na jaki film ma ochotę, czy chce pójść wieczorem do znajomych, czy raczej zostać w domu, to się będzie piętrzyć. I jak nie zgadniesz, to zły humor.
    • bessie_blount ja 14.06.11, 10:17
      Najpierw się przywitam, bo choć podczytuję Was od dłuższego czasu, to do tej pory nie odważyłam się napisać.
      Ja nie daję.
      • sisi_kecz Re: ja- nie dawałam 14.06.11, 10:31
        pewnie że są takie watki,

        najczęściej wypowiadają sie w nich kobiety, które ochotę straciły po ciąży.

        I często widzą problem i wcale nie chowają głowy w piasek.
        Także, nie generalizujmy.

        pozdro!
        • n.wataha Re: ja- nie dawałam 14.06.11, 10:43
          Oczywiście nie ma co generalizować, ale warto przestrzegać na zasadzie "zapobiegaj, zamiast leczyć".
        • pogoda25 Re: ja- nie dawałam 14.06.11, 21:41
          Bardzo przepraszam..po ciąży ochoty nabrałam bardzo i tak mnie trzyma...mmmm...:)
      • zonaty26 Re: ja 14.06.11, 10:55
        bessie_blount napisała:

        > Najpierw się przywitam, bo choć podczytuję Was od dłuższego czasu, to do tej po
        > ry nie odważyłam się napisać.
        > Ja nie daję.


        Więc może powiesz bessie_blount, dlaczego "nie dajesz". Jaka jest przyczyna, czy to tkwi w nim czy to tylko twoje postanowienie, że ona ma odgadnąć czego oczekujesz? Może twoje odpowiedź olśni niektórych "wyposzczonych".
        • bessie_blount Re: ja 14.06.11, 11:15
          Po pierwsze nigdy nie było fajerwerków. Po drugie brak higieny. Żeby mąż codziennie brał prysznic, trzeba mu o tym przypominać. O myciu zębów nie wspomnę. Tutaj nawet przypominanie nic nie daje. Po trzecie codzienne piwko. Plus nie myte zęby równa się "aromat" - dla mnie nie do zniesienia. Po czwarte 40 kg w ciągu 9 lat znajomości i brak jakichkolwiek działań żeby to zmienić (żeby nie było - ja też utyłam jakieś 15 kg co przy moim wzroście nie jest tragedią, ale już prawie je zrzuciłam - czyli można jak się chce). Po piąte "samotne macierzyństwo". Po szóste przedwczesny wytrysk i brak chęci żeby coś z tym fantem zrobić (mam na myśli doprowadzenie mnie do orgazmu w inny sposób)
          Żeby nie było: wina nie lezy tylko po jego stronie. Ja też jestem winna. W odpowiednim czasie nie zareagowałam w odpowiedni sposób. Po prostu przegapiłam kilka ważnych momentów. Brak mi było konsekwencji w egzekwowaniu pewnych rzeczy. I teraz ponoszę tego konsekwencje.
          A teraz chyba jest już za późno żeby coś z tym zrobić. A może po prostu już mi się nie chce nic z tym robić.
          • gomory Re: ja 15.06.11, 19:39
            Eeee no sorry ale wg mnie to Ty akurat sie nie bardzo zaliczasz do "niedajacych". Wyjechalas z litania tak antyseksualnej patologii, ze... no co ja Ci bede zreszta tlumaczyl skoro sama to chyba kumasz :). Nie dajmy sie zwariowac. Skoro dalem noge przed pijana, wasata menelka mamroczaca o seksie to nie bede rozpowiadal, ze jestem facetem unikajacym wspolzycia.
            Umowmy sie, ze pewne minima musza byc spelnione. Agresja, nielojalnosc, stale zaniedbanie, egoizm czy omijanie abecadlanych elementow sztuki kochania to dla kazdego powod by sie wymigiwac z lozka. Juz jeden z tych elementow wystarczy, a u Ciebie niejeden wystepuje. Nie liczysz sie.
            • brak.polskich.liter Re: ja 15.06.11, 20:32
              Podpisuje sie.
              Posiadanie wechu i wzroku oraz niebycie masochistka nie podpadaja pod kategorie "nie daje".
            • fomica Re: ja 15.06.11, 22:31
              > Eeee no sorry ale wg mnie to Ty akurat sie nie bardzo zaliczasz do "niedajacych

              Dlaczego nie? Pytanie było "kto" i "dlaczego". Jakiej odpowiedzi można sie spodziewać? - nie bo nie, bo robie mu na złośc, bo jestem zlośliwa, bo chce zniszczyc swoje małżeństwo, bo jest post i się umartwiam? Przyczyny zazwyczaj będa właśnie takie - brak starań, brak dbałości, zniechęcenie, brak "fajerwerków", brak czasu, zmęczenie.
              Właśnie takie posty powinny byc najcenniejsze dla każdego kto się zastanawia "dlaczego u licha on/ona nie chce???", bo wskazuja sprawy które dla jednych sa oczywiste a inni mogą ze zdziwieniem je odkryć.
            • bessie_blount Re: ja 16.06.11, 07:32
              gomory napisał:

              > Eeee no sorry ale wg mnie to Ty akurat sie nie bardzo zaliczasz do "niedajacych

              To czemu do cholery ja mam wyrzuty sumienia z powodu tego stanu? Wychowanie?
              • n.wataha Re: ja 16.06.11, 08:10
                Widzisz, w przeciwieńśtwie do poprzedników, którzy próbowali Ci wmówić, że nie należysz do tej grupy, gdyż Twój życiowy partner nie spełnia oczekiwań na męża, z którym żona chciała by się kochać, ja uważam, że wina również leży po Twojej stronie.
                Czemu?
                Ponieważ kiedyś jednak złożyliście przysięgę małżeńską "świadomi praw i obowiązków,..na dobre i na złe".
                Faktem jest, że mąż zapewne się zmienił, ale Ty to zaakceptowałaś. Gdybyś nie zaakceptowała, to byś mu powiedziała, że stał sie brudasem, że śmierdzi piwem, że jego atrakcyjność drastycznie zmalała w Twoich oczach, a nie tego oczekiwałaś od jego osoby.

                Powiedziałaś, ze dla świętego spokoju akceptujesz jego zmianę, ale w zamian nie będziesz dla niego już taką żoną jaką zapewne byłaś zaraz po ślubie.
                Czyli w Tobie również nastąpiła zmiana. Sama piszesz, że szczęśliwa z tego powodu nie jesteś (zapewne mąż również). Więc oboje godzicie się na samooszukiwanie się w związku.

                Czemu? Bo oboje nie macie odwagi ani porozmawiać ze sobą, ani rzucić to w cholerę. I po to brałaś ślub? Czy o tym marzyłaś idąc w białej sukni i składając małżeńską przysięgę? Przypomnij sobie tę chwilę i odpowiedz sobie na to pytanie sama.

                A może po prostu żeby być szczęśliwym trzeba o to samemu zadbać. Nie mówię, że zadbać i coś dać, ale ZADBAĆ I ZDOBYĆ SIĘ NA ODWAGĘ UCZCIWEJ ROZMOWY ze swoim partnerem. Powiedzieć mu prosto w oczy, że brałaś ślub ze wspaniałym, przystojnym facetem, z wielkimi marzeniami, a masz teraz archetyp Kiepskiego, w porozciąganej koszulce, dresie, z puszką piwa, i smrodkiem spod pach. Czy on również uważa, że telewizyjny Kiepski to jego wzorzec do naśladowania?

                Walnij ręką w stół, otwórz mu oczy jak go widzą bliscy, bo może sam tego nie zauważa. Zrób coś z Waszym życiem, bo samo się nie zrobi.

                Masz w tym małżeństwie takie same prawa by domagać się szczęścia jak i każdy inny, który żyje w związku.
                • n.wataha Re: ja 16.06.11, 09:07
                  I ostatnie, o którym nie zdążyłem napisać.
                  Dzieci powielają wzorce zachowań swoich rodziców. Robią to podświadomie, często zarzekając się, że "ich własny dom będzie wyglądał całkiem inaczej niż ten,z którego wyszli". I niestety często nie wygląda.
                  Bo niby na czym mają się wzorować, jeśli mieli styczność tylko z tym jednym wzorcem?

                  Masz syna? Więc będzie po kilku latach małżeństwa takim lustrzanym odbiciem Twojego męża. Synowa będzie w niebo wzięta :/

                  Masz córkę? Będzie akceptować wszystko, co jej los przyniesie tak jak Ty i będzie uważała, że życie to jedno wielkie pasmo rozczarowań.

                  Nie wiem ile stan, który opisujesz u Was trwa. Ale pielęgnuj go dalej i mów wszystkim wokół, że wina leży wyłącznie po stronie męża. Dzięki temu lepiej się poczujesz, a życie rozczarowanej kobiety będzie trwało do śmierci (Twoich dzieci również), bo czym skorupka za młodu nasiąknie...
                • bessie_blount Re: ja 16.06.11, 10:35
                  n.wataha napisał:

                  ja uważam, że wina również leży po Twojej
                  > stronie.

                  Mam tego świadomość. Grzech zaniechania.

                  > Czemu?
                  > Ponieważ kiedyś jednak złożyliście przysięgę małżeńską "świadomi praw i obowiąz
                  > ków,..na dobre i na złe".
                  > Faktem jest, że mąż zapewne się zmienił, ale Ty to zaakceptowałaś.

                  Właśnie. "Na dobre i na złe". Skoro przytył to mam go rzucić? To nie pasuje mi do mnie. Próbować zmienić coś co mi nie pasuje? Próbowałam. Przez pewnien okres było ok, widziałam starania. Potem wszystko wróciło do stanu poprzedniego.

                  > Czyli w Tobie również nastąpiła zmiana. Sama piszesz, że szczęśliwa z tego powo
                  > du nie jesteś (zapewne mąż również). Więc oboje godzicie się na samooszukiwanie
                  > się w związku.

                  Tak. Obydwoje oszukujemy się, że wszystko jest jak dawniej. Ale czy powiem o sobie nieszczęśliwa? Nie. Po prostu zaakceptowałam fakt, że moje małżeństwo wygląda tak jak wygląda. Na codzień mi to nie doskwiera, bo M jest człowiekiem z którym dobrze mi się żyje. Bardziej jesteśmy teraz kumplami.

                  > Walnij ręką w stół, otwórz mu oczy jak go widzą bliscy, bo może sam tego nie za
                  > uważa. Zrób coś z Waszym życiem, bo samo się nie zrobi.

                  Były dwie poważne rozmowy na ten temat. Raz poprosiłam go o wyprowadzenie się i przemyślenie kilku rzeczy. Nie było awantury. Była spokojna rozmowa i wypunktowanie co mnie nęka. Przez dwa miesiące było naprawdę ok. A potem wszystko wróciło do stanu poprzedniego.

                  Kwestia dziecka też mnie martwi, bo M niespecjalnie rwie się do kontaktów z synem. Raczej trzeba go zachęcać. Proponować. Choć teraz, kiedy syn ma już 5 lat jest już trochę lepiej niż wcześniej.
                  Tak, mam świadomość, że syn przejmie wzorzec ojca ze swojego domu. I nie napawa mnie to optymizmem.
                  • n.wataha Re: ja 16.06.11, 12:18
                    > Próbować zmienić coś co mi nie pasuje? Próbowałam. Przez pewnien okres
                    > było ok, widziałam starania. Potem wszystko wróciło do stanu poprzedniego.

                    Więc jednak słucha i wnioski wyciąga, tyle, że szybko się zniechęca/nudzi.
                    Może więc należy ciągle go "popychać"?
                    Choćby ze względu na to co poniżej?

                    > Tak, mam świadomość, że syn przejmie wzorzec ojca ze swojego domu. I nie napawa
                    > mnie to optymizmem.

                    Na to również zwrócić mu uwagę. Myślę, że może on sam również w pewnym sensie czuje się jakiś niespełniony. I to nie mówię "w małżeństwie", ale może jakieś hobby, które przed małżeństwem kultywował? Może zaprzestał kontaktów z kolegami i powinien nieco z nimi poprzebywać? Bo tak z Twoich opisów wygląda jakby wpadł w "szarość dnia codziennego" i nic mu się już nie chciało. Coś jakby czekał tylko aż umrze (najlepiej z piwem w ręku przed telewizorem). A może ma depresję, do której wielu facetów nie chce się przyznać "bo to nie męskie".
                    A może go dowartościować czymś. Np. przypomnieć sobie jakie miał hobby i kupić mu coś, co znów obudzi jego pasję? Albo po prostu gdzieś wyjedźcie, gdzieś, gdzie już samo miejsce wyjazdu będzie sporym szaleństwem? Mnie 10 lat temu żona walnęła propozycję wyjazdu do Egiptu, choć "przy kasie" wtedy nie byliśmy. Troszkę odkładała wcześniej i odłożyła na rejs po Nilu. Dla mnie był to po wielu, wielu latach pierwszy wyjazd zagraniczny i to do orientu. Czułem się na tych wczasach jak książe, a akumulatory naładowałem tak, że tryskałem energią i optymizmem.
                    Egipt teraz (szczególnie z last minute) jest nawet tańszy niż wczasy w Polsce.
                    Pomyśl o tym.
                    • bessie_blount Re: ja 16.06.11, 13:55
                      n.wataha napisał:

                      > Może więc należy ciągle go "popychać"?

                      Ale ja już nie mam siły go popychać. W tej chwili czuję się jakbym po prostu w domu miała 2 dzieci, tylko jedno jest jakby nieco starsze :-) To na mojej głowie jest dom, dziecko, rachunki i milion innych spraw.

                      > Na to również zwrócić mu uwagę. Myślę, że może on sam również w pewnym sensie c
                      > zuje się jakiś niespełniony. I to nie mówię "w małżeństwie", ale może jakieś ho
                      > bby, które przed małżeństwem kultywował? Może zaprzestał kontaktów z kolegami i
                      > powinien nieco z nimi poprzebywać?

                      Hobby specjalnie wciągającego nigdy nie miał. Lubi muzykę i różnego rodzaju koncerty. Nigdy nie broniłam mu do nich dostępu, wręcz czasami siłą go wypychałam, bo i ja mam ochotę czasami po prostu być sama ze sobą. A on tylko: razem i razem. W którymś momencie bokiem mi to zaczęło wychodzić, więc się zbuntowałam. Ale i do dzisiaj gdy chcę jechać gdzieś sama lub po prostu pobyć z dala od wszystkich to muszę się tłumaczyć co i jak. Kolegów ma sporo, z moich ust nigdy nie padł argument, że za dużo z nimi wychodzi. Często wręcz byłam katalizatorem takich spotkań.

                      Albo po prostu gdzieś wyjedźcie, gdzieś, gdz
                      > ie już samo miejsce wyjazdu będzie sporym szaleństwem?

                      Co roku wyjeżdżamy przynajmniej 2 razy: tydzień w maju i trzy tygodnie w lecie. Zawsze w tym samym, ciepłym kraju, którego on jest miłośnikiem. Zresztą ja już też polubiłam ten kraj i czuję sie tam jak w domu. Poza zwiedzaniem i plażowaniem nie mamy tam żadnych obowiązków. Mam wrażenie, że tam jest jakby naładowany energią. Po powrocie do kraju energia ostro pikuje w dół i wszystko wraca na swoje tory. Błędne koło.

                      • n.wataha Re: ja 16.06.11, 14:09
                        Ciężko coś doradzić.
                        Może po prostu musisz pieprznąć garnkiem o ścianę i postawić sprawę na ostrzu noża i powiedzieć mu, że masz dość jego niańczenia?
                        A jak nie posłucha, to mu walizki spakować i powiedzieć, że jak się zmieni to może jeszcze będziesz czekała, ale niech nie liczy, że długo, bo Kiepskiego w domu nie chcesz, a łatwiej Ci prowadzić dom z jednym dzieckiem niż z dwójką.
                        • bessie_blount Re: ja 16.06.11, 14:40
                          Jeszcze do tego nie dojrzałam, żeby pakowac walizki. Nawet nie ma już we mnie złości. Jakoś się do tej sytuacji przystosowałam i tak sobie funkcjonuję. Jak długo? Nie wiem :-)
      • dziabdzik Re: ja 16.06.11, 14:08
        > Ja nie daję.
        A dlaczego, jeśli można spytać? Zakładam, że biorca niewstrętny.
        • bessie_blount Re: ja 16.06.11, 14:41
          Odpowiedź nieco wyżej :-)
    • antheax Nie to forum 16.06.11, 08:36
      Szukaj na forum "Zdradzone Żony"

      Chociaż powinno być jeszcze forum "Zdradzani Mężowie"
    • wyborna_malika Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 17.06.11, 12:06
      Wiec ja sie dopisuje- wyposzczona ale "nie daje"
      Stwierdzilam ze skoro mojego meza interesuja numerki raz na 2-4 tygodnie to ja juz wole wogole z tego zrezygnowac. Gryze sciany ale mam satysfakcje ze on czuje to co ja- GLOD :D

      Mialam dosc jego tekstow
      - "zachowujesz sie jak zwierze" czyt. mam wysokie libido a to w jego mniemaniu nie jest ludzkie
      - twoje libido to twoj problem, musisz poradzic sobie sama itp

      Po odmowienu mu kilka razy, teraz sie sfochowal i juz mnie nie zaczepia wiec jest mi o tyle latwiej
      Poza tym mimo ze mam ooogromna ochote na seks wiem ze moj malzonek po tych ladnych kilku tygodniach posuch, eksploduje po kilku minutach zabawy a ja zostane znowu sama ze swoim libido niecierpliwie czekajac kilka tygodni na nastepny raz
      • n.wataha Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 17.06.11, 12:15
        > Poza tym mimo ze mam ooogromna ochote na seks wiem ze moj malzonek po tych ladn
        > ych kilku tygodniach posuch, eksploduje po kilku minutach zabawy a ja zostane z
        > nowu sama ze swoim libido niecierpliwie czekajac kilka tygodni na nastepny raz

        No i?
        Jaki z tego morał? Że Jaś zrobi na złość i odmrozi sobie uszy?
        Może prościej byłoby zastosować inną metodę? Nie wiem jaką, powiedzieć samcowi, że jak twierdzi, że Twoje libido, to Twój problem, to rozumiesz, że daje Ci wolną rękę byś go rozwiązała w sposób adekwatny do sytuacji (w podtekście "mam sobie kochany mężu znaleźć kochanka? O to Ci chodzi?").
        • wyborna_malika Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 17.06.11, 16:30
          Odmrazam sobie uszy juz ponad 4 lata, a na mojego meza nic nie dziala. Jest brylka lodu
          Kochanka dawno bym sobie znalazla albo juz dawno rzucila meza, ale niestety z pewnych powodow nie moge jeszcze tego zrobic
          Wiec moje "nie dawanie" to pewnien rodzaj rewanzu, ktory duzo mnie kosztuje ale sprawia ogromna satysfakcje :)
          Poza tym po ostatniej sprzeczce z mezem gdybym sie z nim przespala mialabym kaca moralnego
          • doktor.74 Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 17.06.11, 16:47
            wyborna_malika napisała:
            > Wiec moje "nie dawanie" to pewnien rodzaj rewanzu, ktory duzo mnie kosztuje ale
            > sprawia ogromna satysfakcje :)
            > Poza tym po ostatniej sprzeczce z mezem gdybym sie z nim przespala mialabym kac
            > a moralnego

            Szczyt hipokryzcji i wyrachowania. Gdybyś nie pisała tego z uśmiechem na twarzy to miałbym do Ciebie mniejszą odrazę. Ty się dziwisz, że jesteś tak traktowana? Bo ja nie. Boże strzeż mężczyzn, ba! ludzi przed takimi kobietami ! Nie chcę wiedzieć co jeszcze sprawia Ci satysfakcję oprócz robienia na złość mężczyźnie z którym (nie)sypiasz i żyjesz pod jednym dachem. Dobraliście sie doskonale. Brawo!
            • wyborna_malika Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 18.06.11, 16:19
              Czekaj, czekaj wiec jak on mi nie daje to jest cacy, ale jak ja sie zbuntowalam (po 7 latach) to jestem przez ciebie potepiana?? To wspolczuje twojej zonie takiego meza- skoro tak odbierasz kobiety, pewnie dlatego ci nie daje i jestes tak sfrustrowany ze wyzywasz sie na forum
              • e.i.t.h.e.l Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 23.06.11, 19:11
                Ja jestem kobietą i dokładnie tak samo Ciebie odbieram. Tzn. rozumiem, że masz satysfakcję, ale dla mnie to zachowanie jest po prostu głupie i nie przyszłościowe. Może i łatwiej Ci wegetować, ale zdecydowanie lepiej byłoby znaleźć nowego partnera i po prostu zacząć żyć.
    • yoko0202 nie dawałam 17.06.11, 13:50
      > (i jak "nie daje" to dlaczego?)

      dwukrotnie, w sensie w dwóch związkach
      można elaborat napisać, że nie byli dobrzy, że się nie troszczyli, że uciekali co piątek na browar z kolegami, że olewali, że rozrzucali skarpetki, że nie potrafili mi dobrze zrobić, że chcieli się seksić po całym dniu roboty i bez prysznica, itp itd ale to bzdura - najzwyczajniej w świecie w pewnym momencie okazywało się, że nie mam już na nich ochoty, że to nie 'ten' facet, czyli sucho w gaciach i koniec.
      • kag73 Re: nie dawałam 17.06.11, 13:55
        najzwyczajniej w świecie w pewnym momencie okazywało się, że nie mam już na nich ochoty, że to nie 'ten' facet, czyli sucho w gaciach i koniec.

        No ale jak dla mnie to wlasnie swoim zachowaniem zapracowali na wlasnie takie stwierdzenie i na Twoje odczucia. Ja tam uwazam, ze wbrew piosence, nie kocha sie za nic. Moze na poczatku tak, ale na dluzsze mete nie.
        • yoko0202 Re: nie dawałam 17.06.11, 14:10
          kag73 napisała:

          > najzwyczajniej w świecie w pewnym momencie okazywało się, że nie mam już na nic
          > h ochoty, że to nie 'ten' facet, czyli sucho w gaciach i koniec.
          >
          > No ale jak dla mnie to wlasnie swoim zachowaniem zapracowali na wlasnie takie s
          > twierdzenie i na Twoje odczucia.

          częściowo tak, ale jeden z tych panów na przykład był akurat całkiem do życia, z kolei zdychałam kiedyś dla takiego jednego, który zrobił chyba wszystko powodujące, że kobieta w pewnym momencie przyrzeka sobie, że nigdy więcej żadnych facetów, a i tak go chciałam, niezmiennie, na okrągło, całe lata.
        • songo3000 Re: nie dawałam 17.06.11, 18:01
          No nie, a gdzie te laski, które ściągają mokre majtki przez głowę na jedno skinięcie spoconego (dla nich jednak boskiego) byczka? taki mit? Podpowiem - niezupełnie, oj niezupełnie, :DDD
          • jakniejatokto Re: nie dawałam 22.06.11, 20:56
            No ja niestety jestem z tych, co to na feromony są wyczulone i jeśli mi facet "pachnie" odpowiednio, to będę te majtki ściągać przez głowę nawet jak mężczyzna właśnie przerzucił tonę węgla. Jeśli wiem, że facet ogólnie dba o higienę, to okazjonalny pot mi nie przeszkadza :)
            • eeela Re: nie dawałam 28.06.11, 13:42

              > No ja niestety jestem z tych, co to na feromony są wyczulone i jeśli mi facet "
              > pachnie" odpowiednio, to będę te majtki ściągać przez głowę nawet jak mężczyzna
              > właśnie przerzucił tonę węgla

              Ja się oczywiście bardzo z tym zgadzam - dobrze "pachnący" facet po przerzuceniu tony węgla to tylko dodatkowy smaczek by był ;-)

              Ale insza inszość facet od kilku dni niedomyty - z takim bym się nawet do jednego łóżka nie chciała położyć.
    • yoric Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 17.06.11, 19:17
      Kolejny symptomatyczny wątek.
      Zwróćcie uwagę na wypowiedź Bessie. Teraz wyobraźcie sobie ewentualny wątek jej faceta tutaj i jakie rady dostaje:
      - może ona jest lesbijką
      - może ma kochanka
      - jak kupisz jej seksowną bieliznę, właczysz muzykę, itd. to ci da

      nie, nie pomoże bielizna, nie ma kochanka, nie jest lesbą, a i hormony pewnie w normie. Stary, NIE JESTEŚ DLA NIEJ ATRAKCYJNY. Ona ma ochotę na seks, ale *nie z tobą*.

      Ten facet jej nie kręci, a gdyby kręcił, to nie przeszkadzałaby ani higiena, ani piwo (składałyby się na 'seksowny męski zapach').

      Spójrzcie sobie na wypowiedź Yoko, bo to jest dobry przykład z czego wynika - a zwłaszcza z czego nie wynika - ochota na faceta. To że facet 'zasłużył' albo 'nie zasłużył' na seks nie ma tu nic do rzeczy, bo jak zachowa się kobieta nie zależy od jego zasług, tylko czy on tę babkę pociąga:

      > częściowo tak, ale jeden z tych panów na przykład był akurat całkiem do życia, z kolei zdychałam kiedyś dla takiego jednego, który zrobił chyba wszystko powodujące, że kobieta w pewnym momencie przyrzeka sobie, że nigdy więcej żadnych facetów, a i tak go chciałam, niezmiennie, na okrągło, całe lata.


      I na koniec do Watahy, stary, weź przestań wciskać wszystkim wkoło o tych wzorcach, bo to w najlepszym razie ogromne uproszczenie, a w najgorszym bzdura!
      • kag73 Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 17.06.11, 19:32
        Ten facet jej nie kręci, a gdyby kręcił, to nie przeszkadzałaby ani higiena, ani piwo (składałyby się na 'seksowny męski zapach').

        Spójrzcie sobie na wypowiedź Yoko, bo to jest dobry przykład z czego wynika - a zwłaszcza z czego nie wynika - ochota na faceta. To że facet 'zasłużył' albo 'nie zasłużył' na seks nie ma tu nic do rzeczy, bo jak zachowa się kobieta nie zależy od jego zasług, tylko czy on tę babkę pociąga:

        Yoko niech se mowi a ja sie nie zgodze. Ochote moze bym miala, ale jak np. smierdziel i cham, poszukam sobie z przyjemnoscia innego. Tego kwiatu to pol swiatu, sa jeszcze inni, na ktorych ochota sie znajdzie, na 100%. To tyle ode mnie. Moze inni maja inaczej.
        • sea.sea Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 17.06.11, 19:43
          > Moze inni maja inaczej.
          Mają, mają - nie obserwowałaś nigdy przypadku, gdzie dana zawodniczka jest kompletnie zaślepiona na punkcie misia i stopy mu nieomal liże, u ust malin się prosząco uwiesza, pręży się i nadstawia i rąk oderwać nie może - podczas gdy na pierwszy i drugi rzut Twojego oka miś to kompletnie nieinteresujący prostak, buc i cham? :)
          • kag73 Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 17.06.11, 19:48
            Moze i widzialam, ale nie znaczy, ze wszystkie tak maja, jezeli facet je pociaga, bo ja tak nie mam a tez jestesm kobieta!
        • songo3000 Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 17.06.11, 20:03
          Etam, jakbyś koleżanko miała na takiego >ochotę< to z automatu odbierałabyś go nie jako 'śmierdziela' i 'chama' tylko dajmy na to 'zawadiakę pachnącego intensywnym mężczyzną'. Być może "w sam raz na raz" ale jednak...
          • sea.sea Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 17.06.11, 20:19
            Otóż to.

            Ja nie twierdzę, że każda da bezkrytycznie każdemu, który jej ładnie zapachnie niezależnie od wszelkich innych cech danego zawodnika, jednak stanowczo jestem zdania, że lista wymagań do spełnienia dla tych, do których ma się chemię jest znacznie, znacznie krótsza niż lista przeznaczona dla tych, do których chemii się (już) nie ma.
        • yoric Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 17.06.11, 21:16
          > Ochote moze bym miala, ale jak np. smie
          > rdziel i cham, poszukam sobie z przyjemnoscia innego.

          Oczywiście że jak spytać, co kobiety pociąga, to powstanie zupełnie inna lista i właśnie dlatego zawsze powtarzam, żeby tę listę zwinąć w rulonik i wrzucić do kosza, i generalnie nie patrzeć na to, co kobiety mówią, tylko na to co robią.
          • kag73 Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 17.06.11, 21:37
            Koledzy insynuluja, ze znaja mnie lepiej niz ja siebie sama?
            Smie watpic.
            • gomory Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 17.06.11, 22:57
              Kolega chyba sugerowal, ze nie ma sensu pytac sie kobiety jacy mezczyzni jej sie podobaja, tylko zeby opowiedziala z kim do tej pory sypiala. Co z tego, ze powie jak to ja kreca przystojniacy pachnacy francuska perfuma z 6pakiem zamiast brzucha? Skoro zycie pokazuje, ze jak dotad przelecialo ja 5 smierdzacych warka, dlubiacych w nosie capow. Na logike wtedy wychodzi, ze nie kalkuluje sie inwestowac we francuskie perfumy. Lepiej walnac warke, nauczyc sie tropic kozy z nosa i zostac numerem 6. No przynajmniej gdy ma sie ustawiony priorytet na zaliczenie z kolokwium kochania tej sztuki :).
            • yoric Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 17.06.11, 22:58
              Raczej to, że znamy *większość kobiet* lepiej, niż one same. Ty być może jesteś wyjątkiem.

              I właściwie to jest kompletna odpowiedź, ale na marginesie dodam, że większość kobiet uważa, że jest wyjątkowa (ale jak już pisałem, nie należy się przejować tym, co kobiety uważają, tylko tym, co robią).
          • zakletawmarmur Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 18.06.11, 13:47
            > Oczywiście że jak spytać, co kobiety pociąga, to powstanie zupełnie inna lista
            > i właśnie dlatego zawsze powtarzam, żeby tę listę zwinąć w rulonik i wrzucić do
            > kosza, i generalnie nie patrzeć na to, co kobiety mówią, tylko na to co robią.

            Dokładnie to samo mozna powiedzieć o mężczyznach:-)
      • n.wataha Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 18.06.11, 16:46
        yoric - a co jest według Ciebie bzdurą?
        Że babka nie potrafi powiedzieć mu co ją w jego zachowaniu odstręcza?
        Facet faktycznie może kupować jej prezenty, obsypywać kwiatami, brać na wczasy na Kanarach dajmy na to, a i tak z jego zabiegów g.... wyjdzie, bo babka nie potrafi wyartykułować swoich oczekiwań wobec niego.

        Jak miałem żal do żony, że całe dnie łaziła w jednym i tym samym T-shircie o kolorze zgniłej zieleni i zdejmowała go wyłącznie by wyprać i założyć od nowa, to jej to wprost powiedziałem, że albo wywali go do kosza, albo w życiu mnie nie zobaczy we wspólnym łożu.
        Poskutkowało natychmiast - wywaliła do kosza.

        Wszyscy mamy w życiu jakieś problemy, coś nam się w drugiej osobie nie podoba, ale na Boga, to nie jest totolotek, z główną nagrodą w postaci seksu, żeby od rana do wieczora bawić się w zgadywanki "co oznacza na jej twarzy ten grymas", "czemu od roku jest wobec mnie obojętna jakbym był namolnym sublokatorem, a nie jej mężem".
        • n.wataha Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 18.06.11, 17:04
          Ale w tym wszystkim jest jeszcze jeden szkopuł. Otóż jeśli zrobisz czego chce kobitka jak w przypadku tego pana opisywanego powyżej), przestanie śmierdzieć piwskiem, zacznie brać prysznic codziennie, będzie pachniał elegancką wodą toaletową, którą zapewne wybierze mu sama żona (coby się nie rozczarowała jego gustem), to babka i tak jego zmian nie zaakceptuje. Czemu? Ponieważ były one przez nią samą wymuszone, a ona liczyła, że sam się domyśli.
          I tak dochodzimy do wniosku, że tylko facet, który potrafi zmieniać własny image jak rękawiczki, będzie kręcił kobitki.
          Niestety to prawda. Sam spróbowałem takich numerów u mnie w pracy. Przez kilka lat chodziłem do biura ubrany w dość wygodne i nijakie ciuchy. Aż mnie coś tak naszło żeby się zacząć ubierać "pod krawat". Kobitki najpierw pytały z jakiej to okazji. Jak przekonały się, że bez okazji, to nie było chwili żeby nie rozbierały mnie wzrokiem. Ale najlepszy numer jak po pewnym czasie zacząłem co któryś tam dzień ubierać się na sportowo (oczywiście nie w szortach). Do gapienia doszło jeszcze ciągłe przypadkowe ocieranie. I to również gdy byłem w garniturze.

          Po prostu facet musi być dla kobiety jak nie przeczytana książka, ale z elegancką okładką. Bo do przeczytanej książki się nie wraca. Nawet jeśli się cholernie podobała. Gość codziennie wracający do domu o tej samej porze, nawet gdy dba o czystość i higienę, zasiadający o tej samej porze przed TV, czytający tą samą gazetę tyle samo czasu i dyskutujący ciągle na te same tematy, staje się po prostu nudny. I to jest główną przyczyną, że babki potrafią się nami znudzić. Nawet nie wrócenie z rzadka na noc do domu daje jej większy dreszczyk emocji (a cóż on tam wtedy robił i ciekawe z kim) niż dokładnie zaplanowany harmonogram dnia.

          Inna sprawa, że kobiety u facetów nie lubią zapachu alkoholu gdy same również wtedy go nie skosztowały. I trudno tu powiedzieć czy przyczyna tkwi w samym zapachu, czy raczej skłaniałbym się, że z takiej wewnętrznej zawiści "on sobie może pozwolić wypić z kolegami czy sam piwo, a ja muszę zapierdzielać w domu".
          • yoric Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 18.06.11, 21:26
            Wataha, z góry przepraszam za protekcjonalny ton, ale to częściowo z uwagi na długi Forumowy staż, a poza tym sam kiedyś byłem w Twojej sytuacji i podobnie pisałem, więc mam nadzieję, że jakoś to przełkniesz.
            Widać, że jesteś elokwentny i inteligentny gość, ale jak już ktoś tu napisał, na Forum nie piszesz Ty, tylko pisze Twoje rozżalenie. Jak nie zdejmiesz okularów tego rozżalenia, to ciężko będzie ujrzeć światło :).

            Kobieta nie wybiera świadomie, czy ją mąż będzie kręcił, czy nie. Tak się po prostu dzieje. Tak samo jak mąż nie wybiera, czy ona będzie go pociągać. Tu nic nie pomogą ani żale, ani pretensje, ani odwołania do sumienia, ani nawet mocne postanowienie jednego małżonka, że będzie częściej dawał seks, bo ten seks z obowiązku stanie się najbardziej znienawidzoną karą.

            Kobieta często nie jest w stanie tego powiedzieć wprost, bo czasem nie jest w stanie tego wyartykułować (bo np. nadal kocha faceta, a błędnie myśli że kochać to to samo co pożądać), albo autentycznie myśli, że chodzi o 'brak higieny' (po wyeliminowaniu którego oczywiście znajduje się następne zastrzeżenie), albo nawet gdyby to powiedziała, to facet nie jest w stanie tego przyjąć.

            Na szczęście (w pewnym sensie) dla brzydszej płci te mechanizmy znudzenia, które opisujesz, raczej stosują się do naszego libido, tj. nam się szybko nudzi ta sama sztuka. Kobiecie dużo łatwiej odbierać tego samego samca jako atrakcyjnego przez wiele lat. Oczywiście na to facet musi 'zasłużyć' swoim zachiowaniem, ale nie tym, że pozmywa naczynia, tylko tym, że będzie takim samcem, który kręci samice. W pewnym sensie więc cała inicjatywa jest w rękach panów. Na Forum jest wiele wątków jakie cechy na to się składają.
            • yoric Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 18.06.11, 21:31
              Nb. co do drugiego Twojego wpisu to widzę, że w dużej mierze się zgadzamy. Ale jeszcze co do alkoholu. Był tu kiedyś taki wpis kobiety, której zdaje się mąż nie kręcił - natomiast gdy pewnego razu wrócił do domu późno po imprezie, lekko na bani, i zabrał się do roboty bardziej bezceremonialnie, to na nią to podziałało. Mgliście pamiętam ten wpis, ale tam było coś w stylu, że ta woń alkoholu skojarzyła jej się pozytynie z jakąś tam 'dzikością' czy czymś takim.
            • n.wataha Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 20.06.11, 09:05
              yoric napisał:

              > Wataha, z góry przepraszam za protekcjonalny ton, ale to częściowo z uwagi na d
              > ługi Forumowy staż, a poza tym sam kiedyś byłem w Twojej sytuacji i podobnie pi
              > sałem, więc mam nadzieję, że jakoś to przełkniesz.
              > Widać, że jesteś elokwentny i inteligentny gość, ale jak już ktoś tu napisał, n
              > a Forum nie piszesz Ty, tylko pisze Twoje rozżalenie. Jak nie zdejmiesz okularó
              > w tego rozżalenia, to ciężko będzie ujrzeć światło :).

              ?
              Troszkę nie kumam o czym piszesz. Rozżalenie? No niby mam rozżalenie, że od roku nie dostałem podwyżki w pracy, ale co to ma do rzeczy z tym wątkiem?
              • yoric Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 20.06.11, 14:31
                No bo widzisz, przez to Twoje narzekanie wkręciłem sobie na początku, że jesteś z tych, którym żona 'nie daje' i chyba już drugi raz w ten sposób piszę. Ale fakt jest faktem, że widać po Tobie niejakie rozżalenie, że kobiety nie zachowują się tak, jak powinny...
                • n.wataha Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 21.06.11, 21:21
                  yoric napisał:

                  > Ale fakt jest faktem, że widać po Tobie niejakie rozżalenie, że kobiety nie zachowuj
                  > ą się tak, jak powinny..

                  Na pewno to co piszę nie da się nazwać rozżaleniem. Raczej napisałbym, że czytając te wątki jestem rozczarowany, że tak wiele osób nie potrafi bez pruderii rozmawiać o seksie z partnerem i stąd podejrzewam, że wynika 80% problemów łóżkowych. Te 20% pozostawiam na te "inne przyczyny", które samą uczciwą rozmową nie da się zlikwidować.

                  Co do mojego pożycia łóżkowego. Mam górki i dołki. Są okresy, gdy nie chce mi się częściej niż raz na 2 tygodnie (bo np. jestem zmęczony, czy zestresowany sytuacją w pracy).
                  Był okres (o którym nota bene pisałem), że uzależniliśmy się z żoną od gier MMO. Wtedy grywaliśmy "do upadłego" i kładliśmy się spać gdy oczy już odmawiały posłuszeństwa, a rozum marzył jedynie o poduszce i kołderce. Z perspektywy czasu uważam ten okres za zmarnowany nie tylko z powodu bardzo rzadkiego seksu, ale w ogóle ustawienia całego życia wyłącznie pod granie. Mamy to za sobą (mam nadzieję).
                  Ale zmiana trybu życia (bez gier) spowodowała, że wpadłem w ten drugi stan, podejrzewam, że również związane jest to z nerwica. Czyli mam ochotę na seks codziennie.
                  Różnica polega na tym, że ja otwarcie powiedziałem żonie, że zacząłem zauważać jej wdzięki od kiedy przestaliśmy się gapić w monitory i mam na nią ochotę ciągle. Wiem, że w naszym wieku to trochę nietypowe. Również sam fakt, że żona nie zawsze ma ochotę, lub jest zmęczona, doszliśmy do jakiegoś tam konsensusu i seksimy się mniej więcej 4-5 razy w tygodniu. Więc ciężko tu mówić o moim narzekaniu czy rozżaleniu ;)

                  Raczej staram się dzielić własnym doświadczeniem życiowym z innymi. A mam je spore, ponieważ "przerabiałem" na sobie osobiście większość problemów z jakimi borykają się inni. Również "roczne posty". I wiem do jakiego stanu może coś takiego doprowadzić małżeństwo.
      • baba67 Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 08.07.11, 10:23
        Widac rzadzkila Toba attawistyczna strona psychiki. Wasze dziecko byloby najprawdopodobniej wybitna jednostka jesli nie geniuszem.
        Poczytaj sobie biografie Rockeffelera-jego matka zakochala sie w takim facecie ze zwazywszy jej wychowanie wydawalo sie kompletnie nieprawdopodobne.
    • bugbuddy Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 24.06.11, 20:32
      Tak, nie daję.
      Nie daję dlatego, że już po prostu nie sprawia mi to radości. Wolę sobię książkę poczytać niż udawać namiętność, której już nie ma.
    • sarunia21 ja 24.06.11, 21:00
      Witam tez Was podczytuje od dłuzszego czasu i ja naleze do tych 'nie dajacych"
      • sarunia21 aa dlaczego? 24.06.11, 21:16
        Ja nie daje bo
        jestesmy razem prawie 8lat -wiadomo na pocztaku fajerwerki mega super itp swiata poza soba nie widzielismy, on mnie kochał szanował, oboje mamy wybuchowe charaktery ale panowalismy nad odzywkami do siebie. Przytulalismy sie całowalismy zalezalo nam robilismy wsyztsko dla siebie
        Teraz.. mamy 4 letnia córke - nie wiem czy ciaza wplyneła na moje libido ...chyba nie... nigdy nie bylam demonem sexu ale kilka razy w tyg był...teraz dla mnie moze nie istniec...
        Czytam wątki ze zony mowią co je boli udają ze spią itp. ja robie to samo... niestety...
        Nie mam ochoty na sex z moim facetem..nie dlaetego ze mi sie nie podoba czy nie dba o siebie itp. po prostu za duzo sie stalo miedzy nami.
        Po urodzeniu córki coraz mniej czasu dla siebie oddalilsmy sie zupełnie ja dom dziecko on praca koledzy...do dzis w niczym mi nie pomaga ja sprzatam on lezy z laptopem i gra w gry, nie moge na niego liczyc w zadnej sytuacji jestem wiecznie zmeczona ...praca dom dziecko...praca dom dziecko i tak w kółko ale nawet pominełabym to poaganie.
        Za duzo sobie powiedzielismy, nistety nasze hamulce pusciły i padło duzo przykrych słow, mielsmy bardzo duzy kryzys staralismy sie naprawic wsytsko, były obietnice przysiegania itp. niestety nic sie nie zmieniło
        on mowi ze kocha mnie itp a ja juz w to nie wierze, przy kazdej lepszej kóttni padaja wyzwiska jak do kogos z ulicy... jego dzien ze mna krecił by sie wokoł sexu on caly czas chce non stop 24h ale nie rozumie tego ze ja potrzebuje czułosci zrozumienia i oparcia nie tylko przed sexem ale cały czas
        nie umiem sie z nim kochac zprzyjemnoscia caly czas mam w głowie nasze kłotnie i to co do siebie mówimy
        Kiedys ktos mi powiedział dla faceta jaka noc taki dzien a dla kobiety jaki dzien taka noc i u mnie sie to sprawdza w 100% nie ma sexu to moj facet sie wiecznie ze mna kłoci wiecznie ma problem z czyms caly czas jest napiecie miedzy nami, a mi sie nie cche kochac własnie przez jego całodzienne zachowanie. i tak w kółko, powiedziałam mu juz nie raz ze pewnie sex z obcym facetem byłby dla mnie milion razy lepszy niz z nim bo nie było by miedzy nami zadnych negatywnych uczuc-ale on ma to gdzies...
        a mi tak naprawde barkuje dobrego sexu takiego z którego mam nie tylko przyjemnosc fizyczną ale niestety z moim tego nigdy nie bede miała ...
    • arronia Re: a jest tu ktos kto "nie daje"? 25.06.11, 12:42
      Nie daje - znaczy ma co dać, ale nie chce. W tej sytuacji nie byłam. Ale był już czas, że nie miałam co dać. Choroba zabrała. Oddała, może zabierze znowu, nie wiem. Sama byłam sytuacji zdziwiona i skonfundowana, chciałam chcieć.
    • chcaca.niedajaca Ja 28.06.11, 14:37
      Nie daję. Choć teraz jest już o niebo lepiej, bo średnia wypada nam raz na miesiąc <lol>
      Jesteśmy razem od 10 lat (łącznie). Po ślubie przez 6 lat staraliśmy się o dziecko. I to zagrzebało głównie nasze udane współżycie. Bo najpierw szukaliśmy przyczyn - stres, potem były próby - stres, nieraz trzeba było o danej porze - mąż nie miał ochoty, więc czułam się jak k..wa, na sucho bez przyjemności - sądzę, że mąż odczuwal podobnie. We mnie to siedzi. Jak już nam się udało, to poroniłam. Po roku kolejnych prób zaszłam szczęśliwie w ciążę, ale nasze współzycie ograniczyło sie do 3 razy przez całą ciążę - baliśmy się o dziecko. Potem baby-blues, zmęczenie itp. I tak to jakoś skostniało, ze jest jak jest. Mąż ma ochotę, ale to ja muszę zainicjować. Fakt, że często słyszał "nie", więc się zraził.
      Obecnie bardzo powoli zaczynam chcieć, tak dla przyjemności. Ale tego musze się po tylu latach od nowa uczyć.
      • pani.babcia nie daje, 01.07.11, 23:32
        Nie daje bo po prostu nie czerpie z tego przyjemnosci. jestesmy ze soba 8 lat, 2 dzieci.
        Moj maz to typowy facet mysli ze posiadajac penisa zdziala cudo a tu niestety klapa,
        Sexu oralnego nie lubi ale sam chetnie by dostal, gdy przyjmiemy pozycje 69 z delikatnymi instrukcjami co lubie i jak moglby mi sprawic przyjemnosc. to on ma to gdzies, robi po swojemu a ja sie krzywie i zastanawiam co to w oglole jest?
        Nasz sex nigdy nie byl high life ale te kilka lat temu bardzo go kochalam i te krotkie stosunki z jego zaspokojeniem nie draznily mnie tak. ale w koncu trzeba powiedziec dosc tez cos chce miec z tego. smutne jest to ze moj maz kompletnie nie zna i nie chce poznac instrukcji kobiety/zony. straszny egoista.
        • that.bitch.is.sick Re: nie daje, 02.07.11, 00:19
          pani.babcia napisała:

          > Sexu oralnego nie lubi ale sam chetnie by dostal, gdy przyjmiemy pozycje 69 z d
          > elikatnymi instrukcjami co lubie i jak moglby mi sprawic przyjemnosc. to on ma
          > to gdzies, robi po swojemu a ja sie krzywie i zastanawiam co to w oglole jest?
          > Nasz sex nigdy nie byl high life ale te kilka lat temu bardzo go kochalam i te
          > krotkie stosunki z jego zaspokojeniem nie draznily mnie tak. ale w koncu trzeba
          > powiedziec dosc tez cos chce miec z tego. smutne jest to ze moj maz kompletnie
          > nie zna i nie chce poznac instrukcji kobiety/zony. straszny egoista.

          Kurcze kobieto, kiepskie jednak jest to że odpowiedzialność za swój orgazm scedujesz całkowicie na faceta. Uwierz kobiety które mają orgazmy, mają je i z kiepskimi kochankami.
          Nie można zdawać się na faceta i czekać na cud w tym względzie.
          Pozdrawiam.
          • sea.sea Re: nie daje, 02.07.11, 00:24
            > Uwierz kobiety które mają orgazmy, mają je i z kiepskimi kochankami.
            Ehe, leżąc obok i masturbując się, tylko po cholerę do tego kochanek? :)
            To przecież nie tylko kwestia "robienia dobrze" ale także "nierobienia źle".
            • that.bitch.is.sick Re: nie daje, 02.07.11, 10:30
              sea.sea napisała:

              > Ehe, leżąc obok i masturbując się, tylko po cholerę do tego kochanek? :)
              > To przecież nie tylko kwestia "robienia dobrze" ale także "nierobienia źle".

              Podczas stosunku orgazm, mówie przecież.
              Robienie źle? A od czego inicjatywa, przecież można się porozumiewać podczas seksu. Można też przejąć kontrolę nad sytuacją, a nie tylko czekać aż on "się domyśli
              • sea.sea Re: nie daje, 02.07.11, 10:42
                Cytuję:
                > smutne jest to ze moj maz kompletnie nie zna i nie chce poznac instrukcji kobiety/zony
                Czy jak ktoś nie chce poznać instrukcji, to porozumiewanie się do niego cokolwiek pomoże? :)
                Naprawdę są takie egzemplarze, które robią jak IM wygodnie a sugestie zlewają lub wykonują przez minutę a potem znowu swoje. I wtedy np boli. Albo rozprasza. Mówisz, że kobieta która ma orgazm przy stosunku, ma go nawet jak ją boli, albo nawet jak facet się porusza w zupełnie innym rytmie, niż ją kręci? Ej, dziewczyny, przyznać się która jest taką szczęściarą, bo ja niestety nie :)

                /pomijamy dyskusję: jaki jest sens sypiania z facetami odpornymi na wiedzę, bo to inna historia/
                • that.bitch.is.sick Re: nie daje, 02.07.11, 11:00
                  sea.sea napisała:

                  I wtedy np boli. Albo rozprasza.
                  > Mówisz, że kobieta która ma orgazm przy stosunku, ma go nawet jak ją boli, albo
                  > nawet jak facet się porusza w zupełnie innym rytmie, niż ją kręci? Ej, dziewcz
                  > yny, przyznać się która jest taką szczęściarą, bo ja niestety nie :)
                  >
                  > /pomijamy dyskusję: jaki jest sens sypiania z facetami odpornymi na wiedzę, bo
                  > to inna historia/

                  O do diabła. Chyba jestem wyjątkową szczęściarą bo nie zdarzyło mi się mieć w łóżku takiego bydlaka który by robił swoje mimo, że mnie boli i miał przy tym orgazm. myślę, że wtedy przejmowanie inicjatywy polegałoby na zdrowym kopie w dupę i wykopaniu ze swojego życia takiego zwierzaka.
                  Chcesz powiedzieć, że kobiety które odmawiają seksu są regularnie gwałcone przez sprawiających im ból partnerów? To straszna wizja ale nie wierzę w takie milczenie owiec.

                  Generalnie mogę powiedzieć, że mam koleżanki których mężowie ponoć wykazują wiele więcej starań w łóżku niż np. mój partner, a i tak nie mają orgazmu mimo długrwałych pieszczot, masaży, dostosowywania pozycji, stosowania gadżetów stymulujących łechtaczkę w trakcie stosunku i innych cudów wianków. Nie sądzę aby od faceta to zależało..
                  • sea.sea Re: nie daje, 02.07.11, 11:21
                    > Nie sądzę aby od faceta to zależało..
                    Boszszsz a czemu tak zerojedynkowo? Twierdzisz, że skoro są kobiety, które nie mają orgazmu mimo tego, że partner się stara, to oznacza że orgazm jest wyłącznie babską broszką, bo ta która ma, to ma niezależnie zupełnie od działań partnera?

                    Żeby nie było - absolutnie nie uważam, że facet ma mi zrobić, ma wiedzieć jak sam z siebie, że ma mi zapewniać bombowe orgazmy bez cienia komunikacji z mojej strony - na zasadzie "jak kocha, to się domyśli" - ale gdyby mój się w ogóle nie przykładał, to jednak wolałabym wibrator :) Przykładać się mają obydwoje.
                    • that.bitch.is.sick Re: nie daje, 03.07.11, 13:11
                      sea.sea napisała:

                      > > Nie sądzę aby od faceta to zależało..
                      > Boszszsz a czemu tak zerojedynkowo? Twierdzisz, że skoro są kobiety, które nie
                      > mają orgazmu mimo tego, że partner się stara, to oznacza że orgazm jest wyłączn
                      > ie babską broszką, bo ta która ma, to ma niezależnie zupełnie od działań partne
                      > ra?

                      Nie wiem czy wiesz o czym piszesz, nie ma orgazmu bez świadomego wysiłku ze strony kobiety, ale facet nie musi być ekstra kochankiem żebym miała orgazm.


                      Przykładać się mają obydwoje.

                      Brzmi kiepsko. Jak obowiązek do wypełnienia. Ja mówię o orgaźmie bez wysiłku, a nie orce na ugorze:).
                      • sea.sea Re: nie daje, 03.07.11, 13:17
                        Poczytaj sobie forum trochę.
                        Pytania "długo jeszcze zanim dojdziesz?" po trzech minutach lizania albo anse, że jak pani sobie sama pobudza łechtaczkę w trakcie stosunku, to biednego misia rozprasza i on tak nie może [ale sam do tej łechtaczki się też nie rwie]
                        A potem:
                        - Miałaś orgazm?
                        - Nie..................................
                        - To co się mówi?
                        - Przepra-a-aszam.............................
                      • sea.sea Re: nie daje, 03.07.11, 13:23
                        A, co do przykładania - czepiasz się słówek.
                        Ja jestem akurat "łatwa w obsłudze" [hm, ciekawe, czy znowu się przyczepisz ;)] ale są kobiety, które żeby się nakręcić potrzebują dłuższej gry wstępnej albo jakichś określonych bodźców. Rozumiem, że facet który chce z nimi spać ale nie chce im tego zapewnić - zwyczajnie wywija się od "orki na ugorze" i to one są zdefektowane jakieś, bo nie mają orgazmów wielokrotnych na sam widok penisa :)
                        • that.bitch.is.sick Re: nie daje, 03.07.11, 16:23
                          Nie do końca się rozumiemy w dyskusji o orgazmie więc wróćmy do clue :sęk w tym, żeby kobiety częściej były skłonne szukać w sobie braków w materii łóżkowej zanim rzucą kamieniem. Zauważmy, że facet z reguły jest "łatwy w obsłudze". Naprawdę istnieją kobiety które mają orgazm jak chcą i kiedy chcą, więc może panie oczekujące orgazmu od faceta powinny się postawić w sytuacji drugiej osoby która "musi" zaspokajać tą postawę roszczeniową...czy same chciałyby się kochać z osobą zimną i robiącą łaskę, że daje sobie wsadzić, tyle mniej więcej chciałam powiedzieć.
                          • zawle Re: fajny wątek 03.07.11, 16:45
                            Pozdrawiam Yorica, Gamory. Pisywałam tu dawno, dawno temu. W czasach gdy weterani tego forum wieszczyli zwycięstwo, gdy żona po kilku miesiącach postu znowu dała:).
                            Byłam w związku małżeńskim z kimś kto mnie nie chciał w łożu. Potem był ktoś z kim było cudownie (wrócił do partnerki która go w łóżku nie chciała). Teraz ja nie chcę. Nie chcę i nic na to nie poradzę. Brak magii. Mogę wymienić tysiąc przyczyn-czepanek. Prawda jest taka że to ani jego, ani moja wina.
                          • sea.sea Re: nie daje, 03.07.11, 17:29
                            Aaa. To nieco rozjaśniło, faktycznie.

                            Choć to nie zmienia faktu, że zaczęło się od postu, w którym pani informuje, że wie co lubi i ogłasza panu paszczą sugestie i wskazówki, ale że pan ich do wiadomości nie przyjmuje. Nie mam pojęcia, gdzie tu występuje "cedowanie odpowiedzialności całkowicie na faceta". IMO takie cedowanie by miało miejsce gdyby pani nie wiedziała co lubi, ale wymagała żeby facet to telepatycznie odkrył - po czym czyniła wstręty gdy pan się domyśla zbyt wolno lub mu coś nie wychodzi.
                            • that.bitch.is.sick Re: nie daje, 03.07.11, 20:29
                              Nie zauważyłam u tej pani refleksji nad przyczyną, ani nad własnymi talentami łóżkowymi, co mnie nieco do niej zraziło. Ponadto, Pani po stwierdzeniu że komunikacja z Panem nawala, odmawia seksu i się poddaje, a dlaczego takie działanie jest szkodliwe? - to niechaj pani sea.sea sobie sama odpowie bo uczestniczy w forum którego istnienie jest skutkiem takich zagrywek.
                              • irutxeta Re: nie daje, 08.07.11, 16:14
                                a to jestem ta panią?
                                nie poddaje się;) nie ma mowy

                                jest rożnie, ale generalnie ok
                                znam siebie - wiem jak, gdzie i co, potrafię sobie, potrafię komuś,
                                lubię nowości, lubię przy świetle, lubię nowe sytuacje,
                                mam spore doświadczenie, i zaczynam być dojrzała (35) - i chyba mi się zaczął intensywny wzrost libido,

                                nie czekam na nikogo łaskawie,
                                umiem prosić i umiem brać
                                i komunikacja na dobrym poziomie,

                                pozdrawiam:)
                                • sea.sea Re: nie daje, 08.07.11, 16:40
                                  Nie, chodziło o post pani.babcia 01.07.11, 23:32
Inne wątki na temat:
Pełna wersja