brak racjonalnych rozwiazan

14.06.12, 07:00
Taka poranna refleksja mnie naszla oodnosnie tego forum.
Brakuje racjonalnych rozwiazan wiekszosci sytuacji, przyznajmy to wprost. Ludzie tkwia po uszy w g.....nie nie tylko dlatego, ze sa slabi, ale przede wszystkim dlatego, ze nie bardzo maja jak z niego wyjsc.

Wielu forumowiczow traktuje forum jako swego rodzaju katharsis, dzieki ktoremu mozna wykrzyczec sie na innych, jacy sa slabi, jacy niezdarni.

Jednak przyznajmy to - w wiekszosci wypadkow racjonalnych rozwiazan brak.


Partner nie zacznie sie zachowywac inaczej tylko dlatego, ze probujemy odnalezc swoje miejsce w swiecie, robimy sie szczesliwsi i bardziej zadbani. Rozwiazania szukamy przede wszystkim w sobie, ale czy to pomoze, gdy ktos zwiazal sie z totalnym sukinsynem albo szarzujaca egoistka ?
Nigdy, jesli bedziemy mieli na uwadze dobro otoczenia.
Jesli partner terroryzuje, to jest jak wariat z granatem w reku.
Wiekszosc sytuacji, o ktorych tu czytam to sytuacje emocjonalnego, badz materialnego zakladnictwa.
Dzieci i pieniadze - zamkniety krag. Jesli nam zalezy a partnerowi czy partnerce nie - nigdy nie wygramy.
    • kag73 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 09:48
      sabat77 napisal:

      "Jesli nam zalezy a partnerowi czy partnerce nie - nigdy nie wygramy".

      Mysle, ze to wlasnie jest kuczowe zdanie, dokladnie sie z Toba zgadzam. Mala kwestia/szansa czy drugiej osobie jednak zacznie zalezec, albo uswiadomi sobie, ze jej zalezy, moze po czasie albo w momencie kiedy zauwazy co traci a z czego nie zdawala sobie z tego sprawy.
      Wygrac mozesz tylko, jezeli, mimo "dzieci i pieniedzy" zaryzykujesz i zaczniesz nowy rozdzial w Twoim zyciu. Co oczywiscie calkowicie zmieni Twoja sytuacje i okolicznosci i niestety nie jest latwe, na zasadzie nie mozna miec wszystkiego.
      • urquhart Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 10:00
        kag73 napisała:
        > Wygrac mozesz tylko, jezeli, mimo "dzieci i pieniedzy" zaryzykujesz i zaczniesz
        > nowy rozdzial w Twoim zyciu. Co oczywiscie calkowicie zmieni Twoja sytuacje i
        > okolicznosci i niestety nie jest latwe, na zasadzie nie mozna miec wszystkiego.

        A zwróciłaś uwagę jaka zemsta na sąsiednich forumach obmyślana jest przez baby na owych chetnych na rozpoczęcie nowego rozdziału w życiu?
        Nie ma nic gorszego przecież niż świadomośc że jednak z inną jednak temu podłemu durniowi wyszło :)
    • urquhart Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 09:52
      > Jednak przyznajmy to - w wiekszosci wypadkow racjonalnych rozwiazan brak.

      Nie, zwykle brak jedynie rozwiązań które kogoś nie krzywdzą...
      • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 10:16
        Dokladnie, najczesciej na szali jest szczescie wlasne a po drugiej stronie szczescie dzieci.
        • kutuzow "szczęście dzieci" to przykrywka własnych lęków 14.06.12, 10:29
          sabat77 napisał:

          > Dokladnie, najczesciej na szali jest szczescie wlasne a po drugiej stronie szcz
          > escie dzieci.

          Sabat dzieci są najczęściej ściemą za ktorą kryje się coś więcej (tak jak u Ciebie strach jak sobie poradzisz za 1500 PLN po rozwodzie i alimentach). Dzieci wcale nie są nieszczęśliwe z powodu rozwodu, one są nieszczęśliwe z powodu walki/konfliktu który jest między dwojgiem małżonków.
          Dostrzegam dziwną korelację między zachowaniem "dla dobra dziecka" a dochodem małżonków. Ci którzy nie muszą się martwić jak sobie poradzą z jednej pensji, jakoś nie rzucają takich tekstów. Zazwyczaj "dla dobra dziecka" mieszkają razem te pary które nie mają kasy na osobny dom, na utrzymanie siebie i dziecka po rozwodzie itp.

          Czytałem gdzieś badania (nie mogę odnaleźć źródła), że dzieci z rodzin po rozwodzie (ale takich gdzie rodzice nadal mają dobry kontakt ze sobą -czyli rozstały się "po przyjacielsku", są dużo szczęśliwsze niż dzieci z pełnych rodzin, w których tli się konflikt. Jak znajdę źródło to tutaj wkleje.
          • sabat77 Re: "szczęście dzieci" to przykrywka własnych lęk 14.06.12, 10:54
            Co ty wypisujesz, chlopie...
            ty bys chcial widywac wlasne dzieci raz na pol roku ? To jest ojciec ?
            • triss_merigold6 Re: "szczęście dzieci" to przykrywka własnych lęk 14.06.12, 11:07
              Ktoś by Ci zabraniał widywać dzieci częściej i aktywnie uczestniczyć w ich życiu czy ot tak sobie projektujesz?
              Parę lat temu kopnęłam eksa w dupę i związałam się z kochankiem, dziecko miało wtedy 2 lata. Eks jest w porzo ojcem, przyjeżdża do starszaka regularnie, zabiera co drugi weekend, dzielimy się feriami, świętami i wakacjami (co zresztą ja wymuszam, bo tak zostało ustalone w rodzicielskim planie wychowawczym).
            • abrigado Re: "szczęście dzieci" to przykrywka własnych lęk 14.06.12, 12:00
              sabat, co ty pitolisz?

              jakie raz na pół roku?

              pomijając sytuację rozgrywek i używania dizeci jako narzędzia dokopania partnerowi, to sądy spokojnie dają prawo do kontaktów trzy razy w tygodniu, wakacje

              co wiecej sady patrzą też w ten sposób, ze matka, z ktorą dizeci zostają tez ma prawo do odpoczecia od nich więc nawet domagaja się żeby:
              1) facet wyreczał ją w niektorych sprawach i opiekując sie dziećmi dawał jej czas dla niej (słusznie)
              2) facet nie zaskakiwał kobiety swoją obecnościa- na zasadzie "przyjadę do dzieci za 5 minut"
              stąd ustalone terminy pozwalają na organziację życia kazdemu z partnerów.

              konsekwencja tego jest- bardzo czesto nierozumiane przez kobiety- że im facet czesciej zajmuje się dziećmi tym mniejsze alimenty musi płacić.


              więc wybacz sabat ale twoje powody to wymówka

              u mnien p dopóki dzieciaki sa małe to moja zona fizycznie nie da rady zajmowa sie nimi sama i musiałaby wynajac ze dwie opiekunki- za co pewnie faktycznie ja musiałbym płacić

              i dałbym radę tylę, ze zarabiając kilka średnich krajowych jadłbym chlem z dżemem :P


              ale ostatnio np chorym dzieckiem przez kilka dni opiekowała się moja matka i w takiej konfiguracji wystarczyłyby alimenty faceta i zabieranie dzieci na spacery 2-3 razy w tygodniu.

    • kutuzow Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 09:55
      Sabat chłopie, rozwiązania masz na wyciągnięcie ręki (choćby dział z lekturą obowiązkową podczepiony pod forum). To że nie korzystasz usilnie wybierając swoją własną "trzecią drogę" to już nie wina forum.

      "...le czy to pomoze, gdy ktos zwiazal sie z t
      > otalnym sukinsynem albo szarzujaca egoistka ? "

      Jeśli ktoś związał się z taką osobą to tylko świadczy o nim. Po pierwsze czemu wcześniej mu to nie przeszkadzało. Po drugie czemu nadal (gdy już "przejrzał" na oczy) jest z tą osobą.

      " Jesli partner terroryzuje, to jest jak wariat z granatem w reku."

      Pierwsza zasada którą tu głoszę (i do której się stosuje) to NIE NEGOCJOWAĆ Z TERRORYSTAMI, bo nawet jak rozbroisz ten granat i uratujesz zakładnika, to za chwilę będziesz miał kolejną większą akcję.

      "Wiekszosc sytuacji, o ktorych tu czytam to sytuacje emocjonalnego, badz materia
      > lnego zakladnictwa."

      Sabat, należy wiedzieć na co się człowiek pisze i czytać wszystko drobnym druczkiem.
      Małżeństwo to także UMOWA z zapisami regulowanymi kodeksem rodzinnym. Nie czytałeś tylko poleciałeś na reklamę w stylu Mango, to nie dziw się że teraz płacisz raty za coś co się okazało kompletem garnków za jedyne 9999,99 PLN
    • triss_merigold6 Tchórzliwe leszcze 14.06.12, 11:00
      Wy wszyscy narzekający latami, domagający się współczucia, zrozumienia i potępienia tej oziębłej niedoceniającej kobiety, jesteście tchórzliwe leszcze.
      Są racjonalne rozwiązania, dośc proste, tyle że trzeba wziąć konsekwencje na klatę. Trzeba podjąć ryzyko dokonania poważnej przebudowy swojego życia i przestać szukać akceptacji wszystkich naokoło.
      Nie podoba Ci się frajerze, że żona nie chce z Tobą sypiać od lat albo, że daje ciała w sposób monotonny i niewyrafinowany? To się rozwiedź w końcu zamiast marudzić i poszukaj lepszego towaru. Masz taką żonę na jaką Cie stać i takie życie na jakie się godzisz.
      • sabat77 Re: Tchórzliwe leszcze 14.06.12, 11:13
        No masz racje, nie stac mnie - finansowo nie stac. Musialbym szukac kasy za granica, stad widywanie dzieci byloby nieco utrudnione, przyznasz ?

        btw. Jak chcesz ze mna rozmawiac to zmien ton, nie pozwole sobie na prymitywne bluzgi.
        • triss_merigold6 Re: Tchórzliwe leszcze 14.06.12, 11:19
          Cherie, jestem na tym forum znacznie dłużej niż Ty i wiele takich rzewnych historii czytałam. Miały jedną wspólną cechę: jeśli ktoś decydował się na zakończenie nierokującego i niesatysfakcjonującego seksualnie związku to były to KOBIETY, mężczyźni do dziś marudzą sobie w kąciku redukując dysonans poznawczy z zakresie własnej niedecyzyjności.

          Sorry, mam alergię na ludzi niedecyzyjnych. Pojęczeć można sobie w celach diagnostycznych, potem wypadałoby działać albo pogodzić się z sytuacją i zamknąć dziób.
          • sabat77 Re: Tchórzliwe leszcze 14.06.12, 11:29
            No jasne. Wyzszy poziom naturalnego egoizmu i przywileje warunkowane kodeksem rodzinnym. To jest powod takiego a nie innego stanu rzeczy.
            a ja sobie bede narzekac ile chce, nie bedzie mna jakies babsko dyrygowac. Chcesz to wrzuc ignora i miej sprawe z glowy.
            • triss_merigold6 Re: Tchórzliwe leszcze 14.06.12, 18:00
              Ależ narzekaj skoro Ci to robi terapeutycznie. Tylko jednocześnie nie prezentuj się jako osobnik męski, stanowczy, odpowiedzialny za swoje życie, decyzyjny i w ogóle pełen zalet, bo to nieprawda.

              O jakich przywilejach warunkowanych kodeksem rodzinnym mówisz? Mój eks nie wystąpił z propozycją aby dziecko miało przy nim stałe miejsce zamieszkania. D

              Nie, to nie jest wyższy poziom naturalnego egoizmu. To jest branie odpowiedzialności za kształt swojego życia i przejście do jakichś działań zamiast grzęznąć w marazmie. IMO wyższy poziom naturalnego egoizmu i mniejsze wymagania od życia prezentują osoby, którym wystarczy ciepły obiad, wolna kasa na własne gadżety, zadowolenie z akceptacji społecznej jaką daje bycie małżonką/małżonkiem, większa wspólna zdolność kredytowa i niedzielny obiad z dziećmi u teściów. A resztę załatwią im piksele i fora dla nieszczęśliwych.
              • sabat77 Re: Tchórzliwe leszcze 14.06.12, 18:15
                Ale ja taki nie jestem, radze innym bo wiem ze to dziala na kobiety.
                ja sam jestem sabat, wariat, rozdarty miedzy bogiem i lucyferem neurotyk, poeta i bajkopisarz :) gdybym mial talent, to pewnie bylbym drugim Witkacym, ale ze talentu brak, to co najwyzej moge sobie palnac w leb, kiedy tu w koncu wkrocza jacys ruscy czy inni chinczycy :)
                Moj swiat to schizofreniczny, kolorowy chaos. Nie wiem do konca, ale normalny to raczej nie jestem. I dobrze mi z tym. Nawet jesli mna gardzisz :)
                • proto Re: Tchórzliwe leszcze 14.06.12, 19:46
                  Sabat, zgadzam się z tobą, że trochę mało na tym forum "przepisów na rozwiązanie problemu".

                  Sabat, u mnie parę lat temu seks był rzadko i na dość szczenięcym poziomie,
                  Ale może dlatego, że trafiliśmy na dobre książki wygląda na to, że się udało.

                  Od początku to Ja inicjowałem seks. Czytałem jakieś marne książki amerykańskich seksuologów, którzy niestety są do d...py. Nic nie dało czytanie Mastertona czy innych. Mimo, że na okładkach było napisane, że wystarczy przeczytać i będzie cool.

                  Pomógł na pewno Wojciech Eichelberger książką Kobieta bez winy i wstydu. No i Nasz ulubiony Osho (Miłość wolność samotność), mi dużo pomogły książki o zazdrości o szacunku w związku. Jej np wizyta u stylistki ( notabene bardzo seksownej filigranowej dziewczyny, którą poznałem robiąc jej fotki aktów :)
                  Teraz jest super, eksperymentujemy bawimy się. I nic na siłę, bez nerwów.
                  Pomogło też, zdecydowanie określenie się w sprawach kościoła katolickiego, który był jedną z głównych przyczyn braku seksu.


                • vitek_1 Re: Tchórzliwe leszcze 16.06.12, 15:37
                  sabat77 napisał:

                  > Ale ja taki nie jestem, radze innym bo wiem ze to dziala na kobiety.
                  > ja sam jestem sabat, wariat, rozdarty miedzy bogiem i lucyferem neurotyk, poeta
                  > i bajkopisarz :) gdybym mial talent, to pewnie bylbym drugim Witkacym, ale ze
                  > talentu brak, to co najwyzej moge sobie palnac w leb, kiedy tu w koncu wkrocza
                  > jacys ruscy czy inni chinczycy :)
                  > Moj swiat to schizofreniczny, kolorowy chaos. Nie wiem do konca, ale normalny t
                  > o raczej nie jestem. I dobrze mi z tym. Nawet jesli mna gardzisz :)

                  Jesteś porąbany, ale wcale nie jest ci z tym dobrze.

                  Nigdy nie odejdziesz od żony, bo dobrze wiesz że gdybyś to zrobił to nigdy nie znajdziesz nowej partnerki. Dziewczyny takich jak ty wyczuwają z kilometra i mają na nich totalną alergię. No może wyjąwszy jakiś 1% niespełnionych artystek itp. dziwadeł. Ale z taką nie stworzyłbyś związku. Dwoje świrów nie zmieści się pod jednym dachem.

                  Musisz radykalnie ograniczyć świrowanie, położyć uszy po sobie, i z uszami w tej pozycji próbować odbudować stosunki [ :) ] z żoną. Inaczej sobie nie podupczysz, chyba że z panienką z odlotów jeżeli cię stać.

                  Nie piszę żeby ci dokuczyć tylko stwierdzam fakt.
                  • sabat77 Re: Tchórzliwe leszcze 16.06.12, 15:56
                    Najzabawniejsze, ze nawet na tym forum wiekszosc z was jest zdecydowanie bardziej pokrecona ode mnie, tylko przyklejacie sobie maski porzadnych obywateli.
                    A wiem co mowie, bo czubki wyczuwaja innego swira z kilometra.
                    Jedyne co takich we mnie niemozliwie wk....wia to to, ze ja mam bezwstydna odwage sie nie ukrywac.
                    PS. Gwoli scislosci, ty vitek do tej grupy nie nalezysz. Jestes zupelnie normalnym gosciem, a ja sie takich po ludzku i zwyczajnie boje. Nie martw sie. Obaj jak zdechniemy zostaniemy tak samo zezarci przez robaki i nikt nie bedzie sie przejmowal czy w czasie zycia wsadzales fiuta, w co i ile razy. Wtedy obaj tez bedziemy to mieli w dupie, wiec wyluzuj :)
                    • kag73 Re: Tchórzliwe leszcze 16.06.12, 16:37
                      Nie ludz sie sabat, teraz tez nikt sie nie przejmuje czy, w co i ile razy wlozylas :)
                      To Twoja prywatna przyjemnosc i tylko o Ciebie tutaj chodzi, bo co przezyles to Twoje, nikt Ci nie zabierze.
                      Wlasciwie to wszystko wszystkim musialoby byc wszystko jedno, bo i tak nas wszystkich "zezra robale":)
        • abrigado Re: Tchórzliwe leszcze 14.06.12, 12:22
          sabat ale ona ma sporo racji

          stawiasz prawidłowe, logiczne wnioski, umiesz dostrzec beznadziejnośc tkwienia w sytuacji

          po czym rzucasz ogółnikową wymówkę i czuesz się zwolniony z robienia czegokolwiek- "bo brak racjonalnych rozwiązań"

          sorry, jęsli faktycznie przeszkadza co hipokryzja, i faktycznie kochasz dzieci to wziecie dupy w troki i zarobienie kasy na alimenty nie powinno być problemem ( to jest właśnie racjonalne rozwiązanie) - chyba, że nie masz matury i w CV mozesz wpisac wyłącnzie siedzenie w kasie na tesco

          gdybym ja był pewien( tak jak ty jesteś), że ja ( a nie moje zewnętrzne zasoby, lub ich wyobrażenie) moga być atrakcyjne dla jakiejś kobiety na pewno bym się wyprowadził i jednoczesnie jakoś starałbym sie zabezpieczyć dobro dzieci, szukajac dodatkowych prac.

          a ty od razu odpuszczasz pieprząc o zagranicy- sorry ale "zagranica" już dawno przestała być rajem-zwłaszcza dla osób w srednim wieku. Sam fakt, ze się na to powołujesz świadczy o tym jak powierzchownie rozważałeś perspektywy znalezienia dobrej pracy i znalezienia racjonalnego wyjścia z sytuacji

          • hello-kitty2 Re: Tchórzliwe leszcze 14.06.12, 12:45
            abrigado napisał:

            > gdybym ja był pewien( tak jak ty jesteś), że ja ( a nie moje zewnętrzne zasoby,
            > lub ich wyobrażenie) moga być atrakcyjne dla jakiejś kobiety na pewno bym się
            > wyprowadził i jednoczesnie jakoś starałbym sie zabezpieczyć dobro dzieci, szuka
            > jac dodatkowych prac.

            Przepraszam abrigado, mowisz o zwiazaniu sie z inna kobieta? Podkreslam: o ZWIAZKU?

            • abrigado Re: Tchórzliwe leszcze 14.06.12, 13:13
              Kitty, zwracam uwage na słówko "gdyby"

              Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka. "Gdyby" to najczęściej powtarzane słowo w Polsce :D
              • hello-kitty2 Re: Tchórzliwe leszcze 14.06.12, 13:52
                abrigado napisał:

                > Kitty, zwracam uwage na słówko "gdyby"
                >
                > Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka. "Gdyby" to najczęściej powtarzane słowo
                > w Polsce :D

                Czy ty wykorzystujesz swoja obecnosc na forum do testowania swojej atrakcyjnosci wsrod kobiet?
                • kag73 Re: Tchórzliwe leszcze 14.06.12, 13:53
                  Ale niby jak kitty, przeciez nawet zdjecia nie wstawil :)
                • abrigado Re: Tchórzliwe leszcze 14.06.12, 14:08
                  > Czy ty wykorzystujesz swoja obecnosc na forum do testowania swojej atrakcyjnosc
                  > i wsrod kobiet?


                  nie,

                  forum pozwala mi powiedzieć głośno pewne rzeczy

                  poza tym onanizuję się własną narracja- jak mówił czechow- wszyscy jesteśmy niewolnikami własnej narracji...
      • urquhart Triss 14.06.12, 13:12
        W jednym masz rację, samce przemocowcy i wyrachowani na forum nie zajrzą. Są decyzyjni jak lubisz. :)
    • zyg_zyg_zyg Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 11:32
      Ja akurat - między innymi dzięki temu forum - znalazłam racjonalne rozwiązanie. Odejście od partnera, którego potrzeby seksualne drastycznie i boleśnie rozmijały się z moimi. Trudno było je zastosować, ale podjęłam ryzyko.

      Rozumiem, że Tobie może być jeszcze trudniej, bo dzieci, alimenty, mieszkanie, opinia rodziny itp. Cena, jaka musiałbyś zapłacić za odejście jest dla Ciebie zbyt wysoka, żebyś zechciał zaryzykować. Stoisz w rozkroku. Po jednej stronie seksualna posucha i zdychająca męskość i głęboka niechęć do żony, za to z dzieciakami u boku, gorącym obiadem w niedzielę i wolnymi środkami, którymi możesz dysponować. A po drugiej stronie wielka niewiadoma - być może ostracyzm, lęk o szczęście dzieci (teraz się nie lękasz?), chleb z pasztetową na śniadanie - za to bez chomąta na karku, a całkiem prawdopodobne że z satysfakcjonującym seksem.

      Racjonalne rozwiązanie jest proste - przejść na jedną stronę. Dokonać wyboru między jedną niedoskonałą opcją, a drugą niedoskonałą opcją. I wziąć na klatę konsekwencję tego przejścia. I nie tęsknić za zieleńszą trawą po drugiej stronie.
    • kutuzow Trzymaj się własnych rad -męski bądź! 14.06.12, 11:43
      sabat77 napisał:
      "W typowo meski sposob, gosc nie potrzebuje psiapsiolki pocieszycielki tylko kopa w dupsko. Sam niedawno stalem tam gdzie zomo, to wiem :)"
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,136578318,136590134,Re_Jak_wyjsc_z_tego_kregu_.html
      "Damskie glaskanie po dupie tylko pograzy go w czarnej mazi.
      Albowiem drogie panie, wy tak zwane meskie przyjaciolki owszem - lubicie, ale totalnie dyskwalifikujecie jako jakikolwiek obiekt zainteresowania.
      Czy kandydat na meza czy na jednonocne ruchanie - tutaj roznicy nie ma. Meski musi byc i basta."
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,136578318,136594271,Re_wenusjanki_vs_marsjanie.html
      "To co prezentuje ten kolo to dysonans miedzy wizja swiata mamuski, a prawdziwym swiatem z pazurami i klami. Jednym slowem tchorzliwy eskapizm intelektualny, na szczescie latwy do przeskoczenia dla rozumnego czleka"
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,136578318,136588461,Re_Jak_wyjsc_z_tego_kregu_.html
    • lina_onsdag Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 11:58
      > Jednak przyznajmy to - w wiekszosci wypadkow racjonalnych rozwiazan brak.

      Ależ to całkowita nieprawda. Racjonalnych rozwiązań, jeśli nie kilka, to jest przynajmniej jedno, zawsze. A powodem, dla którego po nie nie sięgamy jest najzwyklejszy strach przed zmianą, wygodnictwo itp.

      W moim osobistym wypadku (małżeństwa, które funkcjonuje na wszystkich płaszczyznach poza jedną, kluczową dla relacji damsko-męskiej) racjonalne rozwiązanie jest takie: odejść i szukać szczęścia z kimś innym (a raczej szukać kogoś innego i szczęścia z nim). Banalnie proste i oczywiste.
      Inne, o wiele mniej racjonalne: czekać na cud, który ma znikome szanse się wydarzyć, ale jeśli ma się nadzieję, to powiedzmy, że też można.
      Ja natomiast, z wyżej wspomnianego strachu/wygodnictwa, wybieram chyba najgłupsze, czyli tkwienie w bezsensownym małżeństwie, bez nadziei na zmiany, tylko dlatego, że na ten moment boję się radykalnych zmian.

      Także możliwości są. Twierdzenie, że ich nie ma, jest zwyczajną wymówką dla tchórzostwa, sorry.


      Nie wierzę w przemianę partnera. Jeśli coś się syponęło i w stanie "rozsypanym" trwa długi czas, to szans na przeminę po prostu nie ma. Jeśli mój mąż z jakiegoś powodu lata temu postanowił przestać ze mną sypiać, to ja mogę na rzęsach i w seksownych pończochach stać dzień i noc, i nic to nie zmieni.

      • abrigado Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 12:04
        lina- po dzisiejszej upojnej nocy ( łaaał, gdybym nie był z natury dyskretny to bym się pochwalił :) twoja wizja stania na rżęsach w seksownych pończochach- po prostu mnie zaczarowała ( apwetyt rosnie w miare jedzenia)

        - może umówimy się na współne czytanie literatury skandynawskiej - aktualnie mam jednego Fina na tapecie ?

        • kag73 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 13:41
          Dobre! Polecam Wam jeszcze wspolne ogladanie skandynawskich filmow, sa naprawde niezle :)
          • abrigado Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 13:45
            > Dobre! Polecam Wam jeszcze wspolne ogladanie skandynawskich filmow, sa naprawde
            > niezle :)

            fakt, np w trakcie takiego Bergmana ("tam gdzie rosną poziomki") mozna spokojnie pouprawiać namietny seks a potem wrócić do ogladania filmu kompletnie nic nie tracąć z akcji ;)
            • kag73 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 13:51
              Serio? Ja nie przepadam za kinem akcji. Dla mnie czesto w filmach wazne sa dialogi. "Tam gdzie rosna poziomki" nie znam. Mozesz polecic?
              Moim ulubionym filmem jest dunska produkcja "Jablka Adama", dramat, czarna komedia. Polecam.
              • abrigado Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 14:05
                "jabłka adama" spoko

                skandynawskie to:

                Bergmany- "tm gdize rosna poziomki", "fanny i aleksander", "Siódma pieczęć"- z tych bardziej przystępnych- poza tymi dfilamami lepiej się czyta scenariusze niż ogląda.

                poza tym:
                "fucking amal", "POzwół mi wejść", "pamięć złotej rybki", "wilbur chce się zabić", "zakochani widzą słonie", Reykyawik 101", Życie jest piękne"
                • lina_onsdag Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 14:10
                  abrigado napisał:

                  > "jabłka adama" spoko
                  >
                  > skandynawskie to:
                  >
                  > Bergmany- "tm gdize rosna poziomki", "fanny i aleksander", "Siódma pieczęć"- z
                  > tych bardziej przystępnych- poza tymi dfilamami lepiej się czyta scenariusze n
                  > iż ogląda.
                  >
                  > poza tym:
                  > "fucking amal", "POzwół mi wejść", "pamięć złotej rybki", "wilbur chce się zabi
                  > ć", "zakochani widzą słonie", Reykyawik 101", Życie jest piękne"

                  Dokładnie. Z naciskiem na 101 Reykjavik (rewelacyjny soundtrack).
                  Przy tym to ewentualnie mogłabym coś pouprawiać, a i owszem. Ale jak to połączyć ze staniem na rzęsach w seksownych pończochach... nie, wyobraźni mi nie staje.
                  • abrigado Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 14:14
                    > .wyobraźni mi nie staje

                    mnie staje niejednokrotnie...kobieto małej wiary :P


                • kag73 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 14:55
                  o, dzieki, dzieki za tyle tytulow, bede miala co ogladac :)
                  • abrigado Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 14:58
                    kag73 napisała:

                    > o, dzieki, dzieki za tyle tytulow, bede miala co ogladac :)


                    ale pamietaj- pończochy, rzęsy i dyszący samiec z tyłu ;)
                    • kag73 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 15:22
                      OK, postaram sie zapamietac :)
                      A tak na marginesie: bez tego sie nie da? Bo te ponczochy i dyszacy to tez bym mogla bez filmow :)
                      • abrigado Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 15:25
                        nie wiem, bez "tego" nie próbowałem oglądać...:)
                        • kag73 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 15:37
                          No dobra, cyzli lepiej nie ryzykowac. Powinno byc wykonalne :)
                          Jak sie tak nad tym zastanowic, w takich okolicznosciach kazdy film mozna uznac za dobry ;)
                          A ja cale zycie wybieram, czytam recenzje, zastanawiam sie...coz za strata czasu. Wystarczy pojsc do dvd-teki, wybrac jakikolwiek film, wlozyc ponczochy, zawolac faceta i jest dobra rozrywka, ze tez wczesniej na to nie wpadlam. Czlowiek sie jednak cale zycie uczy...i jeszcze glupi umiera!
                          • abrigado Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 15:42
                            zauważ, jak potem brzmi rzucona w towarzystwie uwaga: "świetnie się bawiłam ogladając XXX..."
                            • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 16:13
                              abrigado forumowy wyrwidup. Umowcie sie na kawe. Najlepiej oboje w ponczochach :)
                              • kag73 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 17:08
                                sabat77 napisał:

                                > abrigado forumowy wyrwidup. Umowcie sie na kawe. Najlepiej oboje w ponczochach
                                > :)

                                Sabat, ja sie z obcymi facetami na kawe nie umawiam. poza tym nie jestem wyposzczona a do tego dominujaca ;)
                                • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 17:21
                                  zawsze tak mowicie. A potem w kronice towarzyskiej pisze sie: powila piekne bliznieta...
                                  • lina_onsdag Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 17:27
                                    Eee... ja myślałam, że ta propozycja seksu na rzęsach przy Bergmanie to do mnie była skierowana... i tak czekam i czekam na tego priva, żeby dograć szczegóły, a tu nic. Narobią kobiecie nadziei i znikają. Zawsze tak jest :/
                                    • kag73 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 17:33
                                      Jasne, ze dla Ciebie, lina, spoko, bierz!
                                      Ja mam w domu seksu pod dostatkiem, Bergmanna se znajde, to najmniejszy problem.
                                      • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 17:43
                                        A mowia ze apetyt rosnie w miare jedzenia. No i jesc ciagle to samo :p yh
                                        ale, ale, abrigado siedzi w kraju, wiec mozemy sobie pogdakac :)
                • aandzia43 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 21:03

                  > poza tym:
                  > "fucking amal", "POzwół mi wejść", "pamięć złotej rybki", "wilbur chce się zabi
                  > ć", "zakochani widzą słonie", Reykyawik 101", Życie jest piękne"

                  Jak ja lubię skandynawskie kino! :-D Z naciskiem na "Pozwól mi wejść". Nie, właściwie nie ma nacisku - wszystko co wymieniłeś jest miodzio.
    • phoibe Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 13:40
      oj, sabat, jak to nie ma rozwiązań? oczywiście, że są. problem w tym, że z reguły są one radykalne. ale to nie rozwiązań brak, ale odwagi, by podjąć decyzję.
    • brak.polskich.liter Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 14:09
      sabat77 napisał:

      > Jednak przyznajmy to - w wiekszosci wypadkow racjonalnych rozwiazan brak.

      Coz - ja nie przyznam, poniewaz gleboko sie z tym nie zgadzam.

      Problem w tym, ze spora czesc osob kwekajacych na bezseksie/kiepska jakosc seksu chialaby tak naprawde zjesc ciastko i zachowac ciastko - czyli, zeby seks magicznie sie pojawil/cudownie poprawil, ALE z tym samym partnerem i z zachowaniem status quo.
      A takie rzeczy to tylko w Erze.

      Ale nawet i tu racjonalne rozwiazanie istnieje - mianowicie, (a) pozbycie sie zludzen, ze da sie miec ciastko i zjesc ciastko, (b) zdecydowanie, ktora opcje sie woli oraz (c) wdrozenie - bez sarkania, ze moze da druga opcja byla jednak fajniejsza.

      Alternatywnie mozna kwekac i stekac, ze niedasie.
      Co kto lubi.

      > Jesli nam zalezy a partnerowi czy partnerce nie - nigdy nie wygramy.

      Nigdy nie wylogowales sie ze zwiazku MIMO uczuc? Ja dwa razy. Bylam bardzo zakochana i wiedzialam, ze bedzie bolalo i ze rozstanie odchoruje ciezko. Mimo to zdecydowalam sie zakonczyc relacje, bo jej bilans byl - mimo uczuc - bardzo dla mnie niekorzystny (niespelnione potrzeby, ktore uwazam za fundamentalne).
      Jedyne, czego zaluje z perspektywy czasu to to, ze nie odeszlam wczesniej.
      • abrigado Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 14:10
        > Nigdy nie wylogowales sie ze zwiazku MIMO uczuc? Ja dwa razy

        podobno umiejętnośc zrywania to dowód dojrzałóści.


        no chyba, ze egoizmu...
        • brak.polskich.liter Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 14:25
          Dla mnie rezygnacja z niesatysfakcjonujacej relacji to kwestia przede wszystkim swiadomosci siebie i wlasnych potrzeb (co nie wyklucza ani dojrzalosci, ani egoizmu). Calkiem niezla strategia sluzaca minimalizowaniu niepotrzebnego cierpienia.

          Ja z tej frakcji, co to nie wierzy, ze cierpienie uszlachetnia, nie ma ambicji dostapic beatyfikacji za zycia i nie jest zbytnio przywiazana do swojego nienagannego wizerunku.
          • kag73 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 14:54
            brak.polskich.liter a dziecko bylo i zaleznosci finansowe czy TYLKO zaleznosc emocjonalna?
            Zresza, uwazam, ze kobiecie latwiej odejsc, bo dziecko zostanie z nia. Mezczyna z reguly moze je widywac, ale nie codziennie jak to bylo do tej pory. Bo ja, jesli bym odchodzila, to nigdy bez dziecka. A maz gdyby odchodzil, tez chcialby zabrac ze soba dziecko. O nic by nie szlo, tylko o dziecko.
            Z drugiej strony, ciekawe jest, ze ludzie w sytuacjach bardziej jednoznacznych, typu zdradziala/zdradzil mnie, albo ma innego/inna nagle znajduja sily i wyjscie i czesto odchodza i wtedy mozna i da sie. Czasem latwiej jak ktos za nas podejmie decyzje, ale sami boimy sie nowosci i zmian.
            • brak.polskich.liter Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 16:34
              kag73 napisała:

              > brak.polskich.liter a dziecko bylo i zaleznosci finansowe czy TYLKO zaleznosc e
              > mocjonalna?

              Na szczescie - dzieci z zaadnym z tych panow nie mam, zaleznosc finansowa tez nigdy nie byla grana. Wiec o tyle mi bylo latwiej.

              > Z drugiej strony, ciekawe jest, ze ludzie w sytuacjach bardziej jednoznacznych,
              > typu zdradziala/zdradzil mnie, albo ma innego/inna nagle znajduja sily i wyjsc
              > ie i czesto odchodza i wtedy mozna i da sie.

              No wiec wlasnie.
              • kag73 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 17:10
                kag73 napisała:

                > brak.polskich.liter a dziecko bylo i zaleznosci finansowe czy TYLKO zaleznosc e
                > mocjonalna?

                Na szczescie - dzieci z zaadnym z tych panow nie mam, zaleznosc finansowa tez nigdy nie byla grana. Wiec o tyle mi bylo latwiej."

                Otoz, sytuacja zupelnie nieporownywalna.
                • brak.polskich.liter Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 18:01
                  Alez ja nie twierdze, ze decyzje o rozstaniu jest rownie latwo podjac bezdzietnej, swietnie wyksztalconej i niezle zarabiajacej osobie z wlasnym lokum i niepracujacej zawodowo matce trojki drobiazgu. Czasem tzw. czynniki obiektywne (uzaleznienie ekonomiczne od partnera i male dzieci na stanie, brak mozliwosci zapewnienia dzieciom opieki w przypadku podjecia przez matke pracy, dziecko chore czy niepelnosprawne, etc etc) faktycznie uniemozliwiaja jakiekolwiek ruchy wyprowadzkowo-rozstaniowe - a w kazdym razie moga decyzje odroczyc w czasie.
                  Ale znam kilka kobiet, ktore - bedac w czarnej dupie zwiazku - rozstaly sie, majac malutkie dzieci na stanie i niezbyt ciekawa sytuacje ekonomiczna. W ciagu paru miesiecy znalazly prace, doinformowaly sie o swoich prawach, poszukaly wsparcia i wystawily partnera za drzwi - mimo ze zainwestowaly w rodzine i zwiazek bardzo duzo. Wiec to nie tak, ze sie nie da.

                  W mojej wypowiedzi mniej mi chodzilo o dzieci, kredyty i inne okolicznosci przyrody - o swojej sytuacji dzieciowo-finansowej napomknelam, odpowiadajac na Twoje pytanie. Bardziej odnioslam sie do tego, co napisal Sabat - o tym, ze jesli nam zalezy (czyli jestesmy zakochani/emocjonalnie zwiazani z partnerem), to kaplica i pozamiatane. Otoz niekoniecznie, vide moj wlasny przyklad i kilku znanych mi osob (zarowno kobiet, jak i mezczyzn), ktorzy potrafili odejsc z nierokujacego ukladu pomimo uczuc zalewajacych mozg. A takze przyklad jednej znajomej, ktora byla w stanie rozpoczac twarde negocjacje z partnerem i brala bardzo powaznie pod uwage mozliwosc zakonczenia zwiazku w przypadku niepowodzenia - a zalezalo jej na facecie bardzo.
                  • kag73 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 21:39
                    Sabat napisal, ze nie da wygrac kiedy zalezy tylko jednej osobie, czyli nie da sie wygrac/wyjsc na prosta/zmienic czegos w aktualnym zwiazku, to wszystko.
                    Oczywiscie, ze mozna z tego wyjsc i zaczac gdzies indziej od nowa, ale wiadomo, ze kosztem czegos/kogos innego.
      • orosadm Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 15:05
        brak.polskich.liter napisała:
        > Problem w tym, ze spora czesc osob kwekajacych na bezseksie/kiepska jakosc seks
        > u chialaby tak naprawde zjesc ciastko i zachowac ciastko - czyli, zeby seks mag
        > icznie sie pojawil/cudownie poprawil, ALE z tym samym partnerem i z zachowaniem
        > status quo.

        Zgadzam się, że to układ naczyń połączonych - żeby zmieniło się coś w łóżku musi się zmienić coś gdzieś indziej (czasami też w łóżku, tylko w innej kwestii). Też odnoszę wrażenie, że sporo osób wykazuje stanowisko roszczeniowe. Ja potrzebuję tego i tego i niech on/ona ustąpi.

        Z drugiej strony czy klasyczny handel coś za coś to dobre rozwiązanie?

        oros.blox.pl/html
    • gomory Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 15:48
      Trudno mi odmowic racji zarowno Tobie jak i gromadnemu chorowi wyspiewujacemu piesn o rozstaniu.
      W sobie cos tam mozesz zmieniac, ale u partnerki niekoniecznie. Dlatego czestokroc faktycznie nie ma racjonalnego rozwiazania zapewniajacego poprawienie stosunkow w konkretnym zwiazku. Sa fale ktorych nie da sie zestroic.
      Tak jak wszyscy wspomnieli: ewakuowac sie mozna praktycznie zawsze. Ale to wcale nie oznacza, ze na pewno poprawi sie nasza sytuacja. Moze wrecz pogorszyc. Wiele osob w nowym zwiazku po pewnym czase moze zauwazyc, ze w podobnym kieracie drepcza.
      • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 16:04
        dlatego ewakuowac sie by sie bawic w przelotnych znajomosciach to chyba najlepsze rozwiazanie. Chyba ze komus doskwiera samotnosc. W zyciu by mi nie strzelilo do glowy zenic sie powtornie. Nie ze strachu ale mi cos takiego bardziej odpowiada. Dobrze czuje sie samemu.
        • abrigado Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 16:14
          nie krepuj się sabat- możesz zacząc przepisywac moje posty sprzed kilku miesięcy.

          możesz to uznać za licencję w rozumieniu - prawa autorskiego :P
          • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 16:22
            a moze ty przepisz kilka moich ? Zobaczysz swiat jakiego nie poznalbys nawet po lsd... Just try :) kto wie, moze ci sie spodoba ?
          • zyg_zyg_zyg Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 16:33
            Abrigado,
            pewnie wiesz, że taktykę dobry policjant - zły policjant należy zacząć od bycia tym złym, a potem przejść do dobrego. Nigdy odwrotnie. Tak więc to Sabat ma rację proponując Ci przepisywanie jego starych postów, a nie Ty - proponując mu przepisywanie swoich... :-)
            • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 16:52
              Gdybysmy byli postaciami z allo allo, to abrigado bylby tym niskim blodynem z gestapo :) jak mu tam szlo ? Herr flick ? A kitty bylaby helga :))
      • lina_onsdag Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 16:21

        > Ale to wcal
        > e nie oznacza, ze na pewno poprawi sie nasza sytuacja. Moze wrecz pogorszyc. Wi
        > ele osob w nowym zwiazku po pewnym czase moze zauwazyc, ze w podobnym kieracie
        > drepcza.

        Celna uwaga.
        To jest jedna z ważniejszych przyczyn, dlaczego nie decyduję się na odejście. Bo myślę sobie tak: ok, odejdę, przewrócę swoje życie do góry nogami, a potem co? Jeśli nawet uda mi się spotkać kogoś właściwego, jeśli nawet uda mi się stworzyć z nim związek, to po roku, dwóch, najwyżej trzech będę najprawdopodobniej w dokładnie takiej samej d... jak teraz. No bo ile może trwać stan euforii i podekscytowania czymś/kimś nowym? A potem klapki z oczu: warczenie na siebie, znudzenie wciąż tymi samymi bodźcami plus przeróżne problemy dnia codziennego... itp. Czyli "zamienił stryjek...". Superoptymistyczna wizja, no shit.
        Oczywiście odchodząc, daje się sobie przynajmniej szansę na coś lepszego. Ale po kilkukrotnym przerobieniu powyższego scenariusza, naprawdę można stracić wiarę w jakikolwiek sens podejmowania prób "związkowych". Więc niech już se będzie, jak jest. O.
        • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 16:26
          a co z filozofem ? Znudzila sie tresowana malpka ? :)
          • lina_onsdag Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 17:18
            Ale dlaczego tresowana małpka...? :)
            Rozwiązanie tymczasowe i równie sensowne, co leczenie zapalenia płuc syropkiem na kaszel. Na pewno na dłuższą metę takie coś mnie nie satysfakcjonuje...
            • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 17:52
              Tresowana malpka, bo umie robic tylko salta w miejscu.
              a ty lina... Wybacz Twoj przypadek jest dosc oczywisty.
              Ty szukasz drapieznika, ktory na ciebie zapoluje. Chcesz uciekac, kluczyc, zwodzic trop, ale na koncu pozwolic sie dopasc.
              Nie potrzebujesz deklamacji Deklaracji Niepodleglosci w jezyku aramejskim tylko oddechu mocnego, goracego samca na plecach, bioracego cie od tylu tak, ze bedziesz krzyczec z zamknietymi oczami.
              Przeciez to jasne, praktycznie kazda tego chce... Ktorej sie jeszcze chce - zaznaczam :)
              • lina_onsdag Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 18:32
                > Ty szukasz drapieznika, ktory na ciebie zapoluje. Chcesz uciekac, kluczyc, zwod
                > zic trop, ale na koncu pozwolic sie dopasc.

                Tu akurat - 100% racji.
                Ale co właściwie chcesz mi powiedzieć? Że drapieżnik nie może być inteligentny? Że każdy intelektualista to łóżkowy niedorajda? Że albo intelekt, albo ostry seks? Że nie ma facetów "2w1"?
                Może bym i Ci uwierzyła, gdyby nie to, że miałam z takim przyjemność... wiele razy, może na nieszczęście... Chyba że on jest jeden jedyny na świecie... wtedy jestem ud*piona :/
                • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 18:41
                  Drapiezniki sa i musza byc inteligentne. To nie chodzi o intelekt, ale o poze i krag zainteresowan.
                  mezczyzna nie przypadkiem wabi samice ogonkiem. Bacznie przygladaj sie czy widzisz tam pawie piora, malpie futro czy niespokojnie migajacy ogon duzego kota :)
        • sea.sea Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 23:35
          Jeżeli osoby nie wyciągnęły z poprzedniego związku żadnych wniosków, to faktycznie się może tak skończyć.

          Ale tu i tak są dwie opcje: albo się męczyć w xujowym związku w którym nic nas już na bank dobrego nie czeka - albo wejść w inny związek i dostąpić przynajmniej tych trzech lat szczęścia zanim się coś spartoli.

          Ja stanowczo wolę opcję drugą, za poświęcanie się dla zasady można dostać w nagrodę co najwyżej medal z kartofla, a życie jest jedno i to w dodatku krótkie.
    • antheax Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 21:43
      Dla Ciebie to forum to katharsis a dla mnie rozpoznanie tematu.

      Wiele osób zachęca do "odważnego" kroku i przeprowadzenia rozwodu, jak opisujemy problemy w związku. Tylko jeżeli posłucham tych doradzających to na kogo spadnie odpowiedzialność? Na mnie! Więc jak czytam krytykantów, że problem związku się zakleszczył i nie rodzi się rozwiązanie w postaci rozwodu - to co z tego?

      Co jest rozwiązaniem? Jak rodziło się dziecko poród bolał jak cholera - ale dziecko urodziło się śliczne. Jak było małe nie spaliśmy, oczy dookoła głowy i uwaga napięta do ostatnich granic - ale dziecko rosło szczęśliwie i szybko przejawiało zdolności i inteligencję. Zdolności dziecka wypadało rozwijać - znów wyrzeczenia, poświęcenia, koszty.

      Co jest celem? Życie bez wysiłku i poświęceń?

      Znam trochę rozwódek i rozwodników. Bliscy znajomi. Widzę ich ból, stratę. Widzę, że mam lepiej. Różnica taka jak pomiędzy chorobą a śmiercią. Z choroby można wyjść a śmierci nie odwrócisz.

      Są rozwiązania. Przeczytałam trochę Twoich postów i widzę, że za bardzo się kajasz, za bardzo się tłumaczysz - popracuj nad asertywnością i mówieniem NIE. Bo na pewno nie jesteś wszystkiemu winny. A widać, że bardzo przeżywaz akurat swoją nieadekwatność. Kompromis powinien być z dwóch stron. Z Twojej i ze strony Twojej żony. A ja widzę chęci tylko z Twojej strony...

      Rozwiązania mogą być radykalne a mogą być krok po kroku. Spokojne przemyślane działania. Radykalne warto zastosować gdy druga strona wybitnie krzywdzi, znęca się, stosuje przemoc. Ale gdy tylko inaczej czuje?

      Do decyzji się dojrzewa. Może forumowiczom się nudzi i chcieliby szybciej przeczytać o Twoim czy moim rozwodzie. Ale to nie forumowicze będą potem ponosić konsekwencje poważnej decyzji. Z całym szacunkiem dla forumowiczów
      • mujer_bonita Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 22:01
        antheax napisała:
        > Tylko jeżeli posłucham tych doradzających to na kogo spad
        > nie odpowiedzialność? Na mnie!

        Masz rację. Skutek nieposłuchania rad w postaci kolejnych jojczących wątków ponosić będą właśnie forumowicze :D

        > Co jest celem? Życie bez wysiłku i poświęceń?
        > Znam trochę rozwódek i rozwodników. Bliscy znajomi. Widzę ich ból, stratę. Widz
        > ę, że mam lepiej. Różnica taka jak pomiędzy chorobą a śmiercią. Z choroby można
        > wyjść a śmierci nie odwrócisz.

        Oj jakaś jeszcze pełna zapału i naiwna :) Będziesz walić głową w mur do opisanej przez siebie 'śmierci'? Życie masz je tylko JEDNO i naprawdę szkoda je zmarnować. Poświęcenia i wysiłek należy kierować tam, gdzie dają jakiś efekt.
      • urquhart Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 23:42
        antheax napisała:
        > Do decyzji się dojrzewa. Może forumowiczom się nudzi i chcieliby szybciej przec
        > zytać o Twoim czy moim rozwodzie. Ale to nie forumowicze będą potem ponosić kon
        > sekwencje poważnej decyzji. Z całym szacunkiem dla forumowiczów

        Forumowicze też są różni. Jedni projektują i racjonalizują mniej a inni bardziej własne życiowe wybory. Mnie na przykład interesują się klucze jak długoletni związek czynić satysfakcjonującym, a jak uniknąć kolejnych typowych pułapek. I jestem z w bardzo długoletnim związku i nie zamierzam ani sam nikogo kopać w dupę ani innym tego doradzać.
        Ale na swoim przykładzie łapiesz powoli jak trudno złapać dystans i obiektywnie ocenić problem a nie jedynie jego racjonalizacje które podsuwa umysł?
        To znacznie badziej złożony problem zwykle niż doszukiwanie się winy w z definicji podłym i niedojrzałym samcu lub odwrotnie w złej kobiecie.
      • asocial Re: brak racjonalnych rozwiazan 15.06.12, 00:50
        antheax napisała:


        > Znam trochę rozwódek i rozwodników. Bliscy znajomi. Widzę ich ból, stratę. Widz
        > ę, że mam lepiej.


        ale w czym masz lepiej?
        Twoi znajomi rozwodnicy mieszkaja sami, pogorszyly im sie warunki finansowe, rzadziej widza swoje dzieci, lub wprost przeciwnie; zostaja sami z obowiazkami okolodzieciowymi, a ty?

        A Ciebie maz upokarza, ignoruje ciebie i dziecko, jest ewidentnym przemocowem, szantazuje psychicznie, od dwoch lat chce sie z toba rozwiesc, nie szanuje ciebie wymagajac od ciebie zlozenia papierow... i ty mowisz ze masz lepiej?

        Porownujesz rozwod do smierci? Nic bardziej mylnego. Rozstanie to tragiczna decyzja, zawsze. To zal nad straconymi zludzeniami, nad zla inwestycja wlasnych uczuc, emocji i czasu. To koniec czegos, ale i narodziny nowego etapu; czesto lepszego.

        Forum to takie troche sesje grupowe, ale bez psychologa, ktory robilby za monitora. To jest jazda bez trzymanki, ale mozna wyluskac cos dobrego; np. spojrzec na swoja sytuacje z perspektywy kogos zupelnie innego, niestety nie zawsze zyczliwego. Oczywiscie znamy tylko fragmenty twojego zycia. Moze kiepsko je opisujesz, moze na codzien twoj maz jest kochajacym czlowiekiem, a to co piszesz na roznych forach to tylko takie jego zarty- to wiesz tylko ty, ale piszac na forum dajesz forumowiczom prawo do oceniania.

        A pisanie na forum o tak prywatnych sprawach powinno uczyc dystansu do postow/ opinii innych- i dzieki temu byc moze nauczy tez dystansu do samej siebie.

        Bardzo latwo jest napisac ¨rozwiedz sie¨, nie musisz brac takich postow na powaznie. Z nami nie musisz, z mezem tez nie, ale w rzeczywistym zyciu, w samotnosci jednak warto byc ze soba maksymalnie szczerym- i czasami moze sie okazac, ze szczerosc boli, ze rozstanie (albo i nie) jest najlepszym rozwiazaniem dla ciebie.

        Bo w koncu to ty przezyjesz z toba zycie, prawda? Twoj maz, dzieci, przyjaciele- moga byc obok ciebie, ale to ty sama siebie bedziesz musiala znosic od konca swoich dni.

        Wiec pomysl; zakladajac ze przecietny Polak zyje circa 85 lat (jestes przed 40tka?); Twoj maz nie poprawi swojego zachowania... jestes w stanie wytrzymac tak nastepne 40 lat twojego zycia?

        Jestes w stanie patrzec na Twoje dzieci (zwlaszcza to mlodsze) dorastajace w takim domu? Co zrobilabys jak syn za kilka lat sie spyta, dlaczego nie reagowalas? Bedziesz wiedziala, co mu odpowiedziec?
        • brak.polskich.liter Re: brak racjonalnych rozwiazan 17.06.12, 01:21
          Spokoluz, Antheax jest jak memetyczny kot - ma 7 zyc, wiec jedno moze lekkim twistem zmarnowac.
          Gorzej, ze marnuje je (wespol w zespol z kolega malzonkiem) rowniez dzieciom, ktor wejda w doroslosc z dosc niewesolym bagazem, popieprzonymi wzorcami relacji w zwiazku, samoocena na poziomie mopa i mocno zrytym beretem.
          Ale zawsze mozna racjonalizowac, ze "inni maja gorzej", nieprawdaz.
    • mujer_bonita Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 22:05
      sabat77 napisał:
      > Jednak przyznajmy to - w wiekszosci wypadkow racjonalnych rozwiazan brak.

      Człowiek nie czyta forum przez jakiś czas a tutaj nic się nie zmienia :) Sabat jak jojoczył tak jojczy :)

      Rozwiązania są tylko jaj braknie coby je wprowadzić w życie. Dzieci to świetna wymówka a tak naprawdę to zwykły strach przed nieznanym, przed zmianą. Better the devil you know.
    • that.bitch.is.sick Re: brak racjonalnych rozwiazan 14.06.12, 22:29
      sabat77 napisał:
      >
      >
      > Partner nie zacznie sie zachowywac inaczej tylko dlatego, ze probujemy odnalezc
      > swoje miejsce w swiecie, robimy sie szczesliwsi i bardziej zadbani. Rozwiazani
      > a szukamy przede wszystkim w sobie, ale czy to pomoze, gdy ktos zwiazal sie z t
      > otalnym sukinsynem albo szarzujaca egoistka ?


      Baardzo dużo zależy od tego jak się zachowujemy. Stwierdzenie że jesteśmy z wariatem lub egoistką to najgłupsze i najbardziej płytkie myślenie jakie słyszałam i prowadzi do tego żeby wpaść w gówno ponownie, powielić schemat. Albowiem większość problemów tkwi w naszym nieprzystosowaniu.
      Ja się nigdy doradcą nie mieniłam, ale na tym forum jest kawał wiedzy. Byli też tu fajni ludzie którzy nie byli samolubami i nie pisali wątków ku zaspokojeniu ego tylko też z myślą o korzyściach innych. Szkoda że tak trudno przychodzi pokora i podstawowe stwierdzenie: wiem że nic nie wiem. Należy skorzystać w wyszukiwarki i lektur, mniej czczej gadaniny, więcej lektury proponuję na początek wątek:
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,99286473,99286473,Tutorial_dla_forumowej_zieleniny.html
      od tego zacznij, tam jest świetnie wyłożone jak to wszystkim się wydaje że są świetni łóżkowo, emocjonalnie i wizualnie urodziwi:) i to partner jest taki beznadziejny, może coś się rozjaśni w główce.
    • twojabogini Re: brak racjonalnych rozwiazan 15.06.12, 14:26
      > Dzieci i pieniadze - zamkniety krag.

      Jaki zamknięty krąg? Większość kobiet, którym pomogłam się rozwieść jest szczęśliwa i zadowolona. Nawet jeśli rozwodziły się z przyczyn wyłącznie seksualnych (mąż niedojda w łóżku), i nawet jeśli po rozwodzie pogarszał im się status materialny. Przypuszczam, że rozwiedzeni panowie też sobie jakoś radzą.
      Jeśli ktoś nie rozwodzi się bo "kasa i dzieci" - to znaczy, że tak naprawdę nie chce odchodzić, a to to tylko pretekst.
      • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 15.06.12, 16:26
        Przypuszczasz. :)
        Czyli Twoja klientele stanowia glownie kobiety, ktorym pomagasz sie uwolnic od poczucia winy zwiazanego z kopnieciem w dupsko ojca swoich dzieci.
        No i co ja moge powiedziec ? Nic.
        Masz racje. Z psychoewolucyjnego punktu widzenia to jest genialny uklad dla kobiety. Kiedys kobieta musiala przywiazywac do siiebie robotnice, seksem, plodzeniem mu dziecka - bog wie czym jeszcze. Teraz wystarczy ze go kopnie w zad i poszuka sobie kolejnego replikatora genow, ktory umozliwi jej kodowi genetycznemu znalezc sie w bardziej urozmaiconej pul - z kilkoma osobnikami. To wieksze szanse przetrwania dla potomkow.
        I dzieki kochanemu panstwu juz nie musi sie troszczyc o providera - moze doic go bezkarnie, smiejac mu sie w twarz (nierzadko doslownie).
        I tak w kolko. Z punktu widzenia biologii dla kobiety korzystniej jest miec dzieci z wieloma partnerami.
        Natura zawsze znajdzie droge by pokazac ze jest gora, wystarczy dac jej szanse. Kariera rozwodniczki i mezatki z odzysku wynika z oczywistej korzysci jaka jest dostep do szerszej puli genow. Tu nie ma cienia uczuciowosci, jedynie biologiczna racjonalnosc.
        I w dodatku dowod jak potezne sily nami rzadza.
        TAK. Nie my nimi, ale one nami. Zwierzeca strona czlowieczenstwa miala miliony lat na ewolucje, historia kory nowej jest znacznie krotsza...
        • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 15.06.12, 19:38
          Acha, bylbym zapomnial.
          To ze tak jest, nie oznacza ze nie ma kobiet z klasa. Kochanek co maja ogien w oczach, ktore wiedza czego chca i dostaja to od zycia.
          Nie, nie uwazam ze wszystkie babki to glupie domowe gaski, albo cwane wiesniaczki co po grzbietach dzianych mezow chca przeskoczyc z gumiakow w buty na wysokim obcasie.
          Material z klasa i ochota tez sie zdaza... Czasem trzeba sie troche porozgladac...
          W sumie marnych facetow tez pelno, wiec to nie tak ze plec jest tu przyczyna.
          Chcialoby sie rzec - precz z bylejakoscia...

          No a ja z zona... No coz, widac sie nie dobralismy :)
          • asocial Re: brak racjonalnych rozwiazan 15.06.12, 19:51
            Rozumiem, ze w obliczu ¨braku racjonalnych rozwiazan¨, jedyna opcja byloby, gdyby dzisiaj zonka np. twoja sabat, wkroczyla do sypialni (albo i nie) niczym napalona Sharon Stone, powiedziala ci, ze slicznie dzis kotku wygladasz, zrobila boskie fellattio, wila sie na tobie jak rozpustna amazonka, miala kilka orgazmow, ty oczywiscie tez moglbys kilka razy, a potem zasnela wtulona. Tak?
            I teraz racjonalnie:

            Czy naprawde tego chcesz?
            No i czy to w ogole jest mozliwe?
            A jesli jest, to w jaki sposob to osiagnac?
            Twoja praca nad zona i zwiazkiem bylaby po prostu niezbedna (o ile tylko to ww ¨racjonalne rozwiazanie¨ wchodzi w gre). Jak na razie jedno jest pewne; wszystko co robisz przez ostatnie 2 lata jest niewlasciwe i nie przynosi oczekiwanych efektow.

            Mnie sie mimo wszystko wydaje, ze nawet gdyby zona czy maz nagle dostali seksualnego kopa w dupe i chcieli codziennie, to i tak nie rozwiazaloby to zadnego problemu.
            Bo klopot nie jest w seksie, seks (tzn. jego brak) jest tylko symptomem innych problemow.

            Moze tak wlasciwie to chcialbys, zeby zona ciebie np. szanowala (to tylko przyklad) i liczyla sie z twoimi opiniami dotyczacymi codziennych obowiazkow, itp?
            Oczywiscie, mnie nie musisz w ogole odpowiadac, to tylko takie luzne pytania do pomyslenia (albo olania), a nie do uzewnetrzniania sie na forum.
            • kag73 Re: brak racjonalnych rozwiazan 15.06.12, 20:02
              Asocial, Ty jestes dobra, jemu by juz wystarczylo gdyby ona poszla na zwykly normalny stosunek seksualny a ty o multiorgazmach i amazonkach opowiadasz.
            • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 15.06.12, 20:08
              Alez oczywiscie, ze u nas problem jest glebszy. Wina jest moja, bezdyskusyjnie. Zawinila moja biernosc, poddawanie sie pradowi bez walki. W sumie musze sie przyznac, ze przez wiele lat plynalem z nurtem, obudzilem sie zyciowo dosc niedawno, pare miesiecy temu...
              w dodatku w miejscu, ktore jest bardzo daleko do okej, jak to powiedzial pan Marcellus z Pulp Fiction :)
              Zaczalem walczyc dosc niedawno, przelala sie we mnie jakas szala goryczy.
              Zaczalem walczyc o siebie, nie o zwiazek. Zrozumialem, ze tez mam do tego prawo.
        • twojabogini Re: brak racjonalnych rozwiazan 16.06.12, 16:57
          sabat77 napisał:

          > Czyli Twoja klientele stanowia glownie kobiety, ktorym pomagasz sie uwolnic od
          > poczucia winy zwiazanego z kopnieciem w dupsko ojca swoich dzieci.

          Moją klientelę stanowią głównie kobiety, bo jakoś tak mam opinię "feministki". Mężczyznom pomagam również - jeśli się zgłoszą. Nie uwalniam nikogo od poczucia winy, raczej w nie wpędzam, np. pomagając uzyskać adekwatne do kosztów utrzymania dzieci alimenty. Wbrew pozorom większość kobiet jest skłonna albo nie dochodzić alimentów, albo dochodzić kwot zaniżonych, choć nagłaśnianie są jedynie przypadki kobiet pazernych. Nie czytałam o kobietach pobierających po 300 zł alimentów, albo o takich, które zaczęły je pobierać dopiero gdy głód im zajrzał do d. - a jest takich pełno.

          Ojcowie dzieci nie są kopani w d. bez powodu. Nie spotkałam ani jednego przypadku, w którym dochodziło do rozwodu, z powodów o których piszesz - kobieta kopie w d. wspaniałego ojca i męża z poszukiwaniu kolejnego replikatora genów. Znaczny procent rozwiedzionych kobiet wcale nie rodzi dzieci w kolejnych związkach. W kolejnych związkach rodzą kobiety jeszcze młode, i te które zazwyczaj po prostu czują potrzebę posiadania kolejnego dziecka. Gdyby pierwszy mąż był w porządku - pewnie to on zostawałby ojcem.

          Wszystkie teorie ewolucji i psychoedukacji nie znajdują tu zastosowania - poza jedną. Najsłabsi i nieprzystosowani odpadają. Jeśli facet nie nadaje się do funkcji męża (bo jest np. przemocowcem, osobą uzależnioną, nie zaspokaja seksualnie żony, ) - no to się do niej nie nadaje. (Są też kobiety, które nie nadają się na zony i one także powinny być kopane w d. - żeby nie było, ze widzę sprawę jednostronnie). Są cierpiętnicy, które będą tkwić w związku z patałachem. Ale na szczęście jest ich coraz mniej.
          Od razu zastrzegam - jeśli związek przechodzi trudności, ma pewne mankamenty - jak najbardziej normalne i sensowne jest trwanie w nim i walka o związek, podobnie jak życie w związku, który nie zaspokaja wszystkich potrzeb (takich zresztą związków jest raczej bardzo mało). Za normalne nie uważam jednak życia w związku piekle, albo biernej akceptacji niskiej kondycji związku. Jeśli do tego dochodzi jeszcze samousprawiedliwienie - bo pieniądze, dzieci...beznadzieja.
          • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 17.06.12, 00:18
            Jest jeszcze jedna możliwość, w sumie czemu nie brać jej pod uwagę - że oboje nie nadają się do związku. Stawiam, że w przypadku znacznych patologii to może być całkiem częsta opcja.
            Kto bowiem by się z jednej strony godził, a z drugiej strony kto by robił rzeczy w znaczącym stopniu patologiczne ?
            Swoją drogą - jednym tchem wymieniłaś przemoc, uzależnienia i nie zaspokajanie seksualne partnera. Nie zbyt drastycznie ? Ile związków małżeńskich w Polsce by się ostało po takiej selekcji ? :)
            No bo jesteśmy za równouprawnieniem - tak przynajmniej ryzykownie mniemam - i bierzemy również pod uwagę nie zaspokajanie potrzeb seksualnych partnera płci męskiej ?
            Wymieniasz pełną gamę niedostosowań ze strony męża i dość enigmatycznie komunikujesz, że kobiet również to dotyczy.
            Zatem dotyczy to w analogicznych zakresach ? Jeśli kobieta uprawia przemoc psychiczną (np. posługuje się nagminnie podstępem i szantażem emocjonalnym), jest uzależniona (np. od zakupów - to poważna sprawa, albo jedzenia), albo nie zaspokaja potrzeb seksualnych męża (niekoniecznie chodzi o oral z wytryskiem na twarz i ostry anal) - to czy i ona nie nadaje się do związku i zasługuje na kopa w zad ?

            Zapytam wprost:
            Ile procent małżeństw by się ostało ?
          • urquhart PATAŁACHY wg. twojabogini 17.06.12, 10:36
            twojabogini napisała:
            > Moją klientelę stanowią głównie kobiety, bo jakoś tak mam opinię "feministki".
            > (...) Najsłabsi i nieprzystosowani odpadają. Jeśli facet nie nadaje się do fun
            > kcji męża (bo jest np. przemocowcem, osobą uzależnioną, nie zaspokaja seksualni
            > e żony, ) - no to się do niej nie nadaje. (Są też kobiety, które nie nadają się
            > na zony i one także powinny być kopane w d. - żeby nie było, ze widzę sprawę j
            > ednostronnie). Są cierpiętnicy, które będą tkwić w związku z patałachem. Ale na
            > szczęście jest ich coraz mniej.

            Ciekaw jestem KIEDY w twojej świadomości te pożałowania godne dzieci których gwarantami i reprezentantami praw są matki zamieniają się w tych "kopanych w dupę facetów nie bez powodu", patałachów, najsłabszych i nieprzystosowanych którzy muszą odpaść wg teorii ewolucji.
            Parę lat i jedno zmienia się w drugie.
            Statystyki dla dzieci z rozbitych rodzin są nieubłagane.
            Ci co mieli opiekę naprzemienną kończą wg badań lepiej bo matki nie mogą im wmówić że ojciec to bydle i projektować nienawiści, ale ty podobnie jak inne feministki widzisz w tym największe zło
            P.S.
            Przy okazji mamy przełożenie tego nad czym rozwodzi się Sabat, przecież słabe kobiety które sobie nie radzą godne są współczucia i mają masą instytucji i praw które chronią, natomiast słaby facet to właśnie patałach godny pogardy i kopnięcia w dupę.
            • mujer_bonita Re: PATAŁACHY wg. twojabogini 17.06.12, 11:02
              urquhart napisał:
              > Statystyki dla dzieci z rozbitych rodzin są nieubłagane.
              > Ci co mieli opiekę naprzemienną kończą wg badań lepiej bo matki nie mogą im wmó
              > wić że ojciec to bydle i projektować nienawiści, ale ty podobnie jak inne femin
              > istki widzisz w tym największe zło

              Jasne - statystyki na stronach typu 'w stronę ojca' :D Ja widziałam badania nad opieką naprzemienną, które wyraźnie wskazywały na obniżone poczucie przynależności i bezpieczeństwa u dziecka i związane z tym problemy. Problemy podobne do tych, które miały np. dzieci wojskowych często się przenoszących. Opieka naprzemienna służy rodzicom nie dzieciom.

              Swoją drogą brak opieki naprzemiennej jest spowodowana głównie tym, że nie chcą jej mężczyźni - dla sporej części z nich rozwód to powrót do stanu kawalerskiego. No ale oczywiście nie oni są winni złemu wpływowi takiego stanu na dzieci tylko kto - kobiety. Jak to u Urqu - ZAWSZE kobiety! No i oczywiście znów mamy 'feministyczne zło' by Uqru. Gdziekolwiek nie spojrzysz tam czyhają wredne feministki? Może czas na terapię?
              • urquhart Re: PATAŁACHY wg. twojabogini 17.06.12, 12:05
                mujer_bonita napisała:
                > Jasne - statystyki na stronach typu 'w stronę ojca' :D

                Wiele krajów zleciło niezależne badania po wynikach których zmieniło prawo. W innych blokuje to lobby feministyczne jak u nas. Dyskutowaliśmy o tym nie raz i wypierasz fakty. Problemy z zaburzeniem identyfikacji są znacznie bardziej destrukcyjne.

                > Swoją drogą brak opieki naprzemiennej jest spowodowana głównie tym, że nie chcą
                > jej mężczyźni -

                W wielu przypadkach tak. Ci mężczyźni są te same dzieci tyle że dwadzieścia lat później.

                > go. No ale oczywiście nie oni są winni złemu wpływowi takiego stanu na dzieci t
                > ylko kto - kobiety. Jak to u Urqu - ZAWSZE kobiety! No i oczywiście znów mamy '
                > feministyczne zło' by Uqru. Gdziekolwiek nie spojrzysz tam czyhają wredne femin
                > istki? Może czas na terapię?

                Tak, uważam że współczesna feministyczna retoryka jest bardzo szkodliwa i sączy zniszczenie i jad do związków.
                Bo wlewa przekonanie że męskie potrzeby i oczekiwania w związku to takie lub inne uprzedmiotowienie kobiet którego one sobie nie życzą, a tymczasem kobiece potrzeby wobec mężczyzn to nie coś za co należy się docenienie i podziw ale spełnianie jak to piszesz " psich obowiązków".
                Jak Kali z krową.
                Gdzie jakiekolwiek szanse na kompromis, partnerstwo i porozumienie jeżeli większość bab nafaszerowanych feministycznymi roszczeniowymi komunałami oczekuje jedynie dopasowania się faceta do ich "dojrzałych" babskich potrzeb.
                • mujer_bonita Prawo Godwina 17.06.12, 12:26
                  urquhart napisał:
                  > Wiele krajów zleciło niezależne badania po wynikach których zmieniło prawo. W i
                  > nnych blokuje to lobby feministyczne jak u nas.

                  Urqu - Twoje ciągłe zwalanie wszystkiego na feministki podlega prawu Godwina:
                  pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina
                  Także z góry przegrywasz dyskusję.

                  Do tego kłamiesz - ponad 90% mężczyzn w Polsce nie wnosi o przyznanie im opieki nad dziecki . TO ONI BLOKUJĄ opiekę naprzemienną, która nie wymaga zmian w prawie. W Polskim prawie JEST OPIEKA NAPRZEMIENNA - panowie jej po prostu nie chcą.

                  > Gdzie jakiekolwiek szanse na kompromis, partnerstwo i porozumienie jeżeli więks
                  > zość bab nafaszerowanych feministycznymi roszczeniowymi komunałami oczekuje jed
                  > ynie dopasowania się faceta do ich "dojrzałych" babskich potrzeb.

                  Po raz setny Urqu - kompromis to nie jest 'ja Ci zrobię dziecko a Ty mi za to płać dupą'. DOTARŁO?

                  Kompromis to wzajemne zaspakajanie potrzeb ale mężczyzny i kobiety a nie mężczyzny vs. kobieta+dziecko. ROZUMIESZ??????? Czy potrafisz oddzielić dziecko od kobiety czy Twój szowinistyczny jad Ci nie pozwala?

                  Swoją drogą opiewasz opiekę naprzemienną (50/50) po rozwodzie a w związku kobieta za to ma płacić dupą? Wytłumaczysz to???????
                  • urquhart Re: Prawo Godwina 17.06.12, 13:22
                    > Urqu - Twoje ciągłe zwalanie wszystkiego na feministki podlega prawu Godwina:
                    > pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina
                    > Także z góry przegrywasz dyskusję.

                    No jasne, z Tobą przegrać to jak wygrać (Miś).
                    Dyskusji w tym temacie nie ma.
                    To mnie bawiłaś mnie z tym prawem Godwina.
                    Sugerujesz że feminstki górą bo w końcu Hitler był mężczyzną ? :) :) :)

                    > Do tego kłamiesz - ponad 90% mężczyzn w Polsce nie wnosi o przyznanie im opiek
                    > i nad dziecki . TO ONI BLOKUJĄ opiekę naprzemienną, która nie wymaga zmian w pr
                    > awie. W Polskim prawie JEST OPIEKA NAPRZEMIENNA - panowie jej po prostu nie chc
                    > ą.

                    Ponosi Cię. Wpisz w google: opieka naprzemienna w polsce prawo i każdy może sprawdzić sam kto kłamie.
                    W Polsce jest możliwość sprawowania opieki wspólnej od niedawna ale rodzice muszą być zgodnie wypracować zgodę co jest nierealne . I tym się różni od skuteczych rozwiazań z innych państw gdzie funkcjonuje zamiast obowiazku alimentacyjnego.
                    www.rodzina.sos.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=50:perspektywy-stosowania-w-polsce-opieki-wspolnej-&catid=4:publikacje&Itemid=57
                    • mujer_bonita Re: Prawo Godwina 17.06.12, 13:27
                      urquhart napisał:
                      > Ponosi Cię. Wpisz w google: opieka naprzemienna w polsce prawo i każdy może spr
                      > awdzić sam kto kłamie.

                      Poczytaj sobie Koseks Rodzinny i Opiekuńczy bo to jest źródło prawa a nie Google.

                      I wciąż czekam na odpowiedzi na moje pytania z poprzedniego posta.
                      • bcde Re: Prawo Godwina 17.06.12, 16:32
                        Akurat w kwestii stosowania prawa urquhart ma rację. Sąd nie orzeknie o opiece naprzemiennej, jeśli brak jest zgodnego wniosku rodziców. Teoretycznie sąd może w wyroku rozwodowym dowolnie orzec o władzy rodzicielskiej i o sposobie kontaktów z dzieckiem, a także o miejscu pobytu dziecka, ale praktyka (jak na razie) jest taka, że prawdziwa opieka naprzemienna (np cotygodniowa) jest orzekana tylko na zgodny wniosek stron.
                        Masz natomiast rację, że większość mężczyzn nie chce opieki naprzemiennej i że taka opieka nie musi być dla dziecka czymś dobrym.
                        • triss_merigold6 Re: Prawo Godwina 17.06.12, 18:24
                          Opieka naprzemienna zakłada ścisłą współpracę rodziców, jak sobie to wyobrażasz przy braku zgody obu stron?
                          • urquhart zmusza do współpracy w prosty sposób 18.06.12, 08:20
                            triss_merigold6 napisała:

                            > Opieka naprzemienna zakłada ścisłą współpracę rodziców, jak sobie to wyobrażasz
                            > przy braku zgody obu stron?

                            Naprawdę nie wiesz jak to funkcjonuje w innych krajach? Jak ojciec jest chętny (najczęściej nie jest i woli rozpocząć życie od nowa) sąd nakreśla standardowy plan opieki i zmusza do współpracy w prosty sposób: strona która nie przestrzega go traci opiekę.
                            Oczywiście także tam matki wolą dziecko i alimenty zamiast się dzielić opieką po równo, ale nie mają wyboru bo jak się nie podporządkują tracą opiekę i same muszą płacić alimenty.
                            U nas zaś wystarczy przedstawić nierealny plan...
                            • mujer_bonita Jak tatusiek 'jest chetny'??? 18.06.12, 09:11
                              urquhart napisał:
                              > Naprawdę nie wiesz jak to funkcjonuje w innych krajach? Jak ojciec jest chętny
                              > (najczęściej nie jest i woli rozpocząć życie od nowa) sąd nakreśla standardowy
                              > plan opieki i zmusza do współpracy w prosty sposób: strona która nie przestrze
                              > ga go traci opiekę.

                              No tak - jak tatusiek 'jest chętny'. Matki nikt o chęci nie pyta - matka musi. Ojcostwo jest jak widać przywilejem - macierzyństwo obowiązkiem. I to jest słynne 'równouprawnienie' by Uqru :)

                              I oczywiście - kto winny? Kobiety! Nie - nie mężczyźni, którzy po prostu opieki naprzemiennej nie chcą, ależ skąd! Kobiety - bo przecież wolą alimenty! Akapit wcześniej piszesz 'jak ojciec jest chętny (najczęściej nie)' ale przecież on nie jest temu winny! Zawsze winna kobieta!

                              Piszesz, że sąd może zmusić do współpracy po czym opisujesz jak NIE MOŻE. Bo nie może. Może odebrać opiekę więc co to za 'zmuszanie'. Jak facet chce to dostanie a jak nie to nie. Dziecko się nie liczy liczy się to czego chce 'tatuś'.
                              • urquhart Re: Jak tatusiek 'jest chetny'??? 18.06.12, 09:41
                                mujer_bonita napisała:
                                > No tak - jak tatusiek 'jest chętny'. Matki nikt o chęci nie pyta - matka musi.
                                > Ojcostwo jest jak widać przywilejem - macierzyństwo obowiązkiem. I to jest słyn
                                > ne 'równouprawnienie' by Uqru :)

                                Wiesz dobrze że to nieprawda. Matka może bez kosekwencji zrzec sie prawa i oddac dziecko. Ojciec nie może, musi płacić. Matka nie ma wcale obowiązku, ma wewnetrznie zakodowany przymus i potrzebę jak u innych głupiutkich ssaków o malutkim rozumku.
                                Miłość do partnerki ma zmuszać samców do opieki.
                                Budzi to twój bunt przed tym mechanizmem przypomina religiny sprzeciw przed heliocentryzmem...

                                > Piszesz, że sąd może zmusić do współpracy po czym opisujesz jak NIE MOŻE. Bo ni
                                > e może. Może odebrać opiekę więc co to za 'zmuszanie'. Jak facet chce to dostan
                                > ie a jak nie to nie. Dziecko się nie liczy liczy się to czego chce 'tatuś'.

                                A jednak sprawdź, pragmatycznie to działa i jak wisi nad głową taka grośba, przeważająca część rodziców dochodzi do porozumienia, z korzyścia dla dziecka, co podkreślają zawsze ustawodawcy.
                                • mujer_bonita Re: Jak tatusiek 'jest chetny'??? 18.06.12, 09:59
                                  urquhart napisał:
                                  > Wiesz dobrze że to nieprawda. Matka może bez kosekwencji zrzec sie prawa i odda
                                  > c dziecko. Ojciec nie może, musi płacić.

                                  No właśnie nieprawda. W kwestii zrzeczenia się praw rodzice mają dokładnie taką samą sytuację.

                                  > Miłość do partnerki ma zmuszać samców do opieki.

                                  Tere fere. 'Ma zmuszać'. Jassssne :D Szczególnie po rozwodzie :D :D :D

                                  Wiesz co Urqu - Twoje teorie to żaden 'kompromis'. To zwalenie na kobietę odpowiedzialności i pracy nad wszystkim. Mężczyzna coś zrobi jak mu się zachce. Oczywiście za to czy mu się zachce odpowiedzialna jest kobieta. Mężczyzna to biedny miś, który nic nie musi, nic nie może ale wszystko mu się należy!

                                  Jak czytam tak Twoje wypociny to bardzo cieszę się, że cywilizowane kraje w swoim prawodawstwie uniezależniły byt dzieci od 'chcenia' rodziców. Masz dziecko - masz obowiązek niezależnie od płci. Chce Ci się czy nie - jesteś dorosły i musisz ponosić konsekwencje swoich czynów. Dziecko musi być maksymalnie chronione przed nieodpowiedzialnością rodziców.
                                  • triss_merigold6 Co to za bzdury?! 18.06.12, 10:51
                                    Co to za bzdury?
                                    Zgodnie z polskim prawem matka może zrzec się praw rodzicielskich i oddać dziecko do 6 tygodni po porodzie. Później nie. Później prawa rodzicielskie mogą jej zostać odebrane/ograniczone wyłącznie na podstawie wyroku sądu rodzinnego i opiekuńczego i to za poważne zaniedbania.
                                    • that.bitch.is.sick przekazuj pełne info triss 18.06.12, 11:23
                                      triss_merigold6 napisała:

                                      > Co to za bzdury?
                                      > Zgodnie z polskim prawem matka może zrzec się praw rodzicielskich i oddać dziec
                                      > ko do 6 tygodni po porodzie. Później nie. Później prawa rodzicielskie mogą jej
                                      > zostać odebrane/ograniczone wyłącznie na podstawie wyroku sądu rodzinnego i opi
                                      > ekuńczego i to za poważne zaniedbania.

                                      W Polsce nie można od tak zrzec się praw rodzicielskich!! To dotyczy obydwu płci. Nie zaciemniaj obrazu, dobrze? W naszym kraju obie płcie są za wyjątkiem przywilejów kobiet, równe wobec prawa.
                                    • mujer_bonita Re: Co to za bzdury?! 18.06.12, 11:30
                                      triss_merigold6 napisała:
                                      > Co to za bzdury?
                                      > Zgodnie z polskim prawem matka może zrzec się praw rodzicielskich i oddać dziec
                                      > ko do 6 tygodni po porodzie. Później nie. Później prawa rodzicielskie mogą jej
                                      > zostać odebrane/ograniczone wyłącznie na podstawie wyroku sądu rodzinnego i opi
                                      > ekuńczego i to za poważne zaniedbania.

                                      A potrafisz wskazać podstawy prawne zakazu zrzeczenia się praw rodzicielskich przez matkę w odróżnieniu od ojca? Bo akurat KRiO nie różnicuje rodziców w tym zakresie używając określenia 'opiekun' a 6 tygodni o których piszesz jest zdaje się nie na oddanie dziecka tylko na ewentualną zmianę decyzji odnośnie jego oddania.
                                      • brak.polskich.liter Re: Co to za bzdury?! 18.06.12, 12:41
                                        Az sobie z ciekawosci odswiezylam KRiO (dowod na edukacyjna role forum).

                                        Z lektury wynika, ze jakiekolwiek ustalenia odnosnie oddania do dziecka adopcji poczynione WCZESNIEJ niz po 6 tygodniach* od urodzenia dzieciaka, mozna zwinac w trabke i wsadzic psu pod ogon.

                                        Tako rzecze art. 119:
                                        "Zgoda rodziców na przysposobienie dziecka nie może być wyrażona wcześniej niż po upływie sześciu tygodni od urodzenia się dziecka."

                                        *termin dostosowany do Konwencji Praw Dziecka, w zamysle ma dawac "czas do namyslu" ( ew. naprawienia glowy) i przeciwdzialac pochopnym decyzjom.
                                        • urquhart Re: Co to za bzdury?! 18.06.12, 13:47
                                          brak.polskich.liter napisała:
                                          > Z lektury wynika, ze jakiekolwiek ustalenia odnosnie oddania do dziecka adopcji
                                          > poczynione WCZESNIEJ niz po 6 tygodniach* od urodzenia dzieciaka, mozna zwinac
                                          > w trabke i wsadzic psu pod ogon.

                                          To teoria. Praktyka zaś częsta o której słyszałem:
                                          forumprawne.org/prawo-rodzinne-opiekuncze/852-matka-zrzeka-sie-praw-do-dziecka.html
                                          • triss_merigold6 Re: Co to za bzdury?! 18.06.12, 14:02
                                            Ale dopiero po 6 tygodniach jej decyzja nabiera mocy prawnej i dziecko może byc przekazane do adopcji.
                                          • mujer_bonita Re: Co to za bzdury?! 18.06.12, 14:48
                                            urquhart napisał:
                                            > To teoria. Praktyka zaś częsta o której słyszałem:
                                            > rel="nofollow">forumprawne.org/prawo-rodzinne-opiekuncze/852-matka-zrzeka-sie-praw-do-dziecka.html

                                            To niby ma być praktyka? Matka nieznana, która urodziła w państwowym szpitalu? No temu panu się mocno coś wydaje :) Ojca nieznanego (nawet jak jest znany tylko się nie przyzna) nikt nie szuka - matki, która zostawiła dziecko w 'oknie życia' itp. jak najbardziej. Chociażby dla dobra dziecka, żeby uregulować jego status prawny.
                                          • trzydziestoletnia Re: Co to za bzdury?! 18.06.12, 16:19
                                            urquhart napisał:

                                            > To teoria. Praktyka zaś częsta o której słyszałem:
                                            > forumprawne.org/prawo-rodzinne-opiekuncze/852-matka-zrzeka-sie-praw-do-dziecka.html

                                            Wiesz, bardzo mnie rozczarowales cytujac taka bzdurna wypowiedz wyssana z palca jako jakis argument. W ogole te Twoje cytaty cos ostatnio obnizaja loty.

                                            Gdyby bylo jak wydumal sobie ten koles, to nie szukano by matki po podrzuceniu dziecka do tzw okna zycia, gdyby tak bylo to nie byloby zadnych problemow z adopcjami takich pozostawionych w szpitalu noworodkow. Dziecko musi miec uregulowana sytuacje prawna, co tu oznacza zrzeczenie sie (badz pozbawienie) praw rodzicielskich. I kolejny wymysl to jakis podzial na plec rodzicow w prawie rodzinnym, ze niby kobieta cos moze a mezczyzna nie, wstydzilby sie urquharcie tak zmyslac, a fe..!
                                            • urquhart bełkocze jakiś oszalały z nienawiści mizogin??? 18.06.12, 19:33
                                              trzydziestoletnia napisała:
                                              > , ze niby kobieta cos moze a mezczyzna nie, wstydzilby sie urquharcie tak zmysl
                                              > ac, a fe..!

                                              Wzajemnie, trzydziestoletnia mam inne zdanie kto powinien się wstydzić.
                                              Temat jest przykry i drastyczny wiec nie zamierzam się licytować, ale bez przesady!
                                              Gdybym ja bezpodstawnie w jednym wątku napisał zupełnie bezpodstawnie że kłamiesz, gadasz bzdury, że to wymysły, bzdurne wypowiedzi, kiedy masz konkretne fakty na poparcie, to triumfowałybyście że to bełkocze jakiś oszalały z nienawiści mizogin. Ale w drugą stronę to oczywiście obrażanie faceta to normalna sprawa i nijak o niczym nie świadczy... Skąd...

                                              Po kolei zatem:
                                              "bzdurna wypowiedz wyssana z palca"
                                              Słyszałem w kiedyś w audycji że to przykra rzeczywistość, w odróżnieniu od pięknych ideałów procedury 6 tygodni na zastanowienie, która często komplikuje sprawę. Nie wiem jak często policja odnajduje i ustala dane matki. Wygląda że często. Była w tej sprawie interwencja Rzecznika.
                                              www.brpd.gov.pl/wystapienia/wyst_2008_08_05_zbiorcze.pdf
                                              > Gdyby bylo jak wydumal sobie ten koles, to nie szukano by matki po podrzuceniu
                                              > dziecka do tzw okna zycia, gdyby tak bylo to nie byloby zadnych problemow z ado
                                              > pcjami takich pozostawionych w szpitalu noworodkow.

                                              Ale o co ci właściwie chodzi? Że tak sie nie zdarza, że lepiej nie wspominać o tym? Policja ma obowiązek szukać matek od okien życia ale najczęściej umarza sprawę. Pewnie, że lepiej jak dziecko ma uregulowaną sytuację, odczeka 6 tygodni, dopełni procedury ale zastanów się dlaczego "okna życia" wskrzeszono masowo po latach niebytu.

                                              > ielskich. I kolejny wymysl to jakis podzial na plec rodzicow w prawie rodzinnym
                                              > , ze niby kobieta cos moze a mezczyzna nie, wstydzilby sie urquharcie tak zmysl
                                              > ac, a fe..!

                                              W prawie rodzinnym jest równość na papierze jak istnienie polskiej "opieki naprzemiennej".
                                              Po dyskusji o terminie 6 tygodni pitolisz o rzekomych wymysłach że kobieta coś może a mężczyzna nie?
                                              Jak kobieta nie chce ponosić obowiązków rodzicielskich podpisuje kwit, wpisuje ojciec nieznany i do widzenia, żadnych konsekwencji.
                                              Gdzie i jak mężczyzna ma podobną możliwość pytam?
                                              Oświeć mnie bo w przypadku mężczyzny nawet jeżeli ograniczy się mu lub odbierze prawa rodzicielskie to alimenty można jeszcze podwyższać z tej okazji.
                                              Widzisz tu równość ?
                                              • kawitator Re: bełkocze jakiś oszalały z nienawiści mizogin? 18.06.12, 20:02
                                                Urgu wyluzuj do jasnej cholery Sprawiedliwości nie ma nie było ni nie będzie to jest pewne :-) Z pogodą i sraczką się nie dyskutuje Zostaw kobitki niech się kisza we własnym sosie.
                                                A co cie obchodzi że jakiś przepis jest taki lub inny. Wiem, że potrafisz tak działać w życiu, że nie dostaniesz po łapkach a potrafisz przepisy wykorzystać.
                                                Mam dla Ciebie propozycję. Wpadnij do mnie. Obalimy jakąś flaszeczkę pełnoletniego likieru na szczurzych ogonach i następnego dnia obudzisz się z nowym spojrzeniem na świat ;-P i skomplikowanym syndromem dnia drugiego.

                                              • mujer_bonita Dowiedź swoich słów 18.06.12, 20:35
                                                Urqu - jak zwykle na wskazanie Tobie poważnych braków merytorycznych w wypowiedzi wylewasz potok słów, z których wynika tylko jakaś gorycz i frustracja. PISZ KONKRETNIE!!

                                                Jeżeli piszesz, że prawo nierówno traktuje ojca i matkę to cytuj konkretne przepisy. Inaszej niestety - tak jak pisze Trzydziestoletnia - brzydko zmyślasz.

                                                > Jak kobieta nie chce ponosić obowiązków rodzicielskich podpisuje kwit, wpisuje
                                                > ojciec nieznany i do widzenia, żadnych konsekwencji.
                                                > Gdzie i jak mężczyzna ma podobną możliwość pytam?
                                                > Oświeć mnie bo w przypadku mężczyzny nawet jeżeli ograniczy się mu lub odbierze
                                                > prawa rodzicielskie to alimenty można jeszcze podwyższać z tej okazji.

                                                Czy Ty w ogóle czytasz to co piszesz? Porównujesz 2 kwestie - adopcję i pozbawienie praw rodzicielskich, jedno przypisujesz jednej płci, drugie drugiej i stwierdzasz nierówność? 'Męska logika'?

                                                Czy zdajesz sobie sprawę, że kobieta pozbawiona lub z ograniczeniem praw rodzicielskich też musi płacić alimenty? A ojciec, który oddał dziecko do adopcji nie? GDZIE TU NIERÓWNOŚĆ?

                                                I znów mijasz się z prawdą. W przypadku zrzeczenia się praw rodzicielskich nie wpisuje się w dokumentach dziecka 'matka nieznana' czy 'ojciec nieznany'. To jakieś urojenie, które znalazłeś w necie. A co do okien życia - policja może i umarza sprawę szukania matki (tak pewnie i lepiej jest dla dziecka) ale w ogóle jej SZUKA a ojca NIE - chcesz podyskutować jaka tutaj jest równość?
                                              • aandzia43 Re: bełkocze jakiś oszalały z nienawiści mizogin? 18.06.12, 23:07
                                                ale zastanów się dlaczego "okna życia" wskrzeszono masowo po
                                                > latach niebytu.

                                                Może komuś zaczęły przeszkadzać martwe norowrodki w śmietnikach?
                                              • trzydziestoletnia obraza sie jak baba 20.06.12, 16:04
                                                urquhart napisał:

                                                > Gdybym ja bezpodstawnie w jednym wątku napisał zupełnie bezpodstawnie że kłamie
                                                > sz, gadasz bzdury, że to wymysły, bzdurne wypowiedzi, kiedy masz konkretne fakt
                                                > y na poparcie, to triumfowałybyście że to bełkocze jakiś oszalały z nienawiści
                                                > mizogin. Ale w drugą stronę to oczywiście obrażanie faceta to normalna sprawa i
                                                > nijak o niczym nie świadczy... Skąd...

                                                1. Dlaczego piszesz do mnie w liczbie mnogiej? Towarzyszu? ;)

                                                2. Mam wrazenie, ze Ciebie nie mozna skrytykowac ani poprawic bedac kobieta, bo zaraz wrzucasz sobie co niby te 'wszystkie baby' o Tobie mysla i wywalasz to na tą ktora osmielila sie zwrocic uwage. Masz jakas obsesje babskiego ataku? :) I nie sadzilam, ze jestes taki obrazalski.

                                                3. Gdzie te "konkretne fakty" na poparcie Twojej tezy? Odnioslam sie do takiego jednego ktory zacytowales, a byla to wypowiedz jakiegos czlowieka ktory sobie cos wymyslil - nie jest tak, ze matka moze porzucic dziecko w szpitalu bez konsekwencji i wpisuja "matka nieznana" (ciekawe, ze nagle jej "nieznaja" skoro maja jej wszelkie dane w dokumentacji medycznej) - matka jesli chce dziecko zostawic powinna zrzec sie praw do niego, inaczej dziecko ma niejasna sytacje prawna. Nie wiem z czym Ty sie konkretnie klocisz?

                                                > > Gdyby bylo jak wydumal sobie ten koles, to nie szukano by matki po podrzu
                                                > ceniu
                                                > > dziecka do tzw okna zycia, gdyby tak bylo to nie byloby zadnych problemow
                                                > z ado
                                                > > pcjami takich pozostawionych w szpitalu noworodkow.
                                                >
                                                > Ale o co ci właściwie chodzi? Że tak sie nie zdarza

                                                Nie, nie o to chodzi ze sie nie zdarza. Nie zgadzam sie z tym, ze matka moze bez konsekwencji (jakimi sa chocby jej poszukiwania!) zostawic dziecko w szpitalu, bez zrzekania sie praw (po to jej sie gl.szuka aby uregulowac sytuacje prawna dziecka).


                                                > ielskich. I kolejny wymysl to jakis podzial na plec rodzicow w prawie rod
                                                > zinnym
                                                > > , ze niby kobieta cos moze a mezczyzna nie, wstydzilby sie urquharcie tak
                                                > zmysl
                                                > > ac, a fe..!
                                                >
                                                > W prawie rodzinnym jest równość na papierze jak istnienie polskiej "opieki napr
                                                > zemiennej".

                                                Z tym to ja sie nie podejmuje dyskutowac, za szeroki temat i mozna tylko bic piane.
                                                Nie zgadzam sie z tym, ze prawo wyroznia kobiete (tak samo ma obowiazek placenia alimentow itd), a kwestie typu 'dlaczego czesciej dzieci zostaja z matka' to ja tu nie rozstrzygne.

                                                > Po dyskusji o terminie 6 tygodni pitolisz o rzekomych wymysłach że kobieta coś
                                                > może a mężczyzna nie?

                                                Asz.. cie emocje poniosly.. Na 'pitolenie' to sobie sam odpowiadaj, w sumie niezle ci idzie.

                                                > Jak kobieta nie chce ponosić obowiązków rodzicielskich podpisuje kwit, wpisuje
                                                > ojciec nieznany i do widzenia, żadnych konsekwencji.

                                                No wlasnie o tym pisze caly czas.. czym jest ten "kwit" jak nie zrzeczeniem praw rodzicielskich?
                                                To jest zupelnie inna sytuacja niz ucieczka ze szpitala. Juz sama nie wiem o co sie klocisz..

                                                > Gdzie i jak mężczyzna ma podobną możliwość pytam?

                                                Roznica wynika z samej fizjologii, tj tego ze to kobieta rodzi w tym szpitalu a nie mezczyzna. IU tu przyznam ci racje - nie ma rownosci, to kobieta rodzi a nie facet..

                                                > Oświeć mnie bo w przypadku mężczyzny nawet jeżeli ograniczy się mu lub odbierze
                                                > prawa rodzicielskie to alimenty można jeszcze podwyższać z tej okazji.
                                                > Widzisz tu równość ?

                                                Gdyby dziecko bylo przy mezczyznie to kobieta mialaby obowiazek placenia alimentow (bez wzgledu na prawa rodzicielskie), w tym rownosc. Nie jest tak, ze mezczyzna ma placic a kobieta nie, ale tak, ze placi ten rodzic, ktory dziecka nie ma przy sobie. A dlaczego tak jest, ze nie ma to jak pisalam wyzej, ja sie nie podejmuje ustalac.

                                                Wez moze skorzystaj z zacnej propozycji kolegi kawitatora, odprez sie i daj spokoj tym wizjom, ze baby cie atakuja - to samo napisalabym gdybys byl kobieta (no moze poza rada odprezania sie z kawitatorem ;)


                                • twojabogini Re: bzdura na bzdurze urquhart 19.06.12, 15:55
                                  urquhart napisał:

                                  > Matka może bez kosekwencji zrzec sie prawa i odda
                                  > c dziecko.

                                  Bzdura. Niezależnie od tego, czy matka odda dziecko ojcu czy do domu dziecka - będzie zobowiązana do alimentacji. Pomijając, ze obowiązek alimentacyjny obejmuje zawsze oboje rodziców. W praktyce sądowej sąd ustala jedynie wysokość alimentów od ojca (przeciętnie 300-700 zł). Taki wyrok oznacza zawsze, ze pozostała kwotę alimentów ponosi matka dziecka, która do tego jest obciążona na co dzień opieką nad dzieckiem, praniem sprzątaniem i gotowaniem. Zatem dziecko jest zawsze alimentowane i przez ojca i przez matkę.

                                  >Matka nie ma wcale obowiązku, ma wewne
                                  > trznie zakodowany przymus i potrzebę jak u innych głupiutkich ssaków o malutkim
                                  > rozumku.

                                  Kobiety nie są ssakami innego gatunku niż mężczyźni. To ty tak je postrzegasz. Jak rozumiem w twojej opinii faceci to mądre ssaki i wielkim rozumku?

                                  > Miłość do partnerki ma zmuszać samców do opieki.

                                  Znam cała masę rozwiedzionych facetów, nienawidzących swoich żon, a kochających swoje dzieci. Coś w tych twoich teoriach szwankuje i to mocno. Obserwuję też ojców pozostających w związkach z matkami ich dzieci - w normalnych relacjach mają oni swoją własną indywidualną więź z dziećmi, niezależną od uczuć do partnerki. Nikt i nic ich nie zmusza do opieki - poza miłością do dzieci. Nawet jeśli nie zaznali od jakiegoś czasu seksu - bo ciążą, połóg, przemęczenie ogólne itp.

                                  > A jednak sprawdź, pragmatycznie to działa i jak wisi nad głową taka grośba, prz
                                  > eważająca część rodziców dochodzi do porozumienia, z korzyścia dla dziecka, co
                                  > podkreślają zawsze ustawodawcy.

                                  W Polsce działa ten sam mechanizm. Albo rodzice się porozumieją (opieka może być naprzemienna, dziecko może być stale z jednym rodziców - bo np. drugie często wyjeżdża) - czyli powstanie słynny plan wychowawczy - albo sąd przyzna władze rodzicielską tylko jednemu z rodziców, a drugie będzie miało ograniczoną władzę rodzicielską.
                                  Ryzyko ograniczenia władzy rodzicielskiej jakoś nie zwiększyło ilości ojców domagających się wspólnej opieki nad dziećmi. Co dowodzi, że kobiety rozwodząc się z tak "zaangażowanymi" tatusiami uczyniły słusznie, po co żyć z panem, który obok wszystkich wad ma do tego swoje dzieci w d...
                                  • mujer_bonita Re: bzdura na bzdurze urquhart 19.06.12, 22:51
                                    twojabogini napisała:
                                    > Co dowodzi, że kobiety rozwodząc się z tak "zaangażowanymi"
                                    > tatusiami uczyniły słusznie, po co żyć z panem, który o
                                    > bok wszystkich wad ma do tego swoje dzieci w d...

                                    Coś w tym jest. Moja koleżanka zastanawia się właśnie nad rozwodem i doszła do wniosku, że w razie czego i tak nie będzie miała gorzej w kwestiach życia codziennego bo teraz i tak 'wszystko jest na jej głowie'. I niestety nie ona pierwsza. Na gazetowym forum rozwodowym jest taka maksyma:
                                    "Należy rozwieść się nie wtedy jak znajdzie się pierwszy powód do rozwodu, ale
                                    rozwieść się gdy upadnie OSTATNI powód do bycia razem..."
                                    Tym ostatnim powodem w przypadku kobiet często są właśnie 'dzieci' albo 'jak sobie dam radę sama'.

                                    Swoją drogą właśnie sposób na 'kompromis' w związku by Urqu czyli kobieto Matko-Polko rób za dwoje coby ewentualnie Twojemu facetowi zachciało się ruszyć 4 litery to niestety prosta droga do opcji 'samej będzie mi łatwiej'.
                                    • sabat77 Re: bzdura na bzdurze urquhart 19.06.12, 23:18
                                      mujer_bonita napisała:
                                      > doszła do
                                      > wniosku, że w razie czego i tak nie będzie miała gorzej w kwestiach życia codzi
                                      > ennego bo teraz i tak 'wszystko jest na jej głowie'. I niestety nie ona pierwsz
                                      > a.

                                      Oczywiście, że nie.
                                      Szczerze mówiąc - pokaż mi kobietę, która uważa inaczej. Nawet jeśli będzie siedzieć i piłować pazury, a chłop w tym czasie jedną nogą będzie myć podłogę a rękami myć naczynia - to i tak "wszystko będzie na jej głowie".

                                      Ja kiedyś bezczelnie w jakieś swoje wolne zrobiłem test. Od rana umyłem naczynia, zamiotłem i umyłem podłogi, wyczyściłem kibel, umywalkę, brodzik, odszorowałem kuchenkę gazową z tłuszczu, umyłem okna w dwóch pokojach, posprzątałem i wyniosłem śmieci. Dzieci były pod opieką teściowej więc mogłem zaszaleć. Panem Properem nie jestem, więc zajęło mi to parę godzin.
                                      Jak żona wróciła z pracy to najpierw była dość podejrzliwa, chodziła po domu, patrzyła - a jedyne co powiedziała, to to, że okno i drzwi balkonowe też mogłem umyć.
                                      I wieczorem i tak znowu "wszystko było na jej głowie".
                                      To jest uniwersalna racjonalizacja niezadowolenia z męża w wydaniu kobiety i jak ktoś będzie w to "za mało pomaga" ślepo wierzył, to można przez przypadek w zimę w sandałach zacząć chodzić.

                                      Prawda jest taka, że przy wymianie "tatuśka" jak się pogardliwie tu o mężczyznach wyrażacie, na dużo zamożniejszy i seksowniejszy model, to będzie wokół niego skakać jak baletnica i zrobi mu nie tylko loda z połykiem, ale jeszcze zrobi obiad, posprząta, upiecze ciasto na deser i po tym wszystkim pójdzie spać zajebiście zadowolona z życia.
                                      Fajnie to było pokazane w American Beauty. Mąż nieudacznik ma seksualny szlaban, dostaje jeszcze totalną burę za trzepanie sobie ptaka pod prysznicem, ale kiedy jego żonę dopada facet z pozycją i kasą, to baba ma multiorgazmy na stole kuchennym i wije się jak szalona kocica.

                                      I NIC na to nie poradzimy, takie jest życie. Jedyne czego chcę, to żeby mówić prawdę, a prawda nie jest piękna.
                                      • mujer_bonita Re: bzdura na bzdurze urquhart 19.06.12, 23:33
                                        Sabat - Ty, Ty, Ty. Czy Ty naprawdę nie widzisz świata poza swoją rodziną? Czy naprawdę jedyny proces myślowy na temat otaczającej rzeczywistości to przekładanie Twoich przemyśleń (pomijam ich sensowność) na temat siebie i Twojej żony na wszystkich ludzi na świecie?

                                        Dla Twojej informacji - jedna z moich najbliższych przyjaciółek jest jedną z tych rozwiedzionych, o których pisałam. I tak - nie jest jej gorzej niż poprzednio, można nawet powiedzieć, że pozbyła się jednego dziecka ;) Rozwinęła skrzydła, założyła własną firmę, jeździ po świecie. I nie potrzebuje takich spektakularnych jednorazowych akcji po których partner oczekuje Bóg wie jakich pochwał przez Bóg wie jaki czas :)
                                        • sabat77 Re: bzdura na bzdurze urquhart 20.06.12, 00:17
                                          Wlasnie strzelilas sobie w stope, gratulacje.
                                          przeczytaj dokladnie co napisalas:

                                          kobieta POZBYLA SIE mezczyzny, ktory byl jak dziecko.
                                          To wczesniej tego nie widziala ? Alez widziala. Tyle ze byl potrzebny, aby splodzic swojego/swoich nastepcow.
                                          Nastepnie kolezanka - jakze elegancko - pozbyla sie czlowieka ze swojego zycia, bo przestal byc potrzebny. I w dodatku jest szczesliwa - no gratuluje.
                                          Ciekawe czy dzieci jak dorosna, podziekuja mamusi ze raczyla splodzic je z niedojrzalym partnerem, ktorego trzeba bylo sie pozbywac, bo do niczego sie nie nadawal.
                                          Szczyt odpowiedzialnosci. To ja juz wole stare panny przelewajace swoje uczucia macierzynskie na kota albo psa. Dziecko to nie zabawka ani zwierze domowe.
                                          • aandzia43 Re: bzdura na bzdurze urquhart 20.06.12, 00:54
                                            > kobieta POZBYLA SIE mezczyzny, ktory byl jak dziecko.
                                            > To wczesniej tego nie widziala ? Alez widziala. Tyle ze byl potrzebny, aby splo
                                            > dzic swojego/swoich nastepcow.

                                            Wcześniej obydwoje byli młodzi i zapewne równie niefrasobliwi i rozrywkowi. Potem jedno się zmieniło, drugie nie. Drogi im się rozeszły. Ludzie czasem się wywiązują z zadań, a czasem nie.I to wcale nie koniecznie nie wywiązują się ci wmanewrowani w układ, przed którym się bronili (np. mężczyźni, którzy nie chcieli dzieci, ale zostali nimi podstępnie obarczeni). Często ludzie zabierają się za coś, nawet entuzjastycznie, a potem stwierdzają, że ich to przerasta, albo nudzi im się i drażni, bo nei tego się spodziewali. Wyluzuj się, Sabat.
                                          • mujer_bonita Re: bzdura na bzdurze urquhart 20.06.12, 08:47
                                            sabat77 napisał:
                                            > To wczesniej tego nie widziala ? Alez widziala. Tyle ze byl potrzebny, aby splo
                                            > dzic swojego/swoich nastepcow.

                                            Wychodząc za mąż miała lat 19, on 21. Oni nie 'byli jak dzieci' oni byli dziećmi. Niestety - on dzieckiem pozostał ;)

                                            > Ciekawe czy dzieci jak dorosna, podziekuja mamusi

                                            Podziękują, podziękują. Co ciekawe - po rozwodzie pan postawiony przed faktem obowiązku samodzielnej opieki nad dziećmi, po początkowych problemach nawiązał z potomstwem znacznie lepszy kontakt i jest naprawdę dobrym ojcem :)
                                          • urquhart kobieta POZBYLA SIE mezczyzny, ktory byl jak dzi 20.06.12, 08:48
                                            sabat77 napisał:

                                            > Wlasnie strzelilas sobie w stope, gratulacje.
                                            > przeczytaj dokladnie co napisalas:
                                            > kobieta POZBYLA SIE mezczyzny, ktory byl jak dziecko.
                                            > To wczesniej tego nie widziala ? Alez widziala. Tyle ze byl potrzebny, aby splo
                                            > dzic swojego/swoich nastepcow.

                                            Byłem świadkiem na rozprawie rozwodowej gdzie sędzina oburzona dokładnie wskazała to rozumowanie żonie.
                                            • trzydziestoletnia jajko czy kura.. 22.06.12, 16:27
                                              urquhart napisał:

                                              > Byłem świadkiem na rozprawie rozwodowej gdzie sędzina oburzona dokładnie wskaza
                                              > ła to rozumowanie żonie.

                                              Sedzina, kobieta??? Wow, i co Ty na to? :)
                                              A wiesz, ze wczoraj byles w moich myslach?
                                              W sklepie budowlanym zwrocilam uwage na toalete dla kobiet - z miejscem do przewijania dziecka, i tak sobie pomyslalam, ze urquhart moglby juz krzyczec o dyskryminacji mezczyzn, dlaczego nie ma przewijaka w tolaecie meskiej, gdzie mezczyzna ma dziecko przewinac?? Z drugiej strony malzonek stwierdzil, ze i kobiety moglyby podniesc lament i protestowac, dlaczego to im sie 'kaze' przewijac i dla wszystkich jest oczywiste, ze to ona a nie on pojdzie zmieniac pieluche?? I tak to mozna sobie z kazdego faktu wyciagnac niesprawiedliwosc i wtlaczanie w schematy, ale nijak sie nie dojdzie co bylo pierwsze i kto ma racniejsza racje..

                                              • mujer_bonita Re: jajko czy kura.. 22.06.12, 16:35
                                                trzydziestoletnia napisała:
                                                > Z drugiej strony malzonek stwierdzil, ze i kobiety moglyby
                                                > podniesc lament i protestowac, dlaczego to im sie 'kaze' przewijac i dla
                                                > wszystkich jest oczywiste, ze to ona a nie on pojdzie zmieniac pieluche??

                                                No według teorii Urqu kobiety mają w swoich małych móżdżkach wewnętrzną potrzebę a wręcz przymus zmieniania pieluchy :P
                                                • sabat77 Re: jajko czy kura.. 22.06.12, 16:46
                                                  No to raczej nie stad wynika. Nie dosc ze mlode wrzeszczy to jeszcze oblednie smierdzi. Zmiana pieluchy jest podyktowana racjonalnym wyborem :)
                                                  Nie mowiac o tym, ze walka z odparzeniami jest mniej komfortowa niz walka z przebraniem pieluchy :)
                                                • trzydziestoletnia Re: jajko czy kura.. 23.06.12, 17:33
                                                  mujer_bonita napisała:

                                                  > No według teorii Urqu kobiety mają w swoich małych móżdżkach wewnętrzną potrzeb
                                                  > ę a wręcz przymus zmieniania pieluchy :P

                                                  Slyszalam tez teorie, ze kobiety sa bardziej predysponowane do wstawania nocnego, bo tak je urzadzila natura (i wcale nie chodzilo o karmienie piersia), a takze sa ponoc bardziej odporne na zmeczenie i bol, wiec w ich naturze lezy wielogodzinne zaspokajanie potrzeb rodziny. Czego to ludzie nie wymysla.
                                                  Ha, moze dlatego w szkole rodzenia, gdzie chodzimy to mezczyzni byli uczeni kapania i przewijania.. bo kobiety i tak maja przymus, wiec sa na to skazane ;)
                                                  • urquhart Re: jajko czy kura.. 23.06.12, 19:24
                                                    trzydziestoletnia napisała:
                                                    > Slyszalam tez teorie, ze kobiety sa bardziej predysponowane do wstawania nocneg
                                                    > o, bo tak je urzadzila natura(...) Czego to ludzie nie wymysla.

                                                    A ja słyszałem teorie że nie przypadkiem mężczyźnie są wyzsi wzrostem i lepiej umięśnieni, że niby oni są predysponowani do prac fizycznych. Czego to ludzie nie wymyśla...
                                                    A jak wiadomo mamy równouprawnienie i kobiety też zawsze wnoszą szafy na czwarte piętro :)
                                                  • trzydziestoletnia Re: jajko czy kura.. 23.06.12, 21:45
                                                    urgu, slodziaku, naprawde uwazasz, ze mozna porownac wieksza sile fizyczna przecietnego mezczyzny do rzekomych predyspozycji kobiet do nocnego wstawania i mniejszego meczenia sie przy obslugiwaniu rodziny? Jesli tak to prosze o jakies konkrety. Wg mnie porownales sprawy zupelnie rozne, nie wiem w jakim celu i co chcesz przez to pokazac. No dobra, domyslam sie ze chodzi o zdyskredytowanie tego co napisalam. btw chcialbys naprawde, aby w ramach rownouprawnienia to twoja kobieta wnosila szafe? a ty w zamian za to nakarmisz piersia malucha?

                                                    eee... te rozmowy z toba nie maja juz sensu, ale ciesze sie z twojego glosu, bo juz sie balam, ze wiagnela cie dziura ozonowam, a forum jednak by stracilo na twojej nieobecnosci.
                                                  • kag73 Re: jajko czy kura.. 23.06.12, 23:03
                                                    Ze faceci maja lepsze miesnie widac raczej golym okiem, czyli raczej wiecej sil. A po czym poznac, ze kobieta ma prodyspozycje do wstawania 5x w nocy? Bo ma wieksze piersi czy szczuplejsza talie?

                                                    I szafy to sie wnosi raz na ruski rok a do dzieciaka sie wstaje co 2 albo 3 godziny w nocy.
                                                  • aandzia43 Re: jajko czy kura.. 23.06.12, 23:42
                                                    O ile sobie dobrze przypominam, to przeciętny mężczyzna potrzebuje do dobrego funkcjonowania mniej snu niż kobieta. A z tytułu większej masy mięśniowej nie ucierpi tak, jak kobieta nosząc dzieciaka z kolką po 20 godzin na dobę ;-)
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: jajko czy kura.. 24.06.12, 00:00
                                                    A mój i szafy nosił, i do dzieciaka w nocy wstawał. A stuprocentowym samcem jest. Prolaktynę miał chyba w porządku, bo przewijania odmówił kategorycznie :-)
                                                  • mgla_jedwabna Re: jajko czy kura.. 25.06.12, 13:59
                                                    Urqu, kto jest twoim zdaniem lepiej predysponowany do wnoszenia szafy na czwarte pietro: kobieta o 180cm wzrostu, w wolnym czasie zajmujaca sie wspinaczka wysokogorska, czy mezczyzna 165cm z wada wzroku -6,5 dioptrii?

                                                    Widzisz juz, ze nie chodzi o to, co ma sie w majtkach, tudziez pod koszulka z przodu?

                                                    Kiedys sie ciebie dobrze czytalo, teraz znizasz loty w kierunku budki z piwem.
                                                  • mujer_bonita Re: jajko czy kura.. 25.06.12, 14:26
                                                    urquhart napisał:
                                                    > A ja słyszałem teorie że nie przypadkiem mężczyźnie są wyzsi wzrostem i lepiej
                                                    > umięśnieni, że niby oni są predysponowani do prac fizycznych.

                                                    No to fajnie, że rozumiesz, że tatusiowie są predestynowani do taszczenia wózka na 4 piętro po codziennym spacerze i wielogodzinnego noszenia na rękach ryczącego dziecka :D
                                                  • abrigado Re: jajko czy kura.. 26.06.12, 14:32
                                                    duże miesnie nie są przeznaczone do pracy fizycznej tylko do krótkotrwałych (poniżej minuty) bardzo intensywnych lub eksplozywnych wysiłków

                                                    wystarcZy popatrzec na maratończyków i sprinterów i ich róznice w budowie.

                                                    Tak więc do monotonnej pracy przez kilka godzin, taszczenia klamotów ( dzban z woda ,kosz z owocami- przez kilka godzin kilkanascie kilometrów przystosowane jesteście wy

                                                    to samo tyczy się wnoszenia 10 kg wózka na 4 te pietro, czy dzieciaka nieodstawionego od piersi
                                                  • sabat77 Re: jajko czy kura.. 26.06.12, 14:48
                                                    Umarlbym ze wstydu gdyby moja zona musiala taszczyc wozek po pietrach a ja w tym czasie szedlbym za nia z rekami w kieszeniach. To samo tyczy sie ciezkich zakupow. To nie jest kwesta wychowania tylko jakiejs minimalnej przywoitosci.
                                                    Jak ktos uwaza, ze noszenie zakupow czy przenoszenie ciezaru to jest objaw bycia uleglym leszczykiem, to mocno mi go zal.
                                                  • abrigado Re: jajko czy kura.. 26.06.12, 15:05
                                                    > Umarlbym ze wstydu gdyby moja zona musiala taszczyc wozek po pietrach a ja w ty
                                                    > m czasie szedlbym za nia z rekami w kieszeniach. To samo tyczy sie ciezkich zak
                                                    > upow. To nie jest kwesta wychowania tylko jakiejs minimalnej przywoitosci.
                                                    > Jak ktos uwaza, ze noszenie zakupow czy przenoszenie ciezaru to jest objaw byci
                                                    > a uleglym leszczykiem, to mocno mi go zal.


                                                    Ale czy ja tak uważam !? wyśmiałem tylko próby podązania ściezka ewolucyjna dla udowodnienia "kto powinien wnieść wózek na 4 te pietro"

                                                    równie dobrze można by szukac uzasadnienia ewolucyjnego dlaczego mężczyzna powinen trzymac pilota do tv ;P

                                                    on the other hand jesli kobieta uważa, ze facet jest nadwornym tragarzem tylko dlatego, ze jest facetem to juz jest pewne przegięcie.

                                                    Np w firmie, w ktorej pracowałem kiedyś babka tak ze dwa razy większa ode mnie w kazda stronę uważała za oczywiste, ze aby zmienić bańkę w dystrybutorze wody idzie po faceta i np bańke wymieniał mój kolega 170 w kapeluszu :P

                                                    a zanim mi tu ktoś wyskoczy, ze kobieta nie moze dzwgać takich cieżarów to podam przykład z jeszcze innej pracy, gdzie kolezanka poniżej 160 wzrostu i ważaca ze 45 kilo zmienaiła sama te pojemniki na nikogo się nie ogladając.

                                                    Tak więc dobrowolna pomoc i dobrowolny podizał obowiązków to jedno a narzucanie na faceta najbardziej uciązliwych to druga strona tego medalu
                                                  • mujer_bonita Re: jajko czy kura.. 26.06.12, 15:28
                                                    abrigado napisał:
                                                    > Tak więc dobrowolna pomoc i dobrowolny podizał obowiązków to jedno a narzucanie
                                                    > na faceta najbardziej uciązliwych to druga strona tego medalu

                                                    Abrigado - nie wiem czy w swej krucjacie 'naszych biją' zauważyłeś, że podziały płciowe w obejmowaniu obowiązków na tym forum wprowadza głównie Urqu. Także patrz gdzie bijesz ;)

                                                    A swoją drogą tematem na inną dyskusję jest, czy bardziej uciążliwym obowiązkiem jest zmienienie choćby raz dziennie baniaka z wodą (uprzedzając zarzuty - sama to robię) czy np. godzina spędzona na ugotowaniu obiadu ;)
                                                  • abrigado Re: jajko czy kura.. 26.06.12, 15:39
                                                    obiad u mnie ja gotuję- a włąsciwie od razu trzy
                                                    dzis np o piątej rano zrobiłem spaghetti z miesem mielonym i od podstaw upiekłem dwie rózne -pieczenie ( wczesniej przygotowanie mięsa, marynowanie)

                                                    obiad to jest bardzo fajne i w ogóle nie męczące zajęcie.

                                                    oprócz tego odbyłem pól gdzinny trening kettlebels ( pieczenie się piekły)
                                                    wykąpałem, wyszykowałem dzieciaki do szkoły i przedszkola i odprowadizłem- w pracy byłem na 8 mą

                                                    moja była rano zdążyła wstać i się umalowac , przy okazji sprowokowała awanturę o jakąś bzdurę- zanim dizeci wstały opowiedziałem jej "bajke o wężu" i się obraziła na resztę dnia (przynajmniej przestała się odzywać)

                                                    pewnie ze wzgledu na ciśsnienie boli ją głowa i zgadnijcie kto idzie po dzieci :P. przyprowadzam je na obiad, potem do galerii ( pada !!!) , do domu na dobranockę a sam spadam na treng zapasów ( choć dizś chyba juz nie dam rady- jestem tylko człowiekiem)

                                                  • that.bitch.is.sick Re: jajko czy kura.. 26.06.12, 15:52
                                                    abrigado napisał:

                                                    > obiad u mnie ja gotuję- a włąsciwie od razu trzy
                                                    > dzis np o piątej rano zrobiłem spaghetti z miesem mielonym i od podstaw upie
                                                    > kłem dwie rózne -pieczenie ( wczesniej przygotowanie mięsa, marynowanie)
                                                    >
                                                    > obiad to jest bardzo fajne i w ogóle nie męczące zajęcie.
                                                    >
                                                    > oprócz tego odbyłem pól gdzinny trening kettlebels ( pieczenie się piekły)
                                                    > wykąpałem, wyszykowałem dzieciaki do szkoły i przedszkola i odprowadizłem- w pr
                                                    > acy byłem na 8 mą
                                                    >
                                                    > moja była rano zdążyła wstać i się umalowac , przy okazji sprowokowała awantu
                                                    > rę o jakąś bzdurę- zanim dizeci wstały opowiedziałem jej "bajke o wężu" i się
                                                    > obraziła na resztę dnia (przynajmniej przestała się odzywać)

                                                    Taa to są bajeczki dla dzieci opowiadane synowym przez teściowe(żeby synowe nie były leniwe łajzy) tudzież przez matki polki, ma to postać mitologiczną teraz w tą wieloręką(jak inkaskie bóstwo) doskonałą robotnicę wcielił się abrigado:) . Jedną ręką robiłam pranie, drugą w tym czasie bujałam wózek, a trzecią ręką robiłam konfitury. Czasem w reklamach pokazują takie idealne mamy które przez cały dzień robią mnóstwo pożytecznych rzeczy a w nocy cerują dzieciom ubranka (sorry to już z jakiegoś elementarza) podczas gdy tata z tolkiem czytają gazetę tudzież grają w piłkę:)
                                                    Abrigado dostajesz medal z ziemniaka robotnicy doskonałej, a poczytać na forach jak panowie dwoją się i troją w obowiązkach domowych a każdy jest ideałem ze snu feministki, to należy natychmiast na kolana upaść i załkać jak Oleńka "..ran Twoich niegodnam całować" i inne bzdury.
                                                    A konkretnie ciekawi mnie Abrigado po co uprawiasz tą fałszywą propagadnę, bo przecie do Amsterdamu nie pojedziesz, szukasz sobie dla odmiany feministki że chcesz tymi pieczeniami zaimponować?
                                                  • abrigado Re: jajko czy kura.. 26.06.12, 16:09
                                                    kobieto małwej wiary...wywołujesz uśmiech na mej twarzy- bo tak to dziś wygladało
                                                    oczywiscie, ze nie robię tak co dzień ( te pieczenie i spaghetti starczają do piątku)
                                                    ale akurat dzis tak wyszło i wszystko jest prawdą

                                                    jak mam ci to udowodnić ? udziec z kurczaka w zalewiwe musztardowo miodowej to 40 minut pieczenia w 170 C- wczęsniej w zalewie lezy jakieś pół godziny

                                                    pierś z kurczaka w miodzie to 50 minut , z tym, ze zalewę dodaje się dopiero w trakcie ( dokładnie po 30 i 40 minutach) pieczenia-wiec moge ja robic już gdy się piecze

                                                    spaghetti robi się w międzyczasie.

                                                    dzis tak to zgrałem, że po 45 minutach już wszystko wymagało tylko okazyjnego zajrzenia.


                                                    ja to robię dla siebie- bo wreszcie jem co lubie a nie jakieś zapychacze w rodzaju sałatek

                                                    żeby bylo zabawnie to moja była wzięła sobie na głoe dodatkowa robotę, z która się nie wyrobiła- a ponieważ to troche moja działka to o 23-ciej jeszcze jej to sprawdzałem i poprawiałem :P

                                                    wiem faktycznie frajerstwo cięzkie do uwierzenia ;P

                                                    nie, to czysty egoizm- za jakiś czas p0rawie bez uprzedzenia wyjade w góry i wszystkie te rzeczy sa kata przetargową dzieki , ktorej nie wychodze na tego złego nieroba

                                                    it's a pure bussiness bejbi

                                                    jak bedziesz w Warszawie to zapraszam cię na obiad- zobaczysz jakie to szybkie i proste



                                                  • sabat77 Re: jajko czy kura.. 26.06.12, 16:17
                                                    No widzisz i wyszlo. On leci na Ciebie Bitch :)
                                                    Kiedy bedzie w Warszawie...
                                                    hahahahahahahahaha.... No nie moge...
                                                    Dobra. Juz siedze cicho.

                                                    ps. Moze przyjmij zaproszenie. Usmiech beda mu zdrapywac z twarzy dwa tygodnie :)))
                                                  • that.bitch.is.sick Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 10:08
                                                    sabat77 napisał:

                                                    > No widzisz i wyszlo. On leci na Ciebie Bitch :)

                                                    Jak Brad Pit w wywiadzie z wampirem, rozwija płaszcz i leci przyssać się do szyi swojej ofiary...;)
                                                  • hello-kitty2 Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 01:52
                                                    abrigado napisał:

                                                    > ale akurat dzis tak wyszło i wszystko jest prawdą

                                                    Ja w to wszystko wierze, ze tak bylo, przynudzilam sie przy opisie pieczeni, bardziej interesowalby mnie opis polgodzinnego treningu z kattlebells. Jakis crossfit robisz? Zreszta niewazne, nie na to forum. Treningow zatrzesienie w necie anyway.

                                                    Mam tylko jedno zastrzezenie: jaki sens jest wlasna zone nazywac "byla"? Po co to rozdwojenie? Tylko dlatego, ze sie juz jej nie lubi, spi w osobnych lozkach i uprawia seks tylko raz w tygodniu? Nie ma rozpadu wiezi. To jest twoja zona, ktora zdradzasz (from time to time jak pisales) i jeszcze czujesz sie z tym niefajnie :)

                                                    Abrigado odpowiedzial mi juz na wszystkie pytania, nie posiada wiecej informacji, ktore moglyby mi sie przydac.
                                                  • abrigado Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 09:12
                                                    > Mam tylko jedno zastrzezenie: jaki sens jest wlasna zone nazywac "byla"? Po co
                                                    > to rozdwojenie? Tylko dlatego, ze sie juz jej nie lubi, spi w osobnych lozkach
                                                    > i uprawia seks tylko raz w tygodniu? Nie ma rozpadu wiezi. To jest twoja zona,
                                                    > ktora zdradzasz (from time to time jak pisales) i jeszcze czujesz sie z tym nie
                                                    > fajnie :)


                                                    nie sypiam z moją żoną również w sensie erotycznym. Nie zdradzam jej bo wyraźnie sobie oznajmiliśmy wielokrotnie, że nie chcemy ze soba być.
                                                    Ona tez ma romanse- nie mam pojęcia jak daleko "posunięte"

                                                    guzik się dowiedziałaś skoro wysnułas wniosek, że sypaimy raz w tygodniu.

                                                    akurat się troszke na tym znam i rozpad więzi spokojnie oboje moglibyśmy udowodnić
                                                    rozpad więzi intymnej- nie uprawiamy seksu, nie okazujemy sobie czulości, nie mamy ( poza dziećmi) wspólnych spraw i tematów

                                                    pomagam jej troche zawodowo bo mam nadzieje, ze się samodzielni i nie będe musiał utrzymywać mieszkania w całości po wyprowadzce.
                                                    rozpad więzi gospodarczej- mamy odrebne konta i nie uzgadniamy zakupów. Ja mam swoje opłaty do wykonania ona swoje. jedzenie robimy sobie oddzielnie. kazde z nas robi jedzenie dzieciom. To czasem jest trochę smieszne bo sa dwa drugie dania do wyboru ( jedno made by tata , drugie by mama)
                                                    dokładnie tak samo rozliczaliby się współlokatorzy.

                                                    najtrudniejszy do udowodnienia ( ale tylko w razie oporu drugiej strony) byłby rozpad więzi fizycznej- bo mieskzamy ze sobą i czasem gdzies bywamy razem ( razem z dziećmi)

                                                    ale: na mprezy w tym rodzinne rodzinne chodzimy oddzielnie, mamy odrębnych znajomych, oddzielnie chodzimy do kina, teatru
                                                  • hello-kitty2 Re: Abrigado - podsumowanie 27.06.12, 13:09
                                                    No to jedziemy z uporzadkowaniem informacji w sprawie ustalenia rozpadu wiezi :)

                                                    1. "nie sypiam z moją żoną również w sensie erotycznym (...) guzik się dowiedziałaś skoro wysnułas wniosek, że sypaimy raz w tygodniu.",

                                                    a wczesniej pisales: " ale zeby nie bylo, ze jestem jak sabat- do czasu separacji seks był przynajmniej raz w tygodniu."

                                                    2. "rozpad więzi gospodarczej- mamy odrebne konta i nie uzgadniamy zakupów. Ja mam
                                                    swoje opłaty do wykonania ona swoje.",

                                                    a wczesniej pisales: "Ona ma swoje konto- ja swoje. Z tego co wiem z reguły na swoim nie ma juz kasy po tygodniu od wypłaty- bo zwykle jej przelewam ze swojego tyle ile chce ( w końcu ona kupuje tez cos dzieciakom wiec jej nie liczę- a z prawnego punktu widzenia to jest takze jej kasa) (...) POd względem fiansowym ufam jej o tyle, ze mnie nie oszuka"

                                                    = Uwazasz, ze twoje pieniadze naleza tez do niej i ponosisz odpowiedzialnosc finansowa za niefrasobliwosc finansowa zony = dlugi/zobowiazania.

                                                    3. Sam nazywasz ja zona: "Jak napisałem wczęsniej moja praca w domu wynika z innych powodów niż chęć pokazania żonie jaki to ze mnie dobry miś i naiwnego oczekwiania nagrody."

                                                    4. 'Na zewnatrz' utrzymujesz wizerunek "malzenstwa". Pisales, ze nie ujawniasz przed ludzmi rozpadu swojego zwiazku, na zasadzie: jak ludzie nie widza jakis dramatycznych wydarzen to nie pytaja, co sie dzieje, wiec ty ich tez nie doinformujesz (nie znalazlam stosownego cytatu).

                                                    5. "oznajmiliśmy wielokrotnie, że nie chcemy ze soba być." a zaraz potem: "najtrudniejszy do udowodnienia ( ale tylko w razie oporu drugiej strony) byłby rozpad więzi fizycznej- bo mieskzamy ze sobą i czasem gdzies bywamy razem ( razem z dziećmi).

                                                    Czyli mimo wzajemnego obwieszczenia sobie rozpadu wiezi, nie wiesz czy oporu w czasie rozwodu nie bedzie.

                                                    Rozpad wiezi nie nastepuje wylacznie z jednej strony. A w przypadku twojego malzenstwa jasne jest ze trwaly rozpad wiezi nie nastapil i rozwodu bys nie otrzymal. Wiec masz zone.

                                                    I teraz mnie nic do tego, miej sobie jak chcesz i lubisz (pisales przeciez, ze masz wspaniale zycie, takie jak sobie wymarzyles). Ja jednak widze, ze nie jest tak, jak to przestawiasz: ty + byla. Pisalam, ze masz informacje dla mnie wazne: chcialam zobaczyc, jak ty poukladales swoje zycie, czy sa to rozwiazania godne nasladowania. Ale nie, absolutnie nie. Ty sie 'przestawiles' na nowe zycie wlacznie w swojej glowie.

                                                    Jest jeszcze taka opcja, ze ta kreacja, ktora tu tworzysz ma pomoc ci psychicznie sie przygotowac do nowego zycia, jakie tak naprawde chcesz prowadzic, ale jeszcze nie jestes do niego w realu gotowy. Wiem, kazdy potrzebuje czasu, ja tez potrzebowalam/potrzebuje.

                                                    Stac cie na szczerosc, zeby to potwierdzic?

                                                    Tak czy siak, wiem jak jest, zycze ci powodzenia i szukam wzorcow dalej, gdzie indziej.

                                                    See ya!
                                                  • abrigado Re: Abrigado - podsumowanie 27.06.12, 13:37
                                                    kitty- az tak mnie nie interesuje przekonywanie cię wieć napisze ostatni raZ ,to vco już wielokrotnie pisałem
                                                    dodam jeszcze, że separacja od łoża i stołu ( tak to sie kiedyś trafnie nazywało) nastapiła definitywnie ponad dwa lata temu- a więc seks raz w tygodniu to wiadomośc grubo sprzed dwóch lat :)

                                                    Formalnie jestesmy małżeństwem-bo nie było rozwodu.
                                                    dopóki ten formalny stan trwa istnieje z mocy prawa wspólność małżeńska majątkowa. Niewazne jest czy chcę czy nie - prawo wypowiada się jasno- zarobki kazdego z małzonków stanowią wspólny majątek

                                                    oczywiscie mam możliwość zawrzeć umowę majątkową i podzielić się majątkiem- ale egoistycznie przyznam, ze tak jak jest jest mi wygodniej i oszczędniej

                                                    ale przede wszystkim obawiam się sztywnego podziału czasu opieki nad dziećmi, który byłby dla mnie utrudnieniem, gdybym mieszkał oddzielnie

                                                    w jednym masz rację- coraz bardziej dojrzewam do formalnego rozwodu- mimo logistycznych utrudnień
                                                    W przeciwieństwie do wielu ludzi na tym forum nie uważam, że rozwód wszystko rozwiąże.
                                                    skutkiem rozwodu są nieuniknione zmiany w istniejącej rzeczywistości- one nastapią na pewno i będą niekorzystne.
                                                    Natomiast pozytywy decyzji o rozwodzie są czysto potencjalne i mogą nigdy nie nastąpić.


                                                  • hello-kitty2 Re: Abrigado - podsumowanie 27.06.12, 13:53
                                                    abrigado napisał:

                                                    > W przeciwieństwie do wielu ludzi na tym forum nie uważam, że rozwód wszystko ro
                                                    > zwiąże.
                                                    > skutkiem rozwodu są nieuniknione zmiany w istniejącej rzeczywistości- one nasta
                                                    > pią na pewno i będą niekorzystne.
                                                    > Natomiast pozytywy decyzji o rozwodzie są czysto potencjalne i mogą nigdy nie n
                                                    > astąpić.

                                                    Bo zakladasz, ze rozwod to otwarcie drogi do nowego zwiazku (tak jak wiekszosc ludzi). Nastawianie sie na to, po rozwodzie jest bledem. Potrzeba zalozenia nowego zwiazku nie powinna byc motywem do rozwodu. Rozwod ma przywrocic wolnosc (i nic wiecej). Nastawianie sie, ze ma cos wniesc w zycie, jest bledem.

                                                    Twoje obecne zycie mnie juz nie interesuje (nie bede zadawac o nie pytan i nie oczekuje odpowiedzi).

                                                    Ale mozesz opisac niekorzystne skutki rozwodu, w twoim przypadku (to sobie porownam do swoich).
                                                  • abrigado Re: Abrigado - podsumowanie 27.06.12, 14:06
                                                    > Bo zakladasz, ze rozwod to otwarcie drogi do nowego zwiazku

                                                    pomyłka- w ogóle nie biore pod uwagę nowego związku- nowy związek to dla mnie jak z deszczu pod rynnę

                                                    chodzi mi włąsnie o utrate wolności- będe miał mnie jczasu dla siebie- konieczne dojazdy na kontakty z dziecmi. kontakty będą sztywno ustalone a ja będę musiał dostosować swoje zycie do ustaleń sądu. Inaczej będą mnie spotykały negatywne konsekwencję.

                                                    na alimenty mnie stać i na nowe mieskzanie też , ale oczywiscie nie palę się do tego zeby płacić wiecej kiedy moge płacic mniej ( myslę o mieszkaniu)

                                                    przy tym nie będę miał wpływu na co wydawane są pieniadze, które ja będę płacić.

                                                    and the last but not least Nie mieszkając z dziecmi będę miał nikły wpływ na ich wychowanie, nie bde dla nich autorytetem

                                                    to jest dla mnie ograniczenie wolności

                                                    jedynym pozytywem jest to, ze po domu nie bedzie mi się szwendał ktoś kogo nie znoszę ( w nowym zwiazku nie miałbym takiej pewności)

                                                    pisałem już to i zaczyna mnie irytować twoja udawan dociekliwość.
                                                    dobrze, ze kończymy tę rzekomą "analize doświadczeń"
                                                  • kag73 Re: Abrigado - podsumowanie 27.06.12, 14:20
                                                    Abrigado, podobno, na Zachodzie jest nowy model porozwodowy, nazywa sie to chyba "gniazdo" a polega na tym, ze dzieci zostaja gdzie sa a rodzice sie wymieniaja/dojezdza. W pierwszym monecncie pomyslalam "czego to ludzie nie wymysla" ale potem stwierdzilam, ze pomysl nie jest wcale taki glupi. Dzieci maja swoja stabilnosc, nie musza ciagle pakowac walizek i dokas dojezdzac, byc odbierane, zostaja w swoich czterech scianach. Rodzice musza dogadac sie kto i kiedy i pokazac pewna elastycznosc i dobra wole dla dobra dzieci.

                                                  • hello-kitty2 Re: Abrigado - podsumowanie 27.06.12, 14:30
                                                    abrigado napisał:

                                                    > pisałem już to i zaczyna mnie irytować twoja udawan dociekliwość.

                                                    Nie udawalam.

                                                    No to mnie wkurwiles, wiec na pozegnanie: SPIERDALAJ. Z toba juz nie dyskutuje.

                                                  • abrigado Re: Abrigado - podsumowanie 27.06.12, 14:35
                                                    > No to mnie wkurwiles, wiec na pozegnanie: SPIERDALAJ. Z toba juz nie dyskutuje.
                                                    >

                                                    ech ten holenderski luuz...dostawa jointów dziś nie dojechała, czy pomyliłaś przy śniadaniu opakowania i najarałaś się nawozu do tulipanów?

                                                    i dziwić sie, że za granicą uważają nas za chołotę....
                                                  • abrigado Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 09:39
                                                    Jakis crossfit robisz?

                                                    no własnie- nie ma to jak marketing- wszyscy kettle kojarzą z crossfitem.

                                                    crossfit tio nędza straszna.

                                                    poza tym mnie nie interesuje w tym momencie kondycja i sylwetka- obie mam najwspanialsze od czasu kiedy miałem 17 lat :). Nie interesuje mnie tez wytrzymałość siłowa ( mylona z kondycją)

                                                    kettle są swietnym narzędziem do budowy stabilizacji i siły maksymalnej bez istotnego zwiekszania masy miesni jednoczesnie- ponieważ obciązają diagnalnie

                                                    efekty masz np taki:

                                                    www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=uDQUlshxO_8
                                                  • that.bitch.is.sick Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 10:02
                                                    abrigado napisał:

                                                    > it's a pure bussiness bejbi
                                                    >
                                                    > jak bedziesz w Warszawie to zapraszam cię na obiad- zobaczysz jakie to szybkie
                                                    > i proste

                                                    Mieszkam w Warszawie bejbi;) i szkoda że taki pragmatyk do bólu jak ty nie domyślił się tego faktu..moge więc zakrzyknąć: sprawdzam!;)
                                                    O co chodzi, masz zamiar naszpikować pieczeń strychniną, czy ostatnio z działalności kuchennej udało się też zakisić ogórka, i to przyczyna tego przyjaznego nastawienia do świata?
                                                  • abrigado Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 10:11
                                                    łał to wpadaj na obiad w przyszłym tygodniu!
                                                    obawiam się, ze nie starczy ci odwagi by sprawdzić ;P

                                                    ja- przyjazny? no weeeeź....
                                                  • that.bitch.is.sick Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 10:19
                                                    abrigado napisał:

                                                    > łał to wpadaj na obiad w przyszłym tygodniu!
                                                    > obawiam się, ze nie starczy ci odwagi by sprawdzić ;P
                                                    >
                                                    > ja- przyjazny? no weeeeź....

                                                    Lepiej mnie nie prowokować;) A żonę co, zamykasz w komórce na taką okoliczność? Znałam Panią co miała takiego męża pod pantoflem, że jak przychodził do niej kolega to mąż szedł spać do wanny, od razu mi się przypomniało:)
                                                  • abrigado Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 10:26
                                                    nie wiem jakie zona ma plany, może nawet będzie- tobie chyba to nie przeszkadza?
                                                    przeciez nie masz jakichś niecnych zamiarów? ;P

                                                    z twoim podejsciem to raczej ja mam spore szanse, ze wyląduję w wannie niekoniecznie z gumową kaczuszką :)
                                                  • that.bitch.is.sick Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 10:47
                                                    abrigado napisał:

                                                    > nie wiem jakie zona ma plany, może nawet będzie- tobie chyba to nie przeszkadza
                                                    > ?
                                                    > przeciez nie masz jakichś niecnych zamiarów? ;P

                                                    e tam e tam..kucharza mi nie trzeba
                                                    >
                                                    > z twoim podejsciem to raczej ja mam spore szanse, ze wyląduję w wannie niekonie
                                                    > cznie z gumową kaczuszką :)

                                                    nie lękaj się chrześcijaninie:)
                                                  • mujer_bonita Re: jajko czy kura.. 26.06.12, 15:55
                                                    No tak... skoro obiad to takie fajne zajęcia a ogarnięcie dzieci to takie 'nic' to wytłumacz mi proszę dlaczego mężczyźni się od tego tak migają? No bo naprawdę nie rozumiem!
                                                  • sabat77 Re: jajko czy kura.. 26.06.12, 15:56
                                                    Abrigado, jak czytam twoje posty to czuje sie jak glowny bohater fight clubu, ktory wlasnie spotkal brada pita. Czy ty czasem nie jestes jakas zapomniana czescia mojego mozgu ?
                                                    Jestesmy sobie tak przeciwni a jednoczesnie tak podobni, ze trudno to wytlumaczyc w racjonalny sposob. Moze znajdziesz jakies rozsadne wyjasnienie. Zeby nie bylo - nie utozsamiam sie z tym co mowisz, a twoje poglady sa dla mnie czesto nieakceptowalne.
                                                    no dokladnie jak w fight club...
                                                  • abrigado Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 09:31
                                                    ależ ty masz bujna wyobraźnie!?
                                                    w życiu by mi nie przyszło do glowy takie skojarzenie na podstawie mojej internetowej kreacji

                                                    weź się za pisanie ksiązek, chocby dla dzieci- mówie poważnie- widac, że masz zrećzność przelewania myśli na e-papier...
                                                  • kag73 Re: jajko czy kura.. 26.06.12, 16:53
                                                    "dzis np o piątej rano zrobiłem spaghetti z miesem mielonym i od podstaw upiekłem dwie rózne -pieczenie ( wczesniej przygotowanie mięsa, marynowanie)...
                                                    ...i odprowadizłem- w pracy byłem na 8 mą"

                                                    Abrigado, powiem krotko: nie mam ani cienia watpliwosci, ze spisz sam!

                                                    Druga sprawa to robic od czasu do czasu a musiec zawsze i o to sie pewnie wszystko rozbija. Ja tez od czasu do czasu lubie cos smacznego ugotowac, ale gdybym musial to robic codziennie, na pewno przestaloby mnie to bawic:)
                                                  • abrigado Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 09:29
                                                    > Abrigado, powiem krotko: nie mam ani cienia watpliwosci, ze spisz sam!
                                                    >

                                                    dokładnie, bo gorliwe misie śpią same. Jak napisałem wczęsniej moja praca w domu wynika z innych powodów niż chęć pokazania żone jaki to ze mnie dobry miś i naiwnego oczekwiania nagrody.

                                                    niektórzy tutaj sprawdzali czy tak to działa i byli zawiedzenie, ze partnerka nie tylko nie dostrzegła zasług ale jeszcze znalazła braki
                                                    dla mnie od dawna oczywiste jest, że ewentualne staranie się nie ma żadnego znaczenia dla podniesienia naszej oceny w oczach partnerki, a na pewno nie staniemy się dla niej bardziej seksowni.

                                                    Kobiety ewentualnie kręci kreatywność i nieszablonowość zachoweania- ale to nie u stałych oswojonych partnerów.
                                                    Jeśli widzicie, że żona ma kisiel w majtkach na widok jakiegos egzaltowanego młodziaka z X factor to mozecie być pewni, że was uzna za smiesznych jesli zachowancie się w ten sposób.
                                                  • mujer_bonita Re: jajko czy kura.. 26.06.12, 15:23
                                                    abrigado napisał:
                                                    > duże miesnie nie są przeznaczone do pracy fizycznej tylko do krótkotrwałych (po
                                                    > niżej minuty) bardzo intensywnych lub eksplozywnych wysiłków
                                                    (...)
                                                    > to samo tyczy się wnoszenia 10 kg wózka na 4 te pietro,

                                                    Hmmm... znów 'męska logika'? ;)


                                                    Swoją drogą to ilu z Was panowie ma te 'duże mięśnie' :P
                                                  • aandzia43 Re: jajko czy kura.. 26.06.12, 17:33
                                                    > Tak więc do monotonnej pracy przez kilka godzin, taszczenia klamotów ( dzban z
                                                    > woda ,kosz z owocami- przez kilka godzin kilkanascie kilometrów przystosowane j
                                                    > esteście wy
                                                    >
                                                    > to samo tyczy się wnoszenia 10 kg wózka na 4 te pietro, czy dzieciaka nieodstaw
                                                    > ionego od piersi

                                                    Tak w kwestii formalnej: wniesienie kilkunastokilogramowego wózka na czwarte piętro czy dźwiganie dziesięciokilowego bachorka na dłuższym odcinku to wysiłek INETENSYWNY, w przeciwieństwie do np. wielogodzinnego tuptania przy garach. Dla średniej budowy kobiety ze ŚREDNIĄ, jak na kobietę, masą mięśniową. Dla mnie były to wysiłki forsowne i przyprawiające mnie o zadyszkę, bóle kręgosłupa i stawów. Miałam wtedy dwadzieścia parę lat. Teraz mam prawie pięćdziesiąt i czuję się o niebo lepiej niż jako matka np. rocznego dziecka. Ruchu i chodzenia mi nie brakuje, nie jestem takim całkowitym kanapowcem, od zajęć fizycznych się nie migam. Wtedy byłam wrakiem i zezwłokiem, teraz jestem dziarską pięćdziesięciolatką z prostymi plecami i sprężystym krokiem. Nadmiar wysiłków intensywnego i statycznego mnie wykończyły. Że życie to nie je bajka i wysiłku nie da się uniknąć? Pewnie, obowiązki się ma i trzeba się z nich wywiązać.
                                                  • abrigado Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 09:23
                                                    są tacy co twierdzą, że oblanie się gorąca kawą jest gorsze od napalmu- są to raczej ci, ktorzy nigdy nie poparzyli się napalmem.

                                                    tak więc towoje subiektywne wrażenie oddaje tylko brak wiedzy i doświadczenia

                                                    Z punktu widzenia ludzi, którzy zawodowo zajmuja się wysiłkiem fizycznym każdy wysiłek, który jestes w stanie wykonywać przez kilka godzin jest mało intensywny.

                                                    Maratończycy wpadaja na metę zapluci, zziajani i czesto ledwie przytomni na skraju wycieńczenia- co ni zmienia faktu, ze bieg maratoński jest wysiłkim mało intensywnym.

                                                    wysiłek intensywny to np zwiganie cięzarów- jestes w stanie podtrzymac aktywność na tym poziomie góra przez kilkanaście sekund.

                                                    mieszanką wysiłku intensywnego i średnio intensywnego jest np boks- przy okazji żaden maratończyk nie wytrzymałby poruszania się w tempie w jakim np przez 3 rundy poruszają sie zawodnicy wagi lekkiej ( podobna waga zawodników).

                                                    co nie zmienia faktu, ze noszenie dziecka, wózka moze być skrajnie wyczerpujące.

                                                  • aandzia43 Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 20:22
                                                    > tak więc towoje subiektywne wrażenie oddaje tylko brak wiedzy i doświadczenia
                                                    >
                                                    > Z punktu widzenia ludzi, którzy zawodowo zajmuja się wysiłkiem fizycznym każdy
                                                    > wysiłek, który jestes w stanie wykonywać przez kilka godzin jest mało intensywn
                                                    > y.

                                                    Oczywiście, że nie mam wiedzy i moje spostrzeżenia są subiektywne. Choć w tej subiektywności łączę się z większością kobiet. Mam pytanie: czy jeśli wnoszenie po schodach kilkunastu kilogramów, których dodatkowo nie da się wygodnie uchwycić jest wysiłkiem tak dużym, że da się go wykonywać najwyżej 30 sekund (no, może minutę), to czy wysiłek ten można nazwać intensywnym?
                                                  • abrigado Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 20:29
                                                    przepraszam za intymne pytanie- ale czy w którymkolwiek momencie swojej ziemskiej egzystencji miałas powerzxchownośc zbliżona do posłanki Anny Grodzkiej?
                                                  • aandzia43 Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 20:47
                                                    brigado napisał:

                                                    > przepraszam za intymne pytanie- ale czy w którymkolwiek momencie swojej ziemski
                                                    > ej egzystencji miałas powerzxchownośc zbliżona do posłanki Anny Grodzkiej?

                                                    Jeśli to było pytanie do mnie, to odpowiadam: nie, fizycznie jestem drugim biegunem posłanki Grodzkiej.
                                                  • abrigado Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 20:57
                                                    dzieki- to mi pozwala sobie wyobrazić pryzmat przez który patrzysz...
                                                  • aandzia43 Re: jajko czy kura.. 27.06.12, 21:44

                                                    > dzieki- to mi pozwala sobie wyobrazić pryzmat przez który patrzysz...

                                                    Pryzmat niedużej, miętkiej kobiałki bez parcia na sporty i duży wysiłek fizyczny, z lekkim parciem na rekreację na świeżym powietrzu, yogę i ćwiczenia rozciągające. Mogę bez uszczerbku na zdrowiu tuptać po dobrze ogrzanym i wywietrzonym pomieszczeniu, wyginać się, nachylać, często zmieniać pozycje i rodzaj ruchu. Dźwiganie ciężarów nie dla mnie. Na Indianę noszącą tipi po prerii bym się nie nadawała ;-) Nawet pracując na roli szybko wyciągnęłabym kopyta.
                                              • mgla_jedwabna Re: jajko czy kura.. 25.06.12, 13:43
                                                Bo prawda jest taka, ze przewijanie dziecka powinno byc jak mycie rak, czyli oczywiste dla obu plci. I przewijaki powinny byc w obu toaletach, jak umywalki, jesli nie ma osobnego pomieszczenia do tych celow.
                                              • abrigado Re: jajko czy kura.. 26.06.12, 14:36
                                                a taka dygresja: ten dylemat zx jajkiem i kura to tylko taka symbolika- kompletnie nietrafiona zresztą ( jak gołabek pokoju np- gołębie to cholernie agresywne ptaki)

                                                a wiec traktując go dosłownie to od razu wiadomo, że pierwsze musiało byc jajko, z którego wylągł sie pierwszy osobnik, ktory posidał wystarczajace cechy do nazwania go kurą, osobnik, który zniosł to jajko mogł jeszcze nie byc "wystarczająco kurą"

                                                tak więc pierwsze było jajko- logiczne i ewidentne ;)
                                      • asocial Re: bzdura na bzdurze urquhart 19.06.12, 23:45
                                        Film zawsze bedzie filmem, a ty sam juz w innym watku przyznales, ze macie z zona o wiele wiecej problemow niz sie poczatkowo moze wydawac. To samo moglo miec miejsce w ¨American beauty¨ jesli juz chcesz opierac swoje tezy na fikcji.

                                        Twoja zona Tobie tylek trula, pewnie z przyzwyczajenia (sam piszesz, ze zrobiles ¨probe¨, ergo zazwyczaj jednak nie jestes taki porzadnicki i zazwyczaj to ona tak sprzata- ba! nawet lepiej, bo zdazy jeszcze umyc balkon), zapewne ja irytujesz i wkurzasz cokolwiek bys nie zrobil, po prostu.

                                        Druga sprawa; ja naprawde chcialabym wiedziec o co chodzi z ta kasa. Naprawde.
                                        Jesli naprawde uwazasz, ze wszystkie kobiety robia obiady i lody z polykiem tylko dlatego, ze facet jest dziany, to
                                        primero) otaczasz sie nie tymi kobietami co trzeba
                                        segundo) jest to jakies rozwiazanie: zacznij zarabiac kupe kasy, nie trzeba wyjechac z kraju.
                                        tercero) polecam dowodzenie tez na podstawie wlasnych obserwacji i doswiadczen, a nie na podstawie filmow, bo wiesz, kino to jedna wielka sciema.

                                        sabat77 napisał:
                                        .
                                        > Jak żona wróciła z pracy to najpierw była dość podejrzliwa, chodziła po domu, p
                                        > atrzyła - a jedyne co powiedziała, to to, że okno i drzwi balkonowe też mogłem
                                        > umyć.
                                        (...)
                                        > Fajnie to było pokazane w American Beauty. Mąż nieudacznik ma seksualny szlaban
                                        > , dostaje jeszcze totalną burę za trzepanie sobie ptaka pod prysznicem, ale kie
                                        > dy jego żonę dopada facet z pozycją i kasą, to baba ma multiorgazmy na stole ku
                                        > chennym i wije się jak szalona kocica.
                                        >
                                        > I NIC na to nie poradzimy, takie jest życie. Jedyne czego chcę, to żeby mówić p
                                        > rawdę, a prawda nie jest piękna.
                                        • sabat77 Re: bzdura na bzdurze urquhart 20.06.12, 00:23
                                          Dobra, no to postanowione. Od jutra po godzinie 13:45 zaczynam zarabiac kupe kasy. Acha jeszcze prestiz. To ja mam pomysla. Wezme zostane politykiem, najlepiej takim z pierwszych stron gazet. No, to dobry pomysl,postanowione. Wkrotce o mnie uslyszycie.
                                      • aandzia43 Re: bzdura na bzdurze urquhart 20.06.12, 00:58
                                        > Ja kiedyś bezczelnie w jakieś swoje wolne zrobiłem test. Od rana umyłem naczyni
                                        > a, zamiotłem i umyłem podłogi, wyczyściłem kibel, umywalkę, brodzik, odszorował
                                        > em kuchenkę gazową z tłuszczu, umyłem okna w dwóch pokojach, posprzątałem i wyn
                                        > iosłem śmieci. Dzieci były pod opieką teściowej więc mogłem zaszaleć. Panem Pro
                                        > perem nie jestem, więc zajęło mi to parę godzin.
                                        > Jak żona wróciła z pracy to najpierw była dość podejrzliwa, chodziła po domu, p
                                        > atrzyła - a jedyne co powiedziała, to to, że okno i drzwi balkonowe też mogłem
                                        > umyć.
                                        > I wieczorem i tak znowu "wszystko było na jej głowie"


                                        A na co to ma być dowód? Czego to przykład? Nie bardzo rozumiem.
                                        • sabat77 Re: bzdura na bzdurze urquhart 20.06.12, 06:04
                                          aandzia43 napisała:

                                          > A na co to ma być dowód? Czego to przykład? Nie bardzo rozumiem.

                                          Chociażby na to, że nie zawsze warto słuchać uzewnętrznianych racjonalizacji, a lepiej zbadać samą relację. Przyjmowanie z góry, że "nie pomaga", może być ślepą uliczką. Raczej bliższe temu byłoby to co napisała asocial "irytuje choćby nie wiem co zrobił".
                                          A według mnie może być jeszcze prosta fiksacja - "nie radzę sobie" ergo "on nie pomaga".
                                          Mechanizm wyparcia i przerzucenia winy na partnera.
                                          Wiele kobiet może nie radzić sobie z dziećmi niezależnie od stopnia pomocy partnera. Nie radzić sobie w sensie wzajemnej relacji matka - dziecko. Nie chcą się przyznać, że poległy na tak intymnym gruncie, ale ze względu na narastającą frustrację komuś musi się oberwać. Mąż jest dobrym targetem, bo dzieci za małe i nie wypada.
                                          • hello-kitty2 Re: nie radzic sobie 20.06.12, 13:26
                                            sabat77 napisał:

                                            > Mechanizm wyparcia i przerzucenia winy na partnera.
                                            > Wiele kobiet może nie radzić sobie z dziećmi niezależnie od stopnia pomocy part
                                            > nera. Nie radzić sobie w sensie wzajemnej relacji matka - dziecko. Nie chcą się
                                            > przyznać, że poległy na tak intymnym gruncie, ale ze względu na narastającą fr
                                            > ustrację komuś musi się oberwać. Mąż jest dobrym targetem, bo dzieci za małe i
                                            > nie wypada.

                                            To ciekawe. Co rozumiesz przez "Nie radzić sobie w sensie wzajemnej relacji matka - dziecko." Mozesz posluzyc sie przykladem.
                                            • sabat77 Re: nie radzic sobie 20.06.12, 16:46
                                              Mam na mysli to, ze bycie matka to trudne zadanie, z ktorym nie kazda kobieta sobie umie poradzic, szczegolnie jesli malych pacyfikatorow jest wiecej. Wtedy moze zdazyc sie tak, ze poczucie winy z tego powodu podswiadomie przeleje na meza.
                                              Negocjacje z czwartym obszarem okna johari sa zawsze najciezszym orzechem do zgryzienia... Czyz nie ? :p


                                              • urquhart Re: nie radzic sobie 20.06.12, 18:19
                                                sabat77 napisał:

                                                > Mam na mysli to, ze bycie matka to trudne zadanie, z ktorym nie kazda kobieta s
                                                > obie umie poradzic, szczegolnie jesli malych pacyfikatorow jest wiecej. Wtedy m
                                                > oze zdazyc sie tak, ze poczucie winy z tego powodu podswiadomie przeleje na mez
                                                > a.

                                                jakiś winny tej prolaktynowej depresji i nerwicy musi być do cholery!!!
                                                :)
                                              • kag73 Re: nie radzic sobie 20.06.12, 21:52
                                                Owszem bycie matka bywa trudne. Spotkalam chyba tylko jedna kobiete, ktora otwarcie powiedziala mi, ze zadanie ja przerasta(miala blizniaki). Wolala isc do pracy i zaplacic niani (stad wogole wywiazala sie rozmowa, bo dla mnie nielogiczne, wszystko co zarobila zaplacila niani, czyli zero zysku), bo caly dzien z dziecmi bylo ponad jej sily. A po pracy wracla, cieszyla sie, ze zobaczy dzieci i spedzi z nimi pare godzin.
                                                Niemniej jednak nie o tym chcialam a raczej o tym jak zachowowala sie Twoja zona, sabacie i dlaczego. Ty wysprzatales wszystko co mozliwe a ona pragmatycznie pomyslala "wielkie mi co, zadna rewalacja, sama zawsze to robie i jeszcze wiecej"9co jest zgodne z prawda. No i wlasciwie mamy cala spawe. Gdyby znala troche lepiej mezczyzn i byla nieco bardziej cwana wiedzialaby, ze trzeba Cie pochwalic jak dziecko, bo mezczyzni to uwielbiaja i nastepnym razem posprztasz znowu, moze nawet lepiej:)
                                                Mezczyzni naprawde sa lekko naiwni(nie mowie tego zlosliwie, bo naprawde lubie mezczyzn), nie bez przyczyny nazywa sie, ze mezczyzne mozna rozbroic komplementem, kobiety nie:) Ale to trzeba wiedziec i umiec zrobic z tego pozytek, co nie zawsze jest latwe, mimo tej wiedzy i nie zawsze chce sie grac taki teatrzyk.
                                                Gdyby do tego zonie zalezalo na dobrych ukladach, rowniez lozkowych i takowe by byly, rzecz wygladalaby tez troche inaczej, tak mysle, bo jak sie w lozku uklada to czesto uklada sie tez niezle w zyciu codziennym i ludzie chca byc dla siebie mili. Moge sie mylisc, ale takie mam zdanie.
                                                Moze tez w przypadku Twojej zony nieradzenie sobie z calym majdanej, stad Twoje jedno sprzatanko, to kropelka w morzu, bo ona doskonale wie, ze jutro znow ja to czeka.
                                                • sabat77 Re: nie radzic sobie 20.06.12, 22:27
                                                  Skąd Ci przyszło do głowy, że posprzątałem tylko jeden raz ?
                                                  Podział obowiązków jest taki, że wynoszę śmieci, myję kibel, brodzik, zlew de facto wyłącznie ja. Jedzenie robię sobie sam, zmywamy naczynia tak pół na pół, zależy jak leży. Pranie robi i wywiesza ona, ale jak trzeba to też zrobię, nie mam problemu z obsługą pralki :P Jeśli chodzi o robienie jedzenia dzieciom, to też raz ja, raz ona. Ona częściej zamiata i myje podłogi, chociaż ja też to robię, powiedzmy w 25% przypadków. Okna częściej myję ja. Sprzątanie domu - każdy swój kąt, chociaż - mea culpa - z reguły ja mam większy bajzel wokół siebie. Nie ma żadnej typowo babskiej domowej czynności, której bym nie robił albo nie umiał zrobić.
                                                  Jeśli chodzi o spacery z dziećmi to różnie w różnych okresach, ostatnio mam wrażenie że tak pół na pół.
                                                  Ja nie mówię tego żeby się chwalić albo wybielać - tylko usiłuję udowodnić, że co byś nie zrobił to i tak będzie źle.
                                                  Jasne - są goście, którzy kładą lachę na dom i potrzebowaliby służącej, ale właśnie ci z reguły ją mają - żonę. Cichą, pracowitą i spokojną za dnia, oddaną i namiętną w nocy :P

                                                  Natura wie co robi, gdyby nie tacy misiowaci i przyjacielscy goście, to z kim życie wiodłyby zołzy ? :) Za kimś trzeba wrzeszczeć "Bogumił ! Bogumił !" by móc spokojnie marzyć o królewiczu wchodzącym do stawu po lilie wodne :)
                                                  • kag73 Re: nie radzic sobie 21.06.12, 00:03
                                                    No to nie wiem, trafiles na taka marudzaca, chyba niedopchnieta jest :)
                                                  • sabat77 Re: nie radzic sobie 21.06.12, 07:05
                                                    Nie idzmy ta droga. Ani ja nie jestem w jakims znaczacym stopniu wyjatkowy ani ona nie jest.
                                                    To sa - mam przekonanie graniczace z pewnoscia - zupelnie naturalne schematy. Napotykam je w kulturze, napotykam wokol siebie. To nie ona jest marudzaca, raczej to kobiety generalnie w takiej sytuacji sa marudzace, a mezczyzni generalnie probuja na prozno sprostac kolejnym zadaniom. Krokodyla daj mi luby :)
                                                    Wspolczesne kobiety maja bardzo wygorowane oczekiwania, a w powiazaniu z niebotycznie wysokim mniemaniem o sobie daje to poczucie silnej frustracji z tego co realnie jest w zasiegu.
                                                    Mezczyzni nie dllatego nie spelniaja oczekiwan, ze sa do kitu, ale dlatego, ze srodek ciezkosci oczekiwan wobec przecietnego partnera plci meskiej znajduje sie gdzies w poblizu samej czolowki wartosci cech, ktore w naturze nie wystepuja.
                                                    Przystojny, meski, silny, inteligentny, czuly i przy tym wszystkim jeszcze lojalny - to odpowiednik roszpunki o zlotych wlosach czekajacej od niepamietnych czasow na swojego ksiecia.
                                                    zarowno mezczyzni jak i kobiety maja normalne ciala, przy czym was nasze piwne brzuszki, wlochatosc, pieprzyki, znamiona i blade ciala odrzucaja, a my wasze obwisle cycki i grube dupy w polaczeniu z niezbyt idealna skora spokojnie akceptujemy, o ile nie wyglada to faktycznie zle.
                                                    Wiekszosc z was nie umie pogodzic sie z utrata nimbu ksiezniczki z bajki, stad frustracja
                                                  • mujer_bonita Re: nie radzic sobie 21.06.12, 08:54
                                                    sabat77 napisał:
                                                    > Wspolczesne kobiety maja bardzo wygorowane oczekiwania,

                                                    Nie - współczesne kobiety mają W OGÓLE wymagania. Męczyna przestał być dobrem samym w sobie, dla kobiety już nie jest koniecznością posiadanie męża czy syna aby mieć jakąś społeczną wartość.

                                                    I wiesz co - to bardzo, bardzo dobrze :)

                                                    > Przystojny, meski, silny, inteligentny, czuly i przy tym wszystkim jeszcze loja
                                                    > lny - to odpowiednik roszpunki o zlotych wlosach czekajacej od niepamietnych cz
                                                    > asow na swojego ksiecia.

                                                    Z tego miejsca pozdrowienia dla mojego księcia z bajki :*
                                                  • kag73 Re: nie radzic sobie 21.06.12, 10:02
                                                    "Nie - współczesne kobiety mają W OGÓLE wymagania. Męczyna przestał być dobrem samym w sobie, dla kobiety już nie jest koniecznością posiadanie męża czy syna aby mieć jakąś społeczną wartość.

                                                    I wiesz co - to bardzo, bardzo dobrze :)"

                                                    AMEN, mujer, dokladnie tak!
                                                  • mgla_jedwabna Re: nie radzic sobie 25.06.12, 13:37
                                                    Podpisuje sie pod tym rekami, nogami i ogonem chwytnym ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: nie radzic sobie 21.06.12, 09:20
                                                    sabat77 napisał:

                                                    > To sa - mam przekonanie graniczace z pewnoscia - zupelnie naturalne schematy. N
                                                    > apotykam je w kulturze, napotykam wokol siebie. To nie ona jest marudzaca, racz
                                                    > ej to kobiety generalnie w takiej sytuacji sa marudzace

                                                    W jakiej "sytuacji"? W jakiej sytuacji kobiety sa marudzace?

                                                    > zarowno mezczyzni jak i kobiety maja normalne ciala, przy czym was nasze piwne
                                                    > brzuszki, wlochatosc, pieprzyki, znamiona i blade ciala odrzucaja, a my wasze o
                                                    > bwisle cycki i grube dupy w polaczeniu z niezbyt idealna skora spokojnie akcept
                                                    > ujemy, o ile nie wyglada to faktycznie zle.

                                                    Akceptacja to za malo zeby chciec sie pieprzyc :)





                                                  • kag73 Re: nie radzic sobie 21.06.12, 09:57
                                                    Ze kobiety tendencyjnie wiecej marudza to sie zgodze. Faceci raczej sa do tego przyzwyczajeni i "znosza" to raczej spokojnie. Jednak co za duzo to nie zdrowo:))

                                                    " zarowno mezczyzni jak i kobiety maja normalne ciala, przy czym was nasze piwne
                                                    > brzuszki, wlochatosc, pieprzyki, znamiona i blade ciala odrzucaja, a my wasze o
                                                    > bwisle cycki i grube dupy w polaczeniu z niezbyt idealna skora spokojnie akcept
                                                    > ujemy, o ile nie wyglada to faktycznie zle.
                                                    > Wiekszosc z was nie umie pogodzic sie z utrata nimbu ksiezniczki z bajki, stad
                                                    > frustracja"

                                                    Z tym sie absolutnie nie zgadzam, chociazby dlatego, ze oznaczaloby to, ze 3/4 populacji w ogole nie uprawia seksu. Ludzie nie sa doskonali a mimo wszystko dobieraja sie w pary/zyja razem i czesto maja udane zycie sekualne.
                                                    Kazdy ma pewnie swoja granice, wie co go odrzuca czy tez kompletnie odbiera mu ochote na seks, ale ogolnie, jak mawiaja Niemcy "Keiner findet haesschlich was er liebt". (czyli: nikt nie uwaza za brzydkie tego co kocha).
                                                    Co innego kiedy szuka sie tylko seksu na chwile np. i poza tym nie ma w tym uczuc wyzszych typu MILOSC :)

                                        • urquhart A na co to ma być dowód? 20.06.12, 08:43
                                          aandzia43 napisała:
                                          > A na co to ma być dowód? Czego to przykład? Nie bardzo rozumiem.

                                          Że rady "staraj się bradziej" na spadek ochoty na łóżko mają sie nijak do łózka są zasłoną dymną i racjonalizacją wpływu podświadomych niezrozumiałych mechanizmów psychoewo
                                      • urquhart Re: bzdura na bzdurze urquhart 20.06.12, 08:52
                                        sabat77 napisał:
                                        > Fajnie to było pokazane w American Beauty. Mąż nieudacznik ma seksualny szlaban
                                        > , dostaje jeszcze totalną burę za trzepanie sobie ptaka pod prysznicem, ale kie
                                        > dy jego żonę dopada facet z pozycją i kasą, to baba ma multiorgazmy na stole ku
                                        > chennym i wije się jak szalona kocica.

                                        JAk zwóciłem kiedys na ten element filmu uwagę w towarzystwie ze to czyste pscychoewo, wszyscy z niesmakiem skrzywili się że plotę bzdury :)
                                        Ot hipokryzja.
                                        Bo nikt nie chce sie ujmować za "Patałachami", zeby czasem go z nimi nie kojarzyć , a i tak wiekszość ma szlaban :)
                                        • mujer_bonita Pytanie 20.06.12, 11:20
                                          Urqu - swoją drogą - dostanę odpowiedź na pytanie z wątku obok?
                                          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,136483364,136673236,Re_Bo_co_to_jest_pary_milosc_ludzi_w_ujeciu_ant.html?wv.x=2
                                        • sabat77 Re: bzdura na bzdurze urquhart 20.06.12, 16:39
                                          Jezus Maria, boj sie Boga urqu... Jak to wiekszosc ma szlaban ? Wiekszosc malzonkow nie dupczy swoich zon ? To chyba jednak przesada, opierasz sie na jakiejs statystyce ? Nie przerazalaby cie wizja kilku milionow sabatow w samej Polsce ? O swiecie nie wspomne, w ujeciu globalnym to by byla jakas totalna paranoja.

                                          Mam nadzieje, ze chodzilo o w tym wypadku o twoich znajomych :)
                                          • urquhart Re: bzdura na bzdurze urquhart 20.06.12, 17:46
                                            sabat77 napisał:
                                            > Jezus Maria, boj sie Boga urqu... Jak to wiekszosc ma szlaban ? Wiekszosc malzo
                                            > nkow nie dupczy swoich zon ? To chyba jednak przesada, opierasz sie na jakiejs
                                            > statystyce ?

                                            miałem na myśli raczej standartowe statystyczne badania dotyczące stałych zwiazków w dłużym ujeciu czasowym i szlabanów mniejszych i wiekszych przyznasz że nie wyglada to zachęcająco?
                                            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,82916995,131123511,jak_staly_zwiazek_wplywa_na_ochote_na_seks.html
            • aandzia43 Re: PATAŁACHY wg. twojabogini 17.06.12, 19:29
              > Przy okazji mamy przełożenie tego nad czym rozwodzi się Sabat, przecież słabe k
              > obiety które sobie nie radzą godne są współczucia i mają masą instytucji i praw
              > które chronią, natomiast słaby facet to właśnie patałach godny pogardy i kopni
              > ęcia w dupę.

              Słabe kobiety, o których piszemy, czyli kobiety mające dzieci oraz zamiar wychowywania ich i wcielające w życie ten zamiar, to grupa społeczna, którą się jednoznacznie wspiera w jej, przyznasz chyba, zbożnym zmierzeniu. Ta grupa jest swojego społecznie pochwalanego zamiaru pewna i twardo się go trzyma. Nie ma się czego przyczepic, nic tylko grupie pomóc. Słabi mężczyźni, o których wspomniała Boginka, a których temat ty ciągniesz, to przemocowcy, uzależnieni i patałachy różnej maści. Trudno tę niejednorodną grupę wspierac i... właściwie w czym wspierac? W alkoholizowaniu się? W stosowaniu przemocy? Dobry żart, prawda? Jak wszyscy wiemy, w alkoholizm czy systematyczne walenie żony w mordę nie popada się z powodu "złej kobiety" u boku, mechanizmy są inne, a jedynym sposobem na wspomożenie alkoholika czy damskiego boksera w wyjściu z nałogu jest bardzo konkretne uświadomienie mu, co traci ulegając swym popędom. Więc, jak widzisz pomoc tym panom będąca w opozycji do żon nie zdaje egzaminu - chyba, że chcesz powrotu do przeszłości, no ale my tu chyba o tym, jak zrobic ludziom dobrze, a nie jak powrócic do dawnego bagna i zrobic dobrze tyko mężczyznom (upraszaczam celowo). Reszta "patałachów" nieagresywnych i niepijanych, dzieci po rozwodzie zazwyczaj wcale nie chce miec na co dzień (pomijam wyjątki, o nich później), wcale nie chce dokonywac większych niż do tej pory wysiłków (już zazwyczaj mikrych i tak). Oni nawet chcą miec blisko siebie dzieci, owszem, czemu by nie, ale nie czyniąc rewolucji w swoim życiu rewolucji pod hasłem "dziecko". I znowu pytanie: "kogo tu wspierac i W CZYM?".
              I jest wreszcie grupa mężczyzn wydolnych pod interesującymi nas względami (brak nałogów, rozmamłania, dobry kontakt z dzieckiem), wykazująca dobrze przemyślany zamiar utrzymywania intensywnego kontaktu z potomstwem i wychowywania go. Czy to w formie opieki naprzemiennej, czy mając dziecko na co dzień u siebie, czy bardzo dobrze współpracując z byłą u której dziecko przebywa. Oni przegrywają nie przez baby oszalałe i nakręcane przez feministki, tylko przez sfeminizowane sądy, które napatrzyły się na wszelkiej maści nieudaczników, pojebów i świrów płci męskiej. Przykre. Bardzo przykre.
              Ja widzę światełko w tunelu w postaci dobrze zorganizowanych, złożonych z NORMALNYCH facetów, stowarzyszeń broniących praw ojców. Żadnych ultraprawicowych świrów, sprytnych psycholi, narcyzów i innych pojebów. Panowie muszą oczyścic swe szeregi, zewrzec te oczyszczone i lobbowac ostro. No, albo czekac na przewrót rodem z "Pamiętnika podręcznej" ;-P
      • that.bitch.is.sick Re: brak racjonalnych rozwiazan 16.06.12, 00:24
        twojabogini napisała:


        > Jaki zamknięty krąg? Większość kobiet, którym pomogłam się rozwieść jest szczęś
        > liwa i zadowolona. Nawet jeśli rozwodziły się z przyczyn wyłącznie seksualnych
        > (mąż niedojda w łóżku), i nawet jeśli po rozwodzie pogarszał im się status mate
        > rialny. Przypuszczam, że rozwiedzeni panowie też sobie jakoś radzą.
        > Jeśli ktoś nie rozwodzi się bo "kasa i dzieci" - to znaczy, że tak naprawdę nie
        > chce odchodzić, a to to tylko pretekst.

        Widziałam badania, że w powtórnych związkach ludzie lepiej się przystosowują bo minimalizują swoje potrzeby, nie chcąc wyjść na nieudaczników. O kolejne związki bardziej się dba z lęku przed powtórną porażką a nie dlatego że są lepsze. Najistotniejszym składnikiem frustracji i dyskomfortu są rozbuchane aspiracje. Iluzja że z inną osobą będzie lepiej to w dalszym ciągu kwestia dyskusyjna. Można subiektywnie zaniżyć oczekiwania i gotowe.
        Co do dzieci, wiele osób woli nie widzieć oczywistych faktów że dzieci cierpią przy rozwodzie rodziców zawsze. Niestety rozwód jest złem dla dziecka i to kolejny wartościowy argument dla którego warto walczyć o związek. Dziecko z rozbitej rodziny ma też na dzień dobry niższy status społeczny, częściej niższy status materialny oraz częstsze problemy z depresją i poczuciem własnej wartości. Przeanalizowałam mnóstwo życiorysów w tym sławnych ludzi, wrażliwsze jednostki nigdy się nie wygrzebały z kryzysu spowodowanego rozpadem rodziny.
        Najlepszym przykładem samobójstwa muzyków z seattle z lat 90' i ich problemy z narkotykami i depresją. To jednostki z rozbitych rodzin. Nawet grunge określono muzyką dzieci z rozbitych rodzin.
        Dlatego przepraszam bardzo jeśli się rozwodzicie to pięknie ale miejcie odwagę wziąć na siebie potem odpowiedzialność za ewentualne trudności u dziecka bo te zależności są faktem.
        Denerwuje mnie obłuda osób które kłamliwie zaniżają znaczenie i wpływ rozwodu na dzieci, dla poparcia własnych tez i uniknięcia odpowiedzialności. Tak samo opieka naprzemienna, dla rodziców miodzio ale dla dzieci jak pokazują badania to już gorzej.
        A Ty droga bogini, jeśli doradzasz ludziom takie radykalne rozwiązania też musisz być świadoma odpowiedzialności. Rozwody to wynalazek niezbyt szczęśliwy i nie da się ukryć że dla nieudaczników (za wyjątkiem sytuacji patologii i przemocy). Zaleczane u psychologa poczucie porażki nie da się zracjonalizować bzdurnymi frazesami bo ta porażka jest faktem. Ucieczka, porażka i zmarnowane lata.
        • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 16.06.12, 08:48
          Daj spokoj, to jak przekonywac lucyfera, ze ten z gory to w porzo gosciu :)
          Przeciez wiekszosc ludzi, ktorzy sa piewcami rozwodow to ci, ktorzy sami juz ten Rubikon przekroczyli. Jakos musza sobie zracjonalizowac swoje postepowanie.
          Zapominaja, ze malzenstwo to spolka cywilna powolywana by wychowywac dzieci. Rozwod ? Okej, ale jak dzieci sie usamodzielnia i dorosna. Wtedy spoko.
          Czyny rodza konsekwencje, czy tego chcemy czy nie. Temu ktory zabiera dzieci z soba latwiej jest zagluszyc sumienie.

          A potem jojczenie na forum, jak wychowac syna bez ojca.
          • mujer_bonita Re: brak racjonalnych rozwiazan 16.06.12, 11:10
            sabat77 napisał:
            > Czyny rodza konsekwencje, czy tego chcemy czy nie. Temu ktory zabiera dzieci z
            > soba latwiej jest zagluszyc sumienie.

            No właśnie Sabat - konsekwencje. Co z konsekwencjami wychowania Twoich dzieci w patologicznej rodzinie jaką im tworzysz? A nad tym to się zastanawiałeś? Jaki przykład swoim dzieciom tworzysz? A może uznajesz, że Twoje dzieci są ślepe i głupie i nic nie rozumieją? Zagłuszasz tak sumienie?
            • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 16.06.12, 11:36
              Sam pochodze z podobnej rodziny i jako dziecko mimo wszystko balem sie ze rodzice sie rozwioda... Nawet bardzo.
              Ciesze sie, ze jednak tego nie zrobili. I mimo tego jacy byli, szczegolnie ojciec - kochalem ich...
              • mujer_bonita Re: brak racjonalnych rozwiazan 16.06.12, 11:53
                No i bardzo ciekawe, jaką rodzinę stworzyłeś :) Twoje dzieci będą przechodzić to samo piekiełko - w końcu wzorce rodzinne :D
          • hello-kitty2 Re: brak racjonalnych rozwiazan 16.06.12, 12:29
            sabat77 napisał:

            > Daj spokoj, to jak przekonywac lucyfera, ze ten z gory to w porzo gosciu :)
            > Przeciez wiekszosc ludzi, ktorzy sa piewcami rozwodow to ci, ktorzy sami juz te
            > n Rubikon przekroczyli. Jakos musza sobie zracjonalizowac swoje postepowanie.
            > Zapominaja, ze malzenstwo to spolka cywilna powolywana by wychowywac dzieci. Ro
            > zwod ? Okej, ale jak dzieci sie usamodzielnia i dorosna. Wtedy spoko.
            > Czyny rodza konsekwencje, czy tego chcemy czy nie. Temu ktory zabiera dzieci z
            > soba latwiej jest zagluszyc sumienie.
            >
            > A potem jojczenie na forum, jak wychowac syna bez ojca.


            Ludzie ci radzili na swoich przykladach, jak rozwiazac sytuacje kierujac sie wlanym szczesciem, ale w twoim przypadku prozna gadanina i strata czasu.

            "Zapominaja, ze malzenstwo to spolka cywilna powolywana by wychowywac dzieci." - to jest dopiero obnizona poprzeczka, nie sadzisz?

            Sama jestem 11 lat po rozwodzie (bez orzeczenia o winie) i nie byla to spolka cywilna powolana do wychowania dzieci. Wg bitch jestem nieudacznikiem, nie obrazam sie, rozwodu nie zaluje, mam dobry kontakt z bylym mezem.


            > Temu ktory zabiera dzieci z soba latwiej jest zagluszyc sumienie.
            >
            > A potem jojczenie na forum, jak wychowac syna bez ojca.

            Jesli piszesz to o mnie to mnie wkurwiles. Gdzie pisalam o sumieniu i wychowaniu syna BEZ ojca? Rozmawiamy i ludzie dziela sie informacjami i doswiadczeniem o wychowaniu chlopcow, wychowaniu jedynakow, dziecku zawlaszczonym, itd.

            Na jakiej podstawie twierdzisz, ze moj syn wychowuje sie bez ojca?! Moj syn jest wychowany przez swojego ojca, mieszka z nim, to ja wyprowadzilam sie z domu i dojezdzam codziennie. I wiesz co? 1500 zl to ja wydaje na pociag miesiecznie, zeby moc sie z nim zobaczyc i nie mam zadnych wyrzutow sumienia.

            Nie wierze, ze myslisz o dzieciach (zawsze sie ich dobrem zaslaniasz, ale nigdy nie bierzesz udzialu w dyskusjach o dzieciach, to dziwne, ze nie masz zadnych spostrzezen np w temacie relacji ojciec-dziecko, skoro jestes tak bardzo zaangazowany w ich wychowanie). Ludzie, ktorzy maja dobry kontakt z wlasnymi dziecmi spontanicznie sie o nich wypowidaja (patrz Andzia, Abrigado, Urqu, ect)

            Interesuje cie tylko wlasna kasa i wlasny wizerunek.

            ps. nie wadzisz mi, pisz sobie, ja mam opinie na twoj temat wyrobiona (patrz zdanie powyzej). I nie musisz sie teraz przerabiac na moja kopie, zeby mi odpowiedzic i tak wiem kim jestes. Podszywaniem sie pod kogos innego czy przerabianiem sie na kogos innego czy udawaniem kogos innego (patrz ta twoja stronka) to ja gardze.


            • sabat77 Re: brak racjonalnych rozwiazan 16.06.12, 13:25
              I to w ludziach kocham :) Jak sie jest grzecznym, to wszystko niby przyklepane i bezpieczne. Ale wystarczy dobrze dowalic do pieca, to sie otwieraja buzie i rozwiazuja jezyki. I nawet moja stronke widzialas, nie podobala ci sie ? Szkoda, ranisz moje serce :)
              Tak powinno sie zawsze gadac, przynajmniej cos z tego wynika.
            • sabat77 Droga Pani Kitty 17.06.12, 07:40
              No dobrze. Emocje ochłonęły - przynajmniej zakładam, że tak jest przynajmniej z Twojej strony (z mojej zaręczam, że tak) - i mogę w miarę swobodnie odpowiedzieć.

              Temat pierwszy - dzieci. Obawiam się, że jest zasadnicza różnica pomiędzy problemami z jakimi borykają się wymienieni przez Ciebie rodzice a ja. Otóż - moje dzieci są dużo młodsze i dużo mniej samodzielne niż ich potomstwo. Problemy jakie ma dziecko jakie nie kwalifikuje się jeszcze wiekowo do przedszkola, a dzieciak kilkuletni czy wręcz nastolatek to zupełnie inna historia. Nie chce mi się brać udziału w dyskusjach o problemach, w których mógłbym się wypowiadać co najwyżej z perspektywy teoretyka. Chyba nie chcesz, żebym rozmawiał z wami o tym jakie postępy robią moje dzieci w życiu codziennym i jakich nowych słówek się ostatnio nauczyli ? :) Albo jak ładnie siadają na nocniki ?
              Bardzo dziękuję, że WIESZ jak niewiele mam z nimi kontaktu. Pewnie stałaś przy mnie kiedy przez całą noc chodziłem przy łóżeczku robiąc mleko, przebierając kupy i usiłując usypiać co 15 minut niespokojnego niemowlaka. Szczególnie mając na uwadze, że o godzinie 6:30 powinienem według zegara wstać i zacząć się zbierać do roboty. Bardzo mi miło też słyszeć, pewnie jesteś obok i umiesz ocenić, jak marnie się z nimi bawię, beznadziejnie czytam książeczki, albo chodzę na spacery z wózkiem i rowerkiem. Sam, nie w charakterze wlokącego się balastu za matką polką.
              Tylko że ja, w przeciwieństwie do moich kolegów, którzy w nocy tryumfalnie wyłazili z sypialni z poduchą pod pachą na kanapę - jak tylko niemowlę zaczynało wrzeszczeć co pół godziny w nocy, uważam że to jest mój zasrany obowiązek - i nie trąbiłem o tym do tej pory na forum bo nie widziałem takiej potrzeby.
              W sumie teraz pewnie napiszesz, że wywlekam to, bo chcę zadbać o swój wizerunek. No tak - do tej pory nie mówiłem, bo nie kocham dzieci - ale jak co do czego to wywlekam, bo wizerunek cierpi. To taka logika, którą stosują ci co mówią że Elvis żyje. Co byś nie podał jako dowód, to odwrócą kota ogonem. Nie chce mi się kłócić, ale wywołałaś sprawę, to mówię.
              Ciekawe ilu jest takich polskich ojców co nawet osranego tyłka nie umieją dziecku przebrać, albo umieją ale się brzydzą ?
              No ale to sabat jest ten najgorszy. Bo nie odpierdziela uczonych tyrad o nauczania swojego potomstwa, jak twój idol Abrigado.

              Druga sprawa - egoizm i własny wizerunek. No tu to mnie po prostu zabiłaś. Uczę się egoizmu. Dopiero się go uczę. Zaczynam w wieku 35 lat rozumieć to co wszyscy rozumieją intuicyjnie - tak, kur...a, mam prawo kochać siebie ! Każdy ma do tego prawo. I każdy to robi. To jest zupełnie naturalna sprawa, że kochasz siebie, że próbujesz dbać o swój wizerunek, że starasz się by nie było ci źle.
              Ja całe życie robiłem dobrze innym - w domu, w szkole, w robocie - i mimo, że dostawałem za to regularne baty, to nic mnie to nie uczyło. Normalnie matka Teresa z Kalkuty :P
              Do tego stopnia, że kiedyś na lekcji w podstawówce zgłosiłem się, totalny debil, jako winny szkody, którą wyrządził klasowy chuligan, tylko dlatego, że pani zagroziła całej klasie dwójami jak nie zgłosi się winny. Chuligan się cieszył, ja wyszedłem na frajera jak zwykle. Nawet dostałem za to lanie.
              Ale nie - to już koniec. Dość tego życiowego podstawiania łba za innych. Zrozumiałem, że człowiek ma prawo być egoistą. To jest naturalne uczucie. Jest jeden warunek - by nie krzywdzić tych, którzy są nam bliscy.
              Ja jestem wychowawczo spadkobiercą kultury wschodu. Mi od dziecka wmawiano, że "ja" jest ostatnią literą alfabetu (i jest - ale nie polskiego). Dość już tych bzdur. Żyjemy w zamerykanizowanym świecie, rosyjska duchowość nie znajduje tu poklasku.

              Trzecie - wizerunek.
              Tak, mój wizerunek upadł. Upadł razem z moim życiowym skryptem, który zaprowadził mnie tu gdzie jestem. Zacząłem o niego zabiegać. Czy to tak ciężko zrozumieć, że o wizerunek zabiega człowiek o potężnym deficycie uczuć ?
              Z drugiej strony - jaki grzech znajdujesz w potrzebie bycia akceptowanym ?
              Każdy człowiek dba o swój wizerunek.
              Gdyby tak nie było, robilibyśmy kupę na ulicy, wtedy kiedy nam się zachce. Kiedyś w starożytnej Grecji grupa filozofów doszła do wniosku, że tak powinno się postępować, nie ma bowiem nic złego w realizacji swojej fizjologii. W nagrodę nazwano ich psami, bo tylko psy załatwiają swoje potrzeby w taki sposób.
              I słusznie uczyniono.
              Żadna filozofia nie ma prawa dyskutować ze schematami naturalnie kształtowanymi przez dziesiątki tysięcy lat. Do dziś nie odrobiono tej lekcji, szczególnie w zakresie tzw. kształtowania polityki społecznej.

              Nasza filozofia - współczesna - widzi odrazę w egoizmie i zabieganiu o swój wizerunek.
              Stąd Twoja niekłamana pogarda do mojej osoby. Obawiam się jednak, że musiałabyś zacząć gardzić wszystkimi, nie wyłączając Ciebie Kitty. Jedyne za co możesz mną gardzić, to występujący raz na jakiś czas brak hamulców w mówieniu innym prosto w twarz tego co myślę.
              I - wybacz - nijak nie ma się to do kształtowania swojego wizerunku.

              Pozdrawiam - i mniej ciśnienia życzę. O to jak wychować syna bez ojca pytałaś sama. Ja tylko podążyłem tym tropem. Nie czynię z tego zarzutu - jedynie stwierdzam fakt.
              To że mąż rozwiódł się z Tobą, bo brałaś udział w awanturach - to też Twoje własne słowa.
              Nie trzeba być geniuszem, żeby połączyć to w tlące się na dnie podświadomości poczucie winy.

              Ale moim zdaniem nie musisz się tym przejmować. Nie na wszystkie rzeczy w życiu mamy wpływ. Czasem trzeba pozwolić sprawom płynąć... I odnaleźć spokój.

              Ja Tobą nie gardzę. Zwyczajnie Cię nie znam. Parę postów na forum to za mało by móc to stwierdzić o kimkolwiek.

              Pozdrawiam i miłego dnia. Chyba będzie ładna niedziela :)
              • gomory Re: Droga Pani Kitty 20.06.12, 00:45
                Noo chlopie alez ksiazke potrafisz wysmarowac. No i czyta sie to, czyta.
                Czuj sie pochwalony za takie wyzewnetrznianie sie.
                Serio zglosiles sie, zeby wziasc na siebie ciegi? Toz to konkretny masochizm.
                BtW zostalo coz z tego w Tobie? Necaca wydaje Ci sie laska w skorzanych oficerkach, z petem w ustach i pejczem w dloni? Przyznalbys sie przed taka, ze byles niegrzecznym chlopcem?
                • hello-kitty2 Re: Droga Pani Kitty 20.06.12, 00:52
                  gomory napisał:

                  > Noo chlopie alez ksiazke potrafisz wysmarowac. No i czyta sie to, czyta.
                  > Czuj sie pochwalony za takie wyzewnetrznianie sie.
                  > Serio zglosiles sie, zeby wziasc na siebie ciegi? Toz to konkretny masochizm.
                  > BtW zostalo coz z tego w Tobie? Necaca wydaje Ci sie laska w skorzanych oficerk
                  > ach, z petem w ustach i pejczem w dloni? Przyznalbys sie przed taka, ze byles n
                  > iegrzecznym chlopcem?

                  No a jak! Gomory nie doczytales. Chodzi o to, ze Sabat chcialby przeleciec babke aktywna i decydujaca, takie go strasznie kreca.
                  • gomory Re: Droga Pani Kitty 20.06.12, 01:21
                    Aktywna i decydujaca to przeciwienstwo jego zony. Poniewaz zone postrzega jako malo atrakcyjna seksualnie, to jej odbicie moze jawic sie bardziej pociagajaco.
                    Porzuc ten kpiasrki ton. W sklonnosciach masochistycznych nie ma niczego obciachowego. Coby nie gadac to taka osoba jest przynajmniej seksualnie niebanalna :).
                    Ciekawsze to do obgadania niz czytanie, ze faceta rajcuje misjonarz i na jezdzca z atrakcyjna kobieta. A jak jest perwerem to go kreci trojkat z atrakcyjna blondynka i atrakcyjniejsza brunetka.
                    Rzecz rozpatrujac teoretycznie mialbym wrecz dodatkowa perwersyjna frajde gdyby mi oswiecona i w pelni swiadoma feministka obciagnela. Nawet lepiej gdyby w zyciu byla aktywna i decydujaca :).
                    • hello-kitty2 Re: Droga Pani Kitty 20.06.12, 01:43
                      gomory napisał:

                      > Aktywna i decydujaca to przeciwienstwo jego zony.

                      Sabat nigdy nie pisal, ze jego zona jest nieaktywna i nie decydujaca.

                      > Porzuc ten kpiasrki ton.

                      Wcale nie byl kpiarski. Ojciec tez mi zawsze powtarzal, zebym sie tak nie wyglupiala i nie popisywala. A czy nie prosciej byloby powiedziec: nie lubie cie, draznisz mnie. Wtedy moglabym chociaz zapytac: dlaczego?

                    • sabat77 oj Gomory... 20.06.12, 06:58
                      To nie takie proste. Czasem sklonnosci masochistyczne sa czescia wiekszego zbiorowiska i wcale nie musza odgrywac pierwszych skrzypiec.
                      U mnie to do konca nie wiadomo, bo nie bralem udzialu w sesji SM ani w aktywnej ani w biernej roli. W kazdym razie miedzy wielbicielem softu, kupujacym gazete z kroliczkiem (nigdy mnie to w najmniejszym stopniu nie interesowalo - tak nawiasem mowiac) a gosciem konstuujacym strachy z amputowanych czesci ciala jest spore pole manewru i ja sie gdzies tam miedzy tym blakam ze swoimi wizjami.
                      W kazdym razie w glowie nie jest grzecznie, a w zyciu nie ma wcale.
                      Kto wie, moze gdyby w zyciu bylo grzecznie a w glowie niegrzecznie to by niewiele zmienilo ?
        • mujer_bonita Re: brak racjonalnych rozwiazan 16.06.12, 11:07
          Wiesz Bitch - pieprzysz jak potłuczona. Biorąc pod uwagę odsetek rozwodów już i nawet w Polsce to większość ludzi musiałaby być nieźle pokręcona! Normalnie co drugi to wg. Ciebie musiałby być narkoman!
        • twojabogini Re: brak racjonalnych rozwiazan 16.06.12, 16:36
          that.bitch.is.sick napisała:

          > A Ty droga bogini, jeśli doradzasz ludziom takie radykalne rozwiązania też musi
          > sz być świadoma odpowiedzialności. Rozwody to wynalazek niezbyt szczęśliwy i ni
          > e da się ukryć że dla nieudaczników (za wyjątkiem sytuacji patologii i przemocy
          > ). Zaleczane u psychologa poczucie porażki nie da się zracjonalizować bzdurnymi
          > frazesami bo ta porażka jest faktem. Ucieczka, porażka i zmarnowane lata.

          Nie doradzam nikomu radykalnych rozwiązań. Do mnie przychodzą ludzie już zdecydowani na rozwód. Bardzo często po długiej walce o związek i wyczerpani. Jeśli z rozmowy wynika, że problem jest natury seksualnej (a tak jest w przypadku większości rozwodzących się kobiet po trzydziestce - im nie chce się już udawać, a ich partnerom nie chce się nic zrobić żeby nie musiały udawać, często zresztą nawet nie mają pojęcia jak się za to zabrać), a para nigdy nie korzystała z poradnictwa seksuologa - staram się nakłonić do konsultacji.
          Wiem jak rozwód wpływa na życie dzieci i wszystko co piszesz jest prawdą. Problem w tym, że sytuację tych dzieci porównuje się do dzieci z rodzin pełnych i dobrze funkcjonujących. Wysłuchałam już paru relacji osób (dziś dorosłych), których rodzice się nie rozwiedli, choć "powinni". gdyby porównać życie dzieci rodziców rozwiedzionych i nierozwiedzionych, a skonfliktowanych, nie sypiających ze sobą itp. - dzieciom rozwiedzionym raczej byłoby lepiej. O ile ktoś nie ufundował im ostatnio modnej "wspólnej" opieki rodziców - tydzień u mamy, tydzień u taty. To też koszmar.
          Szanuję ludzi, którzy świadomie decydują się kontynuować związek ze względu na dobro dzieci - ale to nie polega na biernym trwaniu w wujowym związku, ale na świadomym ułożeniu relacji z partnerem na tym poziomie.
          Jeśli ktoś jednak pisze, że nie rozwodzi się bo pieniądze, dzieci, zamknięty krąg - to wtedy twierdzę co twierdzę. To jedynie pretekst żeby nic nie zmieniać.
        • urquhart drugie związki 17.06.12, 11:12
          that.bitch.is.sick napisała:
          > Widziałam badania, że w powtórnych związkach ludzie lepiej się przystosowują bo
          > minimalizują swoje potrzeby, nie chcąc wyjść na nieudaczników. O kolejne związ
          > ki bardziej się dba z lęku przed powtórną porażką a nie dlatego że są lepsze. N
          > ajistotniejszym składnikiem frustracji i dyskomfortu są rozbuchane aspiracje. I
          > luzja że z inną osobą będzie lepiej to w dalszym ciągu kwestia dyskusyjna. Możn
          > a subiektywnie zaniżyć oczekiwania i gotowe.

          W sumie to temat który jest ciekawy i inspirujący i można dużo znaleźć w archiwum.
          Drugie związki są znacznie bardziej statystycznie wg badań satysfakcjonujące i harmonijne i jest nich więcej seksu wcale nie dlatego że jakoś lepiej się dobierają ale bo zmieniają do nich podejście na bardziej racjonalne w temacie co chcę otrzymać i co jestem skłonny za to dać i bardziej doceniają wkład drugiej strony. A ci który okopują się przy nierealnych oczekiwaniach pozostają sami.
          W sumie badacze upierają się że podobny efekt można uzyskać w pierwszym związku gdyby nie duma i ślepe okopanie się na pozycji roszczeniowych żądań.
          • triss_merigold6 Re: drugie związki 17.06.12, 18:14
            No nie wiem, wydaje mi się, że np. moje podstawowe oczekiwania są stałe, a racjonalne były także wcześniej. I jakoś w obecnym związku pojawienie się dziecka niczego nie popsuło (poza tym, że mamy mniej czasu i nieraz padamy na twarz) - nie zmienił się poziom wzajemnego zainteresowania, adoracji i chęci na bycie parą oraz robienie różnych rzeczy razem.
            • kemot_ski Re: drugie związki 17.06.12, 18:35
              pieknie, tak trzymać!:) tak mi przyszło w puencie Twojej wypowiedzi takie tam, może lekkomyslnie rzucone przemyslenie- a może to własnie poziom wzajemnej adoracji obnaża nagą prawdę o temperaturze związku i jest stosunkowo tym najwłaściwszym wyznacznikiem sensu w nim trwania?:) ...czy tego chcemy czy nie, wydaje się być w gąszczu emocji całkiem racjonalnym ujęciem papierka lakmusowego każdego związku:) ...ale może się mylę:)
              • kag73 Re: drugie związki 17.06.12, 18:46
                "a może to własnie poziom wzajemnej adoracji obnaża nagą prawdę o temperaturze związku i jest stosunkowo tym najwłaściwszym wyznacznikiem sensu w nim trwania?:) ..."

                Mysle, ze dokladnie tak jest ale w takiej sytuacji nie pojawia sie problem, nie ma sie nad czym zastanawiac i nie "trwa" sie w zawiazku tylko jest sie w nim szczesliwym/spelnionym. Bo fakt, czasami bywaja trudne okilicznosci, ale...jest potencjal i partnerzy dobrze o tym wiedza, zdaja sobie sprawe, ze teraz to...ale za chwile odetchniemy, bedzie wiecej/intensywniej. Przerabialam to rowniez kiedy dzieciak byl maly a my zmeczeni i nie przyzwyczajeni do dzielenia czasu na trzech. I nawet kiedy bywaja male kryzysy i ciezkie momenty, sprawa jest jasna: ludziom na sobie zalezy, chca byc razem i probowac wyjsc na prosta.
          • proto Re: drugie związki 27.06.12, 07:19
            urquhart napisał:
            > W sumie badacze upierają się że podobny efekt można uzyskać w pierwszym związku
            > gdyby nie duma i ślepe okopanie się na pozycji roszczeniowych żądań.

            Ale kto by słuchał badaczy ( ludzi mądrzejszych !!!, pracujących naukowo ;)?????
            Z jednej strony trochę żałuję, że mam takie silną potrzebę tworzenia stałego związku, dbania o niego, nie dopuszczenia do rozpadu. Miałbym po prostu poligamię kroczącą, rok z jedną, rok z drugą, potem rok samotnego singla z laskami na jedną noc.
            Niestety, jak dla mnie masakra.

            Zresztą, nie wyobrażam sobie zakładania nowej rodziny. Bo po co? Żeby zrobić sobie takie samo piekło? Skoro raz mi się nie udało i nie umiem żyć z kimś to po co się katować ponownie?
            • kag73 Re: drugie związki 27.06.12, 08:26
              "Zresztą, nie wyobrażam sobie zakładania nowej rodziny. Bo po co? Żeby zrobić sobie takie samo piekło? Skoro raz mi się nie udało i nie umiem żyć z kimś to po co się katować ponownie?"

              Proto, wspolczuje, ze Twoje zycie jest "pieklem". To po pierwsze. Pod drugie: to ze nie wyszlo raz nie znaczy, ze nie wyszloby z kims innym. Bo do tanga trzeba dwojga, ludzie roznie tancza. Dwa: zalezy dlaczego nie wyszlo, czy rzeczywiscie nie umiesz zyc z kims ze wzegledu na wielki egoizm itd czy nie umiesz zyc z kims, bo do siebie nie pasujecie.
              • proto Re: drugie związki 27.06.12, 09:58
                źle mnie zrozumiałaś.

                Po pierwsze moje życie nie jest piekłem, jestem z kobietą którą poznałem w licku, nie zanosi się na rozstanie. Bywały oczywiście lepsze i gorsze chwile. Nie zamierzam się rozwodzić ani też nie zakładam że żona to zrobi.

                Pisząc o piekle miałem na myśli sytuację, w której inne osoby rozwodzą się i zakładają nowe "rodziny'. Związki tak, jakieś układy, tak ale rodziną tego chyba nie można nazwać.

                Wiesz ja jestem prosty człowiek może stąd moje przekonania. Oczywiście nie uważam, że ktoś kto żyje z psycholem ma trwać i że nie ma prawa do następnego związku.

                Ale z drugiej strony dlaczego nawet jak z kimś wyszło to z innym nie będzie lepiej?

                Teoretycznie pisząc to uważam, że monogamia jest do dupy.
        • asocial Re: brak racjonalnych rozwiazan 17.06.12, 12:20
          Tyaa, bo takiemu Kurtowi na pewno by pomoglo, gdyby zyl w domu z matka szantazystka i ojcem- ameba, ktorzy sa na noze.

          that.bitch.is.sick napisała:.

          Przeanalizowałam mnóstwo życiorysów w tym sławnych ludzi, wrażliwsze jednostki nig
          > dy się nie wygrzebały z kryzysu spowodowanego rozpadem rodziny.
          > Najlepszym przykładem samobójstwa muzyków z seattle z lat 90' i ich problemy z
          > narkotykami i depresją. To jednostki z rozbitych rodzin. Nawet grunge określono
          > muzyką dzieci z rozbitych rodzin.
          >
          • aandzia43 Re: brak racjonalnych rozwiazan 17.06.12, 19:35
            > Tyaa, bo takiemu Kurtowi na pewno by pomoglo, gdyby zyl w domu z matka szantazy
            > stka i ojcem- ameba, ktorzy sa na noze

            No to ja się podłączę i prawo Godwina uruchomię: a Hitler i Stalin wcale nei byli dziecmi z rozbitych rodzin! ;-p
            Tak Bitch, pojechałaś nieźle. Całkiem śmiesznie ci wyszło :-D
            • that.bitch.is.sick Re: brak racjonalnych rozwiazan 27.06.12, 10:31
              aandzia43 napisała:

              >
              > No to ja się podłączę i prawo Godwina uruchomię: a Hitler i Stalin wcale nei by
              > li dziecmi z rozbitych rodzin! ;-p
              > Tak Bitch, pojechałaś nieźle. Całkiem śmiesznie ci wyszło :-D
              >
              Ale jakby nie było znacznie śmieszniejsze jest zaprzeczanie jakoby dzieci cierpiały po rozstaniu rodziców, i udawanie że bawi je korowód wujów i konkubentów.
              Nie wgłębiałam się ale wcale bym się nie zdziwiła gdyby Stalin był produktem jakiejś choroby sierocej spowodowanej uczęszczaniem do miesięcznego żłobka. .
              • mujer_bonita Correlation is nott causation... 27.06.12, 11:13
                that.bitch.is.sick napisała:
                > Ale jakby nie było znacznie śmieszniejsze jest zaprzeczanie jakoby dzieci cierp
                > iały po rozstaniu rodziców, i udawanie że bawi je korowód wujów i konkubentów.

                Jak to mówią - jest kłamstwo, większe kłamstwo i statystyka :) Choć mnie akurat uczyli, że liczby nie kłamią tylko ludzie widzą w nich to, co chcą.

                Czy dzieci cierpią po rozstaniu rodziców? Nie. Dzieci cierpią sporo przed przez wszystko to, co rozstanie poprzedza - problemy, kłótnie, ciche dni, brak stabilizacji. Ludzie, którzy dobrze ze sobą żyją się nie rozstają! Ale najłatwiej jest zwalić na rozwód, bo ten da się ująć w prostej statystyce. Tymczasem rozwód też ma swoje przyczyny tylko jakoś głębiej ludziom (w tym Tobie) nie chce się do nich sięgać. Myślisz, że jak rodzina alkoholików się nie 'rozpadnie' to wychowają się w niej szczęśliwe, 'niezaburzone' dzieci??? Oj powierzchowności!

                I to piszę ja - dziecko wychowane przez ludzi, którzy NIESTETY się nie rozwiedli.
                • abrigado Re: Correlation is nott causation... 27.06.12, 11:15
                  dzieci cierpią przez brak stabilizacji- sa w stanie znieść kłótnie i przemoc jesli moga im przypisać jakiś sens.

                  Natomaist brak jasnych reguł, brak oparcia w rodzicach i brak możliwości idealizacji rodzica ( u dizeci w wieku sprzed dorastania) jest szczególna traumą.
                  • mujer_bonita Re: Correlation is nott causation... 27.06.12, 11:21
                    abrigado napisał:
                    > dzieci cierpią przez brak stabilizacji- sa w stanie znieść kłótnie i przemoc je
                    > sli moga im przypisać jakiś sens.

                    Jeżeli dzieci wychowywane są w rodzinie, gdzie 'przypisują jakiś sens' kłótniom i przemocy między rodzicami to nikt mi nie wmówi, że wychodzą z niej całkowicie zdrowe.

                    Tak tak - znam taką kobietę (podkreślam kobietę), która twierdzi, że 'jak kobiety mąż nie bije to jej wątroba gnije'. Wyniosła to z domu rodzinnego. PEŁNEGO wg. definicji.
                    • abrigado Re: Correlation is nott causation... 27.06.12, 11:33
                      > Jeżeli dzieci wychowywane są w rodzinie, gdzie 'przypisują jakiś sens' kłótniom
                      > i przemocy między rodzicami to nikt mi nie wmówi, że wychodzą z niej całkowici
                      > e zdrowe


                      to jest śmieszne co piszesz bowiem wszystkie społeczne ssaki karcą fizycznie swoje młode, (psy,lwy, małpy) wszystkie toczą między soba walki o pozycję w stadzie.

                      rozumiem, ze według ciebie 100% osobników tych gatunków ma uraz?

                      ja jednak stwierdze, ze nie ma urazu bo ta przemoc i agresja ma charakter rytualny i społeczny i ustala zbiór nakazów i zakazów- dający młodemu poczucie bezpieczeństwa i okresla granice jego funkcjonowania w grupie społecznej

                      a ludzie są tylko nieco wyżej zorganizowanymi ssakami, więc dlaczego u nich miałoby to wyglądac inaczej

                      badania nad agresja i przemocą dowodzą ,że dopiero dorosłość jest okresem, w którym mózg ludzki jest na tyle dojrzały aby rozstrzygać konflikty i ustalać hierarchię grupy bez wyrażnej agresji werbalnej lub fizycznej a tylko za pomoca neutralnych komunikatów.

                      w grupach kilkuletnich dzieci i nastolatków agresja psychicnza i fizyczna jest normalnym a nie patologicznym środkiem autoekspresji.
                      Jak znajdę chwile to moze znajdę link do fajnego artykułu pewnej pani psycholog na temat budowy i funkcjonowania grup rówiesniczych dziewczynek. Agresja i przemoc psychiczna są w nich normą.
                      • mujer_bonita Re: Correlation is nott causation... 27.06.12, 11:43
                        > badania nad agresja i przemocą dowodzą ,że dopiero dorosłość jest okresem, w k
                        > tórym mózg ludzki jest na tyle dojrzały aby rozstrzygać konflikty i ustalać hie
                        > rarchię grupy bez wyrażnej agresji werbalnej lub fizycznej a tylko za pomoca n
                        > eutralnych komunikatów.

                        Więc jak sam zauwazyłeś tłukący się rodzice NIE SĄ normalnością.
                        • abrigado Re: Correlation is nott causation... 27.06.12, 11:52
                          są normalnościa u wszystkich ssaków społecznych- tyle, ze jest to agresja rytualna - bez obrażeń

                          brak agresji to luksus a nie norma
                          • mujer_bonita Re: Correlation is nott causation... 27.06.12, 12:43
                            abrigado napisał:
                            > brak agresji to luksus a nie norma

                            Jassne :) Normalny człowiek idzie po ulicy i bije wszystkich dookoła. Norma. Tylko czemu za to pakują do więzienia?
                            • abrigado Re: Correlation is nott causation... 27.06.12, 13:21
                              > Jassne :) Normalny człowiek idzie po ulicy i bije wszystkich dookoła. Norma. Ty
                              > lko czemu za to pakują do więzienia

                              gdybyś umiała wyciagac wnioski... muszą karać więzieniem, żeby nie bili na ulicy
                              gdyby nie było kary więzienia to by bili- proste
                              • mujer_bonita Re: Correlation is nott causation... 27.06.12, 13:31
                                abrigado napisał:
                                > gdybyś umiała wyciagac wnioski... muszą karać więzieniem, żeby nie bili na ulicy
                                > gdyby nie było kary więzienia to by bili- proste

                                Wnioski? No z takich założeń innych się nie da. Nielogicznie piszesz. Skoro agresja jest naturalna to po co jej ZABRANIAĆ? No czemu? 'Bo by się bili'? Skoro to naturalne to czemu nie?
                • that.bitch.is.sick Re: Correlation is nott causation... 27.06.12, 13:04
                  mujer_bonita napisała:

                  >
                  > Jak to mówią - jest kłamstwo, większe kłamstwo i statystyka :) Choć mnie akurat
                  > uczyli, że liczby nie kłamią tylko ludzie widzą w nich to, co chcą.
                  >
                  > Czy dzieci cierpią po rozstaniu rodziców? Nie. Dzieci cierpią sporo przed przez
                  > wszystko to, co rozstanie poprzedza - problemy, kłótnie, ciche dni, brak stabi
                  > lizacji. Ludzie, którzy dobrze ze sobą żyją się nie rozstają! Ale najłatwiej je
                  > st zwalić na rozwód, bo ten da się ująć w prostej statystyce. Tymczasem rozwód
                  > też ma swoje przyczyny tylko jakoś głębiej ludziom (w tym Tobie) nie chce się d
                  > o nich sięgać. Myślisz, że jak rodzina alkoholików się nie 'rozpadnie' to wycho
                  > wają się w niej szczęśliwe, 'niezaburzone' dzieci??? Oj powierzchowności!
                  >
                  > I to piszę ja - dziecko wychowane przez ludzi, którzy NIESTETY się nie rozwiedl
                  > i.

                  To akurat spór o pietruszkę, kto bardziej cierpi: dziecko takie jak Ty, którego rodzice nie rozwiedli się, ale też nie podjęli roboty naprawy związku; czy dziecko które mimo kłótni i problemów mając wciąż nadzieję na pełną rodzinę, zostaje jej bezpowrotnie pozbawione.
                  Możemy to przenieść na poziom meta ten spór, co lepsze łudzić się, mieć nadzieję czy zostać jej w brutalny sposób pozbawionym. Jak mówiły mi dzieci z rozwiedzionych rodzin: a ja bym wolał ponarzekać na starych: jacy Ci moi starzy durni, upierdliwi jak się kłócą i dokuczają kiedy przyjeżdżam na święta, niż nie mieć nic (nawet nie mieć na co narzekać).
                  • mujer_bonita Re: Correlation is nott causation... 27.06.12, 13:19
                    that.bitch.is.sick napisała:
                    > To akurat spór o pietruszkę, kto bardziej cierpi: dziecko takie jak Ty, którego
                    > rodzice nie rozwiedli się, ale też nie podjęli roboty naprawy związku; czy dzi
                    > ecko które mimo kłótni i problemów mając wciąż nadzieję na pełną rodzinę, zosta
                    > je jej bezpowrotnie pozbawione.
                    > Możemy to przenieść na poziom meta ten spór, co lepsze łudzić się, mieć nadziej
                    > ę czy zostać jej w brutalny sposób pozbawionym.

                    Nadal nie rozumiesz - to nie jest spór 'kto bardziej cierpi' bo to jest TO SAMO. Rozwód to tylko formalność. Nie sam fakt rozwodu/rozstania jest problemem tylko to co do niego doprowadziło. Zgodni, szczęśliwi w małżeństwie ludzie się nie rozwodzą.
                    • that.bitch.is.sick Re: Correlation is nott causation... 27.06.12, 13:33
                      mujer_bonita napisała:

                      > Nadal nie rozumiesz - to nie jest spór 'kto bardziej cierpi' bo to jest TO SAMO
                      > . Rozwód to tylko formalność. Nie sam fakt rozwodu/rozstania jest problemem tyl
                      > ko to co do niego doprowadziło. Zgodni, szczęśliwi w małżeństwie ludzie się nie
                      > rozwodzą.
                      >
                      Ty nie rozumiesz. Każdy ma problemy, nie ma idealnych miłości, pytanie czy da się te problemy rozwiązać, czy się nie da, czy ludzie wolą sobie poszukać czego innego bo tak im wygodniej.
                      • mujer_bonita Re: Correlation is nott causation... 27.06.12, 13:37
                        that.bitch.is.sick napisała:
                        > Ty nie rozumiesz. Każdy ma problemy, nie ma idealnych miłości, pytanie czy da s
                        > ię te problemy rozwiązać, czy się nie da, czy ludzie wolą sobie poszukać czego
                        > innego bo tak im wygodniej.

                        No właśnie Bitch - PROBLEMY. Czyli jednak nie rozwód...
                  • that.bitch.is.sick Rodzina alkoholika 27.06.12, 13:29
                    Jeszcze odnośnie tej mitycznej rodziny alkoholika przytoczonej przez Ciebie bo jest to interesujące. Można by przypuszczać, że uzależnienie jednego członka rodziny od substancji psychoaktywnych jest przepustką aby taką osobę zostawić bez podawania przyczyn:). Powiem Ci jednak, że jedne rodziny alkoholików rozpadają się, inne nie co skłaniałoby mnie do przypuszczenia że alkoholizm jest negatywnie stygmatyzowany i jest chorobą nazbyt często wykorzystywaną jako pretekst do pozbycia się zobowiązań wobec współmałżonka. Tą hipokryzję, związaną ze społeczną stygmatyzacją można łatwo uwidocznić przez porównania: alkoholika można zostawić, ale osobę z nerwicą? tak/nie, osobę na wózku? nie. osobę chorą na schizofrenię? tak/nie, narkomana? tak/nie, chorego na raka? nie? a chorego na raka płuc? już nie tak jednoznacznie więc: tak/nie, chorego na HIV? tak. Uzależniamy los drugiej osoby od wątłego argumentu: sam sobie winien? Nie winien?
                    I tu dochodzimy do kluczowego pytania: gdzie jest granica, kim jestem dla drugiej osoby i dlaczego z nią jestem. Jeśli jestem dopóki ta osoba zaspokaja moje potrzeby jak gdzieś bonita nadmieniłaś, dopóki mi wygodnie to istotnie należy skreślić wszystkie powyższe przypadki.
                    Tylko w przypadku dzieci to "mi wygodnie" tym dzieciakom narzucamy, a one mogą to zupełnie inaczej widzieć, dla nich to nie jest przedmiot do zaspokajania potrzeb tylko: mama/ tata.
                    • mujer_bonita Re: Rodzina alkoholika 27.06.12, 13:37
                      Uważasz, że alkoholizm to to samo co nerwica? Fajnie. Alkoholizm można leczyć, tylko alkoholik musi tego CHCIEĆ. Alkoholizmu nikomu matka natura nie dała w prezencie (chyba, że dzieciom z FAS). Czemu jedna osoba ma marnować życie, bo druga NIE CHCE się leczyć (z jakiejkolwiek choroby)?

                      > I tu dochodzimy do kluczowego pytania: gdzie jest granica, kim jestem dla drugi
                      > ej osoby i dlaczego z nią jestem.

                      Dla mnie granica jest proste - własne bezpieczeństwo. To w ogóle naczelna zasada przy ratowaniu kogoś - najpierw bezpieczeństwo ratującego.
          • that.bitch.is.sick Re: brak racjonalnych rozwiazan 27.06.12, 10:21
            asocial napisała:

            > Tyaa, bo takiemu Kurtowi na pewno by pomoglo, gdyby zyl w domu z matka szantazy
            > stka i ojcem- ameba, ktorzy sa na noze.

            A Layne Staley?
            • abrigado Re: brak racjonalnych rozwiazan 27.06.12, 10:27
              ooo bitch zna layne'a- riiispekt...
              • that.bitch.is.sick Re: brak racjonalnych rozwiazan 27.06.12, 10:34
                abrigado napisał:

                > ooo bitch zna layne'a- riiispekt...

                A Mad Season płytkę pan masz? i jeszcze się nie obudził? Wake up young man, it's time to wake up
                ...(..) Slow suicide's no way to go:)
                • abrigado Re: brak racjonalnych rozwiazan 27.06.12, 10:49
                  jam iałbym nie znać? :P


                  zaraz zaraz...zaczynam się obawiac, ze my już mieliśmy okazje sie spotkać ( osoba o której myslę tez z słuchała Alicji) i jesli mam rację to zdecydowanie nie jesteśmy w swoim typie ;)

                  ale obiad w 60 minut na godzinę moge zrobić - łaj not? :P
                  • that.bitch.is.sick Re: brak racjonalnych rozwiazan 27.06.12, 11:05
                    abrigado napisał:

                    > jam iałbym nie znać? :P
                    >
                    >
                    > zaraz zaraz...zaczynam się obawiac, ze my już mieliśmy okazje sie spotkać ( oso
                    > ba o której myslę tez z słuchała Alicji) i jesli mam rację to zdecydowanie ni
                    > e jesteśmy w swoim typie ;)

                    Ja nie rozważam/nie rozważałam/rozważać nie zamierzam tu żadnych typów bo nie chce nikogo obrażać w ten akurat sposób:), ale nie musieliśmy się spotykać abym to wiedziała:).
                    Well Abrigado wyluzuj pośladki, topór wojenny zakopany...
                    • abrigado Re: brak racjonalnych rozwiazan 27.06.12, 11:13
                      wiedziałem, ze nie starczy ci odwagi na sprawdzenie?

                      no dobra- faktycznie nie jest to az tak interesujące, musiałbym przygotowac jakiś mały wystep artystyczny, zapuścić alicję

                      od kiedy to bycie lub niebycie w czyimś typie jest obrażaniem? :P

                      natomiast wątek alicji rozbudził moją ciekawość na tylę, że chciałbym wiedziec tylko czy się spotkalismy (szczupła brunetka, 168 wzrostu z paranoją )

                      odpowiedż moze być na priva jesli nie sprawi ci to problemu
                      • that.bitch.is.sick Re: brak racjonalnych rozwiazan 27.06.12, 11:26
                        abrigado napisał:


                        > odpowiedż moze być na priva jesli nie sprawi ci to problemu

                        Jestem tradycyjna. Nie zwykłam emablować (nawet niewinnie) panów na privie jako pierwsza. W każdym razie zapraszam, jeśli coś chcesz wiedzieć.
    • bcde Re: brak racjonalnych rozwiazan 17.06.12, 05:14
      A ja ciebie sabat77 rozumiem. Wygląda na to, że niektórzy forumowicze wiedzą lepiej od ciebie, co czujesz i że np. jeśli ktoś ma małe dzieci, od których nie chce odejść, to tylko ściema, bo tak naprawdę, to jest tylko leszczem, który potrafi się żalić i "jojczyć", a nie działać.
      Ja tkwiłem w złym małżeństwie dłużej niż powinienem właśnie ze względu na małe dziecko. Chciałem, żeby podrosło przy mnie i żebym był dla niego niekwestionowanym ojcem. Moja była żona była niereformowalna i trudno było z nią żyć, a brak seksu to był tylko jeden z problemów. Miałem to szczęście, że mieliśmy pieniądze, więc nie byłem zakładnikiem przynajmniej w sferze materialnej, a dziecko było w zasadzie jedynym powodem, że nie odszedłem. Kiedy dojrzałem do decyzji o odejściu, to zrobiłem to i nie żałuję. Potrafię jednak wyobrazić sobie sytuację, w której, oprócz małego dziecka, wpływ na pozostanie w złym małżeństwie ma także brak pieniędzy i względna wygoda. W takiej sytuacji próbowałbym zapewne ustawić się jak najlepiej, pozostając w związku do czasu, gdy sytuacja ta się nie zmieni. Prawdopodobnie szukałbym kochanki, a psychicznie "wyemigrowałbym wewnętrznie", tzn. unikał starć z żoną, starał się nie tracić nerwów i żyć swoim życiem, oczywiście gdyby było to możliwe. Życie nieustannie zmusza do kompromisów, więc i taki kompromis jest możliwy, jeśli jest nadzieja, że kiedyś będzie lepiej.
      Co do pieniędzy, to kiedy dzieci podrosną, pieniądze dadzą wolność. Masz dużo racji, że dobrym sposobem na ich zarobienie jest praca za granicą i słusznie przewidujesz jako skutek rozpad więzi z dziećmi. Forumowym mądralom wydaje się, że wystarczy tylko zakasać rękawy i pracować trochę więcej lub zmienić branżę, aby lepiej zarabiać w kraju. Najczęściej nie jest to takie proste, a sporo zależy od branży, w której się pracuje i od wykształcenia. Podejmując pracę za granicą, przeciętnie zarabiający człowiek może zwiększyć swoje dochody przynajmniej 2-krotnie, nawet jeśli zacznie robić coś zupełnie innego niż do tej pory. Praca za granicą nie musi jednak być koniecznością. Póki dzieci rosną, można szukać nowej partnerki życiowej. Jeśli uda się ją znaleźć, co w czasach portali randkowych nie jest takie trudne, to odchodząc od żony można znaleźć nie tylko miłość i lepszy seks, ale także wsparcie finansowe, np. poprzez wspólny wynajem mieszkania i wspólne gospodarstwo domowe. Nie jest więc tak źle.
      Złośliwości forumowiczów pod twoim adresem są bezpodstawne, bo w krótkim czasie na forum sporo przeanalizowałeś, zrozumiałeś, a i piszesz inteligentnie.
    • kemot_ski Re: brak racjonalnych rozwiazan 17.06.12, 19:24
      Sabat, zdumiewające, ale w fajne miewasz refleksje o poranku:) ja zazwyczaj wtedy myslę o kawie:D
      ale wracając do rzeczy - obawami się, że nawet jak na rzadkiego tu gościa, mam inne zdanie:) są racjonalne rozwiązania, tylko że zazwyczaj nie chcemy pojść w ich kierunku, bo jako osoby myslące dostrzegamy zagrożenia, obawiamy się konsekwencji nieznanego godząc się tkwienie z całym balastem w znanym. a i zazwyczaj doradzamy innym, chętnienie, chętniej niż samym sobie, bo doradzanie sobie, choćby racjonalne, z lubością tłamsimy znakami zapytania. mozna by pokusić się o stwierdzenie, że nic nam nie przychodzi nam tak łatwo jak doradzanie innym:) ale nawet gdyby, chyba to samo w sobie nie stanowi problemu, bo przy okazji obnażamy duszę, oczekiwania, charakter, priorytety, szukamy wsparcia, odbicia własnych przemyśleń, ich poparcia lub zanegowania, punktu odniesienia... myslimy i czujemy, i mniej lub bardziej chcąco odkrywając tłumione własne pragnienia, samych siebie mimochodem poddajemy dobrowolnie na pastwę oceny. zdolnośc poddania się krytycznej ocenie, co nieraz może w konsekiwencji sprowadzić się do zmierzenia się z umiejętnością śmiania się siebie, jest wyznacznikiem inteligencji. a inteligencja, choć bywa największym wrogiem, zazwyczaj na szczęście okazuje się być najlepszym przyjacielem:)
    • abrigado Re: brak racjonalnych rozwiazan 27.06.12, 10:14
      dodam, ze nie jestem w twoim "intelektulanym " typie ani ty w moim.

      fizycznie tez raczej nie będize lepiej- więc wbrew melodramatycznym pomysłom sabata chodzi wyłacznie o ambicję.

      Jesli gotujacy facet to az tak egzotycnze zwierze dla ciebie to masz niepowtarzalną okazje spotkać ptaka dodo ;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja