Seks po kilku latach.

03.12.11, 23:21
Nie mam komu się poskarżyć, ani z kim pogadać. Mój problem (a może nasz) narasta od lat. Jesteśmy małżeństwem 9 lat. Mamy dwoje cudownych dzieci. Ogólnie nie powinnam narzekać, bo finansowo jest oki, dogadujemy się super, jesteśmy w miarę zgodni. Jednak cały czas to we mnie siedzi i czuję, że nie dam rady dłużej.
Zaczęło się psuć w pierwszej ciąży. On nie za bardzo chciał się kochać, ja nie nalegałam. Po ciąży też nie było za często. W drugiej ciąży prawie wcale i tak już zostało. Obie ciąże miałam zagrożone przedwczesnym porodem, jednak nie to było powodem braku kontaktów. Potem mój mąż znalazł czasochłonne hobby, od którego jest niestety uzależniony. Na początku bardzo z nim o to walczyłam, jednak miałam małe dzieci, które mnie wyczerpywały i po prostu już nie miałam siły szarpać się z trzecim dużym dzieckiem.
Teraz dzieci chodzą do przedszkola. Mamy "wolne" wieczory, które moglibyśmy wykorzystywać na spędzanie czasu razem, a ja... nie wiem już co sama chcę. On ma nastrój raz, dwa w miesiącu i najczęściej zwraca się do mnie "Pójdziesz się wykąpać". Jak to mnie wk... . Czuję się jak brudas. Kapię się dwa razy dziennie, zawsze jestem czysta, pachnąca, wybalsamowana. Dbam o siebie. Wyglądam młodziej niż moje rówieśnice i nie jak mama dwójki dzieci. Wiem, że wyglądam lepiej niż przed ślubem i na początku małżeństwa. I nie wiem co z nami jest.
Dodam, że w sprawach seksu nie miałam zupełnie doświadczenia. Mój mąż jest moim pierwszym i jedynym. Mąż zawsze pomagał mi osiągnąć przyjemność. Teraz czasami się stara, czasami nie. Dotyka mnie tylko tak aby mnie pobudzić i sam się zaspokoić. Jest "krótkodystansowcem", wiec sama zabawa trwa... krótko. Czasami już czuję, że coś tego będzie a tu pufff... i po jabłkach. Nigdy nie miałam orgazmu pochwowego.
Od jakiegoś czasu orgazmów łechtaczkowych nie jestem w stanie przy nim osiągnąć. Już nie wiem, czy problem polega na tym że on mnie nieumiejętnie dotyka, czy mnie już nie podnieca.
Jeśli ktoś się mnie spyta czy kocham męża. Odpowiem, że kocham. Czy tak jak kiedyś. Nie wiem. Czy mnie podnieca. Nie.
Dobija mnie to, cholernie. Jestem już sfrustrowana i zaczynam być nieszczęśliwa. Wiem, że on woli bawić się w swoje hobby niż spędzać ze mną czas. Tak jak teraz.
Wiem, że mnie nie zdradza, bo to nie ten typ. Wiem, że nie ma awersji do mojego ciała przez poród, bo nie rodziłam naturalnie, a blizna jest praktycznie niewidoczna. Albo tak bardzo spadło mu libido, albo już mu się nie podobam. Czasami myślę, że gdybym przeszła do niego nago to by tylko powiedział "Zasłaniasz mi skarbie". Jeśli miałabym z nim pogadać to co mu powiedzieć?
Czasami napadają mnie myśli czy to naprawdę jeszcze ma sens. Np w takie sobotnie wieczory kiedy on się bawi w drugim pokoju z bratem i gówno go obchodzi co robię ja. Pewnie większość osób uważa, że się czepiam. Jest dobrym troskliwym ojcem, bardzo fajnym kolegą i przyjacielem. Jest całkiem przystojny, kobiety za nim przepadają, bo jest ujmujący. Ale nie po tylu latach razem. Nie dla mnie...
    • hello-kitty2 Re: Seks po kilku latach. 04.12.11, 00:17
      m-mila jak czytam twoja historie to przychodzi mi na mysl wypowiedz bitch: " jak kobieta chce seksu to w małżeństwo jest totalną beznadzieją...dnem i pokutą.." Nie moglabym precyzyjniej ujac tego, co w swoim zyciu doswiadczam. Moze jest to i twoim udzialem.

      Ostatnio rozmawialam ze znajomym na temat spadku ilosci i jakosci seksu w naszych zwiazkach. On podsumowal, ze mial seksu wystarczajaco w zyciu z poprzednimi partnerkami, wiec teraz moze miec mniej/gorzej. I choc sie z nim nie zgadzam, to popatrz m-mila, ty wiazac sie z pierwszym seksualnym partnerem nawet nie masz co powspominac.

      • winku Pogadaj! Zakomunikuj 04.12.11, 13:30
        W sumie bez tego nawet nie ma co i czego zaczynać. Może on nawet nie zdaje sobie sprawy, że doprowadza Cie do furii swoim zwrotem "idź się wykąp".
        Może.
        Powiedz mu, że masz większe potrzeby. Może czasami Ty sama z siebie zainicjuj, dobierz się do niego :)
        A jeśli to nie pomoże... cóż, zawsze możesz sprawdzić po raz, jak to jest z innym.
        Ale to Twoja decyzja i Twoje życie.
        Przede wszystkim pogadaj.

        Powodzenia!
    • be_3 Re: Seks po kilku latach. 04.12.11, 09:34
      @m-mila, doskonale rozumiem Twoją frustrację, chociaż z drugiej strony nie wyobrażam sobie nie kochać się z mężem przez kilka lat. Mieliśmy do tej pory jedną 3-miesięczną przerwę (najdłużasza w naszym związku) i myślałam, że zwariuję. Mój M. też nie jest typem "zdradzacza", choć tego nigdy nie można być pewną. Tak czy inaczej...nie wiem co Ci doradzić...Podobnie jak Ty...długi czas nie miałam z kim pogadać - większośc przyjaciół wyjechało, pozostali zajęci pracą. Poza tym nie miałam ochoty omawiać moich spraw łóżkowych ze znajomymi. Proponuje powiedzieć męzowi wprost, że chcesz się kochać częściej, że Ci tego brakuje, że tego potzrebujesz...Jak nie poskutkuje, to pomyślimy co dalej ;) powodzenia!
    • urquhart Albo rybka , albo p.... 04.12.11, 10:57
      m_mila napisała:
      > Wiem, że mnie nie zdradza, bo to nie ten typ. (...)
      > bię ja. Pewnie większość osób uważa, że się czepiam. Jest dobrym troskliwym ojc
      > em, bardzo fajnym kolegą i przyjacielem. Jest całkiem przystojny, kobiety za ni
      > m przepadają, bo jest ujmujący. Ale nie po tylu latach razem. Nie dla mnie...

      Wymieniasz typowe zalety kobiecego mężczyzny.
      A przy tym narzekasz na typowe wady kobiecego mężczyzny (libido)...
      Miałabyś typowego męskiego mężczyznę, narzekałabyś że jest agresywny zdradza, nie interesuje dziećmi i nie jest fajny ani przyjacielem.

      NIe można mieć wszystkiego. Jak się kupi rodzinne kombi, nie można mieć oczekiwań że zapewni emocje sportowego coupe (w który nie ma za to miejsca na rodzinę i bagaże).
      Podobno życie to sztuka wyborów :)
      • that.bitch.is.sick Re: Albo rybka , albo p.... 04.12.11, 11:09
        urquhart napisał:



        > NIe można mieć wszystkiego. Jak się kupi rodzinne kombi, nie można mieć oczekiw
        > ań że zapewni emocje sportowego coupe (w który nie ma za to miejsca na rodzinę
        > i bagaże).
        > Podobno życie to sztuka wyborów :)

        no ale co wówczas doradzasz? Kupić wielki, męski, agresywny wibrator czy jak? Zdajesz sobie sprawę że napalona kobieta sobie nie schowa w nogawkę?
        • urquhart Kompromis 04.12.11, 11:37
          that.bitch.is.sick napisała:
          > no ale co wówczas doradzasz? Kupić wielki, męski, agresywny wibrator czy jak? Z
          > dajesz sobie sprawę że napalona kobieta sobie nie schowa w nogawkę?

          No, to dobre pytanie.
          Primo trzeba być świadomym że za pewnymi zaletami idą skorelowane wady. I szukać kompromisu. Motoryzacyjne dla mnie mój wybór i kompromis to nieliczne kombi które mi się podobało A4 i jakoś łączy emocje i wymogi auta rodzinnego Avant Sportsline 170KM.
          Typowo jednak większość znajomych których na to stać widzi najprostsze rozwiązanie żeby mieć inne auto rodzinne a inne sportowe auto do emocji (ew. mocny motocykl).
          W jednym zdaniu nie podejmuje się odpowiedzieć jak to ma się do ludzi i związku i jak to pogodzić z etyką. Był kiedys taki wątek opary na cytacie z rad Perel ale nie moge go znaleźć.
          • that.bitch.is.sick Re: Kompromis 04.12.11, 11:48
            urquhart napisał:

            > that.bitch.is.sick napisała:

            > Typowo jednak większość znajomych których na to stać widzi najprostsze rozwiąza
            > nie żeby mieć inne auto rodzinne a inne sportowe auto do emocji (ew. mocny mot
            > ocykl).

            :)
            • triss_merigold6 Re: Kompromis 04.12.11, 17:21
              Nie zapominaj Bitch, że w/w rady daje facet, który w wieku lat bodajże 16 związał się ze swą przyszłą (i obecną małżonką) i nie ma innych doświadczeń męsko-damskich. Stąd ten nieustający głód nowości i emocji.

              Pani autorce wątku nie doradzę konstruktywnie, bo w analogicznej, chociaż znacznie mniej nasilonej, sytuacji, uprzedziłam eks, że znajdę sobie kochanka. Eks nie uwierzył i to był błąd, duży błąd.
              • kag73 Re: Kompromis 04.12.11, 21:17
                Triss, z tesktem o kochanku jak najbardziej mozna wyjechac, ale nie wiem czy w przypadku m_mili juz teraz i tak od razu. Malo szczegolow nie wiemy co juz bylo i ze z tego nic nie wyszlo.
                M_mila nie znam Ciebie, ale z Twojego postu wynika, ze jestes dosc pasywna, bierna kobieta, ktora cierpi w milczeniu. Na Twoim miejscu kiedy maz pytalby "Pojdziesz sie wykapac?" juz dawno walnelabym prosto z mostu, ze mnie to wkoorwia i to zdrowo, albo zaeksperymentowalabym i powiedziala "nie, nie pojde" i ciekawe co by wtedy bylo.
                W ciazy seksu nie bylo, ciaze byly zagrozone. Facet moze pogodzil sie z faktem a potem to juz rozwinal swoja wlasna seksualnosc, czyli np. wlasna reka i /albo filmy porno. Nie napisalas czy byl chetny i wysokolibidowy zanim zaszlas w ciaze. Nie wiemy tez jak przed ciaza wygladal Wasz seks. Moze widzi w Tobie tylko matke.
                Nie napisalas czy notorycznie odmawia Ci seksu i co wtedy mowi. A moze nigdy nie probowalas sama inicjowac, bo ciagle czekasz az to jemu sie zachce. Teoretyzujesz co by bylo gdybys przed nim stanela nago, co znaczy, ze jeszcze nigdy tego nie zrobilas, moze sie myle.
                Co mozesz zrobic?
                Opcja nr 1:
                Stan kiedys przed nim nago(niekoniecznie w bardzo nieodpowiednim momencie kiedy do reszty pochlania go pasja, ale raczej w jakims "luzniejszym") A dokladniej nie stawaj nago, po 9 latch nagosc to nic szczegolnego. Zarzuc na siebie male "odpowiednie" co nieco i koniecznie odpowiednie buty, najlepiej szpile albo cos innego seksownego. No i oczywiscie przemysl jak chcesz sprawe rozegrac, podchodzisz co robisz, co dalej itp. jezli potrzebujesz kielicha na odwage, to go wypij. Po tym fakcie nie bedziesz musiala teoretyzowac.
                Mozesz tez zaczac standartowo, leza w lozku przejac inicjatywe, jezeli do teraz tego nie zrobilas.
                Opcja nr 2.
                Organizujesz mile wyjscie dokas, np. do restauracji na kolacje i w milej atmosferze opowiadasz o Waszej milosci i co Wam sie gdzies zagubilo, czego barkuje i co by tu zmienic, bo szkoda zycia. Proponujesz znalezienie chociazby raz w tygodniu czasu tylko dla Was we dwoje. Moze to byc ogladanie filmu, jakis drink i rozmowa, mozna tez pojsc z lampka wina(albo bez) wczesniej do lozka i zobaczyc co z tego wyniknie, moze nic a moze jednak cos bedzie. Co on na to.

                Moze ktoras z metod pomoze, no chyba, ze juz probowalas i nic.
                Moze maz ma niskie libido, wiecej nie potrzebuje. Moze seks z Toba nie daje duzej satysfakcji, bo jestes paywna/bierna, nie wiem co tam jeszcze. moze ma jeszcze inny problem. Moze cos powie, moze sie zgodzi cos zmienic.
                Na razie Ty milczysz i sie wkurzasz po cichu. To raczej nic nie pomoze.
                Z tym kapaniem, to moze dla niego rodzaj komunikatu dla Ciebie, ze bedzie seks, dziwne, nigy od zadnego chlopa co ze mna chcial do lozka isc nic takiego nie uslyszalam.

                Tak jak mowie, to wszystko moje spekulacje, ale moze cos pomoga.


                • i_dood Re: Kompromis 05.12.11, 11:37
                  kag73 napisała:

                  > Na Twoim miejscu kiedy maz pytalby "Pojdziesz sie wykapac?" juz dawno walnelabym > prosto z mostu, ze mnie to wkoorwia i to zdrowo

                  Dlaczego od razu "walić"? Mamy tu do czynienia z typowym i odwiecznym problemem: dana osoba nie mówi o swoich odczuciach i nie komunikuje potrzeb.
                  Zwyczajnie, spokojnie trzeba powiedzieć że taka "zaczepka" jest niemiła.

                  No i warto by męża poinformować że jest krótkodystansowcem i trzeba w związku z tym coś zrobić.
                  • dreemcatcher Re: Kompromis 05.12.11, 12:15
                    a ja napiszę z przekory , facet rozładowuje tylko napięcie bo rozgrzewania to ma po dziurki w nosie i chce choć raz w życiu być uwodzonym i kuszonym .Znalazł sobie hobby bo nie umiał albo nie miał mozliwości zdradzić.
                • bmc3i Re: Kompromis 13.12.11, 20:27
                  kag73 napisała:

                  > Opcja nr 1:
                  > Stan kiedys przed nim nago(niekoniecznie w bardzo nieodpowiednim momencie kiedy
                  > do reszty pochlania go pasja, ale raczej w jakims "luzniejszym") A dokladniej
                  > nie stawaj nago, po 9 latch nagosc to nic szczegolnego. Zarzuc na siebie male "
                  > odpowiednie" co nieco i koniecznie odpowiednie buty, najlepiej szpile

                  Po stereotypach ktorymi sie posługujesz, widac ześ kobietą... Z tymi szpilami ktore ponoc sa seksowne, to taka sama prawda jak z wielkimi piersiami ze faceci je lubią. Tymczasem szpile wygladaja seksownie tylko w odpowiedniej sukience, a wielkie piersi są niesmaczne. Ale kobiety uważaja ze one kręcą mężczyzn....



                  > Opcja nr 2.
                  > Organizujesz mile wyjscie dokas, np. do restauracji na kolacje i w milej atmosf
                  > erze opowiadasz o Waszej milosci i co Wam sie gdzies zagubilo, czego barkuje i
                  > co by tu zmienic, bo szkoda zycia. Proponujesz znalezienie chociazby raz w tygo
                  > dniu czasu tylko dla Was we dwoje. Moze to byc ogladanie filmu, jakis drink i r
                  > ozmowa, mozna tez pojsc z lampka wina(albo bez) wczesniej do lozka i zobaczyc c
                  > o z tego wyniknie, moze nic a moze jednak cos bedzie. Co on na to.
                  >


                  Przepraszam jesli źle Cie oceniam, ale na podstawie tego co piszesz, wnoszę ze nie masz dużego doswiadczenia w dlugotrwajacych zwiazkach.. Takie rozmowy to sa dobre jedynie w akademickich poradnikach nie majacych nic wspolnego z życiem poza chcecia zarobeinia pieniedzy przez ich autorów, poza tym dzialaja na bardzo krótka metę jesli w ogole. Tak naprawde problem tkwi w atrakcyjnosci seksu. W tym, ze seks jest mniej atrakcyjny niz inne rzeczy. Jesli tak jest, to na krotko czlowiek moze sie zmuszac, poswiecać sie, ale na dluzsza mete nie pociagnie wbrew sobie, jesli cos innego - np. hobby, jest bardziej atrakcyjne niz seks.
                  Droga w zwiazku z tym do naprawy seksu w zwiazku, jest iuatrakcyjneinei seksu, tak aby byl bardziej pociagajacy niz inne rzeczy,. Tylko wowczas dążenie do niego będzie naturalne, a czlowiek nie bedzie zmuszal sie do niego, czy poświecał się. Boi te dwie ostatnie rzeczy, zabijaja seks.
                  • errare_humanum_est Re: Kompromis 06.06.14, 16:14
                    bmc3i napisał:

                    > Po stereotypach ktorymi sie posługujesz, widac ześ kobietą... Z tymi szpilami k
                    > tore ponoc sa seksowne, to taka sama prawda jak z wielkimi piersiami ze faceci
                    > je lubią. Tymczasem szpile wygladaja seksownie tylko w odpowiedniej sukience,
                    > a wielkie piersi są niesmaczne. Ale kobiety uważaja ze one kręcą mężczyzn....

                    Zarzucasz posługiwanie się stereotypami, a sam to robisz. Skąd wywodzisz powyższe twierdzenia w temacie seksowności szpilek wyłącznie w połączeniu z odpowiednią sukienką i niesmaczności dużych piersi? Jest to gdzieś w kamieniu wyryte, przyjęte przez ogół i uznawane za pewnik, jak np. prawo ciążenia Newtona?
                    Ja akurat w obu przypadkach uważam odwrotnie, więc Twoje stwierdzenia stają się cokolwiek nieprawdziwe. Nie posunąłbym się jednak do tak kategorycznego twierdzenia, że szpilki są zawsze OK a duże piersi powodują u każdego mężczyzny maślane oczy i wyłączenie połowy inteligencji, zabezpieczyłbym się co najmniej słówkiem "dla mnie", "osobiście uważam, że".
                    Takie moje 5 groszy :)
              • bmc3i Re: Kompromis 13.12.11, 20:18
                triss_merigold6 napisała:

                > Pani autorce wątku nie doradzę konstruktywnie, bo w analogicznej, chociaż znacz
                > nie mniej nasilonej, sytuacji, uprzedziłam eks, że znajdę sobie kochanka. Eks n
                > ie uwierzył i to był błąd, duży błąd.

                Pomogło?

                • triss_merigold6 Re: Kompromis 13.12.11, 21:18
                  Zależy komu. Mnie i kochankowi owszem. Po romansie i rocznej przerwie w kontaktach z gachem, rozstałam się z mężem. Następnie zeszłam z kochankiem i wybuchła wielka miłość w jasnych łanach trwająca już ładnych parę lat + mamy na stanie nowe dziecko jako jeden z efektów. D
                  I nie ma qrde syndromu MiL, postrzegania w kategoriach użytecznego gadającego sprzętu domowego, olewania czy innych niefajnych klimatów. Nie muszę również stawać na głowie i zastanawiać się czym by tu faceta zaskoczyć, żeby mnie łaskawie bzyknął wieczorem ani rywalizować z grami komputerowymi/hobby/porno/czymkolwiek.
                  Czyli można.
                  Wada - duże koszty ogólne dla wszystkich.
                  • bmc3i Re: Kompromis 14.12.11, 10:52
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Zależy komu. Mnie i kochankowi owszem. Po romansie i rocznej przerwie w kontakt
                    > ach z gachem, rozstałam się z mężem. Następnie zeszłam z kochankiem i wybuchła
                    > wielka miłość w jasnych łanach trwająca już ładnych parę lat + mamy na stanie n
                    > owe dziecko jako jeden z efektów. D
                    > I nie ma qrde syndromu MiL, postrzegania w kategoriach użytecznego gadającego s
                    > przętu domowego, olewania czy innych niefajnych klimatów. Nie muszę również sta
                    > wać na głowie i zastanawiać się czym by tu faceta zaskoczyć, żeby mnie łaskawie
                    > bzyknął wieczorem ani rywalizować z grami komputerowymi/hobby/porno/czymkolwie
                    > k.
                    > Czyli można.
                    > Wada - duże koszty ogólne dla wszystkich.


                    Czyli jak w bajce... Prosze, a mówią że bajki sie nie spełniają :)
      • kag73 Re: Albo rybka , albo p.... 04.12.11, 20:55
        Wymieniasz typowe zalety kobiecego mężczyzny.
        A przy tym narzekasz na typowe wady kobiecego mężczyzny (libido)...
        Miałabyś typowego męskiego mężczyznę, narzekałabyś że jest agresywny zdradza, nie interesuje dziećmi i nie jest fajny ani przyjacielem.

        NIe można mieć wszystkiego. Jak się kupi rodzinne kombi, nie można mieć oczekiwań że zapewni emocje sportowego coupe (w który nie ma za to miejsca na rodzinę i bagaże).
        Podobno życie to sztuka wyborów :)
        • yoric Re: Albo rybka , albo p.... 04.12.11, 21:19
          > mozna miec dwa albo trzy w jednym, oj mozna.

          To tak, jak mi odpowiedział jeden sportowiec na pytanie, czy pewną drużynę w ogóle da się pokonać: "można... tylko cholernie trudno" :).
          Nawet motoryzacyjne idealne połączenie Urquharta podobno istnieje wg puszczanej ostatnio reklamy (jakaś tam Skoda pseudoterenowa). Jeśli kogoś stać i jeśli wierzyć reklamie :).
        • elsa33 Re: Albo rybka , albo p.... 05.12.11, 07:35
          pewnie, że można, trzeba tylko lekko ocucić partnera, potem się nie opędzisz...
    • dreemcatcher Re: Seks po kilku latach. 05.12.11, 09:31
      z Twojej wypowiedzi wynika że to mąż powinien inicjować zbliżenie a Ty masz być tą zaspokajaną.
      Napisałaś że skoro mąż nie miał ochoty to Ty odpuszczałaś , tylko że nawet o n o Twoich potrzebach nie wiedział...powinien się domyśleć prawda?, również powinien się sam nauczyć co Tobie w łóżku sprawia przyjemność . Może napisz co zrobiłaś i w jaki sposób go prowokujesz , czy miał w ogóle mieć możliwość zobaczenia Ciebie podniecona i napaloną , bo jeśli przez tyle lat to ona miał byc tym rozgrzewającym to masz efekt , ale sama na niego zapracowałaś.
      • bi_chetny Re: Seks po kilku latach. 05.12.11, 10:07
        jestem dobrym ojcem - opinie zewnętrzne. jestem niezły w łóżku. mam skłonności do zdradzania. kurde, skoda yeti jak nic :)
        • elsa33 Re: Seks po kilku latach. 05.12.11, 10:51
          no wiesz, możesz się chwalić, ale pewnie i tak nikt tu się nie przyzna że jest fiatem 126p
          • bi_chetny Re: Seks po kilku latach. 05.12.11, 11:37
            a po co mam się chwalić ? nie szukam tu kochanki :)
            • elsa33 Re: Seks po kilku latach. 06.12.11, 09:19
              kto wie :)
              • bi_chetny Re: Seks po kilku latach. 06.12.11, 17:06
                elsa33 napisała:
                > kto wie :)

                ja akurat wiem, że nie to mi w głowie. Zresztą, za dużo ofert samych wpada, muszę się z tym borykać :)
    • m_mila Re: Seks po kilku latach. 05.12.11, 16:35
      Powinnam odpowiedzieć na parę pytań.
      Hello kitty, do trzydziestki braku mi trzech lat i jak pomyślę, że moje życie seksualne wygasło to mam ochotę walić głową w ścianę.
      Be, fakt, nie mam koleżanki z którą mogłabym pogadać o tym problemie, ponieważ każda popukała by się w głowę. Na pozór jesteśmy idealnym małżeństwem. Mój mąż wynosi śmieci, robi zakupy i potrafi obsłużyć pralkę. Zarabia tyle, że stać nas na ładne mieszkanie, dobry samochód i przyjemności. I tu już są zbiorowe och i ach. Gdy drzwi mieszkania za gośćmi się zamykają jest inaczej. Przed kilka lat próbowałam go zachęcać do wspólnego spędzania czasu (już nawet nie chodzi o sam seks). Nie okazuje mi czułości czy zainteresowania, nie pyta się już nawet jak mi miną dzień. Nie pamiętam kiedy podczas przeziębienia czy bólu głowy okazał mi współczucie, czy zwyczajną troskę. Jest coraz mniej wspólnych tematów, wspólnych zainteresować. Ja po protu jestem i trwam i mam wrażenie, że on kompletnie nie jarzy, że coś jest nie w porządku. Czuję sie jak przedmiot który jest położony na jakimś miejscu i on wie, że jak sięgnie to mnie tam znajdzie.
      Oczywiście mówiłam, że mnie drażni jak zwraca się do mnie "idż się wykąp". Jestem raczej wybuchowa i jak coś mi nie pasuje to zwracam uwagę, nie koniecznie delikatnie. Jednak on z góry zakłada, że nasz "rytuał" będzie się zaczynał w określony sposób. Co znaczy od kąpieli. Wrrr... Tak kiedyś nie było. Nie przeszkadzało mu o jakiej porze dnia będziemy się kochać i gdzie. Statystykę mieliśmy lepszą o dobre 90%.
      Moje ciąże były zagrożone dopiero pod koniec, wiec to nie jest przyczyna braku współżycia. W obu ciąży nie wyglądałam jak wieloryb, brzuch był widoczny dopiero grubo po połowie.
      Zapewniam, że nie raz próbowałam go zachęcać. Nie mogłabym pójść do niego nago (czy innym ciekawym stroju), choćby dlatego, że czasami na włączoną w pokoju kamerę, albo gada z kolegami. Chociażby wczoraj, pytam się czy przyjdzie do mnie. Mówi "tak już idę, jeszcze moment". Cóż, rozumiem, że nie może skończyć od tak. Starałam się nie być irytująca, nie stałam i nie tupałam mu nad głową. Wzięłam książkę i dopiero po jakimś czasie spojrzałam na zegarek. Czekałam godzinę piętnaście minut. W łóżku. Po prostu zawinęłam się w kołdrę i poszłam spać. Czy powinnam jeszcze raz zwrócić mu uwagę?
      Może faktycznie nie jestem dominująca. Nie zrobiłam mu loda (w tej konkretnej sytuacji, nie mam problemu z tym rodzajem pieszczot), nie zdobywam agresywnie jego uwagi, bo po tak długim czasie ... 1) też mam swoją dumę 2) skoro mnie nie chcę, nie będę mu się narzucać. On ewidentnie nie ma potrzeby by ze mną się kochać. A jak już do czegoś dochodzi to tylko pstryk i już jest rozładowany. Po czym mówi, że było tak krótko bo za rzadko się kochamy. Ja jestem niedopieszczona i sfrustrowana. Powinnam sobie kupić wibrator? A może powinnam miej się starać, aby on za szybko nie kończył?
      Jakiś czas temu zrobiłam mu awanturę o pewnie domowe obowiązki (nie jest wcale taki cipiasty), o nasze relacje i brak uwagi. No cóż, było dobrze, przez dwa dni!!!
      Moja mama jakiś czas temu zaczęła ze mną rozmowę o moim związku. I wiecie co mi powiedziała? Że po nas widać brak więzi i chemii. Po czy zaszokowała mnie stwierdzeniem, że moi rodzice dopiero teraz przechodzą to co my teraz. Nie krępowała się powiedzieć, że po 10 latach małżeństwa nie mogli utrzymać przy sobie rąk. Z ręką na sercu odczuwam zazdrość.
      Wiem, że duże znaczenie ma tutaj jego hobby, od którego jest uzależniony. Nie mogę z tym konkurować, nie mogę z tym walczyć, bo to tak jakby próbowała przebić głową ścianę. Mogłabym mu zagrozić, że się wyprowadzę. Mogłabym kazać mu się wyprowadzić. Ale... To są już skrajne możliwości. Nie wierze, że mnie kocha. Nie można kogoś kochać i jednocześnie ignorować. Prawda?

      • kag73 Re: Seks po kilku latach. 05.12.11, 18:33
        m_mila, przede wszystkim nie przecenialabym jakosci malzenstwa Twoich rodzicow. Kiedy oni byli mlodzi i 10 lat po slubie, byly inne czasy. Nie bylo internetu, gier komputerowych, porno w kompie, filmow na DVD, ba, naet czesto nic ciekawego w telewizji nie lecialo, dwa programy i radzieckie filmy.
        Duzo mniej atrakcji i pokus, ktore kradly czas i odwracaly uwage od partnera i seksu. To tyle.
        Co nie zmienia faktu, ze w Twoim malzenstwie cos nie gra.
        Maz zdaje sie byc znudzony/zmeczony zyciem rodzinnym albo zyciem partnerski, uciekl w hobby, ktore stalo sie nalogiem.
        Moze jest z tych typow, ktorzy potrzebuja tylko tej swiadomosci, ze tam gdzies w tle, za jego plecami krzata sie zona i rodzinka.
        Moze sie gdzies rozjechaliscie. Pewnie gdyby byla intensywniejsza wiez fizyczna byloby ogolnie "cieplej" w zwiazku.
        Moze warto zaczac zmiany od siebie. Skoro jest przyzwyczajony, ze Ty ciagle na tej samej polce w razie potrzeby, to moze cos zmien. Stan sie bardziej tajemnicza, niezalezna. Dla odmiany zorganizuj sobie cos nowego. Zacznij organizowac sobie czas bez niego, poza domem. Moze zauwazy, moze sie zainteresuje. Moze nie, moze mu sie spodoba, bo w spokoju bedzie sie zajmowal swoim hobby(przypuszczam, ze to jakas gra komputerowa albo w sieci). Efekt zaskoczenia czasem dziala.
        Poza tym stan sie aktywniejsza, nie czekaj na jego ochote, przejmij inicjatywe.
        Nie rozumiem tez do konca w czym rzecz, piszesz, ze maz Cie nie pociaga czy nie podnieca, Jednoczesnie chcesz czesciej seksu. Czyli ochote masz czy po prostu tak dla zasady chcesz?
        Poza tym kiedy do seksu dochodzi, przejmij kontrole, mozna faceta troche przystopowac, nie ma, ze sobie dwa razy czegos dotknie i sie pakuje. Po to masz buzie, rece, inne czesci ciala, zeby cos zakomunikowac. Niech najpierw zadba o Ciebie a potem jego kolej. Poza tym badz czasem strona aktywna, wtedy Ty bedziesz mogla decydowac co i jak sie dzieje.
        Usiadz mu na twarzy i tyle, powinien domyslic sie o co chodzi.
        A co do staniecia przed nim "nago" to juz Twoje zadanie znalezienia momentu i miejsca gdzie kamery nie ma.

        Zyjecie pod jednym dachem ale obok siebie a nie razem.
        Ty chcesz to zmienic. Pytanie czy on tez.
        • zamyslonaona Re: Seks po kilku latach. 05.12.11, 20:24
          Powinnaś go czymś zaskoczyc, zbulwersowac, wzbudzic niepewnośc, żeby poczuł że musi sie starac, żeby zaczął Cie dostrzegac. Skoro on ma hobby ty też powinnaś jakieś znaleźc, najchętniej takie , które oderwałoby Cię od domowych obowiązków, przyniosło radośc, umożliwiło poznac nowych ludzi, może siłownia, aerobik, jazda konna czy coś w tym stylu. Może zaszalej u kup jakiś seksi ciuszek, którego nie ubrałabyś normalnie, moze krótka spódniczka, czy bluzka podkreślająca dekolt, zrób makijaż ubierz to i wyjdz na niewinne spotkanie z koleżanką, niech rozważa gdzie poszłas, może też czasem zapomnij odebrac telefon, gdy dzwoni z pracy. Kiedy ma ochotę na igraszki powiedz że nie masz teraz ochoty na kąpiel i udaj że jesteś pochłonięta książką, gazetą która zajmuje cię bardziej niż twoj mąż. Nie czekaj na niego w łózku, aż skończy zajmowac się swoim hobby, zasypiaj albo przynajmniej udawaj że zasnęłas niech widzi że jest ci to obojętne kiedy skończy sie bawic. Zabij tą rutynę, pokaż mu się z zupełnie innej strony, jako atrakcyjna pewna siebie kobieta, aby poczuł się zazdrosny i obserwuj go, jak będzie reagowal. To on ma zabiegac o twój czas, a nie ty prosic go by skończył zajmowac sie swoim hobby. Nic nie tracisz na tym, jesteś młoda, pełna energii, nie daj sie zaszufladkowac jako jego pewnik, bądz czasem niepokorna, nic bardziej nie pobudza faceta niż odrobina zazdrosci :) Pozdrawiam
          • triss_merigold6 Re: Seks po kilku latach. 05.12.11, 22:27
            To akurat nie zawsze działa. Jeśli pan mąż traktuje ją od dawna jak szafkę (szafka - przydatna rzecz, ale żeby się tym codziennie zachwycać?!) to ewentualnie zauważy niedogodność jaką będzie konieczność zostania z dziećmi wieczorem czy w weekend, a to gdzie, po co i jak ubrana żona wyszła, kompletnie oleje.
            • patrynomia Re: Seks po kilku latach. 06.12.11, 00:35
              Mam 25 lat, ty masz 27. Znam sowjego faceta od 9, ty sowjego od 9 tez?
              My od 3 lat nie współżyjemy, bo.. on nie chce.. opatrzył sie. Dobrze, ze zkaonczylismt to na jednym dziecku, i ze jest juz tkaie duze, jak na moj wiek, bo byłabym tak samo nieszczęśliwa jak ty.
              Jestem, bo jeszcze w tym trwam.
              • kag73 Re: Seks po kilku latach. 06.12.11, 10:58
                patrynomia napisała:

                > Mam 25 lat, ty masz 27. Znam sowjego faceta od 9, ty sowjego od 9 tez?
                > My od 3 lat nie współżyjemy, bo.. on nie chce.. opatrzył sie. Dobrze, ze zkaonc
                > zylismt to na jednym dziecku, i ze jest juz tkaie duze, jak na moj wiek, bo był
                > abym tak samo nieszczęśliwa jak ty.
                > Jestem, bo jeszcze w tym trwam.

                No ja Cie przepraszam, sama jestes sobie winna, ze to akceptujesz i nic nie zmieniasz. Ze on sie opatrzyl, trudno, ale co z Toba? potrzebujesz seksu? jezeli tak, to powiedz mezowi, ze poszukasz gdzies indziej. A on co, opatrzyl sie z Toba i sypia z innymi, masturbuje sie czy nagle nie ma potrzeby bycia z kobieta? A skoro nie ma, niech nie bedzie psem sasiada i nie trwoni Twojego zycia, albo Ty nie daj go trwonic. Amen.
                3 lata bez seksu bedac w zwiazku? Obled!
            • errare_humanum_est Re: Seks po kilku latach. 06.06.14, 16:39
              Póki nie spróbuje to się nie dowie, więc nie gaś przedwcześnie ducha u autorki wątku.
      • to.niemozliwe Re: Seks po kilku latach. 13.12.11, 21:13
        No, to moze kup ten wibrator i zaproponuj mu, ze wlaczycie ten gadzet do wspolnej zabawy, jako urozmaicenie.
        Cos tu juz pisano o Twojej biernosci.
    • that.bitch.is.sick Re: Seks po kilku latach. 06.12.11, 01:19
      m_mila napisała:

      > Nie mam komu się poskarżyć, ani z kim pogadać. Mój problem (a może nasz) narast
      > a od lat. Jesteśmy małżeństwem 9 lat. Mamy dwoje cudownych dzieci. Ogólnie nie
      > powinnam narzekać, bo finansowo jest oki, dogadujemy się super, jesteśmy w miar
      > ę zgodni. Jednak cały czas to we mnie siedzi i czuję, że nie dam rady dłużej.

      Coś w Tobie siedzi, może jeszcze siedzi w tobie kobieta i nie wszystko stracone. Siostro musisz potrząsnąć tym grobowcem małżeńskim po prostu:)
    • notting_hill Re: Seks po kilku latach. 06.12.11, 12:19
      Weź sobie do serca, to co napisali Ci tu ludzie, autorko wątku, bo siedzenie w kąciku i czekanie aż panu się odmieni skończy się nieciekawie dla Ciebie. A wiesz jak?

      Kiedy już panu znudzi się to jego hobby (bo wcześniej czy później nastąpi przesyt) wyjdzie do świata i jakoś gdzieś tam mu w tej ciężko kapującej emocje głowie zaświta, że jest po trzydziestce, zaliczył małżeństwo, zabawę w dom i dzieci, a czuje się znudzony i jego życie będzie już zawsze tak wyglądać.... o, ja cię p.... I wtedy pojawi się gdzieś na horyzoncie jakaś nawet przypadkowa wolna i chętna pani, dzięki której odnajdzie to, co zagubił. Bo ta potrzeba, żeby go ktoś zauważał i podziwiał w nim jest, tylko na razie sobie siedzi cichutko pod kamieniem. Ale jak się wydostanie, to będzie niefajnie. Zaliczysz wtedy pełnoobjawowy kryzys pt. nowa dupa na boku, pan odżyje, no a Ty się zastanów jak się będziesz czuła cierpiąc sobie do tej pory w milczeniu, podczas kiedy jak sama piszesz, wszystko się w Tobie buntuje. Na fali tego buntu jeszcze możesz coś zrobić, wytrącić Was z tej wygodniej koleiny, bo inaczej za jakiś czas i tak ktoś trzeci wejdzie w Wasze małżeństwo i rozpirzy to wszystko w trzy d.....

      Dobrze piszą gdzieś powyżej ludzie- zrób z siebie kogoś kim byłaś kiedyś- interesującą laską. Jakieś hobby, kawałek swojego życia, coś do czego inni nie mają dostępu. Stawiaj granice, także dzieciom, np. że po południu pół godziny dla mamy jest święte, po potrzebuje odpocząć i wtedy nikt jej nie ma prawa przeszkadzać. A męża nie olewaj zupełnie, tylko zdystansuj się, nie łaś się, nie wykonuj żadnych gestów przyjaźni, od czasu do czasu miło pochwal za coś co zrobił dla rodziny (doceniać! chwalić!), a potem wycofaj się na swoją pozycję.

      Obserwuję znane mi małżeństwa z wieloletnim stażem i dochodzę do wniosku, że trwałe są te, gdzie facet musi się cały czas starać. Najłatwiej mają naturalne zołzy, bo im to punktowanie przychodzi z łatwością, a jednocześnie sprawiają wrażenie, że pan nie jest im niezbędny do życia. A jak jeszcze czasem umiejętnie pochwalą, to gość prawie merda niewidzialnym ogonem :).
      • labadine Re: Seks po kilku latach. 09.12.11, 15:50
        Kiedys o podobnej sytuacji wypowiedzial sie seksuolog:jezeli ktorys z partnerow zle sie czuje pod wspolnym dachem to wlasnie powstaja takie problemy i dlatego nalezy zrobic z domu cieple miejsce do ktorego chce sie wracac i w ktorym sie dobrze czuje,-porownal to wszystko do samochodu bo aby nim odjechac trzeba najpierw uwolnic hamulec i dac gazu.
        • m_mila Re: Seks po kilku latach. 10.12.11, 00:28
          Kag, zapewniam, że nie przeceniam pociągu jaki moi rodzice czuli do siebie. Jeszcze trzy lat temu zamykali sypialni na klucz, nie tylko w nocy. Widziała niekiedy jak się obmacywali po kątach. Teraz mój ojciec przechodzi kryzys wieku średniego. Nie lata za dupami jak jego koledzy, za to kupił działkę w lesie i chce budować domek na "starość".

          Nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego przewidujecie z góry, że mama dwójki dzieci dzieci jest zaniedbana, nie ma hobby, czy nie wychodzi z domu dla własnej przyjemności. Staram się zawsze dobrze wyglądać , ważę tyle ile powinnam, jestem jedną z najszczuplejszych kobiet wśród znajomych. Mój brzuszek od dawna jest płaski. Pracuję, wiec zawsze ubieram się atrakcyjnie. Czasami w domu dla wygody założę wygodniejsze spodnie, ale zapewniam, że nie mają dziur. Wychodzę z koleżankami na piwo, czy na kawę i mój mąż nigdy nie ma nic przeciwko. Po prostu nie jest o mnie zazdrosny, ani mnie nie potrzebuje.
          Mam swoje hobby, nie jedno. Jeden z moich najświeższych pomysłów na dodatkowe wyjścia to tańce latino dla kobiet, oraz hiszpański. Jednak wiązałoby się to z opuszczaniem dzieci trzy razy w tyg, w godzinach kiedy wracają z przedszkola i potrzebują mamy.
          Mój mąż jak pojadę mu po ambicji jest w stanie nie zfiniszować w ciągu dwóch minut. Kilka dni temu przeżyłam najlepszy seks od 6 lat. Po prostu pokazał, że potrafi. Ale to nie znaczy, że mu zależy, aby coś takiego fundować za każdym razem. I dodam, że nie leżę jak kłoda podczas stosunku. Po prostu do tego są potrzebne dwie osoby. On widocznie śpieszy się jak na maratonie, bo kumple czekają.

          Miałam czas. Przeanalizowałam nasze małżeństwo z każdej strony. Rozmawiałam z przyjaciółką, która jest psychologiem i stwierdzam, że na dłuższą metę nie dam rady ciągnąć tego związku. Seks raz na dwa tygodnie - miesiąc mnie nie zadowala. Nie zamierzam zawsze być inicjatorem. Czuję nie nieatrakcyjna, niepotrzebna i uprzedmiotowiona. Po prostu nie jestem szczęśliwa. Rozmowy nie pomagają, hobby jest ważniejsze. Nie wiem jak dalej będzie.

          Jeszcze kilka lat temu myślałam, że seks to tylko seks. Nie jest najważniejszy w związku. Moje zdanie diametralnie się zmieniło. Wzajemny pociąg z jedną z najważniejszych rzeczy cementujących związek. Nie dziecko, nie mieszkanie, samochód. Przy pierwszym dziecku wszyscy nasi znajomi przechodzili pierwszy kryzys. My mieliśmy olbrzymi przy drugim i niewiele brakowało a skończyłoby się na mojej ogromnej depresji. Jednak nie miałam czasu na depresję, bo byłam ze wszystkim sama. Mój mąż już wtedy był zajętym człowiekiem, który wszystko ma głęboko w poważaniu. A już na pewno nie moje ówczesne problemy.
          W tej chwili siedzi oddalony ode mnie o 3 metry, nie odezwał się do mnie od 4 godzin. Normalnie? Nie.
          Jak można być sympatycznym, lubianym, miłym człowiekiem, a dla osoby najbliższej tak nieczułym.
          • kag73 Re: Seks po kilku latach. 10.12.11, 09:22
            To, ze faceci bardzo czesto szybko dochodza, to zadna nowosc. Pewnie, sa sposoby, mozna starac sie myslec o czyms innym, nudnym, zupelnie nie w temacie. Mozna probowac, wykonywac specjalne cwiczenia na przedluzenie stosunku, mozna wreszcie czesciej sie kochac, bo takie dlugie przerwy miedzy stosunkami to czesto pewnik, ze facet dojdzie w 2 minuty.
            Z drugiej strony wymaganie seksu 2x w tygodniu to tez niekoniecznie odpowiednia metoda, zwlaszcze, ze mam wrazenie, ze to jednak zawsze o Ciebie troszcy sie maz, Ty moze sie miziasz i wysylasz znaki, ale to nie do konca jestes strona aktywna. Jakos jego w seksie nic nie zaskakuje, ciagle ta sama rutyna (moze sie myle).
            A tak naprawde mysle, ze najwiekszzym problemem jest jego uzalenienie od tego hobby. Proponuje porozmawiac, powiedziec co i jak, hobby hobby, ale macie zwiazek i rodzine. Warto zagospodarowac troche czasu we dwoje. Bo inaczej on zyje jakby byl singlem. I zaproponowac powinnas to ze spokojem i na serio, nie z jeczenie "misiu, bo Ty ciagle tylko przed kompem", mowisz konktretnie i na tyle przekonywujaco, zeby facec zrozumial powage sytuacji. Ty chcesz ratowac Wasz zwiazek, on ma szanse sprobowac z Toba. Inaczej nie widzisz sensu ciagniecia tego zwiazku i sie rozstaniecie. Daj mu czas do zastanowienia, np. tydziec. Potem zapytaj co postanowil. Nie zapomnij przy tym wspomniec o milosci i starych dobrych czasach.
            Pozostaje zyczyc Ci, zeby facet zakojarzyl i chcial ratowac zwiazek. Moze sie zdarzyc, ze mu nie zalezy. Dobrze sie zastanow czego chcesz i czy w razie czego bedziesz konsekwentna.
          • to.niemozliwe Re: Seks po kilku latach. 13.12.11, 21:21
            Co to za kumple na necie? Czy on nie czai, ze jego life jest tu i tetaz, a nie 1000 Mbitow stad? Kup mu "Meskosc" Stevena Biddulpha.
            Tam jest ladnie wyjasnione po co facetowi seks. :-)
          • trzydziestoletnia Re: Seks po kilku latach. 04.04.12, 10:00
            m_mila napisała:

            > Jeszcze kilka lat temu myślałam, że seks to tylko seks. Nie jest najważniejszy
            > w związku. Moje zdanie diametralnie się zmieniło. Wzajemny pociąg z jedną z naj
            > ważniejszych rzeczy cementujących związek.

            Tu chyba nie chodzi o sam seks i pociag, ale o ZAINTERESOWANIE Toba, troche uwagi, poczucia ze jestes wazna. Wasz seks jest wrecz symbolicznym wyrazem braku zainteresownia Toba, on interesuje sie soba i sobie robi dobrze. Ostatnio postaral sie nie dla Ciebie, ale dla siebie - by podniesc wlasne ego. Seks jest tym czubkiem gory lodowej jaka przejawia wobec Ciebie.
    • vitek_1 Re: Seks po kilku latach. 10.12.11, 14:46
      m_mila napisała:

      > Mamy dwoje cudownych dzieci. Ogólnie nie powinnam narzekać, bo finansowo jest oki,
      > dogadujemy się super, jesteśmy w miarę zgodni.

      Widziesz, tak to już w życiu jest że nie można mieć wszystkiego. Ja na ten przykład bardzo mało dogaduję się z moją żoną. Właściwie to wcale. Finansowo stoimy beznadziejnie, mieszkamy w ruderze i codziennie z przerażeniem patrzymy jak nam ubywa pieniędzy, licząc dni do kolejnej (nędznej) wypłaty. Mimo to życie seksualne mamy raczej udane, a podstawową przeszkodą do tego żeby było jeszcze bardziej udane jest to że ciągła walka o utrzymanie pochłania nam większość czasu i sił, tak że malutko zostaje na przyjemności typu seksik.

      Ty masz wszystko czego ja nie mam za to ja mam lepszy seks i w ten sposób choć w minimalnym stopniu jakaś sprawiedliwość jest zachowana. Spójrz na to w ten sposób.
      • simply_z Re: Seks po kilku latach. 10.12.11, 18:33
        a cóż to za hobby??? gry?
      • bigbadpig Re: Seks po kilku latach. 11.12.11, 15:40
        > Ty masz wszystko czego ja nie mam za to ja mam lepszy seks i w ten sposób choć
        > w minimalnym stopniu jakaś sprawiedliwość jest zachowana. Spójrz na to w ten sp
        > osób.

        jaka sprawiedliwość? ma nie narzekać, bo sprawiedliwość musi być, a Ty nie masz kasy? no proszę Cię, to stricte dziecięca logika. życie nie jest sprawiedliwe, mamy to co sobie sami od niego wyszarpaliśmy. autorka zamiast patrzeć na to od tej strony którą zalecasz (czyli patrzeć przez pryzmat Ciebie) powinna popatrzeć na problem od własnej strony, zdecydować co jest dla niej ważne, jak może o to zawalczyć, jakie wartości ewentualnie jest w stanie poświęcić dla zrealizowania swoich potrzeb, czasem trzeba poświęcić małżeństwo, a czasem pewnie tylko domowy "święty spokój". Twój brak kasy absolutnie nijak się do tego ma. gdyby akurat udało się jej załatać ten kryzys i rozpalić trochę ognia w małżeńskim łóżku to już będzie niesprawiedliwe? :P
        • vitek_1 Re: Seks po kilku latach. 11.12.11, 17:19
          oczywiście że nie powinna narzekać, bo narzekanie jest be, zawsze wszyscy to na forum powtarzają. Narzekają ludzie słabi, nieporadni, nieprzystosowani do wymogów współczesnego neokapitalizmu, słowem tacy jak ja:)

          a moja dziecięca logika jest taka że jak ktoś sobie niby 'wyszarpał' wspaniałą pracę za którą płacą mu workami pieniędzy, wypieszczony dom, szybki samochód, a ktoś inny sobie wyszarpał partnera który nie ucieka na jego widok

          > jakie wartości ewentualnie jest w stanie poświęcić dla zrealizowa
          > nia swoich potrzeb, czasem trzeba poświęcić małżeństwo, a czasem pewnie tylko d
          > omowy "święty spokój".

          czegokolwiek nie poświęci, na pewno nie poświęci pracy, konta, domu, samochodu. Ludzie tak są do tych rzeczy przywiązani że nigdy ich nie poświęcą. W końcu sami sobie je wyszarpali :)
    • bmc3i Moze nie przesadzaj z tymi balsamami 13.12.11, 20:11
      Generalnie, balsamy to nie perfumy - powiedzmy sobie szczerze, nie maja przyjemnego zapachu.Nie jest to zapach jakis strasznie przykry, ale na pewno mniej przyjemny niz naturalny zapach ciala i nie dziala jak afrodyzjak, a wręcz przeciwnie.

      > . Wiem, że on woli bawić się w swoje hobby niż spędzać ze mną czas. Tak jak ter
      > az.

      Zwróc uwage na to. To nie jest złosliwośc z jego strony. To kwestia atrakcyjnosci 0 nie atrakcyjnosci Twojej, lecz seksu. Najwyrażniej seks jest dla niego mniej atrakcyjny niz jego hobby. Moze spróbuj uatrakyjnic seks? Moze nie wymagaj od seksu orgazmu, lecz dobrej zabawy? W tym ostatnim przypadku orgazm sam przyjdzie, i to o wiele silniejszy, tyle tylko ze nie mozna nastawiac się na niego. Przeciwnie, nastaw siebie i jego na dobra zabawe, a nie na orgazm.

      • notting_hill Re: Moze nie przesadzaj z tymi balsamami 14.12.11, 08:13
        Przy takich radach zawsze przypomina mi się ten kawał:

        Trzy kobiety: zaręczona, mężatka oraz panna rozmawiają o swoich mężczyznach.
        Po parogodzinnej debacie dochodzą do wniosku, że warto wnieść coś nowego do ich życia seksualnego, postanawiają dodać sobie trochę seksapilu i założyć pończochy, skórzane biustonosze, superwysokie szpilki oraz maski również ze skóry.
        Po kilku dniach spotykają się ponownie, aby podzielić się wrażeniami:
        Zaręczona opowiada:
        - Mój narzeczony wrócił jak zwykle wieczorem z pracy. Kiedy zobaczył mnie w czarnym skórzanym biustonoszu, pończochach, seksownych butach i masce powiedział, że jestem miłością jego życia! Potem kochaliśmy sie przez kilka godzin.
        Panna relacjonuje:
        - U mnie było podobnie, kiedy mój chłopak zobaczył mnie w tym super stroju, bez słowa rzucił się na mnie i zaczął ostrą jazdę.
        Mężatka na to:
        - Ja wysłałam dzieciaki do mojej matki na noc, żebyśmy mogli poszaleć. Kiedy mąż wszedł do domu, miałam już na sobie seksowna, skórzana bieliznę, czarne szpilki, pończoszki i skórzana maskę na twarzy. Kiedy mnie zobaczył powiedział "co na obiad, Batmanie?"

        **********************
        A skein of cashmere has seldom done a relationship damage- Yarnharlot
        • that.bitch.is.sick Re: Moze nie przesadzaj z tymi balsamami 14.12.11, 09:47
          notting_hill napisała:

          > - Ja wysłałam dzieciaki do mojej matki na noc, żebyśmy mogli poszaleć. Kiedy mą
          > ż wszedł do domu, miałam już na sobie seksowna, skórzana bieliznę, czarne szpil
          > ki, pończoszki i skórzana maskę na twarzy. Kiedy mnie zobaczył powiedział "co n
          > a obiad, Batmanie?"

          Dokładnie:), ku przestrodze ten batman:). Ale tak serio to sytuacja w tym związku jest patowa. Raczej bezmyślny i mało wyrafinowany seksualnie onanista i oczywiście jak w większości przedwczesny wytrysk, który czyni faceta beznadziejnym w łóżu. Atrakcyjny taki może być tylko dla niedoświadczonej żony, co lepszych nie miała, więc się jej trzyma. Poza tym odnoszę wrażenie że postać męża niedostępna emocjonalnie.
          Żona za to jest uzależniona emocjonalnie i raczej podporządkowana..ciężko tu o wyjście z tej sytuacji.
          Aż woła o potrzebę wyższej świadomości. Namaste..
          • bmc3i Re: Moze nie przesadzaj z tymi balsamami 14.12.11, 10:56
            Łatwo oceniać, prawda?
            Ciekawe co napisalibyście gdyby to on przedstawił na forum swój punkt widzenia.
            • that.bitch.is.sick Re: Moze nie przesadzaj z tymi balsamami 14.12.11, 11:08
              bmc3i napisał:

              > Łatwo oceniać, prawda?
              > Ciekawe co napisalibyście gdyby to on przedstawił na forum swój punkt widzenia.

              Kotek: przedwczesny wytrysk to nie punkt widzenia tylko ewidentna beznadziejność. Tak jak obwisłe cycki, cellulit czy 20 kg nadwagi.
    • that.bitch.is.sick brak seksu z punktu widzenia meżczyzny:) 14.12.11, 12:09
      też ku przestrodze:)
      www.youtube.com/watch?v=QkCOREJQGkg&feature=related
      • hello-kitty2 Re: przedwczesny wytrysk 14.12.11, 15:34
        Bitch a czy z beznadzieja, jaka jest przedwczesny wytrysk da sie "cos" zrobic? Np. farmakologicznie?

        Pytam powaznie, bo to sie szerzy jak plaga, albo ja mam takiego pecha?
        • zyg_zyg_zyg Re: przedwczesny wytrysk 14.12.11, 16:27
          Farmakologicznie się da - w większości przypadków. Wystarczy kilka miesięcy przyjmowania odpowiedniego leku - najczęściej "zwyczajnego" antydepresantu - przepisanego przez seksuologa i świat Ci wypięknieje :-)

          Oczywiście, jeśli partner jest chętny do wspólpracy. Bo to on ma żreć tabletki...
          • that.bitch.is.sick Re: przedwczesny wytrysk 14.12.11, 17:04
            zyg_zyg_zyg napisała:

            > Farmakologicznie się da - w większości przypadków. Wystarczy kilka miesięcy prz
            > yjmowania odpowiedniego leku - najczęściej "zwyczajnego" antydepresantu - przep
            > isanego przez seksuologa i świat Ci wypięknieje :-)
            >
            > Oczywiście, jeśli partner jest chętny do wspólpracy. Bo to on ma żreć tabletki.
            > ..
            Właśnie tak jak mówi Zyg - miałam taki przypadek w swoim łóżku;) Nędzny kochanek plus zwykły seroxat równa się wymiatający w kosmos kochanek:)
            • hello-kitty2 Re: przedwczesny wytrysk 15.12.11, 01:27
              No dobra, a co jesli facet twierdzi, ze przedwczesny wytrysk jest skutkiem ubocznym zazywania regularnie jakiegos leku na astme czy jakies klopoty z oddychaniem? (dokladnie nie wiem i powiedzmy nie moge dopytac jakiego konkretnie leku i na jaka konkretnie chorobe). Czy slyszeliscie o takich przypadkach? (pogrzebalam troche w necie, ale nic nie znalazlam). Czy to jest zwykle wciskanie kitu?
              • m_mila Re: przedwczesny wytrysk 15.12.11, 09:32
                Nie słyszałam o takim przypadku, jednak na zdrowy rozum, lek który powodowałby przedwczesny wytrysk musiałby mieć właściwości rozszerzania naczynek krwionośnych. Wtedy jest bardziej pobudzony, wrażliwy i szybciej dochodzi (np przy lekach przeciwzakrzepowych). Leki wziewne na astmę powodują pobudzenie receptorów w oskrzelach i rozkurczenie mięśni. Jednak czy leki działają tylko na komórki oskrzeli? Jeśli nie to według mnie powinien mieć problemy ze wzwodem. Ciekawe jak to jest.
                Czytałam, że można popracować nad tym problemem. Gdzieś nawet znalazłam ćwiczenia. Oczywiście pokazałam je mojemu M:P Popatrzył, poczytał, po czym udowodnił mi, że nie ma przedwczesnego wytrysku. Czyli jak chce to potrafi to kontrolować.
                Z tym batmanem. Uśmiałam się, ale z nutką goryczy, bo cholernie dużo w tym dowcipie prawdy. W weekend ubrałam się fajnie, zrobiłam mocny makijaż i wyszłam ze znajomymi na piwo (bez męża). No cóż, o 2 w nocy mój mąż stał w oknie. Po czym przypatrywał mi się i oceniał jak bardzo jestem zawiana. A ja powiem szczerze, nie pamiętam kiedy tak dobrze się bawiłam i kiedy po raz ostatni podszedł do mnie facet i zapytał się czy może się dosiąść:D Moja samoocena skoczyła do góry:D Będzie więcej takich wyjść.
    • czerwien-wschodu a mnie się wydaje, że chodzi chyba o uzależnienie 14.12.11, 23:30
      ... od komputera, gier czy innego hobby w tym stylu...

      m_mila: czy Twój mąż może wytrzymać bez tego hobby choć jeden cały dzień, bez "ciągotek" włączania komputera, sprawdzania na wszelki wypadek, "tylko pocztę sprawdzę" itp.?
      • m_mila Re: a mnie się wydaje, że chodzi chyba o uzależni 15.12.11, 09:35
        Gdy nie jesteśmy w dom, nie mogę narzekać. Na wakacjach prócz sporadycznego - naprawdę, obejrzenia interesujących go stron jest oki. Jednak gdy jesteśmy w domu... Cóż. Ciągnie go. Kusi. Jest uzależniony. Sprzętu nie wyrzucę, wiec jestem bezradna.
        • czerwien-wschodu Re: a mnie się wydaje, że chodzi chyba o uzależnie 30.12.11, 18:57
          tu może pomóc tylko psycholog, uzależnienie trzeba potraktować poważnie, nie bagatelizować, że "to tylko komputer".
          • young_17 Re: a mnie się wydaje, że chodzi chyba o uzależni 03.04.12, 16:40
            Sytuacja bez wyjścia... dlaczego kobiety nie dobierają się ze swoimi mężami temperamentem?, a potem płacz i zdrady i brak seksu...

            Tutaj też coś o facetach w małżeństwie...

            kobieta.wp.pl/kat,26325,page,2,title,Bycie-singlem-zmienilo-moje-zdanie-na-temat-kobiet,wid,14373616,wiadomosc.html
            • mar.sew87 Re: a mnie się wydaje, że chodzi chyba o uzależni 05.06.14, 19:18
              Jakbym czytała o sytuacji, która ma miejsce w moim związku.. też zaczęło się w pierwszej ciąży, po urodzeniu dziecka było dużo rzadziej, a czasami przerwy trwały po kilka m-cy.. to nie jest tak, że kobieta czeka biernie przez ten czas, płacze w poduszkę i nie stara się nic zmienić, wręcz przeciwnie, ale przychodzi taki moment, że traci się siły i wiarę w siebie.. jestem teraz w drugiej ciąży (sama się dziwię jak to się mogło udać), ale mam szlaban na co najmniej kilka m-cy.. a później nie wiem jak będzie, nawet nie wiem czy będę potrafiła pójść z nim jeszcze do łóżka.. po takiej przerwie ludzie są sobie zupełnie obcy, ciężko znowu rozbudzić w sobie pożądanie, tym bardziej jak się ma ogromny żal do partnera, związek na tym bardzo cierpi..
              A tak na marginesie ciężko ocenić na początku związku temperament drugiej osoby.. zazwyczaj chyba ludzie są sobą tak zafascynowani, że nie potrafią się od siebie odkleić.. u mnie było tak, że wiecznie i wszędzie mieliśmy na siebie ochotę i ta sielanka trwała 5 lat.. wszystko prysło jak bańka mydlana gdy zaszłam w ciążę i już nigdy nie było tak jak przed..
              • tadeo.1 Re: a mnie się wydaje, że chodzi chyba o uzależni 05.06.14, 23:08
                Wszystkie te historie opisane wyżej rokują beznadziejnie,nie ma żadnych szans na poprawę sytuacji,każda chwila nadzieii jest chwilą naiwności ,która pozwala chociaż na chwilkę uwierzyć ,że jeszcze może być przepięknie ..........nie będzie , to ,,coś " albo się ma , albo nie.............i wiara w lepszą następną noc jest płonna, więc czym prędzej trzeba uciekać, bo stagnacja w takim stanie powoli zabija, czym dalej ,tym szybciej....................
                • tadeo.1 Re: a mnie się wydaje, że chodzi chyba o uzależni 05.06.14, 23:36
                  tadeo.1 napisał:

                  > Wszystkie te historie opisane wyżej rokują beznadziejnie,nie ma żadnych szans n
                  > a poprawę sytuacji,każda chwila nadzieii jest chwilą naiwności ,która pozwala c
                  > hociaż na chwilkę uwierzyć ,że jeszcze może być przepięknie ..........nie będzi
                  > e , to ,,coś " albo się ma , albo nie.............i wiara w lepszą następną noc
                  > jest płonna, więc czym prędzej trzeba uciekać, bo stagnacja w takim stanie pow
                  > oli zabija, czym dalej ,tym szybciej....................

                  To nie fantasmagorie ,ale czysta empiria............................nie wierz nigdy.............../wpisz odpowiednik/..........dobra radę ci dam:)
                  • jesod Nie wierz nigdy 05.06.14, 23:50
                    tadeo.1 napisał:
                    > To nie fantasmagorie ,ale czysta empiria............................nie wierz n
                    > igdy.............../wpisz odpowiednik/..........dobra radę ci dam:)

                    Tylko... że... trudno cokolwiek na braku zaufania zbudować. :)
              • gomory Re: a mnie się wydaje, że chodzi chyba o uzależni 06.06.14, 07:14
                > nawet nie wiem czy będę potrafiła pójść z nim jeszcze do łóżka.. po takiej przerwie ludzie są sobie zupełnie obcy

                Z tym się nie zgadzam. Po tak długim czasie trwania znajomości, to partnera raczej dotyka się równie pewnie jak swojego łokcia czy karku.
                Najczęściej niestety z podobną ekscytacją ;).
                Ale można położyć dłoń na swoim podbrzuszu na 3 sekundy i nic. A można położyć z myślą seksualną i podniecenie gdzieś tam orbitować zaczyna.
                Wszystko zaczyna się w głowie :).
                • zyg_zyg_zyg Re: a mnie się wydaje, że chodzi chyba o uzależni 06.06.14, 08:43

                  > > nawet nie wiem czy będę potrafiła pójść z nim jeszcze do łóżka.. po takie
                  > j przerwie ludzie są sobie zupełnie obcy
                  >
                  > Z tym się nie zgadzam.

                  A ja tak. Pierwszy raz - po dłuższej przerwie w seksie - idzie na zmarnowanie. Jestem pozamykana, pochowana, nierozkręcona, totalnie wytrącona z rytmu, jego dotyk jest obcy. Im dłuższa przerwa, tym bardziej ochota na seks zmienia się na wkurw, że go nie ma. Regularny seks = regularna ochota.
    • tatarutyku Re: Seks po kilku latach. 06.06.14, 14:12
      a widzieliscie juz www.naprzedwczesnywytrysk.pl/
    • catatat80 Re: Seks po kilku latach. 11.06.14, 21:46
      Mi się ostatnio udało namówić męża na zrobienie wspólnie testu fantazji erotycznych. Mimo, że jesteśmy kilka lat po ślubie, a życie intymne rozpoczęliśmy jeszcze kilka lat przed, to okazało się, że nadal pragniemy spróbować jeszcze wspólnie wielu rzeczy. U nas było to jakby takim lekarstwem na chwilowy kryzys którego oznaki zaczęły pojawiać się już parę miesięcy temu. Może komuś też pomoże, zostawiam link www.seksonariusz.pl/
    • xszerszenx Re: Seks po kilku latach. 14.06.14, 23:58
      czesc moze ja Cie wylecze
Inne wątki na temat:
Pełna wersja