mój facet mnie nie kręci...

24.05.12, 12:14
czyli problem, wydawałoby się, tradycyjny i na tym forum tysiące razy omawiany (choć raczej w wersji 'żona mnie nie kręci'). ale u mnie jest trochę inaczej, bo mój partner nie przytył, nie wyłysiał, nie przestał o siebie dbać. wygląda dokładnie tak jak 10 lat temu, nic się nie zmieniło, wciąż jest atrakcyjny i wysportowany. problem w tym, że w ogóle już to na mnie nie działa. uwielbia chodzić po domu bez ubrania, więc jego, bądź co bądź, atrakcyjna nagość tak mi się opatrzyła, że nie wywołuje we mnie emocji. kochamy się często, ale coraz więcej czasu zajmuje mi dojście do odpowiedniego poziomu podniecenia.
no i wściekam się, oczywiście, bo nie wiem, co z tym zrobić...
    • loppe Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 12:33
      W zasadzie zarys rozwiązania problemu widoczny jest już w jego opisie. Oduczyć Partnera bezwstydu, niech zacznie się ubierać, najlepiej elegancko.
      • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 12:51
        niestety, w tej kwestii jest nieprzekonywalny. twierdzi, że wygodne to, naturalne i że przesadzam.
        • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 13:00
          A dawno juz tak masz? Moze to tylko aseksualna faza, minie Ci i znow nabierzesz ochoty na seks z nim, zdarza sie czasem i ochoty na seks z kims innym tez nie ma, po prostu seks "chwilowo" przestal zaprzatac Twoja glowe.
          Moze pomoglaby jakas nowa zabawe/ cos nowego/wyszukanego?
          • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 13:06
            to właściwie nie jest brak ochoty na seks, bo tę wciąż odczuwam. ale realizuję ją już nie z powodu pożądania do mojego partnera (bo go nie odczuwam...), a tylko żeby zaspokoić fizjologiczną potrzebę. moją i jego. więc seks jest szybki, takie 'byle do orgazmu', a potem spokój, bo potrzeba zaspokojona.
            • eudajmonika Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 13:11
              To o co chodzi?
              Seks jest? Jest! Orgazm jest? Jest!
              Lubisz sobie problemy tworzyć?
              • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 13:13
                > To o co chodzi?
                > Seks jest? Jest! Orgazm jest? Jest!
                > Lubisz sobie problemy tworzyć?


                a myślałam, że cały czas będą emocje jak w "dirty dancing"...


                • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 13:32
                  no dobra, może ja jakoś źle przedstawiam sytuację.
                  żeby był seks muszę być napalona niemiłosiernie, tak, że już mój organizm nie wytrzymuje - bo nie ma u mnie chęci wynikającej z pożądania. to następuje jakieś 3-4 razy w miesiącu. seks, który z tego wynika trwa 2 minuty, bo oboje potrzebujemy baardzo szybkiego zaspokojenia - choć z różnych przyczyn. I właściwie tak, chciałabym, żeby były jakieś emocje, bo widzę, że ich brak powoduje tę sytuację. może rzeczywiście przesadzam...
                  • eudajmonika Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 13:47
                    No właśnie, seks bez "niemiłosiernego" napalenia trwa dłużej, bo najpierw trzeba się chwilkę (czasami dłuższą) nakręcać (nawzajem). Inna sprawa, że może się to skończyć zapaleniem spojówek [no chyba, że nałożysz prewencyjnie okulary].
                    Ale, ale zamiast z małego problemu tworzyć duży, próbujmy go raczej rozwiązać. Ogólnie to działa - jak się nad czymś napracujesz, to zaczynasz doceniać.
                    • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 14:02
                      eudajmonika napisała:

                      > No właśnie, seks bez "niemiłosiernego" napalenia trwa dłużej, bo najpierw trzeb
                      > a się chwilkę (czasami dłuższą) nakręcać (nawzajem). Inna sprawa, że może się t
                      > o skończyć zapaleniem spojówek [no chyba, że nałożysz prewencyjnie okulary].
                      > Ale, ale zamiast z małego problemu tworzyć duży, próbujmy go raczej rozwiązać.
                      > Ogólnie to działa - jak się nad czymś napracujesz, to zaczynasz doceniać.

                      ja chyba coś nie tak tłumaczę. nie jestem w stanie się mocniej nakręcić, ponieważ mój mężczyzna na mnie nie działa, więc:
                      a) pieszczenie go mnie nie podnieca
                      b) jego pieszczoty też nie bardzo działają
                      c) seks jest mechaniczny
                      i nie wiem, jak to rozwiązać. dlatego założyłam ten wątek.
                      • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 14:12
                        tobie to pewnie przez usta nie przejdzie- czyli orgazm masz bo jest jak wibrator?

                        przyzwyczajenie.

                        aw sumie znam to uczucie- samo doświadczenie mechaniczności powoduje, że się nie rozluźniasz, nie czujesz spontanicznie i tak koło sie nakręca.


                        nie mam pojęcia jak znaleźć trwałe wyjście z sytuacji. Oczywiscie mozliwe są jakieś burzliwe akcje ale to tylko odracza problem w czasie i powodując uzaleznienie udanego seksu od nietypowych sytuacji.

                        Miałem taki okres w moim byłym związku- juz po tej habituacji, gdy świetnie bzykało nam się tylko po jakiejś awanturze- a seks , gdy było dobrze był tak nijaki...
                        • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 14:17
                          abrigado napisał:

                          > tobie to pewnie przez usta nie przejdzie- czyli orgazm masz bo jest jak wibrato
                          > r?
                          >
                          > przyzwyczajenie.
                          >
                          > aw sumie znam to uczucie- samo doświadczenie mechaniczności powoduje, że się ni
                          > e rozluźniasz, nie czujesz spontanicznie i tak koło sie nakręca.
                          >
                          >
                          > nie mam pojęcia jak znaleźć trwałe wyjście z sytuacji. Oczywiscie mozliwe są ja
                          > kieś burzliwe akcje ale to tylko odracza problem w czasie i powodując uzalezni
                          > enie udanego seksu od nietypowych sytuacji.
                          >
                          > Miałem taki okres w moim byłym związku- juz po tej habituacji, gdy świetnie bzy
                          > kało nam się tylko po jakiejś awanturze- a seks , gdy było dobrze był tak nijak
                          > i...

                          a jednak ktoś wie, o co mi chodzi. uff, już zaczęłam podejrzewać, że rzeczywiście wymyślam sobie problemy.
                      • hello-kitty2 Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 14:15
                        phoibe napisał(a):

                        > ja chyba coś nie tak tłumaczę. nie jestem w stanie się mocniej nakręcić, poniew
                        > aż mój mężczyzna na mnie nie działa, więc:
                        > a) pieszczenie go mnie nie podnieca
                        > b) jego pieszczoty też nie bardzo działają
                        > c) seks jest mechaniczny
                        > i nie wiem, jak to rozwiązać. dlatego założyłam ten wątek.

                        Ciezka sprawa, jakies 'oddalenie' by sie przydalo, zeby twoj mezczyzna juz nie byl taki twoj, zeby stal sie bardziej 'obcy'.
    • sabat77 Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 14:09
      Ciebie mogłaby nakręcić inna kobieta. Gdyby się do niego garnęła, gdyby się do niego łasiła.
      Pamiętaj, że nic nie jest na zawsze.
      Zapomniałaś o tym, ewidentnie...
      Mężczyzna to nie jest zaklepane miejsce na ławce w parku, albo wygodny fotel, który stoi od lat w tym samym miejscu i się opatrzył.
      Zróbcie sobie jakąś przerwę od siebie, np. wyjedźcie osobno na wakacje...
      Przypomnijcie sobie oboje jak się o siebie walczy i zabiega, bo któreś z was skończy szorując rogami sufit. Tylko nie wiadomo, które pierwsze...
      • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 14:21
        sabat77 napisał:

        > Zróbcie sobie jakąś przerwę od siebie, np. wyjedźcie osobno na wakacje...

        w życiu. mój facet jest z tych, którzy uważają, że jak się jest razem, to wolny czas trzeba spędzać razem. A wakacje osobno to już zupełnie odpadają, bo na dodatek zacznie od razu podejrzewać zdradę.

        • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 14:27
          > w życiu. mój facet jest z tych, którzy uważają, że jak się jest razem, to wolny
          > czas trzeba spędzać razem. A wakacje osobno to już zupełnie odpadają, bo na d
          > odatek zacznie od razu podejrzewać zdradę.


          phoibe- to tylko przypuszczenie- ale czy ta twoja reakcja nie jest wyrazem braku poczucia swojej oddzielności? i takiego przytłoczenia przez partnera?

          wiesz jak jestesmy młodzi to bardzo chcemy do kogoś przynależeć- człowieka grupy. Z czasem pojawia się potrzeba jakiegoś stopnia odrębności ( z reguły koło 30- ki) według koncepcji Junga np.

          moim zdaniem takie oddalenie- w sensie brak poczucia obowiązku robienia wszystkiego razem- może być uzdrawiający ( dla ciebie na pewno) dla związku, ale istnieje też ryzyko rozpadu związku.

          choc teraz, gdy jestem poza zwiazkiem wcale nie żałuję, że sie rozpadł :)
          • hello-kitty2 Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 14:33
            abrigado napisał:

            Z czasem pojawia się potrzeba jakiegoś stopnia odrębności ( z reguły koło 30- ki) według koncepcji Junga np.

            "Z czasem" ??? Odpepowic to sie nalezy po narodzinach :)
            • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 14:35
              > "Z czasem" ??? Odpepowic to sie nalezy po narodzinach :)


              Kitty, nie każdy jest takim terminatorem jak ty...nie oczekuj bysmy byli równie doskonali
        • hello-kitty2 Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 14:28
          phoibe napisał(a):

          > sabat77 napisał:
          >
          > > Zróbcie sobie jakąś przerwę od siebie, np. wyjedźcie osobno na wakacje...
          >
          > w życiu. mój facet jest z tych, którzy uważają, że jak się jest razem, to wolny
          > czas trzeba spędzać razem. A wakacje osobno to już zupełnie odpadają, bo na d
          > odatek zacznie od razu podejrzewać zdradę.

          No to sobie sama odpowiedzialas, gdzie tkwi blad.

          • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 14:38
            abrigado, kitty, chyba macie rację. może po prostu odczuwam przesyt i to się przekłada na wszystko, łącznie z seksem. tylko jak ja to wytłumaczę mojemu partnerowi, skoro on od razu podejrzewa najgorsze??
            swoją drogą - dobrze, że jest to forum i jego stali bywalcy - człowiekowi jakoś układa się w głowie ;)
            • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 14:52
              tylko jak ja to wytłumaczę mojemu partne
              > rowi, skoro on od razu podejrzewa najgorsze??

              nie bidol- jesteś kobieta, wiec coś wymyslisz.

              faktycznie jest to troche sliska sprawa, bo jak będziesz zbyt delikatna to nie zatrybi , a jak zbyt dosadna to go wykastrujesz na amen- ale odrobina zdrowego egoizmu ci nie zaszkodzi.

              pierwsze co mi przyszło do głowy to: pozmieniaj troche fakty ze swojej historii i opowiedz mu ja jako historię kolezanki co się zaliła , że jej facet jest z nia wszedzie i ona juz nie moze, i ze się to negatywnie na łóżko przeklada- a w ogóle to odbiera to tak jakby miała dzieciaka a nie faceta.
              • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 15:01
                abrigado, on jeździ ze mną nawet na kilkudniowe konferencje naukowe. i siedzi ze mną na sesjach, mimo tego, że odbywają się w języku, którego nie zna. to ten typ.
                • anty-cialo Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 15:06
                  OMG i ty go jeszcze chcesz
                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 15:12
                    anty-cialo napisała:

                    > OMG i ty go jeszcze chcesz

                    przypadkiem ma tysiąc innych zalet i dodatkowo jeszcze go kocham ;)
                • hello-kitty2 Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 15:15
                  phoibe napisał(a):

                  > abrigado, on jeździ ze mną nawet na kilkudniowe konferencje naukowe. i siedzi z
                  > e mną na sesjach, mimo tego, że odbywają się w języku, którego nie zna. to ten
                  > typ.

                  Jezzzu, kiludniowe i pewnie wielogodzinne? Krzyzowki zabiera ze soba czy co? :) Sluchaj jak on to argumentuje?
                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 16:24
                    hello-kitty2 napisała:

                    > phoibe napisał(a):
                    >
                    > > abrigado, on jeździ ze mną nawet na kilkudniowe konferencje naukowe. i si
                    > edzi z
                    > > e mną na sesjach, mimo tego, że odbywają się w języku, którego nie zna. t
                    > o ten
                    > > typ.
                    >
                    > Jezzzu, kiludniowe i pewnie wielogodzinne? Krzyzowki zabiera ze soba czy co? :)
                    > Sluchaj jak on to argumentuje?

                    tak, kilkugodzinne. czyta sobie coś tam zawsze ;)
                    a argumentuje to zwykle tym, że te konferencje wiążą się z ciekawymi wyjazdami, więc on chce traktowac to jako wycieczkę i wieczorami rzeczywiście świetnie się bawimy, zwiedzamy. a kiedy ja jestem na sesjach, on się nudzi sam, więc mi towarzyszy.
                    • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 16:39
                      W sumie calkiem logiczny argument. Wykorzystujecie okazje.
                      W sumie moglby sobie poczytac w hotelu albo powloczy sie po miescie albo obejrzec telewizje. Tutaj mysle, ze sie obawia zostawic Cie sama na zajeciach, pewnie sie chlopina nasluchal o tym co sie wyczynia na konferencjach i wyjazdach sluzbowych.
                • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 15:20
                  > abrigado, on jeździ ze mną nawet na kilkudniowe konferencje naukowe. i siedzi z
                  > e mną na sesjach, mimo tego, że odbywają się w języku, którego nie zna. to ten
                  > typ.
                  nie słuchaj piiip, które bęa ci wyznaczać normy- kto zasługuje na miłośc, a kto nie- to twoja sprawa.

                  choc akurat ten przypadek- jest dla mnie dość skrajny.

                  sorry- to tylko moja opinia,- ale to, że sie kogoś kocha, nie oznacza, ze się staje jego niewolnikiem, uczucie nie czyni cię niczyim zakładnikiem

                  miałem tego nie pisać-( ale abuzywnośc tego faceta jest ogromna)- ponoc jeśli kobiecie zaczyna przeszkadzac w jakikolwiek sposób ciało partnera to oznacza definitywny koniec realcji erotycznej.
                  • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 15:31
                    Pytanie dlaczego on tak ciagle przy niej, z milosci czy z zazdrosci. Chce pilnowac, zeby mu nie poszla w bok, zeby nikt jej nie ukradl?
                    Zaczac moza od wyjcia pare razy samemu dokas wieczorkiem np. Nie polecam oddzielnych wakacji, bo to moim zdaniem najlepszy czas w roku, rowniez dla pary, bo jest odskocznia od codzeinnosci, szkoda byloby go "marnowac" w pojedynke.

                    Poza tym zadne cuda, 10 lat razem, zdarza sie, ze seks jest szybkim zaspokojeniem potrzeb. Tak jak mowie nie powiedziane, ze sie nie zmieni na lepsze. I mysle, ze potrzeba czegos nowego albo dawno juz zapomnianego w seksie, moze realizacji jakiejs fantazji, czegos co Ciebie albo jego kreci. Jakby nie bylo facet Ci sie nadal fizycznie podoba, to duzy plus.
                    • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 16:27
                      wieczorami wychodzę sama, ale musiałam to wywalczyć, argumentując, że spotykam się w babskim gronie.
                      • voldenuit1 Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 21:15
                        A on ma jakieś życie poza waszym związkiem? Jakichś swoich przyjaciół, no nie wiem, coś, co lubi robić w samotności albo po prostu bez ciebie?
                        • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 27.05.12, 17:08
                          voldenuit1 napisała:

                          > A on ma jakieś życie poza waszym związkiem? Jakichś swoich przyjaciół, no nie w
                          > iem, coś, co lubi robić w samotności albo po prostu bez ciebie?

                          Tak, oczywiście, że ma, ale wynika to raczej z faktu, że ja nie chcę tego z nim robic, niż z tego, że woli robić to sam czy z kumplami. Beze mnie chodzi na treningi karate i biega.
                • sabat77 Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 15:58
                  A zawodowo to on sie jakos nie realizuje ?
                  Troche historia stracila na wiarygodnosci w moich oczach...
                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 16:20
                    on ma swoją firmę, wolne bierze sobie, kiedy chce.
            • anty-cialo Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 14:52
              Wcale się nie tłumacz, niech będzie wściekły i ogniście zazdrosny :)
    • anty-cialo Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 14:41
      Stęsknić się - wyjechać samej na dłużej lub wyprawić jego. Łażenie po domu na golasa tylko w święta ustawowo wolne
      • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 14:50
        anty-cialo napisała:

        > Stęsknić się - wyjechać samej na dłużej lub wyprawić jego. Łażenie po domu na g
        > olasa tylko w święta ustawowo wolne

        piękne to, ale mało realne, nie przekonam go, że to dla dobra związku.
      • eudajmonika Re: mój facet mnie nie kręci... 24.05.12, 14:55
        Zawsze mówiłam, że jedyne idealne małżeństwo to moja sąsiadka i jej mąż spędzający w domu średnio 1,5/7 dnia na tydzień. Choć później okazało się, że jednak nie te proporcje. Problem jest żeby w proporcyją utrafić, mocium panie.
    • szukammezatki Re: mój facet mnie nie kręci... 27.05.12, 22:21

      Daj dojść do głosu swojemu feministycznego wnętrzu - zostaw drania i pamiętaj że wszystkiemu zawsze winni są mężczyżni. Choćby to jego łażenie po domu nago. Już za to każda normalna feministka kopnęla by go w d... Tylko kobiety mają do tego prawo a faceci którzy tak robią to albo zboczeńcy albo ekshibicjoniści (zresztą na jedno wychodzi:) )
      • selfmademan Re: mój facet mnie nie kręci... 31.05.12, 08:17
        wybrałem wycinkowo wypowiedzi autorki mniej więcej brzmi to tak :
        - jesteśmy razem 10 lat (z taki stażem to każdy ma pod górkę nieco z chęcią na barabara)
        - facet optycznie się opatrzył, bo jak się w kółko widzi gołe ciacho, to po pewnym czasie przestaje byc ciachem choćby nadal nim było (zero tajemnicy, masz wszystko na widoku, nawet nie ma co z niego zdjąć - tak gdyby cię nagle naszło - to mój komentarz)
        - aby wychodzić gdziekolwiek z domu sama musiałaś to wywalczyć ( on łaskawie dopuścił do świadomości, że możesz wyjśc ale tylko zoabaczyć jakies przyjaciółki - zero facetów - też mój komentarz)
        - wyjeżdża za tobą na konferencje ( nic innego jak klasyczna męska zaborczość, żaden obcy facet jak mniemam nie rzuci okiem wtedy na ciebie - a on będzie spokojny, że wszystko jest pod kontrolą - kolejny komentarz)

        to z grubsza to tyle - moim skromnym zdaniem z jednej strony pasuje ci jak najbardziej taki facet (zgodnośc charaketerów, dba o siebię, zero problemów z kasą i tzw. zyciem codziennym) i taki związek ( jakoś nie piszesz o wybujałe chęci posiadania gromadki dzieci ;) - pracujesz, realizujesz się etc.)
        a z drugiej głowa i ciało syganlizuje stop - ta cicha dominacja i kontrola chyba daje znac o sobie, tylko jak tu dopuścić do siebie myśl, że to ja mam rację i to on powinien przyjąć od czasu do czasu twój punkt widzenia - choćby w tak błahej sprawie jak latanie po chacie na golasa czy też twoje wyjścia/kontakty towarzyskie...

        taki hipotetyczny przykład - jak byś chciała iśc na siłownię czy fitness to pewnie by ci kupil karnet do klubu wyłącznie dla pań - albo chodziła byś razem z nim - czyż nie ?
        do przemyślenia i owocnych wniosków życzę :)
        • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 31.05.12, 12:03
          selfmademan napisał:
          to z grubsza to tyle - moim skromnym zdaniem z jednej strony pasuje ci jak najb
          > ardziej taki facet (zgodnośc charaketerów, dba o siebię, zero problemów z kasą
          > i tzw. zyciem codziennym) i taki związek ( jakoś nie piszesz o wybujałe chęci p
          > osiadania gromadki dzieci ;) - pracujesz, realizujesz się etc.)
          Tak, zgadzamy się w większości spraw, podobamy się sobie nawzajem, myślimy podobnie, oboje nieźle zarabiamy, dzieci na razie oboje nie chcemy, itd.
          > a z drugiej głowa i ciało syganlizuje stop - ta cicha dominacja i kontrola chyb
          > a daje znac o sobie, tylko jak tu dopuścić do siebie myśl, że to ja mam rację i
          > to on powinien przyjąć od czasu do czasu twój punkt widzenia - choćby w tak bł
          > ahej sprawie jak latanie po chacie na golasa czy też twoje wyjścia/kontakty tow
          > arzyskie...
          ja w większości przypadków zdaję sobie sprawę, że mam rację. problem a tym, że po prostu nie jestem w stanie go przekonać, nie działają ani awantury, ani ciche dni. może zadziałałyby groźby, że jeśli to się nie zmieni, to się rozstaniemy - ale to byłaby hipokryzja z mojej strony, bo wiem, że wcale tak nie będzie. poza tym ja jestem przekonana, że to nie wynika z chorobliwej zazdrości, czy też chęci kontroli - to raczej rozpaczliwa potrzeba spędzania całego czasu ze mną.
          > taki hipotetyczny przykład - jak byś chciała iśc na siłownię czy fitness to pew
          > nie by ci kupil karnet do klubu wyłącznie dla pań - albo chodziła byś razem z n
          > im - czyż nie?
          tu akurat zachowuję pełną niezależność i sama sobie kupuję karnety na fitness. ale myślę, że gdybym chodziła na siłownię, chciałby chodzić ze mną.
          > do przemyślenia i owocnych wniosków życzę :)
          ha, myślę i myślę i do żadnych owocnych wniosków nie dochodzę.

          • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 31.05.12, 12:12
            bo sama wymyslasz wyjasnienia, które go tłumaczą- przynajmniej w jakimś stopniu

            ja jestem przekonana, że to nie wynika z chorobliwej zazdrości, czy też
            > chęci kontroli - to raczej rozpaczliwa potrzeba spędzania całego czasu ze mną.

            chorobliwa zazdrość czy rozpaczliwa potrzeba... to nie jest alternatywa - to sa formy wyrażania tego samego. gość nie traktuje cię jak oddzielny byt tylko jak swoja przynależność.

            jakiś element jego psychiki pozostał na etapie małego dizcka, które traktuje matkę jako przedłużenie siebie i ma poczucie straty gdy matka wychodzi z pokoju


            to np cecha ludzi wykazujących zachowania stalkera, ale podłoże jest dokładnie takie samo.
            Niestety model "związku z obiektem" czyli tzw związków miłosnych kształtuje się juz od chwili narodzin- u twojego faceta są istotne przesłanki by podejrzewać zaburzenie tego modelu.

            Nie zmienisz go
            • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 31.05.12, 12:33
              abrigado napisał:

              > bo sama wymyslasz wyjasnienia, które go tłumaczą- przynajmniej w jakimś stopniu
              >
              hmm, nie wydaje mi się, żebym wymyślała - nigdy nie było mowy ani o chorobliwej zazdrości z jego strony, ani o potrzebie kontrolowania mnie. pracuję na uczelni w innym mieście i dwa dni w tygodniu jestem od rana do nocy poza domem i to nie wzbudza to u niego chęci kontroli, bo to moja praca, a nie czas wolny. dla niego liczy się spędzanie razem czasu wolnego.
              >
              > chorobliwa zazdrość czy rozpaczliwa potrzeba... to nie jest alternatywa - to sa
              > formy wyrażania tego samego. gość nie traktuje cię jak oddzielny byt tylko jak
              > swoja przynależność.

              on uważa, że wszystko w związku powinno się robić razem. i boli go, kiedy nie udaje się tego zrealizować.

              >
              > Nie zmienisz go
              no coś jednak muszę zrobić, bo jest źle. nie chcę się z nim rozstawać, ale chęci na seks jak nie było, tak nie ma...
              • po-trafie Re: mój facet mnie nie kręci... 02.06.12, 12:07
                W bardzo duzym stopniu rozumiem Twoja sytuacje, z retrospekcji i przykladow w otoczeniu.

                Wczesniej pisalas o tym, ze postawienie ultimatum czy grozenie bedzie hipokryzja bo nie chcesz go zostawic. A tu nie chodzi o ultimatum, tylko o opis sprawy:
                - jest tak;
                - ja tak dluzej zyc nie moge, dusi mnie to;
                - chociaz bardzo cie kocham, to nie wiem jak dlugo tak wytrzymam;
                - realnym jest, ze przyjdzie moment, ze sie udusze i pojde w cholere.

                Bo faktem jest, ze jesli dalej bedzie caly czas przy Tobie i wspolnie nad tym nie popracujecie (przez znalezienie osobnych zajec i moze nieco zdrowszego balansu ja - my) to przyjdzie moment, ze twoje odejscie bedzie prawdopodobne. Jak dlugo mozna byc z osoba, ktora sie kocha, ale ktora nie kreci cie seksualnie? Czy chcialabys tak zyc cale zycie? Czy jestes pewna, ze przy braku pozadania, za kolejny rok, dwa czy piec, nie spotkach kogos innego - interesujacego, ciekawego, odpowiedniego i wzbudzajacego dzikie erotyczne emocje?
                Czy mozesz z czystym sumieniem powiedziec, ze nawet jesli nic sie miedzy wami od teraz nie zmieni, to i tak nigdy nie odejdziesz, nie zdradzisz, nie zaczniesz miec dosc i zalowac?

                Jesli te pytania powoduja jakies wahanie, odczucie ze.. mozee. ze nie wiesz.. to znaczy ze fraza 'albo cos z tym zrobimy, albo w ktoryms momencie nam sie to wszystko rozpadnie' jest calkiem prawdziwa i nie ma w sobie ani troche hipokryzji.
                • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 11:38
                  no dobra. pierwsza trudna rozmowa za nami. ustaliliśmy, że spróbujemy realizować nasze zainteresowania osobno i częściej spotykać się z przyjaciółmi (też osobno). tyle, że wcale nie czuję się teraz lepiej, bo on czuje się urażony, bo "jak się kogoś kocha, to chce się z tym kimś być przez cały czas" - ergo, ja go nie kocham, albo przestaję kochać, albo, co gorsza, zdradzam. chyba nie potrafię mu wytłumaczyć...
                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 11:42
                    odpowiedz mu , ze jego wyobrażenie o miłości, nie jest ustawowo obowiązujące.

                    jak się kogoś kocha to się dostrzega odrębność tej osoby i sanuje jej potrzeby.

                    mój 6 letni styn czasem mi mówi -" tato chcę pobyć sam, mógłbys nie wchodzić do pokoju?"

                    nie daj się zaszantazować emocjonalnie,

                    btw dziwnie się czuję w roli autorytetu od związków ;P
                    • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 11:49
                      abrigado napisał:

                      > odpowiedz mu , ze jego wyobrażenie o miłości, nie jest ustawowo obowiązujące.
                      >
                      > jak się kogoś kocha to się dostrzega odrębność tej osoby i sanuje jej potrzeby
                      > .
                      juz mu to wszystko mówiłam. nie dociera.
                      >
                      > nie daj się zaszantazować emocjonalnie,
                      >
                      staram się. ale proste to nie jest.
                      • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 11:54
                        > juz mu to wszystko mówiłam. nie dociera.


                        jako facet mam długoletnią praktykę w "niedocieraniu tego co mówię do kobiet"

                        pozwala mi to postawić wniosek, ze nie ma co się przejmować "docieraniem"

                        Ty jesteś kobieta, więc powinnas to wiedzieć lepiej ode mnie- rób konsekwentnie swoje, niezaleznie od "dotarcia".

                        Prawdziwym wyzwaniem dla zwiazku jest nadązanie za aktualnymi potrzebami partnera. Ludzie mają naiwne dązenie do trwałości i petryfikacji rzeczywistości, podczas, gdy naturą rzeczy jest zmienność.

                        "wszystko płynie" mówiąc za arystotelesem- a ruch jest wszystkim ;P
                        • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 12:00
                          abrigado napisał:

                          > Prawdziwym wyzwaniem dla zwiazku jest nadązanie za aktualnymi potrzebami partne
                          > ra.
                          aktualna potrzeba mojego partnera, wyartykułowana wczoraj: "to znajdźmy coś nowego, co moglibyśmy robić razem, ale takie coś, co kręciłoby nas oboje"...
                          btw, Panta rhei kai ouden menei - to Heraklit z Efezu, nie Arystoteles :P
                          • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 12:08
                            Panta rhei kai ouden menei - to Heraklit z Efezu, nie Arystoteles :P


                            no dobra, ale ruchem wszechrzeczy( nieruchomy poruszyciel...) zajmował się własnie arystoteles
                            • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 12:16
                              abrigado napisał:

                              > Panta rhei kai ouden menei - to Heraklit z Efezu, nie Arystoteles :P
                              >
                              >
                              > no dobra, ale ruchem wszechrzeczy( nieruchomy poruszyciel...) zajmował się wła
                              > snie arystoteles

                              tak, oczywiście, między innymi. tylko cytat pomyliłeś.
                              • kutuzow art w Wysokich (przestrzeń osobista w związku) 04.06.12, 12:44
                                Polecam Ci Phoibe fajny art w Wysokich o przestrzeni osobistej (był już tutaj przywoływany, ale przy okazji bardziej typowej sytuacji kiedy to kobieta zachowuje się jak Twój mąż).

                                Mały cytat -zamień sobie tylko tutaj "kobieta" na "mąż" i chyba będziesz miała niezły opis swojej sytuacji.

                                "To jest tak: jeśli ja jestem z kimś i zbliżają się dwa dni wolne, to biorę pod uwagę, że mój partner może chcieć jakąś część tego czasu spędzić ze mną. Ale może też mieć własne plany. I dojrzali partnerzy o tym rozmawiają. Pytają i ustalają. Co ważne - robią to z szacunku do siebie, a nie z lęku. Nie muszą całego wolnego czasu spędzać razem.

                                Symbioza jest naturalna dla etapu zakochania. Wtedy mamy ochotę być ze sobą niemal bez przerwy. Jednak dojrzały związek to już nie dwie sklejone landrynki tylko raczej dwa zachodzące na siebie kręgi. Jest część wspólna i są części osobne. I, paradoksalnie, im większa jest w nas zgoda na to, że partner ma swój kawałek świata, tym bardziej atrakcyjne staje się dla nas bycie razem. To, co partner przeżywa osobno, często czyni go dla nas bardziej atrakcyjnym. Związek potrzebuje takich doświadczeń. Tego, żeby czasem za sobą zatęsknić. Jednak powiedzieć otwarcie: 'Chcę mieć coś osobno', i dać do tego samego prawo partnerowi - to już wymaga dojrzałości. Podobnie jak to, by słysząc z jego ust: 'Chcę w sobotę ponurkować', nie uznać tego za komunikat: 'Już cię nie kocham', czy to, by spędzić czas inaczej, jeśli nie lubi się nurkowania, i nie wpędzać partnera w poczucie winy.

                                Mam jednak wrażenie, że wiele kobiet cierpi z powodu tego nurkowania. I nawet jeśli partner w końcu z niego rezygnuje, i tak nie są zadowolone. Mówią: 'Chcę, żeby on chciał spędzać ze mną czas, tak jak ja chcę z nim. Nie chcę tego negocjować. Chodzi mi o to, żeby on wolał mnie od nurkowania'. Zna pani takie osoby?

                                Tak. Spotkałam ich wiele w swojej pracy. Mówią dokładanie to, co pani zacytowała. Kiedy partner mówi o nurkowaniu, one słyszą: 'Już nie jestem tobą zainteresowany'. Czują się tak, jakby partner je porzucał. "


                                www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,9314313,Jak_sie_odkleic.html
                                tutaj zaś masz poprzednią dyskusję na forum w tym temacie:
                                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,123980899,123980899,Przestrzen_w_zwiazku_dla_Ja_vs_Symbioza_art.html
                                • ubiquitousghost88 Polecam karuzelówkę: codziennie z innym... 18.08.12, 17:02
                                  ...
                    • hello-kitty2 Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 12:26
                      abrigado napisał:

                      > odpowiedz mu , ze jego wyobrażenie o miłości, nie jest ustawowo obowiązujące.

                      Moj 5 letni syn na moje regularne pitolenie w kolko 'kocham cie' (matka mnie pouczala zeby to werbalizowac) odpowiedzial: "no dobra mama, ale dlaczego ty to ciagle powtarzasz?"

                      Takze jesli male dzieci sa 'pure' to to nasze dorosle ciagle gadanie o milosci to spory odchyl.

                      btw wyglada na to, ze maz jest 'gotowy' do ojcostwa (parafrazujac: znajdzmy cos nowego co by nas razem krecilo :) Przenioslby swoja uwage na inny obiekt uczuc. Nie doczytalam, macie dzieci?
                      • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 12:39
                        hello-kitty2 napisała:
                        >
                        > btw wyglada na to, ze maz jest 'gotowy' do ojcostwa (parafrazujac: znajdzmy cos
                        > nowego co by nas razem krecilo :) Przenioslby swoja uwage na inny obiekt uczuc
                        > . Nie doczytalam, macie dzieci?

                        nie mamy. i niech on sobie będzie gotowy, ja nie jestem.
                        • hello-kitty2 Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 12:53
                          phoibe napisał(a):

                          > > . Nie doczytalam, macie dzieci?
                          >
                          > nie mamy. i niech on sobie będzie gotowy, ja nie jestem.

                          To taka sama postawe zaprezentuj w kwestii przestrzeni osobistej. Dziwne ze nie przychodzi ci to tak naturalnie jak w kwestii dzieci, to niemal tak, jakby ci sie podobalo ze on tak sie 'przyssal'...
                          • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 13:04
                            hello-kitty2 napisała:

                            > phoibe napisał(a):
                            >
                            > > > . Nie doczytalam, macie dzieci?
                            > >
                            > > nie mamy. i niech on sobie będzie gotowy, ja nie jestem.
                            >
                            > To taka sama postawe zaprezentuj w kwestii przestrzeni osobistej. Dziwne ze nie
                            > przychodzi ci to tak naturalnie jak w kwestii dzieci, to niemal tak, jakby ci
                            > sie podobalo ze on tak sie 'przyssal'...

                            w kwestii dzieci sie zgadzamy - może on i jest gotów na ich posiadanie, ale zgodnie stwierdziliśmy, że jeszcze z tym poczekamy i nie ma nieporozumień na tym tle.
                            a na brak przestrzeni osobistej w związku ja kiedyś się zgodziłam - w fazie zakochania też chciałam go ciągle mieć przy sobie. problem w tym, że mi przeszło i on nie przyjmuje tego do wiadomości, od razu wiąże to z najgorszym możliwym scenariuszem. dodaje sobie do tego moją niechęć do seksu i wychodzi mu, że go nie kocham, albo zdradzam i chcę porzucić.
                            • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 13:24
                              fakt- po co wam dzieci- już macie kogoś spełniajacego ich funkcję i uczepionego spódnicy potrzeba emocjonalna jaką zaspokajają dizeci jest w pełni zaspokojona :)- fajnie to pokazano w etidce z "zakochany Paryż"-z Nickiem Nolte- zaborczy kochanek z rozmowy okazuje się być wrzeszczącym oseskiem.


                              Ten twój "mąż - polip" jawi się jako coraz mniej sympatyczny
                              • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 13:53
                                abrigado napisał:

                                > Ten twój "mąż - polip" jawi się jako coraz mniej sympatyczny

                                ha, sympatyczny to on akurat jest bardzo :D
                                • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 14:26
                                  Sama nie wiem czy tutaj wlasnie tkwi problem. Niektorzy piszacy tutaj o braku seksu czy nie kreceniu przez partnera nie zyja az w takiej symbiozie i tez mimo wszystko zdarza im sie taki problem.
                                  Moze sie okazac, ze robicie wszystko oddzielmie a pozadania i tak nie ma. 10 lat to szmat czasu, zdarza sie, ze ktos nie ma ochoty, co nie znaczy, ze musi tak pozostac ma zawsze. Zwlaszcza w przypadku kiedy partnerzy wczesniej lubili sie ze soba kochac i nie bylo problemow z seksem.
                                  W koncu oboje peracujecie, on gdzies tam na silownie chadza, Ty na fitnes sama a wiec 24 na dobe ze soba nie jestescie.
                                  Ja sama mam zwiazek, w ktorym prawie sobie wystarczamy z mezem. Od zawsze lubimy wychodzic razem, spedzac czas razem, z malymi wyjatkami. Fakt, mala roznica jest, bo mamy dziecko.
                                  Mimo wszystko nie moge uwierzc, ze facet caly czas on na Tobie wisi, w koncu przed kompem siedzi sie w pojedynke albo ksiazke tez czyta sie samemu np.
                                  Fakt, moze milo byloby powychodzic z jakimis wspolnymi znajomymi, by przezyc cos nowego itd., zeby przerwac rutyne. Mozna tez wymyslic nowe zajecia.
                                  Hmm, jezeli czujesz i masz potrzebe, ze maz Cie "dusi" swoja obecnoscia, ze jest go za duzo, to jasne, probuj cos zmienic.
                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 14:45
                                    kag73 napisała:

                                    > Sama nie wiem czy tutaj wlasnie tkwi problem.

                                    też nie wiem, czy tu leży problem. faktem jest, że spędzamy razem bardzo dużo czasu i że mnie to męczy. spróbuję coś z tym zrobić, ale oczywiście nie mam pewności, czy przełoży się to na seks.

                                    > 10 lat to szmat czasu, zdarza sie, ze ktos nie ma ochoty, co nie znaczy, ze musi tak
                                    > pozostac ma zawsze. Zwlaszcza w przypadku kiedy partnerzy wczesniej lubili sie
                                    > ze soba kochac i nie bylo problemow z seksem.

                                    nie kochaliśmy się ponad 2 tygodnie. jest coraz gorzej.

                                    > Ja sama mam zwiazek, w ktorym prawie sobie wystarczamy z mezem. Od zawsze lubim
                                    > y wychodzic razem, spedzac czas razem, z malymi wyjatkami. Fakt, mala roznica j
                                    > est, bo mamy dziecko.

                                    ja też lubię spędzać czas z moim partnerem, nawet bardzo. ale chciałabym też spędzać czas sama i z innymi ludźmi, a bez niego.
                                    • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 14:53
                                      2 tygodnie...u nas tez sie zdarzalo, wiem o czym pieszesz. Ale bywalo tez tak, ze po tych 2 tygodniach bez seksu nagle bylo cztery dni pod rzad a potem znow dwa tygodnie przerwy. Czasem trzeba troche wyluzowac i sie z tym pogodzic, 10 lat to nie 2 lata. Nadzieja jeszcze, ze niekoniecznie chodzi o ilosc, ale chodzi tez o jakosc, zeby chociaz frajda z tego byla. To moze sie zmienic po jakims czasie. Warto tez dac sobie czas, dluzsza "gra wstepna" typu pieszczoty, glaskanie, zajmowanie sie swoimi cialami np.
                                      masz wrazenie, ze maz Cie przytlacza...zmienaj bez wzgledu na seks i pozadanie.
                                      • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 15:08
                                        kag73 napisała:

                                        > Czasem trzeba troche wyluzowac i sie z tym pogodzic, 10 la
                                        > t to nie 2 lata.

                                        mogłabym się z tym pogodzić, gdyby nam obojgu po prostu spadło libido. ale to nie o to chodzi. ale w tej chwili mam wrażenie, że wykorzystuję własnego mężczyznę w charakterze wibratora, tylko, żeby zaspokoić fizjologiczną potrzebę - a i to coraz rzadziej.

                                        > tez o jakosc, zeby chociaz frajda z tego byla. To moze sie zmienic po jakims cz
                                        > asie. Warto tez dac sobie czas, dluzsza "gra wstepna" typu pieszczoty, glaskani
                                        > e, zajmowanie sie swoimi cialami np.

                                        to się, niestety, nie udaje, bo mnie jego pieszczoty nie kręcą, on to widzi i się zniechęca; a ja pieszczę go niecierpliwie i mechanicznie - i to też nie przynosi efektu, chcemy orgazmu jak najszybciej, żeby już móc przestać i zająć się czymś innym. przynajmniej ja to tak odczuwam. zachowujemy się w łóżku jak zgorzkniała, znudzona sobą para po 70. A mamy 30+. i jestem tym przerażona.
                                        • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 15:33
                                          To tez znam.
                                          Zdarzalo mi sie, ze myslalam, nawet kiedys powiedzialam do meza "jestem strasznie napalona a Ty akurat jestes pod reka :)". Ma szczescie on z tych wyluzowanych, nie bierze wszystkiego zbytnio do serca i na powaznie.
                                          A diabli wiedza jak to bywa po latach u innych par, zdarza sie tez, ze mezczyni traktuja partnerke "instrumentalnie", wszystko jest dla ludzi, roznie sie dzieje w dlugoletnim zwiazku. Warto szukac rozwiazam i dazyc do zmiany stanu rzeczy.
                                          Mysle, ze potrzebujecie w lozku czegos nowego co Was znow nakreci. Wyprobowaliscie juz sporo czy raczej tylko "klasyke"?
                                          • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 15:45
                                            kag73 napisała:

                                            > Mysle, ze potrzebujecie w lozku czegos nowego co Was znow nakreci. Wyprobowalis
                                            > cie juz sporo czy raczej tylko "klasyke"?

                                            wypróbowaliśmy wszystko w akceptowalnych przez nas oboje granicach. a teraz, chcąc nie chcąc, mamy powrót do klasyki :/
                                            • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 16:13
                                              kompletnie nie rozumiem po co się tak ograniczać- przeciez jajsne, ze tylko nowy partner jest w stanie dać odpowiednio mocne doznania- i tez nie na zawsze!

                                              na pewnym etapie nie reanimuje się już trupa

                                              jestescie współlokatorami.

                                              • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 16:31
                                                abrigado napisał:

                                                > kompletnie nie rozumiem po co się tak ograniczać- przeciez jajsne, ze tylko now
                                                > y partner jest w stanie dać odpowiednio mocne doznania- i tez nie na zawsze!
                                                >
                                                > na pewnym etapie nie reanimuje się już trupa
                                                >
                                                > jestescie współlokatorami.

                                                To nie do konca prawda, nie zalamuj jej :)
                                                Ze stalym partnerem tez moze byc i bywa goraco.
                                                poza tym moze jej minac ta faza niecheci i znow bedzie dobrze, wbrew pozorom to sie zdarza, pisze z doswiadczenia.
                                                • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 16:40
                                                  bycie miłym to jedno, a mydlenie oczu to drugie...

                                                  >wbrew pozorom to
                                                  > sie zdarza, pisze z doswiadczenia.


                                                  szczęściara, niektórzy też wygrywają w totka. ja nikogo takiego nie spotkałem osobiscie :P
                                                  • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 16:46
                                                    Zeby wygrac w totka to trza grac i do tego jeszcze miec szczescie, ale zeby bylo podniecajaco w lozku z tym samym partnerem to nie tylko szczescie, ale rowniez wlasny wklad(nie brac doslownie) i zaangazowanie, pomyslowosc, dobra komunikacja i otwartosc na roznosci i szukanie sposobow.
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 17:01

                                                    > zeby byl o podniecajaco w lozku z tym samym partnerem to nie tylko szczescie, ale rownie
                                                    > z wlasny wklad(nie brac doslownie) i zaangazowanie, pomyslowosc, dobra komunika
                                                    > cja i otwartosc na roznosci i szukanie sposobow.


                                                    nie bierzesz czasem własnych życzeń za rzeczywistość ?

                                                    z moich osobistych doświadczeń wynika, ze najlepiej w łózku mają ci co się zajmują w nim wyłącznie swoja przyjemnością,

                                                    zaangazowanie, pomyslowosc, dobra komunikacja i otwartosc na roznosci i szukanie sposobow, staranie się to takie bajki dla grzecznych dzieci;

                                                    moim zdaniem zadna z tych rzeczy nie ma znaczenia

                                                    z punktu widzenia faceta- moze pozostac atrakcyjny tylko jesli sie nie da oswoić. Zauważyłem, ze partnerki natychmiast traca seksualne zainteresowanie facetami choćby nie wiem jak się nagażowali starali i byli pomysłowi jesli tylko kobieta ma pewnośc, ze facet będzie się starał ją zadowolić i bedize w zwiazku z tym stawał na rzęsach.

                                                    fajnie to zresztą wysmiał Houellebecq w "czastkach elementarnych"- taki fragment, gdzie mowi o foeministkach, ktore najpierw uczyły mężów partnerstwa izaspokajania swoich potrzeb a już wytresowanych porzucały dla pomiatajacych nimi latynoskich macho :P


                                                  • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 17:13
                                                    Co to znaczy "oswoic"?
                                                    Mam w domu oswojonego(wedlug mnie) i nawet dosc dobrze "wyhodowanego" i nadal mi sie podoba, jest dla mnie atrakcyjny seksualnie i nadal z nim sypiam. Bo niby z kim mam sypiac skoro lubie seks a jestem w malzenstwie? hmm, madralo, myslisz, ze chce mi sie wysilac i szukac innych jak mam swojego na wyciagniecie reki? Nie, no przeceniasz mnie, tyle energii to ja nie mam. Ja z tym wygodnych jestem :)
                                                    Ale fakt maz nie jest upierdliwy, latwy w obsludze i dobrze mi sie z nim zyje, rowniez poza lozkiem.
                                                  • trzydziestoletnia Re: mój facet mnie nie kręci... 05.06.12, 18:54
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Co to znaczy "oswoic"?
                                                    > Mam w domu oswojonego(wedlug mnie) i nawet dosc dobrze "wyhodowanego" i nadal m
                                                    > i sie podoba, jest dla mnie atrakcyjny seksualnie i nadal z nim sypiam. (...)
                                                    > Ale fakt maz nie jest upierdliwy, latwy w obsludze i dobrze mi sie z nim zyje,
                                                    > rowniez poza lozkiem.

                                                    To i ja, ze swoim prawie 20letniem zwiazkowym doswiadczeniem, podpisuje sie pod tym co napisalas - zeby dac dowod niedowiarkom z mala praktyka w wieloletnich zwiazkach.
                                                  • urquhart Re: mój facet mnie nie kręci... 05.06.12, 19:06
                                                    trzydziestoletnia napisała:
                                                    > > Co to znaczy "oswoic"?
                                                    > > Mam w domu oswojonego(wedlug mnie) i nawet dosc dobrze "wyhodowanego" i n
                                                    > To i ja, ze swoim prawie 20letniem zwiazkowym doswiadczeniem, podpisuje sie pod
                                                    > tym co napisalas - zeby dac dowod niedowiarkom z mala praktyka w wieloletnich
                                                    > zwiazkach.

                                                    Czyli wina tej wiekszośći co im nie wychodzi jest w zbyt marnym oswojeniu i wyhodowaniu sobie męża ? Zalecacie wiecej kija czy marchewki?
                                                    :)
                                                    No to jeszcze gdzie czekają ci gotowi na oswajanie i hodowanie?
                                                    :)
                                                  • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 05.06.12, 19:50
                                                    "Czyli wina tej wiekszośći co im nie wychodzi jest w zbyt marnym oswojeniu i wyhodowaniu sobie męża ? Zalecacie wiecej kija czy marchewki?
                                                    :)
                                                    No to jeszcze gdzie czekają ci gotowi na oswajanie i hodowanie?
                                                    :)"

                                                    Oczywiscie, meza trza sobie umiec wychowac. Marchwka i kij w zaleznosci od aktualnej potrzeby, cwana kobieta potrafi :) Moj maz zawsze powtarza kolegom i rodzinie "myslicie, ze ona mnie takiego dostala? Nieee, w tym tkwi 10 lat ciezkiej pracy"

                                                    A tak na powaznie: mysle, ze to troche kwestia szczescia, malzenstwo to loteria i do tego jeszcze dobrania sie, dobrej selekcji zanim czlowiek sie na malzenstwo zdecydowal.
                                                    Ja kierowalam sie nie tylko sercem, ale rowniez rozsadkiem, bo nie mialam 18 stu lat, tylko nieco wiecej i wiecej pojecia/doswiadczenia/porownania.
                                                    I tez nigdy nie wiadomo co przyniesie przyszlosc, ale w momencie decyzji trzeba byc pewnym, ze to ten/ta bez zadnego "ale". Ja bylam. Wiekszosc tego nie robi, bo...kocha a milosc jest slepa, a nadzieja matka glupich.
                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 05.06.12, 21:25
                                                    zgadzam się zasadniczo z wszystkimi wypowiedziami dotyczącymi "oswajania" siebie nawzajem rozumianego jako szeroko pojęta praca nad związkiem. bez tego ani rusz. ale nie potrafię przełożyć tego na sferę łóżkową. dziś spróbowałam "popracować": szpilki, koronkowa bielizna, dobre wino i... kompletna klapa. skończyło się obustronną frustracją.

                                                  • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 05.06.12, 22:56
                                                    " dziś spróbowałam "popraco
                                                    > wać": szpilki, koronkowa bielizna, dobre wino i... kompletna klapa. skończyło s
                                                    > ię obustronną frustracją."

                                                    Bo to nie do konca o to chodzi, mysle. Po prostu spanikowana dwutygodniowa przerwa na sile chcialas seksu. Moze tak naprawde w ogole nie mialas ochoty na seks, tylko po prostu dla zasady chcialas, zeby byl.
                                                    Wyluzuj troche, nie spinaj sie tak, moze wtedy po dluzszym czasie wyposzczenia cos jednak zaskoczy.
                                                    A tak nawiasem, jesli wolno zapytac: dlaczego byla frustracja i klapa? Pewnie zadne z Was tak naprawde nie mialo ochoty?
                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 11:51
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A tak nawiasem, jesli wolno zapytac: dlaczego byla frustracja i klapa? Pewnie z
                                                    > adne z Was tak naprawde nie mialo ochoty?

                                                    nie, do nas obojga dotarła sztuczność i żałosność tej sytuacji, zestresowaliśmy się tylko i nic z tego nie wyszło.
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 11:59
                                                    z jednej strony, zeby takie coś wyszło- trzeba akceptować i umieć smakować pewną umowność, formę takiej sytuacji ( jak w tratrze)

                                                    z drugiej -jak do kogos to nie przemawia to próżny trud.

                                                    - a z trzeciej- trzeba miec pewność, że partnerowi ta forma odpowiada i nie narażamy się na śmeiszność

                                                    to tak jakby do mnie wyskoczyłaby domina z pejczem- skręcałbym się ze smiechu i zążenowania tandetnością sytuacji.

                                                    - przez to, ze za długo się znacie- nieautentycznośc takeij sytuacji jest koszmarnym ryzykiem
                                                  • that.bitch.is.sick Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 12:11
                                                    abrigado napisał:

                                                    > to tak jakby do mnie wyskoczyłaby domina z pejczem- skręcałbym się ze smiechu i
                                                    > zążenowania tandetnością sytuacji.

                                                    To ciekawe jakie wyobrażenia ludzie mają o perwersji. Szast prast bum cyk cyk i wyskakuje domina z pejczem.:) To takie oswajanie rzeczywistości, żeby przypadkiem nie trafić na coś niepokojącego.
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 12:20
                                                    ta- ja zwykle pretensjonlana i protekcjaonalna...

                                                    dla twojej informacji- dwukrotnie znalazłem się w sytuacjach, gdy proponowano mi udział w tego typu zabawach. Za pierwszym razem nawet z ciekawości badacza spróbowałem się wczuć w rolę Pana ( lubie aktorstwo i zabawę formą)- ale okazało się to totalnie niezgodne z moja naturą i wywołało poczucie smieszności całej sytuacji - w ogóle nie podniecajace.

                                                    wieć to nie wyobrązenie , a doswiadczenie
                                                  • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 12:33
                                                    Aha, abrigado, Panem byc nie lubisz. A co z niewolnikiem?
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 12:43
                                                    > Aha, abrigado, Panem byc nie lubisz. A co z niewolnikiem

                                                    znowu pudło ;P połamałbym ci wszystkie kończyny gdybyś spróbowała mnie chlasnąć pejczem...;P
                                                  • that.bitch.is.sick Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 12:42
                                                    abrigado napisał:

                                                    > ta- ja zwykle pretensjonlana i protekcjaonalna...
                                                    >
                                                    > dla twojej informacji- dwukrotnie znalazłem się w sytuacjach, gdy proponowano
                                                    > mi udział w tego typu zabawach. Za pierwszym razem nawet z ciekawości badacza
                                                    > spróbowałem się wczuć w rolę Pana ( lubie aktorstwo i zabawę formą)- ale okaza
                                                    > ło się to totalnie niezgodne z moja naturą i wywołało poczucie smieszności całe
                                                    > j sytuacji - w ogóle nie podniecajace.
                                                    >
                                                    > wieć to nie wyobrązenie , a doswiadczenie

                                                    Doświadczenie w formie naśladowania komedii gejowskiej (ja będę tatusiem a ty mamusią), to gratuluję. Zresztą jeśli traktować dominację jako "zabawę formą", to po cholerę odgrywać taki teatr też tego nie rozumiem. I istotnie jest to nieco śmieszne.
                                                    Z drugiej strony zaprzeczanie potrzeby perwersji, która jest częścią ludzkiej natury to się zgrywa z całokształtem niewiarygodnego zaprzeczania które tutaj uprawiasz:)
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 13:02
                                                    drugiej strony zaprzeczanie potrzeby perwersji, która jest częścią ludzkiej n
                                                    > atury to się zgrywa z całokształtem niewiarygodnego zaprzeczania które tutaj up
                                                    > rawiasz:)


                                                    as to ciekawe- czyli każdy twoim zdaniem ma potrzebę bycia wielbicielem BDSM, swingersem, czy czym tam jeszcze tylko nie starcza mu odwagi???

                                                    to w tym sensie nigdy nie miałem takiej potrzeby, owszem zdarzało sie marzyć o bzyknięciu czterech pań naraz i przez całą noc, ale wyobrażenie o seksie były jak najbardziej klasyczne

                                                    no...nie była jedna cecha bęąca wytworem fantazji- panie są cały czas bardzo aktywne co zdarza się niezwykle rzadko :)

                                                    a wracajac do doświaczeń- to obie panie były praktykami w BDSM ( czego na poczatku nie wiedziałem) i próbowały mnie zainteresować tą forma aktywności opowiadajac barwnie o wrażeniach, technikach i nawet pokazując dokumentację zdjęciową z laniem wosku i wieszaniem za nadgarstki w futrynie drzwi

                                                    tak wieć bitch powstrzymaj sie moze od generalizacji
                                                  • hello-kitty2 Re: dwie to nie cztery, ale pol fantazji zaliczone 06.06.12, 13:12
                                                    abrigado napisał:


                                                    > to w tym sensie nigdy nie miałem takiej potrzeby, owszem zdarzało sie marzyć o
                                                    > bzyknięciu czterech pań naraz i przez całą noc, ale wyobrażenie o seksie były j
                                                    > ak najbardziej klasyczne
                                                    >
                                                    > no...nie była jedna cecha bęąca wytworem fantazji- panie są cały czas bardzo ak
                                                    > tywne co zdarza się niezwykle rzadko :)
                                                    >
                                                    > a wracajac do doświaczeń- to obie panie były praktykami w BDSM ( czego na pocza
                                                    > tku nie wiedziałem) i próbowały mnie zainteresować tą forma aktywności opowiad
                                                    > ajac barwnie o wrażeniach, technikach i nawet pokazując dokumentację zdjęciową
                                                    > z laniem wosku i wieszaniem za nadgarstki w futrynie drzwi

                                                    Ale panie byly dwie, jak mniemam dosc 'aktywne', to nie dalo sie tego podciagnac pod twoja fantazje o czterech? :)
                                                  • abrigado Re: dwie to nie cztery, ale pol fantazji zaliczon 06.06.12, 13:14
                                                    nie były dwie naraz a poza tym w odstepie dwóch lat. W sumie przeraziło mnie, że uwazały mnie za potencjalnego kandydata. Muszę się kojarzyć z jakimś SS manem :P
                                                  • that.bitch.is.sick Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 14:00
                                                    abrigado napisał:


                                                    >
                                                    > as to ciekawe- czyli każdy twoim zdaniem ma potrzebę bycia wielbicielem BDSM,
                                                    > swingersem, czy czym tam jeszcze tylko nie starcza mu odwagi???

                                                    Nie bądź żałosny, potrzeba perwersji to nie potrzeba określenia się jakiejś sztywnej kategorii i przynależności. Jak jesteś gówniarzem to fantazjujesz o majtkach dziewczyny z klasy, a potem Twoje fantazje robią się coraz bardziej niegrzeczne. Seksualność ewoluuje i to co nas kręci opiera się na przekraczaniu granic. Jak spróbujesz na misjonarza, to już fantazjujesz o innej konfiguracji, aż znajdziesz coś co Cie określa w seksie. Na szczęście nasze fantazje są WOLNE i żaden prześmiewca ani normy poprawności nie ograniczą dziwacznych rzeczy które ludzi ekscytują. Perwersje są znacznie bardziej naturalne niż Twoje trzymanie się uporczywie wizerunku pozbawionego dystansu do siebie:) Przecież chodzi o Twoje zawracanie kijem Wisły w kwestii potrzeb seksualnych. Nie mam potrzeby jedzenia, drodzy państwo wolę pić. Potem sam sobie przeczysz: drodzy państwo mam potrzebę jedzenia ale bohatersko się jej opieram mimo że dostaję szajby - o takie mam wnioski z obserwacji tego jak się miotasz.
                                                    >
                                                    > to w tym sensie nigdy nie miałem takiej potrzeby, owszem zdarzało sie marzyć o
                                                    > bzyknięciu czterech pań naraz i przez całą noc, ale wyobrażenie o seksie były j
                                                    > ak najbardziej klasyczne

                                                    owszem miewam fantazje ale tylko takie plastycznie ładne i poprawne. żadnych szczurów w odbycie:) bla bla jakim jestem grzecznym i normalnym chłopczykiem...
                                                    >
                                                    > no...nie była jedna cecha bęąca wytworem fantazji- panie są cały czas bardzo ak
                                                    > tywne co zdarza się niezwykle rzadko :)

                                                    ubolewam nad Twoim brakiem doświadczeń z normalnymi kobietami, choć sam jesteś sobie winien.
                                                    >
                                                    > a wracajac do doświaczeń- to obie panie były praktykami w BDSM ( czego na pocza
                                                    > tku nie wiedziałem) i próbowały mnie zainteresować tą forma aktywności opowiad
                                                    > ajac barwnie o wrażeniach, technikach i nawet pokazując dokumentację zdjęciową
                                                    > z laniem wosku i wieszaniem za nadgarstki w futrynie drzwi

                                                    techniki..a co to ma wspólnego? Techniki i gadżety to tylko wspomagacze w celu wywołania pożądanego efektu. Wrażenie to też trochę płytko. Jakie może być wrażenie z lania gorącej stearyny na odbyt? proszę Cię nie rozumiesz kontekstu? równie dobrze można wyśmiewać penetrację pochwy. Jak mi ginekolog wkłada wziernik to też nie mam żadnych wrażeń..ergo kiepska ta rytualna technika, zero podniecenia. po co mi właściwie seks genitalny?
                                                    A może jesteśmy wszyscy tylko brudnym i obślizgłym workiem na kości, ocieranie się o siebie w celach prokreacyjnych jest obrzydliwe. Miotasz się pomiędzy argumentacją w stylu radykalnej religijnej ascezy a zaprzeczaniu temuż.
                                                    :) Nie generalizuję. Ciężko spotkać taki absurd.
                                                  • hello-kitty2 Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 14:24
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    "drodzy państwo mam potrzebę jedzenia ale bohatersko się jej opieram mimo że dostaję szajby"

                                                    Znakomity opis zjawiska!

                                                    Dotyczy rowniez mnie od czasu do czasu, natomiast abrigado jedzie na pelnym etacie :)
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 14:32
                                                    macie jakieś problemy z afazja? ja się niczemu nie opieram i wielokrotnie o tym pisałem.

                                                  • hello-kitty2 Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 14:51
                                                    abrigado napisał:

                                                    > macie jakieś problemy z afazja? ja się niczemu nie opieram i wielokrotnie o t
                                                    > ym pisałem.

                                                    Yeah, a twoja teoria o braku braku jest dowodem na brak oporu :)

                                                    Stawiam diagnoze i prosze dr Fagota i dr Behemota o ocene:

                                                    czy abrigado nie ma 'problemu' z uczuciami?
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 14:58
                                                    nie mam :P

                                                    mam uczucia ojcowskie, patriotyczne, uczucie głodu :)

                                                    dobra, dobra, z tego co pisałaś to ty masz- więc to jakaś projekcja?
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 15:10
                                                    wróćcie do phoibe
                                                    frapuje mnie brak zainteresowania jej wątkiem ze strony dyżurnych wszechwiedzących

                                                    jakieś takie rzucone ni w pięć ni w dziewięć oskarzenie o egocentryzm

                                                    ale poza tym babka, co ma atrakcyjnego fizycznie partnera, z którym nie ma żadnych zahamowań ( łyżwa odpuśćmy ;) i ma z nim przeszłość bogatą w doznania

                                                    satysfakcjonujące zycie w sferze pozaseksualnej,

                                                    bluszczowatość partnera na codzień jej odpowiada- a przynajmniej nie oskarzymy go o to, że się "oddalił"

                                                    a mimo to w sferze erotyki posucha i brak perspektyw...a obok obiecujący jędrny student...
                                                  • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 15:21
                                                    Alez to o niczym nie przesadza. Zycie jest pelne niespodzianek. Nie doradzajmy rozstania i nie robmy dramatu z jakiejs byc moze przejsciowej sytuacji, nie zrozumialam, ze trwa to juz latami, czyli moze sie zmienic. Do tego trzeba dodac, ze ona jednak z nim sypia i szczytuje: szybko czy mechanicznie, seks ma miejsce.
                                                    Moze nieco dystansu mogloby cos zadzialac. Student, studentem, w poblizu mieszka tez studentka, ktora podoba sie mezowi, sami na tej planecie nie jsetesmy, ktos gdzies zawsze moze byc obok, to nic nowego, ze nowe fascynuje, co nie znaczy, ze wiekszosc z tego korzysta. Fantazje fantazjami i jak to mawiaja Niemcy "Gedanken sind frei", na szczescie :)
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 15:30
                                                    to tylko ona i on wiedzą , kto i jak ich kręci.

                                                    Jesli partner przestał działaćto odejście obiektywnie jest najfajniejszym rozwiazaniem- zwłaszcza, ze może znajda wieksza satysfakcję z tymi studenciakami :P
                                                  • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 15:32
                                                    No ja Cie prosze...poddawac sie bez walki? My mowimy tutaj o kochajacej sie parze, od 10 lat razem, u ktorej seksu bylo sporo i przeroznie....a nie o nielubiacych sie gdzie ktos komus o seks zebral albo go wydzielal.
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 15:42
                                                    ale oddziel to od moralności

                                                    my nie badamy kto bardziej zasłóużył na karę - czy ktoś kto był w porządku, czy ktoś kto był niedobry.

                                                    paradoksalnie w związku, gdzie ktos ma do kogoś urazę o wydzielanie seksu, czy inne zachowania nie w porządku, przyczyna braku seksu może być własnie ten konflikt i negatywne emocje.

                                                    ale jak związek przestaje zaspokajać w swojej istotnej sferze to może swiadczyc o wyczerpaniu sie tej relacji.

                                                    koniec związku to nie kara za coś złego co zrobiliśmy.
                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 16:43
                                                    abrigado napisał:

                                                    > ale oddziel to od moralności
                                                    >
                                                    > my nie badamy kto bardziej zasłóużył na karę - czy ktoś kto był w porządku, czy
                                                    > ktoś kto był niedobry.
                                                    >
                                                    > paradoksalnie w związku, gdzie ktos ma do kogoś urazę o wydzielanie seksu, czy
                                                    > inne zachowania nie w porządku, przyczyna braku seksu może być własnie ten konf
                                                    > likt i negatywne emocje.
                                                    >
                                                    > ale jak związek przestaje zaspokajać w swojej istotnej sferze to może swiadczyc
                                                    > o wyczerpaniu sie tej relacji.
                                                    >
                                                    > koniec związku to nie kara za coś złego co zrobiliśmy.

                                                    hmm, no z oddzieleniem od moralności to raczej nie wyjdzie. jeżeli ten związek rzeczywiscie się skończy (choć nawet nie chce mi się myśleć o tym, że to może być prawda) to zawsze bedzie jakiś winny.
                                                  • hello-kitty2 Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 15:56
                                                    A Holendrzy mowia: kijken kijken niet kopen, a jednak jak wytlumaczyl mi przystojniak nieogladajacy porno: po co mam ogladac film jak moge byc w filmie? :)

                                                    Uwaga o egocentryzm czemu nie trafiona niby? Przeciez ja tez sie wczeniej pytalam phiobe czy bluszczowatosc jej generalnie przyjemnie nie lechce.

                                                    Z jednej strony przyjemne oddanie partnera, a z drugiej potrzeba wyrwania sie i rozwiniecia skrzydel, bo jak nie teraz, to kiedy?

                                                    Nie mozna miec wszystkiego albo mozna :) zalezy za jaka cene.

                                                    Hehe phiobe, nie bez powodu podalas informacje, ze nie jestescie malzenstwem. I tak, w swoim ostatnim zwiazku tez nie bylam. Na jakich zasadach opiera sie zwiazek niemalzenski? Na zasadach ustalonych przez 'zwiazkobiorcow', czyz nie? Ja jestem fanka dogadywania sie i negocjacji, zadnej walki, nic na sile, business.

                                                    Czyli co? Moze zrobicie sobie przerwe?
                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 16:39
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Uwaga o egocentryzm czemu nie trafiona niby? Przeciez ja tez sie wczeniej pytal
                                                    > am phiobe czy bluszczowatosc jej generalnie przyjemnie nie lechce.

                                                    pewnie, że łechce, każdemu by się chyba takie oddanie podobało. ale nie wiem, co to ma wspólnego z egocentryzmem. albo inaczej rozumiem to pojęcie.

                                                    > Z jednej strony przyjemne oddanie partnera, a z drugiej potrzeba wyrwania sie i
                                                    > rozwiniecia skrzydel, bo jak nie teraz, to kiedy?
                                                    >
                                                    zdawało mi się, że w dobrym związku powinno byc i jedno i drugie.
                                                    >
                                                    > Hehe phiobe, nie bez powodu podalas informacje, ze nie jestescie malzenstwem. I
                                                    > tak, w swoim ostatnim zwiazku tez nie bylam. Na jakich zasadach opiera sie zwi
                                                    > azek niemalzenski? Na zasadach ustalonych przez 'zwiazkobiorcow', czyz nie? Ja
                                                    > jestem fanka dogadywania sie i negocjacji, zadnej walki, nic na sile, business.

                                                    no akurat nie mialam takich intencji - napisałam, bo usilnie nazywaliście mojego partnera mężem, a ja jestem lekko na to uczulona.
                                                  • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 18:37
                                                    Jak dla mnie to w tym aspekcie wsjo ryba czy to partner czy maz.
                                                  • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 18:48
                                                    Ale fakt warto o tym wspomniec dla osob takich jak Kutuzow, ktorzy mysla, ze malzenstwo jest zrodlem wszelkiego zla a w zwiazkach sie nie przydarza. Jak dla mnie do poki nie ma dzieci...mie odgrywa to zadnej roli, bo nie mysle, ze zaslubiony to juz na zawsze zaklepany.
                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 08.06.12, 17:15
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Jak dla mnie to w tym aspekcie wsjo ryba czy to partner czy maz.

                                                    masz rację, ale jednak nie lubię tego słowa.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 19:25
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Yeah, a twoja teoria o braku braku jest dowodem na brak oporu :)
                                                    >
                                                    > Stawiam diagnoze i prosze dr Fagota i dr Behemota o ocene:
                                                    >
                                                    > czy abrigado nie ma 'problemu' z uczuciami?

                                                    On ma problem który bym nazwała: skrzywdzony przez święte officjum. Głosi średniowieczne uogólnienia na temat kobiet, najczęściej obraźliwe. Proponuję wątek deconstructing abrigado który choć nudny bo dotyczy dość powszechnych resentymentów z okresu pokwitania, spowodowałby że przestałby łazić po wszystkich wątkach i obrażać płeć piękną, czego nie znoszę.
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 14:25
                                                    zabawne to jest to, ze tendencje do tego typu zabaw maja osoby wychowywane przez rygorystyczne oschłe matki ustawione przeciwko ojcu- czemu często towarzyszy fasada religijności (np wyznaniowe szkoły) i postrzeganie ciała jako siedliska grzechu

                                                    wiięc ma się to nijak do przekraczania granic- bo akurat osoby uprawiające te techniki mają w głowie najwięcej granic i ograniczeń- takich, których np ja w ogóle nie posiadam.

                                                    ani anal , ano oral czy inne figury nie są dla mnie jakąś "granicą"- ale nie są warunkiem koniecznym ani jakims rytuałem

                                                    i to właśnie to co piszesz to nieudolna próba racjonalizacji własnych ograniczeń-i udawania ,że wolnościa jest kultywowanie sztywnej formy
                                                    akurat w przypadku biernych wielbicieli bdsm wygląda to tak, poczucie winy zwiazane z seksem jest tak przemożne, że tylko powiązanie seksu z rytuałem kary rozgrzesza z satysfakcji.

                                                    W przypadku sadyzmu - wyjąsnienie zajęłoby nieco więcej miejsca- choć sama pewrwersja też nie jest niczym skomplikowanym i wynika z tego ,że obszary mózgu odpowiedzialne za agresję , pokrywają sie z ośrodkami, które odpowiadaja za odczucia seksualne

                                                    tez mi przekraczanie granic- jak ktos nie jest w stanie szczytować bez bodżca oderwanego od płci i osoby partnera.

                                                    bredzisz bitch

                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 12:33
                                                    abrigado napisał:

                                                    > z jednej strony, zeby takie coś wyszło- trzeba akceptować i umieć smakować pewn
                                                    > ą umowność, formę takiej sytuacji ( jak w tratrze)
                                                    >
                                                    nie, nie rozumiesz - my to wielokrotnie robiliśmy kiedyś, uwielbialiśmy celebrację seksu z seksi fatałaszkami, kolacją, winem, kręciły nas przebieranki, role-play, zabawki... a teraz mieliśmy oboje wrażenie, że to nieudana próba przypomnienia sobie, że kiedyś było bardzo namiętnie.

                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 12:38
                                                    no to nie rozumiem- zdarza się :)

                                                    natomiast nie przekreslałbym namiętności- po prostu jesteście w innym miejscu i nie ma co kopiować przeszłości.
                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 12:43
                                                    abrigado napisał:

                                                    > no to nie rozumiem- zdarza się :)
                                                    >
                                                    > natomiast nie przekreslałbym namiętności- po prostu jesteście w innym miejscu
                                                    > i nie ma co kopiować przeszłości.

                                                    heh, no z urozmaiceń, których nie było w przeszłości został nam już tylko trójkąt i pissing. no i może jeszcze zoofilia :P
                                                  • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 12:49
                                                    No nie przesadzajmy, jeszcze bedzie dobrze. Troche czasu i atmosfery.
                                                    Zwiazek ulega zmianom i przechodzi czasem rozne fazy. Teraz macie faze uspienia, moze za jakis czas minie i bedziesz sie usmiechala i dziwila skad pomysl, ze juz nie bedzie dobrze.
                                                    Ja mysle, ze mozna kopiowac przeszlosc.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 12:52
                                                    phoibe napisał(a):


                                                    > heh, no z urozmaiceń, których nie było w przeszłości został nam już tylko trójk
                                                    > ąt i pissing. no i może jeszcze zoofilia :P

                                                    Nie no ludzie. Zara. Jak podchodzicie do tego instrumentalnie, na zasadzie odhaczania jakiś pozycji w liście z kategorii: "perwersje", tudzież kolejnych pozycji z podręcznika to jest po prostu beznadzieja. W takiej sytuacji anal jest po prostu bolesnym zabiegiem. Tu nie o chodzi o przyjemność z tych wszystkich spraw, bo przyjemne to może być głaskanie mruczusia na kanapie.
                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 12:59
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Nie no ludzie. Zara. Jak podchodzicie do tego instrumentalnie, na zasadzie odha
                                                    > czania jakiś pozycji w liście z kategorii: "perwersje", tudzież kolejnych pozyc
                                                    > ji z podręcznika to jest po prostu beznadzieja. W takiej sytuacji anal jest po
                                                    > prostu bolesnym zabiegiem. Tu nie o chodzi o przyjemność z tych wszystkich spra
                                                    > w, bo przyjemne to może być głaskanie mruczusia na kanapie.
                                                    >
                                                    a z czego ty tu wnioskujesz to instrumentalne traktowanie? ja odpowiadam na posty, w których najpierw radzono mi urozmaicenie seksu, ale nie do tego, co robiliśmy w przeszłości. i chciałam zaznaczyć, że to se ne da.
                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 13:01
                                                    phoibe napisał(a):


                                                    > ale nie do tego, co robil
                                                    > iśmy w przeszłości. i chciałam zaznaczyć, że to se ne da.

                                                    ale nie w taki sposób - miało być.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 13:22
                                                    phoibe napisał(a):


                                                    > a z czego ty tu wnioskujesz to instrumentalne traktowanie? ja odpowiadam na pos
                                                    > ty, w których najpierw radzono mi urozmaicenie seksu, ale nie do tego, co robil
                                                    > iśmy w przeszłości. i chciałam zaznaczyć, że to se ne da.

                                                    A ja natomiast odniosłam się do Twojego kpiącego tonu sugerującego że zostały wam jeszcze jakieś pozycje "nieodhaczone" z kategorii tzw. urozmaiceń. I chciałam zaznaczyć, że samo podejście do perwersji na zasadzie: jest nudno, urozmaicamy pożycie naśladując ostrzejsze porno to podejście instrumentalne i nieskuteczne.
                                                    Ale tak na marginesie, zastanawiam się nad tym Twoim ustawicznym odbijaniem piłeczki na zasadzie "nie da się". Przecież sama sobie ustawiłaś symbiotyczny model związku, nie będę wchodzić w szczegóły bo mi się nie chce czytać tego wątku, zdaje mi się on prezentacją egocentryzmu tak z pobieżnego oglądu;).
                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 13:35
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Ale tak na marginesie, zastanawiam się nad tym Twoim ustawicznym odbijaniem pił
                                                    > eczki na zasadzie "nie da się". Przecież sama sobie ustawiłaś symbiotyczny mode
                                                    > l związku, nie będę wchodzić w szczegóły bo mi się nie chce czytać tego wątku,
                                                    > zdaje mi się on prezentacją egocentryzmu tak z pobieżnego oglądu;).
                                                    >
                                                    czy prezentacją egocentryzmu jest opisanie problemu? przecież nigdzie nie napisałam, że to mój partner jest czemuś winien - przeciwnie, uważam, że albo jesteśmy winni oboje, albo ja. i co więcej - jestem przekonana, że to wszystko bardziej dotyka jego, niz mnie. i nie zależy mi też na ustalaniu winy i winnego, chciałabym uzyskać jakieś rozwiązanie, więc proszę forumowiczów o radę. ponieważ jestem związana z moim partnerem prawie 10 lat wiem co nie działa, czego już próbowałam, a czego jeszcze nie.
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 13:39
                                                    phoibe, najuczciwiej byłoby go ozstawić zanim zaczniesz mu robić świństwa, albo nienawidzić za to, że w istocie trzyma twoje potrzeby w więzieniu.
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 13:04
                                                    > heh, no z urozmaiceń, których nie było w przeszłości został nam już tylko trójk
                                                    > ąt i pissing. no i może jeszcze zoofilia :P


                                                    kupujecie dobermana, puszczacie snoop dogy i macie wszystko w pakiecie :)
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 13:09


                                                    ale wiesz co mi przyszło do głowy? może w takim razie przeszarzowaliście z wrazeniami jesli wczesniej były takie urozmaicenia? Włąsnie taki przypadek jest przedstawiony w "Gorzkich Godach" Polańskiego. Poszukiwanie wrażeń i różne ubarwienia prowadzą do totalnej nieatrakcyjności.

                                                    podobno w przypadku swingersów pod wpływem wrażeń z takich atrakcji w dosć krótkim czasie dochodzi do podwyższenia progu podniecenia.

                                                    podobnie bywa w przypadku sportów ekstremalnych-sam zastanwaiam sie czy moję "zaprzeczenie potrzebie" nie jest spowodowane tym, że w sporcie mam silniejze wrażenia niz w łózku.
                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 13:14
                                                    abrigado napisał:

                                                    >
                                                    > kupujecie dobermana, puszczacie snoop dogy i macie wszystko w pakiecie :)

                                                    a owczarek niemiecki może być? bo dobermanów nie lubię :P
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 13:17
                                                    > a owczarek niemiecki może być? bo dobermanów nie lubię :P


                                                    ech te babskie fochy...pies to pies...może być bulgot...w żadnym wypadku jajnik ;P
                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 13:21
                                                    abrigado napisał:

                                                    > > a owczarek niemiecki może być? bo dobermanów nie lubię :P
                                                    >
                                                    >
                                                    > ech te babskie fochy...pies to pies...może być bulgot...w żadnym wypadku jajnik
                                                    > ;P

                                                    a łyżew?
                                                  • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 12:46
                                                    Pewnie wina byla w tym, ze zadne z Was nie mialo ochoty.
                                                    Trzeba to inaczej ugrysc. Moze dokas wyjsc, zmienic tapete, potem wrocic i patrzec, albo zdac sie na nature i poczekac az ktoremus sie naprawde zachce i rozkreci drugie.
                                                    Mozna sie w ogole nie dotykac, dotykanie zabronione na jakis czas czy cus.
                                                    Jeszcze jeden pomysl. Skoro Ciebie nie kreca jego pieszczoty, moze warto kiedys zaczac piescic jego, bez planowania wielkiego seksu, tak wieczorkiem idac spac. Mnie np. bardzo nakreca kiedy moj facet zaczyna"plonac" czy rozplywac sie pod moja dlonia, bo ja jestem "zlota raczka" konczaca na pieszczotach/meczeniu meskiego czlonka, tak, zeby mezczyzna jeczal z rozkoszy a dojsc nie mial prawa:) No w kazdym razie jego podnieceniebardzo mnie podnieca.
                                                    Wydaje mi sie, ze im bardziej chcesz na sile, tym bardziej nie wychodzi.
                                                    Aha, ze raz nie wyszlo z winem i bielizna nie znaczy, ze juz nigdy nie wyjdzie :)
                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 12:50
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Jeszcze jeden pomysl. Skoro Ciebie nie kreca jego pieszczoty, moze warto kiedys
                                                    > zaczac piescic jego, bez planowania wielkiego seksu, tak wieczorkiem idac spac
                                                    > . Mnie np. bardzo nakreca kiedy moj facet zaczyna"plonac" czy rozplywac sie pod
                                                    > moja dlonia, bo ja jestem "zlota raczka" konczaca na pieszczotach/meczeniu mes
                                                    > kiego czlonka, tak, zeby mezczyzna jeczal z rozkoszy a dojsc nie mial prawa:) N
                                                    > o w kazdym razie jego podnieceniebardzo mnie podnieca.

                                                    niestety to też już nie działa, raczej mnie to męczy niż podnieca.
                                                  • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 12:58
                                                    No to wyluzuj, zapomnij o dniach w kalendarzu i czekaj az Ci przyjdzie ochota. Nic sie nie stanie jak miesiac nie bedzie seksu :)
                                                    Trzymam kciuki!
                                                  • hello-kitty2 Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 13:05
                                                    "moj facet mnie nie kreci..." a inni faceci?

                                                    Phiobe zastanawialas sie nad tym czy kreca cie inni faceci? Szczerze.
                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 13:12
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > "moj facet mnie nie kreci..." a inni faceci?
                                                    >
                                                    > Phiobe zastanawialas sie nad tym czy kreca cie inni faceci? Szczerze.

                                                    to jest właściwie istota problemu - bo inni kręcą, jak najbardziej. złapałam się ostatnio na próbie flirtu ze swoim studentem...
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 13:16
                                                    > to jest właściwie istota problemu - bo inni kręcą, jak najbardziej. złapałam si
                                                    > ę ostatnio na próbie flirtu ze swoim studentem...


                                                    no ot masz odpowiedż- ten konkretny się zużyl znudził

                                                    zaden zdroworązsądkowy sposób nie zadziała i w tej relacji nie odbudujesz niezbędnego poziomu wrażęń/ podniecenia.
                                                  • hello-kitty2 Re: studenci sa fajni :) 06.06.12, 13:21
                                                    phoibe napisał(a):

                                                    > to jest właściwie istota problemu - bo inni kręcą, jak najbardziej. złapałam si
                                                    > ę ostatnio na próbie flirtu ze swoim studentem...

                                                    No wlasnie, tez tak mialam, wielokrotnie zreszta, malo teg,o zawsze nieuchronnie pchalo mnie to do zakonczenia zwiazku (pozadania do stalego partnera nie dalo sie przywrocic) czy bylam wierna czy niewierna.

                                                    I na co masz zamiar sobie pozwolic? :) Tylko na fantazje? Sluchaj a wyobrazanie sobie tego studenta gdy jestes z mezem w lozku, na ten moment by nie pomoglo? (zaraz mnie panowie zjedza :)
                                                  • phoibe Re: studenci sa fajni :) 06.06.12, 13:26
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > I na co masz zamiar sobie pozwolic? :) Tylko na fantazje? Sluchaj a wyobrazanie
                                                    > sobie tego studenta gdy jestes z mezem w lozku, na ten moment by nie pomoglo?
                                                    > (zaraz mnie panowie zjedza :)

                                                    niewierności nie akceptuję, więc dopóki jestem z kimś związana to pozostaną tylko fantazje. a seks wychodzi od czasu do czasu tylko dlatego, że mam wyobraźnię ;).
                                                    btw - my nie jesteśmy małżeństwem
                                                  • abrigado Re: studenci sa fajni :) 06.06.12, 13:33
                                                    > (zaraz mnie panowie zjedza :)


                                                    nie zjedzą- jedna jaskółka nie czyni wiosny - a i tak to wszystkie robicie
                                                  • aandzia43 Re: studenci sa fajni :) 06.06.12, 21:28
                                                    >
                                                    > nie zjedzą- jedna jaskółka nie czyni wiosny - a i tak to wszystkie robicie

                                                    Boszsz... żenada. "Wszystkie to robicie" czyli męski odpowiednik żenującego babskiego tekstu "wszyscy mężczyźni to świnie". Jednym słowem: bąk w salonie. I rzyg.
                                                  • aandzia43 Re: studenci sa fajni :) 06.06.12, 21:35
                                                    Aha, ja tego NIE ROBIĘ. Po prostu, zwyczajnie - ja tego nie robię. Chociaż nic mi do tych, co to robi - nie mój biznes. Niepojęte, prawda?
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 06.06.12, 08:23
                                                    dziś spróbowałam "popraco
                                                    > wać":

                                                    zbyt oczywiste nastawienie na efekt- to musiało się tak skończyć...
                                                  • trzydziestoletnia Re: mój facet mnie nie kręci... 05.06.12, 20:41
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Czyli wina tej wiekszośći co im nie wychodzi jest w zbyt marnym oswojeniu i wyh
                                                    > odowaniu sobie męża ?

                                                    Wymyslies sobie taki wniosek, ja sie pod tym nie podpisuje.
                                                    Podalam jedynie swoj przyklad na to, ze "oswojony" maz (czyli swoj wlasny i dobrze znany od lat, bez tych nut niepewnosci znanych z 'motylkow w brzuszkach') nie znaczy niekrecacy seksualnie. Tak samo ja jestem 'oswojona' dla niego, zeby byla jasnosc co mam na mysli. Pod haslem "wyhodowac sobie" rozumiem pewne (wspolne) dogranie sie, nauczenie sie nawzajem bycia ze soba, stawiania granic, wymagania pewnych rzeczy i godzenia na inne etc. Mysle, ze rozumiesz i nie musze sie dalej wysilac na prostowanie :)
                                                    I nie chce na naszej podstawie czegos wyrokowac o calej masie innych zwiazkow, nie zgadzam sie jedynie na uogolnienia, ktore np do nas nie pasuja, a ze nie pasuja to tez jest jakas wspolna praca. Bo to, ze teraz jest tak jak jest nie przyszlo samo, rozne etapy przezywalismy i rowniez kryzysy, w tym seksualny 'uwiad' i nude lozkowa - niby skad bym sie wziela na takim forum?:) Najpierw tafil tu maz, dobrych pare lat temu, a potem ja, mocno zdziwiona, ze jest "tak zle" jak to opisal. Taka to historyja.

                                                    > Zalecacie wiecej kija czy marchewki? :)

                                                    Zalezy w ktora dziurke :P
                                                  • urquhart Skuteczna prewencja 05.06.12, 23:18
                                                    trzydziestoletnia napisała:
                                                    > suja to tez jest jakas wspolna praca. Bo to, ze teraz jest tak jak jest nie prz
                                                    > yszlo samo, rozne etapy przezywalismy i rowniez kryzysy, w tym seksualny 'uwiad
                                                    > ' i nude lozkowa - niby skad bym sie wziela na takim forum?:) > Najpierw tafil tu
                                                    > maz, dobrych pare lat temu, a potem ja, mocno zdziwiona, ze jest "tak zle" jak
                                                    > to opisal. Taka to historyja.

                                                    No, no. To już mamy historię z morałem. Skuteczna prewencja. Lubie takie. W odróżnieniu od mocno zdziwionych i pomstujących na konsekwencje ignorowania że jest "tak źle".
                                                  • aandzia43 Re: mój facet mnie nie kręci... 05.06.12, 20:07
                                                    > > Mam w domu oswojonego(wedlug mnie) i nawet dosc dobrze "wyhodowanego" i n
                                                    > adal m
                                                    > > i sie podoba, jest dla mnie atrakcyjny seksualnie i nadal z nim sypiam. (
                                                    > ...)
                                                    > > Ale fakt maz nie jest upierdliwy, latwy w obsludze i dobrze mi sie z nim
                                                    > zyje,
                                                    > > rowniez poza lozkiem.
                                                    >
                                                    > To i ja, ze swoim prawie 20letniem zwiazkowym doswiadczeniem, podpisuje sie pod
                                                    > tym co napisalas - zeby dac dowod niedowiarkom z mala praktyka w wieloletnich
                                                    > zwiazkach.

                                                    Też się mogę podpisać.
                                                    Udomowienia, oswojenia, dominacje, sracje i inne pierdoły. Jak dla mnie to nei są czynniki bazowe. Bazowy czynnik (jeden z wielu bazowych, ma się rozumieć) to stopień symbiotyczności parterów razem wziętych i każdego z osobna. Jak ktoś ma tendencje do włażenia w dupę, na głowę czy na plecy partnera, to zarżnie prędzej czy później każdą namiętność. I wcale nie mam na myśli tylko "przyklejających się" czule i z dobrej woli panów i pań (jak mąż naszej bohaterki). Symbiotyczni są również zazdrośnicy, upierdliwcy płci obojga rozstrząsający każdy szczegół dnia codziennego przez trzy godziny każdego wieczora i cierpiący strasznie, gdy się ich usiłuje spławić, oraz najprzeróżniejsze osoby przysysające się na wiele subtelnych sposobów.
                                                    Jako osoba z silną fobią na symbiotyczność (też skrzywienie, ale nie chce mi się teraz wyjaśniać, o co chodzi) i dużą potrzebą świętego spokoju i własnej przestrzeni (fizycznej i mentalnej) twierdzę, że udany seks w wieloletnich związkach jest możliwy. Paradoks?! Nie, według mnie jedna z recept. Warunek konieczny, acz na pewno nie wystarczający. Można być oswojonym niedźwiedziem i jednocześnie seksownym niedźwiedziem, bo oswojony, bliski, zgrany i lubiany niedźwiedź to nie to samo, co zlany w jedno ze swoją oswojoną misią. A asymbiotyczność* przepisywałabym na receptę młodym parom.

                                                    * Nie mylić z brakiem zaangażowania, niekomunikatywnością, oschłością, blokadami emocjonalnymi, zwykłą olewką, buractwem itd.
                                                  • urquhart Dziecko zawłaszczone. Osobowość symbiotyczna 06.06.12, 00:40
                                                    > Jako osoba z silną fobią na symbiotyczność (też skrzywienie, ale nie chce mi si
                                                    > ę teraz wyjaśniać, o co chodzi) i dużą potrzebą świętego spokoju i własnej prze
                                                    > strzeni (fizycznej i mentalnej) twierdzę, że udany seks w wieloletnich związkac
                                                    > h jest możliwy. Paradoks?! Nie, według mnie jedna z recept. Warunek konieczny,
                                                    > acz na pewno nie wystarczający.

                                                    Ależ jako fan Perel zgadzam się. Nie jest łatwe ani spontaniczne ale możliwe.
                                                    A co do symbiotyczności to też zgoda. Ale czy wracamy do punktu wyjścia, symbiotycznej z definicji relacji matki z dzieckiem lub opiekunów która niezdrowo przedłużona i intensyfikowana jest pierwotną przyczyną?
                                                    www.magazyntuiteraz.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=228:dziecko-zawaszczone-osobowo-symbiotyczna&catid=42:psychoterapia&Itemid=93
                                                    "dziecko zaczyna się uczyć, że musi ograniczać swoje dążenia i wypracować fałszywe „ja”, pozwalające na utrzymywanie kontaktów z rodzicami poprzez przedłużone uzależnienie od nich. Dziecko takie rośnie w przekonaniu, ze wszelkie przejawy samopodmiotowości, podejmowanie ryzyka czy stworzenie dystansu są nieprawidłowe. Własną tożsamość jednostka symbiotyczna określa nie poprzez to, kim sama jest, ale przez to, z kim jest.(...)Typowy charakter symbiotyczny to osoba, określające pewne jakości w swoim życiu poza nim i samą sobą. Nie wie, co lubi a czego nie, jej swiadomość upodobań jest bardzo ograniczona, gdyż zablokowany został ich spontaniczny rozwój a jednostka nie otrzymała odpowiedniego wsparcia. Odzwierciedlanie innych daje jej więc poczucie bezpieczeństwa. W życiu takiej osoby nie ma sfery, nie związanej z innymi ludźmi a wszelkie niezależne aktywności postrzegane są jako egoistyczne, niebezpieczne i raniące partnerów. "
                                                  • aandzia43 Re: Dziecko zawłaszczone. Osobowość symbiotyczna 06.06.12, 02:02
                                                    Ale czy wracamy do punktu wyjścia, symbio
                                                    > tycznej z definicji relacji matki z dzieckiem lub opiekunów która niezdrowo prz
                                                    > edłużona i intensyfikowana jest pierwotną przyczyną?

                                                    Ale czy nie wracamy do punktu wyjścia każdej rozmowy z tobą o relacji matka-dziecko? ;-P Bo twoje wnioskowanie o jedynie słusznej "pierwotnej przyczynie" osobowości symbiotycznej mocno na wyrost jest.
                                                    Proponuję ruszyć myszą i wygooglać pierwszy z brzegu przykład napomykający o innych "pierwotnych przyczynach" zjawiska hehehehe....


                                                    "Masterson twierdzi, że przyczyną powstawania tendencji symbiotycznych jest wycofywanie przez matkę uwagi,opieki i aprobaty w okresie, kiedy dziecko zaczyna się odseparowywać, to znaczy kiedy wkracza w etap indywiduacji.

                                                    Według Mastersona wycofanie to ma miejsce w przebiegu jednej z faz procesu indywiduacji(subfazie zbliżenia), kiedy jest ono najbardziej podatne na zranienia emocjonalne. To wycofanie ma charakter urazowy i w tym okresie wzmożonej wrażliwości jest szczególnie trudnym doświadczeniem"

                                                    ladynoprofit.salon24.pl/357249,obiekt-fuzja-wiez
                                                    I znowu ten niedobry, skomplikowany świat... ;-P
                                                  • urquhart Re: Dziecko zawłaszczone. Osobowość symbiotyczna 06.06.12, 07:42
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > Proponuję ruszyć myszą i wygooglać pierwszy z brzegu przykład napomykający o in
                                                    > nych "pierwotnych przyczynach" zjawiska hehehehe...

                                                    Dość jasne jest dla mnie że zarówno odrzucenie jak i częstsze zawłaszczenie generuje problem.

                                                    > Ale czy nie wracamy do punktu wyjścia każdej rozmowy z tobą o relacji matka-dziak si
                                                    > ecko? ;-P

                                                    A dlaczego tak silnie działa wyparcie i odrzucenie tych niewątpliwych związków przyczynowych?
                                                    Czyżby burzyło wygodną feministyczną wizję że winny wszystkiemu jest z definicji zawsze podły świnia samiec?

                                                    > I znowu ten niedobry, skomplikowany świat... ;-P

                                                    Ciekawi mnie i inspiruje mnie to skomplikowanie.
                                                    I nie uciekam w opisane schematy dobrzy źli, a raczej poszukuję powodujących złudzenie takich uczuć rozumienie zbieżnych i rozbieżnych interesów i mechanizmów jednostek. Bezwzględne i realne jest jedynie poczucie krzywdy. Którą sprawca wypiera. Czyż ujawnianie tej względności nie prowadzi do zagubienia i niepokoju?
                                                  • aandzia43 Re: Dziecko zawłaszczone. Osobowość symbiotyczna 06.06.12, 21:22
                                                    > Dość jasne jest dla mnie że zarówno odrzucenie jak i częstsze zawłaszczenie gen
                                                    > eruje problem.

                                                    Po pierwsze: nie jest dla mnie jasne, że dla ciebie jest jasne, że zarówno odrzucenie, jak i zawłaszczenie (dziecka przez matkę) generuje problem, bo piszesz tylko i wyłącznie, czasem z sensem, czasem ni w pięć nie w dziewięć, o tym drugim przypadku.
                                                    Po drugie: zawłaszczenie nie jest częstszą patologią od odrzucenia.


                                                    > A dlaczego tak silnie działa wyparcie i odrzucenie tych niewątpliwych związków
                                                    > przyczynowych?
                                                    > Czyżby burzyło wygodną feministyczną wizję że winny wszystkiemu jest z definicj
                                                    > i zawsze podły świnia samiec?

                                                    Jeśli do mnie pijesz, to nie trafiony toast. Nie odrzucam związków przyczynowo skutkowych, jeno naśmiewam się, nie od dziś zresztą, z twojej obsesji na punkcie zawłaszczających matek. Skłonna byłaby twierdzić, że to ty czasem nei dostrzegasz związków przyczynowo-skutkownych, jeśli akurat nijak nie zahaczają o twojego konika. Daleko mi też, jak zapewne miałeś możliwość nei raz zauważyć, od linczowania samców przy każdej okazji. Gwoli rozjaśnienia mglistych wizji na temat moich relacji z samcami: największym potworem w mojej rodzinie nie był mężczyzna, a największą patologią nie był alkoholizm (jak był swego czasu skłonny widzieć to chyba Kawi, któremu nie w smak była moja niechęć do bezdurnego alkoholizowania się i do gloryfikowania tegoż ;-)). Jednym słowem, ja dobrze wiem, że kobiety to tacy sami ludzie, jak mężczyźni i że równouprawnienie ma miejsce również na płaszczyźnie świranctw, patologii i zwykłej głupoty. Aha, tym potworem nie była moja mamusia :-)


                                                    > Czyż ujawnianie tej względności nie prowadzi do zagubienia i niepokoju?

                                                    Tak tak, więcej względności zalecam, mniej zaś duchów nadopiekuńczych matek ;-P
                                                  • urquhart Dziecko zawłaszczone. Pojecie normy i patologii 07.06.12, 17:49
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > Po drugie: zawłaszczenie nie jest częstszą patologią od odrzucenia.

                                                    To jedynie dla mnie świadczy o przyjęciu przez Ciebie dość subiektywnego położenia owej normy. Ja rzadko widzę opuszczenie a bardzo często zawłaszczenie. Obiektywnie pamiętam z portalu bodajże niebieskiej linii że patologicznie nadopiekuńczych matek jest wg ich badań 20% a tych odrzucających parę 2-3 procent.

                                                    I w zasadzie to w tym tkwi klucz do wypierania i dyskusji które zdarza się mi prowadzić z babami. Patologiczna nadopiekuńczość i zawłaszczanie, probem mamisynków, a tak istnieja gdzieś tam. Ale to co ja robię to przecież norma :)
                                                  • urquhart Re: Dziecko zawłaszczone. Pojecie normy i patolog 07.06.12, 18:14
                                                    Tak jestem na tym a nie innym punkcie wyczulony bo mój syn był tak zawłaszczony i przyduszony przez ślubną że miał nawet astmę o podłożu psychosomatycznym. Więc wiem dobrze co to subiektywne pojęcie "normy".
                                                  • kag73 Re: Dziecko zawłaszczone. Pojecie normy i patolog 07.06.12, 18:18
                                                    To czym to sie objawialo? coz ona takiego robila ta Twoja slubna?
                                                  • urquhart Re: Dziecko zawłaszczone. Pojecie normy i patolog 07.06.12, 18:44
                                                    kag73 napisała:

                                                    > To czym to sie objawialo? coz ona takiego robila ta Twoja slubna?

                                                    Klasycznie, nic co by nie uchodziło za "normę" w miłości do dziecka w oczach matki, a jednocześnie nie było klasyczną patologią. Odsyłam Cię do definicji:
                                                    www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=311
                                                    U mnie to przeszłość. Zmienił się układ rodzinnych emocji, terapia , kolejne dziecko, po astmie i duszeniu się cudownie nie ma śladu, młody zdobywa medale w lekkoatletyce.
                                                  • urquhart Lektura obowiązkowa 06.06.12, 00:12
                                                    abrigado napisał:
                                                    > fajnie to zresztą wysmiał Houellebecq w "czastkach elementarnych"- taki fragmen
                                                    > t, gdzie mowi o foeministkach, ktore najpierw uczyły mężów partnerstwa izaspok
                                                    > ajania swoich potrzeb a już wytresowanych porzucały dla pomiatajacych nimi lat
                                                    > ynoskich macho :P

                                                    Abrigado, Houellebecq powinien być lekturą obowiązkową dla babek które chcą skumać co tak naprawdę gra w duszy facetów.
                                                  • aandzia43 Re: Lektura obowiązkowa 06.06.12, 01:07
                                                    >
                                                    > Abrigado, Houellebecq powinien być lekturą obowiązkową dla babek które chcą sku
                                                    > mać co tak naprawdę gra w duszy facetów.

                                                    Chyba żartujesz? Akurat on? ;-D
                                                  • urquhart Re: Lektura obowiązkowa 06.06.12, 01:18
                                                    > Chyba żartujesz? Akurat on? ;-D

                                                    Doskonale wizualizuje frustrację i schizę samczego seksualnego niespełnienia
                                                  • aandzia43 Re: Lektura obowiązkowa 06.06.12, 01:51
                                                    > Doskonale wizualizuje frustrację i schizę samczego seksualnego niespełnienia

                                                    Fakt, to akurat doskonale wizualizuje ;-p Więc jeśli kobieta chce się dowiedzieć, jak wygląda obleśnawy samczyk od środka, to i owszem, niech sobie poczyta H. Ale żeby zaraz "co tak naprawdę gra w duszy facetów"?!
                                                    Chcesz mi powiedzeić, że twoim zdaniem wszyscy faceci są tak obrzydliwi i malutcy. Ja podziękuję, mam mdłości po nim. Niech sobie pisze i niech jego męski bohater pozostanie studium chorego przypadku ku przestrodze. I mężczyzn, i kobiet. Ale nei generalizujmy, bo popadnę w paranoję i zacznę węszyć "to brzydkie coś" we wszystkich mężczyznach, jak Abrigado bohaterkę "Sonaty Kreuzerowskiej" we wszystkich kobietach ;-P Nota bene Tołstoj miał poważne problemy ze sferą seksualną i w związku z tym z oglądem świata i kobiet, bo jakoś nie mógł sobie wrzucić w sferę świadomości konstatacji, że to on jest pierdolnięty, a nie kobiety wstrętne, małe i głupie. H. to drugi świr w tej parafii.
                                                  • urquhart Re: Lektura obowiązkowa 06.06.12, 02:02
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Fakt, to akurat doskonale wizualizuje ;-p Więc jeśli kobieta chce się dowiedzie
                                                    > ć, jak wygląda obleśnawy samczyk od środka, to i owszem, niech sobie poczyta H

                                                    W ludziach jest przecież zarówno i szlachetność jak i ta wypierana prostacka obleśność.
                                                    Ludzie krańcowo zagłodzeni robią straszne rzeczy. Seksu też to dotyczy.
                                                    To przejaskrawienie, wstydliwa zwierzęcość trzymana pod kontrolą mniej lub bardziej. Ale bez przedstawienia jej w całej przejaskrawionej wręcz nagości i sromocie trudno ją pojąć czym jest.
                                                  • aandzia43 Re: Lektura obowiązkowa 06.06.12, 02:15
                                                    W ludziach jest przecież zarówno i szlachetność jak i ta wypierana prostacka ob
                                                    > leśność.
                                                    > Ludzie krańcowo zagłodzeni robią straszne rzeczy. Seksu też to dotyczy.
                                                    > To przejaskrawienie, wstydliwa zwierzęcość trzymana pod kontrolą mniej lub bard
                                                    > ziej. Ale bez przedstawienia jej w całej przejaskrawionej wręcz nagości i sromo
                                                    > cie trudno ją pojąć czym jest.

                                                    Ja nie dostrzegam w H. i w Tołstoju jakiegoś seksualnego zagłodzenia, tym bardziej tego wynikającego z okoliczności zewnętrznych (wadliwa konstrukcja świata, zły czas, złe kobiety), tylko ich własne psychiczne problemy. W tym kontekście rozterki i poczynania ich literackich alter ego nie są jakimś memento dla np. kobiet, by zaczęły dupy i buzi dawać, bo się chłopcom w głowach popsuje (świadomie trywializuję), tylko raczej, by zaczęły omijać szerokim łukiem pewne męskie typy. Takie typy rodzą się zawsze i wszędzie, pod każdą szerokością geograficzną (predyspozycje genetyczne). Czasy natomiast określają, keidy który będzie się cieszył powszechną estymą, a kiedy będzie obśmiewany.
                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 17:07
                                                    kag, abrigado, oboje macie rację i oboje jednocześnie jej nie macie.
                                                    @kag
                                                    nie mogę spróbować czegoś innego, nowego, ciekawszego w łóżku, kiedy same podstawy szwankują, tego można próbować, kiedy robi sie nudno, ale nadal pożąda się swojego partnera. dla mnie mój partner stał się seksualnie obojętny.
                                                    @abrigado
                                                    może kag jest nadmierną optymistką, ale ty też nie masz do końca racji - ie jesteśmy współlokatorami, wciąż się kochamy i chcemy ze sobą być. pod względem uczuciowym nie jesteśmy sobie obojętni.
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 17:17
                                                    włąsnie po to użyłem słowa współlokator, abys sie bliżej okresliła- i celowo spolaryzowałem swoją wypowiedź z kag- miałem nadizeje, ze blizej sie okreslisz

                                                    to co macie teraz , to moim zdaniem, przywiązania, przyjaźń, najwyżej coś jak miłość do brata

                                                    sama tak, odpowiedziałaś kag,

                                                    to już nie jest zwiazek heteroseksualny,

                                                    a to ,ze nie odpuszczasz od razu całkowicie ( nazywajac tę relacje miłosna) to czysto ludzka reakcja - starasz się być w porzadku.
                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 17:33
                                                    abrigado napisał:

                                                    > włąsnie po to użyłem słowa współlokator, abys sie bliżej okresliła- i celowo
                                                    > spolaryzowałem swoją wypowiedź z kag- miałem nadizeje, ze blizej sie okreslisz
                                                    >
                                                    > to co macie teraz , to moim zdaniem, przywiązania, przyjaźń, najwyżej coś jak
                                                    > miłość do brata
                                                    >
                                                    > sama tak, odpowiedziałaś kag,
                                                    >
                                                    > to już nie jest zwiazek heteroseksualny,
                                                    >
                                                    > a to ,ze nie odpuszczasz od razu całkowicie ( nazywajac tę relacje miłosna) to
                                                    > czysto ludzka reakcja - starasz się być w porzadku.

                                                    czyli twoim zdaniem to po prostu koniec?
                                                    >
                                                  • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 17:39
                                                    Nie daj sobie wmowic, ze to koniec. Lacza Was wiezi emocjonalne, kochacie sie, bylo Wam ze soba dobrze w lozku, nkt nikomu seksu nie wydzielal...moze jeszcze byc dobrze, bo macie mocne fundamenty.
                                                    Moze owszem przydaloby sie troche za soba zatesknic. Szkoda, ze nie mozna jemu doradzic, zeby troche wzbudzil w Tobie zazdrosc. gdyby nagle na horyzoncie pojawila sie jakas konkurencja...
                                                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 18:33
                                                    konkurencja jest przez cały czas w osobie powabnej sąsiadki-studentki, która usiłuje zastawić sidła na mojego partnera. jest bardzo atrakcyjna i widzę, że mu się podoba. ale jakoś niezbyt mnie to wzrusza. ale też fakt, że ja jestem z tych raczej nie bardzo zazdrosnych.
                                                  • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 05.06.12, 08:40
                                                    > czyli twoim zdaniem to po prostu koniec?

                                                    to akurat tylko ty mozesz wiedziec

                                                    mnie się co najwyżej wydaje na podstawie twoich opisów.

                                                    i samo się nei poprawi- musiałaby jakaś kolosalna zmiana zajść w tobie ale raczej w twoim partnerze.
                                                  • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 17:34
                                                    No momencik, oni nadal ze soba sypiaja. teraz dwa tygodnie przerwy, tak, dlugo jezeli bylo sie przyzwyczajona do czegos innego(czestszego) ale nie mozna tutaj mowic o braku seksu i o braku zwiazku heteroseksualnego.
                                                    Nie wiemy jak dlugo trwa ten stan i nie wiemy czy nie minie a zatem nie kladlabym na to jeszcze laski i przekreslala sprawy, bo znam takie przypadki gdzie niby tez szwankowalo, ktos nie potrzebowal, bylo za rzadko...ale minelo. jak ja to nazywam "taka faza". Ona teraz meza nie pozada, ale nadal z nim sypia i nie wykluczam, ze go znow za jakis czas zapozada. Moze jestem opymistka, ale mysle, ze takie przypadki sie zdarzaja.
                                                  • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 05.06.12, 14:27
                                                    phoibe napisał(a):

                                                    > kag, abrigado, oboje macie rację i oboje jednocześnie jej nie macie.
                                                    > @kag
                                                    > nie mogę spróbować czegoś innego, nowego, ciekawszego w łóżku, kiedy same podst
                                                    > awy szwankują, tego można próbować, kiedy robi sie nudno, ale nadal pożąda się
                                                    > swojego partnera. dla mnie mój partner stał się seksualnie obojętny."

                                                    No, poczekaj, poczekaj, mysle, ze dramatyzujesz. Jakby nie bylo facet Cie nie odrzuca i nie obrzydza, uprawiasz z nim seks i osiagasz/osiagacie orgazmy. Owszem masz wrazenie, ze go nie pozadasz, ale jednoczesnie masz ochote na seks. Tutaj pojawia sie pytanie, nad ktorym czasem lepiej w ogole sie nie zastanawiac a mianowicie:
                                                    W dlugoletnim zwiazku (nie na poczatku, gdzie sprawa jest jasna, motylki w brzuchu, zrywanie z siebie szat i klejenie sie do siebie) niezaleznie od plci:
                                                    Dobiera sie do mnie, bo...
                                                    ma na mnie ochote?
                                                    czy:
                                                    ma ochote na seks?
                                                    Odpowiedzi w zaleznosci od fazy/ololicznosci itd. moga byc rozne, czasem jak najbardziej chodzi tylko o seks sam w sobie a niekoniecznie o ochote na partnera i tyle! I czasem seks moze byc mechaniczny i czasem chodzi tylko o zaspokojenie potrzeb zarowno kobiecie jak i mezczyznie, albo jednemu z nich. Rzecz w tym, ze niektorzy sie nad tym zastanawiaja a inni nie i ze jednym to moze czasem przeszkadzac a innym nie. Mysle, ze nie jestes wyjatkiem. Pewnie prawie kazdy bedacy w dlugim zwiazku, jezeli by sie nad tym chwile zastanowil, przypomnia by sobie, ze owszem zdarzalo mu sie uprawiac seks ze stalym partnerem/partnerka, bo akurat byla/byl pod reka a on mial ochote ma seks a nie z wielkiego pozadania. Moim zdaniem bardziej o to zaspokojenie wlasnej potrzeby bedzie chodzilo w zwiazku po wielu latach niz w jakims swiezym zwiazku na poczatku.
                                                    Mysle, ze jak najbardziej mozesz/mozecie probowac czego nowego, zeby partner znow stal sie dla Ciebie "obiektem" seksualnym. Moim zdaniem jest szansa.


                                            • kag73 Re: mój facet mnie nie kręci... 04.06.12, 16:33
                                              Skoro jednak klasyka nie dziala proponuje sprobowac ponownie tego co Was jakis czas temu/kiedys najbardziej krecilo, wspomnienia tez sa istotne i niektore rzeczy warto powtorzyc.
          • zyg_zyg_zyg Re: mój facet mnie nie kręci... 31.05.12, 12:19
            "Rozpaczliwa potrzeba spędzania całego czasu ze mną" to nie brzmi dobrze. Do wniosków właściwych już doszłaś - to jego bluszczowatość jest największym generatorem Twojej łóżkowej niechęci, a nie chodzenie bez gaci. Ale jak przełożyć to na wnioski owocne?

            A czy on sygnalizuje, że też odczuwa jakąś zmianę na gorsze w Waszym pożyciu? Czy dobrze mu tak, jak jest?
            • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 31.05.12, 12:37
              zyg_zyg_zyg napisała:

              >
              > A czy on sygnalizuje, że też odczuwa jakąś zmianę na gorsze w Waszym pożyciu? C
              > zy dobrze mu tak, jak jest?

              tak, widzi to, daje mi do zrozumienia, że chciałby częściej. ale jakimś cudem sam sobie to tłumaczy tym, że mamy inne temperamenty i że trzeba się z tym pogodzić.
              • zyg_zyg_zyg Re: mój facet mnie nie kręci... 31.05.12, 13:14
                To może da mu się przetłumaczyć, że realizując swoją rozpaczliwą potrzebę ciągłego przebywania z Tobą, kręci sznur na własną szyję? Czego pierwsze symptomy już odczuwa. Chyba, że nie będzie umiał zmierzyć się ze swoimi podejrzeniami o zdradę czy koniec uczucia z Twojej strony - wtedy zostaje Wam dłuższe dogorywanie i jazda w dół. Jak Ci zacznie przeraźliwie brakować powietrza albo poczujesz obrzydzenie i wrogość, to może być za późno na zmiany.

                Może zaproponuj mu eksperyment - przestaje jeździć ze Tobą na konferencje i sprawdzacie, jak to wpływa na Wasz seks? ;-)
                • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 31.05.12, 13:26
                  zyg_zyg_zyg napisała:

                  > Może zaproponuj mu eksperyment - przestaje jeździć ze Tobą na konferencje i spr
                  > awdzacie, jak to wpływa na Wasz seks? ;-)

                  właśnie próbuję - oznajmiłam mu, że na sierpniową konferencję zamówiłam sobie miejsce w dwuosobowym pokoju z koleżanką. obraził się, bo stwierdził, że nigdy nie był w mieście, do którego jadę i chciałby coś zobaczyć, a ja mu nie daję szansy. ale na razie jestem twarda.
                • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 31.05.12, 13:32
                  zyg_zyg_zyg napisała:

                  (...)


                  stawiam dolary przeciw orzechom, ze nie będzie umiał. akurat w tym temacie konieczna jest ewolucja nie rewolucja.

                  Z drugiej strony do tej ewolucji może go skłonić tylko potrżąśnięcie nim.

                  przyznam ,ze znalezienie pomysłu nie jest proste i chwilę nad tym myślałem. Receptą może być pogłębienie przez was relacji towarzyskich i zdobycie trwałego grona dobrych znajomych, z ktorymi spedzacie czas wolny.

                  Wczoraj sięgnąłem do knigi o związkach i tam włąsnie pojawiała sie teza, że znajomi i spotkania towarzyskie to taki wentyl bezpieczeństwa przy poczuciu przytoczenia partnerem.

                  Należy tylko uważac ( w granicach rozsądku oczywiście) żeby samemu nie traktować tych spotkań jako konkurencji dla partnera albo forum do wylania na niego swoich frustracjizwiazkowych-wtedy na pewno znajomi nie spełnią opisanej wyzej roli.

                  • phoibe Re: mój facet mnie nie kręci... 31.05.12, 13:50
                    abrigado napisał:
                    >
                    > przyznam ,ze znalezienie pomysłu nie jest proste i chwilę nad tym myślałem. Rec
                    > eptą może być pogłębienie przez was relacji towarzyskich i zdobycie trwałego gr
                    > ona dobrych znajomych, z ktorymi spedzacie czas wolny.
                    >
                    > Wczoraj sięgnąłem do knigi o związkach i tam włąsnie pojawiała sie teza, że zn
                    > ajomi i spotkania towarzyskie to taki wentyl bezpieczeństwa przy poczuciu przyt
                    > oczenia partnerem.
                    >
                    a wiesz - coś w tym może być, bo właściwie nie mamy stałej paczki znajomych/przyjaciół, z którymi się regularnie spotykamy. trochę wynika to z tego, że moi przyjaciele nie bardzo bardzo pasują do świata mojego partnera i na odwrót. ale może da się coś z tym zrobić.
                    • trzydziestoletnia Re: mój facet mnie nie kręci... 02.06.12, 01:44
                      phoibe napisał(a):



                      > (..)moi przyjaciele nie bardzo bardzo pasują do świata mojego partnera i na odwrót.
                      > ale może da się coś z tym zrobić.

                      Jasne, ze sie da - spotykac sie OSOBNO, ty ze swoimi przyjaciolmi, a on ze swoimi.
                      Tak sobie poczytalam co piszesz i rzeczywiscie wyglada na to, ze jestescie zbyt 'zrosnieci' ze soba, jak rodzenstwo syjamskie, jestescie dla siebie prawie jak czesc wlasnego ciala, to jakby czuc pozadanie do wlasnej nogi ;) Kiepski seks to preludium do zaduszenia sie i zgnusnienia, juz wam powietrze stechlo. Trzeba przewietrzyc i troche sie rozdzielic, pooddychac samodzielnie.
    • proto Re: mój facet mnie nie kręci... 31.05.12, 14:52
      Od zawsze powtarzam, seks we dwójkę jest nudny, prędzej czy później się znudzi.
      W ogóle życie we dwójkę jest nudne, powinno się zakładać jak już to rodziny wielorodzicowe,
      byłoby weselej
      • anty-cialo Re: mój facet mnie nie kręci... 01.06.12, 11:18
        Nudziarze w ogóle mają nudno.

        Jak dwie osoby rozwijają akcję pod natchnieniem chwili, to każdy raz jest niepowtarzalny.
        • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 01.06.12, 12:44
          > Jak dwie osoby rozwijają akcję pod natchnieniem chwili, to każdy raz jest niepo
          > wtarzalny.

          ależ frazes...ziew...
          • anty-cialo Re: mój facet mnie nie kręci... 01.06.12, 13:17
            osobiste doświadczenie nie frazes, być może ty masz inne
            To nie znaczy ze za każdym razem ziemia się aż trzęsie :)
            • abrigado Re: mój facet mnie nie kręci... 01.06.12, 13:29
              anty-cialo napisała:

              > osobiste doświadczenie nie frazes, być może ty masz inne
              > To nie znaczy ze za każdym razem ziemia się aż trzęsie :)


              a to przepraszam, źle cię zrozumiałem...
    • dalubida miej świadomośc chociaż 01.06.12, 23:47
      że Twój problem, to mały problem. Namiastka problemu wręcz. Nie miała baba kłopotu, to sobie znalazła. Ech!!!!!!!!!!!
    • tygrys-bez-rys AC DC 04.06.12, 23:11

      Moze to nie facet I nie twoj, sa alternatywy, I facet nie twoj sie nie pogniewa, gwarantuje.
      www.youtube.com/watch?v=yVlcAJFTPRo&feature=youtube_gdata_player
      • bi_chetny Re: AC DC 08.06.12, 14:55
        u mnie było podobnie, żona też chciała mieć mnie ciągle przy sobie. Teraz, po przepracowaniu związku, oboje mamy wypady męskie bądź damskie, nie wiemy do końca co na nich się dzieje. I to działa w obie strony, jest trochę zazdrości, chęć bycia razem. Jeśli spędzamy z kimś 100% czasu, to ten ktoś staje się jak brat/siostra. Twój facet musi to zrozumieć, inaczej wasz związek się rozleci
Inne wątki na temat:
Pełna wersja