Największe wpadki w łóżku

11.04.12, 12:21
Jakie były Wasze największe wpadki w łóżku? :) Zainspirował mnie takiż oto tekst kobieta.wp.pl/kat,26353,title,Najwieksze-wpadki-w-lozku,wid,14398883,wiadomosc.html

w sumie ja się kiedyś obudziłem w łóżku z trzema kobietami... a mówili że będzie zwykła impreza:D piszcie o sytuacjach , którymi warto się podzielić ;)
    • trzydziestoletnia Re: Największe wpadki w łóżku 11.04.12, 12:31
      mariuszeeeek napisał:

      > w sumie ja się kiedyś obudziłem w łóżku z trzema kobietami...

      Jakies malo zabawne te 'wpadki'. No moze zabawniejsze byloby gdbys obudzil sie z 3 facetami.
    • mgla_jedwabna Re: Największe wpadki w łóżku 13.04.12, 01:34
      Niby o wpadkach, a brzmi to, jakbyś się raczej chciał pochwalić.
      • kwiatufek Re: Największe wpadki w łóżku 19.04.12, 23:51
        mgla_jedwabna napisała:

        > Niby o wpadkach, a brzmi to, jakbyś się raczej chciał pochwalić.

        dekladnie ;)
    • tygrys-bez-rys Wpadka - nie nie jedna, cala seria 13.04.12, 03:07
      Tak naprawde nie pamietam, ktora to byla godzina, moze 2 a moze trzecia nad ranem, za oknem mroz trzeszczal, nadgryzajac jednym zebem co mu zostal po latach trzeszczenia szybe pojednycza, nieszczelnie oddzielajac moje istnienie,od zywiolu fascujacej, lecz smiertelnej zimy, bo to pamietam napewno, to ze byla to zimie. Ta zima byla jak z dohtora ziwago, biala, zasypana po uszy pylem snieznym, uspiona niedzwiedziami w liscistych gawrach, bezpieczna wiewiorczymi zapasami, zdarazajaca swoja drapieznosc jedynie niestosownym migotaniem, czerwieni gillich podbrzuszy. Byla noc, a ja z calych sil staralem sie utrzymac rece na koldrze nieswojego lozka, wpatrzony w sufit posrebrzony sniegiem odbitym ksiezycowym swiatlem, myslalme o niej, o niej tak jak kazala Pan Ojciec, myslalem jak o matce moich dzieci, nie tak, jak mi podszeptywal, demon przeciagajacy sie lubierznie w pobliskiej rosochatej wierzbie, a kysz powiedzialem do niego, odejdzi nieczysty belzebubi synu, a kysz, poszedl z mojej glowy, platac koniom warkocze, jaja podbierac usmpionym koguta, nie wodz mnie na pokuszenie w imie ojca, tak sie odzegnuajac od czarciego syna zakosow, myslalme o tym jak sie to stalo, ze sie znalalzem w tym lozku pelnym jej zapachu, jeszcze ciagle cieplym jej okragloscia, delikatnoscia, opiekunczoscia. Uzywajac ograniczonej mocy mojego dziewiczego nasto-letniego muzgu, i zasobov lunaparku pamieci - kontemplowalem.

      Kiedy to sie zaczelo? Jak to mozliwe. Kolejka lunaparku wspomnien poturlalelm sie do tego pierwszego razu, 3 a moze 4 miesiace temu, co sie rownalo 20 leciu w czasie 40-latka czy tez slonia, kiedy po raz pierwszy, nie nie po raz pierwszy, ale po raz pierwszy sam, popatrzylem w jej granatowe oczy, 5:12, trzezwego poranku, w parku miasteczka studenckiego o lawkach zasmieconych studentami kierunkow lewackiego humanizmu, oduzonych tanim winem z pietruszki i Vistula z bobu, 5:12 wiec musialem byc na 3 kilometrze, a moze dlatego ze bylem na 3 kilometrze pamietam, ze to byla 5:12.

      Co ja tam robile? Jasne. Jak kazdy dobry chlopach, wstalem rano, wypilem swoje mleko, zjadlem kolacze, ktorych nie ma bez parcy i jestem, bylem, tutaj na 3 km, mojej scierzki do zdrowego ciela, i wtedy,i nagle, i ni stad ni zowad, studen humista alkoholista spadl z lawki, zsunal sie wprost pod moje kopyta, zaczepilem kopytami o jego cielsko, bo gruby byl sukinkot a ja wtedy nie tylko dusze mialem czysta, ale i sadla brak, sama skora i kosci, wiec jak zaczepilem kopytem, tak walnelem barana i wyplacilem w betonowy smietnik, obok tej lawki, jak przysadzilem czerepem w smietnik tak misie urwal zapis, to co pamietam potem to jej oczy, oczyska, granatowe, zatroskane, rozesmiane-chyba co mi sie musialo zdawlac, pochy-lala sie nademnam a ja obok tego smietnika, zaplatany w spaslego humaniste, ni z gruchy ni z pietruchy sturlanego z lawki i ziejacego jak smok hinski oparem mam nadzieje ethanolu. Jak tak sie pochylala, w moim odbiorze czule, opiekunczo, delikatnie, wrazliwe, slodnko zapytala, czy wszystko w pozadku. Wrodzona zlosliwosc, genetyczna agresja i wbite w leb latami indoktrynacji poszanowanie innych ponac siebie i zasada bezwgledna umniejszenie siebie toczyly w moim otluczonym lbie zpasy, wysmarowane olejem, nagie i ochodny, z jednej strony chialo mi sie warczec "jak w pozadku? jak w pozadku, zaraz mnie ten losos-walen student pijak obsika, albo obzyaga, co tu ma byc w pozadku" rownoczesnie chcialm powiedziec "tak prosze pani, wszystko dobrze, dziekuje bardzo, prosze sie mna nie przejmowac, dziekuje" w rezultacie jak to zwykle bywa nie poweidzialem nic tylko gapilem sie w oczyska, w rytm szumu moza we lbie wywolanego trauma przywalanie w w/w smietnisko donice poznego gierka.

      Teraz tu pod pierzyna, a raczej wtedy tam pod pierzyna i w okowach zimy dohtora ziwaga,
      rozwazalem czy wtedy rospoczal sie ciag WPADEK tak nie fortunnie zalegajacych moje zycie, wpadek, ktore w sumie doprowadzily mnie tutaj, a raczej tam, w tam nie moja posciel, nia pachnacej poscieli. Nie wiedzialem tez ze to nie koniec, a raczje tylko pierwsza wpadka, o ktore dzis z perspektywy dziesiecioleci, obarczam ja, jednoczesnie, ja uwielbiajac, wielbiac, biac.

      Zasypiajac w nieswojej poscieli, pomyslalem, rzeczywiscie zimno tutaj, moze powinienem sprawdzic, czy zawor kaloryferu odkrecony, ale juz nie zdarzylem sprawdzic, osunlem sie w ramiona snu, nie te wymazone, jednak wystarczajaco dobre. Marzac o falach kasztanowych wlosow, rozrzuconym w nieladzie wsrod gladkosci poscieli i granatowych oczyskach.
      • tygrys-bez-rys oczywiscie ... czesc II. i ostatnia 08.05.12, 01:48
        To jeszcze nie zadna wpadka, nie grubsza w kazdym razie, wczorajsze szukanie okularow pod fotelem, okularow szczuplej brunetki o niespokojnie jasnym spojrzeniu, rozkolysalo znowu karuzele z dawna nie uzywwana, karuzele wypadkow tamtej feralnej nocy, kiedy staralem utrzymac rece na koldrze, a moze to byla pierzyna. W kazdym razie byla to zima, poetycka, 1000-lecia, taka juz nazawsze pozostanie w krematorium mojej pamieci. Wczoraj, odurzajce anyhistaminy i perfumy brunetki w ktorych wczoraj sie wytarzalem, wzmocnione sauna oszczednoscioego programu tokijskich kolei podziemncyh , przywolaly tragiczne wspolnienia tej nocy. Kompromitacji. Niewoli mojego pojmowania kobiety.

        Zanim znalzlem sie sam w jej lozku, staly sie jeszcze inne, z perspektywy jej pojmowanie przezemnie nieistotne zdarzenia, faktycznie jednak koniecznie dal zastnienia tej sytuacji. Oboz sekcji narciarskiej, ktory dla mojego nieszczescie niewiel mial wspolnego z doskonaleniem kunsztu alpejskiego, a duzo wiecej z biesiadowanie do poznej nocy. Takiej poznej jak ta wlasnie, dla mnie brzemiennej w skutkach, To tamtej nocy, kiedy to jak zawsze, po kolacji i obowiazkowej lektorze pisma przed zasniecie, upoilem sie szklanka mleka, pozarlem kostke czekolady starannie wydzielonej jako nagorda za trud dnia, wyszczotkowalem i flosowalem klaki, z ktorych jeszcze ciagle znakomita wiekszasc byl naturalna, walczac, modlac sie zeby bog dobry, odsunal odemnie obrazy oralnych fiksacji, ktore nieodlacznie okupuja moj swiadomosc w czasie higieny jamy ustnej, padlem wreszczcie, zasnolem, odgrodzilem sie od zaslona snu i koncetracji od lomotu i wrzaskow studnentow narciarzy.

        Lecz niedane bylo mi dokonac tej nocy. Po polnocy, jakies dwie godziny. O czym sie upewnilem, obserwujac swietojanskie robaki wskazowek zegarka dziadka, z wermachtu. Inaczje mowiac o 2 w nocy. Obudzilo mnie stukanie do drzwi, ktore szczelnie zamknalem w obwie przed zakusami, starszych studentow narciarzy, ktorzy niegrzecznie sugerowali swoje moja osoba nieproszone zainteresowanie. Obudzilem sie, upewnielm sie, odnalazlem w swiecie nocy. Podszedlem do drzwi. Otworzylem. Tam stala ona. Poczulem jak swiat, zaczal zawijac sie, zakrecac, tonac i falowac wookolo mnie, przez minute a moze, minut 12, nie stalo sie nic. Plawilem sie w blasku jej szafirowych oczysk, tonolem w falach kasztnowych nieskonczonych wstegach wlosow. Czulem bolesnie rozszerajace sie zrenic pomimo ostrego siwatla wpadajace z korytarza. Nie powiedzialem nic. Milczenie przerwala ona. Pamietam to jak dzis.

        "Hej moze mnie pamietasz, spotkalismy sie w parku, rano, wracalam z imprezy, wczesnie rano, biegales, chyba sie przewrociles, mam nadzieje ze juz wszystko dobrze. Pomyslalam ... czy moze moglbys mi pomoc, w moim pokoju jest strasznie zimno, cos nie tak z o grzewaniem chyba ... czy moglam bym spedzic ta noc u Ciebie, wszyscy sie upili, nie ma sie kto tym teraz zajac ... dobrze? ... "

        Bez zastanowienia, bez cwhily wachania, od razu wiedzialem co poiwnienem zrobic.

        "Oczywiscie, zaraz sie tym zajme, zobacze co sie da zrobi, musisz byc bardzo zmeczona, juz bardzo pozno. Przespij sie w moim pokoju, ja sie tym zajme. Nie przejmuj sie niczym. Ja bede spal u Ciebie, mnie nie przeszkadza zimno. Do jutra ..."

        Wywalilem moje uzywane reczniki z lazienki, pozegnalem sie, i w poczuci dobrze spelnionego obowiazku, poszedlem w kierunku, jej pokoju, zasnolem w objeciach koldry nieznosnie, cudownie pachnacej nia. Tak to wszystko sie zaczelo. Mam nadzieje ze nigdy sie nie skonczy. Potworna wpadka.
    • kemot_ski Re: Największe wpadki w łóżku 20.04.12, 00:24
      z trzema:) chylę czoła:) a skoro tak przewrotnie podchodzimy do tematu, to za największą wpadkę mógłbym uznać powrót rodziców z sylwka, którzy nakryli mnie z dwiema:) wcześniej, zasugerowałem im, że nie ma sensu wracać po sylwku tam, gdzie się udać zamierzały i że lepiej niech się prześpią chwilkę u mnie:) zanim limuzyny z MZK podstawią:) ...sytuacja była nad wyraz rozwojowa...:D:D:D:D:D:D:D
Pełna wersja