molecule
05.03.12, 15:25
Dopada mnie frustracja, bo juz kilka razy mowilam mezowi, ze gdy chce sie ze mna kochac, to niech sie nie czai, tylko zdecydowanie bierze sie do rzeczy.
Mam juz go dosc. Ile razy mozna mowic, sugerowac cos.
Wczoraj znowu ta sama sytuacja.
Kladzie sie obok mnie i czeka, nie wiadomo na co, ze co, jak juz jest obok, to sie na niego rzuce?
Ja tez potrzebuje troche zainteresowania i zabiegania.
Gdy ja mam na niego ochote, to obejmuje go, robie kocio-zalotne oczy, czule zaczynam piescic i do przodu. A ten... eh, szkoda gadac.
Ja rozumiem, ze mozna kogos delikatnie dotykac, ale jego dotyk przypomina mi raczej sprawdzanie, jak ja bede reagowac, czy on moze cos zaczac, czy nie. Tchorz nie facet.
Zaczynam marzyc o namietnym kochanku, czulym, zdecydowanym...
Od dluzszego czasu przestalam w ogole myslec o seksie. Jak patrze na nieudolnosc mojego meza, to mi sie odechciewa.
Jak do cholery pokazac mu, jak powinien zachowywac sie prawdziwy mezczyzna.
Zadne filmy i sugestie nie dzialaja i mi zaczyna brakowac sil i checi.