bluenote1
30.07.12, 21:39
Nie jestem bywalczynią tego forum, podejrzewam, że już było na ten temat, ale może dawno, może warto o tym pogadać. Temat ważny w związku, jak na moje rozeznanie wcale nierzadki. Fragment bloga pewnej kobiety, nie mojego, ale dość mi bliskiego tematycznie:
„Co się wydarzyło, że z kobiety potrafiącej czerpać radość z seksu z ukochanym mężczyzną zamieniłam się w kogoś, komu na myśl o kolejnym seksie z mężem chce się wymiotować? Kobietę, która podczas seksu z mężem zamyka oczy i myśli tylko o tym, żeby jak najszybciej skończył? Kobietę, która zaczyna marzyć o tym, żeby jej własny mąż znalazł sobie kochankę i dał jej spokój. (...) Chciałabym, naprawdę lepiej bym się poczuła, gdybym mogła napisać – że DŁUGO nie miałam świadomości, co się dzieje. Ale ja szybko zauważyłam, co się dzieje. Oczywiście pierdylion usprawiedliwień znalazłam, natychmiast. Że to nie gwałt – nie ma przecież bicia, używania siły. Że POWINNAM, że OBOWIĄZEK, kurwa, MAM. Jak ja nienawidzę tego słowa – obowiązek. Na dodatek małżeński. A we mnie wszystko krzyczało, że nie chcę. Moje ciało jasno mu mówiło – NIE CHCĘ. Mądre ciało, mądrzejsze ode mnie – człowieka jako całości. Pokazywało mu „wała” i to doprowadzało go do szału.
Długo, bardzo długo nie rozumiałam, że taki wymuszany, niechciany seks to po prostu GWAŁT. Nie ma znaczenia, że to mój mąż; że uważa, że powinnam; że przecież mnie do niczego nie zmusił siłą. To GWAŁT(...). Bo to nie było tak, że ja nie miałam ochoty na seks. Ja nie miałam ochoty na seks z nim po tym, jak mnie traktował. Miałam ochotę się na niego wyrzygać, a nie zmierzać do orgazmu. Dla mnie seks to bliskość, zaufanie i oddanie. Nie było z tego NICZEGO.
Teraz już wiem, że tak miało być, taki był plan. Zdobycie atrakcyjnej, świadomej swojej seksualności kobiety, a potem powolne okradanie jej z wszystkiego, co ją cieszy i daje jej szczęście”.