urquhart
27.10.11, 07:53
Ironiczna uwaga Efi mnie zaintrygowała, kto to właściwie jest ta "zła kobieta". Mi się ona kojarzy z jędzą która w rzekomym partnerstwie dużo wymaga, niewiele lub nic nie oferuje w zamian, a złość i agresję wyraża w roszczeniowości.
Charaktery o tym piszą że zjawisko bierze się stąd że ewolucyjnie kobiety przystosowały się do nie wyrażania złych emocji wprost. Stąd kobieca złość nierozładowana kumuluje się i wyraża się zawiścią do innych kobiet, a zamaskowana jest w roszczeniowości wobec mężczyzn.
Z całej palety emocji, które wolno przeżywać „uczuciowym” kobietom, wykreślono jedno uczucie: złość. Zarezerwowano ją tylko dla „twardych” mężczyzn. Ten arbitralny podział uczuć na kobiece i męskie wyrządza wiele szkód. Kobiety potrzebują swojej złości.
Mężczyźnie można wybaczyć złość, ale kobiecie – nigdy! Kobieta może się bać, martwić, smucić, ale złościć?... Nie! Taka opinia dominuje w powszechnej świadomości. A przecież, jak dowodzi amerykański psycholog Robert Plutchik, złość jest podstawową emocją. Pojawia się jako naturalna reakcja na ograniczenia i przeszkody, które stoją nam na drodze i uniemożliwiają zaspokojenie ważnych dla nas potrzeb. Złość odczuwają i kobiety, i mężczyźni, tylko różnie ją wyrażają. Mężczyźni wprost ujawniają swój gniew, sprzeciw, stosują agresję fizyczną. Kobiety skrywają swą złość za woalką ironii, uszczypliwości, irytacji, obrażania się i kobiecych fochów. Stąd już krok do – karykaturalnie ujmowanych w dowcipach – żon i teściowych, co to cały czas mają wszystko wszystkim za złe. Dlaczego tak się dzieje?
Amerykańska psycholog i psychoterapeutka Phyllis Chester, autorka książki „Woman’s inhumanity to woman” („Kobiece bestialstwo wobec kobiet”) twierdzi, że kobiety ewolucyjnie wykształciły umiejętność wyrażania złości nie wprost, ponieważ doskonale zdają sobie sprawę, iż jest to cecha społecznie niepożądana u płci pięknej. Przyznając się do wrogości i zachowując się agresywnie, stałyby się – w oczach otoczenia – mniej kobiece, a przez to mniej atrakcyjne.
Phyllis Chester pisze dalej:
W książce „Woman’s Inhumanity to Woman” („Nieludzkie traktowanie Kobiet przez Kobiety” – dop. A.K) opisuje Pani ciemną stronę kobiecej natury. Kobiety są surowe w ocenach, długo noszą w sobie urazy, plotkują, izolują się od innych kobiet i gotowe są do agresywnych zachować wobec nich. Nie wystawia Pani swojej płci laurki.
No cóż, ludziom jest równie blisko do małp, jak do aniołów. W przeciwieństwie do mężczyzn, kobiety stosują ukrytą agresję wobec swoich koleżanek: nękają, prześladują, tyranizują, bojkotują je w sposób który może wywoływać u nich traumę. Przez takie zachowania kobiet ich ofiary tracą pracę, uczennice muszą zmieniać szkołę. Kobieta może uśmiechać się do innej kobiety i równocześnie obmawiać ją za plecami tak, że otoczenie uwierzy w kłamstwa na temat ofiary i będzie działało przeciwko niej.
Czy te zachowania kobiet mają jakieś uzasadnienie ewolucyjne?
W pierwszym rozdziale książki Woman’s Inhumanity to Woman przyglądam się ewolucyjnym aspektom kobiecego uczenia się. Niektóre zachowania samic naczelnych wobec innych samic są okropne i niestety znane w świecie ludzi, ale przecież jesteśmy częścią cywilizowanego społeczeństwa i potrafimy radzić sobie z tymi prymitywnymi instynktami. Zarówno kobiet jak i mężczyźni nie muszą reagować na wszystko co czują lub czego chcą. Kobiety konkurują ze sobą najpierw o chłopców, potem o kochanków i mężów. Mężczyźni zachowują się w podobny traumatyzujący sposób wobec innych mężczyzn. Wszyscy ulegamy czasami głęboko skrywanym poglądom seksistowskim.
Nie zapominajmy też o tym, że kobiety podobnie jak mężczyźni, popierają faszystowskie dyktatury i reżimy totalitarne. Podobnie jak mężczyźni zatrudniają służących i niewolników i znęcają się nad nimi. I podobnie jak mężczyźni uczestniczą w wojnach i czerpią korzyści z różnych form ludobójstwa. Co prawda kobiety nie mówią: „Zabijcie Żydów”, ale mówią: „darujcie życie Żydówkom”…
Solidarność kobiet rzeczywiście istnieje, czy to tylko mit?
Kobiety są ze sobą solidarne, gdy świadomie opierają się przyjęciu patriarchalnych obyczajów, ale coś takiego jak solidarność kobiet nie istnieje – nie jest dana biologicznym siostrom, feministkom, koleżankom z pracy, działaczkom politycznym. (...)
Ciemna strona kobiecej natury bardziej przykuwa uwagę…
Rzeczywiście, dysponujemy licznymi badaniami które świadczą o okrucieństwie wśród młodych dziewczyn, dojrzałych kobiet. W moich publikacjach dokonuję przeglądu tych badań. Wcześniej ciemna strona kobiecej natury była bagatelizowana, trochę skrywana, bo feministki starały się pokonać ogromne uprzedzenia wobec kobiet i lansowały tezę, że kobiety są bardziej moralne, współczujące. I w pewnym sensie kobiety rzeczywiście takie się stały. Co nie oznacza, że nie powinno się badać okrucieństwa i agresji kobiet.
pokazywarka.pl/psrw01-2/