jakniejatokto
31.05.12, 23:59
Zwiazek niedawno zakonczony, krotki, ale cos nie daje mi spokoju.
Facet - 32 lata (ja 31), oboje single jakis czas (on od roku). Pierwszy raz w lozku - wiadomo, prezerwatywy, ale szybko stracil erekcje, wiec odpuscilismy sobie wieczor i po prostu go przegadalismy. Wiecej prob stosunku nie bylo do czasu kiedy ja zaczelam brac tabletki (uskutecznialismy seks oralny bo wydukowalam sobie, ze skoro przyzwyczajony do swojej reki, to latwiej mu bedzie dojsc przez oral i faktycznie, problemy z erekcja bardzo szybko sie skonczyly). Zaczelam brac tabletki, bzykac sie juz moglismy... no i tu zaczely sie schody. Za kazdym razem taka sama historia - gra wstepna wszystko ok, problemow zadnych nie ma, w momencie jak mialo dochodzic do penetracji tracil erekcje calkowicie. Erekcja wracala po chwili, ale kolejna proba, i to samo. Pewnie nie musze pisac o frustracji i poczuciu wlasnej wartosci u obu stron....wydaje mi sie, wyczerpalam swoj zyciowy limit na robienie laski :)
Az kiedys, po rozmowie o tym co sie dzieje, wszystko zaskoczylo, seks byl fantastyczny. Po tygodniu tego fantastycznego seksu pan stwierdzil, ze zabiera zabawki i odchodzi na swoje podworko. Moze ma jakies znaczenie, ze przed zwiazkiem przyjaznilismy sie bardzo dlugo? W poprzednich zwiazkach wg. niego seks byl fantastyczny i ja mu wierze.