Malzenstwo a inwalidztwo..

04.06.12, 06:49
Mam pytanie - czy opuscilibyscie swojego aktualnego partnera, gdyby w wyniku wypadku stal sie inwalida. Zalozmy, ze widzicie jeszcze wtedy mozliwosc rozpoczecia kolejnego zwiazku.
(dla weszacych spiski - to pytanie teoretyczne, mojego zwiazku na szczescie nie dotyczy)
    • tygrys-bez-rys A mozesz byc bardziej precyzyjny? 04.06.12, 07:05
      Bo przecierz oczywiste i jasne jest, ze sa rozne stopnie kalectwa, ktore maja rozny wplyw na relacje w zwiazku, zarowno te finansowe, fizyczna, a byc moze nawet emocjinalne. Poczawszy od urwania cyckow czy fiuto, a skonczywszy na agorofobii. I nie mow mi ze sie nie mozna nabawic agorophobii w wypadku, bo mozna.
      Pysk out
      TBR
      • sabat77 Re: A mozesz byc bardziej precyzyjny? 04.06.12, 07:11
        Takie tradycyjne, z grupa. Zalozmy ze dalej mozna uprawiac seks, ale np urwalo reke albo noge.
        • tygrys-bez-rys czlowiek i pies srednio maja 3 nogi 04.06.12, 07:45
          Szabas- bracie,
          Mialem do Cie pisac w innym watku, ale mi sie zgubilo. I nie nie chodzi o to co ty robisz o szustej rano CET na forum. Juz czy jeszcze jestes pijany? Baw sie dobrze.

          Ja cie kocham i ja cie blagam. Porzuc te rozwazania teorteczne, na temat jakis usrednien zyciowych. Sa to z duppy wyssane problemy, na potrzeby nauk socjalistycznych.

          Pisales gdzies ze poszukujesz metody na to jak tu wykryc, dowiedziec sie, wyczaic jaki MODEL dana kobieta preferuje. NIE MA CZECZOGOS TAKIEGO. NIE ISTNIEJE. Sa jedynie steki bzdur i teorii na ten temat oparte na usrednienu observacji. W sutuacji kiedy jakie-kolwiek znacznie ma tylko SPECYFICZNA, JEDNA, JEDYNA, NIEPOWTARZALNA KOBIETA, zastanawianie sie czy jest jedna rzecz ktora dziala na wszystkie kobiety jest, wybacz mi prosze, dziwne. Przypomina to historie pewnego londynczyka, ktory udajac sie w podroz z Monrowi do Ouagadougou na pokladzie Il-14, pilotowanaego przez pijanych w 3 dupy ukraincow, uspokajal swoja towarzyszke podrozy "Moja droga statystycznie, podroz lotnicza jest o niebo bezpieczniejsza niz przejazdzka londynska taksowka."
          Pysk out
          TBR
          • abrigado Re: czlowiek i pies srednio maja 3 nogi 04.06.12, 07:57
            Tygrys- łan handryd persent racji :P
            • tygrys-bez-rys Znajesz Grazdanin Szabas ... dla was ад budiet 04.06.12, 08:02
          • sabat77 Re: czlowiek i pies srednio maja 3 nogi 04.06.12, 18:09
            Otoz sie tygrysie nie zgodze. To by mialo miejsce, gdyby na swiecie istniala tylko jedna kobieta. A jesli wzrok mnie nie myli, to jest ich, ze sie tak wyraze, w trzy doopy.
            Dlatego statystyka bedzie miala wiecej do powiedzenia niz poetyckie dywagacje jednej zagubionej duszyczki.
            A wiesz, ze ja ten schemat znalazlem ?
            generalnie schematy sa dwa:
            Mezczyzna umiejetnie prezentujacy i podkreslajacy przed kobieta swoje walory dostaje seks bez chodzenia za reke.
            Mezczyzna umiejetnie gloryfikujacy walory kobiety dostaje chodzenie za reke bez seksu.

            Troche przejaskrawiam - ten drugi tez dostanie seks, ale najpierw posiedzi w poczekalni, a gdy nastapi jakis zgrzyt w zwiazku - trafi na to forum.
            • tygrys-bez-rys Pomoz mi zrozumiec ... 05.06.12, 02:29
              Zgadzam sie nie zgodzic. A moze nawet i sie zgadzam. Tylko mi napisz bracie ojakims konkretny przypadku na poparcie twojej tezy. Tylo mi nie pisze ze widziales ze ktos przybarze wyrawal laske, bo mial fajna dupe. To jest tylko Twoja percpecja sytuacji. Wybierz tu jedna z pan i przeprowac trening, zabawe w czerwonego kapturka i wilka. Moze wtedy zrozumie o co kaman z tymi twoimi uogunieniami. Zakladam ze Byt ksztaltuje swiadomosc.

              Postulujesz ze statystycznie, "Mezczyzna umiejetnie prezentujacy i podkreslajacy przed kobieta swoje walory DO STAJE seks bez chodzenia za reke".

              Zawsze? 50%? raz na jakis czas? Juz Ci kiedys tlumaczylem, ze tak, oczywiscie, probowac mozesz i spewnoscia raz jak na 100 razy Ci sie uda ,no i byc moze utwierdzisz sie wprzekonaniu ze masz racje. Tylko to niczeog nie dowodzi, a moze tylko tyle ze jest zbyt pracochlonne i bardziej humanitarnie, ekonomicznie i moralnie poprawne jest za dupczenie zaplacic twarda moneta.

              Chcialbym zebys mi jeszcze powiedzial jak sie valory eksponuje? Robiac sto przysiadow? Opowiadajac o kolekcji sportowych samochodow? Domu w Belize? Usmiechajac sie pieknie? Pijac beczke wodki i stojac na jednej nodze? Opowiadajac zarty? Rozmawiajac o Ajn-sztajnie? Sa walory lepsze i sa gorsze? Czy walory gorsze moze mozna tez uzyc, pod warunkiem ze sie je wyeksponuje dobrze? Opowiedz.

              "Mezczyzna umiejetnie gloryfikujacy walory kobiety dostaje chodzenie za reke bez seksu."

              Ze co, ze jak sie kobieta komplemety prawi to ona Cie wezmie za reke? Brzmi calkiem niezle. Byle ta dlon byla wysmukla, byle zgrabnie pieszczotliwa, slodka, i niepowtarzalana i ta jedyna. Zastanowilem sie, moze dzieli nas jakas przepasc wieku wielka? Wydaje mi sie ze dorosli ludzie kiedy sie dogaduja poprostu ida ze soba do lozka. A jezeli nie to nie. Myle sie? Czy uwazasz ze dziewczyna sktora sie umawiasz, powie Ci, nie jeszcze nie, chce zaczekac do slubu? No ale to wtedy to jest konfliktu wartosci? Pomijajac to czy ona w cos gram czy nie, To nie ona dla ciebie, i nie ty dla niej.

              Badz soba, i jerzeli jestes nerwowym kurduplem to nie uda Ci sie udac luzackiego blondyna o blekitnych oczach, a nawet jakby Ci sie udalo to nie bylbys z nia szczesliwy.
            • tygrys-bez-rys pomagam sobie zrozumiec - pies ktory nie szczekal 05.06.12, 06:33
              Moze my sie nigdy nie dogadamy bo mowimy o czym innym.

              Tobie chodzio o to zeby czesto i duzo dupczyc.

              Ja natomiasto wole trzymac i byc trzyman za reke, paczec w oczyska cudne niebieskie, zdychac z mylosci. Gapic sie na falujacy tyleczek i cycki. Tesknic nocami. Smarkac w rekaw na komediach romantycznych. Biec az do utraty tchu. Krzyczec z rozpaczy i krzyczez z roskoszy. Dotykac duszy. Zapomniec o sobie. Pokonac samotnosc. Latac. Smiac sie.

              Oczywiscie dla Ciebie Twoj punkt widzenia jest jedynym sluszny, a dla mnie moj, na szczescie nie ma miedzy nami konfliktu, mijamy sie tylko w odleglosci 100 tysieci mil swietlnych.

              Co nie zmienia mojej opinii ze metoda oparta na usrednieni i statystycznym obrazie kobiety jest skazana na kleske. Ktora i tak, w porownaniu z brakiem seksu calkowitym moze okazac sie sukcesem.

              Byc-moze historai mojego przyjaciela przyjaciela pomoze ci zrozumiec o czym mowie. Zimna daleka polnoc. Miasto gorniczej finansiery. Baronow ropy. Przez 6 miesiecy zimne, nieprzyjazne. Moj kolezka, tam wlasnie zarabial na zycie na uslugach okolicznych oligarchow. Mial jedna slaboss. Herbate. I po rzeczona herbate schodzil zawsze do lobby. Gdzie ta herbate podawala mu, pelna zycia, promienna dziewczyna, geste czarne, lasniace wlosy, glebokie, duze, brazowe oczyska, wydatne kuszace usta, dlugie nogi, jedre posladki, kocia zinnasc w kazdym ruchu, slowem, cycuszki lizac. Na poczatku jej nie zauwazal. Byz moze ona jego tez. Nie nie w ten sposob w jaki kobiety zauwazaj mezczyzn i odwrotnie. Bardziej w takie sposob jak nie zauwazamy, faceta ktory kupuje u nas herbate, albo dziewczyny ktora nam ja podaje. Kilka razy ich rece zetknely sie kiedy podawal mu herbate. On Byl samotny. Ona byla smotna. Czasem z nia rozmawial. Umowili sie na kolacje, pogadac. Skonczyli tego wieczoru w lozku. Oczywiscie pewnosci nie mam. Jedynie poszlaki. Wieki rachunek za room service. Jej prze niego odporowadzal do taksowki o 5:30 rano kiedy bylem na 6 kilometrze przed jego hotelem. Ukradkowe spojzenia potem, usmiechy wrazliwie nieprzyzwoite pelne czulsci do wyzygania.

              Dlaczeog Ci To mowie? Opowiadam tez troche sobie. Bo chcialem znalez w tej jego historii to o czym mowisz. Eksponowanie cech samczych. Jakos nie moge sobie przypomniec zeby byla mowa o exponowaniu. Nie potrafie znalezc w tej historii i wiellu innych zadnego eksponowania. W zasadzie to ona poprostu go wybrala. A on mogl tylko zdecydowac co z tym wyborem zrobic.
        • arronia Re: A mozesz byc bardziej precyzyjny? 04.06.12, 10:45
          Wiele związków się wtedy rozpada - z decyzji osoby, która się nabawiła niepełnosprawności, albo z decyzji osoby zdrowej. To bywa katalizator dla związku, test dla relacji. Jeśli coś szwankowało, to po wypadku/diagnozie/... prawdopodobnie wylezie na wierzch z całą mocą.

          Czasem wylezą problemy seksualne (nie tylko niemoc, ale na przykład leżące poczucie własnej wartości, konieczność zmiany przyzwyczajeń, wyciszenie pociągu do tej osoby po tym, jak się "zmieniła"). Problemem może być pomieszanie ról: kochanek i kochanka + opiekun i podopieczny. To potrafi wykastrować związek. Problemem może być wzrost zależności jednej osoby od drugiej (organizacyjnie, finansowo). Np. jedna osoba czuje się upupiona, druga wrobiona. Trzeba wiele spraw przedefiniować, ułożyć na nowo. Uda się albo nie.

          Jedne związki przetrwają, inne nie. Ale rozpada się wiele.
    • abrigado Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 07:56
      tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono.

      Jestem pewien, że większość ludzi opuściłaby swoich partnerów w przypadku ciezkiego kalectwa- a ci którzy by nie opuścili zostaliby przy inwalidzie tylko z poczucia obowiązku.

      Niestety- życie to "ne je bajka"...
      • tygrys-bez-rys nie jebajka 04.06.12, 07:59
        Abi,
        No ale skad wiesz? Na czym opierasz teze o przuceniach i obowiazkach? Tak Ci sie wydaje?
        Later Gater
        TBR
        • abrigado Re: nie jebajka 04.06.12, 09:52
          a Tobie to na cholerę widzieć? w GUSie pracujesz?
          • tygrys-bez-rys No nie pracuje ale bym chcial 04.06.12, 23:37
            Jak Dostarcze Im materialu to sie zalapie.
    • lilyrush Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 11:56
      w kwestii formalnej- w takim wypadku, jeśli nie wnioskuje o to sama osoba poszkodowana to Ty nie dostaniesz rozwodu
      znaczy sam nie możesz wnioskować, bo orzeczenie rozwodu byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego
    • proto Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 13:23
      uwielbiam takie rozważania :)

      Oczywiście zależy od tego, czy byłby z nią związany przysięga małżeńską czy nie.
      Jeżeli tak to chyba nie ma o czym dyskutować, przysięga to przysięga, trzeba dotrzymać.

      Jeżeli nie to zależy, ale pewnie bym starał się wywinąć, na pewno bym sobie jakoś wytłumaczył. Każdy przecież tłumaczy sobie na swoją korzyść.
      • abrigado Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 13:29
        rozwaliłeś mnie tą przysięgą...

        nie no jasssne wymyślmy coś równie realnego- ogladaliście "piękność dnia" ? na pewno skończy się jak tam- piękna, niezaspokojona zona, odnajdzie duchowe ukojenie i poczucie sesnsu zycia w opiece nad okaleczonym mężem

        ok, niepoprawny pesymista ze mnie, ale mnie przekonuje bardziej scenraiusz "Misery" Kinga ...:P

        • hello-kitty2 Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 13:34
          Sabat czemu to rozwazasz? Nie nadazam za taba :)
          • abrigado Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 13:38
            > Sabat czemu to rozwazasz? Nie nadazam za taba :)


            sabat zamierza się wykastrować, zeby pokazać żone, ze moze wytrzymać bez seksu dłużej niż ona...i jkao osoba rozważna i romantyczna bierze pod uwagę wszelkie aspekty tej nowej sytuacji ;P

            prawdę mówiąc też sie zastanwaima o co mu biega- najpierw kulturowy wzorzec dominacji teraz to...

            to jakis eskapizm?
            • that.bitch.is.sick Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 14:45
              abrigado napisał:

              > prawdę mówiąc też sie zastanwaima o co mu biega- najpierw kulturowy wzorzec dom
              > inacji teraz to...
              >
              > to jakis eskapizm?

              Te, a nie zastanawiasz się przypadkiem o co chodzi Żydom z tymi obozami śmierci?
              Z Twoją wrażliwością drewnianej nogi od stołu, to w sumie ciężko się dziwić że nie pojmujesz tego co się dzieje wokół Ciebie:)
          • sabat77 Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 23:47
            Zastanawia mnie ludzka natura.
            Gdzieś czytałem, że w powstaniu warszawskim facet zasłonił ręką lufę pistoletu maszynowego, żeby ochronić dziewczynę. Przeżyła, jemu urwało rękę - nie pamiętam co było dokładnie dalej, sam chciałbym wiedzieć.
            Urqu przytoczył przykład babci, która ciągała rannego dziadka po szpitalach narażając życie.

            Zastanawiam się po prostu jak to jest, że wtedy ludzi stać było na takie poświęcenia, a teraz co - zgłupieliśmy ? Czemu tak mało ludzi dostrzega człowieka w innym człowieku ?

            Może wojna rodzi takie skrajności ? Bo przykładów bestialstwa i czystej maści draństwa z tamtych czasów też można by przytaczać całą masę. Chociażby kobiety uciekające przed własnymi dziećmi w obozach śmierci, żeby nie pójść razem z nimi do komory...
            • urquhart Zastanawia mnie ludzka natura. 05.06.12, 07:21
              sabat77 napisał:

              > Zastanawia mnie ludzka natura.
              > Gdzieś czytałem, że w powstaniu warszawskim facet zasłonił ręką lufę pistoletu
              > maszynowego, żeby ochronić dziewczynę. Przeżyła, jemu urwało rękę - nie pamięta
              > m co było dokładnie dalej, sam chciałbym wiedzieć.

              Tak trafiłem wczoraj zanim to napisałeś. Wstrząsające i skłaniające do podobnej refleksji.
              >>" target="_blank" rel="nofollow">www.wykop.pl/ramka/437211/wspomnienia-niemieckiego-sapera-z-powstania-warszawskiego/>>>
              Uslyszelismy ze srodka: "Nicht schießen! Nicht schießen!" [Nie strzelac]. W drzwiach stanela pielegniarka z mala biala flaga. Weszlismy do srodka z nastawionymi bagnetami. Ogromna hala z lozkami i materacami na podlodze. Wszedzie ranni. Oprocz Polakow lezeli tam ciezko ranni Niemcy. Prosili, zeby nie zabijac Polakow. Polski oficer, lekarz i 15 polskich siostr Czerwonego Krzyza oddalo nam lazaret. Ale za nami biegli juz dirlewangerowcy. Zdazylem wepchnac jedna z siostr za drzwi i zakluczyc. Slyszalem po wojnie, ze przezyla. Esesmani rozstrzelali wszystkich rannych. Rozwalali im glowy kolbami. Niemieccy ranni krzyczeli i plakali. Potem dirlewangerowcy rzucili sie na siostry, zdzierali z nich ubrania. Nas wypedzili na warte. Slychac bylo krzyki kobiet. Wieczorem na Adolf Hitler Platz [plac Pilsudskiego] byl wrzask jak na walkach bokserskich.
              Wdrapalismy sie z kolega po gruzach, zeby zobaczyc, co sie dzieje. Zolnierze wszystkich formacji: Wehrmacht, SS, kozacy od Kaminskiego, chlopcy z Hitlerjugend; gwizdy, nawolywania. Dirlewanger stal ze swoimi ludzmi i sie smial. Przez plac pedzili pielegniarki z tego lazaretu, nagie, z rekami na glowie. Po nogach ciekla im krew. Za nimi ciagneli lekarza z petla na szyi. Mial na sobie kawalek szmaty, czerwonej, moze od krwi, i kolczasta korone na glowie. Szli pod szubienice, na ktorej kolysalo sie juz kilka cial.
              Kiedy wieszali jedna z siostr, Dirlewanger odkopnal jej cegly spod nog. Nie moglem na to patrzec. Pobieglismy z kolega do kwatery, ale na ulicach kozacy Kaminskiego pedzili cywilow. Mowilismy na nich Hiwis - od Hilfswillige [ochotnicy, chetni do pomocy]. Obok upadla Polka w ciazy. Jeden z Hiwis zawrocil i zdzielil ja pejczem. Probowala uciekac na czworaka. Stratowali ja konmi (...)
              Znalezli mnie polscy chlopi. "Rusek? - zapytali. - Niemiec?" - kiwnalem glowa. Wtedy ten najwyzszy powiedzial po niemiecku: "Biedny chlopcze, jestes glodny?". Zaciagneli mnie do domu. Balem sie. "Polacy sa przebiegli, podstepni i falszywi" - uczyli mnie w wojsku. Kiedy do kuchni weszla dziewczyna z duzym nozem, myslalem, ze mnie zarzna. Rozciela mi buty, bo nie mogli ich zdjac. Mialem zlamana noge, reke i liczne odmrozenia.(...)Rosjanom, ktorzy zagladali do wsi, Brzewinscy powiedzieli, ze jestem ciezko chorym synem, a chorych Rosjanie omijali z daleka. Polskim wladzom wmowili, ze juz pol roku sie u nich ukrywam, bo zdezerterowalem z Wehrmachtu.(...)
              Dlaczego mnie uratowalil Nigdy sie nie dowiedzialem(...)
              Dziesiec lat chodzil w pielgrzymkach pokutnych do Banneux, gdzie Matka Boska ukazala sie malej dziewczynce. W latach 80. organizowal w Brukseli akcje pomocowe dla Polakow. 32 razy wiozl do Polski jedzenie, ubrania i pampersy.
              - Znowu bylem w Warszawie. Spotkalem sie z weteranami Powstania. Byli mili. Jeden opowiadal, jak 1 sierpnia ostrzelal ostatni niemiecki pociag.

              -
              Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz (prof. Bogdan Wojciszke)
              • that.bitch.is.sick Re: Zastanawia mnie ludzka natura. 06.06.12, 11:54
                "on co prawda nic mi złego nie zrobił, ale ja dopuściłem się względem niego wielkiego świństwa, ledwo zaś to zrobiłem, od razu zapałałem do niego nienawiścią."
                Dostojewski, "Bracia Karamazow"
                To są proste mechanizmy psychologiczne najczęściej.
        • proto Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 15:07
          Widzisz, ja o tej przysiędze poważnie.
          Przysięga to przysięga.
          • kag73 Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 15:46
            Dla mnie nie o porzysiege chodzi, raczej o to co czuje i co mi podpowiada serce.
            Smieje sie po cichu, bo moj maz jest z tych "makabrycznych", przerobilismy wszystkie mozliwe scenariusze, przy czym to ZAWSZE teoreycznie przydarzalo sie mnie. Czyli jezeli dostalabym cegla w glowe i nagle siedziala bezwolna na wozku, to by mnie nie opuscil i nadal pielegnowal, bo mnie kocha (przysiega nie ma tutaj nic do rzeczy). Jasna rzecza jest, ze trudno i nie fair wymagac wtedy od drugiej osoby wiernosci fizycznej, oczywiscie w zaleznosci od stopnia inwalidztwa przede wszystkim tego psychicznego, ze tak powiem.
            Poza tym zalezy pewnie ile ludzie maja lat, jak dluga sa ze soba i czy zawsze byli udanym kochajacym sie malzenstwem. Niby dlaczego nagle przestac kochac zone/meza kiedy do teraz sie ich kochalo. To bliska osoba. Oczywiscie to rozwazania teoretyczne. czesto teoria z praktyka sie mija, niektore sytuacje czlowieka przerastaja. Poza tym osoba poszkodaowana zawsze moze nie zyczyc sobie, zeby ten drugi "marnowal" zycie tkiac prz niej, wszystko zalezy o jakim stopniu "inwalidztwie" mowimy i co mamy juz za soba.
            • proto Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 16:43
              Nie wiem czy się zgadzamy czy nie :)
              Ale wydaje mi się, że przede wszystkim ludzie są ze sobą po to aby sobie pomagać w trudnych chwilach. Wiesz, my w swoim związku mamy coś ze swingersów.
              Seks z inną osoba nie jest czymś dziwnym, o ile wszystko się dzieje bez tajemnic ukrywania, oszukiwania.

              Osobiście gardzę osobami, które rozważają w ogóle odejście w przypadku gdy partnera spotka przykry wypadek i zostanie inwalidą. Nie ma dla nich usprawiedliwienia, żadnego.

              A co do seksu z inwalidą? Jaka to różnica? seks to seks :))))))
              • kag73 Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 16:49
                Ogolnie rzecz biorac sie zgadzamy.

                Co do seksu z inwalida...nie zawsze jest on mozliwy i zalezy o jakim stopniu inwalidztwa mowimy.
                • abrigado Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 17:04
                  eeee tam , dla faceta seks z inwalidką zawsze jest mozliwy :P to się nazywa męski optymizm !
        • asocial Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 05.06.12, 22:02
          wg mnie malzenstwo, jako calosc, nie tylko zona, z filmu znalazlo spelnienie w erotycznych gierkach; wczesniej panna sie ukrywala pieprzac sie po katach i pracujac jako prostytutka, a tu prosze, okazalo sie, ze jej meza tez to kreci.


          abrigado napisał:

          > rozwaliłeś mnie tą przysięgą...
          >
          > nie no jasssne wymyślmy coś równie realnego- ogladaliście "piękność dnia" ? n
          > a pewno skończy się jak tam- piękna, niezaspokojona zona, odnajdzie duchowe uko
          > jenie i poczucie sesnsu zycia w opiece nad okaleczonym mężem
          >
          > ok, niepoprawny pesymista ze mnie, ale mnie przekonuje bardziej scenraiusz "Mis
          > ery" Kinga ...:P
    • trzydziestoletnia Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 17:06
      sabat77 napisał:

      > (dla weszacych spiski - to pytanie teoretyczne, mojego zwiazku na szczescie nie
      > dotyczy)

      Jak to nie? A nie pisales, ze zyjesz z seksualna inwalidka? I nie opuscisz jej z roznych powodow.

      Ja tam lubie sie odnosic do konkretow, takie akademickie dywagacje z ogromna doza ogolnosci jakos mnie nie kreca. Chociaz bys sie wysilil na jakis przyklad :)
      • abrigado Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 17:19
        > Ja tam lubie sie odnosic do konkretow, takie akademickie dywagacje z ogromna do
        > za ogolnosci jakos mnie nie kreca. Chociaz bys sie wysilil na jakis przyklad :)
        >
        przeicez pisałem, że siusiaka ma zamiar sobie obciąć ( z racji nieużywania w innych celach, ciezko to nazwać członkiem ) ;P

        sorry Sabat, ale babki maja rację- wróciłbyś do konkretów...
        • abrigado Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 17:21
          a jak będizesz pisał takie ogółnikowe tamety, zaraz założe nowy topic "Czy człowiek jest natury stworzony do miłości- studium w kontekście dorobku literackiego Rosji XIX wieku"
          • sabat77 Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 18:00
            Ten temat nie jest ogolnikowy, traktuje o konkretnym zagadnieniu.
            Ewolucyjnie musialo sie cos wyksztalcic, jakis naturalny zespol zachowan - bo przeciez koniecznosc polowania i walki z drapieznikami prowokowala kalectwo od milionow lat.
            • arronia Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 06.06.12, 12:56
              > Ewolucyjnie musialo sie cos wyksztalcic, jakis naturalny zespol zachowan - bo p
              > rzeciez koniecznosc polowania i walki z drapieznikami prowokowala kalectwo od m
              > ilionow lat.

              Weź pod uwagę, że mężczyzna nie był jedynym żywicielem. Plus osobniki starsze (płci obojga) nie były skazywane na śmierć głodową.
        • sabat77 Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 04.06.12, 17:56
          Za to latwo nazwac czlonkiem kogos, kto sie natrzasa z blizniego swego :p

          Ja po prostu lubie czasem lubie uniesc sie ponad pryzmat wlasnej dupy i miec chociaz przez chwile szerszy oglad sprawy. To ksztalcace duchowo i intelektualnie :)

          Ludzie zainteresowani wylacznie ta wiedza, ktora moze potencjalnie przyniesc im jakas wymierna korzysc przypominaja mi szczury przetrzasajace smietnik w poszukiwaniu czegos dobrego.
          • trzydziestoletnia Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 05.06.12, 21:10
            sabat77 napisał:

            > Za to latwo nazwac czlonkiem kogos, kto sie natrzasa z blizniego swego :p

            Do mnie piszesz? Ja sie nie natrzasam, pisalam smiertelnie powaznie, nawet z pewnym smutkiem w kontekscie Twojej malzonki i jej "seksualnego inwalidztwa". Nie bez powodu przyszedl Ci taki temat do glowy, wg mnie to dosc blisko oddaje Wasza sytuacje.

            > Ja po prostu lubie czasem lubie uniesc sie ponad pryzmat wlasnej dupy (..)

            Eee...to chyba jednak nie do mnie, za duzym dzentelmenem jestes zeby tak pisac do kobiety.
            • sabat77 Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 05.06.12, 21:39
              Pewnie, ze nie do Ciebie. Abrigado mojemu czlonkowi od siusiakow wymyslal, to sie w jego imieniu zrewanzowalem.
              Co do dzentelmena, to w kontekscie tego co sie o grzecznosci wobec kobiet dowiedzialem to nie wiem czy mnie czasem nie obrazasz taka etykietka :)
              Nie sadze, zeby mozna bylo nazwac ja inwalidka :)
              • trzydziestoletnia Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 06.06.12, 21:47
                sabat77 napisał:

                > Pewnie, ze nie do Ciebie. Abrigado mojemu czlonkowi od siusiakow wymyslal, to s
                > ie w jego imieniu zrewanzowalem.

                A to niech ma, jak mu sie nalezalo.

                > Co do dzentelmena, to w kontekscie tego co sie o grzecznosci wobec kobiet dowie
                > dzialem to nie wiem czy mnie czasem nie obrazasz taka etykietka :)

                Nie obrazam, dzentelmeni mnie rozczulaja ;) W dzisiejszych czasach trzeba miec odwage i charakter, zeby byc dzentelmenem.

                > Nie sadze, zeby mozna bylo nazwac ja inwalidka :)

                No niech Ci bedzie, ze nie do konca sprawna w pozyciu malzenskim. Lepiej?
                • sabat77 Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 06.06.12, 23:00
                  trzydziestoletnia napisała:

                  > Nie obrazam, dzentelmeni mnie rozczulaja ;) W dzisiejszych czasach trzeba miec
                  > odwage i charakter, zeby byc dzentelmenem.

                  Dżentelmen to Bond, Arsene Lupin ale w prawdziwym życiu to najczęściej zwyczajna życiowa pipa i synek mamusi albo konserwatywny mizogin.
                  Przeraża mnie kiedy kto nie zaklnie siarczyście, kiedy rzeczywiście trzeba, kiedy kto owija w bawełnę, kręci i mota, kiedy pora brnąć wprost, wpław, przed siebie i czasem dawać w mordę. Taki Farinelli w garniturze.
    • asocial Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 05.06.12, 22:06
      Jeszcze a propos dominacji w zwiazku; wchodzac w skore kobiety, ktora jest mezatka i nie pieprzyla sie od ponad dwoch lat (przynajmniej z mezem):mysle ze po dwoch latach bezseksia, kazda kolejna proba jest traktowana ze sztubacka juz zlosliwoscia; nie dam bo nie. Bo wlasciwie po co?
      Odnosnie inwalidzta- byl tutaj jakis rok temu watek zony inwalidy...
      • sabat77 Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 05.06.12, 22:27
        ale skąd te dwa lata ? To o mnie czy nie ?
    • urquhart choroba spolaryzowała silnie uczucia 05.06.12, 23:05
      Ciekawa refleksja w temacie...
      www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,11846343,_Przychodzi_taki_moment__ze_chce_sie_przezyc_orgazm.html
      "Tak, to częste. Ale znam też wiele dziewczyn, które mówią, że choroba spolaryzowała silnie uczucia partnera do chorującej. Albo wzmocniła relację potężnie, albo przeciwnie - całkowicie wycofało partnera. A jeśli wzmocniło - dziewczyny pisały mi o tym i wiem to też po sobie - to bardzo wzbogaca życie erotyczne. "
      "Intymność osób chorych niewiele się różni od intymności osób zdrowych. Tu jest tylko więcej bardziej dramatycznych zwrotów akcji, na które trzeba zwrócić uwagę, bo dobrze by było, aby podczas bliskich kontaktów nie wyrwać wenflonu, czy nie rozerwać blizny. "
      "Chorowanie na nowotwór wzmaga pragnienie życia, a przez to też - pragnienie uczuć, pragnienie miłości. Wszyscy wiemy, że umrzemy, ale świadomość końca jest przez chorobę wyraźniejsza, mocniejsza. Potrzeba życia też jest mocniejsza. Dzięki chorobie myślę że żyję fajniej, pełniej, mocniej, bardziej intensywnie, we wszystkich aspektach życia. I oczywiście, że żal tego czasu, który gdzieś za chwilę ucieknie, ale to też napędza mocniej do życia, do chwytania tych chwil które są teraz. To rekompensuje ten dysonans. "
    • gomory Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 07.06.12, 17:33
      Trudno mi nie przytaknac Abrigado, ze tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono. Od siebie dodalbym tylko - a i to nie do konca.
      Kazdy ma jakis wlasny konstrukt psychiczny. Latwiej mi sobie wyobrazic zachowania ktore uwazam za tak swinskie, ze je wykluczam. Trudniej okreslic zdolnosc do jednorazowych aktow poswiecen. Pewnie jednego dnia bym mogl zaryzykowac zyciem by ratowac kogos z pozaru, a innego jednak nie. Absolutnie nie okreslilbym siebie jako potencjalnie zawsze bohaterski material.
      Wydaje mi sie, ze mam dosc mocny szkielet najzwyklejszej odpowiedzialnosci. Sadze, ze nadal trwalbym w zwiazku z zona gdyby jej zdrowie uleglo katastrofalnemu pogorszeniu. Probowalbym niewatpliwie inaczej zreorganizowac swoje zycie w naszym ukladzie. To i owo musialbym przewartosciowac i zmienic. Dyskutowanie gdzie w tym miejscu przebiega granica obowiazku, szacunku, milosci i zwyklej lojalnosci przekracza moje zdolnosci emocjonalne. Po prostu wydaje mi sie, ze tak wypada.
      • abrigado Re: Malzenstwo a inwalidztwo.. 08.06.12, 01:13
        a ja mysle, że jednorazowe akty odwagi i poswięcenia są jednak łatwiejsze ( choć wcae nie łatwe) niż znoszenie szarej codzienności i prozy życia z osoba istotnie niepełnosprawną.


        to tak jak z gangami lat 90 tych- w czasie akcji chopaki by jeden drugiego przed kula zastawił ( adrenalinka i płynięcie na fali hojractwa) a po kilku tygodniach aresztu "pucowali" się, aż miło.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja