13qwerty
26.06.12, 15:06
mam juz tego stanowczo dosc ale nie wiem co robic?!?!?!....
on jest nakrecony na mnie na maxa...non stop tylko gada o mizianiu bzykaniu itd. ledwo przyjedzie do domu juz mu rece lataja...wiem ze z jednej strony to normalne bo jak nie mamy siebie na codzien to sie teskni i pozada ale ja tak nie mam...brakuje mi go ale jako osoby a nie bzykania...bo tak naprawde to pozadanie juz nie czuje od dawna..wszystko mnie drazni w tym temacie...
sex odbywa sie mechanicznie...jest bo jest...bo musi byc...bo powinien byc... pare min i po sprawie bez jakichkolwiek emocji...i wiem ze to glownie przezemnie ale nie wiem dlaczego tak jest. mam jakas pieprzona blokade ehhh... nie chce mi sie i juz ...nie mam potrzeby i juz...
kocham go....chce z nim byc.... chce zeby bylo dobrze.... ale widze ze to niszcze :(
kiedys tak nie bylo....zarowno jak i bylam w zwiazku i nie faceci zawsze mnie pociagali i lubilam sex...nawet poczatki z moim obecnym mezem byly dosyc pikantne ale niestety to juz tylko mile wspomnienia. Nie moge zwalic na dlugosc zwiazku i znudzenie bo jestesmy zaledwie 4 lata ze soba a dopiero m-c po slubie. Nie jestesmy rowniez caly czas razem bo w ostatnich m-cach to widujemy sie tylko weekendowo(taka praca). Mamy juz dziecko ale to tez nie jakas poporodowa depresja bo tak bylo tez przed ciaza...
pomozcie ...poradzcie cos....