Jak wyjsc z tego kregu?

12.06.12, 10:37
Witam wszystkich, czytuje forum od czasu do czasu.
Sam kiedys pisalem tutaj, ale pod innym nickiem. Zalozylem nowe konto, potrzebuje sie chyba wyzalic, nie mam pomyslu jak wyjsc z zakletego kregu.
Mam 36 lat, chociaz wygladam mlodziej. Kilka lat temu zona odeszla ode mnie, rozwalajac mi w miare poukladane i spokojne zycie. Szczegoly juz sobie daruje, bo wyszlaby ksiazka. Bardzo zle to przeszedlem, utrata zaufania, totalny zawod, rozdzielenie z corka - koszmar.
Gdy juz zaczalem myslec, a czasu mialem wiele, wyciagnalem wnioski, przemyslalem wszystko, odpowiedzialem sobie na pytania czego chce i jak to ma wygladac. Podjalem decyzje ze chociaz bedzie ciezko, postaram sie utrzymac mieszkanie, bardzo duzo czasu poswiecam najwspanialszej corce na swiecie, mam swoje pasje, grono znajomych. Nawet w miare poukladalem stosunki z ex, mimo jej poczatkowej checi "zniszczenia mnie" chociaz pojecia nie mam czemu.
I to trwa juz, i trwa. A ja nie moge wyrwac sie z tego kregu tak naprawde samotnosci w tlumie.
Codziennie trasa praca - dom. Wiecznie te same twarze. Znajomi - ci sami od lat, sparowani, szczesliwi lub samotni, ale ci sami. Wychodzimy do knajpy - w swoim gronie, albo spotykamy sie u kogos w domu. Rower - sam. Z corka podobnie. Albo w domu, na placu zabaw, basen, rower, dzialka...
I mimo ze zawsze slysze ze jestem atrakcyjny, nieglupi, bystry, mam poukladane w glowie, mieszkam w Warszawie wiec ciezko znalezc wieksze miasto u nas, to jednak nie wychodzi.
A przeciez jak kazdy chcialbym kogos znalezc, byc szczesliwy, i dzielic to swoje zycie z kims. Przyznam, nie za bardzo jestem typem podrywacza, ale daleko mi od milczka siedzacego w kacie. W gronie znajomych uchodze za wygadanego i zabawnego. Nie zaszywam sie w domu, nie buduje niewidzialnych barier. Zawsze jestem szczery i nie ukrywam prawdy o sobie.
I ostatnio chyba coraz bardziej boje sie ze skoncze sam i mam ochote zamknac sie w muszli, z drugiej strony bronie sie przed tym, bo wiem ze to zla droga. Wiem, ze z wiekiem jest ciezej, ale ja naprawde jestem gotowy wpuscic KOGOS do mojego zycia. Nie umiem sie wyrwac z tego kregu. Podejmowalem oczywiscie proby, jak na razie, co widac, nieudane.
I gdzie te samotne kobiety marzace o poznaniu poukladanego faceta? jak do nich dotrzec. Czy zdrowe wartosci juz dawno poszly w zapomnienie? Wiernosc, szczerosc, bliskosc, przyjazn juz malo kogo interesuje? Brak mi pomyslow, a chcialbym miec jeszcze szczesliwe zycie, chcialbym zeby moja corka widziala ze jestem szczesliwy bo przeciez i ja to uszczesliwi.
Gdybym spotkal premiera, klasycznie zapytalbym go "jak zyc?"
    • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 12:18
      piękne...

      tyle lat myslenia i tylko na tyle cię stać !?
      • hello-kitty2 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 14:14
        Jak pech to pech. Mogles spotkac premiera, a spotkales abrigado :)

        Sluchaj, a moze powod, dla ktorego zona cie zostawila nadal istnieje i odpycha potencjalne kandydatki?

        Pytasz gdzie te samotne kobiety? O singielki ci chodzi czy o kogos z rynku wtornego?
        • patryk.rozgwiazda Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 14:21
          Nie, powod dla ktorego to zrobila nie istnieje juz, ale nie chce sie wdawac w szczegoly, nie o to chodzilo. Powiedzmy ze nie ja czuje sie strona winna, i dalej nie brnijmy.
          Nie jest dla mnie wazne czy singielki czy z rynku wtornego. To ma byc po prostu fajna, dobra osoba. Moze nawet lepiej jak czegos w zyciu doswiadczyla.
          • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 14:27
            chłopie- jakodobra osoba- dam ci jedną radę:

            -prosisz się o zostanie ofiara losu- ogarnij się, poczytaj posty obok!ą
            nie trzeba być sherlockiem holmesem, żeby przeczytać, że jako powód postrzegasz jakiegoś gach, dla którego zona cię zostawiła.

            mylisz sie- gach nei był powodem.
        • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 14:23
          Kitty- zaproś go na weekend do holandii i wypuśc bestię- albo sam na ochotnika zostanie twoim podnózkiem ( a tendencję widze silne)- albo wroci w podsko9kach do swojego dawnego życia śpiewając pełnym głosem- "chwalmy Pana!!!"
          • kag73 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 14:37
            Abrigado, skoro jestes taki MADRY dlaczego nie jestes bogaty?????

            No, doradz cos madrego. Sam sobie wmawiasz, ze jestes szczesliwy. Masz recepte na szczescie, podziel sie z innymi, skoro juz sam nie korzystasz!!!
            • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 14:40
              wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114885,11774969,Orangutany_z_Sumatry_przedluzaja_dojrzewanie__Zeby.html
              • anty-cialo Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 14:58
                Orangutany z Sumatry stadne.
                Na Borneo żyją w rozproszeniu, 1 samiec kojarzy się z 1-2 samicami tylko w okresie godowym, bo te duże roślinożerne małpy potrzebują bardzo dużego rewiru żeby się wyżywić


              • aandzia43 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 21:53
                Autorowi chyba się pomyliły cechy płciowe drugorzędowe z trzeciorzędowymi .
      • that.bitch.is.sick Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 20:39
        abrigado napisał:

        > piękne...
        >
        > tyle lat myslenia i tylko na tyle cię stać !?

        Och przymknij się marudząca pierdoło. To pewnie przez Ciebie nikt tu ostatnio nie zakłada prawdziwych wątków.
      • aandzia43 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 21:56

        > piękne...
        >
        > tyle lat myslenia i tylko na tyle cię stać !?

        Tak, piękne ;-) I nie był w stanie dociec, dlaczego żona go tak nie lubiła.
    • tygrys-bez-rys Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 15:02
      patryk.rozgwiazda napisał:

      > I gdzie te samotne kobiety marzace o poznaniu poukladanego faceta?

      Na forum kochanic.
      Twoj
      Bob Gabka
      • hello-kitty2 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 15:37
        Patryk ja chyba jestem tu chyba jedyna samotna kobieta, ale daj mi troche czasu, bo musze sie ogarnac po tych orangutanach :)

        Abrigado, anty-cialo ale daliscie czadu, poplakalam sie :)

        Sluchaj Patryk napisz moze o tych nieudanych probach dotarcia do samotnych pan. Moze to nam cos rozswietli? Wyszedles wtedy poza swoj zaczarowany kreg (krag ?)?

        • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 15:43
          po takim szorstkim przyjęciu patryk - jak na morskiego mięczka przystało- zamknął się w skorupie- nie licz kitty na rozwiniecie wątku.

          facio wpadł zeby go pogłaskać...
          • kag73 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 15:50
            No napisal szczerze, ze sie chce wyzalic.
            • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 15:53
              kag73 napisała:

              > No napisal szczerze, ze sie chce wyzalic.


              to może kobiety, raz w życiu pokażecie, ze drzemie w was dobro- uświadomcie panu jak bardzo wzbudza w was pożadanie pan przychodzacy się wyżalić.
              • kag73 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 16:00
                Abrigado, on nie przyszedl tutaj wzbudzac pozadania. Prawde mowiac zaden pan na tym forum nie wzbudza we mnie pozadania, czy udaje twardziela/wojownika/samotnika...bo to troche za malo pogadanie se na forum. Kochliwa w sumie jestem, ale potrzeba mi troche wiecej ;)
                Coz, facet nie moze sie pozbierac, odzwyczail sie tez pewnie od tego jak i gdzie szukac i do tego jest niepewny i niedoswiadczony w kontaktach z potencjalnymi kandydantaki. Co nie znaczy, ze sie w ogole na kandydata nie nadaje.
                Odwagi mu zycze, czasem trzeba przeskoczyc przez wlasny cien i startowac, chociaz to nie latwe.
                • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 16:06
                  kag trochę zaakcentuj..tak wiesz mniej matkująco...

                  dobrym uczynkiem byłoby uświadomienie mu, że musi się zaprezentowac w sposób atrkacyjny- a to jak zrobił to do tej pory jest proszeniem sie o kopa od zycia.
                  • kag73 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 16:10
                    ach, abrigado, przeciez on nie przyszedl tutaj, zeby udawac kogos kim nie jest, to nie ten portal:) Nam przedstawia swoj prawdziwy "obraz". Teraz mozemy doradzac co i jak ma robic albo co zrobil nie tak.
                    • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 16:15
                      > ach, abrigado, przeciez on nie przyszedl tutaj, zeby udawac kogos kim nie jest,
                      > to nie ten portal:) Nam przedstawia swoj prawdziwy "obraz". Teraz mozemy dorad
                      > zac co i jak ma robic albo co zrobil nie tak.


                      a guzik prawda - przyszedł sie zaprezentowac w sposób korzystny (w jego mniemaniu)- porządny, rodzinny, pracowity, delikatny, kochajacy córkę i szukający "dobrej osoby"

                      a do tego "wygladajacy na młodszego"

                      popatrzcie na posty Sabata w początkowym stadium- jak bardzo chciał wzbudzić pozytywny stosunek rozmówcy swoim byciem "w porządku" ( sorry sabat)

                      ten gość ma podobnie- on daje nam tu przekaz- taki porządny ze mnie gość a spotakało mnie tyle złego ( nie z mojej winy !) więc zasłuzyłem na nagrodę (kobieta-dobra wróżka)
                      • kag73 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 16:17
                        O, kurka, rozgryzles goscia, no!
                      • sabat77 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 16:25
                        nie ma co sorry, sabat w poczatkowym stadium jest uleczalny. To co prezentuje ten kolo to dysonans miedzy wizja swiata mamuski, a prawdziwym swiatem z pazurami i klami. Jednym slowem tchorzliwy eskapizm intelektualny, na szczescie latwy do przeskoczenia dla rozumnego czleka
                      • aandzia43 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 22:07
                        > a guzik prawda - przyszedł sie zaprezentowac w sposób korzystny (w jego mniema
                        > niu)- porządny, rodzinny, pracowity, delikatny, kochajacy córkę i szukający "do
                        > brej osoby"
                        >
                        > a do tego "wygladajacy na młodszego"


                        Też tak to widzę.
                • sabat77 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 16:08
                  przez pare lat sie nie zebral ? Niech sie zapisze na sporty walki, moze mu to cos ruszy z psychika ?
                  • kag73 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 16:12
                    czas szybko ucieka i nagle 70 tka na karku.
                    No niby sie zebral i probowal ale jakos nie wychodzi. Tera mamy dociec dlaczego. Pewnie jest zbyt dobry i naiwny, jak to przypuszca nasz kolega zapasnik.
                  • laveenia Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 16:22
                    ty już się zapisałeś? i co - pomaga?
                    • sabat77 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 16:34
                      kazdy trening pomaga.
                      • laveenia Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 17:26
                        sabat77 napisał:

                        > kazdy trening pomaga.

                        aach, więc wychodząc z tego założenia idę popracować nad moją psychiką na ściance wspinaczkowej, bo nie mogę patrzeć, jak dołujecie biedną rozgwiazdę.
                        • sabat77 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 17:40
                          dolujecie ? Przeciez on sie sam zdolowal. My pomagamy ! W typowo meski sposob, gosc nie potrzebuje psiapsiolki pocieszycielki tylko kopa w dupsko. Sam niedawno stalem tam gdzie zomo, to wiem :)
                          • urquhart wenusjanki vs marsjanie 12.06.12, 17:56
                            abat77 napisał:

                            > dolujecie ? Przeciez on sie sam zdolowal. My pomagamy ! W typowo meski sposob,
                            > gosc nie potrzebuje psiapsiolki pocieszycielki tylko kopa w dupsko. Sam niedawn
                            > o stalem tam gdzie zomo, to wiem :)

                            Brawo, to nieporozumienie rodem z książki Graja raz jeszcze, mężczyźni szukają w kontaktach społecznych rozwiązań problemów, kobiety zaś wsparcia emocjonalnego.
                            • laveenia Re: wenusjanki vs marsjanie 12.06.12, 19:25
                              urquhart napisał:

                              > mężczyźni szukają w kontaktach społecznych rozwiązań problemów, kobiety zaś wsparcia >emocjonalnego.
                              >
                              >
                              no pięknie, ale ja w takim razie musiałam coś przegapić w tym wątku, bo nie widzę żadnych propozycji rozwiązań z waszej strony. i sama jestem daleka od głaskania rozgwiazdy po główce (chociaż - czy patryk rozgwiazda w ogóle ma główkę?), bo generalnie nie lubię płaczliwych, użalających się nad sobą typów i zamiast współczucia wywołują we mnie irytację.
                              • sabat77 Re: wenusjanki vs marsjanie 12.06.12, 20:27
                                No to faktycznie przegapilas. Abrigado bardziej ogolnie daje rade by gosc zachowywal sie po mesku i przestal szukac w tak zenujacy sposob akceptacji u obcych, ja dalem konkretne: portale randkowe, profesjonalistki albo sporty walki.
                                On zeby sie wybic potrzebuje pojscia w strone meskiej psychiki, podbicia ego i samooceny. Nie trzeba fachowca, zeby to zauwazyc.
                                Damskie glaskanie po dupie tylko pograzy go w czarnej mazi.
                                Albowiem drogie panie, wy tak zwane meskie przyjaciolki owszem - lubicie, ale totalnie dyskwalifikujecie jako jakikolwiek obiekt zainteresowania.
                                Czy kandydat na meza czy na jednonocne ruchanie - tutaj roznicy nie ma. Meski musi byc i basta.
                                • laveenia Re: wenusjanki vs marsjanie 12.06.12, 21:04
                                  sabat77 napisał:

                                  > No to faktycznie przegapilas. Abrigado bardziej ogolnie daje rade by gosc zacho
                                  > wywal sie po mesku i przestal szukac w tak zenujacy sposob akceptacji u obcych,
                                  > ja dalem konkretne: portale randkowe, profesjonalistki albo sporty walki.
                                  > On zeby sie wybic potrzebuje pojscia w strone meskiej psychiki, podbicia ego i
                                  > samooceny. Nie trzeba fachowca, zeby to zauwazyc.

                                  ach, więc to są te konkretne męskie rozwiązania! niesamowite!
                                  sabat, gość pisze, że chciałby związku, więc z twoich konkretnych rad tylko pierwsza się jest adekwatna.
                                  • sabat77 Re: wenusjanki vs marsjanie 12.06.12, 22:07
                                    Ja pisalem dokladnie tak samo jeszcze trzy miesiace temu. Mam odwage przyznac, ze to fasada. Facet odgrywa przedstawienie, macha pawim ogonem bliskosci, wiernosci i duzego, cieplego i puchatego. Total bullshit.
                                    Wielu mezczyzn jest wytresowanych (najczesciej przez matke, lub krag doroslych kobiet budujacych jego swiat wartosci w dziecinstwie) ze tak NALEZY sie zachowywac.
                                    Dudus bedzie grzeczny, to dudus dostanie cukiereczka.
                                    G....no prawda, dudus nic nie dostanie, chociaz oczywiscie wszyscy beda zadowoleni, jak dudus bedzie grzeczny. W kazdym razie - ci ktorzy na dudusiu jakos chca skorzystac.

                                    Chce zwiazku ? Co za bzdety. Nikt nie chce zwiazku, to w gruncie rzeczy puste slowo, tak jak kupno i sprzedaz.
                                    Ty jak idziesz kupic sobie kiecke, to chcesz kupna czy kiecki ?
                                    Co rozumie mezczyzna i kobieta pod pojeciem zwiazku ? Najczesciej wymiane dobr, emocjonalnyych, seksualnych badz wrecz matwerialnych. Ale najczesciej te dobra po stronie meskiej i zenskiej nie sa tozsame.
                                    To co zrobil pan rozgwiazda to demonstracja posiadania tych dobr, na ktorych powinno zalezec kobiecie wg jego rozumienia swiata. Wiernosc, bliskosc, lojalnosc - co to tam bylo ? A gdzie seks ? Statystycznie na pierwszym miejscu po meskiej stronie jest seks.
                                    Taka oferta skladana przez mezczyzne znamionuje desperata. Tanio chce sprzedac skore.demonstruje jak wiele ma do zaoferowania kobiecie (jego zdaniem) i sugeruje milczeniem, ze nie bedzie chcial wiele w zamian.
                                    Jesli bedzie tak robic dalej, to moze i trafi na desperatke.
                                    Ale czy wchodzenie w zwiazek z kobieta w pozycji bezbronnej biedronki przewroconej na grzbiet ma jakis sens ? Moim zdaniem nie. To sie skonczy jednostronnym wykorzystaniem, a poprawy jego sytuacji nie widac.
                                    Moja rada to - jesli juz podchodzic do kobiet, to najpierw powstac z kolan.
                                    Dla niego i dla siebie tez :)
                                    • aandzia43 Re: wenusjanki vs marsjanie 12.06.12, 22:14
                                      Sabat, jestem pod wrażeniem! :-) Szacun, chłopie!
                                    • kag73 Re: wenusjanki vs marsjanie 13.06.12, 10:52
                                      "Wiernosc, bliskosc, lojalnosc - co to tam bylo ? A gdzie seks ? Statystycznie na pierwszym miejscu po meskiej stronie jest seks."

                                      Sabat, moze seks jest w tym tak oczywisty sie sie o nim po prostu nie wspomina. Zresza skoro pisze "wiernosc" to raczej odnosi sie do wiernosci seksualnej, bym powiedziala, bliskosc tez moze oznaczac seks. Ogolnie przyjete jest nie mowinie wprost: ochce z Toba seksu, to taka moja obserwacja. Swego czasu, dawno temu kiedy moj jeszcze wtedy nie maz wypalil szczerze, ze chodzi mu o seks ze mna, bylam z lekka pod wrazeniem, negatywnym, wcale mi sie to w pierwszym momencie nie spodobalo, bylam nieco oburzona, tak jakby ktos mi ktos nagle chlusnal lodowatej wody w twarz, takie to bylo nieromantyczne i rzeczowo ujete, mimo, ze spalismy juz ze soba. Potem troche ochlonelam i stwierdzilam: OK, powiedzial w zasadzie tylko prawde.
                                • that.bitch.is.sick Re: wenusjanki vs marsjanie 13.06.12, 21:18
                                  sabat77 napisał:

                                  > No to faktycznie przegapilas. Abrigado bardziej ogolnie daje rade by gosc zacho
                                  > wywal sie po mesku i przestal szukac w tak zenujacy sposob akceptacji u obcych,
                                  > ja dalem konkretne: portale randkowe, profesjonalistki albo sporty walki.
                                  > On zeby sie wybic potrzebuje pojscia w strone meskiej psychiki, podbicia ego i
                                  > samooceny. Nie trzeba fachowca, zeby to zauwazyc.
                                  > Damskie glaskanie po dupie tylko pograzy go w czarnej mazi.
                                  > Albowiem drogie panie, wy tak zwane meskie przyjaciolki owszem - lubicie, ale t
                                  > otalnie dyskwalifikujecie jako jakikolwiek obiekt zainteresowania.
                                  > Czy kandydat na meza czy na jednonocne ruchanie - tutaj roznicy nie ma. Meski m
                                  > usi byc i basta.

                                  Sabat, Ty i abrigado to jesteście twarde chłopy z jajami tylko na forum. Szkoda tylko że w realu to trzęsące się przed żoną dobrze wytresowane pieski.
                                  • sabat77 Re: wenusjanki vs marsjanie 13.06.12, 21:33
                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                    > Sabat, Ty i abrigado to jesteście twarde chłopy z jajami tylko na forum. Szkoda
                                    > tylko że w realu to trzęsące się przed żoną dobrze wytresowane pieski.

                                    Abrigado to zupełnie inna bajka.
                                    Natomiast nie bardzo wiem w czym przejawia się to moje trzęsienie się przed żoną ?
                                    • that.bitch.is.sick Re: wenusjanki vs marsjanie 13.06.12, 21:54
                                      sabat77 napisał:

                                      > Abrigado to zupełnie inna bajka.
                                      > Natomiast nie bardzo wiem w czym przejawia się to moje trzęsienie się przed żon
                                      > ą ?

                                      Już go każdy na tym forum doświadczył. A ty nagle stałeś się hipokrytą. Bardziej mi się podobałeś w swoim rozbrajającym autentyzmie.
                                      "Naj­bar­dziej cha­rak­te­rys­tyczną cechą tłumu jest "czcza gadanina".
                                      • sabat77 Re: wenusjanki vs marsjanie 13.06.12, 22:14
                                        that.bitch.is.sick napisała:

                                        > Bardziej mi się podobałeś w swoim rozbrajającym autentyzmie.

                                        Może, ale z niego nic nie wynikało.
                                        Wybacz, ale ja już dłużej nie potrafię, nawet jeśli wielu ludzi, w tym Ty, przestanie mnie akceptować.
                                        Desperacko usiłuję się przepoczwarzyć, rozbić krępującą skorupę dawnego "ja", bo skoro tylko siebie mogę obwiniać o to co się stało, to siebie muszę zmienić najpierw.
                                        Szukam wzorców i usiłuję je sobie narzucić.
                                        Dam linka który wiele wyjaśni, właściwie jeśli dobrze się wczytasz, to prawie wszystko z mojego zachowania ostatnio:

                                        michalpasterski.pl/2008/10/modelowanie-fundament-nlp-i-droga-do-sukcesu/
                                        • that.bitch.is.sick Re: wenusjanki vs marsjanie 13.06.12, 22:29
                                          sabat77 napisał:

                                          > Może, ale z niego nic nie wynikało.
                                          > Wybacz, ale ja już dłużej nie potrafię, nawet jeśli wielu ludzi, w tym Ty, prze
                                          > stanie mnie akceptować.
                                          > Desperacko usiłuję się przepoczwarzyć, rozbić krępującą skorupę dawnego "ja", b
                                          > o skoro tylko siebie mogę obwiniać o to co się stało, to siebie muszę zmienić n
                                          > ajpierw.
                                          > Szukam wzorców i usiłuję je sobie narzucić.
                                          > Dam linka który wiele wyjaśni, właściwie jeśli dobrze się wczytasz, to prawie w
                                          > szystko z mojego zachowania ostatnio:
                                          >
                                          > michalpasterski.pl/2008/10/modelowanie-fundament-nlp-i-droga-do-sukcesu/

                                          Widzisz jak to z Tobą jest Sabat. Jak nie staniesz się ofiarą bluszczącej(a nie dominującej podkreślam) kobiety, to zaczniesz wierzyć w teorie spiskowe, mgłę smoleńską, czytywać poradniki rzekomych multimilionerów co posiedli drogę do szczęścia, odwiedzać znachorów leczących kupą gołębia, oraz kupować maść na potencję od akwizytorów.
                                          To już lepiej jakby Cię obrała z kasy ukraińska prostytutka po niezwykłym seksie, niż wciągnęła sekta wierzących w zielonych ludzików.
                                          Zapomniałam Ci powiedzieć: Don Juan, Casanova to nie były chamskie, psioczące na jakiś konstrukt kobiety buraki bo to jest przez płeć przeciwną (za wyjątkiem kobiet z kompleksem żony alkoholika) odczytywane jako słabość. Jeśli marzysz o adoracji to naśladuj gości z klasą. ...nie ujawniaj się z marzeniem o piramidzie kobiet słaniającej się u stóp.:) A może sam zostaniesz wielkim przywódcą, założycielem sekty niebo, co ma 9 żon w tym jedną 14-latkę jak dorośniesz?:)
                            • aandzia43 Re: wenusjanki vs marsjanie 12.06.12, 22:11
                              >
                              > Brawo, to nieporozumienie rodem z książki Graja raz jeszcze, mężczyźni szukają
                              > w kontaktach społecznych rozwiązań problemów, kobiety zaś wsparcia emocjonalneg

                              No to chyba Rozgwiazda jest kobietą ;-D
              • sabat77 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 16:01
                to zalezy czy ma jacht i ranczo. Pozadania nie wzbudzi, ale zainteresowanie - niewykluczone...
                • kag73 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 16:06
                  za woda nie przepadam, ranczo tez mnie nie kreci...ale....jakis maly domek pod palmami...to juz bym sie zastanowila.
          • sabat77 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 15:51
            e, nie rob scen, jak ja nie poszedlem ? A rozgwiazdy to nie sa czasem twarde ? :)
    • sabat77 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 15:47
      a przez serwisy randkowo erotyczne cos dzialasz kolego ?
      • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 15:51
        serwis randkowy dla kogoś z takim nastawieniem to jakby kazać pięciolatkowi przejechac na trójkołowym rowerku autostradą...


        jak on mieszka w Wawie i nie rozumie dlaczego tu kobiety nie czekają na ulicy, a głównym atutem jest to ,ze wyglada młodziej ( stąd link z orangutanami)

        swoja drogą może ktos powinien zamienić go w bibliotekarza ? :)
        • sabat77 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 15:55
          moze niech na zbiornik zagladnie, a najlepiej od razu na garso :)
          • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 15:58
            o tego sotatniego kręgu piekła nie znałem -trzeba będzie zajrzeć

            sabat, pytanie techniczne- na takie randki lepiej zabrac ciezki sprzęt? U know...just in case...
          • hello-kitty2 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 16:05
            Eee panowie nie kumacie, Patryk rozgwiazda to najlepszy kumplet SpongeBob SquarePants. A Ja kocham Sponge Bob Square Pants i dlatego Patryk ma u mnie kredyt.

            Patryk wracaj, tu jest wiecej fajnych ludzi, nie zatrzymuj sie na panach z portierni forum :)
    • laveenia Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 16:20
      recepta jest prosta: zacznij wychodzić gdzieś, gdzie będziesz miał szansę kogoś spotkać. może jakiś klub sportowy, kurs? no i nie licz, że nowy związek zacznie się sam - coś jednak będziesz musiał w tym celu zrobić. im dłużej będziesz siedział sam i rozmyślał, tym trudniej będzie ci potem zrobić cokolwiek.
      • emeve Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 16:35
        Ale z was banda dzikusow, napadliscie na czlowieka i jaja sobie robicie, w samozachwycie nad swoim poczuciem humoru. Nie dziwie sie, ze nic wiecej nie pisze. Czasami taki wstrząs jest potrzebny, ale bez przesady.
        • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 16:38
          emevee prosze wykaż się- tylko nie złudna troskliwościa i pochylaniem sie nad bitym szczeniaczkiem

          ja zrobiłem tyle dobrego ile moze zrobic facet...
        • aandzia43 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 22:23
          Spoko. Jak rokuje, to wróci - faceci tak mają, że jak przychodzi nowy do drużyny to go troszkę poszturchają, pośmieją się, a jak kolo się nie rozpłacze, nie ucieknie, za to postawi się ostro, to jest swój. Nie mylić z falą. Jak nie wróci, to znaczy, że czas na zmiany jeszcze nie nadszedł.
          • that.bitch.is.sick Re: Jak wyjsc z tego kregu? 13.06.12, 21:21
            aandzia43 napisała:

            > Spoko. Jak rokuje, to wróci - faceci tak mają, że jak przychodzi nowy do drużyn
            > y to go troszkę poszturchają, pośmieją się, a jak kolo się nie rozpłacze, nie u
            > cieknie, za to postawi się ostro, to jest swój. Nie mylić z falą. Jak nie wróci
            > , to znaczy, że czas na zmiany jeszcze nie nadszedł.
            >

            O niego się nie martw, już się umawia z kobietami na samotnych. On działa, nasze etatowe marudy ględzą.
    • yoric Re: Jak wyjsc z tego kregu? 12.06.12, 20:42
      Poczytaj trochę PUA, zwłaszcza Davida DeAngelo.
    • niedowyr Re: Jak wyjsc z tego kregu? 15.06.12, 22:12

      Masz dziecko, wiec na tym etapie dla kobiet nie istniejesz i powiniennes sie z tym pogodzic. Kobiety nie chca sie z nikim dzielic czasem i portfelem partnera, i nie mozna sie im dziwic.

      Za kilka lat wejdziesz do ligi +40, i tam kobiety nie sa juz tak radykalne. Wtedy wrocisz do gry.
      • sabat77 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 15.06.12, 22:24
        niedowyr napisał:

        > Za kilka lat wejdziesz do ligi +40, i tam kobiety nie sa juz tak radykalne. Wte
        > dy wrocisz do gry.

        Czemu nie spróbować już teraz ? :D
      • lilyrush Re: Jak wyjsc z tego kregu? 15.06.12, 23:14
        jakaś kosmiczna bzdura....za kilka lat dziecko mu zniknie????
        dla kobiety, która patrzy z tej perspektywy będzie miał gorzej, bo większe dziecko to większe wydatki

        Cóz, do portali randkowych trzeba mieć twarda d..e, mi sie nawet ostatnio trafiła propozycja, ze pan mi zapłaci, jak nie chce seksu za darmo. Ale gdyby nie portale to od rozwodu nie byłabym na wielu randkach. w przeciwieństwie do tego, co sie wydaje niektórym, nawet w Warszawie kandydaci do związku nie spadają z nieba...
        • sabat77 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 16.06.12, 09:39
          Kolega przed toba zaklada chyba czynnik mniejszej atrakcyjnosci pan w wieku 40+ i ma na mysli subiektywna mniejsza atrakcyjnosc zwiazana z oczywistym uplywem czasu, a tym samym obnizaniem poprzeczki.
          nie do konca sie z tym zgodze, moje obserwacje wskazuja, ze wiekszosc samotnych kobiet wrecz traci zainteresowanie jakimikolwiek kontaktami z mezczyznami, uswiadomiwszy sobie niskie prawdopodobienstwo roozsadnego zwiazku. Szczegolnie, ze w warunkach polskich sa to kobiety wychowane w innych czasach, kiedy presja na seks bez zobowiazan byla duzo nizsza po stronie kobiet.
          Reasumujac - wola sobie kupic kota niz pozwolic na pozna milosc. Wedlug mnie im pozniej, tym trudniej, kobieta z wiekiem robi sie wrecz ostrozniejsza i bardziej kaprysna. Woli byc zwyczajnie sama.
          • kag73 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 16.06.12, 11:53
            Otoz. A dlaczego woli byc sama? bo od seksu sie juz odzwyczaila, nie zalezy jej. Odpowiednich kandydatow raczej brak i do tego facet w domu oznacza pranie, prasowanie i gotowanie dla niego, A w zamian raczej dostalaby malo jezeli na seksie jej nie zalezy a pieniedzy na fajne wyjazdy i inne atrakcje gosciu raczej nie ma.
            • lilyrush Re: Jak wyjsc z tego kregu? 16.06.12, 17:27
              seks można miec bez prania i prasowania. Seks można miec za nic. Problem w tym, jak chcesz faceta, który poza seksem oferuje troche czasu i uwagi
          • niedowyr Re: Jak wyjsc z tego kregu? 16.06.12, 16:49

            < Kolega przed toba zaklada chyba
            Nic nie zakladam, mowie po prostu jak jest :-) Kobiety w zakresach +/-30 maja przewaznie mocna wiare w to ze na pewno trafia na takiego mezczyzne na jakiego zasluguja, wyjda za niego, zaloza rodzine, itd. Maja w zwiazku z tym okreslone wymagania, jedno z tych wymagan to brak "balastu" - bo co to za maz ktorym trzeba bez przerwy z kims sie dzielic.

            Po czterdziestce kobiety przewaznie wychodza z etapu 'Kandydat idealny" i szukaja po prostu normalnego zwiazku (z tym ze to prawda ze niektore o prostu odpuszczaja).

            < bo większe dziecko to większe wydatki
            Ale z grubsza jest tak ze male dziecko przewaznie staje sie wiekszym dzieckiem?... wiec wieksze czy mniejsze - nie ma to znaczenia :-) Poza tym, do czterdziestki wiekszosc mezczyzn osiaga ten poziom rozwoju zawodowego na ktorym moze sobie na dzieci pozwolic.

            Dzieci kosztuja duzo niezaleznie od wieku :-) Ale od pewnego momentu po prostu absorbuja mniej czasu (co nie znaczy, ze mniej uwagi), i sa dla partnerek latwiejsze do przelkniecia.
    • anuska25 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 21.07.12, 08:22
      Patryk. Napisz do mnie na priva.
    • marek_gazeta Re: Jak wyjsc z tego kregu? 23.07.12, 12:01
      Przestać się nad sobą użalać i wiąć się do roboty (nad sobą). Jest takie przysłowie: "Jak facetowi źle, szuka żony. Jak mu dobrze, żona szuka jego". Niewykluczone, że na takiego biednego misia-pysia też się jakaś desperatka złapie, ale większość kobiet marzy o zupełnie innym typie faceta.

      Na początek - dużo sportu (lepsza kondycja i samopoczucie, przy okazji wypleni myślenie o pierdołach) oraz właściwe książki. Yoric ma rację - poczytaj De Angelo, zwłaszcza o "wussy behavior".

      Dziecko nie ma tu nic do rzeczy - kobiety, z którymi będziesz się spotykał, zapewne też będą mieć jakieś dzieci.
      • la.locca Re: Jak wyjsc z tego kregu? 23.07.12, 18:11
        >"Jak facetowi źle, szuka żony. Jak mu dobrze, żona szuka jego"

        Szczera prawda. Polubić swoją samotność. Sprawić, aby samemu z sobą czuć się dobrze. A wówczas ktoś inny też będzie miał ochotę sie przytulić i współdzielić życie...
        • that.bitch.is.sick Re: Jak wyjsc z tego kregu? 24.07.12, 10:48
          la.locca napisał(a):


          > Szczera prawda. Polubić swoją samotność. Sprawić, aby samemu z sobą czuć się do
          > brze. A wówczas ktoś inny też będzie miał ochotę sie przytulić i współdzielić ż
          > ycie...

          Osobiście wyznaję dość radykalną zasadę którą sformułował niejaki Kominek, jeśli rzekomo "piękne kobiety nigdy nie są same" :) to nie wierzę w to aby na przysłowiowej ulicy leżeli atrakcyjni i fascynujący mężczyźni i nie mogli znaleźć kobiety. Trzeba w sobie szukać przyczyny.
          • sabat77 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 24.07.12, 17:37
            that.bitch.is.sick napisała:

            > Osobiście wyznaję dość radykalną zasadę którą sformułował niejaki Kominek, jeśl
            > i rzekomo "piękne kobiety nigdy nie są same" :) to nie wierzę w to aby na przys
            > łowiowej ulicy leżeli atrakcyjni i fascynujący mężczyźni i nie mogli znaleźć ko
            > biety. Trzeba w sobie szukać przyczyny.

            Ale co to znaczy, że nie są same ?
            Znam osobiście przynajmniej kilka pięknych kobiet, które po rozwodach albo innych życiowych zakrętach samotnie wychowują dzieci albo hodują koty :P
            Mogą albo być same z wyboru, albo nie umieją znaleźć nikogo kto bym im odpowiadał ze swojej grupy "docelowej", w której rozsądek nakazuje szukać męża.
            Jak będziesz mieć te trzydzieści, czterdzieści lat, a nie będziesz mężatką, to na polu bitwy mogą pozostać sami łysiejący i brzuchaci sabatowie :) Ciekawe czy dalej wtedy będziesz trzymać się swojej maksymy.
            Z panami jest podobnie, przy czym, tradycyjnie, mają jeszcze bardziej pod górę niż kobiety - a to z racji dodatkowych oczekiwań pań w starszym wieku (spotęgowane oczekiwania co do majątku, pozycji itd). No i panowie też mogą mieć problem z wybraniem tej właściwej. Jednak te atrakcyjne, rozsądne i niekonfliktowe często powychodziły za mąż i są w satysfakcjonujących związkach.
            Nic tu nie da uroda i atrakcyjność, bo rozbicie trwałego, udanego małżeństwa to nie lada wyzwanie, szczególnie dla pana. Panie tutaj mają ciut z górki, jednak wielu panów ma mentalność psa łańcuchowego. Jak go spuścić to leciiii.... i tyle go widzieli :)

            Więc to chyba nie aż tak prosto.
            • vitek_1 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 24.07.12, 18:17
              30-40 to "starszy wiek".
              Brzuszki, łysinki...
              Dopiero po chwili załapuję że jestem na polskim forum.
            • that.bitch.is.sick Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 09:30
              A właśnie że prosto Sabat, po co się doszukujesz dodatkowych treści w prostym stwierdzeniu.
              Oczywiście definicje piękna możemy rozciągnąć i potraktować nieco szerzej, jednak prostota tego stwierdzenia rzuca się w oczy. Piękna kobieta, przystojny mężczyzna nie ważne czy chcą aktualnie być sami czy nie, to muszą się raczej opędzać niż sobie szukać, czy jest to jasne nareszcie? Natomiast towarzystwo na dłużej, krócej czy do wyboru ludzie piękni mają na wyciągnięcie ręki. Tyle chciałam powiedzieć. I po co łączyć to z wiekiem. Znam piękne 50latki i paskudne 20 latki, choć generalnie z wiekiem uroda więdnie, jednak jak się urody ani atrakcyjnej osobowości nie posiada to młodość niestety nie pomoże.

              Więc to nie zmienia faktu, że jak ktoś nie może "sobie znaleźć" to nie jest jakieś złośliwe zrządzenie losu ani spisek, ani przypadek tylko należy zacząć od siebie. I dlatego sadzę tu te zbędne może banały, że czasami najtrudniej w gąszczu racjonalizacji spojrzeć prawdzie w oczy.
              • sabat77 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 10:24
                Czyli idac tym tropem- jesli kiedykolwiek uda mi sie dobic do przystani pt. Przystojny mezczyzna, to moje problemy rozwiaza sie same ?
                • that.bitch.is.sick Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 10:35
                  sabat77 napisał:

                  > Czyli idac tym tropem- jesli kiedykolwiek uda mi sie dobic do przystani pt. Pr
                  > zystojny mezczyzna, to moje problemy rozwiaza sie same ?

                  Przepraszam sabat k.. ale nie wiedziałam że jesteś sam, sorry stary współczuję, skoro tak to z pewnością z wyboru jesteś mnichem, bo z moim przewidywań wynika że jesteś przystojny.
                • gomory Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 11:44
                  > Czyli idac tym tropem- jesli kiedykolwiek uda mi sie dobic do przystani pt. Przystojny mezczyzna, to moje problemy rozwiaza sie same ?

                  Do przystani przystojny mezczyzna to Ty mozesz dobic gdy sobie takiego zapoznasz ;).
                  Sadze, ze Twoje problemy nie rozwiaza sie same. Nigdy.
                  • urquhart Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 11:55
                    Same to nie.
                    Potrzebna jest znajomość drogi i wewnętrzna motywacja.
                    Ale kuma już co nieco i podąża ogólnie w dobrym kierunku.
                    Zaczyna rozkminiać że nałykał się "fałszywego przekazu" którymi karmią i manipulują nas baby :)
                    • songo3000 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 13:09
                      Bo problem jest zupełnie odwrotny. Jak już rozwiąże swoje wszystkie troski i pętle to 'nagle' okaże się, że jest przystojnym mężczyzną - faktycznie samo z siebie :)
                      • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 13:43
                        Songo czarusiu- nie zawsze mówimy o Tobie ( wszyscy wiemy, ze juz w przedszkolu przeleciałeś całe ciało pedagogiczne)

                        mówimy o tych biednych misiach, których pani nie brala na kolanka w przedszkolu ;P

                        to sie ma , albo nie ma. Mam dzieciaka i widze, ze juz w przedszkolu, zerowce atrakcyjne dzieciaki dostają inną informację zwrotną od otoczenia niz ich nieatrakcyjni koledzy ( i od rówieśnikow i od dorosłych) Juz po kilku minutach obserwacji takiej grupy możan zauwazyc ktorzy chłopcy będą mieli powodzenie, a ktorzy nie , choćby wyrzeżbili się na modela- to po prostu widać.

                        tak więc ci neiatrakcyjni nie moga niczego rozwiazac bo ich rzeczyswistośc od kołyski jest inna niz atrakcyjnych. Mozliwośc "poprawy" dotyczy tylko niewielkiegio odsetka przypadków granicznych, albo okaleczonych psychicznie ( w toku rozwoju) atrkacyjnych osobników

                        >Bo problem jest zupełnie odwrotny. Jak już rozwiąże swoje wszystkie troski i pę
                        > tle to 'nagle' okaże się, że jest przystojnym mężczyzną - faktycznie samo z sie
                        > bie :)
                        • songo3000 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 26.07.12, 10:38
                          Bez przesady, przedszkolanki i ile mnie pamięć nie myli to stare maszkary były. Chociaż fakt, pierwszą cipkę to koleżanki w przedszkolu zobaczyłem :)))

                          Co do reszty, nie bądź taki czarnowidz. Jakiekolwiek warunki czy też uwarunkowania nie są wieczne. Świadoma praca nad sobą, zmiana środowiska + mały splot pozytywniejszych okoliczności i już mamy nowego, atrakcyjnego ruchacza, hehe.
                          • urquhart Re: Jak wyjsc z tego kregu? 26.07.12, 10:59
                            songo3000 napisał:
                            > Co do reszty, nie bądź taki czarnowidz. Jakiekolwiek warunki czy też uwarunkowa
                            > nia nie są wieczne. Świadoma praca nad sobą, zmiana środowiska + mały splot poz
                            > ytywniejszych okoliczności i już mamy nowego, atrakcyjnego ruchacza, hehe.

                            To że szczęśliwe i nieszczęśliwe sploty okoliczności przyciąga się nastawieniem które jest kluczowe mówią pragmatycznie starożytne religie i systemy filozoficzne. Amerykanie odkrywają to na nowo rozchytując filmy i ksiązki takie jak "The Sekret", które są sprzeczne z demokratycznym światopogladem sprawiedliwości i równouprawnienia że pokrzywdzonym sie należy itd.
                            www.youtube.com/user/aSecretAgent?feature=relchannel
                            Inny sekret znany od starożytności że przypadek samouków w naturze to rzadkość, zwykle uczeń który się chce czegoś nauczyć i zmienić szuka mistrza :)
                            • songo3000 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 26.07.12, 11:19
                              Jak to było wczoraj Urq? Wielkiego Mistrza Glossatora :DDD
                            • sabat77 mistrz i uczeń 27.07.12, 06:59
                              urquhart napisał:

                              > Inny sekret znany od starożytności że przypadek samouków w naturze to rzadkość,
                              > zwykle uczeń który się chce czegoś nauczyć i zmienić szuka mistrza :)

                              Jak powiedział Pablo Picasso - bad artists copy, good artists steal.
                              Braque chyba nie spodobałaby się ta kwestia, ale pal ich licho, kubizm powstał :D

                              Tak - od starożytności znamy schemat mistrza i ucznia, opierający się na podstawowych potrzebach - bezpieczeństwa i autorytetu. Ale w dzisiejszych czasach mamy już chyba dość rozumu, by za Michałem Aniołem wykrzyknąć w wieku 80 lat - ciągle się uczę.

                              Ja sam urodziłem się rozpięty między dwoma mistrzami, astrologicznie jestem lwem i wężem. Tak sprzeczne i kłócące się ze sobą potęgi może spiąć tylko jeden mistrz. Ten w na którego obliczu czerń i biel splatają się w jedno, yin i yang zmieniają się w androgyniczną efemerydę. Ten który łączy zwierzęce instynkty i ludzkie odruchy, a jest mistrzem nas wszystkich przecież. Za nim już nie ma nic. Tylko wszechmogąca nicość, która może doprowadzić ludzkie istnienie jedynie do zguby. Zatem, wbrew zaleceniom Yunga - zwracam się w stronę płomienistego oblicza mojego mistrza i uwielbiam je. A imię jego Abrasax.
                              • abrigado Re: mistrz i uczeń 27.07.12, 09:55
                                Sabat- ciut za duzo podlałes patosem...
                                • songo3000 Re: mistrz i uczeń 27.07.12, 09:57
                                  ...ale końcówka nawet wzbudziła cień zainteresowania :)
                                  • abrigado Re: mistrz i uczeń 27.07.12, 10:13
                                    też nie podejrzewałem, że sabat jest gnostykiem

                                    • songo3000 Re: mistrz i uczeń 27.07.12, 10:26
                                      A ja podejrzewałem. Bo wszyscy jesteście podejrzani.... ;)))
                                      • abrigado Re: mistrz i uczeń 27.07.12, 10:53
                                        czerwony kapelusz zwsze jest podejrzany...
                                        • songo3000 Re: mistrz i uczeń 27.07.12, 11:30
                                          Właściciel jest podejrzany :) a konkretnie to skąd miał na kapelusz forsę i ile jej jeszcze ukrywa ;)

                                          BTW. Personifikacja absolutów w klasycznym ujęciu raczej oddala niż zbliża do gnozy.
                  • sabat77 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 16:14
                    Same w sensie braku dodatkowych dzialan oprocz dbania o wyglad, elegancki ubior itd.
                    Bo dyskutowalem z bitch o roli urody w byciu samemu. Ale fakt, ja sam nie jestem, wiec problem w czym innym. Chociaz wyglad jako czynnik moze jednak miec znaczenie :)
                    btw - doplyne do tej przystani sam i nie bede musial kupowac wazeliny, zobaczysz :)
              • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 11:19
                Bitch ma rację- piękni, albo szerzej atrkacyjni mają zawsze mase okazji wokól i wianuszek potencjalnych okazji do "czegokolwiek";

                jak ktos czuje się niewidzialny dla płci przeciwnej to najwyraźniej nie jest atrakcyjny, albo fizycznie , albo tez ma zryty beret w sposób odbierajacy apetyt płci przeciwnej.

                Ludzie atrakcyjni nei przestają być tak zupełnie atrakcyjni mimo tuszy ( nie mówie o 200 i wiecej kilogramach, a do pewnego stopnia takze na skutek wieku)

                Trzeba być slepum żeby w pewnym wieku tego nie dostrzegać. Znamsporo "casanowów", ktorzy z wiekiem nabrali istotnych kragłści, łysinek a nawet siwizny a mimko to wciąź "koszą " (ach to dawne słownictwo;P)

                jest takie powiedzenie- "jak kobieta do 30 ki nie stanie się piękna to znaczy, że jest głupia"

                odnosi się też do tych " przystojnych poukładanych i wygladajacych młodziej"

                a jak facet nie miał adoraterek w wieku lat nastu lub dwudziestu paru to próżne nadizeje, ze w wieku chrystusowym i póxniej nagle będziep ostrzegany jako przystojniak.
                ewentualnie jako bankomat lub opiekun- ale on sam nie będzie atrkacyjny- sad but true....



                • urquhart Wewnętrzne nastawienie 25.07.12, 12:28
                  abrigado napisał:
                  > jak ktos czuje się niewidzialny dla płci przeciwnej to najwyraźniej nie jest at
                  > rakcyjny, albo fizycznie , albo tez ma zryty beret w sposób odbierajacy apetyt
                  > płci przeciwnej.

                  I przebić się przez to nie jest łatwo. Pewność siebie to nie wszystko.
                  Dla jednych pań wyglądanie seksy, pociągająco i uwodzicielsko to przecież przyjemość bycia adorowaną i podziwianą dla drugich upokarzający seksizm i podłe uprzedmiotowanie kobiet.
                  Ot piszą o tym że kszałtuje się to nastawienie we wczesnym dzieciństwie w archetypicznych relacjach z płcią przeciwną (dziewczynka z ojcem, syn z matką bardziej złożone) i że badając to łatwo można mieć prognozę co do relacji w związkach i w co się pakujemy.
                  • abrigado Re: Wewnętrzne nastawienie 25.07.12, 12:58
                    Ot piszą o tym że kszałtuje się to nastawienie we wczesnym dzieciństwie w arche
                    > typicznych relacjach z płcią przeciwną (dziewczynka z ojcem, syn z matką bardzi
                    > ej złożone) i że badając to łatwo można mieć prognozę co do relacji w związkach
                    > i w co się pakujemy.

                    w tym miejscyu przyszły mi na myśl "podstawienia" hellingera
                    • urquhart Re: Wewnętrzne nastawienie 25.07.12, 13:32
                      abrigado napisał:

                      > w tym miejscyu przyszły mi na myśl "podstawienia" hellingera

                      To przecież tylko jedna z form terapii.
                      Ale potrzebna jest w pierwszej kolejności ochota, motywacja do zmiany, naprawy, zamiast np. rozbudowywania feministyczno-mizoanrycznych racjonalizacji takiego stanu :)
                • hello-kitty2 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 13:04
                  abrigado napisał:

                  > a jak facet nie miał adoraterek w wieku lat nastu lub dwudziestu paru to próżn
                  > e nadizeje, ze w wieku chrystusowym i póxniej nagle będziep ostrzegany jako prz
                  > ystojniak.

                  Przesadzasz, w czasach Chrystusa ukonczenie 33 lat to byl moment wejscia w doroslosc, uzyskanie pelnoletnosci.

                  Dla mnie starsi faceci naturalnie sa bardziej atrakcyjni fizycznie. Zauwazcie jak chlystkom z wiekiem poteznieje np. szyja, wychodza zyly na dloniach, mnie to strasznie kreci.
                  • songo3000 33 lata to był moment 'zdziadzienia' 25.07.12, 13:15
                    ... ops, rozpoczęcia społecznej funkcji doświadczonego, starszego pana. Jeszcze 100-150 lat temu moment wejścia w dorosłość to dla chłopców 15-16 rok życia, dla dziewcząt 11-13. Czyli tak, jak to zaprojektowała natura.
                  • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 13:19
                    > Dla mnie starsi faceci naturalnie sa bardziej atrakcyjni fizycznie. Zauwazcie j
                    > ak chlystkom z wiekiem poteznieje np. szyja, wychodza zyly na dloniach, mnie t
                    > o strasznie kreci.

                    que???

                    apogeum samczości to faktycznie okres tak między 27- 35 lat- choc to kwestia osobnicza - np taki mike tyson w wieku 14 lat wyglądal jak 20 latek.

                    pożadanie w stosunku do szpakowatych mężczyzn " z zasobami" to atawizm- zgromadzenie zasobów wymagało czasu, wiec kobiety musaiły pójśc na kompromis w sprawie jednego z zasobów tj młodości.

                    poza tym w naturze dożycie trzydziestu paru lat było niezwykle trudne i oznaczało , zem amy do czynienia z bardzo zaradnym samcem.

                    do dziś - w warunkach cywilizacji śmiertelnośc meżczyzn w wieku 16-29 lat jest około 6-krotnie wyższa niz z analogicznego przedziału kobiet ( przy okazji to ten fakt powoduje zanizenie średniej wieku męzczyzny wobec kobiet, a nie tylko to ,ze kobiety żyją dłużej- co próbuje nam się wmówić)

                    tak więc szpakowaty MEN w cxasach przed cywilizacja oznaczal kogoś sprawdzonego w testach bojowych ( jeszcze w XIX wiecznych Niemczech brak blizny na twarzy męzczyzny oznaczał zniewieścienie)

                    a jeszcze jak taki MEN mial zasoby to w ogole szał jak dzisiaj justin bieber ;P


                    o "dojrzałości" w czasach chrystusa- nawet i sie nie chce pisać jak bardzo bładzisz- powiem tyle- pierwsza relacja prasowa wypadku samochodowego konczyla sie "czterdziestoletniego starca odwieziono do lazaretu" ;)
                    • hello-kitty2 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 13:52
                      Tak, tak, wiem abrigado, ze powoli zegnasz sie z zyciem i przygotowujesz nas na swoje odejscie, moze nawet ciekasz po tych pagorkach, zeby gdzies tam spasc i zakonczyc swoje egzystencjalne cierpienia. Droga wolna.

                      Ale nie wmawiaj mi tu co mnie podnieca, laskawie nie lacz wieku chrystusowego ze szpakowatoscia i nie wyjezdzaj ciagle z zasobami, bo twoje caly dobytek jest o wartosci moich mebli kuchennych.

                      Co to za obsesja z tym wiekiem? Zniedoleznialy jestes czy co? Czy ty widziales, zeby jakas kobieta na forum przechwalala sie jaka jest stara? O co ci wlasciwie chodzi?

                      No chyba, ze mi juz odbija od posuwania 25 latkow. Btw czy jest jakis atrakcyjny pan na forum po czterdziestce?
                      • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 14:00
                        ja pinkolę to przedszkole!
                        tej logiki to w niderlandach nabyłaś1?

                        usiluję tu wytłumaczyć co poniektórym, że 30 + to nie jest moment aby oczekiwać przemiany z żaby w księcia lub z brzydkiego kaczatka w łabędzia

                        jak ktoś żyje taka ułudą to czeka go twarde ladowanie na dupę

                        sorry ale nie odpowiadam za Twoje funeralne skojarzenia ;)

                        zbyt dobrze się bawię żeby brać pod uwagę zgon w tym momencie :P

                        pacz, napisałem ci, że mam problemy z SI i od razu traktujesz mnie z góry ;)
                        • hello-kitty2 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 15:00
                          abrigado napisał:

                          > usiluję tu wytłumaczyć co poniektórym, że 30 + to nie jest moment aby oczekiwać
                          > przemiany z żaby w księcia lub z brzydkiego kaczatka w łabędzia

                          Mylisz sie!
                          A jak mnie wkurzysz co ci wkleje swoja przemiane pt. 20+ a 30+, bo do Sabata nie mam autoryzacji.
                          Ale jak wiadomo kazdy sadzi po sobie :)

                          • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 15:06
                            mylisz pojęcia.
                            btw akurat zmiana pomiedzy 20 a 30 tym to nic nadzwyczajnego
                            nie twierdzę, że ktos nie mozę stac sie szczupły, bardziej muskularny, bardziej zadbany

                            pewnie, że może

                            tylko przez to nie zrobisz z pokraki ciacha- po prostu- to dziala tylko w amerykanskich filmach familijnych.
                            atrakcyjnośc można przez takie zabiegi podnieśc w minimalnym stopniu.





                            • sabat77 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 16:08
                              Zalezy.
                              wedlug mnie troche za bardzo kategorycznie piszesz. Jesli mankamentem urody jest tusza i brak zadbania, to przez trening i diete da sie poprawic atrakcyjnosc w ogromnym zakresie.
                              jesli ktos ma brzydka twarz i jest niezgrabnym kurduplem, to faktycznie - wiele mu moze to nie da. Ale zawsze cos.
                      • gomory Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 15:47
                        hello-kitty2 napisała:
                        > Btw czy jest jakis atrakcyjny pan na forum po czterdziestce?

                        LOL na forum pisza Polacy :). Atrakcyjny po 40 musi miec na imie Antonim.
                        • sabat77 Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 16:04
                          Chciales powiedziec Namotim ? :)
                          Ale nie wydaje mi sie zebys mial racje, chocby w mediach pelno przystojnych mezczyzn po czterdziestce.
                          • gomory Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 16:38
                            No ba! Ibisz, Wojewodzki, Strasburger, Pazura, Jacykow... Zreszta nie bede sie klocil, to sie moze w kazdej chwili zmienic. W czasach gdy Kozidrak jest mlodsza od corki, a Madonna ma gladsza skore niz gdy pierwszy raz zaspiewala, ze ma jak dziewica, to nie zna sie dnia ani godziny.
                            Nasza urocza kolezanka jednak wywolala tylko stare kapciory z forum, wiec nie podciagajmy tej grupy do rekinow szolbiznesu ;).
                            • that.bitch.is.sick Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 16:40
                              gomory napisał:

                              > No ba! Ibisz, Wojewodzki, Strasburger, Pazura, Jacykow...

                              NOsz kur... udławiłam się colą zero:)
                              • abrigado Re: Jak wyjsc z tego kregu? 25.07.12, 17:05
                                tomasz Raczek...
                  • urquhart 33 uzyskanie pelnoletnosci 25.07.12, 13:23
                    hello-kitty2 napisała:
                    > Przesadzasz, w czasach Chrystusa ukonczenie 33 lat to byl moment wejscia w doro
                    > slosc, uzyskanie pelnoletnosci.

                    No oczywiście przecież Noe żył 950 lat...
                    Kto ci Kitty takiej ciemnoty nawciskał?
                    Wejście w dorosłość pełnoletność to 13, nie 33 lat i obrzęd Bar Micwa u Żydów za Chrystusa i obecnie.
                    Średnia długość życia w starożytności to 30 - 40 lat, a ludzi dożywających 50tki z szacukiem określano jako "sędziwych" i godnych rozsądzania sporów skoro Opatrzność i własna roztropność pozwalała im dożyc sędziwego wieku.
                    Polecam google: starożytność średnia długość życia
                    • hello-kitty2 Re: 30 uzyskanie pelnoletnosci 25.07.12, 14:26
                      urquhart napisał:

                      > No oczywiście przecież Noe żył 950 lat...
                      > Kto ci Kitty takiej ciemnoty nawciskał?
                      > Wejście w dorosłość pełnoletność to 13, nie 33 lat i obrzęd Bar Micwa u Żydów z
                      > a Chrystusa i obecnie.
                      > Średnia długość życia w starożytności to 30 - 40 lat, a ludzi dożywających 50tk
                      > i z szacukiem określano jako "sędziwych" i godnych rozsądzania sporów skoro Opa
                      > trzność i własna roztropność pozwalała im dożyc sędziwego wieku.
                      > Polecam google: starożytność średnia długość życia

                      Chodzilo mi o uzyskanie pelnoletnosci w rozumieniu prawa w czasach chrystusowych. Moze faktycznie zawyzylam, ale gora o 3 lata. Jesli sie nie zgadzasz to wyjasnij dlaczego zatem chrystus umarl w wieku 33 lat?

                      Natomiast w ogole nie odnosilam sie do dlugosci zycia.

                      • abrigado Re: 30 uzyskanie pelnoletnosci 25.07.12, 14:31
                        Jesli sie nie zgadzasz to wyja
                        > snij dlaczego zatem chrystus umarl w wieku 33 lat?

                        hmmmm...bo go ukrzyżowali ???

                        ;P genialne pytanie...
                        • abrigado Re: 30 uzyskanie pelnoletnosci 25.07.12, 14:32
                          ...znam jeszcze jedno na tym poziomie:

                          "jesli boga nie ma to kto napisał biblię? ha, niedowiarku?" ;P
                        • hello-kitty2 Re: 30 uzyskanie pelnoletnosci 25.07.12, 15:07
                          abrigado napisał:

                          > Jesli sie nie zgadzasz to wyja
                          > > snij dlaczego zatem chrystus umarl w wieku 33 lat?
                          >
                          > hmmmm...bo go ukrzyżowali ???
                          >
                          > ;P genialne pytanie...

                          Nie mow, ze na polskim w liceum zglaszales sie do odpowiedzi z takimi tekstami, bez przeczytania lektury. Po co pajacujesz? Nie znasz odpowiedzi, nie odpowiadaj.
                          • abrigado Re: 30 uzyskanie pelnoletnosci 25.07.12, 15:18

                            > Nie mow, ze na polskim w liceum zglaszales sie do odpowiedzi z takimi tekstami,
                            > bez przeczytania lektury. Po co pajacujesz? Nie znasz odpowiedzi, nie odpowiad
                            > aj.

                            ja nie znam odpowiedzi ???? -niga plizzz ;P
                            przeciez to jest prawidłowa odpowedź

                            dokladnie tak było- zglaszałem się do odpowiedzi bez cvzytania lektur ( bryków tez nie czytałem) i zawsze sie udawało ( bylem olimpijczykiem z polskiego i na maturze miałem 6 bez uczenia się- wystarczyło podsłuchać kujonów ;)

                            a akurat biblię i stary testament przeczytałem jeaszcze w podstawówce- prawie tak dobre jak "wladca Pierścieni" ;P

                            stąd np wiem, ze ulubionym sportem Pana boga byly zapasy ( opis walki Jakuba z anolem nad rzeką i wygrana Pana boga przez leg lock ;)
                            • hello-kitty2 Re: Abrigado 25.07.12, 15:28
                              jestes jak skaczacy, maly, niewyzyty piesek.

                              Ja stoje w moich nowych bucikach na obcasie, ponczoszkach i obcislej spodnicy, slucham co mowia inni, a ty mi non stop podskakujesz do spodnicy, na poczatku bylo fajnie, taki radosny piesek ale co za duzo to i swinie nie chca, zatem uspokoj sie, siad, bo podrzesz mi ponczoszki :)
                              • sabat77 Re: Abrigado 25.07.12, 15:57
                                Hahahaha... Wez, ja mam bujna wyobraznie :)
                                tylko zeby ten piesek czasem z wrazenia nie napaskudzil na dywan, bo kto to posprzata :)
                          • abrigado Re: 30 uzyskanie pelnoletnosci 25.07.12, 15:19
                            a pajacuję bo lubię- bando sztywniaków ;P
                      • urquhart Wiek Chrystusowy a Starość 25.07.12, 16:39
                        hello-kitty2 napisała:
                        > Chodzilo mi o uzyskanie pelnoletnosci w rozumieniu prawa w czasach chrystusowyc
                        > h. Moze faktycznie zawyzylam, ale gora o 3 lata.

                        W czasach Chrystusowych to też było 13 lat i symboliczny rytuał dorosłości, który w średniowieczu został jeszcze dodatkowo sformalizowany. Stąd znaczenie opowieci o dwunastoletnim Jezusie w świątyni. Na szybko źródło:
                        www.jezus-izrael-zydzi.pl/htm/ksiazki/powrotdokorzeni.pdf

                        > snij dlaczego zatem chrystus umarl w wieku 33 lat?

                        To pomylenie pojęć. Osoby w tym wieku były na waruki strarozytności nie dojrzałe ale stare i sędziwe, zacne lub jedynie zwykłymi dziadami (o ile zapracowali sobie na szacunek i byli poważani lub nie zapracowali).
                        Cyt: W czasach prehistorycznych ludzie dożywali 30 (Neandertalczyk z Krapiny) - 35 lat (szkielety z Sima de los Huesos w Atapuerca)[1]. W starożytności człowiek 35-40 letni był uważany za człowieka starego. Średnia długość życia, a co za tym idzie "granica" starości na świecie bardzo wydłużyła się w XVIII, XIX oraz XX wieku, wraz z poprawą warunków życia, rozwojem medycyny oraz upowszechnieniem takich wynalazków jak np. kanalizacja.
                        pl.wikipedia.org/wiki/Staro%C5%9B%C4%87
                        • gomory Re: Wiek Chrystusowy a Starość 25.07.12, 16:53
                          Historycy po dzis dzien sie spieraja co do sredniej dlugosci zycia. Niewatpliwie byla krotsza niz teraz ale dozycie sedziwego wieku (w naszym rozumieniu tego znaczenia) nie bylo cudem zarezerwowanym dla wladcow.
                          Zgodnosc panuje tylko co do tego, ze statystyki zanizane sa glownie przez duzo wieksza umieralnosc noworodkow, dzieci i kobiet w czasie porodow.
                          30? Bez przesady, tacy byli uznawani np. za bardzo sprawnych wojownikow. W starozytnosci za starego to mogl uchodzic wladca z summeryjskiej listy krolow w dniu swoich 850 urodzin ;).
                          • urquhart Re: Wiek Chrystusowy a Starość 25.07.12, 17:09
                            gomory napisał:
                            > Historycy po dzis dzien sie spieraja co do sredniej dlugosci zycia. Niewatpliwi
                            > e byla krotsza niz teraz ale dozycie sedziwego wieku (w naszym rozumieniu tego
                            > znaczenia) nie bylo cudem zarezerwowanym dla wladcow.

                            Zdarzało się i było odnotowywane jako coś interesującego wzmianki i ale i nieczęstego wiec pewnie na statystyczną wieksząść wpływu nie miało. Podobnie jak i noworodki na średnią nie wpływają, bo z tego co wiem bada sie miejsca pochówku niezwiazane z działaniami wojennymi.
                            old-utw.uj.pl/metodyki_edukacja.php?edukacja=6
                          • aandzia43 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 25.07.12, 21:25
                            > 30? Bez przesady, tacy byli uznawani np. za bardzo sprawnych wojownikow.

                            Jeśli trzydziestolatkowie uważani byli za bardzo sprawnych wojowników, a czterdziestoletnie królowe rodziły dzieci, to gadki o jakoby innej jakości człowieka sprzed stuleci można między bajki włożyć. (Już kiedyś chyba dyskutowałam o tym z Urqu) Nie jesteśmy genetycznie inni od naszych przodków, mamy ten sam potencjał. I jeśli człowiek w powiedzmy I wieku naszej ery uniknął śmierci w wyniku chorób wieku dziecięcego czy wyjątkowo wrednej zarazy, i jeśli żywot miał nie dramatycznie ciężki i wyczerpujący, to jako czterdziesto czy pięćdziesięciolatek był w równie dobrej formie, jak jego współcześnie żyjący rówieśnik.
                            • urquhart Re: Wiek Chrystusowy a Starość 26.07.12, 08:42
                              aandzia43 napisała:
                              > Jeśli trzydziestolatkowie uważani byli za bardzo sprawnych wojowników, a czterd
                              > ziestoletnie królowe rodziły dzieci, to gadki o jakoby innej jakości człowieka
                              > sprzed stuleci można między bajki włożyć

                              Poza własnym "logicznym" mniemaniem masz jakiekolwiek poważne źródła czy opracowania do przytoczenia?

                              Jak się mieli nieliczni dożywający 50 nawet 60 do całej reszty w starożytności?

                              www.biblia-wnioski.pl/krotkie-artykuy-mainmenu-5/7-jak-zrozumie-bibli/90-kultura-w-czasach-jezusa.html
                              • aandzia43 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 26.07.12, 11:23
                                >
                                > Poza własnym "logicznym" mniemaniem masz jakiekolwiek poważne źródła czy opraco
                                > wania do przytoczenia?

                                Nie chce mi się szukać książek i wyłuskiwać z nich interesujące nas fragmenty. Lepiej przypomnij sobie, jeśli oczywiście interesowała cię kiedyś medyczna strona wykopalisk archeologicznych, że szczątki ludzi w słusznym wieku, którzy znajdowali na szczycie drabiny społecznej i prowadzili czynny, ale nie wyniszczający tryb życia, nie wskazywały na większe "zużycie materiału", niż współczesne szczątki. Nie byli to więc ludzie w gorszym (czy dużo gorszym, bo jednak mamy dentystów i paru innych fachowców ;-)) stanie zdrowia niż ich odpowiedniki w XXI wieku. Poza tym jest jeszcze kwestia udokumentowanej historycznie intensywnej działalności naszych przodków, która nie kończyła się wraz z wejściem w mityczny "wiek starczy", czyli w piąty krzyżyk ;-) Tu nie potrzeba dogłębnej znajomości historii. Wystarczy rzut oka na nią pod pewnym kątem.

                                Uparłeś się, że 50-cio latek wieki temu zawsze i wszędzie był starcem, tylko dlatego, że rówieśników wokół siebie dużo nie miał. Jeśli chodzi o czasy nowożytne, to nie miał ich przede wszystkim pięćdziesięciolatek biedny, co jakimś cudem uchował się tyle lat w ciężkich warunkach. Warstwy uprzywilejowane pełne były żyjących na pełnych obrotach i dokonujących wielkich czynów "starców" ;-)

                                Proponuję rzucić okiem na Wikipedię i przelecieć się po długości życia postaci historycznych (tylko to mamy udokumentowane wszak, reszta zaginęła w pomroce dziejów).
                                Mnie na szybko przychodzą do głowy kobiety średniowiecza (czasy dużej swobody decyzyjnej kobiet z warstw zamożnych i zamożniejszych): Eleonora Akwitańska, która po trzydziestce rozwiodła się z królem Francji i wyszła na Plantageneta, miała z nim jeszcze kupę dzieciaków, które rodziła do menopauzy. Do samego końca bardzo długiego życia kombinowała, podróżowała na drugi koniec ówczesnego świata, politykowała, spiskowała, siedziała lata w "więzieniu" (zapewne dość luksusowym ;-)), jako starsza już kobieta odradzała się jak Feniks z popiołów i wchodziła na scenę polityczną i po prostu prowadziła życie wymagające ogromnej energii i żelaznego zdrowia. I czy to, że jej służące i wieśniaczki z pół wokół jej zamków żyły krócej, a jeśli nawet dłużej, to wyglądały i czuły się jak wraki, wystarczy, żeby nazwać pięćdziesięcioletnią Eleonorę, matkę małych jeszcze dzieci i babę trzęsącą Anglią, staruszką?
                                Druga postać to święta Hildegarda z Bingen. Nie chce mi się pisać, zajrzeć se do Wikipedii proszę. Długo żyła, długo pracowała i tworzyła. Nie zakończyła działalności religijnej, naukowej, teologicznej, literackiej, politycznej itd. po czterdziestce, bo potem to już tylko starość i grób. Chciałbyś mieć taką parę i taki umysł w wieku sześćdziesięciu lat, jak ta pani :-)
                                • urquhart Re: Wiek Chrystusowy a Starość 26.07.12, 12:34
                                  Też jestem fanem Hildegardy :)
                                  Ale twój tok myślenia przywodzi mi jednak na myśl próbę wykazania na przykładziach Agaty Wróbel, Katarzyny Skowrońskiej i ich koleżaniek że kobiety są statystycznie dziś wyższe i silniejsze fizycznie od mężczyzn :)
                                  • aandzia43 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 26.07.12, 13:26
                                    > Ale twój tok myślenia przywodzi mi jednak na myśl próbę wykazania na przykładzi
                                    > ach Agaty Wróbel, Katarzyny Skowrońskiej i ich koleżaniek że kobiety są statyst
                                    > ycznie dziś wyższe i silniejsze fizycznie od mężczyzn :)

                                    Nie obrażaj mnie. Agata Wróbel to kuriozum biologiczne i nikt o zdrowych zmysłach nie będzie wysnuwał jakichkolwiek wniosków na temat reszty kobiet na jej przykładzie. Skowrońska wielki talent sportowy, więc również specjalne warunki psychofizyczne. A ja tu piszę o ludzkiej kondycji i możliwościach biologicznych, które nie zmieniły się szczególnie na przestrzeni tysięcy lat. I jeśli pięćdziesięcioletni Jagiełło i jego pięćdziesięcioletni rycerze byli facetami tak sprawnymi pod każdym względem, że chciałbyś być taki w wieku lat trzydziestu, a nie byli jakimiś mutantami tylko ludźmi z dobrymi, owszem, genami, którzy mieli farta urodzić się w dobrych warunkach i nie odpaść w dzieciństwie np. na odrę czy zapalenie płuc, to czy mamy prawo mówić, że w XV wieku pięćdziesięciolatek był starcem? W takim układzie możemy powiedzieć, że w XXI wieku czterdziestolatek to starzec, bo kulis z Bombaju, jeśli dożyje tych lat, jest fizycznym wrakiem.
                                    Powtarzam: drzewiej bywało, że z przyczyn powszechnie znanych, bardzo dużo ludzi umierało w dzieciństwie i w młodości. Pewnie większość. Ci, co mieli szczęście (nie mutanci, po prostu ludzie z nie najgorszymi genami, którzy znaleźli się na właściwym miejscu o właściwej porze) dożywali wieku sędziwego w formie niekoniecznie gorszej od naszych seniorów. Fakt, kiedy już człowiek naprawdę zaczynał się sypać, to sypał się błyskawicznie, bo nie było środków spowalniających pewne choroby i procesy. Więc dzisiejszy sześćdziesięciolatek z chorobą reumatyczną to niekoniecznie pokręcony dziadek, podczas gdy jego rówieśnik sprzed setek lat jak najbardziej.
                                • marek_gazeta Re: Wiek Chrystusowy a Starość 26.07.12, 21:48
                                  Cesarz rzymski Tacyt rozpoczął rządy w wieku lat 75, po roku panowania zginął zamordowany (276 r.n.e.). Nie pamiętam szczegółów, ale na pewno w momencie wyboru nie mógł byc niedołężnym starcem. Jeden z jego następców, słynny Dioklecjan, po zrzeczeniu się tronu dożył spokojnie okolic 70-tki (dokładna data śmierci nie jest pewna).
                                  • urquhart Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 07:46
                                    marek_gazeta napisał:

                                    > Cesarz rzymski Tacyt rozpoczął rządy w wieku lat 75, po roku panowania zginął z
                                    > amordowany (276 r.n.e.). Nie pamiętam szczegółów, ale na pewno w momencie wybor
                                    > u nie mógł byc niedołężnym starcem.

                                    Agata Wróbel została zaczepiona przez 3 oprysków recydywistów w parku nocą którzy mocno podchmieleni mieli ochotę ją zgwałcić i okraść po ciemaku parę lat temu. Wszyscy trzej trafili do szpitala z połamanymi kośćmi i jeszcze złożyli zawiadomienie że to ona ich rzekomo napadła podczas spaceru i pobiła czym nadali rozgłos sprawie. Agatka nie była nawet draśnięta.
                                    Można na tej podstawie wyciągać podobne wnioski na jej przykładzie jak nędzny fizycznie stał się ród męski w XXI wieku w porównaniu do żeńszyn :)
                                    • aandzia43 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 14:34
                                      Agatka nie była nawet draśnięta.
                                      > Można na tej podstawie wyciągać podobne wnioski na jej przykładzie jak nędzny f
                                      > izycznie stał się ród męski w XXI wieku w porównaniu do żeńszyn :)

                                      A ten znowu swoje. Coś się przypiął do tych swoich bezsensownych dywagacji? Czy długo żyjących i mocno aktywnych kilkudziesięcioletnich ludzi sprzed wieków można bezkarnie porównywać do wybryków natury i ich krzepę i zdrowie przypisywać jakimś dziwacznym mutacjom? W/g ciebie zapewne tak. Nie przekonuje cię fakt, że coś za dużo było tych jurnych, aktywnych fizycznie i intelektualnie niemłodych ludzie, żeby wszyscy mieli być wybrykami natury i ubermenschami? Nie przekonuje. Trudno. Ma się te swoje dzikie teoryjki, nie? ;-P Szczególnie, jeśli zahaczają o bolesne sprawy damsko-męskie.
                                      • urquhart 4-5% żyło dłużej niż 35 lat 27.07.12, 15:39
                                        aandzia43 napisała:
                                        > A ten znowu swoje. Coś się przypiął do tych swoich bezsensownych dywagacji? Czy
                                        > długo żyjących i mocno aktywnych kilkudziesięcioletnich ludzi sprzed wieków mo
                                        > żna bezkarnie porównywać do wybryków natury i ich krzepę i zdrowie przypisywać
                                        > jakimś dziwacznym mutacjom? W/g ciebie zapewne tak. Nie przekonuje cię fakt, że
                                        > coś za dużo było tych jurnych, aktywnych fizycznie i intelektualnie niemłodych
                                        > ludzie, żeby wszyscy mieli być wybrykami natury i ubermenschami?

                                        To ciekawe, widzisz bezsens wnioskowania na temat dzisiejszej rzeczywistości ogółu ludzi z postaci sportowych celebrytów, a nie widzisz bezsensu wnioskowania na temat ogółu rzeczywistości starożytnych na podstawie tamtejszych wyjątkowych postaci cesarzy, królów i królowych.

                                        Przypominam że początkiem dyskusji było określenie wieku chrystusowego jako rzekomej granicy pełnoletniości.

                                        Średnia 35 lat życia jest brana jako średnia pochówków z przyczyn naturalnych dorosłych z cmentarzysk nie uwzględniająca pochowanych dzieci, jeżeli się je uwzględni to spada do 20 lat o których wspomniał Gomory. Jeżeli uwzględni się liczne martwe noworodki bez pochówków to wyjdzie przecież jeszcze mniej.

                                        albumpolski.pl/artykul/Zapraszamy-do-lekturyZYCIE-I-SMIERC/46/337
                                        Badania szczątków kostnych odnajdywanych na cmentarzyskach średniowiecznych pozwalają stwierdzić, iż średni wiek życia wynosił wówczas około 30 lat, przy czym u mężczyzn był wyższy i sięgał 35 lat, u kobiet zaś niższy i oscylował w granicy 25 lat. Przy uwzględnieniu populacji dziecięcej obniżał się on jeszcze bardziej.

                                        krodo.pl/atrakcja/szczegoly/2722/Cmentarzysko_Kurhanowe_W_Siemirowicach
                                        Badania wykopaliskowe cmentarzysk pozwoliły poznać obrządek pogrzebowy Wolinian. Średnią wieku zmarłych określono na 28 lat a ich wzrost jako stosunkowo niski.

                                        pl.wikipedia.org/wiki/Kultura_%C5%82u%C5%BCycka
                                        Na podstawie grobów z wielkich cmentarzysk poznano strukturę wiekową chowanych osób. Dominowały trzy grupy: dzieci do 6 miesięcy, ludzie młodzi w wieku 15–20 lat oraz ludzie dojrzali w wieku 25–35 lat. Obliczona średnia długości życia ludności kultury łużyckiej wynosi około 20 lat, co spowodowane jest dużą śmiertelnością wśród dzieci.

                                        realtkaniny.pl/wordpress/index.php/2011/01/05/organizacja-spoleczna-2/
                                        Badania materiałów kostnych z cmentarzysk przynoszą dosyć zbliżone informacje odnośnie do składu poszczególnych populacji pod względem wieku. Były to wszystko grupy o dużym przyroście naturalnym i dużej śmiertelności, zwłaszcza w młodszych kategoriach wieku. Stąd średnia wieku dla poszczególnych grup wynosiła około 20 lat. Wyróżnia się zwykle trzy okresy życia, w których następowało najwięcej zgonów — pierwszy w okresie niemowlęcym do 6 miesiąca życia, drugi w wieku młodzieńczym 15-20 lat i trzeci w wieku dojrzałym, około 26-35 lat. Bardzo mała grupa osób dożywała wieku starszego (ok. 4 – 5%).
                                        • aandzia43 Definicja starca 27.07.12, 16:16
                                          A ja przypominam, że nie o średnią wieku mi chodziło. Linki ok, wszystko bardzo ciekawe, nikt nie zamierza polemizować z poglądem, że żyło się kiedyś krócej. Nie musisz więc po raz kolejny powtarzać tych samych danych, bo ja się zgadzam z tym, że średnia wieku była niższa. Powtarzam: zgadzam się.
                                          Dalej. Nie zgadzam się z tym, że każdy czterdziestolatek sprzed stuleci to starzec. Mam wrażenie, że na miano starca zasługuje osoba w kiepskiej już kondycji, mocno zużyta, nieaktywna i mająca już za sobą wszelkie wyczyny. Czy to rodzenie dzieci, czy aktywność intelektualną, czy w końcu inne przedsięwzięcia życiowe. Czy ostro piszącego, prowadzącego interesy, żeniącego i płodzącego cięgiem dzieci czterdziestoletniego "starca" Kochanowskiego można faktycznie nazwać starcem? Czy będziesz się upierał, że WSZYSCY aktywni i dziarscy czterdziestolatkowie żyjący przed XX wiekiem to WYBYRKI NATURY? Nie za dużo tych wybryków? Powtórzę: to tacy sami, jak współcześni nam ludzie z niezłym wyposażeniem genetycznym, dobrze odżywieni i zaopiekowani. I dodatkowo z fartem, który pozwolił im ominąć różne zagrożenia, zarazy, osłabienie organizmu w momencie, kiedy ktoś obok chorował na grypę czy gruźlicę, czy złe ułożenie płodu podczas porodu. Nie był więc genetycznym wybrykiem Kochanowski, kupa Jagiellonów płci obojga, Hildegarda z Bingen, Eleonora Akwitańska rodząca swoje ostatnie dziecko w wieku 45-ciu lat i podróżująca po Europie w wieku 80-ciu. Nawet Ludwik XIV mimo koszmarnie zepsutych zębów i ciężkich powikłań z tym związanych aktywnym facetem był długo ;-) Dlaczego uważam, że nie były to mutanci? Powtarzam: BO BYŁO ICH DUŻO. Za dużo nawet wśród postaci historycznych, które przecież stanowią tylko czubek góry lodowej.
                                          • urquhart Re: Definicja starca - sędziwy wiek 28.07.12, 12:26
                                            > em? Czy będziesz się upierał, że WSZYSCY aktywni i dziarscy czterdziestolatkowi
                                            > e żyjący przed XX wiekiem to WYBYRKI NATURY? Nie za dużo tych wybryków? Powtórz
                                            > ę: to tacy sami, jak współcześni nam ludzie z niezłym wyposażeniem genetycznym,
                                            > dobrze odżywieni i zaopiekowani.

                                            Będę upierał się że jeżeli zaledwie zaledwie 4-5% populacji to ci co przeżyli wiecej niż 35lat to byli poniekąd wyjątkowi i nie stanowili "normy" na swoje czasy. To tyle co osobników homoseksualnych dziś.
                                            Pojęcie starości też musiało być inne. Sędziwy wiek znaczy pop prostu siwy (sprawdź etymologię). Mężczyźni zaczynają siwieć po 30 roku życia. Nie można tym bardziej mówić więc ani o pełnoletniości w wieku chrystusowym!
                                            • aandzia43 Re: Definicja starca - sędziwy wiek 29.07.12, 23:52
                                              > Będę upierał się że jeżeli zaledwie zaledwie 4-5% populacji to ci co przeżyli
                                              > wiecej niż 35lat to byli poniekąd wyjątkowi i nie stanowili "normy" na swoje c
                                              > zasy.

                                              Tak, ich wyjątkowość to "trzy w jednym":

                                              - dobry materiał genetyczny (ale bez histerii, nie jakiś zaraz fantastyczny i wyjątkowy)
                                              - dobre warunki bytowe od urodzenia (żarcie matki w ciąży, żarcie dla dzieciaka, troskliwa opieka)
                                              - fart w postaci ominięcia źródeł zarazy, wojenek lokalny i wojen dużych

                                              Naprawdę sądziłeś, że dożycie kiedyś czterdziestu lat to efekt jednej zmiennej? ;-P y=x? Tylko tyle? ;-P
                                              Jak już napisałam w poście poniżej, jest ogromne prawdopodobieństwo, że osoba z moim zasobem genetycznym w dość godziwych warunkach i przy odrobinie farta w średniowieczu mogłaby spokojnie dożyć bardzo sędziwego wieku. Czy jestem "poniekąd wyjątkowa", czy byłabym wyjątkowa w XII wieku w klasztorze na spokojnym, bez zaraz i wojen, terenie? Raczej nie. Wyjątkowa natomiast w przypadkach czterdziestoletnich "starców" sprzed wieków jest wyjątkowa zbieżność tych wymienionych przeze mnie trzech czynników. Nie oni byli wyjątkowi, Urqu, tylko wyjątkowo spokojny i dostatni los, jaki ich spotkał. Plus oczywiście niezłe geny. Więc nie upieraj się więcej przy "starcu" Kochanowskim, bo tak ci akurat pasowało nazwać go w konkretnej dyskusji ;-) Kochanowski po czterdziestce był jurnym, dziarskim chłopem, za którym i dziś poleciałoby stadko sikorek. A on przeleciałby je wszystkie ;-)

                                              > Mężczyźni zaczynają siwieć po 30 roku życia

                                              Ludzie zaczynają siwieć w bardzo różnym wieku. Ja, mój ojciec, mój brat, moja teściowa i jeszcze wiele znanych mi osób dopiero po czterdziestce.
                              • gomory Re: Wiek Chrystusowy a Starość 26.07.12, 13:18
                                Nie chce mi sie robic wycieczki do zrodel i przyznaje posilkuje sie tylko swoja pamiecia zrodlowa. Niewatpliwie dlugosc zycia znaczaco wzrosla od XIX w. i z tym nie zamierzam sie sprzeczac. Ale te podrecznikowe 25 lat jako granica smierci mezczyzny w starozytnosci to bujda. Na cmentarzyskach np. starozytnego Egiptu bez wielkiego trudu znajdowano 40 latkow. w takiej Grecji NP. edukacja obywatela konczyla sie okolo 20. Sluzba wojskowa obowiazywala do 30 r.z. Taki Spartanin po 40 to mogl nawet sobie zone przysposobic :). Urqu zgadzam sie z tym, ze smiertelnosc tak w ogole wtedy byla wyzsza. W stosunku do kobiet to juz w ogole. Porody dzieciakow po pierwszych miesiaczkach to byla loteria zycia. Ale gdyby ludzie plodzili dzieci tylko miedzy 15-20 rokiem to kto by je wychowywal?
                                Ludzie wtedy mogli dozyc calkiem slysznego wieku jesli mieli szanse na odpowiedni styl zycia. Bedac kupcem, skryba (o ile wzrok sie nie popsul), urzednikiem.
                                Tutaj dochodzimy do porownania Ani o formie ludzi "wtedy" i "dzis". Wiekszosc ludzi kiedys pracowala fizycznie na roli. Wiec wysilek fizyczny byl dla nich norma. Tylko trzeba miec swiadomosc, ze to nie bylo 8 godzinnego dnia pracy ani wizyta na silce 3 razy w tygodniu. Dzisiejszy 50letni korpo-szczur nie jest tak zajechany jak starozytny rolnik mlodszy o polowe, ktory mimo ciezkiej pracy znal np. uczucie glodu. Ludzie nie mieli wiedzy o higienie, miesniach, stawach. Dopoki nie bolalo to nikt nie oszczedzal kregoslupa.
                                Dzisiaj ludziom po 30 spowalnia sie przemiana materii, po 40-50 zaczynaja sie zmiany hormonalne. Mozna to odsunac w czasie jezdzac na rowerze i jedzac kapuste, albo przyblizyc hamburgerami z browcem. Sila rzeczy starozytni nie mogli manewrowac tymi granicami ani rowerami, ani fastfoodami. Bo nie mieli wiedzy o higienie i medycynie takiej jak dzis. Wiec czy owczesny kaplan omijajacy wojny i pogromy moglby dozyc piecdziesiatki w formie dzisiejszego? Bez "protezek" ulatwiajacych zycie jak okulary, plomby zebowe, viagra i vigor+? Hm...
                                • abrigado Re: Wiek Chrystusowy a Starość 26.07.12, 13:26
                                  stawiałbym przede wszystkim na zęby
                                  poza tym na wlasnym przykladzie- w wieku 4 lat miałem ostrą przepuklinę- jeszcze w XIX wieku oznaczałoby to niemal pewny zgon i powiększenie grona aniołków...jaka by to strata dla forum była!? ojojoj...
                                  • gomory Re: Wiek Chrystusowy a Starość 26.07.12, 14:31
                                    Z drugiej strony nie bylo wtedy rafinowanego cukru wiec i zeby pozniej prochnialy.
                                    W sumie fajnie wszystkim uswiadomiles, ze jesli byl osoba leczona szpitalnie to w starozytnosci ten dzien wyznaczylby kres jego zywota.
                                    • aandzia43 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 26.07.12, 23:32
                                      > W sumie fajnie wszystkim uswiadomiles, ze jesli byl osoba leczona szpitalnie to
                                      > w starozytnosci ten dzien wyznaczylby kres jego zywota.

                                      Tak, dzień w którym zachodziła konieczność interwencji chirurgicznej w wątpia czy czaszkę była ostatnim dniem życia. Tudzież jeszcze dzień zapadnięcia na parę ciekawych chorób.
                                      • abrigado Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 07:44
                                        chirurgia związana ze złamaniami i ranami była na całkiem niezłym poziomie. paradoksalnie do czasów oświecenia ( które wyrugowało "zabobony") praktyka potrafiła całkiem niezle radzić sobie nawet z odkażaniem- np beczka dziegciu, jedwabne koszule zakładane pod zbroje.

                                        np zamane ręce wkadało sie w łupki, które ( dobrze założone) są znacznie lepsze od gipsu

                                        czytałem też opis indiańskiej akuszerki, która potrafiła wyprowadzić wczęsniaki urodzone w dość wczesnej ciąży- stosowała patent trzymania ich specjalnie przygotowanej kieszeni, ktorą matka nosiła przy ciele.



                                        czytałem kiedyś opis znaleziska - z czasów jeszcze przedsumeryjskich, gdzie czaszka nosiłasady trepanacji...i zagojenia się

                                        znaczneie gorzej byo natomiast z chorobami wewnętrznymi i chorobami zakaźnymi, przypuszczam ,ze zapalenie woreczka żólciowego, robaczkowego, przepuklina były równoznaczne ze smiercią
                                        • gomory Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 09:38
                                          Jednak ostroznie podchodze do rewelacji o wspanialosciach starozytnej medycyny. Mimo, ze na pewno mogla przewyzszac te europejska z ciemnych wiekow sredniowiecza.
                                          Jedwab w Europie kosztowal taki majatek, ze nikogo nie byloby stac na uszycie koszuli. Chinczycy ustrzegli tajemnicy produkcji az do 500 roku! Wiec to udogodnienie przy wyciaganiu grotow mogli masowo pod zbroje pchac dopiero Tatarzy po podbiciu panstwa srodka.
                                          Odkazanie tez uwazam za watpliwa sprawe. Byly koncepcje posypywania piachem, zaklejania blotem i takie tam rozne spluwania przez lewe ramie. Zaden medykoszaman nigdy nie rozkladal rak z niewiedzy. Cos tam robil przy kazdej dolegliwosci nawet jesli nie mial bladego pojecia o chorobie. Niezachwiana pewnosc siebie cechuje i wspolczesnych szamanow. A wtedy pracowali chyba w wiekszym stresie skoro taki kodeks Hammurabiego za blad w sztuce lekarskiej nakazywal uciachanie dloni nieszczesnemu chirurgowi.
                                          Ale tak zle faktycznie byc nie moglo skoro nie wszyscy sie pozabijali ciachajac sobie naplety ;).
                                          • abrigado Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 09:44
                                            > Ale tak zle faktycznie byc nie moglo skoro nie wszyscy sie pozabijali ciachajac
                                            > sobie naplety ;).

                                            i to jest clue problemu
                                            • songo3000 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 10:24
                                              W ferworze tej akademickiej dyskusji pomijacie trzy istotne czynniki:

                                              - Jeszcze do niedawna ludkowie, którzy dożyli wieku powiedzmy 10 lat to byli osobnicy best-of-the-best ze swojego miotu srogo przetrzebionego przez selekcję naturalną. Dotyczyło to tak samo chłopa jak i pana. Dzisiaj jest to tylko mała, wydzielona grupka zdrowotnych celebrytów znienawidzona przez producentów 'leków' na przeziębienie wszelakie.
                                              Zresztą cała współczesna medycyna akademicka (której zadanie jest >leczyć<) jest tylko parodią medycyny, jako dziedziny wiedzy i praktyki służącej do zapobiegania i >skorygowania< dysfunkcji organizmu. Z ogromnego potencjału biochemii, gdzie reaktorem jest cały ekosystem planetarny wyrwano kawałek chemii w ujęciu biznesowym. Ale ja nie o tym... :)

                                              - Dzisiejsze organizmy generalnie w dupie mają do niedawna popularne choroby bo są zajęte walką z coraz mocniej atakującymi i niszczącymi je produktami cywilizacji technicznej: pestycydy, wolne rodniki, metale ciężkie (ostatnio już całkiem oficjalnie) radośnie rozpylane do atmosfery, wszechobecne dźwięki i zagęszczenie pól elektromagnetycznych,... i coca-cola którą właśnie popijam bo wstałem o 4:30 :)))

                                              - Kwestia wiedzy naszych przodków kontra totalna ignorancja ludzi (jako ogółu) dzisiejszych w przykładowo trywialnym temacie głębszego skaleczenia :) Nie będę tego tu ciągnął, książkę lepiej napiszę, hehe.
                                              • abrigado Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 10:53
                                                masz rację ale nie w całości

                                                na własnym przykładzie-2 lata temu lekarz stwierdził u mnie chondromalację przepisujac mi glukaozaminę- absolutny zakaz biegania. Receptę wywaliłem do kosza i zająłem sie sam na wlasna ręke poszukiwaniem informacji. dwa tygodnie temu przejechałem 200 km na rowerze w gorach, a miesiąc temu przebieglem z 10km za moim synem, ktory nauczyl sie własnie jeździć na rowerze i z tej radosci nie chcial przestać :)

                                                gdybym żarł glukozaminę miałbym tylko rozwaloną wątrobę;

                                                selekcja, selekcją, ale oprócz tego jesteś tym co jesz- w tym też jest istotna róznica miedzy "kiedyś" a "dzis"

                                                poza tym sam sobie zaprzeczyłeś- skoro patogenem są obecnie produkty cywilizacji, selekcja nadal istnieje tylko w inny sposób się wyraża.
                                                dalej nie chce wchodzić bo rozpoczelibyśmy tak naprawdę dyskusję nad tym, czy i w jakim stopniu ludzie obciązeni genetycznie maja prawo się rozmnażać

                                                bo nie ma co do zasady złych genów- np taka anemia sierpowata -choroba smiertelna i nieuleczalna oraz przenoszona genetycznie, chroniłan osiciela przed malarią pozwalajac mu przezyć wiecej niz 10 lat w afrykańskiej żungli.



                                                • urquhart Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 11:03
                                                  gado napisał:
                                                  > bo nie ma co do zasady złych genów- np taka anemia sierpowata -choroba smierte
                                                  > lna i nieuleczalna oraz przenoszona genetycznie, chroniłan osiciela przed malar
                                                  > ią pozwalajac mu przezyć wiecej niz 10 lat w afrykańskiej żungli.

                                                  To cała tajemnica dywersyfikacji genetycznej. Typowo rudzi , albinosi na codzień chorowici i zapadający ciężko i gęsto na najpospolitsze choroby przeżywali cudownie sie okazywało pandemie dzumy i cholery które wyludniały kontynenty mając zbyt pokęcony genotyp by pasożyt mógł sie do niego dostosować i zamaskować w ograniźmie, jego wzór był wyewoluował do naczęstszego wzorca żywiciela. Ot zawiłości zagrożeń "najlepszych kombinacji" genów.
                                                • songo3000 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 11:32
                                                  Skupiając się na tym co najważniejsze:
                                                  > dwa tygodnie temu przejechałem 200 km na rowerze w gorach
                                                  Szacunek :)))
                                                  • abrigado Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 11:36
                                                    > Szacunek :)))
                                                    >

                                                    eeeetam szacunek, niektórzy w tym czasie brykali na innej...eee...niwie...:)
                                                    to z mojej strone chapeau bas MR S.
                                              • urquhart Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 10:53
                                                songo3000 napisał:
                                                > - Kwestia wiedzy naszych przodków kontra totalna ignorancja ludzi (jako ogółu)
                                                > dzisiejszych w przykładowo trywialnym temacie głębszego skaleczenia :) Nie będ
                                                > ę tego tu ciągnął, książkę lepiej napiszę, hehe.

                                                he, he to jak wyciąganie jakiś ogólnych wniosków do ludzi jako ogółu na podstawie uśrednienia zakręconych i niespecjalnie przecietnych przedstawicielek i przedstawicieli tegoż forum bswm :)
                                                • hello-kitty2 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 11:09
                                                  urquhart napisał:

                                                  > he, he to jak wyciąganie jakiś ogólnych wniosków do ludzi jako ogółu na podstaw
                                                  > ie uśrednienia zakręconych i niespecjalnie przecietnych przedstawicielek i prz
                                                  > edstawicieli tegoż forum bswm :)

                                                  Tez sie nad tym zastanawia: cos z nami wszystkimi tu zgromadzonymi jest porzadnie nie tak?

                                                  A jakby wrzucic w google bswm to wyskakuje The Bureau of Soils and Water Management (BSWM), o boze, mi juz odbija z tego bswm :)
                                                  • songo3000 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 11:37
                                                    Dobrze wyguglowałaś :) Bądź co bądź water management to przyszłość całego menedżmentu, hehe.
                                                • songo3000 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 11:36
                                                  Ale to znowu nasza codzienna rzeczywistość :) Ot, taki dział marketingu, którego przedstawicieli mam obok. Robią dokładnie to co opisujesz i jeszcze dobrą kasę (dla siebie) wyciągają :D
                                              • aandzia43 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 14:26
                                                > - Jeszcze do niedawna ludkowie, którzy dożyli wieku powiedzmy 10 lat to byli os
                                                > obnicy best-of-the-best ze swojego miotu srogo przetrzebionego przez selekcję n
                                                > aturalną. Dotyczyło to tak samo chłopa jak i pana.

                                                Niekoniecznie tak samo chłopa i pana. Z licznych dzieciaków Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki zdecydowana większość przeżyła dzieciństwo, choć wiek był XV, a Rakuszanka często rodziła w podróżach, to wychodziła z założenia, że "gdzie ty Kajus, tam i Kaja". Z trzynaściorga tylko jedno zmarło w niemowlęctwie i jedno mając około 8 lat. Wynik doprawdy niezły. Chłopskie dzieci nie przeżywały dzieciństwa w takich ilościach. Królewskie dzieci urodzone były z dożywionych i nie przepracowanych matek i otaczane były troskliwą opieką od samego początku.

                                                Licząc wcześnie zmarłe bachorki średnia życia Jagielloniąt wyszyła mi około 40. Nie licząc ich - 47. W tym mamy kobietę zmarłą młodo przy porodzie i drugą zmarłą niedługo po urodzeniu ostatniego (z długiej serii). Ich śmierć możemy potraktować jak wypadek przy pracy. Reszta żyła od 26 do 79 lat. Ten zaniżający średnią to najmłodszy (św. Kazimierz) na gruźlicę młodo zszedł. Średnią zaniża również jego brat zmarły (chyba też na gruźlicę) w wieku lat 35.
                                                Wszyscy Jagiellonowie z tego miotu prowadzili aktywny tryb życia do końca swych dni, trudno ich było nazwać starcami nawet na kilka miesięcy przed śmiercią (poza siedemdziesięcioparoletnim Zygmuntem Starym oczywiście).
                                                • songo3000 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 30.07.12, 08:00
                                                  Masz rację, rozpędziłem się trochę z tym zrównywaniem w biedzie i nędzy :)
                                          • ale-cialo Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 11:29
                                            Długosz przeżył operację usuwania kamieni nerkowych. Zakończone sukcesem trepanacje zdarzały się w starożytnym Egipcie. Chirurgia była na wysokim poziomie w Indiach, a w Chinach nie praktykowano jej ze względu na religię.

                                            >Zaden medykoszaman nigdy nie rozkladal rak z niewiedzy. Cos tam robil przy kazdej dolegliwosci nawet jesli nie mial bladego pojecia o chorobie.

                                            Właśnie. Na zachodzie uniwersalnym od średniowiecza zabiegiem leczniczym było krwie puszczanie. Jak nie wiadomo było co robić, to zawsze można próbować puszczania krwi. W ilości większej i częściej niż dopuszcza się obecnie w krwiodawstwie. Dopomożono w ten sposób przekręcić się Waszyngtonowi przy zapaleniu płuc i Charlotcie następczyni tronu Anglii przy przedłużającym się porodzie.
                                            • urquhart upuszczanie krwi a medycyna dziś 27.07.12, 11:51
                                              ale-cialo napisała:
                                              > Właśnie. Na zachodzie uniwersalnym od średniowiecza zabiegiem leczniczym było k
                                              > rwie puszczanie. Jak nie wiadomo było co robić, to zawsze można próbować puszc
                                              > zania krwi.

                                              Leki obniżające gorączkę mają podobny skutek jak kiedyś upuszczanie krwi a są dziś szeroko stosowane i rekamowane. Pozorne poprawienie stanu pacjenta przez niwelowanie naturalnych objawów walki organizmu z chorobą a nie jej przyczyn. :)
                                              Zaś inne wysmiane terapie odkrywane są na nowo. Do leczenia ziołami, pijawkami (zakrzepy), śluzem ślimaków (dermatologia), się powraca i nawet mechanizm jest znany. Mnisi tybetańscy maja pragmatycznie niezaprzeczalne sukcesy w walce z rakiem za pomocą wizualizacji i medytacji. Przykłady można mnożyć, choć nie maja one odzwierciedlenia w mediach , marketingu, bo naturalnych środków nie mozna opatentować i czerpać zysków stąd marketing skupa się przy syntetycznych metodach przemysłowych, niezależnie od ich słabszej nieraz skuteczności :)
                                              • ale-cialo Re: upuszczanie krwi a medycyna dziś 27.07.12, 12:25
                                                urquhart napisał:

                                                > Przykłady można mnożyć, choć nie maja
                                                > one odzwierciedlenia w mediach , marketingu, bo naturalnych środków nie mozna o
                                                > patentować i czerpać zysków stąd marketing skupa się przy syntetycznych metodac
                                                > h przemysłowych, niezależnie od ich słabszej nieraz skuteczności :)

                                                O to to. Pogoń za zyskiem koncernów, ale też i współczesna mentalność która bardziej wierzy w "natychmiastowe" rozwiązania farmacji i techniki niż w powolne naturalne procesy.
                                                Warto poczytać "Zdrowiej! Pokonaj lęk, stres i depresję" Davida Servana-Schreibera
                                              • aandzia43 Re: upuszczanie krwi a medycyna dziś 27.07.12, 13:23

                                                > Leki obniżające gorączkę mają podobny skutek jak kiedyś upuszczanie krwi a są d
                                                > ziś szeroko stosowane i rekamowane.

                                                Owszem, upuszczanie krwi (jak i wiele innych starych metod leczenia chorób) nie takie głupie było, sens swój miało i często pomagało. Ale tylko na NIEKTÓRE przypadłości i nie wszystkim. Aspiryna i lewatywa to też dobra rzecz, ale zalecana (szczególnie w nadmiarze i bez opamiętania) na wszystkie przypadłości i wszystkim po kolei częściej wykańczała pacjenta niż mu pomagała ;-P
                                        • aandzia43 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 14:39
                                          > chirurgia związana ze złamaniami i ranami była na całkiem niezłym poziomie.
                                          [...]
                                          > znaczneie gorzej byo natomiast z chorobami wewnętrznymi i chorobami zakaźnymi,
                                          > przypuszczam ,ze zapalenie woreczka żólciowego, robaczkowego, przepuklina były
                                          > równoznaczne ze smiercią

                                          Zgadza się i dlatego napisałam o wątpiach i wnętrzu czaszki, które to obszary skazane były na łut szczęścia, a nei na ręce medyków ;-)
                                • aandzia43 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 27.07.12, 17:50
                                  > Dzisiaj ludziom po 30 spowalnia sie przemiana materii, po 40-50 zaczynaja sie z
                                  > miany hormonalne. Mozna to odsunac w czasie jezdzac na rowerze i jedzac kapuste
                                  > , albo przyblizyc hamburgerami z browcem. Sila rzeczy starozytni nie mogli mane
                                  > wrowac tymi granicami ani rowerami, ani fastfoodami. Bo nie mieli wiedzy o higi
                                  > enie i medycynie takiej jak dzis. Wiec czy owczesny kaplan omijajacy wojny i po
                                  > gromy moglby dozyc piecdziesiatki w formie dzisiejszego? Bez "protezek" ulatwia
                                  > jacych zycie jak okulary, plomby zebowe, viagra i vigor+? Hm...

                                  Ciekawe pytanie :-) Możemy sobie podywagować. Ja to zrobię na swoim przykładzie.
                                  Troje z moich dziadków dożyło w dobrej formie do dziewięćdziesiątki. Czwarty zmarł zaraz po czterdzeistce w dużej mierze na własne żądanie (palenie dużych ilości papierosów i niechęć do leczenia choroby, którą można było wyleczyć). Nikt z dziadków, dziadkowego rodzeństwa ani żadne z rodziców nie chorowało na nowotwór, na chorobę autoimmunologiczną ani na inną chorobę przewlekłą. A już na pewno nie do, powiedzmy, siedemdziesiątego/oseimdziedzisiątego roku życia, bo przyczyny śmierci niektórych naprawdę mocno starszych ludzi z dalszej rodziny nie do końca są mi znane. Lekarze aż do wieku dojrzałego odwiedzani byli rzadko albo w ogóle (jedna z babć z lekarzem przez prawie CAŁE życie miała do czynienia tylko w przypadku dwóch z kilku porodów). Jednym słowem - dobry potencjał. W dzieciństwie przeszłam swobodnie przez choroby wieku dziecięcego. I te, na które byłam szczepiona, i te, na które wówczas jeszcze nei szczepiono. Z antybiotyków korzystałam. Powikłań żadnych nie było. W szpitalu leżałam raz: z tytułu normalnego porodu. Ciąża i połóg bez żadnych komplikacji. Ginekologa odwiedzam dla przyzwoitości, bo nic mi nigdy nie dolegało ani nie dolega. Nie leczę się na żadną chorobę somatyczną, czasem dla przyzwoitości robię badania krwi, EKG zrobiłam raz na fali lekkiej i niepotrzebnej paniki, mam soki żołądkowe hieny, kocham jeść i strawię wszystko. Mam zdrowe nery, serce, wątrobę, babskie narządy, gładką skórę, nigdy nie miałam czyraka, opryszczki, kurzajki, grzybicy, wszystko goi się jak psie. Wygląda na to, że jestem nieodrodną córą swoich zdrowych jak byki przodków.
                                  Po co ja to wszystko piszę? No nie po to, żeby się reklamować, jako kandydatka do wspólnego rozpłodu ;-P Otóż zastanawiam się: jak potoczyłyby się moje losy w epoce sprzed chirurgii, antybiotyków, położnictwa, leczenia chorób zwyrodnieniowych. I ile bym pożyła w tamtejszych okolicznosciach przyrody. No i wychodzi mi na to, że jest bardzo duża szansa, że jeśli nie spalono by mnie na stosie ;-), jeśli byłabym tak dobrze odżywiona, jak zostałam odżywiona tu i teraz, jeśli nie musiałabym rodzić dużo dzieci i jeśli nei pracowałabym ciężko fizycznie, to ŻYŁABYM W ZDROWIU I AKTYWNOŚCI DO BARDZO PÓŹNYCH LAT. I zaręczam ci, Urqu, nie jestem mutantem i nie pochodzę z rodziny mutantów ;-)
                                  Kiedy wezmę pod uwagę moją delikatną (nie jestem babą herod i łatwo się męczę i wyczerpuję), choć jak widać zdrową, konstrukcję, to na miejsce takiego spokojnego i długiego życia osiemset lat temu obieram sobie klasztor. Będąc panną z w miarę zamożnej rodziny poszłabym sobie do takiego klasztoru od razu na wygodną "posadkę". Nie byłabym oddelegowana do bardzo ciężkiej roboty, tylko do uczenia się, uczenia innych, pracy twórczej, zielarstwa, medycyny, trochę filozofowania, trochę politykowania. Idealna równowaga między tą odrobiną zajęć fizycznych (uprawa ziółek i jazda konna w celu przemieszczania się) a miłym memu sercu odpoczynkiem ;-) Nie rodziłabym seriami bachorów, które wysysałyby ze mnie soki życiowe i narażały na śmierć w połogu. Klasztory co prawda czasem napadano, ale i tak rzadziej niż inne miejsca, więc bezpiecznie byłoby mi od grasantów i innych dybiących na mą cześć i dobytek. Przy moim potencjale dożyłabym może nawet do setki, bo dodatkowo środowisko było czystsze i może z tego powodu nowotwór nie dopadłby mnie w okolicach osiemdziesiątki. Ech, te średniowieczne klasztory... :-)
                                  Co by ewentualnie zagrażało takiemu jak ja, spokojnie żyjącemu w klasztorze, egzemplarzowi? Mogłabym zemrzeć z tytułu powikłań próchnicy, bo zęby mam z tych wymagających leczenia. Chociaż z drugiej strony jak wezmę pod uwagę odporność na bakteryjne zakażenia, to mi wychodzi, że i to bym zwalczyła :-)
                                  • hello-kitty2 Re: Andzia 27.07.12, 23:05
                                    piekny opis!

                                    gdzies przy kurzajkach polecialy mi juz lzy, bawisz kochana, oj bawisz, urqu tego nie przebije.

                                    Dobrze, ze nie przejmujesz sie jak cie abrigado po tym podsumuje, skoro kag to rozowy hipcio, i slusznie. Ja myslac o tobie uzywam twojego wlasnego okreslenia: byczek Fernando. Wiecej takich byczkow wokolo i zyc nie umierac. Relaks.

                                    ps.1 jak znikniesz z forum to znaczy ze cie porwali? :)
                                    ps.2 zamienilabys seks na klasztor? cos mi sie to nie zgadza, ty? chyba ze wtedy bylo inaczej?
                                    • aandzia43 Re: Andzia 28.07.12, 01:07
                                      > gdzies przy kurzajkach polecialy mi juz lzy, bawisz kochana, oj bawisz, urqu te
                                      > go nie przebije.

                                      Fakt, bawię się nieźle ;-) Ale przysięgam na żelazne zdrowie moich świętej pamięci babć, że piszę świętą prawdę i samą prawdę!

                                      Mogę być byczkiem Fernando. Poczuwam się. Kocham leżeć na łące i oddawać się kontemplacji, medytacji i konsumpcji, a elementy wszechświata, na które nie mam wpływu mieć w zadzie. Wyraz błogiego szczęścia na pysku i zen-wyjebka na pierdoły. I bardzo proszę nie wukurwiać mnie, to wszyscy będą bezpieczni ;-)

                                      Sabacie, nie, nie mam nic wspólnego z zacnym znakiem Byka. Mam słońce w Strzelcu, Księżyc w Rybach i Ascendent w Raku.

                                      > ps.1 jak znikniesz z forum to znaczy ze cie porwali? :)
                                      > ps.2 zamienilabys seks na klasztor? cos mi sie to nie zgadza, ty? chyba ze wted
                                      > y bylo inaczej?

                                      Ad.1. Sugerujesz, że jestem wieczna? ;-) "Byliśmy, jesteśmy, będziemy - jak Polacy nad Odrą"? Ale zawsze może mnie porwać UFO.

                                      Ad.1. Trudno powiedzieć, czy świadomie zamieniłabym. Wszystko wskazuje jednak na to, że średnioweiczne klasztory to było dobre miejsce dla kobiet. Duża autonomia klasztorów żeńskich, społeczny szacunek, możliwość spełniania się na niwie "naukowej", często politycznej, możliwość realizowania pewnych ambicji. Długie życie bez zagrożeń z tytułu rozpłodu. No po prostu całe morze świętego spokoju i przyjemnych zajęć dla byczka Fernando. Celowo nie wspominam o takim szczególe, jak religia. Jestem areligijna i niewierząca. Ale ówczesny klasztor to na tyle wygodne i kulturalne miejsce, że mogłabym zakrzyknąć jak Henryk IV z koroną Francji w charakterze marchewki przy pysku: "Paryż wart jest mszy!"
                                      Seks? No cóż, jakby mnie sparło, to może bym uległa. Jakaś namiętność sekretna. A potem może druga. Jakaś śliczna dziewczynka powita potajemnie, przypisana oficjalnie komuś z mojej rodziny, albo z rodziny jej ojca. Następnie bardzo szybko przysłana do klasztoru na nauki do ciotki ksieni, jak wiele dziewcząt z jej sfery. Żyć nie umierać :-) To całkiem realny scenariusz.
                                      • urquhart Re: Andzia 28.07.12, 12:10
                                        > Fakt, bawię się nieźle ;-) Ale przysięgam na żelazne zdrowie moich świętej pami
                                        > ęci babć, że piszę świętą prawdę i samą prawdę!

                                        A niech mnie, jak mam uwierzyć w brak u ciebie choć jednej ukrytej kurzajki kiedy ty prześmiewczo powątpiewasz w mój brak rzetelnego materiału porównawczego do oceny cipek poza pikselami?
                                        • hello-kitty2 Re: Andzia 28.07.12, 12:40
                                          urquhart napisał:

                                          > A niech mnie, jak mam uwierzyć w brak u ciebie choć jednej ukrytej kurzajki kie
                                          > dy ty prześmiewczo powątpiewasz w mój brak rzetelnego materiału porównawczego d
                                          > o oceny cipek poza pikselami?

                                          Alez ty pamietliwy i msciwy...

                                          To dokumentuj jeden z drugim, dokumentuj, a my tu na widowni oceniamy.

                                          Btw ty urqu na tym zdjeciu to masz strasznie slabe barki, odrzucajaco slabe bary, no! :)


                                          • urquhart Re: Andzia 28.07.12, 17:50
                                            > Btw ty urqu na tym zdjeciu to masz strasznie slabe barki, odrzucajaco slabe bar
                                            > y, no! :)

                                            Ale znaczy słabe: w porównaniu do twoich, czy tak w ogóle?
                                            :) :)
                                            • hello-kitty2 Re: Slabe bary urqu :) 29.07.12, 12:16
                                              urquhart napisał:

                                              > > Btw ty urqu na tym zdjeciu to masz strasznie slabe barki, odrzucajaco sla
                                              > be bar
                                              > > y, no! :)
                                              >
                                              > Ale znaczy słabe: w porównaniu do twoich, czy tak w ogóle?
                                              > :) :)

                                              W porownaniu do reszty ciala lezacego na zdjeciu na pierwszym planie.

                                              A jakby byc zlosliwym (jak ty bywasz) to w porownaniu do innej czesci ciala, ktora zapewne masz duza, silna i ladna, jak to nam probujesz naswietlic via kontrast z paskudnymi cipami :)

                                              Czego od nas chcesz z tymi cipkami, ha? Powiedz wprost, ja jestem kobieta businessu, moze sie dogadamy.

                                              "Do me good I'll tell you anything you wanna hear"


                                        • aandzia43 Re: Andzia 30.07.12, 00:02
                                          >
                                          > A niech mnie, jak mam uwierzyć w brak u ciebie choć jednej ukrytej kurzajki kie
                                          > dy ty prześmiewczo powątpiewasz w mój brak rzetelnego materiału porównawczego d
                                          > o oceny cipek poza pikselami?

                                          A co ma piernik do wiatraka? :-O

                                          Tak swoją drogą, to kiedys chyba zadałam ci wyraźnie pytanie, czy opierasz swoje wywodu na temat cipek tylko na przykładach pikselowych. Nie uzyskałam odpowiedzi. Więc jak mam nie powątpiewać?
                                    • sabat77 Re: Andzia 28.07.12, 07:56
                                      Pewnie moglaby zamienic na klasztor. Andzia wyglada mi na typ kobiety realizujaca sie seksualnie poprzez utwierdzanie swojej pozycji jako partnerki mezczyzny, i to tego konkretnego mezczyzny.
                                      nie ma mezczyzny, to nie ma seksu i nie jest jej z tym wcale zle.

                                      to inaczej jak ty, Kitty. Ty szukasz poprzez seks potwierdzenia wlasnej wartosci, guzik cie obchadza zwiazki. To dlatego wciaz uciekasz, partner zdobyty w oczach kobiety szukajacej samej siebie bardzo szybko traci na wartosci. Szukasz wiec nowego, aby sie znowu utwierdzic.

                                      moge cie pocieszyc, ze we mnie spi ten sam demon, ale trzymam go na smyczy :)

                                      acha - nie mysl, ze probuje oceniac moralnie obie postawy - raczej analizuje schemat i wyciagam wnioski.

                                      wlasciwie to dwa podstawowe schematy sklaniajace kobiety do seksu - ona sama, albo ona jako partnerka konkretnego faceta. Jest jeszcze schemat scisle zwiazany z potrzeba rozmnozenia sie, kobiety po urodzeniu odpowiedniej ilosci dzieci traca go, a ich partnerzy laduja tutaj. I zostaja, tak dlugo az w glowie ich partnerki urodzi sie jeden z dwoch poprrzednich schematow :)

                                      W gruncie rzeczy nie jestesmy az tak skomplikowani :)))
                                      • hello-kitty2 Re: Mispoes! 28.07.12, 12:29
                                        sabat77 napisał:

                                        > to inaczej jak ty, Kitty. Ty szukasz poprzez seks potwierdzenia wlasnej wartosc
                                        > i, guzik cie obchadza zwiazki. To dlatego wciaz uciekasz, partner zdobyty w ocz
                                        > ach kobiety szukajacej samej siebie bardzo szybko traci na wartosci. Szukasz wi
                                        > ec nowego, aby sie znowu utwierdzic.

                                        Powtarzajac za Holendrami: mispoes! (pudlo)

                                        Nie rozumiesz dlaczego ja tak zyje, jak zyje i wymyslasz glupoty :)

                                        Jakiej wartosci? Tzn ze od lutego jestem mniej warta i moja wartosc nadal spada? A za chwile jak sie z kims przespie to bede warta wiecej? Czy ktos w ogole moglby w takie tlumaczenie uwierzyc? Co ma piernik do wiatraka? Idac ta droga to najwiecej warta bede jak sie porzadnie zeszmace i zalicze wszystkich w okolicy :)

                                        Przyznaj Sabat to dlatego, ze nie kumasz dlaczego ta wesola dziewczyna ze zdjec tak zyje? :)

                                        • sabat77 Re: Mispoes! 28.07.12, 12:58
                                          Przyznaje. Nie wiem.
                                          Czytaniem w myslach trudnia sie inni userzy tego forum.

                                          liczylem, ze odwzajemnisz analize.

                                          ale ze seksem nie steruje sama biologia, to sie zgadzasz ? :)
                                          • hello-kitty2 Re: Mispoes! 28.07.12, 13:08
                                            sabat77 napisał:

                                            > Przyznaje. Nie wiem.
                                            > Czytaniem w myslach trudnia sie inni userzy tego forum.
                                            >
                                            > liczylem, ze odwzajemnisz analize.

                                            Jak czegos nie wiesz to pytaj. Ja pytam nawet jak wiem czyli rrzne (rzne?) glupa :)

                                            > ale ze seksem nie steruje sama biologia, to sie zgadzasz ? :)

                                            Zgadzam. Biologia podpowiada mi rrznac (rznac?) wszystko jak leci, ty wtedy idziesz na pierwszy ogien. Biologicznie to ja kurwa jestem :)
                                            • sabat77 Re: Mispoes! 28.07.12, 13:37
                                              Dla mnie to nie jest dobre okreslenie, one to robia dla kasy. Ty mozesz miec co najwyzej wysokie libido, chyba ze kasujesz za to oplaty.

                                              btw. Czemu ja na pierwszy ogien ??? Mozesz to wytlumaczyc ???
                                              • hello-kitty2 Re: Mispoes! 29.07.12, 12:25
                                                sabat77 napisał:

                                                > btw. Czemu ja na pierwszy ogien ??? Mozesz to wytlumaczyc ???

                                                Bo nie wchodze tam, gdzie mnie nie chca :)

                                                • sabat77 Re: Mispoes! 29.07.12, 13:51
                                                  Pytam, zeby nie bylo ze cos przekrecam. Z automatu podobaja ci sie wszyscy mezczyzni, ktorzy uwazaja cie za atrakcyjna kobiete ?
                                                  • hello-kitty2 Re: Mispoes! 29.07.12, 14:07
                                                    sabat77 napisał:

                                                    > Pytam, zeby nie bylo ze cos przekrecam. Z automatu podobaja ci sie wszyscy mezc
                                                    > zyzni, ktorzy uwazaja cie za atrakcyjna kobiete ?

                                                    Dlaczego zakladasz ze podobaja mi sie tylko mezczyzni ze zbioru uwazajacych mnie za atrakcyjna? Caly czas robisz ten sam blad zakladajac, ze szukam w seksie potwierdzenia wlasnej atrakcyjnosci.

                                                    Druga sprawa co to znaczy "podobac"? Od dlugiego czasu twierdze, ze pewne slowa jak: 'to like' czy 'nice' to sa slowa smietniki. Wszystko tam mozna wrzucic. Czyli nie znacza w zasadzie nic szczegolnego.
                                                  • sabat77 Re: Mispoes! 29.07.12, 14:35
                                                    Dlatego pytam.

                                                    cytuję: "Bo nie wchodze tam, gdzie mnie nie chca :)"
                                                    i: "Zgadzam. Biologia podpowiada mi rrznac (rznac?) wszystko jak leci, ty wtedy idziesz na pierwszy ogien. Biologicznie to ja kurwa jestem :) "

                                                    Usiłuję to zrozumieć w prostych słowach.

                                                    I nie zakładam, że szukasz potwierdzenia w sensie sugerującym niską samoocenę. Tak jak sportowiec - realizuje się w osiąganiu pewnych celów, daje mu to power, i w tym sensie - daje poczucie wartości. Pomyślałem z początku, że dla ciebie seks może być czymś takim, jak dla Ronaldo piłka, dla Picassa malowanie a Mozarta komponowanie muzyki. Adrenalina, coś w czym się spełniasz. Podobnie - o ile zrozumiałem to co mówiłaś - jest tym dla ciebie dbanie o siebie, siłka, pływalnia ?

                                                    To nasze durne wzorce moralne funkcjonujące w mediach narzucają takie a nie inne interpretacje.

                                                    Kiedyś rozmawiałem z fajną laską o seksie. Zapytałem jakich lubi facetów - odparła ze śmiechem, że najbardziej ceni sobie różnorodność. Myślę, że to zrozumiałem - i ja umiem uszanować coś takiego. Są ludzie którzy nie chcą być zniewoleni moralnymi kompromisami i obciążeniami, chcą sięgać po to co im się podoba w życiu, jak dziecko sięga z tacy z owocami, cukierkami i ciastkami. A duża część społeczeństwa patrzy na to z zazdrością i zawiścią, która mi osobiście jest obca. Ja jestem człowiekiem, który umiałby być nawet w otwartym seksualnie związku, co w Polsce chyba nie jest częste w męskiej części populacji.
                                                    Dla mnie kobieta to piękny motyl, a motyle niefajnie prezentują się w klatce.

                                                    I tak w głębi swojego jestestwa, na samym dnie, też pewnie mógłbym powiedzieć - kurde, lubię różnorodność, (mimo że jeśli chodzi o kobiety to jestem wybredny jak francuski piesek) ze swoimi plusami i minusami.

                                                    Ale póki co - wybrałem inny model i - wierz mi - po prostu się go trzymam. Póki to robię, a powody swoje mam - trza być konsekwentnym Kitty :)

                                                    Po prostu.

                                                    Ale nie ważne czy rozumiem co robisz, czy nie - rób to, a ja trzymam za ciebie kciuki. Be free. Rób co chcesz robić.
                                                  • hello-kitty2 Re: Mispoes! 29.07.12, 15:33
                                                    sabat77 napisał:

                                                    > Dlatego pytam.
                                                    >
                                                    > cytuję: "Bo nie wchodze tam, gdzie mnie nie chca :)"
                                                    > i: "Zgadzam. Biologia podpowiada mi rrznac (rznac?) wszystko jak leci, ty wtedy
                                                    > idziesz na pierwszy ogien. Biologicznie to ja kurwa jestem :) "

                                                    Ja jestem przeciwienstwem uwodziciela i zdobywcy. Zajmuje sie tylko tym co mi latwo przychodzi, w czym jestem utalentowana i z czego mam przyjemnosc przy stsosunkowo niskich kosztach Biologia mi to tylko ulatwia.

                                                    Jesli chodzi o zwiazki, pewnie o to biega w twoich pytaniach, nie jestem uczuciowa, nie chce mi sie pod kogos ukladac, nie lubie dzielic problemow, nie lubie kompromisow, nie lubie spedzac czasu glownie/ciagle z jedna osoba, nie lubie na kogos liczyc, nie lubie byc od kogos zalezna i to samo w druga strone. Jesli ktos czegos ode mnie chce, oczekuje, strasznie mnie to meczy i zniecheca. Kula u nogi :)
                                                  • sabat77 Re: Mispoes! 29.07.12, 15:53
                                                    Czyli ideal to mezczyzna ladny i latwy ? :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Mispoes! 29.07.12, 16:09
                                                    sabat77 napisał:

                                                    > Czyli ideal to mezczyzna ladny i latwy ? :)

                                                    Jak pisze abrigado: mezczyzni sa latwi, a ty na dodatek jestes jeszcze ladny :)
                                                  • sabat77 Re: Mispoes! 29.07.12, 22:39
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Jak pisze abrigado: mezczyzni sa latwi, a ty na dodatek jestes jeszcze ladny :)

                                                    Łosz kurtka na wacie. Pozostaje mi ukłonić się dwornie i powiedzieć wszem i wobec, że i Ty droga Kitty jesteś atrakcyjną i zajebiście zadbaną kobietą.
                                                    Szczerze - gdybym był samotnym łowcą damskich serc, ani chybi pędziłbym teraz jakimś środkiem transportu w okolice Amsterdamu, choćby miało się okazać, że tylko po to by się przekonać czy dają tam dobrą kawę.
                                                  • songo3000 Re: Mispoes! 30.07.12, 13:09
                                                    Gorzej jak i kawa będzie przereklamowana ;)))
                                                  • abrigado Re: Mispoes! 30.07.12, 14:17

                                                    > Gorzej jak i kawa będzie przereklamowana ;)))
                                                    >


                                                    to byłoby straszne...wtedy pozostałoby mu tylko przepłynięcie kanału angielskiego wpław









                                                    UstawieniaWyloguj

                                                    abrigado

                                                    Ulubione fora
                                                    Ulubione wątki
                                                    Mężczyzna




                                                    + dodaj zdjęciaTwoje:PostyZdjęcia

                                                    Posty:PrzyjaciółNieprzyjaciół




                                                    ForumTowarzyskie


                                                    Samotni? - łączmy się! ;-)
                                                    (Brak) Seks(u) w małżeństwie
                                                    Świat wg Singli
                                                    Kalejdoskop ❁♫♫
                                                    S@lon Odrzuconych [O!]
                                                    Vistula
                                                    PODWÓRKO
                                                    DRZWI DO LASU
                                                    ...Nasza Szkapa...
                                                    KALI GO SKOP.....

                                                    więcej »Załóż forum







                                                    reklama
                                                  • hello-kitty2 Re: Mispoes! 30.07.12, 15:10
                                                    abrigado napisał:

                                                    > > Gorzej jak i kawa będzie przereklamowana ;)))
                                                    > >
                                                    hehe reklama dzwignia handlu, Sabat mnie tu ladnie reklamuje, bo mu pewnie moje bikini wpadlo w oko, kawa pasudna z automatu, lepiej skladac na bikini podkreslajace atuty.

                                                    > to byłoby straszne...wtedy pozostałoby mu tylko przepłynięcie kanału angielskie
                                                    > go wpław

                                                    Abrigado jak to lecialo, oo yeah: decyzje to ja podejmuje na biezaco, w czasie rozwoju akcji.

                                                    Btw: songo ty jestes singlem?
                                      • aandzia43 Re: Andzia 29.07.12, 23:28
                                        sabat77 napisał:

                                        > Pewnie moglaby zamienic na klasztor. Andzia wyglada mi na typ kobiety realizuja
                                        > ca sie seksualnie poprzez utwierdzanie swojej pozycji jako partnerki mezczyzny,
                                        > i to tego konkretnego mezczyzny.
                                        > nie ma mezczyzny, to nie ma seksu i nie jest jej z tym wcale zle.

                                        Nie do końca, Sabat. Realizuję się w życiu na wszelakie sposoby z konkretnym mężczyzną, a jego konkretność polega MIĘDZY INNYMI na tym, że może dać mi fajny seks. Nie ma seksu, nie ma tego mężczyzny w moim życiu. Bez seksu jest mi bardzo, bardzo źle.
                                    • abrigado Re: Andzia 28.07.12, 10:53
                                      > Dobrze, ze nie przejmujesz sie jak cie abrigado po tym podsumuje, skoro kag to
                                      > rozowy hipcio, i slusznie.


                                      "Zdolna jestem niesłychanie,
                                      Najpiękniejsze mam ubranie,
                                      Moja buzia tryska zdrowiem,
                                      Jak coś powiem, to już powiem,
                                      Jak odpowiem, to roztropnie,
                                      W szkole mam najlepsze stopnie,
                                      Śpiewam lepiej niż w operze,
                                      Świetnie jeżdżę na rowerze,
                                      Znakomicie muchy łapię,
                                      Wiem, gdzie Wisła jest na mapie,
                                      Jestem mądra, jestem zgrabna,
                                      Wiotka, słodka i powadna,
                                      A w dodatku, daję słowo,
                                      Mam rodzinę wyjątkową:
                                      Tato mój do pieca sięga,
                                      Moja mama - taka tęga
                                      Moja siostra - taka mała,
                                      A ja jestem - samochwała!"
                                      • sabat77 Re: Andzia 28.07.12, 12:19
                                        Pieknie sie pan przedstawil przed milionami sluchaczy :)

                                        a tak serio - nie ma nic zlego w pielegnowaniu swojego ogrodka, nawet jeslii z czasem budzi zachwyt :)
                                        czyz nie zadza bycia najlepszym doprowadzila ludzkosc do zdobycia ksiezyca, wielkich odkryc naukowych, do niesamowitych wynikow sportowych ?

                                        abrigado, jestes jednym z nas - niewolnikow demona proznosci,
                                        a moze dla odmiany, zamiast krygowac sie jak dziewica, sprobujesz stanac z nim twarza w twarz i przekonac sie czy diabel rzeczywiscie jest az taki zly jak go maluja :)

                                        jestes niewolnikiem demona, ale w dobrym towarzystwie przeciez.
                                        da vinci, michal aniol, dali, picasso, mozart.... A co, moze nie ?? :)
                                        czy doszliby tak daleko gdyby za reke nie prowadzila ich mania wielkosci ? Prozniacy sa zdolnii do rzeczy wielkich, pod warunkiem ze zaakceptuja podszepty tego nikczemnego, szelmowskiego geniusza, saczacego w ich wewnetrzne ucho jad zazdrosci i pozadania slawy.
                                        • gomory Re: Andzia 29.07.12, 21:34
                                          Piekne.
                                          Przemowienie godne szturmu piechota przez pole minowe.
                                          A jakie towarzystwo zacne... da vinci, michal aniol, dali, picasso, mozart. Troszke mi zal, ze brak tutaj Nowaka, Nijakiego, Kowalskiego, Vitkapodkresleniejeden i Przecietnowskiego do ktorych nam blizej. Ale jak widze w ramach zjednoczonej europy mamy zapedy by od strony zagranicznych podpinac sie lancuchem do tronu demona proznosci :).
                                          • sabat77 Re: Andzia 29.07.12, 22:30
                                            Bliżej i dalej to pojęcia relatywne. Cały system wartości zbudowany przez ludzki gatunek jest relatywny i subiektywny. Gdyby wylądowali na Ziemi mieszkańcy innej planety mogłoby się okazać, że najbardziej wartościowym ziemianinem jest w ich oczach niejaki Gomory :D
                                            A towarzystwo ukróciłem o parę miliardów próżniaków, taki chwyt marketingowy :) Chyba nie wierzysz w to co mówią reklamy, nie ? A jakoś te miliony, a w ostateczności nawet jednego abrigado trzeba skłaniać do szturmów przez pola minowe.
                                            I - tak zupełnie serio - naukowcy, sportowcy, niektórzy artyści - tam gdzie można wykazać się konkretnym dorobkiem - to może nie, ale uważasz że większość polityków, biznesmenów, tuzów społecznych itd. jest w czymś lepsza od tych przeciętniackich ? Ilu wśród nich Dyzmów, którym przez przypadek sałatka wysypała się za kołnierz Jaszuńskiego ?
                                            Media tworzą mit, aureolę szklanego ekranu, ale znajomość z niektórymi nadzwyczajnymi uświadomiła mi osobiście - jak niestety bywają zwyczajni, wręcz ordynarnie zwyczajni ;)

                                            W sumie to czy jesteś pyszałkiem czy zakompleksionym osiołkiem to nie ma znaczenia, póki nie przekłada się na to czy pcha cię to do przodu czy cofa. Grunt to się rozwijać, a drogi to tego wiodą różne.
                                          • songo3000 żywoty Prostych Ludzi 30.07.12, 08:30
                                            Bez przesady z tą zagranicą, od biedy wystarczy Kopernik i Skłodowska. Co do Kowalskiego, w weekend zabalowałem na mazurskim kempingu i chcąc nie chcąc trochę poobserwowałem życie prostych ludzi. Bzykania mało, taniego piwa dużo. Raczej ciężko w takim towarzystwie o dobry patos i zdrową manię wielkości :)
                                      • aandzia43 Re: Andzia 29.07.12, 23:24
                                        Abrigado, jak już posta wysmażyłam i pojechałam się relaksować na natury łono, to sobie przypomniałam, że miałam na koniec wrzucić bajeczkę (chyba) Waligórskiego:

                                        "Udzielał raz wywiadu kotek, że jest zdrowy,
                                        Wtem uszki mu opadły, oczki wyszły z głowy,
                                        Pękł mu brzuch, ogon, płuca i głosowa struna
                                        Wreszcie zdębiał, ocipiał, zesrał się i umarł.
                                        Amen"

                                        www.youtube.com/watch?v=fFDDIMHLSiM
                                        Ech, ta moja młodość... Łza się w oku kręci... :-D

                                        Ponieważ wiedziałam, że biegły jesteś literacko, miałam cichą nadzieję, że jeśli odpiszesz, to tym właśnie wierszykiem w moim zastępstwie. I co? I dupa. "Dno serdeńko, dno". Jestem rozczarowana. Spodziewałam się ejakulacji dowcipu i dystansu a zastałam tylko słaby wzwód prymitywnej zazdrości i popularnej (acz zacnej) literatury dla dzieci ;-P
                                  • songo3000 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 30.07.12, 08:12
                                    > Kiedy wezmę pod uwagę moją delikatną (nie jestem babą herod i łatwo się męczę i
                                    Nie, do stosu byś nie dociągnęła. Ociec z wujem by Cie cepem zatłukli za mizerne wyniki w pługu... i pyskowanie ;P
                                    • aandzia43 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 30.07.12, 12:07
                                      ęczę i
                                      > Nie, do stosu byś nie dociągnęła. Ociec z wujem by Cie cepem zatłukli za mizern
                                      > e wyniki w pługu... i pyskowanie ;P

                                      Hehehe, nader trafne spostrzeżenie :-D
                                  • gomory Re: Wiek Chrystusowy a Starość 30.07.12, 12:50
                                    > Co by ewentualnie zagrażało takiemu jak ja, spokojnie żyjącemu w klasztorze, egzemplarzowi?

                                    Z jednej strony niby czystsze powietrze, jedzenie nieskazone ulepszaczami i aktywniejszy tryb zycia.
                                    Ale z drugiej strony brak wiedzy o elementarnej higienie. Wszedobylskie odchody, odpady, insekty, owady. Duzo czasu minelo nim zaobserwowano, ze umycie rak przez polozna zmniejsza ilosc powiklan okoloporodowych. Wiec ktoz w klasztorze mylby rece przed jedzeniem?
                                    Zycie klasztorne do najlatwiejszych nalezec nie moglo. Wielogodzinne lezenie krzyzem na zimnej posadzce, modly na kleczkach, oporzadzenie gospodarstwa, ogrodka, pranie, zamiatanie, szorowanie.
                                    Romans w stodole? Zaiste romantyczne :). Ale wyobraz sobie jakie zyjatka taki nawet mlody kochanek nosil na palcach, za paznokciami, na penisie. Wtedy cnotliwe prowadzenie przekladalo sie na dlugosc zycia ;).
                                    Bawiac sie w tak niehistoryczne science fiction wrozylbym Tobie jednak krotsze zycie niz to ktore zostalo Ci ofiarowane. Ale nie az tak krotkie jak chcialby je widziec Urquhart ;).
                                    • aandzia43 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 30.07.12, 13:59
                                      Robactwo i brudne łapy skracają życie, fakt.
                                      Z drugiej strony weź pod uwagę, że mam trzewia zdrowsze od dużej części współczesnych. Po pierwsze w kwestii trawienia pokarmów (moje ulubione letnie danie to kilo czereśni na pierwsze danie i kilo bobu na drugie, a zimowe boczek w dużych ilościach), po drugie w kwestii odporności na choroby bakteryjne i wirusowe układu pokarmowego. Nigdy nie miałam tzw. grypy żołądkowej*, choć otocznie zmierało na nią pokotem, a zatrucia bakteryjne miałam może ze dwa razy w ciągu całego długiego dorosłego życia. Ludzie wokół miewają czasem jakieś sraczki, gorączki, mdłości i rzygania mimo higienicznego tryby życia, przebadanych produktów żywnościowych i (z grubsza) mycia warzyw i rąk. Dla mnie to jakiś inny wymiar. Podobnie ma moja mama i córka i mały obie babcie. Aha, wyniki wątrobowe też mam OK, boczek mi służy ;-)


                                      > Zycie klasztorne do najlatwiejszych nalezec nie moglo. Wielogodzinne lezenie kr
                                      > zyzem na zimnej posadzce, modly na kleczkach, oporzadzenie gospodarstwa, ogrodk
                                      > a, pranie, zamiatanie, szorowanie.

                                      Toteż ja snując swoje sf od razu zaznaczyłam, że naprawdę ciężka praca w klasztorze miałaby mi być oszczędzona z racji posagu wniesionego do klasztoru i wysokiego urodzenia ;-) Z leżenia krzyżem też się chyba można było często wymiksować. Maruderów i spryciarzy nigdy nei brakowało ;-)


                                      > Romans w stodole? Zaiste romantyczne :). Ale wyobraz sobie jakie zyjatka taki n
                                      > awet mlody kochanek nosil na palcach, za paznokciami, na penisie. Wtedy cnotliw
                                      > e prowadzenie przekladalo sie na dlugosc zycia ;).

                                      Krew nie woda, czasem i zakonnicę zmysły poniosą ;-) Ale jeśli już zagłębiamy się w szczegóły dotyczące higieny pożycia, to bardzo mile wspominam bzykanka nocą w naturalnych zbiornikach wodnych. Aż się dziwię, że wyszłam z tych igraszek bez szwanku w postaci jakiejś oddolnej zarazy. Z brudnymi facetami natomiast nie sypiałam, więc nie wiem, jak wyglądałaby moja zdrowotność po takich kontaktach.



                                      > Bawiac sie w tak niehistoryczne science fiction wrozylbym Tobie jednak krotsze
                                      > zycie niz to ktore zostalo Ci ofiarowane.

                                      Tak, najprawdopodobniej jednak mam większe szanse właśnie teraz dożyć późnego wieku. Jeśli nie upasę się i nei zaniecham wysiłku fizycznego i kontaktu ze świeżym powietrzem. Mniej niebezpieczeństw zdrowotnych niż w wiekach średnich.



                                      * Nie wiem, czy mnie te wirusy nie biorą, czy po prostu omijają mój układ pokarmowy, bo nie mają na niego haka. W kazdym razie trzewia mi nigdy nie szwankują, choć objawy grypowe takie jak bóle mięśni, gorączka, chore gardło mają miejsce.
                                      • songo3000 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 30.07.12, 14:40
                                        > * Nie wiem, czy mnie te wirusy nie biorą, czy po prostu omijają mój układ pokarmowy, bo nie
                                        Po prostu żyją sobie z resztą organizmu w równowadze. Tzw. sterylność krwi jako stan pożądany to jeden z większych mitów rozpowszechnionych zarówno wśród pospólstwa jak i (większości?) lekarzy. A wszystko przez fajowy serial "Było sobie życie" :))
                                        • abrigado Re: Wiek Chrystusowy a Starość 30.07.12, 14:57
                                          pieprzysz Songo :P- akurat mam w domu dwóch specjalistów od "było sobie życie" ( teraz są na wakacjach u babci) i z tego co pamiętam "dobre bakterie" to stale powtarzane hasło w serialu. roztrząsaliśmy tez zaganienie czy istnieja dobre wirusy- ale tu juz mi nie starczylo wiedzy a specom wyobraźni i zacięcia.
                                          • aandzia43 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 30.07.12, 15:01
                                            roztrząsaliśmy tez zaganienie czy istnieja dobre
                                            > wirusy- ale tu juz mi nie starczylo wiedzy a specom wyobraźni i zacięcia.

                                            Owszem, bakteriofagi.
                                          • songo3000 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 31.07.12, 08:10
                                            Jak już Andzia zauważyła w szczególności makrofagi. Ale ja nie o tych, ZUPEŁNIE nie o tych :) Dobra, paskudny offtop się robi więc co by było branżowo:
                                            > pieprzysz Songo :P-
                                            A pewnie, że pieprzę, chociażby dzisiaj rano :PPP
                                            • abrigado Re: Wiek Chrystusowy a Starość 31.07.12, 08:39
                                              > A pewnie, że pieprzę, chociażby dzisiaj rano :PPP

                                              not bad, not bad hombre- pozdrów chudą współuczestniczkę ;P ;P ;P
                                              • songo3000 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 31.07.12, 08:52
                                                Ale którą? ;P
                                                Ok, z tym, że dopiero jak wrócą z rowerka za jakiś czas - mocno się pilnują co by nie zgrubieć ;DDD
                                        • aandzia43 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 30.07.12, 14:59
                                          > Po prostu żyją sobie z resztą organizmu w równowadze

                                          One coraz to nowe przychodzą od ludzi z otoczenia i przebić się nie mogą. Do "równowagi" nie dochodzi, bo te wirusy we mnie nie "żyją" (one zresztą w ogóle nie żyją, to forma z pogranicza materii ożywionej i nieożywionej). Jedyną funkcją życiową wirusa jest namnażanie się, a że nie choruję, więc się we mnie namnażają, czyli nei "żyją" w moim organizmie w żadnej równowadze. Najwyraźniej te małe skurwiele nie mają haka na mój system immunologiczny.
                                          Jeśli chodzi o bakterie to podejrzewam, że rzeczywiście istneije jakaś równowaga. Może być tak, że mam we flakach tak dużo "dobrych" bakterii, że wszelkie obce świństwa, które mogły zawalczyć o terytorium z tymi swojskimi są tłuczone na miejscu. Dobre fortyfikacje i waleczni obrońcy. Dobre pieski podwórzowe :-)
                                          • hello-kitty2 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 30.07.12, 15:45
                                            aandzia43 napisała:

                                            > One coraz to nowe przychodzą od ludzi z otoczenia i przebić się nie mogą. Do "r
                                            > ównowagi" nie dochodzi, bo te wirusy we mnie nie "żyją" (one zresztą w ogóle ni
                                            > e żyją, to forma z pogranicza materii ożywionej i nieożywionej). Jedyną funkcją
                                            > życiową wirusa jest namnażanie się, a że nie choruję, więc się we mnie namnaża
                                            > ją, czyli nei "żyją" w moim organizmie w żadnej równowadze. Najwyraźniej te mał
                                            > e skurwiele nie mają haka na mój system immunologiczny.

                                            Niekoniecznie. To, ze nie chorujesz nie jest dowodem, ze do infekcji wirusowych nie dochodzi. Mozesz byc nosicielem. Wtedy sama nie chorujesz a innych mozesz zarazac :)
                                            • aandzia43 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 30.07.12, 16:09
                                              > Niekoniecznie. To, ze nie chorujesz nie jest dowodem, ze do infekcji wirusowych
                                              > nie dochodzi. Mozesz byc nosicielem. Wtedy sama nie chorujesz a innych mozesz
                                              > zarazac :)

                                              Też prawda :-) Zafiksowałam się na określeniu "żyją" tak nie pasującym do wirusa.
                                              • abrigado Re: Wiek Chrystusowy a Starość 30.07.12, 16:27
                                                > > Niekoniecznie. To, ze nie chorujesz nie jest dowodem, ze do infekcji wiru
                                                > sowych
                                                > > nie dochodzi. Mozesz byc nosicielem. Wtedy sama nie chorujesz a innych mo
                                                > zesz
                                                > > zarazac :)


                                                dodatkowo choroba jest wtedy kiedy nasz organizm się przeciwstawia wirusowi- np w dżumie zabija człowieka nie zuma jako taka tylko sepsa spowodowana rekacją obronna układu obronnego.

                                                ja np kilka razy w życiu miałem sytuacje, że kiedy ze względów losowych musiałem być na chodzie odkładałem chorobę na później-tzn w ciagu kilku godzin znikały objawy grypy, funkcjonowałem np tydzień- a kiedy potrzeba znaikała wracałem do choroby ( kaszel, katar)

                                                z moich własnych obserwacji wynika, ze jak ktoss jest bardz dporny to w sumie niezbyt fajnie, bo zawsze istnieje ryzyko takiego splotu okoliczności, że układ odpornościowy nei da rady.

                                                w sumie duzo bardziej cenię sobie moj układ odpornościowy-czyli łagodne przechorowywanie absolutnie kazdej choroby ( gorączka najwyzej 37,5 kaszel, katar)

                                                żeby bardziej wrócić do tematyki forum- podobno to, co budzi pożądanie w partnerze seksualnym to odmiennośc układu immunologicznego tego partnera od własnego i uzupełnianie go; to podobno główny składnik tej całej "chemii" i motylków w brzuchu".
                                                Mam taka osobista hipotezę ,że uklad odpornosciowy takich osób jak ja jest ze względu na swoje "cichociemne" działanie kompletnie nieczytelny i niewidoczny dla drugiej strony
                                                • aandzia43 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 30.07.12, 17:02

                                                  > dodatkowo choroba jest wtedy kiedy nasz organizm się przeciwstawia wirusowi- n
                                                  > p w dżumie zabija człowieka nie zuma jako taka tylko sepsa spowodowana rekacją
                                                  > obronna układu obronnego.

                                                  Ale czy sepsa nie dopada przede wszystkim osób już słabszych, których układ odpornościowy nie daje rady i wariuje?



                                                  > z moich własnych obserwacji wynika, ze jak ktoss jest bardz dporny to w sumie n
                                                  > iezbyt fajnie, bo zawsze istnieje ryzyko takiego splotu okoliczności, że układ
                                                  > odpornościowy nei da rady.

                                                  Jak w przypadku grypy hiszpanki, na którą umierali przede wszystkim ludzie młodzi i silni. Tym, co bezpośrednio zabijało większość chorych było utopienie się we własnej wydzielinie z płuc. Młody, wydolny układ odpornościowy szykował wirusowi w płucach takie powitanie, że produkował duże ilości śluzu. No i zabijał swojego pana ;-)
                                                  Dzisiaj, w dobie respiratorów, dużą część tych ludzi można by uratować.


                                                  > w sumie duzo bardziej cenię sobie moj układ odpornościowy-czyli łagodne przech
                                                  > orowywanie absolutnie kazdej choroby ( gorączka najwyzej 37,5 kaszel, katar)

                                                  Mam chyba podobnie, tyle że nie każdej i jeszcze lżej. Są sezony jesienno-zimowe, kiedy nie rozwija mi się żadne choróbsko, ale tak ze dwa razy mam objawy początkowe przeziębienia/grypy. Potrzęsie odrobinę, połamie po kościach w sposób nienachalnie przykry i nei wyłączający z żadnej aktywności i pójdzie sobie precz. Pełny repertuar rozwija się rzadko.


                                                  > Mam taka osobista hipotezę ,że uklad odpornosciowy takich osób jak ja jest ze
                                                  > względu na swoje "cichociemne" działanie kompletnie nieczytelny i niewidoczny d
                                                  > la drugiej strony

                                                  To bardzo ciekawe. Czy mógłbyś rozwinąć?
                                                  • aandzia43 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 30.07.12, 17:09
                                                    >
                                                    > > z moich własnych obserwacji wynika, ze jak ktoss jest bardz dporny to w s
                                                    > umie n
                                                    > > iezbyt fajnie, bo zawsze istnieje ryzyko takiego splotu okoliczności, że
                                                    > układ
                                                    > > odpornościowy nei da rady.

                                                    Aha, nie dopisałam: układ odpornościowy osób zmarłych na hiszpankę nie tyle nie dał rady, co dał radę aż za bardzo. Taki splot okoliczności, że cecha organizmu bezcenna w większości sytuacji życiowych, tutaj okazywała się zgubna. Niewłaściwy człowiek w niewłaściwym miejscu :-D Kolejny dowód na to, że aby dożyć do starości nie trzeba być superodpornym mutantem, tylko trzeba mieć jeszcze dodatkowo szczęście (czytasz to, Urqu? ;-)).
                                                  • abrigado Re: Wiek Chrystusowy a Starość 30.07.12, 17:12
                                                    > Ale czy sepsa nie dopada przede wszystkim osób już słabszych, których układ odp
                                                    > ornościowy nie daje rady i wariuje?
                                                    >

                                                    sama sobie poniżej odpowiedziałaś przykładem z hiszpanką

                                                    > To bardzo ciekawe. Czy mógłbyś rozwinąć?

                                                    ten artykuł robi to lepiej: :P

                                                    www.biomedical.pl/aktualnosci/pary-genetycznie-kompatybilne-6822.html
                                                    >
                                                  • aandzia43 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 30.07.12, 17:27

                                                    > > Ale czy sepsa nie dopada przede wszystkim osób już słabszych, których ukł
                                                    > ad odp
                                                    > > ornościowy nie daje rady i wariuje?
                                                    > >
                                                    >
                                                    > sama sobie poniżej odpowiedziałaś przykładem z hiszpanką

                                                    Nie rozumiem. Co ma sepsa do hiszpanki? Sepsa dotyka głównie osoby słabe, a na hiszpankę umierali ludzie silni.


                                                    >
                                                    > ten artykuł robi to lepiej: :P

                                                    No tak, to wiem. Ale mnie chodzi konkretnie o twój "cichociemny" układ odpornościowy, który ma być nieczytelny dla układów odpornościowych dam. Czy tylko dam z naszych terenów. Czy chodzi ci o to, że masz geny dotyczące UO atrakcyjne dla UO pań z innej puli genetycznej? Czy paniom np. z Zakaukazia pachniał byś pięknie? I na czym polega jego cichociemność?
                                                  • songo3000 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 31.07.12, 08:40
                                                    > Czy paniom np. z Zakaukazia pachniał byś pięk
                                                    Noo, to akurat jest bardzo możliwe. I nie chodzi mi o meandry układu odpornościowego tylko eee 'kontrast' :)
                                                  • abrigado Re: Wiek Chrystusowy a Starość 31.07.12, 08:48
                                                    sepsa do hiszpanki ma tyle, że sepsa to nic innego jak patologiczna reakcja układu odpornościowego. Nie posiadam wiedzy by powiedzieć czy śmiertelna reakcja na hiszpankę to z medycznego punktu widzenia to samo co sepsa. Ale pamietam wypowiedz lekarza o sepsie w jednostce wojskowej- to choroba słabeuzy i supermanów- Czyli za równo zbyt słaby, jak i zbyt silny układ odpornosciowy przyczynia się do sepsy- czyli stanu zapalnego.

                                                    natomiast odnośnie mojej niewidzialności. Nie przeprowadzałem badań w tym zakresie, ktore mogłyby potwierdzić lub zaprzeczyć temu wnioskowi, ale ostatnio byłem dość nachalnie nagabywany przez czarna jak heban jamajkę- może dlatego , ze jestem niebieskookim blondynem ;P.

                                                    natomiast mój rodzony brat -ciemnooki brunet ( wiec aspekt niebieskookiego blondyna i jego egzotyki nie wchodził w grę) w Polsce zupełnie nie miał brania i sam słyszałem jak naprawde kiepskie laski mówiły o nim, ze jest aseksualny. Tymczasem na jednym zagranicznym wyjeździe biegały za nim trzy brazylijki jednocześnie ( dooopy, ze hej z nich były- widziałem dokumentację zdjęciowa) więc coś w tym moze być...

                                                    Z drugiej strony istotna róznca fenotypu brata nie pozwala na jednoznaczne przeniesienie wniosków o nim na mnie
                                                  • songo3000 Re: Wiek Chrystusowy a Starość 31.07.12, 08:55
                                                    Etam, po porostu polskim brzydkim lachonom tak jak spasłym brytyjkom w doopach się po przewracało ;PPP
                  • la.locca Re: Jak wyjsc z tego kregu? 26.07.12, 00:09
                    > Dla mnie starsi faceci naturalnie sa bardziej atrakcyjni fizycznie. Zauwazcie j
                    > ak chlystkom z wiekiem poteznieje np. szyja, wychodza zyly na dloniach, mnie t
                    > o strasznie kreci.

                    Pewnie! Zawsze mnie kręcili bardziej faceci po 30-tce, nawet w okolicach 40-tki.
                    Mają inne sylwetki, inną skórę... Są dużo bardziej męscy.

                    I nie jest powiedziane, że facet, który nie miał powodzenia za młodu, nie będzie miał go po trzydziestce. Może zmężnieć z wyglądu, nabrać pewności siebie, zadbać o siebie (koniec ery długich włosów i powyciąganych swetrów pranych raz na miesiąc) i dopiero zacząć przyciągać kobiety.

                    Osobiście znam facetów, którzy za młodu odstraszali a teraz są atrakcyjni.
            • urquhart Urywanie się zagłodzonych psów z łańcucha. 25.07.12, 11:50
              sabat77 napisał:
              > Nic tu nie da uroda i atrakcyjność, bo rozbicie trwałego, udanego małżeństwa to
              > nie lada wyzwanie, szczególnie dla pana. Panie tutaj mają ciut z górki, jednak
              > wielu panów ma mentalność psa łańcuchowego. Jak go spuścić to leciiii.... i ty
              > le go widzieli :)

              Generalnie tam gdzie psa traktują dobrze i i michę ma pełną nie jest potrzebny łańcuch żeby nie uciekł.
              Takich trwałych satysfakcjonujących OBIE strony związków jest jak na lekarstwo Sabat.
              Rozmawiałem z laskami co to nie ukrywają że wolą wyrwać faceta ze związku i generalnie uważały że jest to śmiesznie łatwo, gdyż jak zauważyłeś wiekszość żon ma psa na łańcuchu przedkładając skuteczność kija nad marchewką (patrz rady pań na Życiu Rodzinnym) w związkowym motywowaniu a większośc facetów jest seksualnie zagłodzona na tym łańcuchu.
              A niby dlaczego. Proste. Patrz sygnaturka poniżej.
Pełna wersja