Sexu nie bedzie

10.04.12, 23:03
Pisze to ku przestrodze – dla obu płci. Otóż u nas sexu już nie będzie. Zapytacie dlaczego? No to posłuchajcie.
Lat razem 12, w małżeństwie 10. Zbliżamy się z wolna do 40, dwoje zaplanowanych i kochanych dzieci. Zarabiamy porównywalnie, całkiem nieźle, i w miarę równo dzielimy obowiązki domowe. Wiec gdzie tkwi haczyk? Otóż mój mąż kłoci się ze mną bez przerwy i na każdy temat, najlepiej jak najbardziej nieistotny. Kłóci się jadowicie, uderzając poniżej pasa, celnie trafiając tam, gdzie najbardziej można zranić, coraz częściej i coraz zjadliwej. Kiedy kłótnie się zaczęły - po jakiś 4 – 5 latach razem początkowo trwały godzinę , dwie raz na kilka miesięcy. Teraz w godzinach można liczyć czas, kiedy mój mąż się nie wydziera się na mnie, nie syczy albo nie warczy. Unikam przebywania w jego obecności, nie odzywam się w ogóle, ale pretekst do awantury zawsze się znajdzie, zwłaszcza gdy stracę czujność, tak jak wczoraj. Wieczorem, porządkując zabawki dzieci mowie – sama do siebie – o, nie ma zielonego klocka. Nie zielonego, tylko okrągłego – odpowiada mój mąż. Ponieważ ok. kilku godzin było normalnie, daje się podpuścić i zamiast wyjść z pokoju zgadzam się z nim: Tak, ten zielony chyba jest okrągły. I zaczyna się jazda. Z gęby wykrzywionej nienawiścią płynie warkot przechodzący we wrzask: jesteś kompletnie nielogiczna, nie potrafisz się wypowiedzieć, to nieważne ze ten klocek jest zielony, WAZNE JEST TO, ZE JEST OKRAGLY!!!!!!!!!!!
Drze się dalej, w czasie gdy ja opuszczam pomieszczenie.
I tak na każdym kroku. Jeśli idę do pracy gdy dziecko jest chore, jestem wyrodna matka. Jesli nie idę, mam w dupie finanse rodziny i narażam się na zwolnienie. Jeśli wycieram dziecku głowę po kąpieli, to źle, bo dziecko tego nie lubi. Susze suszarka – źle – bo dziecko tego nie lubi. Zabieram z mokra głową do pokoju – jestem wyrodna matka, bo narażam na zaziębienie. I tak codziennie, bez przerwy – w wyjątkiem przerw na fochy i obrazy, które niestety trwają coraz rzadziej, bo zauważył, ze jestem zadowolona, gdy się obrazi i nie odzywa.
Każde wakacje wypełnione były awanturami, aż przestałam z nim na wakacje jeździć. Każda próba wyciągnięcia go z domu, nawet na rozrywki które lubi, to powód do awantur, ale pobyt w domu to syczenie, ze nigdzie nie chodzimy.
Zbrzydł mi tak kompletnie, ze aż się wzdrygam z obrzydzenia gdy podczas krótkich chwil spokoju próbuje mnie przytulić, a myśl o sexie z nim przyprawia mnie o mdłości – choć do niedawna sex uwielbiałam nawet bardziej niż on.
Jak nie będzie sexu to znajdzie sobie kochankę, powiecie. No mam nadzieje! A najlepiej, żeby do niej odszedł, dam mu rozwód bez oporu, natychmiast. Dlaczego sama nie odejdę? Dojrzewam do tego, ale mam podstawy by się spodziewać, ze będzie robił wszystko, by zamienić moje życie w piekło, już teraz próbuje (nieskutecznie, póki co) szczuć na mnie dzieci. O gdyby znalazł sobie kogoś i poszedł w cholerę, byłabym najszczęśliwsza kobieta na ziemi.
Co najzabawniejsze, on sam nie widzi w swoim zachowaniu żadnego problemu, nigdy nie przeprasza i uważa się za świetnego męża baby, której się w doopie poprzewracało.

Czy nie widziały gały, co brały? Gały widzialy, ze bywa kłótliwy i agresywny, ale ze mnie przez pierwsze lata nosił na rekach i ze mną nie kłócił się w ogóle, to myślałam w swej naiwności, ze jestem wyróżniona i ze z najbliższą osoba się kłócić nie będzie. Wiem, wiem. Teraz jestem mądrzejsza.

Wiec następnym razem, zanim się pokłócicie, przypomnijcie sobie ten post. A może macie rachunek sumienia do zrobienia?
    • kag73 Re: Sexu nie bedzie 10.04.12, 23:16
      Alez kobieto, Ty powinnas sie cieszyc i byc przeszczesliwa. Masz w domu "CHAMA" prze duze "CH".
      Przeczytaj sobie porady co poniektorych facetow tutaj, np. w watku sabata77. Kobiety chca "chamow", bo z "grzecznymi" nie sypiaja. (wszystko ironia oczywiscie z mojej strony).
      A teraz na powaznie, jak jeszcze raz zacznie klotnie to z anielskim spokojem spojrz mu w oczy i powiedz: "Tobie nie podoba sie zycie ze mna? Jestes wolnym czlowiekiem nikt Cie tutaj do kaloryfera nie przywiazal. Pakuj walizki i idz w cholere!"
      • kinia.balowa Re: Sexu nie bedzie 10.04.12, 23:26
        Alez juz proponowalam, zeby spakowal walizki (mieszkamy w moim mieszkaniu panienskim), to wlasnie sie okazalo, ze jestem baba, ktorej sie w dooopie poprzewracalo i on nie wie, o co chodzi.
        Moze bylam za malo stanowcza - zasaniczo nie jestem konfliktowa, choc byl taki moment, ze zaczelam sie z nim zrec. Ale nie tedy droga - nie wolno dac sie sprowadzic chamowi, jak piszesz, do jego poziomu, bo tam zawsze pokona cie doswiadczeniem.
        Poki co wybralam opcje nieodzywania sie i unikania przebywania razem, cwicze to od jakis 2 - 3 miesiecy. Wczesniej wciaz jeszcze liczylam ze prosba czy grozba uda sie cos naprawic. Ale teraz wiem, ze jestem na rowni pochylej i posuwam sie w dol ruchem jednostajnie przyspieszonym i ze szkoda mojego zycia. I dzieciakow szkoda, ktore na to patrza.
        • sabat77 Re: Sexu nie bedzie 10.04.12, 23:31
          Może czas przestać proponować, a zacząć żądać ?
          • urquhart Re: Sexu nie bedzie 10.04.12, 23:44
            sabat77 napisał:

            > Może czas przestać proponować, a zacząć żądać ?

            Ale właściwie czego? Żeby się podporządkował?

            Swoją drogą jak się kłóci o byle co to nie zachowuje się jak cham tylko jak baba. Cham się nie kłóci ale robi swoje nie licząc się z innymi.
            • kinia.balowa Re: Sexu nie bedzie 11.04.12, 04:24
              Nie rozumiem. W jakiej sprawie mialby sie podporzadkowac? Koloru i ksztaltu klocka?
              • urquhart Re: Sexu nie bedzie 11.04.12, 08:43
                Że ty wiesz lepiej jako klocek jest. I inne rzeczy w jakich śmie mieć inne zdanie.
                Wiesz, to jest ciekawe w tym forum właśnie że widać jak kobiety i mężczyźni patrzą na te same zachowania wydarzenia i opisując widzą i odczuwają najczęściej kompletnie coś innego.
                • aandzia43 Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 00:58
                  Urqu, co ty wygadujesz? Jakie "inne zdanie na te same wydarzenia"? Twoje wnioski są czasem tak kuriozalne, że nie tylko nie da się brać ich na serio, ale i ciebie przestaje się brać na serio. Zaczynanie awantur z wyzwiskami od pierduł (co do których druga strona nawet się szczególnie nie upiera) nazywasz "wyrażaniem swojego zdania"? Czy tym masz obyczaj w taki właśnie sposób wyrażać potrzebę uznania i docenienia swojej osoby w gronie rodzinnym, towarzyskim?
                  • urquhart Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 07:11
                    aandzia43 napisała:

                    > Urqu, co ty wygadujesz? Jakie "inne zdanie na te same wydarzenia"? Twoje wniosk
                    > i są czasem tak kuriozalne, że nie tylko nie da się brać ich na serio, ale Zaczynanie awantur z wyzwiskami od pierduł (c

                    Jestem sceptyczny by na podstawie jednego opisu zakwalifikowywać faceta do psychicznych jak ty i większość tutaj.
                    Ja bardziej odczuwam w emocjach niż faktch opisu jedną z sytuacje wzajemnej niszczącej rywalizacji i walki o pozycję i władzę z klasyk opisanych przez Erica Berniego. Do kłótni potrzebne są dwie osoby i interakcja.
                    www.we-dwoje.pl/dlaczego;quot;gramyquot;;we;wlasnych;zwiazkach;gry;malzenskie,3,artykul,24649.html
                    • marcin.gornicki Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 10:27
                      A moim zdaniem facet jest po prostu narcyzem, to choroba psychiczna na którą choruje wielu ludzi, można z takim gościem wytrzymać tylko trzeba mu czas bić pokłony i mówić jaki jest wspaniały. Dla porównania podaję podobne przypadki:

                      1. Jego Ekselencja Jaśnie Wielmożny Pan Premier Prezes Jarosław Kaczyński
                      2. mój stary z niepełnym podstawowym
                      3. Adolf Hitler
                      4. Józef Stalin
                      5. Benito Mussolini
                      • urquhart Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 10:48
                        > 1. Jego Ekselencja Jaśnie Wielmożny Pan Premier Prezes Jarosław Kaczyński
                        > 2. mój stary z niepełnym podstawowym
                        > 3. Adolf Hitler
                        > 4. Józef Stalin
                        > 5. Benito Mussolini

                        Porównanie godne mitomana :)
                      • lajosz3 Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 11:39
                        A co z jego magnificencją Panem Donaldem Tuskiem ?
                        Pytam, bo wydaje mi się że to chyba on jest premierem i jest równie śliczny jak Jarosław, a może nawet ładniejszy.
                        • dreemcatcher Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 13:09
                          to wina PISu :), nie można brać pod uwagę kogoś jeśli ma na drugie "nic nie mogę"
                          jeszcze w Rosji jest tak że media atakują opozycję nie rząd.
                    • aandzia43 Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 20:38
                      > Do kłótni potrzebne są dwie osoby i interakcja.

                      Nie żartuj. Do kłótni polegającej na przypier...iu się do drugiego człowieka nie jest potrzebny czynny udział tego drugiego. Wystarczy sama obecność. Sama byłam świadkiem awantur (a właściwie chyba znęcania się), które polegały na łażeniu po domu za unikającą kontaktu i szukającą świętego spokoju żoną i ględzeniu z czepianiem się w pakiecie. Dodam, że mężowi nie chodziło o załatwienie konkretnej sprawy z unikającą rozwiązania problemu żoną. Nie, on międlił i międlił jakieś pierdoły i po prostu wyżywał się w ten sposób. To była kłótnia bez interakcji. Wiesz, świrów trochę jest na świecie.
                      Czy można zakalifikować męża naszej bohaterki do psychicznych po kilku jej postach? Pewnie, że nie, bo do tego trzeba raczej specjalisty. Ale skoro tobie zdarza się wyciągać równie radykalne wnioski z jeszcze bardziej mikrych przesłanek, to ja też sobie od czasu do czasu pohasam ;-P
                      • kinia.balowa Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 21:47
                        Aandzia, czyzbysmy sie znali? Piszesz tak, jakbys widziala mojego meza w akcji.
                        • aandzia43 Re: Sexu nie bedzie 13.04.12, 12:27
                          Nie, nie znamy się i twojego męża w akcji nie widziałam. Znam natomiast mechanizm i widywałam w akcji takie egzemplarze płci obojga.
                      • realistka2008 Re: Sexu nie bedzie 01.05.12, 15:29
                        aandzia43 napisała:

                        > > Do kłótni potrzebne są dwie osoby i interakcja.
                        >
                        > Nie żartuj. Do kłótni polegającej na przypier...iu się do drugiego człowieka ni
                        > e jest potrzebny czynny udział tego drugiego.

                        Czynny nie, ale jest tez cos takiego jak udzial bierny. To tez jest rodzaj interakcji.
                        Calkiem mozliwe ze jej biernosc, unikanie, jeszcze bardziej go rozwsciecza i eskaluje jego zachowanie.
                        Znam przypadki gdy biernosc zony, brak reakcji z jej strony doprowadzala chlopa do skrajnosc.
                        On chcial ja wkurzyc, zrobic jej na zlosc. Ona udawala, ze nic jej nie rusza, byla glucha na obelgi. Wiec on posuwal sie coraz dalej aby uzyskac jakakolwiek reakcje.

                        Nie mowie oczywiscie, ze to jest jej wina. Aczkolwiek uklad by nie istnial gdyby nie bylo w nim dwoch osob. On sie pastwi, bo ma nad kim.
                        • aandzia43 Re: Sexu nie bedzie 01.05.12, 17:52
                          Nie zawsze była bierna i udawała, że nie słyszy jego zapiekłych idiotyzmów. Chyba już przerobiła wszystkie metody na ugłaskanie furiata.

                          > Nie mowie oczywiscie, ze to jest jej wina. Aczkolwiek uklad by nie istnial gdyb
                          > y nie bylo w nim dwoch osob. On sie pastwi, bo ma nad kim.

                          To fakt. Pastwi się, bo po prostu ma na kim. Jaki z tego wniosek? Dla mnie jeżący włos na głowie: musi to robic, musi, inaczej się udusi. Kogo by nie dorwał, pastwic się będzie.
                    • mgla_jedwabna Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 22:06
                      Ależ to nie jest kłótnia, to jest wdeptywanie jednej osoby przez drugą w ziemię. Kłócić to się można o to, gdzie pojechać na wakacje albo czyja kolej zmywać podłogę, ale jeśli ktoś ot tak, bez powodu (klocek NIE JEST powodem) zaczyna wrzaski i wyzwiska, jeśli to się w dodatku powtarza i służy udowodnieniu żonie, że jest do niczego, to jest zwyczajnie PRZEMOC.

                      Jak myślisz, co by było, gdyby Kinia natychmiast zgodziła się "ach tak, okrągły, nie zielony"? Mąż odetchnąłby z ulgą i powiedział "cieszę się, że się zgadzamy"? Czy dalej by się pastwił, tym razem pod innym pretekstem?
                      • kinia.balowa Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 22:15
                        No ale ja sie przeciez zgodzilam, ze zielony jest okragly. Niespecjalnie mnie obchodzi, czy jest okragly, czy kwadratowy, a moze trojkatny. Nie zaprzatam sobie tym glowy, bo szkoda mi czasu i energii na zajmowanie sie bzdurami.
            • aandzia43 Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 01:09
              >
              > > Może czas przestać proponować, a zacząć żądać ?
              >
              > Ale właściwie czego? Żeby się podporządkował?

              Nie, żeby przestał robić z siebie pajaca, albo spier...ał w podskokach na antypody.


              > Swoją drogą jak się kłóci o byle co to nie zachowuje się jak cham tylko jak bab
              > a. Cham się nie kłóci ale robi swoje nie licząc się z innymi.

              Mało chamów w życiu widziałeś. A przynajmniej mało ich odmian. Są chamy, dla których "robienie swego bez liczenia się z innymi" to właśnie wyżywanie się na nich, gdy humor nie dopisuje. Ot, taka lekkość pojeżdżenia sobie po bliźnich. Poza tym trudno nazwać "kłóceniem się o byle co" częstego i długotrwałego nękania. Kontynuowanego pomimo olewania go i nie kontynuowania tematu. Tracisz miarę w ocenie zjawiska.
        • dreemcatcher UWAŻAJ 12.04.12, 11:20
          Zastanów się lepiej czy po twojej stronie nie ma przyczyny tego zachowania, jak już ktoś napisał facetowi wyraźnie puściły nerwy i wylewa na ciebie wszystkie żale, ignorowanie drugiej osoby a nie rozmawianie odnosi odwrotny skutek.
          NAJWAŻNIEJSZE
          moja żona w domu widziała nierozmawiających ze sobą rodziców, przeniosła tę metodę w nasz związek bo w domu tak widziała jest to dla niej normalne nie widzi w tym nic złego nigdy nie rozmawiamy o naszych problemach .....jeszcze tylko mieszkamy w jednym domu , mamy dziecko, nic nas już nie łączy.
          Jeśli zależy ci na dzieciach i to czy nie spieprzą życia komuś innemu to zastanów się nad tymi cichymi miesiącami, mocno się zastanów.
          Tak niewiele trzeba żeby sobie wyjaśnić czego oczekujemy i co nas boli , ale niektórym niezbyt zależy na rozwiązaniu problemu wolą tkwić w takim bagnie byle nie wyciągnąć ręki .
          • ta_ruda Re: UWAŻAJ 12.04.12, 12:11
            to teraz Ty sie zastanow czy moze ta przyczyna tych cichych dni nie lezy po Twojej stronie? Moze zona sie nie odzywa bo poprostu nie ma sensu sie odzywac? bo to do niczego nie doprowadzi? Ja tez mowie z doswidczenia bo z moim facetem lepiej nie wyrazac swojej opinii bo przeciez jak mysle inaczej niz on to 'jestem przeciw niemu i z nim walcze'. rozmowy i dyskusje z nim do niczego nie prowadzily, jedyna rada bylo kiwanie glowa i mowienie 'rozumiem' co niekoniecznie wskazuje na zgadzanie sie ale przynajmniej nie ma problemu z nim 'walcze'.


            dreemcatcher napisał:


            > NAJWAŻNIEJSZE
            > moja żona w domu widziała nierozmawiających ze sobą rodziców, przeniosła tę met
            > odę w nasz związek bo w domu tak widziała jest to dla niej normalne nie widzi w
            > tym nic złego nigdy nie rozmawiamy o naszych problemach .....jeszcze tylko mie
            > szkamy w jednym domu , mamy dziecko, nic nas już nie łączy.
            > Jeśli zależy ci na dzieciach i to czy nie spieprzą życia komuś innemu to zastan
            > ów się nad tymi cichymi miesiącami, mocno się zastanów.
            > Tak niewiele trzeba żeby sobie wyjaśnić czego oczekujemy i co nas boli , ale ni
            > ektórym niezbyt zależy na rozwiązaniu problemu wolą tkwić w takim bagnie byle n
            > ie wyciągnąć ręki .
            • dreemcatcher Re: UWAŻAJ 12.04.12, 13:05
              a ty się nad czym zastanawiasz ? bo chyba nie nad tym co piszesz i czytasz , nie widzę powodów żebyś mnie atakowała. Jeśli chcesz sie wypowiedzieć na temat swojego związku to załóz wątek i będziemy dyskutować. Masz problem ze swoim facetem , ja nim nie jestem.
              Napisałem założycielce wątku co się stanie jak ciche miesiące wpłyną na dzieci . Co zrobi to jej sprawa, nie każe jej za wszelką cenę ratować małżeństwa.
          • kinia.balowa Re: UWAŻAJ 12.04.12, 21:50
            Byc moze poslubiles siostre mojego meza. W jego rodzinie tez sie nie rozmawialo o problemach, a jego rodzice odkad ich znam wiode osobne zycie - matka w kuchni, ojciec w garazu, z osobnymi sypialniami.
            Ja rozmawiac chce - no dobra, chcialam. Po 6 latach prob mi sie odechcialo. W mojej rodzinie sie rozmawialo i tego staram sie nauczyc dzieciaki. mam nadzieje, ze bede bardziej skuteczna w przekazywaniu wzorcow, niz ich ojciec.
            • dreemcatcher Re: UWAŻAJ 13.04.12, 14:13
              :) może , niestety jako ojciec jestem na straconej pozycji chcąc radykalnie to zmienić a taki układ niszczy rodzinę.
        • madzioreck Re: Sexu nie bedzie 17.04.12, 02:01
          > Alez juz proponowalam, zeby spakowal walizki (mieszkamy w moim mieszkaniu panie
          > nskim), to wlasnie sie okazalo, ze jestem baba, ktorej sie w dooopie poprzewrac
          > alo i on nie wie, o co chodzi.

          Ja się nieśmiało wtrącę - ależ kochanie, to nie jest istotne, czy wiesz, o co chodzi, istotne jest to, że masz się spakować i wyp...

          Aż mnie ciarki przeszły, jak przeczytałam. Jesteś młoda, wywal chama, i ułóż sobie normalnie życie...
          • kinia.balowa Re: Sexu nie bedzie 19.04.12, 22:59
            Niestety, konsultowalam sie z prawnikiem - meza od tak sobie z domu wyrzucic nie mozna Gdyby mial cien honoru, to sam by poszedl... Ale nie pojdzie. Zapewne bedzie chcial mieszkac w domu az do orzeczenia rozwodu, co moze potrwac i kilka lat. Naprawde jest sie czego bac.
      • yoric Re: Sexu nie bedzie 11.04.12, 02:11
        > Przeczytaj sobie porady co poniektorych facetow tutaj, np. w watku sabata77. Ko
        > biety chca "chamow", bo z "grzecznymi" nie sypiaja. (wszystko ironia oczywiscie
        > z mojej strony).

        > Lat razem 12, w małżeństwie 10 [...] choć do niedawna sex uwielbiałam nawet bardziej niż on.

        Przychylam się do opinii Urqu, że opisany tu tak zwany 'cham' definicji rozchwytywanego badboya nijak nie spełnia, ale niechby nawet - to wychodzi na to, że seks z 'chamem' autorka uwielbiała przez parę ładnych lat.
        To jak to z tą ironią? ;)
        • kinia.balowa Re: Sexu nie bedzie 11.04.12, 04:23
          Autorka sex uwielbiala, dopoki maz zachowywal sie w miare normalnie, ba, uwielbiala nawet, gdy miala jszcze zludzenia, ze ma jakiekolwiek szanse na naprawe sytyacji. Ale nie da sie sypiac z wrogiem, do tego, jak slusznie ktos napisal wyzej, facet ujadajacy jak pinczer meski nie jest i nigdy nie bedzie.
          Najgorzej, ze wzielo mnie obrzydzenie tak naprawde do wszystkich facetow, a jeszcze niedawno kazde ciacho rozbieralam wzrokiem... Krzywda.
    • tehuana Re: Sexu nie bedzie 11.04.12, 01:47
      Maz nadaje sie do leczenia psychiatrycznego i nie widze powodu by znosic takie zachowania. To narasta i bedzie nadal sie rozwijalo.
      • kinia.balowa Re: Sexu nie bedzie 11.04.12, 04:27
        Tak,tez mysle, ze bedzie sie rozwijalo. Ale na przymusowe leczenie psychiatryczne jeszcze sie nie kwalifikuje, a dobrowolnie raczej nie zechce sie leczyc :-P

        Pytam sama siebie, co dalej, i ciemnosc widze, ciemnosc...
        • aandzia43 Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 01:15
          Sama udaj się po pomoc psychologiczną dla siebie. Jego wołami nigdzie nie zaciagniesz, bo sytuacja taka, jaka jest, odpowiada mu - ma po kim pojeździć. Pije? Faszeruje się czymś?
        • proto Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 09:12

          > Pytam sama siebie, co dalej, i ciemnosc widze, ciemnosc...

          Moim zdaniem, to Ty chcesz odejść, albo masz kogoś innego albo stwierdziłaś, że wygodniej będzie Ci samej. Spoko masz do tego prawo, tylko dlaczego próbujesz zrzucić winę na niego?

          Złóż wniosek o rozwód i po sprawie.
          Dużo przydatnych informacji znajdziesz na forum
          forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
          Jeżeli jednak chcesz z nim zostać zacznij od naprawienia siebie, zastanów się co w Twoim zachowaniu powoduje takie reakcje u niego?

          Nie wiem, nie znam Was, ale może więcej pochwał i normalnej ludzkiej życzliwości zamiast obojętności i reakcji alergicznej? To się czuje,
          • urquhart Jeżeli odbierze się podziw, szacunek i docenienie 12.04.12, 10:10
            proto napisał:
            > Jeżeli jednak chcesz z nim zostać zacznij od naprawienia siebie, zastanów się c
            > o w Twoim zachowaniu powoduje takie reakcje u niego?

            Ja mam nawet gotową teorię. Myślę że to po prostu wcielnie w życie poglądów Andzi i lokalnego feminostronnictwa, że większość facetów to cieniasy i nie nadaje się do sprawowania jakiejkolwiek władzy w związku i że jego zaangażownaie to zaledwie spełnianie jego psich obowiązków. Jeżeli odbierze się facetowi podziw, szacunek i docenienie ma dwa wyścia: wycofać się jak Dulski , lub w alkoholizm, pracoholizm, ewentualnie w relacje z inna kobietę albo rozpaczliwie i bez szans próbować walczyć i udowadniać swoje znaczenie.
            Żal i rozczarowanie siedza głeboko a kłótnia o to czy klocek jest czerwony czy okrągły to tylko prertekst żeby wywalic złe emocje.
            • proto Re: Jeżeli odbierze się podziw, szacunek i doceni 12.04.12, 13:53
              jak widać, mąż autorki nie wpadł w alkoholizm, nie wpadł w pracoholizm.
              został psychicznie wykończony przez jak napisałeś rozpaczliwe a ja dodałbym długoletnią walkę
              o chociaż odrobinę szacunku dla swojej osoby
              • ta_ruda Re: Jeżeli odbierze się podziw, szacunek i doceni 12.04.12, 15:30
                jak sie ta walka odbywala i jak zona nie okazywala mu szacunku? bo sie nie zgodzila ze klocek jest okragly a nie zielony?
                proto napisał:

                > jak widać, mąż autorki nie wpadł w alkoholizm, nie wpadł w pracoholizm.
                > został psychicznie wykończony przez jak napisałeś rozpaczliwe a ja dodałbym dłu
                > goletnią walkę
                > o chociaż odrobinę szacunku dla swojej osoby
                >
                >
            • aandzia43 Re: Jeżeli odbierze się podziw, szacunek i doceni 12.04.12, 20:50

              > Ja mam nawet gotową teorię. Myślę że to po prostu wcielnie w życie poglądów And
              > zi i lokalnego feminostronnictwa, że większość facetów to cieniasy i nie nadaje
              > się do sprawowania jakiejkolwiek władzy w związku i że jego zaangażownaie to z
              > aledwie spełnianie jego psich obowiązków.

              Większość powiadasz? To chyba dużo? ;-P Oczywiście znowu bielmo antyfeminizmu pada ci na oczy. Ja tylko wyraźnie, nieustannie i do grobowej deski sprzeciwiać się będę wyobrażeniom, że nastanie cudowny czas, znikną wszystkie nieszczęścia i choroby na kuli ziemskiej, jak tylko rządzić w każdej ludzkiej rodzinie będzie jego męska połowa. Tudzież, że "kiedyś" to tak właśnie było i był porządek, i wszyscy byli szczęśliwi. Głupi to pomysł u podstaw swoich, bo nie każdy chłop ma więcej rozumu od swojej kobiety, a nawet powiedziałabym, że łebskich jest ciut więcej niż mężczyzn. To nie oznacza jednak, że KAŻDY mężczyzna ma kucać przed KAŻDĄ kobietą. Tak, jak brak żeńskich geniuszów matematycznych nie oznacza, że kształcenie kobiet w tej dziedzinie jest bez sensu. Każdemu według zasług ;-P
              • urquhart Re: Jeżeli odbierze się podziw, szacunek i doceni 13.04.12, 07:48
                Weź głęboki oddech i zastanów się raz jeszcze nad tym co napisałem.
                Pragmatycznie masz rację że statystyczna kobieta ma dziś wiecej władzy, środków jej egzekucji, i możliwości zgnojenia mężczyzny jak się postawi. Jest silniejsza psychicznie. Środki nacisku fizycznego i ekonomicznego włądzy mężczyzn są prawnie zakazane. Większość badanych mężczyzn narzeka na brak szacunku i doceniaenia swojej roli w związku. Statystycznie sytuacjia ucisku w związku się odwróciła.

                Ale zauważazycynjąc to jako typową przyczynę i mechanizm sytacji jak ta, opisaną przez E. Berniego wcale nie postuluję powrotu do potriarchanego ucisśku, są inne rozwiązania włądzy bez ryawalizacji.
                www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/zwiazki/jak-stworzyc-zwiazek-partnerski-oparty-na-bliskosci-i-zaufaniu_33618.html?page=1&
                • aandzia43 Re: Jeżeli odbierze się podziw, szacunek i doceni 13.04.12, 12:44

                  > Ale zauważazycynjąc to jako typową przyczynę i mechanizm sytacji jak ta, opisan
                  > ą przez E. Berniego wcale nie postuluję powrotu do potriarchanego ucisśku, są i
                  > nne rozwiązania włądzy bez ryawalizacji.

                  Daj spokój Bernowi w tym akurat wątku - nie ma on tu zastosowania. Zacny i mądry jest Bern, lubię go czytać, pomógł mi bardzo, ale zasadniczo okręcanie złego, które się wydarzyło opierając się tylko na przedstawionych przez niego schematach ma zastosowanie tylko w przypadku zdrowej psychiki uczestników i dobrej woli zmiany u OBU STRON konfliktu. Oni byli już na terapiach, żona próbowała różnych sposobów polepszenia relacji - jeśli mąż miałby odrobinę dobrej woli lub odrobinę ładu w szarych komórkach pod czaszką, to coś by zaskoczyło. Nie mówię o sielance, ale o jakiejś poprawie. Tymczasem mamy sytuację taką: mąż jest zasadniczo zadowolony ze status quo (znamienne), zachowuje się tak, jak się zachowywał i bynajmniej nei dąży do zmian. Dobrze mu jest, jednym słowem. Uwił gniazdko dla swojej patologii. Weź głęboki oddech i poczytaj uważnie posty Kini ;-)
              • proto Re: Jeżeli odbierze się podziw, szacunek i doceni 13.04.12, 16:12
                aandzia43 napisała:

                > Tak, jak brak żeńskich geniuszów matematycznych nie oznacza,
                > że kształcenie kobiet w tej dziedzinie jest bez sensu. Każdemu według zasług ;-

                Nie oznacza? Dlaczego?
                • aandzia43 Re: Jeżeli odbierze się podziw, szacunek i doceni 14.04.12, 00:28
                  Bo geniuszy, w każdej dziedzinie, jest i będzie niewielu. I chociaż popychają koło cywilizacji do przodu znacznie, nie tylko nimi świat i postęp stoją. Potrzeba przede wszystkim ludzi po prostu bardzo zdolnych oraz zdolnych i dobrze wykonujących swoją pracę. A tu kobiety sprawdzają się nieźle. Również w naukach ścisłych. Nie widzę powodu, by marnować ich potencjał. Przypominam, że wśród osobników płci męskiej jest więcej oszołomów, półgłówków i nieproduktywnych popaprańców niż wśród kobiet. Ucząc matematyki grupę dziewcząt ryzykujemy, że nasza praca psu na budę się zda tak samo, jak w pryzpadku uczenia równie licznej grupy chłopców. Bo w grupie dziewczynek jest co prawda mniejsze prawdopodobieństwo trafienia na geniusza czy kogoś bardzo uzdolnionego matematycznie, za to większe trafienia po prostu zdolnych, pracowitych i sensownie wykorzystujących czas uczniów, niż w grupie chłopców.
            • niezapominajka333 Re: Jeżeli odbierze się podziw, szacunek i doceni 13.04.12, 11:28
              Idąc tym tropem...
              Gdyby Autorka napisała, że mąż przeszedł od kłótni do rękoczynów, zastanawiałbyś się, na ile nie okazywała mężowi szacunku, ze musiał aż tak odreagowywać?
              • urquhart Re: Jeżeli odbierze się podziw, szacunek i doceni 13.04.12, 11:44
                niezapominajka333 napisała:

                > Idąc tym tropem...
                > Gdyby Autorka napisała, że mąż przeszedł od kłótni do rękoczynów, zastanawiałby
                > ś się, na ile nie okazywała mężowi szacunku, ze musiał aż tak odreagowywać?

                Nie myl Nieza opisu mechanizmu z usprawiedliwianiem.
                Znając mechanizm i przyczyny można zapobiec przykrym skutkom i skierować na inne tory. Jeśli sie tylko chce.
                Bo jeśli poczucie władzy jest ważniejsze niż wartość samego związku to jest to wykluczone. Ważna jest gra i gratyfikacja z odgrywania pewnej roli.
                O tym właśnie pisze Eric Bernie.
                Bo do cholery klocek jest PRZECIEŻ bardziej okrągły niż czerwony i niech pęknie i próbuje udowodnic że jest innaczej!
                :)
                • niezapominajka333 Re: Jeżeli odbierze się podziw, szacunek i doceni 13.04.12, 15:22
                  Bo jeśli poczucie władzy jest ważniejsze niż wartość samego związku to jest to
                  > wykluczone. Ważna jest gra i gratyfikacja z odgrywania pewnej roli.
                  > O tym właśnie pisze Eric Bernie.
                  > Bo do cholery klocek jest PRZECIEŻ bardziej okrągły niż czerwony i niech pęknie
                  > i próbuje udowodnic że jest innaczej!
                  Chyba zdajesz sobie sprawę, że powyższe odnosi się właśnie do zachowania męża.
              • kinia.balowa Rekoczyny 13.04.12, 14:13
                To, ze moj maz nie przeszedl do rekoczynow, jest zapewne tylko kwestia czasu. Podczas ostatniej powaznej rozmowy, ktora zakonczyla sie propozycja, by pakowal walizki, jesli mu tak nie opowiadam, wyrazilam obawe, ze narastajaca ogresja doprowadzi do tego, ze zacznie mnie bic. A moj maz, ktory jak zapewne sie zorientowaliscie,jest czlowiekiem szczerym i otwartym, natychmiast przyznal, ze owszem, mial juz raz ochot mi wlac, ale poki co sie powstrzymal. BYc moze wspomnial sytuacje sprzed wielu juz lat, kiedy to uderzyl naszego wowczas 3-latka w twarz i dowiedzial sie ode mnie, ze jeszcze raz, a sprawa zostanie zgloszona na policji. Chyba bylam wtedy wiarygodna, bo na dziecko reki juz nie podnosi.

    • planespotters Re: Sexu nie bedzie 11.04.12, 08:09
      Lepiej nie będzie, będzie tylko gorzej. Jeśli dasz radę finansowo i logistycznie to złóż pozew. Nie licz, że on złoży, bo jemu obecna sytuacja pasuje. Wie, ze jesteś słaba, mało asertywna i się na Tobie wyżywa. Jak złożysz pozew to zacznie skamleć na kolanach, bo czuję, że miałby pietra:) Póki co on jedzie na Twoim strachu, że będzie szczuł dzieci na Ciebie itp. Jeśli będziesz żyć w strachu to on będzie silny a Ty nic nie zyskasz, jak się postawisz to jest szansa cokolwiek poprawić. Masz jakieś oparcie? Rodzice, przyjaciele? Zbieraj kwity - nagrywaj awantury, bierz na świadków dzieci. Zakładam, ze cokolwiek chcesz zmienić w swoim życiu.
    • esteraj Re: Sexu nie bedzie 11.04.12, 11:30
      Kinia, a czy próbowałaś spokoju, stanowczości i konsekwencji?

      Przykład z suszeniem głowy dziecka. Czy nie mogłaś oddać dziecka z kąpieli ojcu, skoro on wie lepiej, co dziecko lubi, a co nie?
      Czy gdy dziecko jest chore, on nie może iść na zwolnienie? Przecież jest równoprawnym rodzicem.
      Klocek, mówisz, że jest zielony a także okrągły i nie wdajesz się w dyskusję. Facet ewentualnie jeszcze sobie pogada, a Ty go ignorujesz, skoro nie trafia do niego Twój jasny przekaz.
      Niepotrzebnie ludzie prowadzą bezsensowne dyskusje, które do niczego nie prowadzą.
      W takich sytuacja można jeszcze próbować obrócić to w żart. Atmosfera się rozluźni, a agresja opadnie.

      Jeśli takie sprzeczki nasilają się, może warto byłoby je w porę ucinać, skoro nie ma w nich konstruktywnego przekazu.
      Postaraj się także uprzedzać męża o konsekwencjach, jeśli nie zastosuje się do Twoich próśb.
      On czuje się bezkarny, przez co za bardzo się zagalopowuje.
      • kag73 Re: Sexu nie bedzie 11.04.12, 11:52
        Tak, humor to dobra metoda, mozna probowac.
        Inna kwestia to fakt, ze maz jakos Cie zanielubil nie wiem dlaczego, ale z jakiegos powodu Cie nie lubi. Albo tez to cena za intymnosc, za duzo sobie pozwala, bo jest z Toba i zna Cie na wylot, mysli, ze moze sie tak zachowywac. Wie, ze moze sie na Tobie wyzywac i to robi. Moze ma jakies stresy w pracy, stad te ataki zlosci a Ty jestes pod reka.
        Myslisz, ze jeszcze mu na Tobie zalezy? Albo czy Tobie zalezy na nim?
        Ja po jakims takim incydencie kiedy maz by sie uspokoil, podeszabym do niego, zdjela obraczke, dala jemu i powiedziala: "Wyobraz sobie, ze nie jestem Twoja zona i od dzis mnie tak nie traktuj. Wyobraz sobie, ze jestem kolezanka z pracy, pania z apteki, ciocia, kims kogo nie odwazylbys sie traktowac tak jak mnie, bo nie zycze sobie takiego traktowania. Nie bedzie dzielenia wspolnego lozka, nie bedzie obiadu dla Ciebie(jezeli to Ty gotujesz) ani upranych skarpetek(jezeli to Ty pierzesz). I zacznij rozgladac sie za innym miejscem zamieszkania dla siebie, bo dalej mieszkac razem nie mozemy". To wszystko kontretnie i ze spokojem ale stanowczo. Po czym wychodzisz z pokoju, nie szukasz klotni, ale konsekwentnie trzymasz sie tego co powiedzialas. A on niech ma czas na przemyslenia. Mysle, ze masz niewiele do stacenia, bo zdajesz sie miec dosc. Albo facetowi zalezy, kocha Cie, chce zostac z rodzina, wtedy moze pojdzie po rozum do glowy, powie co jest grane skad jego napady zlosci, albo... masz chama w domu, bedzie dalej szukal klotni, wtedy mozesz sie zastanowic co z tym zrobic, rozwiesc sie czy tolerowac i probowac olewac.
        • kag73 Re: Sexu nie bedzie 11.04.12, 12:12
          A moze on ma kochanke? Takie zachowanie jest dosc typowe wtedy, bo facet stara sie zrobic ze stalej partnerki "potwora", zeby miec wytlumacznie swojej zdrady. Zona jest taka wstretna i okropna, jak to wytrzymac, trzeba zdradzac.
          • urquhart Re: Sexu nie bedzie 11.04.12, 12:25
            kag73 napisała:

            > A moze on ma kochanke? Takie zachowanie jest dosc typowe wtedy, bo facet stara
            > sie zrobic ze stalej partnerki "potwora", zeby miec wytlumacznie swojej zdrady
            > . Zona jest taka wstretna i okropna, jak to wytrzymac, trzeba zdradzac.

            :)
            Chłopy to prawdziwe świnie, z kochajacej żony potrafią zrobic potwora byle tylko zdradzać!
            :)
            • kag73 Re: Sexu nie bedzie 11.04.12, 12:29
              urquhart napisał:

              > kag73 napisała:
              >
              > > A moze on ma kochanke? Takie zachowanie jest dosc typowe wtedy, bo facet
              > stara
              > > sie zrobic ze stalej partnerki "potwora", zeby miec wytlumacznie swojej z
              > drady
              > > . Zona jest taka wstretna i okropna, jak to wytrzymac, trzeba zdradzac.
              >
              > :)
              > Chłopy to prawdziwe świnie, z kochajacej żony potrafią zrobic potwora byle tylk
              > o zdradzać!
              > :)
              Nie, nie, oni maja inna kolejnosc. najpierw maja te kochanke a pozniej dopiero szukaja powodu dlaczego ja maja ;)
              A i owszem, chlopy to swinie, baby zreszta tez, ale i tak lubie i tych jednych i te drugie.
              • esteraj Re: Sexu nie bedzie 11.04.12, 12:35
                kag73 napisała:
                > Nie, nie, oni maja inna kolejnosc. najpierw maja te kochanke a pozniej dopiero
                > szukaja powodu dlaczego ja maja ;)
                > A i owszem, chlopy to swinie, baby zreszta tez, ale i tak lubie i tych jednych
                > i te drugie.

                Dobre, w pełni się zgadzam :-)
          • proto Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 09:06
            Szanowne Panie, chciałbym wrzucić do waszej dyskusji swoje trzy grosze.
            Dlaczego nikt nie pyta się autorki wątku o nią?

            Myślę, że od początku nie było dobrze między Wami. Nie pracowaliście wspólnie nad związkiem.

            Z racji tego, że jestem facetem, staję po stronie obwinionego. Zakładam, że swoim zachowaniem, pewnie brakiem zainteresowania, ciągłym narzekaniem, ciągłym negowaniem sprawiłaś, że facetowi puściły hamulce.

            Ciężko jest wytrzymać, z kimś kto psychicznie cię dręczy, stosując techniki umniejszania czyjejś wartości. Każda rzecz jaką człowiek wykona jest obarczona negatywnym komentarzem, w najlepszym przypadku obojętnym i jeszcze zaprzeczaniem że tak jest.

            Czy Ty, szanowna autorko, nie robiłaś tak z nim? Zastanów się i napisz nam, co Ty robiłaś źle, co zaniedbałaś, że doprowadziłaś do takiej sytuacji?
            • urquhart Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 09:54
              proto napisał:

              > Szanowne Panie, chciałbym wrzucić do waszej dyskusji swoje trzy grosze.
              > Dlaczego nikt nie pyta się autorki wątku o nią?

              he, he, jak w wątkach facetów wspominam że zmiany to trzeba zaczynac od siebie i refleksji nad sobą, żeby zmienić zachowanie partnera, Andzia przyklaskuje, a tu w wątku babki jak pisze to samo nawija o kuriozalnych radach
              :)
              • aandzia43 Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 21:06
                Poradziłam Kini, żeby udała się do psychologa, co samo z siebie oznacza, że będzie zmuszona dol pracy nad sobą. Nie zauważyłeś?
                Refleksja nad sobą i zmiany w sobie nie są prostą, prościutką drogą do zmiany partnera w anioła i do szczęścia małżeńskeigo. Zmiany w sobie są tylko drogą do zmian w ogóle. A co to będą za zmiany, tego nie wie się przystępując do pracy. Niejednokrotnie całe zamieszanie kończy się rozwodem i to jest właśnie to szczęśliwe zakończenie ;-)

                Według mojej oceny facet jest świrem. Są też ześwirowane w ten sam sposób baby. Panicznie boję się jednych i drugich.
            • zyg_zyg_zyg Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 10:24
              > Szanowne Panie, chciałbym wrzucić do waszej dyskusji swoje trzy grosze.
              > Dlaczego nikt nie pyta się autorki wątku o nią?

              Bo z tego, co pisze autorka, wynika, że jej mąż jest psycholem i to przede wszystkim generuje problemy.
            • ta_ruda Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 12:17
              Proto, naczytales sie za duzo pop-psychologii. Tak, tak zmiany nalezy zaczac od siebie, to wina autorki watku itd itp.

              Czasami sa ludzie ktorzy maja zaburzenia ktorych zadna 'praca nad soba' (tej drugiej strony) nie pomoze.

              I wyglada na to ze tak w tym przypadku jest.
              proto napisał:

              > Szanowne Panie, chciałbym wrzucić do waszej dyskusji swoje trzy grosze.
              > Dlaczego nikt nie pyta się autorki wątku o nią?
              >
              > Myślę, że od początku nie było dobrze między Wami. Nie pracowaliście wspólnie n
              > ad związkiem.
              >
              • proto Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 14:51
                > Proto, naczytales sie za duzo pop-psychologii. Tak, tak zmiany nalezy zaczac od
                > siebie, to wina autorki watku itd itp.
                >
                > Czasami sa ludzie ktorzy maja zaburzenia ktorych zadna 'praca nad soba' (tej dr
                > ugiej strony) nie pomoze.
                >
                > I wyglada na to ze tak w tym przypadku jest.
                > proto napisał:
                >
                > > Szanowne Panie, chciałbym wrzucić do waszej dyskusji swoje trzy grosze.
                > > Dlaczego nikt nie pyta się autorki wątku o nią?
                > >
                > > Myślę, że od początku nie było dobrze między Wami. Nie pracowaliście wspó
                > lnie n
                > > ad związkiem.
                > >

                No cóż, typowe podejście, bez analizy, bez przykładów, po prostu ta_ruda tak uważa i to jest święte a inni to debile.
                • ta_ruda Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 15:25
                  proto, przykladow autorka podala wiele w tym watku. nie nazwalam nikogo 'debilem', i nie twierdze za to co ja uwazam to jest 'swiete'.

                  Praca nad soba (zaczecie od siebie) jest mozliwa tylko i wylacznie jesli te dwie osoby mieszcza sie w nawiasach tzw 'normalnosci', Jesli jedna z nich przejawia tendencje do klotni np przyklad klocka, to jest cos nie tak z taka osoba i jej emocjami. Udowadnianie komus ze wazniejsze jest to ze klocek jest okragly niz to ze jest zielony nie jest normalne.

                  Zaczecie od siebie oznacza takze stawianie granic tej drugiej osobie, bo moze dotad zona pozwalala na pokrzykiwania meza bo nie bylo jeszcze tak zle.


                  proto napisał:

                  > No cóż, typowe podejście, bez analizy, bez przykładów, po prostu ta_ruda tak u
                  > waża i to jest święte a inni to debile.
                  >
                  >
                  >
        • vitek_1 Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 12:59
          kag73 napisała:

          > Inna kwestia to fakt, ze maz jakos Cie zanielubil nie wiem dlaczego, ale z jakiegos powodu Cie nie lubi.

          Takie "znielubienie" w większości przypadków ma podtekst seksualny. Żona nie spełnia mężowskich oczekiwań w łóżku i tyle.

          Często ten stan zaczyna się rozwijać jakiś czas po pojawieniu się w domu cudu nowoczesnej techniki czyli komputera. Mąż potrzebuje chwili żeby nauczyć się jak szukać w sieci klipów z panienkami które robią taakie rzeczy...!

          A żona nic, standardowo - nałóż gumkę, pociupciaj sobie, spuść się, wyjmij, idź wyrzuć, zanim wrócisz ja już śpię.

          Z biegiem czasu rozziew między tym co można zobaczyć na ekranie (umiejętności szukania rozwijają się) a tym co w domu (nic nowego) narasta. Żona drażni coraz bardziej. Mimo to czasem trzeba się do niej dobrać bo ileż można lecieć na ręcznym przed komputerem. Ciągnie do damskiego ciałka. Przy okazji można przypomnieć sobie jak beznadziejny jest seks w jej wykonaniu i z przyjemnością wrócić do wirtuala.

          Gdyby ona była choć trochę jak te dziewczyny z netu... ale jak jej to powiedzieć?... przecież i tak nie załapie... raczej obrazi się i mnie wyzwie... wyjdę na durnia... mogłaby się sama domyśleć że coś jest nie tak... ale się nie domyśli głupia cipa... tak, dokładnie - jest głupia... ciągle tylko dzieci, zakupy, kuchnia... poza tym świata nie widzi... jak ona mnie drażni... powstrzymywałem się... ale już nie mogę, tak mnie wqurwia!!!
          • ta_ruda Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 15:29
            hahaha i vice versa, gdyby on byl choc troche taki jak faceci na filmach, Leonardo Di Caprio czy inni, i z taka kasa.....hahahaha a tu nic!




            vitek_1 napisał:


            > Gdyby ona była choć trochę jak te dziewczyny z netu... ale jak jej to powiedzie
            > ć?... przecież i tak nie załapie... raczej obrazi się i mnie wyzwie... wyjdę na
            > durnia... mogłaby się sama domyśleć że coś jest nie tak... ale się nie domyśli
            > głupia cipa... tak, dokładnie - jest głupia... ciągle tylko dzieci, zakupy, ku
            > chnia... poza tym świata nie widzi... jak ona mnie drażni... powstrzymywałem si
            > ę... ale już nie mogę, tak mnie wqurwia!!!
            >
          • kinia.balowa Bossskie 12.04.12, 21:58
            > Gdyby ona była choć trochę jak te dziewczyny z netu... ale jak jej to powiedzie
            > ć?... przecież i tak nie załapie... raczej obrazi się i mnie wyzwie... wyjdę na
            > durnia... mogłaby się sama domyśleć że coś jest nie tak... ale się nie domyśli
            > głupia cipa... tak, dokładnie - jest głupia... ciągle tylko dzieci, zakupy, ku
            > chnia... poza tym świata nie widzi... jak ona mnie drażni... powstrzymywałem si
            > ę... ale już nie mogę, tak mnie wqurwia!!!

            Bossskie, ale w naszym przypadku kula w plot. Maz jest informatykiem i kilka kompow mamy w domu od zawsze. Konsumentka pornografi i strana dazaca do urozmaicen w lozku ( nienachalnie) jestem u nas raczej ja, niz on. Moj maz jest, jak to chyba tu nazywacie, niskoerotyczny. Lubi sex, ale raczej prosty i tradycyjny, ale jak ma jakiez zyczenie, to potrafi je akurat w tej dziedzinie wyartykulowac. No w kazdym razie lubi sex mniej niz klotnie, moze to jest jego zboczenie i doznaje orgazmu, kiedy mnie zgnoi i doprowadzi do placzu?
      • hello-kitty2 Re: Sexu nie bedzie 11.04.12, 11:57
        Kinia, zywczajnie sie juz 'przelalo' i pojawia sie obrzydzenie.

        Mieszkanie pisalas panienskie, czyli twoje?...
    • trzydziestoletnia Re: Sexu nie bedzie 11.04.12, 12:26
      Wyrazy wspolczucia, zycie z takim czlowiekiem to udreka - dla Ciebie i dzieci.

    • zonaikochanka Re: Sexu nie bedzie 11.04.12, 17:50
      Na podstawie Twojego opisu powiedzialabym, że facet ma jakieś zaburzenia. Chyba to już jest moment, kiedy powinnaś ratować siebie i dzieci, zanim im tatuś zryje psychikę albo zacznie was bić. Brak seksu z pewnością jest dokuczliwy, ale w tej sytuacji to problem drugorzędny.
      • asocial Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 00:27
        Rowniez mi sie wydaje, ze facet jest zaburzony.
        Moze tez tak byc, ze ciebie nie kocha i nie jest w stanie sobie z tym poradzic ani podjac zadnej decyzji. Przeszkadza mu w tobie wszystko i nie odbiera tego jako brak milosci, wypiera te mysl- w koncu musialby przemeblowac swoje zycie.

        Unikanie go to nie rozwiazanie na dluzsza mete, nie mozesz uciekac we wlasnym domu.

        Czy facet ma problemy w pracy? Kazdemu pewnie zdarzaja sie czasem dni (podkreeslam, dni) podczas ktorych nie moze na partnera nawet patrzec i wkurza wszystko, nawet ten slawetny klocek. W takich przypadkach rozwiazaniem jest reagowanie z poczuciem humoru albo kamienna twarz i nie dac sie sprowokowac. Kazdy moze miec zly dzien, ale stan permanentny zdecydowanie nie jest korzystny dla zadnej ze stron.
    • sabat77 Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 01:17
      A psychiatra go badał ? "Obłęd pieniaczy" ? :)
    • aandzia43 Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 01:20

      > Czy nie widziały gały, co brały? Gały widzialy, ze bywa kłótliwy i agresywny, a
      > le ze mnie przez pierwsze lata nosił na rekach i ze mną nie kłócił się w ogóle,
      > to myślałam w swej naiwności, ze jestem wyróżniona i ze z najbliższą osoba się
      > kłócić nie będzie. Wiem, wiem. Teraz jestem mądrzejsza.

      Taaaa... "Myślałam, że jestem wyjątkowa dla tego człowieka. Na tyle wyjątkowa, że mnie będzie traktował inaczej niż resztę świat" O sancta simplicitas!! Nie złośliwię. To naprawdę częsta pułapka, którą budują sobie ludzie na bazie, hmmm, czego? Pewnie coś im taki ogląd ukochanej osoby rekompensuje?
    • kinia.balowa Przyczyny 12.04.12, 21:28
      Wzruszyliscie mnie bardzo iloscia odpowiedzi na moj post - bardzo dziekuje wszystkim, ktorzy probowali pomoc mi doszukac sie przyczyn zachowania mojego meza. Od razu chcialam powiedziec, ze ja tych przyczyn juz nie szukam, i przestaly mnie obchodzic. A to dlatego, ze jakies wlasnie 3 miesiace temu mialo miejsce kilka awantur, ttore uswiadomuly mi dobitnie, ze chodzi wylacznie o to, zeby sie przypieprzyc. Jesli ktos jednego wieczoru wscieka sie o to, ze nie zalozylam filtra do Fridy, a nastepnego dnia drze sie, bo zalozylam filtr do Fridy, to nad czym tu sie jeszcze zastanawiac?
      Pamietajcie, ze takie zachowania mojego meza, choc w mniejszym nasileniu trwaja od 6-8 lat, a ja co najmniej owe 6 lat poswiecilam na dociekanie, jaka jest przyczyna i co moglabym zrobic, zeby bylo lepiej. Poniewaz moj maz nie chcial rozmawiac, zaciagnelam go na terapie malzenska - zaliczylismy 3 terapeutow roznej plci, po to tylko, bym sie dowiedziala, ze maz zasadniczo jest zadowolony z malzenstwa i gdybym wlaczla kierunkowskaz w samochodzie nie 100 m od skrzyzowania, ale 50, to w zasadzie nie mialby wiecej zastrzen. Albo gdybym nie pila z debilnej szkolanki z logiem coca coli. ITP. Cp gorsza, kazda terapie sabotowal, najpierw nie wykonujac prac domowcyh, a potem przestajac sie pojawiac na sesjach.
      Niezniechecona, przeczytalam tony poradnikow jak postepowac z mezczyna, by nie urazic kruchego ego, nie stwarzac wrazenia, ze z nim walczeo przywodztwo w stadzie i co tam jeszcze w takich poadnikach jes. Niestety, mam wrazenie, ze zastosowanie sie do tych porad tylko mojego malzonka rozzuchwalilo i utwierdzilo w przekonaniu, ze on jest super, i wszystko byloby dobrze, gdybym tylko nie wycierala kurzow kretynska miotelka z pior.

      Etap rozwazan, czy jest chory psychicznie, a moze ma guza mozgu, ktory rosnac powoduje coraz wieksze zmiany w zachowaniu, tez mam za soba. Podobnie jak wzorce z domu rodzinnego i mozliwosc, ze ciagla zarzucanie mnie oskarzeniami, ze jestem zla matka ma cos wspolnego z tym, co on mysli o swojej matce.

      Teraz juz wiem, ze za zachowanie mojego meza odpowiada wylacznie moj maz. Moze sie wsciekac i szukac zwady, albo moze chociaz sprobowac konstruktywnie rozwiazywac problemy. Ma wolny wybor. Znacie zapewne bajke o zolwiu i skorpionie - mysle, ze moj maz jest takim skorpionem, ktory nie jest w stanie sie opanowac, nawet jesli to oznacza zgube. Ale ja juz nie mam zamiaru tonac razem z nim.
      .
      • asocial Re: Przyczyny 12.04.12, 21:34
        mnie tez zaintrygowaly glosy o tym jakoby pan walczyl o szacunek. Nie wiem o jaki szacunek mialoby chodzic wyklocajac sie o cokolwiek.
        mimo ze juz ciebie to nie interesuje, ja ponownie stawiam na samoocene pana blisko dna (co po sabotazu terapii nie jest juz twoim problemem, bo facet wyraznie sie nie stara) i najpewniej brak milosci.
      • that.bitch.is.sick Re: Przyczyny 12.04.12, 21:50
        kinia.balowa napisała:


        >
        > Etap rozwazan, czy jest chory psychicznie, a moze ma guza mozgu, ktory rosnac p
        > owoduje coraz wieksze zmiany w zachowaniu, tez mam za soba. Podobnie jak wzorce
        > z domu rodzinnego i mozliwosc, ze ciagla zarzucanie mnie oskarzeniami, ze jest
        > em zla matka ma cos wspolnego z tym, co on mysli o swojej matce.
        >
        > Teraz juz wiem, ze za zachowanie mojego meza odpowiada wylacznie moj maz. Moze
        > sie wsciekac i szukac zwady, albo moze chociaz sprobowac konstruktywnie rozwiaz
        > ywac problemy. Ma wolny wybor. Znacie zapewne bajke o zolwiu i skorpionie - mys
        > le, ze moj maz jest takim skorpionem, ktory nie jest w stanie sie opanowac, naw
        > et jesli to oznacza zgube. Ale ja juz nie mam zamiaru tonac razem z nim.
        > .

        Kolejna zarozumiała i rozpieszczona niunia, która myśli że wszystkie rozumy pozjadała i jak ona coś włoży w związek to "ma" się jej to zwrócić. I z tonu w jakim napisane i z formy (cały post jest oskarżycielskim paszkwilem pozbawionym za grosz samokrytyki) wnioskuję, że autorka jest osobą mocno irytującą. Ciężko dociec jaki jest mąż bo z postu wynika standardowo że to wariat i sadysta a autorka to święta Maryja Panna i na dodatek specjalistka od psychologii, która wyczerpała WSZELKIE środki naprawy związku. Co z tego skoro widocznie stosowała środki niewłaściwe i nieskuteczne. Teraz będzie leżała i czekała na oklaski bo ONA już swoje zrobiła. I to kategoryczne stwierdzenie "seksu nie będzie" Wielka Szanowna i Łaskawa Księżna dyspozytorka seksu małżeńskiego a fuj.
        Ja tej ściemy nie kupuję.
        • urquhart Re: Przyczyny 13.04.12, 07:54
          that.bitch.is.sick napisała:
          > nowna i Łaskawa Księżna dyspozytorka seksu małżeńskiego a fuj.
          > Ja tej ściemy nie kupuję.

          Ja także nie kupuję historii że autorka "lubi seks" i ma potrzeby a teraz seksu nie bedzie już bo mąż ja denerwuje. Jak by faktycznie miała potrzeby to miałaby parcie na zmianę męża i seks niezależny od męża.
          • ta_ruda Re: Przyczyny 13.04.12, 10:33
            niekoniecznie.
            urquhart napisał:


            > Ja także nie kupuję historii że autorka "lubi seks" i ma potrzeby a teraz seksu
            > nie bedzie już bo mąż ja denerwuje. Jak by faktycznie miała potrzeby to miałab
            > y parcie na zmianę męża i seks niezależny od męża.
            >
            >
          • zuzi.1 Re: Przyczyny 13.04.12, 11:17
            No i po raz kolejny urquart dowodzisz tego, że się po prostu na kobietach i na ich charakterach nie znasz...Kobieta to nie facet, pomimo potrzeb seks. potrafi się całkowicie ograniczyc z seksem z chamowatym mężem i nie szukac na boku, a potrzeby wysokie dalej miec, tylko je ograniczyc (w założeniu na jakiś czas, nawet na dłuższy). Panowie oczywiście w takim przypadku od razu szukają seksu poza związkiem.
            • that.bitch.is.sick Re: Przyczyny 13.04.12, 11:25
              zuzi.1 napisała:

              > No i po raz kolejny urquart dowodzisz tego, że się po prostu na kobietach i na
              > ich charakterach nie znasz...Kobieta to nie facet, pomimo potrzeb seks. potrafi
              > się całkowicie ograniczyc z seksem z chamowatym mężem i nie szukac na boku, a
              > potrzeby wysokie dalej miec, tylko je ograniczyc (w założeniu na jakiś czas, na
              > wet na dłuższy). Panowie oczywiście w takim przypadku od razu szukają seksu poz
              > a związkiem.

              Nie obrażaj kobiet ty...;)to że się nazwała jedna z drugą zuzia(lalka nieduża), kwiatuszek, motylek czy stokroteczka to nie znaczy że jesteście wielkimi wyrazicielkami kobiecości i w ogóle kobietami. Jesteście wykastrowanymi przez katolicką represyjną wobec seksu kulturę atrapami starającymi się mimo XXI wieku upodobnić do Matki Boskiej, nic więcej. Nic nie zrobiłyście z tym toksycznym bagażem tylko go nieświadomie i bezmyślnie powielacie. Kobieta według Mahometa jest podstępna i rozwiązła. Chuć ma bardziej rozbuchaną niż mężczyzna. Podobnie w innych kulturach których nie mam czasu wymieniać:).
              • zyg_zyg_zyg Re: Przyczyny 13.04.12, 11:50
                Bitch, czasem ujawniasz niezwykle irytującą manierę zwracania się do rozmówcy per wy i traktowania go jak przedstawiciela chuj wie kogo. Zwłaszcza, jak Ci jakoś nie pasuje to, co pisze. Nie idź na łatwiznę, wysil swój intelekt i dyskutuj na argumenty. Nie rozmawiaj z wyimaginowaną grupą "onych", której możesz przypisać (i zresztą przypisujesz) dowolnie bzdurne intencje, cechy i działania, tylko ze swoim dyskutantem.
              • aandzia43 Re: Przyczyny 13.04.12, 12:26
                Hehe, jakżesz widowiskowe, droga Bitch ;-) I do tego ni przypiął, ni wypiął. Jak zwykle, kiedy cię poniesie.
              • niezapominajka333 Re: Przyczyny 13.04.12, 15:35
                Bitch, jeśli coś bierzesz, to przestań, a jeśli nie bierzesz, to zacznij.
                Innymi słowy lecz się kobieto ...
        • sootball Re: Przyczyny 13.04.12, 19:47
          Skąd tyle jadu?
          Ona przynajmniej podjęła jakiś środki, a jej nastawieniu po tylu porażkach wcale się nie dziwię.
    • kinia.balowa Srodki zaradcze 12.04.12, 21:43
      Podziekowawszy tym, ktorzy pomagali mi odnalezc przyczyny zachowania mojego meza, chcialbym tez podziekowac tym, ktorzy podsuwali mi rady, jak sobie radzic z takimi zachowaniami. Wiekszosc z nich przerobilam w ciagu ostatnich 6 lat, choc nie bylo latwo, bo moj maz potrafi swietnie zidentyfikowac slabe punkty, by potem tym celniej dowalic. Zdaje sobie sprawe, dla przykladu, jak bardzo kocham moje dzieci i jak sie staram, by madrze je kochac i dobrze wychowywac. I ze oskarzenie mnie, ze jestem zla matka bedzie bardzo bolalo. Co ciekawe, nie zarzucil mi nigdy ze jestem zla zona, czy zla kochanka, zapewne dlatego, ze takie obelgi splynelyby po mnie jak woda po kaczce.
      Teraz po prostu unikam jego towarzystwa jak moge, nie odzywam sie bez potrzeby i nie podejmuje dyskusji na zaden temat. Zdaje sobie sprawe, ze na dluzsza mete tak zyc sie nie da, przynajmniej z mojego punktu widzenia, bo mojemu mezowi to raczej pasuje - od dawna nie ma ani chceci ani potrzeby by rozmawiac lub przebywac razem, nie mowiac juz o robieniu czegokolwiek wspolnie. Oczywiscie nie mowimy tu o cichych dniach, czy fochach. Jak trzeba, to komunikuje, ze np jest obiad, albo ze jade z dzieckiem do lekarza. Na pytania odpowiadam, choc unikam rozwodzenia sie na jakiekolwiek tematy. Po prostu staram sie nie dawac pretekstow do kolejnych klotni, choc nie powiem, bym w tym wzgledzie miala jakiekolwiek sukcesy - mam wrazenie, ze nekanie z dnia na dzien nasila sie. Nie jest przy tym przeszkoda obecnosc gosci, czy czlonkow rodziny, czy tez zupelnie obcych ludzi. Przynajmniej tyle, ze mam swiadkow na to, ze nie jestem wielbladem.

      Tak, wiem. Watpliwa pociecha.
    • mgla_jedwabna Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 22:02
      Rozwód, jak najszybciej, zanim facet zmieni ci psychikę w pole rozryte atakiem minowym.

      To prawdopodobnie psychopata - nie piszę tego w potocznym znaczeniu tego słowa, na zasadzie "ale zjeb", tylko bardziej specjalistycznie - osobnik niezdolny do wyższych uczuć. Znam ten typ z doświadczenia, należy wiać jak najszybciej i daleko. Charakterystyczną cechą związków z psychopatą jest to, że ofiara wybitnie późno dochodzi do właściwych wniosków. Np. facet od dawna traktuje cię jak ścierkę, a ty dopiero wpadłaś na to, że... seksu nie będzie. Halo, tego związku już dawno nie ma, tzn. związku partnerów, zamiast niego jest związek ofiary i kata.

      Poczytaj sobie:

      skuteczna-psychoterapia.pl/a_czy-to-juz-przemoc.php
      • kinia.balowa Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 22:11
        Wiesz, to nie jest tak, ze ja sobie wymyslilam, ze sexu nie bedzie. Lubie - lubilam sex i raczej nie mialam potrzeby, by poprzedzaly go kilkudniowe adoracje najswietszego sakramentu. Maz jest przystojny - choc nieco sie roztyl, ma fajne cialo i jest pod reka - do niedawna to wystarczalo, nawet gdy mialam zastrzezenia do jakosci zwiazku na innych plaszczyznach.
        Ale jednak udalo mu sie napelnic mnie taka odraza, ze nie tknelabym go teraz nawet kijem od szczotki.
        • mgla_jedwabna Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 23:13
          Chodzi mi o to, że facet od dawna traktuje cię źle, a ty dopiero teraz doszłaś do poziomu odrazy akurat takiego, żeby stracić ochotę na seks. Nie piszę tego złośliwie (chociaż może to tak brzmieć), ale wygląda to tak, jakby ktoś przytłumił twój instynkt samozachowawczy - przy takiej dozie złego traktowania powinnaś w zasadzie czuć odrazę już od dawna, nie dopiero teraz, i to nie do seksu, a do życia z takim gościem w ogóle.

          Gość od kilku lat robi ci regularne chamskie awantury, a ty przez cały ten czas sypiałaś z nim jak gdyby nigdy nic? Popatrz na to trochę z boku - gdybyś miała koleżankę w takiej sytuacji, nie dziwiłabyś się?
        • sabat77 Re: Sexu nie bedzie 12.04.12, 23:14
          W sumie po przeczytaniu tych wszystkich postów trochę spadł mi kamień z serca, bo sama lektura tematu napełniła mnie niekłamaną grozą. Otóż przyszło mi do głowy, że od tej pory seksu w ogóle nie będzie. Biorąc pod uwagę moją długoletnią abstynencję w na tym odcinku i niekłamane nadzieje na jakąś poprawę tego frustrującego stanu rzeczy, byłoby to dla mnie ogromnym ciosem.
          Egoistycznie i z ulgą przyjmuję fakt, że seksu nie będzie jedynie między Tobą, a Twoim czcigodnym (bądź nie) małżonkiem...
          Przyczyna takiego stanu rzeczy, jeśli już miałbym zabrać głos, jest dla nas - forumowiczów - nieznana, i takąż raczej pozostanie. To co tutaj przeczytałem przypomina coś w rodzaju mowy oskarżycielskiej, a wszak w sądzie dla wydania sprawiedliwego wyroku doprowadza się do wysłuchania obydwu stron, co w sposób oczywisty będzie na naszym forum niemożliwe.

          Reasumując, poza wysłaniem szczerych życzeń dużej ilości ciepłego i puchatego niewiele tu po mnie. Pozdrawiam :D
          • urquhart Re: Sexu nie bedzie 13.04.12, 08:00
            sabat77 napisał:
            > orumowiczów - nieznana, i takąż raczej pozostanie. To co tutaj przeczytałem prz
            > ypomina coś w rodzaju mowy oskarżycielskiej, a wszak w sądzie dla wydania spraw
            > iedliwego wyroku doprowadza się do wysłuchania obydwu stron, co w sposób oczywi
            > sty będzie na naszym forum niemożliwe.

            O, nie zdziw się, to zdarzało się już wiele razy tu i sprawy widziane oczami drugiej strony rzucały kompletnie inne światło na istotę sprawy!

            Więc raczej warto przyjrzeć się jaki mechanizm działa w tle, i jest przyczyną, niż klasyfikować chorobę psychiczną, psychopatię i inne zaburzenia przeciwnika na podstawie opisu strony która ma uczucie krzywdy.
            • ta_ruda Re: Sexu nie bedzie 13.04.12, 10:32
              w innym watku to sabat77 przedstawial i oskarzal swoja zone o to ze malo seksu jest, a teraz krytykuje autorke watku tutaj. ciekawa jestem jak to wyglada ze strony zony sabata77? Pewnie jej opinia rzucialaby zupelnie inne swiatlo na sprawe, byc moze sa przyczyny dla ktorych zona sabat77 nie chce z nim byc, i te przyczyny tkwia wlasnie w sabacie77 ? po przeczytaniu Twojego opisu zony wlasciwie pomyslalam sobie ze cos z nia nie tak, ze jest poprostu jedna z tych osob ktora sie nie nadaje do zycia z Toba.
              ale to co napisales dalo mi do myslenia, bo pewnie jej wersja bylaby zupelnie inna.




              urquhart napisał:

              > sabat77 napisał:
              > > orumowiczów - nieznana, i takąż raczej pozostanie. To co tutaj przeczytał
              > em prz
              > > ypomina coś w rodzaju mowy oskarżycielskiej, a wszak w sądzie dla wydania
              > spraw
              > > iedliwego wyroku doprowadza się do wysłuchania obydwu stron, co w sposób
              > oczywi
              > > sty będzie na naszym forum niemożliwe.
              >
              > O, nie zdziw się, to zdarzało się już wiele razy tu i sprawy widziane oczami dr
              > ugiej strony rzucały kompletnie inne światło na istotę sprawy!
              >
              > Więc raczej warto przyjrzeć się jaki mechanizm działa w tle, i jest przyczyną,
              > niż klasyfikować chorobę psychiczną, psychopatię i inne zaburzenia przeciwnika
              > na podstawie opisu strony która ma uczucie krzywdy.
              • zuzi.1 Re: Sexu nie bedzie 13.04.12, 10:53
                Kinia po przeczytaniu Twoich postów wydajesz się byc b. fajną osobą, mieszkasz w mieszkaniu panieńskim, z mężem nie idzie się dogadac od kilku lat, więc zwróc panu wolnośc i zacznij zyc swoim życiem, nie pakuj się już tak szybko w ponowne związki małżeńśkie...nie z każdym da się życ normalnie, może trafiłaś na taki właśnie egzemplarz....
                • urquhart może trafiłaś na taki właśnie egzemplarz??? 13.04.12, 11:24
                  zuzi.1 napisała:
                  > e związki małżeńśkie...nie z każdym da się życ normalnie, może trafiłaś na taki
                  > właśnie egzemplarz....

                  Może tak a może nie? tak jesteś pewna tego opisu?
                  na pewno to jak reaguje niezależnie od sprowokowania nie świadczy o nim najlepiej.
                  Ale ile lat nosił ją wcześniej na rękach i jak sytuacja się zmieniła, jaki zwiazek miało przewatościowanie świata pani po urodzeniu dzieci?
                  Nie ma czarniejszej nienawiści i bezsilnej wściekłości jak się jednak okaże że On stworzy satysfakcjonujący zwiazek z inna kobieta później, a Ona została sama ze swoimi nierozwiązanymi problemami w poszukiwaniu utopijniego ideału.
                  • niezapominajka333 Re: może trafiłaś na taki właśnie egzemplarz??? 13.04.12, 15:01
                    Urqu, nasuwa mi się podobieństwo do wątków ostatnio pisujących panów, którzy skarżą się na swoje żony. Jakoś nie zauważyłam, żeby Ci w tej litanii skarg zabrakło relacji drugiej strony.
                    Wręcz przeciwnie, miałeś gotową koncepcję, która wszystko idealnie tłumaczyła.
                    Trudno na podstawie kilku postów przypuszczać, dlaczego mąż tak się zachowuje. Może to zaburzenia psychiczne, które zostały stłumione w okresie zauroczenia?
                    W końcu był kłótliwy i agresywny zanim się poznali, to w stosunku do niej zachowywał się "nienormalnie". I co? Cały świat go gnębił i nie okazywał szacunku, czy on nie potrafił zapanować nad emocjami?
                    Naiwnością jest sądzić, że pan będzie się tak powstrzymywał przez całe życie, ale Autorka była ogłupiona stanem zakochania i nie podejmowała decyzji rozumem.
                    Było dobrze przez około 3-4 lata, aż zdarzyła się pierwsza kłótnia. Bariera nietykalności została złamana. Na początku kłótnie zdarzały sę co kilka miesięcy, potem coraz częściej, teraz byłyby non stop, gdyby nie fakt, że żona stara się unikać konfrontacji.
                    Proponuję zwrócić uwagę na fakt, że pan reagował również obrazą i milczeniem, ale w czasie cichych dni nie mógł odreagowywać złości kłótnią i sam zrezygnował z takiej "formy relacji"
                    Dlaczego mnie wydaje się prawdopodobna wersja Autorki? Bo znam takich ludzi, jak jej mąż.
                    Ludzi, którzy nie potrafią zapanować nad emocjami, a niekoniecznie są cholerykami, ludzi, którzy się awanturują i wykłócają o byle głupstwo, którzy zawsze znajdą powód, żeby kogoś pognębić. Można by się w przypadku męża Autorki zastanawiać nad organicznym podłożem wybuchowości i zrzędliwości, szczególnie, że nie było żadnych badań, jak sądzę.
                    Mam dwie znajome z nadczynnością tarczycy.
                    Jedna potrafiła tak gnębić męża, matkę i bliskie osoby, że medal im się należy za znoszenie tego wszystkiego. W stosunku do dziecka była bardziej opanowana, podobnie w stosunku do osób od których była zależna (szefowa w pracy itp) Wyżywała się na tych, na których mogła. Rodzina schodziła jej z drogi, ale pretekst zawsze się znalazł. Z mężem się rozwiodła, bo zaczął pić, z drugim panem zaszła w ciążę, ale nie doszło do małżeństwa, bo pan zrezygnował.
                    Druga jest singielką, więc nie wiem jak byłoby w stosunku do rodziny, ale w pracy czy wśród przyjaciół miała opinię osoby o bardzo trudnym charakterze, czepiajacej się wszystkiego, nadpobudliwej w reakcjach, ze skłonnością do długich kłótni o każdą pierdołę, chętnie robiącą na złość innym, wykorzystującą swoją władzę, wyjątkowo drażliwej na swoim punkcie, z jednokierunkowym poczuciem humoru.
                    Po leczeniu złagodniała, ale nadal jest "trudna" we współżyciu i wszyscy obchodzą ją z daleka jak zepsute jajko.
                    Znam kobietę dość agresywną i wyjątkowo kłótliwą, znaną na całą okolicę heterę, mściwą w stosunku do rodzonej siostry, utrudniającą jej życie na każdym kroku, posuwającą się do rękoczynów w stosunku do niej, piszącą donosy na policję i do wszelakich inspekcji. Ponoć od dzieciństwa taka była, że musiała postawić na swoim wszelkimi metodami, a wszyscy dla świętego spokoju jej ustępowali. Swoją bierność tłumaczą tym, że w badaniach znaleźli jej guza mózgu czy jakiegoś tętniaka, który jest nieoperacyjny, a który może powodować takie zachowanie. I znowu - w stosunku do klientów potrafi się opanować, ale tam, gdzie czuje się bezkarna, pozwala sobie na agresję.
                    Znam małżeństwo, gdzie mąż odnosi się do żony w podobny sposób, jak opisany w tym wątku.
                    I sam przyznaje, że nie potrafi się powstrzymać, bo wszystko, dosłownie wszystko go irytuje. To jak mówi, co mówi, to jak chodzi, to co robi i to, czego nie robi, to, jak rozmawia przez telefon... Nieważne co i jak zrobi, na wszystko reaguje złością i agresją. Komentuje w bardzo obraźliwy sposób każde jej poczynanie, nawet jak w najmniejszym stopniu nie dotyczy jego osoby. Niestety są w sytuacji patowej i muszą się znosić.
                    Pytałam ją kiedyś, dlaczego za niego wyszła, a ona mówi, że na początku nie był taki, dopiero kilka lat po ślubie zaczęły się awantury, ale on często wychodził i nie było to tak bardzo odczuwalne. Pan bowiem dostał spory spadek po rodzicach, pieniądze przeznaczył na rozrywkę i konsumpcję alkoholu, wynajmował od kolegi kawalerkę, gdzie spędzał większość czasu, robił dla siebie zakupy i sam gotował, albo żywił się w knajpach, trochę dorabiał do renty, a jak brakło pieniędzy to brał kredyty w bankach. Twierdzi, że żona zawsze działała mu na nerwy, a ożenił się, bo go namawiali (miał wtedy prawie czterdziestkę i jedno nieudane małżeństwo za sobą). Pytałam, czemu nie wziął rozwodu, jak miał pieniądze (mógł spokojnie kupić mieszkanie i się wyprowadzić, dzieci nie mieli) , ale nie odpowiedział. Teraz zmuszeni sa razem mieszkać, on jest zdany na jej pomoc i oczywiście wszystko co złe, to jej wina. Kobieta, też zaczęła stosować strategię przemilczania i unikania, bo wszelka dyskusja pogarszała sprawę.
                    Drugie małżeństwo - spora różnica wieku, bo prawie 20 lat. Mąż przed ślubem nadskakujący, kochający, grzeczny w stosunku do narzeczonej (znali się długo wcześniej).
                    Ona wiedziała, że w pracy był prawdziwym sk......nem, że potrafił wyzwać podwładnych, zgnoić tych, co mu podpadli, niejeden się przez niego zwolnił. Ale dla żony nieba by przychylił.
                    Aż przyszedł dzień, że puściła tama i pan rzucił w dyskusji takimi bluzgami, że żonę zatkało. Bo, że w pracy, to ona wiedziała, ale że do niej tak wybuchnął to jej się w głowie nie mieściło...Potem zdarzyło się po raz drugi i trzeci, a potem weszło do standardu codziennego zachowania.
                  • zuzi.1 Re: może trafiłaś na taki właśnie egzemplarz??? 14.04.12, 00:20
                    Ja bym mu dołożyła jeszcze ze 300 zeta na taksówkę bagażową z obsługą do nowego domu, żeby jak najszybciej udało mu się stworzyc nowy, satysfakcjonujący związek z nową panią, niech się inna z nim męczy... ;-) krzyżyk mu na drogę...
                • lajosz3 Re: Sexu nie bedzie 13.04.12, 11:32
                  Tak czytam sobie ten wątek i brakuje mi jednej podstawowej rzeczy, a mianowicie dyskutujemy nad relacją autorki wątku, przy czym jest to tylko jej relacja, czyli z jej punktu widzenia tak to wygląda jak opisuje.
                  Gdyby małżonek kinii.balowej mógł się wypowiedzieć, to mielibyśmy pełny obraz sytuacji, a przynajmniej relacje obu stron, a tak to sobie gdybamy i tyle.

                  Dodatkowo dochodzi jeszcze fakt, że jestem mężczyzną i wiem jak czasami (a może zawsze) kobiety wyolbrzymiają wszystko.
                  Sławetny już w tym wątku motyw z zielonym-okrągłym klockiem.
                  Ona (autorka) stwierdza, że on się czepia byle czego, a skąd wiadomo że tak jest ? Bo ona tak mówi ?
                  Być może (zaś gdybanie) było tak, ze on tylko (nie wiem jak to ująć) przekomarza się i wcale nie ma zamiaru ją obrażać, poniżać czy coś podobnego, a ton w jakim to mówi wcale nie musi być obraźliwy czy wyniosły, a tylko ona tak to odbiera ?
                  Może on po prostu chce pogadać lub w ogóle nawiązać jakąś interakcję ?
                  Oczywiście powyższe (jak pisałem) to tylko gdybanie i tak długo nim będzie jak długo nie poznamy zdania drugiej strony.
                  • apersona Re: Sexu nie bedzie 13.04.12, 12:01
                    Wątki o podobnym problemie:

                    forum.gazeta.pl/forum/w,898,133436072,,Czy_jest_szansa_Czy_jest_sens_.html?v=2
                    forum.gazeta.pl/forum/w,898,130777075,,agresja_slowna_prosze_o_opinie_eksperta.html?v=2
          • kinia.balowa Czyj punkt widzenia 13.04.12, 14:24
            Sadzilam, ze istota forum jest, ze przedstawia sie tu swoj punkt widzenia. Cudzy raczej trudno przedstawic w sytuacji, gdy mimo prob wspieranych przez specjalistow nie udalo sie go poznac. Tzn, ja naprawde probowalam feedback meza z terapii wziac na powaznie, i nie wlaczac kierunkowskazu za daleko od skrzyzowania. W nagrode zostalam uraczona awantura, ze nie musze oszczedzac zarowek, i zebym do cholery wlaczyla ten kierunkowskaz zanim dostaniemy mandat.

            Mam wrazenie, ze wielu z was nie zdaje sobie sprawy z tego, ze tak naprawde dostepny jest nam wylacznie subiektywny - wlasny - oglad danej rzeczy. I ze w relacjach z ludzmi tak naprawde nie licza sie fakty, tylko ich widzenie faktow. Ja mojego meza wqurwiam,, niezaleznie od tego, co robie. Mnie jego wqurw rani i boli, a niewrazliwosc na moj bol powoduje niechec i obrzydzenie. I to sa fakty, z ktorymi musimy sie zmierzyc. Ja poswiecilam ostatnie lata na prace nad soba, w tym czasiekorzystajac z moich prob otwarcia sie na niego, zrozumienia jego potrzeb i bycia szczera, moj maz doglebnie poznal miejsca, w ktore uderzanie boli najbardziej - nie by je oszczedzac, tylko by w nie walic.
            I dlatego wlasnie wiecej bliskosci i intymnosci miedzy nami nie bedzie, bo ja mam obowiazek chcronic siebie przed przemoca.
            • that.bitch.is.sick Re: Czyj punkt widzenia 13.04.12, 14:34
              kinia.balowa napisała:

              > Sadzilam, ze istota forum jest, ze przedstawia sie tu swoj punkt widzenia. Cud
              > zy raczej trudno przedstawic w sytuacji, gdy mimo prob wspieranych przez specja
              > listow nie udalo sie go poznac. Tzn, ja naprawde probowalam feedback meza z ter
              > apii wziac na powaznie, i nie wlaczac kierunkowskazu za daleko od skrzyzowania.
              > W nagrode zostalam uraczona awantura, ze nie musze oszczedzac zarowek, i zebym
              > do cholery wlaczyla ten kierunkowskaz zanim dostaniemy mandat.
              >
              > Mam wrazenie, ze wielu z was nie zdaje sobie sprawy z tego, ze tak naprawde dos
              > tepny jest nam wylacznie subiektywny - wlasny - oglad danej rzeczy.

              Skoro nie jesteś zdolna do obiektywnego podejścia i zobaczenia obu stron konfliktu (bo Twój mąż ma swoje racje) to czemu jesteś w tym związku? Tfu, czemu jesteś w związku z drugim człowiekiem, kup sobie kota - będzie się liczył tylko Twój ogląd danej rzeczy.
              Jeśli nie jesteś w stanie przedstawić sytuacji w sposób obiektywny na forum, dostrzec i opisać swoich ewentualnych błędów i udziału w tym konflikcie (bo nigdy nie ma tak że jedna strona jest winna) to po co piszesz paszkwil na męża? Bierna agresja? I czego się spodziewasz? Nikt rozsądny nie da Ci rady bez pozorów obiektywnego oglądu sytuacji, skoro Ty się zgrywasz na świętą. To po co napisałaś? Żeby grupa ziejących nienawiścią przekupek zawsze chętnych do osądzania opluła Twojego męża, bo dzięki temu Ty poczujesz się lepiej? No to właśnie Ty rozkradasz intymność. Co Ci z tego że zawsze się znajdzie grupa spaczonych kobiet które nienawidzą mężczyzn i przytakną Ci jaki mąż zły i kopnij go w dupę itd.? Z nimi nie stworzysz związku i nie pójdziesz do łóżka.
              • alinawk Re: Czyj punkt widzenia 13.04.12, 15:07
                Nie myślałaś przypadkiem nad zmianą płci? To by było myslę najlepszym rozwiązaniem dla twoich problemów. Osoba tak nienawidząca innych kobiet musi się strasznie żle czuć w swojej skórze.
              • eudajmonika Re: Czyj punkt widzenia 13.04.12, 15:22
                "[...]Co Ci z tego że zawsze się znajdzie grupa spaczonych kobiet które nienawidzą mężczyzn i przytakną Ci jaki mąż zły i kopnij go w dupę itd.? Z nimi nie stworzysz związku i nie pójdziesz do łóżka."

                Czyli uważasz, że autorka ma jakąś skazę, która nierozpoznana nie pozwoli jej na stworzenie satysfakcjonującej relacji z mężczyzną po zakończeniu tego nieszczęśliwego (dla obu stron) małżeństwa?
                Czy masz coś szczególnego na myśli, czy też piszesz tak jak ten etatowy advocatus diaboli tego forum?
              • bigbadpig Re: Czyj punkt widzenia 13.04.12, 15:35
                > Jeśli nie jesteś w stanie przedstawić sytuacji w sposób obiektywny na forum, do
                > strzec i opisać swoich ewentualnych błędów i udziału w tym konflikcie (bo nigdy
                > nie ma tak że jedna strona jest winna) to po co piszesz paszkwil na męża?
                Niby masz rację, ale... to dotyczy sytuacji gdy dwie strony konfliktu miotają się bezradnie chcą lecz nie umiejąc go zgasić. Zawsze można jednak dotrzeć do miejsca gdzie nie ma motywacji aby szukać swoich win (co wymaga jednak trochę siły i energii psychicznej) Można powiedzieć, że to krytyczny moment po którym trudno wyobrazić sobie szansę na poprawę, ale to nie zmienia faktu, ze to nie jest jakieś iewyobrażalne: jesteś z kimś, poznajesz go odkrywa się przed Tobą, coraz lepiej widzisz, że nie budzi w Tobie żadnego szacunku, że 'jest pomyłką', czujesz, że się poszkodowana - po co miałabyś szukać swoich win w takim momencie?
                • that.bitch.is.sick Re: Czyj punkt widzenia 16.04.12, 15:16
                  bigbadpig napisał:
                  jesteś z kimś, poznajesz go odkrywa się przed Tobą, cor
                  > az lepiej widzisz, że nie budzi w Tobie żadnego szacunku, że 'jest pomyłką', cz
                  > ujesz, że się poszkodowana - po co miałabyś szukać swoich win w takim momencie?

                  Rzeczywiście komfortowe podejście: nurzać się w swoim poczuciu pokrzywdzenia, widząc tylko winy otoczenia. Czy mam bić brawo? Trochę to nieładne i nieszlachetne o czym napisałam. I tego nie kupuję. Zresztą tu abstrakcyjne podejście nic nie zmieni. Jeśli z kimś jesteś przez całe lata, to musisz przyjąć że ta osoba choćby częściowo stała się taka jaka jest pod Twoim wpływem. Czytałam to u jakiegoś psychologa. Więc macie wybór pomiędzy prawdą a czyjąś subiektywną wersją. Tak sądziłam, że tłuszcza nie przepuści okazji do linczu. To takie ludzkie i jakże przyjemne móc kogoś zaocznie potępić.
                  • sootball Re: Czyj punkt widzenia 16.04.12, 17:11
                    Przyganiał kocioł garnkowi.

                    "To takie ludzkie i jakże przyjemne móc kogoś zaocznie potępić" Robisz to w stosunku do autorki.

                    • that.bitch.is.sick Re: Czyj punkt widzenia 17.04.12, 00:45
                      sootball napisała:

                      > Przyganiał kocioł garnkowi.
                      >
                      > "To takie ludzkie i jakże przyjemne móc kogoś zaocznie potępić" Robisz to w sto
                      > sunku do autorki.
                      >

                      A Ty co, jesteś jakieś jej alter ego? Rozumiem że metafora związana z określeniem zaocznie (miałam tu na myśli: za plecami, bez czyjejś wiedzy) nie przyjęła się, ale fakt że nie padła też na zbyt podatny grunt.
                      • sootball Re: Czyj punkt widzenia 17.04.12, 08:05
                        Autorka chyba przestała tu już zaglądać. W związku z tym wie, ale nie wie. To wocznie czy zaocznie?

                        Drażni mnie kopanie leżącego. Kiedy ktoś pisze że mu się dzieje krzywda, żeby mu za wszelką cenę uświadomić że to wszystko na pewno jego wina, a w związku z tym to nie żadna krzywda tylko konsekwencje (emocjonalnie - zasłużona kara).
                        I że skrzywdzony wcale nie jest taki idealny, w związku z czym nie jest również aż tak bardzo skrzywdzony, a właściwie to o co halo.

                        • kinia.balowa autorka zaglada 19.04.12, 22:51
                          Ale trudno odpisac cos sensownie na telefonie, stojac w korku :-) Strasznie duzo mi sie dzieje i pracowo i prywatnie, wiec nie mialam czasu sie odniesc do waszych nowych odpowiedzi.

                          Ja sobie zdaje sprawe, ze moge robic wrazenie betonu, ktory szuka winy we wszystkich wokol, tylko nie w sobie. Pisalam jednak, i powtorze, ze sadze, ze zachowanie mojego meza wynika z jego osobowosci, a nie z jakis moich dzialan. Skoro ani 3 teraputow nie wyciagnelo z niego jakis konkretniejszych zarzutow wobec mnie, oprocz bzdur typu wlaczaie kierunkowskazu przed skrzyzowaniem, skoro czepianie sie wystepuje, gdy robie cos w jakis sposob, jak i wtedy, gdy robie te sama rzecz dokladnie odwrotnie, to o czym my w ogole mowimy. Przez lata szukalam winy w sobie, i teraz sadze, ze zupelnie bezcelowo. Chocbym byla aniolem, moj maz i tak sie czepnie.

                          Chcialam dodac tez w tym miejscu podziekowanie dla paru osob, ktorym prawie sie udalo mnie rozbawic - prawie, bo temat nie jest zabawny. Pan, ktory sugerowal, ze najpewniej wszystko sobie wymyslilam, bo mam kogos na boku zasluguje chyba w tym wzgledzie na pierwsza nagrode. Kolejna skierowalabym do innego pana, ktory uwaza, ze to takie zarty, ze strony mojego meza, i zagadywanie. W sumie rzeczywiscie, mowienie zonie: przestan pierdolic jest strasznie zabawne i miesci sie w kategoriach ludycznej interakcji. I wreszcie propozycja, by zycie malzenskie ukladac sobie na wzor Wojny panstwa Rose, czy to w wersji filmowej czy ksiazkowej... pozostawie bez komentarza. A autorce pomyslu chetnie przekaze mojego malzonka w depozyt. Na pewno swietnie sie dogadaja.

                          Na forum Brak sexu w malzenstwie pewnie bede jeszcze bywac, choc bede dazyc do tego, by czlon o malzenstwie sie do mnie nie stosowal juz zbyt dlugo. Pewnie odpowiedniejszym miejscem dla mnie buyloby raczej Rozwod i co dalej. Ale poki co, zbieram sie na odwage, bo znam msciwosc mojego meza na tyle, by wiedziec, ze nie bedzie to kulturalny rozwod.

                          • mgla_jedwabna Re: autorka zaglada 19.04.12, 23:17
                            "Przez lata szukalam winy w sobie (...)Chocbym byla aniolem, moj maz i tak sie czepnie."

                            Skąd ja to znam, typowe dla ofiar psychopaty-przemocowca...

                            Miłego czytania: www.equalityinmarriage.org/wd.html, www.tipsofallsorts.com/divorcing-a-narcissist.html
                  • aandzia43 Re: Czyj punkt widzenia 16.04.12, 21:30
                    > Tak sądziłam, że tłuszcza nie przepuści okazji do linczu. To takie ludzkie i ja
                    > kże przyjemne móc kogoś zaocznie potępić.

                    O mój Boże! Wzruszyłam się i chyba zaraz łzę uronię! ;-P I ty to mówisz?!
                    • that.bitch.is.sick Re: Czyj punkt widzenia 17.04.12, 00:46
                      aandzia43 napisała:


                      >
                      > O mój Boże! Wzruszyłam się i chyba zaraz łzę uronię! ;-P I ty to mówisz?!
                      >
                      No widzisz jak to forum diabelnie uczłowiecza;)?
                  • abrigado Re: Czyj punkt widzenia 19.04.12, 10:06
                    Rzeczywiście komfortowe podejście: nurzać się w swoim poczuciu pokrzywdzenia, w
                    > idząc tylko winy otoczenia. Czy mam bić brawo? Trochę to nieładne i nieszlachet
                    > ne o czym napisałam. I tego nie kupuję. Zresztą tu abstrakcyjne podejście nic n
                    > ie zmieni. Jeśli z kimś jesteś przez całe lata, to musisz przyjąć że ta osoba c
                    > hoćby częściowo stała się taka jaka jest pod Twoim wpływem. Czytałam to u jaki
                    > egoś psychologa. Więc macie wybór pomiędzy prawdą a czyjąś subiektywną wersją.
                    > Tak sądziłam, że tłuszcza nie przepuści okazji do linczu. To takie ludzkie i ja
                    > kże przyjemne móc kogoś zaocznie potępić.


                    ponieważ mam pewne doświadczenia, zastanwaia mnie jedna rzecz- autorka napsiała że te awantury wszczynane przez faceta trwają np godzinę. czyli co ona robi w tym czasie? jakoś mi to nie pasuje do tego usuwania się w cień.

                    To, ze ktoś nie uzywa wulgaryzmów albo nie podnosi głosu wcale nie świadczy o tym, że nie jest gresywny, złośliwy i nękający

                    • mgla_jedwabna Re: Czyj punkt widzenia 19.04.12, 23:55
                      Nie wiem, jak jest u Kini, ale wiem, jak to jest w ogóle możliwe. On przez godzinę nap....la, nakręcając się własnym wkurzeniem, a ona w tym czasie usiłuje robić swoje, unikając kontaktu, wzrokowego w szczególności. Skrobie marchewkę, nastawia pranie, dosypuje psu karmy. Do niego odzywa się a) w kwestiach technicznych ("odsuń się, muszę sięgnąć do szafki") b) jak zostanie zaatakowana pytaniem, odpowiada możliwie lakonicznie ("no i po cotam polazłaś, no po co, ja się pytam!!!" - długa pauza - ona nie wytrzymuje, nap....lanka to jedno, napięcie ciszy to drugie - "zapytać nauczycielkę o klasówkę Asi") c) potakuje dla świętego spokoju, żeby nie wkurzać go bardziej. Przez cały ten czas jednocześnie usiłuje skupić myśli na aktualnie wykonywanej czynności (np. porządkowaniu klocków) jednocześnie modląc się, żeby mu wreszcie przeszło. Ew. tłumaczy się, jakby była winna, uginając się pod ciężarem oskarżeń, jakkolwiek absurdalne by nie były.
              • sootball Re: Czyj punkt widzenia 13.04.12, 19:59
                Aleś się do niej przypieprzyła. Cokolwiek by nie napisała, zawsze będzie źle. Jak z jej mężem. Co Cię w niej tak drażni? Uległość?
            • mgla_jedwabna Re: Czyj punkt widzenia 13.04.12, 15:59
              "A gdy znajdziesz się już wśród obcych ludzi, będzie dla Ciebie zdumiewające, jak bardzo są oni przyzwoici. Nikt Cię nie wyśmiewa, ani nie obmawia, nikt nie jest urażony twoim sukcesem ani nie rozkoszuje się Twoją porażką. To co było kiedyś, można zostawić za sobą, umorzyć w pewien sposób."

              Garrison Keillor - „Rozstanie z domem”

              Kto nie miał do czynienia z takim psychopatą, zwykle organicznie nie jest w stanie zrozumieć, jak to jest.
              • that.bitch.is.sick Re: Czyj punkt widzenia 13.04.12, 16:15
                mgla_jedwabna napisała:

                > Kto nie miał do czynienia z takim psychopatą, zwykle organicznie nie jest w sta
                > nie zrozumieć, jak to jest.

                Owszem jestem z dominującym samcem typ paranoicznego narcyza. Ale tylko podskoczy to ja mu pokazuję taki cyrk że szybko mu przechodzi. Generalnie uwielbiam takie osobowości. Ambitni perfekcyjni ludzie. Trzeba się im uczciwie przeciwstawić. W twardej walce a nie w podłych podchodach. Albo do psychiatry. Ale czy psychiatra zmieni typ osobowości? Pewnie w terapii poznawczo-behawioralnej?:) Mżonki. Trzeba się lepiej dobierać.
                • ta_ruda Re: Czyj punkt widzenia 13.04.12, 16:26
                  moglabys opisac konkretnie jak sie przeciwstawiasz i jak taki cyrk wyglada?
                  that.bitch.is.sick napisała:

                  > Owszem jestem z dominującym samcem typ paranoicznego narcyza. Ale tylko podskoc
                  > zy to ja mu pokazuję taki cyrk że szybko mu przechodzi.
                  • that.bitch.is.sick Re: Czyj punkt widzenia 16.04.12, 16:10
                    ta_ruda napisała:

                    > moglabys opisac konkretnie jak sie przeciwstawiasz i jak taki cyrk wyglada?
                    > that.bitch.is.sick napisała:

                    Mniej więcej tak jak w filmie "wojna państwa rose", tylko mój szybciej wymięka.
                    Sorry mam tylko ang. trailer
                    www.youtube.com/watch?v=5ebv3i_9Ltc
                    ;-D
                    Polecam gorąco te metody, niezapomniana Kathleen turner w tej roli. wspaniała, seksowna laska tak generalnie. I Michael Douglas fantastyczny.
                    • aandzia43 Re: Czyj punkt widzenia 16.04.12, 21:27
                      Cudny film :-)
                      Ale gdyby tak nawiązać do tematu wątku, to tym różnią się państwo Rose od naszej bohaterki i jej męża, że idą równo, łeb w łeb, żadne nie ustępuje i żadne nie ma dość. Nasza bohaterka już od dawna wycofuje się z jatek słownych, bo ją to mierzi, rani i nie widzi w nich sensu. A i tak ma miejsce eskalacja agresji. U "normalnych" par cokolwiek z piekła rodem, czyli z południowym temperamentem, zbastowanie z jednej strony (ale zamienne, nie za każdym razem tej samejj!) wycisza drugą stronę. Potem jest buzi dupci i wszyscy tańczą jak w bollywoodzkim filmie. Aż do następnego razu, kiedy to OBYDWOJE urządzają sobie sceny, OBYDWOJE wrzeszczą i rzucają przedmiotami. Ale do tego potrzeba normalnych, choć oczywiście impulsywnych i wyuczonych, że DO PEWNEGO STOPNIA przekraczanie granic jest dopuszczalne, ludzi.
                • eudajmonika Re: Czyj punkt widzenia 13.04.12, 16:44
                  "Trzeba się lepiej dobierać."

                  Czyli nie dobrali się - po prostu? Kinia nie potrafi się uczciwie przeciwstawić psychopacie, alias cudownej narcystycznej osobowości, a przecież powinna, to podstawowa umiejętność osoby będącej w związku, nie? Poza tym jest ogólnie mało waleczna, nie ekskaluje pyskówek do walki na noże, woli wezwać policję - uprawia podłe klockowe podchody, nadaje na faceta na forum odzierając go z intymności zbierając bandę plujących jadem nienawidzących mężczyzn akolitek. W ogóle uprawia wstrętne babskie gierki. Czy dobrze Cię zrozumiałam?





                • mgla_jedwabna Re: Czyj punkt widzenia 13.04.12, 19:21
                  Typ paranoicznego narcyza to nie jest to samo, co typ psychopaty-przemocowca.

                  Ten ostatni nie ma nic wspólnego z "ambitnymi, perfekcyjnymi ludźmi". Wręcz przeciwnie - zamiast próbować coś osiągnąć, będą sobie poprawiać samopoczucie udowadniając słabszemu np. kobiecie, partnerce życiowej, że ona osiągnęła jeszcze mnie, w ogóle nic. Nie są też perfekcyjni - właściwie jedną z ich cech rozpoznawczych jest to, że nic nie potrafią przeprowadzić do końca.

                  I ostatecznie - dominujący samiec to taki, który przynajmniej ma odwagę zmierzyć się z innymi samcami. Typ, na który trafiła Kinia, często w oczach innych mężczyzn jest skończonym cieniasem i pośmiewiskiem wioski, czasem nie, ale przywódcą-dominatorem nie jest nigdy.
                  • potwor_z_piccadilly Re: Czyj punkt widzenia 15.04.12, 23:59
                    mgla_jedwabna napisała:

                    > Typ, na który trafiła Kinia, często w oczach innych męż
                    > czyzn jest skończonym cieniasem i pośmiewiskiem wioski, czasem nie, ale przywód
                    > cą-dominatorem nie jest nigdy.

                    No, nareszcie wpis wybiegający poza szukanie przyczyn w relacjach wyłącznie on, ona.
                    Możliwe że to życiowy frustrat. Ktoś kto nie jest w stanie podołać dzisiejszym wyzwaniom, a konsekwencją są rodzące się w nim traumy, a że to osobnik słaby, to wnosi ten syf do własnego domu by go wyładować.
                    Były tu głosy oskarżające żonę. Owszem, jest możliwy jej negatywny udział w sprawie, ale nawet jeśli tak, to i tak nie widzę usprawiedliwia dla jego podłego, niegodnego mężczyzny postępowania. Uczciwy, empatyczny, acz twardy gość nie posuwa się do uporczywego nękania słabszego fizycznie. On grzecznie dziękuje, przeprasza i wyprowadza się kończąc nierówną walkę. Ten, tu opisany tak nie robi. Tkwi, mota się i krzywdzi.
                    Jakie widzę rozwiązanie ?
                    Trzy etapy.
                    1 - On poza domem, ty wzywasz ekipę która zainstaluje w mieszkaniu sieć "małych Michników". Nagrywasz wszystkie akcje z klockami i masz gotowy argument tłumaczący etap drugi i trzeci.
                    2 - On poza domem, ty wywozisz jego rzeczy do mamusi, a następnie wymieniasz zamki.
                    3 - Tu do wyboru.
                    a - uda mu się żonę przebłagać
                    b - przejdzie kurację
                    c - pozew
                    Tak to widzę.
                    Pozdrawiam wszystkich.

                    • aandzia43 Re: Czyj punkt widzenia 16.04.12, 01:13
                      > No, nareszcie wpis wybiegający poza szukanie przyczyn w relacjach wyłącznie on,
                      > ona.

                      Ne pierwszy to wpis w tym wątku sugerujący niezwiązkowe podłoże problemu tego pana :-)

                      Uczciwy, empatyczny, acz twardy gość nie pos
                      > uwa się do uporczywego nękania słabszego fizycznie. On grzecznie dziękuje, prze
                      > prasza i wyprowadza się kończąc nierówną walkę. Ten, tu opisany tak nie robi. T
                      > kwi, mota się i krzywdzi.

                      Wiesz, nawet uczciwy i empatyczny wystarczyłby do nienękania. Mocny charakter oczywiście przydaje się w kultywowaniu postaw szlachetnych, ale w warunkach pokoju nie wydaje się aż tak niezbędny. Ten pan nęka, bo lubi. Po prostu. I zapewne nęka, kogo tylko może nękać. W pracy pewnie też. Jeśli oczywiście może sobie na to pozwolić ;-)
                  • that.bitch.is.sick Re: Czyj punkt widzenia 16.04.12, 15:56
                    mgla_jedwabna napisała:

                    > Typ paranoicznego narcyza to nie jest to samo, co typ psychopaty-przemocowca.
                    >
                    > Ten ostatni nie ma nic wspólnego z "ambitnymi, perfekcyjnymi ludźmi". Wręcz prz
                    > eciwnie - zamiast próbować coś osiągnąć, będą sobie poprawiać samopoczucie udow
                    > adniając słabszemu np. kobiecie, partnerce życiowej, że ona osiągnęła jeszcze m
                    > nie, w ogóle nic. Nie są też perfekcyjni - właściwie jedną z ich cech rozpoznaw
                    > czych jest to, że nic nie potrafią przeprowadzić do końca.
                    >
                    > I ostatecznie - dominujący samiec to taki, który przynajmniej ma odwagę zmierzy
                    > ć się z innymi samcami. Typ, na który trafiła Kinia, często w oczach innych męż
                    > czyzn jest skończonym cieniasem i pośmiewiskiem wioski, czasem nie, ale przywód
                    > cą-dominatorem nie jest nigdy.

                    Nie no. Normalka. Ty już wiesz napewno na jaki typ ona bidulka trafiła. Już wydałaś wyrok . Tylko teraz kuźwa spalić na stosie!
                    • mgla_jedwabna Re: Czyj punkt widzenia 17.04.12, 14:17
                      Mój mąż kiedyś łażąc po Bieszczadach nocował w stodole na stryszku, nad kozami. Smród był niemożliwy.

                      Potem wystarczyło, że wchodząc do wsi zaciągnął się głębiej powietrzem i już wiedział, czy trzymają tam kozy. Pomyłek nie było.

                      Ja mam podobnie z tym akurat typem mężczyzn, a Kinia podała wystarczająco dużo danych.
    • sabat77 Re: Sexu nie bedzie 13.04.12, 15:02
      Czy w trakcie trwania waszego malzenstwa zdradzilas swojego meza ?
    • kemot_ski Re: Sexu nie bedzie 17.04.12, 20:43
      dziękuję, Twój post daje do myślenia:)
      ...no dobra, przyznaję,przez moment zastanawiałem się , czy tego moja Lepsza nie mogłaby napisać:)... ale tylko przez moment:)
      jeśli już zdarzy się mi popełnić "wytrysk emocji", za który najchętniej ugryzłbym się w język, kiedy już emocje opadną, to nie mam hamulców powiedzieć i okazać od serca- przepraszam:) choćby za ich niewyszukanie wylewne okazanie, nawet jeśli wiem, że był z założenia uzasadniony:)
      znajdzie się kilka innych punktów dalekich od stycznych, dla którego mogę z ręką na sercu wykluczyć autorstwo mojej Lepszej tegoż postu:) ale mniejsza o nie:)
      ...powodzenia:) i odkrycia osobistej radości:)
    • m_incubo Re: Sexu nie bedzie 18.04.12, 20:33
      No że z początku naiwnie myślałaś, że mu minie, to się nie dziwię. Ale że przez kolejne lata nic z tym nie zrobiłaś, to siedź teraz na forum i się żal. To ty masz problem, i to większy niż ten burak za którego wyszłaś.
      • kinia.balowa Zanim to nas nie spotka 19.04.12, 22:56
        Wszystko wydaje sie proste, kiedy patrzymy na problem przemocy psychicznej z zewnatrz, a sami tego nigdy nie doswiadczylismy. Kiedy juz sie w tym tkwi, bezradnosc staje sie wrecz przytlaczajaca. Zwlaszcza ze przemocowiec gotuje zabe powoli, i czesto wiele lat mija, zanim zaba sie zorientuje, ze jest gotowana.
        Pozostaje tez kwestia czystego sumienia - czy uczciwie zrobilam wszystko, co moglam, zeby ten zwiazek naprawic? Czy naprawde milosc i intymnosc umarla? Ktos pisal, ze bede zalowac, bo zostane sama, a moj malzonek ulozy sobie wspaniale zycie z kim innym. Moze trzeba zaczekac, az perspektywa, ze on znajdzie sobie kogos i wreszcie sie ode mnie odczepi budzi wylacznie radosc?
        • mgla_jedwabna Re: Zanim to nas nie spotka 19.04.12, 23:25
          "Pozostaje tez kwestia czystego sumienia - czy uczciwie zrobilam wszystko, co moglam, zeby ten zwiazek naprawic?"

          Przestań się już biczować. Nie masz obowiązku zrobić wszystkiego, co możesz, wręcz przeciwnie - robienie wszystkiego, co możesz, żeby związek naprawić, oznaczałoby tylko wydłużanie tej patologii. Naprawianie związku to robota dla dwojga, w sytuacji, gdy mąż aktywnie dąży do rozpadu związku, twoje starania przypominają raczej lekkie zwiększenie porcji żywnosciowej więźniowi łagru pod Archangielskiem.
          • kemot_ski Re: Zanim to nas nie spotka 19.04.12, 23:42
            hmmm... dajesz do myślenia:)... wykasowałem kilka wersów tekstu poniżej:) w porę ugryzłem się w język, nie ma co się obnażać nad wyraz:)
        • kemot_ski Re: Zanim to nas nie spotka 19.04.12, 23:31
          Kinia, w życiu liczą się tylko dwie rzeczy, pierwsza to sex, a drugiej nie pamiętam;) sex to zbrojne ramię każdego związku, może kreaować trwałe sojusze, scalać, jaki i zburzyć każdy, pozornie wyglądający na podręcznikowo trwały związek. operujesz mieczem, nie życzę Tobie, byś w myśl powiedzenia: kto mieczem wojuje... ale musisz wziąć pod uwagę, że grunt pod nogami możesz stracić w każdej chwili, stąpasz po cienkim, że tak przewrotnie ujmę- lodzie;)
          powodzenia:)

        • donnaanna Re: Zanim to nas nie spotka 01.05.12, 15:10
          kinia - ja bardzo prosze zebys mi powiedziala dlaczego nie zlozysz wniosku o rozwod? bo ja jakos nie rozumiem...
          • bez_przekazu Re: Zanim to nas nie spotka 01.05.12, 19:12
            moze z tego samego powodu,co ja. po prostu ona musi do tego dojrzec. ale radzac jej z mojej perspektywy to jednak zrobilabym to w jej sytuacji juz teraz.
            donnaanna napisała:

            > kinia - ja bardzo prosze zebys mi powiedziala dlaczego nie zlozysz wniosku o ro
            > zwod? bo ja jakos nie rozumiem...
        • bez_przekazu Re: Zanim to nas nie spotka 01.05.12, 19:10
          w mojej ocenie jestes madra kobiete , bo madrze piszesz, wiec tym bardziej nie rozumiem,daczego nie przyszlo ci do glowy,ze wy sie po prostu juz nie kochacie? czy mozna robic cos takiego najukochanszej osobie?
          kinia.balowa napisała:

          > Wszystko wydaje sie proste, kiedy patrzymy na problem przemocy psychicznej z ze
          > wnatrz, a sami tego nigdy nie doswiadczylismy. Kiedy juz sie w tym tkwi, bezrad
          > nosc staje sie wrecz przytlaczajaca. Zwlaszcza ze przemocowiec gotuje zabe powo
          > li, i czesto wiele lat mija, zanim zaba sie zorientuje, ze jest gotowana.
          > Pozostaje tez kwestia czystego sumienia - czy uczciwie zrobilam wszystko, co mo
          > glam, zeby ten zwiazek naprawic? Czy naprawde milosc i intymnosc umarla? Ktos p
          > isal, ze bede zalowac, bo zostane sama, a moj malzonek ulozy sobie wspaniale zy
          > cie z kim innym. Moze trzeba zaczekac, az perspektywa, ze on znajdzie sobie kog
          > os i wreszcie sie ode mnie odczepi budzi wylacznie radosc?
    • peter_jurgen_boock Pozwolę sobie wtrącić 3 gr 06.05.12, 21:24
      odpowiadając na wątek autorki, ale też innych dyskutantów (nie chce mi się każdemu pisać z osobna).

      1) Opowieść autorki wydaje mi się prawdziwa, tym bardziej, że podobnie jak obecna tu aandzia43, także znam podobne osoby jaki ten mąż.
      Czyli przemądrzały, toksyczny pierdolec uważający się za nie wiadomo kogo. Piszesz, że to informatyk, zarabiający nie najgorzej; miałem okazję poznać około 10-ciu jego kolegów po fachu, część w porządku, ale 2-3 to wyjątkowe gnidy, zakochani w sobie pajace, uważający innych za kretynów, którym nie dane było otrzymać od bozi takiej inteligencji i daru zrozumienia trudnych arkanów ich "sztuki". Z płaszczyzny zawodowej przekładają to też na inne, prywatne.
      Przy kolejnym takim jego wyskoku powinien się za jego plecami zmaterializować (niczym w filmach S-F) wyrośnięty typ i przyłożyć mu z całej siły z liścia, a potem z drugiej strony, dla poprawki. To może być lepsza terapia niż tabuny psychologów na kilkumiesięcznych spotkaniach :D

      2) Macie dzieci, jesteście małżeństwem, ale z materialnej strony twoja sytuacja jest jakby lepsza. Masz mieszkanie, nie podlega pod podział majątku, bo miałaś je także przed ślubem.
      Uświadom koleżkę, że mu się w główce coś lekko chyba popier...liło, że dobrze by było, żeby zdał sobie sprawę, że TO NIE ON STAWIA WARUNKI.
      Zastanowiło mnie jedno zdanie, że proponowałaś mu wyprowadzkę a on, że to tobie się "w d... poprzewracało". Nie ta kolejność chyba, raczej jemu. Dlaczego nie ciągnęłaś tego wątku, jak on to rozumie?
      Z twoich wypowiedzi widzę, że brakuje ci kompletnie asertywności, przeraża cię samotność i to, co miałoby nastąpić po rozstaniu. Czy to będzie gorsze niż to co teraz?
      Sprawiasz wrażenie braku pewności siebie, że wzięłaś pierwsze lepsze "spodnie" do domu, bo "ostatni dzwonek", "co ludzie powiedzą" i tym podobne brednie.

      3) Ten typ ludzi gardzi słabością, a za słabość uważa też unikanie eskalacji konfliktu przez drugą stronę. Na taki typ ludzi działa świetnie jedno zachowanie, które niestety musiałem przetestować skutecznie wobec jednego z nich w pracy. Chodzi o to, żeby pokazać, że w konfliktowej sytuacji potrafi się być ZNACZNIE WIĘKSZYM BYDLEM niż ten ktoś. Wtedy taka osoba czuje szok, że jak to, to przecież nie tak miało być! O co chodzi? Zaczyna się układać, tłumaczyć, że "nie to miał na myśli", używa rozżalonego tonu "no aaalee ooo co ci chooodzi?", a potem jeszcze "no alee uspoookój się, nieee krzycz", zapominając jak się sama przed chwilą zachowywała; czasem próbuje szantażu emocjonalnego, ale jeśli pokażesz mu jasno i brutalnie gdzie jest barykada, to powinnaś go "naprostować". To tchórz, podejrzewam, że wobec tych, od których zależy jest grzeczniutki i bez pytania nawet nie piśnie.

      Jeśli nie jesteś trollem, który stworzył wątek, by wzbudzić dyskusję, zacznij działać. Może zacznij nagrywać jego rozmowy, żeby potem mu je odtwarzać i udowadniać, jakim jest idiotą :D
      • mgla_jedwabna Re: Pozwolę sobie wtrącić 3 gr 07.05.12, 01:49
        Punkt 3 - o to to, właśnie.
    • ma_dre Re: Sexu nie bedzie 23.11.12, 12:02
      Ja tu widze spore problemy zdrowotne. Zachowanie tego pana nie jest normalne, jest psychopatologiczne. Nie jestem lekarzem, nie jestem jasnowidzem, sporo czytam roznych rzeczy... Zachowanie tego czlowieka kojarzy mi sie z zatruciem aluminium. Nie pytaj dlaczego, nie bede robic wykladu.

      Jakkolwiek by nie bylo, ten czlowiek wymaga leczenia.

      Osobiscie dosypywalabym mu potajemnie magnezu do pozywienia.
    • 3rd_sin Re: Sexu nie bedzie 23.11.12, 16:02
      O kurcze, jakbym słyszała siebie. Masz rację, wyjściem jest jego odejście, najlepiej do kochanki. Totalnie Cię rozumiem. Trzymam kciuki za Ciebie.
Pełna wersja