Jak go rozruszać?

18.04.12, 01:20
To teraz moja kolej na prośbę o wskazówki ;)

Jestem w stałym związku od kilku lat. Związku generalnie szczęśliwym, więc za porady typu "zostaw go, wymień na lepszy model" z góry dziękuję. Problemem jest nie tyle ilość seksu, co jego jakość.

Ja miałam kilku partnerów wcześniej, mąż nie. Już widzę te komentarze "widziały gały, co brały"! Ale liczyłam na to, że się facet przy mnie rozwinie. Zasadniczo jest lepiej niż na początku (np. nie jest już taki strasznie niezręczny i niezgrabny). Ale nie tak dobrze, jak bym chciała.

To typ chłopca wychowanego przez mamę o silnej osobowości i przez ojczyma - pantoflarza. Mąż na szczęście wydobył się spod jarzma mamusi, nawet zerwał z nią kontakty (miał konkretne powody). Nie ma też ograniczeń typu religia, syndrom MiL itp. Jednak wciąż zachowuje się jak grzeczny chłopiec tzn. taki, który nie domaga się, nie bierze garściami tego, na co ma ochotę, nie bardzo się stawia, a jeśli już, to raczej marudnie, niż buntowniczo. Jednym słowem - mało energii, taka flegma.

W innych dziedzinach życia potrafi się wykazać fantazją, uporem i energią. Na moje podejrzenia o to, że mu na mnie nie zależy, odpowiada, że owszem, zależy mu, że nie przestałam mu się podobać itp. Tylko, że to są deklaracje, a ja chciałabym to POCZUĆ, nie tylko usłyszeć.

Uprawiamy seks mniej-więcej 3-4 razy w miesiącu. Czasem pojawiają się jakieś urozmaicenia, ale prawie zawsze jest to moja inicjatywa. O wielu rzeczach twierdzi, że mu się podobają, ale nigdy potem nie prosi/ nie żąda/ nie domaga się/ nie sugeruje, żeby to powtórzyć. Nie robi niespodzianek. Zresztą wiele z moich próśb też zbywa albo ich nie spełnia. Generalnie w łóżku to ja decyduję, co robimy, jak, jak długo. Nie robię tego kategorycznie, tak, że nie on nie mógłby nic zrobić po swojemu, tylko raczej z poczucia, że on nie ma pomysłu, nie wie, co zrobić albo kiedy przestać. Np. nie jest w stanie zauważyć sam, kiedy jestem odpowiednio nawilżona i gotowa do penetracji, czeka, aż mu powiem.

Seks inicjuję ja, on czasami i to tak bez życia - bardzo łatwo się poddaje, nie ma w nim woli walki. Kiedyś go podpuściłam, pytając np. "masz ochotę na seks?" tonem, jakim lektorzy w reklamach mówią "czy chcesz pojechać na tropikalną rajską wyspę i przeżyć przygodę swojego życia?". On na to, że tak (myślał, że inicjuję i pociągnę temat dalej). Ja na to "aha" i dalej robię swoje przy kompie. Chwila ciszy. Potem zapytałam znów. On dalej, że tak. Chwila ciszy. W koncu wypaliłam: TO SKORO MASZ OCHOTĘ, TO DLACZEGO NIC NIE ROBISZ?!

Czasem mówię, że chciałabym, żeby to on wymyślił jakieś urozmaicenie. On na to - ale co mam zrobić? Ja: masz sam coś wymyślić, a nie, że jak ja nie zaproponuję, to nie dostanę. On - nie wiem, czego ode mnie chcesz, a ty nie chcesz mi powiedzieć, wiec nie dostaniesz.

Generalnie próby rozmawiania o problemie traktowane są jako ciągłe zarzuty z mojej strony. Już nie mam siły.

No i nie wiem, co zrobić (i czy coś się da), żeby facet, który mnie kocha i chce ze mną uprawiać seks (tak twierdzi), zaczął wykazywać energię, fantazję i inicjatywę. Żeby zaczął się zachowywać choć trochę jak taki... jebaka, a nie jak grzeczny chłopiec, który nie upomina się o swoje.

Aha - dzieci nie ma, ja jestem ładna i zadbana, nie mieszkamy z teściową ;) Kochanki ani kochanka też na pewno nie ma :) Chory też na nic nie jest. Nie wiem, czy dodatkowo naświetli sytuację fakt, że mąż to taki typ szczupłego intelektualisty w okularach (nagminnie brany za informatyka - kojarzycie ten wygląd?), mamy oboje około trzydziestki.
    • sabat77 Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 07:26
      Tesciowej w domu nie ma, to moze wiecej tescia w domu potrzeba ? Poslij swojego intelektualiste na silownie albo sporty walki :)
      Pytanie czy ty nie jestes w glebi duszy typem dominatorki ? Ostatnio mnie tu na forum tak zjechalas, ze az sie poczulem jak kawal drewna, ktory ta rzeczona Narwia plynie.. :)
      kobiecie latwo sie mowi - nie walczy o mnie. To co, wolisz zeby sie szarpal o seks i probowal zdzierac na sile ubranie ? Mezczyzna nie wie kiedy chcesz, zeby walczyl, a kiedy faktycznie nie chcesz...
    • marek.zak1 Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 08:55
      Kup mu jedną z moich książek i powiedz, że bohater to egoista i łajdak (jak twierdzi moja żona) ale ma coś w sobie (jak twierdzą inne kobiety)
      Pozdrawiam
      Marek
      • hello-kitty2 Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 10:50
        Nie jest wystarczajaco napalony.

        Rozwiazaniem moze byc: porno.

        Silownia tez nie zaszkodzi, choc watpie by sam trening silowy rozwiazal sprawe. I tez jak patrze na niektorych panow przesiadujacych na tych maszynach, to sie mija z celem. Tam trzeba poprzerzucac tych kilogramow, twarz ma sie wykrzywiac w grymasie od operowanego ciezaru, a nie tam pierdu pierdu.
    • sabat77 Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 11:33
      mgla_jedwabna napisała:

      >. Problemem jest
      > nie tyle ilość seksu, co jego jakość.
      [...]
      > Uprawiamy seks mniej-więcej 3-4 razy w miesiącu.

      Khem... to ilość nie jest problemem ?

      Wiesz co, jak opisałaś wygląd męża to pierwsze co przyszło mi do głowy to niski poziom testosteronu, badał sobie kiedyś ? Psychologowie zwykle drążą dziurę w całym, a ja jako praktyk w byciu facetem mogę zaręczyć, że libido, aktywność i agresja są silnie związane z wysiłkiem fizycznym (ale nie aerobowym) oraz czynnikami psychicznymi (walka, zagrożenie, dominacja).
      Ogromny popęd jest jednym z efektów ubocznych brania sterydów anabolicznych, zaś przy ich odstawieniu może dojść nawet do impotencji.
      Oczywiście nie proponuję zabaw z koksowaniem się, ale czysty trening siłowy + dużo nasion roślin oleistych w diecie + dobre białko w większych ilościach powinno dać niezłego kopa.

      Czy twój mąż nie jest czasem "niejadkiem" ? Jak wygląda jego sprawność fizyczna, ile potrafi zrobić np. pompek ?
      • sea.sea Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 13:03
        I to niedobór teścia sprawia, że mąż/partner nie jest w stanie zarejestrować czy kobieta ma już mokro? :D

        Ja bym nie miała zdrowia do takiego zawodnika choćby poza tym był wzorem cnót i zalet, zaseksualniałby mi góra po pół roku, ale gdybym jednak miała wyższy próg tolerancji i większą cierpliwość, to bym kupiła jakiś poradnik albo zbiór opowiadań erotycznych albo zrobiła listę działań pożądanych i podrzuciła chłopu, że ma sobie przeczytać a potem na mnie zastosować. Cokolwiek, niech coś sobie wybierze i niech mnie zaskoczy. Kompromis: ma podane na tacy możliwe opcje, a jednocześnie ja nie mam pewności, co dokładnie zrobi.

        Gdyby i tego nie załapał, a ja bym z jakiegoś powodu się bardzo rozstać nie chciała, to bym wybrała wibrator i jakieś przyjemne porno, byłoby to mniej frustrujące niż użeranie się z delikwentem, który wyraźnie jest antytalentem w te klocki. No bez kitu, po kilku latach współżycia nie być w stanie zauważyć kiedy kobieta jest podniecona i należy się za nią brać???
      • mgla_jedwabna Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 13:36
        Khem... to ilość nie jest problemem ?

        Khem, to może uściślę. Większym problemem niż ilość, jest jakość.

        Rozumiem, że praca, że zmęczenie (choć bez przesady - praca biurowa, nie na przodku, blisko domu, więc problemu dojazdów nie ma), że w zasadzie tylko w weekend coś się da zrobić. I nie narzekałabym, gdyby ten seks był nadal z tą samą częstotliwością, za to w takiej jakości, że cały tydzień żyłabym oczekiwaniem weekendu.

        Analogicznie - gdyby taki czuły, ale nie-za-namiętny seks, jak teraz, był codziennie, byłabym chyba jeszcze bardziej sfrustrowana.
        • abrigado Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 14:23
          a powiedziałas mu o tym?!
          sądze, że nie.
          facet wybrał strategie na wrażliwca - i w życiu nie dojdzie sam do tego, że trzeba cie zerżnąć jak w tartaku ;)
        • malajam Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 14:24
          hmm. a może on taki jest po prostu? może nie jest typem macho, zdobywcy, itd.?
        • hello-kitty2 Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 14:25
          Mgla, chcesz powiedziec, ze gdybys ty nie inicjowala seksu to dla niego moglby on nie istniec?

          Probuje zrozumiec jego stosunek do samego seksu.
          • mgla_jedwabna Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 15:19
            Nie do końca. Bo zdarza się, że on inicjuje, ale przy najmniejszym objawie niechęci porzuca starania. Albo też następuje niezrozumiały dla mnie fenomen osobnika, który ma ochotę na seks i nic z tym nie robi (a ochota ujawnia się przypadkiem albo gdy ja zainicjuję). Coś jakby siedział głodny przy pełnej lodówce. Co też mu się zdarza - jeśli nie przygotuję posiłku, to potrafi jeść żelki zamiast normalnego śniadania.
            • lajosz3 Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 22:13
              mgla_jedwabna napisała:
              "Bo zdarza się, że on inicjuje, ale przy najmniejszym objawie niechęci porzuca starania"

              No bo widzisz, facet myśli po prostu logicznie, czyli dla niego (dla mnie też) jak zobaczy/wyczuje , że nie chcesz, to po co Ci będzie (par excellence) dupę zawracał.
              W ogóle mężczyźni zazwyczaj myślą w systemie zero-jedynkowym.
              Czegoś chcesz, albo czegoś nie chcesz.
              Skąd ja niby mam wiedzieć czy Ty chcesz tego seksu czy nie, skoro wysyłasz sygnał, że nie za bardzo ?
              Jak mam to odbierać ? że być może ? całkiem możliwe ? HGW ?
              Dostaję sygnał, ze nie, to dla mnie znaczy że nie.
              Czego oczekujesz ? że on ma zgadywać jaki akurat masz prawdziwe zamiary ?
              Załóżmy, że jednak zignorował sygnał odmowy i potraktowała to jako motywację i zamiast się poddać drąży temat i ponawia propozycję, a Ty akurat rzeczywiście nie masz ochoty na seks i jednak stanowczo odmawiasz
              Wtedy on dostaje jeszcze mocniejszy sygnał, że NIE WARTO się starać bo bo to i tak nie ma sensu albo po prostu ma dość podchodów i czekania na wyniki losowania.
              Być może takie sytuacje miały miejsce.
              Jeśli tak, to dziwię się, ze Ty się dziwisz, że on nie wykazuje inicjatywy.

              Zrozumcie wreszcie kobiety, że dla nas tak, oznacza tak, a nie to nie.
              System binarny. 0 = nie ma. 1 = jest.
              Mówcie otwarcie czego chcecie, dosłownie, że szczegółami i bądźcie konsekwentne, czyli jak już mówisz tak, to niech to będzie tak, a nie w ostatniej chwili "no w zasadzie miałam ochotę ale, no nie wiem, przepraszam, ale już mi przeszło" itp. gadki, a jak mówisz nie, to niech to będzie nie, a nie później pretensje, że on nie odgadł "miłosnych zamiarów".
              I nie bać się, że jak powiesz czego chcesz, to "urok nieznanego" gdzieś się ulotni.
              Nie ulotni się.
              • asocial Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 22:53
                Nie zgadzam sie. Niezaleznie od plci, osoba zdecydowana, chetna (i szanujaca te druga osobe) zakomunikuje w taki a nie inny sposob chec seksu. Mozna powiedziec :¨chocmy do lozka/ mam ochote sie kochac¨ bez zadnych sygnalow z drugiej strony (mowa o regularnym zwiazku, a nie o podchodzeniu do obcego osbnika w barze)
                ajosz3 napisał:

                > mgla_jedwabna napisała:
                > "Bo zdarza się, że on inicjuje, ale przy najmniejszym objawie niechęci porzuca
                > starania"
                >
                > No bo widzisz, facet myśli po prostu logicznie, czyli dla niego (dla mnie też)
                > jak zobaczy/wyczuje , że nie chcesz, to po co Ci będzie (par excellence) dupę z
                > awracał.
                • lajosz3 Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 22:55
                  Proponuję przeczytać ponownie mojego posta.
              • sabat77 Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 23:34
                No ja tak mam w pewnym sensie. Walczyłem o seks przez trzy lata ale niedawno położyłem na tym lachę. I teraz jak jej się znowu zachce to będzie miała poważny problem.

                Kobiety mają wobec mężów co raz to poważniejsze wymagania, ale niestety zdolności odczytywania ludzkich myśli nam natura nikczemnie poskąpiła.

                SKĄD ON MA KURKA WODNA WIEDZIEĆ, ŻE CI SIĘ CHCE A JEDNAK NIE ? :D
        • sabat77 Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 14:31
          Praca ? Zmeczenie ? U mezczyzny ? Good joke :)
          Nigdy w zyciu nie bylem na tyle zmeczony, zeby mi sie nie chcialo, a bywalem zarobiony ostro. Jedynie w przypadku jakichs wysokich goraczek, chronicznego bolu - to owszem.
          Mnie zona o 3 w nocy kiedys obudzila, bo jej sie zachcialo i nie marudzilem tylko zrobilem co trzeba... Juz nie wspomne, ze nie zawsze musialo mi sie jakos wybitnie chciec, bywaly sytuacje seksu dla czystego relaksu i odprezenia.
          nosz kurde, nieprzyjemne to jest czy jak ?
          Nie rozumiem takich historii o mezczyznach, dla mnie to jakies science fiction.
          • abrigado Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 14:39
            to nie tak - on po prostu jest przekonany, ze nieładnei sie afiszować z potrzebą seksu i czuje sie cholernie w tej sytuacji

            przypuszczam, że autorka ma jakąś cechę, która sprawia, że podczas takich zalotów facet czuje się jak na cenzurowanym
            • hello-kitty2 Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 14:49
              Sorry mgla, ze zwroce sie do abrigado, pojawil sie, a ja mam pytanie.

              Abrigado jak dlugo zamierzasz zyc bez seksu? Oklamujesz sie, ze nie jest ci potrzebny.
              • abrigado Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 14:59
                A kto powiedział, że ja zyję bez seksu?

                po prostu kompletnie nie uzalezniam swojego sampoczucia i relacji z otoczeniem od seksu.

                równie dobrze mogłabyś mnie zapytać jak długo mam zamiar nie jeść czekolady albo nie pić alkoholu.
                Tylko uzalezniony od alkoholu, słodyczy...albo seksu będzie znał odpowiedź na to pytanie

                Jak trafi się coś co wzbudzi ochotę, czyli twoje "pożądanie" to nie widze przeciwskazań, ale nic nie planuję w tej dziedzinie ;)


        • bigbadpig Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 15:12
          > Ale liczyłam na to, że się facet przy mnie rozwinie. Zasadniczo jest lepiej niż na początku
          > Rozumiem, że praca, że zmęczenie

          Przepraszam, może czegoś nie zrozumiałem ale co ma praca i zmęczenie do tego, że on taki jest, taki był i ty o tym wiesz. Możesz się zastanawiać jak coś zmienić ale szukanie usprawiedliwień po to aby je zaraz obalić to słaba strategia samooszukiwania, patrzysz na niego zgodnie z koncepcją "myślałam, że on się zmieni po ślubie"
          Wszystkie rady na zasadzie kup mu książki, powiedz co ma robić są do niczego bo im bardziej on będzie wiedział, że ma instrukcje do wykonania tym jeszcze mniej to będzie was oboje bawiło. Nie wiem ile da się wykrzesać z mężczyzny któremu chce się rzadziej niż raz na tydzień, ale jeśli masz wykrzesać to po pierwsze pokazując czego chcesz a nie gadając o tym, po drugie on powinien czuć, że MUSI się postarać, ku czemu dobrym środkiem jest Twoja afirmacja kobiecości, budowanie napięcia w związku. Każdego mężczyznę kręci co innego, po paru latach trzeba tego trochę więcej, z drugiej strony po paru latach wiesz lepiej czego trzeba, jeśli masz to naturalnie eksponuj to, jeśli nie masz, spróbuj, może się to okazać fajną zabawą kiedy znajdziesz właściwą przynętę, i coś rozkręcisz. Z trzeciej strony pamiętaj, że one taki jest, a nie ma problemy w pracy. Nasza seksualność w dużym stopniu jest zdeterminowana, szczególnie wobec danego partnera.
    • that.bitch.is.sick Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 15:08
      Jak zwykle w TAKICH przypadkach, problem polega na tym, że piszący posta zakładają że z nimi wszystko jest w porządku. Relacji drugiej strony nie znamy. Bawimy się w spekulacje oto forumowa: Urquhart by powiedział, że zazwyczaj takie kobiety co to są najmądrzejsze z całej wsi, biorą sobie na mężów pierdoły (pewnie same sobie ich zaprosiły na randkę i powiedziały im jak się mają ubrać). Potem ich kastrują dodatkowo przez cały okres trwania związku tresując zależnie od swoich wahań hormonalnych. Pies tresowany traci spontaniczność, sorry.
      Nie mam dowodów, więc jak powiedziałam zabawiłam się w jakże typową na tym forum spekulację, jednak nie jest to lincz jaki autorka, szanowna pani mgła uprawiała w sąsiednim wątku, ot takie pierdy.
      • hello-kitty2 Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 15:36
        Hm.. to wyglada na relacje: matka - dziecko. I to jakies zaburzone czy niedorozwiniete 'dziecko'. Ty mu matkujesz, prawda?

      • mgla_jedwabna Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 15:37
        Nie zakładam, że jestem w porządku, chętnie przyjmuję przemyślane uwagi. Problem polega na tym, że gdybym wyraźnie widziała, co ze mną jest nie tak, to napisałabym. Ale nie wyjdę z siebie i nie popatrzę z boku.

        Nie, nie zapraszałam pierwsza na randkę i nie tresowałam. Gdzieś w sąsiednim wątku napisałam, że ja z tych, co to czekają, aż to mężczyzna się rudzy. Lincz (o ile można to tak nazwać) dotyczył abstrakcyjnych PUA i ich strategii, nie konkretnych osobników.

        Do wszystkich sugerujących, że jestem dominatrix trzymającą faceta za mordę: aż taką heterą nie jestem, ale coś w tym jest. Abrigado nie zgadł. o problemie rozmawialiśmy wielokrotnie, możliwe, że mąż odbierał to jako ustawianie do pionu. Ale czuję się trochę w sytuacji bez wyjścia - albo niegrzeczna dziewczynka, zołza, domagająca się konkretnie, czego chce, albo miła i kochająca żonka, po cichu usychająca w oczekiwaniu, że w ślubnym obudzi się choć trochę zwierzak. W pierwszym przypadku efektem jest tresowany pies, w drugim - domowy kotek mruczący na kanapie, niezainteresowany marcowaniem.
        • ghostauh Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 15:45
          Geee... współczuję.

          Słuchaj a może powinnaś go zgwałcić? Serio.. nie żartuję. Albo zrób mu kiedyś show rodem z XXX ..może coś pęknie???

          Powodzenia.
          • mgla_jedwabna Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 15:57
            Próbowałam tego typu rzeczy. Jest trochę tak, jak z żarciem - owszem, jak podstawię pod nos, to chętnie zje, a nawet szczerze pochwali, że dobre było. W wersji de luxe - grzecznie zje kawałek tego tortu dopiero, gdy dostanie do ręki widelczyk i talerzyk. A ja chcę, żeby wsadził twarz w bitą śmietanę, zajadał się mlaszcząc głośno i wybierając wisienki palcami. I nie pytał przedtem, czy może się poczęstować.

            Jak mu to powiem - poczuje się tresowany i straci apetyt. Jak nic nie powiem, talerzyka też nie dam - tort się przeterminuje nietknięty.

            • anelka77 Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 16:26
              Nie miałabym cierpliwości do takiego faceta. Poza tym, sama świadomość, że przede mną nie miał nigdy żadnej partnerki działałaby na mnie jakoś zniechęcająco. Ja muszę mieć zdecydowanego i doświadczonego samca w łóżku.
              Może faktycznie, jak ktoś wcześniej zasugerował, Twój facet czuje się z lekka zdominowany. Tak sobie myślę, że gdyby dać mu na jakiś czas spokój, to może sam zacząłby dążyć do tego seksu albo już by całkiem odpuścił.
              Albo faktycznie zaaplikować sobie parę wspólnych seansów porno ;-)
            • ghostauh Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 17:37
              Luv...

              kurcze takie rzeczy to się ma we krwi..albo nie:( nie chce brzmieć baaaardzo pesymistycznie, ale to nie wygląda ciekawie. Jeśli się zamiłowania do słodyczy we krwi się nie ma..to ochoty na węglowodanowe szaleństwo nigdy nie będzie:(

              Z tego co piszesz on by bez także sobie poradził?!
              A jeśli spróbowałabyś odstawienia... "głowa mnie boli" i tyle.. kwestia czy Ty wytrzymasz?
              Pozdrawiam,

              • niezapominajka333 Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 18:24
                Mgło, czy nie osiągnęliście aby takiego stanu, że Twoje słowa "zachęty" raczej go peszą niż mobilizują, a Ty nie stałaś się bardziej egzaminatorką niż kochanką? Czy nie zbyt otwarcie demonstrujesz swoje rozczarowanie? Może warto porozmawiać o fantazjach, podsunąć mu pomysł w inny sposób.
                Stwierdzenie "wymyśl coś" nie jest zbyt zachęcające dla kogoś, kto, być może, ma świadomość swoich niedostatków w ars amandi i wie, że nie dorównuje Twoim byłym...
                A tak swoją drogą, w pierwszej kolejności, pod byle pretekstem zaciągnęłabym go na badania i sprawdziła poziom testosteronu.
                • malajam Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 19:16
                  wiecie co, ja czegoś tu nie rozumiem. cóż to za terror tu panuje? to każdy już dziś musi mieć wysokie libido i rzucać się na partnera codziennie, bo jak tak nie robi to znaczy, że jest chory i trzeba mu testosteron badać? no litości! przecież autorka wątku napisała, że tu nie nastąpiła żadna zmiana, jej mąż zawsze taki był. więc może trzeba to wreszcie zaakceptować, a nie próbować go zmuszać do bycia kimś, kim nie jest? bo musi być dopiero dla niego frustrujące.
                • bigbadpig Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 19:19
                  badania, diagnozy, testosteron, praca...
                  Autorka wyszła (czy tam zeszła się) z takim mężczyzną jakiego ma obecnie, jak napisała jest nawet "trochę lepiej" niż na początku.
                  Są ludzie którym się chce więcej seksu, są ludzie którym się chce więcej spać i jeszcze różni inni. Skąd pomysł, że właśnie jej partnera trzeba zdiagnozować, znaleźć źródło problemu i naprawić? A gdy mu wyjdzie, że jest poniżej testosteronowej normy to co dalej? ma temu przeciwdziałać bo jego partnerka się znudziła tym kim był dotychczas?
                  U kobiet testosteron też w jakimś stopniu determinuje potrzeby seksualne, może niech ona się zbada i popracuje nad tym aby go sobie zmniejszyć? :P Jak już mówiłem powyżej, poszukiwanie przyczyn jest dobre po niezrozumiałej zmianie, a nie w przypadku człowieka który podobno już wcześniej nie wykazywał teraz oczekiwanych cech. Nagłe szukanie medyczno-psychologicznych przyczyn to myślenie życzeniowe, aby udając przed samą sobą, nazwać zmianę oczekiwań wobec partnera - otwarciem oczu. Dla mnie to jest zwiększenie wymagań wobec niego i jeśli nie będziemy tego nazywać inaczej to wszystko jest ok, związek powinien być dynamiczny i można pracować nad zmianami, wewnątrz związku a nie wewnątrz organizmu partnera któremu dotychczas był wystarczający. Teoretycznie gdyby od początku nie był ok, to by autorka z nim się nie związała na stałe, odczekując z decyzją czas przynajmniej, do określenia czy potrafi z nim coś wypracować czy nie ? Nie, ona "liczyła na to, że się facet przy niej rozwinie". Ja nie chcę tu bronić bezseksia, sam uważam, że seks nie jest jednym z najważniejszych elementów związku, lecz najważniejszym. jednak ustawianie partnera w pozycji "co mu dolega" w świetle faktów jak wyżej, jest celowym przerzucaniem odpowiedzialności za własne decyzje. Autorka chciałaby aby jej partner "rzucał się na tort" nie oglądając się na konwenanse i nie pytając, przecież to jest cholernie daleko od "on nie wychodzi z inicjatywą, nie nalega". Czy kulturalny człowiek może się stać człowiekiem ogólnie agresywnym bo tak zdecyduje? Wrażliwy, skur..nem bo go o to poproszą?
                  • gomory Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 21:07
                    > Czy kulturalny człowiek może się stać człowiekiem ogólnie agresywnym bo tak zdecyduje? Wrażliwy, skur..nem bo go o to poproszą?

                    No pewnie, ze tak, wystarczy stworzyc okreslone warunki :).
                    Mozna stac sie katem gdy prosi o to autorytet:
                    pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Milgrama
                    i agresywnym skur..nem nawet nie na prosbe, ale dlatego, ze mozna:
                    pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_wi%C4%99zienny
                    • sabat77 Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 21:46
                      Szczegolnie ze wrazliwosc moze byc roznie rozumiana. Wedlug mnie nie jest tozsama z empatia i altruizmem.
                  • mgla_jedwabna Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 23:34
                    Dlatego piszę, że nie chodzi mi o zwiększenie częstotliwości, tylko o jakość. Naprawdę NIE oczekuję, że facet zacznie mieć ochotę na seks dwa razy dziennie. Ani, że zacznie być sk...synem we wszystkich aspektach.

                    Tylko, tak najogólniej, chodzi mi o to, żeby się bardziej starał. Że skoro już mu zależy i odczuwa pożądanie, to żeby to okazywał. Tak, jak zamkniętego w sobie twardziela można przy pewnej dozie starań nauczyć okazywania ciepła i czułości, a nieśmiałą dziewczynę - odgrywania dziwki w łóżku (poza tym niech sobie będzie archetypem bibliotekarki ;), tak ja chciałabym wykrzesać odrobinę macho/alfa/zwierzęcia ze swojego faceta. Tak od czasu do czasu, na codzień jest fajnie tak, jak jest.

                    Co do "liczenia na rozwinięcie" - mówiąc protekcjonalnie, zrobił pewne postępy. Ale w pewnym momencie zatrzymał się w rozwoju, po osiągnięciu pewnego poziomu minimum. A ja liczyłam na to, że tempo rozwoju się utrzyma. Aha, rozwój ten też nie nastąpił bez wysiłku z mojej strony, to nie jest tak, że leżałam i czekałam, aż on się dokształci.

                    Co do systemu zerojedynkowego: to nie jest tak, że on wprost pyta o seks, ja wprost mówię nie, a potem mam pretensję, że się nie domyślił. Ale np. zaczyna się przytulać, w sposób świadczący o tym, że chce mnie do łóżka (notabene, u niego zawsze, od początku wiadomo, czy chce seksu, czy chce się tylko poprzytulać. Kiedyś zasugerowałam, że mógłby to robić tak, żebym ja do końca nie wiedziała, o co mu tym razem chodzi, byłoby trochę napięcia. Rezultatów brak.) Na co ja mówię, że teraz nie, muszę jeszcze cośtam doczytać (jakąś głupotę, nic pilnego i on to wie). Na co on, że w takim razie idzie spać, dobranoc. No po prostu witki opadają, wystarczyłby np. niespodziewany pocałunek i ostatni rozdział powieści poszedłby w kąt. A tak, to mam poczucie, że jego pożądanie było na tyle słabe, żeby nie przezwyciężyć mojej chęci czytania bzdur albo nieznacznego ruchu ramieniem, odtrącającego z lekka jego awanse.

                    Aha, ja potrafię mówić wprost, że mam ochotę na seks. A jak mówię nie, to też tak, żeby nie było wątpliwości, a nie jakieś mętne "może potem, yyy, teraz nie bardzo, muszę jeszcze powycierać naczynia i w ogóle".
                    • laveenia Re: Jak go rozruszać? 19.04.12, 11:35
                      a wiesz, twoje doświadczenia przypominają moje, tyle, że ja byłam na miejscu twojego partnera. mój mąż, tak jak ty, nie był zadowolony z naszego seksu. i to wszystko było moją winą, bo nie chciałam kochać się z nim na łące, w samochodzie, bo nie nie otwierałam mu drzwi w samej bieliźnie kiedy wracał z pracy... przykłady można mnożyć. przez chwilę próbowałam się zmuszać do wielu rzeczy, chociaż wcale mnie nie kręciły i w efekcie w ogóle przestałam mieć ochotę na seks. przeszło dopiero kiedy wytłumaczyłam mężowi, że jego zachowanie mnie frustruje, bo wynika z niego, że mnie nie akceptuje i tak naprawdę chciałby w łóżku kogoś innego. a taka byłam zawsze, nic się nie zmieniło. przestał mnie naciskać, a ja odzyskałam ochotę na seks i staram się go urozmaicać.
                    • lajosz3 Re: Jak go rozruszać? 19.04.12, 15:48
                      mgla_jedwabna napisała:
                      " Co do systemu zerojedynkowego: to nie jest tak, że on wprost pyta o seks, ja wprost mówię nie, a potem mam pretensję, że się nie domyślił. Ale np. zaczyna się przytulać, w sposób świadczący o tym, że chce mnie do łóżka (notabene, u niego zawsze, od początku wiadomo, czy chce seksu, czy chce się tylko poprzytulać. Kiedyś zasugerowałam, że mógłby to robić tak, żebym ja do końca nie wiedziała, o co mu tym razem chodzi, byłoby trochę napięcia. Rezultatów brak.) Na co ja mówię, że teraz nie, muszę jeszcze cośtam doczytać (jakąś głupotę, nic pilnego i on to wie). Na co on, że w takim razie idzie spać, dobranoc "

                      A jednak tzw. kobieca logika istnieje.
                      Powyższy cytat świadczy o tym dobitnie.
                      • sea.sea Re: Jak go rozruszać? 19.04.12, 16:05
                        Niektórzy w takich sytuacjach zadają na przykład tonem flirtującym pytanie w stylu "czy to jest Twoja ostateczna odpowiedź?" i się nagle okazuje, że nie, nie jest :]
        • that.bitch.is.sick Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 22:11
          mgla_jedwabna napisała:

          > Do wszystkich sugerujących, że jestem dominatrix trzymającą faceta za mordę: aż
          > taką heterą nie jestem, ale coś w tym jest. Abrigado nie zgadł. o problemie ro
          > zmawialiśmy wielokrotnie, możliwe, że mąż odbierał to jako ustawianie do pionu.
          > Ale czuję się trochę w sytuacji bez wyjścia - albo niegrzeczna dziewczynka, zo
          > łza, domagająca się konkretnie, czego chce, albo miła i kochająca żonka, po cic
          > hu usychająca w oczekiwaniu, że w ślubnym obudzi się choć trochę zwierzak. W pi
          > erwszym przypadku efektem jest tresowany pies, w drugim - domowy kotek mrucząc
          > y na kanapie, niezainteresowany marcowaniem.

          Nie usprawiedliwiaj się że to nie Ty, to on taki jest. Każdy człowiek jest istotą seksualną i ma swój potencjał. Przestań postrzegać w kategoriach winny, niewinny, ty, on, dobry-zły. Prawda w związku to nie jest obiektywna prawda. Tj. nie ważne jaka naprawdę jesteś, ważne jak on Cię postrzega. To determinuje relacje intymne. Umiejętność słuchania, obserwacji i empatia. Ty się nie usprawiedliwiaj, dla Ciebie oczekiwania mogą być wyważone, środki które stosujesz racjonalne, a dla niego możesz już leżeć na półce z napisem aseksualna herod baba.
          Czekać na zmiłowanie też nie radzę. To co możesz zrobić to zaprzestać stalkingu, całkowicie. I dalej trzeba stosować grę w uwodzenie męża tak, aby go nie zastraszyć. Tzn. poznać upodobania, podejrzeć do czego sobie trzepie gruszkę i reagować.
          Uwodzenie to gra. Subtelna i umożliwiająca poznanie drugiego człowieka. To udawanie. I to nie jest mówienie głośne, że chce mi się pieprzyć przy jednoczesnym dłubaniu sobie w nosie. Tego nie powinno się wypowiadać wcale, chyba że jako element gry wstępnej aby dać do pieca.
    • gomory Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 22:53
      > To teraz moja kolej na prośbę o wskazówki ;)

      Gdybys nie prosila o wskazowki wypadaloby napisac to co tylu juz przedpiscow. O tym, ze chyba musisz pogodzic sie z tym, ze maz jest odrebna osobowoscia z wlasnym temperamentem. Do tego sprawiasz wrazenie "esesmanki" (bez urazy), i moze slubny zorganizowal taki ruch oporu? i tak dalej, i tak dalej.
      Ale Ty przeciez o wskazowki prosilas, a nie sugestie, ze kastrujesz meza ;).
      Hm... IMO Tobie samej ciezko bedzie wprowadzic tak rewolucyjne przemiany o jakich piszesz. Moze jest na takim etapie seksualnego rozwoju, ze to dla niego "za wczesnie". Moze wcale tego nie potrzebuje. Ewentualnie, jak to wielu mezow (smutne ale prawdziwe) nie moze tak sie zachowywac wobec zony.
      To moze z grubej rury trzeba - jakby mu ktos pokazal? Opcje z inna laska jednak odrzucmy ;). Optymalnie by bylo gdyby obok was np. sie kochala para w ktorej facio swoja partnerke tak z klapsiora, za kudly i rzniete. Ludzie to wprawdzie lyse ale jednak malpy wiec nasladowac lubia. Moze w jakims swingers klubie by to wam zaskoczylo :D.
      Jesli to wydaje sie byc jednak zbyt smialym podejsciem, to moze wyprobujcie filmow ktore mialy by byc "instruktazowe"? Tylko to nie mogloby byc klasik porno, bo to kojarzy sie z czyms nierealnym. Raczej cos amatorskiego z jakiegos polskiego zbiornika, zeby dalo sie doslyszec jakies swojskie "o ja pierdole, o kur..." no i zdecydowane zachowania zobaczyc. Chociaz z drugiej strony jak TY bys miala to mezowi pokazac tak by nie wzbudzac poczucia przymusu zwiekszania aktywnosci to ja nie wiem. Ale wierze w Twoja inteligencje emocjonalna :).
      Ale przyznaje, ze nielatwo jest przekonac chlopa, ze jest sie ulegla kobietka z ktora mozna zrobic wszystko noszac pioropusz wodza chalupy. Caly wasz uklad musialby sie przewrocic. Chyba musialabys schowac gleboko w zakamarek dume, uprzedzenia i odmowy czegokolwiek go rajcujacego.
      • bigbadpig Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 23:36
        > Caly wasz uklad mu
        > sialby sie przewrocic.
        Z tym się nie zgodzę, przez doświadczenie. Moja żona, w życiu codziennym potrafi mi naprawdę napsuć krwi, puste oskarżenia byle bolało jak już dojdzie do konfliktu, słowo 'przepraszam' przechodzi jej przez gardło raz na 3 księżyce, z efektem jakby miała się udławić. Ale w łóżku przez kolejne lata to ona oczekiwała mojej dominacji, a ja chcąc sprostać oczekiwaniom, okazać się mężczyzną, nie ciocią, w łóżku - dopasowywałem się w celu wywarcia maksymalnego efektu i teraz mogę powiedzieć, że z coraz mniejszym trudem przychodzi mi przekroczenie kolejnych etapów w których jakoś sobie siebie nie wyobrażałem kilka lat temu. Nic to nie zmieniło w naszych relacjach 'międzyludzkich', wojna o władzę trwa nierozstrzygnięta od 10-ciu lat, gdy relacja w łóżku coraz częściej przypomina gwałt.

        Tak więc jak już sugerowałem autorka powinna po pierwsze pokazać partnerowi co lubi, po drugie motywować go do działań pod jej preferencje (ale nie metodą zasługa-nagroda, raczej 'kobieta dla której się chce'). A relacje codzienne, można zostawić w spokoju; o tyle o ile nie stoją w opozycji do 'kobieta dla której się chce'.
      • mgla_jedwabna Re: Jak go rozruszać? 18.04.12, 23:50
        Żeby było ciekawiej, w większości kwestii domowych to on "nosi pióropusz wodza chałupy" i w sytuacji konfliktu to on częściej stawia na swoim. Jest uparty, ale tak jak uparte są koty - bez hałasu, awantur, kłótni, po prostu robi swoje i będzie dalej robił, choćbym mu zrobiła z życia piekło (hipotetycznie). Tak, jak kot, którego można dwieście razy lać mokrą ścierką za wskakiwanie na stół, a za dwieście pierwszym i tak wskoczy. A ja mogę się miotać, a i tak jestem najczęściej podporządkowana. Tak naprawdę rzadko się miotam i w niewielkim zakresie.

        W kwestii porno: jak dotąd oglądaliśmy filmy XXX wspólnie dwa razy, za pierwszym razem film jego wyboru, acz w ciemno, podobał się jemu nawet-nawet, mnie tak sobie (chociaż be zodczuć negatywnych), ale seks potem był, film zatem rolę spełnił ;) Mogłabym ten typ porno oglądać znowu, chociaż np. nigdy nie wybrałabym go do oglądania samodzielnie. Za drugim razem oglądaliśmy film z mojego wyboru (już nie w ciemno), mnie się podobało bardzo, jemu ani trochę. Seks potem był też, mało tego, w pozycji, której wcześniej on chciał, a ja miałam zastrzeżenia ;)

        Po takich doświadczeniach zaproponowałam, żebyśmy razem obejrzeli coś, co on wybierze i co się jemu podoba. Czekam na odzew... Nie wiem, czy się doczekam... Oczywiście na propozycję obejrzenia czegoś znowu odparł "bardzo chętnie". No to zobaczymy, czy tej chęci wystarczy, żeby coś zorganizować.
        • zuzi.1 Re: Jak go rozruszać? 19.04.12, 00:16
          szczerze? podziwiam Cię za to, że z nim wytrzymujesz ;-) co to znaczy wychowanie w dysfunkcyjnej rodzinie, mamusia zołza a tatus pantoflarz...i jakie są tego skutki...
        • that.bitch.is.sick w kwestii władzy 19.04.12, 00:32
          mgla_jedwabna napisała:

          > Żeby było ciekawiej, w większości kwestii domowych to on "nosi pióropusz wodza
          > chałupy" i w sytuacji konfliktu to on częściej stawia na swoim. Jest uparty, al
          > e tak jak uparte są koty - bez hałasu, awantur, kłótni, po prostu robi swoje i
          > będzie dalej robił, choćbym mu zrobiła z życia piekło (hipotetycznie). Tak, jak
          > kot, którego można dwieście razy lać mokrą ścierką za wskakiwanie na stół, a z
          > a dwieście pierwszym i tak wskoczy. A ja mogę się miotać, a i tak jestem najczę
          > ściej podporządkowana. Tak naprawdę rzadko się miotam i w niewielkim zakresie.
          >

          Niestety nie ten rządzi kto głośniej krzyczy tylko ten co ma karty w ręku. As numer jeden to inteligencja. Ekstrapolacja zachowań kota na wyobrażenia o Twoim menie na podstawie jakiś kilku wątłych obserwacji albo innych idiotycznych przesłanek typu horoskopy, nie świadczy najlepiej o Twojej racjonalności i bystrości umysłu. Wystarczy że Twój facet poznał Cię lepiej i ma Cię w ręku. Poznaj swojego faceta naprawdę zamiast pierdolić bzdury o rademesie.

          As numer dwa to pokerowa twarz. Jak zauważyłam, wykładanie wszystkich swoich słabości na stół to Twoja specjalność.
          • mgla_jedwabna Re: w kwestii władzy 19.04.12, 12:49
            "Niestety nie ten rządzi kto głośniej krzyczy tylko ten co ma karty w ręku."

            Wyobraź sobie, że napisałam to w poście powyżej, spóźniłaś się z tym uświadamianiem.

            "Ekstrapolacja zachowań kota na wyobrażenia o Twoim
            > menie na podstawie jakiś kilku wątłych obserwacji albo innych idiotycznych prze
            > słanek typu horoskopy"

            To było porównanie, nie ekstrapolacja. Oparte na kilku latach życia razem, nie na "kilku watłych obserwacjach". A tekst o horoskopach i "rademesie" (co to takiego?) uważam za obraźliwy, jeśli uważasz mnie za idiotkę, która wierzy w takie rzeczy. Podobnie jak sugerowanie braków w inteligencji w ogóle, a nieznajomość własnego faceta w szczególe. Jaki on jest, to ja wiem, nie wiem tylko, co z tym zrobić.

            Pokerową twarz to ja mogę mieć grając w karty, a dobry związek opiera się na wzajemnym zaufaniu. I na poczuciu bezpieczeństwa, tzn. mogę się ujawnić ze słabościami, a moja pozycja w związku się nie pogorszy.
            • abrigado Re: w kwestii władzy 19.04.12, 12:52
              > Pokerową twarz to ja mogę mieć grając w karty, a dobry związek opiera się na wz
              > ajemnym zaufaniu. I na poczuciu bezpieczeństwa, tzn. mogę się ujawnić ze słaboś
              > ciami, a moja pozycja w związku się nie pogorszy.

              nic takiego nie istnieje
              chocby twój facet ujawnił słabośc a ty od razu traktujesz go jak wadliwy model

              takie myslenie to szczyt hipokryzji-poczucie bezpieczeństwa to ja mam podczas sparringu bokserskiego, w walce mma, albo kiedy wisze kilkanascie metrów nad ziemią, nie w związku ;P
              • mgla_jedwabna Re: w kwestii władzy 19.04.12, 13:08
                "chocby twój facet ujawnił słabośc a ty od razu traktujesz go jak wadliwy model"

                Gdybym traktowała go jak wadliwy model, to związek zakończyłby się po kilku miesiącach najdalej, albo miałabym pretensje o brak bicepsów, "męskiego" hobby i bzykania dwa razy dziennie.

                Ja mam pretensje o to, że nie chce się postarać w tym zakresie, w jakim spokojnie by mógł, gdyby się ruszył. Gdyby mu się chciało chcieć.

                Z męskiego punktu widzenia podobny problem wygląda tak, że np. facet skarży się, jak to żona się roztyła, chodzi w starym dresie i z przetłuszczonymi włosami. Na to forumowicze naskakują "nie zrobisz z niej Miss Polonii rozmiar 34, trzeba się było od razu z taką ożenić". A gość tylko chce, żeby kobita zeszła do BMI 25 (górna granica normy), założyła sukienkę i zamieniła tłuste strąki w zgrabną fryzurkę.

                Gdyby polecieć analogią kulinarną, to nie spodziewam się, że zamiast jeść żelki i chipsy przed komputerem, mąż uskuteczni trzy gorące dania kuchni francuskiej i udekoruje stół świecami i haftowanymi serwetkami. Mnie wystarczy, jak zrobi kanapki, położy je na talerzu i postawi na stole. Tylko, żeby zadbać o to minimum wartości odżywczych i estetyki też trzeba, żeby się chciało chcieć.

                Paradoksalnie - prędzej zrozumiałabym, gdyby jemu było wszystko jedno. Ale wiem, że nie jest. Tylko brak połączenia między pragnieniami a czynami.
                • that.bitch.is.sick Re: w kwestii władzy 19.04.12, 13:46
                  mgla_jedwabna napisała:


                  >
                  > Gdyby polecieć analogią kulinarną, to nie spodziewam się, że zamiast jeść żelki
                  > i chipsy przed komputerem, mąż uskuteczni trzy gorące dania kuchni francuskiej
                  > i udekoruje stół świecami i haftowanymi serwetkami. Mnie wystarczy, jak zrobi
                  > kanapki, położy je na talerzu i postawi na stole. Tylko, żeby zadbać o to minim
                  > um wartości odżywczych i estetyki też trzeba, żeby się chciało chcieć.

                  Że jak? To on ma jeszcze podawać kanapeczki, a potem zmieniać się zwierza bioracego żonę na blacie? To jakieś rojenia wariata. Sama wymagasz czegoś co nienaturalne, niespójne psychologicznie i udawane, a Ty chcesz mieć prawo pozostać sobą. Powodzenia w dalszej hipokryzji;)
                  >
                  • mgla_jedwabna Re: w kwestii władzy 19.04.12, 15:02
                    "Że jak? To on ma jeszcze podawać kanapeczki, a potem zmieniać się zwierza bioracego żonę na blacie?"

                    Od kiedy nieumiejętnośc obsłużenia się, taka na poziomie dziesięciolatka, równoznaczna jest z temperamentem seksualnym?

                    Chodzi mi np. o takie obrazki: wstaję w weekend o 10, on wstał parę godzin wcześniej. I widzę jak siedzi przed kompem, a przed nim do połowy opróżniona paczka landrynek. Idę do kuchni zrobić sobie śniadanie, pytam, czy jest głodny i czy jemu zrobić też. Tak, głodny i to bardzo. W tym momencie pytam się w duchu: to dlaczego sobie nie zrobisz, tylko czekasz, aż dostaniesz gotowe?!

                    Czasme go podpusczam, pytając przymilnym głosem: a masz ochotę na herbatkę? A na tosta? Po czym na entuzjastyczne "tak, tak!" odpowiadam: to sobie zrób! Ochota magicznie przechodzi...

                    Nie chodzi mi o to, żeby mnie obsługiwał. Tylko żeby sięgał po to, na co ma ochotę i generalnie dbał o własne potrzeby. Jak się nie umie zadbać o własne, to o dbaniu o cudze nie ma co marzyć. Przeciwieństwem jest "ofiara losu", która nie podejmie wysiłku, aby zapewnić sobie przyzwoite żarcie/ porządne bzykanie, choć chętnie przyjmie podane na tacy.

                    Kiedyś twierdził, że chętnie uprawiałby seks co drugi dzień*. Twierdził też, że chętnie uczyłby się systematycznie języków. To drugie udaje mu się - choćby się waliło i paliło, powtórka ze słówek musi być. Podobnie z innymi hobby - potrafi nie dość, że sam zdobywać wiedzę i umiejętności, to jeszcze zorganizował cała grupę hobbystów wśród przyjaciół. Nie zniechęca go ani zmęczenie, ani trudności organizacyjne, ani koszty, ani też nie nudzi mu się to z czasem. Tylko w kwestii seksu i niektórych zajęć codziennych brak mu tej iskry. Mimo deklarowanych chęci i zainteresowania.

                    *No, ja też, choć na razie, jakbym miała coś poprawiać, to wolałabym fajny seks raz na tydzień, niż taki jak dotąd - częściej. Aha, to nie znaczy, że on co drugi dzień coś inicjuje. Twierdzi, że chciałby, jak czasem zacząć z nim rozmowę na ten temat, ale w codziennym zachowaniu nic nie robi w tym kierunku.

                    Powtarzam: zrozumiałabym gdybym miała do czynienia z osobnikiem po prostu aseksualnym, który naprawdę woli np. obserwacje astronomiczne od seksu. Ale on twierdzi, że woli seks, a potem bierze lornetkę i szuka Plejad. Na używanie pewnego programu do nauki słówek namawia mnie tak uparcie (mimo otwartych protestów z mojej strony), że gdyby choć w połowie tak energicznie dążył do seksu, to tego wątku by nie było.

                    • abrigado Re: w kwestii władzy 19.04.12, 15:42
                      dzięki za opis!
                      to typowy eskapista - czyli ucieka przed wyzwaniami życia codziennego w świat fantazji. Taki człowiek jak może unika kontaktu Z rzeczywistościa.
                      przykre obowiązki i sytuacje pewnie przesuwa maksymalnie w czasie?

                      Pełno takich ludzi wśród hobbystów
                      ma cechy piotrusia pana i jakies elementy syndromu don juana- czyli tylko udaje, ze dąży do zaspokojenia popędu a tak naprawde aranzuje sytuację tak żeby jak najdalej odsunąc element realizacji
                      zajęcia zycia codziennego są nudne i bezbarwne i nie jest w stanie poświęcić im uwagi
            • sabat77 Re: w kwestii władzy 19.04.12, 13:28
              Ja tez tak kiedys myslalem z tym poczuciem bezpieczenstwa :)
              W moim wypadku to najkrotsza droga by sie rozleniwic, wiec niech bedzie ze gram w kto silniejszy i ma lepsze argumenty.
    • vitek_1 Re: Jak go rozruszać? 19.04.12, 03:57
      mgla_jedwabna napisała:

      Nie wiem, czy dodatkowo naświetli sytuację fakt, że mąż to taki typ szczupłego intelektualisty w okularach

      Owszem naświetlił, a mianowicie twój partner to typowy model aseksualny.

      Nic się nie da zrobić.

      Sam fakt że macie seks raz w tygodniu albo rzadziej to szok. Nie macie dzieci, nikt wam nie przeszkadza, gdybym ja miał takie warunki to dziewczyno byłabyś regularnie obrabiana każdego dnia na dzień dobry i na dobranoc ;)
      • abrigado Re: Jak go rozruszać? 19.04.12, 09:26
        vitek- no nromalnie twoja przenikliwość powala na kolana...
        akurat ja jestem takim typem fizycznym a w pewnym momencie podejrzewałem sam siebie o seksoholizm i z ponetną partnerką mogę brykać całą noc ( tested) mimo, ze od dawna nie mam 17 lat

        tak więc nie pitol...a już okulary to w oółe dają - 50 do testosteronu ;) ;) ;)

        szczupłość, czy drobna budowa wcale nie świadczy o obniżonym testosteronie. Prędzej będa o nim świadczyły np szerokie biodra i wąskie ramiona, wysoki głos

        gdyby gość był aseksualny to za nic nie zaciagnęłaby go do łózka, a nawet gdyby jej się udało to nie napisałaby, że było dobrze- bo dla gościa sytuacja byłaby równei spinająca jak dla mnie seks z dystrybutorem paliwa :)

        gość ma najwyraźniej problem w wyrażaniu intymności, czuje się niezręcznie w sytuacji inicjowania i boi się odrzucenia. tak bardzo, że rezygnuje w każdym przypadku, gdy istnieje prawdopodobieństwo odrzucenia.

        być może ma niektóre cechy spektrum autyzmu- w takiej sytuacji na otoczenei reaguje sie nieco nieadekwatnie, ale z drugiej strony taki człowiek potrafi, tak jak napisała autorka robić swoje kompletnie nie zważąjąc na otoczenie.

        W takim wypadku zrefermować raczej sie go nie da
        • kaziu588 Re: Jak go rozruszać? 19.04.12, 13:33
          powiem tak, jakby mu podstawić "nową" dupeczke, to odrazu by ruszył do dzialania. Bez obrazy mgła. Ale czas robi swoje :-(
    • dreemcatcher Re: Jak go rozruszać? 19.04.12, 14:24
      facet zdominowany przez matkę od małego, bez jego zgody nic nie mógł zrobić. Zrobi wszystko dla ciebie ale nie zacznie z własnej inicjatywy boi się reakcji. Do pewnego czasu będzie super ale małe potknięcie z twojej strony i zaczynasz od zera. Potrzebuje ciągle twojej decyzji w łóżku ..lepiej nie będzie , później już tylko ty będziesz miała ochotę a następnie nawet tego ci się odechce.. przerabiałem to przypadek nieuleczalny , nie licz na to ze cie w nocy obudzi i przeleci bo się nie doczekasz, raz na jakiś czas super seks z jego inicjatywy to tylko fałszywe alarmy ...
      bierność w łóżku zabije każdy związek to tylko kwestia czasu .
      • hello-kitty2 Re: Jak go rozruszać? 19.04.12, 14:51
        Jemu sie zwyczajnie nie chce.

        Do tego przyzwyczailas go (lub byl juz wczesniej przyzwyczajony), ze jak on nie zrobi, to ty lecisz i robisz za i dla niego:

        "Coś jakby siedział głodny przy pełnej lodówce. Co też mu się zdarza - jeśli nie przygotuję posiłku, to potrafi jeść żelki zamiast normalnego śniadania."

        Przestan robic rzeczy za niego. Mozliwe, ze wtedy wroci do mamusi.
        • mgla_jedwabna Re: Jak go rozruszać? 19.04.12, 17:11
          "Mozliwe, ze wtedy wroci do mamusi."

          Co to, to nie, zresztą mamusia nie z tych dopieszczających, tylko z tych, które siedząc za stołem głośno narzekały, że jeszcze im jeść nie podano, podczas gdy ojczym w kuchni zasuwał jak mała mróweczka. Gotował zresztą fatalnie. Na inne tematy życiowe też mieli dziwne poglądy ("ona jest dziwna, że tak często pierze" - teściowa o mnie), mąż odetchnął z ulgą, jak się wyprowadził mieszkać samodzielnie (jeszcze zanim mnie poznał). Tak sobie teraz myślę, że on to chyba ma z domu rodzinnego - cierpliwe znoszenie syfiastych warunków życiowych zamiast działania, żeby to zmienić. Postawa optymalna u czternastolatka, któremu rodzice kupują beznajdziejne ubrania, ale nie u trzydziestolatka w związku partnerskim. Chyba pora odejść od tych schematów, prawda?

          Pozostawiony sam sobie w kwestiach żywieniowych będzie mój mężczyzna żył na żelkach, mrożonej pizzy i zupkach chińskich. I jednak tęsknił za lepszym żarciem (w odróżnieniu od typów, którym wszystko jedno - są i takie), w międzyczasie ponosząc konsekwencje podłej diety: niedowagę (bo zamiast porządnego 1000 kcal śniadania zje cukierki o wartości 200 kcal i straci apetyt do 15.00), średni wygląd (cera, włosy), ogólne kiepskie samopoczucie i brak energii.

          Zresztą nie ma co tak demonizować tego żarcia, ja mu nie matkuję. W przykładzie z weekendowym śniadaniem pytam, czy jemu zrobić TEŻ, skoro sobie robię. Obiady gotuję dla nas obojga, w końcu też muszę coś jeść. Nie robię nic specjalnie dla niego, jak mi się akurat nie chce, to sama też jem zupki chińskie i dania gotowe (tylko, że u mnie jest to na tyle rzadkie, że pozostaje bez wpływu na zdrowie i samopoczucie).
          • kobieta_z_polnocy Re: Jak go rozruszać? 19.04.12, 21:41
            Nie widzisz, że twój mąż doskonale owinął cię wokół palca? Można się podśmiewać, że to chucherko bez popędu, że bez ciebie landrynki tylko by wcinał, ale tak naprawdę to on zdaje się rozdawać karty w waszym związku. Wygląda mi on zresztą na typ człowieka, który spokojnie i po cichu tworzy sobie wygodne miejsce w życiu.

            Po pierwsze, z przyczajonego człowieka nie stworzysz agresywnego i namiętnego kochanka. Więc tak, nie akceptujesz go do końca.

            Po drugie, tak, on cię zmusił do wejścia w rolę matki - głośnej, dopominającej się wszystkiego, pouczającej. Jednocześnie to ty właśnie czegoś od niego potrzebujesz, a nie na odwrót. Wydaje ci się, że jesteś górą, podczas gdy to ty odgrywasz wciąż rolę petenta - uciążliwego i marudnego być może, ale wciąż petenta.

            Po trzecie, tylko ci się zdaje, że go zbawiasz i ratujesz od katastrofy tymi śniadaniami, lekcjami seksu i czym tam jeszcze. To nie są dla niego aż tak ważne rzeczy. Tzn oczywiście fajnie jak mu się to wszystko przytrafia, ale nie opłaca mu się samemu po to wyciągać ręki.

            Po czwarte, to prowadzi do seksu. Tak jak śniadania sobie sam nie zrobi, choć jest głodny, tak też nie będzie się bez potrzeby wysilać w sprawie seksu. To taki typ, dla którego tego typu fizjologiczne przyjemności nie są na tyle ekscytujące bądź ważne, by się o nie specjalnie starać. Najwyraźniej to człowiek dosyć oderwany od własnej cielesności.

            Podsumowując, wybrałaś sobie człowieka, który dość letnio podchodzi do tego rodzaju przyjemności i chcesz go zmienić w super kochanka, który wie, kiedy jesteś gotowa, kiedy ma cię uwodzić, a kiedy jedynie zrobić kanapki. Dla własnego dobra, przejrzyj na oczy.
    • kemot_ski Re: Jak go rozruszać? 19.04.12, 22:55
      tak po prostu?;)
      sorry za uproszczenie;) piszesz sensownie, nie wyglądam na wróżkę, ale ...może dawaj mu to , co podświadomie czujesz, że daje mu największą przyjemność? wówczas śmiało możesz oczekiwić, że i on (z założenia) powinien się połapać w tym, co Tobie...., co Tobie sprawia największą przyjemność? kto wie? chyba warto spróbować? być może razy kilka, ale zawsze warto:)
Pełna wersja