frustracja sięga zenitu

19.09.11, 18:58
Od początku wakacji spotykam się z nowopoznanym mężczyzną, oboje dobrze po 30-ce, po przejściach, po niedawnych rozstaniach [w jego przypadku świeższa sprawa]
Dogadujemy się wyśmienicie, no dosłownie konie można z nim kraść
Relacja z założenia bardzo luźna, ale kontakt i spotkania prawie codziennie pomimo odległości, nie bawiliśmy się w jakieś tam randkowanie przez 2 miesiące, tylko po prostu poszliśmy sobie do łóżka, śpimy raz u mnie raz u niego, gadamy godzinami, zaprzyjaźniamy się powoli, od początku było wyśmienicie no i tak zostało... ale właśnie, czyżby?
Poznaliśmy się na takim nieco nieszczęsnym etapie, gdy zarówno on jak i ja mieliśmy, i wciąż mamy, multum różnych problemów, akurat tak się nam obojgu złożyło od kilku miesięcy, i nie chodzi o pierdoły typu pralka wylała czy samochód się zepsuł, tylko poważne tematy z różnych sfer życia. Spotkania traktujemy jako miłą odskocznię, gadamy o wszystkim, żalimy się sobie, radzimy itp. Te problemy jednak przytłaczają. Dodatkowo u niego w ciągu ostatnich kilku tygodni posypały się dodatkowo dwie kolejne bardzo ważne dla niego kwestie.
No i mamy dół wielkości krateru na marsie. Seks gdzieś znikł. Facet jest totalnie zestresowany, chodzi wqrwiony choć stara się robić dobrą minę do złej gry. Zazwyczaj po prostu przytulamy się i idziemy spać. Gdy za pierwszym czy drugim razem usnęliśmy sobie bez sexu, coś tam próbował pół żartem pół serio tłumaczyć, że się skompromitował i się poprawi. Teraz wprost mówi, że nie wie co się z nim dzieje, ale jest bardzo z nim źle bo jemu się nie chce i po prostu nie ma siły, a jeszcze niedawno seks był dla niego w zasadzie priorytetem. Jak nam wyjdzie jakiś numer raz na kilka/kilkanaście dni mam wrażenie jakby się zmuszał i chciał mi zrobić przyjemność - akurat jest tak, że mnie, powiedzmy sobie, rzadko boli głowa i on o tym wie....
Moja frustracja sięga zenitu. W życiu nie spotykałam się z kimś, kto byłby po prostu tak niezainteresowany mną jako kobietą. Nie wiem co mam robić. Nie wiem, co mam mu powiedzieć, zresztą on i tak zdaje sobie sprawę co się dzieje bo nie jest idiotą . Próbuję samej sobie tłumaczyć, że z drugiej strony nie spotykałam się nigdy z kimś kto miałby w jednym momencie tyle problemów takiej rangi na głowie.
To jest świeża znajomość, a nie długoletni związek, więc w takiej sytuacji ludzi z założenia na początku łączy głównie namiętność, a u nas jej nie ma. Co więc nam zostaje, na jakiej podstawie mamy się spotykać?
Zależy mi na tej znajomości, jednak widzę po sobie, że i ze mną jest źle. Chodzę coraz bardziej zestresowana i poddenerwowana i rozkojarzona, zaczynam się zastanawiać czy może coś jest ze mną nie tak, że on mnie nie chce w łóżku. Żadna tam ze mnie miss polonia, ale jak na mój starczy wiek nie jest tak fatalnie, na ulicy się czasami oglądają a w knajpach masowo podrywają, a tu normalnie nic zero nul.
Już kilka razy miałam ochotę zaproponować, że może poczekamy chwilę, ogarniemy nasze sprawy, i zobaczymy jak będzie za jakieś kilka tygodni. Tyle, że nie chciałabym w tej chwili dobić leżącego dając mu do zrozumienia, że skoro łóżko do doopy to koniec spotkań.
Ma ktoś jaki mądry pomysł? Powiedzieć mu to jakoś delikatnie ale wprost? Czekać na niego, aż mu się poprawi i z góry założyć, że np. przez miesiąc, dwa nie mam co liczyć na sex, łóżkowe czułości i ogólnie na poczucie, że mam przy sobie fajnego samca? Czuję, że długo tak nie dam rady.

    • sisi_kecz Re: frustracja sięga zenitu 19.09.11, 20:11
      Dogadujecie się wspaniale ale z powodu jego kłopotów wolałabyś sie go pozbyć.

      Problemy większe od awarii pralki są dla Ciebie nie do przyjęcia, na tym etapie związku, kiedy wg wszelkich reguł powinien być tylko miód i lukier oraz fura namietnego seksu.

      Jak to Ci nie pasuje to sobie odpuść.
      Niczego mu nie obiecywałaś, a za poświecanie sie w imię bycia w porządku, nikt Ci medalu nie da.

      pozdro!
    • sea.sea Re: frustracja sięga zenitu 19.09.11, 22:02
      Jak facet ma problemów powyżej kokardki, to zapewne średnio sypia, możliwe, że nie ma apetytu, możliwe, że boli go głowa albo/i żołądek i ogólnie się czuje fizycznie jakby go tramwaj przejechał. W takim stanie to sobie obok może leżeć nawet Monica Bellucci, a i tak mu nie bryknie.

      Natomiast jakim cudem Ty sobie wyinterpretowałaś w opisywanej sytuacji, że jesteś dla niego nieatrakcyjna - nie mam pojęcia. Zwłaszcza, jeżeli seks był wcześniej dobry, a Ty sama wiesz, że on faktycznie ma problemy a nie wymawia się wylaną pralką.

      > Co więc nam zostaje, na jakiej podstawie mamy się spotykać?
      No kurna nie wiem, wcześniej była mowa, że się zaprzyjaźniacie i znakomicie dogadujecie, ale skoro pod koniec postu Ci się odwidziało i doszłaś do tego, że jednak spotykaliście się tylko dla seksu, to faktycznie bez sensu.
      • sisi_kecz Re: frustracja sięga zenitu 19.09.11, 22:34
        No kurna nie wiem, wcześniej była mowa, że się zaprzyjaźniacie i znakomicie dog
        > adujecie, ale skoro pod koniec postu Ci się odwidziało i doszłaś do tego, że je
        > dnak spotykaliście się tylko dla seksu, to faktycznie bez sensu'

        hihihihi :)))

        co sie tak wkurzasz na babskie pisanie?
        to jest właśnie terapeutyczne działanie wygadania sie !

        ;)
        • sea.sea Re: frustracja sięga zenitu 19.09.11, 22:46
          Ja się wkurzam na typowo babskie "nie chce mnie bzykać = coś ze mną nie tak" :)

          I zastanawia mnie, czy sama autorka jest w stanie uprawiać seks na każde zawołanie - niezależnie od bólu zęba, śmierci lub choroby w rodzinie, poważnych problemów finansowych czy innych takich przypadłości życiowych.
          • sisi_kecz Re: frustracja sięga zenitu 19.09.11, 22:57
            Facet też cżłowiek,
            a upraiwanie seksu przez człowieka jest oznaką jego prosperity- zdrowia i dobrego samopoczucia (o zaburzeniach seksoholicznych nie mówimy).

            WIęc to, ze człowiek w kłopotach nie bardzo ma chęć na seks, bo ogniksuje swoja energię na przezyciężeniu kłopotów to jakby zrozumiałe i Autorka tez chyba to kuma.

            ALe po pierwsze uważa (też nie wiem czemu, ale rozumiem że może tak uważać),
            ze gdyby dosc mocno na niego działała, to by zapomniał o kłopotacj i sie bzykał,
            po drugie to ona nie jest jego żoną, z którą po latach tłustych może liczyc na przebrnięcie tych chudych.

            Realne jest raczej to, ze bedąc w tarapatach i tracąc co chwile kolejne punkty, straci też dziewczynę.
            Tej dziewczynie jest troche głupio, bo gdyby to wszystko trochę inaczej sie potoczyło ( o jedna porażka mniej, o jeden stosunek wiecej) to może byłaby z tego piękna historia na lata, a tak to ona wuchodzi na taką materialstyczna harpię co liczy swoje orgazmy i z braku zadowalajacej sumki, zwija swoje manele i czmycha.

            Ale tak bywa,
            taki lajf.

            pozdro!
            • sea.sea Re: frustracja sięga zenitu 19.09.11, 23:03
              No właśnie nie wiem czy kuma, bo głównie widzimy jej żale, że nie jest odpowiednio obsługiwana. Facet ma te problemy jakby wbrew niej i jej na złość, ona się nie pyta jak to przetrwać - ona pyta jak by tu zwiać na antypody zachowawszy pozory twarzy.

              A ja mam do powiedzenia tyle, że gdyby mi potencjalny partner zasugerował, że on sobie teraz idzie, a ja mam sobie poradzić zupełnie sama i zadzwonić dopiero jak się ogarnę i będzie mi się chciało rżnąć - to by ode mnie usłyszał różne niemiłe i niecenzuralne rzeczy, chociaż ogólnie raczej spokojna i wyrozumiała jestem :)
              • sisi_kecz Co to za relacja ? 20.09.11, 10:17
                Obydwie: sea.sea i xciekawax, piszecie z innych punktów patrzenia na ten związek.

                Jako friends with benefits, to rozejście sie ma inny wymiar,
                a jako początek trwalej relacji kobiety i mężczyzny, inny.

                Autorka namieszała chyba niespecjalnie, bo może sama nie wie, co to miałoby być.

                Może gdyby facet miała sukcesy to byłoby nawet małżeństwo,
                ale że jest kiszka, to lepiej nazywać to niezobowiązująco.

                Ale nawet, gdyby oni postanowili być razem, a teraz te wszystkie problemy ich zjadły, to nie mozna mieć pretensji, że Autorka nie robi za Siłaczkę- bohaterowie niezłomni są na kartach literatury, właśnie.

                pozdro!
      • marjorie02 Re: frustracja sięga zenitu 20.09.11, 12:04
        sea.sea napisała:

        ja może to napisałam wszystko chaotycznie, nie po kolei, i nie dokładnie z takim wydźwiękiem jaki miałam zamiar, ale:

        > Natomiast jakim cudem Ty sobie wyinterpretowałaś w opisywanej sytuacji, że jest
        > eś dla niego nieatrakcyjna - nie mam pojęcia. Zwłaszcza, jeżeli seks był wcześn
        > iej dobry, a Ty sama wiesz, że on faktycznie ma problemy a nie wymawia się wyla
        > ną pralką.

        okazało się że jego problem chyba główny to ma parę cycków, bo w niedzielę wybrał się na wycieczkę krajoznawczą do sąsiedniego województwa ze swoją ex, co przede mną ukrył; ile jeszcze innych wycieczek i spotkań było to ja nie wiem, ale sprawa stała się w zasadzie jasna

        > No kurna nie wiem, wcześniej była mowa, że się zaprzyjaźniacie i znakomicie dog
        > adujecie, ale skoro pod koniec postu Ci się odwidziało i doszłaś do tego, że je
        > dnak spotykaliście się tylko dla seksu, to faktycznie bez sensu.
        nie chodzi tylko o sex jako taki i liczenie orgazmów, chodzi ogólnie o huśtawkę nastrojów, o brak bliskości momentami, o to że chwilami był zimny jak głaz i zdystansowany, a następnego dnia wydzwaniał po pięć razy po czym wsiadał w auto i jechał 150 km żeby nieoczekiwanie pojawić się pod moimi drzwiami.
        teraz jednak ten chłód jest dla mnie jasny, bo trochę nas za dużo się porobiło w tej relacji

        p.s. nie jesteśmy parą i nie nazywamy tak siebie, choć pojawiały się czasami teksty: a jak byśmy kiedyś byli parą itp.
        nie jesteśmy też typowo 'fuck friends' [z takim jednym fuck friendem to ja się kiedyś spotykałam raz na tydzień, bez żadnego nocowania, bez niekończących się telefonów itp., a tutaj jest inaczej], właściwie nie wiem jak to nazwać - relacja przyjacielsko-erotyczna?

        choć w zasadzie w czasie przeszłym powinnam napisać, bo ja nie będę robić za koło zapasowe.
        • sea.sea Re: frustracja sięga zenitu 20.09.11, 12:11
          Aaa. No to zmienia postać rzeczy. Auć :(
        • sisi_kecz Re: frustracja sięga zenitu 20.09.11, 12:20
          Randkowanie jak widać ma sens, jesli nie chce się robić za koło zapasowe.
          Nie ma sensu, jesli chce się mieć fucking frienda.

          To tak na przyszłość.

          pozdro!
    • xciekawax Re: frustracja sięga zenitu 19.09.11, 23:04
      sama mowisz ze relacjia jest luzna, wiec nic nie jestes mu winna. Czy rozmawialiscie czy jestescie para? czy raczej po prostu "przyjaciolmi z benefitami"? jezeli to drugie to co ty sie martwisz dziewczyno? zapoznaliscie sie bo obydwoje potrzebowaliscie bliskosci, seksu po nieudanych przejsciach, teraz on ten uklad zlamal, ty jako jego "przyjaciolka" albo mozesz mu w tych problemach pomagac albo nie, ale to nie znaczy ze musisz sie angazowac emocjonalnie. Zacznij randkowac z kims innym

      Bo bedziesz czula sie nie hallo, gdy ty poswiecajac sie jak dobra Matka Polka bedziesz podporka dla chlopaka w jego ciezkich chwilach, a gdy juz sie podniesie - podziekuje ci ladnie i sie ulotni, bo w sumie "nic ci nie obiecywal". A tych histori to znam az za duzo.
    • bcde Jesteś trollem, tak? 20.09.11, 01:17
      Twój post jest dobrze napisany, ale zarazem głupi do kwadratu.
      Brzmi to tak, jak byś wygrała na loterii fajny samochód. Miałaś w dodatku okazję już jeździć takim modelem i wiesz, że ci się podoba i dobrze prowadzi. Nagroda jest jednak do odebrania w innym, dość odległym mieście, co tak bardzo cię frustruje, że jej nie odbierzesz, bo nie chce ci się po nią pojechać pociągiem.
      Nie wierzę w to co napisałaś. I jeszcze ten "starczy wiek" dobrze po 30. Przedobrzyłaś/łeś.
      • bi_chetny Re: Jesteś trollem, tak? 20.09.11, 09:57
        jak kobieta nie chce się kochać, bo ma różne problemy, to spoko. Facet jak nie chce, to znaczy że kobieta jest nieatrakcyjna, albo ją zdradza, albo jest gejem, Ot, równouprawnienie.
        • marjorie02 niestety 20.09.11, 12:08
          bi_chetny napisał:

          > jak kobieta nie chce się kochać, bo ma różne problemy, to spoko. Facet jak nie
          > chce, to znaczy że kobieta jest nieatrakcyjna, albo ją zdradza, albo jest gejem
          > , Ot, równouprawnienie.
          >
          statystyki znowu są okrutne - zdrada nie, ale jednak w grę wchodzi inna kobita, napisałam o tym wyżej w moim kolejnym poście
          • mozambique Re: niestety 22.09.11, 15:24
            marjorie - a facet w jakim jest wieku ?
            i co to zapzrejscia go dobily ? rodiznne? rozwodowe? ( spotyka sie z ex zoną ?) zdrowotne? finansowe ?

            wbrew pozorom to moze byc istotne ...
            • mozambique Re: niestety 22.09.11, 15:28
              no i jescze cos - skoro dzieli was 150km to jakim cudem mozlwie bylo codzienne wspolen wieczory , przytulaski, to zasypianie razem i ten czesty seks

              nie pracujecie czy co ?
              • marjorie02 Re: niestety 22.09.11, 16:30
                Możemy regulować godziny pracy, to raz.
                Ja mam mieszkanie w mieście + chatę na wsi, zależnie od tego gdzie byłam - miał do mnie bliżej, ok. 70 km.
                Ma 34 lata, jest po rozwodzie [małżeństwo niefortunne i krótkie bo z wpadki]
                Zakochał się na śmierć i życie 2 lata temu w takiej jednej, która ponoć mnóstwo krwi mu napsuła, i dalej psuje choć od kwietnia z nią nie mieszka ale pracują w jednej firmie, poza tym ona non-stop wydzwania, ma nagle mnóstwo spraw do niego, generalnie idzie raz w jedną stronę raz w drugą - stąd jego durny nastrój i brak ochoty na cokolwiek bo po prostu nie wiedział na czym tam stoi....
                Przyznał teraz, że jest baran i kretyn skończony, z nią być się nie da, ale on wciąż kocha.
                Trochę mnie to tąpnęło, bo wcześniej było że "nie wyleczył się z poprzedniego związku", a to jednak nieco inna para kaloszy.
                Generalnie jest po temacie, stwierdziłam że lekarstwem nie będę, bardzo przeprosił i ponoć nigdy tak nie traktował - charaktery mamy trochę różne i podejście do życia też więc coś poważnego tu zbudować byłoby ciężko ale podobno bardzo cenił relację jako kumpelską itp itd. Pytał, czy jak zakończy sobie temat z ex, to czy może się odezwać, jako kolega a nie potencjalny facet... Grzecznie odmówiłam, sensu w tej propozycji nie widzę za grosz.
                W ogóle sensu w tej sytuacji całej już nie widzę - "kolegę/przyjaciela z benefitami" to ja miałam, ale nie wydzwaniał jak szalony i nie jeździł w te i wewte, tylko spotykaliśmy się na pogadanie, winko i bzykanie raz na tydzień albo dwa, ewentualnie pomiędzy telefon dla porządku 'co słychać', a przyjaciela bez benefitów to można ewentualnie mieć tej samej płci, inaczej się nie da.
                • mozambique Re: niestety 22.09.11, 20:02
                  no cóz - pan po prostu wciaż kocha swoją ex. Gdyby bylo inaczej to nie utzrymywałby z nią żadnego kontaktu.NIc na to nie poradzisz chyba ze chcesz kopać sie z koniem.
                  ALe wiesz , text "ze nei wyleczył z poprzedniego zwiazku" wcale nie brzmi lepiej , to jest dopiero syrena alarmowa pełną gębą, od samego początku wiadomo ze Tobei przypadła rola plastra na świeżą ranę.
                  I dosc zabawnie brzmia słowa pana ze cenił kumpelska relację z Tobą - kumple chodza razem na piwo a nie do łóżka. To jest świnta prawda.
                  Prawdopodobnie intymnymi kontaktakmi z Toba próbował zagłuszyc w sobie myslenie o tamtej. JAk widac - seks nie zawsze wygrywa z uczuciami.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja