Zupełny brak zainteresowania

10.04.12, 22:38
Z jednej strony przewrotnie cieszę się, że mi przeszło. Frustrowanie się, obrażanie, żal - po wszystkich moich odrzucanych przez lata umizgach, braku jakiejkolwiek inicjatywy z jej strony, niechęci do seksu oralnego w jej czy moim wykonaniu, dwóch pozycjach na krzyż, po wszystkich mniej lub bardziej udanych próbach jak kupno bielizny której nawet nie założyła.

A teraz po prostu udaję, że śpię, unikam kontaktu fizycznego, przez ostatni rok spaliśmy ze sobą może z 5 razy. Jak zaczyna grymasić czy kiedy jej nie odpowiada, co próbuję (czy próbowałem) robić - przerywam, kończę i idę spać.

Z drugiej strony trochę szkoda, bo seks jak sądzę jednak fajny jest.

A tak sobie ponarzekam...
    • bcde Re: Zupełny brak zainteresowania 11.04.12, 15:40
      Chwalisz się swoją słabością i tym, że jesteś słabszy niż twoja baba, bo nadal z nią jesteś. Zwycięzcy różnią się od wielu przegranych tym, że zrobili pierwszy krok. Ty dotychczas go nie zrobiłeś i utwierdzasz się w przekonaniu, że nie warto. Nie szkoda mi cię, bo w temacie seksu każdy ma to, na co zasłużył.
      • kutuzow mocne, ale szczere 11.04.12, 16:02
        bcde napisał:

        > Chwalisz się swoją słabością i tym, że jesteś słabszy niż twoja baba, bo nadal
        > z nią jesteś. Zwycięzcy różnią się od wielu przegranych tym, że zrobili pierwsz
        > y krok. Ty dotychczas go nie zrobiłeś i utwierdzasz się w przekonaniu, że nie w
        > arto. Nie szkoda mi cię, bo w temacie seksu każdy ma to, na co zasłużył.

        Dobrze napisane, nawet jeśli brutalne w przekazie.
        Co więcej Twój post jest odpowiedzią na zarzuty, ze strony Pań, które się tutaj pojawiają na forum, że Panowie to nie chcą doradzać innym facetom. Prawda jest prozaiczna -w wielu przypadkach patrząc z męskiej perspektywy należałoby napisać dokładnie to co Ty tutaj.
        • urquhart Re: mocne, ale szczere 11.04.12, 16:18
          > Dobrze napisane, nawet jeśli brutalne w przekazie.
          > Co więcej Twój post jest odpowiedzią na zarzuty, ze strony Pań, które się tutaj
          > pojawiają na forum, że Panowie to nie chcą doradzać innym facetom. Prawda jest
          > prozaiczna -w wielu przypadkach patrząc z męskiej perspektywy należałoby napis
          > ać dokładnie to co Ty tutaj.

          Dosadna prawda.
          Ale można polecieć babskim standartem; Nie jest ciebie warta, Kopnij w dupę, Szanuj się, Odkładaj pieniądze, usamodzielnij się i zbieraj dowody do sądu :)
          • hello-kitty2 Re: mocne, ale szczere 11.04.12, 17:20
            bcde napisał:

            "Nie szkoda mi cię, bo w temacie seksu każdy ma to, na co zasłużył."

            Celnie! I konsekwentnie jesli opisujemy tutaj na forum swoich seksualnie nieudolnych partnerow to tak naprawde opisujemy swoje niedomagania. Ale jesli jest to droga do samokorekty to i tak warto moim zdaniem pisac.

            Natomiast nie rozumiem dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra kobiety. Czy rzeczywiscie wszystkie kobiety sa takie same i wszyscy mezczyzni tacy sami, zeby ciagle uzywac takich uogolnien, ze kobiety to to, a mezczyzni to tamto.. Czy wy sie rzeczywiscie z tym identyfikujecie, czy to tylko taka poza? I czemu sluzy ciagle podkreslanie tych roznic?

            • urquhart dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra kobi 11.04.12, 17:52
              hello-kitty2 napisała:
              > Natomiast nie rozumiem dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra kobiety. C
              > zy rzeczywiscie wszystkie kobiety sa takie same i wszyscy mezczyzni tacy sami,
              > zeby ciagle uzywac takich uogolnien, ze kobiety to to, a mezczyzni to tamto..

              No więc, wbrew pozorom to samo zauważenie że postrzegamy świat innaczej, że to nie podły facet, czy zła kobieta tyko zupełnie inny sposób doczuwania, oczeniania i odczuwania przez wiekszość płci z drugiej strony barykady jest inny jest istotne.
              Kobiety piszą, webalizują i otwierają się bardziej bez wątpienia. Dlatego dużo babek pisało tu że zrozumienie odrębności drugiej strony barykady pozwoliła im spojrzeć zupełnie innaczej na zachowanie swoich partnerów.
              A i mężczyźni mają się szansę dowiedziec rzeczy które patrnetki rzadko mają im odwage powiedzię wpropst koedy uczucie jeszcze się tli.
              Mamy jako płcie Różne typowe potrzeby oczekiwania i tylko na etapie zakochania i idealizacji tego nie widać i konflikt jest nieuchronny i kompromis niezbędny.
              • hello-kitty2 Re: dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra 11.04.12, 18:17
                Dobra, dobra, teraz to ladnie napisales urquhart, ale na codzien daje sie wyczuc w twoich wypowiedziach przekaz wartosciujacy typu:

                my mezczyzni i nasz sposob myslenia - wyzej

                wy kobiety i wasz sposob myslenia - nizej.

                Zle cie odbieram? Byc moze.

                A jak do tego odniesc gejow i lesbijki?
                • urquhart Re: dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra 11.04.12, 18:40
                  hello-kitty2 napisała:
                  > Dobra, dobra, teraz to ladnie napisales urquhart, ale na codzien daje sie wyczu
                  > c w twoich wypowiedziach przekaz wartosciujacy typu:
                  > my mezczyzni i nasz sposob myslenia - wyzej
                  > wy kobiety i wasz sposob myslenia - nizej.
                  > Zle cie odbieram? Byc moze.

                  Tiaaa, Żebyś widziała jak wasze kobiece wspieranie przeciw facetom wrtościująco wygląda :)
                  Nie można byc w rozkroku.
                  Obiektywni próbują byc przycholodzy i przycholożki, kórym kobieca gawiedź przykleja typowo łatkę mizoginów.
                  Fakt że nie moge powstrzymac się od ironi kiedy uderza mnie babska hipokryzja w miedzy płciowych przepychankach :)
                  • hello-kitty2 Re: dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra 11.04.12, 18:53
                    urquhart napisał:

                    > Tiaaa, Żebyś widziała jak wasze kobiece wspieranie przeciw facetom wrtościująco
                    > wygląda :)
                    > Nie można byc w rozkroku.
                    > Obiektywni próbują byc przycholodzy i przycholożki, kórym kobieca gawiedź przyk
                    > leja typowo łatkę mizoginów.
                    > Fakt że nie moge powstrzymac się od ironi kiedy uderza mnie babska hipokryzja w
                    > miedzy płciowych przepychankach :)

                    Wiem, wiem, podczytywalam cie na e-mama, ze baby cie tam od 'zarastajacego brudem' wyzywaly. Dobra, akceptuje cie takiego, jakim jestes (z ironia). Plus za szczerosc.

                    Aha, dzieki za okreslenie 'w rozkroku'. Pasuje do mnie, poza tym ja zyje w swiecie unisex, moj szef jest gejem, wiec sam rozumiesz, ze podzial na kobiety i mezczyzn jest za bardzo ograniczajacy z mojego punktu widzenia i siedzenia.
                    • urquhart Re: dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra 11.04.12, 22:13
                      hello-kitty2 napisała:
                      > Aha, dzieki za okreslenie 'w rozkroku'. Pasuje do mnie, poza tym ja zyje w swie
                      > cie unisex, moj szef jest gejem, wiec sam rozumiesz, ze podzial na kobiety i me
                      > zczyzn jest za bardzo ograniczajacy z mojego punktu widzenia i siedzenia.

                      A seks to przecież nic innego Kitty jak iskrzenie miedzy spolaryzowaną siłą męską i kobiecą.
                      Trzeba się zdefiniować i opowiedzieć, żeby grało, unikając agresji która typowo maskuje strach.
                      • hello-kitty2 Re: dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra 11.04.12, 23:19
                        urquhart napisał:

                        > A seks to przecież nic innego Kitty jak iskrzenie miedzy spolaryzowaną siłą męs
                        > ką i kobiecą.
                        > Trzeba się zdefiniować i opowiedzieć, żeby grało, unikając agresji która typowo
                        > maskuje strach.

                        'Do unikania agresji' doszlam sama juz dosc dawno i dobrze sie z tym czuje, bo z natury jestem dosc agresywna i sie takiej nie lubialam, wiec unikam.

                        A co do zdefiniowania sie, moze masz racje, bo w relacjach seksualnych z mezczyznami czuje sie mezczyzna, a chcialabym poczuc sie jak kobieta, stad pomysl poszukiwania tego 'twardziela''. Zwyczajnie potrzebuje kogos, kto by mogl udzwignac to, co proponuje w seksie i nie chodzi mi tu o jakies wymyslne odchylenia w czasie samego aktu, tylko udzwigniecie samej idei, ze mnie interesuje wylacznie seks. Mezczyzni sobie z tym nie radza.

                        Moj wyglad jest zwodniczy, bo kobiecy, a zachowanie meskie, moze tu jest problem.
                        • urquhart Re: dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra 11.04.12, 23:46
                          hello-kitty2 napisała:
                          > A co do zdefiniowania sie, moze masz racje, bo w relacjach seksualnych z mezczy
                          > znami czuje sie mezczyzna, a chcialabym poczuc sie jak kobieta, stad pomysl pos
                          > zukiwania tego 'twardziela''.

                          Pewno podświadomie przyciągasz facetów których podnieca domina (bardzo duża grupa i to zwłaszcza wśród ludzi tzw sukcesu) i wszyscy konieckońców są rozczarowani. To rozczarowanie na które narzeka nie jedna już kobieta o wyrazistej osobowości z którą o tym rozmawiałem.
                          • hello-kitty2 Re: dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra 11.04.12, 23:55
                            urquhart napisał:

                            " Pewno podświadomie przyciągasz facetów których podnieca domina (bardzo duża gru
                            > pa i to zwłaszcza wśród ludzi tzw sukcesu) i wszyscy konieckońców są rozczarowa
                            > ni. To rozczarowanie na które narzeka nie jedna już kobieta o wyrazistej osobow
                            > ości z którą o tym rozmawiałem."

                            Ale ja jestem swiadoma, ze takich facetow nie chce i dlatego mimo ze jak piszesz ich moze przyciagam to ubezpieczam sie z gory pytajac wprost czy chca byc zdominowani w lozku. Ostatni twiedzili, ze nie, nie dali sie zdominowac, czyli potwierdzili swoja prawdomownosc, a jednak wykruszyli sie :(

                            Jakie z tego wyjscie?
                            • kag73 Re: dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra 12.04.12, 00:05
                              Ale ja jestem swiadoma, ze takich facetow nie chce i dlatego mimo ze jak piszes
                              > z ich moze przyciagam to ubezpieczam sie z gory pytajac wprost czy chca byc zdo
                              > minowani w lozku. Ostatni twiedzili, ze nie, nie dali sie zdominowac, czyli pot
                              > wierdzili swoja prawdomownosc, a jednak wykruszyli sie :(
                              >
                              > Jakie z tego wyjscie?

                              Hmm, cos tu mi nie pasuje. Pytasz czy chca byc zdominowani w lozku, oni odpowiadaja, ze nie, wiec nie rozumiem po co probujesz ich dominowac? Nie dali sie zdominowac, ale moze przeszkadzalo im, ze probowalas. Jakos nie rozumiem Twoich preferencji. Byc moze chcieli, zebys ich zdominowala, ale poniewaz pytalas wprost, odpowiadali co chcialas uslyszec. W ogole to dla mnie dosc glupie pytanie(przepraszam), tutaj mam raczej "meskie" podejscie: Nie pyta sie, tylko robi swoje i patrzy co z tego wyniknie ;)
                              • urquhart Re: dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra 12.04.12, 00:09
                                > t, odpowiadali co chcialas uslyszec. W ogole to dla mnie dosc glupie pytanie(pr
                                > zepraszam), tutaj mam raczej "meskie" podejscie: Nie pyta sie, tylko robi swoje
                                > i patrzy co z tego wyniknie ;)

                                Zdominownanie to dosadnie pojęcie. Zwykle jedynie chodzi o poprowadzenie przez mężczyznę jak na parkiecie w tańcu.
                                • kag73 Re: dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra 12.04.12, 00:14
                                  dominownanie to dosadnie pojęcie. Zwykle jedynie chodzi o poprowadzenie przez
                                  > mężczyznę jak na parkiecie w tańcu.


                                  Aha, no a niby faceci nie lubie kiedy kobieta przejmuje inicjatywe, chyba jednak od czasu do czasu lubia.
                                  Hello-kitty pisze o dominowaniu, wiec juz nie wiem o co chodzi ;) Chyba pojde spac, bo juz nie kontaktuje.
                              • hello-kitty2 Re: dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra 12.04.12, 00:21
                                kag73 napisała:

                                "Hmm, cos tu mi nie pasuje. Pytasz czy chca byc zdominowani w lozku, oni odpowia
                                > daja, ze nie, wiec nie rozumiem po co probujesz ich dominowac? Nie dali sie zdo
                                > minowac, ale moze przeszkadzalo im, ze probowalas. Jakos nie rozumiem Twoich p
                                > referencji."

                                Odpowiem tak: probuje dac sie zdominowac :)

                                "Byc moze chcieli, zebys ich zdominowala, ale poniewaz pytalas wprost, odpowiadali co chcialas uslyszec."

                                Tak tez zakladalam.

                                "W ogole to dla mnie dosc glupie pytanie(przepraszam), tutaj mam raczej "meskie" podejscie: Nie pyta sie, tylko robi swoje i patrzy co z tego wyniknie ;)"

                                Z pozoru glupie, wiem jak to brzmi, ale widzisz kag73 za duzo mam mozliwosci, musze jakos porzadnie przeselekcjonowac grupe, nie chce mi sie z kazdym wstepnie wybranym probowac. Poza tym wiesz jak ciezko sie potem od nich odczepic? :)
                        • sabat77 Re: dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra 11.04.12, 23:56
                          hello-kitty2 napisała:

                          > Zwyczajnie potrzebuje kogos, kto by mogl udzwigna
                          > c to, co proponuje w seksie i nie chodzi mi tu o jakies wymyslne odchylenia w c
                          > zasie samego aktu, tylko udzwigniecie samej idei, ze mnie interesuje wylacznie
                          > seks. Mezczyzni sobie z tym nie radza.

                          To dość dziwne, przecież w wypadku seksu z prostytutką jakoś im to wychodzi.
                          Może chodzi tutaj o pewien utarty schemat zachowań. Jak ktoś się przyzwyczaił do mówienia kocham cię w konkretnej sytuacji, to potem mu może zabrać trochę czasu, żeby się odzwyczaić.
                          Ale generalnie dla większości mężczyzn, których znam wejść, przelecieć i wyjść to nie byłby żaden problem. Może nie sygnalizujesz tego dostatecznie wyraźnie ?
                          • kag73 Re: dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra 12.04.12, 00:11
                            "Ale generalnie dla większości mężczyzn, których znam wejść, przelecieć i wyjść to nie byłby żaden problem. Może nie sygnalizujesz tego dostatecznie wyraźnie ?"

                            Tak Ci sie moze wydawac. Ja takiego nie spotkalam. Pewnie musialby byc zonaty albo zainteresowany szukaniem ciagle nowej przygody. Moje doswiadczenie: facetowi sie podobalo, podoba mu sie kobieta, chce powtorki, najczesciej nie tylko jednej.
                            Poza tym czesto nazywa sie, ze kobiety to zawsze od razu chca zwiazku albo malzenstwa, moze dlatego faceci sie dziwia, ze w jej przypadku jest inaczej.
                            prostytutka to inna kwestia, za to sie placi, nie ma szansy na dluzsza znajomosc gratis, no i prostytutka na nich nie leci, to jej praca a hello-kitty na nich leciala, to roznica.
                            • sabat77 Re: dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra 12.04.12, 00:23
                              kag73 napisała:

                              > Tak Ci sie moze wydawac. Ja takiego nie spotkalam. Pewnie musialby byc zonaty a
                              > lbo zainteresowany szukaniem ciagle nowej przygody. Moje doswiadczenie: facetow
                              > i sie podobalo, podoba mu sie kobieta, chce powtorki, najczesciej nie tylko jed
                              > nej.

                              No dobra, ale wciąż może tkwić w wyłącznie seksualnej relacji, bez maślakowania oczami i wprowadzania się na stałe.
                              Chce kolejnej powtórki, bo mu się znowu zachciało. Może to pragmatyzm i lenistwo - ale to dość oczywiste żeby sprawdzić czy znów dostanie.

                              Co do jeden raz i koniec, to u panów też się zdarza, a mianują to zdaje się kompleksem Don Juana...

                              Albo słynny Maxi Kaz z piosenki :D
                            • urquhart pasja i namiętność a wracanie ? 12.04.12, 00:38
                              kag73 napisała:
                              > Tak Ci sie moze wydawac. Ja takiego nie spotkalam. Pewnie musialby byc zonaty a
                              > lbo zainteresowany szukaniem ciagle nowej przygody. Moje doswiadczenie: facetow
                              > i sie podobalo, podoba mu sie kobieta, chce powtorki, najczesciej nie tylko jed
                              > nej.

                              Też nie takie proste Kag. Sprawa wygląda innaczej kiedy delikwent ma wybór a nie jest zagłodzonym monogamistą. Oczywiście nowość i podbój ma smak, ale wracanie to już co innego. Kiedyś przyglądałęm się recenzjom prostytutek (znaczy div) na Garso.
                              Generalnie schemat był zastanawiający: bardzo ładna, ale było przeciętnie, drętwo, nijako, NIE WRÓCĘ. NIekoniecznie łądna ale za to kochała się z pasją, z zaangażowaniem, jęczała jak rasowa kochanka, , Będę Wracać!

                              I tak myślę że to może jest klucz do pytania Kitty. Że w schemacie "seks dla seksu" brakuje pasji i zaangażowania ciśnienia emocji typowych dla zakochania, romansu. Prostytutki, przynajmniej niektóre które mają wzięcie stają się to przekonywująco odegrać :)
                              • hello-kitty2 Re: pasja i namiętność a wracanie ? 12.04.12, 00:55
                                urquhart napisał:

                                > Też nie takie proste Kag. Sprawa wygląda innaczej kiedy delikwent ma wybór a ni
                                > e jest zagłodzonym monogamistą. Oczywiście nowość i podbój ma smak, ale wracani
                                > e to już co innego. Kiedyś przyglądałęm się recenzjom prostytutek (znaczy div)
                                > na Garso.
                                > Generalnie schemat był zastanawiający: bardzo ładna, ale było przeciętnie, dręt
                                > wo, nijako, NIE WRÓCĘ. NIekoniecznie łądna ale za to kochała się z pasją, z zaa
                                > ngażowaniem, jęczała jak rasowa kochanka, , Będę Wracać!
                                >
                                > I tak myślę że to może jest klucz do pytania Kitty. Że w schemacie "seks dla se
                                > ksu" brakuje pasji i zaangażowania ciśnienia emocji typowych dla zakochania, ro
                                > mansu. Prostytutki, przynajmniej niektóre które mają wzięcie stają się to przek
                                > onywująco odegrać :)

                                Niestety to nie to. Bo jak pisalam w innym watku w seksie wyrazam pozadanie czyli kocham sie tylko z takimi, ktorych pozadam bardzo, co jest rownowazne z pasja, o ktorej piszesz i jesli by to wyrazic w formie tej oceny "kochała się z pasją, z zaangażowaniem, jęczała jak rasowa kochanka, , Będę Wracać!" i z zalozenia powroty mialy byc i byly, a jednak nie dalo sie tego utrzymac na dluza mete.

                                Moze chodzi o uczucia, zakochanie jak piszesz. Albo, ze do seksu dochodzi za relatywnie za szybko?

                                • urquhart Re: pasja i namiętność a wracanie ? 12.04.12, 07:30
                                  > urquhart napisał:
                                  > Moze chodzi o uczucia, zakochanie jak piszesz. Albo, ze do seksu dochodzi za re
                                  > latywnie za szybko?

                                  Zakochanie to narkotyczna gratyfikująca mieszanka do której potrzebne jest pożądanie i adrenalina. Pamiętasz doświadczenie z wiszącym mostem (Wojcieszke)? W przypadku pozamałzeńśkiego romansu adrenaliny dostarcza podobnież poczucie konspiracji i i prośba odkrycia, w przypadku długiego zdobywania atmosfera niepewności i możliwości ośmieszenia odrzucenia. Bez tych uczuć i iskrzenia to jedynie gimnastyka i przyjemne rozładowanie napięcia.
                                  • hello-kitty2 Re: samiec alfa? 12.04.12, 08:54
                                    urquhart napisał:

                                    Zakochanie to narkotyczna gratyfikująca mieszanka do której potrzebne jest pożą
                                    > danie i adrenalina. Pamiętasz doświadczenie z wiszącym mostem (Wojcieszke)?

                                    Tak, pamietam. Czyli pozadanie jest, adrenaliny brak. Rozumiem.

                                    Mam jeszcze jedno pytanie: czy ja potrzebuje do 'swoich dzialan' samca alfa? Czy ten samiec alfa to przereklamowany jest?
                                    • sabat77 Re: samiec alfa? 12.04.12, 09:44
                                      Zaden alfa nie da soba tak pomiatac. To on zdecyduje czy relacje beda scisle seksualne czy nie i to kiedy ma mu stawac.
                                      • hello-kitty2 Re: samiec alfa? 12.04.12, 10:13
                                        uuuuu podoba mi sie :) jestes pewny?
                                        • sabat77 Re: samiec alfa? 12.04.12, 10:27
                                          Prawdziwy alpha male na 100% nie. Nie wyobrazam sobie tego.
                          • hello-kitty2 Re: dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra 12.04.12, 00:38
                            sabat77 napisał:

                            > Ale generalnie dla większości mężczyzn, których znam wejść, przelecieć i wyjść
                            > to nie byłby żaden problem. Może nie sygnalizujesz tego dostatecznie wyraźnie ?

                            Bardzo wyraznie sygnalizuje. Kiedy po jakims czasie powiedzialam ostatniemu kochankowi, z ktorym seks byl super, zebysmy sie ograniczyli do "wejść, przelecieć i wyjść" z uwagi na brak czasu, to mu nie stanal, a potem przyznal, ze choc mial sporo relacji typu: no strings attached, to jednak widzi duza roznice miedzy "wejść, przelecieć i wyjść" a spedzic wieczor na piciu winka, obejrzeniu filmu a nastepnie wiadomej kontynuacji. Szczerze? nie moglam sie skupic na ogladaniu zadnego filmu! To podsumowal, ze myslal, ze tak moze, ale jednak nie. Zarzucal mi ze planuje seks, a ja przeciez nie planowalam seksu, tylko spotkanie, no ale nie bede ukrywac po co przyszlam? Po co ten teatrzyk?

                            • kutuzow "przelecieć" vs "zaspokoić" 12.04.12, 12:09
                              hello-kitty2 napisała:
                              > Bardzo wyraznie sygnalizuje. Kiedy po jakims czasie powiedzialam ostatniemu koc
                              > hankowi, z ktorym seks byl super, zebysmy sie ograniczyli do "wejść, przelecieć
                              > i wyjść" z uwagi na brak czasu, to mu nie stanal,

                              Pozwolę sorię na taką uwagę z punktu widzenia faceta.
                              Wydaje mi się, że obecnie wielu (większość?) facetów czuje się odpowiedzialna za orgazm partnerki (lub chociaż dużą przyjemność gdy orgazmu brak). Na tym niejako budują swój własny obraz jakimi są kochankami. W przypadku podanym przez Sabat77 z profesjonalistkami -sprawa jest jasna. Tam "klient płaci, klient wymaga". To jemu ma być dobrze (niezależnie od tego co pod tym się kryje, czy potrzeba wypłakania się w rękaw, zdominowania, czy może rodzaj seksu którego brakuje w domu).

                              W związkach ten środek ciężkości jest przeniesiony na dbałość o przyjemność kobiety. Im fajniejszy związek, tym wyższa stawka (więcej można stracić w przypadku rozstania).
                              Może dla tego Twoi partnerzy czasami nie wytrzymują presji. Gdy zapraszasz ich na "fajny wieczór plus ..." zostawiasz im pewny margines bezpieczeństwa. Na zasadzie "wieczór był super" nawet jeśli seks może nie był aż tak fantastyczny jak się spodziewałaś. Gdy jasno komunikujesz, że to ma być spotkanie erotyczne, wiedzą że jedynym kryterium oceny (przed Tobą i sobą co ważne) będzie ich sprawność i to czy dadzą radę Cię zadowolić.


                              Jeśli mogę Ci polecić pierwsze dwa odcinki brytyjskiego serialu Coupling. Właśnie w drugim odcinku (pierwszego sezonu) świetnie są oddane męskie fobie przed takimi spotkaniami.

                              www.tv-links.eu/tv-shows/Coupling--UK-_182/
                              • sabat77 Re: "przelecieć" vs "zaspokoić" 12.04.12, 12:21
                                Zaspokoic. Yhm... A nie lepiej bylo w tym wypadku zrobic, a przynajmniej zaczac od minety ?
                                • kutuzow Re: "przelecieć" vs "zaspokoić" 12.04.12, 12:37
                                  sabat77 napisał:

                                  > Zaspokoic. Yhm... A nie lepiej bylo w tym wypadku zrobic, a przynajmniej zaczac
                                  > od minety ?

                                  Sabat, owszem ale, to nadal jest niejako "Support przed głównym koncertem". Jak masz apetyt na koncert gwiazdy pokroju Stonsów, to nie zaspokoisz się mniej znaną grupą, tylko jednak jeszcze bardziej wprowadzony w klimat czekasz na główny punkt programu.
                                  Sądząc po opisie Hello-Kitty wie czego chce i odpowiednio wysoko ustawia poprzeczkę. Gostkowie też mogą mieć tego świadomość i stąd "trema przed koncertem".
                                  • sabat77 Re: "przelecieć" vs "zaspokoić" 12.04.12, 12:50
                                    Od skakania przez poprzeczke to jest kon na zawodach. Facet skaczacy przez poprzeczke to jeszcze facet, czy juz tresowany piesek ?
                              • hello-kitty2 Re: "przelecieć" vs "zaspokoić" 12.04.12, 12:42
                                kutuzow napisał:

                                "> Wydaje mi się, że obecnie wielu (większość?) facetów czuje się odpowiedzialna z
                                > a orgazm partnerki (lub chociaż dużą przyjemność gdy orgazmu brak). Na tym niej
                                > ako budują swój własny obraz jakimi są kochankami. (...)
                                Gdy jasno komunikujesz, że to ma być spotkanie erotyczne, wi
                                > edzą że jedynym kryterium oceny (przed Tobą i sobą co ważne) będzie ich sprawno
                                > ść i to czy dadzą radę Cię zadowolić."

                                Rozumiem twoj punkt widzenia, a powiem nawet wiecej - przyjmuje go za swoj w rozumieniu: kiedy komunikuje, ze spotkanie bedzie wylacznie erotyczne to staje pod taka sama presja, przed jaka staje moj partner, ktory sie na takie spotkanie ze mna godzi. Moja przyjemnoscia jest jego przyjemnosc i wszytko to co opisales dotyczy rowniez mnie (zadowolenie go, jego orgazm, ect).

                                Wydaje mi sie, ze problem lezy w tym, ze mnie bezpardonowe przejscie do rzeczy strasznie nakreca. Idac na takie, jak to okresliles 'spotkanie erotyczne' czuje sie jak bokser wychodzacy na ring do walki (czyba oni tego nie udaja (?). To jest zajebiste uczucie! Adrenalina. A moze facet tego nie czuje albo czuje i go to przerasta.

                                Pewnie, ze ocena sie pojawia, ale najwyzsza jaka moze dac i daje to: powrot (to za malo?).

                                Poza tym w tym konkretym przypadku, to seks juz wczesniej byl i byl super, wystarczylo to tylko powtorzyc po raz kolejny. Przeciez powtorka nie jest juz taka straszna jak pierwszy raz.

                                ps. obejrze sobie zalinkowany material, dzieki :)


                                • kutuzow Re: "przelecieć" vs "zaspokoić" 12.04.12, 12:50
                                  hello-kitty2 napisała:
                                  > kiedy komunikuje, ze spotkanie bedzie wylacznie erotyczne to staje po
                                  > d taka sama presja, przed jaka staje moj partner

                                  Zwróć tylko uwagę na jedną baaaardzo istotną kwestię -różnica w fizjonomii. U Ciebie presja zdenerwowanie moga spowodować suchość (drobny mankament do naprawienia żelem), u Twego partnera może paść hydraulika, może bać się że będzie napalony jak małolat i skończy po chwili (tutaj znów pojawia się ta wspomniana róznica: gdy Ty skończysz, nadal możecie się kochać, np. mniej intensywnie. Gdy on skończy, Ty zostajesz niejako sama na placu boju).

                                  Czytałem gdzieś, że im niższe wykształcenie tym większe zadowolenie z życia erotycznego (bo właśnie wszystko jest łatwe i proste i nie ma tej presji i kombinowania). Coś w tym może być.
                                  • losowylogin Re: "przelecieć" vs "zaspokoić" 12.04.12, 12:57
                                    Przy takich korelacjach nie da się ustalić co jest skutkiem a co przyczyną. Może osoby zadowolone ze swojego seksu mają niższe wykształcenie dlatego, że tak dobrze im się bzyka że aż nie mają czasu na naukę.
                                  • hello-kitty2 Re: "przelecieć" vs "zaspokoić" 12.04.12, 13:06
                                    kutuzow napisał:

                                    > Zwróć tylko uwagę na jedną baaaardzo istotną kwestię -różnica w fizjonomii. U C
                                    > iebie presja zdenerwowanie moga spowodować suchość (drobny mankament do naprawi
                                    > enia żelem), u Twego partnera może paść hydraulika, może bać się że będzie napa
                                    > lony jak małolat i skończy po chwili (tutaj znów pojawia się ta wspomniana rózn
                                    > ica: gdy Ty skończysz, nadal możecie się kochać, np. mniej intensywnie. Gdy on
                                    > skończy, Ty zostajesz niejako sama na placu boju).
                                    >
                                    > Czytałem gdzieś, że im niższe wykształcenie tym większe zadowolenie z życia ero
                                    > tycznego (bo właśnie wszystko jest łatwe i proste i nie ma tej presji i kombino
                                    > wania). Coś w tym może być.

                                    Cos w tym jest, rzeczywiscie obracam sie w towarzystwie ludzi wysoko wyksztalconych, naukowcow. Wiesz z kontaktu intelektualnego nie zrezygnuje ale bede musiala troche ograniczyc wywierana presje. Zwyczajnie dotychczas myslalam, ze im bardziej pozadam i to wyrazam w czynach, tym wiekszy komplement dla mezczyzny.
                                    • sabat77 Re: "przelecieć" vs "zaspokoić" 12.04.12, 14:23
                                      Kitty, a ty tych kochankow jak poznajesz ? W pracy ?
                                      • hello-kitty2 Re: "przelecieć" vs "zaspokoić" 12.04.12, 16:03
                                        sabat77 napisał:

                                        > Kitty, a ty tych kochankow jak poznajesz ? W pracy ?

                                        Z zasady nie sypiam z kolegami w pracy, z uwagi na mozliwe pozniejsze komplikacje. Poza tym dotychczas wybieralam wolnych mezczyzn czyli sila rzeczy byli duzo mlodsi ode mnie i najczesciej poznawalam ich na uniwersytecie lub w ogromnym klubie sportowym, do ktorego naleze. Aha, a wiekszosc moich kolezanek, ktore sa w zwiazkach lub 'miedzy' zwiazkami poznala swoich partnerow przez internet.

                                        Sabat77 a ty gdzie 'polujesz' na okazje? :)
                                        • urquhart Re: "przelecieć" vs "zaspokoić" 12.04.12, 16:25
                                          hello-kitty2 napisała:
                                          > Z zasady nie sypiam z kolegami w pracy, z uwagi na mozliwe pozniejsze komplikac
                                          > je. Poza tym dotychczas wybieralam wolnych mezczyzn czyli sila rzeczy byli duzo
                                          > mlodsi ode mnie i najczesciej poznawalam ich na uniwersytecie lub w ogromnym k
                                          > lubie sportowym, do ktorego naleze. Aha, a wiekszosc moich kolezanek, ktore sa
                                          > w zwiazkach lub 'miedzy' zwiazkami poznala swoich partnerow przez internet.

                                          Klub sportowy >podwyższon testosteron>wysokie libido... Hot!
                                        • sabat77 Re: "przelecieć" vs "zaspokoić" 12.04.12, 16:26
                                          Na razie wcale nie poluje tylko pracuje nad soba. Pytalem wlasnie dlatego, ze chce rozgryzc system.
                                • lajosz3 Re: "przelecieć" vs "zaspokoić" 14.04.12, 18:22
                                  hello-kitty2 napisała:
                                  "Pewnie, ze ocena sie pojawia, ale najwyzsza jaka moze dac i daje to: powrot (to za malo?)."

                                  No ja np. miałem taka partnerkę z którą umawialiśmy się tylko na seks.
                                  Ona prosto z mostu to oznajmiała.
                                  Otwarcie mówiła czego chce i jak chce żeby to wyglądało i pytała czego oczekuję ja.
                                  Bez zbędnych ceregieli i mnie to mocno kręciło.
                                  Była to pierwsza kobieta (i kto wie czy nie ostatnia) która wiedziała czego chce.
                                  Spełnialiśmy swoje zachcianki z wielką przyjemnością.

                                  No i (nie żebym się chwalił) ocenę dostałem celującą bo często dzwoniła i mówiła "Przyjdź do mnie, to pogadamy" :)) Wiadomo o czym.

                                  Niestety wyjechała do UK i kontakt się urwał, ale bardzo miło ją wspominam.
                • bigbadpig Re: dlaczego trwa ciagla 'walka' mezczyzni kontra 11.04.12, 18:54
                  to jest wrodzony problem komunikacji

                  jeśli ja słyszę gdzieś, od kobiety "mężczyźni są generalnie do niczego", a później słyszę od innej "my kobiety lepiej robimy to czy tamto" to mimowolnie mogę przenosić te nadmiarowe znaczenia pomiędzy dwoma różnymi treściami i ocenić, że druga kobieta również dyskredytuje mężczyzn gdy tymczasem jej pełna wypowiedź być może brzmiałaby "my kobiety lepiej oceniamy emocje rozmówcy, co czasem paradoksalnie przeszkadza nam w zrozumieniu samej treści a czasem pomaga lepiej wyłapać manipulacje czy kłamstwa" itd. itd.

                  konflikt między płciowy jest, jego symptomy przewijają się to tu to tam, na tym specyficznym forum jeszcze bardziej eskalowany i stąd pewnie częste takie nasze pomyłki gdzie zakładamy - to, że on/ona mówi "różnicie się od nas" oznacza, że gardzi nami bo słyszałem już tą śpiewkę wiele razy. w prawdziwych relacjach międzyludzkich można tego unikać zakładając życzliwą interpretację słów w razie wątpliwości, na forum jednak to chyba byłby strzał kulą w płot :P
            • proto Re: mocne, ale szczere 12.04.12, 08:50
              hello-kitty2 napisała:

              > Celnie! I konsekwentnie jesli opisujemy tutaj na forum swoich seksualnie nieudo
              > lnych partnerow to tak naprawde opisujemy swoje niedomagania. Ale jesli jest to
              > droga do samokorekty to i tak warto moim zdaniem pisac.

              hello-kitty2, To jest dopiero celnie napisane !!!!!. Opisując swoich nieudolnych seksualnie partnerów, ba nawet można to uogólnić, wszelkie narzekanie na inne osoby oznacza, że nie radzimy sobie z własnymi słabościami i wadami przerzucając je na innych,
              Wygodnie, kurcze jakie to jest wygodne.
              • hello-kitty2 Re: mocne, ale szczere 12.04.12, 09:02
                proto napisał:

                > hello-kitty2, To jest dopiero celnie napisane !!!!!. Opisując swoich nieudolnyc
                > h seksualnie partnerów, ba nawet można to uogólnić, wszelkie narzekanie na inne
                > osoby oznacza, że nie radzimy sobie z własnymi słabościami i wadami przerzucaj
                > ąc je na innych,
                > Wygodnie, kurcze jakie to jest wygodne.

                Wiesz proto, pracowalam kiedys w duzej korporacji i wiekszosc ludzi narzekala, choc jakas czesc regularnie chodzila na rozmowy o prace do innych firm, niektorzy dla treningu, inni zeby znalesc inna prace. Moja kolezanka, ktora nalezala do ostatniej grupy mawiala: "ja nie narzekam, ja zmieniam".
        • losowylogin Re: mocne, ale szczere 11.04.12, 19:34
          Ależ ja wcale nie twierdzę, że baby są wstrętne i to wszystko jej wina. Moja "cipowatość" w kwestii rozstania ma postać trójki dzieci i wspólnych zobowiązań finansowych, to zwyczajnie nie jest dobry moment.
          • hello-kitty2 Re: mocne, ale szczere 11.04.12, 20:45
            losowylogin napisał:

            ''...to zwyczajnie nie jest dobry moment."

            Moja rada jest taka: skup sie na dzialaniach, ktore sprawia, ze gdy nadejdzie wlasciwy moment bedziesz gotowy, zeby swoja sytuacje zmienic. Innymi slowy: przygotuj sie do momentu, w ktorym zmienisz swoje zycie. Jesli chcesz je zmienic oczywiscie.

            Na pytania: jaka zmiana jest ci potrzebna, jak sie do niej przygotowac i ktory moment bedzie wlasciwy na jej wprowadzenie, musisz sam sobie odpowiedziec.


            • aandzia43 Re: mocne, ale szczere 12.04.12, 01:26
              Sie zgadzam z każdym słowem.
          • urquhart Re: mocne, ale szczere 11.04.12, 22:08
            Trójki powiadasz? Life is brutal, ale uważaj!
            Przypomina mi się dosadny tekst z Życia Rodzinnego: "A jak pajac będzie sie stawiał to sie go załatwi alimentami na czworo dzieci :DDD"
      • proto Re: Zupełny brak zainteresowania 12.04.12, 08:41
        bcde napisał:

        > Chwalisz się swoją słabością i tym, że jesteś słabszy niż twoja baba, bo nadal
        > z nią jesteś. Zwycięzcy różnią się od wielu przegranych tym, że zrobili pierwsz
        > y krok. Ty dotychczas go nie zrobiłeś i utwierdzasz się w przekonaniu, że nie w
        > arto. Nie szkoda mi cię, bo w temacie seksu każdy ma to, na co zasłużył.

        On nie chwali się swoja słabością, raczej siłą, że jest w stanie zapanować nad popędem.
      • aishasahiba Re: Zupełny brak zainteresowania 09.09.12, 18:16
        Totally agree with your suggestion… Very nice post and good information here… Thanks for posting that…
        hindi-drama.com
    • lajosz3 Re: Zupełny brak zainteresowania 12.04.12, 01:45
      Miałem bardzo podobny problem do twojego, rzec by można identyczny.
      Rozwiązanie jest niezwykle proste.
      Wystarczy sobie przypomnieć, że "tego kwiatu jest pół światu", a następnie zerwać któryś z tych kwiatuszków.
      Niektórzy takie działanie nazywają zdradą. Inni zaś, terapią.
      Ja należę do tych "innych".
      Jesteś po prostu za grzeczny i tyle.
      Nie mów tylko, że nie miałeś okazji bo NA PEWNO były, ale wbiłeś sobie do łba, że lojalność małżeńska, że co dzieci powiedzą, że jednak "kochasz" żonę itp. itd.
      Idź i bierz tę kobietę którą jesteś zainteresowany, a o której wiesz, że też nie jesteś jej obojętny.
      Jak zaczniesz później przychodzić z pracy do domu, a następnie nie wracać na noc (a jak już wrócisz, to wesoły i w stanie wskazującym) , to twoja (że się tak wyrażę) małżonka nagle nabierze (słusznych z resztą) podejrzeń i (co najważniejsze) zacznie okazywać zainteresowanie i to (UWAGA) seksualne twoją osobą.
      Jadnak zainteresowanie to będzie raczej na zasadzie:
      "cholera, facet mi się puścił. Co za wstyd. Może by mu tak jednak dać dupy żeby nie latał gdzieś po burdelach bo jeszcze jakieś świństwo przyniesie ?"
      Ale wtedy zauważysz (słusznie z resztą) , że jakoś minęło ci zainteresowanie w/w częścią ciała swojej "piękniejszej" połowy bo właśnie wąchasz inny, znacznie lepiej pachnący i wyglądający kwiatek, który dodatkowo docenia wszystko to co oferujesz tak w dziedzinie seksu jak też w każdej innej.
      Nagle zauważysz, że twoja żona (może po raz pierwszy) zobaczy w tobie faceta, mężczyznę, a nie pracującego muła łożącego na rodzinkę i niech cię nie zwiodą ewentualne płacze bo na pewno nie będzie to płacz za tobą, a ..... za sobą będzie płakała. Po prostu nigdy by jej do głowy nie przyszło, że możesz jej "to" zrobić.
      I nie przejmuj się, że to już właściwie po małżeństwie bo z tego co piszesz, to dawno już po nim.
      Oczywiście zawsze jakiś tam tzw. moralniak będzie, ale krótki i niezbyt intensywny.
      Reasumując, korzystaj z życia sam skoro twoja małżonka nie chce z niego korzystać z tobą.
      • losowylogin Nie mówię nie, ale 12.04.12, 12:37
        zawsze pozostaje otwarte pytanie, czy da się funkcjonować w ten sposób na dłuższą metę. Całe życie?
        • sabat77 Re: Nie mówię nie, ale 12.04.12, 12:42
          Da sie k..a, wszystko sie da. Ale lepiej nie dac sie i walczyc.
        • vitek_1 Re: Nie mówię nie, ale 12.04.12, 13:17
          Gdybyś chciał funkcjonować tak przez całe życie tobyś tu nie pisał. Piszesz bo masz ukrytą nadzieję że ktoś da ci jakąś cudowną receptę dzięki której wszystko się odmieni.
          Szczerze mówiąc wątpię w to, ale życzę powodzenia.

          Mi się wydaje że twoja partnerka nie ma orgazmu, i dlatego nie specjalnie lubi seks.
          Z drugiej strony jak nie polubi to raczej orgazmu nie dostanie. Zaklęty krąg...

          Podejrzewam też że nieco zbyt mocnym afektem darzy to co niektórzy pieszczotliwie określają mafią watykańską, czyli kościół. Jakoś tak się składa że panie które przejawiają odchył na tym punkcie na ogół nie należą to wulkanów seksu :)
          • losowylogin Re: Nie mówię nie, ale 12.04.12, 13:28
            Kompletne pudło z Watykanem. Natomiast jak jeszcze się bzykaliśmy - ani dla niej ani dla mnie nie wiązało się to z jakimiś szczególnymi uniesieniami. Przez kilkanaście lat związku nigdy nie straciłem głowy podczas seksu, zawsze było to podszyte jakąś trzeźwością umysłu, z nią podobnie. Letnio w każdym razie, choć przyznaję, że bywały okresy kiedy było lepiej.
            Potem wyszło tak, że jej inicjatywa i zabiegi polegały na obróceniu się do mnie plecami i wtuleniu na łyżeczkę w oczekiwaniu, że zajmę się resztą. To jest chyba istota problemu - nie tylko mojej żony - na angażowaniu się w seks na zasadzie "jestem i proszę się mną zająć". 2 czy 3 tygodnie temu w Polityce był wywiad z Izdebskim, gdzie mowa była m.in. o tym aspekcie seksualności Polek. Statystycznie zauważalna jest tendencja, że mężczyźni mają tego dość i przestają sobie zaprzątać głowę seksem w takich związkach.

            Czy ma czy nie ma orgazmów: jakiś czas temu powiedziałbym, że chyba ma. Odkąd zrezygnowałem z dochowywania wierności stwierdzam, że chyba jednak nie ma. Na tę chwilę zresztą nie ma to dla mnie szczególnego znaczenia, w końcu to nie mój problem.
            • vitek_1 Re: Nie mówię nie, ale 12.04.12, 15:34
              Ej, to jeszcze nie masz aż tak źle. Myślałem że ona w ogóle ci nie daje. A tobie chodzi "tylko" o to że nie bierze do buzi ;)

              Rozśmieszyłeś mnie z tą rezygnacją z wierności. A z kim zdradzasz żonę Casanovo, oprócz swojej ręki? :))
              • losowylogin Re: Nie mówię nie, ale 12.04.12, 16:40
                A co, chcesz namiary?
          • bcde Re: Nie mówię nie, ale 12.04.12, 14:02
            Orgazm kobiety jest sprawą ważną, ale nie decydującą o jej chęci na seks. Kobieta może mieć orgazmy za każdym razem, a mimo to może nie potrzebować i nie chcieć seksu. Wydaje się niepojęte, a jednak tak jest i piszę to z doświadczenia. I nie piszcie mi, że "na pewno udawała" i że "nie możesz być pewny", bo będąc z kimś ileś lat, zna się dobrze reakcje tej osoby i jej ciało.
            • kag73 Re: Nie mówię nie, ale 12.04.12, 18:19
              bcde napisał:

              > Orgazm kobiety jest sprawą ważną, ale nie decydującą o jej chęci na seks. Kobie
              > ta może mieć orgazmy za każdym razem, a mimo to może nie potrzebować i nie chci
              > eć seksu. Wydaje się niepojęte, a jednak tak jest i piszę to z doświadczenia. I
              > nie piszcie mi, że "na pewno udawała" i że "nie możesz być pewny", bo będąc z
              > kimś ileś lat, zna się dobrze reakcje tej osoby i jej ciało.

              Mowisz, ze zna sie cialo i reakcje. Tak, niektorzy na pewno tak, jzeli w ogole ich to intereseuje albo jezeli potrafia komunikowac na ten temat, inni Nie. czytaj co napisal kolega autor:

              "Czy ma czy nie ma orgazmów: jakiś czas temu powiedziałbym, że chyba ma. Odkąd zrezygnowałem z dochowywania wierności stwierdzam, że chyba jednak nie ma. Na tę chwilę zresztą nie ma to dla mnie szczególnego znaczenia, w końcu to nie mój problem."

              Jezeli mezczyzna ma malo doswiadczenia a kobieta od poczatku udawla, to co on wie :)
              • hello-kitty2 Re: Nie mówię nie, ale 13.04.12, 13:43
                Losowylogin, a jak sie czujesz w tym ukladzie z kochanka? Pytam, bo twoje wpisy nie sa optymistyczne, a czesc osob na forum rozpatruje takie wyjscie jako rozwiazanie problemu braku seksu w zwiazku.

                Jestes zadowolony? Czy to rozwiazanie sie dla ciebie sprawdzilo?
                • lajosz3 Re: Nie mówię nie, ale 13.04.12, 21:39
                  Widzę, że kolega autor nie odpowiada, więc odpowiem ja bo poniekąd "zaleciałem" takie rozwiązanie.
                  Otóż w takim układzie czuję się (jest to moje subiektywne odczucie) bardzo dobrze, żeby nie powiedzieć idealnie.
                  Żona nie chce seksu (powód nie istotny), ja seksu chcę (powód, jestem mężczyzną) .
                  Znalazłem sobie panią (bardzo atrakcyjną fizycznie) która zapewnia seks i w związku z powyższym nie oczekuję seksu od żony która tego seksu nie chce.
                  Żona (tak mi się wydaje) wie o tym fakcie, ale udaje że nie wie.
                  Ergo, wszyscy są zadowoleni.
                • losowylogin Re: Nie mówię nie, ale 14.04.12, 12:55
                  Sprawdza się w tym sensie, że mam dostęp do udanego seksu, ale to na dłuższą metę nie jest chyba dobre rozwiązanie. Takie romanse moim zdaniem powinny być krótkie i intensywne i kończyć się kiedy jest najlepiej. Potem temperatura spada, faceci są z natury rozwiąźli i nieuchronne jest rozglądanie się z kolejną "ofiarą". A jeszcze nie daj boże wejdą w grę emocje, któreś się zakocha i same z tego kłopoty.
                  Fajnie, kiedy układ jest jasny dla obu stron: spotykamy się żeby coś zjeść, wypić i się pobzykać.

                  Z drugiej strony ja we mnie nadal się tli jakaś iskierka nadziei, że się ułoży/naprawi/coś zmieni w moim małżeństwie. Ale to chyba ostatnia próba.
                  • boli-jak-cholera Re: Nie mówię nie, ale 14.04.12, 15:07
                    Aha, probujesz ratowac malzenstwo, w tzw. miedzyczasie bzykajac inną laskę? super, na pewno sie uda, a laska jeszcze pogratuluje.
                    Meska logika, tak podkreslana, jest po prostu do... do niczego jest, tyle.
                    • lajosz3 Re: Nie mówię nie, ale 14.04.12, 16:12
                      Czytaj ze zrozumieniem.
                      Najlepiej wszystkie posty w tym wątku.

                      Zrozumcie wreszcie kobiety, że zanim dojdzie do soku w bok, to zazwyczaj zawsze jest próba ratowania czego się da.
                      Jeśli się nie da, to skaczemy w bok, co nie wyklucza naprawy związku bo te skoki w bok to tylko seks i tak właśnie większość facetów je traktuje, czyli nie angażujemy się uczuciowo.

                      Jak będziemy mieli satysfakcjonujący seks (lub w ogóle jakiś seks) w małżeństwie, to nigdzie na bok nie pójdziemy.

                      No i wyobraź sobie, że ta "gratulująca laska" , to wbrew pozorom nie taki rzadki przypadek bo ona (żona) myśli, że jesteśmy już tak denni, że NA PEWNO nikt z nami nie zechce iść do wyrka i stąd te gratulacje.
                      Po prostu nie wierzycie, że to wykonalne w przypadku waszego małżonka.
                      Jednak jak się już okaże że to jednak prawda, to jest płacz i wielkie słowa, że was porzucamy + cały obowiązkowy zestaw wyzwisk i histeria. Po czym zauważacie, że jesteśmy jednak facetami, a nie potulnymi misiami żebrającymi o numerek i czekającym aż łaskawa pani się łaskawie zgodzi i raptem okazuje się, że chcecie z nami seksu, ale wcale nie dlatego że staliśmy się nagle przystojniejsi, zamożniejsi, młodsi, a zwyczajnie boicie się porzucenia nawet w tak skostniałym związku.
                      W pale wam się nie mieści, że możecie dostać kopa przez takie (według was) nic jak wasz mąż.
                      Nagle okazuje się, że ten biedny głupi miś przestał (bywa że latam) starać się o wasze względy w zamian otrzymując jakiś ochłap eufemistycznie zwany seksem.
                      Jednak nawet wtedy większość żon "tak źle" potraktowanych nie robi z tym kompletnie nic udając że wszystko jest OK.
                      My też nic nie robimy, a to ze względów które były już opisane w tym wątku.
    • glos-w-dyskusji Re: Zupełny brak zainteresowania 13.04.12, 23:30
      W moim związku wszystko wygląda podobnie. Jednak chcę się wypowiedzieć z babskiej perspektywy. To nieprawda, że nie jestem zainteresowana seksem, wręcz przeciwnie, wciąż go potrzebuję i to bardzo. Lecz kobieta to w większości przypadków takie zwierzę, które potrzebuje jeszcze czegoś oprócz wieczornego bzykania. U nas zrobiło się tak, że ten seks stał się jedną z wieczornych czynności, jak mycie zębów. Poza codziennymi obowiązkami, które spełniamy wspólnie i jego wieczornymi podchodami, które, całkiem jak u losowego logina, właściwie się już skończyły, nie robimy razem nic. Nigdzie razem nie wychodzimy, nie spędzamy we dwoje czasu. Kiedy parę razy chciałam go wyciągnąć chociażby do kina, usłyszałam, że go to nudzi. Na wyjeździe we dwoje byliśmy tylko raz, w zamierzchłej przeszłości. Nie chodzimy razem nawet na spacery. We wszystkich wspólnych przedsięwzięciach, których jest naprawdę niewiele, zawsze uczestniczą dzieci. Oprócz spraw organizacyjnych - nie mam z nim o czym rozmawiać. Myślę, że mężczyźni po prostu chyba nie potrzebują tego poczucia więzi, wystarczy sam seks. Ja też dostałam bieliznę, której nigdy nie założyłam, i nie założę. To jest prezent dla niego, nie dla mnie. Żyjemy tak obok siebie, nawet się za bardzo nie kłócimy, znajomi się zachwycają, jaką jesteśmy fantastyczną parą. On pewnie też dał sobie spokój z wiernością. Ja czekam, aż dzieci nieco bardziej dorosną. Oboje jesteśmy odpowiedzialni. I nieszczęśliwi. Przynajmniej ja.
      • lajosz3 Re: Zupełny brak zainteresowania 14.04.12, 11:33
        glos-w-dyskusji napisał(a):
        "Ja też dostałam bieliznę, której nigdy nie założyłam, i nie założę. To jest prezent dla niego, nie dla mnie. "

        Wydaje mi się, że powyższe zdanie jest kluczem.

        Jeśli nie czujesz się dobrze w sexi bieliźnie, to (z całym szacunkiem) , raczej nie lubisz seksu.
        Jeśli więc (zakładając) nie lubisz seksu, to myślisz że on tego nie zauważył ?
        Daj mu odczuć, że lubisz seks (nawet jeśli nie lubisz) . Załóż tę nieszczęsną bieliznę, a bardzo możliwe, że związek ożyje w takiej formie w jakiej byś sobie tego życzyła, chociaż nie wiem czy nie jest za późno.
        Piszesz, że ta bielizna jest prezentem dla niego.
        Oczywiście że tak.
        Cóż w tym złego, że zrobisz mu prezent ?
        Czy coś przez to utracisz ?
        Czy nigdy od niego nie dostałaś prezentu ?
        Facet (sam nim jestem), myśli bardzo prosto, czyli paradoksalnie bardzo logicznie.
        Dał Ci na prezent bieliznę w której chciałby cię widzieć.
        Ty nie założyłaś tej bielizny bo co ?, Chciałaś mu zrobić na złość ?
        Otóż nie zrobiłaś mu na złość. Zrobiłaś coś znacznie gorszego, po prostu dałaś mu do zrozumienia, że nie chcesz z nim seksu który wniósłby jakąś nową jakość do waszego związku lub (co jeszcze gorzej), że nie interesuje cię seks z nim.
        Mężczyzna (przynajmniej większość, a ja na pewno) wybierając partnerkę kieruje się przede wszystkim potencjalnym przyszłym seksem.
        Takie rzeczy jak chęć posiadania dzieci, kogoś bliskiego (żony), stabilizacji życiowej itd. są na początku znajomości znacznie, ale to znacznie dalej niż chęć współżycia seksualnego.
        Wiem, że być może powyższe brzmi niezwykle prostacko, ale tak po prostu jest.
        Oczywiście jeśli na początku znajomości oprócz seksu są jeszcze inne rzeczy, to bardzo dobrze.

        Jednak wracając do Twojego problemu.
        Jeśli ci nadal zależy na swoim facecie, to spróbuj (jeśli to nie problem) dać mu tyle seksu ile chce i w takiej formie jak chce.
        Być może go odzyskasz, a także dostaniesz wszystko to o czym piszesz, że chcesz mieć.
        Piszę być może, bo (jak piszesz) "On pewnie też dał sobie spokój z wiernością." , więc możliwe, że co byś nie robiła, to i tak jest już po związku.
        Inaczej pisząc, nie dostał od żony/partnerki seksu, to poszukał gdzie indziej i posmakowało do tego stopnia, że związek z Tobą jest już tylko małżeństwem z rozsądku.

        No i na koniec napiszę, że wszystko to co opisałaś, ja mam już za sobą, ale niestety bez Happy Endu dla naszego związku, czyli nadal jest konstans, a ja od czasu do czasu idę sobie w bok, to tu, to tam.
        Niestety, ale takich przykładów jak Twój czy mój, jest naprawdę sporo, żeby nie powiedzieć większość.

        Mimo wszystko życzę powodzenia.
        Być może wam się uda.
        • glos-w-dyskusji Re: Zupełny brak zainteresowania 15.04.12, 01:26
          Źle mnie zrozumiałeś. Widzisz, to nie jest tak, że nie czuję się sexi w sexi bieliźnie. I nie chcę nikogo ukarać. Ja nie jestem osobą z zahamowaniami na tle własnej seksualności. Mam swoje potrzeby, doświadczenia i zrealizowane fantazje, część z nich z moim partnerem, przy czym to przeważnie ja wychodziłam z inicjatywą. Faktem jest, że właściwie nie mieliśmy w naszym związku okresu tylko we dwoje – bardzo szybko pojawiły się dzieci. Dlatego niemal zawsze był to mniej lub bardziej pomysłowy seks we własnych pieleszach i z dzieckiem za ścianą. Jednak było nam razem dobrze i bzykaliśmy się jak króliki. Czasem wymykaliśmy się na szybki numerek do parku lub samochodu, lub po prostu na piwo na ławce czy spacer. Było jakieś „razem”. Jednak od bardzo długiego już czasu jesteśmy całkiem osobni, nigdzie razem nie wychodzimy, nie rozmawiamy, brak nawet cienia jakiejś wspólnej fascynacji. Jakbym się nie starała, zawsze bardziej interesujące jest spotkanie z kumplami, niż czas we dwoje. I dla jasności – nie jestem typem kobiety, robiącej aferę z samotnego wyjścia faceta, zawsze mieliśmy przestrzeń tylko dla siebie, z której korzystał w równej mierze tak on, jak i ja. To chyba jest tak, że jemu wystarcza ta codzienna rutyna, zakończona wieczornym bzykankiem. Zakup bielizny był chyba szczytem pomysłowości. A ja to mam już za sobą. Zakładałam dla niego już dość fikuśnych ubranek. Chcę, żeby do tego związku wróciła odrobina romansu i nie tylko. Jak mam spędzić resztę życia z kimś, kto nie jest moim przyjacielem? Przecież dzieci to tylko etap, ważny, ale etap. I naprawdę, nie mam jakichś przerażających wymagań, nie trzeba mnie codziennie prowadzać po restauracjach i trzymając za rączkę patrzeć głęboko w oczy (nawiasem mówiąc, nigdy w restauracji nie byliśmy razem). Wystarczy mi nawet to piwo na ławce, jakiś cień porozumienia, trochę wspólnych tematów. I wtedy będzie miał ile chce i w takiej formie jak chce, a ja wcale nie będę musiała się zmuszać. Lubię seks, a mój mężczyzna nadal mnie kręci. Ale musi wykazać chociaż cień zaangażowania, żebyśmy przetrwali. Żebym przestała się czuć jak część wieczornego obrządku dla zdrowia i higieny.
          • hello-kitty2 Re: Zupełny brak zainteresowania 15.04.12, 23:25
            glos-w-dyskusji to twoje zdanie jest optymistyczne "mój mężczyzna nadal mnie kręci". To wazne. Sluchaj moze sama sprobuj rozkrecic ten romans, o ktorym piszesz? Jesli on cie nadal kreci to chyba nie powinno to byc az tak trudne. Wiem wszystko zalezy od jego reakcji, probuj.

            Losowylogin czy ona nie jest twoja zona? :)
      • losowylogin Re: Zupełny brak zainteresowania 14.04.12, 12:59
        U mnie bielizna dla żony była efektem głębszej refleksji nad problemami w związku - nie tyle był to prezent dla mnie co wyraz tego, że dostrzegam w niej kobietę a nie tylko żonę i matkę. A kupiłem dlatego, że uświadomiłem sobie, że skoro robię różne fajne rzeczy z, było nie było, obcymi babami, to czemu nie miałbym tego samego robić z żoną. Tak naprawdę to było któreś z rzędu podejście do naprawiania tego, co nie działa.

        Twoja historia jest bardzo podobna do mojej, zresztą jest ich pewnie bardzo bardzo dużo. Ja znów próbuję, że może jednak, ale jeśli i tym razem nie wypali to chyba skończą mi się pomysły.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja