rzutbutem
14.08.11, 18:17
Chciałbym usłyszeć jakieś mądre propozycje o tym jak rozmawiać z kobietą na temat seksu, a konkretnie jego braku.
Przyznam szczerze, że ostatnio czuję się zagubiony. Jesteśmy ze sobą rok. Częstotliwość współżycia jest nienajlepsza - w najlepszym wypadku raz w tygodniu, ale zdarzają się też dwu-trzytygodniowe przerwy. W 99% przypadków kochamy się w weekendy, w tygodniu mogę zapomnieć (ona jest zmęczona itp.). Dodam jeszcze, że widzimy się praktycznie codziennie.
Powodem nie jest na pewno jakoś samego seksu. Gdy już przechodzimy do rzeczy nigdy nie ma z niczym problemów. Nie jestem trzydziestosekundowcem (wręcz przeciwnie), ona zawsze zaliczy 1-2 orgazmy (nie wydaje mi się, żeby były udawane; trzęsące się uda, napięte mięśnie itp.), poza tym, mówiąc brzydko, przed samym stosunkiem z niej się dosłownie leje. W czasie gry wstępnej poświęcam jej 100% uwagi (sam jej nie zaznaję, więc... :) ).
Nie jestem kanapowcem bękającym głośno piwem, który wierzy w esencję męskości pod postacią przepoconego białego tank-topu. Staram się być czuły i troskliwy. Staram się być oparciem. Pomagam jej zawsze, gdy tego potrzebuje Kupuję kwiaty, robię drobne, miłe (przynajmniej wydaje mi sie, że są miłe...) niespodzianki. Jestem czysty, przyzwoicie ubrany.
Nie robię wyrzutów, że 'znowu nie było seksu' (choć przyznam, że czasem rozczarowanie potrafi być olbrzymie), nie krzyczę na nią, nie oglądam się za innymi babami. Nie naciskam, gdy powie 'nie' to daję sobie spokój.
Kocham ją bardzo, pociąga mnie tak samo mocno jak wtedy, gdy się poznaliśmy i po prostu tego nie rozumiem. Próbowałem z nią rozmawiać, ale ona zawsze wszystko odbiera bardzo osobiście, jak atak na swoją osobę, albo wpada w jakieś dziwny stany depresyjne, że "jest beznadziejna" itp. Kończy się tym, że ja w ogóle zaczynam się bać wykonywać jakikolwiek krok w kierunku seksu.
Byłem nawet ze swoją osobą u psychoterapeuty, ale na niewiele się to zdało.
Będę wdzięczny za jakieś porady, uwagi itp.