Zwariuję...

13.05.12, 20:21
...niedługo z braku seksu.

Libido rozhulane, rozerotyzowanie na poziomie ekstremalnym, a ostatnio robiłam to ponad rok temu. I nie zanosi się, żeby coś się w tej kwestii zadziało.

W moim małżeństwie seks nie istnieje od kilku lat i teraz już wiem, że to droga w jedną stronę i lepiej nie będzie. Przyjaźń, zaufanie, wsparcie, zrozumienie -tak. Ale seksu nie będzie i kropka.

Przygody jednonocne mnie nie interesują - nie umiem, nie potrafię, potrzebuję jakiejś bliskości i poczucia bezpieczeństwa, żeby sie puścić. Faceci zresztą w ogóle nie patrzą na mnie jak na partnerkę na jeden raz - nie ten typ kobiety... Jestem raczej chłodna i zdystansowana z pozoru, może tu leży przyczyna.

Związki dłuższe - no cóż, atrakcyjna pod każdym względem, miła, inteligentna kobieta zaraz po 30-tce, a jakoś nikt sie nie garnie... Kobiety poznają swoich przyszłych facetów/kochanków/mężów w kolejce po chleb, w pociągu, w pracy, na uczelni. Ja - nie. Widocznie sie nie podobam, choć naprawde nie rozumiem, dlaczego. (to info dla tych, którzy po przeczytaniu drugiego akapitu pomyślą "rozwiedź się najpierw, głupia babo!". Po co mam się rozwodzić, skoro nikt mnie nie chce? W tej sytuacji wolę być sama-z-kimś niż sama-sama.)

Kolejna sprawa - mam pewne wymagania, oczekiwania i mało który facet potrafi je spełnić.
A byle jaki seks jest chyba jeszcze gorszy niż brak seksu.

I co dalej? Zaczynam przyzwyczajać sie do myśli, że już nigdy nigdy nigdy przenigdy nie pójdę z nikim do łóżka.
Zwariuję, naprawdę...
    • ghostauh Re: Zwariuję... 13.05.12, 21:19
      Luv,

      tak po szybkiej lekturze... jeśli nazbyt pobieżnej, wybacz...pierwsze i zasadnicze pytanie. Where is the beef? Chcesz coś z tym zrobić czy piszesz by wyrzucić to z siebie. Jeśli ta druga wersja.. Thank you for sharing..
      Jesteś w małżeństwie...a nie uprawiacie seksu (czy raczej robicie to bardzo rzadko)? Ok, niektórzy tak mają. Może napisz dlaczego?
      Jesteś atrakcyjna, ale nie przyciągasz mężczyzn. Jakiś szczególny powód??
      Szukasz cielesności, ale nie zdecydujesz się na byle co...Czy aby na pewno jest Ci ona potrzebna w takim razie?
      Masz duże wymagania wobec mężczyzny z którym jesteś (chciałabyś być), ale spełnienie ich jest ważniejsze niż "byle jaki" cielesny akt. O czym konkretnie mówisz?

      Żeby nie było, że tylko odpytuję. Wiesz ja od roku się nie kochałem. Z wyboru. Byłem z kimś kto chciał zachować czystość i było niewinnie. Nie wyszło... życie. Ale będąc od kilku miesięcy sam nie biegam za nikim mimo, że potrzeby mam duże. Nie chcę zwariować... bo to wszystko jest w mojej głowie...Czekam aż spotkam kogoś kogo będę chciał nie tylko fizycznie.
      • kag73 Re: Zwariuję... 13.05.12, 22:11
        Ghpstauh,

        Ty jeses w innej sytuacji, nie masz seksu, bo jestes sam. Ona nie jest sama ale seksu nie ma, to roznica.
        Do autorki: nie rozumiem skad przekonanie, ze nie ma mezczyzn/mezczyzny, ktory sprostalby Twoim wymaganiom, to wcale nie powiedziane.
        Nie znam okolicznosci, nie wiem dlaczego nie ma u Was seksu, to dosc istotne.
        Poza tym, moze tylko Ci sie wydaje, ze nie potrafilabys z kims tylko dla seksu. Jakby nadarzyla sie okazja, atmosfera, alkohol i atrakcyjny gosc...kto wie, kto wie, mysle, ze bys jednak potrafila.
        Poza tym to roznica czy sie szuka kogos bedac w malzenstwie cz tez bedac solo.
        • lina_onsdag Re: Zwariuję... 13.05.12, 22:32
          > Do autorki: nie rozumiem skad przekonanie, ze nie ma mezczyzn/mezczyzny, ktory
          > sprostalby Twoim wymaganiom, to wcale nie powiedziane.

          Pewnie jest, ale nie mogę go znaleźć. Raz w życiu spotkałam kogoś, kto był w 100% dla mnie - z wyobrażnią, wysokoerotyczny, otwarty, czuły, odważny, lekko dominujący i na dodatek miał dużo ciekawego do powiedzenia przed i po :) Pojawiał się w moim życiu wiele razy przez lata i pojawia sie nadal, ale ja juz nie chcę z różnych powodów. Może po prostu szukam zastępstwa i jestem za bardzo zafiskowana na tych cechach, które posiadał...
          Nie wierzę, że spotkam kogoś podobne. Na razie sie nie udało.

          > Nie znam okolicznosci, nie wiem dlaczego nie ma u Was seksu, to dosc istotne.

          Po prostu w którymś momencie on przestał chcieć. Nigdy nie było idealnie, teraz nie ma w ogóle. na początku było ciężko, ale teraz przywykłam i już od dawna niczego nie oczekuję. Podejrzewam, że mógł kogos miec, może teraz też ma? Nie wiem, już nie wnikam. Jest wielka przyjaźń i to też ma swoje zalety.
          Nie chcę za bardzo tłumaczyć, bo wiem, że i tak pewne sprawy są niepojmowalne dla kogoś, kto nie był w takiej sytuacji.

          > Poza tym, moze tylko Ci sie wydaje, ze nie potrafilabys z kims tylko dla seksu.
          > Jakby nadarzyla sie okazja, atmosfera, alkohol i atrakcyjny gosc...kto wie, kt
          > o wie, mysle, ze bys jednak potrafila.

          Może i tak. Nigdy się nie nadarzyła taka okazja z kimś zupełnie obcym na przykład. Nie umiem sobie tego wyobrazić... i nie wiem, czy czułabym sie komfortowo po fakcie.

          > Poza tym to roznica czy sie szuka kogos bedac w malzenstwie cz tez bedac solo.

          Prawdopodobnie jest. Ale w tej chwili jestem w małżeństwie, więc... jest tylko jedna opcja.
          • kag73 Re: Zwariuję... 13.05.12, 23:05
            Nie kumam jaka jest ta opcja? Nie miec seksu? Czy sprobowac znalezc a nie z gory przyjmowac, ze nie warto, bo bedzie marny. Skad to niby mozesz wiedziec z gory.
          • trzydziestoletnia Re: Zwariuję... 14.05.12, 22:22
            lina_onsdag napisała:

            > (..) Podejrzewam, że mógł kogos miec, może teraz też ma? Nie wiem, już nie wnikam. Jest wielka przyjaźń (..)

            Przyjazn bez szczerosci, z podejrzeniami..? Itaam... zludzenia.

            > (..) znam siebie jak zły szeląg ;) Także nic nieuświadomionego we mnie nie ma.

            Pycha tryska z Twego pyska ;) A wiesz tez, ze tego czego o sobie nie wiesz tego w swiadomosci miec nie mozesz? :)
            • lina_onsdag Re: Zwariuję... 14.05.12, 22:43
              Tak, taaak, nic o sobie nie wiem, przyjaźń z mężem sobie wyśniłam, a problemy wyssałam z palca (bo jak ktoś już raczył napisać "to wszystko nieprawda"). No i oczywiście jestem zarozumiałą du*ą, która na leżąco czeka na rycerza, co to jej nieuświadomione (no a jakże by inaczej) potrzeby zaspokoi.

              Naprawdę doceniam, że ktoś w ogóle wykazuje zainteresowanie moim wątkiem, ale jednocześnie - wybaczcie - takie diagnozy wydają mi się trafione jak kulą w płot i tym samym mało pożyteczne...
              • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 14.05.12, 23:05
                lina_onsdag napisała:

                > Tak, taaak, nic o sobie nie wiem, przyjaźń z mężem sobie wyśniłam, a problemy w
                > yssałam z palca (bo jak ktoś już raczył napisać "to wszystko nieprawda"). No i
                > oczywiście jestem zarozumiałą du*ą, która na leżąco czeka na rycerza, co to jej
                > nieuświadomione (no a jakże by inaczej) potrzeby zaspokoi.
                >
                Akurat na forum są wszyscy nie dla Twojej przyjemności tylko dla własnej. Nie pracujemy tu za free nad rozwiązaniem Twoich problemów, robimy jak nam się zechce.
                A jeśli jesteś osobą która chce słyszeć tylko rzeczy przyjemne i nie przyjmuje do wiadomości że może błądzić to generalnie współczuję, nawet na terapię się nie kwalifikujesz a już na pewno nic nie skorzystasz. Co do formy, tak to też jest ważne. Brak poczucia humoru i dystansu do siebie też wyklucza Cię ze stworzenia fajnej relacji. Skoro jesteś drewniana i strzelasz focha o byle co to jedyne co Ci się może trafić to cwany manipulator. Źle mówię? Ktoś Ci powie coś krytycznego, to myślisz nad tym czy strzelasz focha "co za prymityw"? Cóż nic dziwnego że większość facetów to dyskwalifikuje. Żeby się wysilać na bycie taktownym też musi komuś zależeć. A co Ty oferujesz żeby komuś zależało? Bliskość, skoro mąż jest numerem jeden?
    • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 13.05.12, 23:06
      Powiedz czy instytucja małżeństwa sprawia że człowiek czuje się jak g...? Bo jeśli tak to warto by to z ambony ogłaszać w wiadomościach parafialnych. Dlaczego już któraś kobieta na tym forum(piję do wątka z tym tyłkiem) prezentuje poczucie własnej wartości na poziomie ścierki do podłogi, gorzej gorzej..



      Living well is the best revenge
      • kag73 Re: Zwariuję... 13.05.12, 23:10
        Ale gdzie ona napisla, ze jestmalo warta? Ona pisze, ze wariuje juz z braku seksu albo, ze niedlugo zwariuje. Tutaj widze problem.
        • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 13.05.12, 23:19
          kag73 napisała:

          > Ale gdzie ona napisla, ze jestmalo warta? Ona pisze, ze wariuje juz z braku sek
          > su albo, ze niedlugo zwariuje. Tutaj widze problem.

          Nie wiem w jakim wy stanie psychicznym kurcze funkcjonujecie ale dla mnie stwierdzenia kategoryczne że już nigdy z nikim nie pójdę do łóżka, nikt mnie nie chce itd....generalnie "nigdy, zawsze" to albo przeczą deklarowanej tutaj inteligencji, lub znamionują jakiś kryzys emocjonalny który zaciemnia logiczne myślenie. Przyjęłam to drugie żeby nie ujmować autorce, może błędnie.
          A może... te przerysowania, rozdzieranie szat i generalnie dramatyzowanie to taka kobieca konwencja mająca na celu, nie wiem jakiś emocjonalny onanizm? Bo chyba zdajesz sobie sprawę że te żale są przesadzone i że to...wszystko nieprawda?
          • gomory Re: Zwariuję... 13.05.12, 23:33
            > zdajesz sobie sprawę że te żale są przesadzone i że to...wszystko nieprawda?

            Moj wewnetrzny czerwony krzyz wyrywa sie do pomocy slyszac: "jestem taka biedna, nieszczesliwa bo nadciaga burza a ja nie mam majtek". Nadzwyczaj nietypowym facetem nie jestem, wiec to moze wcale nie sa nieroztropne hasla. Jakies pocieszenia i glaski moga sie trafic ;).
            • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 13.05.12, 23:42
              gomory napisał:


              >
              > Moj wewnetrzny czerwony krzyz wyrywa sie do pomocy slyszac: "jestem taka biedna
              > , nieszczesliwa bo nadciaga burza a ja nie mam majtek". Nadzwyczaj nietypowym f
              > acetem nie jestem, wiec to moze wcale nie sa nieroztropne hasla. Jakies pociesz
              > enia i glaski moga sie trafic ;).

              :) Szczerze mówiąc koncepcja gorzkich żalów jako strategii uwodzenia też mi przez myśl przemknęła, ogłośmy to oficjalnie. Racja:) co nam tu będą ściemniać.
              • urquhart Strategia na pocieszycielkę 14.05.12, 07:51
                Nie wiem na ile skuteczne jest płciowe odwrócenie tej strategii, ale "na pocieszycielkę" to bardzo skuteczna strategia zaciągnięcia wybranej zdobyczy do łóżka przez mężczyzn którzy choć trochę opanowali język kobiecych emocji.
                Najpierw płaszczyzna budowania pewnej bliskości i intymności, którą pragnienie seksu z jej strony naturalnie z czasem uzupełnia.
                Oczywiście działa tylko na te z głodem bliskości.
                • lina_onsdag Re: Strategia na pocieszycielkę 14.05.12, 14:52
                  > Najpierw płaszczyzna budowania pewnej bliskości i intymności, którą pragnienie
                  > seksu z jej strony naturalnie z czasem uzupełnia.
                  > Oczywiście działa tylko na te z głodem bliskości.

                  Istnieje duża szansa, że na mnie by podziałała. Tylko jakoś nikt nie ma ochoty podjąć wysiłku tego "budowania bliskości", skoro gdzie indziej można zaliczyć łatwiej ;)
          • kag73 Re: Zwariuję... 13.05.12, 23:43
            No, co, na upartego, jest w malzenstwie, rozwodzic sie nie chce, seksu z mezem nie ma, jezeli chcialaby byc wierna zgodnie z przysiega, to...seksu nigdy nie bedzie :(
            No pewno, jest szansa, ze mezowi sie jednak kiedys z nia zachce, albo, ze ona jednak z kims innym do lozka pojdzie...ale teraz w swojej desperacji i frustracji po prostu tak czje. Co oczywicie jak najbardziej moze byc chwilowe. Ale w tym momencie tak wlsnie czuje i mysli, ze to prawda i fakt. Nie bralabym tego tak na serio ;)
            • urquhart Re: Zwariuję... 14.05.12, 07:54
              kag73 napisała:

              > No, co, na upartego, jest w malzenstwie, rozwodzic sie nie chce, seksu z mezem
              > nie ma, jezeli chcialaby byc wierna zgodnie z przysiega, to...seksu nigdy nie b
              > edzie :(

              No to można się zastanowić skąd bierze się najczęstsza z kobiecych fantazji czyli fantazja o gwałcie?
              No niech ruszy się któryś i zrobi wszytko za mnie :)
              • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 14.05.12, 12:47
                urquhart napisał:

                > kag73 napisała:
                >
                > > No, co, na upartego, jest w malzenstwie, rozwodzic sie nie chce, seksu z
                > mezem
                > > nie ma, jezeli chcialaby byc wierna zgodnie z przysiega, to...seksu nigdy
                > nie b
                > > edzie :(
                >
                > No to można się zastanowić skąd bierze się najczęstsza z kobiecych fantazji czy
                > li fantazja o gwałcie?
                > No niech ruszy się któryś i zrobi wszytko za mnie :)
                >
                Ja to miałam złośliwa być i napisać, że zamiast odmawiać sobie seksu to lepiej położyć się ogłosić głodówkę do czasu aż nie pojawi się książe na rumaku białym realizujący nieuświadomione potrzeby.
                • lina_onsdag Re: Zwariuję... 14.05.12, 14:55
                  > realizujący nieuświadomione potrzeby.

                  Dlaczego zaraz nieuświadomione? Nie mam 15 lat, trochę już sobie pokorzystałam z życia, więc znam siebie jak zły szeląg ;) Także nic nieuświadomionego we mnie nie ma.
                  A książę mile widziany, nie ukrywam.
              • hello-kitty2 Re: Zwariuję... 14.05.12, 13:36
                urquhart napisał:

                > No to można się zastanowić skąd bierze się najczęstsza z kobiecych fantazji czy
                > li fantazja o gwałcie?
                > No niech ruszy się któryś i zrobi wszytko za mnie :)

                Ja myslalam, ze najczestsza z kobiecych fantnazji jest: seks z nieznajomym, co w sumie gwaltu nie wyklucza :)

                Do autorki: co masz na mysli piszac ze chcialabys "cos fajnego"? Co by to mialo byc? Sprecyzuj.
                • gomory Re: Zwariuję... 14.05.12, 14:50
                  z wyobrażnią, wysokoerotyczny, otwarty, czuły, odważny, lekko dominujący i na dodatek żeby miał dużo ciekawego do powiedzenia przed i po.

                  Ja wiem, ze na upartego i kloszarda mozna pod to podwiesic, ale az tak malo precyzyjne to chyba nie bylo :).
                  • hello-kitty2 Re: Zwariuję... 14.05.12, 15:44
                    gomory napisał:

                    > z wyobrażnią, wysokoerotyczny, otwarty, czuły, odważny, lekko dominujący i na d
                    > odatek żeby miał dużo ciekawego do powiedzenia przed i po.
                    >
                    > Ja wiem, ze na upartego i kloszarda mozna pod to podwiesic, ale az tak malo pre
                    > cyzyjne to chyba nie bylo :).

                    :) "cos fajnego" czyli jak juz ten opisany powyzej pan sie znajdzie to w co fajnego lina chce sie bawic? No moze w co, to mozna sobie wyobrazic, ale na jakich zasadach? Kochanek, wymiana obecnego meza na drugiego? Czy jednak jakis trojkacik?
                    • gomory Re: Zwariuję... 14.05.12, 16:20
                      Podejrzewam, ze najlepszy bylby oczywiscie trojkacik. Ingarden pieprzylby o fenomenologii, a nowy maz Line. Poki co jednak istnieje tylko jeden bok tego trojkata: autorka watku.
                      • abrigado Re: Zwariuję... 14.05.12, 16:25
                        gomory- jestes człowiekiem małej wiary. Jestem pewien, że nasza autorka znajdzie takie cos w jednym kompaktowym modelu

                        zresztą po doświadczeniach z pewną wielbicielką "gender studies" sądzę, że Ingarden na portalu randkowym to dopiero musi być dewiant, już bym wolał tego 20 latka- naczytac się, zawsze zdąży...
    • gomory Re: Zwariuję... 13.05.12, 23:06
      > Zaczynam przyzwyczajać sie do myśli, że już nigdy nigdy nigdy przenigdy nie pójdę z nikim do łóżka

      Pewnie jestes osoba religijna :). Wierzysz, ze masz osiem zyc, odrodzisz sie jako kapibara albo czekasz na te wszystkie cuda po smierci. Opowiedz nam o tym wiecej, bo to niewatpliwie intryguje wszystkich :).
      Ludzie tutaj przewaznie sklaniaja sie do przypuszczenia, ze ich trwanie jest ograniczone do bytu ograniczonego mrokiem "przed" i "po". Nie moga wiec sobie raczej pozwolic na
      taka rezygnacje z doznan zycia.
      • abrigado Re: Zwariuję... 14.05.12, 16:09
        gomory, kocham cię za kapibarę :P
        • anais_nin666 Re: Zwariuję... 31.05.12, 19:26
          Dołączam się z miłością do Gomorego za kapibarę!!! <3
    • lina_onsdag Re: Zwariuję... 13.05.12, 23:47
      Dzięki za zrozumienie. Tak, jestem rozhisteryzowanym, religijnym babonem o godności ścierki do podłogi i inteligencji stołowej nogi. I lubię sobie podaramatyzować w necie, bo przecież IRL muszę trzymać fason i nieść swój krzyż z godnościa (ścierki oczywiście) . I czekam aż mnie jakis dobry samarytanin z forum pogłaszcze po głowie, a może nawet zaproponuje rżnięcie z litości.
      :)

      Chodzi po prostu o to, że chcę czegoś fajnego, a nic nie wychodzi tak, jak bym chciała. I nie zakładam, że nie wyjdzie, ale biorę taką mozliwośc pod uwagę - że nie wyjdzie. Tyle.
      • vitek_1 Re: Zwariuję... 14.05.12, 00:15
        lina_onsdag napisała:


        > Chodzi po prostu o to, że chcę czegoś fajnego, a nic nie wychodzi tak, jak bym
        > chciała.

        Witaj w klubie.

        A przelecieć cię mogę, i w żadnym wypadku nie dam poznać że to z litości. Co do gadki-szmatki to godzinę po stosunku zaczniesz przejawiać lekkie zniecierpliwienie, a po dwu stanowczo powiesz że mam się zamknąć albo wynosić ;)
      • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 14.05.12, 00:52
        lina_onsdag napisała:

        > Chodzi po prostu o to, że chcę czegoś fajnego, a nic nie wychodzi tak, jak bym
        > chciała. I nie zakładam, że nie wyjdzie, ale biorę taką mozliwośc pod uwagę - ż
        > e nie wyjdzie. Tyle.

        Napisałaś wyraźnie: "nikt mnie nie chce", nie odwracaj kota ogonem. scripta manent.
      • gomory Re: Zwariuję... 14.05.12, 14:32
        > Dzięki za zrozumienie

        Tylu forumowiczow podobne problemy ma badz mialo, ze wspolczucia nie znajdziesz tutaj za wiele. Ludzie sa bardziej nastawieni na wypisywanie zyciowych madrosci niz laczenie sie w bolu i wspolne placze. To poprawia kreacje przemadrzalego internauty ;).
        Te rozhulane libido to Ty moze najpierw sobie wyglaskaj na jakims sex czacie? Internet nie moze byc zaludniony tylko brzydkimi debilami, wiec przy odrobinie odpornosci moze w necie sie uda zadzierzgnac petle uczuc :).
        • lina_onsdag Re: Zwariuję... 14.05.12, 15:08
          > Tylu forumowiczow podobne problemy ma badz mialo, ze wspolczucia nie znajdziesz
          > tutaj za wiele.

          Współczucia nie oczekuję (nie wiem, na co by mi ono się miało przydać), a raczej zrozumienia właśnie, choćby literalnego ;)

          > Te rozhulane libido to Ty moze najpierw sobie wyglaskaj na jakims sex czacie? I
          > nternet nie moze byc zaludniony tylko brzydkimi debilami.

          Próbowałam przez moment. I oprócz tego, że dowiedziałam się, ilu 20-latków ma ochotę przelecieć starszą panią, to nic za bardzo z tego nie wyszło. Jeden dziw natury sie trafił, jego wywody o fenomenologii ingardenowskiej wywoływały u mnie dreszcze rozkoszy, ale jakoś się to rozmyło... najwyraźniej prze...gadaliśmy sprawę zamiast działać :)
          Nie chcę tu robić z siebie jakiejś wielkiej gwiazdy, której nikt do pięt nie dorasta, ale klimat pt.: "cześć lalka, jak sie nazywasz, spotykamy się za godzinę i chcę cię p...lić od tyłu", nie nastraja mnie jakoś pozytywnie.
          • abrigado Re: Zwariuję... 14.05.12, 16:17
            ten ostatni przynajmniej zdecydowany i dominujący...
        • vitek_1 Re: Zwariuję... 15.05.12, 08:05
          Gomory przegapiłeś mój post powyżej
      • abrigado Re: Zwariuję... 14.05.12, 16:12
        a słowo stało się ciałem...proponuję rżnięcie z litości...
        rżniemy też drewno iglaste i lisciaste, w przypadku większych partii, korzystne rabaty :P

        wybacz, to przez kapibarę ;)
    • juanita.e Re: Zwariuję... 14.05.12, 08:46
      Dziwna jesteś ;-)
      Nie wiem... może tak kup sobie na początek wibrator, usiądź przed "ciekawym" pornolkiem i zrób sobie dobrze. Przypomnij sobie co tracisz i czy nadal tego potrzebujesz....
      Tak wiem seks nie jest najważniejszy, mimo że nie jest potrzebą, to jednak go potrzebujemy, może go brakować - a czułości z nim związanej tym bardziej.
      Mam wrażeniem, że ty sobie wmawiasz że nikt ci nie odpowiada, że bronisz się przed poznaniem kogoś itd, bo sie boisz co z tego wyniknie, jak to będzie, co dalej...
      Może tak czasem uśmiechnij się idąc ulicą, pokaż trochę swojej kobiecości.. I daj szanse komuś w końcu, a jak wylądujesz z kimś w łóżku, to nie myśl o tym co TY czy ON powinien robić by było ci super fajnie, tylko pragnij i baw się seksem. ...
    • themaxmaster Re: Zwariuję... 14.05.12, 10:30
      No jak ktos pisze o sobie - atrakcyjna pod kazdym wzgledem, to taki typ skreslam w przedbiegach.
      • lina_onsdag Re: Zwariuję... 14.05.12, 15:11
        A możesz się rozwinąć? Może jakaś nauka z tego dla mnie wypłynie i moje notowania pójdą w górę? :)
        • gomory Re: Zwariuję... 14.05.12, 16:36
          Tym sposobem prezentujesz sie jako laska z polki tak wysokiej, ze sie po nia nie siega.
          Mezczyna moze z tego wybrnac np. otulajac sie szczelniej dosc srednia samoocena. Albo okreslic Ciebie jako zarozumiala.
          Jeszcze pozostaje koneser ktory potraktuje to jako prawdziwe wyzwanie. No i rzesza dzbanow ktorym tylko echo w podswiadomosci huczy ;).
          • lina_onsdag Re: Zwariuję... 14.05.12, 17:06
            Myślę, że tu właśnie tkwi sedno problemu.
            Nie jestem zarozumiała, nie jestem wyniosła - przecież nie pitolę o Ingardenie w autobusie - a mimo to faceci się mnie boją. Czasem się trafia (1/100?) taki, który się nie boi i traktuje "zdobycie" mnie jako wyzwanie. Ale ja nie chcę być żadnym wyzwaniem ani żadnym trofeum. Chcę normalnej relacji z facetem, z którym znajdę porozumienie na więcej niż jednej (fizycznej) płaszczyźnie.
            I teraz cała zabawa polega na tym, że albo zrezygnuję z moich potrzeb/oczekiwań i zdecyduję się zjeść tego hot-doga z ikei, chociaż mam ochotę na homara ;) albo będę dalej czekać na cud. Na razie czekam, a cud jak się nie wydarzył, tak dalej go na horyzoncie nie widać...
            Gdybym szukała pana na jedną noc, to oczywiście temat wielkich oczekiwań w ogóle by się nie pojawił, no ale niestety nie szukam, przynajmniej na razie.
            • lina_onsdag Re: Zwariuję... 14.05.12, 17:13
              A a propos atrakcyjności pod każdym względem - bo nie zauważyłam, że odpowiadam pod tamtym postem.

              No cóż, rozumiem, że to może razić, ale przecież w realnym życiu się w ten sposób nie prezentuję, nie mówię "cześć, jestem basia i jestem atrakcyjna pod każdym względem". Kaman... :) To było napisane po to, żeby szanownych czytaczy zapoznać z moją sytuacją, na zasadzie "czuję się atrakcyjną kobietą, więc nie rozumiem, dlaczego nikt się specjalnie mną nie interesuje".
            • hello-kitty2 Re: Zwariuję... 14.05.12, 17:31
              lina_onsdag napisała:

              > I teraz cała zabawa polega na tym, że albo zrezygnuję z moich potrzeb/oczekiwań
              > i zdecyduję się zjeść tego hot-doga z ikei, chociaż mam ochotę na homara ;) al
              > bo będę dalej czekać na cud. Na razie czekam, a cud jak się nie wydarzył, tak d
              > alej go na horyzoncie nie widać...
              > Gdybym szukała pana na jedną noc, to oczywiście temat wielkich oczekiwań w ogól
              > e by się nie pojawił, no ale niestety nie szukam, przynajmniej

              Lina, wg mnie ty nie jestes w pozycji pozwalajacej na duzy wybor. Przeciez jestes mezatka. To jak ty sobie to wyobrazasz? Poznajesz kogos, rozmawiacie, poznajecie sie, przeciez pada pytanie z jego strony: gdzie mieszkasz?, czym sie zajmujesz?, co robisz w sobote? I co mowisz? Ukrywasz, ze jestes w zwiazku? I nie chodzi mi tu o moralizowanie co mezatce przystoi, daleko mi do tego, wg mnie kazdy moze robic co mu sie tylko podoba. Chce tylko podkreslic, ze wg mnie ciezko jest znalesc faceta, ktory by poszedl na taki uklad, jaki ty masz do zaoferowania (z mezem przyjacielm w tle) przy twoich wymaganiach.

              Chyba, ze czegos nie zrozumialam? Czego ty potrzebujesz? Kochanka czy zmiany partnera? Nowego zwiazku czy seksu na boku?
              • lina_onsdag Re: Zwariuję... 14.05.12, 19:17
                > Lina, wg mnie ty nie jestes w pozycji pozwalajacej na duzy wybor.

                Wiem, mam tego świadomość. Stąd chyba to obniżenie nastroju i wypłakiwanie się na forum ;) Sytuacja prawie beznadziejna, ale... patrz niżej:

                > Chce tylko podkreslic, ze wg mnie ciezko j
                > est znalesc faceta, ktory by poszedl na taki uklad, jaki ty masz do zaoferowani
                > a (z mezem przyjacielm w tle) przy twoich wymaganiach.

                Ponieważ funkcjonowałam przez jakiś czas w takim układzie, to wiem, że jest to możliwe... Ale fakt, jest ciężko i lekko nie będzie.

                > Chyba, ze czegos nie zrozumialam? Czego ty potrzebujesz?

                Seksu :)
                Nie myślę w tej chwili o przyszłości, o nowych związkach. Niczego nie wykluczam, ale na razie nie chcę przewracać mojego życia do góry nogami. Chcę zapełnić pustkę tu i teraz oraz tak, jak sobie to wymyśliłam.
            • po-trafie Re: Zwariuję... 18.05.12, 18:51
              Pomijasz jeden wart uwagi kompromis.

              Zauwaz, ze rozwazasz tylko opcje:
              - wymagam duzo, jestem nieprzystepna;
              - obnizam wymagania, robie sie przystepniejsza.

              Ale pomijasz to, ze wymagania od Ciebie nie bija, nie masz tabliczki z tym na ulicy. To sposob bycia, spojrzenia, nieprzystepnosc wynikajaca z moze i prawdziwego zalozenia 'i tak malo kto spelni moje wymagania' odrzuca facetow, wlacznie z tymi, ktorzy moze i by wymagania spelnili.
              Moze im sie zwyczajnie nie chce bawic w zdobywce krolewny z wysokiej wiezy.

              Kompromis: miej wymagania, ale badz przystepniejsza. Przyjemniejsza do podejscia, a odsiew mozesz robic juz PO przelamaniu lodow.
      • abrigado Re: Zwariuję... 14.05.12, 16:14
        +1

        mam exactly to samo odczucie...
    • tempera_tura Re: Zwariuję... 14.05.12, 12:17
      To jest jakieś niesamowite zjawisko. Jak tylko kończy się związek to nagle pojawiają się faceci i perspektywa udanego seksu.
      Zaryzykowałabym.
      • glamourous Re: Zwariuję... 14.05.12, 14:27
        tempera_tura napisała:

        > To jest jakieś niesamowite zjawisko. Jak tylko kończy się związek to nagle poja
        > wiają się faceci i perspektywa udanego seksu.
        > Zaryzykowałabym.


        Podpisuje sie pod tym. Generalnie jest tak, ze wyjscie ze zwiazku jakos tak automatycznie obniza poprzeczke stawiana facetom. Tzn. moze nie tyle obniza poprzeczke / wymagania, ile OTWIERA na nowych, innych ludzi. Tak jakby klapki z oczu nam opadaly.
        Jest pewien odsetek kobiet, ktore, poki sa w zwiazku (nawet nieszczesliwym), nie potrafia zainteresowac sie nikim innym. Ani seksualnie, ani emocjonalnie. Taki rodzaj monogamii, wewnetrznej lojalnosci. Wtedy wydaje nam sie, ze nikt nam sie nie podoba. Jednak rozstanie i zakonczenie pelnego zgnilych kompromisow zwiazku potrafi bardzo zmienic optyke...

        Tak wiec, ja rowniez bym zaryzykowala. Tkwienie w bialym malzenstwie z Twoja wysokolibidowa natura doprowadzi Cie w koncu do nieciekawych skutkow - poczucie zmarnowanego zycia bedzie jednym z tych najlagodniejszych...
        • lina_onsdag Re: Zwariuję... 14.05.12, 15:15
          > Tak wiec, ja rowniez bym zaryzykowala. Tkwienie w bialym malzenstwie z Twoja wy
          > sokolibidowa natura doprowadzi Cie w koncu do nieciekawych skutkow - poczucie z
          > marnowanego zycia bedzie jednym z tych najlagodniejszych...

          Poniekąd już doprowadziło... Stąd moje smęcenie. Brak wiary, że cokolwiek może się jeszcze ułożyć, zmienić in plus itd.

          Nie wiem. Oczywiście, od paru lat myślę o odejściu, ale póki co za każdym razem po podsumowaniu zysków i strat (i nie, nie chodzi o pieniądze) szala przechyla się na stronę "zostaję". I tak sobie tkwię i cieszę się tym, co mam, starając się nie pamiętać o tym, co tracę.
          • glamourous Re: Zwariuję... 14.05.12, 17:33
            lina_onsdag napisała:

            > szala przechyla
            > się na stronę "zostaję". I tak sobie tkwię i cieszę się tym, co mam, starając
            > się nie pamiętać o tym, co tracę.


            Nie chcialabym tu wyrokowac, bo kazdy czlowiek ma inna konstrukcje i inne priorytety, a kazda historia jest inna. Ale z duza doza prawdopodobienstwa przyjdzie taki moment, ze zmienisz zdanie. Oby stalo sie to jak najwczesniej, zeby jak najmniej lat zmarnowac... Po prostu w pewnym momencie przychodzi taki etap, ze brak seksu wplywa destruktywnie rowniez na inne plaszczyzny bycia razem i pozera zdrowa tkanke zwiazku. Nie da sie chyba do emerytury przyjaznic z kims, kto jest bezposrednim autorem naszego niespelnienia i przysparza nam - nazwijmy rzecz po imieniu - cierpien. W pewnym momencie nagromadza sie tyle frustracji i poczucia umykajacego zycia, ze nawet przyjazn z tym czlowiekiem sie sypie.
            • lina_onsdag Re: Zwariuję... 14.05.12, 19:24
              W pełni zdaję sobie sprawę z tego, że na dłuższą metę to nie ma przyszłości. I wiem, że trzeba będzie to zmienić. Albo ja poodejmę taką decyzję, albo mój mąż. Ale na razie żadne z nas nie jest na to gotowe. Po prostu.
              Chce być pewna, że chcę coś zmienić. Nie chce później żałować, że zamieniłam fajny związek (okej, bez seksu, ale za to idealny na innych płaszczyznach) z mądrym, dobrym, wartościowym czlowiekiem na inny związek, w którym seks jest super, ale reszta leży i kwiczy.
              Bo w tej chwili naprawdę trudno jest mi uwierzyć - pewnie sie mylę, ale tak teraz myślę - że w jakimkolwiek związku wszystko może być idealnie. Że spotkam faceta, który będzie mi pasował w 100%, a ja jemu i że to po 2 latach się nie rozpadnie, jak tylko opadną trochę emocje, tak jak w większości związków, które obserwuję i których sama doświadczyłam.
              • zyg_zyg_zyg Re: Zwariuję... 14.05.12, 21:23
                A ja zmieniłam fajny związek, w którym była przyjaźń, duchowa bliskość, rozumienie się w pół gestu, podobne widzenie świata, podobna wrażliwość na podobne rzeczy itp, ale nie było (wystarczającej ilości) seksu. Z obecnym mężczyzną nie czuję takiego pokrewieństwa dusz, ale to z nim, nie z tamtym, jestem szczęśliwa. To z nim czuję się pełnowartościową kobietą, kobietą pożądaną, która nie musi ukrywać swojej seksualności i może wyrażać swoje potrzeby bez obaw o odrzucenie, oskarżenie o nimfomanię, pretensję że je w ogóle ma. Kiedy wyobrażam sobie przyszłość, nie widzę już czarnej dupy jak przy tamtym, tylko myślę, że czeka nas mnóstwo fajnych rzeczy. To on został moim mężem i ojcem moich dzieci. To on jest NIM.

                Tamtem mój związek trwał kilka lat i wiele razy próbowałam odejść. Zawsze wracałam. Również z lęku, że nie znajdę takiego drugiego. Rzeczywiście, znalazłam kogoś zupełnie innego. I nie brakuje mi niczego, co zostawiłam. Nie żałuję też tamtego czasu, bo decyzję o tych wszystkich powrotach podejmowałam z pełną świadomością. Świadoma też byłam rosnącego poczucia beznadziei, rozpaczy, uwiązania, braku szacunku do siebie, uciekającego czasu. Niestety, nie było tak wcale, że pewnego dnia minusów okazało się być więcej niż plusów i decyzja o definitywnym rozstaniu stała się jedyną możliwą opcją. Wcale nie było łatwiej. Nie zniknął lęk, że zostawiam coś, co nigdy w życu może się już nie zdarzyć, nie zniknęła nadzieja, że może jeszcze da się to naprawić, nie zniknęła chęć powrotu i zaczęcia wszystkiego od nowa (po raz setny zresztą). Nie obeszło się bez podjęcia ryzyka i postawienia kroku w ciemność. I coś czuję, że gdyby nawet potem "nikt mnie już nie zechciał", to i tak byłabym wygrana.
                • lina_onsdag Re: Zwariuję... 14.05.12, 22:45
                  Bardzo cenny głos - dziekuję. Przemyślę to, co napisałaś.
                  • megg2003 Re: Zwariuję... 20.07.12, 16:38
                    Ja myślę, że to najcenniejszy głos, bo dotyka tego, co w życiu najważniejsze - rozwoju osobistego, siły, która pcha nas do przodu, a nie każe czekać na cud. Dzięki właśnie takim decyzjom stajemy się szczęśliwymi ludźmi. Bo to MY decydujemy, z kim dzielimy życie, a nie nasze kompleksy i lęki.
                • bialeem Re: Zwariuję... 02.07.13, 17:43
                  Dziękuję:)
            • bi_chetny Re: Zwariuję... 04.07.12, 12:06
              glam, odezwałabyś się na maila :)
    • szpilka36 Re: Zwariuję... 14.05.12, 19:10
      kup sobie wibrator,lepszy rydz niż nic,czasem lepiej rozładuje napięcie niż facet/wiem co piszę/z medycznego punktu widzenia,i własnego doświadczenia też
      • lina_onsdag Re: Zwariuję... 14.05.12, 19:27
        Ale litości... :)
        Gdyby wystarczało mi robienie dobrze sobie samej, to nie byłoby tego wątku i byłabym najlepiej zaspokojoną kobieta na świecie ;)
        Ale tu chodzi o drugiego człowieka, o bliskość, namiętność, więź etc., a nie o proste rozładowanie napięcia...
        • szpilka36 Re: Zwariuję... 14.05.12, 19:41
          lina_onsdag napisała:

          > Ale litości... :)
          > Gdyby wystarczało mi robienie dobrze sobie samej, to nie byłoby tego wątku i by
          > łabym najlepiej zaspokojoną kobieta na świecie ;)
          > Ale tu chodzi o drugiego człowieka, o bliskość, namiętność, więź etc., a nie o
          > proste rozładowanie napięcia...
          tutaj też raczej nikt Ciebie nie zaspokoi,od tego są inne portale np.randkowe
        • kag73 Re: Zwariuję... 14.05.12, 19:48
          Wychodzi na to, ze nie mozesz miec wszystkiego. Ryzykowac sie boisz/nie chcesz. Musisz zmienic tok myslenia jezeli nie chcesz rozstawac sie z mezem. Bliskosc emocjonalna, przyjazn itd. masz z mezem. A zatem poszukaj kogos do lozka, zeby i ta potrzeba zostala zaspokojona: bliskosc fizyczna i namietnosc. Trudno oczekiwac, ze jakis "konkretny"8taki Twoj ideal) facet zainteresuje sie Toba na serio znajac Twoja sytuacje i okolicznosci.
          Masz wrazenie, ze Twoj maz czuje podobnie? Jest mu z Toba dobrze na roznych plaszczyznach, tylko seks ma z kims innym, badz tez nie jest nim w ogole zainteresowany?
          Zeby sie nie okazalo, ze pewnego dnia to on Tobie powie "zegnaj" a Ty bedziesz miala ciezkie przebudzenie i uczucie, ze zmarnowalas najlepsze lata na bezseksiu.
          Dziwi mnie, ze nie dociekasz/ nie dociekalas co w trawie piszczy, gdzie lezy przyczyna braku seksu z Toba.
          • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 11:00

            > A zatem poszukaj kogos do lozka, zeby
            > i ta potrzeba zostala zaspokojona: bliskosc fizyczna i namietnosc.

            Jasne, byłoby super, ale właśnie nie umiem znaleźć kogoś takiego, kto byłby mną zainteresowany i kim ja byłabym zainteresowana. Nie wiem, jaka jest tego przyczyna. Parę osób już tu podało różne mozliwości - jakieś cechy mojego charakteru odpychają potencjalnych kandydatów ;)

            > Masz wrazenie, ze Twoj maz czuje podobnie? Jest mu z Toba dobrze na roznych pla
            > szczyznach, tylko seks ma z kims innym, badz tez nie jest nim w ogole zainteres
            > owany?

            Tak, myślę, że czuje tak samo. Jestem dla niego przyjaciółką, rodziną, kimś bliskim. Ale nie jestem obiektem seksualnym. Zresztą była nie raz rozmowa na ten temat - mój wniosek jest taki, że mąż na początku widział we mnie seks, a kiedy sie za bardzo do siebie zbliżylismy w codziennym życiu, to przestal widzieć seks, a zaczął widzieć tylko swojego misiaczka, słodką żoneczkę, którą można ewentualnie pogłaskać po głowie, opiekować się nią jak dzieckiem itp.

            > Zeby sie nie okazalo, ze pewnego dnia to on Tobie powie "zegnaj" a Ty bedziesz
            > miala ciezkie przebudzenie i uczucie, ze zmarnowalas najlepsze lata na bezseksi
            > u.

            Po pierwsze, czuję się raczej przebudzona i mam świadomość wszelkich mozliwych następstw tej sytuacji, także to, że za chwilę on powie mi "adieu".
            Po drugie, nie mam wrażenia, że coś sobie marnuję. Po prostu żyję swoim życiem, takim, jakie jest. Co innego, gdybym miała jakąs alternatywę, gdybym spotkała kogoś, z kim moje życie mogłoby wyglądać inaczej. Ale ktoś taki sie nie pojawia, więc co za różnica, czy nie mam seksu w małżeństwie, czy nie mam seksu bez małżeństwa?

            > Dziwi mnie, ze nie dociekasz/ nie dociekalas co w trawie piszczy, gdzie lezy pr
            > zyczyna braku seksu z Toba.

            W naszym seksie nie było nigdy wielkich fajerwerków. Mąż z tych raczej mało temperamentnych. Było mało, a później skończyło się całkiem. Na początku dociekałam - wyszło mi, że się zakochał, że kogoś ma, ale nie szukałam dowodów, chyba żeby chronić siebie. Szarpałam się strasznie. Czułam się poniżona, upokorzona, odtrącona. Może gdybym odeszła w tamtym momencie, na fali negatywnych emocji, byłabym już w zupelnie innym punkcie życia. Ale zabrakło mi jaj.
            A potem mi przeszło. Pogodziłam się z tym, że jest właśnie tak. I że właściwie to nieważne, dlaczego. Powód nie jest już dla mnie ważny, bo nic nie zmienia w stanie faktycznym pt "seksu nie ma".
            • kag73 Re: Zwariuję... 15.05.12, 11:36
              A moze w takim ukladzie oddalic sie troche emocjonalnie od meza w zyciu codziennym, moze znow zobaczy seks. Pewnie male szanse :(
              Moze maz sie zakochal, moze kogos ma i tej kobiecie jest/chce byc wierny czy tez byl, jezeli to juz przeszlosc. Hmm, dziwne malzenstwo, tak, raczej rodzina...zakochac sie w kims innym a tkwic w malzenstwie z kims innym...ciezka sprawa. Troche gry pozorow w tym wszystkim.
              Moze maz jest aseksualny, seks traktuje jak kazda inna potrzebe fizjologiczna i zaspokaja ja sam.

              Zniz troche poprzeczka, pojdz do lozka z nie-idealem, niech tylko bedzie sympatia i optyka Ci pasujaca, moze okazac sie nie najgorzej i pomoze na frustracje. Poza tym coz za problem, milo jezeli bylabys dla kogos obiektem pozadania, do przelecenia, w koncu o to tez chodzi.
              Pewnie robisz wrazenie niedostepnej, no i jestes zajeta. Nie jestesm troche w temacie, ale pewnie najlepszy bylby portal gdzie jasno wiadomo kto czego szuka. Facet szukajacy czegos wiecej niz tylko seksu raczej sie nie skusi, bo jakaz ma perspektywe z mezatka?
              Mysle, ze jezeli Ty chcesz czegos wiecej musialabys najpierw zakonczyc jedna sprawe zanim zaczniesz szukac i zaczynac nowa.
              Jedna jeszcze roznica, Twoj maz byc moze nie ma potrzeby seksu z kobieta, albo ja zaspokaja gdzie indziej, Ty natomiast masz deficyt, bo te potrzebe masz.
              Nigdy nie rozmawialiscie o rozstaniu?
              Hmm, nie jest chyba z Toba tak zle, bo przynajmniej nie masz wrazenia, ze marnujesz zycie a to istotne.
    • trondheimnorge Re: Zwariuję... 15.05.12, 10:07
      mam ten sam problem co lina_onsdag i też strasznie mnie to męczy. Na 2 płaszczyznach: braku zaspokojenia własnych potrzeb oraz ze względu na świadomość że postrzegam brak seksu jako klęskę mojego związku z żoną (ogólnie w relacjach się dogadujemy dobrze). Wiadomo że związek bez seksu w końcu się musi rozwalić… Są dwa wyjścia – albo szukać seksu na boku (ale to najprawdopodobniej przyspieszy rozpad aktualnego związku) albo starać się przywrócić pożycie w partnerką (-em). Ktoś wyżej fajnie zacytował Lwa Starowicza –„adoracja kobiecie; uznanie, podziw i czułość facetowi”. Rzeczywiście, to co wymazało seks z mojego związku to brak uznania, podziwu i czułości dla mnie ze strony mojej żony (i pewnie adoracji ode mnie dla niej). Może właśnie ta zacytowana fraza jest kluczem do właściwego postępowania…
      • apersona Re: Zwariuję... 15.05.12, 10:28
        Co to jest adoracja jak nie uznanie, podziw i czułość. Na pewno nie ostentacyjne "całuję rączki"
    • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 13:24
      Czytając wątek Ja.dzi, pomyślałam sobie o pewnej kwesti...
      Ja po prostu w każdym związku doprowadzam do takiej emocjonalnej bliskości, do takiej przyjacielskiej zażyłości, że faeci po prostu nie wyrabiają... I to z całą pewnością prosta droga do zaniku namiętności. No bo jak można czuć pociąg do najlepszego przyjaciela? Do kogoś, z kim dzieli się wszystko. Tzn. ja mogę i dla mnie to jest układ idealny, ale widzę po swoich związkach, że chyba tylko ja... Dla mnie to jest naturalne, że w dzień sie przytulamy, miziamy, wygłupiamy, opowiadamy o swoich przeżyciach, zwierzamy się sobie itd., a w nocy wychodzimy z tej roli i jest drapieżnie ;) Ale niestety mój mąż (a także wszyscy eks) tak tego nie widzieli i nie umieli tych 2 ról pogodzić... Za mało tajemniczości, za mało swojej własnej przestrzeni, za dużo głaskania i wychodzi z tego seksualna pustynia.
      Ewidentnie szukam najlepszego przyjaciela i kochanka w jednym.
      • kag73 Re: Zwariuję... 15.05.12, 13:36
        Mysle, ze sie da miec kochanka i przyjaciela w jednym, ale moze faktycznie nie da sie z kazdym. Moze problem jest w tym, ze zbytnio matkujesz/sie troszczysz itd.
        Wazne, zeby w tym wszystkim zachowac balans, czyli pozostawic troche przestrzeni dla pojedynczej osoby, jego/jej czas dla siebie samego, czas na hobby, znajomych i czego tam jeszcze.
        Inna kwestia, ze nie kazdy lubi sie miziac, przynajmniej po jakims tam czasie. Dla niektorych mizianie jest wstepem do czegos wiecej.
        Ale jeszcze czegos nie rozumiem, skoro sie lubisz przytulac i glaskac i robisz to w lozku. Coz wtedy? Nie dziala na meza glaskanie i przytualnie? Czy przestalas to robic?
        • abrigado Re: Zwariuję... 15.05.12, 13:49
          Mysle, ze sie da miec kochanka i przyjaciela w jednym, ale moze faktycznie nie
          > da sie z kazdym.


          sądzę, że na dłużśzą metę się nie da.

          Spostrzezenie autorki jest bardzo refleksyjne i wydaje się celne. Z tego co czytałem o związkach próbując zdiagnozować siebie i swoje problemy, taka potrzeba "zlania sie w jedno" jest jednak objawem pewnej niedojrzałości i niewłaściwego przejscia przez etapy rozwoju seksualności w dizeciństwie.
          • kag73 Re: Zwariuję... 15.05.12, 14:15
            Mysle, ze "zlanie sie w jedno" a byc dla siebie przyjaciolmi to jednak nie to samo.
        • abrigado Re: Zwariuję... 15.05.12, 13:59
          Ale jeszcze czegos nie rozumiem, skoro sie lubisz przytulac i glaskac i robisz
          > to w lozku. Coz wtedy? Nie dziala na meza glaskanie i przytualnie? Czy przestal
          > as to robic?


          ale to jest normalny efekt! nie piszę teraz o przypadku autorki
          facet na początku pobudza sie przy każdym mizianku przez partnerkę ale potem szybko się uczy, że rzadko które mizianko oznacza zaproszenie do czegos więcej. facet przestaje kojarzyć mizianie z seksem- same go tego uczycie ;P
          dodatkowo niektórzy faceci wrecz celowo wypieraja to skojarzenie bo doświadczenie miziana z nienastepujacym po nim seksem jest frustrujące. odnosi sie to przede wszystkim do sytuacji reglamentacji seksu.
          • kag73 Re: Zwariuję... 15.05.12, 14:13
            W przypadku autorki nie wydaje mi sie to oczywiste, bo pisze, ze lubi seks i go nie reglamentowala.
            Zreszta zalezy kiedy kto sie z kim zaczyna miziac, jezeli po poludniu, w domu dzieci itp. to wiadomo, ze kicha, ale w nocy/wieczorem/rankiem w lozku, to juz inna bajka.
          • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 14:16

            > facet na początku pobudza sie przy każdym mizianku przez partnerkę ale potem s
            > zybko się uczy, że rzadko które mizianko oznacza zaproszenie do czegos więcej.
            > facet przestaje kojarzyć mizianie z seksem- same go tego uczycie ;P

            Wychodzi na to, że jestem facetem. Nie miałabym nic przeciwko, żeby każde mizianie kończyło się seksem. A widocznie moi faceci byli kobietami ;)
            • abrigado Re: Zwariuję... 15.05.12, 14:21
              mozliwe :P
              ale by feministkom kopary opadły, gdyby mogły przeczytać jak to ci źle, ze traktują cię jak człowieka;P

        • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 14:13
          My się już w ogóle nie dotykamy z podtekstem, od dawna. jakieś tam przyjacielskie przytulenie się, pogłaskanie po włosach, buziak w policzek. Zero w tym erotyki, już nawet po mojej stronie.

          Byłam kiedyś w związku czysto seksualnym. Każdy najmniejszy dotyk prowadził nas do łóżka, przez lata tak było, nawet po rozstaniu. Kiedy spotykaliśmy się przypadkiem później, to zwykły buziak na powitanie skutkował lądowaniem w łóżku/w samochodzie/gdzieś indziej. I to było świetne - trzęsienie ziemi za każdym razem. Ale z kolei właściwie żadnej więzi emocjonalnej nie było - pan był totalnie nieoswajalny - i nie czułam się z tym jakoś szczególnie dobrze... W sumie to był jedyny facet, który od pierwszego spotkania patrzył na mnie nie jak na człowieka, tylko kawał kobity ;) Nigdy później nikt podobny sie nie pojawił. Wszyscy widzą tylko człowieka. W obecnej sytuacji - trochę szkoda.
          • kag73 Re: Zwariuję... 15.05.12, 14:17
            Czyli po Twojej stronie rowniez nie ma ciagot seksualnych w jego strone.

            Ten zwiazek seksualny, ktory mialas ile lat trwal? Mieszkaliscie razem?
            Z pewnoscia byla miedzy Wami ogromna chemia i to bylo decydujace.
            • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 14:28
              kag73 napisała:

              > Czyli po Twojej stronie rowniez nie ma ciagot seksualnych w jego strone.

              Zdecydowanie nie ma. Ileż można. Na początku żebrałam, ale po jakimś czasie dałam spokój i całkowicie wyciszyłam swoje potrzeby w jego kierunku.

              > Ten zwiazek seksualny, ktory mialas ile lat trwal? Mieszkaliscie razem?
              > Z pewnoscia byla miedzy Wami ogromna chemia i to bylo decydujace.

              Byliśmy razem krótko, z 12 lat temu, jako bardzo młodzi ludzie. Potem spotykaliśmy sie wielokrotnie (były też jakieś dłuższe epizody) i po prostu sypialiśmy ze sobą - kiedy byliśmy sami, kiedy byliśmy w związkach, kiedy sie potrzebowaliśmy. Jakoś się to kręciło przez lata... Z pewnością wielka obopólna fascynacja seksualna.
              • kag73 Re: Zwariuję... 15.05.12, 17:08
                > Byliśmy razem krótko, z 12 lat temu, jako bardzo młodzi ludzie. Potem spotykali
                > śmy sie wielokrotnie (były też jakieś dłuższe epizody) i po prostu sypialiśmy z
                > e sobą - kiedy byliśmy sami, kiedy byliśmy w związkach, kiedy sie potrzebowaliś
                > my. Jakoś się to kręciło przez lata... Z pewnością wielka obopólna fascynacja s
                > eksualna.

                Czyli nie ma tego w ogole co porownywac. Krotko to zaden wyczyzn, potem raz na jakis czas z doskoku, pamietajac o tym jak bylo w przeszlosci. Krecilo sie przez lata ale raz na jakis czas a nie ciagle, latami, to kolosalna roznica.

                Hmm, powiem tak, skoro kiedys funkcjonowal seks bez wiekszych uczuc to i teraz powinien zadzialac tym bardziej, ze bliskosc emocjonalna, przyjazn i intymnosc masz, jak twierdzisz, w malzenstwie.
                • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 17:18
                  Tak, myślę, że mogłoby coś zafunkcjonować bez wielkich uczuć. Tylko żeby ten facet był odpowiedni, żeby jednak jakaś fascynacja była... żeby iskry leciały ;) Bo tak na zimno, czysto fizycznie, to ja chyba niestety nie umiem i nie chcę.
                  • kag73 Re: Zwariuję... 15.05.12, 17:32
                    Hmm, ale dopoki sie z jakims nie umowisz, chociazby tylko do tego celu, to nie bedziesz wiedziala czy poleca iskry. Facet moze byc atrakcyjny, sympatyczny, do tego atmosfera i Twoje wyglodzenie...nie, cudow nie ma, zadziala. Kobieto, powiem Ci tyle, Ty nie masz nawet super libido, Ty po prostu jestes na glodzie. Jaki "normlany"czlowiek z potrzebami wytrzyma rok bez seksu bedac w zwiaku. No, ludzie, kto by to zdzierzyl?
                    Najpierw spotkaj siez jakims takim a potem bedziesz wiedziec co i jak, bo teoretyzowac nie ma co. Dziwnym trafem eks, ktory Cie traktowal jak swieze miecho, krecil. Dlaczego wiec oburzasz sie kiedy inny chce Cie zwyczajnie przeleciec, lalka? On tylko mowi konkretnie w czym rzecz a eks nie mowil, to taka roznica. W dodatku przy eks to Ty sie angazowlas uczuciowo, tym gorzej dla Ciebie, a teraz nie musisz i moze nie bedzies, tym lepiej.
                    Przeciez Tobie nie o zwiazek z nim chodzi.
                    • sabat77 Re: Zwariuję... 15.05.12, 17:42
                      Bez przesady, ja zdzierzylem wiecej :) czy to znaczy ze jestem nienormalny ?
                      • kag73 Re: Zwariuję... 15.05.12, 17:51
                        Pewnie, zdierzyles, ale przyznaj sam, ze jestes na glodzie i masz wrazenie, ze moglys codziennie albo dwa razy dziennie albo jeszcze czesciej jak by sie dalo. Prawda? tego raczej ludzie w wieloletnich zwiazkaz z wieloletnim regularnym seksem nie maja, bo wiadomo ciagle dostepny, mozna jutro, bo dzis taki ciekwy film albo super ksiazka i zmeczony/zmeczona jestem jestem. Czestotliwosc raczej spada, albo zmienia sie fazami.
                        • sabat77 Re: Zwariuję... 15.05.12, 17:57
                          Rozumiem, ale rozumiem tez autorke. Niektorzy po prostu nie akceptuja polsrodkow.
                          Mysle ze dla niej najwazniejsze to wyznaczyc sobie jakis cel zwiazany z problemem i uparcie do niego dazyc.
                          • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 15.05.12, 18:06
                            sabat77 napisał:

                            > Rozumiem, ale rozumiem tez autorke. Niektorzy po prostu nie akceptuja polsrodko
                            > w.
                            > Mysle ze dla niej najwazniejsze to wyznaczyc sobie jakis cel zwiazany z problem
                            > em i uparcie do niego dazyc.

                            Tak:), sęk w tym żeby cel był realny. Można się sprzeciwiać, można kijem wisłę zawracać ale bliskość zabija seks, uwieszenie emocjonalne zabija seks i to są fakty. Co innego prowadzi do podniecenia, drżenia łyd itd., co innego do dobrego samopoczucia i bezpieczeństwa. Według mnie spoko. Autorka może sobie chcieć gwiazdkę z nieba ale dopóki nie zaakceptuje tego że ziemia krąży wokół słońca to raczej sobie może tak jeszcze długo. Wierzę że życie zweryfikuje. Dlatego napisałam że głodówka by była lepsza bo finał byłby szybszy,a bez seksu jadąc na tzw. ręcznym można się łudzić jeszcze długo. Lub korzystać z życia ale to wybór każdego z nas.
                            • kag73 Re: Zwariuję... 15.05.12, 19:35
                              " Można się sprzeciwiać, można kijem wisłę zawracać ale bliskość zabija seks, uwieszenie emocjonalne zabija seks i to są fakty. Co innego prowadzi do podniecenia, drżenia łyd itd., co innego do dobrego samopoczucia i bezpieczeństwa."

                              Pytanie co oznacza "bliskosc" i jak jej uniknac? I jakie jest idealne wyjscie? Zmieniac parterow jak rekawiczki, regularnie co 3 miesiace czy czesciej?
                              Poza tym nie znamy malzenstwa autorki zbyt dobrze. Napisla, ze od poczatku nie bylo fajerwerkow w ich seksie, chociaz jak sadze na poczatku nie bylo bliskosci. Nie wiemy w jakich okolicznosciach sie poznali i jak zostali para. Moze nie bylo co zabijac, bo od poczatku nie bylo chemii. Nie wiemy dlaczego maz przestal chciec, mowa byla o innej kobiecie/zakochaniu sie, sprawa jest bardziej zlozona niz stwierdzenie, ze "bliskosc zabija seks". Moze jej maz jest aseksualny a moze ma swoja wlasna odmienna nieco seksualnosc, Bog jeden raczy wiedziec.
                              • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 15.05.12, 23:57
                                kag73 napisała:

                                >
                                > Pytanie co oznacza "bliskosc" i jak jej uniknac? I jakie jest idealne wyjscie?
                                > Zmieniac parterow jak rekawiczki, regularnie co 3 miesiace czy czesciej?
                                > Poza tym nie znamy malzenstwa autorki zbyt dobrze. Napisla, ze od poczatku nie
                                > bylo fajerwerkow w ich seksie, chociaz jak sadze na poczatku nie bylo bliskosci
                                > . Nie wiemy w jakich okolicznosciach sie poznali i jak zostali para. Moze nie b
                                > ylo co zabijac, bo od poczatku nie bylo chemii. Nie wiemy dlaczego maz przestal
                                > chciec, mowa byla o innej kobiecie/zakochaniu sie, sprawa jest bardziej zlozon
                                > a niz stwierdzenie, ze "bliskosc zabija seks". Moze jej maz jest aseksualny a m
                                > oze ma swoja wlasna odmienna nieco seksualnosc, Bog jeden raczy wiedziec.

                                Ale ja nie piszę o tym. Chodzi o sprzeczne oczekiwania. Jeśli czyimś celem jest poczucie bezpieczeństwa i dobre samopoczucie, to nie da się tego za bardzo pogodzić z fascynacją erotyczną która z natury swej powoduje tęsknotę, niepewność i burzliwe reakcje emocjonalne.
                                Bliskość to dzielenie stanów emocjonalnych. Czasem trzeba tajemnicy żeby ktoś był nas ciekawy. Jak ktoś będzie nam siedział w głowie i przewidywał nasze reakcje emocjonalne w łóżku i poza nim to seks szybko stanie się nieciekawy. Jeśli nie wiemy jak ktoś się zachowa w łóżku, jak będzie akt przebiegał to jesteśmy tego ciekawi i chcemy to sprawdzić. To proste.
                                Zostaje jeszcze masa spraw na które nie mamy wpływu jak cielesność, chemia itd.
                                Tym bardziej zostawianie spraw na które mamy wpływ własnemu biegowi jest kiepskie.
                        • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 17:59
                          U mnie jest teraz ponad rok. Wcześniej też było ok. 1,5 roku. Jasne, że da się zdzierżyć, ale bez wątpienia towarzyszy temu poczucie nieuchronnie nadchodzącego załamania nerwowego ;))
                    • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 17:56
                      kag73 napisała:

                      > Hmm, ale dopoki sie z jakims nie umowisz, chociazby tylko do tego celu, to nie
                      > bedziesz wiedziala czy poleca iskry. Facet moze byc atrakcyjny, sympatyczny, do
                      > tego atmosfera i Twoje wyglodzenie...nie, cudow nie ma, zadziala.

                      Pewnie by zadziałało. Ale tak jak mówię - nie zdarzają mi się takie okazje. Nikt mnie nie zaczepia, nikt nie próbuje się ze mną umówić., zaprosić na kawę A ja też niespecjalnie umiem przejąć inicjatywę i się napraszać, jeśli nie widzę zainteresowania... Chyba jedynie net zostaje.

                      Ja po prostu na pierwszy rzut oka nie jestem kobietą do łóżka. Mam taką bliską znajomą - kobitka pod 60-tkę, a ma takie branie... taaakie branie, że głowa mała :) Młodzi, starzy, żonaci - wszyscy chcą iść z nią do łóżka. Ma w sobie coś takiego, co przyciąga od razu i każdy wie, o co biega. Ja nie mam. Owszem, potencjał duży we mnie drzemie, ale jest głęboko ukryty :)

                      > Dlaczego wiec oburzasz sie kiedy inny chce Cie zwyczajnie przeleciec, la
                      > lka? On tylko mowi konkretnie w czym rzecz a eks nie mowil, to taka roznica.

                      Fakt, pewna sprzeczność :) Ale eks umiał mnie jakoś podejść, wszystko było z klasą, nie ordynarne... tzn. seks był bardzo ordynarny ;) ale podchody raczej subtelne i zawoalowane. I nie oburzam się, ale tego rodzaju bezpośredniość na wstępie nie jest mile widziana. A ja chcę się czuć z tym wszystkim dobrze, a nie zmuszać się do czegoś, byle zaliczyć. Nie na czymś takim mi zależy.
                      • sabat77 Re: Zwariuję... 15.05.12, 18:03
                        Jednym slowem - wszystko mozesz, nic nie musisz ...
                        Pamietaj, ze uroda moze oniesmielac.
                        Co do kolezanek ktorymi interesuja sie panowie, to najprawdopodobniej sa to kobiety z inicjatywa. Wiekszosci mezczyzn jednak jej brakuje, ze wzgledu na rozne niekoniecznie mile doswiadczenia.
                        • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 18:16
                          sabat77 napisał:

                          > Pamietaj, ze uroda moze oniesmielac.

                          Mam świadomość tego, że onieśmielam, ale w sumie niewielka to pociecha... Bo nie za bardzo moge coś z tym zrobić.

                          > Co do kolezanek ktorymi interesuja sie panowie, to najprawdopodobniej sa to kob
                          > iety z inicjatywa. Wiekszosci mezczyzn jednak jej brakuje, ze wzgledu na rozne
                          > niekoniecznie mile doswiadczenia.

                          I to również rozumiem. Ale ja inicjatywy nie umiem przejąć (albo też - nie lubię przejmować), więc wniosek z tego taki, że potrzebuję kogoś z inicjatywą, kogoś, kto nie będzie się czuł onieśmielony i kto będzie miał odwagę po mnie "sięgnąć". Bo spotkanie 2 osób bez inicjatywy nie wróży fajnego seksu, raczej duże zakłopotanie po obu stronach ;)
                          • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 18:19
                            Hmm, właściwie to myślę, że byłabym w stanie przejąć inicjatywę, ale tylko w sytuacji, kiedy zobaczyłabym jakieś oznaki zainteresowania po stronie mężczyzny. Jakoś się zbyt często nie zdarza albo ja jestem ślepa na takie oznaki.
                            • kag73 Re: Zwariuję... 15.05.12, 18:29
                              Hmm, pewnie najlepiej wlasnie rozejrzec sie w necie na specjalnych portalach i tyle.
                          • sabat77 Re: Zwariuję... 15.05.12, 21:00
                            lina_onsdag napisała:

                            > I to również rozumiem. Ale ja inicjatywy nie umiem przejąć (albo też - nie lubi
                            > ę przejmować), więc wniosek z tego taki, że potrzebuję kogoś z inicjatywą, kogo
                            > ś, kto nie będzie się czuł onieśmielony i kto będzie miał odwagę po mnie "sięgn
                            > ąć". Bo spotkanie 2 osób bez inicjatywy nie wróży fajnego seksu, raczej duże za
                            > kłopotanie po obu stronach ;)

                            Chcesz się czuć adorowana i pożądana. Przynajmniej tak to rozumiem.

                            To zabawne, że wielu gości ma dokładnie tak samo. Boją się zrobić pierwszy ruch, asekuranci :) I można tak sobie siedzieć do uśmiechniętej śmierci. Ona - weź mnie, a on nie śmie... :D

                            Wniosek taki, że nie zawsze wygrywa ten co jest najlepszy, ale ten który robi pierwszy krok. A potem to już jakoś leci...

                            BTW. Takie pytanie do pań - co myślicie o sytuacjach dwuznaczych ? Gdy mężczyzna czyni przyjazne gesty, chce się spotykać, ale emocjonalnie trudno go rozszyfrować. Taka sytuacja zawieszenia kocha - lubi - żartuje ;)
                            Rozpala to was czy wkurza ?
                            • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 21:59
                              > Chcesz się czuć adorowana i pożądana. Przynajmniej tak to rozumiem.

                              Dobrze to rozumiesz. Dokładnie tak - chcę się czuć adorowana, chciana, pożądana, atrakcyjna. Po latach żebrania i całkowitej posuchy moja samoocena w tym temacie oscyluje koło zera i nie mam siły ani ochoty o nikogo zabiegać, niczego sobie wyszarpywać, o nic się prosić.
                              • kag73 Re: Zwariuję... 15.05.12, 22:09
                                Hmm, pewnie pozadana, adorowana, chciana....a ten adorator to nie czlowiek? Po co ma inwestowac uczucia w afere z mezatka i cierpiec skoro na swiecie pelno wolnych?
                                Nie chcesz sie prosic, poszukaj typa zainetresowanego seksem, skoro bedzie chcial z Toba, bedzie to oznaczalo, ze go krecisz. Nic na sile, ale pomysl, ze wiecznie piekna i mloda nie bedzies, na razie jeste.
                            • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 16.05.12, 00:05
                              sabat77 napisał:

                              > BTW. Takie pytanie do pań - co myślicie o sytuacjach dwuznaczych ? Gdy mężczyzn
                              > a czyni przyjazne gesty, chce się spotykać, ale emocjonalnie trudno go rozszyfr
                              > ować. Taka sytuacja zawieszenia kocha - lubi - żartuje ;)
                              > Rozpala to was czy wkurza ?

                              Mnie kręci najbardziej początkowy etap polowania. Kiedy ofiara ucieka, więc im dłużej trwa stan niepewności tym bardziej rosną notowania takiego faceta. Jeśli się okaże że to nie jakieś kretyńskie kompleksy czy skrupuły ale świadoma gra z jego strony. Jeśli pokaże inteligencję i że w tańcu wie jak stawiać kroki, a może nawet..prowadzić, to jest ekstra. Niestety trafić na wyrafinowanego uwodziciela który jeszcze będzie lubił wyzwania a nie naiwne gąski to już naprawdę ciężko:(
                              • abrigado Re: Zwariuję... 16.05.12, 11:22
                                that.bitch.is.sick napisała:

                                > > BTW. Takie pytanie do pań - co myślicie o sytuacjach dwuznaczych ? Gdy mę
                                > żczyzn
                                > > a czyni przyjazne gesty, chce się spotykać, ale emocjonalnie trudno go ro
                                > zszyfr
                                > > ować. Taka sytuacja zawieszenia kocha - lubi - żartuje ;)
                                > > Rozpala to was czy wkurza ?
                                >
                                > Mnie kręci najbardziej początkowy etap polowania. Kiedy ofiara ucieka, więc im
                                > dłużej trwa stan niepewności tym bardziej rosną notowania takiego faceta. Jeśli
                                > się okaże że to nie jakieś kretyńskie kompleksy czy skrupuły ale świadoma gra
                                > z jego strony. Jeśli pokaże inteligencję i że w tańcu wie jak stawiać kroki, a
                                > może nawet..prowadzić, to jest ekstra. Niestety trafić na wyrafinowanego uwodzi
                                > ciela który jeszcze będzie lubił wyzwania a nie naiwne gąski to już naprawdę ci
                                > ężko:(



                                dopisek tłumacza: oczywiście wszystkie te uwagi o "etapie polowania" dotyczą tylko panów, spełniajacych juz na wstępie minimalne wymogi sprzętowe - to taka uwaga do mężćzyzn-niedojd życiowych, którzy mysla, ze jak tylko staną się bardziej "taneczni" to zaczna łamać serca niewieście- próżne nadzieje ;)


                                • sabat77 Re: Zwariuję... 16.05.12, 11:47
                                  No tak, ale przeciez zarowno ty i ja nie musimy sie takimi drobiazgami przejmowac, bo sprzet mamy super, nieprawdaz ? :)

                                  A mowiac powaznie - sama bitch wspominala, ze jej najlepszy kochanek nie byl adonisem, wiec widze powazna luke w tej teorii. Sprobujesz wytlumaczyc ?
                                • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 16.05.12, 14:23
                                  abrigado napisał:

                                  > dopisek tłumacza: oczywiście wszystkie te uwagi o "etapie polowania" dotyczą ty
                                  > lko panów, spełniajacych juz na wstępie minimalne wymogi sprzętowe - to taka uw
                                  > aga do mężćzyzn-niedojd życiowych, którzy mysla, ze jak tylko staną się bardzie
                                  > j "taneczni" to zaczna łamać serca niewieście- próżne nadzieje ;)
                                  >
                                  >
                                  Nie, nie:) Ja nie gram o seks, mówiąc o polowaniu:) "Sex can't buy it." Oczywiście nie chodzi też o żadne romatnyczne bzdury.
                                  • abrigado Re: Zwariuję... 16.05.12, 14:29
                                    > Nie, nie:) Ja nie gram o seks, mówiąc o polowaniu:) "Sex can't buy it." Oczywiś
                                    > cie nie chodzi też o żadne romatnyczne bzdury.

                                    jak to nie grasz...wybacz i've lost the plot...
                                    • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 16.05.12, 14:54
                                      abrigado napisał:

                                      >
                                      > jak to nie grasz...wybacz i've lost the plot...

                                      Seks oczywiście jest punktem wyjścia.
                                      • abrigado Re: Zwariuję... 16.05.12, 14:59
                                        > Seks oczywiście jest punktem wyjścia.


                                        a dla faceta- punktem docelowym- jak ujmuja to amerykanie z włąsciwym temu narodowi "konkretnym podejściem"- facet zdobywa bazę, "he scores"- potem juz tylko owacje na stojąco , laur na czoło

                                        dlatego miedzy dwiema płciami nie moze byc porozumienia, bo wspólny cel to utopia...
                                    • sabat77 Re: Zwariuję... 16.05.12, 14:58
                                      Nie spotkales w zyciu zadnej uwodzicielki ?
                                      Nie rozkochales nigdy w sobie kobiety tak, ze pelzala u twoich stop blagajac chocby o jakis gest, skinienie, usmiech ?
                                      Czemu mezczyzni tak zadaniowo podchodza do flirtu... Jak ich to gubi :)
                                      Gra o serce prawdziwej kobiety to jak dobra partia szachow.
                                      A nie tylko gacie w dol i bara bara.
                                      To ze nie chodzi o seks to ja akurat rozumiem doskonale.
                                      Jest cos takiego...
                                      Wiejskie babule nazywaja to energetycznym wampiryzmem, ja racjonalnie tlumacze to specyficzna budowa osobowosci. Dosc powiedziec ze skrajne emocje w niektorych ludziach budza te same endorfiny, ktore ty czujesz np. w czasie walki z dobrym przeciwnikiem na macie, albo przy sportach ekstremalnych.
                                      I wierz mi, to uczucie bywa lepsze niz niejeden seks. Takie spoleczne zapasy :)
                                      • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 16.05.12, 15:02
                                        Sabat żółwik znowu:)

                                        www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=2CjBgIe9WkE
                                        w zasadzie tekst tej piosenki:) Trzeba tylko przedefiniować "love" na "whatever works":)
                                      • abrigado Re: Zwariuję... 16.05.12, 16:44
                                        > Nie spotkales w zyciu zadnej uwodzicielki ?
                                        > Nie rozkochales nigdy w sobie kobiety tak, ze pelzala u twoich stop blagajac ch
                                        > ocby o jakis gest, skinienie, usmiech ?
                                        > Czemu mezczyzni tak zadaniowo podchodza do flirtu... Jak ich to gubi :)
                                        > Gra o serce prawdziwej kobiety to jak dobra partia szachow.

                                        sabat, to do mnie pytanie?

                                        ale dla faceta ten seks musi być postawiony gdzieś na końcu, jak puchar w sportowych zawodach, który przecież - w rzeczywistości jest tylko bezwartyościowym gratem.

                                        sądze, ze jak zdecydowana większość facetów, nigdy nie doświadczyłem czegoś takiego ze strony kobiety (brak minimalnych wymagań sprzętowych ;P)- jedyna moja wyjątkowość polega na tym, ze potrafię się do tego przyznać

                                        > A nie tylko gacie w dol i bara bara.
                                        > To ze nie chodzi o seks to ja akurat rozumiem doskonale.
                                        > Jest cos takiego...
                                        > Wiejskie babule nazywaja to energetycznym wampiryzmem, ja racjonalnie tlumacze
                                        > to specyficzna budowa osobowosci. Dosc powiedziec ze skrajne emocje w niektoryc
                                        > h ludziach budza te same endorfiny, ktore ty czujesz np. w czasie walki z dobry
                                        > m przeciwnikiem na macie, albo przy sportach ekstremalnych.
                                        > I wierz mi, to uczucie bywa lepsze niz niejeden seks. Takie spoleczne zapasy :)

                                        ależ tego akurat nie musisz mi tłumaczyć- zanim zupełnie zrezygnowałem ze związków emocjonalnych dość intensywnie bawiłem się w don juana- wywołując jakieś tam reakcje ( w końcu inteligentny ze mnie i pomysłowy typ); nie osiągnąłem co prawda opisanych przez ciebie niesamowitych reakcji kobiet, ale zbliżyłem się na tyle, zeby mieć przynajmniej pojęcie tego o czym mówisz.

                                        w pewnym momencie, nawet zabawa tym przedsmakiem stała się jedynym celem- ale nadal wrażenia na macie, czy puszczanie samolotów z dizeciakami są o niebo wyżej- hough! :)
                                        • sabat77 Re: Zwariuję... 16.05.12, 17:08
                                          A moze to nie brak minimalnych wwymagan sprzetowych, tylko nieodpowiednio postawione priorytety ? Casanova ze mnie zaden, ale zakladanie ze seks musi byc ostatnia baza zawsze postawi cie na przegranej pozycji, niezaleznie od tego jak bylbys przystojny i samczy.
                                          To chyba ogolnie dotyczy zwiazkow, takze malzenskich - chociaz ta oczywista prawde zrozumialem ledwo pare dni temu. Wygrywa ten kto kontroluje zasoby, ale gdy zasoby przestaja byc pozadane, wtedy szanse wyrownuja sie :)
                      • hello-kitty2 Re: Zwariuję... 15.05.12, 23:30
                        lina_onsdag napisała:

                        > > Dlaczego wiec oburzasz sie kiedy inny chce Cie zwyczajnie przeleciec, la
                        > > lka? On tylko mowi konkretnie w czym rzecz a eks nie mowil, to taka rozni
                        > ca.
                        >
                        > Fakt, pewna sprzeczność :) Ale eks umiał mnie jakoś podejść, wszystko było z kl
                        > asą, nie ordynarne... tzn. seks był bardzo ordynarny ;) ale podchody raczej sub
                        > telne i zawoalowane. I nie oburzam się, ale tego rodzaju bezpośredniość na wstę
                        > pie nie jest mile widziana. A ja chcę się czuć z tym wszystkim dobrze, a nie zm
                        > uszać się do czegoś, byle zaliczyć. Nie na czymś takim mi zależy.

                        hehe przypomina mi sie kawal, co nam w LO nauczyciel fizyki opowiadal:
                        "goni kogut kure po podworku w wiadomym celu, a kura ucieka i mysli: zrobie jeszcze ze dwa okrazenia, zeby nie pomyslal, ze jestem latwa"

                        Lina, dziewczyno, chcesz byc pozadana to STAN sie obiektem pozadania, hello! Jesli nie wiesz jak sie obiektem pozadania stac? :))) to postaw to sobie za cel (dowiedziec sie i przeistoczyc sie), cel o jakim pisal Sabat77, a potem to juz tylko wybierac :)
    • abrigado Re: Zwariuję... 15.05.12, 14:26
      z tą Liną to jak z żoną rybaka z bajki o"o złotej rybce" (jestem na bieżąco)

      miała seksualny raj to musiała intelektualizować i wymyśliła sobie, że mozna mięc lepiej,
      no to ma...
      • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 14:39
        Seksualny raj - fajna rzecz. Ale jak facet jest nieodpowiedzialnym nałogowcem, notorycznym kłamcą i zdradzaczem, to ten nieziemski seks schodzi gdzieś tam na dalszy plan... bo w łóżku całego życia sie w końcu nie spędza - niestety.
        I tak zamienił stryjek siekierkę na kijek...
        • abrigado Re: Zwariuję... 15.05.12, 14:51
          normalnie cię uwielbiam!
          jesteś zywym dowodem na słuszność moich pogladów ( które nie są wcale aż tak bardzo odkrywcze, tylko niepopularne)
          w dużym uproszczeniu:
          facet, który was naprawdę kręci, i ktory sprawdza się w łózku jest w duzym stopniu asocjalny. z takim najlepiej mieć dzieci- ale na partnera się nie nadaje- to tak jakby jeść zupę widelcem ;P

          z kolei twój obecny to reprezentant "misiaczków"- przyjaciel, ale w seksie klapa Pocieszę cie- nawet jakby chciał 2 razy dziennie to by bylo tak nudno że ty byś ogłosiła szlaban ;P

          Jak sama napisałaś z tamtym "ideałem" byliście bardzo młodzi. strzelam na ślepo - oczekiwałaś wtedy idealnego partnera, kierowałaś się zasadami i cechy tego partnera w tym świecie "zasad" się nie mieściły.

          zastanów się czy faktycznie gośc ic nie pasował czy nie akceptowałaś go w imię zasad?

          to dość ważne, bo mam wrażenie, że od tego zależy ustalenie, czy faktycznie potrzebujesz partnera z cechami przyjaciela czy też raczej sama sie oszukujesz.

          • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 15.05.12, 15:02
            abrigado napisał:

            > to dość ważne, bo mam wrażenie, że od tego zależy ustalenie, czy faktycznie pot
            > rzebujesz partnera z cechami przyjaciela czy też raczej sama sie oszukujesz.
            >

            Bardzo odkrywcze, świat byłby szpitalem wariatów gdyby przyjąć za obowiązującą definicje "przyjaźni" podaną przez autorkę. Co innego przyjaźń a co innego potrzeba żeby zabluszczyć sobie troszkę. Zresztą bardzo typowa. Przyjaźń w znaczeniu tradycyjnym zakłada jakąś tam symetrię, a nie na zasadzie cytuję autorkę "boję się być sama". Normalna jednostka dorosła potrzebuje przestrzeni.
            • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 15:14

              > Bardzo odkrywcze, świat byłby szpitalem wariatów gdyby przyjąć za obowiązującą
              > definicje "przyjaźni" podaną przez autorkę.

              A co Ci wadzi moja definicja? Co to zmienia, czy nazwę mój układ z mężem przyjaźnią, koleżeństwem, współlokarostwem, czy jeszcze czyms innym? Ważne, że jest to układ zaakceptowany na ten moment przez obie strony i który na wielu płaszczyznach funkcjonuje bez zarzutu.
              • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 15.05.12, 15:31
                lina_onsdag napisała:

                >
                > A co Ci wadzi moja definicja? Co to zmienia, czy nazwę mój układ z mężem przyja
                > źnią, koleżeństwem, współlokarostwem, czy jeszcze czyms innym? Ważne, że jest t
                > o układ zaakceptowany na ten moment przez obie strony i który na wielu płaszczy
                > znach funkcjonuje bez zarzutu.

                A co by Ci wadziło, gdyby facet bzykał Cię, odstawiał, dzwonił czasami i nazywał to przyjaźnią? Może po to żeby wiedzieć o czym się wogóle mówi i dojść do ładu ze swoim życiem? Absurd jak u barei normalnie Chociaż w sumie według Twoich kategorii to zamień swoje "wariuję bez seksu" na "wariuję ze szczęścia" i problem się sam rozwiąże:) Zawsze na czarne można powiedzieć białe i jest gites.
                • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 15:45
                  Okej.
                  Powiedz mi zatem, jak mam nazwać moje małżeństwo, żeby było właściwie? Jak nazwać układ, gdzie dwoje ludzi może na siebie liczyć, wspiera się, pomaga sobie, rozmawia szczerze na wszystkie tematy życiowe (poza erotycznymi) i inne, dzieli ze sobą dom, ma wspólnych znajomych, wspólne sprawy, robi razem wiele rzeczy i zwyczajnie się lubi? Mnie poza "przyjaźnią" nic nie przychodzi do głowy, ale może mam ubogi zasób słownictwa.
                  • abrigado Re: Zwariuję... 15.05.12, 15:59
                    uważam, że słowo przyjaciel jest nadużywane,
                    jesteście zgodnymi współlokatorami- jesteście sobie dość obojętni, więc się nie ranicie.

                    pytanie pomocnicze- czy twój "przyjaciel" wie ( choćby bez szczegółów), że utrzymujesz "pozaprzyjacielskie " relacje seksualne.
                    • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 16:10
                      Jesteśmy wobec siebie obojętni na płaszczyźnie seksualnej (jak to zazwyczaj bywa między przyjaciółmi ;)), na żadnej innej.

                      Oboje uzgodniliśmy jakis czas temu, że tematu kochanków/kochanek nie poruszamy. I trzymamy sie tego. Mój mąż musiałby być kretynem, żeby sądzić, że będę sobie żyła w bezseksiu latami/ do końca życia oraz żeby być zazdrosnym o coś, czego sam nie chce... A kretynem nie jest, zapewniam ;)
                    • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 16:14
                      Poza tym to trochę nie tak, że notorycznie utrzymuję jakieś stosunki pozaprzyjacielskie ;) Na wiele lat małżeństwa raz się zdarzył jakis epizod.
                      • abrigado Re: Zwariuję... 15.05.12, 16:20
                        haha, dobre :) dwa posty, jeden tuż po drugim i sobie zaprzeczyłaś:
                        cytat z pamięci:
                        - "mój mąż musiałby być kretynem mysląc, ze gdy mi odmawia nikogo sobie nie znajdę";

                        i drugi-"Na wiele lat małżeństwa raz się zdarzył jakis epizod."

                        czyli wcale nie byłby takim kretynem- skoro to tylko epizod, wzasadzie przypadek ;P

                        wołać tu kitty!- i ona uważa, że kobiety nalezy równo traktować- przeciez wasze alogiczne i pozbawione konsekwencji myślenie - pomimo, ze sympatyczne- wyklucza traktowanie was serio !? :P
                        • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 16:27
                          Może i konsekwencja nie jest moja mocna stroną :) ale tutaj akurat nie widzę żadnej sprzeczności. Mąż wie, że mogę sobie kogoś znaleźć i tak się zdarzyło, że sobie na chwilę znalazłam... a może i w przyszłości znajdę, jak bóg da i partia pomoże. Więc gdzie tu brak logiki?
          • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 15:08
            abrigado napisał:

            > facet, który was naprawdę kręci, i ktory sprawdza się w łózku jest w duzym stop
            > niu asocjalny. z takim najlepiej mieć dzieci- ale na partnera się nie nadaje- t
            > o tak jakby jeść zupę widelcem ;P

            Coś w tym jest niewątpliwie :)

            > Jak sama napisałaś z tamtym "ideałem" byliście bardzo młodzi. strzelam na ślepo
            > - oczekiwałaś wtedy idealnego partnera, kierowałaś się zasadami i cechy tego p
            > artnera w tym świecie "zasad" się nie mieściły.
            >
            > zastanów się czy faktycznie gośc ic nie pasował czy nie akceptowałaś go w imię
            > zasad?

            Tu nie chodzi o zasady, tylko moje zdrowie psychiczne ;) To jest tak: gdybym miała dziś wybierać między spokojnym, stabilnym życiem bez seksu a taką jazdą, jaką przez lata fundował mi eks, to bez wahania wybrałabym to pierwsze. Nie wiem, czy to jest dziwne, czy nienormalne, czy jeszcze jakieś inne. Po prostu chcę być w związku z uczciwym, odpowiedzialnym, dobrym człowiekiem, a nie kimś, kto będzie się mną zabawiał i odstawiał na bok, jak mu sie znudzi i potem znowu wracał i tak do usr... smierci. Pal licho seks.

            Dodam tylko, że z panem eks próbowałam ponownie jakis rok temu. I znowu nie wyszło. Bo oprócz seksu dostawałam od niego wielkie NIC. Pomijając już fakt, że zostawił mnie wtedy, bo zakochał się w jakiejś 20-tce (odkochał się za chwilę, ale cóż...), za co w tej chwili jestem mu wdzięczna, bo może byłabym teraz z nim w związku, wypłakując oczy po nocach i czekając aż wróci z kolejnej imprezy. Nie, dzięki. Także tego tematu nie ma. Seks seksem, ale istnieją jeszcze inne ważne rzeczy w życiu.

            Ale chętnie byłabym z nimi dwoma jednocześnie, najlepiej żebyśmy mieszkali razem i tworzyli taką nowoczesną rodzinę 3+0 ;)))
          • kag73 Re: Zwariuję... 15.05.12, 17:14
            Abrigado, mysle, ze upraszczasz sprawe. Jest troche wiecej typow niz tylko krecacy i misiaczek. Po to ludzie sie biora do kupy, zeby zobaczyc czy do siebie pasuja pod roznymi wzgledami.
            Nikt nie mowi, ze latwo znalezc dwa albo trzy w jednym, ale owszem moza a zatem sie szuka.
            Przyjaciel i kochanek w jednym to nie utopia.Sprawa jest jednak bardziej zlozona i zalezy od bardzo wielu rzeczy.


    • abrigado Re: Zwariuję... 15.05.12, 16:31
      ...a ja to myślę, że ty po prostu wstydzisz się przed nim ( a zatem i przed sobą) wejść w bliższa relacje kto w sferze poza seksualnej może być podejrzany o bycie słabszym niz "przyjaciel" ( nazywajmy rzeczy po imieniu)

      no cóż powodzenia

      aha- i z mojego doświadczenia- na portalach randkowych jest marna szansa kogoś znaleźć. tu raczej sprawdzają się kręgi towarzyskie i znajomosci zawierane na żywo np wśród ludzi spotykanych przy realizacji podobnych zainteresowań
      • lina_onsdag Re: Zwariuję... 15.05.12, 16:49
        abrigado napisał:

        > ...a ja to myślę, że ty po prostu wstydzisz się przed nim ( a zatem i przed sob
        > ą) wejść w bliższa relacje kto w sferze poza seksualnej może być podejrzany o b
        > ycie słabszym niz "przyjaciel" ( nazywajmy rzeczy po imieniu)

        Przed mężem się wstydzę?
        Raczej się nie wstydzę, ale rzeczywiście wolałabym wchodzić w relacje z ludźmi, którzy "dają radę". Oczekiwania mam spore, jak już napisałam wiele razy wcześniej.

        > aha- i z mojego doświadczenia- na portalach randkowych jest marna szansa kogoś
        > znaleźć. tu raczej sprawdzają się kręgi towarzyskie i znajomosci zawierane na ż
        > ywo np wśród ludzi spotykanych przy realizacji podobnych zainteresowań

        Ciężko będzie, bo środowisko mam to samo od lat - w kontekście seksualnym na nikogo nie patrzę, ani nikt na mnie. A jak mówiłam, znajomości w piekarni/tramwaju jakoś mi sie nie zawierają... Widocznie nie epatuję sex-appealem albo nie wychwytuję sygnałów. No cóż. Pozostaje mieć nadzieję, że trafi sie jakiś gieroj podobny do mojego eks... ;)
    • 66maly66g może jeszcze trochę wytrzymasz 15.05.12, 17:15
      strasznie ciekawy post... strasznie ciekawa sytuacja.... strasznie, bo jednak jest problem dla jednej ze stron; ciekawie, bo mimo niewątpliwych ochot, jednak nie jest tak łatwo załatwić sobie ot tak nową znajomość, która spełni oczekiwania i psyche i fizys.... mnóstwo o sobie powiedziałaś - o tym jaka jesteś, czego oczekujesz i czego w tym poszukiwaniu świętego Graala brakuje; skomplikowanie jest, gdy się wie, czego się chce, a świadomość oczekiwań jest na tyle wysoka, że byle czego nie weźmiemy; ktoś tu pisał o obniżaniu poprzeczki oczekiwań, tylko po to, by coś mieć - u Ciebie jest oczekiwanie na coś akceptowalnego, a nie oczekiwanie na byle co.... dziwna jest ta nasza seksualność - jedni chcą konsumpcji tylko ze strachu, że już nic się nie przytrafi, a inni będą odrzucać przypadkowość i wierzyć i w siebie i w jakość tego poznawania..... zadziwia mnie ten dysonans - u innych to bywa takie proste, a w rzeczywistości nikt atrakcyjny i interesujący nie stoi za rogiem i nie czeka właśnie na nas, ale..... i tak nie rzucę się na pierwszą z brzegu okazję, szkoda mnie dla tego
    • lina_onsdag Re: Zwariuję... 16.05.12, 17:50
      Po przemyśleniu. Postanowiłam dać szansę panu od Ingardena. A raczej sobie dać szansę ;) Bujamy sie tak już trochę, rozmawia się nam niesamowicie, wrażliwość podobna, podobne oczekiwania... tylko on jakby troche niezdecydowany. Mam też wrażenie, że pan jest z wyższej półki niż moja (tak, tak! ;)). Ale cóż. A nuż...
      • abrigado Re: Zwariuję... 16.05.12, 19:29
        Mam też w
        > rażenie, że pan jest z wyższej półki niż moja (tak, tak! ;)). Ale cóż. A nuż...

        w tę strone to akurat jest już kulturowo przyjęte, że róznica półek nie przeszkadza.

        jako "old sport" stawiam, że to jednak dewiant- i chetnie dowiem się czy mam rację
        poukladany wielbiciel Ingardena nie szukałby nikogo na forum randkowym...

        ale powodzenia...


        • lina_onsdag Re: Zwariuję... 16.05.12, 19:58
          Z tygodni rozmów wynika, że jest inteligentny, bardzo oczytany, temperamentny i zdrowy psychicznie (na tyle, na ile da się to stwierdzić ;)), ze zdjęć - że w moim typie. No po prostu dopasowanie w 90% przynajmniej. A czy dewiant? No cóż, też się nad tym zastanawiam. Ale w końcu ja też tam trafiłam, a nie jest ze mną najgorzej, więc...
          Będę czujna ;) i na pewno dam znać, jak się sprawa potoczyła.
      • boerst Re: Zwariuję... 17.05.12, 23:00
        lina_onsdag napisała:

        > Po przemyśleniu. Postanowiłam dać szansę panu od Ingardena. A raczej sobie dać
        > szansę ;) Bujamy sie tak już trochę, rozmawia się nam niesamowicie, wrażliwość
        > podobna, podobne oczekiwania... tylko on jakby troche niezdecydowany. Mam też w
        > rażenie, że pan jest z wyższej półki niż moja (tak, tak! ;)). Ale cóż. A nuż...

        No tak. Wrażliwy, niezdecydowany miłośnik filozofii.
        W łóżku to będzie się iskrzyło i waliło piorunami, jestem pewny. Powodzenia.
        • kag73 Re: Zwariuję... 17.05.12, 23:17
          No tak. Wrażliwy, niezdecydowany miłośnik filozofii.
          W łóżku to będzie się iskrzyło i waliło piorunami, jestem pewny. Powodzenia."

          Otoz, na dwoje babka wrozyla. Intelekt nie zawsze idzie w parze z erotycznoscia badz tez znajomoscia technik seksualnych i chemia, ale z drugiej strony jej nie wyklucza. Wszystko jest mozliwe.
          Mialam kiedys taki przypadek, facet chodzacy intelekt, godzinami moglam z nim rozmawiac a w lozku...no coz, ansolutnie mi nie pasowal. Po jakims czasie to juz tylko chcialam z nim telefonowac po 3 godziny, za to on wolal, zebysmy rozmawiali na zywo, bo przeciez tracilismy cenny czas, 3 godziny mozna by juz sie cieszyc swoim widokiem (no i szansa na skes by byla).
          A potem trafilam na takiego gdzie i "poziom" i seks mi odpowiadal.
        • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 18.05.12, 00:20
          boerst napisał(a):


          >
          > No tak. Wrażliwy, niezdecydowany miłośnik filozofii.
          > W łóżku to będzie się iskrzyło i waliło piorunami, jestem pewny. Powodzenia.

          Genialny komentarz. Tylko od początku byłam pewna że autorce nie chodzi o seks tylko o to żeby facet koło niej się łasił. Rok bez seksu? Bez jaj.
          • tygrys-bez-rys Re: Zwariuję... 31.05.12, 17:00
            that.bitch.is.sick napisała:
            > Rok bez seksu? Bez jaj.

            Takiego harakiri to żadna gejsza ...
        • lina_onsdag Re: Zwariuję... 18.05.12, 13:02
          Eeee, bez przesady. Pół życia sypiałam z yntelektualystamy ;) i nie narzekałam. Drzagi leciały i inne takie.

          A co do mojego "wybrzydzania" - jak sie nie ma seksu latami (bo to już w latach można liczyć) i widzi się, że chociaż jest zaje... ciężko, to się da, to naprawdę nie ma parcia na pójście do łóżka z kimkolwiek. Bo owszem, ciało chce seksu, ale psyche o wiele bardziej. Co ja poradzę, że mnie kręcą faceci z głową? Na jednych działają pończochy, na innych sześciopak na brzuchu, a mnie kręci intelekt. A że to sie komuś wydaje zadzieraniem nosa - not my prob. I tyle.
          • abrigado Re: Zwariuję... 18.05.12, 13:10
            yyy...a ja byłem pewien, że już tego Ingardena skonsumowałaś i wpadłaś podzielić się wrażeniami- na poziomie oczywiście...:P

            Eeee, bez przesady. Pół życia sypiałam z yntelektualystamy ;) i nie narzekałam.
            > Drzagi leciały i inne takie.
            a drugie pół z fizycznymi, niewykwalifikowanymi?



            • gomory Re: Zwariuję... 18.05.12, 14:00
              > a drugie pół z fizycznymi, niewykwalifikowanymi?

              Sama ze soba. Jak wiekszosc ludzi :).
    • lina_onsdag Re: Zwariuję... 31.05.12, 15:31
      Mały update w związku ze wspominaną wcześniej znajomością netową.
      Jest... dobrze. Bardzo. Wielka fascynacja. Duża zmiana w moim postrzeganiu siebie (in plus) i dużo przemyśleń, które być może będą impulsem do większych zmian w przyszłości.
      Na razie nie umiem za bardzo o tym pisać, tak na świeżo... Jak poukładam to sobie w głowie, to napiszę więcej.
      Dzięki Wam za wszystkie odpowiedzi - wiele z nich, nawet tych bardzo krytycznych, dało mi do myślenia (chodzi gł. o kwestie idealizowania mojej relacji z mężem i podświadomego tuszowania niziutkiej samooceny określeniami w stylu "atrakcyjna pod każdym względem" ;))
      • abrigado Re: Zwariuję... 31.05.12, 15:57
        fajnie, ze komuś się udało!
        • sabat77 Re: Zwariuję... 31.05.12, 16:12
          Nie za szybko na fanfary ? :]
          • abrigado Re: Zwariuję... 31.05.12, 16:22
            sabat77 napisał:

            > Nie za szybko na fanfary ? :]

            sabat, jakie za szybko?!?

            czy ona szukał długoletniego związku ze sprawdzonym mężczyzną?
            nie!
            szukała fajnego seksu z fascynującym mężczyzną- i najwyraźniej znalazła- nawet gdyby dotychczas było to jedno bzyknięciu lub tylko jeden raz zatrzęsła się ziemia- warto było...


            o! drogie panie - przez białkowe złogi alzheimera przebiło mi się niezwykle odległe, bo jeszcze z ubiegłego wieku- wspomnienie jednej pani, której drżały usta po stosunku ( nie oralnym, bynajmniej)-czy to mogło świadczyć o ...hmm... zaangazowaniu emocjonalnym?
            • lina_onsdag Re: Zwariuję... 31.05.12, 16:30
              :)

              Na ten moment jedyne, co mi sie udało, to poznanie wyjątkowego człowieka przez internet. To mi się bardzo udało i aż mnie samej trudno w to uwierzyć w taki dziw. Ale tak, tak, to jednak jest możliwe :)

              W szerszej perspektywie - przede mną długa droga.

              • sabat77 Re: Zwariuję... 31.05.12, 17:12
                A wyjatkowy czlowiek probowal juz cos podzialal w strone ufizycznienia relacji ? Jakis dotyk, objecie, pocalunek ? Czy dalej pitoli o filozofach i kreci sie wokol wlasnego zadu na asfalcie ? :)
                • lina_onsdag Re: Zwariuję... 31.05.12, 17:24
                  Pitoli nadal jak nakręcony, ale jak... ale JAAAK... :)))
                  • kag73 Re: Zwariuję... 01.06.12, 13:40
                    Eeeee tam, ale seksu jeszcze nie bylo. z tego co zrozumialam, czyli nie wiadomo czy taki wspanialy. ja przynajmniej zrozumialam, ze autorka seksu szuka, zeby nie zwariowac.
              • trzydziestoletnia Re: Zwariuję... 31.05.12, 17:51
                lina_onsdag napisała:

                > Na ten moment jedyne, co mi sie udało, to poznanie wyjątkowego człowieka przez
                > internet.

                Ale chyba nie na naszym forum?? ;) Chlopaki! Ktory sie odwazyl?? :)

          • tygrys-bez-rys A Ty co? 31.05.12, 16:27
            Zazdrosny, ze ktos fajna dupę loi? Moze To abnegatowi sie poszczescilo, to i sie cieszy. Zmiast łypac zawistnym okiem, sam zacznij z dama jakaś fajna o Kierkegaardzie albo borlhomie.
            • abrigado Re: A Ty co? 31.05.12, 16:31
              o bornholmie mówisz? a co on takiego bardziej znanego napisał ? :P

              a już wiem: " post coitum omne tigre triste est"
              • tygrys-bez-rys Oj głuptasie 31.05.12, 16:48
                Przecież to był rzeźbiarz.
            • abrigado Re: A Ty co? 31.05.12, 16:37
              a Kierkegaard siakiś taki cmentarny jak dla mnie...czułbym się na takim sex-chacie jak nekrofil...
              • lina_onsdag Re: A Ty co? 31.05.12, 16:46
                E tam, zaraz cmentarny. Egzystencjalizm jest très sexy ;)
                • abrigado Re: A Ty co? 31.05.12, 16:50
                  > E tam, zaraz cmentarny. Egzystencjalizm jest très sexy ;)


                  a Ty co tu jeszcze robisz :)))) to jest forum dla frustratów- do seksu sio! :)
                  • that.bitch.is.sick Re: A Ty co? 31.05.12, 17:05
                    abrigado napisał:


                    > a Ty co tu jeszcze robisz :)))) to jest forum dla frustratów- do seksu sio! :)

                    Może jednak my wszyscy będziemy decydować dla kogo jest to forum i nie wszyscy tu jesteśmy frustratami.
                    Autorko! gratuluję, jednak co do cudowności faceta to jesteś na endorfinowym widzie:). A kochaj się długo i zdrowo.
                    • lina_onsdag Re: A Ty co? 31.05.12, 17:17
                      > Autorko! gratuluję, jednak co do cudowności faceta to jesteś na endorfinowym wi
                      > dzie:).

                      Niewapliwie jestem. I bardzo mnie to cieszy - dobrze jest znów coś poczuć. A jak się za jakiś czas okaże, że pan jednak daleki od cudowności, to... będę wiać ;)
                      Dzięki.
                  • tygrys-bez-rys Precedens 31.05.12, 17:13
                    abrigado napisał:
                    > a Ty co tu jeszcze robisz :)))) to jest forum dla frustratów- do seksu sio! :)

                    I dykta-tury, bet big pig sie zwie i mnie każe wypierdolic za nieznajomość składni i liter-atury. Z drugiej strony ...
              • tygrys-bez-rys Ha 31.05.12, 16:51
                lina_onsdag napisała:

                > E tam, zaraz cmentarny. Egzystencjalizm jest très sexy ;)

                Ha Acan! Jak coś nie wiesz to sie mnie zapytaj. Ale broń boze na żadnego sex czata. Tam to możesz Chix ale wih Dix.
    • proto Re: Zwariuję... 31.05.12, 16:46
      Czasem trzeba zwariować, żeby móc żyć normalnie
    • lina_onsdag Re: Zwariuję... 03.07.12, 18:49
      Kolejny update, chyba juz ostatni ;)
      Z panem filozofem nic nie wyszło - owszem, próżność moja została zaspokojona, bo sie bardzo starał, chyba nawet popłynął lekko z emocjami. Ale seksu z tego nie było, nie umiałam sie przemóc. Nie wiem, czy to fizyczność pana, czy jakaś moja wewnętrzna blokada przed wpuszczeniem obcego faceta do łóżka... Ale wiem już przynajmniej, że takie historie nie są dla mnie.
      Seks był z eks, tym od trzęsień ziemi. Chemia zadziałała od razu i było... przyjemnie. Tak, tylko tyle. Wszystko tak samo jak zawsze, ale nic już się nie zatrzęsło i w sumie dało mi to do myślenia, że coś się we mnie zmieniło. Że właściwie samego r.żnięcia to ja chyba nie potrzebuję.
      Nie chcę przygód, nie chcę faceta tylko do seksu, nie chce podwójnego życia i rozdwojenia jaźni. Chcę kogoś poznać i spróbować stworzyć normalny, zdrowy związek, w którym nie będę musiała niczego łatać. I do tego będę od teraz dążyć.
      • kag73 Re: Zwariuję... 03.07.12, 19:57
        No widzisz, dziewcze, bo to na tym polega. Moza tak sobie troche pobzykac dla sportu, ale momentami jak sie czlowiekowi nadarzy chwila refleksji, to widzi, ze jednak to nie to i czegos w tym wszystkim brakuje.
        Szukaj, zmien cos i badz szczesliwa!
      • gomory Re: Zwariuję... 03.07.12, 20:17
        > Nie chcę przygód, (...) Chcę kogoś poznać i spróbować stworzyć normalny, zdrowy związek,

        O i to jest wlasciwa kolejnosc.
        Przygod poszukuja znudzone mezatki, wiec najpierw przesyc sie seksem we wspanialym zwiazku ;).
        • sabat77 Re: Zwariuję... 03.07.12, 20:48
          Przygód szukają często ci co mają jakieś deficyty, co by sobie ego podkręcić. Niekoniecznie znudzenie ma tu jakiś wpływ.
          W sumie mam takie przemyślenie, że w większości wypadków w seksie nie chodzi o sam seks. O dziwo - chyba najlepiej się to sprawdza w seksie przygodnym. Jesteśmy podobnym gatunkiem jak Bonobo - poprzez seks realizujemy masę społecznych popędów i pragnień. Chcemy być szanowani, adorowani, zyskiwać społeczną aprobatę, wzbudzać zazdrość innych.
          Udany seks z atrakcyjnym partnerem / partnerką to jak przejazd nowym ferrari po blokowisku. W sumie takie ferrari obiektywnie biorąc to tylko kupa blachy - ale liczy się to, że nie każdy może je mieć.
          Dlatego też partner zdobyty często smakuje gorzej niż ten zdobywany, a w domyśle jeszcze gorzej niż ten nie do zdobycia. Historie z mężatkami zakonnicami, które na służbowych rejsach dostają pornograficznego libido są tylko tego potwierdzeniem.
      • hello-kitty2 Re: Zwariuję... 04.07.12, 00:22
        lina_onsdag napisała:

        > Z panem filozofem nic nie wyszło - owszem, próżność moja została zaspokojona, b
        > o sie bardzo starał, chyba nawet popłynął lekko z emocjami. Ale seksu z tego ni
        > e było, nie umiałam sie przemóc. Nie wiem, czy to fizyczność pana, czy jakaś mo
        > ja wewnętrzna blokada przed wpuszczeniem obcego faceta do łóżka... Ale wiem już
        > przynajmniej, że takie historie nie są dla mnie.
        (...)
        > Nie chcę przygód, nie chcę faceta tylko do seksu, nie chce podwójnego życia i r
        > ozdwojenia jaźni. Chcę kogoś poznać i spróbować stworzyć normalny, zdrowy związ
        > ek, w którym nie będę musiała niczego łatać. I do tego będę od teraz dążyć.

        Lina, a dlaczego z filozofem nie dazysz do zwiazku? Nie nadaje sie? Piszesz, ze poplynal z emocjami, przeciez? Fizycznie ci nie odpowiadal? Ty nic nie poczulas?
        • lina_onsdag Re: Zwariuję... 04.07.12, 10:10
          Hmm, w sumie był taki moment na początku, że poczułam się odrobinę zadurzona (pisałam o tym), ale to trwało może z 2 tygodnie, nie dłużej. Później zaczęłam dostrzegać, że to mi nie pasuje, tamto, siamto... Teraz nie czuję zupełnie nic, no może poza sympatią. Doceniam, że jest dobrym, mądrym, wartościowym, uczciwym człowiekiem. Ale jako facet to mnie jednak słabo kręci - nie ma tej energii, tego luzu, tej pasji, której szukam, jest zbyt stateczny, zbyt "ą,ę", zbyt kontrolujący się, zbyt wrażliwy, zbyt uległy. Chcąc, nie chcąc, przyrównuję go do mojego męża i do mojego eks i przy obu - przystojnych, pełnych energii, zdecydowanych, dominujących factach - on po prostu wypada bardzo blado. Ale biorąc pod uwagę, że z nimi mi nie wyszło, to może nie powinnam szukać kopii, tylko właśnie przeciwieństwa. Nie wiem, na razie czuję się mocno zdezorientowana, sama nie wiem, czego szukam...
          • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 04.07.12, 11:11
            lina_onsdag napisała:

            > Hmm, w sumie był taki moment na początku, że poczułam się odrobinę zadurzona (p
            > isałam o tym), ale to trwało może z 2 tygodnie, nie dłużej. Później zaczęłam do
            > strzegać, że to mi nie pasuje, tamto, siamto... Teraz nie czuję zupełnie nic, n
            > o może poza sympatią. Doceniam, że jest dobrym, mądrym, wartościowym, uczciwym
            > człowiekiem. Ale jako facet to mnie jednak słabo kręci - nie ma tej energii, te
            > go luzu, tej pasji, której szukam, jest zbyt stateczny, zbyt "ą,ę", zbyt kontro
            > lujący się, zbyt wrażliwy, zbyt uległy. Chcąc, nie chcąc, przyrównuję go do moj
            > ego męża i do mojego eks i przy obu - przystojnych, pełnych energii, zdecydowan
            > ych, dominujących factach - on po prostu wypada bardzo blado. Ale biorąc pod uw
            > agę, że z nimi mi nie wyszło, to może nie powinnam szukać kopii, tylko właśnie
            > przeciwieństwa. Nie wiem, na razie czuję się mocno zdezorientowana, sama nie wi
            > em, czego szukam...

            Co Ci potrzebne:) nieśmiertelny motyw
            www.youtube.com/watch?v=3YxaaGgTQYM&feature=relmfu
            :) jakkolwiek by to nie było kiczowate
            ja ci powiem jak sama nie znajdziesz sposobu na przebudzenie, to każdy facet może się okazać za cienki. to grubszy problem coś mi się widzi...
            • kag73 Re: Zwariuję... 04.07.12, 12:53
              "ja ci powiem jak sama nie znajdziesz sposobu na przebudzenie, to każdy facet może się okazać za cienki. to grubszy problem coś mi się widzi..."

              Nie sadze, nie pasuje do jej opisu. Mysle, ze decydujaca jest tutaj jej pokrecona sytuacja zyciowa: tkwi w malzenstiwe bez seksu a jednoczesnie go potrzebuje. Trudno to rozwiazac.
              Ze z "filozofem" nie zadzialalo nie ma moim zdaniem nic do rzeczy z jej "przebudzeniem", nie z kazdym mozna i nie z kazdym sie chce. Zabraklo chemi i zwyczajnego krecenia, co jej tutaj zreszta prorokowano, sam intelekt nie (zawsze) wystracza, zeby ktos nas pociagal fizycznie i zeby byl z tego dobry seks, moze byc co najwyzej dobra rozmowa.
              A wymagania czy pewne oczekiwania w seksie sa jak najbardziej dozwolone.
            • lina_onsdag Re: Zwariuję... 04.07.12, 13:32
              Z tym przebudzeniem, to masz sporo racji. Ja od dłuższego czasu jestem w jakiejś apatii. Nawet wiem, dlaczego tak jest - przez wiele lat pracowałam nad sobą, żeby zwalczyć swoje potrzeby, przyzwyczaić się do sytuacji, zaakceptować to, co mi nie pasowało. Zamiast walczyć o siebie, to ja uznałam, że lepiej będzie walczyć ze sobą. No i udało się - stępiłam w sobie wszelkie emocje i nie czuję zupełnie nic. Teraz dopiero to widzę. Że już nawet tego seksu na boku, który mial rozwiązać wszystkie moje problemy, ja po prostu nie potrzebuję. Że ten seks nie wywołuje żadnych uczuć, jest mi zupełnie obojętny.

              Ale ostatnio coraz bliższa jest mi myśl, że tego małżeństwa też nie potrzebuję. Okej, jest wygodnie, ale to jednak za mało, żeby w tym tkwić do us.ranej smierci. Zbieram sie na odwagę i czuję, że to już blisko. A co potem? Nie wiem. Może juz nigdy nikogo nie spotkam, może nie będę chciała wpuścić nikogo do mojego życia i już do końca raz na pół roku będę sypiała z moim eks... ;) Ale przynajmniej nie będę się czuła z tym tak podle, jak teraz.

              Btw. pytanie: dlaczego ten mój eks - wolny człowiek, bez zobowiązań, niemogący się opędzić od kobiet, spotykający się z fajnymi, młodymi laskami - tak się upiera przy tym seksie ze mną? Pytałam, ale nie umie/nie chce odpowiedzieć. Ja lgnę do niego ze względu na sentyment, na silne uczucia, które kiedyś żywiłam, dlatego, że to mój pierwszy facet, pierwsza miłość itp. Ale on...? Kochać - nie kocha, być ze mną nie chce, ale seks - tak, tak, tak i to już od kilkunastu lat. A przecież seksu mu nie brakuje. Nie ogarniam. Meandry męskiej psychiki...
              I nie da się ukryć, że gdzies to mnie blokuje przed czymś nowym, no bo zawsze gdzieś tam w tle on nie daje o sobie zapomnieć. zawsze na wyciągnięcie ręki...
              • kutuzow +10 do zajebistości 04.07.12, 13:56
                lina_onsdag napisała:

                > Btw. pytanie: dlaczego ten mój eks - wolny człowiek, bez zobowiązań, niemogący
                > się opędzić od kobiet, spotykający się z fajnymi, młodymi laskami - tak się upi
                > era przy tym seksie ze mną? Pytałam, ale nie umie/nie chce odpowiedzieć. Ja lgn
                > ę do niego ze względu na sentyment, na silne uczucia, które kiedyś żywiłam, dla
                > tego, że to mój pierwszy facet, pierwsza miłość itp. Ale on...? Kochać - nie ko
                > cha, być ze mną nie chce, ale seks - tak, tak, tak i to już od kilkunastu lat.
                > A przecież seksu mu nie brakuje. Nie ogarniam. Meandry męskiej psychiki...

                jakie meandry -przecież to proste. Spotkania z Tobą nie wymagają od niego porzucenia innych kobiet więc gostek nic nie traci. Związku nie chce bo wie że wtedy chciałabyś pewnie wyłączność, a to już wymagałoby pewnych poświęceń z jego strony (musiałby albo odstawić swój harem, albo zejść do podziemia). Teraz zaś ma seks bez zobowiązań.

                Do tego sama świadomość, że niezła laska (która ma męża) nie może zapomnieć o nim i wraca "po seks" pompuje mu ego. Gość jest takim samcem w łóżku, że nie możesz o nim zapomnieć od lat mimo nowego związku i małżeństwa. Toż to jedna z fantazji mężczyzn, mieć taką "oddaną" sex grupies, zapatrzoną w swego idola.
                • lina_onsdag Re: +10 do zajebistości 04.07.12, 14:40
                  Yyy... czyli to nie miłość? Nie jesteśmy połówkami jednej pomarańczy...? :(((
                  Żartowałam ;)

                  To, co piszesz, brzmi bardzo rozsądnie i mniej więcej coś takiego podejrzewam. Natomiast nie rozumiem tego o tyle, że przecież on jest wolny i może mieć tego seksu bez zobowiązań, ile dusza zapragnie (podejrzewam zresztą, że ma). Jestem taka cudna, że tylko ja potrafię mu napompować to ego? Tabun 20-latek z jędrnym ciałkiem nie potrafi? Jakoś mi sie to nie klei...
                  Ale może własnie tak jest - karmię jego próżność, a on moją, poniekąd. I tak to się kręci od lat.
                  • kutuzow Re: +10 do zajebistości 04.07.12, 14:47
                    lina_onsdag napisała:

                    > Natomiast nie rozumiem tego o tyle, że przecież on jest wolny i może mieć tego
                    > seksu bez zobowiązań, ile dusza zapragnie (podejrzewam zresztą, że ma). Jestem
                    > taka cudna, że tylko ja potrafię mu napompować to ego? Tabun 20-latek z jędrnym
                    > ciałkiem nie potrafi? Jakoś mi sie to nie klei...

                    One działają na jego ego inaczej i Ty działasz inaczej.
                    One pompuję mu je, bo są tym "tabunem 20-latek". Gość wie, że jest atrakcyjny dla "nowych" lasek.
                    Ty zaś pokazujesz mu, że nie tylko w podrywie jest super (bo kosi coraz to nowe dwudziestki), lecz także jest super kochankiem, bo wracasz do niego ciągle "po jeszcze". Jak widzisz każda grupa ma swoją (inną) rolę. Zobacz że jakiś przystojny, lecz słaby w seksie koleś mógłby mieć wiele kobiet, które by się wykruszały w zderzeniu z jego techniką w łóżku. Także tutaj kluczowe jest potwierdzenie jego wysokiej sprawności i dodatkowo satysfakcja że inny samiec którego wybrałaś, nie potrafi mu dorównać (wracasz od męża po seks).
                    • lina_onsdag Re: +10 do zajebistości 04.07.12, 16:34
                      Dzięki za wyłożenie :) Ma to sens... Jeśli kobita jest obok niezależnie od tego, co on robi, jaki jest i niczego nie oczekuje, nie wymaga, tylko akceptuje bezwarunkowo, to chyba faktycznie jest cenna dla jego samooceny.
                      Przykro w sumie. Niby mam świadomość, jak jest, ale mimo wszystko przykro być traktowaną tak "narzędziowo".
                      • aandzia43 Re: +10 do zajebistości 04.07.12, 18:14
                        > Przykro w sumie. Niby mam świadomość, jak jest, ale mimo wszystko przykro być t
                        > raktowaną tak "narzędziowo".

                        A ty jak go traktujesz? Nie "narzędziowo"?


                        Jeśli kobita jest obok niezależnie od tego
                        > , co on robi, jaki jest i niczego nie oczekuje, nie wymaga, tylko akceptuje bez
                        > warunkowo,

                        Bezwarunkowo, powiadasz? To znaczy, że twój były, a obecnie kochanek z doskoku, nie musi NIC robić, żebyś się z nim po raz kolejny przespała? Nie musi cię zadowolić, zrobić ci dobrze? Bo ja zrozumiałam, że lubisz seks z nim, jesteś usatysfakcjonowana seksualnie po tych spotkaniach. Czyli nie jest to taka bezwarunkowa akceptacja i brak wymagań, prawda? Chłop przecież swoje robi. Na mój zdrowy, chłopski rozum taki układ jest OK. Chyba, że jesteś wieczną ofiarą i dajesz się wciągać w układy (erotyczne i inne), w których nie masz satysfakcji z poszczególnych elementów bycia ze sobą, a jedyną satysfakcję czerpiesz ze zbierania cięgów.
                • abrigado Re: +10 do zajebistości 04.07.12, 17:53
                  Kutuzow, +10 ( a masz...)

                  Świetnie oddałeś moim zdanie całe spektrum odczuć faceta w takeij sytuacji.
              • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 04.07.12, 14:11
                lina_onsdag napisała:

                > Btw. pytanie: dlaczego ten mój eks - wolny człowiek, bez zobowiązań, niemogący
                > się opędzić od kobiet, spotykający się z fajnymi, młodymi laskami - tak się upi
                > era przy tym seksie ze mną? Pytałam, ale nie umie/nie chce odpowiedzieć. Ja lgn
                > ę do niego ze względu na sentyment, na silne uczucia, które kiedyś żywiłam, dla
                > tego, że to mój pierwszy facet, pierwsza miłość itp. Ale on...? Kochać - nie ko
                > cha, być ze mną nie chce, ale seks - tak, tak, tak i to już od kilkunastu lat.
                > A przecież seksu mu nie brakuje. Nie ogarniam. Meandry męskiej psychiki...
                > I nie da się ukryć, że gdzies to mnie blokuje przed czymś nowym, no bo zawsze g
                > dzieś tam w tle on nie daje o sobie zapomnieć. zawsze na wyciągnięcie ręki...

                A to teraz rozumiem co ci tak psuje w ego, że tak smętnie zaczęłaś tu swoją bytność. to jakiś rodzaj wampiryzmu, jesteśmy jak naczynia połączone rzadko jest tak że oboje zyskują najczęściej ktoś daje ktoś bierze. Czytałam że dla kobiety układ typu "zostańmy przyjaciółmi" po rozstaniu jest tak samo toksyczny jak dla faceta budujący. Zaraz Ci powiem jak to szło. I teraz to tak działa że seks kobietę przywiązuje do faceta, facet zaś odwrotnie. Nawet można mówić o zasadzie: przed pierwszym seksem facet nie myśli racjonalnie, a po seksie facet myśli trzeźwo a kobitka się uzależnia/angażuje. To normalne. Dlatego jeśli się chcesz uwolnić to czytałam o zasadzie 90 dni. Jesli przez ten czas: zero kontatku, zero seksu i zero pseudo przyjacielskich relacji. To tylko w Ciebie uderza.
                • lina_onsdag Re: Zwariuję... 04.07.12, 16:37
                  Tak, układ jest bez wątpienia dość toksyczny. I 90 dni nie pomogło, nawet 365 nie...
                  To prawda, uderza to we mnie. Tylko staram sie to racjonalizować, ważyć i myśleć, że przecież ja też coś z tego dostaję. też się w jakis sposób dowartościowuję, też sobie coś biorę. Gdybym nie miała zupełnie nic, to pewnie łatwiej byłoby sie z tego wyplątać.
                  • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 04.07.12, 18:33
                    lina_onsdag napisała:

                    > Tak, układ jest bez wątpienia dość toksyczny. I 90 dni nie pomogło, nawet 365 n
                    > ie...
                    > To prawda, uderza to we mnie. Tylko staram sie to racjonalizować, ważyć i myśle
                    > ć, że przecież ja też coś z tego dostaję. też się w jakis sposób dowartościowuj
                    > ę, też sobie coś biorę. Gdybym nie miała zupełnie nic, to pewnie łatwiej byłoby
                    > sie z tego wyplątać.

                    Trochę cie przestałam rozumieć:) musisz sobie sama odpowiedzieć czego chcesz, czy ty to wiesz generalnie? seksu? więzi? podkręcenia? dowartościowania? I jeśli wspomniany kolega nad którego cudownością się tak rozwodzisz tego ci nie dostarcza, to trzeba dać se spokój. Tym bardziej jeśli ciebie to emocjonalnie angażuje. Jak ktoś takie ochy i achy nad kimś odprawia to ja się od razu robię podejrzliwa. Nie jesteśmy nastolatkami, czas spojrzeć racjonalnie, każdy ma wady. Ma się pewien wiek trzeba chill out jeśli chodzi o facetów. I co to za wkrętka z tymi 20latkami że niby gorsza sie od nich czujesz? To on cie wkręcił w taką bzdurę?:) Często widuję kobiety 30+ o zajebistych ciałach i nastolatki zwaliste wieloryby z cellulitem więc o co chodzi? Jeśli młodsze laski są lepsze to dlatego że są emocjonalnie niedojrzałe i naiwne, łatwiej nimi manipulować. Po co tak generalizujesz? Masz jakieś wady których w sobie nie akceptujesz? Cały ten punkt widzenia wydaje mi się mocno naciągany...
                    • abrigado Re: Zwariuję... 04.07.12, 19:33
                      autorka chciałaby zjeść i miec ciastko.
                      W sumie teraz przyszła się pożalic, źe fantastyczny okazał się nie aż tak fantastyczny w łózku. I jest smutna, że nie ma dramatyzmu i burzy emocji w jej życiu.
                      Potrzeba egzaltacji.

                      Btw.Szukam Zaimka Dzierżawczego...
                      • hello-kitty2 Re: Zwariuję... 04.07.12, 20:39
                        Ja mysle lina, ze sie przestraszylas, ze ten stary uklad (maz + eks) przyblokowuje cie na ten ewentualny, nowy, obiecujacy, wartosciowy zwiazek. Pisalas: nic juz nie czuje, nic mi juz nie potrzeba, dodatkowo dokladasz porownanie nowego kandydata do twojego duetu i masz babo placek gotowy. Nie udaje sie wyrwac ze znanego grajdolka do czegos nowego.

                        Sluchaj, moze pisalas wczesniej, nie przypominam sobie, brakuje mi jednej informacji. Powolalas sie na podobienstwa twoich panow :

                        "obu - przystojnych, pełnych energii, zdecydowanych, dominujących",

                        a co przewazylo na korzysc meza, ze sie z nim zwiazalas? Czy jednego porzucilas dla drugiego?
                        • lina_onsdag Re: Zwariuję... 04.07.12, 21:08
                          > Ja mysle lina, ze sie przestraszylas, ze ten stary uklad (maz + eks) przyblokow
                          > uje cie na ten ewentualny, nowy, obiecujacy, wartosciowy zwiazek. Pisalas: nic
                          > juz nie czuje, nic mi juz nie potrzeba, dodatkowo dokladasz porownanie nowego k
                          > andydata do twojego duetu i masz babo placek gotowy. Nie udaje sie wyrwac ze zn
                          > anego grajdolka do czegos nowego.

                          Dokładnie tak. Okopałam się na dobrze mi znanej pozycji i ani z tego wyjść, ani w tym zostać. Ja się po prostu czuję się kobietą tych 2 facetów - tak jest od lat i nie umiem sie odnaleźc w innej roli. Obaj osobno nie dają mi tego, czego chcę, w "trójkącie" to jakoś funkcjonowało, a teraz czuję, że czas na zmiany, bo nawet to trio już się nie sprawdza. Chcę normalnego związku, a nie łatania eksem dziurawej relacji z mężem i w druga stronę.

                          > Sluchaj, moze pisalas wczesniej, nie przypominam sobie, brakuje mi jednej infor
                          > macji. Powolalas sie na podobienstwa twoich panow :
                          > "obu - przystojnych, pełnych energii, zdecydowanych, dominujących",
                          > a co przewazylo na korzysc meza, ze sie z nim zwiazalas? Czy jednego porzucilas
                          > dla drugiego?

                          Z pierwszym się rozstałam (choć jak później się okazało, nie do końca), później były jakieś mniej znaczące związki, poznałam męża i siuuup... ;) A tak poważnie, to mąż jest zdecydowanie fajniejszym partnerem do życia, bardziej odpowiedzialnym, bardziej poukładanym, można na niego liczyć itd. Ideał męża, naprawdę. Poza tym jednym małym "ale". Eks byl wielką miłością, ale nigdy nam się w związku nie układało, miałam zrytę psychikę jego ciągłymi zdradami itp. Sprawdzało się to bardziej na zasadzie przygód w "międzyczasie".
                    • lina_onsdag Re: Zwariuję... 04.07.12, 21:13
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > Trochę cie przestałam rozumieć:) musisz sobie sama odpowiedzieć czego chcesz, c
                      > zy ty to wiesz generalnie?

                      Generalnie to w tej chwili wiem tylko tyle, że relacja z eks, która mnie nakręcała dawno temu i przez ostatnie lata, teraz już mi wystarcza. I ja nic już od niego nie chcę. Tyle że czuję się z nim bardzo związana i nie bardzo umiem racjonalnie do tego podejść i się odciąć. Bo on zawsze jest i jeśli ja nic z tym nie zrobię, to zawsze będzie. W tym rzecz - odciąć się, uwolnić, nie porównywać, zacząć od nowa bez tego garbu.
                      • abrigado Re: Zwariuję... 04.07.12, 21:51
                        nudzisz się i śnisz na jawie...
                        potrzeba egzatacji, that's what
                      • hello-kitty2 Re: Zwariuję... 04.07.12, 22:00
                        lina_onsdag napisała:

                        W tym rzecz - odciąć się, uwolnić, nie porównywać, z
                        > acząć od nowa bez tego garbu.

                        Ha! W odcinaniu sie, odrzucaniu, porzucaniu to ja jestem PRO. Uzywam pare strategii. Rozumiem, ze ograniczymy sie do tych nieracjonalnych czyli takich, ktorych uzywam gdy rozum/instynkt samozachowawczy zawiedzie.

                        Pierwsza, najlzejsza strategia pt.: get distracted. Moze juz przerabialas? Trzeba odwrocic uwage i skierowac na cos zajmujacego, dac sie temu pochlonac i zaniedbac dotychczasowe relacje. W ramach tej strategii mozna wyroznic tzw: czym sie strules tym sie lecz, klina klinem, ale te sa ryzykowne. Lepiej poswiecic sie jakiemus projektowi na innym polu, ktory przyniesie gwarantowana satysfakcje.

                        Niestety strategia ne dla wszystkich. Zauwazylam, ze niektore kobiety nie sa wstanie na dluzej rozproszyc swojej uwagi, by nie zajmowac sie pewnymi rzeczami.
                        • lina_onsdag Re: Zwariuję... 04.07.12, 22:08
                          > Pierwsza, najlzejsza strategia pt.: get distracted. Moze juz przerabialas? Trze
                          > ba odwrocic uwage i skierowac na cos zajmujacego, dac sie temu pochlonac i zani
                          > edbac dotychczasowe relacje. W ramach tej strategii mozna wyroznic tzw: czym si
                          > e strules tym sie lecz, klina klinem, ale te sa ryzykowne

                          Przerabiałam ;) Działa, owszem, ale jak pierwsza faza ekscytacji minie, to wszystko w łeb bierze ;) Choćby z tym filozofem - przez parę tygodni, nawet jeszcze przed spotkaniem, tak mnie to zaabsorbowało, że na jakis czas zupelnie nie myślałam o tamtym. Zupełnie. A potem... du... jak zwykle. A jeśli chodzi o inne pola, to pracuję, robię drugie studia, spotykam sie z ludźmi (chociaż jakos bardzo towarzyska to nie jestem, więc bez przesady), także życie mam raczej wypełnione... więcej aktywności nie zmieszczę ;)

                          Dawaj następne strategie ;)
                          • hello-kitty2 Re: Zwariuję... 04.07.12, 22:20
                            lina_onsdag napisała:

                            A jeśli chodzi o inne po
                            > la, to pracuję, robię drugie studia, spotykam sie z ludźmi (chociaż jakos bardz
                            > o towarzyska to nie jestem, więc bez przesady), także życie mam raczej wypełnio
                            > ne... więcej aktywności nie zmieszczę ;)

                            Kurde drugie studia dziewczyno, nowi ludzie i zaabsorbowania brak? Co ty za nude studiujesz? :) Dobra, czyli w gre wchodza emocje (jest ci bliski pisalas) czyli walka musi sprowadzic do pola akcji.

                            No to bardziej nasty: strategia pt: spraw by to on cie odrzucil. Stosowana czesto przez mezczyzn.

                            Znasz eksa bardzo dobrze, wiesz zatem co by go ubodlo do smiertelnego, czego by nie zniosl, nie tolerowal. Zrob to.
                            • lina_onsdag Re: Zwariuję... 04.07.12, 22:26
                              Studia mega pochłaniające, ludzie bardzo ciekawi, tylko u mnie w głowie nie po kolei ;)

                              Tak, chyba wiem, co by go ubodło, tylko... yyy, nie wiem, czy odważyłabym sie to zrobić... Pomyślę o tym.

                              Wiecie, tak przez ostatnie pół roku, nawet rok, to raczej sie nim nie zajmowałam specjalnie. Rozstaliśmy sie po raz kolejny, odchorowałam to i jakoś wracałam do normalności. Ale jemu się ostatnio zebralo (większy kryzys) i... znowu czuję ten ciężar :/ Najgorsze, że własnie w jakiś sposób mnie "kupuje", w jakiś sposób mnie dowartościowuje to, że on wraca i chyba dlatego tak trudno mi sie odkleić.
                              • hello-kitty2 Re: Zwariuję... 04.07.12, 22:42
                                lina_onsdag napisała:

                                > Tak, chyba wiem, co by go ubodło, tylko... yyy, nie wiem, czy odważyłabym sie t
                                > o zrobić... Pomyślę o tym.

                                Mozesz zastosowac strategie tzw. ulania sie (jak sie noworodkowi ulewa po jedzeniu), ale moze byc strasznie czasochonna, ale oszczedzi ci na wyrzutach sumienia. A mianowiecie jak nie stac cie na oddanie ciosu (powyzsze ubodzenie) to mozesz czekac, nasilajac te kontakty z nim i wystawiac sie przez to na jego negatywne wplywy, do czasu tego 'ulania', wtedy poczujesz, ze wiecej to juz ci sie nie zmiesci, zaczynasz zwracac.

                                Ale nie wiem jak to sie ma do uzaleznien? Nie mialas takiego momentu?

                                Zwykle to przychodzi naturalnie, tylko u kazdego po innym czasie.
                                • lina_onsdag Re: Zwariuję... 04.07.12, 22:58
                                  > Mozesz zastosowac strategie tzw. ulania sie (jak sie noworodkowi ulewa po jedze
                                  > niu),

                                  To się nie uda, bo akurat im więcej go mam, tym więcej go chcę. Brzmi uzależnieniowo :/ jakoś nigdy nie doszło do momentu, kiedy by mi się "ulało".
                                  Myślę, ze najlepszym lekarstwem jest brak konaktu. I dość często udaje mi się nie odebrać telefonu, nie odpisać na maila itd (chociaż czuję się, jakbym wbijała mu szpikulec do lodu w plecy ;)). Było tak nawet latami. Tylko że jego to akurat potwornie nakręca i robi takie podchody, że mięknę po jakimś czasie. A jak ja już na dobre zmięknę, to on ma poczucie wygranej i zaczyna mu się nudzić. Ja wtedy jestem zła, obrażam się i przez jakiś czas unikam kontaktu. A wtedy on... Tak własnie przedstawia się dynamika naszej relacji. Albo jedno goni, a drugie ucieka, albo na odwrót.
                                  • hello-kitty2 Re: Zwariuję... 04.07.12, 23:41
                                    lina_onsdag napisała:

                                    > Myślę, ze najlepszym lekarstwem jest brak konaktu.

                                    No brak kontaktu to zdrowa, dobra strategia, ale dziala tylko gdy nie ulega przerwaniu :)
                                    A w waszym przypadku to jest to element wprost pozadany jako element gry. Sluchaj to przerwij to kolko.

                                    Teraz jest tak: ignorujesz - nakreca sie - robi podchody - miekniesz - ma poczucie wygranej - zaczyna sie nudzic - jestes zla, obrazasz sie - powrot do poz 1.

                                    Przerywasz kolko: ignorujesz - nakreca sie - robi podchody - miekniesz - ma poczucie wygranej - zaczyna sie nudzic - ZWROT akcji: ty nie obrazasz sie, narzucasz sie ze swoja osoba, obecnoscia, wylewnoscia - jemu 'ulewa sie' - zaszczuty ucieka.

                                    Nie wraca, bo sie boi, ze sie nie uwolni, a jak jeszcze raz sprobuje to ty jeszcze raz tylko intensyfikujesz: nachodzisz go bez zapowiedzi, wydzwaniasz, mailujesz, smsujesz, zejesz zazdroscia, robisz sceny, wybuchasz placzem itd.

                                    > To się nie uda, bo akurat im więcej go mam, tym więcej go chcę. Brzmi uzależnie
                                    > niowo :/
                                    (...) I dość często udaje mi się nie odebrać telefonu, nie odpisać na maila itd (chociaż czuję się, jakbym wbijała mu szpikulec do lodu w plecy ;)).

                                    "Szpikulec w plecy"? Wiesz co? Dla mnie to wyglada na uczucie. Co ty do niego czujesz?

                                    • lina_onsdag Re: Zwariuję... 05.07.12, 00:05
                                      > Przerywasz kolko: ignorujesz - nakreca sie - robi podchody - miekniesz - ma poc
                                      > zucie wygranej - zaczyna sie nudzic - ZWROT akcji: ty nie obrazasz sie, narzuca
                                      > sz sie ze swoja osoba, obecnoscia, wylewnoscia - jemu 'ulewa sie' - zaszczuty u
                                      > cieka.

                                      Spróbuję :) Teraz jest faza, hmm... krótkiego momentu rownowagi kiedy to ja już zmiękłam, a on sie jeszcze nie znudził, więc czas jest dobry ;)

                                      > "Szpikulec w plecy"? Wiesz co? Dla mnie to wyglada na uczucie. Co ty do niego c
                                      > zujesz?

                                      Nie wiem, co czuję, poważnie. Kiedyś go kochałam. Jeszcze rok temu miałam fazę ponownego zakochania. Teraz, po tych wszystkich zwrotach akcji, rozczarowaniach, kiedy mam pewność, że nigdy nam nie wyjdzie, już nie mogę powiedziec, że kocham. Czuję, że jest kimś mi bliskim, kto jest "ze mną" przez całe moje dorosłe życie, na czyim dobru mi zależy itp.

                                      • hello-kitty2 Re: Zwariuję... 05.07.12, 00:26
                                        lina_onsdag napisała:

                                        > Czuję, że jest kimś mi bliskim, kto jest "ze mną" przez całe moje dorosłe ż
                                        > ycie, na czyim dobru mi zależy itp.

                                        Tego lina nie ogarniam, za waski umysl :) W mojej bazie danych brakuje podobnych doswiadczen. Moze forumowicze cos jutro podpowiedza.

                                        Klania sie polozenie na wadze: z jednej strony - ja i moje dobro, a z drugiej - on i jego dobro. W zaleznosci od wyniku tego wazenia trzeba dobrac wlasciwa strategie odrzucenia.

                                        Mam jeszcze pare strategii w rekawie: tylko teraz to juz poruszamy sie od okrutnych do okrutniejszych, a i obciazenie niesymetryczne.

                                        No nic, mysl dziewczyno, zeby sobie pomoc, zeby ci bylo dobrze. Cos mi sie jednak wydaje, ze jedno zakochanie jak piorun z nieba przyjdzie i zadna strategia nie bedzie ci potrzebna :)

                                        Kalaruchy pod poduchy...
                                        • kag73 Re: Zwariuję... 05.07.12, 10:40
                                          W tej kwestii jestem "okrutna", nie kontaktujesz sie z nim i nie spotykasz i tyle i nic wiecej, w koncu masz rozum. Z eksem mozna chadzac do lozka(przetestowalam), ale tylko w momencie kiedy nie liczy sie na nic wiecej, jezeli chodzi tylko o seks, jezeli nie angazuje sie emocjonalnie.
                                          Poza tym "stara milosc nie rdzewieje, ale nowa tez zla nie jest". Jezeli spotkalabys na swojej drodze kogos w kim sie zakochasz i bedzie Ci z nim dobrze w lozku, zdecydowanie eks nie bedzie mial zadnych szans. Teraz ma szanse, bo jestes "niedopieszczona", potrzeba Ci seksu a on jest do dyspozycji.
                                          Jak dlugo byliscie razem?
                                          • kag73 Re: Zwariuję... 05.07.12, 10:47
                                            A tak nawiasem, bo moze nie doczytalam: dlaczego wlasciwie nie ma seksu w Twoim malzenstwie?
                                            • lina_onsdag Re: Zwariuję... 05.07.12, 11:49
                                              A żebym to ja wiedziała. Po prostu w jakimś momencie parę lat temu mój mąż przestał mnie traktować jak kobietę, a zaczął jak przytulankę/siostrę/ulubiony stary fotel. Seksu nigdy nie było dużo (różnica temperamentów), a potem się skończył całkiem. Na początku się szarpałam, dociekałam, naciskałam, potem zaakceptowałam. Teraz to już też nie wyobrażam sobie seksu z mężem, nawet gdyby jakimś magicznym sposobem coś mu się odmieniło.
                                          • lina_onsdag Re: Zwariuję... 05.07.12, 11:56
                                            > W tej kwestii jestem "okrutna", nie kontaktujesz sie z nim i nie spotykasz i ty
                                            > le i nic wiecej, w koncu masz rozum. Z eksem mozna chadzac do lozka(przetestowa
                                            > lam), ale tylko w momencie kiedy nie liczy sie na nic wiecej, jezeli chodzi tyl
                                            > ko o seks, jezeli nie angazuje sie emocjonalnie.

                                            Niestety wychodzi na to, że nie umiem się nie zaangażować.

                                            > Poza tym "stara milosc nie rdzewieje, ale nowa tez zla nie jest". Jezeli spotka
                                            > labys na swojej drodze kogos w kim sie zakochasz i bedzie Ci z nim dobrze w loz
                                            > ku, zdecydowanie eks nie bedzie mial zadnych szans. Teraz ma szanse, bo jestes
                                            > "niedopieszczona", potrzeba Ci seksu a on jest do dyspozycji.

                                            Trochę tak. A trochę inaczej ;)
                                            Nie umiem się zakochać, bo gdzieś tam jestem zapatrzona w tych moich 2 facetów, którzy razem tworzą mieszankę nie do pobicia. Jak pojawia sie ktoś nowy (choćby ostatnio), to najczęściej nie wytrzymuje porównania.
                                            A z drugiej strony - może tak, może jak się zakocham, to oni zejdą na drugi plan. W sumie kiedy spotkałam mojego męża, i się w nim zakochałam, to eks na długo wypadł mi z głowy. Tzn. myślałam o nim czasem, ale potrafiłam się nie angażować, nie kontaktować. Czyli wynika z tego, że kontaktami z eksem rekompensuję sobie jakieś braki w życiu.

                                            > Jak dlugo byliscie razem?

                                            Nie byliśmy razem długo, parę miesięcy, do roku. Może bardziej bywaliśmy ze sobą. Trochę to takie uczucie niespełnione, może dlatego wciąż odrobinę żywe.
                        • that.bitch.is.sick Re: Zwariuję... 04.07.12, 22:10
                          hello-kitty2 napisała:


                          > Pierwsza, najlzejsza strategia pt.: get distracted. Moze juz przerabialas? Trze
                          > ba odwrocic uwage i skierowac na cos zajmujacego, dac sie temu pochlonac i zani
                          > edbac dotychczasowe relacje. W ramach tej strategii mozna wyroznic tzw: czym si
                          > e strules tym sie lecz, klina klinem, ale te sa ryzykowne. Lepiej poswiecic sie
                          > jakiemus projektowi na innym polu, ktory przyniesie gwarantowana satysfakcje.
                          >
                          > Niestety strategia ne dla wszystkich. Zauwazylam, ze niektore kobiety nie sa ws
                          > tanie na dluzej rozproszyc swojej uwagi, by nie zajmowac sie pewnymi rzeczami.

                          W jej sytuacji nie da rady bo u niej to chyba na innym poziomie. To może jakaś tendencja do uzależnienia emocjonalnego. To co nadmieniłaś działa na zwykłe, standardowe że tak powiem relacje.
                          • hello-kitty2 Re: Zwariuję... 04.07.12, 22:30
                            that.bitch.is.sick napisała:

                            > W jej sytuacji nie da rady bo u niej to chyba na innym poziomie. To może jakaś
                            > tendencja do uzależnienia emocjonalnego. To co nadmieniłaś działa na zwykłe, st
                            > andardowe że tak powiem relacje.

                            Zgdza sie ale wymienilam jako najlzejsza dla porzadku :)

                            Uzaleznienie emocjonalne, hmm, to na to kolejna propozycja, samo zycie pt: jedne problemy przykrywaja drugie. To czym zamartwiamy sie dzisiaj traci na sile, gdy nam zycie przypierdoli grubszy problem kolejnego dnia (i rownolegle do uzaleznien).

                            Znalam kobiete, ktora z jednego uzaleznienia leczyla sie wchodzac w drugie, a z drugiego paradoksalnie akurat jej bylo latwiej wyjsc, mimo iz spolecznie i zdrowotnie oba sa nieakceptowalne.

                            To juz wchodzimy w niezdrowe metody aczkolwiek moga byc skuteczne.
    • lina_onsdag Re: Zwariuję... 02.07.13, 10:05
      Mały update po roku :)

      Jestem w trakcie rozwodu z mężem, wyprowadziłam się z domu parę miesięcy temu do eksa. Nie wiem, jakim cudem zdobyłam się na to, ale nawet mimo wszystkich trudności związanych ze zmianą, wiem, że nie mogłam postąpić słuszniej. Wreszcie mam normalne życie, normalny związek, jestem zakochana do granic możliwości (z wzajemnością, jak sądzę ;)) i chyba nawet szczęśliwa (chociaż boję się tego słowa). Mamy świetny regularny seks - może nie taki jak 15 lat temu, spokojniejszy, bardziej czuły, mniej szalony, ale wciąż naprawdę dobry. Całkowite porozumienie, zero wstydu, żadnych granic - czyli tak, jak lubię i jak zawsze chciałam. Czuję się atrakcyjna, wiem, że kiedy założę szpilki i sukienkę, to mój facet nie oderwie ode mnie wzroku przez cały wieczór, a po powrocie do domu na pewno nie pójdziemy od razu spać - wreszcie wygląda to tak, jak wg mnie powinno wyglądać.

      Po tym wszystkim, co przeszłam, myślę, że w tamtej mojej sytuacji każda zmiana była zmianą na lepsze. Żadne poczucie bezpieczeństwa nie było warte tkwienia w pustym małżeństwie. Załuję tylko, że zrozumiałam to tak późno.
      Nie wiem, co będzie za parę lat, czy nie będę żałować tych decyzji, czy seks okaże się spoiwem związku, czy znowu zaniknie. Nie wiem i w tej chwili mam to gdzieś. Wiem tylko, że dla TERAZ było warto.

      Wszystkim z "brakiem seksu w m." mogę życzyć tylko jednego - odwagi.
      • ina_nova Re: Zwariuję... 02.07.13, 10:09
        Gratuluję :)
      • rafill Re: Zwariuję... 02.07.13, 10:12
        No risk, no fun. Gratuluje odwagi i szczescia w nowym zwiazku. Ty wiesz, ze zawsze Ci kibicowalem :-)
      • jesod Jeszcze nie wariuj 02.07.13, 10:19
        lina_onsdag napisała:
        > Czuję się atrakcyjna, wiem, że kiedy założę szpilki i sukienkę, to mój facet nie
        > oderwie ode mnie wzroku przez cały wieczór,

        Muszę Cię nieco ostudzić. Tak powinien również reagować, kiedy jesteś boso i saute. :)
        • lina_onsdag Re: Jeszcze nie wariuj 02.07.13, 10:25
          Reaguje, aczkolwiek na szpilki mocniej... Hmm, czy powinnam już założyć nowy problematyczny wątek?? ;)
          Dodam, że znamy się 15 lat, więc naoglądał się mnie w różnych odsłonach aż nadto i jakoś wciąż reaguje - pozwól, że mimo wszystko uznam to za dobry znak ;)
          • ina_nova Re: Jeszcze nie wariuj 02.07.13, 12:04
            > Dodam, że znamy się 15 lat, więc naoglądał się mnie w różnych odsłonach aż nadt
            > o i jakoś wciąż reaguje

            tym bardziej gratuluję :)
      • lina_onsdag Re: Zwariuję... 02.07.13, 10:38
        I jeszcze o mężu:
        na początku był ciut przybity, ale po niecałych 2 miesiącach stwierdził, że dobrze się stało, teraz sam się z kimś spotyka. I jest w mi w jakimś sensie wdzięczny, bo przecież i dla niego nie był to ideał związku, a był zbyt odpowiedzialny (i z drugiej strony zbyt wygodnicki), żeby zrobic jakikolwiek ruch.
        • kruche_ciacho i trzeba bylo tak dlugo czekac? :) 02.07.13, 11:44
          gratuluje, ciesz sie powrotem z bezseksia dziewczyno
          i oby trwalo to jak najdluzej
          • rafill Re: i trzeba bylo tak dlugo czekac? :) 02.07.13, 11:48
            wiadomo ze nie trzeba, w wiekszosci problematycznych ukladow seks w nieudanym malzenstwie nigdy nie zagra.
            • kruche_ciacho Re: i trzeba bylo tak dlugo czekac? :) 02.07.13, 11:58
              oj, to bylo pytanie retoryczne :)

              ps. nie masz dzis przypadkiem nareczy chujow? ;)
              • rafill Re: i trzeba bylo tak dlugo czekac? :) 02.07.13, 12:11
                Ostal mi sie jeno jeden, wiec szermuje nim dzis ostrozniej, Madame. :-)
        • mojemail3 Re: Zwariuję... 02.07.13, 12:40
          lina_onsdag napisała:

          > I jeszcze o mężu:
          > na początku był ciut przybity, ale po niecałych 2 miesiącach stwierdził, że dob
          > rze się stało, teraz sam się z kimś spotyka. I jest w mi w jakimś sensie wdzięc
          > zny, bo przecież i dla niego nie był to ideał związku, a był zbyt odpowiedzialn
          > y (i z drugiej strony zbyt wygodnicki), żeby zrobic jakikolwiek ruch.

          Lina, a w małżeństwie od początku było dno?
          Bo faza zakochania w każdym nowym związku to te słynne 3 lata...
          • kag73 Re: Zwariuję... 02.07.13, 13:05
            To ciekawe, ze sie wprowadzials do eksa. A podobno odgrzewane nie smakuje? Chociaz... bigos jak najbardziej albo kapusniak;)
            W zaleznosci od tego co bylo przyczyna rozstania, moze sie udac, albo potrwa troche, ale co przezylas to Twoje, skoro teraz jestes szczesliwa.
            • lina_onsdag Re: Zwariuję... 02.07.13, 13:34
              Doszliśmy z eksem do wniosku, że damy sobie szansę. A właściwie to on poprosił o to. I daliśmy. Na razie to "odgrzewane" smakuje bardzo, jest lepiej niż kiedykolwiek było (nie seks mam na myśli, tylko sferę emocjonalną). Szczerze, to nigdy nie podejrzewałam, że możemy tworzyć taki udany związek (to znaczy ja jego o to nie podejrzewałam ;)). Ale jak mówię, podchodzę do tego trzeźwo, nie wiem, co będzie dalej, może to wcale nie koniec drogi. Po prostu staram się cieszyć tym, co mam, bo co przyszłość przyniesie, nie wie nikt.
              • rafill Re: Zwariuję... 02.07.13, 16:58
                To sie nadaje do opisania w ksiazce... Wielka milosc. Mysle ze nawet maz nie byl w stanie z nia rywalizowac.
                Niesamowite. Zaluje i jednoczesnie ciesze sie, ze ja tak nie umiem.
          • lina_onsdag Re: Zwariuję... 02.07.13, 13:31
            Nie powiedziałabym, że dno. Było dużo zrozumienia, wsparcia, czułości., porozumienia intelektualnego. Czyli wszystko było, tylko tej słynnej chemii chyba zabrakło, no może oprócz samiutkiego początku (z pół roku?).
            Eks był moją pierwszą i największą miłością, tak że to obecne zakochanie też już nie jest takiej pierwszej świeżości. Ale jest dobrze i teraz tylko to się liczy.
      • zyg_zyg_zyg Re: Zwariuję... 03.07.13, 09:40
        lina_onsdag napisała:
        > Mały update po roku :)

        Dzięki za upadate, za dobre wieści i że Ci się chciało napisać :-)
        Gratuluję odwagi w wyborach - cieszę się z Twojego odzyskanego poczucia normalności i wyglądania_tego_wreszcie_tak_jak_powinno_wyglądać - to jak znowu móc oddychać pełną piersią :-)
        I życzę, żeby poczucie zgody ze sobą Cię nigdy nie opuściło - cokolwiek ma się jeszcze zdarzyć.
    • szukajacy73 Re: Zwariuję... 03.07.13, 09:08
      Witaj,
      może w takie sytuacji masz ochotę na miłą, dłuźsząz najomość z 38 letnim, zadbanym, normalnie zbudowanym mężczyzną, bez oznak ciąży spożywczej, podobno z poczuciem humoru i dystansem do siebie i świata. Trochę suchych faktów: wzrost 177 cm, oczy niebieskie, włosy ciemne. Jeśli bierzesz pod uwagę znajomość z takim facetem miło mi będzie Cię poznać.
      Pozdrawiam
      Artur
      • rafill Re: Zwariuję... 03.07.13, 09:19
        Nie wiem jak koleżanka, ale ja mam ochotę.
        Zadbana, rozgarnięta, trzyletnia gorylica. Wysportowana, o miłym usposobieniu, lubi seks i długie iskanie z samcem alfa. Znaki szczególne - bardzo lubi fistaszki.
    • prosty_facet Re: Zwariuję... 08.07.13, 22:51
      bluevelvet8 napisała:

      > "Z ankiety portalu Yourtango wynika, że większość badanych choć raz uprawiała s
      > eks w samochodzie" - ja nigdy, to niewygodne :) Co w tym fajnego?

      to, że jest niewygodnie ;-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja