Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych nerwach

03.12.11, 12:23
nieruchomyporuszyciel.blogspot.com/2011/10/cena-mazenstwa-uwaga-tekst-dla-ludzi-o.html
    • that.bitch.is.sick Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 03.12.11, 12:39
      No co za nuda, przecież to już było.
      A poza tym jak kobieta chce seksu to w małżeństwo jest totalną beznadzieją...dnem i pokutą..
      • zyg_zyg_zyg Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 03.12.11, 12:49
        Nuda i dodatkowo stek kłamiwych stereotypów.

        Tekst dotyczy tajemniczej "statystycznej kobiety", której chyba w życiu nie spotkałam. Ale jej istnienie jest bardzo wygodne dla niektórych, bo rozgrzesza.
        • mujer_bonita Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 03.12.11, 13:44
          zyg_zyg_zyg napisała:
          > Nuda i dodatkowo stek kłamiwych stereotypów.


          Mój ulubiony:
          'Jeśli wierzyć antropologom, małżeństwo monogamiczne samo w sobie jest porażką podstawowej strategii prokreacyjnej samca, bazującej na zapłodnieniu maksymalnej liczby partnerek.'

          Taa... ego pozwala wierzyć panom, że gdyby nie ta okropna narzucona moralnością monogamia to bzykaliby ile wlezie :D Kobiety normalnie w kolejkach by się ustawiały, żeby je zapłodnić :D

          Monogamia jak najbardziej skuteczną modyfikacją strategii prokreacyjnej samców służącą większości z nich, żeby cokolwiek zapłodnić.
          • pelnomocnick Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 03.12.11, 14:03
            To są wszystko stwierdzenia, których nie da się zweryfikować bez realnego odwołania do rzeczywistości.

            Zobaczymy za parę lat co się będzie działo w Chinach, jak na rynek wejdzie parę milionów (kilkadziesiąt, kilkaset?) mężczyzn, dla których po prostu zabranie kobiet. Do tej pory w historii ludzkości sprawy miały się z reguły na odwrót i dotyczyły dużo mniejszych grup społecznych. Jedna banda samców najeżdżała drugą bandę, mordowała tychże razem z ich dziećmi a kobiety zabierała do swojego inwentarza. Przy okazji oczywiście ginęła połowa ich współplemieńców a w trakcie rozwoju osobniczego spora część też ginęła lub była po drodze "wykluczana z gry" w sposób mniej lub bardziej naturalny. W takich okolicznościach, skoro rodzi się mniej więcej tyle samo dziewczynek co chłopców (nadwyżka chłopców statystycznie istnieje, ale jest minimalna) do wieku rozrodczego dochodziło znacznie więcej kobiet niż mężczyzn, stąd wzięło się wielożeństwo. Monogamia, to nie żaden triumf kobiet nad mężczyznami, tylko naturalne zjawisko. Jesteśmy (ludzie w ogóle) zdrowsi, mniej się ostatnio zarzynamy (przynajmniej na północ od zwrotnika Raka i na południe od zwrotnika Koziorożca) więc trzeba się jakoś zorganizować w sposób dopasowany do realiów. Ale nigdy nie wiadomo kiedy i w którą stronę zawieję wiatr historii...
    • pelnomocnick Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 03.12.11, 12:41
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,117580247,117580247,troche_o_malzenstwie_.html
      • that.bitch.is.sick Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 03.12.11, 13:21
        No właśnie, pełnomocnik wyszukał, wiedziałam że to już było.
    • triss_merigold6 Czyżby znowu Milska-Wrzosińska? 03.12.11, 17:33
      Było już, było.
      Gdyby nie dominacja monogamicznego modelu, to 90% panów nie zdołałby posłać w przyszłość swoich genów. Ba, w ogóle by nikogo nie dymali (może siebie nawzajem lub kozy).
      • pelnomocnick Re: Czyżby znowu Milska-Wrzosińska? 03.12.11, 17:54
        Między (dobrym) dymaniem a banalnym posłaniem genów w przyszłość są lata świetlne i galaktyki odległości.

        Jest też trochę na odwrót. Model poligamiczny nie powstaje po to by wyeliminować kogoś z kopulacyjno-prokreacyjnej zabawy, a wyłącznie dlatego, że jest nadwyżka Pań nad Panami, którzy postanawiają się nimi "zająć". Znasz jakiekolwiek społeczeństwo istniejące teraz bądź kiedykolwiek wcześniej, gdzie istniałaby grupa mężczyzn pozbawiona dostępu do kobiet, tylko dlatego że inni przejęli je do swoich haremów (nie mówię tu o tzw. dobrowolnym celibacie u duchownych)? Takie cuda się zdarzać mogą, ale u innych gatunków np. naszych ssaczych braci i sióstr. Model rodziny u ludzi jest zawsze usankcjonowaniem występujących w populacji proporcji płci.

        Kolejna sprawa. Nawet gdyby wystąpiłoby takie zjawisko, że jeden kolega ma pięć żon a czterej zostali bez, to do tego by całkowicie im odciąć od tych koleżanek dostęp - jeszcze daleka droga. Częściowy promiskuityzm występuje i u Pań i u Panów.

        A na koniec. Monogamia również nie gwarantuje nikomu dymania a co za tym idzie posłania genów w świat, czego dowodem jest to oto forum :)
        • mujer_bonita Re: Czyżby znowu Milska-Wrzosińska? 03.12.11, 18:11
          pelnomocnick napisał:
          > Jest też trochę na odwrót. Model poligamiczny nie powstaje po to by wyeliminować
          > kogoś z kopulacyjno-prokreacyjnej zabawy, a wyłącznie dlatego, że jest
          > nadwyżka Pań nad Panami, którzy postanawiają się nimi "zająć"

          Nieprawda. Zobacz jak jest u zwierząt stadnych - samiec alfa a reszta won. Geny przekazuje tylko najlepszy - reszta nie dyma. I to jest biologicznie uzasadnione. Monogamia zwiększa szansę słabszych osobników na przekazanie genów - służy więc bardziej mężczyznom niż kobietom.
          • pelnomocnick Re: Czyżby znowu Milska-Wrzosińska? 03.12.11, 18:37
            Z tym, że ja pisałem o gatunku homo sapiens sapiens. U pszczół i innych goryli może być inaczej. Co kraj, to obyczaj.

            Proszę o podanie przykładu społeczeństwa (ludzkiego), gdzie jest tak jak u Twoich zwierząt gospodarczych. Mi takie społeczeństwo jest nieznane.
            • mujer_bonita Re: Czyżby znowu Milska-Wrzosińska? 03.12.11, 18:42
              pelnomocnick napisał:
              > Proszę o podanie przykładu społeczeństwa (ludzkiego), gdzie jest tak jak u Twoi
              > ch zwierząt gospodarczych. Mi takie społeczeństwo jest nieznane.

              Po pierwsze - pisałam o zwierzętach stadnych nie gospodarskich. Po drugie - mowa jest o pewnego rodzaju determinizmie biologicznym, który wg. twórcy zalinkowanego tekstu został stłumiony przez normy społeczne. No właśnie nie został - strategia zmieniła się na długo przed tym właśnie z uwagi na skuteczność.
        • yoric Re: Czyżby znowu Milska-Wrzosińska? 03.12.11, 18:37
          > Model poligamiczny nie powstaje po to by wyeliminować kogoś z kopulacyjno-prokreacyjnej zabawy, a wyłącznie dlatego, że jest nadwyżka Pań nad Panami, którzy postanawiają się nimi "zająć".

          absolutnie nie. Haremy zawsze były zorganizowane tak, żeby monopolizować reprodukcję dla jednego samca. Jeżeli, jak się zdarzało, jeden samiec ma sto dzieci, to znaczy, że 50 innych samców jest reprodukcyjnie wyklucznych.
          Nawet jeśli mamy nadwyżkę pań do zagospodarowania, to jak sam zauważasz, taka nadwyżka powstaje głównie poprzez wycięcie konkurencji.

          Sprawa wygląda trochę inaczej. Statystycznie samcom opłaca się monogamia, natomiast najlepszą strategią pozostaje poligamia, tylko rzadko kiedy można jej użyć. A naturalna strategia to: kiedy masz okazję - poligamia, w każdym innym przypadku - mono.
          • triss_merigold6 Re: Czyżby znowu Milska-Wrzosińska? 03.12.11, 18:52
            Czyngis Chan miał około tysiąca dzieci. Współcześnie jego geny nosi circa about 80 mln osób. Skądinąd znany był z wycinania w pień, w sensie dosłownym, konkurencji.

            Patrz też społeczności islamskie - b. przesuwa się w górę u mężczyzn wiek ożenku (bo żona jest droga - tak upraszczając), dymać bezślubnie nie wolno i zostają setki tysięcy niezagospodarowanych seksualnie, dziko sfrustrowanych młodych mężczyzn. Wielu z nich będzie zawsze wykluczonych z prokreacji.
            • yoric Re: Czyżby znowu Milska-Wrzosińska? 03.12.11, 19:00
              Tak jest. Faktem jest, że KTOŚ porządnie zmonopolizował rozmnażanie w tamtym skrawku świata w mniej więcej tamtym czasie - jeśli nawet nie był to Dżyngis Chan (na spółkę z braćmi i innymi bliskimi męsimi krewnymi), to zrobił to ktoś inny, bo widać to po genach współczesnych populacji.

              Co do islamu to nawiasem mówiąc na każdego z tych sfrustrowanych i wykluczonych czeka stado pieknych dziewic. W niebie. Wystarczy tylko zginąć dla religii.
              • triss_merigold6 Re: Czyżby znowu Milska-Wrzosińska? 03.12.11, 19:05
                No, był facet modelowym przykładem samca naprawdę ALFA. ;)

                Sądzisz, że wizja 70 czy iluś tam hurys z odnawialną cnotą działa kojąco na frustracje za życia? Chyba nie, sądząc po nastrojach społecznych w tamtejszym kręgu kulturowym.
                • urquhart Komu służy monogamia??? 04.12.11, 10:46
                  triss_merigold6 napisała:

                  > No, był facet modelowym przykładem samca naprawdę ALFA. ;)

                  Han i jego potomstwo Alfa trzymało za mordę pół świata przez parę wieków (do dziś pozostawiło mentalność poddańczą na dawnch terenach hanatu: Rosji, Mongolli, Chinach).
                  Ale cóż maksymalny poziom testosteronu dziś to wiemy jest odwrotnie skorelowany z inteligencją i widać to patrząc na rozwój w różnych kulturowych regionach świata.

                  Monogamia służy samcom gamma i beta, fakt. Ale symbioza z jednym samcem dawała znacznie więcej kobiecie praw i inwestycji w zasoby niż statystycznie bycie jedną z niewolnic czy nałożnic samca alfa :)
                  Natomiast jak twierdzą antropoodzy owa monogamia (miłość?) (obserwacje amazońskich kultur pierwotnych i mechanizmów stymulowania hormonalnego) trwało 7, góra 12 (rytuał dorosłości, słowiańskie postrzyżyny, do dziś wiek dozwolonego współżycia kobiet w Watykanie) lat czyli na czas żeby potomstwa zdążyło usamodzielnić się i w miarę samo przeżyć (7 razem rok to do dziś typowy kryzys w związku).
                  • urquhart Re: Komu służy monogamia??? 04.12.11, 11:16
                    > Natomiast jak twierdzą antropoodzy owa monogamia (miłość?) (obserwacje amazońsk
                    > ich kultur pierwotnych i mechanizmów stymulowania hormonalnego) trwało 7, góra
                    > 12 (rytuał dorosłości, słowiańskie postrzyżyny, do dziś wiek dozwolonego współż
                    > ycia kobiet w Watykanie) lat czyli na czas żeby potomstwa zdążyło usamodzielnić
                    > się i w miarę samo przeżyć (7 razem rok to do dziś typowy kryzys w związku).

                    A i zapomniałbym o najważniejszym atawiźmie tego zjawiska: statystycznie o rozwód dzisiaj występuje kobieta po 13 latach, gamma i beta już niepotrzebny wtedy jest. :)
                  • yoric Re: Komu służy monogamia??? 04.12.11, 20:14
                    > Ale symbioza z jednym samcem dawała znacznie więcej kobiecie praw i inwestycji w zasoby niż statystycznie bycie jedną z niewolnic czy nałożnic samca alfa :)

                    oj, na pewno nie. Monarcha 'zarabiał' kilka tysięcy razy lepiej niż 'średnia', więc każdej ze stu kochanek mógł zapenić byt na poziomie daleko ponad przeciętną. Ogólnie w haremie babki nie musiały się martwić o chleb, dach nad głową, los dzieci, gwałty czy mordy. Żadna z tych rzeczy nie byłą gwarantowana w stanie 'dzikim'.
                    Jeśli już, monogamia opłacała się babkom u zbieraczy łowców. Tu nie było takich dysporporcji między samcami. Dobry samiec jest lepszy, niż słaby, ale nie zdobędzie trzy razy więcej pożywienia i nie poświęci trzy razy więcej czasu na potomstwo, więc zamiast być jego trzecią żoną lepiej być pierwszą tego gorszego (lepsza ta sama wypłata tylko dla siebie, niż nieco większa do podziału na trzy).
                    • triss_merigold6 Re: Komu służy monogamia??? 04.12.11, 20:46
                      Weźcie łaskawie pod uwagę, że w wypadku satrapii ta poligamia była dla kobiet wymuszona, a nie dobrowolna. W haremach były przede wszystkim niewolnice, traktowane i używane jak przedmioty. Owszem, otoczone ładnymi sprzętami, dobrze karmione ale przedmioty. One nie decydowały.
                      • yoric Re: Komu służy monogamia??? 04.12.11, 21:33
                        A gdyby decydowały?
      • asmok6 Re: Czyżby znowu Milska-Wrzosińska? 05.12.11, 06:00
        triss_merigold6 napisała:

        > Było już, było.
        > Gdyby nie dominacja monogamicznego modelu, to 90% panów nie zdołałby posłać w p
        > rzyszłość swoich genów. Ba, w ogóle by nikogo nie dymali (może siebie nawzajem
        > lub kozy).

        Nie szkodzi. Ja bym posłał, a reszta to nie mój problem.
    • yoric Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 03.12.11, 18:19
      "podstawowej strategii prokreacyjnej samca, bazującej na zapłodnieniu maksymalnej liczby partnerek. Mężczyźni byli zmuszeni z tego wzorca zrezygnować, bo nadprodukcja przypadkowo poczętych dzieci przestała być akceptowalna moralnie, społecznie i ekonomicznie. Przestawili się zatem z ilości na jakość i zaczęli dbać o mniejszą liczbę dzieci poczętych z jedną partnerką, a nie z wieloma. To sytuacja dla kobiet bardzo korzystna."

      wszystko ok, tylko skąd się tu wzięły czynniki moralne, społeczne i ekonomiczne? Skoro wiadomo, że odejście od modelu poligamicznego zaczęło się grube miliony lat temu? Tu nie szła żadna kalkulacja, tu po prostu jak facet nie inwestował w swoje potomstwo, to potomstwo nie przeżywało. Przeżywali ci chłopcy, których tatusiowie się nimi zajmowali i którzy w związku z tym dziedziczyli te tendencje.

      Główna myśl artykułu dość trafna, tj. kobiety często próbują łączyć przywileje z obu wykluczających się modeli ('równouprawnienie' oraz 'facet - głowa rodziny').
      • mujer_bonita Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 03.12.11, 18:32
        yoric napisał:
        > Główna myśl artykułu dość trafna, tj. kobiety często próbują łączyć przywileje
        > z obu wykluczających się modeli ('równouprawnienie' oraz 'facet - głowa rodziny').

        Tak samo jak mężczyźni. Kobieta ma obowiązek pracować (i zarabiać) ale jednocześnie zajmować się domem i dziećmi bo to 'kobiece zajęcia'.
        • yoric Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 03.12.11, 18:45
          A to też się zgadza. Przy czym facet nadal jest oceniany głównie pod kątem swojej pozycji społeczno-ekonomicznej.
          • mujer_bonita Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 03.12.11, 18:55
            yoric napisał:
            > A to też się zgadza. Przy czym facet nadal jest oceniany głównie pod kątem swoj
            > ej pozycji społeczno-ekonomicznej.

            A kobieta przez pryzmat rodziny. Czytałam kiedyś wywiad z Hanną Gronkiewicz-Waltz, która stwierdziła, że żadnemu jej koledze po fachu nikt nigdy nie zadał pytania o wpływ/łączenie pracy i życia rodzinnego - jej tak.
            • triss_merigold6 Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 03.12.11, 19:02
              Dziś widziałam w tv taką fajną reklamę społeczną w której pan na rozmowie kwalifikacyjnej jest pytany o plany prokreacyjne i czy jest po ślubie. D
            • yoric Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 03.12.11, 19:05
              Owszem, owszem. I tę reklamę unijną z pytaniem faceta o ciążę też uważam za trafną.
              Ogólnie nie mówię, że rozpad tradycyjnych ról płciowych to zła rzecz. Mówię, że z ich zdefiniowaniem od nowa jest problem.
              • mujer_bonita Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 04.12.11, 14:32
                yoric napisał:
                > Ogólnie nie mówię, że rozpad tradycyjnych ról płciowych to zła rzecz.
                > Mówię, że z ich zdefiniowaniem od nowa jest problem.

                Dokładnie. Aktualnie jesteśmy na etapie miotania się.
        • klawiatura_zablokowana Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 03.12.11, 23:24
          To prawda. Od kobiet wymaga się jednocześnie, aby były silne i zaradne jak mężczyźni, zarabiały na siebie, były finansowo niezależne od mężczyzny, potrafiły same naprawić samochód i komputer a zarazem nic nie traciły z kobiecości, gotowały ciepłe obiadki i rodziły dzieci w wolnych chwilach. Skąd zatem zdziwienie, że od mężczyzn też wymaga się pomieszanego, miejscami sprzecznego zestawu umiejętności?
          • urquhart Ale kto konkretnie wymaga? 04.12.11, 10:24
            klawiatura_zablokowana napisała:

            > To prawda. Od kobiet wymaga się jednocześnie, aby były silne i zaradne jak mężc
            > zyźni, zarabiały na siebie, były finansowo niezależne od mężczyzny, (...)
            > ze od mężczyzn też wymaga się pomieszanego, miejscami sprzecznego zestawu umieję
            > tności?

            Ale kto konkretnie wymaga? Postępowe media pod sztandarami równouprawnienia. Inne kobiety pod hasłem feminizmu że kobiety nie są gorsze od mężczyzn?
            Kobiety są typowo znacznie bardziej wymagające w kontekście domu, dzieci i rodziny i trudniej im ciągnąć wszystkie priorytety. Tym bardziej że uważają że jedynie ich kryteria wymagań i oczekiwań są słuszne i "dojrzałe" nie dopuszczając tu żadnego równouprawnienia czy kompromisu (niektóre znane mi babki dochodzą do takiego kompromisu postulowanego przez Milską w drugim małżeństwie, większość jednak widzi w niej jedynie zdrajczynię solidarności jajników i mizoginkę.).

            Ciekawe jest mniej emocjonalne podejście do tego samego problemu ale matematyczne , kompromisów wg teorii gier:

            Spotkaliśmy się już z teorią gier dotyczącą szukania kompromisów. Zasadniczym problemem jest jednak przełożenie pewnych nieprecyzyjnych pojęć, jak np. poziom zadowolenia z kompromisu na wartości liczbowe, które nadają się do odpowiedniej matematycznej obróbki (np. przez teorie gier).
            Chcąc jakościowo uchwycić poziom subiektywnego zadowolenia z pewnych spraw w ujęciach ekonomicznych, politycznych, psychologicznych, socjologicznych, itp. – matematycy wprowadzili pojęcie tzw. funkcji użyteczności (ang. utility function). (...)
            Rozważmy teraz sprawę sprzątania mieszkania w małżeństwie, będącego często przedmiotem kłótni. Każdy z małżonków posiada określoną własną funkcję użyteczności charakteryzującą jego subiektywne zadowolenie z posprzątanych miejsc w mieszkaniu.
            Ukażmy idee w dość przesadzony sposób aby uchwycić jej znaczenie dla funkcji dyskretnych. Mąż ma małe wymagania do czystości lustra w łazience, mało z niego korzysta, w ogólnie nie zwraca na nie uwagi i dla niego jest albo czyste albo brudne (funkcja dwuwartościowa 1 i 0). Poziom czystości dywanu (jest on dla niego już trochę bardziej istotny niż lustro) ocenia w kategoriach brudny i wymaga sprzątnięcia (poziom 0), lekko brudny i może jeszcze niech się bardziej zabrudzi zanim warto włożyć wysiłek i go odkurzyć (poziom 5) oraz czysty i nie trzeba sprzątać poziom 10). Ekran telewizora – często z niego korzysta i jego czystość od nagromadzonego kurzu jest dość istotna (skala 100-czysty, 50 – da się oglądać, 0 - brudny), itd. –można ustalić funkcję użyteczności dla pozostałych rzeczy.
            7
            Dla jego żony czystość tych przedmiotów ma inne znaczenie. Bardziej zadba o czyszczenie lustra niż ekranu telewizora.
            Dla męża ogólny poziom czystości w mieszkaniu jest zadowalający, gdy suma składowych odpowiednich funkcji użyteczności przekroczy jakiś próg.
            Różne przedmioty posiadają inne wagi dla różnych małżonków i tutaj pojawia się główny problem. Bez ustalenia i poznania funkcji użyteczności (przypisaniu odpowiednich wartości) dla swojego małżonka – może to być źródłem nieustannych kłótni.
            Tak można zrobić dosłownie ze wszystkim. Zdefiniować funkcję użyteczności dla wszystkiego i kiedy już będą wspólnie ustalone, wiedzieć jak pewne rzeczy wpływają na skałę zadowolenia swojego małżonka.
            Mając ustalone funkcje użyteczności, oraz wzajemne relacje między nimi, można je zastosować do bardziej skomplikowanych metod matematycznych optymalizacji (teoria gier jest tylko jedną z nich).
            Całość:
            cygnus.et.put.poznan.pl/~piotrw/popnaukowe/art_mat_seks.pdf
            • that.bitch.is.sick Re: Ale kto konkretnie wymaga? 04.12.11, 10:54
              urquhart napisał:


              > Ale kto konkretnie wymaga? Postępowe media pod sztandarami równouprawnienia. In
              > ne kobiety pod hasłem feminizmu że kobiety nie są gorsze od mężczyzn?

              A spróbuj się przyznać że nie pracujesz, albo że utrzymuje cię facet na forum feminizm gazeta albo na dowolnym babskim forum. Zjedzą cię że jesteś garkotłukiem, głupią kurą i "roszczeniowym pasożytem". Kobity same działają na swoją niekorzyść i bat na siebie wzajemnie kręcą. Co za idiotyzm; A co do cytowanej Gronkiewicz-Waltz co to niby taka była biedulka dyskryminowana ze względu na płeć. Ona była pierwszą która chciała kobity do garów zagonić na podstawie jej wypowiedzi. Przykład: rocznica nobla Wałęsy, kongresowa - jej wypowiedź na temat Danusi Wałęsowej, parafrazuję: "ach, czymże byłby dom bez kobiety, bez jej codziennej krzątaniny..";)sprowadzić przeżycia dzielnej godnej szacunku kobiety jaką jest pani Danuta Wałęsa do obrabiania garów - bezcenne:).
              • that.bitch.is.sick Re: Ale kto konkretnie wymaga? 04.12.11, 11:05
                Albo ta robiąca karierę polityczną była minister zdrowia co w czasie swojego urzędowania płodziła pomysły rodem z Afganistanu najpierw chciała wprowadzić kontrolę kobiet w ciąży, a potem sprzeciwiała się refundacji znieczulenia przy porodzie.;) Następna pani Pitera, pamiętam jej wypowiedź przeciwko parytetom(kolejny idiotyzm) że "tylko uzdolnione kobiety powinny się dostawać do polityki bez przywilejów", tak cóż za hipokryzja. Ona z pewnością jest na swoim stanowisku dzięki zdolnościom i predyspozycjom podobnie jak pani Radziszewska.:)
                Drogie Panie! Znakomicie pamiętamy waszą "babską solidarność" wobec innych kobiet kiedy już zrobicie karierę:). Śmiech na sali normalnie.
              • mujer_bonita Re: Ale kto konkretnie wymaga? 04.12.11, 14:29
                that.bitch.is.sick napisała:
                > A co do cytowanej Gronki
                > ewicz-Waltz co to niby taka była biedulka dyskryminowana ze względu na płeć. On
                > a była pierwszą która chciała kobity do garów zagonić na podstawie jej wypowied
                > zi. Przykład: rocznica nobla Wałęsy, kongresowa - jej wypowiedź na temat Danusi
                > Wałęsowej, parafrazuję: "ach, czymże byłby dom bez kobiety, bez jej codziennej
                > krzątaniny..";)sprowadzić przeżycia dzielnej godnej szacunku kobiety jaką jest
                > pani Danuta Wałęsa do obrabiania garów - bezcenne:).

                Z całym szacunkiem ale akurat Wałęsowa właśnie tym się zajmowała - obrabianiem garów. I tylko tym. IMO Gronkiweicz-Waltz właśnie tą wypowiedzią podkreśliła rolę Wałęsowej. Bo bądź co bądź to ona gromadką dzieci zajmowała się SAMA na pełen etat (polecam wydaną właśnie autobiografię). Nie chodzi o to, że ją H G-W do garów zapędziła ale że DW swoją WAŻNĄ rolę w tamtym miejscu odegrała.

                Ty niestety nie zrozumiałaś tej kwestii. H G-W nie chodziło w tym co cytowałam o zapędzanie jej do garów tylko o rozliczanie z nich. O to, że kobieta jeżeli chce robić karierę to MUSI pogodzić ją z życiem rodzinnym - mężczyzna nie musi. Musi robić DWIE kariery i z obu jest rozliczana. U mężczyzn nikt się o to nie pyta. Nikt się nie pytał Lecha Wałęsy jak się czuły jego dzieci, kiedy jego nie było w domu. DW w jednym z wywiadów okołoksiążkowych powiedziała, że jej dzieci ojca nie miały. To samo mniej więcej napisał w swojej książce syn Helmuta Khola. Czy ktoś się tym interesował?
                • urquhart Re: Ale kto konkretnie wymaga? 04.12.11, 14:48

                  • mujer_bonita Re: Ale kto konkretnie wymaga? 04.12.11, 14:55
                    urquhart napisał:
                    > Energia i czas w życiu to skończone zasoby. Nie da się perfekcyjnie pogodzić. Musi bo co?
                    > Prolaktyna jej każe jak bezrozumnej kwoce, rodzina, inne kobiety?
                    > Te co robią karierę to olewają i tak już dziś i jakość i jadą.

                    No przecież właśnie o tym piszę. 'Muszą' bo są po tym kątem oceniane. W mojej byłej pracy managerami wyższego szczebla byli w większości mężczyźni - kobiet jakieś 20%. I wiesz co - jak wszyscy siedzieli po godzinach to tylko o kobietach mówiono jakie to ich dzieci biedne, że matki prawie nie widzą. I dodajmy - teksty słyszane zarówno od kobiet jak i od mężczyzn. Powiedziałabym, że najczęściej od bezdzietnych mężczyzn. Presja społeczna jest często niezależna od płci. Taki głęboko zakorzeniony schemat.
                    • urquhart Re: Ale kto konkretnie wymaga? 04.12.11, 15:12
                      W mojej korporacji jest nawet minimalnie wiecej kobiet na kierowniczych stanowiskach. Zwykle bezdzietnych. I one w pierwszej kolejności wymagają od innych kobiet udowodnienia długoterminowego że życie korporacyjne będzie od nich ważniejsze niż rodzinne. Bo wiedzą jak jest. Innaczej nie mają szans na awans. A mój exszef dostał straszny opieprz od innych bab i stracił na tym że awansował naiwnie babkę i powierzył jej ambitny projekt a ona parę dni później zaszła w ciążę (drugą) całkowicie rozkładając projekt ona łopadki bo praca przestała ją interesować (opisywałem to już).

                      Niektórzy młodzi kierowcy lubią prędkość i są nieodpowiedzialni. Wszyscy młodzi płacą wyższe składki OC i nie ma w tym nic dziwnego. Dla niektórych (większej części?) kobiet życie rodzinne jest najważniejsze, ważniejsze od zwiażku i pracy, wszystkie kobiety za to płacą mniejszym zaufaniem w pracy (awans, płaca) i to jest bardzo dziwne i niesprawiedliwe?
                      • mujer_bonita Re: Ale kto konkretnie wymaga? 04.12.11, 15:29
                        urquhart napisał:
                        > Niektórzy młodzi kierowcy lubią prędkość i są nieodpowiedzialni. Wszyscy młodzi
                        > płacą wyższe składki OC i nie ma w tym nic dziwnego. Dla niektórych (większej
                        > części?) kobiet życie rodzinne jest najważniejsze, ważniejsze od zwiażku i prac
                        > y, wszystkie kobiety za to płacą mniejszym zaufaniem w pracy (awans, płaca) i t
                        > o jest bardzo dziwne i niesprawiedliwe?

                        Myślę, że mylisz nieco pojęcia. Dla większości ludzi rodzina jest ważniejsza niż praca, to całkiem normalne. Problem kobiet polega na tym, że chcąc nie chcąc pewnymi rzeczami muszą się zająć, bo nikt inny za nie nie chce. Przykład z zeszłego tygodnia - koleżanka z biurka obok dzwoni do męża, żeby ten odebrał dzieci. I co słyszy? Nie, bo muszę zostać dłużej w pracy. Ok - musi, tylko jakoś nie pomyślał, że dzieci z przedszkola trzeba odebrać, w końcu ma żonę to co się ma przejmować. Nie wiem czy to wynik z jakiegoś brzydko mówiąc 'upośledzenia' mężczyzn na tle organizacji życia rodzinnego czy tak jest im po prostu wygodniej zwalić to na kogoś innego niż wziąć na siebie odpowiedzialność.

                        Inny przykład - mąż kuzynki wrócił kiedyś do domu z radosną nowiną, że dostał awans. Awans wiązał się z pracą w innym mieście od poniedziałku do piątku. I co? I oczywiście go przyjął doznając amnezji, że ma dwójkę dzieci, którymi w tygodniu TEŻ trzeba się zająć. Ale od tego jest żona czyż nie?

                        Moje obserwacje są takie - w związkach, gdzie mężczyźni biorą odpowiedzialność za organizację życia rodzinnego jest zdecydowanie więcej kobiet robiących kariery.
                        • urquhart Re: Ale kto konkretnie wymaga? 04.12.11, 15:52
                          mujer_bonita napisała:
                          > przejmować. Nie wiem czy to wynik z jakiegoś brzydko mówiąc 'upośledzenia' mężc
                          > zyzn na tle organizacji życia rodzinnego czy tak jest im po prostu wygodniej zw
                          > alić to na kogoś innego niż wziąć na siebie odpowiedzialność.

                          To jedynie projekcja swoich kobiecych oczekiwań na mężczyznę.
                          Znam przykłady ale nie z Polski gdzie przy awansie obojga dzieci oddaje się na wieś do dalszej wielodzietnej rodziny, lub dziadkom na parę lat. Ale która matka polka zgodzi się na takie obniżenie rodzicielskich oczekiwań???

                          Pamiętasz z wywiadu z Perel co uderzyło ją w Polsce? Olbrzymie oczekiwania względem wiezi matki z dzieckiem, nieproporcjonalne do innych sfer życia. Jedne Polskie kobiety projektują je na inne i na mężczyzn. A ty je widzisz jako "wymagania zwg. kobiet"
                          • mujer_bonita Re: Ale kto konkretnie wymaga? 04.12.11, 16:48
                            urquhart napisał:
                            > To jedynie projekcja swoich kobiecych oczekiwań na mężczyznę.
                            > Znam przykłady ale nie z Polski gdzie przy awansie obojga dzieci oddaje się na
                            > wieś do dalszej wielodzietnej rodziny, lub dziadkom na parę lat. Ale która matk
                            > a polka zgodzi się na takie obniżenie rodzicielskich oczekiwań??

                            Nie - no litości! Żyjemy w XXI wieku w Polsce i trend jest taki, że dziadkowie wcale nie chcą się wnukami zajmować, bo swoje dzieci już odchowali. Zaręczam Ci, że dla zdecydowanej większości 'Matek Polek' chętni dziadkowie to prawdziwy skarb.

                            > Pamiętasz z wywiadu z Perel co uderzyło ją w Polsce? Olbrzymie oczekiwania
                            > względem wiezi matki z dzieckiem, nieproporcjonalne do innych sfer życia. Jedne
                            > Polskie kobiety projektują je na inne i na mężczyzn. A ty je widzisz jako "wymagan
                            > ia zwg. kobiet"

                            Tak? No to się zastanów - CZYJE 'oczekiwania względem więzi matki z dzieckiem'?
              • bi_chetny Re: Ale kto konkretnie wymaga? 05.12.11, 11:19
                that.bitch.is.sick napisała:

                > urquhart napisał:
                > > Ale kto konkretnie wymaga? Postępowe media pod sztandarami równouprawnien


                > A spróbuj się przyznać że nie pracujesz, albo że utrzymuje cię facet na forum f
                > eminizm gazeta albo na dowolnym babskim forum. Zjedzą cię że jesteś garkotłukie
                > m, głupią kurą i "roszczeniowym pasożytem". Kobity same działają na swoją nieko
                > rzyść i bat na siebie wzajemnie kręcą. Co za idiotyzm; A co do cytowanej Gronki
                > ewicz-Waltz co to niby taka była biedulka dyskryminowana ze względu na płeć. On
                > a była pierwszą która chciała kobity do garów zagonić na podstawie jej wypowied
                > zi. Przykład: rocznica nobla Wałęsy, kongresowa - jej wypowiedź na temat Danusi
                > Wałęsowej, parafrazuję: "ach, czymże byłby dom bez kobiety, bez jej codziennej
                > krzątaniny..";)sprowadzić przeżycia dzielnej godnej szacunku kobiety jaką jest
                > pani Danuta Wałęsa do obrabiania garów - bezcenne:).

                hehe, czyli to kobiety tworzą te wymagania. Tak podejrzewałem :)
            • mujer_bonita Re: Ale kto konkretnie wymaga? 04.12.11, 14:16
              urquhart napisał:
              > Ale kto konkretnie wymaga?

              Kto? A wszyscy drogi Urqu. Szczególnie chciałoby się napisać - życie. Mało który mężczyzna zarabia w dzisiejszych czasach tyle, żeby utrzymać całą rodzinę. Głównym wymaganiem jest więc ekonomia. Drugi czynnik to niestety 'samo się nie zrobi'. I tak - możesz sobie narzekać, że kobiety są bardziej wymagające w kwestiach domu ale nie zmienia to faktu, że jeść trzeba, dziećmi zająć się trzeba. I tu znów - mało który mężczyzna bierze na siebie połowę obowiązków - nawet tych, które sam uzna za słuszne. Bo niestety u panów to jest tak, że słuszny obiad to taki, który sam wjedzie na stół (a jego składniki uprzednio same się kupią, a po zjedzeniu naczynia same się zmyją). I w ten oto powyższy sposób spora część Polek zap...la na 2 etaty.
              • urquhart Re: Ale kto konkretnie wymaga? 04.12.11, 14:39
                mujer_bonita napisała:
                > Kto? A wszyscy drogi Urqu. Szczególnie chciałoby się napisać - życie. Mało któr
                > y mężczyzna zarabia w dzisiejszych czasach tyle, żeby utrzymać całą rodzinę. Gł
                > ównym wymaganiem jest więc ekonomia.

                Czysta Demagogia. W większości krajów świata ludzie zarabiają znacznie mniej i żyją w gorszych warunkach. Dodatkowo w skali Europy w Polsce duzo kobiet żyje na utrzymaniu mężczyzm i wszędzie media nad tym bardzo boleją (aktywizacja zawodowa kobiet: fundusze) Więc nie ekonomia jest determinująca tylko duże wyższe oczekiwania. Podobnie oczekiwania z dziećmi, u nas na wsi zostają same, w większości krajów świata z najstarszym rodzeństwem jeżeli jest albo zniedołężniałymi starcami. Matki zajmujące się tak jednym czy dwoma dziećmi jak w Polsce to wybór i rzadki w skali świata przypadek.
                Więc znowu nie jakaś obiektywna prawda tylko oczekiwania i wymagania są zmienną.

                A od wymagań Urqu się odczep, właśnie zapłąciłem pani od sprzątania i prasowania :)
                • mujer_bonita Re: Ale kto konkretnie wymaga? 04.12.11, 14:49
                  urquhart napisał:
                  > Czysta Demagogia. W większości krajów świata ludzie zarabiają znacznie mniej i
                  > żyją w gorszych warunkach.

                  I rozumiem, że w imieniu mężczyzn deklarujesz gotowość na życie w 'gorszych warunkach' z niepracującą zarobkowo żoną?

                  > Więc nie ekonomia jest determinująca tylko duże wyższe oczekiwania
                  (....)
                  > Więc znowu nie jakaś obiektywna prawda tylko oczekiwania i wymagania są zmienną.

                  Tylko że oczekiwania/wymagania są właśnie pierwszą pochodną warunków ekonomicznych.
                  • that.bitch.is.sick Re: Ale kto konkretnie wymaga? 04.12.11, 15:05
                    mujer_bonita napisała:


                    > I rozumiem, że w imieniu mężczyzn deklarujesz gotowość na życie w 'gorszych war
                    > unkach' z niepracującą zarobkowo żoną?

                    l>
                    > Tylko że oczekiwania/wymagania są właśnie pierwszą pochodną warunków ekonomiczn
                    > ych.
                    >

                    Oj wymagania, wymagania. Tylko że jeśli chodzi o te wymagania wobec kobiet to formułują je zazwyczaj kobiety bonita. Mężczyźni są skłonni kobietom dużo więcej odpuszczać. Proponuję więc żebyś zaczęła walczyć z kobietami które wymagają od kobiet "godzenia dwóch ról" - co za absurd, nigdy się nie dam wpuścić w ten kanał wiem czym to pachnie:), ty się dałaś?
                    • mujer_bonita Re: Ale kto konkretnie wymaga? 04.12.11, 15:19
                      that.bitch.is.sick napisała:
                      > Mężczyźni są skłonni kobietom dużo więcej odpuszczać.

                      Nie zgadzam się z tym kompletnie. Jest taka scena w 'Komedii Małżeńskiej' gdzie facet mówi coś w rodzaju 'Ja tam jestem za równouprawnieniem ale obiad na stole musi być'. Mężczyźni może są i skłonni 'odpuścić' kobiecie 'karierę' ale pracę zarobkową już nie. A etat w domu uważają zwyczajnie za przyrodzony.

                      > "godzenia dwóch ról" - co za absurd, nigdy się nie dam wpuścić w ten
                      > kanał wiem czym to pachnie:), ty się dałaś?

                      Oczywiście, że się nie dałam. Z tym, że ja miałam prosto bo TŻ z domu wyniósł, że w domu pracują wszyscy, że samo się nie posprząta, nie ugotuje i nie upierze etc.
                      • urquhart Obsługa małego chłopczyka 06.12.11, 09:01
                        > Oczywiście, że się nie dałam. Z tym, że ja miałam prosto bo TŻ z domu wyniósł,
                        > że w domu pracują wszyscy, że samo się nie posprząta, nie ugotuje i nie upierze
                        > etc.

                        Kanał zaczyna się od dziecięcia.
                        Wracam z przedszkola. Ja wpadam do szatni dowartościowuję córke (wiekszośc córek jest z ojcami a synków z mamusiam ew. babciami) ze pieknie sie sama przebiera a w tym czasie mamusie, robią wszytko za swoich synków zmieniając im buty wśród marudzenia i obieując że jak beda grzeczni to kupią im lizaka itp.
                        Obsługa małego chłopczyka to przyjemnośc tkórej trudno sobie mamusi odmówić ja ustawiania lalek mojej córce. Tylko z czasem dzieciecie zaczyna miec 40 lat.
                        • mujer_bonita Re: Obsługa małego chłopczyka 06.12.11, 09:34
                          urquhart napisał:
                          > Kanał zaczyna się od dziecięcia.
                          > Wracam z przedszkola. Ja wpadam do szatni dowartościowuję córke (wiekszośc córe
                          > k jest z ojcami a synków z mamusiam ew. babciami) ze pieknie sie sama przebie
                          > ra a w tym czasie mamusie, robią wszytko za swoich synków zmieniając im buty wś
                          > ród marudzenia i obieując że jak beda grzeczni to kupią im lizaka itp.
                          > Obsługa małego chłopczyka to przyjemnośc tkórej trudno sobie mamusi odmówić ja
                          > ustawiania lalek mojej córce. Tylko z czasem dzieciecie zaczyna miec 40 lat.

                          I kolejna bzdura. Uczenie dziecka samodzielności wymaga CZASU. Czasu, którego kobiety z reguły nie mają obsługując 2 etaty. Może Ty masz czas na 'dowartościowywanie' córki a kobieta obok nie, bo musi odebrać drugie dzeicko ze szkoły, po drodze odbierając list z poczty, robiąc zakupy w tempie huraganu bo trzeba jeszcze obiad zrobić.

                          Bardzo wiele rzeczy opiera się na podziale obowiązków i zaangażowaniu obu stron. Ty Urqu niestety pięknie pokazujesz o co chodzi. Jak to mężczyźni mają super pomysły i jacy są genialni i jak w swojej zbiorowości NIC NIE ROBIĄ. Jak mowa o wychowywaniu - kto ma lepsze pomysły? Mężczyźni! Jak chodzi o gotowanie - kto jest lepszy? Mężczyźni! Skoro jesteście lepsi to czemu w większości domów w kuchni i przy dzieciach zapi...la kobieta?. Czemu nie weźmiecie dupy w troki i nie weźmiecie się do ROBOTY?

                          Och nie - lepiej stać na pozycji teoretyka i pokazywać palcem gdzie jest źle. Niech kobieta robi.
                          • urquhart Re: Obsługa małego chłopczyka 06.12.11, 09:53
                            > jest lepszy? Mężczyźni! Skoro jesteście lepsi to czemu w większości domów w kuc
                            > hni i przy dzieciach zapi...la kobieta?.

                            A dlaczego mój syn bawił się żołnierzykami i demontował autami a córka w kółko robiera i ubiera barbie?
                            Bo na pewno nie powielały wzorców z domu :)
                            P.S.
                            Stryj jest znanym kucharzem i wszycy faceci w mojej rodzinie gotują.
                            • mujer_bonita Re: Obsługa małego chłopczyka 06.12.11, 10:03
                              urquhart napisał:
                              > A dlaczego mój syn bawił się żołnierzykami i demontował autami a córka w kółko
                              > robiera i ubiera barbie?
                              > Bo na pewno nie powielały wzorców z domu :)

                              U mnie domem zajmowała się matka a ja lalek nie lubiłam. I czego to dowodzi?

                              > P.S.
                              > Stryj jest znanym kucharzem i wszycy faceci w mojej rodzinie gotują.

                              Jeżeli nie zauważyłeś odniosłam się do ogólnej prawidłowości. Ile % stanowią domy, gdzie mężczyzna gotuje NA CO DZIEŃ? Nie - nie 'potrafi gotować' i od święta popisze się świetną pieczenią. W ilu % domów mężczyzna bierze CODZIENNĄ odpowiedzialność za gotowanie i związaną z tym kuchenną logistykę?
                              • zyg_zyg_zyg Re: Obsługa małego chłopczyka 06.12.11, 10:10
                                > W ilu % domów mężczyzna bierze CODZIENNĄ odpowi
                                > edzialność za gotowanie

                                I sprzątanie po gotowaniu! ;-)
                              • urquhart Re: Obsługa małego chłopczyka 06.12.11, 10:24
                                mujer_bonita napisała:
                                > U mnie domem zajmowała się matka a ja lalek nie lubiłam. I czego to dowodzi?

                                W książce Moire dowodziło to innej płci psychologicznej :)

                                > Jeżeli nie zauważyłeś odniosłam się do ogólnej prawidłowości. Ile % stanowią do
                                > my, gdzie mężczyzna gotuje NA CO DZIEŃ?

                                Czego to dowodzi twoim zdaniem?
                                • mujer_bonita Re: Obsługa małego chłopczyka 06.12.11, 10:29
                                  urquhart napisał:
                                  > Czego to dowodzi twoim zdaniem?

                                  Tego, że mężczyźni nie biorą odpowiedzialności za codzienne funkcjonowanie ich domów i rodzin.
                                  • urquhart Re: Obsługa małego chłopczyka 06.12.11, 10:38
                                    mujer_bonita napisała:
                                    > Tego, że mężczyźni nie biorą odpowiedzialności za codzienne funkcjonowanie ich
                                    > domów i rodzin.

                                    Faktycznie nie wszystkich samców stać na wzięcie odpowiedzialności.
                                    Bo nie mają takiej prostej determinującej hormonalnej motywacji jak samice.
                                    Ale za to wśród samic prolakynowy atawistyczny przymus gniazda i zaganiania piskląt jest mylony i utożsamiany z odpowiedzialnością, a nie ma z nią nic wspólnego ;)
                                    • mujer_bonita Re: Obsługa małego chłopczyka 06.12.11, 10:51
                                      urquhart napisał:
                                      > Faktycznie nie wszystkich samców stać na wzięcie odpowiedzialności.
                                      > Bo nie mają takiej prostej determinującej hormonalnej motywacji jak samice.

                                      No widzisz - mężczyzna zawsze znajdzie coś, na co można zwalić :D

                                      Tyle, że ja nie piszę o hormonalnej potrzebie robienia czegoś tylko o wzięciu odpowiedzialności za funkcjonowanie czegoś, co mężczyzna WIDZI, że funkcjonuje źle. O poziomie umysłu i inteligencji (którą ponoć panowie posiadają) a nie hormonów.
                                      • urquhart Re: Obsługa małego chłopczyka 06.12.11, 10:57
                                        mujer_bonita napisała:
                                        > Tyle, że ja nie piszę o hormonalnej potrzebie robienia czegoś tylko o wzięciu o
                                        > dpowiedzialności za funkcjonowanie czegoś, co mężczyzna WIDZI, że funkcjonuje ź
                                        > le. O poziomie umysłu i inteligencji (którą ponoć panowie posiadają) a nie horm
                                        > onów.

                                        A wiec jednak masz oczekiwania wobec mężczyzn WYŻSZEGO poziomu umysłu i inteligencji?
                                        A jednak projektujesz że własnie takie oczekiwania mają mężczyźni wobec kobiet?

                                        Pozdr
                                        • mujer_bonita Re: Obsługa małego chłopczyka 06.12.11, 11:21
                                          urquhart napisał:
                                          > A wiec jednak masz oczekiwania wobec mężczyzn WYŻSZEGO poziomu umysłu i intelig
                                          > encji?
                                          > A jednak projektujesz że własnie takie oczekiwania mają mężczyźni wobec kobiet?

                                          A dlaczego 'wyższego'? Imo nie trzeba 'wyższego poziomu umysłu i inteligencji' żeby coś zobaczyć. Wystarczy np. spojrzeć na coś z boku. Ja piszę o tym, że nie trzeba do tego hormonów.
                          • urquhart dupa w troki i do ROBOTY!!! 06.12.11, 10:18
                            mujer_bonita napisała:
                            > I kolejna bzdura. Uczenie dziecka samodzielności wymaga CZASU. Czasu, którego k
                            > obiety z reguły nie mają obsługując 2 etaty. (...)
                            > jest lepszy? Mężczyźni! Skoro jesteście lepsi to czemu w większości domów w kuc
                            > hni i przy dzieciach zapi...la kobieta?. Czemu nie weźmiecie dupy w troki i nie
                            > weźmiecie się do ROBOTY?

                            Wiesz Mujerka jak ja porozpizdziac tem wasz poukładany roszczeniowy niespójny feministyczny światek :)

                            Tak to jest faktycznie hasło przewodnie: chłopy do (naszej) ROBOTY! Realizować nasze oczekiwania!

                            I to faktycznie nas odróżnia. My Was (roszczeniowych feministek) nie chcemy zaganiać do naszej roboty mamy inne oczekiwania, a Wy w swoich projekcjach tego nie ogarniacie.

                            Wracając do przykładu ja nauczyłem córkę raz i w 3 minuty ogarniam to co zabieganym mamusiom obok zajmuje kwadadrans. Ale one faktycznie niemają cazsu tylko ochoty i motywacji (siła mototyczna problemów tego forum także) :0

                            Wy nadal stoicie mentanie przy tarach wciekłe jak osy że to my wymyślamy podpaski, pralki i zmywarki, zamiast ROBIĆ :)
                            • mujer_bonita Świat wg. Urquharta :D 06.12.11, 10:27
                              urquhart napisał:
                              > Wiesz Mujerka jak ja porozpizdziac tem wasz poukładany roszczeniowy niespójny f
                              > eministyczny światek :)
                              > Tak to jest faktycznie hasło przewodnie: chłopy do (naszej) ROBOTY! Realizować
                              > nasze oczekiwania!

                              NASZE OCZEKIWANIA? Schizofrenia się kłania?

                              Jeszcze przed chwilą WYTYKAŁEŚ kobietom co źle robią. TY. Kiedy napisałam, że skoro panowie są tacy mądrzy to niech sami robią to nagle okazało się, że to 'kobiece' oczekiwania???? WTF?? Może się w końcu zdecydujesz??

                              Taaaa... tak jest zawsze u facetów. Do mądrzenia się pierwsi. Teoretycy idealni. Jak trzeba coś robić to już nie halo :D

                              > Wracając do przykładu ja nauczyłem córkę raz i w 3 minuty ogarniam to co zabieg
                              > anym mamusiom obok zajmuje kwadadrans. Ale one faktycznie niemają cazsu tylko o
                              > choty i motywacji (siła mototyczna problemów tego forum także) :0

                              To odpowiedz na proste pytanie. Czemu INNI MĘŻCZYŹNI nie nauczyli tego swoich dzieci. Czemu inni mężczyźni NIE ZROBILI??
                              • urquhart Re: Świat wg. Urquharta :D 06.12.11, 10:44
                                mujer_bonita napisała:
                                > To odpowiedz na proste pytanie. Czemu INNI MĘŻCZYŹNI nie nauczyli tego swoich d
                                > zieci. Czemu inni mężczyźni NIE ZROBILI??

                                Jak nie wiekszość odpowiedzi na pytania tym forum? Brak tzw. ochoty i Motywacji.
                                • mujer_bonita Re: Świat wg. Urquharta :D 06.12.11, 10:53
                                  urquhart napisał:
                                  > Jak nie wiekszość odpowiedzi na pytania tym forum? Brak tzw. ochoty i Motywacji

                                  Ano widzisz i dochodzimy dokładnie do tego o czym piszę. Panom się NIE CHCE a zrobić trzeba więc kobiety zapie...ją na dwa etaty. I jak to bywa jak człowiek poświęca się wielu rzeczom - większość robi na pół gwizdka albo pada na pysk.

                                  Co należało dowieść :)
                                  • urquhart czemu kobiety atawistyczne MUSZĄ? 06.12.11, 11:06
                                    mujer_bonita napisała:
                                    > Ano widzisz i dochodzimy dokładnie do tego o czym piszę. Panom się NIE CHCE a z
                                    > robić trzeba więc kobiety zapie...ją na dwa etaty.

                                    Ale ty zdałaś sobie wreszcie sprawę czemu kobiety atawistyczne MUSZĄ a swoją złośc przenosza na meżczyzn bo oni atawistycznie nie muszą?
                                    Gdyby ludziom chciało się robic nie powstałyby żadne wynalazki, czy to prawidłowość Ci całkiem nie znana?
                                    • mujer_bonita Masz rację - jeść nie trzeba :D 06.12.11, 11:19
                                      urquhart napisał:
                                      > Ale ty zdałaś sobie wreszcie sprawę czemu kobiety atawistyczne MUSZĄ a swoją zł
                                      > ośc przenosza na meżczyzn bo oni atawistycznie nie muszą?
                                      > Gdyby ludziom chciało się robic nie powstałyby żadne wynalazki, czy to prawidło
                                      > wość Ci całkiem nie znana?

                                      Masz rację. Jeść nie trzeba, dziecka przewijać nie trzeba, odprowadzić czy przyprowadzić z przedszkola też nie. Są 'wynalazki'.

                                      Tylko ciekawe, że mężczyzna wracając do domu jakoś nie mówią 'Kochanie jeść nie muszę' tylko 'Kochanie co dziś na obiad'. Heh... znów schizofrenia atakuje?
                                      • that.bitch.is.sick Re: Masz rację - jeść nie trzeba :D 06.12.11, 11:32
                                        mujer_bonita napisała:

                                        > Masz rację. Jeść nie trzeba, dziecka przewijać nie trzeba, odprowadzić czy przy
                                        > prowadzić z przedszkola też nie. Są 'wynalazki'.
                                        >
                                        > Tylko ciekawe, że mężczyzna wracając do domu jakoś nie mówią 'Kochanie jeść nie
                                        > muszę' tylko 'Kochanie co dziś na obiad'. Heh... znów schizofrenia atakuje?

                                        Na szczęście domowe męczeństwo dalej ma się dobrze i nie zginie. Jak nie było zmywarek "meczeństwem" było mycie naczyń, jak kupiono zmywarkę "męczeństwem" jest włożenie naczyń do zmywarki. A to z dziećmi to już jest chamstwo: jak nie było przedszkola "męczeństwem" i "ciężką pracą" była opieka nad własnymi (sic) dziećmi, jak jest przedszkole "męczeństwem" jest przyprowadzanie z przedszkola.
                                        Księżna Kaukazu może leżeć i pachnieć, a tu tylko leniwa żona rybaka ze złotej rybki. Wszystko jest trudnością. Wszystko jest dramatem. Moja sąsiadka ma dwójkę dzieci. Dzieci nie wychodzą na osiedlowy placyk jeśli mąż ich nie zawiezie samochodem bo pani nie będzie się "męczyła". Kuźwa w dupach się poprzewracało za przeproszeniem.
                                        Tylko mi powiedz bonita po co wy takie równe i inteligentne babki się pakujecie w takie męczeństwo jak mąż i dzieci? Przecież kariera stoi otworem.

                                        Ps. Jakbym miała własne dzieci to przyjemnością by było dla mnie przebywanie z nimi. Nie ma nic gorszego niż wychowywanie dzieci w matczynej martyrologii.
                                        • mujer_bonita Umniejszanie roli kobiet 06.12.11, 11:49
                                          that.bitch.is.sick napisała:
                                          > Na szczęście domowe męczeństwo dalej ma się dobrze i nie zginie. Jak nie było z
                                          > mywarek "meczeństwem" było mycie naczyń, jak kupiono zmywarkę "męczeństwem" jes
                                          > t włożenie naczyń do zmywarki. A to z dziećmi to już jest chamstwo: jak nie był
                                          > o przedszkola "męczeństwem" i "ciężką pracą" była opieka nad własnymi (sic) dzi
                                          > ećmi, jak jest przedszkole "męczeństwem" jest przyprowadzanie z przedszkola.

                                          No tak Bitch - teraz zmieniamy front? Przed chwilą jeszcze ganiłaś kobiety, że się w kierat dwóch etatów zapędzają a teraz co? Etat 'domowy' to taki pikuś?

                                          Oczywiście, że istnieją pralki, zmywarki, przedszkola, zakupy przez internet etc. Ale wiesz - to wszystko samo się też nie zrobi. Ciuchy w magiczny sposób nie lewitują do pralki, naczynia do zmywarki a dzieci nie teleportują się do przedszkola. SKANDAL!

                                          Wszystko trzeba ZROBIĆ - mniejszym lub większym wysiłkiem. Nie widzę w tym 'martyrologii'. Jak facet wie jak coś zrobić mniejszym wysiłkiem niż kobieta to czemu tego nie robi? No czemu?
                                          • that.bitch.is.sick Re: Umniejszanie roli kobiet 06.12.11, 12:16
                                            mujer_bonita napisała:

                                            > Wszystko trzeba ZROBIĆ - mniejszym lub większym wysiłkiem. Nie widzę w tym 'mar
                                            > tyrologii'. Jak facet wie jak coś zrobić mniejszym wysiłkiem niż kobieta to cze
                                            > mu tego nie robi? No czemu?

                                            Słuchaj każdy decyduje o tym jakie zobowiązania na siebie bierze w życiu. To wszystko kwestia mierzenia siły na zamiary a nie na życzenia. Powiedzmy że mam męża który jest totalnym bucem siedzącym z piwem przed telewizorem. Totalnie niereformowalny. Czy tak trudno przewidzieć skutki: buc plus dziecko z tym bucem = frustracja? Czy stosunek do obowiązków w stylu Piotrusia Pana przed ciążą nie znamionuje że po ciąży będzie podobnie?
                                            Ale powiedzmy że wszyscy popełniamy błędy. Można machnąć sobie dziecko z prymitywnym bucem lub piotrusiem panem który fruwa wśród przyjaciółeczek. Ale jak mi wytłumaczysz takie zjawisko: kobieta plus buc plus gromadka dzieci? Uważasz że taka kobieta nie ma obowiązku wziąść odpowiedzialności za swoje decyzje życiowe? Na co według ciebie ma ona prawo się uskarżać? Przecież to to samo co autorka wątku "brudne sekrety" - zobaczysz ona sobie z nim machnie dzidziusia i będzie potem jęczeć na forum.
                                            Myślisz że poradniki dla kobiet na temat życia z mizoginistą i jak rozpoznać mężczyznę który nie nadaje się do związku to powstały dla zabawy? Może niektóre panie po prostu myślą dolną częścią ciała.
                                            I nie mów mi że nie ma mężczyzn którzy są obowiązkowi, partnerscy, myją naczynia, robią pranie, zajmują się dziećmi bo ja takich mężczyzn widzę wszędzie dookoła. Rozejrzyj się. Ta asymetria ona się naprawdę zmiejsza. Może to jest tak: są leniwi nieużyci mężczyźni i są leniwe, cwane baby. Tyle że kobiety leniwe mogą długo jechać na sterotypie "męczennicy ogniska domowego".
                                            • mujer_bonita Re: Umniejszanie roli kobiet 06.12.11, 12:25
                                              that.bitch.is.sick napisała:
                                              > Uważasz że taka kobieta nie ma obowiązku
                                              > wziąść odpowiedzialności za swoje decyzje życiowe?

                                              To akurat typowa argumentacja. Skoro ona tak wybrała to niech ponosi konsekwencje. Pana rozgrzeszamy. Pan nie wybierał! Mężczyźni to bezwolne misie!

                                              > Ta asymetria ona się naprawdę zmiejsza.

                                              A czy ja piszę, że się nie zmniejsza? Czy jak zwykle nie wiesz o czym toczy się dyskusja w której głos zabierasz?
                                              • that.bitch.is.sick Re: Umniejszanie roli kobiet 06.12.11, 12:28
                                                mujer_bonita napisała:

                                                > To akurat typowa argumentacja. Skoro ona tak wybrała to niech ponosi konsekwenc
                                                > je. Pana rozgrzeszamy. Pan nie wybierał! Mężczyźni to bezwolne misie!

                                                No tak ale miś nie marudzi zauważ! Miś się potrafi ustawić, tylko wy marudzicie!
                                              • that.bitch.is.sick Re: Umniejszanie roli kobiet 06.12.11, 12:35
                                                mujer_bonita napisała:

                                                > To akurat typowa argumentacja. Skoro ona tak wybrała to niech ponosi konsekwenc
                                                > je. Pana rozgrzeszamy. Pan nie wybierał! Mężczyźni to bezwolne misie!
                                                >
                                                Zresztą bonita jeśli się domagasz takich samych praw to konsekwentnie. Jak taki zły ten miś i nie pomaga to czemu żadna nie zrobi tak jak facet, nie zostawi z tym misiem dziecka i nie pójdzie w długą, co ? Bo do tego trzeba mieć jaja a wy ich nie macie, tylko jęczeć umiecie.
                                                Osobiście znam jedną kobietę która zostawiła meża alkoholika z dzieckiem zamiast jęczeć, wyjechała do za granicę, zrobiła karierę artystyczną. Wróciła, syn był nastolatkiem: przeżył? przeżył, jest moim kolegą i jego tata jest w liderem w AA. Widać wasza martyrologia nikomu do szczęścia nie jest potrzebna, więc może, nie wiem, łachy bez?:)
                                                • urquhart martyrologia - poświecanie się vs. poświecalnictwo 06.12.11, 12:47
                                                  that.bitch.is.sick napisała:
                                                  > AA. Widać wasza martyrologia nikomu do szczęścia nie jest potrzebna, więc może
                                                  > , nie wiem, łachy bez?:)

                                                  Kiedyś jeden psychterapeta mi tak to wyłożył: poświęcanie się jest kiedy realizuje się potrzeby i oczekiwania innych kosztem własnych, a poświęcalnictwo jeżeli realizuje się tak naprawde własne potrzeby obnosząc się z tym i wypominając że robi się to dla innych.
                                                  :)
                                                • mujer_bonita Re: Umniejszanie roli kobiet 06.12.11, 12:49
                                                  that.bitch.is.sick napisała:
                                                  > Zresztą bonita jeśli się domagasz takich samych praw to konsekwentnie. Jak taki
                                                  > zły ten miś i nie pomaga to czemu żadna nie zrobi tak jak facet, nie zostawi z
                                                  > tym misiem dziecka i nie pójdzie w długą, co ? Bo do tego trzeba mieć jaja a w
                                                  > y ich nie macie, tylko jęczeć umiecie.

                                                  Uprzejmie proszę o zaprzestanie formy 'Wy'. Jedyny miś jakiego posiadam, to ukochana maskotka z dzieciństwa. I żebyś wiedziała, że wiele kobiet obecnie kopie misia w 4 litery. Osobiście znam takich kilka i wcale nie są to skrajne przykłady żon alkoholików.

                                                  Nadal nie wiesz o czym toczy się dyskusja. Właśnie od tego KTO wymaga czego. Jak widać sama dostrzegasz, że często wymagania względem kobiet są skutkiem kiepskich okoliczności przyrody do jakich należy większy lub mniejszy brak odpowiedzialności za sprawy domowe ich partnerów. TY WYMAGASZ od kobiet wzięcia 100% odpowiedzialności jak facetowi się nie chce. Niestety - reszta społeczeństwa również. I nikomu to nie przeszkadza jeździć po tej kobiecie jak po burej kobyle :/
                                                  • urquhart kobieta musi v2 06.12.11, 13:34
                                                    mujer_bonita napisała:
                                                    > ialności za sprawy domowe ich partnerów. TY WYMAGASZ od kobiet wzięcia 100% odp
                                                    > owiedzialności jak facetowi się nie chce. Niestety - reszta społeczeństwa równi
                                                    > eż. I nikomu to nie przeszkadza jeździć po tej kobiecie jak po burej kobyle :/

                                                    Przepraszam ale to są juz życzeniowe brednie.
                                                    O ile wiem zeczywistość jest taka że kobieta może bezkarnie oddać dziecko do domu dziecka w każdym wieku. I odwiedzac je nawet nie zrzekając się praw rodzicielskich. Bo nie ma mozliwości urzymania go.
                                                    Mężczyzna jeżeli na dziecko nie płaci trafi do więzienia I chocby chciałnie moze zrzec się tego obowiązku niezależnie czy prawa rodzicielskie zostaną mu odebrane.
                                                    P.S.
                                                    Alimenty - nazwa wzieła się od rzymskiego alimentare dobrowolnego opadatkownia się obywteli na rzecz domów dla sierot i podrzutków.



                                                    Z reguły manipuluje ten, kto mniej seksu potrzebuje, bo ma słabszą dynamikę napięcia seksualnego. Im bardziej ten drugi będzie sfrustrowany, tym ła
                                                  • mujer_bonita Re: kobieta musi v2 06.12.11, 13:39
                                                    urquhart napisał:
                                                    > O ile wiem zeczywistość jest taka że kobieta może bezkarnie oddać dziecko do do
                                                    > mu dziecka w każdym wieku

                                                    I to jest koronny argument OJCA? No jasne - wszystkie dzieci do domu dziecka bo tatusiom się nie chce :D Nie sprowadzaj proszę dyskusji do takiego poziomu absurdu.
                                                  • urquhart Re: kobieta musi v2 06.12.11, 14:35
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > urquhart napisał:
                                                    > > O ile wiem zeczywistość jest taka że kobieta może bezkarnie oddać dziecko
                                                    > do do
                                                    > > mu dziecka w każdym wieku
                                                    >
                                                    > I to jest koronny argument OJCA? No jasne - wszystkie dzieci do domu dziecka bo
                                                    > tatusiom się nie chce :D Nie sprowadzaj proszę dyskusji do takiego poziomu abs
                                                    > urdu.

                                                    Popartrz, i tu Cię jakoś ustawowy brak RÓWNOUPRAWNIENIA nie razi...
                                                  • mujer_bonita Re: kobieta musi v2 06.12.11, 14:56
                                                    urquhart napisał:
                                                    > Popartrz, i tu Cię jakoś ustawowy brak RÓWNOUPRAWNIENIA nie razi...

                                                    Jaki ustawowy brak równouprawnienia??? To ojciec do domu dziecka oddać nie może? Jest taki przepis? Matka nie musi płacić alimentów nawet będąc pozbawiona praw rodzicielskich? Gdzie konkretnie ta nierówność?
                                        • zyg_zyg_zyg Re: Masz rację - jeść nie trzeba :D 06.12.11, 12:22
                                          > Ps. Jakbym miała własne dzieci to przyjemnością by było dla mnie przebywanie z
                                          > nimi. Nie ma nic gorszego niż wychowywanie dzieci w matczynej martyrologii

                                          Między matczyną martyrologią, a nieustającą przyjemnością z przebywania z dziećmi jest dużo przestrzeni. Ja się mieszczę gdzieś tam właśnie. Kocham moje dzieciaki i czasem mnie dosłownie fascynują, ale na przykład mogłyby spać z pięć godzin więcej :-) No i jakaś ciemna i dźwiękoszczelna komórka czasem też by się przydała...

                                          Ostatnio ściągałam męża z cotygodniowego męskiego spotkania (które ja traktuję jako świętość:-)), bo jeszcze dziesięć minut i polałaby się młoda krew. Mój mąż przyszedł na 15 minut i położył synka spać nie dlatego, że to jego zasrany obowiązek, tylko dlatego, że desperacko potrzebowałam jego pomocy.

                                          Nie zawsze i nie wszędzie jest empatia, szacunek, wzajemne docenianie się i pochylanie nad partnerem. Wedy może wkurwiać i ładowanie naczyń do zmywarki, i przyprowadzanie dzieciaka z przedszkola.
                                          • that.bitch.is.sick Re: Masz rację - jeść nie trzeba :D 06.12.11, 13:29
                                            zyg_zyg_zyg napisała:

                                            > Między matczyną martyrologią, a nieustającą przyjemnością z przebywania z dzieć
                                            > mi jest dużo przestrzeni. Ja się mieszczę gdzieś tam właśnie. Kocham moje dziec
                                            > iaki i czasem mnie dosłownie fascynują, ale na przykład mogłyby spać z pięć god
                                            > zin więcej :-) No i jakaś ciemna i dźwiękoszczelna komórka czasem też by się p
                                            > rzydała...
                                            >
                                            > Ostatnio ściągałam męża z cotygodniowego męskiego spotkania (które ja traktuję
                                            > jako świętość:-)), bo jeszcze dziesięć minut i polałaby się młoda krew. Mój mąż
                                            > przyszedł na 15 minut i położył synka spać nie dlatego, że to jego zasrany obo
                                            > wiązek, tylko dlatego, że desperacko potrzebowałam jego pomocy.
                                            >
                                            > Nie zawsze i nie wszędzie jest empatia, szacunek, wzajemne docenianie się i poc
                                            > hylanie nad partnerem. Wedy może wkurwiać i ładowanie naczyń do zmywarki, i prz
                                            > yprowadzanie dzieciaka z przedszkola.

                                            Ja się nikomu nie wtrącam jak sobie radzi z dziećmi i z mężem i nie oceniam. Jeśli mąż to robi, Tobie to przynosi ulge to brawo - radzisz sobie. Najgorzej jak ktoś sobie nie radzi, z układu się nie wymiksowuje, na terapię nie idzie, nic nie zmienia w życiu tylko jęczy że jest bezwolną ofiarą systemu. Nawet ludzie w łagrach nie byli bezwolni, a co dopiero dorosła wykształcona feministka ze zmywarką - w takie teksty o pokrzywdzeniu to nikt nie uwierzy.

                                            Zresztą ja uwierzyłam mojej mamie, że byłam takim przekleństwem w jej życiu.:) Przez to że mnie urodziła musiała się tak poświęcić bo gdyby nie to, to napewno by została gwiazdą hollywood, mężczyźni futra i czerwony dywan... Dziecko jest bezbronne i takie rzeczy kupi. No i widzisz co ze mnie wyrosło? :)
                                            • mujer_bonita Re: Masz rację - jeść nie trzeba :D 06.12.11, 13:40
                                              that.bitch.is.sick napisała:
                                              > Zresztą ja uwierzyłam mojej mamie, że byłam takim przekleństwem w jej życiu.:)
                                              > Przez to że mnie urodziła musiała się tak poświęcić bo gdyby nie to, to napewno
                                              > by została gwiazdą hollywood, mężczyźni futra i czerwony dywan... Dziecko jest
                                              > bezbronne i takie rzeczy kupi. No i widzisz co ze mnie wyrosło? :)

                                              No to teraz widać skąd u Ciebie ta agresja skierowana w stronę kobiet.
                                              • that.bitch.is.sick Re: Masz rację - jeść nie trzeba :D 06.12.11, 13:53
                                                mujer_bonita napisała:


                                                > No to teraz widać skąd u Ciebie ta agresja skierowana w stronę kobiet.
                                                >
                                                Oj nie przesadzajmy, to tak było pół żartem pół serio całkiem fajna mamusia była. Tylko miała swoje za uszami. A każde dziecko jakiś bagaż po rodzicach dźwiga, czyż nie?:)
                                                • mujer_bonita Re: Masz rację - jeść nie trzeba :D 06.12.11, 14:03
                                                  that.bitch.is.sick napisała:
                                                  > Oj nie przesadzajmy, to tak było pół żartem pół serio całkiem fajna mamusia był
                                                  > a. Tylko miała swoje za uszami. A każde dziecko jakiś bagaż po rodzicach dźwiga
                                                  > , czyż nie?:)

                                                  Każde. Ludzie dzielą się jednak na tych, którzy są tego faktu i jak on wpływa na ich życie/zachowanie świadomi i tych, którzy żyją w błogiej nieświadomości :)
                                                  • urquhart A każde dziecko jakiś bagaż po rodzicach dźwiga 07.12.11, 08:03
                                                    mujer_bonita napisała:
                                                    > Każde. Ludzie dzielą się jednak na tych, którzy są tego faktu i jak on wpływa n
                                                    > a ich życie/zachowanie świadomi i tych, którzy żyją w błogiej nieświadomości :)

                                                    Ciekaw jestem na ile TY SAMA sama jesteś świadoma na ile twój tatuś który nawalił wpłynął u Ciebie na dzisiejszy stosunek do mężczyzn.
                                                  • mujer_bonita Re: A każde dziecko jakiś bagaż po rodzicach dźwi 07.12.11, 08:09
                                                    urquhart napisał:
                                                    > Ciekaw jestem na ile TY SAMA sama jesteś świadoma na ile twój tatuś który nawalił
                                                    > wpłynął u Ciebie na dzisiejszy stosunek do mężczyzn.

                                                    O moją świadomość się nie martw - swój bagaż przerobiłam, sama i z psychologiem :)
          • yoric Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 04.12.11, 21:01
            > To prawda. Od kobiet wymaga się jednocześnie, aby były silne i zaradne jak mężc
            > zyźni, zarabiały na siebie, były finansowo niezależne od mężczyzny, potrafiły s
            > ame naprawić samochód i komputer a zarazem nic nie traciły z kobiecości, gotowa
            > ły ciepłe obiadki i rodziły dzieci w wolnych chwilach.

            Listy wymagań faktycznie są podobne, ale jest parę kruczków, a jednym z nich jest nierówny status tychże wymagań.
            Jeśli kobieta zarabia poniżej średniej krajowej (powiedzmy jako nauczycielka), nie spada przez to jej wartość na rynku matrymonialnym. A faceta i owszem. Jeśli kobieta mimo wszystko nie potrafi tego komputera czy samochodu naprawić, na jej atrkcyjność to nie rzutuje. A faceta jak najbardziej. I on tego zmywaniem naczyń nie nadrobi...
            • kag73 Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 04.12.11, 21:44
              "Listy wymagań faktycznie są podobne, ale jest parę kruczków, a jednym z nich jest nierówny status tychże wymagań.
              Jeśli kobieta zarabia poniżej średniej krajowej (powiedzmy jako nauczycielka), nie spada przez to jej wartość na rynku matrymonialnym. A faceta i owszem. Jeśli kobieta mimo wszystko nie potrafi tego komputera czy samochodu naprawić, na jej atrkcyjność to nie rzutuje. A faceta jak najbardziej. I on tego zmywaniem naczyń nie nadrobi..."

              Ach, niesprawiedliwosci tego swiata... jezeli kobieta potrafi i naprawic samochod i to i smo, podobnie jak facet i do tego dobrze zarabia, ale za gruba i nieladna to jej jej te wszystkie inne zdolnosci tez nic nie pomoga. Od wiekow: kobieta ma byc optycznie atrakcyjna dla faceta, to jest najwaniejsze.
              • yoric Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 05.12.11, 19:01
                > ale za gruba i nieladna to jej jej te wszystkie inne zdolnosci tez nic nie pomoga. Od wiekow: kobieta ma byc optycznie atrakcyjna dla faceta, to jest najwaniejsze.

                Ależ tak, ależ tak! Kobiecie nikt nie marudzi, że w ramach równouprawnienia ma być brzydka :)

                'Równouprawnienie', w sensie idealnego zrównania obowiązków, zakłada rezygnację obu płci z pewnych rzeczy. Kruczek o którym piszę jest taki, że w przypadku faceta - a nie kobiety - są to akurat te rzeczy, które w dużej mierze stanowią o jego wartości matrymonialnej...
                • mujer_bonita Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 06.12.11, 07:52
                  yoric napisał:
                  > 'Równouprawnienie', w sensie idealnego zrównania obowiązków, zakłada rezygnację
                  > obu płci z pewnych rzeczy. Kruczek o którym piszę jest taki, że w przypadku fa
                  > ceta - a nie kobiety - są to akurat te rzeczy, które w dużej mierze stanowią o
                  > jego wartości matrymonialnej...

                  Ale to znów jest to samo u kobiet. Dyskutowaliśmy o tym kiedyś. Czy silna, przebojowa, niezależna, robiąca karierę kobieta (wymagania 'równouprawnienia') ma większą czy mniejszą wartość matrymonialną?
                  • urquhart Znasz odpowiedź 06.12.11, 08:56
                    mujer_bonita napisała:
                    > Ale to znów jest to samo u kobiet. Dyskutowaliśmy o tym kiedyś. Czy silna, prze
                    > bojowa, niezależna, robiąca karierę kobieta (wymagania 'równouprawnienia') ma w
                    > iększą czy mniejszą wartość matrymonialną?

                    Fakt dyskutowaliśmy.
                    Znasz odpowiedź ale wypierasz to jako niespójną ze swoim światopogladem Mujerka?
                    • mujer_bonita Re: Znasz odpowiedź 06.12.11, 09:27
                      urquhart napisał:
                      > Fakt dyskutowaliśmy.
                      > Znasz odpowiedź ale wypierasz to jako niespójną ze swoim światopogladem Mujerka?

                      Wypieram? Zadałam pytanie retoryczne.
                  • yoric Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 06.12.11, 11:57
                    Zaraz, zaraz... a z tą awanturą o równouprawnienie to nie jest przypadkiem tak, że to właśnie *kobiety* chcą robić tę całą karierę?
                    Czy już mi się kompletnie pomieszało? :)))
    • asmok6 Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 05.12.11, 06:04
      marekzzz2 napisał:

      > nieruchomyporuszyciel.blogspot.com/2011/10/cena-mazenstwa-uwaga-tekst-dla-ludzi-o.html


      Nie wiem do czego tutaj niby mocne nerwy. Ot, proza życia. Ale trochę podejrzany ten artykuł. Skąd autorka tak dokładnie znała moją byłą?
      :)
      • marekzzz2 Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 05.12.11, 19:08
        Powinno być raczej: "Tekst dla KOBIET o mocnych nerwach" ;)
        • kag73 Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 05.12.11, 19:21
          Stek bzdur w tym artykuje. Dajciez spokoj, jeszcze ktos ma czelnosc pisac "my, kobiety chcemy..."
          Ja sie pod tym nie podpisuje a jestem kobieta. Jeszcze bardziej razi jezeli wie sie jak funkcjonuja polskie rodziny i jakie sa realia. Nie latwo byc kobiea w Polsce, oj nie.
          • urquhart feministyczna retoryka a odwrócenie ról 06.12.11, 06:48
            kag73 napisała:
            > Stek bzdur w tym artykuje. Dajciez spokoj, jeszcze ktos ma czelnosc pisac "my,
            > kobiety chcemy..."

            Tak głęboko siedzisz w feministycznej retoryce założeń o opresyjności i przemocy chłopów że nie dostrzegasz że role i proporcje się odmieniły. Milska pisze że wg mnie słusznie że damscy bokserzy to niliczny gatunek a reszta czyli wiekszość cipowatych facetów "miłych gości" daje po sobie jeździć jak łyse konie i włazić na głowe.
            I milska nie jest wśród kobiet psychologów z tą opinią osamotniona, o czym pisałem niedawno cytując Iwaszkiewicz i Jaworską które piszą o podobnym zjawisku:
            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,130372954,130922793,Widze_w_tych_postawach_kobiet_pewien_rodzaj_agresj.html
            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,130372954,131034766,kobiety_drecza_mezczyzn_ciaglym_powracaniem_do_krz.html
            -
            Mogli wybrać wojnę albo hańbę. Wybrali hańbę a wojnę i tak będą mieli (W. Churchill po ugodzie w Monachium)
            • zyg_zyg_zyg Re: feministyczna retoryka a odwrócenie ról 06.12.11, 10:05
              > Tak głęboko siedzisz w feministycznej retoryce założeń o opresyjności i przemoc
              > y chłopów że nie dostrzegasz że role i proporcje się odmieniły.

              Kag i feministyczna retoryka założeń o opresyjności i przemocy chłopów? He he he... Przestań Urqu wszędzie widzieć baby, co chcą Cię bić.

              Role i proporcje się odmieniły - to fakt. Ale ten artykuł jest jedną wielką i niepotrzebną przesadnią, która kompletnie zaciemnia takie przesłanie.

              Nie znam kobiet, jak te opisane w artykule (nawet Bonitka, której chłop będzie zmieniać w przyszłości osrane pieluchy, nie pasuje do opisu ;-)), więc nie rozumiem - tak jak Kag - tego "my, kobiety".
              • yoric Re: feministyczna retoryka a odwrócenie ról 06.12.11, 11:45
                > Nie znam kobiet, jak te opisane w artykule (nawet Bonitka, której chłop będzie
                > zmieniać w przyszłości osrane pieluchy

                nie rozpędzałbym się... Pewne znane porzekadło mówi o odrotnie proporcjonalnej zależności między ryczeniem a dawaniem mleka u kopytnych i to może być tutaj trafna analogia. Jak zaobserwował mój znajomy, właśnie te najbardziej wojownicze feministki często we własnym związku są najbardziej potulne :).
                • mujer_bonita Re: feministyczna retoryka a odwrócenie ról 06.12.11, 11:56
                  yoric napisał:
                  > > Nie znam kobiet, jak te opisane w artykule (nawet Bonitka, której chłop b
                  > ędzie
                  > > zmieniać w przyszłości osrane pieluchy
                  >
                  > nie rozpędzałbym się... Pewne znane porzekadło mówi o odrotnie proporcjonalnej
                  > zależności między ryczeniem a dawaniem mleka u kopytnych i to może być tutaj tr
                  > afna analogia. Jak zaobserwował mój znajomy, właśnie te najbardziej wojownicze
                  > feministki często we własnym związku są najbardziej potulne :).

                  Ależ Mujer jest potulna jak baranek co nie oznacza, że nie potrafi użyć rogów :D
                • urquhart „Gdyby nie ty…” - jedna z najczęstszych gier małże 06.12.11, 14:59
                  > nie rozpędzałbym się... Pewne znane porzekadło mówi o odrotnie proporcjonalnej
                  > zależności między ryczeniem a dawaniem mleka u kopytnych i to może być tutaj tr
                  > afna analogia. Jak zaobserwował mój znajomy, właśnie te najbardziej wojownicze
                  > feministki często we własnym związku są najbardziej potulne :).

                  Ja tłumaczyłbym to jednak Yoricu że to typowe szukanie kozła ofiarnego, typowa GRA "gdyby nie ty" racjonalizująca niepodejmowanie wyzwań opisana przez Erica Berne:

                  „Gdyby nie ty…”
                  „…Zrobiłabym karierę, została baletnicą, zdobyła Mont Blanc…”. Liczba scenariuszy, co by było, „gdyby nie on”, może nie mieć końca. To jedna z najczęstszych gier małżeńskich. U jej podstawy leży fałszywe założenie, że to on (najczęściej mężczyzna) ponosi winę za wiele jej niepowodzeń, bo jest dominujący, tyranizuje, zabrania. W rzeczywistości żona nieprzypadkowo wybiera takiego mężczyznę. Od początku rokował, że wejdzie w taką rolę. Dzięki temu ona nie musi podejmować wielu wyzwań, o których marzy. Dominujący mąż jest pretekstem do niepodejmowania ryzyka. Bywa tematem rozmów przy herbatce z koleżankami, które również chowają się za plecami mężów.
                  Celem gry jest uśmierzenie lęków i usprawiedliwienie swojej bierności: „Nie chodzi o to, że się boję – to on mi nie pozwala”. Gra toczy się tak długo, jak długo mąż wchodzi w swoją rolę i ogranicza niezależność żony. W dniu, w którym powie: „Śmiało, realizuj swoje plany” – przerywa grę, bo żona nie może dłużej tłumaczyć nim swojej bierności.
                  Dlaczego mąż gra w tę grę? On też czerpie z tego zyski. Uśmierza lęki dotyczące jej odejścia, syci swoje dominujące ego. Życie seksualne takiej pary zwykle nie układa się dobrze, bo jego zakazy, a jej skargi prowadzą do kłótni. Ale właśnie kłótnie bywają momentami, w których partnerzy są ze sobą najbardziej szczerzy i autentyczni.
                  www.swiat-zdrowia.pl/artykul/w-co-ty-grasz-kochanie
                  • to.niemozliwe Re: „Gdyby nie ty…” - jedna z n 07.12.11, 02:40
                    Gry sa tez uprawiane "grupowo", a ich wewnetrznie spojna narracja staje sie czesto oficjalna doktryna gloszona przez grupy spoleczne, np. "ograniczmy naplyw cudzoziemcow, to nam sie poprawi na rynku pracy", lub "wprowadzmy parytety, to zaktywizujemy politycznie kobiety".
          • asmok6 Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 07.12.11, 00:57
            kag73 napisała:

            > Stek bzdur w tym artykuje. Dajciez spokoj, jeszcze ktos ma czelnosc pisac "my,
            > kobiety chcemy..."
            > Ja sie pod tym nie podpisuje a jestem kobieta. Jeszcze bardziej razi jezeli wie
            > sie jak funkcjonuja polskie rodziny i jakie sa realia. Nie latwo byc kobiea w
            > Polsce, oj nie.

            Wiesz, myślę że my jednak mamy większe doświadczenie z kobietami niż ty :)
            Ja potwierdzam - typ z artykułu istnieje niestety.
    • that.bitch.is.sick Gdyby 06.12.11, 11:46
      Panie to celują w hipokryzji. A tak mi to pasuje do utworu KNŻ że śmiech na sali

      gdyby się domyślił
      gdyby mnie dotykał
      gdyby mył naczynia(wkładał do zmywarki)
      gdyby mi mówił że jestem przepiękna
      gdyby czytał w myślach
      gdyby nie dzieci
      gdyby nie praca
      gdyby nie miesiączka
      gdyby nie depresja
      gdyby nie menopauza
      gdyby nie dyskryminacja
      gdyby były parytety dla kobiet, niepełnosprawnych, brzydkich, głupich, niezaradnych i mało bystrych
      gdyby nie plamy na słońcu
      to by wszystko było dobrze....
    • efi-efi Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 06.12.11, 17:23
      urquhart ☺napisał:
      >>Ja tłumaczyłbym to jednak Yoricu że to typowe szukanie kozła ofiarnego, typowa GRA "gdyby >>nie ty" racjonalizująca niepodejmowanie wyzwań opisana przez Erica Berne:

      >>„Gdyby nie ty…”
      >>„…Zrobiłabym karierę, została baletnicą, zdobyła Mont Blanc…”. Liczba scenariuszy, co by >>było, „gdyby nie on”, może nie mieć końca. To jedna z najczęstszych gier małżeńskich. U jej >>podstawy leży fałszywe założenie, że to on (najczęściej mężczyzna) ponosi winę za wiele jej >>niepowodzeń, bo jest dominujący, tyranizuje, zabrania.

      _ A co tu ma płeć do rzeczy?
      Takie zachowanie jest znamienne dla osób, które lubią odgrywać rolę ofiary.
      Ja tam uważam, że moje życie w moich rękach , za to spotkałam się nie jeden raz z takimi panami- cipeuszami, którzy o wszystko swoją "złą kobietę " obwiniają.
      • to.niemozliwe Re: Cena małżeństwa. Tekst dla ludzi o mocnych ne 07.12.11, 02:50
        Nie dokladnie, ofiara pelni swoja role obwiniajac innych lub siebie.
        Osoba grajaca w "Gdyby nie Ty" nie uwaza sie za sprawce swojego polozenia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja