mochito9
25.06.12, 20:02
Jesteśmy małżeństwem od 5 lat, razem 9, bez dzieci. Przebieg naszego związku w skrócie: na początku wielka miłość, później rozstanie z mojej inicjatywy (z tych samych powodów co niżej), następnie powrót, ślub, kilka lat stabilnego związku aż tu nagle dopada mnie wielki kryzys . Co jest nie tak?
Brak zainteresowania mną z jego strony, tzn. zero telefonów ot tak żeby pogadać, zero maili w trakcie pracy -nawet tych głupawych, kompletnie brak inicjatywy jeśli chodzi o wyjścia, o fajne spędzanie czasu. Zero jakichkolwiek małych gestów - prezentów (chociażby batonik kupiony w sklepie), postępująca chytrość i niechęć na wydawanie kasy na cokolwiek co nie może przynieść zysku (chytrość z gatunku: zbieram kasę do skarpety). Do tego sporadyczny sex (maxymalnie raz na tydzień, najczęściej raz na 2 tygodnie). Brak chęci zadbania o siebie (pomimo moich uwag że też będzie mi się podobało, jak będzie fajnie wyglądał) kompletny brak wyczucia i wstydu , jak np. pozostawianie zużytej prezerwatywy przy łóżku i brak potrzeby jej wyrzucenia. Brak okazywania mi uczuć w towarzystwie, wręcz traktowanie mnie jak swojej dobrej kumpeli, brak hamulców, żeby mnie ochrzanić wśród znajomych za to, że za „wcześnie włączyłam piekarnik”. Doprowadził do tego, że przestaje za nim tęsknić kiedy wyjeżdża (ma prace wyjazdową).
Przez te wszystkie lata godziłam się na taki stosunek do mnie i tłumaczyłam sobie, że przecież i tak jest dla mnie dobry, bo mogę na niego liczyć, wiem, że zawsze by mi pomógł, nie jest głupi, ma jakiś kręgosłup moralny. Aż do momentu kiedy poczułam, że jestem już tym zmęczona i że nie mam siły. Próbuję zaakceptować to co mi nie pasuje, a on nawet się nie stara, nawet nie próbuje zrozumieć, jakie to dla mnie ważne..
Wszystkie ww. wady i zachowania były mi znane od początku naszej znajomości i były tez przyczyną pierwszego rozstania. Było dobrze, dopóki akceptowałam wszystkie wady i godziłam się na ten zimny związek, a teraz dopadł mnie kryzys i totalnie nie wiem co zrobić….
Rozmawiałam już wiele razy z mężem, że cos jest nie tak, ale on, wiecznie skupiony w swoim świecie, uważa , że mnie kocha i dla niego wszystko jest ok.