mgla_jedwabna
18.04.12, 01:20
To teraz moja kolej na prośbę o wskazówki ;)
Jestem w stałym związku od kilku lat. Związku generalnie szczęśliwym, więc za porady typu "zostaw go, wymień na lepszy model" z góry dziękuję. Problemem jest nie tyle ilość seksu, co jego jakość.
Ja miałam kilku partnerów wcześniej, mąż nie. Już widzę te komentarze "widziały gały, co brały"! Ale liczyłam na to, że się facet przy mnie rozwinie. Zasadniczo jest lepiej niż na początku (np. nie jest już taki strasznie niezręczny i niezgrabny). Ale nie tak dobrze, jak bym chciała.
To typ chłopca wychowanego przez mamę o silnej osobowości i przez ojczyma - pantoflarza. Mąż na szczęście wydobył się spod jarzma mamusi, nawet zerwał z nią kontakty (miał konkretne powody). Nie ma też ograniczeń typu religia, syndrom MiL itp. Jednak wciąż zachowuje się jak grzeczny chłopiec tzn. taki, który nie domaga się, nie bierze garściami tego, na co ma ochotę, nie bardzo się stawia, a jeśli już, to raczej marudnie, niż buntowniczo. Jednym słowem - mało energii, taka flegma.
W innych dziedzinach życia potrafi się wykazać fantazją, uporem i energią. Na moje podejrzenia o to, że mu na mnie nie zależy, odpowiada, że owszem, zależy mu, że nie przestałam mu się podobać itp. Tylko, że to są deklaracje, a ja chciałabym to POCZUĆ, nie tylko usłyszeć.
Uprawiamy seks mniej-więcej 3-4 razy w miesiącu. Czasem pojawiają się jakieś urozmaicenia, ale prawie zawsze jest to moja inicjatywa. O wielu rzeczach twierdzi, że mu się podobają, ale nigdy potem nie prosi/ nie żąda/ nie domaga się/ nie sugeruje, żeby to powtórzyć. Nie robi niespodzianek. Zresztą wiele z moich próśb też zbywa albo ich nie spełnia. Generalnie w łóżku to ja decyduję, co robimy, jak, jak długo. Nie robię tego kategorycznie, tak, że nie on nie mógłby nic zrobić po swojemu, tylko raczej z poczucia, że on nie ma pomysłu, nie wie, co zrobić albo kiedy przestać. Np. nie jest w stanie zauważyć sam, kiedy jestem odpowiednio nawilżona i gotowa do penetracji, czeka, aż mu powiem.
Seks inicjuję ja, on czasami i to tak bez życia - bardzo łatwo się poddaje, nie ma w nim woli walki. Kiedyś go podpuściłam, pytając np. "masz ochotę na seks?" tonem, jakim lektorzy w reklamach mówią "czy chcesz pojechać na tropikalną rajską wyspę i przeżyć przygodę swojego życia?". On na to, że tak (myślał, że inicjuję i pociągnę temat dalej). Ja na to "aha" i dalej robię swoje przy kompie. Chwila ciszy. Potem zapytałam znów. On dalej, że tak. Chwila ciszy. W koncu wypaliłam: TO SKORO MASZ OCHOTĘ, TO DLACZEGO NIC NIE ROBISZ?!
Czasem mówię, że chciałabym, żeby to on wymyślił jakieś urozmaicenie. On na to - ale co mam zrobić? Ja: masz sam coś wymyślić, a nie, że jak ja nie zaproponuję, to nie dostanę. On - nie wiem, czego ode mnie chcesz, a ty nie chcesz mi powiedzieć, wiec nie dostaniesz.
Generalnie próby rozmawiania o problemie traktowane są jako ciągłe zarzuty z mojej strony. Już nie mam siły.
No i nie wiem, co zrobić (i czy coś się da), żeby facet, który mnie kocha i chce ze mną uprawiać seks (tak twierdzi), zaczął wykazywać energię, fantazję i inicjatywę. Żeby zaczął się zachowywać choć trochę jak taki... jebaka, a nie jak grzeczny chłopiec, który nie upomina się o swoje.
Aha - dzieci nie ma, ja jestem ładna i zadbana, nie mieszkamy z teściową ;) Kochanki ani kochanka też na pewno nie ma :) Chory też na nic nie jest. Nie wiem, czy dodatkowo naświetli sytuację fakt, że mąż to taki typ szczupłego intelektualisty w okularach (nagminnie brany za informatyka - kojarzycie ten wygląd?), mamy oboje około trzydziestki.