Bez kajdan ... (do Sabat77)

05.05.12, 08:42

Sabat, nie mogłam się zdecydować, gdzie dopisać pytanie, więc zakładam nowy wątek.
Chcę Cię zapytać, jak zachowałbyś się teraz, albo po narodzinach dzieci, gdybyś nie był związany tzw. świętym węzłem małżeńskim?
Oto nic Cię nie wiąże, nie ma żadnego papierka, są dzieci. Co byś zrobił?
    • kag73 Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 05.05.12, 08:49
      Dobre pytanie, niezapominajka o tym samym pomyslalam kiedy sabat gdzies napisal, ze lepszy zwiazek nieformalny niz malzenstwo. Dla mnie bzdura i bez roznicy, bo najwiekszym problemem, moim zadnaiem jest kwestia opieki i dzieci w ogole a nie jakis tam papierek.
    • urquhart Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 05.05.12, 09:01
      Zastanówmy się dlaczego powstają związki i federacje państw? Bo najczęściej mają wspólnego wroga lub wspólne problemy.
      Sam mogę się podać za Freudowski przykład że seks i libido napędza i warunkuje wszystko inne.
      Ale udany satysfakcjonujący związek stanowi oparcie i ubezpieczenie kiedy jedno traci zdrowie, pracę, lub chęć do życia. Dla mężczyzny także jest główne źródło bliskości, dla kobiety początkowo także ale zanim ma dzieci, które zastępują zwykle partnera w tej roli niestety i się konstrukcja wzajemności wali.
      • kag73 Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 05.05.12, 09:10
        Aha, urqu, a w przypadku Twojej zony na ten przyklad dzieci zastapily partnera?
    • sabat77 Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 05.05.12, 10:29
      Dazylbym do slubu z matka dzieci, bo z punktu widzenia bycia ojcem lepiej byc jednoczesnie mezem matki swoich dzieci :)
      • hello-kitty2 Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 05.05.12, 12:21
        sabat77 napisał:

        > Dazylbym do slubu z matka dzieci, bo z punktu widzenia bycia ojcem lepiej byc j
        > ednoczesnie mezem matki swoich dzieci :)

        Powaznie? Czy jaja sobie robisz z niezapominajki i kag?
        • sabat77 Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 05.05.12, 12:57
          Dlaczego od razu jaja ? Taniej utrzymac jeden dom, wspolne wydatki i miec bezposrednia kontrole nad rozwojem dzieci. Malzenstwo jako spolka cywilna, juz o tym pisalem. Czysty pragmatyzm zyciowy przeze mnie przemawia. Od niedawna tak traktuje swoje malzenstwo i jest ok. W sumie moge powiedziec nawet, ze glownie mi zaczelo zalezec zeby to utrzymac - mam w tym realny interes. Co sie z seksem rozmija calkowicie, ale traktuje go teraz jako osobny temat.
          • kawitator Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 05.05.12, 13:31
            Taniej utrzymac jeden dom, wspolne wydatki
            Za srebrniki sprzedajesz wolność ???????
            Wychowanie naprzemienne mimo oporu kobitek wchodzi do polski coraz większa strumieniem
            więc dupnij pragmatyzmem i zrób co ci dyktuje dusza ;-PPP
            • sabat77 Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 05.05.12, 13:40
              Co to za wolnosc kiedy do zarcia zostana surowe ziemniaki (bo gaz odcieli za zaleglosci) ?
              wychowanie naprzemienne - musze sie zainteresowac.
              • kawitator Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 05.05.12, 14:09
                No cóż wyjaśnię Ci cuś na modłę znanych forumek z e-mam tylko na odwyrtkę
                W wychowaniu naprzemiennym żadna ze stron nie płaci drugiej alimentów na dzieci
                Jeżeli rozwód będzie z wyłącznej winy żony jej tez nie płacisz alimentów więc bilans wyjdzie ci nawet lepiej niż masz teraz lub bardzo podobnie
                Jak taki rozwód uzyskać Tu należy się zwrócić do wyspecjalizowanej firmy która zapewni ci przelecenie żony przez obcego faceta z pełna dokumentacją tegoż. Ale to Cie podobno nie rusza. Nie będę robił reklamy ale podobno mają 100 % skuteczności :-)
                I masz po sprawie a żonka zdrowa i z dwoma ręcami więc nie zginie
                • sabat77 Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 05.05.12, 14:49
                  Na ile ja znam zaden uwodziciel jej nie da rady. Mysle ze moglaby nie chcec alimentow na siebie, w sumie zyjemy ze soba w przyjazni, tylko bez seksu.
                  Musze to przeanalizowac dokladnie, mozliwe ze to jest jakas droga. Wiecej - moze sie po prostu dogadamy, ona nie czuje do mnie nienawisci.
                  • proto Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 06.05.12, 09:47
                    > Na ile ja znam zaden uwodziciel jej nie da rady.

                    hehehe, ciekawe skąd tak twoja pewność?
                    Jak to się mówi:
                    - pod latarnią najciemniej.
                    - cudze chwalicie a swego nie znacie.

                    Widocznie mało ją znasz, oj bardzo mało
                    • sabat77 Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 06.05.12, 10:33
                      Rozumiem proto, ze skoro sie tak wypowiadasz, to znasz moja zone lepiej niz ja. Spoko, opowiedz mi cos o niej, ale sama prawde, jak na spowiedzi. Mow, prawda nas wyzwoli :)
                      • kag73 Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 06.05.12, 11:26
                        sabat77 napisał:

                        > Rozumiem proto, ze skoro sie tak wypowiadasz, to znasz moja zone lepiej niz ja.
                        > Spoko, opowiedz mi cos o niej, ale sama prawde, jak na spowiedzi. Mow, prawda
                        > nas wyzwoli :)

                        Proto moze miec racje. Moze twoja zona sama siebie nie zna. Jestesmy czasem zaskoczeni wlasnymi reakcjami w roznych sytuacjach.
                        • sabat77 Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 06.05.12, 12:03
                          Uwodziciel to dosc specyficzny typ i zdecydowanie nie jej bajka. Jesli o nia chodzi to sztuka moglaby sie udac starszemu, madremu mezczyznie, badz o ile mam racje co do pewnego nieuswiadomionego aspeku jej osobowosci... pieknej kobiecie ;)
                          • proto Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 06.05.12, 20:12
                            Nie wiem, dlaczego piszesz, że uwodziciel to specyficzny typ?????
                            Że niby to ma jakieś określone cechy. Dlaczego ten starszy facet, o którym piszesz nie może być uwodzicielem?

                            Nie wiem, kto to Twoim zdaniem jest uwodziciel, nie mniej jednak do seksu namówić ją pewnie da, kwestia determinacji w dążeniu do celu.
                            • sabat77 Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 06.05.12, 20:30
                              Uwodziciel z firmy raczej nie jest starszym panem :)
                              a pewnie ze sie da, mnie sie udalo, ale potrzebowalem sporo podchodow i lamania wewnetrznych tabu.
                              Co innego ktos z glownego spolecznego nurtu, a co innego ktos kto odebral talibanskie wychowanie i ma takie najbardziej podstawowe reakcje.
                              niech uwodziciel uwiedzie wierzaca zakonnice :) tez sie da. Ale czasem potrzeba takiej determinacji, ze moze mu nie starczyc.
                        • proto Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 06.05.12, 20:15
                          kag73 napisała:

                          > Proto moze miec racje. Moze twoja zona sama siebie nie zna. Jestesmy czasem zas
                          > koczeni wlasnymi reakcjami w roznych sytuacjach

                          Ależ oczywiście, że proto ma rację, Proto ma zawsze rację :)))

                          Coś w ten deseń mi chodziło, nie znam oczywiście żony sabata77, a przynajmniej nie wiem że ją znam ;)
                      • mgla_jedwabna Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 07.05.12, 01:52
                        Sabat, obejrzyj sobie "Niebezpieczne Związki", ze szczególnym uwzględnieniem wątku pani de Tourvelles (czy jak to się tam pisało), gra ją Michelle Pfeiffer bodajże.
                    • anty-cialo Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 06.05.12, 10:37
                      Czy może istnieć uwodziciel lepszy od oczytanego Sabata :)
                      • sabat77 Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 06.05.12, 12:18
                        Ani ja uwodziciel, ani oczytany. Z kims mnie mylisz, ja tu tylko sprzatam :)
                        • anty-cialo Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 06.05.12, 15:34
                          Bez owijania w ironię: przy braku szerokiej praktyki skąd pewność że żaden sposób uwodzenia na twoją żonę nie działa.
                          Jeśli czujesz że starszy, mądry mężczyzna miałby szanse, to dzięki jakim cechom i działaniu?
                          • sabat77 Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 06.05.12, 15:58
                            Nie zadziala, bo przed nia biezy baranek, a nad nia lata motylek.

                            A starszy pan to tata. Na to niektore z was wymiekaja, nic nie poradze. Dziewczynki potrzebuja taty, zeby wyleczyc wiadomo jaki kompleks. A jak taty brak, doslownie czy w przenosni, to i kompleks zostaje :)
                            Na kompleksy jak wiadomo nie ma mocnych, wiec moze zadzialac :)
                  • anty-cialo Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 06.05.12, 10:34
                    sabat77 napisał:

                    > w sumie zyjemy ze soba w przyjazni, tylko bez seksu
                    ale też
                    kopnąłbym ją w dupę

                    Czy z twojej strony to jest przyjaźń czy bardziej nienawiść?
                  • anelka77 Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 06.05.12, 10:55
                    sabat77 napisał:

                    > (...) w sumie zyjemy ze soba w przyjazni, tylko bez seksu.

                    Gratuluję osiągnięcia takiego poziomu wzajemnej akceptacji. Dla mnie w małżeństwie, czy w ogóle w związku wyklucza się jedno z drugim. Jak nie ma seksu, a brak wynika z niechęci jednej ze stron, to na pewno nie ma przyjaźni. Zawsze wtedy są jakieś "kwasy". No chyba, że macie po 80 lat i żadna ze stron nie potrzebuje już seksu.
                    • lajosz3 Re: Bez kajdan ... (do Sabat77) 06.05.12, 19:12
                      Proponuję lekturę postów Sabata.
                      Jednak jeśli Ci się nie chce, to w skrócie chodzi mu o to (a przynajmniej ja tak to zrozumiałem) , że bycie w tym niby związku jest po prostu, zwyczajnie tańsze, a poza tym, odniosłem wrażenie, że dla Sabata "jeszcze się tam żagiel bieli" , czyli nie do końca wszystko stracone.
      • hello-kitty2 Re: gdzie tu spojnosc wypowiedzi? 05.05.12, 15:24
        niezapominajka333 napisała:
        > Chcę Cię zapytać., jak zachowałbyś się teraz, albo po narodzinach dzieci, gdybyś
        > nie był związany tzw. świętym węzłem małżeńskim?
        > Oto nic Cię nie wiąże, nie ma żadnego papierka, są dzieci. Co byś zrobił?

        Sabat77 napisał:
        > Dazylbym do slubu z matka dzieci, bo z punktu widzenia bycia ojcem lepiej byc j
        > ednoczesnie mezem matki swoich dzieci :)


        Sabat77 nie rozumiem, jak jeszcze wczoraj czy przedwczoraj pisales teksty antymalzenskie i viva singlowe (patrz ponizej), a dzisiaj piszesz cos zupelnie odwrotnego? Czy to jest jakies rozdwojenie jazni? Po co pisac cos, czemu zaprzeczysz kolejnego dnia?

        Jezeli zaprzeczasz sam sobie i to w tak krotkim okresie czasu (z dnia na dzien, czyli rozumiem, ze to nie jest zwykla zmiana zdania) to nie mozesz oczekiwac, ze rozmowcy beda twoje wypowiedzi = ciebie traktowali powaznie.

        O co tu chodzi?


        "Z wszystkich kosztow ktore wymienilas nie pisalbym sie tylko na ponowne malzenstwo, wiec chyba nie jest ze mna tak zle :)"

        "Ale po co ma sie wysilac ? Przeciez mezczyzna singiel ma o wiele lepiej niz zonaty, pod kazdym wzgledem. Malzenstwo to wynalazek ustawiony pod kobiety, widac mezczyzni na zachodzie sa rozumniejsi niz w u nas."

        "Nie ma stabilizacji, to pozory. Majac ta swiadomosc wolalbym wrocic do singielstwa, gdybym mogl cofnac czas."

        Nie chcialo mi sie szukac wczesniejszych tego typu wypowiedzi.
        • sabat77 ojciec a maz 05.05.12, 15:33
          Przeciez to oczywiste. Malzenstwo staje sie korzystniejszym rozwiazaniem dopiero po dziecku i to nie ze wzgledu na cudownosci instytucji zwiazku malzenskiego a raczej represyjnosc panstwa wobec ojcow pozostajacych poza tym cudownym stanem :)
          Nie chodzi o zalety malzenstwa, a raczej wady pozostawania poza nim w specyficznych zyciowych sytuacjach (bycie ojcem wyrzuconym poza nawias i sprowadzonym do roli przymusowego sponsora imprezy)
          • hello-kitty2 Re: ojciec a maz 05.05.12, 15:49
            sabat77 napisał:

            > Przeciez to oczywiste. Malzenstwo staje sie korzystniejszym rozwiazaniem dopier
            > o po dziecku i to nie ze wzgledu na cudownosci instytucji zwiazku malzenskiego
            > a raczej represyjnosc panstwa wobec ojcow pozostajacych poza tym cudownym stane
            > m :)
            > Nie chodzi o zalety malzenstwa, a raczej wady pozostawania poza nim w specyficz
            > nych zyciowych sytuacjach (bycie ojcem wyrzuconym poza nawias i sprowadzonym do
            > roli przymusowego sponsora imprezy)

            Ale czy ty w ogole sprawdziles te informacje, ktore podajesz? Bo rozumiem, ze mowisz o ewentualnym rozwodzie. Czy w wypadku rozwodu nie zalezy wszystko od was? Czy sad narzuca rozwodzacym sie rozwiazania dotyczace podzialu majatku i opieki nad dziecmi? Pisales, ze nie rozmawiales z zona o rozwodzie. Wiesz jakie jest jej stanowisko w sprawie rozwodu?

            btw: jaka jest represyjnosc panstwa wobec ojcow nie bedacych malzonkami matek ich dzieci, gdy oboje nie sa i nie chca byc w zwiazku malzenskim?

            • sabat77 Re: ojciec a maz 05.05.12, 16:35
              Mam nikle pojecie o rozwodach, bo do tej pory nie bralem rozwodu pod uwage. Np o mozliwosci naprzemiennej opieki nie wiedzialem.
              Represyjnosc - hyh, alimenty nie bedac mezem placisz, bedac - nie placisz, tylko utrzymujesz samemu, co wychodzi poki znacznie taniej - przynajmniej w przypadku naszych dzieci.
              • potwor_z_piccadilly Re: ojciec a maz 05.05.12, 22:34
                sabat77 napisał:

                > Mam nikle pojecie o rozwodach, bo do tej pory nie bralem rozwodu pod uwage.

                I niech tak zostanie.
                Instytucji małżeństwa głupki nie wymyślili. Ci jacyś tam dokładnie wiedzieli że tak usankcjonowany związek to najlepszy fundament na którym dwoje ludzi może coś zbudować.
                A czy zbuduje, a jeśli tak, to jaka to będzie konstrukcja ?
                To już ich sprawa i ich interes.
                Tu mądre przysłowie, "każdy jest kowalem własnego losu".
                Pozdrawiam.
              • that.bitch.is.sick Re: ojciec a maz 06.05.12, 00:51
                sabat77 napisał:

                > Mam nikle pojecie o rozwodach, bo do tej pory nie bralem rozwodu pod uwage. Np
                > o mozliwosci naprzemiennej opieki nie wiedzialem.
                > Represyjnosc - hyh, alimenty nie bedac mezem placisz, bedac - nie placisz, tylk
                > o utrzymujesz samemu, co wychodzi poki znacznie taniej - przynajmniej w przypad
                > ku naszych dzieci.

                Trzeba być nieźle aroganckim i mieć nierówno pod kopułką, żeby doradzać komuś rozwód znając sytuację jedynie z postów na forum, ale wybacz im skoro sam tu się uzewnętrzniasz. Oni są często po traumatycznych przeżyciach, skrzywiony obraz rzeczywistości no i oczywiście resentyment do płci przeciwnej u obu tu występujących płci.
                • hello-kitty2 Re: Kim sa "oni"? 06.05.12, 01:51
                  that.bitch.is.sick napisała:

                  > Trzeba być nieźle aroganckim i mieć nierówno pod kopułką, żeby doradzać komuś r
                  > ozwód znając sytuację jedynie z postów na forum, ale wybacz im skoro sam tu się
                  > uzewnętrzniasz. Oni są często po traumatycznych przeżyciach, skrzywiony obraz
                  > rzeczywistości no i oczywiście resentyment do płci przeciwnej u obu tu występuj
                  > ących płci.

                  A kim sa "oni" bitch? Jesli masz na mysli mnie to wybacz, ale ja Sabatowi77 nie doradzam rozwodu. Zwyczajnie nie rozumiem dlaczego narzeka na instytucje malzenstwa, skoro sam w niej jest i chce byc. Mowil o represyjnosci panstwa "wobec ojcow pozostajacych poza tym cudownym stanem" to zalozylam, ze mowi/mysli o rozwodzie, bo o jakiej innej represyjnosci w jego przypadku moglby mowic? Jak sie okazalo nie bierze rozwodu pod uwage. Wiec moje zalozenie bylo bledne. Ale gdyby nie bylo bledne to moja rada bylo porozmawianie o rozwodzie najpierw z zona, poznanie jej stanowiska, a nie obawianie sie z gory represyjnosci panstwa.

                  • that.bitch.is.sick Re: Kim sa "oni"? 06.05.12, 15:01
                    hello-kitty2 napisała:


                    > A kim sa "oni" bitch? Jesli masz na mysli mnie to wybacz, ale ja Sabatowi77 nie
                    > doradzam rozwodu. Zwyczajnie nie rozumiem dlaczego narzeka na instytucje malze
                    > nstwa, skoro sam w niej jest i chce byc.

                    Nie doradzasz rozwodu ale nie rozumiesz dylematów, że można dostrzegać wady małżeństwa ale nie bardzo jest jak się z niego wymiksować? Nie wiem czy jest małżonek/małżonka którzy nie narzekają na instytucję małżeństwa. Każdy widzi wady ale wciąż jest masa ludzi co się decydują. A sabat akurat to typowa madonna i ladacznica. Kocha w swojej sytuacji ten wymiar poetyckich rozterek i wyrzeczenia, narzeka ale wątpię żeby się rozwiódł w tej sytuacji bezseksia. On tu odwala swoją misję rycerza. Natomiast mógłby się rozwieść gdyby żona okazała się demonem seksualnym, jak sądzę. :). Dlatego wasze/nasze(no niech będzie ja też jestem skrzywiona) usilne próby żeby pomóc sabatowi poprzez znalezienie rozwiązania sytuacji nie są chyba na miejscu...
                    • sabat77 Re: Kim sa "oni"? 06.05.12, 15:34
                      No, nareszcie mnie ktos rozumie. Gdybym umial, to chyba bym sie zakochal :) Niestety w moim swiecie jest miejsce tylko na jedna Madonne z dzieciatkami :)
                      Ciekawe tylko czy uda mi sie znalezc do tego ukladu jeszcze jakas ladacznice, bo wiesz, z sama madonna sprawa jakby niekompletna :)
                      Jak stawiasz prawdopodobienstwo, tak w procentach ? :)
                      • niezapominajka333 Re: Kim sa "oni"? 06.05.12, 15:57
                        Sabat, pytanie było czysto hipotetyczne. Nikt Ci nie każe się rozwodzić, bo nie ma takiej możliwości. Twoja odpowiedź mnie nie zaskoczyła, bo właśnie takiej się spodziewałam.
                        Czasem w powodzi narzekań warto zdać sobie sprawę, co nas naprawdę trzyma w określonej sytuacji, co jesteśmy w stanie zmienić, a czego nie.
                        • sabat77 Re: Kim sa "oni"? 06.05.12, 16:00
                          Ale ja w narzekaniu rosne, cierpienie uszlachetnia :) i nie trzeba skor, pejczy i ruf mis an :)
                      • that.bitch.is.sick Re: Kim sa "oni"? 06.05.12, 21:37
                        sabat77 napisał:

                        > No, nareszcie mnie ktos rozumie. Gdybym umial, to chyba bym sie zakochal :) Nie
                        > stety w moim swiecie jest miejsce tylko na jedna Madonne z dzieciatkami :)
                        > Ciekawe tylko czy uda mi sie znalezc do tego ukladu jeszcze jakas ladacznice, b
                        > o wiesz, z sama madonna sprawa jakby niekompletna :)
                        > Jak stawiasz prawdopodobienstwo, tak w procentach ? :)

                        Jeśli już śnisz o ladacznicach to sukces jest tylko kwestią czasu:). Pytanie co kryje się pod tym mianem "ladacznica" tym razem.
                        • sabat77 Re: Kim sa "oni"? 06.05.12, 22:02
                          that.bitch.is.sick napisała:

                          > Jeśli już śnisz o ladacznicach to sukces jest tylko kwestią czasu:). Pytanie co
                          > kryje się pod tym mianem "ladacznica" tym razem.

                          W mojej dość szczególnej sytuacji, to chyba ktokolwiek kto wielbi wulgarny i nieskrępowany seks, nie jest aseksualną blondynką jednocześnie nie będąc przygarbioną babcią klozetową. :P

                          Chyba że pytasz o jakiś głębszy wzorzec, gdzieś z głębi duszy...
                          No to w takim razie musiałbym odpowiedzieć, że strach tam czasem zaglądać ;)
                          • kag73 Re: Kim sa "oni"? 06.05.12, 22:11
                            Sabat, jak dla Ciebie, wystarczylby "nieskrepowany" :)
                          • that.bitch.is.sick Re: Kim sa "oni"? 06.05.12, 22:15
                            sabat77 napisał:

                            > W mojej dość szczególnej sytuacji, to chyba ktokolwiek kto wielbi wulgarny i ni
                            > eskrępowany seks, nie jest aseksualną blondynką jednocześnie nie będąc przygarb
                            > ioną babcią klozetową. :P

                            > Chyba że pytasz o jakiś głębszy wzorzec, gdzieś z głębi duszy...
                            > No to w takim razie musiałbym odpowiedzieć, że strach tam czasem zaglądać ;)

                            Zrobię Ci reklamę:), wiem z doświadczenia że romantyczni pomyleńcy są lepsi w łóżku od obsesyjnych uporządkowanych pedantów. Ale też kobieta w łóżku jest lepsza od ladacznicy i madonny. Możliwe że Twoje niskie wymagania Cię zgubią.:)
                            • sabat77 Re: Kim sa "oni"? 07.05.12, 09:25
                              Dla kontrastu - uporzadkowane, obsesyjne pedantki sa jednymi z najgorszych kochanek. Tak sadze przynajmniej, takze na podstawie wlasnych doswiadczen, chociaz moja wiara az tak niezacchwiana nie jest, bo nie mam porownania do mozliwosci innych - jak dotychczas.
                              Zagrozenia postrzegam nastepujaco: choroby przenoszone droga plciowa, rozbicie malzenstwa z mojej winy, znaleziona partnerka nie chce sie odczepic i robi sie roszczeniowa.
                              To chyba dokladnie tak samo dziala od strony kobiet szukajacych kochanka, nie sadze zeby moje niskie oczekiwania mogly ostatecznie przycmic zdrowy rozsadek.
                              • sabat77 zapomnialem 07.05.12, 09:49
                                No tak i jeszcze najwazniejsze - mozliwosc splodzenia kolejnego potomstwa z niekoniecznie wysokich lotow partnerka. W swietle powyzszych nie dziwie sie, ze wielu mezczyzn w tej sytuacji wybiera platny seks - z czterech waznych zagrozen pozostaje w zasadzie tylko to pierwsze.
                                Seks z "diva" objawem rozsadku zonatego pana ?
                              • that.bitch.is.sick Re: Kim sa "oni"? 07.05.12, 11:18
                                sabat77 napisał:

                                > Dla kontrastu - uporzadkowane, obsesyjne pedantki sa jednymi z najgorszych koch
                                > anek. Tak sadze przynajmniej, takze na podstawie wlasnych doswiadczen, chociaz
                                > moja wiara az tak niezacchwiana nie jest, bo nie mam porownania do mozliwosci i
                                > nnych - jak dotychczas.
                                > Zagrozenia postrzegam nastepujaco: choroby przenoszone droga plciowa, rozbicie
                                > malzenstwa z mojej winy, znaleziona partnerka nie chce sie odczepic i robi sie
                                > roszczeniowa.
                                > To chyba dokladnie tak samo dziala od strony kobiet szukajacych kochanka, nie s
                                > adze zeby moje niskie oczekiwania mogly ostatecznie przycmic zdrowy rozsadek.

                                Żeby tu nie było napisane, że ja komuś kochankę doradzam, bo absolutnie. Tak jak powiedział Starowicz, zespół MiL nie oznacza jeszcze patologii, daje tylko do tej patologii podstawy i predyspozycje. Zdrowy rozsądek nakazywałby iść w drugą stronę. Ale zaczynam skłaniać się ku przekonaniu, że jednak chcesz coś ustrzelić, co z mojego punktu widzenia czyni Cię przypadkiem mniej interesującym..
                                • sabat77 Re: Kim sa "oni"? 07.05.12, 11:38
                                  Rozumiem, liczylas ze bede tkwil w celibacie az do smierci, samobiczujac sie w obliczu niedostepnej malzonki. Nikt nie wie czy tak nie bedzie, ale fakt, w sferze oczekiwan jest to wizja dosc mi odlegla :) wybacz, ze rozczarowalem, w koncu jestem tylko mezczyzna.
                                  • that.bitch.is.sick Re: Kim sa "oni"? 07.05.12, 13:06
                                    sabat77 napisał:

                                    > Rozumiem, liczylas ze bede tkwil w celibacie az do smierci, samobiczujac sie w
                                    > obliczu niedostepnej malzonki. Nikt nie wie czy tak nie bedzie, ale fakt, w sfe
                                    > rze oczekiwan jest to wizja dosc mi odlegla :) wybacz, ze rozczarowalem, w konc
                                    > u jestem tylko mezczyzna.

                                    Na nic nie liczyłam. Obserwuję i wyciągam wnioski. Rozczarowanie to raczej za duże słowo na konwencję forumową jak dla mnie:), choć przyznaję że biczowanie było dla mnie całkiem fascynujące, zważywszy że jest to zachowanie całkowicie mi obce:)(bo ja mniej gadam bardziej działam), a to co obce i niezrozumiałe jest dla nas pociągające... Oczywiście Twoje potrzeby są całkowicie zrozumiałe i to że chcesz je zrealizować jak najbardziej na miejscu. Też bym chciała żeby droga do szczęścia wiodła przez proste podążanie za instynktem, niestety jesteśmy nieco bardziej p..jebani jak uczy doświadczenie:)
                                • hello-kitty2 Re: Isc w druga strone 07.05.12, 11:43
                                  that.bitch.is.sick napisała:

                                  > Żeby tu nie było napisane, że ja komuś kochankę doradzam, bo absolutnie. Tak ja
                                  > k powiedział Starowicz, zespół MiL nie oznacza jeszcze patologii, daje tylko do
                                  > tej patologii podstawy i predyspozycje. Zdrowy rozsądek nakazywałby iść w drug
                                  > ą stronę. Ale zaczynam skłaniać się ku przekonaniu, że jednak chcesz coś ustrze
                                  > lić, co z mojego punktu widzenia czyni Cię przypadkiem mniej interesującym..

                                  Bitch zapytam o MiL. Co rozumiesz przez: "zdrowy rozsądek nakazywałby iść w drugą stronę"? Jaka jest ta druga strona?

                                  Btw: nie sadze zeby jakas kobieta zdecydowala sie zostac kochanka Sabata77, chyba zeby dobrze zagral, wedlug marne szanse :)
                                  • sabat77 Re: Isc w druga strone 07.05.12, 11:48
                                    Uhu, a to czemu tak sadzisz droga kitty ? :)
                                    i co rozumiesz przez pojecie kochanka ? Dlugotrwala relacje, czy to ze zadna nie pojdzie ze mna do lozka oprocz prostytutki ?
                                    • hello-kitty2 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata77 07.05.12, 12:34
                                      sabat77 napisał:

                                      > Uhu, a to czemu tak sadzisz droga kitty ? :)
                                      > i co rozumiesz przez pojecie kochanka ? Dlugotrwala relacje, czy to ze zadna ni
                                      > e pojdzie ze mna do lozka oprocz prostytutki ?

                                      Przez kochanke rozumiem kazdy seks z inna kobieta w twojej obecnej sytuacji.

                                      No to juz sprawdzamy czy jestes seksualnie pociagajacy/interesujacy. Jesli pozwolisz zaproponuje badanie. Jesli sobie nie zyczysz - daj znac :)

                                      Drogie panie na forum wypowiedzcie sie czy na dzien dzisiejszy bylybyscie zainteresowane seksem z Sabatem77, przy zalozeniu, ze nie macie innych zobowiazan, jestescie wolne i macie ochote na seks w ogole? Plus podajcie prosze powody.

                                      Obnizylam poprzeczke przez zalozenie, ze panie sa wolne i generalnie chetne + twoim kryteruim bylo, zeby panie nie byly tepe :)

                                      Ja sie zaraz wpisze. Zobaczymy czy bedzie odzew i czy moje przypuszczenia sa sluszne czy bledne. Jestem ciekawa.


                                      • sea.sea Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 12:44
                                        Ja nie.
                                        Głównie z powodu wypowiedzi "ja nie mam czym zaimponować kobiecie".
                                        I nie w tym rzecz, czy faktycznie nie ma czym. Bo może ma, tylko o tym nie wie.
                                        Ale ja lecę tylko na takich, co znają swoje mocne strony, są ich pewni i nie wahają się ich użyć.
                                        • sabat77 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 12:52
                                          Hihi :)
                                          Zanotowane. Sea.sea leci na pewnych siebie samcow. Sooo typical. NUDY :)
                                          • sea.sea Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 12:58
                                            Nikt nie jest doskonały :P
                                      • sabat77 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 12:47
                                        Rofl :) spoko, badaj :) moge sie posmiac z wami...
                                        Zwaz tylko na jedno - jedyne co reprezentuje to badanie, to jak jest odbierany moj przekaz na forum. Nie wiesz jak wygladam, jak brzmi moj glos, jak pachne, w co sie ubieram, jaki jest moj status spoleczny i zawodowy - krotko mowiac - nic nie wiesz. Mozesz sie domyslac, czynic zalozenia - ale to wszystko na nic jesli nie ujawniam pelni swojego ja.
                                        Do wszystkiego dochodza feromony, czasem chemicznie do siebie nie pasujemy, a czasem tak. Krotko mowiac - wynik badania jest oczywisty - po samych wpisach na forum tez zalozylbym to co ty. Nie wiesz jednak czy oprocz mojej osobowosci, ktorej fragmenty poznalas jest jeszcze jakis atrakcyjny bonus czy nie. Ale wiesz co - jako zabawa fajne, popieram :)
                                        • hello-kitty2 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 13:01
                                          sabat77 napisał:

                                          > Zwaz tylko na jedno - jedyne co reprezentuje to badanie, to jak jest odbierany
                                          > moj przekaz na forum. Nie wiesz jak wygladam, jak brzmi moj glos, jak pachne, w
                                          > co sie ubieram, jaki jest moj status spoleczny i zawodowy - krotko mowiac - ni
                                          > c nie wiesz.

                                          Pytalam czy naklamales na forum. Napisales, ze nie.

                                          Pamietasz jak abrigago w innym watku sie oburzal, ze panie ocenialy panow z punktu widzenia ich fizycznych wad i zalet, zobacz, w tym badaniu jestes od tego wolny.

                                          "Nie wiesz jednak czy oprocz mojej osobowosci, kt
                                          > orej fragmenty poznalas jest jeszcze jakis atrakcyjny bonus czy nie."

                                          Wiem o bonusie, w postaci duzego penisa, wspomniales raz :)

                                          • sabat77 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 13:19
                                            Nooo, jestem wolny ale ten czynnik od ktorego wolne jest badanie w szukaniu partnera krotkoterminowego bywa dominujacy.
                                            PS. Wiedzialem, ze zapamietasz to o penisie. :)

                                          • hello-kitty2 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 13:21
                                            Dla mnie nie jestes interesujacy seksualnie z powodow:

                                            1. brak doswiadczenia w lozku (tylko jedna kochanka)
                                            2. stosunek do pieniedzy (lubisz tanio, ekonomizujesz, seks na boku kosztuje)
                                            3. 'poker face', gdy kobieta okazuje ci zainteresowanie
                                            4. gadanie (zakladam, ze w lozku bys ciagle gadal, komentowal :)
                                            5. zona ('o twarzy aniola', z 'wewnetrznym dobrem')
                                            6. twoje rozdwojenie, roztrojenie (nie wiem jak to nazwac, opisywales swoje 'rozwarstwienie')
                                            7. jestem bardziej meska niz ty

                                            To tak z grubsza (kolejnosc nie ma znaczenia).
                                            • sabat77 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 13:38
                                              Zgadzam sie z tym, ze mozesz byc bardziej meska niz ja, stad nasz brak seksualnego zainteresowania bylby obopolny (pomijajac fakt uciekajacych kochankow i atmosfere testu w sypialni - to tez daje do myslenia), ale w jednym sie mylisz przeogromnie.
                                              W rozmowie z kobietami nie jestem gadula, 80% czasu mowi kobieta. Ja koncentruje sie na zadawaniu kluczowych pytan i dawaniu rad, kiedy mnie o to prosza. Lubie sluchac, to mi daje o wiele wiecej niz mowienie.
                                              Poker face robie tylko wtedy kiedy komplementy padaja ni z guchy ni z pietruchy, zakladam ze to maniplacja i z reguly mam racje.
                                              Bycie sympatycznym rozmowca to moja bardzo mocna strona, ale przyznaje - forum wymusza nieco inna konwencje :)
                                              • hello-kitty2 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 13:49
                                                Sympatycznosci ci nie odmawiam, ogolnie jestes zabawny i taki hmm 'cute' :)

                                                "> W rozmowie z kobietami nie jestem gadula, 80% czasu mowi kobieta. Ja koncentruj
                                                > e sie na zadawaniu kluczowych pytan i dawaniu rad, kiedy mnie o to prosza. Lubi
                                                > e sluchac, to mi daje o wiele wiecej niz mowienie."

                                                Sluchaj to doczytaj i moze dopytaj co bitch pisze na temat w ktora strone isc? Pogadac to my sobie mozemy hulaj dusza, a dziewczyna ma wiedze i warto to wykorzystac.
                                                • that.bitch.is.sick Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 14:01
                                                  hello-kitty2 napisała:

                                                  > Sluchaj to doczytaj i moze dopytaj co bitch pisze na temat w ktora strone isc?
                                                  > Pogadac to my sobie mozemy hulaj dusza, a dziewczyna ma wiedze i warto to wyko
                                                  > rzystac.

                                                  Ojoj, lepiej żebym nie była Sybillą:) ale dzięki za komplementy kitty.
                                                  • hello-kitty2 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 14:27
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Ojoj, lepiej żebym nie była Sybillą:) ale dzięki za komplementy kitty.

                                                    Balam sie ze wylowisz z mojej wypowiedzi, ze namawiam Sabata77 do "wykorzystania cie". Kiedys byl taki watek chyba zalozony przez proto: dlaczego ludzie 'siedza' na tym forum. Dla mnie odpowiedz jest oczywista: dla wiedzy. Od kiedy czytam to oczy otwieraja mi sie szeroko, coraz szerzej.

                                                    I teraz komplementy nie tyle naleza sie za wiedze, tylko za nieustajaca chec dzielenia sie ta wiedza, mimo wszystko wbrew wypowiedzi Jezusa, zeby nie rzucac prawdziwych perel przed wieprze. Ludzie czesto koncentruja sie na formie, a wartosciowa informacja im ucieka. Aha i wiedza kosztuje (czas, pieniadz, wysilek).
                                                  • sabat77 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 14:37
                                                    Tylko wiedza to taki miecz obosieczny, ktory zrani przeciwnika ale moze zranic tez ciebie.
                                                    Po co mi wiedza, ze z zona juz wszystko stracone, jestem nieatrakcyjnym typem i nawet kochanki nie mam szans znalezc ? Powiedz mi, na cholere komu wiedziec takie rzeczy ?
                                                    Czlowiek musi miec jakies swiatelko w tunelu.
                                                  • hello-kitty2 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 14:54
                                                    sabat77 napisał:

                                                    > Tylko wiedza to taki miecz obosieczny, ktory zrani przeciwnika ale moze zranic
                                                    > tez ciebie.
                                                    > Po co mi wiedza, ze z zona juz wszystko stracone, jestem nieatrakcyjnym typem i
                                                    > nawet kochanki nie mam szans znalezc ? Powiedz mi, na cholere komu wiedziec ta
                                                    > kie rzeczy ?
                                                    > Czlowiek musi miec jakies swiatelko w tunelu.

                                                    Wiedza, swiatelko w tunelu w twoim przypadku to co wklejam ponizej. Sabat77 nie histeryzuj, sprawdz sobie te informacje od bitch. Z zona nie 'wszytko 'stracone, przeciez nikt nie jest w stanie tego w 100 % orzec. A to ze 2 kobiety napisaly, ze nie jestes atrakcyjny seksualnie to tez nie znaczy, ze nie znajdziesz kochanki. I pamietaj to, co napisal urqu parafrazujac: ze ten co chce sie o sobie czegos dowiedzic zawsze bedzie o krok do przodu. Wykorzystaj to co sie dowiedziales i nie zalamuj sie, no!

                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Bitch zapytam o MiL. Co rozumiesz przez: "zdrowy rozsądek nakazywałby iść w dru
                                                    > gą stronę"? Jaka jest ta druga strona?

                                                    No żeby nawiązywać pełne relacje z kobietami. A nie tylko jakieś okaleczone substytuty. Stawić czoła własnym lękom.



                                            • niezapominajka333 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 17:01
                                              Kitty, Sabat nie szuka kochanki, wbrew wszelkim rozważaniom na ten temat. Ani na forum, ani w realu. Nie myśli też o rozwodzie, ani o porzuceniu dzieci. I jakkolwiek czuje się przez zonę zrobiony w bambuko, mogę się założyć, że gdyby mógł, nie cofnąłby czasu o te cztery lata, zanim żona zaszła w ciążę, bo kocha swoje dzieci i chyba nie wyobraża sobie bez nich życia.
                                              Na forum prowadzi wiwisekcję swojego przypadku, bardziej odreagowuje niż na serio rozważa poważne życiowe zmiany. Po dziesiątkach wpisów doszedł do wniosku że lepiej wygląda w masce egoisty i cynika, niż miłego faceta złapanego w pułapkę bez wyjścia.

                                              A jeśli chodzi o atrakcyjność seksualną Sabata, to niestety, mnie podobają się chudzi i żylaści, bez owłosienia na klacie :))) Mężczyzna z brzuchem jest dla mnie aseksualny, nieważne jak bardzo byłby interesujący. Pod tym względem rozumiem panów, którym bardzo przeszkadza nadmiar kilogramów u kobiety.
                                              • sabat77 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 17:40
                                                Czy zdajesz sobie sprawe, jakiej determinacji i sily woli wymaga zrzucenie 40 kg nadwagi ? Czy sadzisz, ze znalazlbym je w sobie gdyby nie zalezalo mi na zmianach ?
                                                To co piszesz mogloby miec miejsce w przypadku grubasa, ktory narzeka ale nie pracuje nad soba. Btw - nie jestem brzuchaty. Mam jakies 15 kg nadwagi, ale to jest rownomierna podasciolka na calym ciele, a nie typowy lejacy sie tluszcz na grubasie z rachitycznymi lapkami i obwislym cycem. Co nie zmienia faktu, ze jako misiek sie sobie nie podobam i daze do dobrej definicji miesni.
                                                • niezapominajka333 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 18:53
                                                  Ależ zdaję sobie sprawę i podziwiam jak najbardziej. Tyle że nie są to moim zdaniem zmiany polegające na znalezieniu kochanki.
                                                  Czy motywuje Cię wizja kopnięcia żony w cztery litery, czy odegrania się na niej, jak odzyskasz dawną sylwetkę i otoczy Cię wianuszek adoratorek, nie to jest teraz istotne.
                                                  Wprowadzasz zmiany w wyglądzie, za tym pójdą zmiany w samopoczuciu i zachowaniu, ale niezależnie od tego co piszesz i jakie rozważania prowadzisz, nadal masz nadzieję na "przebudzenie" żony. Jednocześnie nie chcesz postawić wszystkiego na jedną kartę, bo skończy się rozwodem ze wszystkimi przykrymi tego konsekwencjami. Może poziom frustracji nie przekroczył jeszcze tej magicznej granicy, za którą już nie boimy się zaryzykować wszystkiego co mamy.
                                                  Z drugiej strony nieco mnie dziwi Twoja niefrasobliwość. Poczucie anonimowości w necie jest bardzo złudne i żona może kiedyś się zorientować, na jakie strony wchodzisz. Podałeś tu wystarczająco dużo szczegółów, żeby ktoś znajomy skojarzył kto się kryje za Twoim nickiem i powiadomił nieświadomą niczego małżonkę. Bywało już tak, że druga połowa zamieszczała swoją wersję wydarzeń i był to zaledwie początek przykrych konsekwencji.
                                                  Bywały też prośby do adminów o kasowanie wątków, gdy ktoś za bardzo się chwalił, jak to brak seksu sprytnie rekompensuje sobie skokami w bok.

                                                  A moją "opinią" się nie przejmuj. Ja mam swojego żylastego chudzielca i seksu mi nie brakuje.

                                                  Jeszcze taka rzecz mi chodzi po głowie odnośnie Twojej żony. Gdzieś tam pisałeś, że na początku to ona o Ciebie zabiegała. Może tego jej brakuje. Zdobyty i zaklepany nie jesteś już taki atrakcyjny?
                                                  • sabat77 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 19:15
                                                    Nom, to fakt, moze kiedys sie dowie :)
                                                    Z drugiej strony - czy ja kiedykolwiek ja zdradzilem ? Wrecz przeciwnie, jestem jej wierny w sytuacji w ktorej wszyscy inni by nie byli.
                                                    Samo rzucanie grozbami zdrady i teoretyzowanie nie jest samo w sobie zdrada, a w mojej sytuacji poczucie glebokiego zranienia i zwiazana z tym chec rozladowania zlosci w formie slownej jest chyba zrozumiala.
                                                    Jak juz kiedys napisalem - nawet gdybym kiedykolwiek zdradzil - NIGDY tutaj tego nie napisze. Wybacz, ale az tak glupi nie jestem :)
                                                    Przy czym jak wspomnialem - do tej pory sie to nie stalo.
                                                    O jakich konsekwencjach zatem mowimy ?
                                                    Poda mnie do sadu za to, ze mam czelnosc publicznie skomlec bedac butowanym emocjonalnie w zwiazku ? Ze zafundowala mi lata emocjonalnej zimy i seksualnej pustyni ?
                                                    No bez jaj. Mysle ze sad bylby po mojej stronie. A ja jej rozwodu nie dam.
                                                    Mam prawo narzekac i daruj ale jestem w diametralnie odmiennej sytuacji niz niewierni mezowie chelpiacy sie publicznie zdradami.
                                                    Boje sie, ale nie az tak. Moze nie powinienem wcale.
                                                  • sea.sea Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 19:23
                                                    > mam czelnosc publicznie skomlec bedac butowanym
                                                    > emocjonalnie w zwiazku ? Ze zafundowala mi lata emocjonalnej zimy i seksualnej pustyni ?
                                                    Ten fascynujący anioł dobroci, mający [w przeciwieństwie do grasujących stad zimnych harpii] intencje i priorytety oraz wyznający wartości tak pięknie, że się od niej oka oderwać nie da?

                                                    Odczułam właśnie ciężki dysonans poznawczy :]
                                                  • sabat77 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 19:37
                                                    Widocznie meskie uczucia tez nie zawsze kieruja sie logika.
                                                  • sea.sea Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 19:43
                                                    Weź się zdecyduj, bo patrzeć hadko na takie rozmazanie: albo skrzywdzony anioł - do ożenku z którym nikt Cię nie zmuszał przecież - mający problemy, który chce dobrze, ale mu jakoś tak akurat zupełnie nie wychodzi, więc należy ją wspierać, usprawiedliwiać, rozgrzeszać i hołubić - czy wyrachowana manipulantka która Cię naciągnęła na ożenek, zrealizowała się prokreacyjnie i tak naprawdę ma w dupie Twoje problemy bo wie, że jej nie zostawisz choćby ze względu na finanse i dzieci - której w takim przypadku należy się lodowaty prysznic i emocjonalny kop w egoistyczną dupę.
                                                  • sabat77 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 20:04
                                                    Zawsze zakladalem to pierwsze, ale teraz sam juz nie wiem. Nie wiem jak odroznic jedno od drugiego...
                                                  • sea.sea Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 21:52
                                                    Odkopałam starszy wątek i znalazłam na dzień dobry ciekawostkę taką, że anioł dobroci do seksuologa nie pójdzie bo nie, a na intymny gest zdarzyło mu się zareagować ugryzieniem ukochanego męża, ojca własnych dzieci. Ergo: nie jest zainteresowana byciem zainteresowaną seksem, mimo, że mąż jej tę potrzebę bliskości i seksu sygnalizuje.

                                                    A to jest wyraz IMO albo kamiennego egoizmu, albo kamiennej głupoty.

                                                    Gdyby ruszyła tyłek do seksuologa czy terapeuty, to ja prywatnie uznałabym, że dziewczyna ma problemy, ale je widzi i stara się je rozwiązać jakoś. Nawet gdyby się okazało, że terapia guzik dała i stan jest bez zmian, bo po prostu ten typ tak ma - no ale przynajmniej wiadomo by było, że żona stanęła na uszach by ratować związek i że zależy jej na jakimś działaniu w kierunku zaspokojenia męża.

                                                    Więc ja się pytam: gdzie te wewnętrzne dobro, intencje i fascynujący diament? Bo co, bo się dziećmi dobrze zajmuje, płacze jak widzi w TV głód w Afryce i 1% podatku przeznacza na chore pieski?
                                                  • niezapominajka333 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 20:44
                                                    sabat77 napisał:

                                                    > Nom, to fakt, moze kiedys sie dowie :)
                                                    > Z drugiej strony - czy ja kiedykolwiek ja zdradzilem ? Wrecz przeciwnie, jestem
                                                    > jej wierny w sytuacji w ktorej wszyscy inni by nie byli.
                                                    > Samo rzucanie grozbami zdrady i teoretyzowanie nie jest samo w sobie zdrada, a
                                                    > w mojej sytuacji poczucie glebokiego zranienia i zwiazana z tym chec rozladowan
                                                    > ia zlosci w formie slownej jest chyba zrozumiala.
                                                    > Jak juz kiedys napisalem - nawet gdybym kiedykolwiek zdradzil - NIGDY tutaj teg
                                                    > o nie napisze. Wybacz, ale az tak glupi nie jestem :)
                                                    > Przy czym jak wspomnialem - do tej pory sie to nie stalo.
                                                    > O jakich konsekwencjach zatem mowimy ?
                                                    > Poda mnie do sadu za to, ze mam czelnosc publicznie skomlec bedac butowanym emo
                                                    > cjonalnie w zwiazku ? Ze zafundowala mi lata emocjonalnej zimy i seksualnej pus
                                                    > tyni ?
                                                    > No bez jaj. Mysle ze sad bylby po mojej stronie. A ja jej rozwodu nie dam.
                                                    > Mam prawo narzekac i daruj ale jestem w diametralnie odmiennej sytuacji niz nie
                                                    > wierni mezowie chelpiacy sie publicznie zdradami.
                                                    > Boje sie, ale nie az tak. Moze nie powinienem wcale.

                                                    Kitty:
                                                    "...Wobec tego mam teoretyczne pytanie: Sabat77 czy chcialbys zeby zona przeczytala twoje posty? Myslisz ze to by cos zmienilo?..."

                                                    Sabat:
                                                    "...Oczywiscie ze by zmienilo. To nieomal pewny rozwod.
                                                    Dlatego bardzo bym tego nie chcial..."

                                                    Kitty:
                                                    "...Dlaczego "nieomylny pewny rozwod"? Naklamales na forum?..."

                                                    Sabat:
                                                    "...Nie naklamalem, chociaz pewnie jej punkt widzenia bylby inny niz moj. Raczej jej by sie nie spodobalo to, ze mowie o pewnych sprawach glosno i to jak je interpretuje :)..."

                                                    Może nie ma się czego bać?


                                                  • sabat77 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 21:45
                                                    Seksu i tak z tego nie bedzie, zrozum. Potem bym juz nawet na piwo z kolegami nie mogl wyjsc bez sprawdzania i sledzenia.
                                                    no i foch z pol roku chyba...
                                                    Nieee, to bez sensu.
                                      • that.bitch.is.sick Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 13:53
                                        hello-kitty2 napisała:


                                        > Ja sie zaraz wpisze. Zobaczymy czy bedzie odzew i czy moje przypuszczenia sa sl
                                        > uszne czy bledne. Jestem ciekawa.

                                        Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś tu zadeklarował zainteresowanie seksualne sabatem, niczego sabatowi nie ujmując, po prostu konwencja jest nietrafiona:)
                                        • hello-kitty2 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 14:07
                                          that.bitch.is.sick napisała:

                                          > Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś tu zadeklarował zainteresowanie seksualne sabate
                                          > m, niczego sabatowi nie ujmując, po prostu konwencja jest nietrafiona:)

                                          Chcialam tylko Sabatowi uswiadomic ze przecenia mozliwosc posiadania kochanki. Dlatego moze sobie jedynie przejrzec powody dla ktorych kobiety sie nim nie interesuja/ badz interesuja.

                                          Konwencja konwencja, a ja wiem kto z uzytkownikow jest dla mnie atrakcyjny seksualnie, a kto nie :)
                                          • sabat77 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 14:19
                                            Bitch chodzi o to, ze dziewczyna deklarujaca mi tutaj zainteresowanie seksualne musialaby zmierzyc sie z o wiele wiekszym "oporem materii", niz stwierdzajaca bez obciazenia ze nie bylaby takim typem zainteresowana. Anonimowa sonda bylaby lepsza :) tylko po co.
                                            hello kitty, nie musisz mi niczego uswiadamiac, ja dobrze wiem jakie sa szanse. Moim zdaniem to ty mnie nie doceniasz, ale to nie moj problem. :)
                                            tobie nie chodzi o to ze ogolnie przeceniam mozliwosc posiadania kochanki, tylko przeceniam swoja mozliwosc posiadania takowej.
                                            uwazaj, bo ambicja to moj slaby punkt.
                                            • hello-kitty2 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 14:41
                                              sabat77 napisał:

                                              Anonimowa sonda bylaby lepsza :)

                                              Przeciez my tu jestesmy anonimowi :) A jesli ktos chce byc bardziej anonimowy niz jest, to moze sie przelogowac w celu oceny twojej atrakcyjnosci.

                                              Zauwaz tez ze ciagle podkreslam, ze rozmawiamy o kochance w twojej sytuacji czyli:

                                              ty + twoja sytuacja = skladaja sie na trudnosc posiadania kochanki, nie tylko ty sam.

                                              A zmierzam do tego, ze skoro trudno o kochanke, to moze korzystniej wlozyc wysilek w badanie tej drugiej drogi, o ktorej pisze bitch.
                                              • sabat77 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 14:47
                                                No ona pisze o stworzeniu pelnej relacji z kobieta, czyli - czy nie o kochance wlasnie ? Bo rozumiem, ze ta niepelna to pojsc do agencji towarzyskiej ?
                                                • hello-kitty2 Re: Bitch pomoz 07.05.12, 15:03
                                                  sabat77 napisał:

                                                  > No ona pisze o stworzeniu pelnej relacji z kobieta, czyli - czy nie o kochance
                                                  > wlasnie ? Bo rozumiem, ze ta niepelna to pojsc do agencji towarzyskiej ?

                                                  A z kochanka to pelna? Przeciez ja bywam kochanka mezczyzn i nigdy nie traktuje tego jako pelnej relacji. A w ogole to teraz dwoch idiotow (ja i ty) rozmawia o czyms, o czy nie maja pojecia:)

                                                  Bitch wyjasnij, jesli ci starcza cierpliwosci?
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Bitch pomoz 07.05.12, 19:46
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > A z kochanka to pelna? Przeciez ja bywam kochanka mezczyzn i nigdy nie traktuje
                                                    > tego jako pelnej relacji. A w ogole to teraz dwoch idiotow (ja i ty) rozmawia
                                                    > o czyms, o czy nie maja pojecia:)
                                                    >
                                                    > Bitch wyjasnij, jesli ci starcza cierpliwosci?

                                                    Nie wiem czy Sabat nie ma już za dużo tych "doradców". Oczywiście możemy sobie kitty swój wątek założyć i poteoretyzować o tym czy warto podejmować niepełne relacje.
                                          • kag73 Re: Badanie dot. seksualnej atrakcyjnosci Sabata7 07.05.12, 19:44
                                            hello-kitty2 napisała: > Chcialam tylko Sabatowi uswiadomic ze przecenia mozliwosc posiadania kochanki.
                                            > Dlatego moze sobie jedynie przejrzec powody dla ktorych kobiety sie nim nie int
                                            > eresuja/ badz interesuja.
                                            >
                                            > Konwencja konwencja, a ja wiem kto z uzytkownikow jest dla mnie atrakcyjny seks
                                            > ualnie, a kto nie :)

                                            Kitty, mysle, ze sie mylisz. Sabat spoko moglby znalezc sobie kochanke a to dlatego, ze:
                                            potencjalna kochanka niekoniecznie wiedzialby wszystko to co wiesz Ty,
                                            kobiety sa rozne, szukaja roznych "rzeczy",
                                            czy do seksu i z kim dochodzi....o tym decyduja czesto okolicznosci(miejsce i czas/odpowiedni moment).

                                  • that.bitch.is.sick Re: Isc w druga strone 07.05.12, 13:32
                                    hello-kitty2 napisała:

                                    > Bitch zapytam o MiL. Co rozumiesz przez: "zdrowy rozsądek nakazywałby iść w dru
                                    > gą stronę"? Jaka jest ta druga strona?

                                    No żeby nawiązywać pełne relacje z kobietami. A nie tylko jakieś okaleczone substytuty. Stawić czoła własnym lękom.
                    • hello-kitty2 Re: Racja bitch 06.05.12, 16:09
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      "Nie doradzasz rozwodu ale nie rozumiesz dylematów, że można dostrzegać wady mał
                      > żeństwa ale nie bardzo jest jak się z niego wymiksować? "

                      Masz racje bitch ciezko mi zrozumiec takie dylematy, bo ja zyje na bazie prostego schematu: mowie to co mysle i robie to co mowie. To daje mi poczucie wewnetrznego zintegrowania. W przypadku Sabata to on co innego mowi a co innego robi. Gdybym ja tak postepowala to bym miala ciagla wewnetrzna rozterke: kim jestem? ta osoba co mowi jedne rzeczy czy ta osoba co robi inne rzeczy? Dla mnie osoba, ktora nie robi to co mowi jest niewiarygodna.

                      "Nie wiem czy jest małżo
                      > nek/małżonka którzy nie narzekają na instytucję małżeństwa. Każdy widzi wady al
                      > e wciąż jest masa ludzi co się decydują."

                      Wychowalam sie w domu ciaglego narzekania matki na ojca i ojca na matke, ktorzy oczywiscie nigdy o rozwodzie nawet nie rozmawiali, no bo jak? Przeciez razem zyc jest o wiele ekonomiczniej, oboje mieli realny wplyw na wychowanie mnie, te same argumenty co ma Sabat77, a ja w tych czasach modlilam sie zeby sie rozwiedli, wiec tak, jestem "skrzywiona":) Doroslam i wylaczylam sie z tego cyrku. Nie moj biznes. Jedynie co pozostalo to brak cierpliwosci dla ludzi, ktorzy narzekaja, a nie stac ich na zmiany.

                      "Dlatego wasze/nasze(no niech będzie ja też jestem s
                      > krzywiona) usilne próby żeby pomóc sabatowi poprzez znalezienie rozwiązania syt
                      > uacji nie są chyba na miejscu..."

                      Znowu zgoda, co zreszta sam potwierdzil: "Na samym poczatku napisalem, ze nie mozna mi pomoc, a mimo to wielu probowalo :)".
                • sabat77 Re: ojciec a maz 06.05.12, 06:44
                  :)
                  Nie mam do nikogo pretensji. Przychodząc tutaj założyłem, że tak będzie się działo.
                  Jeśli mówisz to bo ruszył cię jakiś wewnętrzny okruch empatii w obawie przed szalonym człowiekiem gotowym posłuchać obcych i odpalić życiową atomówkę tylko na podstawie podszeptów i imaginacji innych, to możesz się nie obawiać o mnie i o moją rodzinę.

                  Jestem winien przeprosiny za moje dziwaczne miejscami zachowanie na forum, ale wynika to z życiowego modelu podejmowania decyzji, który przyjąłem wiele lat temu.
                  Moja osobowość jest dość złożona. Pewnie niejeden psychiatra miały używanie i rzucał łacińskimi terminami, nie zwiastującymi niczego dobrego. Mam to gdzieś. Czuję się wewnętrznie niezwykle spójny i stabilny, chociaż pozory mówią coś dokładnie odwrotnego.
                  Mam jakby dwie sfery w sobie. Pierwsza, ta zewnętrzna przyjmuje do rozważań jakiś model zaczyna myśleć co by było gdyby. To umożliwia mi szybką identyfikację problemów typowych dla danego rozwiązania i analizę zysków i strat dla danego modelu. Oczywiście - nie zakładam, że mój sposób rozumowania jest zawsze prawidłowy, ale umożliwia szybkie napotkanie najbardziej oczywistych rozwiązań. To ten element mojej osobowości odpowiada za kolorowy chaos, który podnoszę na tym forum :D To tylko głośne myślenie, analiza różnorodnych wariantów. Nie ma obawy. Na razie nie dojrzałem wewnętrznie nawet do zdrady. Oczywiście - nie twierdzę, że nie dojrzeje. Z drugiej strony - jeśli tak będzie, to tak się stanie.
                  Druga - wewnętrzna i realnie decyzyjna sfera jest chłodna i kalkulująca. Uświadamiam ją sobie, ale mam też poczucie jej niewielkiej inercyjności wobec zmian, powolności w podejmowaniu decyzji. Z drugiej strony - poczucie jej nieuchronności i determinacji.
                  Taki sposób myślenia to moja największa słabość i siła zarazem. Myślę wolno, ale nie muszę parzyć rąk o piecyk w sytuacji kiedy oczywistym było, że jest on gorący.
                  Z drugiej strony - charakteryzuje mnie zazwyczaj duża skuteczność w działaniu. Często w działaniu realizuję opracowany plan, z małym marginesem na błędy. Pozornie jestem emocjonalny, w działaniu zaś - chłodny i wykalkulowany.

                  Co do mojej żony.
                  To skomplikowana kobieta, tak jak ja. Nie straciłem do niej szacunku, ponieważ jak do tej pory nie nadszarpnęła mojego zaufania do swojej największej zalety. W gruncie rzeczy, chociaż pełna zahamowań, chociaż życiowo realizuje schemat ofiary i do niego dąży (co ciekawe nikt nie zaproponował tutaj takiego rozwiązania - powtarzam, klucze do teraźniejszości zwykle leżą w przeszłości), to jest to w gruncie rzeczy z natury dobra dziewczyna. Miała wyjątkowo trudne doświadczenia, dorastała bez ojca - co potwornie rzutuje na związki tworzone przez kobiety - ALE. No właśnie - ale.
                  Szanuję ją. Wierzę, i póki co wiary tej nic nie zmąciło, w uczciwość jej intencji. To cecha, która w dzisiejszych czasach wyróżnia ją pośród dziesiątek, setek chłodnych, kalkulujących harpii. Nie uroda (chociaż jest bardzo zadbaną dziewczyną, wyewoluowała przy mnie z szarej myszki w pięknego łabędzia), nie mądrość - chociaż to inteligentna kobieta, ale właśnie wewnętrzne dobro, które mnie fascynuje. To tak rzadko spotykany klejnot, że nie umiem oderwać od niego wzroku :)
                  Jej problem jest inny. Czuję w niej wewnętrzny ból, jakąś niezrozumiałą dla mnie rozterkę. Czuję że mnie kocha, tu nie chodzi o mój wygląd, walory materialne etc. Rozmawiałem z nią o tym, sama zaprzeczała - i mam poczucie, że mówi prawdę. Z resztą - w moim przypadku byłoby tak samo, umiem kochać nieomal bezwarunkowo, dlatego wierzę w to że ktoś inny także potrafi.

                  Widzisz - ona czasem przychodzi, przytula się, płacze że mnie przeprasza za wszystko, ma poczucie winy, ale nic się nie zmienia. To jakiś wewnętrzny problem, ale nie chce się ze mną nim dzielić, bo tak ją ukształtował dom rodzinny. Z NIKIM nie chce i nie umie się dzielić problemami. To jest jej największa wada. Jest całkowicie zamknięta w sobie, nawet ja nie umiem do niej dotrzeć.

                  Bitch, jeszcze jedno - gdyby się jednak okazało, że nie mam racji co do jej intencji, w co wątpię, ale nie jestem upartym osłem, zakładam że jakiś margines na pomyłkę mam, to ta wiedza podkopie moje zaufanie w stopniu dalece większym niż cokolwiek innego.
                  Wtedy rzeczywiście nie umiałbym z nią być, ale póki co to się nie stało.

                  Muszę przeprosić większość dyskutantów za chaotyczne zjawisko jakim jestem na tym forum, ale taki mój sposób bycia i myślenia. Jednak pojedyncza cegiełka wrzucona do mojego ogródka w gruncie rzeczy ma niewielki wpływ na moje decyzje - chociaż nie ukrywam, że sumarycznie jakiś wpływ ma. Z jednej cegły ciężko zbudować dom, a dodatkowo ja lubię przestronne hale - jeśli już uciekać się do metafory.

                  I nie jestem modelem SuperB, jak pisał o mnie potwór kiedyś. Ulegam zmianom, chociaż nie są one tak łatwe jak u innych ludzi. Za to są bardziej nieuchronne.
                  Mam inne priorytety, dla mnie w partnerze najbardziej liczy się jego wnętrze i czystość intencji. To zdeterminowało mój życiowy wybór partnera.
                  Jeśli jednak ten obraz ulegnie u mnie dezintegracji - to nieuchronnie moja relacja z żoną zawali się.

                  Parę postów na forum nie może mieć tutaj znaczącej wagi :) Chociaż rozmawiać z wami lubię przeogromnie.
                  • anty-cialo Re: ojciec a maz 06.05.12, 10:48
                    Dlaczego miałbyś być dla żony terapeutą? Skąd u ciebie obsesja chłodnych, wyrachowanych harpii, odjadanie się i jak mi się wydaje duża potrzeba miłości.

                    Faktycznie piszesz chaotycznie, sam sobie miejscami przecząc, jakby upojony brzmieniem uczonych słów, których używasz nie zawsze z sensem.
                    • sabat77 Re: ojciec a maz 06.05.12, 12:12
                      Slowa, slowa... Nie zawsze madre, ale upajam sie ich brzmieniem :) To wszystko taki intelektualny flirt z samym soba i narcystyczna autoipsacja. Na samym poczatku napisalem, ze nie mozna mi pomoc, a mimo to wielu probowalo :)
                  • that.bitch.is.sick Re: ojciec a maz 06.05.12, 15:18
                    sabat77 napisał:

                    > :)
                    > Nie mam do nikogo pretensji. Przychodząc tutaj założyłem, że tak będzie się dzi
                    > ało.
                    > Jeśli mówisz to bo ruszył cię jakiś wewnętrzny okruch empatii w obawie przed sz
                    > alonym człowiekiem gotowym posłuchać obcych i odpalić życiową atomówkę tylko na
                    > podstawie podszeptów i imaginacji innych, to możesz się nie obawiać o mnie i o
                    > moją rodzinę.

                    Ależ skąd ja wiem że się nie rozwiedziesz i doskonale rozumiem że nie szukasz na forum recepty na bolączki. Żaden okruch empatii:) raczej nie wiem czego miałabym Tobie współczuć, przecież Ty się realizujesz w tym układzie. Jesteś w lepszej sytuacji niż jakieś znudzone stadła bo załatwiłeś sobie odwieczne wyzwanie i walkę z wiatrakami. Inni muszą zamawiać coraz to nowe gadżety w sex shopie a Ty proszę ile masz bez tego zajęcia:)

                    > Bitch, jeszcze jedno - gdyby się jednak okazało, że nie mam racji co do jej int
                    > encji, w co wątpię, ale nie jestem upartym osłem, zakładam że jakiś margines na
                    > pomyłkę mam, to ta wiedza podkopie moje zaufanie w stopniu dalece większym niż
                    > cokolwiek innego.
                    > Wtedy rzeczywiście nie umiałbym z nią być, ale póki co to się nie stało.

                    Nie no jasne, idealizacja potrzebna do życia każdemu a Tobie potrzebna idealizacja kobiety do życia jak powietrze.


                    >
                    > Parę postów na forum nie może mieć tutaj znaczącej wagi :) Chociaż rozmawiać z
                    > wami lubię przeogromnie.

                    Dobrze że piszesz to naprawdę jest ciekawe dla mnie i jak zauważyłam dla innych też.
                  • sea.sea Re: ojciec a maz 07.05.12, 10:27
                    Przepraszam za niedyskretne pytanie, ale nie mogę się powstrzymać.
                    Czymże się przejawia to fascynujące wewnętrzne dobro?
                    • sabat77 Re: ojciec a maz 07.05.12, 10:54
                      Intencje, priorytety, wyznawane wartosci. Pewne rzeczy bardziej sie czuje niz wie, poza tym znasz ja tylko z mojego przekazu. Gdyby ona zaczela opisywac tutaj mnie, moze okazaloby sie, ze to ona jest ta dobra i cierpliwa strona, a ja egoistycznym i nielojalnym potworem, pamietaj o tym :)
                      • hello-kitty2 Re: ojciec a maz 07.05.12, 11:34
                        sabat77 napisał:

                        > Intencje, priorytety, wyznawane wartosci. Pewne rzeczy bardziej sie czuje niz w
                        > ie, poza tym znasz ja tylko z mojego przekazu. Gdyby ona zaczela opisywac tutaj
                        > mnie, moze okazaloby sie, ze to ona jest ta dobra i cierpliwa strona, a ja ego
                        > istycznym i nielojalnym potworem, pamietaj o tym :)

                        Wobec tego mam teoretyczne pytanie: Sabat77 czy chcialbys zeby zona przeczytala twoje posty? Myslisz ze to by cos zmienilo?

                        • sabat77 Re: ojciec a maz 07.05.12, 11:40
                          Oczywiscie ze by zmienilo. To nieomal pewny rozwod.
                          Dlatego bardzo bym tego nie chcial.
                          • hello-kitty2 Re: ojciec a maz 07.05.12, 11:47
                            sabat77 napisał:

                            > Oczywiscie ze by zmienilo. To nieomal pewny rozwod.
                            > Dlatego bardzo bym tego nie chcial.

                            Dlaczego "nieomylny pewny rozwod"? Naklamales na forum?
                            • sabat77 Re: ojciec a maz 07.05.12, 11:52
                              Nie naklamalem, chociaz pewnie jej punkt widzenia bylby inny niz moj. Raczej jej by sie nie spodobalo to, ze mowie o pewnych sprawach glosno i to jak je interpretuje :)
                              • hello-kitty2 Re: naklamales? 07.05.12, 11:58
                                sabat77 napisał:

                                > Nie naklamalem, chociaz pewnie jej punkt widzenia bylby inny niz moj. Raczej je
                                > j by sie nie spodobalo to, ze mowie o pewnych sprawach glosno i to jak je inter
                                > pretuje :)

                                Czy to znaczy ze w domu o tych sprawach nie mowisz glosno i ich nie interpretujesz?
                                • sabat77 Re: naklamales? 07.05.12, 12:13
                                  Yhhh...
                                  no, nie zastanawiam sie glosno czy lepiej isc na dziwki czy szukac sobie kochanki, pozostajac jednoczesnie w malzenstwie.
                                  postawilem sprawe jasno, w czytelny ale nieco bardziej kurtuazyjny sposob.
                                  ja ogolnie dosc grzeczny czlowiek jestem w zyciu codziennym.
                      • sea.sea Re: ojciec a maz 07.05.12, 12:11
                        Spytałam, bo mnie zafascynował opis, pierwszy raz widzę, żeby ktoś się w taki sposób rozrzewniał nad zaletami partnera, więc myślałam, że to dobro to się musi jakoś tak superspektakularnie przejawiać, że ta Twoja żona to się musi jakoś specjalnie wyróżniać.

                        A tu taka enigmatyczna odpowiedź: intencje i priorytety. Pfff. Nie zabrzmiało wyjątkowo, sorry :]
Pełna wersja