lina_onsdag
13.05.12, 20:21
...niedługo z braku seksu.
Libido rozhulane, rozerotyzowanie na poziomie ekstremalnym, a ostatnio robiłam to ponad rok temu. I nie zanosi się, żeby coś się w tej kwestii zadziało.
W moim małżeństwie seks nie istnieje od kilku lat i teraz już wiem, że to droga w jedną stronę i lepiej nie będzie. Przyjaźń, zaufanie, wsparcie, zrozumienie -tak. Ale seksu nie będzie i kropka.
Przygody jednonocne mnie nie interesują - nie umiem, nie potrafię, potrzebuję jakiejś bliskości i poczucia bezpieczeństwa, żeby sie puścić. Faceci zresztą w ogóle nie patrzą na mnie jak na partnerkę na jeden raz - nie ten typ kobiety... Jestem raczej chłodna i zdystansowana z pozoru, może tu leży przyczyna.
Związki dłuższe - no cóż, atrakcyjna pod każdym względem, miła, inteligentna kobieta zaraz po 30-tce, a jakoś nikt sie nie garnie... Kobiety poznają swoich przyszłych facetów/kochanków/mężów w kolejce po chleb, w pociągu, w pracy, na uczelni. Ja - nie. Widocznie sie nie podobam, choć naprawde nie rozumiem, dlaczego. (to info dla tych, którzy po przeczytaniu drugiego akapitu pomyślą "rozwiedź się najpierw, głupia babo!". Po co mam się rozwodzić, skoro nikt mnie nie chce? W tej sytuacji wolę być sama-z-kimś niż sama-sama.)
Kolejna sprawa - mam pewne wymagania, oczekiwania i mało który facet potrafi je spełnić.
A byle jaki seks jest chyba jeszcze gorszy niż brak seksu.
I co dalej? Zaczynam przyzwyczajać sie do myśli, że już nigdy nigdy nigdy przenigdy nie pójdę z nikim do łóżka.
Zwariuję, naprawdę...