Czy(m) kobiety osaczają mężczyzn

14.07.11, 20:43
Pytanie raczej do Panów, ale oczywiście nie tylko. Tak poczytuję różne wątki, nawet ostatnio na innym forum konkretnie czytam, jak mężczyzna, mimo że, jak się wydaje, kocha, to nie chce się wiązać z kobietą. Jak często to kobiety dążą do stałego związku, chcą założyć rodzinę - wiadomo, rodzina może być dla nich celem samym w sobie. A mężczyźni odwlekają tę decyzję, mówią jak to nie są gotowi, potem czują się jacyś nawet zniewoleni, już tylko praca, dbanie o rodzinę - duża odpowiedzialność. Ale nie chodzi mi o ogólne teoretyzowanie, ale konkretne zachowania kobiety powodujące, że mężczyzna uznaje, że kobieta za bardzo wchodzi na jego terytorium, że mu się narzuca, daje za mało wolności. Czy można nazwać, opisać jej konkretne zachowania powodujące, że on potrafi się wręcz ze związku wycofać, odpuścić, mimo że kocha. Tylko dlatego, że widzi gotową i chętną kobietę. No bo gdy ona nie chce, to on o nią będzie oczywiście zabiegał, będzie w swoim żywiole. Czy nie można by już tych gierek odpuścić? ciągle będziemy jak ci myśliwi i zwierzyna do gonienia? Wydaje się, że mężczyźni źle przyjmują sytuację, że to nie oni decydują, ale kobieta o fakcie bycia razem, czy ślubu. I zdarza się, że ona czeka aż delikwent się zdecyduje, mimo, że wie że są dla siebie stworzeni, to nic nie powie, żeby go nie zrazić, niech to on będzie tą stroną decydującą, albo niech chociaż ma taką iluzję - zrobi ta bardziej sprytna. Może ten problem występuje bardziej na początku znajomości, ale chyba pewne strategie można zauważyc w długotrwających związkach.
    • sisi_kecz Re: Czy(m) kobiety osaczają mężczyzn 16.07.11, 09:42
      czytam, jak mężczyzna, mimo że, jak się
      > wydaje, kocha, to nie chce się wiązać z kobietą.'

      Naprawdę nigdy bym sie takim ględzeniem, nie przejmowała- takie teksty to dyskwalifikacja- bez urazy, bo jego prawo, ale do widzenia.

      pozdro!
      • urquhart Dyskwalifikacja 16.07.11, 10:24
        sisi_kecz napisała:
        > Naprawdę nigdy bym sie takim ględzeniem, nie przejmowała- takie teksty to dyskw
        > alifikacja- bez urazy, bo jego prawo, ale do widzenia.

        Większość facetów pchających sie dziś do żeniaczki jak świnie na świniobicie, nie przypuszcza nawet ze to oni współcześnie stają się zwierzyną co raczej kiepsko świadczy o ich inteligencji i powinno dykwalifikować jak kobieta ma refleksje jakie geny powinno mieć potomstwo w które bedzie inwestować.
        Akurat ja uważam że ostrożność to przejaw inteligencji a nie dyskwalifikacji.
        Chociaż może to być zwykła fobia, ale tą charakteryzują jeszcze inne cechy.
        • sisi_kecz Re: Dyskwalifikacja 16.07.11, 10:35
          Większość facetów pchających sie dziś do żeniaczki jak świnie na świniobicie'

          Napiszę tak jak andziaa: pomiędzy facetem, który mówi że kocha ale wiązać sie nie będzie, a świniaczkiem radośnie biegnącym na swoje świniobicie, jest jeszcze .... całe bogactwo tego świata ;)

          Zachęcam do porzucenia namiętnie uprawianej sofizmatyki, na rzecz czegos, co można nazwać dyskusją z wymianą światopoglądów.

          oni współcześnie stają się zwierzyną co raczej kieps
          > ko świadczy o ich inteligencji '

          to jest Twój światopogląd, ok- ale czy:
          sam jesteś tą zwierzyną, czy wzajemnie mierzycie do siebie z dubeltowki z żoną, czy to Ty ją patroszysz?
          bo rozwiązania partnerskie, satysfakcjonujące obie strony i pozwalające obojgu partnerom czerpać radość z życia, nie wchodzą w grę z założenia tego światopoglądu ;)

          Akurat ja uważam że ostrożność to przejaw inteligencji a nie dyskwalifikacji.'

          Nie ma problemu, ze tak uważasz.
          Ja nie pisze o kimś kto m problem, żeby po miesiącu znajomości sie określić, tylko o kimś, kto mówi ze kocha- ale ta jego miłość nie za bardzo chyba dotyczy partnerki, bo z nią przysżłości nie widzi.

          pozdro!
          • urquhart Re: Dyskwalifikacja 16.07.11, 10:49
            sisi_kecz napisała:
            > to jest Twój światopogląd, ok- ale czy:
            > sam jesteś tą zwierzyną, czy wzajemnie mierzycie do siebie z dubeltowki z żoną,
            > czy to Ty ją patroszysz?
            > bo rozwiązania partnerskie, satysfakcjonujące obie strony i pozwalające obojgu
            > partnerom czerpać radość z życia, nie wchodzą w grę z założenia tego światopogl

            Co się niepotrzebnie napuszasz.
            Przecież o tym piszę tylko nie raczysz zauważyć jakoś przyzwyczajona do czołobitnej feminom retoryki.
            Ja wybrałem dawno temu poniekąd nieświadomie w nastoletniej głupocie i idealizmie.
            Co nie zmienia że dziś jestem świadom co mnie to kosztuje, co mi to rekompensuje, i utrzymuje bilans na satysfakcjonujący plus. Pilnując partnerskiego układu.
    • urquhart Świadome podjęcie odpowiedzialności 16.07.11, 10:10
      bia-la napisała:
      > Jak często to kobiety dążą do
      > stałego związku, chcą założyć rodzinę - wiadomo, rodzina może być dla nich cel
      > em samym w sobie. A mężczyźni odwlekają tę decyzję, mówią jak to nie są gotowi,
      > potem czują się jacyś nawet zniewoleni, już tylko praca, dbanie o rodzinę

      Generalnie w każdych badaniach przeczytasz że założenie rodziny, urodzenie dziecka to statystycznie okres ogromnego spadku satysfakcji życiowej szczególnie dla mężczyzn, ale kobiet też. Satysfakcja życiowa wraca do normy typowo po wyjściu dzieci z domu. Jeżeli związek do tego okresu dotrwa. I to nie tylko formalnie...
      Ci którzy nie biorą tego pod uwagę i lekceważą są albo na tyle głupi i nieodpowiedzialni żeby to ignorować, albo od razu biorą pod uwagę wyjście ze się z tego wymiksują.
      Bywa że mają kobiecą psychikę i też ich to ciągnie ale to zaledwie parę procent populacji.
      Ci którzy się podejmują ŚWIADOMIE, muszą mieć pewność że robią to dla jakiegoś celu i coś im to ZREKOMPENSUJE.

      > , opisać jej konkretne zachowania powodujące, że on potrafi się wręcz ze związk
      > u wycofać, odpuścić, mimo że kocha.

      Mój przyjaciel, mówił że kiedyś po sparzeniu dmuchał na zimne i miał taki test na rance, umawiał się przy sklepie z niemowlęcymi ubrankami. Jak pani wpadała przy witrynie w zachwyt, to nie wiadomo jak atrakcyjna by była była skreślona. :)

      Pozdr
      • kawitator Re: Świadome podjęcie odpowiedzialności 16.07.11, 11:35
        Może wrócimy do meritum czyli pytania autorki
        W sposób mocno skomplikowany i zagmatwany pyta :
        Dlaczego młodzi wartościowi faceci nie chcą się żenić nawet jak kochają ?

        Kochają ? Tak mówią bo wiedzą, ze ciupcianie będzie wtedy szybciej i tyli.
        a sprytne skomplikowane, i mądre wykształcone kobitki łykają jak gęsi kluski

        Można odpowiedzieć krótko Bo nie ! Choć chyba autorce nie o to chodziło.

        Młodzi przystojni poukładani faceci mający przed sobą jakąś przyszłość nie chcą się żenić Nie mają do tego powodu . Pokaż mi co się im zmieni na lepsze? Seksu maj dosyć bo dziewczyny dają bez problemów i nie są ograniczeni do jednej. Kobitki które ich otaczają są w wersji demo. Toż to sama przyjemność Po ślubie zaraz taka przechodzi w wersję komercyjną a to jak niebo i ziemia.
        Z racji wieku podeszłego obserwuję taka grupę właśnie takich młodych 23-32 lata facetów wysokich przystojnych uprawiających sporty walki, kończących studia , zakładających firmy czy robiących kariery. Mało który z nich dał się złapać na stały związek nie mówiąc o małżeństwie Wolą zajmować się pracą, swoimi rozrywkami typu motocyklowa wyprawa do afryki czy rejs koło Grenlandii niż żyć rodzinnie zajmując się muchami w nosie i PMS kobitki. Kobitki i owszem kręcą się wokół nich jak ćmy wokół lampy ale jak któraś próbuje się zagospodarować czyli przynosi ciuszki i szczoteczkę do zębów do mieszkania faceta natychmiast wylatuje. Ci nieliczni usidleni trafili na KOBITKI ( duże litery świadomie) ale to jest rzadkość ( takie kobitki ) Zwykle zaczynaj się rozglądać za stała kobitka gdzieś koło 33 roku życia ale wtedy rówieśniczki to już nie ten target Wybierają co najlepsze 7- 8 lat młodsze. Na dodatek są już świadomi czego oczekują i wyćwiczeniu w standardowych chłitach marketingowych używanych przez łowczynie mężów.
        Odpowiedziałem Howg

        • sisi_kecz Re: Świadome podjęcie odpowiedzialności 16.07.11, 11:57
          Młodzi przystojni poukładani faceci mający przed sobą jakąś przyszłość nie chcą
          > się żenić Nie mają do tego powodu . Pokaż mi co się im zmieni na lepsze? Seksu
          > maj dosyć bo dziewczyny dają bez problemów i nie są ograniczeni do jednej. Ko
          > bitki które ich otaczają są w wersji demo. Toż to sama przyjemność Po ślubie z
          > araz taka przechodzi w wersję komercyjną a to jak niebo i ziemia.
          >(...) Zwykle zaczynaj się rozglądać za stała kob
          > itka gdzieś koło 33 roku życia '

          A co się zmieni na lepsze po ślubie w 33 roku życia ?

          ;)
          • sea.sea Re: Świadome podjęcie odpowiedzialności 16.07.11, 13:08
            > A co się zmieni na lepsze po ślubie w 33 roku życia?
            Mój znajomy, mniej więcej w podobnym wieku, ojciec dwójki niewielkich dzieciąt twierdzi coś w stylu, że: mniej więcej w tym wieku człowiek już co nieco doświadczył, wie, że wyżej dupy nie podskoczy, dopadają go jakieś egzystencjalne rozkminy, więc strzela sobie dzieciaka bo przy dziecku przez dłuższy czas zwyczajnie nie ma czasu ani siły się zastanawiać "dokąd zmierzamy, skąd przyszliśmy" :)
            • brak.polskich.liter Re: Świadome podjęcie odpowiedzialności 16.07.11, 13:35
              Dokladnie. Zreszta, po 10-15 latach nieustajacych balang/ wypadow motocyklowych/ skokow na bungee/ innych chgw taki lifestyle ma prawo zwyczajnie sie znudzic. Spowszedniec. Jak kazda inna rozrywka.
              Czasem, doswiadczywszy tego i owego, odkrywa sie niewystaczalnosc danego stylu zycia. Chcialoby sie czegos wiecej OPROCZ balang/ wypadow/ etc.

              Kawior i szampan moga byc niezwykle atrakcyjne dla tych, ktorzy owe znaja glownie z opowiesci. Ale na diecie skladajacej sie WYLACZNIE z kawioru i szampana dlugo sie nie pociagnie.
              • sisi_kecz Re: Świadome podjęcie odpowiedzialności 16.07.11, 13:43
                Zgadza sie co mówice: sea.sea i b_p_l, to jakby oczywista oczywistość ;)

                Ale ja sie pytam z rozmysłem, a kawitator z rozmysłem zamilkł (lub poleciał obiad robić;), co takiego zmienia sie na lepsze w życiu mężczyzny kiedy się żeni?
                bo kawi, tłumaczy pięknie tego młodziana do lat 32, że woli wersję demo,
                w takim razie albo:
                to nie kobiety wmanewrowują facetów w ślub, tylko oni tego chcą sami, po nasyceniu się balangami,
                albo ślub jest ok dla każdej płci, tylko dla każdego w innym momencie życia.

                ale czekam, co tam kawitator napisze, jak pozmywa...

                ;)
                • sea.sea Re: Świadome podjęcie odpowiedzialności 16.07.11, 13:49
                  A no tak, przepraszam, przed trzecią kawą nie dotarło do mnie, że ja tak między wódkę i zakąskę właściwie, a tu dyskusja z tradycjami :D
                  • sisi_kecz Re: Świadome podjęcie odpowiedzialności 16.07.11, 13:59
                    sea.sea napisała:

                    > A no tak, przepraszam, przed trzecią kawą nie dotarło do mnie, że ja tak między
                    > wódkę i zakąskę właściwie, a tu dyskusja z tradycjami :D'

                    wcale nie :)

                    więc odpowiedz może mi, jak to w końcu widzisz:
                    facet ma seks, ma radochę i swobodę, to wszystko traci lub nic więcej nie zyska biorąc ślub,
                    a skąd sie zatem bierze motywacja, kiedy nagle piknie wiek chrystusowy?
                    zyska więcej seksu, radochy, swobody po ślubie?
                    gdzie jest ten bonus, który go pcha do zaręczyn?

                    napisałaś fajnie, o tym kumplu.
                    Chce mieć dziecko- to byłoby wyjaśnienie, ale też chyba nie w smak naszym forumowym ekspertom ;)

                    pozdro!
                    • sea.sea Re: Świadome podjęcie odpowiedzialności 16.07.11, 14:10
                      Presja społeczna? Status społeczny? Konformizm?
                      Ja sobie mogę gdybać, nie znam zbyt wielu facetów w tym wieku spełniających kryteria, a chętnie bym zapytała. Większość ślubów do jakich doszło wśród moich znajomych wynika z motywacji "a bo już tyle jesteśmy razem no to w sumie by wypadało w końcu..."
                      • kawitator Re: Świadome podjęcie odpowiedzialności 16.07.11, 16:08
                        Ale ja sie pytam z rozmysłem, a kawitator z rozmysłem zamilkł (lub poleciał obiad robić;),
                        Poleciał ale w górki które zaczynaj się mu tuż za oknem ;-PP a gotować lubię i umiem ale nie tom razom.

                        A co się zmieni na lepsze po ślubie w 33 roku życia ?
                        W sensie rzeczowym materialnym – Nic
                        Wszelkie zachodzące przewartościowania to wynik zachodzących zmian w osobowości faceta.
                        To co jeszcze jakiś czas temu np. utrzymywania żony i potomka /potomków wydało się jakąś piramidalną bzdurą i przegrywało w przedbiegach z fajną wyrypą nagle staje się uzasadnione i pożądane. To nie jest tak że ktoś zmusza faceta. On nagle sam zaskoczony uważa, że potrzeby rodziny są na pierwszym miejscu. Zapieprza na jej rzecz i ma z tego satysfakcję. W zgodnej opinii ekonomistów najciężej i najefektywniej pracującą grupą są heteroseksualni faceci posiadający żony i dzieci. Dlatego to o te MHSzŚwinie ciągną ten świat do przodu. Nie każdemu się tak udaje bowiem nie każdy ma to szczęście trafić na swojej drodze na nieporypaną kobitkę lub lepiej mało komu się to udaje bowiem nieporypana kobitka to brylant i jako taki to rzadkość prawdziwa.
                        :-PPPPPPP Tak nawiasem. Mnie się udało więc naocznie widzę ze kobitka może pojechać z tobą na rejs bez marudzenia a i pieluszkowe zapalenie mózgu nie jest obowiązkowe i nieuniknione.
                        Taki facet koło 33 znający już ciut kobitki ma znacznie większe szanse na to, że odwali co bardziej porypane niż szczawik dociągnięty do ołtarza przez pierwszą która się napatoczyła.
                        • sisi_kecz Re: Świadome podjęcie odpowiedzialności 18.07.11, 09:33
                          kawitator napisał:

                          > Ale ja sie pytam z rozmysłem, a kawitator z rozmysłem zamilkł (lub poleciał obi
                          > ad robić;),
                          > Poleciał ale w górki które zaczynaj się mu tuż za oknem ;-PP '

                          i słusznie, lato jest takie krótkie,
                          za oknem mam lasy i jeziora, więc komp też przegrywa w czasie wolnym :)

                          > Wszelkie zachodzące przewartościowania to wynik zachodzących zmian w osobowości
                          > faceta.
                          > To co jeszcze jakiś czas temu np. utrzymywania żony i potomka /potomków wydało
                          > się jakąś piramidalną bzdurą i przegrywało w przedbiegach z fajną wyrypą nagle
                          > staje się uzasadnione i pożądane. To nie jest tak że ktoś zmusza faceta. On n
                          > agle sam zaskoczony uważa, że potrzeby rodziny są na pierwszym miejscu. Zapiepr
                          > za na jej rzecz i ma z tego satysfakcję.'

                          Połączyłabym tą wypowiedź z tym co odpowiedział kolega sea.sea (mieć dziecko i przestać sie zastanawiać: kim jestem i po co żyję?)
                          i wtedy mogę sie podpisać.

                          P.S. coś po rejsie nie poznaję kolegi, ile frustracji w kierunku kobietek,
                          poszło sie j...ć ;)
                          • urquhart OSTROŻNOŚĆ 18.07.11, 10:22
                            sisi_kecz napisała:
                            > P.S. coś po rejsie nie poznaję kolegi, ile frustracji w kierunku kobietek,
                            > poszło sie j...ć ;)

                            Znowu nie możesz załapać różnicy pomiędzy fajną kobietką o szczęśliwym wyborze której pisze Kawi, a roszczeniowymi jędzami, sekutnicami, wojującymi harpiami przedmiotowo traktującego swojego faceta jako konia pociągowego i dostarczyciela dóbr dla rodziny od którego ona którego egzekwuje "psie obowiązki" (Dzieki Mujerka, uwielbiam to jakże wartościujące określenie).
                            Jedno drugiemu nie równe, a ostrożność bierze się z braku możliwości łatwego nieodróżnienia jednych od drugich. Ot OSACZANIE jest dobrym kryterium, przy którym powinno zapalić się czerwone światełko ostrzegawcze.
                            Ci faceci co nic nie nie osiągnęli reprezentują sobą niewiele ryzykują, ci zaś którzy coś reprezentują łatwo mogą być ograbieni i wycyckani całkowicie zgodnie z literą prawa kodeksu rodzinnego.

                            Generalnie w wieku trzydziestu paru lat rysuje się przepaść pomiędzy facetami którzy do czegoś dochodzą i coś reprezentują a nie nieudolnymi lub leniwymi utracjuszami marzycielami popijającymi piwko na kanapie których to przykład wciąż przywołuje Zaklęta. Ci pierwsi są jak na przykład rozsierdzający regularnie feminy Kutuzow (pozdraw!) są atrakcyjnym kąskiem do ograbienia i uwłaszczenia się na ich majątku co znakomicie wspiera nasze prawo i wracając do omawianego tematu manipulacji nie zapewnia żadnych gwarancji czy praw facetowi a za to oferuje wiele jego wybrance z SAMEGO FAKTU zawarcia związku i założenia rodziny.
                            • sisi_kecz Miłego dnia! 18.07.11, 10:33
                              Znowu nie możesz załapać różnicy pomiędzy fajną kobietką o szczęśliwym wyborze
                              > której pisze Kawi'

                              Akurat meritum nie jest: jaka jest kobietka, tylko jak zmienia sie podejście mężczyzny.

                              Pozostańmy przy swoich poglądach i nie widzę sensu, aby wszczynać znowu kilometrowe rozważania o roszczeniowości kobiet a wygodnictwie mężczyzn.

                              Moze Tobie sie chce, ale ja passuję.

                              P.S. Te co lecą na kutuzowa, po paru miesiącach odlatują- śmiem twierdzić, że "fajna kobietka" nie ma u niego, co szukać i właśnie przez swoje fobie skazuje się na te niefajne.

                              pozdro!
                              • urquhart Re: Miłego dnia! 18.07.11, 10:57
                                sisi_kecz napisała:
                                > Akurat meritum nie jest: jaka jest kobietka, tylko jak zmienia sie podejście m
                                > ężczyzny.

                                Jedno drugiego wcale nie wyklucza. Wierzysz że mężczyźni są ci źli a kobiety jedynie te dobre? :)
                                Ja twierdzę jedynie że temat wykorzystywania kobiet jest szeroko znany, a wykorzystywania mężczyzn wstydliwy. A ludzie potrafią być podli niezależnie od płci.
                                Jak twierdzą psycholodzy destrukcyjne mechanizmy zakodowane są i tak w podświadomości i najczęściej wyniesione z domu rodzinnego, a umysł jedynie subiektywnie racjonalizuje pozorne przyczyny.
                                Zarówno w przypadku kobiet jak i mężczyzn. :)

                                > Pozostańmy przy swoich poglądach i nie widzę sensu, aby wszczynać znowu kilomet
                                > rowe rozważania o roszczeniowości kobiet a wygodnictwie mężczyzn.
                                > Moze Tobie sie chce, ale ja passuje

                                A jednak dla kogoś kto stoi przed życiowym wyborem może mieć znaczenie czy mężczyzna jest jedynie ostrożny czy już wygodnicki. Twoja prosta klasyfikacja "dyskryminacji pana" jest bardzo krzywdząca.
                                Pozdrawiam Nieustająco. :)
                                • sisi_kecz Re: Miłego dnia! 18.07.11, 11:11
                                  > A jednak dla kogoś kto stoi przed życiowym wyborem może mieć znaczenie czy mężc
                                  > zyzna jest jedynie ostrożny czy już wygodnicki. Twoja prosta klasyfikacja "dysk
                                  > ryminacji pana" jest bardzo krzywdząca.'

                                  być może krzywdząca jest ta kwalifikacja, ale właśnie taką mam- dyskwalifikuje (dyskwalifikował;) u mnie by tekst: kocham Cię, ale nie wiem czy chcę się wiązać.
                                  Przez słowo kocham rozumiem widać co innego niż ostrożność.

                                  pozdro!
                                  • urquhart Re: Miłego dnia! 18.07.11, 11:26
                                    sisi_kecz napisała:
                                    > być może krzywdząca jest ta kwalifikacja, ale właśnie taką mam- dyskwalifikuje
                                    > (dyskwalifikował;) u mnie by tekst: kocham Cię, ale nie wiem czy chcę się wiąza
                                    > ć.

                                    Ale rozróżniasz wartość takiej deklaracji dwudziestolatka gołodupca od trzydziestoparolatka z konkretnym (własnym) dorobkiem?

                                    Zasadniczo jestem przekonany że mylisz miłość z jej składową namiętnością. Z definicji namiętność to: stan odczuwania silnego i nieodpartego uczucia do drugiej osoby, które powoduje utratę KONTROLI INTELEKTUALNEJ nad zachowaniem.
                                    Ostrożność to właśnie poniekąd to kontrola intelektualna.
                                    • sisi_kecz Re: Miłego dnia! 18.07.11, 11:38
                                      Zasadniczo jestem przekonany że mylisz miłość z jej składową namiętnością.'

                                      zabawne, bo wlaśnie zauważylam ta pomyłkę u Ciebie ;)

                                      czyli że jak facet mówi że kocha- bo czuje namiętność, to jeszcze nie musi znaczyć ,że chce sie wiązać, jak to??? a składowe milości: intymność, zaangażowanie są jakby w takiej deklaracji pominięte i to nieby jest miłość i uzasadnione uzycie slowa: kocham?

                                      To, ze on zauroczył się namietnością, to nie jest miłość i jesli nie chce angażować się w tą relację, to jest to tylko chęć ciupciania- jak pisał kawitator.

                                      Ale rozróżniasz wartość takiej deklaracji dwudziestolatka gołodupca od trzydzie
                                      > stoparolatka z konkretnym (własnym) dorobkiem?'

                                      juz pisałam, ze nie chodzi o hurra-ślub po dwóch tygodniach znajomości.
                                      raczej o przypadki jak kutuzow- żenić sie nie chce nigdy, bo ma jakiś problem z podjęciem zobowiązania.

                                      pozdro!

                                      pozdro!
                              • kutuzow Sól w oku :-) 18.07.11, 11:20
                                sisi_kecz napisała:

                                P.S. Te co lecą na kutuzowa, po paru miesiącach odlatują- śmiem twierdzić, że "
                                > fajna kobietka" nie ma u niego, co szukać i właśnie przez swoje fobie skazuje s
                                > ię na te niefajne.

                                Sisi, widzę, że mój przykład jest solą w oku dla Ciebie. Nie dość że mam (już) 35 lat -czyli jestem już 2 lata poza wskazanym tu wiekiem "decyzyjnym" 33 lata, to jeszcze jestem w szczęśliwym związku z piękną kobietą i co ważne potrafimy zbudować związek na innych zasadach niż większość (małżeństwo, wspólnota majątkowa, itp).

                                Pozwól że przypomnę Ci raz jeszcze zasady którym się kieruje i wymień proszę która z tych zasad tak odstrasza kobiety:

                                - szczerość (jak wspomniałem moje partnerki od początku znają moje podejście do życia, moje zasady życiowe (nie negocjuje z terrorystami, nie pozwalam na powolne zawłaszczanie mej przestrzeni metodą "gotowania żaby")
                                - "staroświeckie" podejście do finansów. Uważam, że to rolą faceta jest dbać o dom i utrzymanie rodziny. Także na mojej głowie są wszystkie większe wydatki takie jak rachunki, zakupy, remonty, wycieczki itp. Budżet kobiety jest dla niej.
                                - podejście, że obie strony MUSZĄ dbać o związek jeśli chcą go utrzymać. Wg mnie udany związek to ten w którym OBIE strony są bo czują się kochane i szczęśliwe, a nie ten w którym są bo odpowiednio wysokie "koszty wyjścia" (rozwód, kredyt, dzieci) nie pozwalają im na zaczęcie innego zwiazku od nowa.
                                Mam cudowną kobietę o którą dbam najlepiej jak potrafię, ona zaś widzi we mnie faceta z którym chce być i dba o mnie najlepiej jak potrafi. Dopóki oboje mamy takie podejście, nie potrzebny jest nam ślub. Jeśli zaś przestaniemy kochać i przestanie nam zależeć (oby nie), to czy warto być wtedy ze sobą tylko ze względu na ślub, kiedy już nie czuje się miłości do tej drugiej strony i widać przepaść w podejściu?

                                • sisi_kecz Re: Sól w oku :-) 18.07.11, 11:29
                                  Akurat Twój przypadek jest tu tak rozkminiony, z wypowiedziami drugiej strony (blossom_hill) włącznie, że może dlatego taki interesujący.
                                  Sam piszesz o sobie i swoich zasadach do bólu i to w sposob ciekawy, poza tym jest to oryginalne podejście i do obserwacji w czasie.
                                  Nie mam z tym problemu, jest to dla mnie tylko interesujący obiekt do obserwacji.

                                  jestem w szczęśliwym związku z piękną kobietą i co ważne potrafimy
                                  > zbudować związek na innych zasadach niż większość (małżeństwo, wspólnota majątk
                                  > owa, itp).'

                                  nie wątpię w to, tyle że jota w jotę pisałeś, pisaliście o swoim związku z blossom.

                                  A skoro już tak zeznajesz, to zadam to zabawne pytanie:

                                  powiedziałeś jej już, ze ją kochasz ?

                                  pozdro!
                                  • kutuzow Re: Sól w oku :-) 18.07.11, 11:46
                                    Sisi ---> Jak pisałem wczesniej, Blossom prosiła, abym nie poruszał tego tematu na forum, także jestem w dość nieciekawej sytuacji. Jeśli dotrzymam obietnicy nadal będę wystawiony na bezpodstawne zarzuty, jeśli zaś chciałbym wyjasnić sprawę, złamię obietnice.

                                    Jeśli chcesz możemy pogadać via skrzynka gazety.
                                    • sisi_kecz Re: Sól w oku :-) 18.07.11, 13:20
                                      Nie ma problemu, nie interesują mnie szczegóły rozstania.

                                      Czas pokaże czy :
                                      - wreszcie trafiłeś na kobietę, która wyznaje Twój światopogląd,
                                      - oraz czy ją pokochasz.

                                      Trzymam kciuki!
                                      :)
                        • aandzia43 Re: Świadome podjęcie odpowiedzialności 18.07.11, 19:05
                          > Wszelkie zachodzące przewartościowania to wynik zachodzących zmian w osobowości
                          > faceta.
                          To nie jest tak że ktoś zmusza faceta. On n
                          > agle sam zaskoczony uważa, że potrzeby rodziny są na pierwszym miejscu.

                          Dziękuję ci, Kawi, za tę opinię z ust mężczyzny. Przewartościowanie i nowe potrzeby, nie uleganie manipulacjom drugiej strony :-) No, nie wiem, jak niektórzy panowie to przełkną? ;-P

                          Nie każdemu si
                          > ę tak udaje bowiem nie każdy ma to szczęście trafić na swojej drodze na niepory
                          > paną kobitkę lub lepiej mało komu się to udaje bowiem nieporypana kobitka to
                          > brylant i jako taki to rzadkość prawdziwa.

                          Tu sprawa jest prosta, jak budowa cepa. Nieporypane kobitki trafiają się nieporypanym facetom. Chcesz mieć fajną żonę? Bądź fajnym facetem.


                          Taki facet koło 33 znający już ciut kobitki ma znacznie większe szanse na to
                          > , że odwali co bardziej porypane niż szczawik dociągnięty do ołtarza przez pier
                          > wszą która się napatoczyła.

                          Z metryki wynikałoby, że faktycznie ma większe szanse na dobry wybór. Z racji braku parcia na zdobycie laski do regularnego bzykanka - też (bo panny i bez wchodzenia w stały związek dają chętnie). Teraz jeszcze tylko trzeba mieć rozum (inteligencja emocjonalna, brak skrzywień osobowościowych, brak nieprzerobionych traum) na miejscu ;-)
              • kawitator Re: Świadome podjęcie odpowiedzialności 16.07.11, 16:12
                Kawior i szampan moga byc niezwykle atrakcyjne dla tych, ktorzy owe znaja glown
                > ie z opowiesci. Ale na diecie skladajacej sie WYLACZNIE z kawioru i szampana dl
                > ugo sie nie pociagnie.
                Ale na kawiorze i piwie można nawet kilka tygodni :-) Doświadczenie zostało przeprowadzone z sukcesem :-P
                • brak.polskich.liter Re: Świadome podjęcie odpowiedzialności 17.07.11, 15:50
                  Ze z sukcesem, w to nie watpie. Ale pare tygodni to ma byc dlugo? Phi ;)
        • sisi_kecz Re: Świadome podjęcie odpowiedzialności 18.07.11, 09:28
          > Kochają ? Tak mówią bo wiedzą, ze ciupcianie będzie wtedy szybciej i tyli.'

          Zgadzam się z tym, i dlatego stwierdziłam, że z takim facetem, jesli nie interesuje nas układ only-ciupcianie, to mówimy sobie do widzenia i każdy szuka swego szczęścia dalej.

          pozdro!
        • kawitator Re: Świadome podjęcie odpowiedzialności 23.07.11, 21:54
          Kochają ? Tak mówią bo wiedzą, ze ciupcianie będzie wtedy szybciej i tyli.
          > a sprytne skomplikowane, i mądre wykształcone kobitki łykają jak gęsi kluski
          Tutaj naukawe potwierdzenie prawd znanych każdemu myslącemu od lat

          fitness.sport.pl/fitness/1,107703,9995325,Mezczyzni_pierwsi_wyznaja_milosc__Dla_seksu_.html
    • tully.makker Re: Czy(m) kobiety osaczają mężczyzn 17.07.11, 12:31
      IMHO dzieje sie to tak: pewnego dnia facet spotyka kobiete, o ktorej wie, ze to jest TA. I TĄ chce miec na wlasnosc i wylacznosc, bo nie moze zniesc mysli, ze moglby ja stracic, albo ze moglby ja bzykac ktos inny. Pilnie sie wiec stara zalozyc jej zlote kajdanki i alemu swiatu obwiescic: moje - wara!

      Oczywscie , mnostwo jest slubow z przyzwyczajenia, bo juz czas, bo rodzice, bo wspolnie chcialby sie wziac kredyt. Szczerze wspolczuje obu stronom takich zwiazkow.
      • urquhart Re: Czy(m) kobiety osaczają mężczyzn 18.07.11, 07:42
        tully.makker napisała:
        > IMHO dzieje sie to tak: pewnego dnia facet spotyka kobiete, o ktorej wie, ze to
        > jest TA. I TĄ chce miec na wlasnosc i wylacznosc, bo nie moze zniesc mysli, ze
        > moglby ja stracic, albo ze moglby ja bzykac ktos inny

        Jak na kobietę kreującą się na pragmatyczną i stąpającą twardo po ziemi w tym temacie wykazujesz zaskakujący romantyczny idealizm graniczący z naiwnością marzeń typowej księżniczki czekającej na przybycie rycerza na białym koniu.
        :)
      • kutuzow Ludzie z natury są leniwi + moje wyjasnienie wieku 18.07.11, 11:39
        tully.makker napisała:

        > IMHO dzieje sie to tak: pewnego dnia facet spotyka kobiete, o ktorej wie, ze to
        > jest TA. I TĄ chce miec na wlasnosc i wylacznosc, bo nie moze zniesc mysli, ze
        > moglby ja stracic, albo ze moglby ja bzykac ktos inny. Pilnie sie wiec stara z
        > alozyc jej zlote kajdanki i alemu swiatu obwiescic: moje - wara!

        Zawsze twierdzę, że ludzie z natury rzeczy są leniwi, jeśli nie muszą czegoś robić (np. uczyć się jezyków obcych, pracować na drugim etacie itp) to tego nie robią. Podobnie jest w związkach. Nie na darmo widać pewien wzór zachowania u obu płci na początku związku, gdy jeszcze nic nie jest pewne i nie żadna ze stron nie "okopała" się jeszcze bezpiecznie na pozycjach. Później kończy się wersja DEMO i zaczyna proza życia. U jednych wcześniej, u innych później.

        W tym co napisałąś słowa WŁASNOŚĆ i WYŁĄCZONOŚĆ są kluczowe. Nasza podświadomośc reaguje na takie impulsy. Jak sądzicie kto będzie pracował efektywniej osoba która wie że jest nieusuwalna z danego stanowiska, czy osoba która w każdej chwili może być zwolniona? W związku jest niestety podobnie :-( Większość osób, która wyczuwa, że nie musi się starać, przestaje to robić. (widać to choćby po liczbie kwiatów kupowanych przez facetów na początku i po kilku latach związku, czy współczynniku BMI kobiet przed i po małżeństwie).


        Co do tego wspomnianego wieku u facetów wymyśliłem taką prywatną teorię. Wg mnie te trzydzieści kilka lat to szczyt wykresu atrakcyjności faceta. Z jednej strony jest już wysoko na krzywej "zasobów majątkowych" -wiec jest atrakcyjnym kąskiem, z drugiej strony nadal jest atrakcyjny fizycznie (brak objawów starzenia itp). Później wraz z 4 dekadą życia mimo, że krzywa zasobów nadal rośnie, to krzywa atrakcyjności fizycznej (poza kilkoma wyjątkami) już opada. Stąd jest to optymalny czas na poszukanie partnerki.

        Teoria ta sprawdza się także jeśli przyjzymy się na sytuacje kobiet i ich chęć wcześniejszego (niż mężczyżni) wyjścia za mąż. Dla kobiet znacznie ważniejsza jest krzywa atrakcyjności fizycznej, która po 30 w większości przypadków zaczyna opadać, dlatego większość stara sie pozyskać partnera w miarę wcześnie. Krzywa zasobów finansowych ma tutaj duzo mniejsze znaczenie.
        • green.lemon Re: Ludzie z natury są leniwi + moje wyjasnienie 19.07.11, 20:16
          słowa WŁASNOŚĆ i WYŁĄCZONOŚĆ są kluczowe. Nasza podświadomo
          > śc reaguje na takie impulsy. Jak sądzicie kto będzie pracował efektywniej osoba
          > która wie że jest nieusuwalna z danego stanowiska, czy osoba która w każdej ch
          > wili może być zwolniona? W związku jest niestety podobnie :-( Większość os
          > ób, która wyczuwa, że nie musi się starać, przestaje to robić. (widać to choćby
          > po liczbie kwiatów kupowanych przez facetów na początku i po kilku latach zwią
          > zku, czy współczynniku BMI kobiet przed i po małżeństwie).

          Z mojego punktu widzenia: mężatką już byłam - nigdy więcej, właśnie ze względu na to poczucie nieusuwalności. Faceci też się tak zachowują i szybko zaczyną mieć wszystko gdzieś. To chyba nie jest aż tak powiązane z płcią i sprzężone z wrednymi babami.

          I ja bardzo dobrze rozumiem poczucie osaczenia u faceta i omotywanie przez kobietę - sama tego nie znoszę. Nie mogę być z kimś kto zaczyna mnie traktować jak swoją własność: upolowaną i zabukowaną; starać się o związek trzeba nieustannie. A jak ktoś mi wyskakuje z ograniczaniem mnie - dla mnie to nie partner. Bo partnerstwo nie polega na posiadaniu. Nie ma więc co się dziwić mężczyznom, że zwiewają przed "właścicielkami".
    • kutuzow Była już tutaj rozmowa na ten temat 18.07.11, 11:58
      bia-la ---> rozmawialiśmy już tutaj na temat osaczania przy okazji art w Wysokich.
      Zerknij do tego wątku i koniecznie do art - on wiele wyjaśnia skąd takie podejście facetów o którym Ty tu piszesz.

      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,123980899,123980899,Przestrzen_w_zwiazku_dla__Ja__vs__Symbioza___art.html


      "Symbioza jest naturalna dla etapu zakochania. Wtedy mamy ochotę być ze sobą niemal bez przerwy. Jednak dojrzały związek to już nie dwie sklejone landrynki tylko raczej dwa zachodzące na siebie kręgi. Jest część wspólna i są części osobne. I, paradoksalnie, im większa jest w nas zgoda na to, że partner ma swój kawałek świata, tym bardziej atrakcyjne staje się dla nas bycie razem. To, co partner przeżywa osobno, często czyni go dla nas bardziej atrakcyjnym. Związek potrzebuje takich doświadczeń. Tego, żeby czasem za sobą zatęsknić. Jednak powiedzieć otwarcie: 'Chcę mieć coś osobno', i dać do tego samego prawo partnerowi - to już wymaga dojrzałości. Podobnie jak to, by słysząc z jego ust: 'Chcę w sobotę ponurkować', nie uznać tego za komunikat: 'Już cię nie kocham', czy to, by spędzić czas inaczej, jeśli nie lubi się nurkowania, i nie wpędzać partnera w poczucie winy.

      Mam jednak wrażenie, że wiele kobiet cierpi z powodu tego nurkowania. I nawet jeśli partner w końcu z niego rezygnuje, i tak nie są zadowolone. Mówią: 'Chcę, żeby on chciał spędzać ze mną czas, tak jak ja chcę z nim. Nie chcę tego negocjować. Chodzi mi o to, żeby on wolał mnie od nurkowania'. Zna pani takie osoby?

      Tak. Spotkałam ich wiele w swojej pracy. Mówią dokładanie to, co pani zacytowała. Kiedy partner mówi o nurkowaniu, one słyszą: 'Już nie jestem tobą zainteresowany'. Czują się tak, jakby partner je porzucał.



      Jaka jest przyszłość związku, w którym kobieta dąży do symbiozy?

      Albo związek przestanie istnieć, często dlatego, że mężczyzna nie jest w stanie w nim już wytrzymać, albo trwa, ale partnerzy są nieszczęśliwi. Ona dlatego, że on nie jest z nią przez 24 godziny na dobę, a on dlatego, że jest przytłoczony poczuciem winy."
      • bia-la Re: Była już tutaj rozmowa na ten temat 18.07.11, 16:21
        Dzięki Kutuzow za ten dojrzały punkt widzenia, a zwłaszcza za przejście od "Kochają ? Tak mówią bo wiedzą, ze ciupcianie będzie wtedy szybciej i tyli a sprytne skomplikowane, i mądre wykształcone kobitki łykają jak gęsi kluski" (co w zasadzie odpowiada na moje pytanie, które nieco "zawęziłeś" nawiązując do młodych facetów i ich niechęci do żeniaczki ;) ) do wniosków, jak to oboje mogą skorzystać na "odklejaniu się" od siebie w miarę dojrzewania związku.
        Artykuł jak najbardziej przeczytam.
        • kutuzow Re: Była już tutaj rozmowa na ten temat 18.07.11, 16:56
          małe sprostowanie ten tekst: "Kochają ? Tak mówią bo wiedzą, ze ciupcianie będzie wtedy szybciej i tyli a sprytne skomplikowane" napisał Kawitator, też na "K" :-)

          • bia-la Re: Małe sprostowanie 18.07.11, 19:32
            Sorry, Kutuzow, sorry Kawitator - tom sobie uprościła świat ... wątku :)
        • bia-la Re: Świadome podjęcie odpowiedzialności 18.07.11, 17:10
          Urquhart pisze: "Akurat ja uważam że ostrożność to przejaw inteligencji a nie dyskwalifikacji."
          Ta ostrożność mnie przekonuje, ale tak jest na ogół u obydwu stron (nie mówimy o skrajnych przypadkach brania ślubu na drugi dzień po poznaniu się). A ponieważ facet przecież może mieć seks i swobodę w wyborze "tymczasowej" partnerki, a mimo to potrafi tę jedną kobietę zapewniać, że kocha, że mu zależy, zabiegać o nią, ale gdy to ona jest chętna i zaczyna się angażować, to on twierdzi, że na stały związek to nie jest gotowy. Te sytuacje mogą być oczywiście różne, różne motywacje, miałam więc na myśli konkretne zachowania kobiet, które odstraszają mężczyzn, zakładając dobrą wolę tych mężczyzn (w tym wypadku;) ). Sama jak bym miała sobie odpowiedzieć, to bardziej przykładem przyjaciela Urquharta z testem przy sklepie z niemowlęcymi ubrankami :) To mądre podejście w przypadku, gdy mężczyzna szuka - może nie kumpla, ale kobiety, z którą (opróćz jej oczywistej atrakcyjności) będzie sie przede wszystkim dobrze czuł.
        • zakletawmarmur Re: Była już tutaj rozmowa na ten temat 19.07.11, 17:52
          Co do młodych facetów i niechęci do żeniaczki to nie mogę się zgodzić... W czasach nastoletnich byłam w dwóch poważnych związkach. Obaj faceci planowali ze mną przyszłość. Oczywiście nie chcieli mieć dzieci od razu ale snuli plany na przyszłość (dokłanie na czas po studiach). Niejestem zresztą wyjątkiem. U znajomych (obu płci) było podobnie. Oczywiście pod warunkiem, że faktycznie pary były zakochane:-)
    • kutuzow Kolejny art do lektury 18.07.11, 17:09
      bia-la ---> Polecam Ci art z Wyborczej o tym że sex jest coraz "tańszy" tj. łatwiej dostępny dla facetów. Jest tam także wyjaśnione, dlaczego coraz więcej z nich nie chce się żenić. Szczególnie polecam art w oryginale -najciekawsze cytaty masz post niżej od tego zlinkowanego.

      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,122961239,122961239,Coraz_nizsza_cena_seksu_art_z_Wyborczej.html
      • bia-la Re: Kolejny art do lektury 18.07.11, 17:19
        no to mam lektur a lektur :) Ciekawam, czy wnoszą one coś nowego... - mam spory dystans i do tych artykułów - każdy teraz pisać może... i do tych badań, które są jak statystyki. Wolę przemyślenia (doświadczenia) osób namacalnych, jakie są tutaj :)
        Ale właściwie: i tak przyjmiemy w końcu do wiadomości najczęście to, co nam się zgadza z naszym doświadczeniem :-)
    • zakletawmarmur Re: Czy(m) kobiety osaczają mężczyzn 19.07.11, 17:42
      A mężczyźni odwlekają tę decyzję, mówią jak to nie są gotowi,
      > potem czują się jacyś nawet zniewoleni, już tylko praca, dbanie o rodzinę - du
      > ża odpowiedzialność.

      Z doświadczenia i obserwacji znajomych wiem, że facet, który kocha, nie ma takich wątpliwości. To raczej ściemy kolesi, którzy są w związkach z wygody ale liczą, że trafi im się coś lepszego...
      • bia-la Re: Czy(m) kobiety osaczają mężczyzn 20.07.11, 12:46
        green.lemon pisze:
        I ja bardzo dobrze rozumiem poczucie osaczenia u faceta i omotywanie przez kobietę - sama tego nie znoszę. Nie mogę być z kimś kto zaczyna mnie traktować jak swoją własność: upolowaną i zabukowaną; starać się o związek trzeba nieustannie. A jak ktoś mi wyskakuje z ograniczaniem mnie - dla mnie to nie partner. Bo partnerstwo nie polega na posiadaniu. Nie ma więc co się dziwić mężczyznom, że zwiewają przed "właścicielkami".
        Dobrze powiedziane i z mojej obserwacji bardzo dużo związków jest opartych na takim właśnie zawłaszczaniu i kontroli jednej strony przez drugą, trwających w poczuciu władzy nad tą stroną. Czy nie kluczowy jest w tym lęk: nie jestem pewna/y swego, więc jeżeli narzucę swój punkt widzenia i ona/on zrobi to co ja chcę, będzie pełnić w związku rolę jaką chcę, będę bardziej pewny/a swego? Mam koleżanki, żyjące same z wyboru, "bo facet jest od razu taki zaborczy...".
        Ze swojego z kolei ogródka (ciągle związek na etapie ustalania się naszych relacji) mogę powiedzieć, że uczymy się cały czas balansując (co bywa trudne i męczące) między zachowaniem niezależności, swoich dotychczasowych przyzwyczajeń (oboje jesteśmy w kolejnym związku), sprawianiem, żeby sprawy szły po naszej myśli a nauczeniem się bycia razem, co nam sprawia przyjemność, czego potrzebujemy.
      • bia-la Re: Czy(m) kobiety osaczają mężczyzn 20.07.11, 12:49
        zakletawmarmur napisała:

        > Z doświadczenia i obserwacji znajomych wiem, że facet, który kocha, nie ma taki
        > ch wątpliwości. To raczej ściemy kolesi, którzy są w związkach z wygody ale lic
        > zą, że trafi im się coś lepszego...

        Bo miłość, to odpowiedzialność za drugą osobę.
        • zakletawmarmur Re: Czy(m) kobiety osaczają mężczyzn 20.07.11, 14:41
          Nie moja droga to zwykły rozsądek i biologia. Jesteśmy tylko nośnikami genów:-) Jeśli poznajemy kogoś kto nam odpowiada (co objawia się poprzez zakochanie) to chcemy z nim wejść w związek, założyć rodzinę. Mam wrażenie, że mężczyźni, choć nie wszyscy się do tego przyznają, mają większe potrzeby w tym zakresie. My kobiety możemy nasz instynkt macierzyński oszukiwać na różne sposoby. Męska chęć przekazania swoich genów jest bardzo silna i nie da się jej oszukać poprzez np. zakup kota lub bawienie cudzych dzieci:-) Bo oni chcą MIEĆ potomka.

          Obie płcie zaprogramowane są na budowanie związków. To mężczyźni gorzej znoszą samotność, bardziej potrzebują kobiet bo tylko z nimi są w stanie tworzyć intymne relacje, w związkach też są bardziej zaborczy...
      • kutuzow odkładająć romanse na półkę... 20.07.11, 13:23
        zakletawmarmur napisała:

        "> Z doświadczenia i obserwacji znajomych wiem, że facet, który kocha, nie ma taki
        > ch wątpliwości. To raczej ściemy kolesi, którzy są w związkach z wygody ale lic
        > zą, że trafi im się coś lepszego..."

        Zaklęta, możesz rozwinąć tą swoją myśl. Wyjaśnij mi proszę (w oparciu o argumenty a nie "emocjonalnie") czemu facet który kocha i który DBA zarówno o związek jak i o partnerkę powinien decydować się na małżeństwo.

        Żebyś nie pisała o kwesti "wyłączności" poruszanej juz tu przez Tully.makker zaznaczę że wg mnie jeśli partner/partnerka jest szczęśliwa w związku to żadne obrączki nie są potrzebne (on/ona wtedy i tak nie szuka innych i nie jest podatny/podatna na podryw). Jeśli zaś nie ma tej naturalnej bariery szczęścia, to i obrączki niewiele dadzą.

        Kolejna kwestia to 'timing". Piszesz:
        "W czasach nastoletnich byłam w dwóch poważnych związkach. Obaj faceci planowali ze mną przyszłość. Oczywiście nie chcieli mieć dzieci od razu ale snuli plany na przyszłość (dokłanie na czas po studiach)."

        Zatem kiedy powinny paść decyzje (narzeczeństwo, wyznaczenie daty ślubu) itp, a kiedy odkrywasz że te plany na przyszłość to zwykła ściema (jak piszesz wcześniej). Domyślam się że skoro nie wyszłaś za mąż za tych kolesi to jednak była to ściema, bo "że facet, który kocha, nie ma takich wątpliwości." czyli moglibyście się hajtnąć i żyć długo i szczęśliwie (wg Twej teorii o "decyzyjności").
        • marcel_prostak Re: odkładająć romanse na półkę... 22.07.11, 00:41
          Kutuzow, już Ci raz niegłupio tutaj Gomory tłumaczył, kiedy mężczyzni się żenią (jak się boją że wybraną przez nich kobietę może bzykać inny...wtedy uruchamia się im w mózgu alarm)
          Poniekąd Gomory ma rację no bo wyobraz sobie że dostałeś takiej manii że chcesz tylko od stefanii a tu stefania się zabiera do innego, który ma w swej ofercie ożenek...lub inne dobra rzadkie jak pełnniejszy od twojego portfel, inteligencję wyższą od twojej itd
          No więc Gomory Ci tłumaczył a Ty dalej wałkujesz jak kuma w maglu taką prostą sprawę że kiedy spotkasz kobietę która bedzie w twojej hierarchii potrzeb dobrem rzadkim to blitzem zmienisz swoje zdanie
          No i przeczytamy Cię na forum Slub -)))
          Nawiasem dodam, że spośród mojej rzeszy znajomych tylko jedna para żyła w długoletnim konkubinacie mając dwójkę dzieci, w końcu kiedy te były nastolatkami , pobrali się i żyją sobie nadal zgodnie.
          Widać można ale co ta kobieta z nim przeszła zanim się doczekała to wie tylko ona.
          • kutuzow ślub kartą przetargową....ciekawe 22.07.11, 09:55
            marcel_prostak napisała:

            "no bo wyobraz sobie że dostałeś takiej manii że chcesz
            > tylko od stefanii a tu stefania się zabiera do innego, który ma w swej ofercie
            > ożenek...lub inne dobra rzadkie jak pełnniejszy od twojego portfel, inteligenc
            > ję wyższą od twojej itd"

            Widzisz jeśli wspomniana Stefania chce innego.... to sie nie pakuje w taki związek bo ZAWSZE się trafi ktoś przystojniejszy, młodszy i z grubszym portfelem. Małżeństwo wg mnie nie jest "rekompensatą" dla kobiety za braki w inteligencji. Za to Ci którzy tak sądzą i traktują to jak ostatniego asa w rękawie marnie potem kończą (często na tym forum z żalem że "ona już ze mną nie chce się kochać").

            Wolę świadomość, że moja kobieta jest ze mną dlatego że jest nam razem cudownie i dlatego że dbamy o siebie na wzajem, niż świadomość że własnie położyłem na stół ostatniego asa i przez kolejne kilkanaście/dziesiąt lat zostane w związku z parą dwujek, bo wszystkie lepsze karty już wykorzystałem.
            • kutuzow ort 22.07.11, 12:26
              oczywiście miało być "dwójek"
              (niewyspanie wyłaczyło mi widze moduł odpowiedzialny za ortografie)
              • marcel_prostak Re: ort Kutuzow 22.07.11, 12:57
                Kutuzow ja nie mam wątpliwości że jesteś wybitnie inteligentnym mężczyzną i znasz świetnie polską ortografie, więc nie zważam na takie detale
                wracając do meritum: odwołam się jeszcze raz do koncepcji Pana Gomory (bo z własnego doświadczenia jest mi ona bliska, ja do 37 roku życia kolekcjonowałam sobie panów pogwizdując na śluby, porykując ze śmiechu na tarapaty bliskich pt rozwody, alimenty, brak seksu w małżeństwie itd a miłość to był wg mnie największy kretynizm ludzki )
                podobnie jak Ty jestem człowiekiem nie mającym problemów z otaczającą mnie rzeczywistością
                rozumiem doskonale wszystko co piszesz
                ALE

                ale co zamierzasz zrobić jak się już wpakujesz w związek z kobietą i zorientujesz się że nie chcesz jej wymienić na inny model? na dodatek jeszcze okaże się że trudno ją wymienić na identyczny model?
                pozwolisz jej tak sobie iść do innego który w ofercie będzie miał taką pierdołę jak ślub?
                szczerze powątpiewam

                jeśli myślisz że kobiety w polsce alias polandii nie pakują manatek nie doczekawszy się ślubnego papierka to musisz zmienić kraj inaczej obudzisz się w wieku 50 lat i ręką w nocniku w dodatku z mocno przerzedzoną czupryną,obwisłymi pośladkami, podbródkiem i laską w ręku ale taką drewnianą -)))

                rozumiesz, to tak jakbym ja usiłowała zmienić wasze instynkty usiłując wmawiać wam że kobiety otyłe i stare są piękne -))) wyczekując waszego szału pożądania -)))

                ty usiłujesz wmawiać nam kobietom żebyśmy siedziały cicho w kącie bo ślub nie jest istotnym elementem naszej kultury i pozycji społecznej
                mamy udawać że żyjemy w Paryżu a nie w Krakowie?

                Uśmiałam się -))))

                a tak szczerze : wybierasz jak dotąd takie modele które bez trudu wymieniasz na inne podobne okazy rozdając karty w grze, skąd Ty bierzesz te kobiety?
                musisz być nietuzinkowym facetem skoro potrafisz na jakiś czas ustawić je do kąta gdzie zakochane wypatrują Twojej łaski -)))))))
                • marcel_prostak zresztą 22.07.11, 13:02
                  ja myślę że jakaś się zaprze i doczeka do 50tki kiedy będziesz się żenił!

                  tak miał w życiu autor Bondów czyli Ian Fleming gdzie jego żona czekała chyba z ćwierć wieku aż się oświadczy w dodatku w ukryciu (nie wiedząc czy wybranek się zdecyduje w ogóle przeczekiwała ten czas niepewności w małżeństwie z innym)

                  spasujesz w końcu !

                  -)))

                  uznając nasze kobiece racje -)))
                • kutuzow Re: ort Kutuzow 22.07.11, 13:14
                  widze ze sie nie rozumiemy (może to po prostu wynika z zupełnie innej perspektywy, kawaler vs mężatka).

                  Zacznę od tego że jestem w związku z kobietą która jest dla mnie ideałem, pasujemy do siebie rewelacyjnie, mamy podobne pasje itp. Nie chce jej zmieniać na inny model, jak pisałem wcześniej rozważam rozwiązanie "kompromisowe" -czyli ślub z intercyzą. Ponieważ ten związek jest jeszcze dość nowy, na razie jest jeszcze trochę czasu na takie decyzje.


                  Co do uciekających kobiet. Chodzi mi o to że jeśli jakaś kobieta rezygnuje z UDANEGO związku i szuka innego faceta dlatego, że ślub jest dla niej tak ważny, to dla mnie jest sygnał, że nie jest nam po drodze (w życiu). Równie dobrze po ślubie może sie okazać że nagle miejsce wczesniejszego "slubu" zajęła kwestia podejścia do podziału obowiązków, opieki nad dzieckiem itp. Zawsze moze być coś czym dana stroną będzie "straszyła". Stąd potem się biorą Ci "osaczeni" faceci jak w tym wątku.

                  Zapytam tak z ciekawości - czy zgodziłabyś się na ślub kościelny (bez cywilnego -czyli nei taki jak obecnie łaczony "konkordatowy")? Czy wtedy czułabyś się wyjątkowa i jedyna?
                  • marcel_prostak Re: ort Kutuzow 22.07.11, 14:21
                    No to niepotrzebnie się rozkrakałam albo rozkraczyłam ze zjawiskiem uciekającej panny młodej zresztą trudno byłoby przypuszczać żeby taki facet jak Ty nie rozumiał mechanizmów otaczającego go świata

                    reasumując : jak spotkałeś swój Ideał to zrozumiałeś że nie będziesz go ranił oczywistością że jakiś ślub musi być bo Ideał może jego brak odczuwać niepokojąco odmiennie od Ciebie

                    jak słusznie zauważyła Andzia ma on (ślub) swój ciężar gatunkowy i symbolikę , a to jest ważne dla ludzi

                    co do uciekających kobiet: żadna kobieta nie ucieka z udanego związku tak jak żaden kolekcjoner nie rezygnuje z błękitnego mauritiusa -) tylko czy to jest udany związek kiedy nie ma w nim symbolu czytelnego dla wszystkich co do jego powagi ?
                    jak widać na przykładzie żony Iana Flaminga jesteśmy w stanie dłuuuuugo czekać na swój Ideał no ale zauważ w poczuciu bezpieczeństwa (czeka się w małżeństwie z innym)

                    ślub kościelny : wykluczony ! dla nas byłaby to atrapa jakaś bez znaczenia (wierzymy w Boga ale niekoniecznie takiego jakiego Kościół nam pokazuje na ołtarzach, bywamy w kościele od wielkiego dzwonu przynależąc organizacyjnie do katoli- zmierzam do tego że ludzie się dobierają też wg podobieństw więc tutaj nawet nie braliśmy pod uwagę takiego rozwiązania bo mąż myśli tutaj jak ja )

                    intercyza : oczywista oczywistość! ja sama ją zaproponowałam gdyż mąż zarabia kilkakrotność moich zarobków i sama nie chciałam aby myślał że to było decydujące, tutaj też się doskonale rozumiemy i mąż jej kategorycznie nie żądał mając pewność co do moich intencji i ustalając że zrobimy ją z czasem, zeszło nam parę lat aż z racji wykonywanego przeze mnie zawodu i związanego z nim incydentu uświadomiliśmy sobie pośpiech tutaj co przyspieszyło naszą ospałość i lada chwila będziemy ją mieć

                    zresztą my szukaliśmy na partnerów ludzi wg pewnego klucza, obydwoje uważaliśmy że ważna jest rodzina z której pochodzi partner i ona musi być o podobnym statusie materialnym , chodziło o to aby ubóstwo partnera w dzieciństwie nie determinowało jego priorytetów w dorosłości....amen!



                • blossom_hill Re: ort Kutuzow 22.07.11, 13:54
                  marcel_prostak napisała:


                  > a tak szczerze : wybierasz jak dotąd takie modele które bez trudu wymieniasz na
                  > inne podobne okazy rozdając karty w grze, skąd Ty bierzesz te kobiety?
                  > musisz być nietuzinkowym facetem skoro potrafisz na jakiś czas ustawić je do ką
                  > ta gdzie zakochane wypatrują Twojej łaski -)))))))

                  hahahahahaahahahahah......
                  nic dodać nic ująć...:(
                  • marcel_prostak Re: ort Kutuzow 22.07.11, 14:44
                    Blossom Siostro,

                    może powiem tak: wybitna kobieta jaką była Tamara Lempicka zakochała się w swoim pierwszym mężu bez pamięci, zdobywała go przez 2 lata zanim zawlokła przed ołtarz i po latach małżeństwa namalowała jego portret pt Niedokończony Mężczyzna

                    drugi raz było jak trzeba: mąż bogaty (no całkiem bez znaczenia zasoby materialne facetów nie są, nie udawajmy już), w dodatku prawdziwy węgierski hrabia i facet autentycznie nią zafascynowany (co najważniejsze, więc nie musiała uganiać się za nim przez 2 lata)

                    wyciągnęła wnioski -)

                    niekiedy można upolować zająca albo jelenia zamiast orła , zdarza się to nawet mistrzom ...
                    • sisi_kecz Re: ort Kutuzow 22.07.11, 19:34
                      Siostro...
                      Ja pie..le.
                      Fajnie piszesz ale po co ta egzaltacja.
                      Pretensjonalne.


                      Pozdro!
                  • sisi_kecz Re: ort Kutuzow 22.07.11, 19:08
                    Weź blossom,
                    Trzymaj poziom, bo podobno macie umowę nie komentować związku.
                    Poza tym jak ktoś jest szczęśliwy to przestaje go obchodzić co było wcześniej.

                    Pozdro!
        • aandzia43 Re: odkładająć romanse na półkę... 22.07.11, 10:37
          > Zaklęta, możesz rozwinąć tą swoją myśl. Wyjaśnij mi proszę (w oparciu o argumen
          > ty a nie "emocjonalnie") czemu facet który kocha i który DBA zarówno o związek
          > jak i o partnerkę powinien decydować się na małżeństwo.

          Nie wiem, czy powinien, ale najczęściej decyduje się. Chociażby dlatego, że ślub ciągle jest bardzo przemawiającym do emocji i ukorzeniającym relacje dwojga ludzi w rzeczywistości społecznej symbolem. W sytuacji, kiedy kochasz mocno, wiesz, że chcesz z tą osobą spędzić może nawet całe życie, mieć z nią dzieci i nieba jej przychylać, kiedy to tylko będzie możliwe, kiedy jesteś już dojrzałym społecznie człowiekeim, wykonujesz właśnie taki ruch - bierzesz z nią ślub. Obojętnie, czy jesteś kobietą, czy mężczyzną. To naprawdę dość proste dla nieporypanych ludzi. Nie ma w tym żadnych czarów-marów, harlekinowej retoryki i innych niegodnych człowieka myślącego patologii ;-) Ludzie potrzebują słupów milowych na drodze życia. Nie dlatego "co sąsiedzi powiedzą", tylko dla własnego poczucia bezpieczeństwa emocjonalnego, poczucia, że się ma w życiu porządek w relacjach międzyludzkich (w tym przypadku intymnych). Poza tym jest jeszcze taka kwestia: nawet jeśli nie czujesz takich potrzeb sam/sama, powinieneś odczuwać odczucia ukochanej osoby. I czasem zrobić dla niej/niego to, co ją/jego uszczęśliwia. Nawet jeśli dla ciebie są to obce i obojętne światy. No, jeśli są to światy wrogie i straszne, to co innego ;-P

          P.S. Zaznaczam, że sama byłam kiedyś porypana i niekoniecznie rozumiałam te właściwe normalnym ludziom mechanizmy ;-) Przeszło z wiekiem.
          • kutuzow Re: odkładająć romanse na półkę... 22.07.11, 11:59
            aandzia43 napisała:

            "Chociażby dlatego, że ślub ciągle jest bardzo przemawiającym do emocji i ukorzeniającym relacje dwojga l
            > udzi w rzeczywistości społecznej symbolem. W sytuacji, kiedy kochasz mocno, wie
            > sz, że chcesz z tą osobą spędzić może nawet całe życie, mieć z nią dzieci i nie
            > ba jej przychylać, kiedy to tylko będzie możliwe, kiedy jesteś już dojrzałym sp
            > ołecznie człowiekeim, wykonujesz właśnie taki ruch - bierzesz z nią ślub. Oboję
            > tnie, czy jesteś kobietą, czy mężczyzną."


            Andzia wszystko pięknie fajnie ale....
            1. To jest symbol w Polandii, jak zerkniesz na Francję na przykład i ich ustawę o Układzie Partnerskim to już nie jest to niczym wzorzec metra, od po prostu lokalna specyfika która co ważne SIĘ ZMIENIA. Coraz więcej osób (nawet w Polsce) żyje w konkubinacie. Wcześniej w jednym a art o cenie seksu pojawiał sie ciekawy fragment iż rok rocznie o 1% maleje liczba facwetów w wieku 24-34 zainteresowanych seksem.
            2. Przyklasnąłbym temu co piszesz o tych wszystkich "słupach milowych", "poczuciu bezpieczeństwa emocjonalnego" gdybym widział że kobietom "wystarcza" sam ślub kościelny (bez cywilnego) który to IDEALNIE spełnia wszystkie wymienione przez Ciebie funkcje, jest JEDNORAZOWYM wydażeniem, które można przeżyć tylko z jedną wybranką (wiec daje poczucie że dana kobieta jest najważniejsza), daje poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego i spełnia wszystkie te "emocjonalne" kwestie poza jedną kwestią -finansową.
            Dziwnym trafem jakoś kobiety nie akceptują tego rozwiązania.

            Na koniec jeszcze jedna kwestia. Napisałaś coś, co na tym konkretnym forum brzmi jak ironia:

            "nawet jeśli nie czujesz takich potrzeb sam/sama, powinieneś odczuwać odczucia
            > ukochanej osoby. "

            Chyba zacznę wklejać ten cytat do każdego wątku w którym facet się skarży że mu żona nie daje. Niech przemówi do jej empatii i znów bedzie seks :-)
            tak na szybko już znalazłem dwa wątki gdzie to się ŚWIETNIE nadaje:

            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,127188099,127188099,Rownouprawnienie.html
            (tutaj jakoś dziwnym trafem zaklęta od której sie zaczął ten post tutaj, zamiast kazać facetowi przemówić do empatii kobiety, idzie w stary i dobrze znany trik pt "staraj się bardziej".)

            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,127219711,127219711,Dziekuje_Ci_zono_moja.html
            • marcel_prostak Re: odkładająć romanse na półkę... 22.07.11, 12:28
              andzia podpisuję się rękami i nogami pod tym co napisałaś
            • aandzia43 Re: odkładająć romanse na półkę... 22.07.11, 21:17
              > 2. Przyklasnąłbym temu co piszesz o tych wszystkich "słupach milowych", "poczuc
              > iu bezpieczeństwa emocjonalnego" gdybym widział że kobietom "wystarcza" sam ślu
              > b kościelny (bez cywilnego) który to IDEALNIE spełnia wszystkie wymienione prze
              > z Ciebie funkcje

              Otóż ślub kościelny sporo ludzi nawet w naszym Katolandzie ma w .... głębokim poważaniu. Mnie on potrzebny mniej więcej tak, jak psu drugi ogon. Dla mnie znaczenie ma akt, który jest honorowany w kraju, którego jestem obywatelem, w którym zbudowałam swoje życie, i w którym spędzę przypuszczalnie resztę tego życia. Mam w związku z tym jakieś obowiązki i prawa. Tego się trzymam. Może z okazji 25-tej rocznicy ślubu odczynię pod ulubionym jaworem jakąś pogańsko-panteistyczną ceremonię, żeby się malowniczo uduchowic w swoim duchu, ale jeśli tego nie zrobię, też będę się miała nieźle.

              > Dziwnym trafem jakoś kobiety nie akceptują tego rozwiązania.

              Zdziwił byś się, jak wielu mężczyzn też nie.

              > "nawet jeśli nie czujesz takich potrzeb sam/sama, powinieneś odczuwać odczucia
              > > ukochanej osoby. "
              >
              > Chyba zacznę wklejać ten cytat do każdego wątku w którym facet się skarży że mu
              > żona nie daje. Niech przemówi do jej empatii i znów bedzie seks :-)

              Pisałam o tym, że czasem MOŻNA spróbowac spełnic marzenia ukochanego/ukochanej. To jest często dużo łatwiejsze, niż nam się na początku wydaje. I jeśli decyzja jest dobrze przemyślana, to cała akcja nie przynosi nam szkody. Nie może się to jednak bardzo kłócic z naszymi potrzebami, kodeksem moralnym, wyobrażeniem o świecie itd. Więc jeśli ślub wzbudza w tobie aż takie lęki, to pewnie że trudno ci wzbudzic w sobie pokłady empatii. Ale nie rób ze swoich lęków reguły dla wszystkich obywateli naszego kraju.
    • marcel_prostak błękitny mauritius 22.07.11, 00:49
      rozumiesz... to zresztą cytat mojego męża który siebie tak nieskromnie nazwał -)
      ja powiedziałam że takiego jeszcze nie miałam w swojej kolekcji
      on żebym była wytrwała i cierpliwa bo jest jak błękitny mauritius
      -)
    • koralik0303 Re: Czy(m) kobiety osaczają mężczyzn 22.07.11, 16:24
      Zawsze można w poszukiwaniu na odpowiedź zerknąć tutaj.
      filmsline.com/seksnews/news-swing-seks.php
      Nigdy nie wiadmo, co gdzie i kiedy cię czeka. Pozdrowienia
Inne wątki na temat:
Pełna wersja