to ja jestem winna

18.05.12, 02:20
W sumie nie wiem od czego zaczac, podczytuje to forum juz dlugo, mam tyle rzeczy to wyrzucenia z siebie...

Moze zaczne tak - to ja jestem winna. Nigdy nie bylam osoba z wielkim temperamentem seksualnym. Moze zle to powiedzialam, dla mnie seks istnieje miedzy 10 a 15 dniem cyklu kiedy moglabym sie kochac codziennie i bezustannie, a potem moge zapomniec, ze cos takiego jak seks istnieje (jezeli ktos mi odpowiednio nie przypomni). Jestesmy razem 7 lat, 3 lata mieszkamy razem. W naszym zwiazku nigdy nie bylo jakis bardzo wyszukanych fajerwerkow seksualnych. Na poczatku ja udawalam (tak przyznaje sie) i to dosc dlugo. Potem zaczelam sie uczyc siebie az udawanie nie bylo juz potrzebne, nie zrobilismy tego jednak razem, ja sama doszlam (potajemnie) do tego i bam! okazalo sie, ze mozna miec orgazm we dwoje!

Wydaje mi sie, ze od "wtedy" zaczely sie klopoty. Bo zaczelam "chciec" inaczej, wiem co i jak mi sprawia przyjemnosc, chce tak a nie inaczej. A on mowi, ze on chce spontanicznie, pojednania cial i dusz etc zebysmy sie nie skupiali na szczytowaniu tylko na byciu ze soba (ale ja tam mialam pare lat a teraz chce troche przyjemnosci!). W kazdym razie, od jakis 2 lat sytuacja wyglada nastepujacao - on chce, ja nie (bo to nie 10-15 dzien cyklu, a stymulacja malo zgrabna), pozniej ja chce, a on akurat jest zmeczony i raptem oglada telewizje (ktorej normalnie nie oglada). Pozniej zapominam, pozniej on chce... Rezultat - seks raz na miesiac, dwa. Jak juz dojdzie co do czego to albo moze byc super albo tak, ze ja nie do konca stymulowana, jednak zaczne szukac tego orgazmu na sile troche, a on sie bedzie wkurzac, ze tylko na tym mi zalezy.... Koszmar. Zaczelo mnie to troche przerazac (miedzy innym czytujac to forum), nie chce byc zimna baba i nie chce stracic tego faceta. On jest super. Poza sypialnia, mamy ten sam punkt widzenia, te same zainteresowania, konie mozemy razem krasc, dogadujemy sie bez slow. Przez znajomych jestesmy postrzegani jako para idealna. Uwielbiamy sie przytulac, mowic sobie jak bardzo sie kochamy, ze jestesmy piekni, atrakcyjni dla nas, etc. wspieramy sie zawsze. Poza seksem - ideal.

Skoro wiem, ze to moja wina, to chce to naprawic. Ale... rozmowa - nie, bo seks ma byc spontaniczny, o tym sie nie gada tylko to robi (jego punkt widzenia). Umawianie sie na seks (zeby wrocic na dobra droge a dobry seks przyciagnie nastepny) - tez nie (on nie lubi planowania, a poza tym chce spontanicznie). Taka sytuacja jak dzisiaj - z przerazeniem odkrywam, ze ostatni seks byl 6 tygodni temu, a moje cialo mi przypomina, ze seks istnieje. Zaczynam fantazjowac, nakrecac sie etc. nie moge sie doczekac kiedy przyjedzie do domu. Przychodzi i na moje "zaloty" mowi, ze eeee, nie teraz bo ma cos do zrobienia. Ja markotnieje, on sie wkurza, mowi, ze zawsze robie z igly widly i zawsze wybieram zly moment, i teraz to juz koniec swiata, bo on nie chce. Obrazil sie. Czasami mam wrazenie, ze to kara, ze mnie karze za to, ze nie zawsze chce wtedy kiedy on chce. Sama juz nie wiem. Do jutra moze mu nie przejsc, do pojutrza tez nie... Juz nie wiem, co mam dalej robic, musze sie wyzalic. :(
    • sabat77 Re: to ja jestem winna 18.05.12, 06:49
      Chlop uprawial z toba seks 6 tygodni temu i nie jest chetny i wyposzczony ? To nie jest normalna sytuacja.
    • mujer_bonita Re: to ja jestem winna 18.05.12, 09:04
      awarness napisał(a):
      > wiem co i jak mi sprawia przyjemnosc, chce tak a nie inaczej. A on mowi, ze on
      > chce spontanicznie, pojednania cial i dusz etc zebysmy sie nie skupiali na szc
      > zytowaniu tylko na byciu ze soba (ale ja tam mialam pare lat a teraz chce troch
      > e przyjemnosci!).

      A poprzednio przy tych 'pojednaniach ciał i dusz' to on szczytował? Czy może w ramach solidarności z Twoim brakiem przyjemności kończył przed finiszem?

      Może pokaż mu jak to jest - spontaniczny seks a jak będzie dochodził to powiedz 'Kończymy kotku - orgazm nie jest ważny' :P


      PS. Gdzie niby ta Twoja wina? Że chcesz czerpać przyjemność z seksu???
      • kag73 Re: to ja jestem winna 18.05.12, 09:58
        Winna jest, bo na poczatku udawala. Facet myslal, ze jest miodzio, zona szczytuje bez wiekszych wysilkow a tu...nici. Co nie zmienia faktu, ze oczekuje sie od ludzi troche elastycznosci w mysleniu. Skoro wie, ze jest tak a nie inaczej, moze zmienic nieco przekonanie o wyzszosci "spontanicznosci" nad planowaniem i zakumac, ze lepszy seks planowany niz zaden.
        Inna kwestia to jego obecne praktyki seksualne: wali gruche czy chodzi w bok?
        Tak, mam wrazenie autorko, ze chce Cie ukarac i z przekory nie chce kiedy Ty chesz, bo ty tez chcesz przez pare dni a potem czy przedtem nie.
        Warto mu uswiadomic, ze przez takie zachowanie tracicie cenny czas a zycie i mlodosc ucieka.
      • awarness Re: to ja jestem winna 18.05.12, 11:43
        Mujer, ja go wczesniej oszukiwalam, udawalam, ze mam orgazm, ze mi sie podoba (choc, to nie jest klamstwo, tak mi sie podobalo, ze jestesmy razem, te poloczenie cial i dusz, orgazm nie byl dla mnie na najwazniejszy, ale to sie zmienilo). Wiec, tak, on szczytowal a ja nie, ale nie mowilam mu tego - dlatego uwazam, ze to moja wina. Chce to naprawic, jednak, bo zalezy mi na nim.
        • mujer_bonita Re: to ja jestem winna 18.05.12, 12:05
          awarness napisał(a):
          > Wiec, tak, on szczytowal a ja nie, ale nie mowilam mu tego - dlatego uwazam, z
          > e to moja wina. Chce to naprawic, jednak, bo zalezy mi na nim.

          Udawanie nigdy nie jest dobrą rzeczą ale tego NIE NAPRAWISZ chyba, że masz maszynkę do cofania czasu.
          • abrigado Re: to ja jestem winna 18.05.12, 12:10
            mujer ty to jajestes taka forumowa "captain obvious"...
            • bigbadpig Re: to ja jestem winna 19.05.12, 00:36
              co by nie mówić o maszynkach i cofaniu, to musisz przyznać, że udawanie to udawanie :P
    • lonely.stoner Re: to ja jestem winna 18.05.12, 10:50
      musicie porozmawiac. Jak on jest troche zdziecinnialy to pewnie nie bedzie chcial albo sie obrazi.
      • lonely.stoner Re: to ja jestem winna 18.05.12, 10:53
        a poza tym to nie ma w tym niczyjej winy. Skoro jestescie razem 7 lat to domyslam sie ze glowne doswiadczenie seksualne z nim wlasnie mialas- i w trakcie tych 7 lat doszlas do tego co ci sie podoba a co nie, i po prostu teraz musisz mu dac wskazowki- nawet w trakcie jak sie kochacie, pokaz mu albo powiedz i juz.
      • abrigado Re: to ja jestem winna 18.05.12, 11:04
        > musicie porozmawiac. Jak on jest troche zdziecinnialy to pewnie nie bedzie chci
        > al albo sie obrazi.


        nie wierzę w rozmowę jako panaceum na cos takiego
        wcale niem usi być zdziecinniały. No sorry, więskzość facetów będzie miała problem z poukładaniem się na wieść o tym, że partnerka od poczatku udawała, a potem w zasdzie sama doszła co ją kręći ( i jest to co innego niż dotąd uprawiali).

        ja bym się na pewno wku..wil na taka partnerkę i myśle ,że tkaie postawienie sprawy może być nawet powodem do rozstania

        sorry - ale facet w związku nie prowadzi działalności usługowej igdzie klientka moze składac reklamację według swojego widzimisię.

        nie twierdze, ze facet w tym wypadku sie nie przyczynił. ale skoro go oszukiwała to dostał złe wspołrzędne i w zasadzie trugno sie dizwićm,, ze bezszklanej kuli i kota nie trafił w jej upodobania.

        reasumując - jesli ci na gościu zależy autorko- nie zaczynałbym od rozmowy i kontestowania całej waszej przeszłości łózkowej- tak jak to zrobiłaś na forum.

        1) sciemniłbym, ze gusta sie zmieniają,

        2) dodatkowo powinnas wystąpić z inicjatywą w relacjach łózkowych także w te inne dni.
        pomijając fakt, że w zwiazku powinna być jakaś wzajemność to wyubijesz mu z reki argument, że ty nie chcesz kiedy on ma ochotę wiec on nie będzie chcieał wtedy kiedy ty chcesz;

        3) w trakcie zabaw łożkowych- na gorąco- doprowadż do "choreografii " która cięi nteresuje - i chwal go jesli zrobi coś w dobrym kierunku ( troche na zadzie "ciepło- zimno)- gość będize miał poczucie, że sam coś odkrył i rozbudził

        4) na swoim przykładize powiem, że wojna o supremację seksualną w ło9żku kończy sie klapą :P- wieć jesli będizecie sie bawić w udowadnienie sobie, które z was w większym stopniu nie realizuje potrzeb partnera to poczatek koca.


        pozdrawiam- zajmujacy sie sesksem teoretycznie- Abrigado :P



        • awarness Re: to ja jestem winna 18.05.12, 11:40
          Tez nie wierze ze rozmowa moze cos pomoc, po pierwsze, jak juz wspomnialam, on nie lubi o tym rozmiawic, a po drugie, masz racje abrigado - tak, oszukiwalam w seksie, tak wiem, ze to bylo glupie, gdybym mogla cofnac czas, to juz bym tego nie zrobila, ale jakbym mu teraz powiedziala to wprost to bylby poczatek konca (moge sobie wyobrazic, ze nikt nie lubi byc oszukiwany, a ten facet akurat moze byc troche przewrazliwiony na tym punkcie, ba! nawet ja bym sie wk"""la, ale tak bylo i tego nie zmienie). Zreszta ja jestem na 100% pewna, ze i tak sie domyslil, glupi nie jest, a zauwazyl jednak zmiane w zachowaniu, odczuwaniu, reakcjach podczas seksu. Nawet jak nie od razu to po jakims czasie.

          Przypuszczam, ze on teraz sie masturbuje, zreszta, ja tez, nie jest to dla mnie problem, masturbacje uwazam za cos normalnego (nawet jak seks funkcjonuje dobrze, od czasu do czasu, mile jest pobyc sam ze soba), natomiast nienormalne jest jak zastepuje seks we dwoje.

          Tak abrigado, masz racje, ale ja juz przerabialam, to, ze gusta sie zmieniaja, ze go naprowadzam i chwale za to, ze cos odkryl nagle etc. Mam pare sukcesow na tym polu, np. lubrykant, ktory dla mnie jest niezbedny w te inne dni (to fizjologia nic na to nie poradze), na poczatku byl sceptyczny z teraz sam pamieta o "naszym przyjacielu", pozycje w jakich dochodze latwiej.

          Wiec jezeli on mnie teraz karze, jezeli to wojna w podchody, to co ja mam zrobic? Da rade naparwic ten stan rzeczy? Czy to ja mam probowac, az do konca, zmuszac sie nawet w te inne dni, choc jak wspomnialam, bez odpowiedniej stymulacji, jest to dla mnie trudne?
          • anty-cialo Re: to ja jestem winna 18.05.12, 22:43
            OMG "wasz przyjaciel", a za mąż to wyszłaś za Mr.Propera?
        • malwisul Re: to ja jestem winna 29.05.12, 21:51
          abrigado napisał:

          > nie wierzę w rozmowę jako panaceum na cos takiego
          > wcale niem usi być zdziecinniały. No sorry, więskzość facetów będzie miała pro
          > blem z poukładaniem się na wieść o tym, że partnerka od poczatku udawała, a po
          > tem w zasdzie sama doszła co ją kręći ( i jest to co innego niż dotąd uprawial
          > i).
          >
          > ja bym się na pewno wku..wil na taka partnerkę i myśle ,że tkaie postawienie
          > sprawy może być nawet powodem do rozstania
          >
          > sorry - ale facet w związku nie prowadzi działalności usługowej igdzie klientk
          > a moze składac reklamację według swojego widzimisię.
          >
          > nie twierdze, ze facet w tym wypadku sie nie przyczynił. ale skoro go oszukiwał
          > a to dostał złe wspołrzędne i w zasadzie trugno sie dizwićm,, ze bezszklanej ku
          > li i kota nie trafił w jej upodobania.

          > 2) dodatkowo powinnas wystąpić z inicjatywą w relacjach łózkowych także w te in
          > ne dni.
          z tym się zgodzę...

          > 3) w trakcie zabaw łożkowych- na gorąco- doprowadż do "choreografii " która cię
          > i nteresuje - i chwal go jesli zrobi coś w dobrym kierunku ( troche na zadzie
          > "ciepło- zimno)- gość będize miał poczucie, że sam coś odkrył i rozbudził
          nie lepiej od razu powiedziec a teraz robimy to i to??


          nie zgadzam się... ja ze swoim facetem w okresie "wstydliwości" rozmawiania o tych sprawach miałam efekt taki że szłam dokończyc sobie sama lub nic nie zaczynałam bo wolałam sama.. jak staliśmy się bardziej otwarci (właściwie to ja zaczęłam mówic co mnie kręci bo jego kręciło wszystko i zawsze) to on bez problemów robił to co chciałam (najpierw na zasadzie on doszedł i teraz ja mam dojśc przy drugim podejściu (tzn. jest zwarty i gotowy do czego sobie zażyczę byle bym doszła bo on zawsze da rade bez problemu), po pewnym czasie już wiedział o co kaman u mnie (co mnie kręci) i ważne dla niego było i jest żeby mnie zaspokoic bo wie dobrze (sami do tego doszliśmy) że nie chodzi tu o jednostronną przyjemnośc :-)
          • abrigado Re: to ja jestem winna 30.05.12, 10:51
            ważne dla niego było i jest żeby mnie zaspokoic bo
            > wie dobrze (sami do tego doszliśmy) że nie chodzi tu o jednostronną przyjemnośc
            > :-)


            ciekawe jest to ,ze wiele kobiet, używając tego samego sformułowania ma na mysli tylko swoją przyjeność, wychodząc ( chyba) z założenia, że skoro partner skonczył a ona sama miała "big O" to było mu dobrze.
    • antheax To nie jest Twoja wina 19.05.12, 09:39
      Twoja seksualność się zmienia. Nieważne, czy wtedy "udawałaś". Wtedy przeżywałaś seks tak, jak akurat przeżywałaś a dzisiaj przeżywasz inaczej. Na tym polega miłość, że bliska osoba widzi w Tobie żywą, spontaniczną, rozwijającą się osobę a nie umowę prawną jak ma przebiegać seks

      Prawdziwie męski mąż i kochanek ucieszyłby się, że polubiłaś seks bardziej i że masz prawdziwy, nieudawany orgazm. Ucieszyłby się, że doszłaś do tego przy nim a nie z kochankiem. (nieważne że sama)

      Karanie drugiej osoby odrzuceniem emocjonalnym/seksualnym jest zachowaniem niedojrzałaym. Jeszcze żaden problem się w ten sposób nie rozwiązał. Problemy rozwiązuje się inaczej.

      Twojego faceta nie obchodzi, jak chcesz się kochać, ponieważ wydaje się, że to Ty go nie obchodzisz. Niestety. Proponuję zastrajkować w nnych sprawach. Zrobić mu jakąś niemiłą niespodziankę na pożeganie - żebyś się dowartościowała i lepiej poczuła. I niestety, zamknąć ten rozdział...
      • sabat77 Re: To nie jest Twoja wina 19.05.12, 10:21
        Gdy odrzuca kobieta - realizuje swoja emocjonalnosc..
        Gdy odrzuca mezczyzna - demonstruje swoja niedojrzalosc.
        I niech ktos powie, ze to nie jest mentalnosc Kalego.

        Niekoniecznie mezczyznie chodzi o karanie. Nie pozwala sie traktowac instrumentalnie. Widac ze wiele kobiet nie rozumie wieziotworczej roli seksu. Penis to nie bar szybkiej obslugi, nie mozna wlazic na niego kiedy sie chce i jak sie chce. Chlop nie ma obowiazku godzic sie na seks jesli go szczerze nie chce. A moze nie chciec, jesli przez wieksza czesc miesiaca ma sie go w dupie. Tez mamy swoja godnosc.

        Czy to nie jest zwykle chamstwo myslec o drugiej osobie na zasadzie - przeciez tobie to sie zawsze chce - i siegac a potem odkladac do szafy jak jakis plaszcz. Az do nastepnego deszczu.

        Zeby byla jasnosc, to niekoniecznie tak jest w przypadku autorki - za malo informacji by tak twierdzic. Mowie o pewnym sposobie myslenia, ktory widze na tym forum baaaaardzo czesto.

        My mamy dawac, wy brac. Kiedy WY chcecie.
        • antheax Re: To nie jest Twoja wina 19.05.12, 10:31
          Sabat77 napisał:
          "Widac ze wiele kobiet nie rozumie wieziotworczej roli seksu."

          Widać, że wiele facetów/kobiet nie rozumie zagrożenia wynikającego z BRAKU SEKSU w małżestwie. z niszczącej siły przymusowago celibatu

          Nie chesz seksu to się nie żeń. Kościół narzeka na brak powołań i czeka właśnie na takich jak Ty!
          • sabat77 Re: To nie jest Twoja wina 19.05.12, 10:52
            Ja rozumiem doskonale :)
            Jedynie uwazam, ze Jezus mylil sie, nadstawianie drugiego policzka nie prowadzi do racjonalnych rozwiazan. Partner uderzony ma prawo bronic sie, a czesto wrecz oddac.
        • mujer_bonita Re: To nie jest Twoja wina 19.05.12, 11:20
          sabat77 napisał:
          > aWidac ze wiele kobiet nie rozumie wieziotworczej roli seksu.

          WięzioTWÓRCZA rola seksu? och jak to wybiórcze. Jak facet zdradza na boku to 'tylko seks' i jakoś sobie tę więziotwórczą rolę potrafi wyłączyć. Ba! To faceci właśnie uważają, że potrafią bzykać bez zaangażowania. Jakie to wygodne :)

          Zieeeeeew!
          • sabat77 Re: To nie jest Twoja wina 19.05.12, 11:37
            Eeeee ? A jak kobieta zdradza na boku to nie tylko seks ?
            Rozdarte drzewo na rozstaju drog, posrod wyjacych wilkow ? Zdradzona i zapomniana ksiezniczka, emocjonalna burza godna jungowskiej przypowiastki ?
            Bez przesady, pod tym wzgledem obie plcie sa podobne.
            Z reszta ja i tak jestem zdania, ze w gruncie rzeczy bardziej roznia nas punkty siedzenia niz mozgi. A glupota i egoizm u obu plci wystepuje rownie szczerze i niestety dosc czesto. Ot zycie.
        • kag73 Re: To nie jest Twoja wina 19.05.12, 11:46
          Sabat, jak oboje zaczna ze swoja "godnoscia" to o seksie w zwiazku moga zapomniec. Ona nie ma widzimisie, to hormony w okreslonych dniach cyklu. Ona tego nie robi zlosliwie.Tego faceci nie maja.
          Poza tym moj facet jak najbardziej lubi byc traktowany instrumetalnie, zwlaszcza gdy na niego "wlaze" ;))
          • sabat77 Re: To nie jest Twoja wina 19.05.12, 12:03
            Jak to faceci nie maja ?
            oni maja hormony. W KAZDEJ fazie cyklu.
            oni tego nie robia zlosliwie.
            Kluczem dla zrozumienia tego fenomenu dla kobiety, jest uswiadomienie sobie, ze regularny, zdrowy samiec chce kazdego dnia tak, jak ona w swoim najbardziej napompowanym libido dniu cyklu.
            ciekawe jak wygladalaby reakcja kobiety, gdyby w jej najgoretszym i najbardziej wyuzdanym dniu pan domu zrobil jej kanapusie do pracy i jak dobre misio pocalowal w czolko do pracy. Nic poza tym.
            ciekawe czy chcialaby zeby powtarzalo sie to co miesiac ? :)
            • zyg_zyg_zyg Re: To nie jest Twoja wina 19.05.12, 12:14
              > regularny, zdrowy samiec chce kazdego dnia tak, jak ona w swoim najbardziej na
              > pompowanym libido dniu cyklu.

              Nie regularny, zdrowy samiec, tylko Ty, Sabat. Twoje niezaspokojenie zaburza Ci odbiór rzeczywistości.
            • antheax Re: To nie jest Twoja wina 19.05.12, 12:14
              Może się zdziwisz ale bywa całkowicie odwrotnie. Głupio, że ludzie się tak podobierali w pary: seksolubny z awersją seksualną i seksolubna z bezjajcem.

              Dlatego seksolubni wylewają swoje żale na niniejszym forum. Awersje seksualne, lodówki, chłodnie i zamrażarki oraz bezjajce produkują się na forum ZDRADZENI.

              Tak można chyba jeszcze długo...
              • sabat77 Re: To nie jest Twoja wina 19.05.12, 12:22
                Moze cos w tym jest, bo przegladajac fora o zdradzonych malzonkach zauwazylem, ze o zyciu seksualnym mowi sie tam tyle co na lekarstwo, o ile w ogole sie wspomina, a statystyki wskazuja ze to glowny powod zdrad. Istna paranoja.
                • urquhart Wypieranie 19.05.12, 13:56
                  sabat77 napisał:

                  > Moze cos w tym jest, bo przegladajac fora o zdradzonych malzonkach zauwazylem,
                  > ze o zyciu seksualnym mowi sie tam tyle co na lekarstwo, o ile w ogole sie wspo
                  > mina, a statystyki wskazuja ze to glowny powod zdrad. Istna paranoja.

                  Żadna paranoja. W psychologii nazywa się to wypieranie i należy do mechanizmów obronnych.
                  Możesz logicznie argumentować do śmierci i nic nie trafi o to właśnie wyparcie konsekwencji ignorowanie negatywnych konsekwencji swoich czynów. Ile możesz się nasłuchać że to nie ma związku, każdą może to spotkać, a winny jest wyłącznie jedynie zły i niedojrzały samiec myślący kutasem.
                  pl.wikipedia.org/wiki/Wyparcie
                  pl.wikipedia.org/wiki/Mechanizmy_obronne
                  • sabat77 Re: Wypieranie 19.05.12, 23:29
                    ...i widzisz, tu dochodzimy do ciekawego zagadnienia. Ukułem sobie taką małą teoryjkę nawet.
                    Pewnie będzie pasowała do lansowanego przez Ciebie modelu psychologii.
                    Załóżmy że kobieta jest podświadomie rozczarowana samcem. Nie ma jednak dość jaj, żeby się z nim rozstać. Nie zakładam wyrachowanej podstępności, raczej gra dziejąca się w podświadomości kobiety.
                    Co robi taka delikwentka ? Otóż - doprowadza do sytuacji, w której chłop sam sobie pójdzie, albo zdradzi. Robi to zabierając seks rzecz jasna, który nigdy nie leżał w sferze jej zainteresowań (w każdym razie nie z samcem, którego wartość oscyluje wokół zera absolutnego). Aby się wybielić, powtarza mężczyźnie jakieś bzdety w stylu jak to strasznie go kocha i podziwia, ale w wyrze oczywiście maksymalna posucha.
                    Kiedy wreszcie chłop się wścieknie i pójdzie w długą, albo zbałamuci jakąś inną i sprawa się rypnie - ona będzie święta. Przecież kochała swojego mężusia, a ten bydlak tak okrutnie z nią postąpił.
                    Ona, ona - jakże pokrzywdzona. No i chłopa nareszcie u boku brak. Jednym słowem - gra muzyka.
                    • antheax Re: Wypieranie 20.05.12, 00:01
                      Jezeli kobieta jest nieświadomie rozczarowana samcem, to znaczy że ona nie wie, że jest rozczarowana samcem. Nieświadomie czy podświadomie - znaczy, że po prostu nie wie. Ona tylko wie, że są jakieś bliżej niesprecyzowane problemy seksualne w jej małżeństwie. I to jest czas na wizytę u terapeuty. Albo na rozstanie. Albo na własne przemyślenia małżonków, co chcą z tym zrobić

                      Opisujesz, że wina kobiety, bo nie ma jaj i nie odchodzi. A ja uważam, że to wina samca, bo ją rozczarował. Mógł się bardziej postarać i jej nie rozczarować - na początku. Początki w seksie są kluczowe. To wtedy ustala się PIN do seksu w związku. Jak facet wtedy spieprzył to ma na co zasłużył
                      • that.bitch.is.sick Re: Wypieranie 20.05.12, 00:57
                        antheax napisała:

                        > Opisujesz, że wina kobiety, bo nie ma jaj i nie odchodzi. A ja uważam, że to wi
                        > na samca, bo ją rozczarował. Mógł się bardziej postarać i jej nie rozczarować -
                        > na początku. Początki w seksie są kluczowe. To wtedy ustala się PIN do seksu w
                        > związku. Jak facet wtedy spieprzył to ma na co zasłużył

                        Ale po co Ty się produkujesz i uzasadniasz. Wszystkie uzasadnienia są odniesieniem do nieistniejącego ideału. Powinnaś sobie w sygnaturce wpisać "wina samca" to by Ci oszczędziło bezproduktywnego klikania.
                      • abrigado Re: Wypieranie 21.05.12, 10:16
                        antheax polecam wątek o ośle.

                        wynika z niego ,że istnieją co najmniej równe szanse, że facet ją rozczarował bo od początku był kompromisem- czyli nie miał szans na uniknięcie rozczarowania. I to nie jest jego wina, choc przyczyna faktycznie tkwi w nim. jesli kupujesz poloneza do jazdy to nie mozesz oczekwiac, że będzie jeżdzil jak ferrari. I nie mozesz mieć pretensji do poloneza, ze ma inne osiagi. po prostu
        • awarness Re: To nie jest Twoja wina 19.05.12, 22:10
          > . Chlop nie ma obowiazku godzic sie na seks jesli go szczerze nie chce. A moze
          > nie chciec, jesli przez wieksza czesc miesiaca ma sie go w dupie. Tez mamy swoj
          > a godnosc.

          Ja mysle, ze cos w tym jest, ze tutaj chodzi o jego dume. Z jednej strony moge to zrozumiec, bo nie jest milo odmawiac napalonej osobie (sama wiem o tym) i mozna chciec sie mscic, ale z drugiej, ani to nic nie rozwiaze, ani nie pomoze. Poza tym, jak juz pisalam, poza moimi dniami, kiedy czerpie z seksu przyjemnosc bez zadnego niemal wysilku, tez czasami sie kochamy, ale dla mnie to na prawde musi sie wtedy postarac, zeby nie tyle mnie przekonac, co rozbudzic. Potrzebuje naprawde mocnych bodzcow wtedy. Taka natura. Ja osobiscie wole isc do lozka 3 x dziennie w dni plodne, niz poza nimi. Czasami robilam mu laske w te inne dni, bo zal mi go bylo i zalezy mi jednak na nim i chce zeby byl szczesliwy. Staram sie jak moge, ale kiedy jestem napalona to to wyglada zupelnie inaczej i nawet slepy by zauwazyl. Mysle, ze wcale takie podejscie mu sie tez nie podoba. W koncu to tez troche udawanie jest. Udaje, ze robie to z przyjemnoscia, a mysle o tym tylko zeby skonczyl.
    • kontonatenwatek Re: to ja jestem winna 19.05.12, 11:02
      Wydaje mi sie, ze seksualnosc zmienia sie wraz z uplywem lat. Zmieniaja sie odczucia i pragnienia. Po prostu porozmawiaj z mezem o swoich doznaniach i potrzebach, ze sie zmieniaja. Fakt, ze tym udawaniem strzelilas do wlasnej bramki troche ale to nie przeszkoda aby z chlopem pogadac o tym jak zmieniaja sie reakcje i potrzeby twojego ciala. Wg mnie to jest bardzo naturalne i wrecz wskazane w w zwiazku aby zycie seksualne pary jakos ewoluowalo.

      Co do twoich potrzeb w okreslonych dniach cyklu to napisze ze u mnie jest podobnie i to tez jest ok, ze w okreslonych dniach ma sie najwieksza ochote i wyrazniejsze doznania, ale w parze sa dwie osoby i w sumie nie widze przeszkod aby kochac sie poza tym "twoim" czasem jezeli maz poterzebuje. Jest szansa, ze sama na tym skorzystasz bo po pierwsze bedzie okazja aby poznac lepiej cialo meza (mozesz sie wtedy skupipc troche bardziej na nim), po drugie z czasem twoje wlasne cialo nauczy sie czerpac z takiego seksu i bycmoze orgazmy przyjda poza tymi paroma dniami w miesiacu - tak bylo u mnie.

      Co do tlumaczen meza o wyzszosci seksu spontanicznego nad takim zaplanowanym czy oczekiwanym to odpowiedz, ze mozecie sie kochac zarowno spontanicznie jak i w twoich dniach. W sumie to same plusy bo obydwoje dostaniecie to czego chcecie a i wiecej seksu dobrze wplywa na zwiazek.

      Znasz swojego meza najlepiej, powinnas wiedziec lepiej od nas jak do niego dotrzec. Wybierz czas na rozmowe i pogadajcie o tym. Ja gdy cos nowego odkryje zawsze meza informuje co cos mi sie spodobalo, i ze moze tak mi robic. I on to samo. Uswiadom swojego mezczyzne ze cialo i seksualnosc sie zmienia, bo zdajac sobie z tego sprawe mozna naprawde fajnie bawic sie w odkrywanie, ale do tego potrzeba dwojga.

      • awarness Re: to ja jestem winna 19.05.12, 22:32
        kontonatenwatek napisała:
        > Wydaje mi sie, ze seksualnosc zmienia sie wraz z uplywem lat. Zmieniaja sie odc
        > zucia i pragnienia...

        dzieki za mily post! Widze, ze nie tylko mnie natura obdarzyla taka dysproporcja jezeli chodzi o libido (albo duzo albo brak) :)

        No coz, ja wierze, ze uda nam sie odkryc to co jeszcze nieodkryte, bo widze problem i chce go zmienic. Wydaje mi sie, ze lepiej sprobowac teraz niz od razu rzucac bez proby naprawy. Jak juz wspomnialam, rozmowa to nie najlepszy pomysl, on nie znosi rozmow o seksie. Ale moge zaczac sie "nastawiac" psychicznie na to, zeby jednak w te inne dni tez sie seksic. I jednak nastawic sie tez, ze nie zawsze beda orgazmy (choc, nie chce tez robic z siebie meczennika). Jeden seks nakreca nastepny i przypuszcza, ze zadowolony i zaspokojony facet, bedzie bardziej chetny do np. umawianego seksu w moje dni czy latwiej zrozumie moje potrzeby. Niby prosty przepis.... ale zobaczymy jak z realizacja.
    • kobieta_z_polnocy Re: to ja jestem winna 21.05.12, 21:29
      Nie za bardzo wiem, czemu powinnaś czuć się winna. Jakbyś przez te początkowe lata nie ubarwiała trochę swoich reakcji, to być może teraz już by was nie było. Twój facet wydaje mi się nieco przewrażliwiony. W jego odczuciu wszystko powinno być tak jak w bajce: ty rozpalona, kiedy seks jest spontaniczny (= kiedy jemu się chce), dochodząca bez problemów, oboje cieszący się rozkoszą, itd. Ach, gdyby było zawsze tak pięknie i łatwo..

      Zobacz zresztą, jak wygląda wasza sytuacja w obliczu "problemu". Piszę w cudzysłowie, bo przecież problemu tak na chłopski rozum nie ma! Jeżeli już, to sytuacja się poprawiła, bo teraz nauczyłaś się przeżywać jeszcze większą rozkosz... A tu nagle się okazuje, że twój partner wymięka i celowo, bo inaczej tego nazwać nie można, unika z tobą seksu, chociaż wie, jak funkcjonujesz i czego ci trzeba. Moim zdaniem jego zachowanie pobrzmiewa też trochę lenistwem: nie chce mu się do ciebie dostosowywać ani się starać. Kurczę, super by było jakbyście ze sobą myli stuprocentowo zgrani, ale on zna ciebie już tyle lat i wciąż nie może się pogodzić z tym, że akurat twoje wahnięcia libido są tak duże?
      Mam wrażenie, że na razie to ty się tylko starasz i na dodatek obwiniasz siebie. Chyba niepotrzebnie.
      Nie wiem, co ci radzić. Ośmielę się stwierdzić, że w taki sposób długo razem nie pociągnięcie, bo jego zachowanie wydaje się być celowo krzywdzące, a to droga prosto donikąd.
      Nie daj sobie jednak wmówić winy. Całe twoje łóżkowe zachowanie wydaje się być z opisu chodzeniem na paluszkach wokół niezwykle wrażliwego ego twojego faceta. Najpierw udawałaś, by się czuł dowartościowany, teraz rozmawiać nie możecie, bo musi być spontanicznie, nawet teraz gdy świadomie ci odmawia, to ty bierzesz winę na siebie. Coś tu jest mocno nie tak.
      • lonely.stoner Re: to ja jestem winna 22.05.12, 21:51
        podpisuje sie pod tym obiema rekami :)
        • malwisul nie czytałam innych wypowiedzi, ale... 29.05.12, 21:37
          ja z facetem jestem 1,5 roku mniej ale to przy nim się szkoliłam, uczyłam (on przy mnie też, bo on był prawiczkiem a ja dziewicą) i nauczyliśmy się na pewno tego że nie zawsze trzeba chciec, ale zawsze kończy się finiszem jego i moim z tym że On ma ochotę ZAWSZE!!! (normalne u faceta więc mam wrażenie że twój cię karze) druga sprawa że normalne jest że razem finiszujemy i On dobrze wie że jak ja nie mam ochoty to będzie się musiał nastarac.... musisz z nim pogadac bo sex to przyjemnośc twoja i jego!!! co to za teksty z tym złączeniem dusz?!!
    • anais_nin666 Re: to ja jestem winna 31.05.12, 19:16
      Związek, w którym jest cudowne wszystko poza seksem w pewnym momencie się, z dużym prawdopodobieństwem, rozleci. Seks stanowi naprawdę ważne spoiwo. Bez niego związek przestaje dawać emocje, których potrzebujemy.
      Łudziłam się wiele lat (na tym forum z 7 hehe), że się da. Nie da się. Liczne wpisy innych, kt. się nie udało dowodzą, że prędzej czy później sypie się wszystko.
      Zatem na tym etapie musicie powalczyć o jakość seksu. W tym o walkę z mitem, że tylko wspólne szczytowanie jest kwintesencją udanego seksu;)
    • mgla_jedwabna Re: to ja jestem winna 13.06.12, 17:32
      Czytam z przerazeniem, jakby o swoim zwiazku. Z tym, ze ja od poczatku wiedzialam, co i jak lubie, etap "dochodzenia potajemnie w samotnosci" przerobilam pod koniec liceum.

      Ciekawe, jak to sie skonczy, u autorki i u mnie.
      • mgla_jedwabna Re: to ja jestem winna 13.06.12, 17:41
        Male uscislenie: mnie sie chce czesciej, niz te kilka plodnych dni...

        A swoja droga slusznie ktos tu zauwazyl: "spontaniczny" seks to dla tego goscia wtedy, kiedy jemu sie chce, a nie kiedy ona spontanicznie na niego wlazi (a on moglby spontanicznie zareagowac, zamiast uparcie trzymac sie pierwotnych planow nieuprawiania seksu akurat w tym momencie). Moralnosc Kalego.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja