kag73 i co dalej? 29.06.11, 11:42 Jarzebinka, bardzo wielu ludzi odpowiedzialo na Twoj post. Czy pomoglo? Dodalo Ci to troche otuchy, motywacji, czy nic? Ja podsumowujac powiem tak: Zanim sie zglosicie do specjalisty, sprobuj podejsc do tego rozumowo. Po pierwsze teraz ciaza nie bylaby koncem swiata. Zreszta zadbajcie o antykoncepcje i uwzgladnij dni plodne. Po drugie od takiego bolu sie nie umiera, miliony kobiet to przechodzily, zyja dalej. Na pewno juz Cie kiedys cos bolalo, moj Boze, w koncu przestalo, przezylas. Druga sprawa Twoj facet. Jest mlody i niedoswiadczony, nie wie jak do tego podejsc, nie chce sprawiac Ci bolu, jest zdezorientowany i zestresowany. Wytlumacz mu, ze nie ma byc brutalny, ale jednak zdecydowany, tzn. pakuje sie zdecydowanie a nie tak po trochu. Powiedz, zeby nie zwracal uwagi na Twoje "aua, boli", zreszta postaraj sie zacisnac zeby i siedziec cicho. Jeszcze jedna istotna rzecz, mozesz troche pomoc, rozsunac wargi sromowe, bo ewentualnie kiedy on probuje wsunac czlonka do pochwy nie masz rozsunietych warg sromowych i to moze powodowac opor i bol. Moim zdaniem jak najbardziej co nieco alkoholu dla Ciebie, potem niech Cie zaspokoi oralnie, tylko Ciebie. Wtedy bedziesz sie "rozplywac" a on niech sie pakuje do srodka. Jak mu opadnie, mozna troche dopomoc reka i probowac ponownie. Jak sie nie uda, spoko, sprobujecie jeszcze raz, ale postarajcie sie ze wzajemnym zrozumieniem i bez spinania sie, na zasadzie "damy rade". Jak po jakims czasie nie dacie, idzcie do specjalisty. To bylaby moja rada. Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: i co dalej? 29.06.11, 14:49 A jak rozsunę wargi i on się "wpakuje" to pewnie jest to straszny ból i może być od razu krew... :( Odpowiedz Link
sea.sea Re: i co dalej? 29.06.11, 14:58 Czy Ty masz jakąkolwiek wiedzę na temat defloracji? :) Po pierwsze: nie każda krwawi. Po drugie: a jeżeli krwawi, to jest to normalne. Od tego się nie umiera, naprawdę. Po trzecie: z takim nastawieniem jak masz, to naprawdę tylko specjalista jest w stanie pomóc. I bardzo to polecam, zanim się Twój facet nabawi przez Ciebie nerwicy seksualnej i zaburzeń wzwodu. Bo wtedy będziesz miała do emerytury samo myzianie po wzgóreczku bez tego okropnego i zbędnego "pakowania" się do środka, bo on po prostu nie będzie w stanie inaczej. O ile oczywiście nadal będzie chciał być z kobietą, która skutecznie zabiła w nim mężczyznę :) Odpowiedz Link
sisi_kecz Re: i co dalej? 29.06.11, 15:04 jarzebinka1984 napisała: > A jak rozsunę wargi i on się "wpakuje" to pewnie jest to straszny ból i może by > ć od razu krew... :(' nie trolluj. co miesiąc krwawisz i nie robisz jazd. przygotuj sie psychicznie, ze bedzie bolało jak np. u dentysty, ale wytrzymasz. Naprawdę nie wiem czy jestes po studiach z astrologii czy kosmetologii, ale nie da rady tak zakląć rzeczywistości, aby przebicie błony skórnej było bezbolesne. Jesli chcesz dostać takie zapewnienie to idź na bazar i sobie kup zaświadczenie o bezbolesności defloracji. Drugie zaklinanie rzeczywistości: mi wystarcza oral- to jemu niech też wystarcza oral- jakim prawem tak zakładasz? Trzecie zaklinanie rzeczywistości: nie będziesz seksić ,a małżeństwo będzie trwało, czyli że w ogóle sie uda przekulać przez życie bez penetracji- to jest Twoje pobożne życzenie, prawdopodobieństwo jest odwrotne. Nie możesz pokonać strachu? Spokojnie, nikt nie wymaga heroizmu. Marsz do mamy, spierdoliła wychowanie do życia w rodzinie- niech płaci za terapie, żeby córce pomógł specjalista. pozdro! Odpowiedz Link
kutuzow Re: i co dalej? 29.06.11, 18:02 sisi_kecz napisała: "> nie trolluj." Sisi - tutaj jest pies pogrzebany. To, że autorka ładnie pisze nie oznacza od razu że problem jest realny. Patrząc na to w sposób chłodny i analityczny pojawia się pytanie co też takiego się zmieniło w życiu autorki, że nagle cały ten paniczny strach który przez kilka!!! lat nie pozwalał jej na inicjacje nagle minął. Czemu WŁAŚNIE TERAZ się zdecydowała? Jeśli wg autorki kwestia religi nie była tu istotna (co jeszcze miałoby jakiś sens), to co się zmieniło? Odpowiedz Link
sea.sea Re: i co dalej? 29.06.11, 18:03 No jak to, co się zmieniło. Jak zajdzie, to będzie nieszczęśliwa, bo przecież na razie nie chce - no ale przynajmniej mamusia nie będzie krzyczała. Odpowiedz Link
sisi_kecz Re: i co dalej? 29.06.11, 22:10 > Sisi - tutaj jest pies pogrzebany. To, że autorka ładnie pisze nie oznacza od r > azu że problem jest realny.' Nie rozgryzam tego zbyt dokładnie, ale na pierwszy rzut oka to nie jest troll. Patrząc na to w sposób chłodny i analityczny pojawi > a się pytanie ' analitycznośc to nie jest sposób na trolle- kluczem jest wyczulenie na niuanse, wiarygodne szczegóły i spojność w kolejnych wpisach. co też takiego się zmieniło w życiu autorki, że nagle cały ten pa > niczny strach który przez kilka!!! lat nie pozwalał jej na inicjacje nagle miną > ł.' zrobiła studia, ma pracę, wzięła ślub- strach nie minął ale jest oswojony okolicznościami. Czemu WŁAŚNIE TERAZ się zdecydowała?' minęły cztery miesiace od ślubu, dwa razy próbowali i zorientowała sie że to gładko nie pójdzie. Jeśli wg autorki kwestia religi nie była tu istotna (co jeszcze miałoby jakiś s > ens), to co się zmieniło? ' gdzieś tam dociera do łepetyny, że inni ludzie to robią i że mąż wiedziony przez 6 lat na postronku jako ten osiołek, któremu pokazujer się marchewkę- obietnice seksu, w końcu powie basta. siedzi, głowi sie, wpisała se brak seksu i jej forum wyskoczyło, to sie opisała. ot cała tajemnica tego dramatu. pozdro! Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: i co dalej? 29.06.11, 23:56 Muszę przyznać, że w dużym stopniu mnie "przejrzałaś"... Odpowiedz Link
sisi_kecz Re: i co dalej? 30.06.11, 13:30 jarzebinka1984 napisała: > Muszę przyznać, że w dużym stopniu mnie "przejrzałaś"...' puchar poproszę, pokonałam jakieś 120 osób ;) a tak na poważnie to przecież tylko powierzchowny osąd sytuacji, to co Tobą kieruje to sama nie wiesz i bez pomocy specjalisty, problemu nie rozwiążesz. ale znowu Cię "przejrzę": nie wybierasz sie do sajkologa, prawda ? :) Odpowiedz Link
zamyslonaona Re: i co dalej? 02.07.11, 14:53 Wydaje mi sie że tu problem jest nie tyle z budową waszych narządów rozrodczych co z Twoim stresem na samą myśl penetracji.Ten stres i napięcie mięsniowe może doprowadzac do niezależnego od woli skurczu mięśni wokoł wejscia do pochwy, oraz bólu przy próbie wprowadzania prącia. Może przez te lata unikałas seksu głównie z lęku przed zajsciem w ciąże a wyznanie religijne było dla Ciebie pewnego rodzaju przykrywką. Ten lęk urosł w Tobie do tego stopnia że seks przestał kojarzyc się z czymś przyjemnym, łączącym obojga ludzi, a kojarzył się jednoznacznie z problemami jakie potem mogą nastąpic czyli niechcianą ciążą. Twój partner z miłosci do Ciebie postanowił czekac mając nadzieję że po ślubie sie wszystko zmieni. Ty teraz zamiast cieszyc się wspólnym życiem zamartwiasz się jak sprostac jego oczekiwaniom i to pogłębia ten stres. Musisz wiedziec że seks to nie tylko doznanie fizyczne, ale i emocjonalne dlatego jest tak ważne w związku i nie zakładac z gory że nie będziesz miała częstej chęci na męza skoro jeszcze ze sobą nie współzyjecie tak naprawdę. Te nieudane próby mogą tylko zniechęcac i nie dziwie Ci sie że masz już dośc ochoty próbowania dalej skoro nie wychodzi. Przede wszystkim powinnaś o tym przestac myślec i zamartwiac się, ten seks powinien nastepowac spontanicznie, jeśli juz widzisz że mąż próbuje czegoś wiecej niż tylko przytulania pozwól mu na to i nie myśl że znów nie wyjdzie, znów będzie bolec bo takie myślenie własnie przyczynia się do skurczu mięsni pochwy i nie wychodzi. Musisz też wiedziec o tym że na poczatku ten seks nie jest idealny że mija trochę czasu byście sie poznali w tych sferach i dopasowali do siebie. Powinniście wyjechac gdzieś na wakacje wyluzowac się, a ty z każdym podejsciem męża nie myslec o tym że nie wyjdzie, nie stresowac się tak tym w końcu wyjdzie, pochwa jest bardzo rozciągliwa, potrafi dostosowac się do każdego rozmiaru członka, to nie będzie żaden ból, a przerwanie błony dziewiczej jest często nawet nieodczuwalne. Moim zdaniem ten ból powodujesz sama przez stres i lęk. Polecam także do przeczytania jeszcze artykuł www.papilot.pl/ginekolog/1678/Pochwica-zabiera-mi-radosc-z-seksu.html Powodzenia w dalszych próbach. Odpowiedz Link
n.wataha Re: i co dalej? 29.06.11, 22:22 kutuzow napisał: > Sisi - tutaj jest pies pogrzebany. To, że autorka ładnie pisze nie oznacza od r > azu że problem jest realny. Patrząc na to w sposób chłodny i analityczny pojawi > a się pytanie co też takiego się zmieniło w życiu autorki, że nagle cały ten pa > niczny strach który przez kilka!!! lat nie pozwalał jej na inicjacje nagle miną > ł. Czemu WŁAŚNIE TERAZ się zdecydowała? > > Jeśli wg autorki kwestia religi nie była tu istotna (co jeszcze miałoby jakiś s > ens), to co się zmieniło? Ależ odpowiedź jest prosta jak budowa grabi. Wcześniej nie miała męża. Teraz go ma i wie, że jeśli szybko nie naprawi swojego stanu psychicznego, to go po prostu straci. Bo przecież jaki facet pozostanie przy kobiecie, która nie jest w stanie z nim współżyć. Wcześniej "mamiła" go obiecankami, że "dopiero po ślubie to będzie jazda bez trzymanki", ale nie spodziewała się, że jej obawy spowodują tak silną blokadę psychiczną, że ślub już nie był w stanie tutaj zmienić. Problem narósł do tego stopnia, że na pewno sama sobie z nim nie poradzi. Ale ona jeszcze nie wie, że jej problem rozrósł się na tyle, że stał się "zaraźliwy". A stał się! Jej blokada powoduje, że i mąż zaczyna popadać we frustrację i on również już teraz będzie potrzebował pomocy psychologa. To jego obrażanie się, to nie jest dziecinne zachowanie, to po prostu efekt (tym razem) jego problemów z psychiką. I wcale mu się nie dziwię. Dla faceta niemożność zrealizowania się w seksie jest chyba największą przegraną. Zdecydowanie większą niż nawet utrata pracy. Problem w tym, że on obwinia się o rzeczy, które lęgną mu się w głowie, bez względu na to czy są one prawdziwe czy też wyimaginowane. Gdyby partnerka od razu powiedziała mu, że to niestety jej strachy z przeszłości zablokowały ją i wina nie leży po jego stronie, to zapewne też by nie uwierzył. Bo niby czekał 6 lat na tą chwilę z utęsknieniem, niczym Parsifal 6 lat wyrzekał się seksu, w imię "wyższych celów" i dostał.. depresję? No nie wiemy czy dostał depresję, ale jest na najlepszej drodze do niej. No chyba, że zechce swoją "męskość" sprawdzić z inną, ale wtedy przestanie być Sir Parsifalem, rycerzem bez skazy. Tak czy siak, przes..ne ma żona, bo albo wpędzi męża w problemy emocjonalne, albo będzie zdradzaną żoną. No chyba, że wreszcie oboje się opamiętają i po poradę pójdą nie na forum, lecz do specjalisty. Odpowiedz Link
swiete.jeze Re: i co dalej? 29.06.11, 22:54 > No nie wiemy czy dostał depresję, ale jest na najlepszej drodze do niej. No chy > ba, że zechce swoją "męskość" sprawdzić z inną, ale wtedy przestanie być Sir Pa > rsifalem, rycerzem bez skazy. > Tak czy siak, przes..ne ma żona, bo albo wpędzi męża w problemy emocjonalne, al > bo będzie zdradzaną żoną. Kurczę, ja się każdego dnia cieszę, że udało mi się zacząć szczęśliwe z reguły życie seksualne zanim poznałam forum gazety. Może niekoniecznie to, ale zwłaszcza FK. :D Odpowiedz Link
kutuzow Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 09:45 n.wataha napisał: " Wcześniej nie miała męża. Teraz go ma i wie, że jeśli szybko nie naprawi swojeg > o stanu psychicznego, to go po prostu straci. Bo przecież jaki facet pozostanie > przy kobiecie, która nie jest w stanie z nim współżyć." Pamiętaj proszę że autorka pisała wcześniej iż nauki Kościoła nie miały tutaj na nią wielkiego wpływu. Więc albo tamten wpis był "życzeniowy" i niezgodny z prawdą, albo teraz autorka coś ściemnia. Jeśli bowiem fakt życia w grzechu, lub tego czy się jest mężem czy "tylko" narzeczonym (niby) nie odgrywa róznicy, to powinna zacząć swoje "próby" już dawno temu. Jeśli zaś przyjmiemy że prawdziwa jest wersja z panicznym lękiem przed ciążą, to w tej kwesti przecież się nic nie zmieniło, tak jak się bała wtedy tak się boi i teraz. Przecież ślub nie ma magicznych właściwości antykoncepcyjnych. Tym bardziej że niby ten strach był tak przerażający, czemu nagle już nie jest? Co do reszty Twej wypowiedzi w pełni się zgadzam, nawet najwięksi frajerzy w końcu mówią pass. Odpowiedz Link
n.wataha Re: Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 11:01 > Pamiętaj proszę że autorka pisała wcześniej iż nauki Kościoła nie miały tutaj n > a nią wielkiego wpływu. Więc albo tamten wpis był "życzeniowy" i niezgodny z pr > awdą, albo teraz autorka coś ściemnia. Jeśli bowiem fakt życia w grzechu, lub t > ego czy się jest mężem czy "tylko" narzeczonym (niby) nie odgrywa róznicy, to p > owinna zacząć swoje "próby" już dawno temu. Musisz wziąć pod uwagę, że nie tylko "nauki kościoła" mają wpływ na strach przed ciążą. Równie mocno dziala też obawa przed oceną "środowiska". Rodziny, czy nauczycieli, wykładowców. Jak się ktoś naogladał programów publicystycznych pokazujących, że dyrektorka szkoły usuwa z niej dziewczynę w ciąży, czy rodzice grożą wyrzuceniem z domu jesli zajdzie w ciążę przed ślubem, to jest to również blokujące psychicznie jak "nauki kościoła". Nie wiemy skąd pochodzi autorka. Może z jakiegoś małego miasteczka, gdzie panna w ciąży jest postrzegana jako "pomiot szatana" i wytykana palcami. To wystarczy by kobiecie zwichrować wartości. Bo wtedy wartością nadrzędna jest bycie akceptowalnym przez środowisko. Sam, gdy chodziłem do liceum, mieszkałem przez pewien czas w miasteczku kilkutysięcznym i pamiętam jak dorośli postrzegali dziewczyny całujące się z chłopakami, domyślam się, że gdyby któraś z nich urodziła dziecko bez ślubu to byłaby napiętnowana w miasteczku. Na szczęście dość szybko wyniosłem się stamtąd i mieszkając teraz w mieście wojewódzkim widzę kolosalna różnicę w podejściu do tych spraw. Ale przecież pozostaje jeszcze kwestia "poprawności" w oczach niektórych rodziców. Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 13:41 No ta kwestia poprawności istniała... Opinie ludzi, sąsiadów, wykładowców, rodziców.... Nie dość, że sama tego nie chciałam to gdyby coś to byłoby dla mnie straszne. Wzór cnót a tu taka wtopa.. Odpowiedz Link
sea.sea Re: Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 13:45 Jarzębinka, a czego Ty właściwie oczekujesz od nas tu zgromadzonych? Rady, pogłaskania po główce, współczucia, opieprzu na zapęd czy jeszcze czegoś innego? Tu nie ma co tłumaczyć nam jak jest i dlaczego tak jest. Tu trzeba działać a nie gadać. Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 13:56 Po prostu chyba potrzebuję się wygadać skoro z własnym mężem porozmawiać nie mogę... Odpowiedz Link
n.wataha Re: Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 14:02 jarzebinka1984 napisała: > Po prostu chyba potrzebuję się wygadać skoro z własnym mężem porozmawiać nie mo > gę... W Twoim przypadku nie czas już na rozmowy, to zbyt daleko zaszło, by tracić czas na czcze gadanie. Tu trzeba reagować adekwatnie do sytuacji i ruszyć do specjalisty. Może uda Ci się wraz z mężem i wtedy większa szansa na sukces. Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 14:06 W moim mieście nie ma seksuologa... Poza tym jakoś sobie nie wyobrażam rozmawiać z kimś oko w oko na takie tematy... Odpowiedz Link
mantis_after_dinner i tu mamy tzw. dead end 30.06.11, 14:12 Wiesz co dziewczyno? Daj ty temu facetowi spokoj - tk bedzie lepiej dla niego i dla Ciebie. Odpowiedz Link
n.wataha Re: i tu mamy tzw. dead end 30.06.11, 14:25 mantis_after_dinner napisała: > > Wiesz co dziewczyno? > > Daj ty temu facetowi spokoj - tk bedzie lepiej dla niego i dla Ciebie. Nie masz racji. Dla niego na pewno będzie lepiej, ale dla niej z pewnością nie. I tutaj muszę przestrzec autorkę wątku przed złudnymi nadziejami, które po przeczytaniu wielu postów możesz sobie wyrobić. Otóż możesz sobie wyrobić niesłuszne przekonanie, że jak stracisz dziewictwo, to wszystko już będzie dobrze. Nie, nie będzie dobrze dla Ciebie (a z czasem również dla męża), gdyż Twój problem już nie ogranicza się wyłącznie do dziewictwa. Leczenie psychologiczne jest Ci niezbędne nie po to by stracić dziewictwo, lecz po to by nauczyć się czerpać przyjemność z samego seksu. Niestety samo rozdziewiczenie nie usunie z Ciebie blokad. Może najwyżej ułatwić mężowi penetrację. Ale prędzej czy później on zauważy, że seks nie jest dla Ciebie przyjemnością, jazdą bez trzymanki, że nie masz przed nim tych "motylków w brzuchu i nie oczekujesz go z utęsknieniem. Więc pomimo, że może i fizycznie jemu będzie prościej, to psychicznie i tak się wszystko z czasem posypie. Forum (zadne) Ci nie pomoże. Tutaj naprawdę potrzebny jest lekarz psychiatra lub psycholog. I nie demonizuj teraz znów określenia "psychiatra" bo choćby w USA ten zawód zastąpił już dawno spowiednika, do którego nasze babcie chadzały by się wyżalić psychicznie i poczuć lepiej. Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 14:21 Jeśli już nie chcecie ciągnąć wątku - nie ma sprawy. Możemy go zakończyć. Na pewno mogę powiedzieć jedno. Dzięki niektórym wypowiedziom może faktycznie zaczynam postrzegać seks jako coś "wyższego". Do tej pory podchodziłam do tego na zasadzie "każdy facet tego chce".. W moim oczach to niesamowicie fajne jak niektórzy opisują to jako najwspanialsze uczucie zespolenia z drugą osoba itp., patrzenie na jej szczęście... Ja kiedyś raz spytałam mojego męża czym dla niego jest seks (coś w tym stylu) - właśnie żeby się przekonać czy patrzy na to jako na coś więcej czy tylko na przyjemność fizyczną.. Nie pamiętam dokładnie co odpowiedział, ale dało się to przykwalifikować do tej drugiej sfery (przyjemność fizyczna). Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 14:23 I jeszcze jedno wam powiem. "Zobaczyliście" mnie - dziwny przypadek. Dla większości z was sytuacja pewnie byłaby prosta. Jako faceci byście mnie zostawili albo zdradzili. Konkluzja jest taka - DOCEŃCIE SWOJE PARTNERKI :) z którymi możecie się bez stresu kochać, zróbcie to nawet dziś w imię miłości :) Chciałabym być taką zwykłą - w tym kontekście - kobietą.. Wasze kobiety są normalne, dają wam to czego potrzebujecie a czasem nawet jeszcze więcej bo dzieci... A to już "pozakonkurencyjna działalność" :) Pozdrawiam wszystkich!! Odpowiedz Link
mantis_after_dinner no tutaj to akurat nieco bredzisz 30.06.11, 14:36 Wasze kobiety są normalne, dają wam to czego potrzebujecie a czasem nawet jeszcze więcej bo dzieci... A to już "pozakonkurencyjna działalność" :) Pozdrawiam wszystkich!! > po pierwsze kobiety nie daja - ja na przyklad uwazam ze biore > po drugie 'normalne'? Nie wiem co ma z tym wspolnego normalnosc, ale uwierz ze kazdy wychodzi z domu rodzinnego z jakimis wdrukowanymi przeswiadczeniami. Niektorzy z nimi nie walcza, bo sa to rzeczy na tyle bzdetne, ze w zyciu nie przeszkadzaja. Inni walcza - i zajmuje im chwilke, czasem klka lat, zasem pol zycia, a czasem lata terapii. Ty akurat mialas nieszczescie wychowywac sie w srodowisku, w ktorym wazniejsze jest 'co ludzie powiedza' od samorealizacji i zadowolenia ze SWOJEGO zycia. Ciezki bagaz dostalas dziewczyno - i nie ma w tym Twojej winy. Natomiast siedzenie z zalozonymi rekami nie jest recepta na pozbycie sie tego bagazu. A tak BTW: - czy Ty masz wrazenie ze Twoje zycie uklada sie wedlug Twojego planu? Ze robisz w nim to, co zamierzalas? Odpowiedz Link
kag73 Re: Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 14:38 "Wasze kobiety są normalne, dają wam to czego potrzebujecie a czasem nawet jeszcze więcej bo dzieci... A to już "pozakonkurencyjna działalność" :) Pozdrawiam wszystkich!!" Oj, dziewczyno, wyobraz sobie, ze sporo kobiet rowniez ma z tego przyjemnosc, one sie nie poswiecaja, nie "daja", tylko korzystaja i rowniez biora. I one rowniez chca miec dzieci. I oczywiscie seks to rowniez przyjemosc fizyczna, co przeklada sie na jakosc zycia, bo w zdrowym ciele zdrowy duch. A seks, moja droga, jest bardzo zdrowy. Zreszta Ty rowniez go uprawiasz, tylko nie wszystkie odmiany :) Do czego goraco Cie zachecam. Poznawanie nowych rzeczy i doznan jest bardzo cenne i do tego daje sporo frajdy. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: Nadal nie widzę sensu 01.07.11, 19:30 > Oj, dziewczyno, wyobraz sobie, ze sporo kobiet rowniez ma z tego przyjemnosc, > one sie nie poswiecaja, Problem polega na tym, że ona się o tym nigdy nie dowie... Aż mi szkoda dziewczyny. Tym bardziej, że to ona będzie tą złą co nie daje. Odpowiedz Link
lemon_curd Re: Nadal nie widzę sensu 01.07.11, 03:17 Co za brednie. Ty w ogóle czytasz moje wpisy czy celowo je pomijasz? Niejedna para, która czekała do ślubu (obie strony) miała podobny problem jak Ty. A teraz mają świetnie (satysfakcjonujące ich) życie seksualne. Czasem idzie łatwiej, czasem gorzej. Takie przypadki niekiedy potrafią być trudne. Najważniejsze jest ROBIĆ COŚ. Odpowiedz Link
n.wataha Re: Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 14:31 jarzebinka1984 napisała: > Jeśli już nie chcecie ciągnąć wątku - nie ma sprawy. Możemy go zakończyć. Kochana, tu nie chodzi o to czy chcemy go ciagnąć czy też nie. Tu chodzi wyłącznie o Ciebie i Wasz związek. Wątek zapewne będzie się ciągnąć jeszcze długo, co nie oznacza, że Ci to w czymś pomoże, bo po prostu już chyba wszyscy zrozumieli, że samą rozmową tutaj swojego problemu nie rozwiążesz. A z pewnością większość z nas uważa, że najprzyjemniejszym zakończeniem dla tego wątku byłby Twój wpis typu - "kochani dziękuję za porady. Skorzystalam z nich, poszłam do specjalisty i po kilku miesiącach świat stał się dla mnie kolorowy. Nasze problemy minęły bezpowrotnie, i więcej już Wam nic nie napiszę, bo nie mam czasu. Mąż czeka rozgrzany w łóżku, a ja chciałabym nadrobić wszystkie te cudowne chwile, które przez tyle lat mi umknęły". To byłaby najlepsza puenta tego wątku. Odpowiedz Link
sisi_kecz Re: Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 15:41 Dzięki niektórym wypowiedziom może faktycznie z > aczynam postrzegać seks jako coś "wyższego". Do tej pory podchodziłam do tego n > a zasadzie "każdy facet tego chce".. W moim oczach to niesamowicie fajne jak ni > ektórzy opisują to jako najwspanialsze uczucie zespolenia z drugą osoba itp., p > atrzenie na jej szczęście...' to fajnie, że chcesz spróbować inaczej spojrzeć na kwestię cielesnej bliskości z drugą osobą. Ja kiedyś raz spytałam mojego męża czym dla niego > jest seks (coś w tym stylu) - właśnie żeby się przekonać czy patrzy na to jako > na coś więcej czy tylko na przyjemność fizyczną.. Nie pamiętam dokładnie co odp > owiedział, ale dało się to przykwalifikować do tej drugiej sfery (przyjemność f > izyczna).' faceci zwykle zapytani o temat nietechniczny zaczynają bąkać półsłówkami. Zapytaj go na której pozycji stawia seks w swoim życiu będziesz miałą lepszy pogląd jak bardzo to jest ważne dla niego. Seks w związku to nie jest jeden z tematów, to jest temat kluczowy i nie pojedzie ten pociąg, jeśli Ty w nim nie będziesz ;) Nie ma seksuologa w mieście, psychologa też nie ma? Nie rozumiem, dlaczego można jechać 50 km na manicure, a nie można wysilić sie i dostać do specjalisty by naprawić konstytutywną sprawę i mieć dobre życie... niepojęte... masz siebie w du..e? Odpowiedz Link
swiete.jeze Re: Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 16:26 > Ja kiedyś raz spytałam mojego męża czym dla niego > jest seks (coś w tym stylu) - właśnie żeby się przekonać czy patrzy na to jako > na coś więcej czy tylko na przyjemność fizyczną.. Nie pamiętam dokładnie co odp > owiedział, ale dało się to przykwalifikować do tej drugiej sfery (przyjemność f > izyczna). A czy on w ogóle wie jak wygląda normalny seks? Skoro jesteś jego pierwszą poważną dziewczyną, to pewnie nie bardzo. Odpowiedz Link
lemon_curd A jak miał Ci odpowiedzieć? 01.07.11, 03:15 Przecież on nadal nie wie, co to jest. Jak z moim jednym eks chłopakiem-prawiczkiem uprawialiśmy seks po raz pierwszy, dawno temu (nie w trawie), to powiedział, że było "inaczej niż się spodziewał". Wbrew pozorom często facet też musi się seksu nauczyć. Jeżeli nie wychodzi, jest rozczarowanie, ból, strach, obawy, no to "coś wyższego" mija. Ale seks to też piękne momenty, naprawdę. Oczywiście przyjemność fizyczna też i ona jest ważna, bagatelizować jej nie należy. Ale jest tym przyjemniejsza, że człowiek otwiera się na drugą osobę, przeżywa to z nią. To jest świetne. Odpowiedz Link
lemon_curd Ehhh 01.07.11, 03:19 To zacznij, jeśli chcesz mieć szczęśliwe małżeństwo. Nie, nie tylko życie seksualne. TRZEBA ROZMAWIAĆ. Ja na przykład swobodnie bym Ci powiedziała absolutnie wszystko to w cztery oczy co napisałam na forum. :) Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 14:03 W ogóle jakoś lipnie ostatnio między nami... Ostatnio miał ochotę na coś wieczorem a ja nie bardzo.. Po prostu mi się nie chciało no i od tej pory tak średnio jest między nami. Codziennie wieczorem jak kładziemy się spać to leżymy obok siebie.. żadnego przytulenia, dobranoc... :( nie ma żadnej rozmowy. Żeby chociaż spróbował pogadać ze mną na ten temat, ale nie.. Jak zwykle się zamyka.. Ja też mam problem z rozmowami, ale odkąd jesteśmy małżeństwem staram się jak mogę i tylko ja inicjowałam wszelkie poważne rozmowy z cyklu "co mi leży na wątrobie" jednakże jak ostatnio przez 4 dni nie potrafił znaleźć chwili na rozmowę, a ja czekałam codziennie zadręczając się psychicznie - to straciłam wiarę w to co próbowałam wprowadzić. Bo wytłumaczenie "nie miałem nastroju na poważną rozmowę" jest po prostu dziecinadą.. W ogóle ostatnio jak rozmawialiśmy to stanęło na tym, że to nie było do końca przemyślane to nasze małżeństwo.. Tak w o ogóle to kilka dni przed byliśmy gotowi je odwołać z mojej inicjatywy... No ale do ślubu doszło. I sam mi ostatnio na pytanie: "Nie uważasz, że to był błąd, to nasze małżeństwo?" odpowiedział: "zastanawiam się...". Także jeżeli oboje tak myślimy to ciężko nam będzie... On może zawsze i wszędzie że tak powiem, natomiast ja żeby zbliżyć się do niego fizycznie potrzebuję dużej bliskości duchowej... I jak jest między nami źle w życiu codziennym to ani mi się śni naszych zwykłych zbliżeń a co dopiero pierwszego razu... Wieć ktoś kto pytał co robiliśmy przez te 4 m-ce wieczorami? To ma po części odpowiedź... Odpowiedz Link
ca.melia Re: Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 14:14 Ale dziewczyno, postaw się ma miejscu swojego męża. Ja mu się nie dziwię, że on nie chce rozmawiać, bo kurcze ileż można??? Facet ma dość, po prostu przegięłaś. Lubisz takie wieczne "poważne rozmowy"? Każdy wie, że mężczyzna na tekst "musimy poważnie porozmawiać" ma alergię. Zarzucasz mu dziecinadę - wybacz jesteś bardziej dziecinna niż on. On chce mieć w domu kobietę, żonę, kochankę a nie koleżankę do rozmowy "wiecznie poważnej". Szukasz winy w jego minie, w jego milczeniu, może zacznij szukać w sobie i wyjdź mu na przeciw? Wymagasz NIE DAJĄC NIC Z SIEBIE. Powtórzę, on za chwilę nie będzie chciał cie już dotknąć palcem, własnie tego chcesz? Facet dostanie kur..wicy a żeby mógł być taki, jak chcesz, to jego potrzeby muszą tez byc zaspokojone. Wtedy bedzie dla ciebie gory przenosił. Ale Ty zachowujesz sie potwornie egoistycznie. Bo TY nie chcesz/nie mozesz/ nie umiesz, to mąż ma sobie ptaszka na supełek zawiazać, zamknąć oczy i myslec o ojczyźnie. A przy tym ma być czuły, delikatny, wyrozumiały.. Obudź się, to nie bajka. Dorośnij Odpowiedz Link
sea.sea Re: Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 16:55 Po co Ty, dziewczynko, w ogóle wyszłaś za ten mąż? Z przyzwyczajenia? Dla zasady? Odpowiedz Link
songo3000 No i masz początek końca dziewczyno... 30.06.11, 18:51 Nie, nie kopię leżącego, taki po prostu bardzo smutny obrazek wyłania się z serii Twoich postów tutaj. Ścieżka wbrew pozorom utarta i obecna w wielu (jeszcze) trwających związkach: 1. spotkanie 2. zauroczenie 3. niedostrzeganie wzajemnych wad 4. dostrzeganie wzajemnych wad 5. niespełnienie wzajemnych żywotnych potrzeb 6. odsunięcie się emocjonalne od partnera 7. kaniec filma Wiele napisałaś tu o sobie, swoich odczuciach i oczekiwaniach. To jest OK, pozwala na lepsze określenie samej siebie. Mało napisałaś o tym co chcesz >dać< w tym związku swojemu mężowi. To już nie jest OK, wskazuje natomiast jak bardzo Twoje schizy (które ślepy widzi jasno i przejrzyście) zakręciły Cię wokół JA JA i tylko JA. Ja biedna, ja niekompletna, ja pokrzywdzona, ja zła kobieta, ... Wiem, że fajnie jest okopać się na z góry ustalonych pozycjach ofiary i ciemiężcy zarazem z jednoczesnym PRZENIESIENIEM ODPOWIEDZIALNOŚCI za własne życie na 'onych'. Wiem też, że tak można tylko do czasu. Tylko do czasu, gdy otoczenie nie pokarze Ci faka i niejako z automatu zakończy tą (nie)wygodną sytuację. Tutaj krytycznym punktem jest Twój mężulo. Mężulo liczy na napaloną na niego kobietę, z którą mógłby od czasu do czasu seksić się przynajmniej w miarę standardowo. Mężulo czekał ładnych kilka lat MARNUJĄC okres swojego największego potencjału seksualnego na... 'po ślubie'. Mężulo 'po ślubie' dostał kopa w dupę. Mężulo 'poważnie rozmawiał', z czego NIC nie wynikło oprócz rzeczonego kopa w dupę. Musiałby być kretynem, żeby dalej z Tobą 'poważnie rozmawiać' - przecież te rozmowy nie mają żadnego przełożenia dla >związku<, teraz służą tylko i wyłącznie zaspokojeniu >Twojej< potrzeby. Kumasz różnicę? I w końcu, ponieważ mężulo jest człowiekiem a nie robotem, osiągnął jak widać punkt przegięcia i robi zamaszysty "w tył zwrot" - separując się na początek emocjonalnie. Sprawa z Twojego punktu widzenia zasadniczo jest prosta jak drut. Jak dotąd, w świetle tego co już przestawiłaś z powodu schiz w swoim związku ponad MY ciągle stawiałaś JA. - Albo w końcu postawisz na pierwszym miejscu MY wykonując konkretne działania typu taka czy inna >skuteczna< terapia (za drugie miejsce nagród nie przewidziano). - Albo postawisz sobie kolejną zasłonę dymną typu 'nie dam rady', 'nie potrafię', 'wszędzie daleko', 'co ja mogę',... i ciąg dalszy raczej wiadomy. Tak czy siak zbierzesz plony SWOICH działań. Nie będzie tu winnego, 'onych', złego układu gwiazd, czy marnego ciśnienia. Tylko proste skutki tego co zrobiłaś lub nie zrobiłaś :) Wybierz i działaj mądrze, wbrew pozorom wiele osób będzie trzymać za Ciebie kciuki. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: No i masz początek końca dziewczyno... 30.06.11, 21:14 A ja widzę, że pan stosuje szantaż emocjonalny:-) Nie odzywam się, jestem obrażony, zniecierpliwiony. Chce na nią zwalić odpowiedzialność za problem i powiedzieć "rozwiąż go sama". A właściwie co dziewczyna mu takiego zrobiła? Na czym polega jej wina? Odpowiedz Link
kutuzow .... czy o drogę pytasz? 30.06.11, 22:26 zakletawmarmur napisała: "> A właściwie co dziewczyna mu takiego zrobiła? Na czym polega jej wina?" Zaklęta ty tak dla zgrywu pytasz, czy na poważnie? Bo się pogubiłem totalnie? Jeśli dla zgrywu to słaby joke, jeśli na poważnie to zauważ, że małżeństwo nieskonsumowane jest nieważne nawet w Kościele Katolickim (można uzyskać jego anulowanie), moim zdaniem (choć tu pewny nie jestem) z rozwodem z ożeczeniem winy autorki także nie powinno byc żadnego powodu. Odpowiedz Link
songo3000 Re: .... czy o drogę pytasz? 30.06.11, 23:10 Etam, jak dla mnie to Zaklętej fajny joke wyszedł :) Uśmiałem się :))) Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: .... czy o drogę pytasz? 01.07.11, 10:04 Nie Songo, pisze poważnie. Sama często tak się zachowuje, kiedy chce zwalić na kogoś odpowiedzialność. Na 80% jestem przekonana, że facet od laski nie odejdzie. Będzie siedział, marudzić i czekał na jej krok... Odpowiedz Link
kag73 Re: .... czy o drogę pytasz? 01.07.11, 10:14 "Nie Songo, pisze poważnie. Sama często tak się zachowuje, kiedy chce zwalić na kogoś odpowiedzialność. Na 80% jestem przekonana, że facet od laski nie odejdzie. Będzie siedział, marudzić i czekał na jej krok..." No a niby dlaczego mialby odchodzic. W koncu ja kocha. A seks ma, zgadza sie, ze nie wszystkie odmiany, ale ma. No bo chyba nie chcecie powiedziec, ze oral to nie seks? Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: .... czy o drogę pytasz? 01.07.11, 12:21 > No a niby dlaczego mialby odchodzic. Nie, Kag, ja wcale nie uważam, że powinien ją zostawić i znaleźć sobie jakąś puszczalską:-) Często pisze o rozstaniu to fakt. Jednak zamysł mam całkiem inny. Mam świadomość, że ludzie nie chce się rozstawać, Ci wszyscy panowie kochają swoje żony, często, poza seksem, świetnie trafili (gdyby nie to już by się rozstali). Chodzi bardziej o to, żeby uświadomić tym ludziom, że nie są w związkach "za karę". Są bo chcą być, sami się na to zdecydowali! Niby pierdoła ale pozwala spojrzeć na związek z innej perspektywy. Nie cierpiętnika, który dał się zaciągnąć do ołtarza i nie ma wpływu na to co go spotyka ale z perspektywy człowieka wolnego, który sam kształtuje swoje życie! W tym wątku mam wrażenie, że chce się wzbudzić w autorce poczucie winy. Jesteś taka zła dla swojego mena, on tak się poświęcił a Ty dalej mu nie dajesz. Tylko jak to ma pomóc w rozwiązaniu problemu? Ma nałożyć na nią jeszcze większą presje, poczucie winy? Myśle, że tego dziewczyna ma w nadmiarze... Jeśli ustalimy, że to wina autorki wątku to ja czekam na rady. Co powinna zrobić, żeby wreszcie się udało? W jaki sposób ma się na faceta, którego pewnie nie pożąda, napalić? W jaki sposób ma się zachować w łóżku, żeby wreszcie facet jej wsadził? W jaki sposób ma pozbyć sie z dnia na dzień blokady? Specjalista- ok, jestem za, nie zaszkodzi. Ale średnio wierze, że chodzi tylko o blokadę. Gdyby było pożądanie to blokada łatwiej by znikła:-) Odpowiedz Link
n.wataha Re: .... czy o drogę pytasz? 01.07.11, 12:38 zakletawmarmur napisała: > W tym wątku mam wrażenie, że chce się wzbudzić w autorce poczucie winy. Jesteś > taka zła dla swojego mena, on tak się poświęcił a Ty dalej mu nie dajesz. Tylko > jak to ma pomóc w rozwiązaniu problemu? Ma nałożyć na nią jeszcze większą pres > je, poczucie winy? Myśle, że tego dziewczyna ma w nadmiarze... No ja nie staram się myśleć w tych kategoriach, gdyż mogę się jedynie domyślać, bo sam w takiej sytuacji nie byłem, ale lęk przed czymś może być naprawdę cholernie paraliżujący. Jednak w pewnym sensie wina leży po stronie autorki, lecz nie w tym, że "nie daje", ale w tym, że wie już o swoich fobiach, a nic nie robi by się ich pozbyć. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: .... czy o drogę pytasz? 01.07.11, 17:37 > Jednak w pewnym sensie wina leży po stronie autorki, lecz nie w tym, że "nie da > je", ale w tym, że wie już o swoich fobiach, a nic nie robi by się ich pozbyć. A co robi jej partner? Szuka terapii małżeńskiej? Nie, stosuje szantaż emocjonalny, żeby wydusić stosunek... Bo inaczej tego nazwać nie potrafie. Co powinna zrobić dziewczyna? Po pierwsze zastanowić się czego ona właściwie chce, na dzień dzisiejszy, przed terapią. Bo może na ten seks decyduje się tylko dlatego, że musi. Może ona seksu wcale nie potrzebuje (na tym etapie życia)? Po drugie. Jeśli dojdzie do wniosku, że tak na prawdę nie ma ochoty na seks to powinna asertywnie powiedzieć to facetowi. Myślała, że to będzie fajne ale okazało się bolesne i nieprzyjemne. Może terapia zmieni jej podejście ale na razie pozostajemy przy pettingu i seksie oralnym. Pan niech podejmie decyzje czy chce dalej czekać. Jeśli czeka i rzuca fochy to trzeba nauczyć się asertywnie to olewać (tak, tak ja wiem, tu na forum uważa się, że kobieta powinna żyć w permanentnym poczuciu winy i starać się dbać o pana i władce). Jeśli ona panicznie boi się rozstania to warto byłoby zastanowić się skąd to się bierze... Tym badziej, że obecnie mało co ich trzyma. I dopiero po trzecie iść do specjalisty. Jednak w tym punkcie mąż, mógłby jej pomóc już dawno... Nie róbmy z niego idioty, który przez sześć lat nie zauważył, że dziewczyna panicznie boi się seksu. A już na pewno nie oszukała go. Świadomie wszedł w związek z kobietą, która przez 6 lat nie chciała penetracji, nawet nie ze względów religijnych, ale z powodu lęku przed matką! Tak, dziewczyna powinna iść do specjalisty, ma pewnie sporo problemów (mnie martwi ten brak asertywności i nie umiejętność odcięcia się od krytyki innych czy to matki czy męża). A jej mąż powinien ją już dawno wygonić zamiast wzbudzać w niej poczucie winy. Jak dla mnie to koleś też nie jest do końca ok. Może to typ bardzo bierny, taki co to nie potrafi nic załatwić, podjąć decyzji, wszystko ma w d, chyba, ze chodzi o jego d. Może zauważył brak asertywności dziewczyny i znalazł swój sposob na wymarudzanie? Kiedy widzisz, że bliski jest chory, to co robisz? Wyganiasz go do lekarza (a nawet załatwiasz wizytę, zawozisz) czy pastwisz się nad nim, wzbudzając poczucie winy, że leniwy nie ma tyle siły co zdrowy? Odpowiedz Link
n.wataha Re: .... czy o drogę pytasz? 01.07.11, 18:33 zakletawmarmur napisała: > A co robi jej partner? Szuka terapii małżeńskiej? Nie, stosuje szantaż emocjona > lny, żeby wydusić stosunek... Bo inaczej tego nazwać nie potrafie. Po pierwsze, znamy relację tylko jednej strony. Jakoś wydaje mi się, że facet nie robi fochów, a po prostu oddala się od niej emocjonalnie i uczuciowo. Dla osoby, która jest zaangażowana emocjonalnie może to wyglądać jak obrażanie się (bo nie ma ochoty na rozmowy, które i tak nic nie wnoszą). Teraz spróbujmy się postawić na miejscu tego faceta. Słyszał o jej strachu przed ciążą, strachu przed normalnym stosunkiem, przed rozdziewiczeniem i słyszał również zapewnienia "że po ślubie to wszystko zniknie, unormuje się". Po ślubie wszystkie problemy pozostały, a jakby nawet narosły. Sama piszesz, że babce układ petting i oral odpowiada. Więc jak może sie czuć facet? Że został oszukany, bo wcale nie chodziło o jakieś lęki, lecz jedynie o to by było tak jak jest, czyli na wyłącznych prawach narzucanych przez partnerkę. Czy gdyby Tobie facet powiedział "ma być tak i tak w łóżku, bo tak jak Ty chcesz (i kilka miliardów ludzi na świecie) mnie boli" to pałałabyś do drugiej strony kokieterią, uśmiechem, czułym słówkiem? Czy raczej właśnie starałabyś nie wdawać się z nią w czcze dyskusje, które donikąd nie prowadzą? Chcesz aby facet zaproponował pójście do seksuologa, czy psychologa? A czemuż to? 6 lat spełniał zachcianki kobiety, był mamiony odmianą po ślubie. Gdyby on wybrał się po poradę to co by usłyszał? Że ma problem ze swoją seksualnością, czy, że ona ma ten problem? My nie wiemy (bo autorka nie napisała, a może nawet sama nie wie) czy w jego życiu była tą jedyną, którą chciał bzykać. A może jednak miał tam po drodze jakiś romansik, łóżeczko i wszystko mu poszło bez problemu? W takiej sytuacji nie będzie uważał, że to on jest przyczyną. Raczej będzie postrzegał siebie jako jelenia (frajera), który został wkręcony w tą sytuację, bo kochał ją tak bardzo, że postanowił czekać aż ona się otrząśnie/wyrośnie ze swoich kompleksów. Nie kocha się li tylko za seks, lecz za całokształt. Więc może kocha/kochał ją za całą resztę? Ale trudno na dłuższą metę kochać jedynie emocjonalnie, bez miłości fizycznej. Jeśli (nadal) kocha to na jej propozycję udania się do specjalisty odpowie, że chętnie i nie ma nic przeciwko temu. Ale inicjatywa zdecydowanie powinna wyjść od niej, bo to ona ma problem, który przełazi na niego. Tylko, że ona gada o pierdołach, a nie o radykalnym sposobie rozwiązania problemu. Żeby spróbować kogoś ocenić, trzeba choć spróbować postawić się na jego miejscu i pomyśleć jak my byśmy zareagowali. Odpowiedz Link
sea.sea Re: .... czy o drogę pytasz? 01.07.11, 18:52 Całego posta wyjąłeś mi spod klawiatury. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: .... czy o drogę pytasz? 01.07.11, 19:08 > Teraz spróbujmy się postawić na miejscu tego faceta. > ównież zapewnienia "że po ślubie to wszystko zniknie, unormuje się". Przypomina mi to żony alkoholików, które to były pewne, że on po ślubie się zmieni, pić przestanie, ustatkuje się:-) Tak czy inaczej to nie alkoholik jest winny, że okłamał kobietę. Winna jest kobieta, że się tyle lat sama oszukiwała. No ale ok, żal mi jest faceta. Choć mam świadomość, że spotkało go to na co sobie sam zasłużył i tak jest mi go żal. Co jednak powinna zrobić autorka wątku? Na prawdę wierzysz, że terapia będzie cudownym przebudzeniem? IMO dziewczyna ma szanse polubić seks... Ale nie z tym facetem. No ale dobra, ustalamy, ze i tak się nie rozstaną więc warto zawalczyć o każdy 1% poprawy jakość seksu (choć z innym mogła by mieć 100% od razu). Dziewczyna przecież nie musi lubić tej formy aktywności seksualnej, wystarczy, że nie będzie dla niej nieprzyjemna i będzie dopuszczać męża. To pewnie da się wypracować... Terapia może pomóc pokonać opory psychiczne, trening, ćwiczenia mięśni kegla, może w przyszłości ciąża i poród, magiczna "30", "40" to wszystko może poprawić jeszcze ich pożycie. Tak czy inaczej nie podoba mi się podejście faceta. Może sama mam alergie na takich manipulantów. Bo właśnie tak mi się facet jawi. Jako koleś bez inicjatywy, który winę za całe zło świata przerzuca na kobietę a sam potrafi tylko marudzić... Mnie prywatnie bardzo to odstrasza ale może faktycznie sobie wyolbrzymiam i na zasadzie skojarzeń dopasowałam go sobie do pewnego typu facetów. A czemuż t > o? 6 lat spełniał zachcianki kobiety, był mamiony odmianą po ślubie. Kolejna ważna sprawa... Faceci myślą sobie, że ona na ślub skorzystała on stracił. Przecież wierzył, że nagle jej się odmieni. Sama byłam w takim związku. I to facet, pomimo, że mu nie dawałam, chciał ze mną się związać, zamieszkać, brać ślub i mieć dzieci. Może nawet facetowi to odpowiadało, przynajmniej miał pewność, że ma wierną dziewicę. A ze czasami nie można mieć wszystkiego, cóż, samo życie:-) Odpowiedz Link
sea.sea Re: .... czy o drogę pytasz? 01.07.11, 19:35 Mnie się obydwoje jawią jako ludzie trochę bez charakteru. Pobrali się bo jakoś tak wyszło, miłości wielkiej tu nie widać, więc może tak jakoś z przyzwyczajenia, możliwe że obydwoje po prostu bali się spróbować z kimś innym. I nie wydaje mi się, żeby mąż był typem marudnego natręta. Gdyby mu aż tak zależało na dupie, to by nie przystał na zachciankę autorki, wyegzekwował by przed ślubem albo znalazł jakąś inną chętną. Mam wrażenie, że on jest sfrustrowany do nieprzytomności tym, że mu nie wychodzi. Że może sobie zdaje sprawę, że jak pokaże zły humor, to partnerce tym bardziej będzie nie do seksu, ale zwyczajnie mu się czasem ulewa, każdemu by się ulało. Może ma poczucie, że stracił 6 lat a z drugiej strony, skoro już tyle zainwestował, no to głupio by było tak po prostu wziąć i się rozstać albo się rozprawiczyć na boku. Może się czuje niechciany - bo nie widzi ze strony autorki chęci współpracy, tylko same uniki i chęć rozmów, tyle, że te rozmowy nic nie wnoszą. Może ma poczucie, że on się już nastarał, bo zaspokajając jej potrzebę bezpieczeństwa przez 6 lat trzymał fiuta na supeł, i że w związku z tym teraz to ona powinna się jakoś wykazać chęcią zmian i zaspokojenia jego potrzeb. Może się czuje niepełnowartościowy jako mężczyzna - skoro nie jest w stanie skłonić własnej kobiety, żeby go zechciała "bardziej" - bo z tego co czytamy jak mowa o oralu to jakieś orgazmy są, więc to nie jest tak, że autorka wykazuje względem niego zerowe pożądanie, bo mimo zahamowań i blokad orgazmy mieć potrafi. Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: .... czy o drogę pytasz? 08.07.11, 12:47 Rozmawiałam o tym z mężem i powiedziałam, że nie myślałam, ze okaże się to trudne i nie "mamiłam" go nieprawdziwymi obietnicami.. Po prostu wierzyłam, ze to naturalnie nastąpi. Nie spodziewałam się takiej mojej postawy.. Odpowiedz Link
songo3000 Re: .... czy o drogę pytasz? 01.07.11, 19:29 zakletawmarmur napisała: > A co robi jej partner? Szuka terapii małżeńskiej? Nie, stosuje szantaż emocjona > lny, żeby wydusić stosunek... Bo inaczej tego nazwać nie potrafie. Co powinna z > robić dziewczyna? Przede wszystkim Autorka ma niezłą schizę. Ja to wiem, ona to wie i Ty też to wiesz. Co powinna zrobić? Pozbyć się schizy dla siebie samej, a że przy okazji skorzysta ten czy tamten... > Po pierwsze zastanowić się czego ona właściwie chce, na dzień dzisiejszy, przed > terapią. Bo może na ten seks decyduje się tylko dlatego, że musi. Może ona sek Ano powinna. Co prawda kilka lat temu ale lepiej późno niż wcale :) > su wcale nie potrzebuje (na tym etapie życia)? Ciekawe jakbyś zareagowała na taki tekst wygłoszony przez TWOJEGO mena :))) Mam takie małe... niejasne... śladowe wręcz... przeczucie, że niezbyt tolerancyjnie :P > Po drugie. Jeśli dojdzie do wniosku, że tak na prawdę nie ma ochoty na seks to > powinna asertywnie powiedzieć to facetowi. Myślała, że to będzie fajne ale oka Kilka lat temu :) > lewać (tak, tak ja wiem, tu na forum uważa się, że kobieta powinna żyć w perman > entnym poczuciu winy i starać się dbać o pana i władce). No baaaaaa... się rozmarzyłem. > Jeśli ona panicznie boi się rozstania to warto byłoby zastanowić się skąd to si > ę bierze... Tym badziej, że obecnie mało co ich trzyma. To akurat jasne. Jej potrzebą jest posiadanie statusu 'mężatki' oraz braku blamażu społecznego poprzez rozstanie/rozwód. W sumie potrzeba jak każda inna, prawda? > że dziewczyna panicznie boi się seksu. A już na pewno nie oszukała go. Świadom Widzimy to inaczej :) > niej poczucie winy. Jak dla mnie to koleś też nie jest do końca ok. Może to typ Koleś jest pierdołą i można powiedzieć, że ma co chciał, hehe. Co nie oznacza, że odpowiedzialność Autorki za własne życie ma spoczywać na barkach kogokolwiek innego. > bardzo bierny, taki co to nie potrafi nic załatwić, podjąć decyzji, wszystko m > a w d, chyba, ze chodzi o jego d. Może zauważył brak asertywności dziewczyny i > znalazł swój sposob na wymarudzanie? Ojej, a ja myślałem, że jesteś za równouprawnienie. Od kiedy to schizy babeczki rozwiązywać ma facet? Co ona, jakaś gorsza, mniej rozumna ludzia jest? Albo w te albo we wte :) > Kiedy widzisz, że bliski jest chory, to co robisz? Wyganiasz go do lekarza (a n > awet załatwiasz wizytę, zawozisz) czy pastwisz się nad nim, wzbudzając poczucie > winy, że leniwy nie ma tyle siły co zdrowy? Przypominam, że w tym kraju nawet ostrzejsza perswazja słowna jest karalna. Co oczywiście nie przeszkadza osobnikom z jajami w takiej sytuacji za kudły małżonkę do lekarza zaciągnąć. ALE tu też trzeba odbić piłeczkę - SAMA sobie takiego mężula wybrała więc do kogo pretensje, hehe. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: .... czy o drogę pytasz? 01.07.11, 21:30 > iesz. Co powinna zrobić? Pozbyć się schizy dla siebie samej, Dla samej siebie. Nie dla biednego mężusia, którego to w małżeństwo "wrobiła"? Dlatego, że nikogo nie wykorzystała, nie oszukała, jest taką samą ofiarą jego jak i on jej. Zresztą facetowi też terapia by się przydała... > Ciekawe jakbyś zareagowała na taki tekst wygłoszony przez TWOJEGO mena :))) Kilka razy stawialiśmy ultimatum "kochaj albo rzuć". Za każdym razem byliśmy gotowi się rozstać, za każdym razem pomogło. Jedna strona przestała żyć złudzeniami, druga wiedziała na czym stoi. Gdyby chodziło o coś na co czekam już sześć lat to znaczyłoby, że nie chodzi o coś ważnego;-) > To akurat jasne. Jej potrzebą jest posiadanie statusu 'mężatki' oraz braku blam > ażu społecznego poprzez rozstanie/rozwód. W sumie potrzeba jak każda inna, praw > da? Może on potrzebuje tego samego? A może ona dużo zarabia, żyje się z nią wygodnie, wygląda jak z okładki Shape'a? Może boi się, że nie uda mu się upolować drugiej dziewicy a przecież lepsze to niż jedna z tych puszczalskich z 13 kochankami... :-) Można się oczywiście doszukiwać wyrachowania. Z dwóch stron. Tylko po co? Wiadomo, że rozsądek się w miłości przydaje. Wiemy też, że nie tylko kobiety bywają rozsądne zawierając związki małżeńskie, panowie też nie są w ciemię bici i wiedzą z kim się żenić... > Widzimy to inaczej :) Jak? Od kiedy to schizy babeczki > rozwiązywać ma facet? Bo on ma problem? Jeśli kobieta chciałaby domku to ma prawo oczekiwać, że maż jej go wybuduje? Czy raczej mąż ma prawo oczekiwać, że sama sobie na niego zarobi skoro ma takie fanaberie? Dodam, że oczywiście nie musi. Zresztą nie znam się, mie po prostu nie chciałoby się stosować metody wymarudzania. Jest mało efektywna. Co nie oznacza, > że odpowiedzialność Autorki za własne życie ma spoczywać na barkach kogokolwiek > innego. Czyli nic mu nie jest winna? Powinna robić to dla siebie? To już zupełnie inne podejście, nie widzisz? > Przypominam, że w tym kraju nawet ostrzejsza perswazja słowna jest karalna. Chyba mieszkasz gdzieś w USA, gdzie za klepnięcie kobiety w tyłek możesz procesu się doczekać. W Polandii jesteśmy jeszcze dość zacofani:-) Odpowiedz Link
songo3000 Re: .... czy o drogę pytasz? 01.07.11, 22:36 zakletawmarmur napisała: > Dla samej siebie. Nie dla biednego mężusia, którego to w małżeństwo "wrobiła"? > Dlatego, że nikogo nie wykorzystała, nie oszukała, jest taką samą ofiarą jego j > ak i on jej. Skoro jest taką samą ofiarą jak on jej to jednak go oszukała, tyle że jak i on ją :D > mi, druga wiedziała na czym stoi. Gdyby chodziło o coś na co czekam już sześć l > at to znaczyłoby, że nie chodzi o coś ważnego;-) Mi chodziło o seks konkretnie i Twoją reakcję jakby facetowi 'się odwidziało'. > > Może on potrzebuje tego samego? A może ona dużo zarabia, żyje się z nią wygodni U w was to murzynów biją. Rozmawiamy o motywatorach i schizach Autorki. Chociażby dlatego, że mężulo nie ma tu prawa głosu. > Może boi się, że nie uda mu się upolować drug > iej dziewicy Nie widzę ani jednego zdania w postach założycielki wątku przemawiającego za taką opcją. > > Widzimy to inaczej :) > Jak? :D > Od kiedy to schizy babeczki > > rozwiązywać ma facet? > Bo on ma problem? Teraz to już żarty sobie stroisz. Żona alkoholika też 'ma problem'. Jakoś nie widziałem nawoływania, że obowiązkiem takiej babeczki jest na siłę ciągnięcie go na terapię skoro jej zależy na związku. Raczej zupełnie inne podejście jest zalecane, prawda? > Jeśli kobieta chciałaby domku to ma prawo oczekiwać, że maż jej go wybuduje? Cz > y raczej mąż ma prawo oczekiwać, że sama sobie na niego zarobi skoro ma takie f > anaberie? Hehe, jeżeli domek miałby być tylko kobiety i tylko jej służyć to niech sobie go buduje. Jeżeli jednak ma być 'ich' to wypadałoby żeby razem dupsko ruszyli. Mam wrażenie, że zapominasz/ignorujesz fakt bycia obydwojga w wieloletnim związku. Jak dla mnie to do czegoś >zobowiązuje<. > Dodam, że oczywiście nie musi. Zresztą nie znam się, mie po prostu nie chciałob > y się stosować metody wymarudzania. Jest mało efektywna. > > Co nie oznacza, > > że odpowiedzialność Autorki za własne życie ma spoczywać na barkach kogok > olwiek > > innego. > > Czyli nic mu nie jest winna? Powinna robić to dla siebie? To już zupełnie inne > podejście, nie widzisz? MU nic nie jest winna. ICH MAŁŻEŃSTWU, do którego konkretnie dążyła jak najbardziej JEST WINNA. No, chyba że nie ale trza by było to uczciwie małżonkowi powiedzieć co by zakumał na czym stoi. Jak sądzisz? > Chyba mieszkasz gdzieś w USA, gdzie za klepnięcie kobiety w tyłek możesz proces > u się doczekać. W Polandii jesteśmy jeszcze dość zacofani:-) W centrum wsi jest już Jeuropa i urzędasy starają się kroić przy każdej okazji ;))) Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: .... czy o drogę pytasz? 01.07.11, 23:33 > Mi chodziło o seks konkretnie i Twoją reakcję jakby facetowi 'się odwidziało'. Mnie chodziło o sytuacje która trwa już 6 lat i 4 miesiące:-) A nie, że nagle jakaś rewolucja:-) Rozmawiamy o motywatorach i schizach Autorki. Chociaż > by dlatego, że mężulo nie ma tu prawa głosu. Powody faceta też są ważne. Np. jeśli kobieta pisze, że związała się z kimś dla kasy to można by to nazwać "wykorzystaniem", jeśli jednak jej mąż związał się z nią z podobnych powodów to jest to po prostu obopólnie wygodny układ. Sam przyznaj, że ten szczegół robi różnice... > Nie widzę ani jednego zdania w postach założycielki wątku przemawiającego za ta > ką opcją. To był przykład- wykorzystałam sąsiedni wątek dla zobrazowania:-) Nie chce mi się wierzyć, że facet związał się z nią z innych powodów niż wygoda. Jakich? Namiętność? Wielka miłość? > Hehe, jeżeli domek miałby być tylko kobiety i tylko jej służyć to niech sobie g > o buduje. Rozumiem, że facet postawiłby sobie przyczepę kempingową w ogródku? > o buduje. Jeżeli jednak ma być 'ich' to wypadałoby żeby razem dupsko ruszyli. A co jeśli on jest jednym z tych co to woli wydawać kasę na bieżąco, nie czuje potrzeby posiadania domu, skoro może mieszkać w kawalerce a kase wydawać na podróże. Powinien czuć się zobowiązany? No, chyba że nie ale trza by było to uczciwie małżonkowi powie > dzieć co by zakumał na czym stoi. Faktycznie mu to obiecywała? Czy raczej było to oczywiste, że po ślubie będą mieć ten super seks? Nie doczytałam nic na ten temat... Zresztą próbowali. To on nie potrafił jej włożyć! A może ona powinna czuć się oszukana? > W centrum wsi jest już Jeuropa i urzędasy starają się kroić przy każdej okazji > ;))) To jest taki sam mit, jak ten że w PL alimenty zaczynają się od 2 tysięcy na dziecko a żona po rozwodzie dostaje cały majątek męża i do końca życia pławi się w luksusach? Jaka szkoda:-) Napisze tak. Jeśli to faktycznie jest jeden z tych wrażliwych, wiernych mężczyzn, co to żal mu było z laską zerwać czy też odmówić małżeństwa bo wiedział, że laska sobie nikogo nie znajdzie to faktycznie zwracam honor... Dziewczyna powinna coś zrobić, chociażby do końca życia miała rozkładać nogi, zaciskać zęby i dawać mu dupy:-) OK? :-) Może faktycznie ostatnio faceci wydają mi się zbyt wyrachowani bo już nie wierze w takie wzniosłe motywy:-) Odpowiedz Link
songo3000 Re: .... czy o drogę pytasz? 02.07.11, 00:03 > ię wierzyć, że facet związał się z nią z innych powodów niż wygoda. Jakich? Nam > iętność? Wielka miłość? Zasiedzenie. Nawet w Prawie Administracyjnym jest taki smutny termin. To, że np.: mi się to w pale nie mieści nie oznacza, że inni tak czasami nie mają :) > Rozumiem, że facet postawiłby sobie przyczepę kempingową w ogródku? Jeśli go stać i ma taką potrzebę to nawet pałac. Osobiście zbudowałbym sobie bunkier tylko połowica... no tak, ale ja się liczę ze zdaniem i potrzebami 'reszty związku' :) > róże. Powinien czuć się zobowiązany? I znowu - 'ja' kontra 'my' i wszystko jasne. > Faktycznie mu to obiecywała? Czy raczej było to oczywiste, że po ślubie będą mi Założenie, że po ślubie będzie (po prostu) seks... nie jest raczej 'tu i teraz' z choinki urwane, prawda? > eć ten super seks? Nie doczytałam nic na ten temat... Zresztą próbowali. To on > nie potrafił jej włożyć! A może ona powinna czuć się oszukana? Teraz to żeś mnie osłabiła :( Bo za przeproszeniem nie było 'do czego' wkładać. Wiesz, zboczeń to mam wiele ale jakoś nigdy krwawym gwałcicielem to mi się nie marzyło zostać. Babeczka, która zaciska uda i wręcz spieprza spodem nie przy próbie generalnej WYRAŹNIE pokazuje, że nie jest zainteresowana seksem ze mną. W takim przypadku wkładam gacie, grzecznie dziękuję i wychodzę, poza zasięgiem puszczam parę kurew. A nie dopraszam się o następne próby. Jakiekolwiek późniejsze teksty w stylu "ja jednak bym chciała" można skwitować krótko - nie łżyj. A le to ja, mężulo - frajer został i dalej skomli :) Dobra. Raz w Rocco invades Poland widziałem taką zajebiaszczą scenę, gdzie główny ruchacz dorwał małą blondynę od tyłu a ta chyba źle oszacowała zamiary na 'rozmiary' i zaczęła spieprzać w trakcie na czworaka. COOL :DDD > To jest taki sam mit, jak ten że w PL alimenty zaczynają się od 2 tysięcy na dz Mało widziałaś, w szczególności w wykonaniu SM, hehe. Co do alimentów wiem tylko, że mimo całej tej mojej podbudowy 'anty-bachorowej' przez słabą ściągalność i tak dokładam ze swoich podatków do cudzego potomstwa :) m. in. Keczupowej, od której cały czas oczekuję za to dowodów wdzięczności, hehe. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: .... czy o drogę pytasz? 02.07.11, 00:52 > Zasiedzenie. To też zaliczyłabym do wygody... Po co się starać, chodzić na siłkę, sorarkę, lachony na dysce wyrywać, jeśli można nic nie robić a żona sama się zorganizuje. > Założenie, że po ślubie będzie (po prostu) seks... nie jest raczej 'tu i teraz' > z choinki urwane, prawda? To ja jestem skrajnie nieufna... Miałabym duże obawy, czy po ślubie facet się zmieni. W takim przypadku wkładam gacie > , grzecznie dziękuję i wychodzę, Skoro przez 6 lat nie wyszedł to może jest większym hardkorem niż Ty:-) Osobiście zbudowałbym sobie bu > nkier tylko połowica... no tak, ale ja się liczę ze zdaniem i potrzebami 'reszt > y związku' :) Wypomnę Ci to przy jednej z tych dyskusji, kiedy to będziesz próbował potrzeby jakiejś kobiety sprowadzić do jej fanaberii lub roszczeniowości:-) Baba chce dom- facet ma obowiązek zapierdalać. Wszystko dla dobra związku oczywiście. Odpowiedz Link
kag73 Re: .... czy o drogę pytasz? 02.07.11, 00:57 "Skoro przez 6 lat nie wyszedł to może jest większym hardkorem niż Ty:-)2 On nie jest hardcorem, on jest niedoswiadczony i mysli, ze wszystkie kobity tak maja ! A do tego on ja KOCHA Odpowiedz Link
songo3000 Re: .... czy o drogę pytasz? 02.07.11, 01:04 > A do tego on ja KOCHA W świetle opisu emocjonalnego wycofywania się mężula, no i samego nagłego podrywu do tematu Autorki użyłbym tu raczej trybu przypuszczająco-przeszłego. Odpowiedz Link
songo3000 Re: .... czy o drogę pytasz? 02.07.11, 01:01 zakletawmarmur napisała: > To też zaliczyłabym do wygody... Po co się starać, chodzić na siłkę, sorarkę, l > achony na dysce wyrywać, jeśli można nic nie robić a żona sama się zorganizuje. Jasne, że dla wygody. O masochizm go nie posądzam, bez przesady :) > Skoro przez 6 lat nie wyszedł to może jest większym hardkorem niż Ty:-) Nieee, teraz to mnie totalnie zniszczyłaś, idę zagryzać paluchy ;PPP > Wypomnę Ci to przy jednej z tych dyskusji, kiedy to będziesz próbował potrzeby > jakiejś kobiety sprowadzić do jej fanaberii lub roszczeniowości:-) Baba chce do > m- facet ma obowiązek zapierdalać. Wszystko dla dobra związku oczywiście. A nie nie :))) Bądźmy precyzyjni - zauważ, że nic nie napisałem o budowie domu marzeń połowicy tylko o rezygnacji ze swojego, przyznasz ekstrawaganckiego pomysłu. W tym poście o jakimkolwiek zapieprzaniu mowy nie było :PPP Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: .... czy o drogę pytasz? 02.07.11, 01:31 > A nie nie :))) Bądźmy precyzyjni - zauważ, że nic nie napisałem o budowie domu > marzeń połowicy tylko o rezygnacji ze swojego, przyznasz ekstrawaganckiego pomy > słu. W tym poście o jakimkolwiek zapieprzaniu mowy nie było :PPP To wróć do kilku postów wyżej > Hehe, jeżeli domek miałby być tylko kobiety i tylko jej służyć to niech sobie g > o buduje. Staramy się jeśli się opłaca. Tzn. jeśli seks mi się nie podoba, nie mam z tego frajdy to mam prawo mieć go w dupie go w dupie i nikt nie powinien do mnie mieć pretensji... Nie ma czegoś takiego jak "wspólny interes". marzeń połowicy tylko o rezygnacji ze swojego, przyznasz ekstrawaganckiego pomy > słu. Kto ma fanaberie Ty czy żona? Dla mnie bunkier w obecnych czasach to żadna fanaberia, raczej zdrowy rozsądek:-) 1. zapierdzielanie też jest forma rezygnacji. W tym wypadku z lajtowej pracy, czasu wolnego, rozwalania pieniędzy na rzecz oszczędzania i wypruwania żył. 2. Kto decyduje o tym co jest ekstrawaganckim pomysłem a co jest normą? Kto powiedział, że pierwsze jest gorsze i bardziej kwalifikuje się do rezygnacji? Odpowiedz Link
sea.sea Re: .... czy o drogę pytasz? 02.07.11, 01:45 > Tzn. jeśli seks mi się nie podoba, nie mam z tego frajdy to mam prawo mieć go w dupie Autorce się seks podoba, pisze o tym, że się zwilża, podnieca, ma orgazmy. Przy oralu. Przy masturbacji. Nie podoba jej się penetracja, mimo że jej nigdy nie próbowała. Ręka w górę, dziewczyny, które od pierwszego razu były penetracją zachwycone :) Ja mam subiektywne wrażenie, że mąż ma być taką przedłużką. A jak nie jest, to się zaczynają gorzkie żale. Że zareagował nie tak jak chciała, że na zadane pytanie odpowiedział to co uważał, a nie to, co należało. Wszystko ma być tak, jak ona chce, a jak nie jest, to się zaczyna rozpacz, że "zrobiło się lipnie". Bo facet nie może bez przerwy i we wszystkim tańczyć jak ona zagra, ale jak nie tańczy, to się zaczyna, że "ona nie czuje duchowej bliskości". Jakoś nie widzę u autorki czynnego zainteresowania tym, że mąż może mieć na przykład zupełnie hipotetycznie jakieś uczucia i że ma równe prawo je wyrażać, jak ona. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: .... czy o drogę pytasz? 02.07.11, 01:59 > Autorce się seks podoba, pisze o tym, że się zwilża, podnieca, ma orgazmy. Przy > oralu. Przy masturbacji. Nie podoba jej się penetracja, mimo że jej nigdy nie > próbowała. Ale nie ma znaczenia czy chodzi ogólnie o seks czy tylko jakieś formy. Chodzi o ustalenie zasad. Chcem czy musze? Ale zawsze w dwie strony. Bo > facet nie może bez przerwy i we wszystkim tańczyć jak ona zagra, Facet nawet nie powinien. > Jakoś nie widzę u autorki czynnego zainteresowania tym, że mąż może mieć na prz > ykład zupełnie hipotetycznie jakieś uczucia i że ma równe prawo je wyrażać, jak > ona. Może faktycznie zauwazyła, że pan nie ma jaj? Odpowiedz Link
sea.sea Re: .... czy o drogę pytasz? 02.07.11, 02:03 > Może faktycznie zauwazyła, że pan nie ma jaj? To inna historia, ale czemuś za niego wyszła, a teraz obydwoje siedzą i czekają, aż się coś "samo" rozwiąże. Mam alergię na postawę " nie podooooba mi się ale może się saaamooo napraaaawi". Odpowiedz Link
songo3000 Re: .... czy o drogę pytasz? 03.07.11, 10:41 > Kto ma fanaberie Ty czy żona? Dla mnie bunkier w obecnych czasach to żadna fana > beria, raczej zdrowy rozsądek:-) Mmm Zaklęta - za ten wpis to już Cię bezwarunkowo kocham :DDD Odpowiedz Link
sea.sea Re: .... czy o drogę pytasz? 01.07.11, 22:50 > Bo on ma problem? To co on Twoim zdaniem ma zrobić? Odejść? Zaakceptować, że grozi mu dożywotnie prawictwo i przyjąć ten fakt bez drgnienia powieki, za to z miłym i sympatycznym uśmiechem [bo żonie będzie przykro, jak go o coś zapyta a on jej odpowie inaczej niż by sobie wyobrażała]? Starać się bardziej? Jak? Jak przestanie inicjować seks, to ona nie zainicjuje, bo jej jest tak dobrze, o czym pisze wprost. Próby jakiejkolwiek inicjacji zaś też będą odbierane przez nią jak jeż przez psa, bo "on znowu TEGO chce". Zawlec żonę na terapię? Ale ona nie chce... Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: .... czy o drogę pytasz? 02.07.11, 00:06 > To co on Twoim zdaniem ma zrobić? Szczerze? Być bardziej zdecydowanym. Nie wiem, może wystarczyłoby rzucić dziewczyne na łóżko i po prostu wsadzić jej penisa w cipke? Zapisać jich do psychologa/ na terapie małżeńską - średnio w to wierze ale ludzie w tym wątku pisali, że znają pary z podobnym problemem, którym udalo się wyjść na prostą. To może o czywiście zrobić ona sama. Przeczytać jakiś poradnik dla opornych "jak stać się mężczyzną"- jeśli to faktycznie wina dupowatości pana małżonka. Odpowiedz Link
sea.sea Re: .... czy o drogę pytasz? 02.07.11, 00:20 > Nie wiem, może wystarczyłoby rzucić dziewczyne na łóżko i po prostu wsadzić jej penisa w > cipke? No to się wydaje dość oczywiste, ale w świetle ostatniego postu Songa się okazuje, że jakby jednak nieco mniej... Odpowiedz Link
kag73 Re: .... czy o drogę pytasz? 02.07.11, 00:25 Szczerze? > Być bardziej zdecydowanym. Nie wiem, może wystarczyłoby rzucić dziewczyne na łó > żko i po prostu wsadzić jej penisa w cipke? > Zapisać jich do psychologa/ na terapie małżeńską - średnio w to wierze ale ludz > ie w tym wątku pisali, że znają pary z podobnym problemem, którym udalo się wyj > ść na prostą. To może o czywiście zrobić ona sama. > Przeczytać jakiś poradnik dla opornych "jak stać się mężczyzną"- jeśli to fakty > cznie wina dupowatości pana małżonka. > Przestan zakleta, ale wymyslilas. On jest niedoswiadczony, ona odstawia, obraza sie nawet o miny na jej glupawe pytania. On niewiele moze zrobic, bo jezeli ja rzuci na lozko i zrobi swoje a ja ZABOLI, bedzie znow obrazona, placzaca co tam jeszcze. Ja tam mysle, ze ONA potrzebuje konkretnego kopa w dupe i tyle. Dobra, ciaze pomijamy, ale ludzie trzaba uzywac rozumu, boi sie bolu, no moj Boze, czy od tego sie umiera? Rozumiem dwulatka, ktory nie chce syropku na kaszel i zaciska buzie i matka jest bezsilna, nic nie moze zrobic. Ale dorosla kobieta, boi sie bolu? Bo co, bo co jej sie stanie? Odpowiedz Link
kutuzow gwałt "małżeński" jako rozwiązanie 02.07.11, 13:30 zakletawmarmur napisała: > Być bardziej zdecydowanym. Nie wiem, może wystarczyłoby rzucić dziewczyne na łó > żko i po prostu wsadzić jej penisa w cipke? Zaklęta, Tobie ostatnio na prawdę się coś porobiło z głową. W tym wątku udowadniasz że gdy fakty przeczą Twemu przekonaniu tym gorzej dla faktów. Jakby tego było mało, Ty rzeczniczka równouprawnienia zalecasz gwałt małżeński jako rozwiazanie problemu. Nie wiem czy wiesz, ale za to można już beknąć prawnie. Całe Twoje podejście w tym wątku pokazuje tylko, co wynika z takiego "wojującego" równouprawnienia - w każdym przypadku należy dopatrzyć się winy faceta, nawet wtedy gdy samo prawo jasno wskazałoby winę kobiety (małżeństwo nieskonsumowane jest nieważne w oczach Kościoła i bez problemu można uzyskać rozwód z ożeczeniem o winie w Sądzie). Jak dla mnie po lekturze tego wątku zajęłaś miejsce przy Mujer Bonicie jako osoba z którą nie warto dyskutowac bo zawsze będzie twierdziła że przecież "Kopernik była kobietą". Odpowiedz Link
songo3000 Re: .... czy o drogę pytasz? 01.07.11, 18:44 Ja tam jestem pewny, że nie odejdzie... formalnie. Jeżeli miałby odejść, już by to zrobił. Za to przy mojej wersji predykcji rozwoju sytuacji odejdzie emocjonalnie a seks, no cóż - wystarczy sięgnąć. Generalnie to powtarzam, że nie ma sensu szukać winy i winnego. Za to o wiele sensowniej ruszyć dupsko i zadziałać na rzecz umocnienia podstaw związku :) Odpowiedz Link
n.wataha Re: No i masz początek końca dziewczyno... 30.06.11, 22:56 zakletawmarmur napisała: > A ja widzę, że pan stosuje szantaż emocjonalny:-) > Nie odzywam się, jestem obrażony, zniecierpliwiony. Chce na nią zwalić odpowied > zialność za problem i powiedzieć "rozwiąż go sama". > A właściwie co dziewczyna mu takiego zrobiła? Na czym polega jej wina? Co Ty bredzisz? Szantaż emocjonalny u faceta, który 6 lat czekał aż stanie sie dla niej kimś na tyle bliskim, by mógł się do niej fizycznie zbliżyć? A niby na czym polega jego szantaż? To raczej Wy forumowicze ją szantażujecie "daj mu doopy, bo sobie pójdzie". On po prostu po tylu latach i próbach zbliżenia popadł w zniechęcenie, depresję, że "nie sprawdził się jako mężczyzna" i zaczął się od niej oddalać psychicznie. Fizycznie również, ponieważ jego stan emocjonalny spowodował, że zaczyna mieć problemy seksualne (utrata wzwodu). Ofiarą tego stanu jest tak samo ona, jak i on. I tutaj bredzenie o tym, żeby mu wreszcie dała jest objawem niedojrzałości, gdyż to nie od niej zależy czy mu da, czy nie, lecz wyłącznie od jej stanu psychicznego. Niektórym Wam się wydaje, że z psychiką jest jak z lampą "przekręcę kontakt i cyk - lampa się zaświeci". Doopa, zmiany w psychice wymagają długotrwałego leczenia jej, ale nie samemu, i nie tabletkami, lecz wielogodzinnymi sesjami z terapeutą. Zmiany w psychice to nie katar, czy grypa. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: No i masz początek końca dziewczyno... 01.07.11, 10:13 > Co Ty bredzisz? Szantaż emocjonalny u faceta, który 6 lat czekał aż stanie sie > dla niej kimś na tyle bliskim, by mógł się do niej fizycznie zbliżyć? Ja to widze inaczej. Czekał 6 lat i dobrze było a nagle robi problem? :-) A niby na > czym polega jego szantaż? Obrażanie się o to, że nie może jej wsadzić (tak jakby ona robiła mu na złość i w ogóle miała na to wpływ), ciche dni, wzbudzanie poczucia winy, straszenie rozstaniem pomimo braku gotowości, żeby związek zakończyć... Tak to widze. > Ofiarą tego stanu jest tak samo ona, jak i on. Dokładnie. Oboje są i katem i ofiarą. Jednak koleś chce zwalić winę na nią, chce pozostać bierny, pewnie odejść też nie będzie potrafił, będzie jej marudził i czekał aż ona jakąś decyzje podejmie. Jego przecież przez te 6 lat nie było, on przecież w łóżku wszystko robi dobrze:-) Odpowiedz Link
kutuzow Jak zwykle mega nieobiektywna 01.07.11, 11:02 zakletawmarmur napisała: "Czekał 6 lat i dobrze było a nagle robi problem?" Czy jeśli jakiś facet obiecywałby swej narzeczonej że będzie chciał mieć z nią dziecko...ale po ślubie. Zwodził ją tak przez 6 lat, po czym po ślubie doszedł do wniosku że w sumie dla niego to jest dobrze tak jak jest teraz i on zasadniczo nie wie czemu ta nagle tak się uparła na to dziecko, to także napiszesz: "Czekała 6 lat i było dobrze, a nagle teraz robi problem"? "> Obrażanie się o to, że nie może jej wsadzić (tak jakby ona robiła mu na złość i > w ogóle miała na to wpływ)," Zaklęta sorry ale kto w takim razie wg Ciebie ma kontrolę nad pochwą autorki jeśli nie ona sama? Dość śmiała teoria że kobiety nie mają wpływu na swoje życie erotyczne. Tylko jakimś dziwnym trafem w innych wątkach dowodzisz czegoś zupełnie odmiennego. Powiem Ci tak, w swej walce z facetami zakręciłaś się tak że doszłaś do ściany absurdu i nawet tego nie widzisz. Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: No i masz początek końca dziewczyno... 01.07.11, 11:47 Póki co mąż nie ma kłopotów typu utrata wzwodu.. Wtedy przy pierwszej próbie tak się stało, bo za długo to wszystko trwało i nie wytrzymał i "pooszło"... A przy drugiej próbie póki były różnego rodzaju pieszczoty wzwód był taki jak należy, ale przy iluś tam ciężkich próbach penetracji zaczął być mniej twardy i czasami ""wypadał".. i w sumie nic z tego nie wychodziło.. Odpowiedz Link
n.wataha Re: No i masz początek końca dziewczyno... 30.06.11, 22:46 songo3000 napisał: > Sprawa z Twojego punktu widzenia zasadniczo jest prosta jak drut. Jak dotąd, w > świetle tego co już przestawiłaś z powodu schiz w swoim związku ponad MY ciągle > stawiałaś JA. > - Albo w końcu postawisz na pierwszym miejscu MY wykonując konkretne działania > typu taka czy inna >skuteczna< terapia (za drugie miejsce nagród nie pr > zewidziano). Sorry facet, ale muszę to napisać pier..lisz jak potłuczony. Jeśli pisze "ja mam blokadę", "ja się boję", "ja chciałabym sie z tego wyleczyć", "mnie boli", to nie widzę tutaj możliwości, by pisała i gnębiła jego tekstami "nas boli", "my się boimy", "my mamy problem, bo pisze o swoich odczuciach i swoich problemach. Nie może pisać o jego problemach (co najwyżej się ich jedynie domyślać), gdyż jego problem (choć na pewno zaczęły narastać) są jej nie znane, gdyż mąż nie chce z nią o nich rozmawiać. Twój post odbieram jednoznacznie - łatwiej jest kopnąć leżącego, bo nie odda, niż podać mu rękę i podnieść go. To co piszesz, zawarłbym w jednym zdaniu "daj mu doopy, bo się facet męczy". Problem w tym, że ona chce, ale jej psychika, której nie jest już w stanie kontrolować, robi dokładnie odwrotnie. To tak jakbyś narkomanowi na głodzie powiedział "facet, weź sobie strzel kubek kakao, bo jest smaczny i dobrze robi na kościec". Tyle z Twoich rad. Po cholerę się nad nią pastwisz, gdy widzisz, że próbuje ze wszelkich sił zmienić ten stan, ale sama nie jest w stanie? Ty myślisz, że jak ktoś ma raka, to mu wytłumaczysz żeby się go pozbył i gotowe? Tak samo u niej. Jej "rak" w postaci problemów psychicznych nie wyrósł, bo tak chciała, ale wyrósł, bo złożyły się na to czynniki, których do końca nie kontrolowała lub nie zdawała sobie sprawy, że pewne jej lęki spowodują aż takie spustoszenie. Odpowiedz Link
kutuzow Jakieś przykłady działania autorki ? 30.06.11, 22:55 n.wataha napisał: "Po cholerę się nad nią pastwisz, gdy widzisz, że próbuje ze wszelkich sił zmienić ten stan, ale sama nie jest w stanie?" Sorry ale songo ma rację, napisał to tylko w swoim bezpośrednim stylu. Jeśli się z nim nie zgadzasz napisz proszę choć jeden przykład PRAWDZIWEGO DZIAŁANIA ze strony autorki, pomijając te wszystkie "chciałabym poważnie o tym porozmawiać", "do lekarza za daleko" itp. Poza tym pomijasz jeden bardzo ważny szczegół -autorka jest ZADOWOLONA z tego jak do tej pory przebiegało jej życie seksualne. Pisała że jej wystarcza ta intensywnośc i ten "pakiet". Dlatego to "zachcianki" mężą są problemem jak to ładnie zauważył songo. Poza tym jej świeżo poślubiony małżonek najzwyczajniej w świecie nie kręci jej na tylę, żeby pragnęła seksu znim ponad wszystko. Po co ma iść do lekarza jeśli pewnie sama zdaje sobie z tego sprawę. Odpowiedz Link
n.wataha Re: Jakieś przykłady działania autorki ? 30.06.11, 23:05 Kutuzow, a co ma napisać o seksie osoba, która go jeszcze nigdy nie zaznała, za to zdemonizowala go sobie tak bardzo, ze jawi się jej przez pryzmat raczej prostytutki, spełniającej zachcianki klienta (w tym przypadku męża)? Przecież ona seks postrzega wyłącznie przez pryzmat bólu, jaki wraz z jego zainicjowaniem występuje oraz w roli osoby, która zaspokoi potrzeby mężczyzny (takiego worka na spermę), ponieważ NIGDY nawet nie słyszała, że kobieta może mieć tak samo wielką przyjemność z faktu jego uprawiania, jak facet. Sama napisała (myślę, ze bardzo szczerze, że dopiero na tym forum dowiedziała się, jak seks może być przyjemnym i motywującym przeżyciem dla kobiety. Czy Ty nigdy nie skosztowawszy jakiejś bardzo orientalnej potrawy mógłbyś pragnąć jej skosztować, gdyby środowisko, w którym się wychowałeś, przez całe Twoje młode życie opowiadało Ci głupoty, że dzięki tej potrawie dostaniesz kurzajek, bólu żołądka, biegunki, czy wymiotów? Po takim "praniu mózgu" tak samo byś zareagował na widok tej potrawy, jak zareagowała autorka na kwestie związane z seksem. Problem w tym, że nawet gdybyś dowiedział się, że ta potrawa jest bardzo smaczna, to Twoja podświadomość, na jej widok i tak by przyprawiała Twój organizm o mdłości na jej widok. Odpowiedz Link
kutuzow Re: Jakieś przykłady działania autorki ? 30.06.11, 23:20 n.wataha napisał: "> Kutuzow, a co ma napisać o seksie osoba, która go jeszcze nigdy nie zaznała, za > to zdemonizowala go sobie tak bardzo, ze jawi się jej przez pryzmat raczej pro > stytutki, spełniającej zachcianki klienta (w tym przypadku męża)?" To raczej Twoja projekcja jak autorka postrzega seks. Ona sama zaś pisała że odpowiada jej takie życie erotyczne jakie mieli do tej pory (czyli ostry peting i oral). Zeby coś zmienic trzeba CHCIEĆ zmian -ona nie pisze nigdzie że sama chce coś zmienić tylko ma problem -wg mnie raczej generuje kolejne przeszkody które mają ją "usprawiedliwić" w jej przekonaniu. "występuje oraz w roli osoby, która zaspokoi potrzeby mężczyzny (taki > ego worka na spermę), " - nadal Twoja projekcia, autorka wspominała o "lodach" wiec chyba nie boi się aż tak tej wizji "worka na spermę". "Czy Ty nigdy nie skosztowawszy jakiejś bardzo orientalnej potrawy mógłbyś pragn > ąć jej skosztować, gdyby środowisko, w którym się wychowałeś, przez całe Twoje > młode życie opowiadało Ci głupoty, że dzięki tej potrawie dostaniesz kurzajek, > bólu żołądka, biegunki, czy wymiotów?" Zupełne pudło. Właśnie podróżując po Azji próbowałem różnych dziwności (jak pieczone owady) mimo że są one dalekie od przysmaków polskiej kuchni. Odchodząc od kwestii gastronomicznej w wychowaniu religijnym i seksualnym jest podobnie. To że mam mature z religii (za czasów starej matury taki dodatkowy papier miał zwalniać z nauk przedmałżeńskich), w niczym mi nie przeszkadza być obecnie ateistą. Jest to bowiem efekt moich własnych przemyśleń i doświadczeń a nie ślepego kopiowania przekonań środowiska i rodziców. Takie działanie wymaga jednak wyjścia poza bezpieczną strefę i aktywnego działania, a nie zwalania odpowiedzialności za swe życie na "innych" (jak to trafnie ujął songo). Pomijasz jeden "niewygodny" do Twej teorii fakt. Gdyby autorka była fair wobec swego narzeczonego powiedziałaby mu wprost PRZED ślubem o swoich lękach i o tym, że po ślubie nadal może nie być "bzykanka". Facet miałby MOŻLIWOŚĆ PODJĘCIA DECYZJI czy ryzykuje i się pisze na to, czy może jednak mówi pass i szuka dalej wyciągając wnioski z tej sytuacji. Odpowiedz Link
n.wataha Re: Jakieś przykłady działania autorki ? 30.06.11, 23:30 Kutuzow, co Ty znó pieprzysz? Jaka moja projekcja? A ile razy autorka seksiła się z mężem, według jej własnych postów? Zero razy? Bo za każdym razem po ślubie nic z tego nie wychodziło? Więc jak można poznać przyjemność z seksu, jeśli ma się w nim zerowy stan? Sam chyba napisałeś, że pierwszy raz nie jest przyjemny, nie spowoduje zajebistego przeżycia, ale z czasem... A ona napisała wyraźnie - ma zerowe konto, więc przed nią dopiero ten pierwszy, kiepski raz, a dopiero potem doświadczenie czy jest to fajny odlot, czy raczej nie fajny. Ona ma już w głowie zakodowane, że raczej nie fajny, bo boli jak diabli, więc chcesz by miała ochotę sprawiać sobie ból codziennie, czy raczej raz na tydzien? A może ona nie jest masochistką, a "jedynie poświęci się dla ukochanego i jakoś wytrzyma ten ból raz na dwa tygodnie dla świętego spokoju. Jedyne oral i peting nie kojarzy jej się z bólem. Odpowiedz Link
kutuzow Czytaj uważnie co pisze sama autorka -linki! 01.07.11, 00:56 n.wataha napisał: > Kutuzow, co Ty znó pieprzysz? Jaka moja projekcja? Twoja projekcia ponieważ piszesz własną wersję tej sytuacji która jest niezgodna z wersją przedstawioną przez samą autorkę. "> A ile razy autorka seksiła się z mężem, według jej własnych postów?" zatem cytat dla Ciebie autorki w tej kwestii: "Przede wszystkim mnie zadowala ten rodzaj zbliżeń, które praktykujemy teraz. Czyli w zasadzie wszystko poza penetracją. W ten sposób zaspokajaliśmy się od początków naszego związku. I może was zdziwię - ale nastąpiło to naprawdę szybko. Wtedy "za młodu" była większa chemia i gdybyśmy wtedy zdecydowali się na ten 1-wszy raz pewnie by łatwiej poszło" link: forum.gazeta.pl/forum/w,15128,126497793,126521885,Re_mlode_malzenstwo_a_1_ego_razu_brak.html tutaj zaś masz info kto ma problem i kto psuje tą całą fajną zabawę w małżeństwo: "W ogóle jakoś lipnie ostatnio między nami... Ostatnio miał ochotę na coś wieczorem a ja nie bardzo.. Po prostu mi się nie chciało no i od tej pory tak średnio jest między nami. Codziennie wieczorem jak kładziemy się spać to leżymy obok siebie.. żadnego przytulenia, dobranoc... " link: forum.gazeta.pl/forum/w,15128,126497793,126595901,Re_Nadal_nie_widze_sensu.html czytając między wierszami: do tej pory było tak super, miałam wszystko co chciałam, była czułość, przytulanie, mam fajny status (można się pochawlić przed kolażankami że się jest żoną), tylko zeby jeszcze ten gościu mi tak dupy nie zawracał tym seksem i seksem. Jak widzisz to songo miał na mysli pisząc o tym że autorka była egoistką -spijała śmietankę w tym związku mamiąc męża lipnymi obietnicami z których nie chce nawet się wywiązać (wcześniejszy cytat). kolejny cytat autorki na potwierdzenie tezy że to ten wstrętny mąż psuje taką fajną sielankę (a mógłby przecież sie tylko przytulać i od czasu do czasu zadowolić się lodami i minetką): "A jednak jakoś gdy mój mąż chce się do mnie zbliżyć to mam wtedy takie myśli: "no, tylko na tym mu zależy", albo jak się bardziej pocałujemy,to zawsze zaczyna się ciąg dalszy..." Tutaj zaś masz cytat który pokazuje ze tak na prawdę to autorka nie czuje pociągu do swego meża i tutaj jest pies pogrzebany (a nie w jakimś wymyslaniu traum czy schorzeń w stylu pochwica). W wątku obok panowie się dzielili wymówkami żon którym też przeszła już ochota na seks - jak widzisz inwencja jest całkiem spora w tym zakresie. "On może zawsze i wszędzie że tak powiem, natomiast ja żeby zbliżyć się do niego fizycznie potrzebuję dużej bliskości duchowej... I jak jest między nami źle w życiu codziennym to ani mi się śni naszych zwykłych zbliżeń " link (ten sam): forum.gazeta.pl/forum/w,15128,126497793,126595901,Re_Nadal_nie_widze_sensu.html Sugeruje żebyś przestał dorabiać autorcę jakieś super chęci co do zaradzeniu problemu bo ona takowych nie wykazuje. Myślę że to raczej sumienie sie odzywa gdy sobie pomyśli że w sumie to kiedyś mu coś obiecała i teraz gdy kobyłka u płotu.... cytat: " Mój wtedy chłopak oczywiście chciał tego no ale ustaliliśmy, że teraz nie, potem ustaliliśmy, że dalej nie i w końcu zostało tak do ślubu... " Odpowiedz Link
sisi_kecz Re: Czytaj uważnie co pisze sama autorka -linki! 01.07.11, 11:15 Dobrze wypunktowane, kutuzow:) Też zwróciłam uwage na egoizm Autorki, ale szybko mozna sie przekonać, ile jednocześnie jest masochizmu w tej osobie.ny są dwie; albo ma taki poziom inteligencji, ze nie widzi, iż robieniem sobie dobrze piłuje gałąż, na ktorej jej tak wygodnie, albo to co jej włożono do głowy w czasie wychowania i socjalizacji zapanowało nad nią w wyniku słabości i wrażliwosci jej psychiki. W każdym razie to nie jest takie proste, ze ona z zimną kalkulacja i wg wieloletniego planu to robi- tak wyszlo w wyniku jej slabosci charakteru, zaniechania walki o własne szczęście, poddania sie opiniom zewnętrznym, sparowania się ze słabeuszem, czyli jak zawsze: nie ma tak ostrych krawędzi ta sytuacja i nie ma jednego winnego, jakby to pasowało czytelnikowi do jego czarno-białej oceny rzeczywistości. Można tu babkę potępić w czambuł. Jesli masz taką potrzebę to ją punktuj dalej, zresztą i tak już za dużo się użala, czas zakończyć ten etap i działać- dalsze analizy i cytaty z niej, moim zdaniem tylko dodają jej pretekstów do siedzenia na dupie nadal i babrania sie w swojej mimozowatości życiowej. duze pozdro!!! --- Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym. Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla. by Cejrowski Odpowiedz Link
kutuzow Re: Czytaj uważnie co pisze sama autorka -linki! 01.07.11, 11:27 Sisi ---> Do autorki nic nie mam (poza tym, że nadal uważam że troluje dla fun-u). Moje cytaty były dla m.wataha, który "promował" tu trochę inna wizję (biednej zagubionej autorki która chce coś źrobić, ale ma pod górkę). Chciałem pokazać że autorka ma się całkiem dobrze w obecnej sytuacji. Odpowiedz Link
sisi_kecz Re: Czytaj uważnie co pisze sama autorka -linki! 01.07.11, 11:55 kutuzow napisał: > Sisi ---> Do autorki nic nie mam (poza tym, że nadal uważam że troluje dla > fun-u). Moje cytaty były dla m.wataha, który "promował" tu trochę inna wizję (b > iednej zagubionej autorki która chce coś źrobić, ale ma pod górkę). ' a nie jest tak, ze to tez po części prawda? czy kazdy z nas nie ma tak, ze chce cos zrobić ale ma pod górkę? Różnica jest tylko taka, że każdy inaczej ta górkę definiuje i w inny sposób do niej podchodzi: albo są to okoliczności zewnętrzne: nie mogę, bo autobus mi uciekł i nic nie poradzę albo wewnętrzne: nie mogę, bo zaspałem i muszę teraz skombinować kasę na taksówkę ale dojadę. autorka ma się całkiem dobrze w obecnej sytuacji.' miałaby sie dobrze, to by nie pisała- jedynie troll utrzyma Twoją wersję. Zobaczymy... > Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: Czytaj uważnie co pisze sama autorka -linki! 01.07.11, 12:19 Nie wiem co to znaczy "trolluje", ale domyślam się, ze chodzi o zmyślanie. Wierzcie czy nie, nie zmyślam.. I musiałabym się chyba bardzo nudzić, że opisywać czy wymyślać takie rzeczy dla funu. To, że mam blokadę w sprawach seksu nie znaczy, że jestem upośledzona w każdej sferze życia.. Odpowiedz Link
n.wataha Re: Czytaj uważnie co pisze sama autorka -linki! 01.07.11, 12:32 kutuzow napisał: > Sisi ---> Do autorki nic nie mam (poza tym, że nadal uważam że troluje dla > fun-u). Moje cytaty były dla m.wataha, który "promował" tu trochę inna wizję (b > iednej zagubionej autorki która chce coś źrobić, ale ma pod górkę). Chciałem po > kazać że autorka ma się całkiem dobrze w obecnej sytuacji. Ja również zauważam, że ma dobrze w tym co ma. Ale i ja i chyba ona sama zauważa również, że taki stan długo potrwać nie może. Samooszukiwanie siebie, że mąż będzie ją miłował wyłącznie dla pysznych obiadków i posprzątanego mieszkania to nie jest dobra recepta na długi związek. Prędzej czy później albo trzaśnie drzwiami i tyle go będzie widziała (co najwyżej na sprawie rozwodowej), albo facet stanie się "zaradny" i to czego zabrakło w małżeństwie uzupełni sobie poza nim. I w jego przypadku nie powiem o nim złego słowa - będzie zdradzać, bo został przymuszony sytuacją, jaką mu żona zgotowała. Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: Czytaj uważnie co pisze sama autorka -linki! 08.07.11, 12:28 Ufam mężowi, znam go baardzo dobrze a przynajmniej na tyle, że wiem, że na pewni mnie nie zdradzi. Jeśli faktycznie nie będzie nam się układało to po prostu pewnie się rozejdziemy i wtedy by się może z kimś związał, ale w trakcie trwania naszego małżeństwa na pewno nie.. Zresztą mąż dalej mnie nie pospiesza, uważa, że powoli dojdziemy do tego, a on nie zmuszał mnie wcześniej bo mnie kochał i kocha, a zbliżenia między nami były więc to nie była jakaś zupełna "posucha".. Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: Jakieś przykłady działania autorki ? 01.07.11, 12:02 "Pomijasz jeden "niewygodny" do Twej teorii fakt. Gdyby autorka była fair wobec swego narzeczonego powiedziałaby mu wprost PRZED ślubem o swoich lękach i o tym, że po ślubie nadal może nie być "bzykanka". Facet miałby MOŻLIWOŚĆ PODJĘCIA DECYZJI czy ryzykuje i się pisze na to, czy może jednak mówi pass i szuka dalej wyciągając wnioski z tej sytuacji." Pomimo wielu moich win, z tym co piszesz się nie zgodzę.. Wiem, że facet ma przeze mnie przerąbane... I że pewnie trzeba być jakimś "zwichrowanym" psychicznie, by po tym co on mówi na temat mojego ciała i tego jak mnie pragnie powiedzieć "nie".. Ale częściowo o moich lękach mąż wiedział przed ślubem.. Piszę częściowo, bo ja naprawdę myślałam, że po ślubie będzie ok... Dopiero po ślubie ukazały się kolejne "części" problemu.. Rozmawialiśmy kiedyś i powiedziałam, że się tego boję i boję się bólu, że on mnie paraliżuje.. To mi odpowiedział, że żałuje, że nie rozmawiał ze mną o tym więcej przed ślubem i że bardziej nie napierał.. Było mi wtedy strasznie smutno, ale niestety taka jest prawda. Dla niego nie było tematu więc uważałam, że mu to wszystko pasuje. Przez okres 2 lat przed ślubem nigdy nie spytał, a może jednak spróbujemy? Albo to kiedy to zrobimy? w noc poślubną czy później? Szłam do tego ślubu i zastanawiałam się co to będzie, bo my w ogóle o tym nie gadaliśmy :( Niby później kiedyś mnie za to przeprosił co powiedziałam bo sam stwierdził, że zabrzmiało to jakby mnie zmuszał, a on mnie absolutnie nie zmusza i jak będę gotowa to wtedy i że damy radę... Odpowiedz Link
kutuzow Re: Jakieś przykłady działania autorki ? 01.07.11, 12:37 Jak to się ma do tego co pisałaś wcześniej: "Mój wtedy chłopak oczywiście chciał tego no ale ustaliliśmy, że teraz nie, potem ustaliliśmy, że dalej nie i w końcu zostało tak do ślubu..." Skoro jedna osoba czegoś chce, to rozumiem że Ty byłaś ta co nie chciała (logika sugeruje że gydybscie oboje tego chcieli to byście to zrobili). Skoro więc piszesz "ustaliliśmy" to tak na prawe Ty podjęłaś decyzję (na nie) a Twój chłopak/narzeczony jedynie ją "uszanował" żeby nie wyjść w Twych oczach na gościa któremu zależy tylko na seksie: ""A jednak jakoś gdy mój mąż chce się do mnie zbliżyć to mam wtedy takie myśli: "no, tylko na tym mu zależy", albo jak się bardziej pocałujemy,to zawsze zaczyna się ciąg dalszy..." Jak widać był naiwny. Nie raz na tym forum pojawiały się dyskujse ze takie bezwolne misie rzadko kiedy mają udane życie erotyczne, bo dostają sygnał od partnerki że jeśli tylko "postarają się jeszcze mocniej" to będzie cudownie -ale to trochę jak szukanie końca tęczy. Za to Ci źli bzykają ile wlezie bo się nie dają nabrać na takie farmazony. Jestem pewien droga autorko że gdybyś trafiła na "odpowiedniego" dla siebie faceta byś sie seksiła ile wlezie bez zastanawiania czy masz ochote czy będzie bolało itp. Po prostu ten udomowiony facet który jest Twoim mężem Cię nie kreci, na tyle zeby podjąć to ryzyko. Tutaj zaś masz link do filmiku ze specjalną dedykacją dla Twego faceta (kawałem z Testosteronu -przyznam że w teatrze lepiej to wyglądało i była płęta z "dywanikami" które podarował dziewczynie rockmen, ale sztuki nie ma na YT): www.youtube.com/watch?v=nHi3Ij6hUcg&feature=BFa&list=PLE7B670754D09FD95&index=8 oglądaj od 55 sekundy tak do 6.40 Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: Jakieś przykłady działania autorki ? 08.07.11, 12:29 ""A jednak jakoś gdy mój mąż chce się do mnie zbliżyć to mam wtedy takie myśli: "no, tylko na tym mu zależy", albo jak się bardziej pocałujemy,to zawsze zaczyna się ciąg dalszy..." Już tak na to nie patrzę :) W dużej mierze dzięki wam.. Odpowiedz Link
songo3000 Re: No i masz początek końca dziewczyno... 01.07.11, 00:07 Kolego, chyba podchodzisz do sprawy zbyt... emocjonalnie :) I rzuca się Ci to na zdolności analityczne, hehe. > Jeśli pisze "ja mam blokadę", "ja się boję", "ja chciałabym sie z tego wyleczyć > ", "mnie boli", to nie widzę tutaj możliwości, by pisała i gnębiła jego tekstam > i "nas boli", "my się boimy", "my mamy problem, bo pisze o swoich odczuciach i No to zmień okulary, skoro niedowidzisz. Autorka jest od lat w związku, ostatnio nawet sformalizowanym, siłą rzeczy problemy dotyczą 'ich' a nie tylko 'jej'. Za to pisanie tylko o sobie >może być< znamienne. > swoich problemach. Nie może pisać o jego problemach (co najwyżej się ich jedyni Farmazony prawisz - owszem może i nawet pisze, tyle że baardzo pokątnie. > Twój post odbieram jednoznacznie - łatwiej jest kopnąć leżącego, bo nie odda, n > iż podać mu rękę i podnieść go. Coś sobie ubzdurałeś. Napisałem jasno jak i bez owijania w bawełnę jak wygląda sytuacja Autorki i jak moim zdaniem się rozwinie. Jasno też przedstawiłem drogi, którymi podąży i konsekwencje tych wyborów. Coś się nie zgadza? Masz jakieś uwagi merytoryczne to wal śmiało. I jeszcze jedno, przeglądając posty mam wrażenie, że jako jeden z nielicznych Autorce nie dowalam o kołtuństwi, KK, poszukiwaniu winy, sraniu w banie w temacie technikali i takich tam. Za to skupiłem się na opisanych przez nią faktach i dopasowałem do nich proste, ludzkie mechanizmy postępowania. Nooo, wskazałem też przykry fakt, że sama jest odpowiedzialna za swoje czyny a to jak zwykle boli, nie? > Po cholerę się nad nią pastwisz, gdy widzisz, że próbuje ze wszelkich sił zmien > ić ten stan, ale sama nie jest w stanie? Pastwię się czasami nad chamami i idiotkami. Do Autorki wyciągam raczej dłoń z praktyczną pomocą. Nie bajdurzeniem, głaskaniem, 'dogłębnym zrozumieniem', 'wsparciem emo' czy też drążeniem tematu tylko dla (tak tak, kolego) własnej 'poznawczej' satysfakcji. A Ty co konkretnego dla Autorki zrobiłeś poza poględzeniem sobie??? > Ty myślisz, że jak ktoś ma raka, to mu wytłumaczysz żeby się go pozbył i gotowe Dobrze, żeś wyciągnął taki przykład. Jak ktoś w moim otoczeniu miał raka i miałem możliwość zadziałania to w przeciwieństwie do całej gamy za przeproszeniem przychlastów (nie piję tu do forumowiczów), którzy ze zbolała miną umieli tylko za rączkę trzymać i medyczne pisemka cytować umiałem stanąć na głowie aby tego kogoś pchnąć do walki i poszukiwania ratunku. Więc wybacz, teoretyczno-romantyczne popierdywania spływają po mnie jak deszczówka. Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: No i masz początek końca dziewczyno... 01.07.11, 11:43 Dzięki :* To naprawdę fajne co napisałaś/-eś.. Po tych rozmowach naprawdę zaczynam trochę inaczej na to wszystko patrzeć... Odpowiedz Link
songo3000 Re: No i masz początek końca dziewczyno... 01.07.11, 23:15 A konkretniej to jak? :) Odpowiedz Link
sea.sea Re: Nadal nie widzę sensu 01.07.11, 19:01 Ale o czym konkretnie byś chciała z nim rozmawiać - tzn: co masz mu do powiedzenia, czego on jeszcze nie wie? Chcesz się rozwieść? Chcesz iść na terapię? Chcesz, żeby zostało, jak jest? Czego chcesz? Odpowiedz Link
lemon_curd MUSISZ ROZMAWIAĆ Z MĘŻEM. 01.07.11, 03:20 Komunikacja to PODSTAWA związku. Tak, tak, zwłaszcza na tematy seksu... A dlaczego nie możesz rozmawiać? Tylko do tego też trzeba podejść dobrze. JEMU TEŻ NIE JEST ŁATWO. Jego też można tu skrzywdzić, spaczyć mu wyobrażenie seksu. On też mało wie. On też się boi. Jemu też nie jest fajnie. Pamiętaj o tym. Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: Nadal nie widzę sensu 30.06.11, 13:39 Nic nie ściemniam. Nie postrzegałam seksu przed ślubem jako grzech. Po prostu przed ślubem ciąża była dla mnie masakrą, po ślubie - czymś co chyba dałabym radę znieść, aczkolwiek też tego nie chcę.. Ale nie jest to już powód hamujący.. Teraz boję się seksu ze względu na mój strach, ewentualny ból... Nie myślę już przy próbach stosunku o możliwości "wpadki"... Także strach dalej jest, ale kiedyś trzeba to współżycie zacząć.. I nawet gdyby pojawiły się jego konsekwencje to jestem już po ślubie, mam męża.. Więc "teoretycznie" problem żaden. Odpowiedz Link
kag73 Re: i co dalej? 29.06.11, 15:24 Matko Boska, wielkie mi rzeczy krew, zreszta jej wcale byc nie musi. Wcale nie wspominam przy moim pierwszym razie wielkieeeego bolu. I zaraz chcialam powtorzyc, czyli chyba tak zle nie bylo. Poza tym masz byc dobrze podniecona, najlepiej po orgazmie i wtedy na pewno nie bedzie wielkiego bolu, a nawet jezeli... nie umrzesz. Dziewczyno, niektorzy sa na wojnie albo gloduja a Ty taka panika z powodu troche bolu :) Nie badz egoistak, w koncu malzenstwo to gra we dwoje, chyba zalezy Ci rowniez na szczesciu meza, jezeli go kochasz. Odpowiedz Link
qqrka Re: młode małżeństwo a 1-ego razu brak 29.06.11, 13:17 Jestem zdecydowaną przeciwniczką czekania z pierwszym razem, aż będzie po ślubie, to co opisałaś jest właśnie efektem tego, iż po pierwsze nie do końca wiecie jak się do tego zabrać, a po drugie istnieje duże prawdopodobieństwo, że wasz związek się rozpadnie, ponieważ zarówno kobieta jak i mężczyzna potrzebują wzajemnej bliskości. Po trzecie i ostatnie gdyby Twój mężczyzna podniecał Cię, nie miałabyś żadnych wahań ani rozterek, a w rzeczy samej czekała byś na zbliżenie. Wnioskuję, że właśnie mogłaś dojść do wniosku, że wyszłaś za nieodpowiedniego mężczyznę. Choć to moje subiektywne zdanie i mogę się mylić. Odpowiedz Link
1gumijagoda dla ciebie seks to brutalizacja 29.06.11, 23:55 To cale podejście do seksu nie jest normalne i z tego wynikają te dziwne problemy natury technicznej, które SA dla drugiej strony upokarzające i w końcu mogą powodować.. nerwowość. Nie używaj slow dla określenia seksu takich jak: gzić, wpakować, wsadzić.. To jest akt na miłość boską, który sam Bog wymyślił i nam dal, byśmy mogli z niego korzystając i sie rozmnażać, czerpiąc z tego radość. To nie jest nieczyste, brudne, zasyfione, chamskie, wulgarne.. Ptaszek faceta to narząd. Jak ręka i noga. po twoim ostatnim poście, przypomniała mi się sytuacja z domu, o której nie powinnam tu pisać, ale napisze, bo nosić w sobie cos, co jest do tego zbliżone. Postaram sie to jak najbardziej okroić. Moja babka miała kilkoro dzieci. O seksie mówiła w kategoriach; odrobienia czegoś, zaliczenia, oddania się, przeżycia, zbycia, przetrzymania, znoszenia, dania komuś. Traktowała to jako cos obrzydliwego, podłego. Tak jak swoje cale ciało myła w wodzie bieżącej, tak 'dol" był myty wodą po starciu podłogi, która właśnie dlatego nie była wylewana... Bo to cos gorszego/nieczystego/gorszego. Juz sama nie wiem jak to określić! . Moja matka posunęła się w tym szaleństwie jeszcze dalej, bo zaczęła mówić o grzechu, stosować wyzwiska i te wszystkie, miłosne przecież czynności, nazywać w taki urągający sposób, by to obrzydzić i chyba poświadczyć jak to ona tym gardzi.. jak mnie "przyłapała" na całowaniu się z chłopakiem, to próbowała upokorzyć, mówiąc o zwykłym pocałunku, jak o wyuzdanym stosunku seksualnym. Takie skrzywienia w dzieciństwie nosi się przez cale życie. Moze w tobie, twoje zakwitły jeszcze bardziej? Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: dla ciebie seks to brutalizacja 30.06.11, 00:00 To "gzić" czy "wpakować" napisałam dlatego żeby z wami się lepiej dogadać,bo sporo osób pisze właśnie tak dosadnie a jak używałam słów "przyrodzenie" czy penetracja to zarzucono mi, że piszę o tym na zimno i nienaturalnie... Odpowiedz Link
n.wataha Re: dla ciebie seks to brutalizacja 30.06.11, 11:09 jarzebinka1984 napisała: > To "gzić", "wpakować" napisałam dlatego żeby z wami się lepiej dogadać,bo sp > oro osób pisze właśnie tak dosadnie a jak używałam słów "przyrodzenie" czy pene > tracja to zarzucono mi, że piszę o tym na zimno i nienaturalnie... Starasz się być "trendy". Problem w tym, że wulgaryzowanie czegokolwiek nie jest trendy. Raczej pokazuje brak pewności siebie, by mówić/pisać normalnym, a w szczególności własnym językiem. Nie staraj się kogokolwiek naśladować. Bądź sobą i używaj własnych słów do tego co chcesz przekazać. Inaczej Twój przekaz wygląda żałośnie. Nie przejmuj się jeśli użyjesz słowa mniej popularnego. Przyrodzenie czy penetracja jest dla wszystkich zrozumiałe i raczej, jak sama widzisz bardziej wywołało konsternację czytelników w wydaniu kobiety "gzić" czy "wpakować", niż Twoich własnych. Ponieważ zaczęłaś się posługiwać słownictwem spod budki z piwem. Odpowiedz Link
kwiecius16 konkluzja 30.06.11, 12:39 Udało Ci się mnie sprowokować do założenia konta na gazecie, żebym tylko mogła Ci odpisać:) Przede wszystkim mnie się wydaje, że niezbyt trafnie wybrałas forum. Lepiej by było gdybyś ze swoim problemem podzieliła się z osobami, które same sie z nim borykają. Jednakże Ty spotkałas się ze zdziwieniem a nawet zarzutami, że jesteś winna całej sytuacji ( wodziłas faceta na postronku a teraz się boisz ze odejdzie itd). Radzę Ci zerknąć na poprzednie fora: forum.gazeta.pl/forum/w,520,81742824,,Pochwica_.html?v=2 Nie chcę nikogo oceniać ani ustawiać, mówić co masz robić, bo przecież każdy ma własną świadomość oraz poczucie rozsądku. Wydaje mi się jednak, iż w Twoim przypadku za całą sytuacja odpowiada Twoja psychika, w której gdzieś zakorzenione zostały sytuacje miłosne jako fakt żenujący i wstydliwy. Jestem pewna że sama zdajesz sobię z tego sprawę, stąd ten post. Samo pisanie jednak nie wystarczy i musisz działać by znaleźć przyczynę Twojego lęku i by zacząć go leczyć. Jeśli ginekolog wykluczył wszelkie wady budowy pochwy (może błona dziewicza zbyt gruba), które mogłyby powodować ból, to zostaje tylko wybrać się do seksuologa. Co jeszcze istotne, byś rozmawiała ze swoim partnerem o tym, co się dzieje. Byś wytłumaczyła, że nie kontrolujesz tego i dzieje się to mimowolnie. Zastanów się także, czy lęk jest przed zbliżeniem w ogóle czy przed zbliżeniem z Twoim mężem. Chodzi o to, że wczesniej w sytuacjach mało komfortowych (jak ta z matką), to twój facet był poniekąd sprawcą całego zażenowania i jego przyjscie do twojego domu mogło powodować niewybredne komentarze matki (oczywiście piszę hipotetycznie). Powinnas raz na zawsze zatrzeć tamten wizerunek ;)Macie się tylko dla siebie i powinniscie wzajemnie się spierać. I jeszcze jedno. Kwestia pożądania partnera. Piszesz że bywasz podniecona ale jak tylko on zaczyna próbować wejść to od razu tracisz ochotę.A ty właśnie powinnas chciec. Ze nie możesz rozluźnić pochwy bo się spinasz to rozumiem, ale ty nie chcesz go czuć w środku? Ja wiem, że cały czas towarzyszy Ci lęk przed bólem ale tez powinna pojawić się ochota na poczucie twojego faceta. Większość kobiet na ww. forum (którego link podałam) pisze, iż bardzo chcą współzyć z facetem ale nie mogą. Ty bardzo często piszesz, że stymulacja łechtaczki i seks oralny Ci wystarczają. I fakt, że tak naprawdę nie masz ochoty jest chyba największym problemem. Jeśli chcesz wyjsc z tej sytuacji, pójdź do seksuologa bo nikt z obecnych osób na forum Ci nie pomoże. Pozdrawiam i życze powodzenia Odpowiedz Link
poppy_pi Re: młode małżeństwo a 1-ego razu brak 30.06.11, 12:53 Droga Jarzębinko, nie wyobrażaj sobie morza krwi i bólu przyprawiającego o mdłości bo to zupełnie tak nie wygląda :) Ból jest, krwi odrobina, ale taki, który można i warto wytrzymać z miłości. Za drugim, trzecim razem będzie to już bułka z masłem :) Nie wiem czy Twoje obawy przed seksem nie są spodowowane tym jak zostałaś wychowana. Mówisz, że bardzo się bałaś ciąży w młodym wieku, czy mama zawsze Cie przed tym przestrzegała? Straszyła okropieńswtami ciąży, porodu? No i koronny argument 'bo co ludzie powiedzą' na pannę z dzieckiem? Musisz zdać sobie sprawę z tego co siedzi w Twojej głowie i nie pozwala na seks i może całekiem łatwo da się to wszystko naprawić :) Niewykluczone, że z pomocą jakiegoś specjalisty seksuologa/psychologa. Powodzenia. Odpowiedz Link
ca.melia Re: młode małżeństwo a 1-ego razu brak 30.06.11, 13:59 aż się młody żonkoś wkurzy i Cię najzwyczajniej zdradzi. Bo facet, zdrowy normalny ma potrzeby. Potrzebny jest mu seks, potrzebna jest mu penetracja (kobiecie zresztą też). Biorą pod uwagę, że facet jest młody, to na pewno w celibacie żyć nie ma ochoty. I jeżeli uważasz, że wystarczą mu "macanki" i oral, to baaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo się mylisz. I za chwilę możesz mieć wielkie poroże. Bo oczywiście mozesz mamić się wielką miłością, i że jesli Cię kocha, to tego nie zrobi. Jasne jasne. poczytaj sobie to forum i zobacz do czego doprowadza brak seksu. I zacznij się zachowywać jak dorosła kobieta, a nie jak rozhisteryzowana , egzaltowana panienka, bo w Twoim wieku to po prostu jest niesmaczne. On ma prawo do Ciebie się "dobierać i chcieć jednego", bo jesteś jego żoną (brutalne ale prawdziwe, w KK można uzyskać unieważnienie małżeństwa za brak pożycia, a i rozwód w takich wypadkach dostaje się z palcem w nosie). A tak jesteś na dobrej drodze do zniszczenia zycia i sobie i jemu. I ciesz się , że jeszcze ma na ciebie ochotę, bo za chwilę może mu to przejść i swoje pożądanie, zainteresowanie, a potem miłość przenieść na kogoś innego. I potem pojawisz się na innym forum bucząc, że mąż Cię zdradził. Odpowiedz Link
n.wataha A, i jeszcze jedno! 30.06.11, 14:56 Piszesz, że Wasze rozmowy są coraz trudniejsze/niemożliwe. Może spróbuj zrobić to za pomocą kartki papieru. Spisz wszystko co chciałabyś mu powiedzieć. Napisz o swoich problemach i co chciałabyś zrobić by je usunąć. Poproś go by tez do Ciebie napisał co sie z nim dzieje, co mu przeszkadza, co boli. A na końcu napisz mu, że wiesz jak mu trudno z tym wszystkim się pozbierać, i że go kochasz . Czasami jeśli nie jestesmy w stanie pogadać w cztery oczy, można to zrobić za pomocą kartki papieru, maila, Ważne by czuć tę więź rozmowy i próbę wspólnego rozwiązywania problemów. Nie zaś pozostawianie partnera w niewiedzy co jest grane. Odpowiedz Link
songo3000 A co to da? 30.06.11, 18:59 Co da zmiana kanału komunikacyjnego skoro brak jakichkolwiek skutków wynikających z tej komunikacji? To tak jak z tymi niesławnymi brudnymi skarpetkami na środku pokoju. Ile razy można powtarzać współlokatorowi żeby je w końcu podniósł i uprał? Założę się, że za którymś (i to całkiem szybko) razem przestał być mielić ozorem, bo to przecież bez sensu :))) Odpowiedz Link
n.wataha Re: A co to da? 30.06.11, 22:49 songo3000 napisał: > Co da zmiana kanału komunikacyjnego skoro brak jakichkolwiek skutków wynikający > ch z tej komunikacji? Zmiana kanału komunikacyjnego? Z jakiego? Przecież oni już nie mają żadnej ze sobą komunikacji. Chodzi właśnie o stworzenie od nowa jakiejkolwiek formy komunikacji, by wyjaśnić facetowi co się z nią dzieje, że w żadnym wypadku nie jest to z jego winy i ona postara się pójść do psychologa i zwalczyć swoje koszmary, bo wie jak on cierpi. Odpowiedz Link
kutuzow głupi był że czekał -to jedyna jego wina. 30.06.11, 23:01 n.wataha napisał: > Chodzi właśnie o stworzenie od nowa jakiejkolwiek formy komunikacji, by wyjaśni > ć facetowi co się z nią dzieje, że w żadnym wypadku nie jest to z jego winy i o > na postara się pójść do psychologa i zwalczyć swoje koszmary, bo wie jak on cie > rpi. Nie wiem czy wiesz ale od "komunikacji" mężowi wcale nie będzie lepiej. Poza tym "komunikacja" nie sprawi że związek zostanie skonsumowany. Autorka może wyjaśniać na milion sposobów swój stan (faktyczny czy też ten "podkolorowany") i on nawet moze to rozumieć i współczuć na poziomie emocjonalnym, co nie zmieni faktu, że jego podniecenie nadal będzie sięgało zenitu. Nadal zakładasz wbrew temu co pisze autorka że ona chce coś z tym zrobić (pójść do psychologam zwalczyć koszmary), ja jakoś nie widziałem takich deklaracji. Wręcz widziałem odmienne -ze psycholog jest za daleko, a od przebicja błony dziewiczej to można się wręcz wykrwawić na śmierć (tyle krwi się leje). Odpowiedz Link
n.wataha Re: głupi był że czekał -to jedyna jego wina. 30.06.11, 23:11 kutuzow napisał: > > Nie wiem czy wiesz ale od "komunikacji" mężowi wcale nie będzie lepiej. Poza ty > m "komunikacja" nie sprawi że związek zostanie skonsumowany. Autorka może wyjaś > niać na milion sposobów swój stan (faktyczny czy też ten "podkolorowany") i on > nawet moze to rozumieć i współczuć na poziomie emocjonalnym, co nie zmieni fakt > u, że jego podniecenie nadal będzie sięgało zenitu. Nadal zakładasz wbrew temu > co pisze autorka że ona chce coś z tym zrobić (pójść do psychologam zwalczyć ko > szmary), ja jakoś nie widziałem takich deklaracji. Wręcz widziałem odmienne -ze > psycholog jest za daleko, a od przebicja błony dziewiczej to można się wręcz w > ykrwawić na śmierć (tyle krwi się leje). No tu masz moją zgodę. Ale mnie nie chodzi o to by wyłącznie mu wyjaśniła sytuację, lecz również poinformowała, że poważnie zabiera się za leczenie swojego stanu. Czyli nie tylko wyjaśnienie co z nią jest, ale rownież zabranie się poważnie by odwrócić ten stan. Jeśli osoba mieszkająca gdzieś w głuszy zabitej dechami dowie się, że ma poważną chorobę i jeśli jej nie wyleczy umrze lub stanie sie kaleką, odpowie, że nie będzie się leczyć, bo w jej głuszy nie ma lekarza, to powiem, że jest warta swojej choroby. To samo z autorką. Guzik mnie obchodzi, ze w jej miasteczku nie ma specjalisty. Ma do wyboru, albo do śmierci będzie sama jak palec, albo ruszy dupsko i pojedzie do miasta, gdzie znajdzie odpowiedniego specjalistę. Piłka leży teraz po jej stronie. My jedynie naświetliliśmy jej sytuację w jakiej się znalazła. Co z nią zrobi zależy już tylko od niej samej. Odpowiedz Link
songo3000 Re: głupi był że czekał -to jedyna jego wina. 01.07.11, 00:19 Zmiana kanału komunikacji z werbalnego na zdaje się zaproponowany pisemny. Autorka pisała, że rozmowy, w tym 'poważne' były przez te wszystkie LATA tylko jakoś dziwnie ostatnio zdechły. Czego tu nie rozumieć? Skoro rozmowy były a pełnego seksu jak nie było tak nie ma logika podpowiada, że poprawa komunikacji nic w tym kontekście nie pomoże. > cję, lecz również poinformowała, że poważnie zabiera się za leczenie swojego st > anu. Czyli nie tylko wyjaśnienie co z nią jest, ale rownież zabranie się poważn > ie by odwrócić ten stan. Bardzo fajnie, słusznie i w ogóle. Tylko jeden szkopuł - Autorka NIE ZABIERA się za 'poważne rozwiązanie tego problemu'.... Właśnie dlatego piszę, kolego że po raz kolejny bajasz w oderwaniu od faktów. Odpowiedz Link
kag73 Re: głupi był że czekał -to jedyna jego wina. 01.07.11, 00:29 To trzeba przyznac, ze sie rzeczywiscie nie zabiera za amiane sytuacji, fakt. Ja tam zrozumialam, ze jej stan obecny odpowiada, ona jest zaspokojona, wszystko gra...tylko ten facet, ktory glowe zawraca. Ale kto wie, moze dla swietego spokoju, jednak zacznie dzialac. Zaczela pytac na forum a to juz cos. Moze jednak dostrzegla koniecznosc zmian, trwalo bo trwalo, ale... Odpowiedz Link
songo3000 Re: głupi był że czekał -to jedyna jego wina. 01.07.11, 23:11 A ja widzę konieczność wyniesienia butelki po Tymbarku z resztami soku z mojego gabinetu. I absolutnie nie oznacza to, że od trzech tygodni kiwnąłem czy tam kiwnę palcem co by jej się pozbyć :) Rozumiem problem, trochę zajeżdża, kiepsko wygląda ale..., krytyczne to dla mnie nie jest więc postoi. Może sama się wyniesie? :DDD Aha. Przykład nie jest z kosmosu, hehehe. Odpowiedz Link
zamyslonaona Re: głupi był że czekał -to jedyna jego wina. 02.07.11, 14:55 Wydaje mi sie że tu problem jest nie tyle z budową waszych narządów rozrodczych co z Twoim stresem na samą myśl penetracji.Ten stres i napięcie mięsniowe może doprowadzac do niezależnego od woli skurczu mięśni wokoł wejscia do pochwy, oraz bólu przy próbie wprowadzania prącia. Może przez te lata unikałas seksu głównie z lęku przed zajsciem w ciąże a wyznanie religijne było dla Ciebie pewnego rodzaju przykrywką. Ten lęk urosł w Tobie do tego stopnia że seks przestał kojarzyc się z czymś przyjemnym, łączącym obojga ludzi, a kojarzył się jednoznacznie z problemami jakie potem mogą nastąpic czyli niechcianą ciążą. Twój partner z miłosci do Ciebie postanowił czekac mając nadzieję że po ślubie sie wszystko zmieni. Ty teraz zamiast cieszyc się wspólnym życiem zamartwiasz się jak sprostac jego oczekiwaniom i to pogłębia ten stres. Musisz wiedziec że seks to nie tylko doznanie fizyczne, ale i emocjonalne dlatego jest tak ważne w związku i nie zakładac z gory że nie będziesz miała częstej chęci na męza skoro jeszcze ze sobą nie współzyjecie tak naprawdę. Te nieudane próby mogą tylko zniechęcac i nie dziwie Ci sie że masz już dośc ochoty próbowania dalej skoro nie wychodzi. Przede wszystkim powinnaś o tym przestac myślec i zamartwiac się, ten seks powinien nastepowac spontanicznie, jeśli juz widzisz że mąż próbuje czegoś wiecej niż tylko przytulania pozwól mu na to i nie myśl że znów nie wyjdzie, znów będzie bolec bo takie myślenie własnie przyczynia się do skurczu mięsni pochwy i nie wychodzi. Musisz też wiedziec o tym że na poczatku ten seks nie jest idealny że mija trochę czasu byście sie poznali w tych sferach i dopasowali do siebie. Powinniście wyjechac gdzieś na wakacje wyluzowac się, a ty z każdym podejsciem męża nie myslec o tym że nie wyjdzie, nie stresowac się tak tym w końcu wyjdzie, pochwa jest bardzo rozciągliwa, potrafi dostosowac się do każdego rozmiaru członka, to nie będzie żaden ból, a przerwanie błony dziewiczej jest często nawet nieodczuwalne. Moim zdaniem ten ból powodujesz sama przez stres i lęk. Polecam także do przeczytania jeszcze artykuł www.papilot.pl/ginekolog/1678/Pochwica-zabiera-mi-radosc-z-seksu.html powodzenia Odpowiedz Link
n.wataha Re: głupi był że czekał -to jedyna jego wina. 01.07.11, 09:50 songo3000 napisał: > Zmiana kanału komunikacji z werbalnego na zdaje się zaproponowany pisemny. Auto > rka pisała, że rozmowy, w tym 'poważne' były przez te wszystkie LATA tylko jako > ś dziwnie ostatnio zdechły. > > Czego tu nie rozumieć? Skoro rozmowy były a pełnego seksu jak nie było tak nie > ma logika podpowiada, że poprawa komunikacji nic w tym kontekście nie pomoże. > > > cję, lecz również poinformowała, że poważnie zabiera się za leczenie swoj > ego st > > anu. Czyli nie tylko wyjaśnienie co z nią jest, ale rownież zabranie się > poważn > > ie by odwrócić ten stan. > Bardzo fajnie, słusznie i w ogóle. Tylko jeden szkopuł - Autorka NIE ZABIERA si > ę za 'poważne rozwiązanie tego problemu'.... > > Właśnie dlatego piszę, kolego że po raz kolejny bajasz w oderwaniu od faktów. No tutaj przyznam Ci rację. Najpierw może czyny, a potem słowa. Czyli, najpierw niech zacznie się leczyć, a potem zakomunikuje o tym facetowi (że się leczy). Bo faktycznie, po kiego grzyba mówić komuś o tym, że się go kocha i pragnie naprawić sytuację, gdy faktycznie wcale się nic nie robi by ją naprawić. Raczej spowoduje to u mężczyzny reakcję "znów mnie próbuje wziąć na litość". Odpowiedz Link
songo3000 Re: głupi był że czekał -to jedyna jego wina. 01.07.11, 23:20 > Bo faktycznie, po kiego grzyba mówić komuś o tym, że się go kocha i pragnie nap Zazwyczaj po to co by najtańszym kosztem krótkoterminowo oddalić problem :) Z oddaniem pożyczki znajomemu, gdy nie mamy kasy też tak się robi :D Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: głupi był że czekał -to jedyna jego wina. 01.07.11, 11:49 Wcale nie napisałam nigdzie, że leje się morze krwi... Napisałam tylko że trochę się boję tego momentu jak krew poleci.. wiem że to pewnie będzie parę kropel... Bardziej boję się samego bólu, przebicia błony + rozpychania... Odpowiedz Link
po-trafie Re: młode małżeństwo a 1-ego razu brak 30.06.11, 16:47 Brzmisz jak dziewcze, ktore jest calkiem otwarte: mowisz o milosci oralnej, o masturbacji, o orgazmie. Nie jestes wiec z aseksualnych ludzi, ktorzy nie maja potrzeb, czy czuja niechec do jakiejkolwiek formy zblizen. Zdaje sie tylko, ze masz swoja sfere bezpieczenstwa, przyzwyczailas sie do niej i wszystko co 'poza' niesamowicie cie spina. Piszesz o bolu, o strachu przed krwia, o tym ze maz bedzie tego chcial nieustannie. Pelen seks miedzy dwojgiem ludzi, ktorzy sie kochaja moze byc bardzo piekny, laczacy, pozwalajacy na bycie bardzo razem i bardzo blisko. Zeby do tego dojsc trzeba jednak cwiczyc, poznawac sie, pracowac nad soba, rozmawiac, eksperymentowac, obserwowac swoje reakcje. Bol czy krwawienie moze sie pojawic przy pierwszym razie, ale jesli bylas u ginekologa i on nie stwierdzil zadnych nieprawidlowosci w twojej budowie, to bol przy wlozeniu 2 palcow jest glownie wynikiem spiecia, wysuszenia od spiecia, tego ze cialem sie 'bronisz' przed zblizeniem. Jesli bedziesz sie bronila, to to faktycznie nigdy nie wyjdzie. Przede wszystkim: nie masz sie czego bac. Pamietaj, ze to nie jest krzywda i jesli maz nie jest jakos nienaturalnie gigantycznie zbudowany to NIC zlego ci sie nie stanie. Pochwa jest bardzo elastyczna i jesli jej na sile nie zaciskasz to jest w stanie rozciagac sie swobodnie do odpowiedniego ksztaltu i dopasowywac. Nie mysl o tym jak o jakims przymusie, ktory ty dla meza MUSISZ, bo on CHCE. Sprobuj wzbodzic w sobie ekscytacje, ciekawosc, chec odkrycia tego aspektu swojej seksualnosci i tego jak mozecie sie soba cieszyc, okazywac sobie emocje, byc razem. Pierwszy raz nie bedzie supermagicznieswietny, bo chyba dla nikogo nie jest, ale nie mozna sie zniechecac. Sprobuj sie zrelaksowac, checiec, otworzyc, nie traktowac tego jak brutalnej krzywdy. Jesli nie masz blony, to zaproponowalabym nawet samodzielna zabawe z jakims gadzetem, zeby sie oswoic. Wlozenie sobie samej palca lub dwoch, moze jakas zabawke, zeby zapoznac sie ze swoim wnetrzem, poczuc ze to nie jest od razu brutalny koniec swiata. Jesli oswoisz sie z zabawka, moze maz moglby sie z toba taka zabawka (nie mowie tu o zadnym wielgachnym wibratorze!!) pobawic i stopniowo doszlibyscie do pelnego stosunku. W kazdym razie: nie zamykaj przed wami tej sciezki. To jest piekne przezycie i warto pozwolic sobie dzielic je z partnerem. Powodzenia! Odpowiedz Link
ania_05 Re: młode małżeństwo a 1-ego razu brak 30.06.11, 20:22 Jeśłi Ci zależy na małżenstwie, to nie ,,rozmawiaj poważnie,, tylko cos z tym zrób, bo zostawi Cię chłop na 100% forum.gazeta.pl/forum/f,1182,Partnerstwo_i_seks.html Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: młode małżeństwo a 1-ego razu brak 01.07.11, 19:25 Przez ponad 6 lat jej nie zostawił a teraz nagle po ślubie to zrobi:-) Odpowiedz Link
lemon_curd No i jak? Udało się? Któreś rady zastosowane? 01.07.11, 03:11 Mam też kilka pytań: jak przygotowywaliście się do małżeństwa? Co czytałaś do tej pory o seksualności? Jaki masz jej obraz? Jakie masz pragnienia (nie jakieś konkretne, ale jakbyś chciała ją widzieć). Nawet jeśli jesteś b. wierząca, to katolicki seks wcale (zwłaszcza dzisiaj) nie opiera się na "odbębnianiu obowiązku małżeńskiego". Coraz więcej pisze się i mówi na temat radości współżycia w małżeństwie, coraz swobodniej. Przygotowywałaś się do tego? Bo najbardziej przykre, gdy seks trwale zacznie kojarzyć Ci się z czymś nieprzyjemnym. Pierwszy raz może taki być, ale i tak często jest niezwykłym przeżyciem. Dalej jest tylko lepiej. Warto byś się nie poddawała. Jeśli się podda własne życie seksualne, to potem NAPRAWDĘ ma się problem w małżeństwie/związku/życiu. Seks jest piękny, dobry i ważny. Seks można uprawiać z szacunkiem, radością, zabawą, bez stresu, spięcia. Z miłością, fajnie. Najważniejsze jest to, byś cały czas o tym pamiętała. Seks ma niesamowitą moc. Nie tylko może się stworzyć z niego nowe życie, czyli potomstwo, co ma też ważną biologiczną funkcję, ale on naprawdę buduje relacje między ludźmi. Ci ludzie na tym forum, którym brakuje seksu... Nie brakuje im tylko "wsadzenia", "spuszczenia się" czy "żeby mi ktoś wsadził". Brakuje im intymności, miłości oraz uczucia bycia pożądanym, bycia czyimś pragnieniem. Ludzie nie chcą byle jakiego seksu, moim zdaniem. A jeśli podejdzie się do seksu dobrze, to szybko można się wyćwiczyć i po prostu wspaniale go przeżywać. A wypracowanie sobie "dobrego seksu" w związku, dobrej komunikacji na jego tematu, umiejętności rozmawiania, ufania sobie jest naprawdę bardzo niedocenionym fundamentem na przyszłość. I dlatego naprawdę warto, byś myślała o seksie dobrze i byś próbowała stosować się do mądrych (podkreślam!) rad. Nie bój się. :) Liczę, że za pół roku napiszesz, że mąż ledwo dyszy, a Ty jesteś przeszczęśliwa i jest super! Odpowiedz Link
pppopularny wszystkiemu winna polska mentalność! 01.07.11, 11:24 w tym kraju nie ma edukacji seksualnej, dostępności środków antykoncepcyjnych, jest natomiast katolicka moralność, zakaz aborcji i powszechne udawanie, że seks nie dotyczy nastolatków, a ciąża to "błogosławieństwo boże" dla kobiety! i efektem tego są tacy ludzie, którzy w mocno zaawansowanym wieku i po ślubie nie są w stanie prowadzić normalnego życia seksualnego, bo po drodze nabawili się masę schiz i fobii dotyczących erotyki! pytanie podstawowe - dlaczego dorosła, wykształcona kobieta ma takie opory, lęk przed ciążą, przed reakcją otoczenia, rodziny, ujawnieniem swojej seksualności jaki prezentuje autorka wątku? bo są środowiska, w których pozamałżeńska ciąża skreśla dziewczynę w społeczności a wiedza o antykoncepcji jest blokowana przez kościelne nauczki o tym jakie szkodliwe są pigułki antykoncepcyjne, które wszystkie te problemy w dużej mierze rozwiązują! dla niektórych lepiej nabawić się pochwicy i być niezdolnym do życia w małżeństwie niż iść pod prąd stereotypom panującym w środowisku, w którym "seks jest tylko po ślubie a dzieci zsyła Bóg bogobojnym rodzinom"! najbardziej ze wszystkiego dziwi mnie ten facet, który daje się tyle lat trzymać "w przedsionku" i nawet po ślubie nie potrafi sprawnie przeprowadzić akcji rozdziewiczenia żony, widocznie jego doświadczenia seksualne są tak mizerne (a facet jest przed 30!), że aż śmiech na sali. i nie jest to wypowiedź seksualnego macho tylko normalnego faceta, który nie wyobraża sobie takiej relacji z kobietą i trwania wiele lat w takim związku, który nie zaspokaja jego podstawowych potrzeb - z nimi widocznie też nie wszystko w porządku! Odpowiedz Link
kutuzow Rola bliskości w związku autorki ;-) 01.07.11, 11:49 jarzebinka1984 napisała: "Na ślub zdecydowaliśmy się, gdyż oboje byliśmy już po studiach, kupiliśmy mieszkanie.. więc kolejnym etapem był ślub.. Rodzina też już ciągle pytała kiedy.. No i stwierdziliśmy, że czas najwyższy.. " link: forum.gazeta.pl/forum/w,15128,126497793,126624809,Re_mlode_malzenstwo_a_1_ego_razu_brak.html jarzebinka1984 napisała: "On może zawsze i wszędzie że tak powiem, natomiast ja żeby zbliżyć się do niego fizycznie potrzebuję dużej bliskości duchowej... " link: forum.gazeta.pl/forum/w,15128,126497793,126595901,Re_Nadal_nie_widze_sensu.html Jak widać związek był w sam raz "przyjacielski" żeby się ożenić, ale nie było wystarczającej "bliskości duchowej" żeby go skonsumować. To troche tak jakby budować dom od dachu. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Jakbym czytała o sobie... 01.07.11, 16:26 Byłam w taki związku... Mój pierwszy poważny związek, jeszcze w czasach liceum. Tak, miałam pełno zahamowań, mój facet zresztą świetnie mnie w nich utrzymywał:-) Np. gadając o tym, że nie mógłby być w związku z dziewczyną, którą ktoś już kiedyś miał. Przekaz był prosty- jeśli się z nim prześpię, będę bezwartościowa, nikt mnie już nie będzie chciał:-) Seks jawił się jako coś poniżającego kobietę. Terapia mogłaby mi pomóc ale pod warunkiem, że najpierw wybrałby się na nią mój eks, bo sam miał wiele zahamowań. Z drugiej strony naciskał na seks stosując właśnie techniki, które stosuje mąż autorki wątku. Szantaż emocjonalny- obrażanie się, straszenie rozstaniem (ale nie potrafił odejść, nawet gdy mu to proponowałam, zresztą to ja musiałam zdecydowanie zakończyć związek), ciche dni, wzbudzanie poczucia winy itd. www.emocje.net.pl/szantaz-emocjonalny/ W końcu, po kilku latach chodzenia dałam mu. Nie dlatego, że byłam ciekawa, podniecona, ale dlatego, że nie chciałam słuchać fochów, było mi go żal. To była tragedia. Przez dłuższy czas tak jak u autorki wątku nie mogło dojść w ogóle do penetracji. Bardzo bolało fizycznie, nie byłam w ogóle podniecona a jeśli nawet się udało to w chwili, gdy próbował całkowicie mi przechodziło. Ależ poczułam ulgę, gdy z od niego odeszłam! Ulgę, że nie będę musiała już tego robić. Pomyśleć, że kilka lat później, mojemu obecnemu facetowi, dałam dlatego, że nie byłam w stanie mu odmówić:-) Nie wierze, że chodziło tylko o zahamowania. Choć przyznaje, że w tamtych czasach miałam niezdrowe wyobrażenie na temat seksu. Na początku mojego 3 związku dalej miałam jeszcze sporo zahamowań, bałam się seksu i ciąży ale ten strach nie był tak silny jak ochota, żeby iść na całość:-) Myśle, że chodziło o brak pożądania względem faceta i jego podejście do tematu "seks jest zły". Nie wierze, że kobieta może mieć udane życie seksualne z facetem, który sam seksu się brzydzi... Tacy panowie często właśnie na żony szukają sobie dziewic (nie twierdze, że każdy, który związał sie z dziewicą ale jednak mnie się zapala lampka ostrzegawcza)... Pytania, które bym Ci zadała: - Na ile pragniesz swojego faceta. Czy jesteś wilgotna, gdy się do Ciebie dobiera? Czy zdarzyło Ci się mieć ochotę, żeby w Ciebie wszedł? Czy zdarza Ci się czuć skurcze w cipce, kiedy się zabawiacie? - Jakie podejście do seksu ma Twój facet? Czy gardzi tymi wszystkimi puszczalskimi? Czy zdarza my się przy Tobie krytykować jakąś kobietę, która czerpie przyjemność z seksu? A może boi się ciąży? - Czy czujesz presje, chcesz to zrobić dla świętego spokoju, bo już czas, bo będzie obrażony, bo jest Ci go żal? - Czy często rezygnujesz ze swoich potrzeb bo nie chcesz kogoś (matki, męża) urazić, zasmucić, zdenerwować? Czy potrafisz asertywnie powiedzieć nie? - Dlaczego się z nim związałaś? Czy boisz się samotności? Czy wyobrazasz sobie możliwość rozstania? Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: Jakbym czytała o sobie... 01.07.11, 16:48 Tak się zastanawiam co by było, gdybym została z tamtym facetem... Pewnie wdzielibyśmy ślub, zamieszkali razem, seks byłby raz na trzy miesiące i byłby dla mnie męczarnią. Może zaczęlibyśmy się starać o dziecko (choć przyznaje, że z tamtym facetem pewnie ciężko byłoby mi się zdecydować a wpadka przy częstotliwości 4 razy do roku to byłby cud:-) Pewnie żyłabym w błogiej nieświadomości, że seks może być przyjemny albo nawet bezbolesny. Raz na trzy miesiące, gdy miałabym już dosyć marudzenia, rozkładałabym nogi i w myślach robiłabym listę zakupów. Facet wszedłby kiedyś na to forum i narzekałby, że ma oziębłą kobietę i "czy zasłużyłem już na kochankę":-) Nie odszedłby ode mnie, tego jestem pewna, pomimo, że seks był fatalny chciał ze mną zamieszkać, wziąć ślub i mieć dzieci. No chyba, że dopiero po dwójce dzieci i 40 (miałby poczucie, że wycisnął ze mnie tyle ile się dało). Najlepsze jest to, że na forum miałabym opinie egoistycznej, leniwej żony a on skrzywdzonego, wykorzystanego biedaczka:-) Przecież zmusiłam go do ślubu, płodzenia zieci zaciągania kredytu. Tylko, że do tej pory nie wiem co miałabym zrobić, żeby tamten związek uratować? Nikt jeszcze nie znalazł rozwiązania tego problemu od tej strony mniej chcącej... Odpowiedz Link
ollena Re: Jakbym czytała o sobie... 01.07.11, 16:55 Wszystko się ułoży, dajcie sobie trochę czasu:) Nie dziwię się, że penetracja nie sprawia ci żadnej przyjemności, skoro nie masz takich doświadczeń. U mnie było podobnie - zadowalałam się pettingiem, etc., więc pierwszy "pełnowartościowy" stosunek przeżyłam późno. Na początku nie było lekko (ból, dyskomfort), za czasem się ułożyło, choć do dziś penetracja nie sprawia mi dużej frajdy. To, że mam(y) udane życie seksualne zawdzięczam temu, że dużo rozmawiamy o swoich potrzebach i ich dynamice, słuchamy siebie i staramy się dbać o przyjemność partnera. Cierpliwość i dobra komunikacja są jednak nieodzowne. Dzięki temu znamy swoje potrzeby, potrafimy i chcemy się zaspokoić. I nikomu nie przeszkadza, że być może nigdy nie przeżyję orgazmu pochwowego. Cierpliwości zatem, nie zrażaj się:) Tu jest tak, jak z innymi aktywnościami (choć określenie może nie najszczęśliwsze): trzeba ćwiczyć, aż się nabierze biegłości. Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: Jakbym czytała o sobie... 08.07.11, 12:42 Też mam nadzieję, że nam się to ułoży :) Odpowiedz Link
songo3000 Re: Jakbym czytała o sobie... 01.07.11, 19:51 > Byłam w taki związku... No i jasne... bo już się bałem, że Ci się jakiś totalny radykalizm włączył :) Porównanie jest średnie bo: - Ty w końcu 'dałaś' a u Autorki po latach nie zanosi się na to - Twój facecik obrzydzał seks i miał jak czytam generalnie negatywne zapatrywania na niego a mężulo Autorki... chyba wręcz przeciwnie. - twój facecik szukał sobie dziewicy co by zadośćuczynić swoim schizom a mężulo... po prostu po latach 'chodzenia' tak z tym ślubem 'wyszło' i tyle. Zresztą kto miał parcie na ślub to już przeczytaliśmy. Songo3000 - wredny feminista Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: Jakbym czytała o sobie... 01.07.11, 22:13 > - Ty w końcu 'dałaś' a u Autorki po latach nie zanosi się na to Nie jestem pewna czy mu nie dała... Zresztą u mnie trwało to też kilka dobrych miesięcy zanim doszło do konkretów... "Przy pierwszym razie (były 2 poważne próby) używaliśmy bezwonnego lubrykantu. Przy pierwszej próbie czułam, że był w środku i ogólnie było nawet spoko, nie bolało za bardzo, no ale to już ogólnie długo trwało i mąż nie wytrzymał... Było mi tak szkoda, bo naprawdę fajnie szło.. Natomiast druga próba to już kompletna porażka... " > - Twój facecik obrzydzał seks i miał jak czytam generalnie negatywne zapatrywan > ia na niego a mężulo Autorki... chyba wręcz przeciwnie. No właśnie nie jestem tego pewna jakie pan ma zapatrywania. Może to przypadek a może nie? > - twój facecik szukał sobie dziewicy co by zadośćuczynić swoim schizom a mężulo > ... po prostu po latach 'chodzenia' tak z tym ślubem 'wyszło' i tyle. Też tak trafił:-) Pewnie gdybym nie była, marudziłby, robił wyrzuty ale i tak by ze mną był. Albo ten koleś jest na maksa dupowaty albo sam ma zaburzenia w tym zakresie i sytuacja mu odpowiadała... Może faktycznie chodzi o to pierwsze ale ostatnio było tu tyle wątków biednych wykorzystanych mężów dziewic, że troszkę pojechałam stereotypami:-) Swoją drogą chciałabym poczytać to od jego strony... Cóż pewnie trzeba poczekać do czasu aż się rozmnożą:-) Odpowiedz Link
songo3000 Re: Jakbym czytała o sobie... 01.07.11, 23:06 > Nie jestem pewna czy mu nie dała... Hehe, faktycznie. Skoro sama zainteresowana nie jest pewna to kto ma wiedzieć :) > No właśnie nie jestem tego pewna jakie pan ma zapatrywania. M A czy jest choć ślad o tym w postach Autorki? Ja nie widzę więc nie wnioskuję w tą stronę. > Swoją drogą chciałabym poczytać to od jego strony... Cóż pewnie trzeba poczekać > do czasu aż się rozmnożą:-) Przyznasz chyba, że ten przypadek jest jednak dosyć ekstremalny. Nie widzę tu szans na zapylenie. Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: Jakbym czytała o sobie... 08.07.11, 12:41 Pytania, które bym Ci zadała: - Na ile pragniesz swojego faceta. Czy jesteś wilgotna, gdy się do Ciebie dobiera? Czy zdarzyło Ci się mieć ochotę, żeby w Ciebie wszedł? Czy zdarza Ci się czuć skurcze w cipce, kiedy się zabawiacie? Wilgotna robię się pod wpływem pieszczot. Na samą myśl o zbliżeniu nie. Skurcze zdarza mi się czuć (po orgazmie).. Ochota żeby wszedł czasami była, ale pewnie gdyby spróbował to ochota w ciągu jednej sekundy zmieniłaby się w strach.. - Jakie podejście do seksu ma Twój facet? Czy gardzi tymi wszystkimi puszczalskimi? Czy zdarza my się przy Tobie krytykować jakąś kobietę, która czerpie przyjemność z seksu? A może boi się ciąży? Hmm gardzi to może za duże słowo, ale na pewno nie pochwala takiego zachowania. Co do krytykowania kobiet... - chyba nie było takiej sytuacji. Ewentualnie jak oglądamy w tv jakiś program i się wypowiadają takie co to na prawo i lewo lub zdradzają - no to na pewno nie podoba się mężowi. W ogóle potępia zdradę.. Ciąży na pewno się nie boi. Dla niego nie byłaby to żadna tragedia a wręcz myślę, że by się ucieszył.. - Czy czujesz presje, chcesz to zrobić dla świętego spokoju, bo już czas, bo będzie obrażony, bo jest Ci go żal? Nie do końca. Jakąś tam presję czuję, ale nie w taki sposób, że "bo będzie obrażony".. Po prostu uważam, że czas najwyższy na to.. I nie wierzę, że w grę może tu wchodzić niedojrzałość do seksu.. W końcu tyle lat tworzymy związek, były między nami zbliżenia, jesteśmy małżeństwem, wszystko jest tak jak być powinno i to jest naturalny kolejny krok.. Ale wiem też, że wytworzyła się we mnie jakaś dziwna bariera.. która to utrudnia. - Czy często rezygnujesz ze swoich potrzeb bo nie chcesz kogoś (matki, męża) urazić, zasmucić, zdenerwować? Czy potrafisz asertywnie powiedzieć nie? I tu trafiłaś w mój czuły punkt ;) Potrafię czasami postawić na swoim, ale generalnie jestem bardzo uwrażliwiona i empatyczna i często robię coś czy mówię tak żeby kogoś nie zranić, zrobić mu przyjemność itd. Albo nie robię czegoś żeby komuś nie było przykro.. - Dlaczego się z nim związałaś? Czy boisz się samotności? Czy wyobrazasz sobie możliwość rozstania? Bo go pokochałam. Mamy ze sobą dużo wspólnego. Czuję, że jest moją pokrewną duszą.. Nie boję się samotności.. Możliwość rozstania wyobrażam sobie, ale z pewnością byłoby to ciężkie.. Odpowiedz Link
timetotime Jak troll może wygenerować taki ruch w wątku??? 01.07.11, 16:47 Ludzie, opamiętajta się! :)))))))))))))) Odpowiedz Link
sisi_kecz Re: Jak troll może wygenerować taki ruch w wątku? 01.07.11, 19:48 timetotime napisała: > Ludzie, opamiętajta się! :))))))))))))))' oj, nie widzisz że wątek stał sie enklawą ekspresji dla wszystkich, którym Bravo nie wydrukowało relacji z "Pierwszego razu" w swoim słynnym gazetowym kąciku? Teraz maja okazję podzielić sie ze światem tym wiekopomnym wydarzeniem- trochę zrozumienia Kochanieńka. ;) Odpowiedz Link
biotka do autorki z własnego doświadczenia 01.07.11, 23:09 Droga Autorko! Nie dałam rady przeczytać wszystkich postów w wątku, ale starałam się chociaż większość. Mimo to chcę napisać coś od siebie, bo byłam w nieco podobnej sytuacji. Mój pierwszy mąż był zarazem moim pierwszym partnerem seksualnym (on też zaczynał ode mnie). Nie czekaliśmy z seksem do ślubu tylko do mojej matury ;) To był mój pomysł, uważałam, że muszę być w momencie pierwszego razu gotowa na wszelkie konsekwencje, głównie chodziło o ciążę. Przed tym pierwszym razem przez rok byliśmy wiecznie napaleni ;) intensywnymi pieszczotami regularnie zaspokajaliśmy się nawzajem. No i nastąpił pierwszy raz... Kompletna porażka - byłam zupełnie zamknięta i czułam tylko ból. Nie udało się raz, drugi i trzeci. Potem nastąpiły długie miesiące bolesnych i krótkich stosunków bez satysfakcji z mojej strony, często ze łzami, ale bardzo chciałam. Poszłam do lekarza, który orzekł, że wszytko ok, trzeba dużo ćwiczyć i wyluzować (polecał wino). Po jakimś czasie doszliśmy do pewnej wprawy i mogliśmy się kochać z satysfakcją dla obojga, gdzieś po drodze wzięliśmy ślub, ALE... teraz z perspektywy rozpadu tamtego małżeństwa, moich romansów i obecnego szczęśliwego małżeństwa wiem, że wszystkie problemy wzięły się z mojej głowy. Po pierwsze od początku czułam podświadomie, że cała odpowiedzialność za konsekwencje spadnie na mnie. Po drugie wtedy bałam się ciąży. Po trzecie ta sytuacja początkowa spowodowała lęk i zamykanie się przez całe lata. Po czwarte dopiero przy następnych kochankach dowiedziałam się, że robiliśmy to kiepsko, za krótko, za płytko i w ogóle bez sensu, a do tego przyzwyczaiłam się wcześniej do orgazmu przez konkretny rodzaj pieszczot co też utrudniało zadanie. Po piąte brakowało mi zaufania i poczucia bezpieczeństwa, do czego doszłam po rozmowie z psychologiem ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, bo przecież tak kochałam... Po szóste miałam nerwicę (długo) Mam tylko jedną radę - popracuj z psychologiem nad sobą, nie wiem czy to coś da, czy tu leży sedno, ale nie zaszkodzi. A nóż okaże się, że musisz tylko poznać źródło lęku? U mnie skończyło się dobrze dla mnie i seksu (niczego nie żałuję i teraz mam bardzo udany związek pod tym względem), ale źle dla tego pierwszego małżeństwa. Powodzenia! Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: do autorki z własnego doświadczenia 02.07.11, 00:19 > Po szóste miałam nerwicę (długo) A co nerwica ma do seksu? Możesz rozwinć temat? Odpowiedz Link
na_chwilke_tylko Re: do autorki z własnego doświadczenia 02.07.11, 01:08 zakletawmarmur napisała: > > Po szóste miałam nerwicę (długo) > > A co nerwica ma do seksu? Możesz rozwinć temat? > Nie pozwala się wyluzować, odprężyć, skupić na przyjemności. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: do autorki z własnego doświadczenia 02.07.11, 01:50 To chyba jednak nie mam nerwicy. Mam ostatnio takie nowe hobby, doszukuje się chorób (głównie psychiczne) i na topie właśnie była nerwica. Ale problemów z wyluzowaniem, skupieniem na tym co przyjemne akurat nie mam:-) Odpowiedz Link
biotka Re: do autorki z własnego doświadczenia 02.07.11, 08:36 Tak nerwica nie pozwala do końca się wyluzować i poczuć dobrze nawet jak Ci się wydaje, że wszystko jest ok to w którymś momencie wyłazi. Ja już chyba się swojej nerwicy pozbyłam, ale długo to trwało. Odpowiedz Link
zamyslonaona Re: do autorki z własnego doświadczenia 02.07.11, 14:56 Wydaje mi sie że tu problem jest nie tyle z budową waszych narządów rozrodczych co z Twoim stresem na samą myśl penetracji.Ten stres i napięcie mięsniowe może doprowadzac do niezależnego od woli skurczu mięśni wokoł wejscia do pochwy, oraz bólu przy próbie wprowadzania prącia. Może przez te lata unikałas seksu głównie z lęku przed zajsciem w ciąże a wyznanie religijne było dla Ciebie pewnego rodzaju przykrywką. Ten lęk urosł w Tobie do tego stopnia że seks przestał kojarzyc się z czymś przyjemnym, łączącym obojga ludzi, a kojarzył się jednoznacznie z problemami jakie potem mogą nastąpic czyli niechcianą ciążą. Twój partner z miłosci do Ciebie postanowił czekac mając nadzieję że po ślubie sie wszystko zmieni. Ty teraz zamiast cieszyc się wspólnym życiem zamartwiasz się jak sprostac jego oczekiwaniom i to pogłębia ten stres. Musisz wiedziec że seks to nie tylko doznanie fizyczne, ale i emocjonalne dlatego jest tak ważne w związku i nie zakładac z gory że nie będziesz miała częstej chęci na męza skoro jeszcze ze sobą nie współzyjecie tak naprawdę. Te nieudane próby mogą tylko zniechęcac i nie dziwie Ci sie że masz już dośc ochoty próbowania dalej skoro nie wychodzi. Przede wszystkim powinnaś o tym przestac myślec i zamartwiac się, ten seks powinien nastepowac spontanicznie, jeśli juz widzisz że mąż próbuje czegoś wiecej niż tylko przytulania pozwól mu na to i nie myśl że znów nie wyjdzie, znów będzie bolec bo takie myślenie własnie przyczynia się do skurczu mięsni pochwy i nie wychodzi. Musisz też wiedziec o tym że na poczatku ten seks nie jest idealny że mija trochę czasu byście sie poznali w tych sferach i dopasowali do siebie. Powinniście wyjechac gdzieś na wakacje wyluzowac się, a ty z każdym podejsciem męża nie myslec o tym że nie wyjdzie, nie stresowac się tak tym w końcu wyjdzie, pochwa jest bardzo rozciągliwa, potrafi dostosowac się do każdego rozmiaru członka, to nie będzie żaden ból, a przerwanie błony dziewiczej jest często nawet nieodczuwalne. Moim zdaniem ten ból powodujesz sama przez stres i lęk. Polecam także do przeczytania jeszcze artykuł www.papilot.pl/ginekolog/1678/Pochwica-zabiera-mi-radosc-z-seksu.html powodzenia w dalszych probach Odpowiedz Link
ljubenica z wlasnego doswiadczenia troche inaczej 06.07.11, 13:27 Też miałam problem z seksem w moim pierwszym związku, a raczej z rozpoczęciem "penetracji". Była to jedna z klasycznych pierwszych miłości trwająca ponad 5 lat i zakończona z wielkim hukiem. Nie dramatyzowała bym z tym całym szantażem i przekonaniami, że jak dziewczyna da to latawica, bo u mnie tego nie było, a problem się pojawił. Opisze sytuację i skutki to może uda mi się rzucić nowe światło: Zaczeliśmy być ze sobą w wieku 15,5 więc naturalnie nie byłam jeszcze gotowa na stosunek ale pieszczoty i to dość odważne były obecne od początku i częste (mieliśmy zapewnioną prywatność jak mało które dzieciaki). Im dłużej ze sobą byliśmy tym bardziej marzył nam się prawdziwy stosunek. Kochałam go, podniecał mnie ale przez jakiś jeszcze czas odmawiałam, bo mimo chęci było dla mnie za wcześnie. No i wreszcie nadszedł moment, że sama chciałam i to bardzo. No i zaczęły się te wszystkie próby- koszmar jakiś! Chlopak starał się bardzo, ja też się starałam, ale jak dochodziło do momentu wsadzenia to nagle: bol, spiecie i nie dam rady dalej. Kuriozalne sytuacje, nie wiem ile razy powtarzane, typu Ja; wchodz juz On: boli? Ja (przez zaciśnięte zęby): Nie On: to czemu masz taka minę jak bym ci krzywdę robił? Ja wybucham płaczem I po nastroju. Oboje załamani. Ja z poczuciem winy,że ze mną coś nie tak, chłopak z poczuciem winy, że mi sprawia ból. Rozmów milion, wzajemne zrozumienie, lekarz który nie stwierdza przeciwwskazań i milion prób, niektóre nawet "udane" (na trochę się udaje wejść, nawet coś ze stosunkiem ma to wspólnego, ale ogólne poczucie, że nie tak ma to wyglądać). Związek około 20stki stabilizuje się na poziomie nadal częstych i satysfakcjonujących pieszczot oralno ręcznych i czasem stosunku, który nawet zaczyna się udawać i dostarczać mi przyjemności, ale jest tak raz na kilka prób, nadal często odczuwam ból, co powoduje moja niechęć by zaczynać. Tak jak autorka wątku byliśmy zdecydowani w tej sytuacji brać ślub (byliśmy za młodzi ale w perspektywie czasu myśleliśmy o tym poważnie). Ale nastąpił zwrot w sprawie, mający związek właśnie z seksem. Pozwoliłam sobie na wakacyjną wyjazdową zdradę i dosadnie mówiąc: pod wpływem alkoholu (nie takim ze nie wiedziałam co robię) przedupczył mnie porządnie obcy, kilka lat starszy koleś. Nie pytał przy każdym ruchu czy boli tylko zdecydowanie i normalnie zabrał się do rzeczy a ja nie zgrywałam księżniczki która każdy mocniejszy nacisk boli ( i serio nie bolało!) i ot po całej sprawie. Jak katharsis jakieś normalnie:) Po intensywnym romansie wróciłam jeszcze na jakiś czas do chłopca, który pozytywnie zaskoczony moja zmiana obudził w sobie zwierza, ale cała sprawa nie potrwała długo bo wyrzuty sumienia kazały mi związek zakończyć. W każdym razie pod wpływem tego wątku, kiedy minęło kilka lat i od dawna mam wspaniały seks itd. myślę sobie co było źle, dlaczego i gdzie tkwił błąd. 1. teraz wiem, ze pierwsze związki choćby pełne miłości i najlepszych chęci nie są najlepsze, bo nie mamy porównania. potrzebne jest doswiadczenie i w seksie i w budowaniu relacji z innymi ludzmi. Żeby umieć się otworzyć, wiedzieć czego się oczekuje i jakie wyznaczyć granice. Wiem jednak, że jesli sie kogos kocha nie mozna go zostawic z powodu " jestes moim pierwszym wiec nara" 2. wielka miłość, delikatność partnera przy początku seksu nie zawsze jest najlepsza, bo w moim akurat przypadku chłopiec tak mnie kochał, ze najmniejszego bólu nie chciał mi sprawić. 3. używki: w tamtym związku nie było żadnych używek. chłopiec alkoholu nie pił wcale, mi nie zabraniał, ale dziwnie by było jak bym obaliła całe wino, a on nic, wiec piłam mało. Wiem, ze nie jest fajnie tracić dziewictwo po pijaku z byle kim ale jeśli mamy zaufana osobę a na trzeźwo nie da rady, to nie widzę przeciwwskazań żeby się wspomóc. Seks po alkoholu jest demonizowany za bardzo i ja osobiście uważam, że wnosi inną jakość i warto od czasu do czasu się spić:) Nie będę nic radzić autorce wątku, ale może jest jakaś analogia w tym co opisałam i jej problemem (nawet jeśli historia jest zmyślona wiem, że gdyby mój pierwszy związek trwał do dziś mogło by to wyglądać podobnie). Odpowiedz Link
kwiecius16 Re: z wlasnego doswiadczenia troche inaczej 06.07.11, 15:36 jakieś wieści od autorki postu? rozwija się sytuacja ? Odpowiedz Link
meg_8 Re: do autorki z własnego doświadczenia 22.07.11, 11:38 Dzieczyny... słuchajcie.. Kazdy jest inny, Kazdy ma swoje mysli swoje zachamowania i tak dalej... chcecie sie dowiedziec czegoś, co mogłoby pomóc? Wejdzcie na strone seksbaza.com/forum-czlonek-meski/index.php. Tam dowiecie sie czegos wiecej o facetach. I może rozwiążecie swoje problemy. pozdrawiam Odpowiedz Link
sisi_kecz Re: do autorki z własnego doświadczenia 22.07.11, 18:57 Zachamowania od chamulcy? Spamowac też trzeba umic ;-) Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: młode małżeństwo a 1-ego razu brak 08.07.11, 12:22 Witajcie! Byłam przez parę dni "odcięta od świata" - była jakaś awaria łącza internetowego. A u nas cóż.. Odbyliśmy poważną rozmowę.. W końcu. Dla mnie to bardzo ważne i dużo mi daje. Powiedziałam mężowi o moich obawach odnośnie naszego związku i parę innych nurtujących mnie spraw. Mąż "bił się w piersi" za niektóre swoje zachowania oraz orzekł, że nie chciałby mnie unieszczęśliwiać i jest gotów ponieść wszelkie konsekwencje.. Niemniej jednak ciągle ma nadzieje, że nam się uda.. Także generalnie nastąpiła poprawa stosunków między nami. Co do seksu hmm... mam to na uwadze i w najbliższych dniach zamierzamy spróbować. Mąż się nie może doczekać ;) Ja jeszcze parę dni temu podchodziłam do tego w miarę naturalnie, ale wczoraj podczas "naszego" zbliżenia jak pomyślałam, że miałby "próbować" to oblał mnie pot strachu :/ Zobaczymy jak to się dalej potoczy.. Pozdrawiam! Odpowiedz Link
chrrr Re: młode małżeństwo a 1-ego razu brak 08.07.11, 14:35 Czyli nic się nie zmieniło. Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: młode małżeństwo a 1-ego razu brak 08.07.11, 14:44 W sprawie 1-ego razu nie, w sprawie relacji - tak. Skoro tylko ten pierwszy raz jest tu najważniejszy to następnym razem wypowiem się jak będzie już po fakcie. Odpowiedz Link
janznepomuka jarzębinko -- nie czytaj!!!!! 08.07.11, 15:20 Nie wierzę, że Wam się uda wytrwać. Odpowiedz Link
nextvivi Re: młode małżeństwo a 1-ego razu brak 23.07.11, 07:57 Cełe forum postawione na nogi, ludzie robią wypociny żeby Ci doradzić a Ty nic. Spróbuj się upić wtedy się wyluzujesz. A drugi raz zróbcie to kiedy będziesz miała dzień płodny ok. 13-14 dni licząc od pierwszego dnia miesiączki, ale wtedy na trzeźwo. Odpowiedz Link
substantiall Re: młode małżeństwo a 1-ego razu brak 25.07.11, 18:05 chcica, smarowanie i dziecko murowane ;) Odpowiedz Link
jarzebinka1984 Re: młode małżeństwo a 1-ego razu brak 14.08.11, 23:14 Witajcie po dość długiej przerwie. Wchodzę, żeby się "pochwalić", że w końcu doszło do tego niesamowitego wydarzenia... Obyło się bez terapii.. Wystarczyła mi terapia polegająca na "uzdrowieniu" Naszych rozmów w związku.. Po wszystkim mogę stwierdzić, że te wszystkie lęki siedziały w mojej głowie i był to po prostu przeogromny strach przed bólem i całym tym przebiegiem tego 1-ego razu.. Za dużo chyba się naczytałam na różnych forach o różnych drastycznych przeżyciach, strasznym bólu itp. Natomiast jak było u "mnie"?? Naprawdę dobrze :) Nie było krwi, prób wejścia było kilka, ponieważ nie do końca się na początku udawało, poza tym był ból - rozpierający i silny, ale potem z żelem już poszło. Przewzięłam się i rozluźniłam i się udało :) Całości towarzyszył romantyczny nastrój. Świece, muzyczka, winko, wcześniej miła kąpiel... Ból był w zasadzie tylko na początku przy wejściu, natomiast w środku było już naprawdę przyjemnie :) Potem chwila przerwy i jeszcze raz doszło do penetracji i znów był spory ból przy wejściu, a dalej już w porządku. Mąż był zachwycony :) Ja zresztą też. To było niesamowite przeżycie i cieszę się, że Nam się w końcu udało. I naprawdę mi się spodobało :) Tak się bałam tego wszystkiego a było naprawdę dobrze... Teraz mogę jedynie powiedzieć, iż żałuję, że tak zwlekaliśmy.. To uczucie bliskości jest faktycznie świetne. Ale wiem, że partnera wybrałam dobrze i wartego tego wszystkiego. Czekał na mnie tak długo, kochając mnie przy tym niesamowicie, po wszystkim mnie przytulił i podziękował za to co mu dałam... Także warto było :-) Kto chce myśleć, że to troll - niech sobie tak myśli. Ja wiem, że to prawdziwa historia i data 02.08.2011 będzie dla Nas przełomowa :) Pozdrawiam! Odpowiedz Link
swiete.jeze Re: młode małżeństwo a 1-ego razu brak 14.08.11, 23:20 > Naprawdę dobrze :) > I naprawdę mi się spodobało :) Będzie jeszcze lepiej. Odpowiedz Link
kremowyptys Re: młode małżeństwo a 1-ego razu brak 15.08.11, 13:35 gratuluję :).Ja niestety jestem w podobnej sytuacji, tylko u mnie mąż nie ma ochoty się starać, to straszne, ale myśli tylko o własnej przyjemności. Jestem załamana. nie wiem ile to jeszcze potrwa. dla mnie to jest jakaś dziwna "patologia". On ma dużo chęci, a ja niestety rzadziej odczuwam taką potrzebę, ale właśnie problem jest ponieważ w tych sprawach jest egoistą. ja jak mam ochotę to potrzebuję dotyku i tego żeby on mnie "nakręcił" a on nic. i rozmowy nic nie dają. teraz zaczynam żałować że wcześniej z innym chłopakiem nie zaczęłam współżyć, może miałabym porównanie i wiedziałabym co robić. ciężko mi. i nie komentujcie tego złośliwie bo ja sama pluję sobie w twarz :/ Odpowiedz Link
sisi_kecz Re: młode małżeństwo a 1-ego razu brak 17.08.11, 10:55 arzebinka1984 napisała: > Witajcie po dość długiej przerwie. Wchodzę, żeby się "pochwalić", że w końcu do > szło do tego niesamowitego wydarzenia... Obyło się bez terapii.. Wystarczyła mi > terapia polegająca na "uzdrowieniu" Naszych rozmów w związku.. Po wszystkim mo > gę stwierdzić, że te wszystkie lęki siedziały w mojej głowie i był to po prostu > przeogromny strach przed bólem i całym tym przebiegiem tego 1-ego razu.' bardzo fajnie, że już po i napisalaś tutaj o tym, dla wszystkich, ktorzy poświęcili czas na pomaganie Tobie. Życzę kolorowego, udanego życia małżeńskiego :) uwaga poboczna: na podstawie Twoich opisów lęku, zahamowań i racjonalizowania sobie, że najlepiej gdyby stosunków nie było w ogóle, wiele osób mogło całkiem słusznei sugerować profesjonalną terapię. Nikt nie mógł stwierdzić, ze sie w koncu zaprzesz i wytrzymasz ten pierwszy ból- i co jesli nie dasz rady ? Dałaś radę i teraz po fakcie okazuje sie, że terapia nie była potrzebna. Ok, liczy się efekt- nieważne, czy z terapią czy bez. pozdro! Odpowiedz Link