m_mila
03.12.11, 23:21
Nie mam komu się poskarżyć, ani z kim pogadać. Mój problem (a może nasz) narasta od lat. Jesteśmy małżeństwem 9 lat. Mamy dwoje cudownych dzieci. Ogólnie nie powinnam narzekać, bo finansowo jest oki, dogadujemy się super, jesteśmy w miarę zgodni. Jednak cały czas to we mnie siedzi i czuję, że nie dam rady dłużej.
Zaczęło się psuć w pierwszej ciąży. On nie za bardzo chciał się kochać, ja nie nalegałam. Po ciąży też nie było za często. W drugiej ciąży prawie wcale i tak już zostało. Obie ciąże miałam zagrożone przedwczesnym porodem, jednak nie to było powodem braku kontaktów. Potem mój mąż znalazł czasochłonne hobby, od którego jest niestety uzależniony. Na początku bardzo z nim o to walczyłam, jednak miałam małe dzieci, które mnie wyczerpywały i po prostu już nie miałam siły szarpać się z trzecim dużym dzieckiem.
Teraz dzieci chodzą do przedszkola. Mamy "wolne" wieczory, które moglibyśmy wykorzystywać na spędzanie czasu razem, a ja... nie wiem już co sama chcę. On ma nastrój raz, dwa w miesiącu i najczęściej zwraca się do mnie "Pójdziesz się wykąpać". Jak to mnie wk... . Czuję się jak brudas. Kapię się dwa razy dziennie, zawsze jestem czysta, pachnąca, wybalsamowana. Dbam o siebie. Wyglądam młodziej niż moje rówieśnice i nie jak mama dwójki dzieci. Wiem, że wyglądam lepiej niż przed ślubem i na początku małżeństwa. I nie wiem co z nami jest.
Dodam, że w sprawach seksu nie miałam zupełnie doświadczenia. Mój mąż jest moim pierwszym i jedynym. Mąż zawsze pomagał mi osiągnąć przyjemność. Teraz czasami się stara, czasami nie. Dotyka mnie tylko tak aby mnie pobudzić i sam się zaspokoić. Jest "krótkodystansowcem", wiec sama zabawa trwa... krótko. Czasami już czuję, że coś tego będzie a tu pufff... i po jabłkach. Nigdy nie miałam orgazmu pochwowego.
Od jakiegoś czasu orgazmów łechtaczkowych nie jestem w stanie przy nim osiągnąć. Już nie wiem, czy problem polega na tym że on mnie nieumiejętnie dotyka, czy mnie już nie podnieca.
Jeśli ktoś się mnie spyta czy kocham męża. Odpowiem, że kocham. Czy tak jak kiedyś. Nie wiem. Czy mnie podnieca. Nie.
Dobija mnie to, cholernie. Jestem już sfrustrowana i zaczynam być nieszczęśliwa. Wiem, że on woli bawić się w swoje hobby niż spędzać ze mną czas. Tak jak teraz.
Wiem, że mnie nie zdradza, bo to nie ten typ. Wiem, że nie ma awersji do mojego ciała przez poród, bo nie rodziłam naturalnie, a blizna jest praktycznie niewidoczna. Albo tak bardzo spadło mu libido, albo już mu się nie podobam. Czasami myślę, że gdybym przeszła do niego nago to by tylko powiedział "Zasłaniasz mi skarbie". Jeśli miałabym z nim pogadać to co mu powiedzieć?
Czasami napadają mnie myśli czy to naprawdę jeszcze ma sens. Np w takie sobotnie wieczory kiedy on się bawi w drugim pokoju z bratem i gówno go obchodzi co robię ja. Pewnie większość osób uważa, że się czepiam. Jest dobrym troskliwym ojcem, bardzo fajnym kolegą i przyjacielem. Jest całkiem przystojny, kobiety za nim przepadają, bo jest ujmujący. Ale nie po tylu latach razem. Nie dla mnie...