Trudniej... ale dlaczego?

13.04.12, 07:24
Witam,

być może podobny wątek wystąpił wcześniej i pojawia się w nie do końca w odpowiednim miejscu... jeśli tak wybaczcie.
Jestem po kilku dłuższych związkach (nieformalnych) w których byłem z kobietami z którymi nie uprawiałem seksu ze względu na ich decyzje / problemy (względy zdrowotne / przekonania). Trwało to trochę czasu (były to dłuższe relacje) i rozpadało się.. nie w atmosferze wojny, ostrego konfliktu etc. Raczej "na spokojnie", w sposób przemyślany, chciałoby się rzec, naturalny.
Dziś wiem, że problem leży po mojej stronie (zgoda na akceptację jednostronnej decyzji i nienaturalne tłumienie własnych potrzeb). Podejmowałem się czegoś czego konsekwencje mnie przerastały (nie jestem prawiczkiem, więc na dłuższą metę "przytulanie" mi nie wystarczało). Zastanawiam się dlaczego decydowałem się na takie "trudniejsze" relacje?
Btw sugestie.. "bo jesteś frajerem słyszałem", także dziękuję z góry:)
    • gomory Re: Trudniej... ale dlaczego? 13.04.12, 08:06
      > Jestem po kilku dłuższych związkach w których byłem z kobietami z którymi nie uprawiałem seksu (...) Trwało to trochę czasu i rozpadało się..

      Jesli sie nie uprawia seksu to o pelnoprawnym zwiazku trudno mowic.
      Wyglada mi na to, ze nie decydowales sie na "trudniejsze" relacje tylko wybierasz tlumaczenie najwygodniejsze dla siebie.
      • apersona Re: Trudniej... ale dlaczego? 13.04.12, 12:09
        Coś pomiędzy samotnością a całkowitą bliskością. Jeśli ona nie chce, to nie musisz się zastanawiać co ci odpowiada w takim trzymaniu się na pewien nieskracalny dystans
        • asocial Re: Trudniej... ale dlaczego? 13.04.12, 12:41
          skad mamy wiedziec?
          Przytlaczajaca matka, kontrolujaca? Poddanczosc w domu rodzinnym? Brak poczucia wlasnej wartosci i wiara, ze decyzje tej drugiej osoby sa na pewno wazniejsze, madrzejsze i lepsze od twoich wlasnych?
          Powodow moze byc tysiace.
          • ghostauh Re: Trudniej... ale dlaczego? 13.04.12, 16:12
            Trudno się nie zgodzić. Przyczyn może być w istocie tysiące.
            W moim przypadku to kwestia wiary (niestety nieuzasadnionej faktami) w ogromną wartość tak budowanej relacji. Wiara w wartość poświęcenia, którą niestety straciłem. Podporządkowanie..raczej nie. Na pewno chęć bycia "idealnym" dla partnerki i spełnienia oczekiwań w oderwaniu od własnych potrzeb. Testu życia to jednak w moim przypadku nie zdało...
      • ghostauh Re: Trudniej... ale dlaczego? 13.04.12, 16:06
        Hmm... wiesz nie wszyscy wskakują do łóżka po tygodniu znajomości....

        W sytuacji kiedy się w coś angażujesz, chcesz tego i nagle słyszysz...ale ja jestem dziewicą i chcę poczekać..to masz trochę ograniczone opcje.. zgadzasz się na taki stan rzeczy i trwasz.. lub odchodzisz...
        W moim przypadku to była świadoma decyzja. Liczyłem, że TO będzie TO. I się przeliczyłem, kilka razy.
        Kwestię pełnoprawnego związku pomijam. Jaki jest pełnoprawny? Zbyt duże uproszczenie.
        • gomory Re: Trudniej... ale dlaczego? 14.04.12, 16:46
          > W sytuacji kiedy się w coś angażujesz, chcesz tego i nagle słyszysz...ale ja jestem dziewicą i chcę poczekać..to masz trochę ograniczone opcje..

          Ja wewnetrznie zdeklarowany bylem jako unikajacy dziewic. Gdy jednak zycie postawilo mnie przed slowami takimi jak uslyszales odpowiedzialem: jasne, rozumiem to oczywiste. Przytulaczek, wyrozumialy usmiech itd. Ale dalej robilem swoje - czyli pieszczoty, petting itd. Z mojej strony to nie byla jakas podstepna strategia uwodziciela :). Zmyslowe granice w sposob naturalny sie przesuwaja z kazda chwila bliskosci. Dziewczynie wystarczy pewnosc, ze nie jestes jakims nachalnym agresorem, nie dasz dyla przed problemami i podobasz jej sie, a wszystko dzieje sie samo. Sorry ale np. wg mnie Twoja postawa:

          > zgadzasz się na taki stan rzeczy i trwasz.. lub odchodzisz...

          Jest wlasnie ucieczkowa. Zamiast sie organizowac sie w okreslonej sytuacji to oddajesz dziewczynie cala moc sprawcza. A w tym ukladzie Ty tez przeciez powinienes cos tam moc podzialac ;).
          Nie pisze tego tylko po to by sie przechwalac. Chce Ci na wlasnym przykladzie pokazac, ze najwazniejsze jest co ZROBILES a nie rozterki jakie masz. Dziewczyny gdzies tam wewnatrz chca pokonywac kolejne etapy seksualnosci. I ciesza sie gdy nie sa w tym osamotnione. Ty tamta zostawiles swoja biernoscia i brakiem dzialania.
          Nie odbieraj tego jako napastliwosci. Tylko sie gleboko zastanow nad tym, czy przypadkiem nie chcesz pomijac kwestii "pelnoprawnego zwiazku" z tej przyczyny, ze trudno Ci wziasc na klate przykra swiadomosc. Relacje w jakich dotad byles trudno nazwac pelnoprawnym zwiazkiem. A teraz sobie kultywujesz poletko ofiary nadmiernej wrazliwosci by glaskac siebie za niezdecydowane zachowania wobec kobiet. A moze to strategia obronna za to, ze one Ciebie odrzucaly? To przykra swiadomosc gdy oczywistym staje sie, ze laska na nas nie leci.
          Na to akurat lepiej moze nie odpisuj, bo tylko bedziesz mnie przekonywal jak bardzo sie myle. A nie masz po co, wszak nie znam ZUPELNIE Ciebie, tych sytuacji i Twoich relacji. Wiec jesli Ci tak wygodnie to mozesz uznac, ze pisze bzdury ;).
    • esteraj Re: Trudniej... ale dlaczego? 13.04.12, 12:40
      ghostauh napisał:
      Zastanawiam się dlaczego decydowałem się na
      > takie "trudniejsze" relacje?

      Pewnie dlatego, że jesteś dobrze wychowany i liczysz się z uczuciami drugiej osoby. Szanujesz zdanie innych ludzi. Cenisz głębsze wartości i tkwisz w przekonaniu, że im trudniej coś zdobyć, tym jest to cenniejsze.
      • kag73 Re: Trudniej... ale dlaczego? 13.04.12, 18:24
        Zwyczajnie byles zakochany/zauroczony, kobiety Ci sie podobaly, dlatego uszanowales ich decyzje i postanowiles poczekac. Mieles pecha, ze trafiales na takie przypadki. I co teraz? Jak spotkasz nastepna, nie czekaj wiecznosci, bo szkoda czasu. Nie musi isc z Toba do lozka na pierwszej randce, ale po paru miesiacach(to i tak juz strasznie dlugo) to juz raczej tak.
    • brak.polskich.liter Re: Trudniej... ale dlaczego? 13.04.12, 19:18
      Gdybym zlapala sie na tym, ze w kolko powtarzam te same bledy (bo kilka zwiazkow z partnerkami o identycznym felerze podpada pod prawo serii), mocno zastanawialabym sie, co ze mna jest nie tak.
      Cos Cie ciagnelo do tych akurat egzemplarzy, z calej puli dostepnych dla Ciebie kobiet wybierales akurat te, ktore nie chcialy z Toba sypiac. Dlaczego? W to, ze wszystkie, jak jeden maz, swietnie sie maskowaly na poczatku znajomosci, jakos trudno mi uwierzyc.

      Czy, oprocz takich dziwnych ukladow, ktore opisales, masz tez na koncie normalne zwiazki (tj. nieobarczone bezseksiem)?
      • ghostauh Re: Trudniej... ale dlaczego? 13.04.12, 20:29
        Wiesz.. to nie tak, że ktoś coś maskował. Zgodzisz się, że temat nie pojawia się raczej zazwyczaj raczej na pierwszej randce:).. jest się trochę ze sobą, przechodzi kolejne etapy. Poza tym wiedząc jak jest zgadzałem się na taki stan rzeczy, nadając temu większą wartość (taka projekcja z mojej strony)..W sytuacji, gdy coś rokowało perspektywicznie to seks nie był dla mnie sprawą, która przesądzała o losie znajomości.
        Co do tego co jest moim problemem.. wiem dobrze, że takie rozwiązania jak czekanie do ślubu są nie dla mnie. Po tych doświadczeniach mam większą świadomość siebie i swoich potrzeb. Nie oszukuję ani życia ani nikogo udając, że przed sobą i przed nim "że chcę i mogę czekać". Wiem, że nie.
        Byłem również w związkach w których seks był normalnym, stałym elementem bycia razem. Dlaczego nie wyszło? Hmm ktoś pragnął dzieci, ja nie.
        • brak.polskich.liter Re: Trudniej... ale dlaczego? 14.04.12, 10:35
          ghostauh napisał:

          > Wiesz.. to nie tak, że ktoś coś maskował. Zgodzisz się, że temat nie pojawia si
          > ę raczej zazwyczaj raczej na pierwszej randce:)..

          A nie, nie zgodze sie. To znaczy - moje najwartosciowsze zwiazki byly konsumowane b. szybko, wlasnie pomiedzy pierwsza randka a kolejna. W ogole satysfakcjonujace bzykanie bylo i jest dla mnie warunkiem sine qua non wejscia w zwiazek.

          W sytuacji, g
          > dy coś rokowało perspektywicznie to seks nie był dla mnie sprawą, która przesąd
          > zała o losie znajomości.

          A widzisz. U mnie po marnym seksie kilka razy z rzedu, wzglednie przedluzajacym sie bezseksiu narzuconym przez faceta w imie "abotak", kolejnej randki by nie bylo. Platonicznie to ja sie moge kolegowac, przyjaznic, czy uprawiac wspolnie hobby.

          > Poza tym wiedząc jak jest zgadzałem się na taki stan rzec
          > zy, nadając temu większą wartość (taka projekcja z mojej strony).

          Naprawde sadziles, ze zimnawa kobieta, po przekroczeniu jakiegos granicznego punktu w relacji z Toba (fafnasta randka, zareczyny, wspolne zamieszkanie, slub, whatever) zamieni sie w demona seksu?

          > Byłem również w związkach w których seks był normalnym, stałym elementem bycia
          > razem. Dlaczego nie wyszło? Hmm ktoś pragnął dzieci, ja nie.

          No, to znajac swoje preferencje, szukaj po prostu takiej pani, ktora dzieci miec nie chce (albo juz ma) i seks lubi. Istnieja takie. Hint - pani, ktora seks lubi raczej nie bedzie go odkladac ad usranum smiercium, motywujac to cholera wie czym.
    • zyg_zyg_zyg Re: Trudniej... ale dlaczego? 13.04.12, 20:17
      > Zastanawiam się dlaczego decydowałem się na
      > takie "trudniejsze" relacje?

      Jesteś magazynierem w żeńskim klasztorze...? ;-)
      • mgla_jedwabna Re: Trudniej... ale dlaczego? 15.04.12, 23:04
        Wtedy to by miał używanie akurat ;)
    • trzydziestoletnia Re: Trudniej... ale dlaczego? 14.04.12, 23:58
      Masz problem z bliskoscia w zwiazkach. Uciekasz przez prawdziwym zaangazowaniem w powazny zwiazek. Wybierasz te gdzie "nic z tego nie bedzie na dluzej".

      Oczywiscie - zgaduje, zgaduje tez ze masz jakies 25 lat. W czyms trafilam?
      • ghostauh Re: Trudniej... ale dlaczego? 15.04.12, 04:44
        No z niczym, nie trafiłaś. Diagnoza typu... zbyt czujesz. Zaangażowanie w prawdziwy związek..ookej:)
        25 lat miałem już moment temu:)

        W każdym razie próbowałaś:) Dzięki
    • potwor_z_piccadilly Re: Trudniej... ale dlaczego? 15.04.12, 09:30
      A byłeś ty - tak naprawdę, zdecydowany na ostateczny związek z którąś z nich ?
      Pytam, bo jest możliwym że te twoje byłe nie uświadczyły z twej strony poważnych, opartych na realiach deklaracji, a co gorsza, nawet ich nie wyczuły i postawiły to, co trudne (pewno takimi jesteś zainteresowany) w takich przypadkach stawiają, szlaban na oko.
      Wiesz, jest wśród chłopaków takie powiedzonko.
      Na pytanie "no i ?" odpowiadają "ożenił się i łoi".
      Pozdrawiam.
      • ghostauh Re: Trudniej... ale dlaczego? 15.04.12, 18:06
        Witaj,
        chyba raczej tak:) Z pierwszą byłem 6 lat, była to moja pierwsza miłość. Byliśmy bardzo młodzi. Dlaczego tak długo? 3 lata leczyła się z poprzedniego związku a ja chciałem jej pomóc za wszelką cenę, 3 kolejne zakochiwała we mnie..Tyle, że we mnie na koniec coś pękło, nie poszedłem na całość i nie oświadczyłem się. Mogłem postawić sprawę konkretnie wcześniej, ale zabrakło mi doświadczenia..dramat.
        Z kolejną byłem zaręczony (abstynencja ze względów zdrowotnych, próbowaliśmy, ale to że sprawiałem jej ból nawet na wstępnym etapie było nie do przejścia). Byliśmy razem 3 lata. Ciężko było. Wyjechała na jakiś czas do ciepłego kraju i... choroba (to akurat fakt) ustąpiła. Ktoś inny nie musiał tak długo czekać., gdy ja byłem daleko.. Sytuacja w której się znalazła była ekstremalna, więc mogę zrozumieć dlaczego uległa emocjom i pokochała innego mężczyznę... burzliwe dzieje.
        Ostatnia (6-mcy), zakochała się we nie na zabój, ale obok słów nie było faktów potwierdzających tą tezę. Plus musiałbym "to kupić". Co z tego, że jest dziewicą? Nie będzie z kimś innym, ale nie będzie także ze mną. Smutne, ale prawdziwe.
        Dodatkowo jestem zwolennikiem wspólnego dzielenia kosztów i gorącym przeciwnikiem "ukrytego sponsoringu", wybór nie był trudny.

        Ok, ktoś może powiedzieć, że straciłem dużo czasu "poszcząc". To prawda, ale to doświadczenie dużo mi dało i czerpię teraz ogromną radość z fizyczności, wiem także jak jest dla mnie ważna.
        Wybory innych w tej kwestii szanuję, ale nie wyobrażam sobie bym mógł być z takiej relacji.
        Never ever.. nawet jeśli wiem, że jest coś takiego jak niewątpliwa magia czystości. Na mnie już nie działa.
        Pozdrawiam
Pełna wersja