po raz drugi..

20.06.12, 10:09
Podczytuję forum od dłuższego czasu i wiele z rad, czy spostrzeżeń które są trafne więc chciałabym się tutaj wygadać i dostać jakieś rady od kogoś, kto był czy jest w podobnej sytuacji...
Poznałam faceta, który jest w trakcie rozwodu. Zakochaliśmy się w sobie, dogadujemy ze sobą itp. Planujemy wspólną przyszłość. I wczoraj naszła mnie taka myśl, że wszystko co z nim przeżyję będzie dla niego wtórne. Gdy ja nie mogę się doczekać urządzania mieszkania, ślubu, podróży poślubnej i strasznie mnie to będzie ekscytować, dla niego będzie to kolejne mieszkanie, kolejna podróż poślubna itd. Siłą rzeczy nie będzie się z tego cieszył tak jak jak. Nie będzie przeżywał porodu dziecka tak jak ja bo to będzie jego trzecie dziecko. Nie mogę się pozbyć tej myśli, choć wiem, że nie jest racjonalna. Złości mnie, że on już to wszystko miał, wszystko było i nie ma ważnych rzeczy, które były by dla nas obojga pierwszymi. Chciałabym mieć poczucie, że dla niego ten związek, pomimo, że drugi i tak będzie wyjątkowy. Czuję, że sama sobie stworzyłam problem.
W sumie nie wiem co chcę usłyszeć... może ktoś był w podobnej sytuacji i może coś napisać...
    • mgla_jedwabna Re: po raz drugi.. 20.06.12, 10:53
      To, ze pewne rzeczy twoj partner bedzie przezywal po raz drugi, nie znaczy, ze bedzie przezywal je slabiej lub w jakis sposob gorzej. W sumie w kupowaniu kanapy najwazniejsze - dla radosci - jest to, z kim sie ja kupuje, inaczej urzadzanie np. kawalerskiego mieszkania byloby duzo zabawniejsze niz tego pierwszego malzenskiego - a przeciez tak nie jest.

      Inna sprawa, ze to, co wymieniasz, stereotypowo daje wiecej radosci kobietom niz mezczyznom. To one zwykle przezywaja mocniej takie kwestie, jak wlasnie urzadzanie mieszkania, detale ceremonii slubnej (faceci najczesciej maja w d... takie rzeczy jak kolor obrusow na stolach), o urodzeniu dziecka nie mowiac. Wiec nie spodziewaj sie po swoim partnerze entuzjazmu rownego twojemu, nie doczekalabys sie go bowiem rowniez bedac jego pierwsza zona.

      Zapytam troche z innej beczki: te wasze plany wspolnego zycia to tak na powaznie? Rzadko kiedy pocieszycielka przy rozwodzie staje sie dlugoterminowa partnerka. Po jednym zawodzie milosnym (a nieudane malzenstwo jest takowym do kwadratu) czlowiek potrzebuje conajmniej roku przerwy dla igieny psychicznej, nie da sie tak od razu przeskoczyc z jednej glebokiej relacji w druga. Inaczej moze to negatywnie wplynac na te druga, kiedy partner nie jest jeszcze gotowy, paradoksalnie nie z powodu niedojrzalosci, lecz pewnej "przejrzalosci" i braku swiezej energii.

      Takie zwiazki pocieszycielskie zwykle sluza temu, by na pocieszycielu mozna bylo odreagowac traume rozwodu, by mozna bylo wywrzec jakis wplyw na prawie-ex-malzonka (np. pokazanie, ze jest sie w stanie znalezc partnera szybciej niz on/a) albo sa powodowane niezdolnoscia do funkcjonowania samodzielnie (jesli np. ktos postrzega swoja wartosc przez to, czy "jest z kims").

      Rozwod jest trauma straty, normalnym etapem jest tu zaloba. Jest to zamkniecie pewnego zyciowego cyklu, dopiero potem mozna powaznie myslec o nowym zwiazku.
      • urquhart jak zainteresować? 20.06.12, 18:16
        mgla_jedwabna napisała:
        > Inna sprawa, ze to, co wymieniasz, stereotypowo daje wiecej radosci kobietom ni
        > z mezczyznom. To one zwykle przezywaja mocniej takie kwestie, jak wlasnie urzad
        > zanie mieszkania, detale ceremonii slubnej (faceci najczesciej maja w d... taki
        > e rzeczy jak kolor obrusow na stolach), o urodzeniu dziecka nie mowiac. Wiec ni
        > e spodziewaj sie po swoim partnerze entuzjazmu rownego twojemu, nie doczekalaby
        > s sie go bowiem rowniez bedac jego pierwsza zona.

        Przeżywaja za to mocniej inne sprawy.
        I klucz do uchwycenia zainteresowania jest żeby to zrozumieć i wykorzystać, a nie obrazać się że to świnia bo nie przeżywa jak ja co dla mnie ważne, a mnie poniekąd kij obchodzi co dla niego ważne. Po prostu miec świadomośc odmienności i szukać wspólnego konsensusu :)
        Mam znajomego co kreci filmy ze ślubów, faceci zwykle oczywiście nie są zainteresowani zbytnio całym bałaganem poza kwestią ile to ma kosztować, do momentu kiedy nie zaprezentuje pryzkładów z ubierania pończoch, bielizny, sukni panny młodej a potem nocy poslubnej ujetej tak że mozna sie potem pochwalić. Nagle zaczyna ich bardzo interesować ich przyszły film. Myślę że podobny motyw dotyczy zainteresowania podróżą poślubną...

        > Takie zwiazki pocieszycielskie zwykle sluza temu, by na pocieszycielu mozna byl
        > o odreagowac traume rozwodu, by mozna bylo wywrzec jakis wplyw na prawie-ex-mal
        > zonka (np. pokazanie, ze jest sie w stanie znalezc partnera szybciej niz on/a)

        To myśle jednak naiwne podejście czekać. Pogrzebać i zmarnować krótkrwałą chemię zakochania (zakładając ze jest). Tak jakby dużo było rozwodników do wziecia i przebierania, to cenny towar jak się już sprawdzony trafi.
        • sabat77 Re: jak zainteresować? 20.06.12, 23:33
          A nie masz wrażenia, że coś tu dzieje się za szybko ?
          Gość jeszcze niby się rozwodzi, a ta już myśli o wiciu gniazdka. Jak długo się znają ?
          Boje się, że jeśli to nie troll, to mamy tu duże prawdopodobieństwo, że to nie miłość, tylko ultraszybki porost bluszczu :) Możliwie wspierany wysoką obecnością witaminy K u rozwodzącego się pana :P
    • hello-kitty2 Re: po raz drugi.. 20.06.12, 12:51
      pani_replay napisała:

      Gdy ja nie mogę się do
      > czekać urządzania mieszkania, ślubu, podróży poślubnej i strasznie mnie to będz
      > ie ekscytować, dla niego będzie to kolejne mieszkanie, kolejna podróż poślubna
      > itd. Siłą rzeczy nie będzie się z tego cieszył tak jak jak. Nie będzie przeżywa
      > ł porodu dziecka tak jak ja bo to będzie jego trzecie dziecko.

      Tez mnie to uderzylo jak mgle. Czy on tez nie moze doczekac sie slubu, podrozy poslubnej, urzadzania wspolnego mieszkania i TRZECIEGO dziecka?

      Moze twoje zwatpienie jest wynikiem niepewnosci ze on w ogole tego TERAZ chce? Czy on to potwierdza? Jestes pewna, ze to nie sa tylko twoje wyobrazenia? Czy on ma takie potrzeby?
    • trzydziestoletnia Re: po raz drugi.. 20.06.12, 15:09
      pani_replay napisała:

      > (..) Planujemy wspólną przyszłość.

      Czy jakies konkrety sa w tych planach, tj, daty, zalatwianie formalnosci itd?

      > (..)wszystko co z nim przeżyję będzie dla niego wtórne. Gdy ja nie mogę się do
      > czekać urządzania mieszkania, ślubu, podróży poślubnej i strasznie mnie to będz
      > ie ekscytować, dla niego będzie to kolejne mieszkanie, kolejna podróż poślubna
      > itd. Siłą rzeczy nie będzie się z tego cieszył tak jak jak. Nie będzie przeżywa
      > ł porodu dziecka tak jak ja bo to będzie jego trzecie dziecko.

      Ciekawe, ze nic nie napisalas o tym co dla facetow naprawde ekscytujace, czyli o zyciu seksualnym (przychylam sie tu do glosu, ze mezczyzni raczej nie podniecaja sie kwestiami typu urzadzanie mieszkania i nie ma co liczyc, ze bedzie to tak przezywal jak kobieta).

      > (..) Złości mnie, że on już to wszystko miał, wszystko było

      Ciekawe, co Cie naprawde zlosci w tej sytuacji.

      > (..) Chciałabym mieć poczucie, że dla niego ten związek, pomimo, że dru
      > gi i tak będzie wyjątkowy.

      I chyba bardziej o to chodzi, mozna rozumiec, ze on Ci nie daje takiego poczucia, a Ty probujesz swoj brak umiescic w racjonalizacjach typu "druga pozdroz poslubna" (swoja droga nicka specjalnie dobralas pod ten watek?:)


      > W sumie nie wiem co chcę usłyszeć... może ktoś był w podobnej sytuacji i może c
      > oś napisać...

      Jesli koniecznie chcesz tylko glosy tych, ktorzy to przezywali, to mozna rozumiec, ze glownie zalezy Ci na przekonaniu (lub podtrzymaniu iluzji), ze Twoje obawy sa bezpodstawne, "wszystko bedzie dobrze" i pojedziecie razem w blasku zachodzacego slonca..

      • pani_replay Re: po raz drugi.. 20.06.12, 15:42
        Dziękuję za Wasze posty. Nick faktycznie na potrzeby wątku.

        Jeśli chodzi o moją relację to to jest związek w fazie kiełkującej, na razie nie ma konkretnych dat. Co do ślubu/dzieci/mieszkania to te tematy się jakoś przy okazji pojawiają lub sam mnie pytał czy mi nie będzie żal jeśli nie wezmę ślubu kościelnego i takie tam. Po prostu luźna rozmowa. Ja też zanim się z nim zwiąże chciałabym wiedzieć jak się zapatruje na kwestię posiadania 3 dziecka, bo może go nie chcieć, skoro ma już 2 i ma do tego prawo.

        Trzydziestoletnia ma rację, że oczekiwałam pogłaskania po głowie i zapewnień, że będzie zakończenie "żyli długo i szczęśliwie". I chyba jestem po prostu zazdrosna. Nie ma co wymyślać hipotetycznych problemów ;-)
        • mgla_jedwabna Re: po raz drugi.. 20.06.12, 16:01
          Alez nie frustruj sie, tylko baw sie dobrze w nowym zwiazku :)

          Po prostu traktuj to na razie luzno i nie rob sobie nadziei na przyszlosc. Twoj mezczyzna przez najblizszy rok nie bedzie sie nadawal do myslenia o trzecim dziecku, drugim mieszkaniu ani pierwszym slubie cywilnym. I nie swiadczy to zle o jego charakterze itp., tylko taka jest po prostu dynamika konczenia starych zwiazkow i zaczynania nowych.

          Jesli zalezy ci, zeby on sie naprawde zaangazowal w nowe rzeczy - daj mu czas na zagojenie po starych. To, ze on sam mowi o nowym zaangazowaniu, o niczym nie swiadczy - nie musi sam sobie zdawac sprawy z tego BHP, jakim jest emocjonalna karencja porozwodowa.
        • trzydziestoletnia Re: po raz drugi.. 20.06.12, 16:20
          pani_replay napisała:

          > (...) Po prostu luźna rozmowa.

          No wlasnie, ciesz sie zwiazkiem, korzystaj z bycia razem, ale jeszcze nie buduj dalekich planow lacznie z kolorem scian ;)

          > I chyba jestem po prostu zazdrosna.

          A o co konkretnie? O ta kobiete, jeszcze zone, czy o te wszystkie "pierwsze doswiadczenia", czy jeszcze o cos innego?

    • neuroleptyk Re: po raz drugi.. 20.06.12, 16:19
      pani_replay napisała:

      > Podczytuję forum od dłuższego czasu i wiele z rad, czy spostrzeżeń które są tra
      > fne więc chciałabym się tutaj wygadać i dostać jakieś rady od kogoś, kto był cz
      > y jest w podobnej sytuacji...
      > Poznałam faceta, który jest w trakcie rozwodu. Zakochaliśmy się w sobie, dogadu
      > jemy ze sobą itp. Planujemy wspólną przyszłość. I wczoraj naszła mnie taka myśl
      > , że wszystko co z nim przeżyję będzie dla niego wtórne. Gdy ja nie mogę się do
      > czekać urządzania mieszkania, ślubu, podróży poślubnej i strasznie mnie to będz
      > ie ekscytować, dla niego będzie to kolejne mieszkanie, kolejna podróż poślubna
      > itd. Siłą rzeczy nie będzie się z tego cieszył tak jak jak. Nie będzie przeżywa
      > ł porodu dziecka tak jak ja bo to będzie jego trzecie dziecko. Nie mogę się poz
      > być tej myśli, choć wiem, że nie jest racjonalna. Złości mnie, że on już to wsz
      > ystko miał, wszystko było i nie ma ważnych rzeczy, które były by dla nas obojga
      > pierwszymi. Chciałabym mieć poczucie, że dla niego ten związek, pomimo, że dru
      > gi i tak będzie wyjątkowy. Czuję, że sama sobie stworzyłam problem.
      > W sumie nie wiem co chcę usłyszeć... może ktoś był w podobnej sytuacji i może c
      > oś napisać...

      Nie widzę powodów by traktować te myśli jako nieracjonalne, jeżeli ważne jest dla ciebie, by dla obojga to był pierwszy raz, czy też doświadczenie czegoś do tej pory nieznanego zupełnie. Poniżej link do czegoś co częściowo może wytłumaczyć "racjonalność" twoich obaw.

      en.wikipedia.org/wiki/Latent_inhibition
    • sabat77 Re: po raz drugi.. 20.06.12, 17:05
      Jesli bylby taki, ze faktycznie nie moglby sie doczekac trzeciego dziecka, moszczenia nowego gniazdka i kupowania mebelkow do nowego domq, to najdalej rok - dwa kopniesz go w zad po urodzeniu dzidziusia.
      Taki moglby byc pan w typie slodkiego misia, a oni z mocy niepisanej ale zelaznej reguly maja z babami wprost przerabane.
      Wzgardzisz misiem, oszczedz go. Gosc nie potrzebuje kolejnej gehenny.
      • asocial Re: po raz drugi.. 21.06.12, 20:23
        sabat, w kazdym watku dajesz upust swojej prywatnej i osobistej frustracji. Mysle, ze absolutnie kazdy kto przeczytal choc jeden watek w ciagu ostatnich miesiecy, wie ze sabat to ofiara losu, zlej kobiety i taty despoty. Ogolnie zycie do dupy.
        Nie oznacza to jednak, ze kazdy facet (i nie ma najwyrazniej znaczenia, czy mezczyzna jest autorem watku, czy tez jego bohaterem) jest skazany na taki identyczny scenariusz, jaki Ty sam sobie obrales.
        wlasciwie to nie wierze, ze takie sieroty istnieja, ty musisz byc trollem.

        • sabat77 Re: po raz drugi.. 21.06.12, 22:55
          Lubię zaskakiwać, mam nadzieję że uda mi się jakoś Ciebie zaskoczyć. Nie obiecuję, że wkrótce. Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz. Rzecz w tym, że każdy nowy dzień może być nowym otwarciem, nikt nie wie, czy kładąc się spać nie będzie innym człowiekiem niż ten, który rano wstał z łóżka.
          Widzę że mnie nie rozumiesz, ale ważne że ja z grubsza rozumiem siebie. Dzięki wam - nieco lepiej :)
          • anty-cialo Re: po raz drugi.. 22.06.12, 13:25
            > Lubię zaskakiwać, mam nadzieję że uda mi się jakoś Ciebie zaskoczyć. Nie obiecu

            Terefere i blablabla, lubisz mieć przewagę, choćby wiedzy nad otoczeniem?
          • mgla_jedwabna Re: po raz drugi.. 25.06.12, 13:01
            "Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz."

            Typowe usprawiedliwienie tych, ktorzy dali sie nabrac na zdjecie z wierzchu i polenili sie zajrzec pod spod, gdzie z reguly sa stosowne objasnienia ;)

      • pani_replay Re: po raz drugi.. 21.06.12, 21:06
        Sabat jak zawsze sfrustrowany, urquhart bardziej konkretny ;-)
        Lubię to forum, otworzyło mi oczy na wiele rzeczy - głównie męski punkt widzenia ;-)

        Przyszło mi na myśl jeszcze porównanie "z pierwszym razem" - nie mam ani sentymentu do tego zdarzenia, ani do tamtego partnera. Robienie tego po raz n-ty ale z właściwym facetem bawi mnie dużo bardziej niż wszystkie poprzednie razy ;-)
        • sabat77 Re: po raz drugi.. 21.06.12, 22:51
          Nie przejmuj się, sabat to coś na kształt męskiej feministki, z tą różnicą że walczy o prawa mężczyzn :) Czyli ni to pies ni wydra, coś na kształt świdra.
          W sumie twój (nie twój ?) chłop ma oczy, rozum, podejmuje decyzje na własny rachunek.

          Sprawą wtórności doznań bym się nie przejmował, w sumie chodzi bardziej o was niż o te wszystkie pierdoły tworzące otoczkę związku. Dla mnie by to było bez znaczenia, oprócz dziecka - no bo wiadomo, że to za każdym razem jest nowy człowiek i kochać trudno go mniej czy bardziej tylko dlatego, że urodził się wcześniej czy później.
    • tehuana Re: po raz drugi.. 22.06.12, 02:12
      Nie znam czlowieka, ale to wcale nie musi tak byc, ze on to wszystko bedzie slabiej przezywal od Ciebie. To wszystko zalezy od tego, jak wielkie uczucie Was laczy czy polaczy. Nie wiem czemu po glowie chodza Ci takie mysli? Moze dlatego, ze nie masz jeszcze pewnosci zwiazku i moze milosc nie jest tak wielka, by razem wchodzic w zycie?
      Jestem zona nr 3. Zdecydowanie - moj maz byl duzo bardziej przejety faktem wchodzenia w nowy zwiazek malzenski niz ja. Dla mnie ceremonia cywilna to byla formalnosc (nie jestem fanka wesel, podrozy poslubnych i calego slubnego kiczu); on - po dwoch nieszczesliwych dla niego malzenstwach - byl mocno zestresowany. Od jego rozwodu minelo okolo 5 lat i dwa lata zajelo mu przekonanie sie, ze mozna mi zaufac. A bylismy zakochani w sobie tak szalenie i namietnie. Powiem szczerze, ze malzenstwo zaczelam doceniac z czasem i po 3 latach naprawde wiem, co to byc ze soba na dobre i na zle.
      Problem dzieci odpada - bo oboje nie chcemy sie w to bawic.
      Nasz dom - wypelnialismy na poczatku glownie soba - bo kasy na nowe meble czy remonty nie bylo (ciagle nie ma). Ja powoli przewozilam swoje rzeczy z rodzinnego domu (drobiazgi, bo co mozna wielkiego przewiezc samolotem z Polski do USA) - tak by nasze gniazdko bylo bardziej przytulne, a maz zaiwestowal w swoja pasje naukowa i pokoj dzienny wypelnil przeroznymi urzadzeniami. Maz zawsze mowi, ze nigdy nie czul sie tak dobrze w domu, w koncu czuje sie, ze jest u siebie. Ja tez kocham ten dom - mimo, ze stary i wszystko niemal jest po kims ( np meble czy lodowka po bylym wlascicielu). Licza sie emocje - to nimi wypelnia sie wspolne chwile.
    • proto Re: po raz drugi.. 22.06.12, 14:09
      pani_replay napisała:
      >> choć wiem, że nie jest racjonalna.

      A właśnie że jesteś racjonalna. Twoje obawy wynikają z tego, że będziesz słuchała słów przysięgi małżeńskiej od faceta, który to samo obiecał innej. Że cię nie opuszczę aż do śmierci.

      Tobie powie to samo, tylko widać ile to dla niego znaczy.
      • hello-kitty2 Re: po raz drugi.. 22.06.12, 15:26
        proto napisał:

        Twoje obawy wynikają z tego, że będziesz słucha
        > ła słów przysięgi małżeńskiej od faceta, który to samo obiecał innej. Że cię ni
        > e opuszczę aż do śmierci.
        >
        > Tobie powie to samo, tylko widać ile to dla niego znaczy

        Chwileczke proto, czy w czasie ceremonii slubu cywilnego padaja te slowa? Chyba nie? Nie pamietam juz ale nie sadze.

        • sabat77 Re: po raz drugi.. 22.06.12, 15:51
          Widzisz proto ? Nie powie. Nie pomacha flaga, nie dorzuci do tekstu przysiegi "tak mi dopomoz bog", nie zadeklamuje wiersza. A przeciez to wszystko smiesznosc, poruta i paplanina. Ludzie sa z soba nie dlatego, ze odwalili jakis cyrk przed oltarzem, tylko dlatego, ze tak chca.
          a jak nie chca, to nawet przysiegi nie pomoga.
          Dla mnie caly ten ceremonial jest smieszny, a przysiega nic nie warta, jesli nie stoi za nia realna potrzeba czy chec. Jesli nie stoi, to sa to tylko puste slowa.
          Z reszta rzeczywistosc weryfikuje moje slowa - ilosc rozwodow swiadczy sama za siebie.
          • hello-kitty2 Re: po raz drugi.. 22.06.12, 16:00
            sabat77 napisał:

            > Dla mnie caly ten ceremonial jest smieszny, a przysiega nic nie warta, jesli ni
            > e stoi za nia realna potrzeba czy chec. Jesli nie stoi, to sa to tylko puste sl
            > owa.

            Sabat ale chyba jak przysiegales to stala, hm?
            • sabat77 Re: po raz drugi.. 22.06.12, 16:11
              Ale potrzeby czy checi nie sa wieczne, prawda ? Wazne co ktos w sobie nosi w danej chwili a nie co bylo dawno, dawno temu. Pewnie ze malzenstwo to nie kibel, zeby tak wchodzic i wychodzic, ale jak nie rokuje, to co ? Meczyc sie reszte zycia, bo cos kiedys sie powiedzialo ?
              caly czas zakladam sytuacje, braku wzajemnych zobowiazan pt dzieci. Bo wtedy zaczynasz odpowiadac przed kims trzecim i to co robisz zaczyna miec na niego wplyw. To zobowiazuje znacznie bardaziej niz jakis belkot przed oltarzem.
              • hello-kitty2 Re: po raz drugi.. 22.06.12, 16:16
                sabat77 napisał:

                > Ale potrzeby czy checi nie sa wieczne, prawda ? Wazne co ktos w sobie nosi w da
                > nej chwili a nie co bylo dawno, dawno temu. Pewnie ze malzenstwo to nie kibel,
                > zeby tak wchodzic i wychodzic, ale jak nie rokuje, to co ? Meczyc sie reszte zy
                > cia, bo cos kiedys sie powiedzialo ?
                > caly czas zakladam sytuacje, braku wzajemnych zobowiazan pt dzieci. Bo wtedy za
                > czynasz odpowiadac przed kims trzecim i to co robisz zaczyna miec na niego wply
                > w. To zobowiazuje znacznie bardaziej niz jakis belkot przed oltarzem.

                Podkrece ci cisnienie Sabat, ale mniemam, ze malzenstwo przed oltarzem to i bez dzieci odpowiedzialnosc przed Kims Trzecim.
                • sabat77 Re: po raz drugi.. 22.06.12, 16:36
                  Przed kim ? Przed ta gawiedza co sie zgromadzila ? Przeciez oni przyszli na festyn, napic sie wodki i pobawic w zenujace zabawy weselne. Jak zafundujesz im to drugi raz, to nikt nie bedzie mial za zle i wszyscy beda szczesliwi :)
                  • tomek_abc99 Re: po raz drugi.. 22.06.12, 16:43
                    Sabat
                    dzielnie zastępujesz vitka:)
                • trzydziestoletnia Re: po raz drugi.. 22.06.12, 17:21
                  hello-kitty2 napisała:

                  > Podkrece ci cisnienie Sabat, ale mniemam, ze malzenstwo przed oltarzem to i bez
                  > dzieci odpowiedzialnosc przed Kims Trzecim.

                  Pewnie masz na mysli slub koscielny i przysiege przed Bogiem? Ale nie wiadomo czy sabat wierzacy i czy tak podchodzil do swojego slubu (jesli byl koscielny), masa ludzi ma w nosie sprawy boskie, podrabia podpis ksiedza i wali na weselicho, smutna hipokryzja. (sabat, to nie do ciebie).
                  • ricia_przez_t Re: po raz drugi.. 22.06.12, 17:24
                    Glupie prpblemy malolaty.
                    Daj spoko
                    3dziecko takiemu co ma juz 2??
                    jej
                    • kag73 Re: po raz drugi.. 22.06.12, 17:35
                      A dlaczego by nie, jak go stac na trojke.
                  • sabat77 Re: po raz drugi.. 22.06.12, 17:57
                    Slub byl koscielny, ale ja koscielny nie jestem i nie bylem. Dla swietego spokoju odbebnilem rytualy, nie widzialem sensu robic wielkie halo z mojego swiatopogladu.
                    Mozesz nazywac to hipokryzja, ja nazwe racjonalnym podejsciem.
                    Jej zalezalo na koscielnym, a ja mialem to gdzies.
                    • hello-kitty2 Re: po raz drugi.. 23.06.12, 02:07
                      sabat77 napisał:

                      > Slub byl koscielny, ale ja koscielny nie jestem i nie bylem. Dla swietego spoko
                      > ju odbebnilem rytualy, nie widzialem sensu robic wielkie halo z mojego swiatopo
                      > gladu.
                      > Mozesz nazywac to hipokryzja, ja nazwe racjonalnym podejsciem.
                      > Jej zalezalo na koscielnym, a ja mialem to gdzies.

                      Przy takim "racjonalnym podejsciu", to rzeczywiscie "brak racjonalnych rozwiazan" :)
                      • asocial Re: po raz drugi.. 23.06.12, 11:10
                        Swoja droga, jak tutaj ¨nowi¨ maja znalezc porade i wytchnienie, skoro w kazdym nowym watku po kilku postach i tak konczy sie na sabacie.
        • proto Re: po raz drugi.. 24.06.12, 19:17
          hello-kitty2 napisała:
          > Chwileczke proto, czy w czasie ceremonii slubu cywilnego padaja te slowa? Chyba
          > nie? Nie pamietam juz ale nie sadze.

          Proszę bardzo:

          Tekst przysięgi w kościele

          Zaczyna Pan Młody:

          Ja ... (imię Pana Młodego) biorę sobie Ciebie ... (imię Panny Młodej) za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.
          Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

          Te same słowa powtarza Pani Młoda.

          Przy wymianie obrączek Pan Młody mówi:
          (imię Panny Młodej) przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

          Te same słowa powtarza Pani Młoda

          Tekst przysięgi w Urzędzie Stanu Cywilnego

          Pan Młody:
          "Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny Uroczyście oświadczam, że wstępuje w związek małżeński z ... i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe."

          Pani Młoda:
          "Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny Uroczyście oświadczam, że wstępuje w związek małżeński z ... i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe."




          Moim zdaniem obydwie przysięgi ZOBOWIĄZUJĄ parę do zapewnienia trwałości małżeństwu.

          Może moje podejście wynika z moich fobii, nie lubię używanych samochodów.
          • hello-kitty2 Re: po raz drugi.. 25.06.12, 00:24
            proto napisał:

            > Moim zdaniem obydwie przysięgi ZOBOWIĄZUJĄ parę do zapewnienia trwałości małżeń
            > stwu.
            >
            > Może moje podejście wynika z moich fobii, nie lubię używanych samochodów.

            Ja odnosilam sie do twojej konkretnej, ponizszej wypowiedzi:

            >Twoje obawy wynikają z tego, że będziesz słucha
            > ła słów przysięgi małżeńskiej od faceta, który to samo obiecał innej. Że cię ni
            > e opuszczę aż do śmierci.
            >
            > Tobie powie to samo, tylko widać ile to dla niego znaczy


            "Nie opuszcze cie az do smierci" nie padnie, czyli tego samego nie bedzie obiecywal, bo bedzie (jesli bedzie) slub cywilny. Obieca, ze zrobi jego 'best', a to juz inna bajka :)

            Twoja fobia mi nie przeszkadza proto (podoba mi sie, ze jest zidentyfikowana i sie do niej przyznajesz :) ale na maly trening z uporzadkowania informacji/wypowiedzi do Kutuzowa bym cie wyslala, bo jestes roztrzepany, co bywa urocze ale rzadko :)

            Btw podpytam przy okazji: co ty tam za kombinacje wyczyniasz? Cos tam mi sie otarlo o uszy. Jakis seks byl? Cos sie ruszylo w twoim malzenstwie?
        • mgla_jedwabna Re: po raz drugi.. 25.06.12, 13:06
          W czasie slubu cywilnego mowi sie "...oraz ze uczynie wszystko, aby nasze malzenstwo okazalo sie zgodne, szczesliwe i trwale". Nie ma o nieopuszczaniu do smierci, jest bardziej zyciowo i praktycznie. I paradoksalnie, mozna sie bardziej dzieki temu utozsamiac z wypowiadanymi slowami :)
    • salalala Re: po raz drugi.. 25.06.12, 00:49
      > Poznałam faceta, który jest w trakcie rozwodu. Zakochaliśmy się w sobie, dogadu
      > jemy ze sobą itp. Planujemy wspólną przyszłość.

      Jak czytam takie rzeczy, to włos mi się na głowie jeży. Nie chcę generalizować, ani jechać stereotypami ( w końcu sama niejednokrotnie padłam ich 'ofiarą'), ale "jestem w trakcie rozwodu" to jedna z najbardziej obrzydliwych bajek wciskanych przez facetów, których nawiedza 'demon południa'. Aż dziwne, że kobiety NADAL się na to nabierają.

      Nie chcę być złą prorokinią, ale niech on się najpierw rozwiedzie, a potem będziesz się martwić o to, że masz faceta 'z odzysku'. W sytuacji, gdy on jest jeszcze żonaty, to takie zamartwianie się może okazać się daremne...
      • mgla_jedwabna Re: po raz drugi.. 25.06.12, 13:14
        Latwo mowic "niech sie najpierw rozwiedzie". Nawet bez wiekszej walki miedzy malzonkami i bez komplikacji okolodzieciowych, zolwie tempo naszych sadow sprawia, ze rozwod wlecze sie miesiacami. I co, te pol roku ma byc w celibacie, bo bez rozwodu nie ma co sie powaznie spotykac z kobieta? Akurat w trakcie rozwodu ma sie wieksze niz zwykle zapotrzebowanie na takie spotkania, chociazby w celach pocieszycielskich (nie pisze tego ironicznie).

        Jak komus przeszkadza, ze facet jeszcze nie rozwiedziony, to niech sie nie spotyka, zamiast miec pretensje o "wciskanie bajek".
Inne wątki na temat:
Pełna wersja