blu_blue
14.06.12, 17:55
Witam serdecznie.Zdaje sobie sprawę, że temat trochę odbiega od tego forum ale, że 04.09.2010 pisałam tutaj w wątku "zdradzona czy nie zdradzona" chciałabym podzielić się informacjami jak dalej potoczyły się moje losy. Może komuś pomogą w podejmowaniu kroków życiowych. Po incydencie, które opisywałam w 2010 doszliśmy wspólnie do normalnego życia. Można powiedzieć, że było naprawdę dobrze. Fakt, zdarzały sie jakieś pojedyńcze wyrzuty ale naprawdę nie odgrzewałam , chciałam aby było dobrze. I było do listopada 2011.kiedy poinformował mnie o tym, że sie zakochał i tamtą kobietę kocha bardziej ode mnie. Nic na to nie poradzi, to jest silniejsze od niego. Ze względu na duży staż , dzieci , dorobek próbowałam ratować. Obiecał, że skończy znajomość. Dałam szansę. W lutym znowu zauważyłam, że się kontaktują. Obiecał skończyć.Niestety nigdy nie zamierzał z nią skończyć i kontaktów nie zaprzestał. W maju podstępem wydrukowałam billig. Myślałam, że włosy mi dębem staną. Co prawda od lutego nie miałam billingów bo od lutego miał dodatkową komórkę na kartę o której nie wiedziałam. Dodatkowo w maju spotkałam sie z partnerem kochanki, od którego to właśnie dowiedziałam, że cały czas sie kontaktują. A ja głupia naiwnie sie łudziłam, że trzeba czasu by pozbierać małżeństwo. Obecnie wniosłam pozew o rozwód i czekam na sprawę oczywiście z jego winy. Najgorsze jest to, że mąż niczego nie żałuje, nie wykazuje żadnej skruchy., nie walczy. Nigdy nie myślałam, ze tak mało ja i dzieci dla niego znaczymy. Tak na koniec, nie warto dawać szansy, tylko zaraz wypierdalać za okno wiarołomnego.