awarness
18.05.12, 02:20
W sumie nie wiem od czego zaczac, podczytuje to forum juz dlugo, mam tyle rzeczy to wyrzucenia z siebie...
Moze zaczne tak - to ja jestem winna. Nigdy nie bylam osoba z wielkim temperamentem seksualnym. Moze zle to powiedzialam, dla mnie seks istnieje miedzy 10 a 15 dniem cyklu kiedy moglabym sie kochac codziennie i bezustannie, a potem moge zapomniec, ze cos takiego jak seks istnieje (jezeli ktos mi odpowiednio nie przypomni). Jestesmy razem 7 lat, 3 lata mieszkamy razem. W naszym zwiazku nigdy nie bylo jakis bardzo wyszukanych fajerwerkow seksualnych. Na poczatku ja udawalam (tak przyznaje sie) i to dosc dlugo. Potem zaczelam sie uczyc siebie az udawanie nie bylo juz potrzebne, nie zrobilismy tego jednak razem, ja sama doszlam (potajemnie) do tego i bam! okazalo sie, ze mozna miec orgazm we dwoje!
Wydaje mi sie, ze od "wtedy" zaczely sie klopoty. Bo zaczelam "chciec" inaczej, wiem co i jak mi sprawia przyjemnosc, chce tak a nie inaczej. A on mowi, ze on chce spontanicznie, pojednania cial i dusz etc zebysmy sie nie skupiali na szczytowaniu tylko na byciu ze soba (ale ja tam mialam pare lat a teraz chce troche przyjemnosci!). W kazdym razie, od jakis 2 lat sytuacja wyglada nastepujacao - on chce, ja nie (bo to nie 10-15 dzien cyklu, a stymulacja malo zgrabna), pozniej ja chce, a on akurat jest zmeczony i raptem oglada telewizje (ktorej normalnie nie oglada). Pozniej zapominam, pozniej on chce... Rezultat - seks raz na miesiac, dwa. Jak juz dojdzie co do czego to albo moze byc super albo tak, ze ja nie do konca stymulowana, jednak zaczne szukac tego orgazmu na sile troche, a on sie bedzie wkurzac, ze tylko na tym mi zalezy.... Koszmar. Zaczelo mnie to troche przerazac (miedzy innym czytujac to forum), nie chce byc zimna baba i nie chce stracic tego faceta. On jest super. Poza sypialnia, mamy ten sam punkt widzenia, te same zainteresowania, konie mozemy razem krasc, dogadujemy sie bez slow. Przez znajomych jestesmy postrzegani jako para idealna. Uwielbiamy sie przytulac, mowic sobie jak bardzo sie kochamy, ze jestesmy piekni, atrakcyjni dla nas, etc. wspieramy sie zawsze. Poza seksem - ideal.
Skoro wiem, ze to moja wina, to chce to naprawic. Ale... rozmowa - nie, bo seks ma byc spontaniczny, o tym sie nie gada tylko to robi (jego punkt widzenia). Umawianie sie na seks (zeby wrocic na dobra droge a dobry seks przyciagnie nastepny) - tez nie (on nie lubi planowania, a poza tym chce spontanicznie). Taka sytuacja jak dzisiaj - z przerazeniem odkrywam, ze ostatni seks byl 6 tygodni temu, a moje cialo mi przypomina, ze seks istnieje. Zaczynam fantazjowac, nakrecac sie etc. nie moge sie doczekac kiedy przyjedzie do domu. Przychodzi i na moje "zaloty" mowi, ze eeee, nie teraz bo ma cos do zrobienia. Ja markotnieje, on sie wkurza, mowi, ze zawsze robie z igly widly i zawsze wybieram zly moment, i teraz to juz koniec swiata, bo on nie chce. Obrazil sie. Czasami mam wrazenie, ze to kara, ze mnie karze za to, ze nie zawsze chce wtedy kiedy on chce. Sama juz nie wiem. Do jutra moze mu nie przejsc, do pojutrza tez nie... Juz nie wiem, co mam dalej robic, musze sie wyzalic. :(