po 6 latach wystapilam o rozwod...

27.04.12, 16:25
chyba chce sie wygadac, wypisac wiec sie mna nie przjmujcie :-)

sytuacja typowa - przed slubem przez 3 lata seks non - stop, wspolne wypady na motorach , na zagle, do teatru, do kina, dyskusje nad ksiazkami itp itd.

Po slubie czestotliwosc seksu spadla z 6 razy na weekend do raz na 6 tygodni, moje zainteresowania nagle go przestaly interesowac, moja obecnosc w jego zainteresowaniach nagle przestala byc doceniania i wymagana, skonczyly sie wspolne wyjscia a nawet jak wychodzimy razem to kazde robi co innego (maz przy barze gada z kolegami, ja albo gadam z kolezankami albo tancze cala noc), skonczylo sie wspolne uprawianie sportow - nagle okazalo sie ze maz ktory 3 lata przed slubem chodzil na basen ze mna, nagle nie lubi plywac, przestal jezdzic na rowerze, przestal jezdzic na rolkach (ktorymi sam mnie zarazil, ja ciagle jezdze i chodze na imprezy rolkowe), przestal chodzic na kregle, przestal grac w bilarda.
Do tego przestal o siebie dbac, woli zjesc byle co na miescie niz zabrac z domu porzadnie przygotowany i zapakowany zbilansowany posilek, zapuscil wlosy i nie dosc ze ich nie podcina zeby mialy jakikolwiek styl to jeszcze trzeba mu przypominac zeby je umyl. chodzi w dzinsach, adidasach i koszulce bez wzgledu na okolicznosci. Co do obowiazkow domowych to mamy podzial i scisle sie go trzymamy, poganiam go jak nie zrobi swojego kawalka, co na ogol konczy sie tym ze on sie obraza a ja marudze.

ogolnie - idze do pracy, wraca do domu,je, oglada telewizje, gra na x-boxie, idzie spac, wstaje, idzie do pracy itp itd...

Ja sie buntowalam przeciw takiemu podejsciu do zycia - co 2-3 miesiace rozpoczynalam dyskusje, probowalam znalezc przyczyny, zasugerowac metody zaradcze, ale bezskutecznie - maz byc moze przyznawal mi racje ze tego seksu ciut malo ale zawsze byl zmeczony, nie chcialo mu sie, jak mu zabraklo wymowek to robil mine skopanego szczeniaka i na tym sie konczylo. nie poszedl do lekarza, nie zrobil badan, nie zmienil diety, nie zaczal dbac o kondycje i nie zaczal cwiczyc wiecej, nie zmienil pracy zmianowej ktora rozwala mu rytm biologiczny i metabolizm, nie dal sie namowic na wizyte u terapeuty i mediatora rodzinnego.

Brak seksu i ciagle odrzucanie moich propozycji spowodowaly ze czulam sie przez lata winna, wredna i sfrustrowana. Wreszcie poltora roku temu dotarlo do mnie ze po tylu latach odstawki nie mam wiecej ochoty na seks z mezem, nie sprawia mi przyjemnosci jak mnie dotyka czy sie przytuli. Dotarlo do mnie rowniez ze jakakolwiek rozmowa, awantura itp itd na daje rezultatu wiec moge przestac sie szarpac.

Pare miesiecy temu moj maz zaczal zauwazac ze sie odsunelam, ze juz nie domagam sie seksu, ze zadko co mnie wyprowadza z rownowagi, ze jestem zimna i opanowana.

W srode maz podjal dzialania - zaczal szukac pracy (wyslal cv, dostal pare odpowiedzi, w poniedzialek ma pierwsza rozmowe kwalifikacyjna), zadbal o siebie (obcial wlosy i zaczal sie golic), zaczyna sie przyklejac i przytulac i patrzec w oczka.

Wczoraj poprosilam o rozwod. My nie jestesmy malzenstwem juz od lat - jestesmy wspolmieszkancami, przyjaciolmi - ale nie mezem i zona, wiec chce to sformalizowac. Nie chce zeby maz sobie wyobrazal ze jak sie teraz postara to cos z tego jeszcze wyjdzie. Dotarlo do mnie ze ja go nie kocham i tego juz sie nie da zmienic. Maz jest w szoku - ale nie jest zaskoczony ani zdziwiony.

Dzis po raz pierwszy od lat nie boje sie perspektywy nastepnych 40-50 lat z balastem.
    • kasia_2222 Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 27.04.12, 17:33
      gratuluję zdecydowania, macie dzieci?
      • donnaanna Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 27.04.12, 17:56
        nie, jakos od poczatku nie mialam przekonania ze ja i moj maz bedziemy dobrymi rodzicami.
        do tego od prawie samego poczatku mamy rozdzielnosc majatkowa - maz mial ogromne problemy finansowe wiec skonsultowalismy sie z prawnikiem i spisalismy stosowna umowe malzenska w kwestii finansow.
    • globerr Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 28.04.12, 13:51
      Hm... robisz najlepiej dla siebie i o to chodzi. IMO już go nie kręcisz i tyle. Nie wiem, czy przez te 6 lat Twoja "Fiza" się zmieniła, jeśli dużo nie jesteś winna, ale nie jesteś bez winy. Może Twój facet to fighter i nie umie inaczej, ale hm.... zastanów się na jednym..... czy jesteś kimś kto znajdzie kogoś. Tyle.......
      • lajosz3 Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 29.04.12, 00:16
        Żartujesz?
        Bezdzietna kobieta lubiąca seks i (z tego co pisze) raczej inteligentna znajdzie nowego faceta bez żadnych problemów.
        • proto Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 29.04.12, 15:43
          tylko po co szukać, każdy okaże się taki sam, po co się męczyć, mieć nadzieję?
          Bycie w związku teraz nie jest trendy!!!!
          • lajosz3 Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 29.04.12, 18:15
            No a ja myślałem, że szukamy (lub nie szukamy) kogoś nie po to żeby być (lub nie być) trendy.
            • proto Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 29.04.12, 22:53
              A po co szukam? Co nam daje w dzisiejszych bycie w związku?
              • sabat77 Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 29.04.12, 23:02
                proto napisał:

                > A po co szukam? Co nam daje w dzisiejszych bycie w związku?

                Niższą opłatę za czynsz i media - dzielone na dwie pensje :D
                Zakładając że nie utrzymujesz żony, rzecz jasna.
                • proto Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 06.05.12, 11:06
                  To żaden argument, bo przecież jeśli byłby prawdziwy to łatwo wysunąć wniosek, że małżeństwa/związki powinny być wieloosobowe. No bo po co wiązać się z jedną osobą?

                  Jakbyś np. mieszkał w 10 -cioro. To by dopiero był niskie opłaty za media i czynsz.


                  Można by nawet wprowadzić wspólną kąpiel, jaka oszczędność wody.
                  • sabat77 Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 06.05.12, 12:22
                    Gdyby pozostalych osmiu czlonkow naszej wspolnoty bylo plci zenskiej i wygladalo lepiej niz poslanka Sobecka, to ja bym sie na to pisal. Nawet popieram ten pomysl wspolnej kapieli, ty to masz glowe na karku :)
                  • po-trafie Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 29.05.12, 12:41
                    Przyjemnosc zycia we dwoje: od wakacji przez plany na przyszlosc i terazniejsze rozrywki, przyjemnosc mania wspolnego rytmu i dwoch glow zamiast jednej, dwoch pogladow, dwoch zestawow marzen.
                    Jak miec zewnetrzny 'dysk' ale lepszy ;-)
    • asocial Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 29.04.12, 18:52
      I tak nagle po slubie wszystko sie zmienilo? Wczesniej udawal czy co?
    • sabat77 Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 29.04.12, 21:36
      Mam mieszane uczucia.
      To dość dziwne i asekuracyjne, żeby nie decydować się na dzieci głównie dlatego, że mąż nie wydawał się być dobrym kandydatem na ojca (nieodpowiedzialność ?).
      Pytanie po co być z nieodpowiedzialnym, pakującym się w finansowe kłopoty człowiekiem ?

      Bez wątpienia po Twojej stronie jest jakiś problem z decyzyjnością, to dość nieuchwytne, ale czuję że możesz mieć skłonność do wiązania się z takimi mężczyznami w typie Piotrusia Pana, chociażby po to żeby odgrywać rolę tej pokrzywdzonej.

      Zacznij analizę od siebie, czy czasem nie jest Ci dobrze w roli ofiary.
    • loppe Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 29.04.12, 21:47
      cyt. sytuacja typowa - przed slubem przez 3 lata seks non - stop, wspolne wypady na motorach , na zagle, do teatru, do kina, dyskusje nad ksiazkami itp itd.

      Już któryś raz czytam jak na poczatku było fajnie i inaczej niż teraz. Może więc lepiej związać się po marnym narzeczeństwie/godach - nie będzie rozczarowania, może być tylko lepiej?
      • kasia_2222 Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 30.04.12, 10:40
        a ja odnoszę wrażenie, że donnaanna da mu jeszcze szansę. Prośba o rozwód to jeszcze nie odejście, a w tym wypadku widać mocno zmobilizowała partnera
        • triss_merigold6 Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 30.04.12, 11:05
          Od razu ostrzegę autorkę, że ta mobilizacja jest chwilowa i pozorna.
          • donnaanna Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 30.04.12, 12:36
            1. owszem tez jestem w szoku ze przez 3 lata bylo fajnie a po slubie szlag wszystko trafil. owszem zastanawiam sie czy ja bylam slepa czy on tak dobrze udawal. owszem, zasugerowano mi juz ze wybieram sobie typ piotrusia pana i cos cholera w tym musi byc...

            2. wygladam lepiej niz jak sie poznalismy i lepiej niz w dniu slubu - schudlam ok 10 kg i codziennie cwicze, dbam o siebie i na brak chetnych narzekac nie moge, do tej pory na ogol nie robilam skokow na bok, zdazylo mi sie chyba ze 2 razy. nie spieszy mi sie do nastepnego zwiazku, raczej mam ochote pobyc sama, nadrobic z wieloma zaleglosciami (przyjaciele, rodzina, kino, teatr, ksiazki, zagle, sport itp itd), poprzymiezac sie do seksu od nowa i poeksperymentowac.

            3. nie, nie dam mu szansy, nie wierze w mobilizacje przez szantarz. ja decyzje juz podjelam i nie jestem taka jedza zeby kogos przepuscic przez magiel jakim jest prosba o rozwod jesli nie jestem na 100 pewna chce sie rozwiesc.
            • asocial Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 30.04.12, 15:38
              moze to wlasnie Panu przestalo odpowiadac, moze wg Ciebie wygladasz lepiej, a wg Pana gorzej?
              osobiscie znam pare, gdzie kobieta miala bardzo konkretny feler przez 15 lat zwiazku, po 15 latach probowala feler usunac, panu sie to nie spodobalo na tyle, ze nie byli w stanie dluzej razem byc.
              Inna sprawa, ze powinno sie respektowac decyzje drugiej osoby, etc... ale czasem to, co jest pozytywna zmiana, dla drugiej strony niekoniecznie takie sa...
              donnaanna napisała:


              >
              > 2. wygladam lepiej niz jak sie poznalismy i lepiej niz w dniu slubu - schudlam
              > ok 10 kg i codziennie cwicze, dbam o siebie i na brak chetnych narzekac nie mog
              > e, do tej pory na ogol nie robilam skokow na bok, zdazylo mi sie chyba ze 2 raz
              > y. nie spieszy mi sie do nastepnego zwiazku, raczej mam ochote pobyc sama, nadr
              > obic z wieloma zaleglosciami (przyjaciele, rodzina, kino, teatr, ksiazki, zagle
              > , sport itp itd), poprzymiezac sie do seksu od nowa i poeksperymentowac.
              >
              >
              • donnaanna Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 30.04.12, 15:44
                nie sadze - seks padl na nos 5 lat temu, tuz po slubie. spadek wagi i regularne cwiczenia zaczelam kolo 2 lat temu.
                • triss_merigold6 Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 30.04.12, 15:51
                  Cokolwiek było przyczyną odmiany pana, intuicja wyraźnie dawała Ci sygnały skoro nie zdecydowałaś się z nim na dziecko.
                  • donnaanna Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 30.04.12, 16:01
                    to prawda. prawda jest tez to ze ja sama z siebie nie za bardzo mam parcie na dzieci wiec akurat tak sie zlozylo ze oboje nie chcielismy, a do tego ja nie widzialam go jako ojca zupelnie.
              • mgla_jedwabna Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 13.06.12, 16:07
                Z ciekawosci: co to takiego, ze jednoznacznie okreslasz to jako feler, a jednoczesnie usuniecie tego obnizylo subiektywnie postrzegana atrakcyjnosc pani na tyle, ze pan sie rozwiodl?
                • hawa.etc Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 11.08.12, 11:08
                  Może wcale nie obniżyło atrakcyjności, tylko właśnie podwyższyło i to wyprowadziło pana z równowagi. Wcześniej mógł wychodzić z punktu: "ja tu cię kocham, mimo tej zajęczej wargi/trzeciej piersi/uschniętych resztek bliźniaka syjamskiego zwisających z pleców, bądź wdzięczna i nie marudź". Po usunięciu nie bardzo.
                  Ale to tylko taki strzał, sama bym chętnie się dowiedziała o co chodziło.
    • odbieracz Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 01.05.12, 12:13
      No to masz szczęście że nie macie dzieci i nie do końca byliście małżeństwem (brak wspólnoty majątkowej). Po prostu zalegalizowaliście związek i wszystko się dalej toczyło. Jeśli mieszkaliście razem (sami), nie mącili w związku wasi rodzice, to myślę że dobrze się stało że się rozwodzicie. Bo takie udawane małżeństwo nie ma chyba najmniejszego sensu. Ja mam trochę inną sytuację, ale pewnie też skończy się rozwodem ( tesciowatwojwrog.blox.pl/html )
      • donnaanna Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 01.05.12, 12:52
        odbieracz - nie wiem, nie znam twojej historii. wiem ze dopoki obie strony w zwiazku chca i nad nim pracuja to sa szanse. do mnie dotarlo ze moj maz przez lata twierdzil ze mnie kocha ale ta jego milosc byla bardzo dziwna i mnie po jakims czasie przestalo sie chciec. i tak masz racej takie udawane malzenstwo nie ma sensu i dokladnie to powiedzialam mojemu mezowi - zalegalizujmy stan rzeczy, nie jestesmy malzenstwem i nie udawajmy dluzej.

        przez miesiace czulam sie podle. dzis po podjeciu decyzji nie jest mi latwo ale wiem ze zycie sie zaczyna na nowo i nie zaluje.
        • potwor_z_piccadilly Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 06.05.12, 20:39
          donnaanna napisała:

          > przez miesiace czulam sie podle.

          I ten twój życiowy galop wynika z faktu że czułaś się podle, czy masz to wrodzone ?

          dzis po podjeciu decyzji nie jest mi latwo ale
          > wiem ze zycie sie zaczyna na nowo i nie zaluje.

          Może się udać, ale warunki też są. Jeśli nie zwolnisz tempa, nie obniżysz poprzeczki przyszłym, ewentualnym kandydatom, to ja widzę dla ciebie marne szanse. Nie wytrzymają chłopy takiego tempa. Jeśli już, to zawrócą w głowie, namalują złote góry, zrobią swoje i tyle będziesz ich widziała. Nie zapomnij też że przyjdzie ci przebierać w towarze używanym, a tam mało jest produktów które nie dość że są przy kasie, to jeszcze na dodatek śmigają z gracją na Rocez-ach Majestic-ach.
          Pozdrawiam.
          • donnaanna Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 08.05.12, 18:15
            - zyciowy galop? nie wiem co masz na mysli...
            - nie zakladam dlugotrwalego, stalego zwiazku przez czas dosc dlugi, nie spieszy mi sie wiec nie rozwazam ani czy potencjalny kandydat wytrzyma tempo, jakie poprzeczki mu ustawie ani tym bardziej czy ma kasa i na czym smiga...

            jakos nie za bardzo lapie sens twojego postu?
            • gomory Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 09.05.12, 13:45
              Potworski wczul sie w role horrorowca i Ciebie straszy. Buhuuuuu... wszyscy fajni faceci sa juz zajeci. Zostaly same porozwodowe odpady z nielichymi skazami. Bajki sie skonczyly, zrezygnuj z poszukiwan ksiecia. Bierz facia nawet jesli bedzie klonem Twojego ex. Zapomnij o rolkach, basenie i kulkach ;).
              Jesli lubisz dreszczowce to sie boj przyszlosci az Ci sie pupa zmarszczy. Jesli zas wolisz komedie to sie z tego posmiej :).
              • white_strip Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 13.05.12, 18:23
                daj sobie spokój z takim facetem niechlują... ja już wilałabym byc sama, zreszta popatrz jak sobie radzą inne kobiety :)
                kobieta.wp.pl/gid,14469785,img,14469811,kat,26405,title,Rozwod-im-sluzy,galeriazdjecie.html
                • brat187 Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 10.06.12, 23:36
                  "nie, jakos od poczatku nie mialam przekonania ze ja i moj maz bedziemy dobrymi rodzicami.
                  ups
                  do tego od prawie samego poczatku mamy rozdzielnosc majatkowa - maz mial ogromne problemy finansowe wiec skonsultowalismy sie z prawnikiem i spisalismy stosowna umowe malzenska w kwestii finansow.
                  UPS.2
                  Poza tym: miał za długie włosy, nie jadł zbilansowanych posiłków i nie mył naczyń wg. wskazań zegara podziału obowiązków. Tak myślę, że ten facet też ma trochę szczęścia, że się uwolnił. Doceni to z czasem.

                  • yoric Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 12.06.12, 01:54
                    No nie wiem. Myślisz, że znajdzie gdzieś taką wierną? Ta przynajmniej nie robiła skoków w bok, zdarzyło jej się 'raptem ze 2 razy'... :)))
                    • abrigado Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 12.06.12, 12:54
                      yoric- bądz człowiekiem- 2c skoki w bok na 6 lat, to nic zupełne- a ile razy on tym czasie nie załozył adidasy do jeansów?
                      no ?

                      to sie zupełnie nie liczy?
                      • anty-cialo Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 12.06.12, 14:38
                        Bo jak ty skaczesz w bok to OK, a ona ma trwać w cnocie
                        Z drugiej strony jak facet miał straszny bajzel finansowy, to traktował małżeństwo jako bezpieczną bazę materialną
                        • brat187 Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 12.06.12, 23:26
                          Ale nie wiemy skąd się ten bajzel finansowy wziął. Może z tych żagli, fitness i rolek w Hiszpanii.
                    • songo3000 Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 25.07.12, 13:38
                      Użycie liczebników rozmytych jest jak najbardziej wskazane. Przykładowo, na Clintona się nie liczy i takie tam... ;P
    • june-of-44 Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 25.07.12, 08:42
      Z tego co opisałaś to twój facet ma depresję....
      Tylko on zna jej powody.
      • abrigado Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 25.07.12, 13:25
        ale głupota- depresja nie ma racjonlnego powdu poza sytuacjami naprawde tragicznych wydarzeń ( trójka dzieci ginie w pożarze, ktoś był na wojnie w afganistanie i jeżdzil w ostrzeliwanych patrolach, kogoś porwano i rok czasu trzymano w studni na łancuchu...)

        depresja to zmiany w mózgu- czysta biochemia- i nieadekwatne regowanie na stres na skutek zaburzęn metabolicznych
        • urquhart Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 25.07.12, 13:37
          abrigado napisał:

          > ale głupota- depresja nie ma racjonlnego powdu poza sytuacjami naprawde tragicz
          > nych wydarzeń ( trójka dzieci ginie w pożarze, ktoś był na wojnie w afganistani
          > e i jeżdzil w ostrzeliwanych patrolach, kogoś porwano i rok czasu trzymano w st
          > udni na łancuchu...)

          To chyba trauma. Bo co do depresji to racjonalnie jedynie wystarczy powyższony poziom prolaktyny odziaływujący na mózg...
          • aandzia43 Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 25.07.12, 21:00

            > abrigado napisał:
            >
            > > ale głupota- depresja nie ma racjonlnego powdu poza sytuacjami naprawde t
            > ragicz
            > > nych wydarzeń ( trójka dzieci ginie w pożarze, ktoś był na wojnie w afgan
            > istani
            > > e i jeżdzil w ostrzeliwanych patrolach, kogoś porwano i rok czasu trzyman
            > o w st
            > > udni na łancuchu...)

            Można mieć zespół stresu pourazowego, a można depresję sytuacyjną. Ludzie różnie reagują.


            Bo co do depresji to racjonalnie jedynie wystarczy powyższony
            > poziom prolaktyny odziaływujący na mózg...
            >

            Jest jeszcze kilka innych sytuacji biochemicznych, które mogą indukować depresję.
    • la.locca Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 26.07.12, 11:18
      Nad czym się w ogóle zastanawiać?
      Nie macie dzieci, seksu, wspólnego majątku, wspólnych tematów i pasji...
      Po cholerę trwa to 6 lat?
    • lawirant Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 30.07.12, 09:40
      chyba bym tego nie zniósł, gdybym był kobietą, a mój facet grałby na x-boxie czy na jakimś innym gównie...
      porażka
    • lawirant Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 30.07.12, 09:59
      w wielkim skrócie Twój mąż nie zdążył się 'ogarnąć'...
    • yoric Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 11.08.12, 16:04
      Najbardziej ciekawi mnie koniec tej historii, ale pewnie się go nie dowiemy...

      W ramach uaktualniania historii :) - właśnie zakończył się mój związek i tam wzorzec był dość podobny, bo i musiał być - z tego co widzę, w zdecydowanej wiekszości związków 'on jej nie poświęca czasu'. Nawet ta piękna metofora Sabata z wątku obok o facetach-Kotach też jest o tym samym. Donna opisała co prawda przypadek dość ekstremalny - u mnie na przykład był dobry seks, był sport i hobby (tyle że nie wspólne :), ale mantra ta sama - poświęcanie czasu (cytuję "już od dawna miałam poczucie, że tak naprawdę nie jesteśmy razem").

      Zastanawiam się, czy to element konstrukcji psychicznej kobiety jako takiej, czy też są wyjątki, które potrafią dać swojemu facetowi dużo powietrza.

      A patrząc jeszcze z innej strony, facet musi 'spędzać czas', ale oczywiście oprócz tego musi dobrze zarabiać (a więc dużo pracować), ale przy tym być nowoczesny, a więc także pomagać przy domu, no i musi coś ćwiczyć żeby jakoś wyglądać, a także mieć jakieś hobby żeby nie być nudnym. A ja się pytam - gdzie w tym wszystkim czas na Forum???!
      • kawitator Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 11.08.12, 17:11
        był sport i hobby (tyle że nie wspólne :)
        Lata temu kiedy to poznałem moja obecna koleżankę małżonkę a nauczony doświadczeniem starszych kolegów zaproponowałem natychmiast wspólny wyjazd na narty pomimo że ona dotychczas narty widziała tylko na wystawie sklepu. Wzbudzając rozbawienie i docinki kolegów przez dwa sezony tłukłem się z nią po różnych oślich łączkach. W trzecim mając dusze na ramieniu zjechała za mną do Goryczkowej Dalej juz poszło. Wynik
        W ciągu następnych dwóch trzech lat większość kolegów musiała przestać uprawiać ten sport. My jeździliśmy dalej a nawet po urodzeniu młodszego syna zostałem wydelegowany z wtedy 6 letnia córka na Chopok abo przeca musicie sobie pojeździć
        Podobnie było z innymi moimi aktywnościami jak żeglarstwo, a nawet strzelectwo.
        Ciężka praca u podstaw i zarażenie swoimi pasjami widocznie działa bo nigdy nie usłyszałem tego co ty.
      • sabat77 Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 11.08.12, 17:17
        No to wspolczuje. Z drugiej strony - cos sie konczy, cos sie zaczyna. No i pewnie odbijesz sobie lata monogamii :)
        co do kobiet - jasne ze sa takie co potrafia dac sporo powietrza ale oczekuja tego samego w zamian. :)
        bywaja tez mezczyzni, ktorzy nie potrafia dac kobiecie cennej przestrzeni w zwiazku...
      • aandzia43 Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 11.08.12, 17:53
        > Zastanawiam się, czy to element konstrukcji psychicznej kobiety jako takiej, cz
        > y też są wyjątki, które potrafią dać swojemu facetowi dużo powietrza.


        Są kobiety, które dają facetowi dużo powietrza, są takie, co nie dają i są sytuacje, kiedy przyczyną rozstania jest po prostu brak emocji i uczuć z jednej strony źle znoszony przez drugą stronę. Jak było u ciebie - nie wiem i niczego nie sugeruję, ale skoro rzuciłeś temat, to snuję inne niż babską zaborczość i bluszczowatość przypuszczenia.
        Może bez względu na proporcje czasu spędzanego razem do czasu spędzanego osobno ona czuła się niekochana? Mogę to sobie akurat wyobrazić, bo ja z tych, co potrzebują oddechu i oddech drugiej stronie dają. Nie w ilości godzin razem spędzonych sedno związku i szczęście znajduję. Kiedyś mój mąż wyrażał ochotę i realizował potrzebę bycia ze mną wiele godzin dziennie, a mnie to latało, bo nie w tym rzecz była. Teraz widzimy się nieco rzadziej, a mnie jest lepiej. Rzecz w tym, co się dzieje między ludźmi podczas tych godzin, kiedy już są razem. Czy są obok siebie, czy są ze sobą. Intensywnie są ze sobą czy nijako. Od razu wyjaśniam: nie o intensywność sportową czy rekreacyjną mi tu chodzi. Można sobie jeździć obok siebie na nartach, bojerach czy drzwiach od łazienki i ekscytować się sportem razem uprawianym, a mimo to RAZEM nie być. Bo ekscytację tymi fajnymi czynnościami ja się mogę mieć z koleżanką czy kolegą. Z chłopem zaś swym mogę sobie darować zjazdy np. na nartach (bo drzwi od łazienki bezwzględnie zostawiam ;-)), ale muszę mieć świadomość i namacalne dowody, że jak jest ze mną, to jest ze mną.
        Sorry Yoric, że tak bezczelnie komplikukę prosty w/g ciebie problem rozstania z byłą ;-P Jeśli zależało ci na niej i ciężko ci z powodu rozstania - szczerze współczuję.
        • mujer_bonita Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 11.08.12, 19:17
          aandzia43 napisała:
          > Z chłopem zaś swym mogę sobie
          > darować zjazdy np. na nartach (bo drzwi od łazienki bezwzględnie zostawiam
          > ;-)), ale muszę mieć świadomość i namacalne dowody, że jak jest ze mną, to
          > jest ze mną.

          Nie czytałam tego posta zanim napisałam swojego ale podpisuję się obiema rękami ;) Mój mężczyzna ulubiony sport uprawia ze swoją ex a ja się cieszę, że mnie nie ciąga. Z drugiej strony są kwestie, które dzielimy tylko ze sobą i jest też na nie czas.
      • mujer_bonita Re: po 6 latach wystapilam o rozwod... 11.08.12, 19:04
        yoric napisał:
        > u mnie na przykład był dobry seks, był sport i hobby (tyle
        > że nie wspólne :), ale mantra ta sama - poświęcanie czasu (cytuję "już od
        > dawna miałam poczucie, że tak naprawdę nie jesteśmy razem")
        > Zastanawiam się, czy to element konstrukcji psychicznej kobiety jako takiej, cz
        > y też są wyjątki, które potrafią dać swojemu facetowi dużo powietrza

        Ciężko wypowiadać się w tym konkretnym przypadku ale może wcale nie chodzi o ilość tego czasu tylko o jakość? Moja koleżanka na studiach zerwała ze swoim facetem, kiedy stwierdziła, że jedyne co różni ich relację z innymi przyjaciółmi/znajomymi jest to, że uprawiają seks*. Ja konkretnie bardzo lubię spędzać czas z moim chłopem ale wspólne zakupy czy sport jakoś nie stanowią dla mnie sensu związku. Nawet spędzanie wolnego 90% czasu razem 'obok siebie' nie gwarantuje dobrego związku. To raczej ten (nawet krótki) czas, kiedy człowiek czuje, że z partnerem łączy go coś zupełnie innego, wyjątkowego. Zdecydowanie jakość nie ilość.

        > A ja się pytam - gdzie w tym wszystkim czas na Forum???!

        No jak nie ma czasu na forum to jest źle!




        * po jakimś czasie okazało się, że przynajmniej w stosunku do jednej jego 'koleżanki' nie było to prawdą ;)
Pełna wersja