Coraz częściej zastanawiam się...

07.11.11, 01:11
czy moje małżeństwo ma sens.Z mężem poznałam się 5 lat temu,miałam za sobą nieudany związek i 2 dzieci,27 lat na karku i wielki apetyt na sex.M.zaspokajał mnie idealnie ,szał trwał jakieś 3 lata.W ciąży z 3 dzieckiem miałam dodatkowe potrzeby z którymi świetnie sobie radził.Niestety dopadła go depresjo niewiadomoco-niby ma zdiagnozowany CHAD ,brał przez pół roku leki i to mi tłumaczy częściowo spadek libido.Jestem wyrozumiała ,ale coraz częściej się zastanawiam-sex raz w miesiącu i zawsze z mojej inicjatywy,ciągłe kłótnie i ostre jazdy -jego wahania nastroju.Wiem że to brzmi egoistycznie ale ja naprawdę potrzebuję ostrego rżnięcia i najlepiej z samego rana ,w południe szybki numerek i wieczorem jakieś bardziej wyuzdane zabawy-to moje marzenie.Sex raz w miesiącu niszczy moja psychikę i m. bardzo dobrze o tym wie.Czy to jest według Was miłość czy totalne olewanie żony? Proponowałam mu alternatywę -wibrator w jego dłoni to coś całkiem innego niż w mojej ...jeśli sam nie ma ochoty-zlekceważył na całej linii.Jestem sfrustrowana i nie wiem w którą stronę.Po rozstaniu z pierwszym mężem miałam sporo kochanków -byłam rozkosznie zaspokojona ale brakowało mi stabilizacji -życie jest brutalne.Pozorna stabilizacja i ciągle rosnące rozczarowanie..ile można...Będąc w stałym związku nie dopuszczam zdrady jestem w kropce-czarnej kropce i z ogromną chcicą:////
    • bi_chetny Re: Coraz częściej zastanawiam się... 07.11.11, 09:48
      Hej,
      macie chyba ogromny rozziew między waszymi potrzebami - tu trudno o kompromis...
    • zamysloneniebo Re: Coraz częściej zastanawiam się... 07.11.11, 10:45
      No chwileczkę, on chciał seksu i Autorka oceniła, że był świetny w łóżku.
      Zgadza się?

      Depresja, ChAD to choroby.

      Rozumiem, jesteś niezaspokojona, rozumiem, że chciałabyś rżnięcia i faceta w świetnym nastroju, rozumiem, że sytuacja, w której się znalazłaś, nie jest fajna.

      Ale JEŚLI kochasz faceta, to może zastanowisz się, jak on się może czuć?
      Jeśli najważniejszy jest dla Ciebie dobry seks i bezproblemowa relacja, to faktycznie, to małżeństwo nie ma sensu, zostaw partnera z poważnym problemem (którego pojawienie się nie zależało od niego) i dowal mu jeszcze dodatkowo.

      A jeśli go kochasz, to może podeszłabyś do sprawy w ten sposób, że to choroba, że to może minąć, że jemu jest potrzebne Twoje wsparcie?

      Jak można się domyślać, albo nie miałaś nigdy problemów psychicznych, albo miałaś, ale minęły i teraz nawet nie masz ochoty przypominać sobie, jak to jest i wczuwać się w sytuację partnera.

      Oczywiście każdy ma prawo wyboru, w Twoim wypadku pomiędzy miłością, albo jej brakiem, wspieraniem, albo olaniem, rżnięciem bez ograniczeń, albo przeczekaniem złego okresu przy facecie, którego kochasz i który teraz nie moze Ci tego zapewnić.

      I tak jak wspomniałam wyżej, rozumiem, że to nie jest fajne, zdecydowanie rozumiem.
      Pytanie tylko, czym jest dla Ciebie miłość i małżeństwo...
      • zamysloneniebo Re: Coraz częściej zastanawiam się... 07.11.11, 10:49
        Jeszcze co do Twojego pytania: czy to miłość, czy olewanie żony.

        Gdyby on był zdrowy i nie miał tych problemów i po prostu nie chciałoby mu się sprawiać Ci przyjemności i się dla Ciebie starać, to owszem, olewanie.
        Ale to naprawdę jest szczególna sytuacja.
        Zapewne trzebaby to samemu poczuć, żeby zrozumieć, jak się wtedy człowiek może czuć.
        On może chcieć wykrzesać z siebie to, czego oczekujesz, ale nie potrafi.
    • lajlah Re: Coraz częściej zastanawiam się... 07.11.11, 12:45
      Mam w rodzinie osobę chorującą na CHAD, więc wiem co nieco o tym schorzeniu. Skoro twój mąż choruje, to wiesz zapewne, jak farmaceutyki stosowane w tej chorobie mogą wpływać na zmiany nastroju i ogólne samopoczucie.
      Czy nie za dużo od niego wymagasz w takim razie? Nawet niejeden zdrowy mężczyzna miałby problemy z zaspokojeniem twoich potrzeb seksualnych. Jego wcześniejsza świetna kondycja w tej dziedzinie, mogła być potęgowana rzutem choroby, tzw. manią.
      • zamysloneniebo Re: Coraz częściej zastanawiam się... 07.11.11, 19:25
        lajlah napisała:

        > Jego wcześniejsza
        > świetna kondycja w tej dziedzinie, mogła być potęgowana rzutem choroby, tzw. m
        > anią.

        Hmm, on chyba wtedy jeszcze był zdrowy?
    • sally23 Re: Coraz częściej zastanawiam się... 08.11.11, 01:03
      Chory jest ale leki brał tylko pół roku i to z przerwami-nie będę się rozpisywać jakie jazdy miał po gwałtownym odstawianiu:/ O dziwo po lekach kochaliśmy się częściej niż teraz ,kiedy nie bierze....bo ciągle ma z...ny humor.Oczywiście przeze mnie i moje dzieci...te z 1 małżeństwa -bo jakże inaczej.
      Małżeństwo to dla mnie nie tylko''dobre rżniecie'' jak to ktoś tutaj spłycił:/ Po prostu jestem tym wqrwiona,zdołowana i coraz częściej myślę...o złamaniu moich zasad wierności.Z czystej potrzeby bliskości ,odczuwania rozkoszy,i wszystkich innych pozytywnych spraw z sexem związanych -z uczuciowym sexem bo zwykłego zimnego rżnięcia nigdy nie lubiłam.
      Zasady moralne ,oczywiście poczucie empatii ,solidarność z chorym mężem,dobro dzieci...itp...ale gdzie w tym wszystkim moje życie ? codziennie o jeden dzień krótsze...Mam na tyle wysoką świadomość by odczuwać tą gorycz niespełnienia (nie tylko sexualnego) z wielką mocą...
      Końcowa myśl-na tą późną porę:
      Kobieta stworzona jest by przeżywać orgazm wielokrotny,bo każdy kolejny daje jej ogromną energię.Mężczyzna wręcz przeciwnie - z wytryskiem energia z niego ucieka...
      Tylko dlaczego naginają naszą naturę do swojej?Z lenistwa ,zazdrości czy chęci kontroli....
      Smutne .
      • aandzia43 Re: Coraz częściej zastanawiam się... 08.11.11, 01:28
        Dlaczego mąż nie leczy się? Czy przerwy w półrocznym (nieprawdopodobnie krótko) braniu leków następowały w porozumieniu z lekarzem? Coś mi się zdaje, że odpowiedzi na obydwa pytania brzmią "nie". Czy w ogóle bywa jeszcze u lekarza? Wiesz, człowiek, który ma zdiagnozowaną jakąś chorobę (lub wie, że jest z nim nie najlepiej i jest w trakcie ustalania diagnozy), chodzi do lekarza/y, poddaje się badaniom, potem bierze leki (jedne, drugie, następne, jeśli poprzednie nei pasują), jak najbardziej zasługuje na współczucie, wsparcie, opiekę i trwanie przy nim. Jeśli natomiast nie robi tego wszystkeigo, a jednocześnie korzysta z pozycji chorego, to przy zachowaniu wszystkich wymienionych względów należałoby skłonić go do podjęcia konkretnych kroków w kierunku poprawy swojego i rodziny losu. Bo chorowanie, cierpienie, sprowadzanie cierpienia i nieładu (czasem neidostatku) na rodzinę bez prób podjęcia wyjścia z czarnej dziury, to przyznasz, trochę bez sensu. Korzysta z psychoterapii?
        • bigbadpig Re: Coraz częściej zastanawiam się... 08.11.11, 15:06
          wszystko powyżej to prawda, ale uwzględnij dwie rzeczy:
          - po pierwsze taka choroba ma niejako w objawach niechęć do sięgnięcia po pomoc
          - po drugie mężczyźni w sporej liczbie chodzą do lekarza tylko gdy potrzebują L4 lub czują, że umierają

          faktem jest, że jak wk...jąca jest nielecząca się osoba która nie potrafi równocześnie radzić sobie z objawami, aczkolwiek ze względu na powyższe sugerowałbym najpierw wsparcie w powrocie do leczenia (kopem w tyłek/zachętą/rozsądną rozmową - zależy od związku)
          • aandzia43 Re: Coraz częściej zastanawiam się... 08.11.11, 19:06
            > - po pierwsze taka choroba ma niejako w objawach niechęć do sięgnięcia po pomoc

            To prawda, zapomniałam dodać w swoim poście, a to bardzo istotna okoliczność.

            > - po drugie mężczyźni w sporej liczbie chodzą do lekarza tylko gdy potrzebują L
            > 4 lub czują, że umierają

            Też prawda, ale to już nie jest okoliczność łagodząca ;-)

            W każdym razie bez leczenia (lub wyjaśnienia sprawy choroby) nie ruszą naprzód.
    • vitek_1 Re: Coraz częściej zastanawiam się... 09.11.11, 04:05
      sally23 napisała:

      > naprawdę potrzebuję ostrego
      > rżnięcia i najlepiej z samego rana ,w południe szybki numerek i wieczorem jakieś
      > bardziej wyuzdane zabawy-to moje marzenie.

      He he każdy by tak chciał, ale nie przyszło ci do głowy że partner ma też inne zajęcia które wypełniają mu dzień, np. pracę?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja