Gwałt małżeński

30.07.12, 21:39
Nie jestem bywalczynią tego forum, podejrzewam, że już było na ten temat, ale może dawno, może warto o tym pogadać. Temat ważny w związku, jak na moje rozeznanie wcale nierzadki. Fragment bloga pewnej kobiety, nie mojego, ale dość mi bliskiego tematycznie:

„Co się wydarzyło, że z kobiety potrafiącej czerpać radość z seksu z ukochanym mężczyzną zamieniłam się w kogoś, komu na myśl o kolejnym seksie z mężem chce się wymiotować? Kobietę, która podczas seksu z mężem zamyka oczy i myśli tylko o tym, żeby jak najszybciej skończył? Kobietę, która zaczyna marzyć o tym, żeby jej własny mąż znalazł sobie kochankę i dał jej spokój. (...) Chciałabym, naprawdę lepiej bym się poczuła, gdybym mogła napisać – że DŁUGO nie miałam świadomości, co się dzieje. Ale ja szybko zauważyłam, co się dzieje. Oczywiście pierdylion usprawiedliwień znalazłam, natychmiast. Że to nie gwałt – nie ma przecież bicia, używania siły. Że POWINNAM, że OBOWIĄZEK, kurwa, MAM. Jak ja nienawidzę tego słowa – obowiązek. Na dodatek małżeński. A we mnie wszystko krzyczało, że nie chcę. Moje ciało jasno mu mówiło – NIE CHCĘ. Mądre ciało, mądrzejsze ode mnie – człowieka jako całości. Pokazywało mu „wała” i to doprowadzało go do szału.
Długo, bardzo długo nie rozumiałam, że taki wymuszany, niechciany seks to po prostu GWAŁT. Nie ma znaczenia, że to mój mąż; że uważa, że powinnam; że przecież mnie do niczego nie zmusił siłą. To GWAŁT(...). Bo to nie było tak, że ja nie miałam ochoty na seks. Ja nie miałam ochoty na seks z nim po tym, jak mnie traktował. Miałam ochotę się na niego wyrzygać, a nie zmierzać do orgazmu. Dla mnie seks to bliskość, zaufanie i oddanie. Nie było z tego NICZEGO.
Teraz już wiem, że tak miało być, taki był plan. Zdobycie atrakcyjnej, świadomej swojej seksualności kobiety, a potem powolne okradanie jej z wszystkiego, co ją cieszy i daje jej szczęście”.
    • la.locca Re: Gwałt małżeński 30.07.12, 22:25
      Wiesz, ja odczytuję to tak, że ta kobieta sama popełnia gwałt na sobie, a nie on na niej. Jeśli dobrze zrozumiałam, to w jej głowie siedzi: "Że POWINNAM, że OBOWIĄZEK, kurwa, MAM". Chyba, że to słowa powtarzane przez jej męża, który stosuje wobec niej przemoc psychiczną. W każdym razie, jeśli nie ma zaufania, nie ma bliskości, nie ma oddania, chce się na niego wyżygać, to... czemu z nim jest?
      Czy warto trwać w takim związku? Dla jakich idei? Przysięgi małżeńskiej?
      To ja już lepiej być samą, niż się męczyć w czymś takim.
      Dać sobie szansę na nowe lepsze życie i jemu również.
      Dopóki jest miłość, warto walczyć, starać się coś zmienić, wspólnie rozwiązywać problemy. Ale jeśli zamiast miłości jest obrzydzenie?
    • songo3000 Bzdura 31.07.12, 07:41
      Gwałt to świadomy czyn seksualny dokonany przez jednego luda na drugim przy co najmniej braku akceptacji tegoż drugiego.
      To co opisujesz to rezultat nieradzenia sobie z konsekwencjami WŁASNYCH wyborów odnośnie rozkładania nóg (najwyraźniej przed nie tym panem co trzeba) w celu osiągnięcia korzyści typu 'związek' i pochodne. Być może podpada to też pod jakąś formę masochizmu.

      Jakie to ponadczasowe, te doszukiwanie się usprawiedliwienia i przesunięcia przyczynowości swoich paskudnych kroków na aktualnie modne tragiczne hasła.

      Dla zasady przypomnę też, że gwałt małżeński jak każdy inny gwałt polega na zmuszeniu czyli nie daniu WYBORU ofierze gwałtu. Pani z bloga uprawiała po prostu małżeńską prostytucję. W końcu kapnęła się, że za marne wynagrodzenie to mamy i lament i szukanie winnych.
      • urquhart Kupiłaś osła to jeździj na ośle :) 31.07.12, 08:16
        Jak zamkną kogoś na 8 godzin w miejscu w którym całkiem nie ma ochty siedzieć to to jest ograniczenie wolności i naruszenie prawa.
        Ale jak siedzi pod przymusem i bierze za to pieniądze na podstawie umowy to to się nazywa marna praca :)
        Małżeństwo jest umową. Można ją wymówić. Można jej nie zawierać jak są lepsze opcje. Ale trzeba chcieć się zmierzyć z konsekwencjami takiego wyboru.
        Cała psychologia ewolucyjna ma za parydygmat że kobiety są wymagające i muszą wybrzydzać oczekiwać lepszych genów i lepszego partnera niż mają wybór, niż wybrały. Tego osła, prostaka i nieudacznika znaczy.
        Cała reszta to racjonalizacja tego zjawiska :)
        • bluenote1 Re: Gdyby wszystko było takie proste... 31.07.12, 10:10
          Autorka bloga jest DDA. Ale właściwie nie trzeba być DDA, by kochać za bardzo, być naiwną i wyrozumiałą idealistką jak się ma 20 lat. Przymykać oczy na patologiczną zazdrość (to z wielkiej miłości przecież), dawać sobie wmawiać, że powinna to czy tamto dla dobra związku, być wyrozumiałą wobec ataków gniewu, bo on taki nerwowy, ale przecież mnie kocha. Może nie miała ojca i nie wie, co to szacunek w związku. Albo miała podobnego ojca i myśli, że tak ma być. Może matka jej wiecznie mówiła, że jest nic nie warta, a chłopak ją tak adoruje, mówi 10 razy dziennie, że kocha, to nic, że nakrzyczał, bo uśmiechnęła się do kogoś znajomego na ulicy, to z miłości.
          Jeśli się nigdy nie zetknęło z przemocą psychiczną, podstępną, niejawną, nieoczywistą, nie można zrozumieć, że jej ofiara jest zagubiona i nie wie, że to nie miłość, nie wie, że ona nie jest winna, że on ma ataki gniewu, gdyby ona była lepsza, bardziej ustępliwa, grzeczniejsza, on na pewno nie miałby powodów, żeby się złościć. Lata takiego traktowania i wmawiania winy, przeplatane miesiącami miodowymi, robią ofierze (która kompletnie nie ma świadomości tego, że jest ofiarą) wodę z mózgu. I właśnie takie kobiety, a są ich ogromne rzesze, niestety, godzą się na wymuszony seks z obowiązku, dają sobie wmawiać, że są oziębłe, wybaczają zdrady, bo przecież są oziębłe, dają sobą pomiatać, bo są nie dość chętne w łóżku, są do niczego jako kobiety. Takimi historiami zapełnione są całe fora.
          To nie jest prostytucja, taka ocena jest bardzo niesprawiedliwa i krzywdząca, to jest bezsilność, słabość, naiwna wiara, że kiedyś będzie lepiej, błędne rozumowanie, że przecież dzieci muszą się wychowywać w pełnej rodzinie i wiele innych smutnych powodów. A, i jeszcze zapomniałam: świętość rodziny i nierozerwalność małżeństwa w oczach Boga, to też robi swoje. Smutne.
          • that.bitch.is.sick do czego zmierzasz? 31.07.12, 10:34
            bluenote1 napisała:
            I właśnie takie kobiety, a są ich ogromne rzesze, niestety,
            > godzą się na wymuszony seks z obowiązku, dają sobie wmawiać, że są oziębłe, wy
            > baczają zdrady, bo przecież są oziębłe, dają sobą pomiatać, bo są nie dość chęt
            > ne w łóżku, są do niczego jako kobiety. Takimi historiami zapełnione są całe fo
            > ra.
            > To nie jest prostytucja, taka ocena jest bardzo niesprawiedliwa i krzywdząca, t
            > o jest bezsilność, słabość, naiwna wiara, że kiedyś będzie lepiej, błędne rozum
            > owanie, że przecież dzieci muszą się wychowywać w pełnej rodzinie i wiele innyc
            > h smutnych powodów. A, i jeszcze zapomniałam: świętość rodziny i nierozerwalnoś
            > ć małżeństwa w oczach Boga, to też robi swoje. Smutne.

            Zaciekawiło mnie do czego mają zmierzać te uogólnienia? Że męczeństwo kobiet jest powszechne, czy też posuniesz się do sformułowania oskarżenia pod czyimś adresem? Pod czyim? Boga, kościoła, mężczyzn, patriarchatu, innych miałkich haseł odnoszących się do odpowiedzialności zbiorowej? I czy ktoś rozsądny uznaje odpowiedzialność zbiorową poza odpowiedzialnością jednostki za swoje wybory? Bo jeśli tak to wskaż konkretnego oprawcę? A może to ofiary własnego zniewolonego umysłu?
            Ten katastroficzny ton jest adekwatny w przypadku wykorzystywania seksualnego dzieci, czy osób niepełnosprawnych umysłowo, natomiast w przypadku dorosłych,świadomych, wykształconych posiadających pełnię praw obywatelskich i zagwarantowaną równość ustawową osób staje sie po prostu śmieszny.
            • bluenote1 Re: do czego zmierzasz? 31.07.12, 10:44
              that.bitch.is.sick napisała:


              > Ten katastroficzny ton jest adekwatny w przypadku wykorzystywania seksualnego d
              > zieci, czy osób niepełnosprawnych umysłowo, natomiast w przypadku dorosłych,świ
              > adomych, wykształconych posiadających pełnię praw obywatelskich i zagwarantowa
              > ną równość ustawową osób staje sie po prostu śmieszny.

              W sumie masz absolutną rację. Kompletnie nie rozumiem, co mnie skłoniło, by pisać o tego typu problemach na tym forum, gdzie goszczą wyłącznie silne, pewne siebie, zdeterminowane, wiedzące, czego chcą jednostki, dla których przemoc psychiczna i brak pewności siebie, to coś śmiesznego i głupiego. Pisanie tutaj o tym, to jak pisanie o kolorach ślepemu, a jeszcze lepiej, jak pisanie o głodzie bogaczowi.
              Istnieje na świecie coś takiego jak słabość i niepewność, i to w dużych ilościach, ale po co sobie tym zawracać głowę.
              • songo3000 Rozpoczęłaś temat? to akceptuj różne punkty 31.07.12, 11:24
                widzenia. A nie prześmiewczego focha strzelasz.

                Raczej nikt nie jest cały czas 'silną jednostką' a i takim zdarzają się od czasu do czasu okresy słabe, gdy potrzebują wsparcia i pomocy. I fajnie jest jak ktoś im pomoże a bardzo niefajnie jak tylko dołuje. Tylko co z tego? Czy od biadolenia i żali jakikolwiek DDA, partner psychopaty czy po prostu pierdoła życiowy wyjdzie na prostą? Polepszy mu się realnie?
                Skoro nie mówimy o niewolnictwie to nawet najbardziej stłamszona osoba ma jakiś wybór. A często i sporo osób naokoło, które choć trochę pomogą. Tylko trzeba chcieć sobie pomóc, być w końcu odpowiedzialnym za SWOJE życie. No i zrezygnować z tego co jednak się tam jakoś dostaje.
              • urquhart DDA a bluenote1 31.07.12, 11:25
                bluenote1 napisała:
                > W sumie masz absolutną rację. Kompletnie nie rozumiem, co mnie skłoniło, by pis
                > ać o tego typu problemach na tym forum, gdzie goszczą wyłącznie silne, pewne si
                > ebie, zdeterminowane, wiedzące, czego chcą jednostki, dla których przemoc psych
                > iczna i brak pewności siebie, to coś śmiesznego i głupiego. Pisanie tutaj o tym
                > , to jak pisanie o kolorach ślepemu, a jeszcze lepiej, jak pisanie o głodzie bo
                > gaczowi.
                > Istnieje na świecie coś takiego jak słabość i niepewność, i to w dużych ilościa
                > ch, ale po co sobie tym zawracać głowę.

                No i sama powoli koncertujesz się o co w tym idzie. Że nie rzekome cechy tego złego człowieka, partnera są problemem, to co robi albo się nie domyśla i nie robi, ale zakodowane destrukcyjne własne schematy DDA niemożność połączenia sesku z bliskością, słabość i niepewność, które determinują jak jego działania są interpretowanie.
                Co jest jedynie racjonalizacją a co prardziwą przyczyną? Znając to ostatnie możesz coś zmienić. Innaczej to jedynie emocjonalna wzajemna masturbacja, jaki on zły, a ja zasługuję na więcej, też może być przyjemnie ale przez chwilę a na dłużaszą metę zwieksza frustrację jedynie.
                • bluenote1 Re: DDA a bluenote1 31.07.12, 11:42
                  urquhart napisał:

                  > No i sama powoli koncertujesz się o co w tym idzie. Że nie rzekome cechy tego
                  > złego człowieka, partnera są problemem, to co robi albo się nie domyśla i nie r
                  > obi, ale zakodowane destrukcyjne własne schematy DDA niemożność połączenia sesk
                  > u z bliskością, słabość i niepewność, które determinują jak jego działania są i
                  > nterpretowanie.
                  > Co jest jedynie racjonalizacją a co prardziwą przyczyną? Znając to ostatnie moż
                  > esz coś zmienić. Innaczej to jedynie emocjonalna wzajemna masturbacja, jaki on
                  > zły, a ja zasługuję na więcej, też może być przyjemnie ale przez chwilę a na dł
                  > użaszą metę zwieksza frustrację jedynie.

                  ALe jeśli DDA albo osoba z jakąś inną dysfunkcją trafi na przemocowca, nie zdając sobie z tego sprawy i nie wiedząc, że weszła w rolę ofiary, to winą za taki stan rzeczy należy obarczyć wyłącznie tęże ofiarę? On, wykorzystując jej dysfunkcję i słabość nie ponosi już żadnej winy? Znaczy gwałciciel, taki klasyczny, też nie ponosi winy za swój czyn, bo po co dziewczyna wracala sama z imprezy? No sama się prosiła, żeby ją zgwałcić. Oczywiście jej zachowanie można nazwać nierozsądnym, ale czy to jego zwalnia z odpowiedzialności za ten czyn?
                  Nie zwróciłeś chyba, kolego, uwagi na początek wpisu z bloga. Dziewczyna umiała czerpać radość z seksu, kojarzyła ją z bliskością, tyle że mąż bardzo skutecznie w niej to zniszczył. Stopniowo i podstępnie. Zatem teza, że ona od początku nie umiała lub nie chciała czerpać radości z seksu i że nie umiala go łączyć z bliskością, bo była DDA, kompletnie chybiona. Ale rozumiem, że pasuje do Twoich koncepcji.
                  • songo3000 Re: DDA a bluenote1 31.07.12, 12:03
                    Porównujesz gwałt gdzie pod wpływem siły ofiara POZBAWIONA jest możliwości wyboru z sytuacją, gdzie W KAŻDEJ CHWILI babeczka może, ma taką możliwość, powiedzieć 'nie'. Wrzucenie obydwu sytuacji do jednego wora jest z pewnością wygodne z puntu widzenia narzekacza bo przesuwa odpowiedzialność na 'tego bydlaka' :) ale sorry, to po prostu nieprawda.

                    Co więcej, jest to niebezpieczne kłamstwo ponieważ podcina możliwość i motywację do wyrwania się z chorej sytuacji. Nie dziw się więc, że autor takich rewelacji przeze mnie i innych jest traktowany jak szkodnik.
                  • urquhart Typowość problemów z seksem DDA na tym forum 01.08.12, 08:49
                    bluenote1 napisała:
                    > Dziewczyna umiała
                    > czerpać radość z seksu, kojarzyła ją z bliskością, tyle że mąż bardzo skuteczn
                    > ie w niej to zniszczył. Stopniowo i podstępnie.

                    Generalnie użyj wyszukiwarki, problem DDA przewija się tu nieustannie. DDA mają problem z seksem w stałym związku niezależnie od działań partnera. One są już wcześniej ofiarą. I prowokują żeby powtarzać schemat.

                    Ona może racjonalizować niezrozumiałe impulsy podświadomości i zakodowane zranienia w różny sposób. Zwykle szuka winy tej drugiej osobie.

                    Typowym opisanym schematem jest że DDA początkowo używa seksu nieraz kompulsywnie by zwrócić na siebie uwagę, i zaspokoić głód bliskości, potem zaś nie są w stanie pogodzić rozwijającej się prawdziwej bliskości (zależności i bezbronności) i pożądania do jednej osoby (namiętność żywi się zagrożeniem i rywalizacją) i są rozczarowane tą zmianą. Chociaż są i te od początku bardzo seksualnie zablokowane.

                    Generalnie można zmieniać partnerów, prowokować i wkręcać kolejnych, ale efekt jest podobny, dopóki nie rozbroi się prawdziwej przyczyny.

                    Wiec jak zaczynasz kolejną historię o DDA, ja to widzę w innym świetle.
                • bluenote1 Re: bluenote1 nie jest DDA 31.07.12, 11:46
                  A tak dla informacji, nie jestem DDA, blog nie jest mój. Nie wiem, dlaczego został usunięty z innego bloga Uciekam do przodu, inaczej bym wkleiła, bo są w nim wszystkie potrzebne informacje, dlaczego dziewczyna tkwiła w takim związku. W czasie przeszłym: po jakimś czasie uciekała, uciekła do przodu:)
                  • abrigado Re: bluenote1 nie jest DDA 31.07.12, 12:13
                    no fajnie- "to nie ja- ale w sumie to ja" ;)

                    nie stosuj ekstrapolacji- nikt poza toba nie przedstawił tu jednostronnej wizji winy, katai ofiary.

                    mamy tylko subiektywny wniosek, ze ksooro kiedys czerpałas radośc z seksu a nagle przestałaś to jest ot wina męża, i że skoro to jego wina to to jest przemoc psychiczna, a skoro przemoc psychiczna to jest to gwałt


                    i jeszcze ten nieadekwatny przykład z kobieta ofiara nocnego gwałtu.
                    "A gdyby to wasz matka tu przechodziła a tych domów by wczoraj nie było?"
                    wiem ,ze trywializuję- ale ten sposób rozumowania przypomina wklejany już tu przeze mnie wywód z Tytusa romka i atomka:

                    Czas to pieniądz,
                    pieniądz to forsa,
                    forsa to grunt,
                    grunt to ziemia,
                    ziemia to matka,
                    matka to anioł,
                    anioł to stróż,
                    stróż to dozorca

                    dokonujesz naciągnięcia faktów pod z gory założona teżę- c o pierwszy wytknął ci URqu

                    My ( łal już pisze o Was "My" ;P) tylko staram sie pokazac, że winne tej sytuacji sa co najmniej dwie osoby.
              • abrigado Re: do czego zmierzasz? 31.07.12, 11:31
                cieakwa słabośc i niepewnośc, która ma na tyle tupetu aby bez wyczucia proporcji oskarzać kogos o przestepstwo.
                Niktr nie broni tu mężczyzny przedstawionego w obrazie (przy okazji moze on tez tak wyrazą swoja ślabość i niepqwność? nie wzięłaś tego pod uwagę? mozem ial trudne dziecinstwo, brak wzotców i nie umie wyrażać bliskośći ? hę? ;) )

                gośc z dużym prawdopobieństwem to cham i burak- nikt nie każe jej być zadowoloną czy cierpliwie znosić- można się rozstać.
                Na pewno dostlaiśmy za mało danych żeby oskarzac kogokolwiek o przemoc psychiczną
                to, ze babka isę czuje przytłoczona ale tego nikomu nie komunikuje- nie wyraża sprzeciwu, to jeszcze nie powód aby nazywac sytuację gwałtem małzenskim

                sam fakt nieproporcjjonlanej reakcji kaze mi sądzić, że mamy do czynienia z osobą nie widzaca nic poza końcem swojego nosa, swoim ja i zwalajaca na otoczenie winę za własne porazki, niezadowolenie, nieudane wybory

                mam podejrzenie, że ta rzekoma słabość i niepewnośc to taka życiowa poza egoisty unikajacego odpowiedzialności za cokolwiek.






                > W sumie masz absolutną rację. Kompletnie nie rozumiem, co mnie skłoniło, by pis
                > ać o tego typu problemach na tym forum, gdzie goszczą wyłącznie silne, pewne si
                > ebie, zdeterminowane, wiedzące, czego chcą jednostki, dla których przemoc psych
                > iczna i brak pewności siebie, to coś śmiesznego i głupiego. Pisanie tutaj o tym
                > , to jak pisanie o kolorach ślepemu, a jeszcze lepiej, jak pisanie o głodzie bo
                > gaczowi.
                > Istnieje na świecie coś takiego jak słabość i niepewność, i to w dużych ilościa
                > ch, ale po co sobie tym zawracać głowę.
              • that.bitch.is.sick Re: do czego zmierzasz? 31.07.12, 11:37
                bluenote1 napisała:


                > W sumie masz absolutną rację. Kompletnie nie rozumiem, co mnie skłoniło, by pis
                > ać o tego typu problemach na tym forum, gdzie goszczą wyłącznie silne, pewne si
                > ebie, zdeterminowane, wiedzące, czego chcą jednostki, dla których przemoc psych
                > iczna i brak pewności siebie, to coś śmiesznego i głupiego. Pisanie tutaj o tym
                > , to jak pisanie o kolorach ślepemu, a jeszcze lepiej, jak pisanie o głodzie bo
                > gaczowi.
                > Istnieje na świecie coś takiego jak słabość i niepewność, i to w dużych ilościa
                > ch, ale po co sobie tym zawracać głowę.

                Sorry ale jeśli chcesz zwrócić uwagę na merytorykę i konkretny problem to nie narzucaj nam z łaski swojej przy okazji interpretacji rzeczywistości w której w podtekście funkcjonują kaci i ofiary. Ja takiej interpretacji świata nie kupuję, jak powiedziałam w przypadku dwóch dorosłych osób: tu męża i żony problem i kwestia odpowiedzialności jest sprawą indywidualną i wielowymiarową i nie może być tak że onanizujemy się znowu patriarchalnymi wizjami gdzie mężczyzna BEZWGLĘDNIE jest katem a fiut to wyłącznie narzędzie opresji i gwałtu.
                Jeśli sądziłaś że przemyślisz wizję świata kobiet jako milczących owieczek to niestety to zwyczajna bzdura.
                Problem niezadowolenia z seksu, tudzież seksu uprawianego niechętnie, ze wstrętem to odrębna kwestia i możemy ją omawiać na neutralnym gruncie a nie przy narzuconej męczeńskiej retoryce jednej strony. Ludzie bez seksu też się męczą przepraszam Cię bardzo, więc poczucie krzywdy i wykorzystania może z wielu wymiarów.
                Twoja analiza for nie jest reprezentatywna, mam nadzieję że zdajesz sobie z tego sprawę.
                • bluenote1 Re: Temat przemocy psychicznej 31.07.12, 12:00
                  Moja analiza forów może faktycznie nie jest reprezentatywna, bo piszę o forach dotyczących życia rodzinnego, problemów małżeńskich i wychowawczych, na tym skupiają się moje zainteresowania, nie piszę o forach dotyczących motoryzacji czy hodowli świnek morskich.
                  Mam się za znawczynię tematu przemocy w rodzinie, szczególnie jej postaci psychicznej, bo o przemocy jako takiej wiadomo już wszystko, przebadano ją, są statystyki i miliony opracowań. O przemocy psychicznej pisze sie i mówi mniej, choć od jakiegoś czasu znacznie, znacznie więcej niż kiedyś. Kiedyś taki niechciany seks nazywało się obowiązkiem małżeńskim. Dziś kobiety, ktorym wmówiono, że powinny być zawsze chętne, inaczej są oziębłe i nie spełniają tego obowiązku, mówią jasno i wyraźnie: to gwałt, bo ja tego seksu nie chcę, ale partner mi wmówił, że mam go chcieć, a ja w swojej naiwności i chęci, żeby jednak sprostać oczekiwaniom i dać związkowi jeszcze szansę, robię to, ale w głębi ducha się tym brzydzę.

                  > Problem niezadowolenia z seksu, tudzież seksu uprawianego niechętnie, ze wstręt
                  > em to odrębna kwestia i możemy ją omawiać na neutralnym gruncie a nie przy narz
                  > uconej męczeńskiej retoryce jednej strony.

                  Zatem proszę, porozmawiajmy o uprawianiu seksu małżeńskiego ze wstrętem. Dlaczego się go uprawia, skoro budzi wstręt?
                  • songo3000 Re: Temat przemocy psychicznej 31.07.12, 12:17
                    bluenote1 napisała:

                    > seks nazywało się obowiązkiem małżeńskim. Dziś kobiety, ktorym wmówiono, że pow
                    > inny być zawsze chętne, inaczej są oziębłe i nie spełniają tego obowiązku, mówi
                    To nie jest republika islamska ani Hiszpania za Franko. Mają wybór, zawsze.

                    > ą jasno i wyraźnie: to gwałt, bo ja tego seksu nie chcę, ale partner mi wmówił
                    Równie dobrze możesz sobie mówić, że Ziemia jest płaska. Od Twojego gadania jednak się bardziej nie spłaszczy :)

                    > że mam go chcieć, a ja w swojej naiwności i chęci, żeby jednak sprostać oczeki
                    Facet w związku może oczekiwać seksu - jego PRAWO. Babka może sobie "chcieć sprostać oczekiwaniom" - jej PRAWO, jej WYBÓR a że KONSEKWENCJE w końcu destrukcyjne to do kogo pretensje.

                    > waniom i dać związkowi jeszcze szansę, robię to, ale w głębi ducha się tym brzy
                    > dzę.

                    > Zatem proszę, porozmawiajmy o uprawianiu seksu małżeńskiego ze wstrętem. Dlacze
                    > go się go uprawia, skoro budzi wstręt?
                    No właśnie. Jej WYBÓR jest taki a nie inny ponieważ widzi w nim KORZYŚĆ w postaci związku.

                    Jak to się nazywa po imieniu to już napisałem wcześniej.

                    Podaj jakikolwiek argument, że babka w takim związku nie ma wyboru. I wtedy możesz sobie pisać o gwałtach.
                    • abrigado Re: Temat przemocy psychicznej 31.07.12, 12:26
                      dokładnei, jak napisał songo- jak baba nie chce seksu ale chce miec dziecko i pozory rodziny na pokaz a takze rrobata wielofunkcyjnego - co naprawi kran, przestawi szafę i pieniadze do domu przeniesie za nic w zamian to jest to jej wybór, ze ma "seks ze wstrętem" i za ten wybór moze mieć pretensje tylko do siebie samej
                  • abrigado Re: Temat przemocy psychicznej 31.07.12, 12:24
                    jesli kobieta czuje wstręt do seksu z partnerem to powinna mu to zakomunikować- jesli wtedy będzie zmuszał ja do seksu to faktycznei jest to forma przemocy psychicznej, czy nawet fizycznej ( jak facet narzeka i mędzi to to dlamnie żadna przemoc- przemoc oznacza "prze-możenie" czegoś, czyli przełamanie czyjegoś oporu, musi istniec element przewagi, a nie tylko zwykla upierdliwość)

                    i być moze WTEDY będzie to gwałt

                    tyle czytasz- a wybacz- niewiele wiesz - bi nie odróznaisz niuansów- wiec żadna z ciebie specjalistka- próbujesz uzyć wygodnego dla ciebie narzędzia. paradoksalnie to twoje życzeniowe nastawiwenie i "chciejstwo" aby uznac to za gwałt wskazuje na twoją skłonność do przemocy psychicznej.

                    wracając do tematu: jeśli nie zakomunikowałas partnerowi, że jest ci seksualnie wstrętny to niby skąd ma wiedzieć ,że tak jest?

                    nieszczerośc w tym względzie obciaża wyłacznie ciebie i wyjężdzanie tu z zasadami i KK zakrawa na ciężka hipokryzję

                    reasumując- kobvieta nie ma obowiązku uprawiac niechciany seks ale jesli tak faktycznie go odbiera powinna to partnerowi zakomunikować

                    tymcZasem świat jest pełeń dwulicowych pind co na forum narzekają na nachalnego chama, ale w domu wciaskaja mu kit ob ólu glowy, braku czasu, hormonach, krzyczącym dziecku itepe
                    i jeszcze potrafia sceny zazdrosci robić jak za doopami na ulicy się ogląda

                    czyli wracając do ciebie: prawda was wyzwoli cytując klasyka ;P
                    • bluenote1 Re: Temat przemocy psychicznej 31.07.12, 12:54
                      Po pierwsze, wiem, że to tak wygląda, ale nie ja jestem autorką tego tekstu.
                      Po drugie, czuję się ofiarą przemocy psychicznej, ale wymuszane stosunki nie są tego JEDYNYM przejawem, na to się składa ogromna liczba różnego rodzaju zachowań, bardzo zresztą schematycznych, znam dziesiątki różniących się tylko szczegółami historii. Zatem to nie jest tak, że mąż przestał mnie kręcić, nie mam ochoty z nim chodzić do łóżka, więc wymysliłam sobie, że on stosuje przemoc psychiczną, a seks z nim postrzegam jako gwałt.
                      Dla każdego chyba jest jasne, że po awanturze z wyzwiskami ochota na seks spada do zera. Jeśli te awantury są na porządku dziennym, są częste, zanim żal o wyzwiska i złe potraktowanie minie, następuje kolejny atak, to brak ochoty na seks przedłuża się bardzo. I wtedy jest kolejny powód do urządzenia awantury: bo ty jesteś oziębła! Ty mnie karzesz brakiem seksu! To nie w porządku! Ty taka owaka!!! I znowu nici z seksu. Osoba niepewna siebie, wątpiąca, czy może jednak faktycznie mogła nie mówić czegoś albo nie zwracać mu uwagi, bo przecież wie, że on tego nie lubi, może nie powinna się wtrącać, jak on krzyczy na dziecko, przecież powinni trzymać jeden front, może on jednak miał rację, prędzej czy później dojdzie do wniosku, że on faktycznie ma prawo chcieć tego seksu po długiej przerwie, przecież ostatnio się starał, przecież to obowiązek małżeński. I choć nie ma ochoty, zmusza sie do tego, bo uważa, że tak należy. Im więcej takich zbliżeń dla "dobra sprawy", tym większa niechęć, która z czasem przeradza się we wstręt.
                      Czy naprawdę nikt z Was nie spotkał się z pojęciem seks jako obowiązek małżeński? Nikt z Was nie czuł się czasami w takim obowiązku, wbrew swojej chęci? Nikt z Waszych znajomych nie żali się na to? W końcu nie jesteście sobie w stanie wyobrazić takiej sytuacji, gdy partnerka/partner robi to mimo niechęci, bo uważa, że tak należy?
                      • abrigado Re: Temat przemocy psychicznej 31.07.12, 13:05
                        no to czemu od tego nie zaczęłaś?
                        ale to nadal nie jest gwałt skoro to ty się zmuszasz a nie ciebie zmuszają

                        naprawdę tego nie pojmujesz?
                        ludzie opróbuja ci wytłumaczyć, że znoszenie tej sytuacji to twój wybór.
                        Uczciwe postawienie sprawy polegałoby na powiedzeniu gosciowi- "ze względu na to jak mnie traktujesz nie mam zupełnie ochoty na seks z tobą. Nie będę go z tobą uprawiała"

                        koniec p rzekazu.

                        jesli lawirujesz to sama sobie jesteś winna tego, że uprawiasz seks w tych warunkach ( nie mówimy tu a owawanturach i innych negatynweych zachowaniach faceta)

                        u mnie po awanturze z wyzwiskami czasami oboje mielismy ochote na seks, ze hej- a i sam seks był 10/10- więc jak widzisz w tej dziedzinie nic nie jest oczywiste i ksiązki emily bronte nie wyznaczaja niepodważalnych standardów




                        • bluenote1 Re: Temat przemocy psychicznej 31.07.12, 13:50
                          > Uczciwe postawienie sprawy polegałoby na powiedzeniu gosciowi- "ze względu na
                          > to jak mnie traktujesz nie mam zupełnie ochoty na seks z tobą. Nie będę go z to
                          > bą uprawiała"

                          Ile razy możesz mężowi coś mówić? 10, 20, 50, 100? Ale nie dociera. To Ty mnie sprowokowałaś!!! Przecież on jest dobrym mężem, tylko ja ciągle prowokuję, święty by nie wytrzymał. I wytłumacz takiemu.
                          W okresie miodowego miesiąca taki typ jest uroczy, przymilny, nadskakujący - łamiesz się, ale na wspomnienie awantury znowu Cię odrzuca. Mimo to widząc jego starania myslisz: no dobrze, przecież nie mogę być taka, może on wreszcie zrozumiał, może będzie dobrze.
                          Facet drąży, stosuje szantaż emocjonalny, niby to Ty się zmuszasz, on tego nie robi, ale takim truciem i wmawianiem winy i oziębłości, to jednak on zmusza, emocjonalnie zmusza, nie wiem, jak to wytłumaczyć.
                          > u mnie po awanturze z wyzwiskami czasami oboje mielismy ochote na seks, ze hej
                          > - a i sam seks był 10/10- więc jak widzisz w tej dziedzinie nic nie jest oczywi
                          > ste i ksiązki emily bronte nie wyznaczaja niepodważalnych standardów
                          Czy wyzwiska były jednostronne? To jedna strona poniżała wulgarnymi słowami drugą? Czy po prostu darliście koty o coś i rzucaliście oboje mięchem? Chyba widac różnice i wiadomo, że piszę o tej pierwszej sytuacji. Czy bałaś się kiedyś partnera? Jego gwałtownych reakcji?
                          • phoibe Re: Temat przemocy psychicznej 31.07.12, 14:04
                            bluenote1 napisała:

                            > Czy wyzwiska były jednostronne? To jedna strona poniżała wulgarnymi słowami dru
                            > gą? Czy po prostu darliście koty o coś i rzucaliście oboje mięchem? Chyba widac
                            > różnice i wiadomo, że piszę o tej pierwszej sytuacji. Czy bałaś się kiedyś par
                            > tnera? Jego gwałtownych reakcji?

                            nie bardzo rozumiem nad czym tu debatować. jeżeli doświadczasz jakiegokolwiek typu przemocy ze strony partnera to rozwiązania są dwa: rozstanie albo terapia.
                          • songo3000 Re: Temat przemocy psychicznej 31.07.12, 14:05
                            Podstawowe pytanie - dlaczego z nim jesteś (czy tam wtedy byłaś)?? Jakie korzyści widziałaś w utrzymywaniu tego związku?
                            • bluenote1 Re: Temat przemocy psychicznej 31.07.12, 14:25
                              songo3000 napisał:

                              > Podstawowe pytanie - dlaczego z nim jesteś (czy tam wtedy byłaś)?? Jakie korzyś
                              > ci widziałaś w utrzymywaniu tego związku?
                              >
                              Nie rozpatrywałam tego nigdy w kontekście korzyści. Byłam młoda i kompletnie niedoświadczona, praktycznie nie miałam ojca, za największy problem uważałam zdradę, bo ojciec zniszczył życie mojej matki i moje, potem drugiej żony licznymi zdradami. Narzeczony był uosobieniem uczciwości.
                              Czytałeś ten fragment o tym, jak trudno rozpoznać takiego "uroczego" przemocowca? Tak właśnie było u nas. Opiekuńczy, wyznający 20 razy dziennie miłość, zazdrosny (oczywiście z wielkiej miłości), a że często wybuchał, no cóż, nerwowy taki trochę z natury, ale przecież uczciwy i kochający.
                              W związku zawsze są winne obie strony - widocznie ja też byłam winna. To taki burzliwy związek, "jesteście takim małżeństwem po włosku". O, takie obiegowe slogany bardzo utrudniają rozpoznanie przemocy.
                              Może trudno w to dziś uwierzyć, ale kiedyś w ogóle albo bardzo mało mówiło się o przemocy psychicznej. Ciągłe deprecjonowanie, krytyka, wmawianie, że sobie nie poradzę bez niego, obwinianie, że bardziej od niego kocham dzieci (może dlatego, że dzieci nie wyzywały mnie od suk), szantaż emocjonalny: jak nie zrobisz czegoś, nie jadę z Tobą..... Jasne, mogę jechać bez niego, ale oczywiście w ostatniej chwili jechał. Prośby o pomoc w domu, bo oboje pracowaliśmy, dom, dwoje dzieci, trochę tego jest: terror prac domowych! Dobre stosunki z dziećmi: kult dzieci!
                              Dopóki nie rozpoznałam, że to przemoc, nawet przez myśl mi nie przeszedł rozwód, bo sakrament małżeński jest nierozerwalny, takie mam podejście. Znaczy mialam, dopóki uwazałam, że to tylko problemy małżeńskie, przemoc upoważnia w oczach Kościoła do separacji, ale jak się z niej nie zdaje sprawy, to już gorzej.
                              Czy Ty swój związek/związki rozpatrujesz tylko z punktu widzenia korzyści? Bo pytanie jest postawione dla mnie dziwnie.
                              • songo3000 Re: Temat przemocy psychicznej 31.07.12, 14:45
                                bluenote1 napisała:

                                > Nie rozpatrywałam tego nigdy w kontekście korzyści. Byłam młoda i kompletnie ni
                                > edoświadczona, praktycznie nie miałam ojca, za największy problem uważałam zdra
                                > dę, bo ojciec zniszczył życie mojej matki i moje, potem drugiej żony licznymi z
                                > dradami. Narzeczony był uosobieniem uczciwości.
                                Czyli korzyścią dla Ciebie był fakt 'mania' związku z osobą niezdradzającą. Ja rozumiem, że tego tak nie 'kalkulowałaś', wskazuję tylko na mechanizm.

                                > i trochę z natury, ale przecież uczciwy i kochający.
                                I do pewnego momentu w czasie te plusy przeważały minusy.

                                > W związku zawsze są winne obie strony - widocznie ja też byłam winna. To taki b
                                > urzliwy związek, "jesteście takim małżeństwem po włosku". O, takie obiegowe slo
                                > gany bardzo utrudniają rozpoznanie przemocy.
                                Powszechna niewiedza, mity i 'prawdy ludowe' są domeną każdej kultury. Po to jest się młodym aby uczyć się na własnych błędach. W świecie zachodnim masz ten przywilej, że z nauki możesz wyciągać wnioski i próbować jeszcze raz.

                                > Może trudno w to dziś uwierzyć, ale kiedyś w ogóle albo bardzo mało mówiło się
                                Dokładnie tak samo jak dziś mało się mówi o przemocy w stosunku do facetów czy dzieci :)

                                > Dopóki nie rozpoznałam, że to przemoc, nawet przez myśl mi nie przeszedł rozwód
                                > , bo sakrament małżeński jest nierozerwalny, takie mam podejście.
                                Nie rozumiem. Jedno hasło i już przekręca Ci się system wartości? Czy może jednak tradycyjnie doszłaś do punktu przegięcia? Tak czy siak Twój i niczyj więcej wybór.

                                > Czy Ty swój związek/związki rozpatrujesz tylko z punktu widzenia korzyści? Bo p
                                > ytanie jest postawione dla mnie dziwnie.
                                Pytanie o korzyści miało na celu wizualizację w sumie prostych mechanizmów rządzących związkami. Wystarczy zajrzeć pod warstwę romantyczno-metafizycznej pokrywki, która jest oczywiście miła, emocjonująca i ważna ale jest tylko dodatkiem.

                                I chyba fundamentalna sprawa: związku nie rozpatrujemy pod względem korzyści wtedy, gdy... te korzyści na wystarczającym poziomie po prostu do nas docierają.

                                Nie zastanawiasz się nad kondycją finansową firmy dopóki regularnie otrzymujesz uzgodnioną pensję, nie? :)))
                                • mujer_bonita Re: Temat przemocy psychicznej 31.07.12, 18:10
                                  songo3000 napisał:
                                  > I chyba fundamentalna sprawa: związku nie rozpatrujemy pod względem korzyści wt
                                  > edy, gdy... te korzyści na wystarczającym poziomie po prostu do nas docierają

                                  Mało kto widzi związek jako wzajemną wymianę bo to takie 'nieromantyczne'. Liczenie? Porównywanie? Kochanie 'za coś'?
                                  • songo3000 Re: Temat przemocy psychicznej 01.08.12, 07:15
                                    Cześć Bonitka!

                                    Fajnie, że jesteś :) Już się bałem, że 'życie rodzinne' wciągnęło Cię jak trójkąt bermudzki :)
                  • that.bitch.is.sick Re: Temat przemocy psychicznej 31.07.12, 12:43
                    bluenote1 napisała:

                    > Moja analiza forów może faktycznie nie jest reprezentatywna, bo piszę o forach
                    > dotyczących życia rodzinnego, problemów małżeńskich i wychowawczych, na tym sk
                    > upiają się moje zainteresowania, nie piszę o forach dotyczących motoryzacji czy
                    > hodowli świnek morskich.
                    > Mam się za znawczynię tematu przemocy w rodzinie, szczególnie jej postaci psych
                    > icznej, bo o przemocy jako takiej wiadomo już wszystko, przebadano ją, są staty
                    > styki i miliony opracowań. O przemocy psychicznej pisze sie i mówi mniej, choć
                    > od jakiegoś czasu znacznie, znacznie więcej niż kiedyś. Kiedyś taki niechciany
                    > seks nazywało się obowiązkiem małżeńskim. Dziś kobiety, ktorym wmówiono, że pow
                    > inny być zawsze chętne, inaczej są oziębłe i nie spełniają tego obowiązku, mówi
                    > ą jasno i wyraźnie: to gwałt, bo ja tego seksu nie chcę, ale partner mi wmówił,
                    > że mam go chcieć, a ja w swojej naiwności i chęci, żeby jednak sprostać oczeki
                    > waniom i dać związkowi jeszcze szansę, robię to, ale w głębi ducha się tym brzy
                    > dzę.

                    Jesus znowu widzę że problem przemocy psychicznej widzisz jednowymiarowo i kojarzy Ci się nader jednoznacznie. Jeśli nie jesteś zdolna zrozumieć, że przemoc psychiczna to hasło kryjące wiele zagadnień i układów/wymiarów pomiędzy płciami i absolutnie nie odnosi się w sposób uniwersalny do żony krzywdzonej przez męża za pomocą relacji seksualnej.
                    Niestety w wielu przypadkach genezy zjawiska i czynników które je uformowały w takiej a nie innej formie w rzeczywistości konkretnego związku, nie da się wyodrębnić na podstawie lektury bloga, relacji jednej strony tudzież analizy samych skutków. Tym bardziej razi mnie jak z uporem maniaka sugerujesz jakąś asymetrię odpowiedzialności opierając się na wątłych przesłankach. To skłania mnie do przypuszczenia że nie jesteś osobą neutralną tylko z konkretnym nastawieniem pod wpływem nieprzepracowanych problemów i w nieprawdziwy sposób interpretowanych własnych doświadczeń, a jedyne co potrafią robić takie osoby to narzucać szkodliwą interpretację która nic ciekawego nie wnosi oprócz pustych i jakże oczywistych domniemań.


                    > Zatem proszę, porozmawiajmy o uprawianiu seksu małżeńskiego ze wstrętem. Dlacze
                    > go się go uprawia, skoro budzi wstręt?

                    hmm są różne prawdopodobne scenariusze. Na przykład, niektórzy postrzegają seks jako element więziotwórczy a swój udział w nim mimo braku chęci jako rodzaj dobroczynnego poświęcenia, pod wpływem niewiedzy lub braku zdolności do przewidywania konsekwencji swoich działań co w narodzie jest wcale częste, u osób tych powoduje to w efekcie pewien rodzaj poczucia krzywdy i wykorzystania wiążący się z tym że seks jest z reguły czynnością dość intymną. Co tego typu osoby dały sobie wmówić a czego wmówić sobie dać nie powinny oraz rozmaite obciążenia emocjonalne tych osób nie mają nic wspólnego z brakiem elementarnej wiedzy na temat tego czym jest małżeństwo, związek monogamiczny, jakie znaczenie mają potrzeby drugiej strony oraz jak należy egzekwować własne potrzeby a także jak należy ustalić własne granice i jak sygnalizować aby partner/partnerka nie zrobili czegoś wbrew nam.
                    • bluenote1 Re: Temat przemocy psychicznej 31.07.12, 13:04
                      > Jesus znowu widzę że problem przemocy psychicznej widzisz jednowymiarowo i koja
                      > rzy Ci się nader jednoznacznie. Jeśli nie jesteś zdolna zrozumieć, że przemoc p
                      > sychiczna to hasło kryjące wiele zagadnień i układów/wymiarów pomiędzy płciami
                      > i absolutnie nie odnosi się w sposób uniwersalny do żony krzywdzonej przez męża
                      > za pomocą relacji seksualnej.

                      Napisałam o realcji seksualnej, bo o innych aspektach czytam i piszę na innych forach, o seksie na tym, to chyba oczywiste. Mam pełną świadomość, że przemoc seksualna jest tylko jednym z elementów przemocy. I o ile przemoc seksualna z użyciem siły fizycznej jest związana z przemocą fizyczną, o tyle przemoc seksualna bazująca na wpędzaniu w poczucie winy za niedostatek i złą jakość seksu ofiary (bez uzycia siły fizycznej) jest ściśle związana z przemocą psychiczną, emocjonalną.
                      Dla jednych awantury z wyzwiskami są typowym burzliwym związkiem, dla innych są przemocą psychiczną. Dla jednych wymuszany szantażem emocjonalnym seks nie jest niczym poważnym, dla innych jest gwałtem. Nie możemy podważać czyichś odczuć.
                      • bluenote1 Re: Temat przemocy psychicznej 31.07.12, 13:09
                        Znalazłam kiedyś na forum ciekawy tekst na temat mechanizmu pozostawania w związku, w którym panuje przemoc psychiczna. Może on pomoże niektorym zrozumieć, o co w tym chodzi, zanim napiszecie o dorosłych samorządnych ludziach:

                        „Kobieta, która wyszła za mąż za takiego faceta, na ogół przez wiele lat jest przekonana, że ma w domu troskliwego, sympatycznego, zaradnego faceta, który troszczy się o nią i dzieci, jest uroczy i sympatyczny - a co pewien czas wybucha - bo musi. Bo ona zrobiła coś naprawdę głupiego, bo on się stara, a ona znowu wszystko popsuła, bo on jest inteligentny i tylko dzięki niemu wszyscy mają dom, a ona może najwyżej coś zepsuć i gdyby jego nie było, to świat by się zawalił.
                        To nie jest przypadek pijanego faceta, lejącego żonę, bo zupa była za słona. To przypadek uroczego zazwyczaj faceta, któremu udało się wmówić żonie, że bez niego nie jest nic warta i że przesolenie zupy to nie przypadek, a bezmyślne marnowanie ciężko zarobionych pieniędzy. Po awanturze (bez przemocy fizycznej) o za słoną zupę taka kobieta jest przekonana, ze maż naprawdę ma rację, a piekło robi z troski o rodzinę - a ona, jak zwykle, nawaliła, głupia taka.
                        Często trzeba lat albo czegoś przełomowego, aby kobieta w ogóle mogła zorientować się, że jest ofiarą przemocy, a nie troskliwości.
                        Obwinianie jej o to, że żyje wiele lat z takim facetem, to kompletne niezrozumienie mechanizmu tego typu przemocy, która zostawia w całości ciało, a robi wodę z mózgu".
                      • songo3000 Może jakiś przykład? 31.07.12, 14:03
                        > t niczym poważnym, dla innych jest gwałtem. Nie możemy podważać czyichś odczuć.
                        Tym sposobem to możesz sobie 'dowodzić' wszystkiego i każdym przypadku skoro definicję czegoś, co jest jasne i klarowne sprowadzasz do relatywizmu odczuć.

                        Podaj proszę przykład takowego szantażu emocjonalnego, przy którym to jesteś zmuszona, nie masz wyboru i zgadzasz się na seks.
              • la.locca Re: do czego zmierzasz? 31.07.12, 11:41
                Bluenote,
                to niekoniecznie jest spojrzenie kogoś pewnego siebie, super-hiper, ale po prostu spojrzenie kogoś z boku. Oczekiwałaś takiego właśnie spojrzenia, czy pogłaskania po głowie i utwierdzenia, że tak już jest, życie jest okrutne i trzeba się z tym godzić?
                Gwałt małżeński owszem - zdarza się i jest karalny, ale to co opisałaś to nie jest gwałt. To brak asertywności, nieumiejętność podejmowania decyzji, spaczone widzenie świata, masochizm, ale nie gwałt...

                Nawet jeżeli jest to osoba wierząca, uznająca nierozerwalność małżeństwa, to może odejść. Nie ma jedynie prawa wyjść powtórnie za mąż.
                Nawet jeżeli nie chce odejść ze wzgledu na dzieci, to nie ma przymusu uprawiania seksu.



      • abrigado Re: Bzdura 31.07.12, 10:09
        a guzik prawda ! gwałt jest TYLKO i WYŁĄCZNIe wtedy kiedy seks lub jego usiłowanie odbywa się pomimo wyraźnego sprzeciwu drugiej osoby.

        nawet przelecenie nieprzytomnej lub pijanej kobiety nie jest gwałtem ( tak naprawdę zgwałceniem) tylko innego rodzaju przestepstwem

        i SŁUSZNIe- bo prawo musi zakladac równość a nie dyskryminację jednej ze stron "stosunku" tylko dlatego, że druga strona ma jakies wewnętrzne foczy, watpliwości

        równie dobrze osoby niezadowolobne ze swojej pracy bo jwest nudna moglyby oskarzac szefa o oszustwo lub pracę niewolnicza- nie nadużywajcie pojęć mających inne znaczenie!

        to co opisała autorka w OGÓLE nie jest gwałtem- ani zadnym innym przestępstwem chyba, że nie podała nam istostnych faktów.
        W gwałcie musi istnieć przymus, przełamanie woli ofiary, nie ma gwałtu jesli ktoś jest mało asertywny, albo jak napisał przedmówca jest po prostu niezadowolony z seksu z konkretnym mężczyzną

        mam nadzieję, że autorke poniosła egzaltacja i nie jest to po prostu wyraz jest pustostanu umysłowego
        • songo3000 Powiem Ci tak :) 31.07.12, 11:28
          Jakby mnie we śnie sąsiad przeleciał to rano mało co zważałbym na formalną kwalifikację prawną i zrobiłbym mu jesień średniowiecza :D
        • swiete.jeze Re: Bzdura 31.07.12, 14:25
          > nawet przelecenie nieprzytomnej lub pijanej kobiety nie jest gwałtem ( tak nap
          > rawdę zgwałceniem) tylko innego rodzaju przestepstwem

          Żartujesz, prawda? Czy ty jesteś z tych, że jak miała krótką spódniczkę, to też się nie liczy jako gwałt?
          • abrigado Re: Bzdura 31.07.12, 14:34
            jesteś ignorantką- po porstu streściłem kodeks karny:

            art 197 par 1 i 2 to przestępstwo zgwałcenia- postepowanie sprawcy cechuje sie zastosowanie przemocy, grożby bezprawnej lub podstepem( np pigułka gwałtu, udawanie ginekologa przez szefa firmy budowlanej z lublina)

            to co ciebie tak wzburzyło to art. 198 kk ( inne przestępstwo) brzmi on:


            to, wykorzystując bezradność innej osoby lub wynikający z upośledzenia umysłowego lub choroby psychicznej brak zdolności tej osoby do rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem, doprowadza ją do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności,


            jak więc widzisz zgwałcenie i przestępstwo z art 198 to dwa rózne przesesptwa

            chyba, ze myslisz, ze sąd apelacyjny w katowicach również zartuje pisząć "brak jednak oporu ze strony pokrzywdzonej, jak i brak używania przemocy przez oskarżonego, nie może prowadzić do wniosku, iż pokrzywdzona dobrowolnie poddała się obcowaniu płciowemu z oskarżonym. Jedynie bowiem w przypadku zgwałcenia sprawca atakuje swobodę procesu decyzyjnego ofiary w sferze przyzwolenia seksualnego. W odniesieniu zaś do przestępstwa z art. 198 k.k. nie występuje taki atak, lecz wykorzystanie tego, że ofiara nie jest w stanie podjąć w sposób niezakłócony i swobodny decyzji woli w powyższym względzie. O ile zatem w przypadku zgwałcenia sprawca wprost narusza samostanowienie ofiary w zakresie pożycia intymnego, o tyle na tle przestępstwa z art. 198 k.k. wykorzystuje on istniejący stan braku możliwości ofiary sensownego lub swobodnego samostanowienia w tej sferze, a zatem stan bezradności, który w rozumieniu art. 198 k.k. nie musi się wiązać z niemożliwością rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem.


            wypada się więc dokształcić zanim da się popisy własnej ignorancji i życzeniowego myslenia ;P


            > Żartujesz, prawda? Czy ty jesteś z tych, że jak miała krótką spódniczkę, to też
            > się nie liczy jako gwałt?
            • hello-kitty2 Re: Bzdura 31.07.12, 15:24
              abrigado napisał:

              > art 197 par 1 i 2 to przestępstwo zgwałcenia- postepowanie sprawcy cechuje sie
              > zastosowanie przemocy, grożby bezprawnej

              Abrigado a jak sie udowadnia, ze "zastosowanie przemocy, grozby bezprawnej" mialo miejsce? Wiesz dlaczego pytam? Bo swego czasu wmawiano mi poglad, ze skoro ktos chce cie zgwalcic to nalezy mu na to pozwolic, by nie dopuscil sie ciezszego czynu np. uszkodzenia ciala lub morderstwa. Ja twierdze, ze nalezy walczyc, bo walka i obrazenia, w jej wyniku obniesione sa dowodem na "zastosowanie przemocy, grozby bezprawnej" przez napastnika tak jak choroba jest symptomem walki organizmu z infekcja. Myle sie?

              Jesli kobieta nie walczy i nie przeciwstawia sie napastnikowi, bo boi sie odniesienia powazniejszych obrazen (chocby pobicia) to do przestepstwa nie dochodzi?
              • abrigado Re: Bzdura 31.07.12, 15:34
                > Jesli kobieta nie walczy i nie przeciwstawia sie napastnikowi, bo boi sie odnie
                > sienia powazniejszych obrazen (chocby pobicia) to do przestepstwa nie dochodzi?

                oczywiście, ze dochodzi do zgwałcenia ( kwestię wiarygodności i sposobów dowodzenia zostawiłbym- na ten temat powstają opasłe komentarze i jest przedmiot dysput miezy tuzami prawniczymi , seksuologami i psychologami- temat jest za trudny na najbardziej nawet zaangażowany post)

                jesli godzisz się na seks ze strachu przed czymś gorszym a sprawca ma swiadomość lub powinen mięc świadomosć w danych okolicznościach ,że godzisz sie pod wpływem lęku, to odpowiada za przestepstwo zgwałcenia.
                Tak samo jest zreszta z rozbojem, wymuszeniem rozbójniczym, pozbawieniem wolności.

                również kwestia praktyczna jak się powinno zachowac w trakcie gwałtu jest dyskusyjna i skomplikowana.
        • brak.polskich.liter Re: Bzdura 31.07.12, 14:36
          abrigado napisał:

          > nawet przelecenie nieprzytomnej lub pijanej kobiety nie jest gwałtem ( tak nap
          > rawdę zgwałceniem) tylko innego rodzaju przestepstwem

          Interesujace. Czy moglbys rozwinac?
          • abrigado Re: Bzdura 31.07.12, 14:40
            własnie rozwinąłem ( patrz post niżej)- rozmawiacie o sprawach, o których macie nikłe pojęcie- takie filozofie bab z magla na temat co jest a co nie jest "gwałtem"
            • bluenote1 Re: Bzdura 31.07.12, 14:52
              Dla wykorzystanej bez jej woli kobiety bez różnicy jest, czy to, co jej zrobiono, nazwane zostanie gwałtem, zgwałceniem czy innego rodzaju przestępstwem.
              Cały wywód i próba udowodnienia, że wszystko, co wykracza poza kk, jest mniej istotne, jest mniej więcej tego kalibru, jak wypowiedź śp. Leppera z obrzydliwym rechotem: czy można zgwałcić prostytutkę?
              Ale żeby to wszystko zrozumieć, trzeba być albo kobietą, albo czującym mężczyzną.
              • abrigado Re: Bzdura 31.07.12, 14:56
                znów stosujesz erystykę i ekstrapolację

                walka z tego typu argumentacja i pozorami logiki ( czyli sofizmatami) polega na uścislaniu pojęc- co właśnie robię :P

                proszewskaż , w którym miejscu napisałem lub przedstawiłem poglad, ze prostytutki nie mozna zgwałcić?
              • that.bitch.is.sick Re: Bzdura 31.07.12, 15:03
                bluenote1 napisała:

                > Dla wykorzystanej bez jej woli kobiety bez różnicy jest, czy to, co jej zrobion
                > o, nazwane zostanie gwałtem, zgwałceniem czy innego rodzaju przestępstwem.
                > Cały wywód i próba udowodnienia, że wszystko, co wykracza poza kk, jest mniej i
                > stotne, jest mniej więcej tego kalibru, jak wypowiedź śp. Leppera z obrzydliwym
                > rechotem: czy można zgwałcić prostytutkę?
                > Ale żeby to wszystko zrozumieć, trzeba być albo kobietą, albo czującym mężczyzn
                >

                :) Ręce opadają...
                Dlatego ważne jest żeby tego typu niunie rozumiejące obrzydliwość i opresyjność aktu seksualnego na kobiecie która sama nie wie bo być może 5 minut po ejakulacji poczuje we wrażliwych trzewiach iż był to jednak gwałt, zamiast wychodzić za mąż kupiły sobie wibrator i długo acz uczciwie badały swoje wnętrze przy jego pomocy aby dokładnie rozgraniczyć sporne przesłanki których oczywiście nie rozumiał niewrażliwy ustawodawca. Żywe fiuty mają to do siebie że ich właściciele lubią wiedzieć na czym stoją, wymaga to empatii więc na początek polecam przedmioty nieożywione. Może ogórek?
                • abrigado Re: Bzdura 31.07.12, 15:09
                  BItch, jednak jesteś boska !!!
                  taka niunia naprawdę nie moze pojąć, ze to czy był gwałt , czy go nie było nie zależy tylko od jeh widzimisię!

                  to co jak byl orgazm to gwałtu nie bło, a jak nie bylo orgazmu to był gwałt
                  a moze gwałt jeast wtedy jak po boskim seksie facet przyleje za przesoloną zupę na drugi dzień?

                  • abrigado Re: Bzdura 31.07.12, 15:12
                    autorko wbrew forsowanej przez ciebie tezie gwałtu tu nie ma zupełnie.
                    Być może faktycznie masz w domu znęcanie psychiczne. ale zarówno stopień Twojej egzaltacji, bezkrytycyzm wobec własnej życzeniowej postawy i pewna histeria oraz stwierdozna nieadekwatność wniosków każą napisać "być może"

                  • that.bitch.is.sick Re: Bzdura 31.07.12, 15:23
                    a
                    >
                    > to co jak byl orgazm to gwałtu nie bło, a jak nie bylo orgazmu to był gwałt
                    > a moze gwałt jeast wtedy jak po boskim seksie facet przyleje za przesoloną zup
                    > ę na drugi dzień?

                    Nie wiem jak to jest. Ale sklasyfikowanie gwałtu wg autorki czyli wg widzimisię kobiety w dowolnym okresie (według subiektywnych kryteriów tego co "ona czuje") to totalna dziecinada. Można by to wyśmiać ale podejrzewam że dla mężczyzny byłoby to coś na kształt kastracji. Nie wyobrażam sobie wówczas sposobu inicjacji kontaktu seksualnego z męskiej strony. W to jakoś widzicie?
                    Szczerze mówiąc dawno tu nie było takiej postaci jak autorka, chętnie poczekam na rozwój tego wątku.
                • mujer_bonita Re: Bzdura 31.07.12, 18:04
                  that.bitch.is.sick napisała:
                  > :) Ręce opadają...
                  > Dlatego ważne jest żeby tego typu niunie rozumiejące obrzydliwość i opresyjność
                  > aktu seksualnego na kobiecie która sama nie wie bo być może 5 minut po ejakula
                  > cji poczuje we wrażliwych trzewiach iż był to jednak gwałt, zamiast wychodzić z
                  > a mąż kupiły sobie wibrator i długo acz uczciwie badały swoje wnętrze przy jeg
                  > o pomocy aby dokładnie rozgraniczyć sporne przesłanki których oczywiście nie ro
                  > zumiał niewrażliwy ustawodawca. Żywe fiuty mają to do siebie że ich właściciele
                  > lubią wiedzieć na czym stoją, wymaga to empatii więc na początek polecam przed
                  > mioty nieożywione. Może ogórek?


                  Wiesz Bitch - może i autorka tego wątku jest 'niunią' natomiast Ty jesteś po prostu klasycznym kastratem emocjonalnym.
            • brak.polskich.liter Re: Bzdura 31.07.12, 15:13
              Dlaczego mnie obrazasz? I dlaczego, zwracajac sie do mnie, stosujesz pluralis maiestatis?
              W poscie, do ktorego sie odnioslam, byles laskaw napisac:

              "nawet przelecenie nieprzytomnej lub pijanej kobiety nie jest gwałtem"

              Jest to stwierdzenie bledne. Owszem, samo wykorzystanie faktu ze kobieta jest pijana, nie kwalifikuje sie jako przestepstwo z art. 197 KK (co zreszta napisales w odpowiedzi na post Swietch Jezy i tu masz racje), ale juz celowe upicie przez sprawce lub wrzucenie prochow do drinka jak najbardziej moze zmienic kwalifikacje czynu na zgwalcenie, czyli wlasnie art. 197.

              > rozmawiacie o sprawach, o których macie nikłe pojęcie

              Proponuje, zebys reforme edukacyjna zaczal od siebie.
              • abrigado Re: Bzdura 31.07.12, 15:18
                gdybyś czytała z uwagą i nie próbowała niudolnie zamieść pod dywan własnej niekompetencji by może zauważyłabyś, że wskazując na 197 par. 1 i 2 wskazałem własnie na pigułkę gwałtu

                a wczesniej napisałem o wykorzystaniu faktu, ze kobieta jest pijana a nie upiciu jej ( świetnie tę różnice zauważa wskazane orzeczenie)

                więć, ma cheri, schowaj ogon pod siebie i przyznaj się do błędu

                swoją droga niezwykle mi miło, że zapozanłas sie treścia przepiusu- zawsze to czyjaś wiedza dizęki mnie uległa poszerzeniu.
                • bluenote1 Re: Kompetny brak zrozumienia problemu 31.07.12, 15:32
                  Ponieważ kompletnie się nie rozumiemy, postawię pytanie inaczej: czy mężczyzna może zmusić kobietę do zbliżenia seksualnego wbrew jej woli, ale nie używając siły fizycznej, jedynie szantaż emocjonalny. Szantaż emocjonalny to na przykład wmawianie takiej kobiecie, że jest do niczego i jest oziębła, podczas gdy ona nie ma ochoty na seks, bo wcześniej partner ją skrzywdził (słownie, emocjonalnie).
                  Nie jestem egzaltowana; pisanie o emocjach i odczuciach nie musi oznaczać egzaltacji. Fragment bloga, jaki przytoczyłam, jest może odrobinę egzaltowany, ale ja rozumiem przesłanie. I chyba tylko ja. Byłam przekonana, że na tym forum znajdę choć jedną osobę, ktora poczuła się kiedyś zmuszona do seksu wbrew swoje woli, ale najwyraźniej się pomyliłam. A w mojej ocenie przemoc psychiczna jest odpowiedzialna za większość problemów z seksem w związkach. Ale oczywiście to tylko moja prywatna, subiektywna, egzaltowana ocena, z pewnością się mylę:P
                  • abrigado Re: Kompetny brak zrozumienia problemu 31.07.12, 15:40
                    taki szantaż emocjonalny- zarzucanie oziębłości- nie ma nic wspólnego z gwałtem.

                    Nawet w sferze oceny moralnej- można to róznie oceniać- bo w takiej sytuacji to moze być nawet przejaw postawy biwednego jęczacego rozdeptanego misia :) ( nawet awantury moga być przejawem histerycznej natury a nie przemocowca jako takiego)

                    oczywiscie mam świadomość, że to tylko jeden biegun.

                    Poza tym nie bardzo rozumiem na czym ma polegać to zmuszenie przez szantaż. No dobra koeś gada- jesteś kiepska w seksie bo się nie starasz, jesteś, oziebła, unikałaś seksu przez cztery miesiąće.
                    gdzie tu szantaż? gośc przedstawia tylko swoją ocene sytuacji. Być może błędną bo nie bierze pod uwage awantur, ale gdzie tu element przetrgowy, gdzie przełamywanie woli?
                    • abrigado Re: Kompetny brak zrozumienia problemu 31.07.12, 15:41
                      dodam jeszcze, że z racji tematyki forum chyba więskzość z nas ma za sobą narzekania swoje albo partnera na oziębłość drugiej strony i odpowiedź drugiej strony zrzucająća winę na narzekającego

                      ręlka do góry kto czuł się przez to zgwałcony ?
                      • bluenote1 Re: Kompetny brak zrozumienia problemu 31.07.12, 15:51
                        Szantaż emocjonalny to nie tylko: jak ty mi coś, to ja ci coś. Wmawianie winy to też rodzaj szantażu emocjonalnego.
                        • abrigado Re: Kompetny brak zrozumienia problemu 31.07.12, 15:57
                          > Szantaż emocjonalny to nie tylko: jak ty mi coś, to ja ci coś. Wmawianie winy t
                          > o też rodzaj szantażu emocjonalnego.

                          masz swiadomośc, ze to Twoja autorska definicja?
                          najzabawniesjze, ze według niej jesteś szantażystka emocjonalną bo własnie wmawiasz nam , że twój mąż jest winny, jemu pewnie też- niepoprawna recydywistka...
                        • songo3000 Re: Kompetny brak zrozumienia problemu 01.08.12, 07:41
                          A satelita Ziemi to też swego rodzaju planeta. No co, w miarę okrągła i lata w przestrzeni kosmicznej dookoła słońca... Tak to można długo, dużo a czasami i namiętnie.
                  • that.bitch.is.sick Re: Kompetny brak zrozumienia problemu 31.07.12, 15:47
                    bluenote1 napisała:

                    Szantaż emocjonalny to na przykład
                    > wmawianie takiej kobiecie, że jest do niczego i jest oziębła, podczas gdy ona n
                    > ie ma ochoty na seks, bo wcześniej partner ją skrzywdził (słownie, emocjonalnie
                    > ).
                    >
                    To chyba na takiej zasadzie jak: poszłam z nim do łóżka bo czułam się nieatrakcyjna. Rozumiem że w takiej sytuacji nawet kiedy koleś nic nie mówił i nic nie uczynił to laskę zgwałciło opresyjne otoczenie popkulturowe, rywalizacja, billboardy z roznegliżowanymi kobietami do których się ustawicznie i obsesyjnie porównywała. Te billboardy ją zaszantażowały po prostu.
                    Chyba gdzieś są granice przenoszenia odpowiedzialności za własne kompleksy i niedowartościowanie na otoczenie, czy nie?
                    • abrigado Re: Kompetny brak zrozumienia problemu 31.07.12, 15:52
                      to troll jakiś- nikt nie moze być aż taki...oderwany od zdrowego rozsądku
                  • gomory Re: Kompetny brak zrozumienia problemu 31.07.12, 16:05
                    > Byłam przekonana, że na tym forum znajdę choć jedną osobę, ktora poczuła się kiedyś zmuszona do seksu wbrew swoje woli, ale najwyraźniej się pomyliłam.

                    Wbrew swojej woli to moze byc dosc rozmyte pojecie. Mnie kiedys kobieta powiedziala "caluj" chociaz wcale nie mialem ochoty jej calowac. Ale czujac spoleczna presje, ze chlop zywemu nie przepuszcza calowalem wbrew swej woli ;).
                    Przyjrzec sie trzeba obydwu stronom, nie tylko oprawcy. Zawsze najlatwiej zaczac zmiane od siebie. Nie jest rzadkoscia, ze ofiara najpierw sobie kata wrecz wyszukuje. Albo starego zastepuje nowszym. Brzmi to kuriozalnie, ale np. leczacy sie alkoholicy bywaja wrecz prowokowani przez zony do wybuchow agresji. Bo awantury "cos" im daja.
                    Kobieta dajaca sie szantazowac i manipulowac przede wszystkim sama musi zaczac dostrzegac swoje polozenie. To na co ona przyzwala, nie potrafiac (czy tez nie chcac) sie bronic.
                    • aandzia43 Re: Kompetny brak zrozumienia problemu 31.07.12, 20:00
                      > Przyjrzec sie trzeba obydwu stronom, nie tylko oprawcy. Zawsze najlatwiej zacza
                      > c zmiane od siebie. Nie jest rzadkoscia, ze ofiara najpierw sobie kata wrecz wy
                      > szukuje. Albo starego zastepuje nowszym. Brzmi to kuriozalnie, ale np. leczacy
                      > sie alkoholicy bywaja wrecz prowokowani przez zony do wybuchow agresji. Bo awan
                      > tury "cos" im daja.

                      To prawda. Brzmi kuriozalnie, ale czasem mam więcej zrozumienia i sympatii dla moich znajomych trzeźwiejących alkoholików, niż dla ich miotających się i próbujących odwrócić bieg Wisły żon :-)

                      Abstrahując od historii bohaterki wątku reprezentowanej per procura przez założycielkę wątku odniosę się do związku wykorzystania (np. seksualnego) z przyzwoleniem na wykorzystanie. Dla mnie sprawa wygląda tak: dokąd mamy do czynienia z braniem przez osobę (bardzo umownie) zwaną katem bez świadomości czynionego zła od osoby (bardzo umownie) zwanej ofiarą dóbr, które ta pozornie zdaje się dawać bez problemu /lubi z radością, nie widzę powodu, by sytuację taką nazwać jednoznacznie wykorzystaniem, gwałtem, złem itd. Jeśli natomiast osoba bardzo umownie zwana katem WIE NA JAKIMŚ POZIOMIE ŚWIADOMOŚCI, ŻE TO, CO SOBIE BIERZE wiąże się z cierpieniem osoby umownie zwanej ofiarą i jej degrengoladą psychiczną, to nie można już mówić o umowności nazywania tych osób ofiarą i katem. Są ofiarą i katem.

                      Przykład: jeśli mąż czynnie doprowadza do współżycia i nie ma sygnałów ze strony małżonki, że ją to dołuje lub psychicznie niszczy, że zmienia to jej stan psychiczny na gorszy, to nawet jeśli ona w środku czuje się nie halo, nie jest winny wykorzystania seksualnego.

                      Przykład: jeśli mąż czynnie doprowadza do współżycia i widzi, że małżonka po fakcie (jednym, drugim i kolejnym) nie wygląda na szczęśliwą czy chociażby nawet obojętną, że ewidentnie ją to dołuje i psychicznie niszczy, i mimo to mąż dalej doprowadza do powtórek z rozrywki, to jest winny wykorzystania seksualnego. Oczywiście brak asertywności u żony, jej zryty beret, jej zamotanie w chore mechanizmy ułatwiają mu dopięcie swego i uzyskanie szybkiej przyjemności kosztem jej człowieczeństwa. Ale to tylko okazja czyniąca złodzieja - KRADZIEŻ BIŻUTERII Z OTWARTEJ KASETKI W CUDZYM DOMU NADAL JEST KRADZIEŻĄ, NIE DAROWIZNĄ.
                      Jak odróżnić jedno od drugiego? Myśleć, kurwa, myśleć! Głową a nie główką.
        • mujer_bonita Re: Bzdura 31.07.12, 18:15
          abrigado napisał:
          > a guzik prawda ! gwałt jest TYLKO i WYŁĄCZNIe wtedy kiedy seks lub jego usiłowa
          > nie odbywa się pomimo wyraźnego sprzeciwu drugiej osoby.

          Czyli jeżeli ktoś drugą stronę sterroryzuje bronią palną i ta nie zdąży pisnąć słowa to już gwałt nie jest? A jeżeli celowo poda środki odurzające, które wykluczą możliwość wyrażenia woli (tzw. pigułkę gwałtu)?
          • gomory Re: Bzdura 31.07.12, 19:16
            > Czyli jeżeli ktoś drugą stronę sterroryzuje bronią palną i ta nie zdąży pisnąć
            > słowa to już gwałt nie jest?

            Ja sadze, ze to raczej zastraszanie niz gwalt. Gdyby tak ofierze strzelic w stope, albo chociaz mocno walnac kolba w czolo to juz byloby czynienie gwaltu.
            • aandzia43 Zgwałcenie w Wikipedii 31.07.12, 20:04
              "Zgwałcenie – zmuszenie drugiej osoby do obcowania płciowego, poddania się innej czynności seksualnej lub wykonania takiej czynności przez jedną lub wiele osób, posługujących się siłą fizyczną, przymusem, nadużyciem władzy, podstępem lub wykorzystujących niemożność wyrażenia świadomej zgody przez daną osobę. Sprawca zgwałcenia nazywany jest gwałcicielem."
              • gomory gwałcenie Wikipedii ;) 01.08.12, 09:08
                Ale Mujerbonita o gwalcie pisala:

                pl.wikipedia.org/wiki/Gwa%C5%82t#Gwa.C5.82t_w_j.C4.99zyku_prawnym
                • urquhart Re: gwałcenie Wikipedii ;) 01.08.12, 11:07
                  Ofiarami takiego naciągania pojęcia gwałtu jak w tym wątku są potem ofiary prawdziwych gwałtów które nie są brane potem poważnie. Jak po sprawie Assange’a, Anglicy dostali instrukcje żeby wykazywać ostrożność i powściągliwość, drobiazgowe sprawdzanie na międzynarodowe listy gończe ze Szwecji w sprawie o gwałty i przestępstwa seksualne.

                  Ta sprawa to właśnie ciekawy precedens niewypowiedzoniego nie, zaraz o poranku po upojnej nocy kiedy było wszystko za obopólną zgodą.
                  • la.locca Re: gwałcenie Wikipedii ;) 01.08.12, 14:28
                    > Ofiarami takiego naciągania pojęcia gwałtu jak w tym wątku są potem ofiary praw
                    > dziwych gwałtów które nie są brane potem poważnie.

                    Dokładnie! Potem się dziwić, że kobiety, które rzeczywiscie zostały przez męża zgwałcone, są traktowane niepoważnie... Przez takie luźne traktowanie znaczeń, dewaluują się pojęcia.
            • abrigado Re: Bzdura 01.08.12, 07:24
              wyjasniałem to już ze trzy raze- zastraszenie w celu doprowadzenia do obcowania to gwałt ( zgwałcenie), podobnie jak wrzucenie tabletki- nawet przytoczyłem tezę orzeczenia Sądu

              może najpierw warto przeczytać zmaiast sprzedawac własne filozofie?
              • gomory Re: Bzdura 01.08.12, 09:03
                > może najpierw warto przeczytać zmaiast sprzedawac własne filozofie?

                Sure...
                Przeczytaj jeszcze raz post moj i Mujer - jest w nim jakikolwiek gwalt? Nie :P.
                Gdybym ta terroryzujaca bronia palna wbrew Twej woli rozkalibrowal Ci odbycik to byloby gwalt i zgwalcenie w jednym ;). Ale o tym Mujer nic nie wspominala.
        • aandzia43 Re: Bzdura 31.07.12, 20:09
          > a guzik prawda ! gwałt jest TYLKO i WYŁĄCZNIe wtedy kiedy seks lub jego usiłowa
          > nie odbywa się pomimo wyraźnego sprzeciwu drugiej osoby.
          >
          > nawet przelecenie nieprzytomnej lub pijanej kobiety nie jest gwałtem ( tak nap
          > rawdę zgwałceniem) tylko innego rodzaju przestepstwem

          No chyba nie bardzo:
          "Zgwałcenie – zmuszenie drugiej osoby do obcowania płciowego, poddania się innej czynności seksualnej lub wykonania takiej czynności przez jedną lub wiele osób, posługujących się siłą fizyczną, przymusem, nadużyciem władzy, podstępem lub wykorzystujących niemożność wyrażenia świadomej zgody przez daną osobę. Sprawca zgwałcenia nazywany jest gwałcicielem"

          "Niemożność wyrażenia świadomej zgody". Więc chyba przelecenie kompletnie pijanej laski, która wcześniej nie wyrażała zgody na seks jest zgwałceniem. Jak również osoby w ogóle niezdolnej do wyrażenia takiej zgody (upośledzenie umysłowe, rzut psychozy).
      • mujer_bonita Re: Bzdura 31.07.12, 18:07
        songo3000 napisał:
        > W końcu kapnęła się, że za marne wynagrodzenie to mamy i
        > lament i szukanie winnych.

        Kapnęła się i pojawiło się poczucie krzywdy.
        • songo3000 Re: Bzdura 01.08.12, 07:39
          I dobrze, bez silnego bodźca nadal tkwiła by niefajnej dla siebie (czy tylko? śmiem wątpić) sytuacji. Te mechanizmy obronne są wbrew pozorom bardzo zdrowe i proste, trzeba tylko siebie słuchać, prawda? :)
          • mujer_bonita Re: Bzdura 01.08.12, 12:11
            songo3000 napisał:
            > I dobrze, bez silnego bodźca nadal tkwiła by niefajnej dla siebie (czy tylko? ś
            > miem wątpić) sytuacji. Te mechanizmy obronne są wbrew pozorom bardzo zdrowe i p
            > roste, trzeba tylko siebie słuchać, prawda? :)

            Człowiek jak przyłoży rękę do gorącego to mu mechanizm ochronny włącza tryb 'run'. A jak psychika włącza syrenę alarmową to się zastanawia jak coś nazwać zamiast wiać ;)
    • trzydziestoletnia Re: Gwałt małżeński 31.07.12, 21:15
      Ja Ciebie bluenote rozumiem. Rozumiem rowniez te (wg mnie nieadekwatne i czesto nie na miejscu) reakcje forumowe, dobrze znane zjawisko mowiace o tym, ze ofiara przemocy czesto budzi agresje (tu przejawia sie naskakiwaniem na autorke czy obrazaniem), chocby tym, ze ma niejako niesprawny instynkt obronny (wiele osob przestaloby tu pisac albo wkurzylo za te wszystkie "niunie", "pindy" itd). Rozumiem, choc nie akceptuje, uwazam ze wiele slow padlo niepotrzebnych i niesmacznych.

      Co do meritum to ja rowniez nie nazwalabym tego co pisze autorka gwaltem, jednak rozumiem, ze mozna po takim seksie czuc sie jak zgwalcona - czuc niesmak, wstret i niechec zarowno do partnera jak i do siebie. Ma prawo sie tak czuc, wolno jej tak to widziec - poki nie podaje sprawcy do sad mowiac, ze ja zgwalcil - to nikomu nic do tego jak sie po tym czuje i jak okresla dla siebie taki seks.
      W tym watku widze do tej pory wiele niezrozumienia, malo empatii i nieznajomosci zjawiska zarowno przemocy, jak i syndromu ofiary - chocby tego, ze przemoc to rowniez naruszanie godnosci i szacunku czy stosowanie wyzwisk (to np wymuszanie uleglosci), a ofiary wieloletniego urabiania cierpia na zaburzenia adaptacyjne oraz syndrom stresu pourazowego (czyli tą samą przypadlosc jak np zolnierze po wojnie) - i mowicie sobie takiemu zolnierzowi, ze powinien dobrze sypiac i nie truchlec przy kazdym halasie, i jeszcze z wyniosloscia powiedzcie, ze sam sobie winien, nikt mu nie kazal byc zolnierzem. Piekne gadki, nic nie wnoszace dla poszkodowanego, ale w prosty sposob porzadkujace swiat i podnoszace poczucie wartosci i sprawstwa ("ja bym nie pojechal", "ja bym nigdy nie pozwolila..", "ma co chciala"). Mowienie o wolnym wyborze rowniez jest chybione w stosunku do osoby doswiadczajacej przemocy. To tak jak mowienie "wez sie w garsc, zrob cos ze soba" do osoby z depresja. Owszem, moze "cos zrobic", ale to czesto lata pracy. Swiat nie jest czarno-bialy, a rozwiazania problemow tak proste jakby sie chcialo. I nie narzekajcie na narzekania autorki - to jest wlasnie ten krok do wyzwolenia - zobaczenie swojej sytuacji i przerwanie milczenia.
      Autorce gratuluje cierpliwosci mowiania do emocjonalnej sciany ;)
      • hello-kitty2 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 00:40
        trzydziestoletnia napisała:

        > Ja Ciebie bluenote rozumiem. Rozumiem rowniez te (wg mnie nieadekwatne i czesto
        > nie na miejscu) reakcje forumowe...

        Pewnie, ze ty rozumiesz o wiele wiecej niz przecietny uzytkownik forum, bo ty przeciez "babrzesz sie w takich historiach na codzien w pracy".

        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,136646069,136709656,Re_Beznadziejnie.html
        • urquhart Sprawca? 01.08.12, 08:25
          trzydziestoletnia napisała:
          > Ech, zupelnie "normalny" i klasyczny syndrom wspoluzaleznienia. Gdybym nie babr
          > ala sie w takich historiach na codzien w pracy to trudno byloby mi zrozumiec co
          > trzyma zaradne zyciowo, inteligentne i fajne babki przy taaaakich facetach.. C
          > iezka praca przed ta pania..

          Ciekawe czy kiedykolwiek 30letnia zauważyłaś w pracy zaradnego życiowo, inteligentnego, fajnego faceta, przy taaakiej babce.
          Czy Oni to sami "Sprawcy" ? :)
          • trzydziestoletnia Re: Sprawca? 01.08.12, 11:13
            urquhart napisał:

            > Ciekawe czy kiedykolwiek 30letnia zauważyłaś w pracy zaradnego życiowo, intelig
            > entnego, fajnego faceta, przy taaakiej babce.
            > Czy Oni to sami "Sprawcy" ? :)

            Pytasz czy spotkalam kobiety przemocowe? Tak, choc najczesciej to inna forma przemocy, kobiety potrafia wykonczyc samym mędzeniem ;) Stosuja czesciej przemoc 'w bialych rekawiczkach' (ironie, szerzenie plotek, obrazanie, szpile itd). Co nie znasz takich? :)
        • that.bitch.is.sick Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 11:02
          hello-kitty2 napisała:

          > trzydziestoletnia napisała:
          >
          > > Ja Ciebie bluenote rozumiem. Rozumiem rowniez te (wg mnie nieadekwatne i
          > czesto
          > > nie na miejscu) reakcje forumowe...
          >
          > Pewnie, ze ty rozumiesz o wiele wiecej niz przecietny uzytkownik forum, bo ty p
          > rzeciez "babrzesz sie w takich historiach na codzien w pracy".
          >
          > forum.gazeta.pl/forum/w,15128,136646069,136709656,Re_Beznadziejnie.html

          E tam, wszystko co napiszą to tak przewidywalne jakby były klonami samych siebie. Nawet nie ma sensu czytać bo wiadomo, niczym się te półprawdy od siebie nie różnią. Ekstrapolacja krzywdy kobiety na każdy napotkany przypadek to nie jest praca tylko paranoja.:)
        • that.bitch.is.sick Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 11:04
          hello-kitty2 napisała:

          > trzydziestoletnia napisała:
          >
          > > Ja Ciebie bluenote rozumiem. Rozumiem rowniez te (wg mnie nieadekwatne i
          > czesto
          > > nie na miejscu) reakcje forumowe...


          Oczywiście nie wystarczy zakwilić : "rozumiem Cię, chcesz o tym porozmawiać?" żeby rzeczywiście coś zrozumieć:)
          • trzydziestoletnia Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 11:09
            that.bitch.is.sick napisała:

            > Oczywiście nie wystarczy zakwilić : "rozumiem Cię, chcesz o tym porozmawiać?" ż
            > eby rzeczywiście coś zrozumieć:)

            Rozumiem, ze Ty wiesz lepiej co ja rozumiem a czego nie, a nawet czy kwile i czy "chce o tym porozmawiac" i jestes radosnie z tej wiedzy zadowolona. Odczuwam przedziwny brak ochoty do rozmowy w takiej tonacji.
        • trzydziestoletnia Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 11:05
          hello-kitty2 napisała:
          > Pewnie, ze ty rozumiesz o wiele wiecej niz przecietny uzytkownik forum, bo ty p
          > rzeciez "babrzesz sie w takich historiach na codzien w pracy".

          Moze napisz bardziej wprost co chcesz mi powiedziec, bo poza ironia dla mnie to malo czytelne. Zniesmaczylo Ci okreslenie "babranie sie" czy chodzi o cos innego?
      • songo3000 IMHO mylisz się i to okrutnie. 01.08.12, 07:35
        Mówienie do 'emocjonalnej ściany' nie ma prawa wywoływać emocji i to tak burzliwych u znakomitej większości osób odpisując autorce wątku. Ba, nie ma prawa wywołać jakiejkolwiek reakcji - po prostu wszyscy mieli by problemy adwersarzy w dupie. Mylisz po prostu >współodczuwanie< i identyfikację z emocjami babeczki z empatią jako możliwością odczucia/wzbudzenia u siebie emocji drugiej strony.

        Ta pierwsza możliwość generuje w prostej linii działania typu 'głaskanie po główce' o znaczeniu praktycznym... hehehe. Druga z kolei jest jakąś tam szansą na kopnięcie piłki, która utknęła w dołku.

        Co do tego:
        > ialo. I nie narzekajcie na narzekania autorki - to jest wlasnie ten krok do wyz
        > wolenia - zobaczenie swojej sytuacji i przerwanie milczenia.
        To nie żaden KROK (bo ten z definicji oznacza działanie i przemieszczenie się w którąś stronę), to STAN. Iluż tu już było (i jest :) narzekaczy, którzy latami guzik robią w kierunku ulepszenia swojego życia, hę? Narzekanie nie gwarantuje niczego, nie jest też konieczne do podjęcia działań. Jak sama zauważyłaś, może tym działaniom pomóc dając grunt. Może też je przekreślić, zawłaszczając przestrzeń energetyczną.
        • trzydziestoletnia Re: IMHO mylisz się i to okrutnie. 01.08.12, 11:23
          songo3000 napisał:

          > Ta pierwsza możliwość generuje w prostej linii działania typu 'głaskanie po głó
          > wce' o znaczeniu praktycznym... hehehe. Druga z kolei jest jakąś tam szansą na
          > kopnięcie piłki, która utknęła w dołku.

          Ja to widze tak, ze "glaskanie" to etap w zmianach :) Np na grupie dla osob wspoluzaleznionych panie daja sobie duzo wsparcia i w formie "glaskania", ale widze, ze najczesciej taka glaskana pani pierwszy raz mowi o pewnych sprawach, pierwszy raz je nazywa i realniej zauwaza - na tym etapie najczesciej mowia "w koncu ktos mnie zrozumial" - co wcale nie jest czeste, raczej jak juz cos powie to slyszy "przesadzasz, taki facet, szanowany, na stanowisku.. pomaga sasiadom.. to niemozliwe". Marudzenie i narzekanie jest przeciez forma nazwania czegos, to moze pomagac sie wyzwolic (o ile na tym sie nie konczy). A potem zaczyna sie zmiana, kopanie tej pilki z dolka. Choc przyznam, ze na pewno mam spaczone spojrzenie na caly proces, poniewaz nieco czesciej spotykam sie z osobami, ktore jednak zmieniaja, przychodza na terapie itd, a nie poprzestaja na samym glaskaniu i marudzeniu (co bywa mocno irytujace nawet dla anielskiego terapeuty).

          Dobra, lece do zaslonek :)
          • songo3000 Re: IMHO mylisz się i to okrutnie. 01.08.12, 11:56
            Zauważ, że mówisz o personalnym kontakcie bezpośrednim. To ma szansę być 'etapem przygotowawczym' do działania ponieważ naokoło jest KTOŚ, kto popchnie delikwenta w tym kierunku. W rzeczywistości wirtualnej mimo tego całego profilowania nasze byty są bezosobowe a kontakty mocno pośrednie (nie wspominając już o opóźnieniu czasowym). W tym wypadku IMHO nie widzę wielkiej skuteczności 'głaskania', potrzeba raczej silniejszych bodźców.
            Zauważ kluczową rzecz, raczej nikt tu nie palnął - 'czego ty babo chcesz, nie chla, nie bije - masz jak w raju'...
    • trzydziestoletnia Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 11:02
      Poza tym co juz napisalam, dodam, ze pracuje glownie ze sprawcami przemocy, czasem z ofiarami, a w trakcie szkolen tematowi poswiecono wiele czasu, rowniez na superwizji mocno przerabiamy zarowno biezace problemy pacjentow, jak i wlasne reakcje i odczucia. Pisze to zeby sie uwiarygodnic i zeby ktos mi nie kazal biegac po googlach (czego na pewno nie zrobie, bo mam wiele ciekawszych zajec, dzisiaj np szyje zaslonki :)
      Ale do rzeczy, przemoca jest rowniez np. zaniedbanie osoby od nas zaleznej (dziacka, chorego), stala krytyka (!), obrazanie, upokarzanie, porzucenie w niebezpiecznej okolicy (np wyrzucenie z auta w nocy w odludnym miejscu), a takze tzw upierdliwosc (inaczej mędzenie) - poniewaz ma na celu wymuszenie okreslonego zachowania czy reakcji. Chyba spotkaliscie sie z okresleniem "biernej agresji"? To jest dopiero temat.
      W kazdym razie nie podwazalabym czy autorka doswiadcza przemocy.
      • songo3000 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 11:23
        > W kazdym razie nie podwazalabym czy autorka doswiadcza przemocy.
        A kto i gdzie to podważa?
        Ups, brak entuzjastycznej zgody na wszystkie postulaty autorki to też jest przemoc z naszej strony. Mi się to podoba, bo można pójść dalej...
        > a takze tzw upierdliwosc (...)
        ... i stwierdzić kategorycznie, że Twoje uporczywe negowanie moich postulatów i słowna agresja (!) to czystej wody przemoc internetowa.

        Ja wiem, że teraz nowi eksperci nowych dziedzin wiedzy są bardzo potrzebni i fajni. Bo jeszcze do niedawna zupełnie arogancko nazwałbym to paranoją. Rozumiem problem przemocy w związkach przeważnie zamiatany pod dywan, co nie oznacza że nie mogę dostrzegać poprawnego przegięcia w drugą stronę.
        • urquhart Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 11:32
          songo3000 napisał:
          > jni. Bo jeszcze do niedawna zupełnie arogancko nazwałbym to paranoją. Rozumiem
          > problem przemocy w związkach przeważnie zamiatany pod dywan, co nie oznacza że
          > nie mogę dostrzegać poprawnego przegięcia w drugą stronę.

          Jeszcze niedawno ideowo słusznie było nazywanie przegięcia w druga stronę "historyczną sprawiedliwością" :)
          • kutuzow "..ready for make up for 200 years of oppression" 01.08.12, 17:02
            urquhart napisał:

            > Jeszcze niedawno ideowo słusznie było nazywanie przegięcia w druga stronę "hist
            > oryczną sprawiedliwością" :)
            >

            www.joemonster.org/mg/8066,49,
            Nie dość że pasuje do tego tematu "gwałtu" (cudzysłów jak najbardziej na miejscu), to jeszcze nawiązuję do "historycznej sprawiedliwości" którą tutaj Urqu przywołałeś.
          • trzydziestoletnia Re: Gwałt małżeński 02.08.12, 14:58
            urquhart napisał:

            > Jeszcze niedawno ideowo słusznie było nazywanie przegięcia w druga stronę "hist
            > oryczną sprawiedliwością" :)

            Jak zwykle chlopcy sie rozpedzili i nieco "zboczyli" :) A niech Wam to wyjdzie na zdrowie.
        • trzydziestoletnia Re: Gwałt małżeński 02.08.12, 14:57
          songo3000 napisał:

          > > W kazdym razie nie podwazalabym czy autorka doswiadcza przemocy.
          > A kto i gdzie to podważa?

          A wybaczysz mi jak nie bede szukac i doslownie cytowac? :)
          Ktos pisal, ze ten przytoczony sposob domagania sie seksu to nie przemoc tylko "upierdliwosc", ktos inny wrecz, ze taka kobieta nie moze istniec (troll), zeby tak myslala. Ja pisze o tym, ze jednak TAKI sposob domagania sie jest forma przemocy, tj, wywierania nacisku w celu korzysci, a to co pisze autorka jest dla mnie wiarygodne.

          > Ups, brak entuzjastycznej zgody na wszystkie postulaty autorki to też jest prze
          > moc z naszej strony.

          A tu juz zaczynasz rozmowiac ze soba :) Ja sie pod tym nie podpisuje.

          > (..) Rozumiem
          > problem przemocy w związkach przeważnie zamiatany pod dywan, co nie oznacza że
          > nie mogę dostrzegać poprawnego przegięcia w drugą stronę.

          Zgadzam sie z Toba. Ale mam wrazenie, ze "przegiecie" ktore mi przypisujesz nie ode mnie pochodzi, tezy ktore wyolbrzymiles pochodza z Twojej glowy.

      • bluenote1 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 11:29
        Chcę jeszcze raz podkreślić, że nie jestem autorką zacytowanego fragmentu, ale ten fragment poruszył we mnie czułe struny. To fragment bloga opisującego związek dziewczyny DDA z psychopatą, ktory ją regularnie poniżał i gnębił, jedną z form tego gnębienia było wmawianie jej obowiązku małżeńskiego i wpędzanie w poczucie winy z powodu niechęci do niego.
        Ciekawe są diagnozy problemów DDA w związkach, nie spotkałam się z tak wyrażoną opinią, ale rozumiem, że często może tak być. Przemyślę to. Choć sama nie jestem DDA.
        Nie odpowiem za autorkę fragmentu o gwałcie, ale ze swojej strony chcę zapewnić, że opisuję odczucia, absolutnie nie mam zamiaru tego użyć w sądzie, na policji, gdziekolwiek, bo wiem, jak to jest subiektywne, a ponadto bardzo intymne. Dla kogoś, kto tego nigdy nie doznał - absolutnie niezrozumiałe i być może nawet kuriozalne.
        Dziękuję za zrozumienie Trzydziestoletniej, ale ono jest możliwe tylko dla kogoś, kto albo sam temu podlegał, albo właśnie pracuje i styka się z problemem. Dla innych to bajki o żelaznym wilku albo po prostu śmieszne historie egzaltowanych histeryczek. Taki lajf.
        Mam jeszcze pytanie, bo coś mnie zastanowiło. Padło tutaj stwierdzenie, że ofiary przemocy budzą agresję. Spotkałam się z tym, a także z wtórną wiktymizacją, dlaczego tak się dzieje? Dla mnie to niepojęte, myślałam zawsze, że ofiary budzą litość (raczej w tym dobrym tego słowa znaczeniu), ale agresję?
        • abrigado Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 11:48
          Padło tutaj stwierdzenie, że ofia
          > ry przemocy budzą agresję. Spotkałam się z tym, a także z wtórną wiktymizacją,
          > dlaczego tak się dzieje? Dla mnie to niepojęte, myślałam zawsze, że ofiary budz
          > ą litość (raczej w tym dobrym tego słowa znaczeniu), ale agresję?


          ile ty masz lat?

          przy okazji podałas bezwiednie swietne wyjąsnienie dlaczego kobiety, ale mężczyzni też często, tak chętnie wchodza w rolę ofiary

          bo oczekują że z racje takiego statusu znikną wymagania wobec nich i od razu dostaną grant w postaci współczucia, opieki, zainteresowania. skrajne przypadki to takiej postawy to kobiety mordujące swoje dzieci albo wpędzajace je wchroroby, aby im jako matkom wspólczuto.

          jak 14 latek miałem etap depresji, anoreksji i rozczulania sie nad soba-wszedłem tyeż w rolę ofiary i stałem ofiarą znęcania szkolnego- przeciez cierpienie uszlachetnia. Na szcżesice jeszcze przed doba interneu sam się zdiagnozowałem i ww ciagu roku sam stałem bully ( żeby było zabawnie od razu urosłem 15 cm :)

          Od tej pory bardzo przekonuje mnie pogląd, ze postawa ofiary jest bardzo czestą unikiem przed rzeczywistoscia i cyniczn zagrywką. osób je stosujących.
          a osoby czesto stosujące twe taktykę czesto wpadaja we własne sidła bo zamęczają swoja roszczeniową postawą otoczenie i cżesto budza agresję w osobach nawet skłonnych do pomocy.

          ta cecha ofiary wystepuje czesto u osób DDD i DDA- choćby samookaleczanie sie ktore ma być sposobemzwrócenia na siebe uwagi członków dysfunkcyjnej rodziny










          UstawieniaWyloguj

          abrigado

          Ulubione fora
          Ulubione wątki
          Mężczyzna




          + dodaj zdjęciaTwoje:PostyZdjęcia

          Posty:PrzyjaciółNieprzyjaciół




          ForumTowarzyskie


          Samotni? - łączmy się! ;-)
          (Brak) Seks(u) w małżeństwie
          Na razie optymistycznie
          Świat wg Singli
          Kalejdoskop ❁♫♫
          S@lon Odrzuconych [O!]
          Vistula
          DRZWI DO LASU
          PODWÓRKO
          ...Nasza Szkapa...

          więcej »Załóż forum







          reklama



















          • that.bitch.is.sick Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 11:54


            > Padło tutaj stwierdzenie, że ofia
            > > ry przemocy budzą agresję. Spotkałam się z tym, a także z wtórną wiktymi
            > zacją,
            > > dlaczego tak się dzieje? Dla mnie to niepojęte, myślałam zawsze, że ofiar
            > y budz
            > > ą litość (raczej w tym dobrym tego słowa znaczeniu), ale agresję?

            A ja Ci powiem, że w przypadku tej matki, co dostarczała córkę ojcu pedofilowi do pokoju, odgłosy zagłuszając muzyką i dziś uważa się za niewinna ofiarę całej sytuacji TAK! Zdecydowanie wzbudza we mnie agresję ten typ ofiar.
            • songo3000 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:03
              A ładna ta córuś chociaż była? Bo wiesz, jeśli pasztet to wedle 'moich odczuć' mam przeczucie kto tu może być ofiarą ;)
          • mujer_bonita Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:02
            abrigado napisał:
            > przy okazji podałas bezwiednie swietne wyjąsnienie dlaczego kobiety, ale mężczy
            > zni też często, tak chętnie wchodza w rolę ofiary

            No nie - litości! Pewnie zaraz padnie klasyczne: 'same się o to proszą'! Może jeszcze większy absurd: 'kat wyświadcza ofierze przysługę, bo ona chce być skrzywdzona'?
            • songo3000 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:05
              Nie, nie padnie. Miedziogłowy i biczdog coś ostatnio nic nie piszą :PPP
            • abrigado Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:08
              > No nie - litości! Pewnie zaraz padnie klasyczne: 'same się o to proszą'! Może j
              > eszcze większy absurd: 'kat wyświadcza ofierze przysługę, bo ona chce być skrzy
              > wdzona'?


              zaprawdę jesteś aż tak ograniczona?
              oczywiście- zaspokaja potrzebę bycia ofiara czyli osoba uprawnioną do szczególnych oczekiwań

              autorka wprost to nawet wyartykułowała- oczekiwała "z urzędu" współczucia
              • mujer_bonita Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:13
                abrigado napisał:
                > zaprawdę jesteś aż tak ograniczona?
                > oczywiście- zaspokaja potrzebę bycia ofiara czyli osoba uprawnioną do szczególn
                > ych oczekiwań

                To jeszcze ofiara powinna katowi podziękować za 'zaspokojenie potrzeby'?

                Naprawdę nie czujesz tego ABSURDU?
                • abrigado Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:25
                  a kto mówi o dziękowaniu?
                  to jest wyjąsnienie mechanizmu dlaczego "oparzony nie ucieka"

                  wybacz ale to twoje wywody są absurdalne- ponieważ mieszasz pojęcia z róznych światów

                  czym innym jest wina a czym innym przyczyna . to tak jakbys porównywała czołg z masłem orzechowym

                  my tu piszemy o przyczynach a nie o winie. wina zaklada swiadmość i do pewnego stopnia przynajmniej zdolnośc do przewidywania skutków własnych zachowań. Jak zasłbnę i upadajac wytrącę ci z ręki kubek z cafe latte to czyja to wina ? ;)
                  • mujer_bonita Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:54
                    abrigado napisał:
                    > a kto mówi o dziękowaniu?
                    > to jest wyjąsnienie mechanizmu dlaczego "oparzony nie ucieka"

                    Nie jedyne i moimi zdaniem pasujące do jednego na milion przypadków ale można się go uczepić i wypaczyć sens dokładnie wszystkiego. Dryfowanie w stronę 'sama się prosi' niestety jest bardzo niebezpieczne i prowadzi często do absurdu.
              • bluenote1 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:24
                > autorka wprost to nawet wyartykułowała- oczekiwała "z urzędu" współczucia
                Nie oczekiwała, ale sama w sytuacji, gdy ma do czynienia z ofiarą odczuwa właśnie współczucie, a nie agresję, a to jest różnica.
                Oczekiwałam, że są tu osoby, ktore też były w sytuacji bycia pod presją uprawiania seksu małżeńskiego, choć w głębi odczuwały ból i odrazę. Nie chodziło mi o litość i współczucie. Na kilku forach czytałam wiele takich historii, myślałam, że na forum poświęconym z założenia seksowi i problemom z nim związanym, też znajdą się takie osoby i podobne doświadczenia. Tyle.
                Ale oczywiście większość wie doskonale, czego oczekiwałam. I to jeszcze "z urzędu". :P
                • phoibe Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:37
                  a wiesz, ja nawet tobie współczuję. nie rozumiem jednak gdzie w tym wszystkim podziewa się twoja wolna wola, asertywność. bo to wszystko jest zrozumiałe dopóki nie zdajesz sobie sprawy, że jesteś ofiarą przemocy, ale skoro o tym wiesz, to chyba jednak powinnaś coś z tym zrobić, prawda? bo w jeśli nic nie robisz to rzeczywiście wygląda to tak, jakbyś oczekiwała litowania się nad twoim losem i działań ze strony jakiegoś mglistego kogoś innego.
                • hello-kitty2 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:49
                  bluenote1 napisała:

                  > Nie oczekiwała, ale sama w sytuacji, gdy ma do czynienia z ofiarą odczuwa właśn
                  > ie współczucie, a nie agresję, a to jest różnica.

                  Z ofiara to ja mam czasem doczynienia na drodze, gdy potrace zwierze. Pewnie ze rodzi sie wspolczucie, ale instynkt podpowiada, zeby dobic, zabic zeby sie juz wiecej nie meczylo.

                  > Oczekiwałam, że są tu osoby, ktore też były w sytuacji bycia pod presją uprawia
                  > nia seksu małżeńskiego, choć w głębi odczuwały ból i odrazę (...) myślałam,
                  > że na forum poświęconym z założenia seksowi i problemom z nim związanym, też z
                  > najdą się takie osoby i podobne doświadczenia.

                  No niestety raczej nie :) Brak seksu nam doskwiera.

                  Kiedys pisala tu kobieta bedeaca pod presja meza, ktory podchodzil do niej z 'pelnymi gaciami' i mowil: "zrob mi cos z tym". Padaly komentarze kobiet (pewnie posypaly sie fantazje) ze chcialby zeby tak jakis przystojniak np. umundurowany ochroniarz czy policjant czy songo z poligonu podszedl do nich z takim tekstem, one wtedy na kolanka, hmm rozmarzylam sie :)
            • that.bitch.is.sick Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:17
              mujer_bonita napisała:

              > abrigado napisał:
              > > przy okazji podałas bezwiednie swietne wyjąsnienie dlaczego kobiety, ale
              > mężczy
              > > zni też często, tak chętnie wchodza w rolę ofiary
              >
              > No nie - litości! Pewnie zaraz padnie klasyczne: 'same się o to proszą'! Może j
              > eszcze większy absurd: 'kat wyświadcza ofierze przysługę, bo ona chce być skrzy
              > wdzona'?
              >

              Nie kuźwa, dość tego! wróćmy może do logiki mamusi oddające swoje dzieci pedofilowi tatusiowi, księdzu whatever. Biedna zaszczuta mimoza. ofiara patriarchatu. To ta sama logika zdejmowania z siebie odpowiedzialności co u autorki wątku. I u was wszystkich.
        • trzydziestoletnia Re: Gwałt małżeński 02.08.12, 15:07
          bluenote1 napisała:

          > dlaczego tak się dzieje? Dla mnie to niepojęte, myślałam zawsze, że ofiary budz
          > ą litość (raczej w tym dobrym tego słowa znaczeniu), ale agresję?

          Jest troche teorii, mnie np przekonuje taka, ze ofiary przemocy maja zaburzone naturalne reakcje obronne - popatrz np na dzieci, ktore sie odgryzaja/bronia gdy inne im dokuczaja, i na takie, ktore np sie czerwienia i spuszczaja glowe - kto czesciej staje sie "kozlem ofiarnym"?
          Brak instynktow obrony i tych iskier zlosci, wkurzenia, stawiania granic powoduje, ze czlowiek zarowni czesciej staje sie ofiara, jak i utrudnia wyzwolenie sie z tej roli. Trzeba by sie tu zastanowic jak to sie stalo, ze "wykastrowano" takiego czlowieka z natualnych reakcji obronnych (tu zazwyczaj analizuje sie dziecinstwo).
          • bluenote1 Re: Gwałt małżeński 02.08.12, 15:32
            > Jest troche teorii, mnie np przekonuje taka, ze ofiary przemocy maja zaburzone
            > naturalne reakcje obronne - popatrz np na dzieci, ktore sie odgryzaja/bronia gd
            > y inne im dokuczaja, i na takie, ktore np sie czerwienia i spuszczaja glowe - k
            > to czesciej staje sie "kozlem ofiarnym"?

            Nie no, ja rozumiem, że dupa wołowa może złościć, denerwować, że jest takim właśnie bezbronnym gamoniem. Szczególnie dzieci może złościć:P Ale skąd agresja, skąd tyle jadu, jak ktoś pisze, że żyje z przemocowcem, że wcześniej nie zdawał sobie sprawy z przemocowości, że brał na siebie część winy. Taka osoba natychmiast jest oceniana jako wyrachowana pijawka, ktora czerpie specyficzne profity z bycia ofiarą, a w dalszej kolejności wmawia się już jej, że sama jest przemocowa, tylko udaje, że jest ofiarą. Spirala agresji nakręca się szczególnie wtedy, gdy ofiara zaczyna się bronić przed taką wtórną wiktymizacją, ktora jest bardziej nieraz bolesna niż same ataki przemocowca. Skoro się broni, to znaczy, że nie jest taka bezbronna, aaaaa, ona oszukuje, tak, na pewno to ona jest przemocowa i dalej już leci. Zawsze w tym wszystkim kompletnie zapomina się o tym, że tam jednak jest facet, ktory jest agresywny, który wyzywa, szarpie, zastrasza, szantażuje, deprecjonuje. Zasłużyła sobie!!!! Sama tego chciała. Sama się prosiła!
            • urquhart "kozły ofiarne" a prowokowania agresji 02.08.12, 16:41
              bluenote1 napisała:
              > Nie no, ja rozumiem, że dupa wołowa może złościć, denerwować, że jest takim wła
              > śnie bezbronnym gamoniem. Szczególnie dzieci może złościć:P Ale skąd agresja, s
              > kąd tyle jadu, jak ktoś pisze, że żyje z przemocowcem, że wcześniej nie zdawał
              > sobie sprawy z przemocowości, że brał na siebie część winy.

              Może trzydziestoletnia wyjaśni szerzej ale tak z doświadczenia.
              To inny temat, ale będąc jakoś tam silniejszy i ideowo wychowywany brałem w podwórkowym, szkolnym takie kozły ofiarne i ofiary losu pod ochronę.
              Zwykle źle się to dla mnie kończyło i szybko nauczyło ostrożności i budziło gorycz złość odpłata podłością. Bowiem owa obroniona dupa wołowa brała wiekoduszność za moją słabość i prowokawała agresję na mnie osmieszała mnie potem na mnie by samemu poczuć się dowartościowana w środowisku i zapunktować kiedy myślała że nic jej nie grozi z mojej strony. Skończyło się kiedy wlałem raz drugi przy innych podwórkowych wyrostkach i szacunek i autorytet wrócił.
              • bluenote1 Re: "kozły ofiarne" a prowokowania agresji 02.08.12, 16:50
                Bowiem owa obroniona dupa wołowa brała wiekoduszno
                > ść za moją słabość i prowokawała agresję na mnie osmieszała mnie potem na mnie
                > by samemu poczuć się dowartościowana w środowisku

                A to akurat jest schemat typowego przemocowca. Jest nieudacznikiem, ale musi być ktoś gorszy i slabszy od niego, nad kimś musi górować. Nad kim najłatwiej? Nnad bliską i naiwną żoną, a później nad dziećmi.
      • ale-cialo Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 11:36
        Jak rozmawiasz ze sprawcami przemocy to nic dziwnego że koncentrujesz się na ich odpowiedzialności. Natomiast autorka wątku naciąga pojęcie gwałt, żeby wyszło że biedna kobieta, całkowicie nieświadoma i absolutnie bezwolna pada ofiarą niecnego, podstępnego przemocowca. Ktoś, państwo, społeczeństwo, służby, organizacje (absolutnie nie sama zainteresowana) powinien coś zrobić. Kto jej nie współczuje ten zły.

        W sytuacji ofiary bardziej konstruktywne byłoby przyjrzenie się własnemu wkładowi w to bagno: przymusowi udowadniania, że jest dobrą, nieozięblą i dającą żoną czy niepoprawnemu chciejstwu, które karze wierzyć w bajeczki o miłości zapodawane w okresach miodowych.
        • mujer_bonita Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:05
          ale-cialo napisała:
          > W sytuacji ofiary bardziej konstruktywne byłoby przyjrzenie się własnemu wkłado
          > wi w to bagno: przymusowi udowadniania, że jest dobrą, nieozięblą i dającą żoną
          > czy niepoprawnemu chciejstwu, które karze wierzyć w bajeczki o miłości zapodaw
          > ane w okresach miodowych.

          Jakież to typowe przenoszenie odpowiedzialności na ofiarę:
          - zgwałcili ją - po co nosiła mini
          - okradli ją - trzeba było lepiej pilnować torebki
          - pobili - po co szła nocą przez park
          - mąż ją katuje - zupa była za słona
          i tak dalej...
          • ale-cialo Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:09
            Mujer hamuj się, ja tych argumentów nie użyłam
            • mujer_bonita Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:12
              ale-cialo napisała:
              > Mujer hamuj się, ja tych argumentów nie użyłam

              Tych nie ale schemat jest dokładnie ten sam.
              • ale-cialo Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:17
                Schemat manipulacji:
                wkładam przeciwnikowi w usta absurdalne i wyolbrzymione argumenty, żeby pokazać, że kto się ze mną nie zgadza stoi tam gdzie ZOMO

                Ratunku też jestem ofiarą przemocy psychicznej!
                • bluenote1 Re: Sama chciałam:P 01.08.12, 12:20
                  that.bitch.is.sick napisała:


                  > A ja Ci powiem, że w przypadku tej matki, co dostarczała córkę ojcu pedofilowi
                  > do pokoju, odgłosy zagłuszając muzyką i dziś uważa się za niewinna ofiarę całej
                  > sytuacji TAK! Zdecydowanie wzbudza we mnie agresję ten typ ofiar.

                  Co Ci daje podawanie takiego skrajnego przykładu? Satysfakcję?
                  Zadałaś sobie trud przeczytania wklejonego przeze mnie posta na temat przemocy psychicznej o trudności w jej zdiagnozowaniu w związku? Gdy facet jest z pozoru i dla wszystkich innych uroczym człowiekiem? Jesteś sobie w stanie wyobrazić młodą niedoświadczona kobietę, która wychowała się bez ojca, bez wzorców związku, której imponuje "wielka" miłość chłopaka, jego codzienne wystawanie pod szkołą, chodzenie za nią jak pies, oddanie i poczucie bezpieczeństwa, ktore funduje na początku związku? Która to łyka, a jak już wyjdzie za niego to bardzo trudno jej uwierzyć, że jego wybuchu gniewu są z powietrza, myśli, że może ona faktycznie za szeroko uśmiechnęła się do znajomego na ulicy, może faktycznie nie powinna mu zwracać uwagi, że miał umyć wannę, bo ona ma rzut uczulenia, może wybrała zły moment.
                  Eh, po co ja się produkuję, przecież już wszystko wiadomo. Sama chciałam zostać ofiarą, czerpię z tego profity, sama się podkładam, sama się proszę, żeby mi pluć w twarz, kocham tooooo!
                • bluenote1 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:27
                  Schemat manipulacji: piszemy o zjawisku przemocy psychicznej, a wyskakuje się z najcięższym kalibrem: matką podsuwającą pedofilowi dziecko. Śmieszne i tyle.
                  • bluenote1 Re: Wiktymizacja wtórna 01.08.12, 12:37
                    Właśnie to jest tutaj ochoczo uprawiane, a ile przy tym zabawy.
                    Fragment pochodzący z artykułu w piśmie Niebieska linia www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=515

                    "Drugi poziom zwraca szczególną uwagę na czynniki zewnętrzne (tzw. wtórne zranienia), które bywają szczególnie dotkliwe dla ofiar, ponieważ dotyczą reakcji świata zewnętrznego i wskazują na ich odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. Czasem chodzi tu o osoby z najbliższego otoczenia ofiar. Kwestionowanie prawdziwości opowieści ofiary, która szuka pomocy, zaprzeczanie i pomniejszanie jej doświadczeń, obwinianie aż do odmawiania pomocy ofierze i sugerowanie jej chęci zysku, zarzucające celowe pogrążanie sprawcy, stają się same w sobie kolejnym wydarzeniem traumatycznym, które ofiary relacjonują jako dotkliwsze, niż te doświadczane od sprawcy".
                    • abrigado Re: Wiktymizacja wtórna 01.08.12, 12:40
                      czyli teraz to my sie tu nad tobą znaćeamy?
                      jak na ofiarę wykazujesz dużą przedsiebiorczość w kepowaniu niewygodnych dla siebie opinii. Czuję się ograniczany w mojej wolności słowa ;P


                      "Drugi poziom zwraca szczególną uwagę na czynniki zewnętrzne (tzw. wtórne zrani
                      > enia), które bywają szczególnie dotkliwe dla ofiar, ponieważ dotyczą reakcji św
                      > iata zewnętrznego i wskazują na ich odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. Cz
                      > asem chodzi tu o osoby z najbliższego otoczenia ofiar. Kwestionowanie prawdziwo
                      > ści opowieści ofiary, która szuka pomocy, zaprzeczanie i pomniejszanie jej dośw
                      > iadczeń, obwinianie aż do odmawiania pomocy ofierze i sugerowanie jej chęci zys
                      > ku, zarzucające celowe pogrążanie sprawcy, stają się same w sobie kolejnym wyda
                      > rzeniem traumatycznym, które ofiary relacjonują jako dotkliwsze, niż te doświad
                      > czane od sprawcy".










                      UstawieniaWyloguj

                      abrigado

                      Ulubione fora
                      Ulubione wątki
                      Mężczyzna




                      + dodaj zdjęciaTwoje:PostyZdjęcia

                      Posty:PrzyjaciółNieprzyjaciół




                      ForumTowarzyskie


                      Samotni? - łączmy się! ;-)
                      (Brak) Seks(u) w małżeństwie
                      Na razie optymistycznie
                      Świat wg Singli
                      Kalejdoskop ❁♫♫
                      S@lon Odrzuconych [O!]
                      Vistula
                      DRZWI DO LASU
                      PODWÓRKO
                      ...Nasza Szkapa...

                      więcej »Załóż forum







                      reklama



















                  • abrigado Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:38
                    Bitch zrobiła dokładnei to samo co ty na wstępie.
                    wracając zaś do twojego porpzedniego postu.
                    aby Twoje myslenie bylo poprawne należałby uzanć, ze ten twój lub wystajac pod szkołą już wiesział ,ze będzie cie tak traktować

                    Tak jest w przypadku oszusta matrymonialnego, który deklaruje pewne zamiary w istocie majac zamiary zupełnie inne
                    Jesli faktycznie sadizsz, ze w przypadku twojego faceta maiło to miejsce to albo on jest ciężko zaburzonym kolesziem w rodzaju makabrycznych mistyfikatorów jak john list, albo ty masz paranoję.

                    Jesli chodzi natomiast o to, że po czasie partner zaczał traktowac cię coraz gorzej, aż w pewnym momencie szala się przechyliła to pop roastu się nim rozczarowałaś, a nie padłaś ofiara jego podstępu.
                    Oczywiscie, ze można ci wspólczuć, ale tylko w tym zakresie, przy zachowaniu odpowiednich proporcji. W tym zakresie zresztan ie widze w Twoim przypadku nieczego bardziej godnego wspólczucia niznp poniższy wątek niejakiego kemot ski.
                  • that.bitch.is.sick Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:52
                    bluenote1 napisała:

                    > Schemat manipulacji: piszemy o zjawisku przemocy psychicznej, a wyskakuje się z
                    > najcięższym kalibrem: matką podsuwającą pedofilowi dziecko. Śmieszne i tyle.

                    Rozumiem że Twoje naciąganie pojęcia gwałtu na wstępie to było ok.? Naciesz się analogią.
                    • bluenote1 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 13:03
                      > Rozumiem że Twoje naciąganie pojęcia gwałtu na wstępie to było ok.? Naciesz się
                      > analogią.

                      Ja nie naciągam, jak Ci wytłumaczyć, że tak czasami to odczuwałam. Zmuszałam się do czegoś, czego nie chciałam, co bolalo, ale uważałam, wmówiono mi, że tak trzeba, że to przez moją oziębłość on taki nerwowy chodzi. Byłam potwornie głupia, sama teraz się sobie dziwię, ale bylo tak jak w podanym przeze mnie poście o przemocy psychicznej: taki związek nie rani ciala, ale robi wodę z mózgu. W pełni zdrowym, silnym, asertywnym jednostkom to się kompletnie nie może pomieścić w głowie, ale tak jest. I ja tak odczuwałam. Napisz teraz, że przesadzam, wydziwiam i histeryzuję. Niech Ci będzie, mnie to już kompletnie nie rusza, już się uodporniłam.
                      I jeszcze coś: zrobilam z tym coś, nie jest tak, że tylko narzekam i nic nie robię, ale to już tak na marginesie. Nie mialo być o mnie, miało być o zmuszaniu i zmuszaniu się do niechcianego seksu pod wpływem presji przemocowca.
                      • that.bitch.is.sick Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 13:15
                        bluenote1 napisała:

                        > I jeszcze coś: zrobilam z tym coś, nie jest tak, że tylko narzekam i nic nie r
                        > obię, ale to już tak na marginesie. Nie mialo być o mnie, miało być o zmuszaniu
                        > i zmuszaniu się do niechcianego seksu pod wpływem presji przemocowca.

                        W porządku zmuszałaś się. To nie taka rzadka historia. Zmuszamy się czasami zanim pojmiemy że to złe.. Przyjmuje się że kobieta nie zawsze chce ale zawsze może, natomiast facet zawsze chce a nie zawsze może. Ta maksyma powoduje że zarówno kobiety jak i mężczyźni czasami w pewnych okolicznościach przyrody myślą że wystarczy do seksu jak kobieta nadstawi odpowiednią część ciała. ja już pojęłam że nie wystarczy, a Ty? też. nie wiem czy coś takiego to jest seks.
                      • that.bitch.is.sick Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 13:50
                        bluenote1 napisała:


                        > I jeszcze coś: zrobilam z tym coś, nie jest tak, że tylko narzekam i nic nie r
                        > obię, ale to już tak na marginesie. Nie mialo być o mnie, miało być o zmuszaniu
                        > i zmuszaniu się do niechcianego seksu pod wpływem presji przemocowca.

                        Nie powiem już, że kobieta ze swoją intuicją i znajomością psychologii ma w arsenale dużo sztuczek którymi może skutecznie spowodować u faceta niedyspozycję seksualną.
                      • urquhart Gwałt małżeński azmuszanie się do czegoś 01.08.12, 13:58
                        bluenote1 napisała:
                        > Ja nie naciągam, jak Ci wytłumaczyć, że tak czasami to odczuwałam. Zmuszałam si
                        > ę do czegoś, czego nie chciałam, co bolalo, ale uważałam, wmówiono mi, że tak t
                        > rzeba, że to przez moją oziębłość on taki nerwowy chodzi. Byłam potwornie głupi
                        > a, sama teraz się sobie dziwię, ale bylo tak jak w podanym przeze mnie poście o
                        > przemocy psychicznej: taki związek nie rani ciala, ale robi wodę z mózgu.

                        Rany, jak pomyśle do ilu rzeczy się zmuszam codzienni na które nie mam ochoty bo mi wmówili i zrobili wode z mózgu że mam zobowiązania wobec swoich dzieci, rodziny, chrzestnych, podwładnych w pracy, kontrachentów, przełożonych którzy mi zaufali. Oni wszyscy mnie gwałcą bo ja się zmuszam i wcale nie mam na to ochoty, nie rania mnie ale robia wodę z mózgu że muszę ponosic konsekwencję i wywiązywać się ze zobowiązań, mimo ze nie mam ochoty i robią fochy lub reaguja agresywnie jak nawalę, albo okazuję obojetnosć.
                        Rany jestem ofiarą!
                        • abrigado Re: Gwałt małżeński azmuszanie się do czegoś 01.08.12, 14:13
                          rany, ja też!
                          przeciez gdyby nie dzieci i i ch "przyszłość" nie pracowałbym w korporacji, dostając hemoroidów od siedzenia 10 godzin przed kompem ,nie mieszkałbym w Warszawie

                          tylko pasłbym kozy w bieszczadach Ukraińskich, mieszkał w drewnianej chacie nad strumeniem i uprawiał metaloplastykę- albo wyjechałbym na koło podbiegunowe badać życie tamtejszych ssaków
                          fuck...zgwałcili mnie !
                • mujer_bonita Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:51
                  ale-cialo napisała:
                  > Schemat manipulacji:
                  > wkładam przeciwnikowi w usta absurdalne i wyolbrzymione argumenty, żeby pokaza
                  > ć, że kto się ze mną nie zgadza stoi tam gdzie ZOMO

                  Leć na policję - BIEGUSIEM!!

                  A tak serio - stosowanie analogii powinno Cię skłonić do refleksji nad sensem (lub bezsensem) Twoich słów. Nie wkładam Ci nic w usta - wyraźnie napisałam, że taki jest SCHEMAT Twojej wypowiedzi. To tylko logiczne wnioskowanie.
                  • abrigado Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:54
                    Ty i logicnze wnioskowanie to oksymoron ;)
                    • mujer_bonita Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 12:55
                      abrigado napisał:
                      > Ty i logicnze wnioskowanie to oksymoron ;)

                      Wyobraź sobie, że akurat na tę umiejętność mam oficjalny papier, mówiący zupełnie co innego :D
                  • ale-cialo Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 13:10
                    Nie neguję przemocy psychicznej i wykorzystywania seksualnego w opisanej sytuacji, nie zgadzam się jedynie z nazywaniem tego gwałtem małżeńskim. Czasami naprawdę w małżeństwie dochodzi aż do gwałtów:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,1182,117659355,,Moje_nie_i_agresja_meza.html?v=2
                    ale w opisie na początku raczej facet poniża kobietę i wymusza seks korzystając przy tym z jej wewnętrznych przekonań o obowiązku
                    • mujer_bonita Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 13:51
                      ale-cialo napisała:

                      > Nie neguję przemocy psychicznej i wykorzystywania seksualnego w opisanej sytuac
                      > ji, nie zgadzam się jedynie z nazywaniem tego gwałtem małżeńskim.

                      Ja się odnosiłam do innej części Twojej wypowiedzi, którą konkretnie zacytowałam i cytuję jeszcze raz:
                      'W sytuacji ofiary bardziej konstruktywne byłoby przyjrzenie się własnemu wkładowi w to bagno'

                      Szukanie winy w sobie to właśnie chyba to, co autorkę wątku w to bagno wpędziło w pierwszej kolejności.
                      • abrigado Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 13:56
                        > Szukanie winy w sobie to właśnie chyba to, co autorkę wątku w to bagno wpędziło
                        > w pierwszej kolejności.

                        dla Ciebie próba dopasowania sie do komunałów w rodzaju "obowiązek małżeński" i racjonalizacja swojej bierności to szukanie winy w sobie?!
                        masz mocne podstawy, aby zażądac odszkodowania od twoich nauczycieli logiki ;)
                        • mujer_bonita Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 14:00
                          abrigado napisał:
                          > dla Ciebie próba dopasowania sie do komunałów w rodzaju "obowiązek małżeński" i
                          > racjonalizacja swojej bierności to szukanie winy w sobie?!

                          Przeczytaj może wypowiedź do której się odnoszę to może zrozumiesz. Może.
                        • bluenote1 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 14:22
                          abrigado napisał:

                          > > Szukanie winy w sobie to właśnie chyba to, co autorkę wątku w to bagno wp
                          > ędziło
                          > > w pierwszej kolejności.
                          >
                          > dla Ciebie próba dopasowania sie do komunałów w rodzaju "obowiązek małżeński" i
                          > racjonalizacja swojej bierności to szukanie winy w sobie?!
                          > masz mocne podstawy, aby zażądac odszkodowania od twoich nauczycieli logiki ;
                          > )

                          Abrigado, czy Ty umiesz sformułować choć jedną myśl, nie oceniając przy okazji kompetencji, logiki rozumowania, zdolności umysłowych adwersarza?
                          A tak się składa, że to właśnie jest sedno problemu. "Bo w związku zawsze winne są obie strony" - to slogan, ktory tworzy najwięcej ofiar. Nie ich zamiłowanie do tego, by być poniżanymi, ale właśnie ta "stara" prawda życiowa. A gówno prawda. W związku przemocowym winna jest strona przemocowa, a nie ta, ktorej się wmawia, że też jest winna. To właśnie przez to wmawianie ona się godzi na złe traktowanie, potem coraz gorsze (bo dawka zwiększana jest stopniowo i powoli), bo przemocowiec żywi się jej cierpieniem, agresja narasta, aż facet w złości złamie jej rękę albo będzie dusił córkę (przykłady z forów) i ona wreszcie się ocknie. Oby nie za późno.
                          • abrigado Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 14:28
                            przykład ( skrajny, ok) podany przez bitch wskazuje, że bywają bardziej skomplikowane sytuacje i ocenianie wszystkich z jednego klucza jest co najmniej powierzchowne.
                            znam przypadek gdzie gość złamał kobiecie nos, ale inne okoliczności wskazywały, ze to on był ofiara zorganizowanego przez lata znecania sie psychicznego i prowokowania do uzycia przemocy fizycznej ( wyrok sąd wydany przez kobietę zresztą ;P

                            jak mamy oprawcę to nie mamy zadnego związku.
                            Jak kobieta toleruje takie zachowanie faceta w sytuacji kiedy istnieją prawne i ekonomiczne srodki przeciwko znęcaczom to taj, jestr współeinna sytuacji, gdy facet zaczyna znęcącv się nad jej córką. jest winna braku wczesniejszej reakcji.
                            to wcale nie umniejsza winy faceta. Kaze z was ma swoja odpowiedzialność po prostu.
                          • that.bitch.is.sick Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 14:35
                            bluenote1 napisała:


                            > A tak się składa, że to właśnie jest sedno problemu. "Bo w związku zawsze winne
                            > są obie strony" - to slogan, ktory tworzy najwięcej ofiar. Nie ich zamiłowanie
                            > do tego, by być poniżanymi, ale właśnie ta "stara" prawda życiowa. A gówno pra
                            > wda. W związku przemocowym winna jest strona przemocowa, a nie ta, ktorej się w
                            > mawia, że też jest winna. To właśnie przez to wmawianie ona się godzi na złe tr
                            > aktowanie, potem coraz gorsze (bo dawka zwiększana jest stopniowo i powoli), bo
                            > przemocowiec żywi się jej cierpieniem, agresja narasta, aż facet w złości złam
                            > ie jej rękę albo będzie dusił córkę (przykłady z forów) i ona wreszcie się ockn
                            > ie. Oby nie za późno.

                            Ty masz łeb naładowany chorymi schematami. Jak hipochondryk który jak przeczyta opis objawów choroby to zaczyna je dostrzegać u siebie i otoczenia. Jeśli jakiemuś mężczyźnie czy komukolwiek potrafisz przypiąć łatkę przemocowca na podstawie relacji opisanej w poście to znaczy że jesteś zjechana jak alkoholik albo rodzaj prawicowego oszołoma.
                            Z czegoś takiego była rewolucja francuska. Opamiętajcie się. Panienka ma zryte to widać po tym tekście. Współczuję następnym partnerom tej kobiety.
                            Zdarzało mi się że facet mnie szarpał bo go wkurwiłam i nie dochodziło do żadnej eskalacji. Zdarzało mi się szarpać facetem. Rozumiem że istnieją związki mumii co się nie kłócą, ale to nie znaczy że jak ktoś kimś szarpał to od razu patologia.
                            • mujer_bonita Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 14:57
                              that.bitch.is.sick napisała:
                              > Zdarzało mi się że facet mnie szarpał bo go wkurwiłam i nie dochodziło do żadne
                              > j eskalacji. Zdarzało mi się szarpać facetem. Rozumiem że istnieją związki mumi
                              > i co się nie kłócą, ale to nie znaczy że jak ktoś kimś szarpał to od razu patol
                              > ogia.

                              Ty naprawdę jesteś 'sick'. To przerażające. Szarpanie nie jest normalne. Wyżywanie 'wkurwienia' pięścią również. Może od tego bicia coś Ci się klepki poprzestawiały?

                              To, że Ciebie ktoś lał nie znaczy, że innych też mają lać. Nietykalność cielesna jest w tym kraju na szczęście chroniona prawnie.
                              • abrigado Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 15:13
                                Ty mujer naprawde jesteś ufoludkiem

                                za duzo amerykańskich filmów ;P
                                z tego punktu widzenia powieniem mieć twoją pisemną zgodę zanim cię dotknę na randce- no bo przecież jak nie mam zgody to włąsnei naruszam nietykalność ;P

                                ludziem ają emocje równiez negatywne i do pewnego stopnie takze te negatywne powinny być tolerowane. Inaczej tworzymy jakąs powalona utopię gdzie wszystko jest poltyczne poprawne i nie istnieje mozliwośc wyrazenia negatynwej emocji- zgadnij dlaczego w stanach wszyscy maja psychiatrów i psychologów- włąsnie przez to piprzone "keep smiling" i obowiązkowe "miasteczko pleasantville" ;P

                                to co ty lansujesz ujer jest oderwane od rzeczywistości i biologii- wszystkie ssaki stosują zrytualizowane formy przemocy. przypuszczenie ,że u "korony stworzenia" czyli człowieka jest inaczej jest po porstu ignorancja i trąci ciemnym średniowieczem.

                                Żeby było zabawnie- czemu podświadomośc każe wam mieć kisiel w majtkach na widok potężnie zbudowanego mieśniaka o twarzy "axe killera" ? pewnie dlatego ,że cenicie wyłącznie transcendencję , granie na harfie na obłoczkach i kulturalne filozoficzne dysputy? :P
                                • bluenote1 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 15:26
                                  > Żeby było zabawnie- czemu podświadomośc każe wam mieć kisiel w majtkach na wido
                                  > k potężnie zbudowanego mieśniaka o twarzy "axe killera" ? pewnie dlatego ,że ce
                                  > nicie wyłącznie transcendencję , granie na harfie na obłoczkach i kulturalne fi
                                  > lozoficzne dysputy? :P

                                  No cóż, to ja chyba podziękuję za dyskusję z kimś, kto ma takie pojęcie o kobietach. Dla mnie na przykład najbardziej seksownym aktorem jest Kevin Spacey:P www.google.pl/search?q=kevin+spacey&hl=pl&client=firefox-a&hs=you&rls=org.mozilla:pl:official&prmd=imvnsol&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=Ny4ZUIqyCMrUtAbJs4HYDQ&ved=0CGoQsAQ&biw=1600&bih=1101
                                  Tudzież z kimś, kto lubi szarpanie i siłowe rozwiązania konfliktów.
                                  To, że są jednostki, ktore domagają się amputacji ręki, bo ona im przeszkadza, nie oznacza, że jest więcej takich osób. To, że są masochiści i sadyści, nie oznacza, że większość lubi być prana. To, że kary cielesne na chwilę pomagają, nie oznacza, że wolno bić dzieci. I tak dalej, i tak dalej.
                                  Dlaczego niektórym ludziom tak bardzo brakuje wyobraźni, żeby wiedzieć, że inni są inni?
                                • mujer_bonita Abrigado - skup się człowieku! 01.08.12, 15:29
                                  abrigado napisał:
                                  > Ty mujer naprawde jesteś ufoludkiem
                                  > za duzo amerykańskich filmów ;P
                                  > z tego punktu widzenia powieniem mieć twoją pisemną zgodę zanim cię dotknę n
                                  > a randce- no bo przecież jak nie mam zgody to włąsnei naruszam nietykalność ;P

                                  Człowieku - SKUP SIĘ. Odniosłam się do konkretnego fragmentu wypowiedzi Bitch. Zgodnie z netykietą ZACYTOWAŁAM ten fragment. Brzmiał on:
                                  > Zdarzało mi się że facet mnie szarpał bo go wkurwiłam i nie dochodziło do żadne
                                  > j eskalacji. Zdarzało mi się szarpać facetem. Rozumiem że istnieją związki mumi
                                  > i co się nie kłócą, ale to nie znaczy że jak ktoś kimś szarpał to od razu patol
                                  > ogia.

                                  Gdzie Ty tu widzisz 'dotknięcie na randce'? Rozumiem, że jak Twoją córkę jakiś koleś zacznie szarpać to powiesz jej, że to normalka? Że to 'emocje' które powinny być 'tolerowane'? Że szarpanie się przez dwójkę ludzi w związku to normalna forma komunikacji?
                                  • abrigado znalazłem- miłej lektury ! :) 01.08.12, 15:43
                                    ponieważ jako dorośli tylko lepiej kamuflujemy mechanizmy wykształconew toku rozwoju warto zapoznać się z głębsza analizą przyczyn okreslonych zachowań kobiet- miedzy innymi graniem okreslonych ról i stosunkiem do agresji

                                    polecam artykuł:

                                    www.focus.pl/dodane/publikacje/pokaz/publikacje/zachowania-agresywne-wsrod-nastolatek-specyficzny-charakter-kobiecych-przyjazni/nc/1/
                                    • abrigado Re: znalazłem- miłej lektury ! :) 01.08.12, 16:02
                                      moim zdaniem wspomniany artykuł mowiacy o "przyjażniach " kobiet wyjasnia mechanizm w jaki wy kobiety postrzegacie relacje

                                      oczywiscie nie stosuje się to w poczatkowym etapie zakochania, gdy działa chemia

                                      moim zdaniem oswojony, czyli zdobyty męzczyzna, który daje sie nabrac na "partnerske zasady w zwiazku" trafia- po okresie zakochania do tej samej przegródki w mózgu "swojej " kobiety w której kiedys były przyjaciółki
                                      .
                                      Zaczynacie go traktowac podeobnie, bo w końcu całezycie funkcjonowałyście w takich relacjach.
                                      Tymczasem dla faceta, nawet oswojonego te zagrywki są niezrozumiałe.

                                      dlatego facet podsdany waszym wytrenowanym w toku rozwoju relacji ( opisane szczegółowo w artykule) nie będzie umiał zachować się jak kolezankii odpowiedzieć intryga na intrygę, zmiana sojuszów, podkopywaniem pozycji, fochami, drobnymi niewinnymi uszczypliwosciami przebranymi za troskę i dobre rady
                                      będzie zachowywał sie z logiką faceta- będzie chciał pokazać, ze jest twardy , a jego odgryzanie nie będzie aż tak dobrze przykryte jak wasze. Jego złóśliwości, bęa grubymi nićmi szyte- bo faceci nie szkolą sie w toku relacji w subtelnym wsadzaniu szpili i subtelnym obmawianiu, tylko raczej szkolą się w konfrontacji, w której śłabszy sam ustepuje

                                      Daltego z dużym prawdopodobieństwem moge przyjąć, ze w wieskzości "kryzysów", konfliktów zwiazkowych chodzi o to, że nie rozumiecie, ze każda z płcvi rozmawia językiem , w którym została wytrenowana
                                      Znęcanie kobiety moze być tak samo dotkliwe jak znęcanie faceta a mimo tego to tylko znęcanie się faceta będzie widoczne- ze względu n jego naturalnie konfrontacyjnycharaker.

                                      co wiecej- ponioeważ, wy kobiety w zasadzie non stop funkcjonujecie w takich relacjach
                                      ( patrz artykuł) nawet nie macie świadmości, , a w każdym razie niepwełną, że gracie nie fair

                                      zanim odezwie sie tu manipulantka mujer- nigdzie nie twierdzę,ze mężczyzni są w takiej sytuacji lepsi od kobiet. Tak naprawdę oboje parnterzy nie panują wtakim samym stopniu nad mechaizmami, ktore nimi kierują

                                      • ale-cialo Re: znalazłem- miłej lektury ! :) 01.08.12, 16:49
                                        Uwaga to jest artykuł o nastolatkach, nie o kobietach. I to o nastolatkach agresywnych. Można po nim odnieść wrażenie że wszystkie dziewczyny to fałszywe intrygantki choć pominięto informacje jaki procent zachowuje się agresywnie, wspominają jedynie że chłopcy częściej niż dziewczyny.
                                        Ale jak one mogą, przecież kiedyś będą zajmować się dziećmi - podwójne standardy i tradycyjne przeznaczenie kobiety do roli matki.

                                        Dojrzewanie to straszna huśtawka emocjonalna, ale miło wspominam towarzystwo z liceum. Żadnych intryg, walk o pozory i toksycznych relacji wśród dziewczyn.
                                      • mujer_bonita Ręce opadają! 01.08.12, 16:54
                                        abrigado napisał:
                                        > co wiecej- ponioeważ, wy kobiety w zasadzie non stop funkcjonujecie w takich r
                                        > elacjach
                                        > ( patrz artykuł)

                                        Chyba żartujesz? Powołujesz się na artykuł o agresywnych nastolatkach czyli wycinku rzeczywistości. To ja się powołam na artykuł o pedofilach albo gwałcicielach i napiszę jak zryte berety mają WSZYSCY mężczyźni.
                                      • sabat77 Re: znalazłem- miłej lektury ! :) 01.08.12, 20:53
                                        abrigado, najbardziej mnie rozbawiła twoja wzmianka o zmianie sojuszu w relacjach małżeńskich.
                                        Z kim do cholery mam wejść w sojusz przeciw żonie ? Z moim psem ? :D

                                        Poza tym - absolutna kula w płot z tym wychowaniem. Ja wychowywałem się w sfeminizowanych sferach, w dzieciństwie miałem najlepszą przyjaciółkę a nie najlepszego przyjaciela, ale to wszystko minęło, abrigado.

                                        Ja ciągle traktuję wiele kobiet jak kumpele, ale one w większości już tego nie chcą. Albo myślą że próbuję je uwodzić, albo robią jakąś zaporę emocjonalną w rodzaju sympatycznego uśmiechu na imieninach cioci. Po prostu dorosłe kobiety w większości nie są zainteresowane wpuszczaniem mężczyzn do swojego prywatnego świata przeżyć.

                                        Ale ten kapitał, który nabyłem w dzieciństwie wciąż we mnie funkcjonuje - jestem doskonale wyczulony na intrygi, nie tylko kobiece (chociaż mężczyźni zazwyczaj są dość nieudolnymi intrygantami), mam podobny kapitał rozumienia ludzkiej psychologii jak kobieta.

                                        I co z tego ? Nic. Bo otaczają mnie liczne wilczyce, które nie chcą negocjować, bawić się w podchody, tylko wolą rzucać się do gardła i chłeptać krew :)

                                        Nie mam zielonego pojęcia skąd we współczesnych kobietach tyle nienawiści do mężczyzn. To jakaś masowa psychoza, mężczyzna twój wróg.

                                        Nawet jak machają kiecką, to głównie po to by udowodnić koleżankom jacy mężczyźni to niewierni dranie, szuje i kanalie.
                                        Pamiętam dobrze, jak moja znajoma uwiodła koleżance narzeczonego wyłącznie po to by zrobić dookoła tego rwetes na pół dzielnicy. Oczywiście wcale nie miała zamiaru z nim być. Bo to DRAŃ ;)
                                        A ona swoją psiapsiółkę najlepszą przed takimi draniami broni jak lew, że hej.

                                        I to jest taki powtarzający się jak mantra u kobiet schemat. Dopaść, obnażyć, ośmieszyć i zostawić. Już mnie to znudziło.
                                        Chłopy są przynajmniej bardziej prostolinijne - jak się chcą bzykać to chcą, a nie - udają, wymyślają, chcą ale boją się, uwodzą, niszczą, bawią się... Echh...
                                        • bluenote1 Re: znalazłem- miłej lektury ! :) 01.08.12, 21:51
                                          sabat77 napisał:
                                          >>Nie mam zielonego pojęcia skąd we współczesnych kobietach tyle nienawiści do mężczyzn. To jakaś masowa psychoza, mężczyzna twój wróg.

                                          No właśnie, ja też nie ma pojęcia. Dziwo jakieś.
                                          Od kiedy kobiety mają prawa wyborcze? Od kiedy dostęp do nauki? Od kiedy dostęp do normalnej pracy, kariery, samodzielności? Od kiedy mają w ogóle prawo głosu i sprzeciwu wobec wyzysku i złego traktowania?
                                          W krajach muzułmańskich nie ma tego problemu. Wiesz dlaczego? Bo tam kobieta nadal jest własnością faceta. W krajach cywilizowanych współczesna kobieta wreszcie może powiedzieć: nie. A facetom się to bardzo nie podoba, to zrozumiałe. Więc faceci bronią się rękami i nogami, bronią swoich już dawno straconych pozycji panów i władców. Bronią się i walą na oślep, dlatego kobiety tym głośniej i tym bardziej stanowczo mówią: nie, dość! Dlatego wspólczesny mężczyzna postrzega współczesne kobiety jako nienawidzące mężczyzn.
                                          Powszechna psychoza? Nie, powszechne uniezależnienie się, wybicie się na niepodległość. Sprawiedliwość dziejowa, jak sobie chcecie nazywać, tyle Waszego, co sobie ponarzekacie.
                                          A to, że pewne kobiety też idą za daleko, też walą na oślep, cóż, koszty rewolucji:)))))
                                          Ufff, ale teraz będą mieli niektórzy używanie, droga wolna:)))
                                          • sabat77 Re: znalazłem- miłej lektury ! :) 01.08.12, 22:38
                                            "Tyle waszego" ?
                                            Nie rozumiesz, że rozumując w tych kategoriach kobiety same stawiają się w roli przegranych ?
                                            Mężczyźni i kobiety mają to do siebie, że mogą się nawzajem fajnie uzupełnić, zrobić sobie przysłowiowe "dobrze" i żyć RAZEM miło i szczęśliwie.
                                            Ale to nie jest możliwe jeśli obie strony skradają się z nożem schowanym za plecami :)
                                            Walka płci nie prowadzi do wygranej żadnej ze stron.
                                            • hello-kitty2 Re: znalazłem- miłej lektury ! :) 02.08.12, 00:21
                                              sabat77 napisał:

                                              > Mężczyźni i kobiety mają to do siebie, że mogą się nawzajem fajnie uzupełnić, z
                                              > robić sobie przysłowiowe "dobrze" i żyć RAZEM miło i szczęśliwie.

                                              Zasadniczo tak, jestem za, ochoczo ZA, ale pelno jest wyjatkow od reguly zajetych krecia robota. Przyklad: wyobrazasz sobie kobiete, z ktora abrigado moglby sie fajnie uzupelnic? :))))))
                                              • sabat77 Re: znalazłem- miłej lektury ! :) 02.08.12, 05:49
                                                Bez trudu. Na tyle na ile odczytuję abrigado prawidłowo, to potrzebuje on kobiety dość nieśmiałej, opierającej się na nim, łagodnej, widzącej w nim wzór i budującej jegp poczucie wartości. Kobiety nieskłonnej do manipulacji i łączącej instynkt macierzyński i opiekuńczy z seksualnym. Takiej, która akceptowałaby go bezkrytycznie i pozwoliła mu przewodzić.
                                                Typowy związek oparty na regułach patriarchatu. Ludzie pokroju abrigado to grupa najsilniej pokrzywdzona przez obecną rewolucję obyczajową, stąd budzi w was - nowoczesnych dziewczynach ukształtowanych przez media - tak silne emocje.
                                                • abrigado Re: znalazłem- miłej lektury ! :) 02.08.12, 09:12
                                                  pieprzycie paniwe kolego ;P- takie słabe i nieśmaiłe nudza mnie najwyżej po 2 tygodniach dobrego bzykanka, a czasem juz nap ierwszej randce

                                                  ale dizeki za analizę- chybiona niestety- za bardzo projektujesz na mnie siebie ...ciut za bardzo
                                          • urquhart racjonalizacja osobistej krzywdy 02.08.12, 01:32
                                            bluenote1 napisała:
                                            bluenote1 napisała:
                                            > panów i władców. Bronią się i walą na oślep, dlatego kobiety tym głośniej i ty
                                            > m bardziej stanowczo mówią: nie, dość! Dlatego wspólczesny mężczyzna postrzega
                                            > współczesne kobiety jako nienawidzące mężczyzn.
                                            > Powszechna psychoza? Nie, powszechne uniezależnienie się, wybicie się na niepod
                                            > ległość. Sprawiedliwość dziejowa, jak sobie chcecie nazywać, tyle Waszego, co s
                                            > obie ponarzekacie.

                                            A ja jednak głownie współczuje. Najczęściej to jednak tyko za tymi wielkimi rzekomo ideami leży racjonalizacja osobistej krzywdy i żalu, że ten archetypowy samiec, tatuś się nie sprawdził, opuścił albo skrzywdził dziewczynkę zamiast dać jej ojcowską miłość.
                                        • hello-kitty2 Re: znalazłem- miłej lektury ! :) 02.08.12, 00:11
                                          sabat77 napisał:

                                          > Chłopy są przynajmniej bardziej prostolinijne - jak się chcą bzykać to chcą, a
                                          > nie - udają, wymyślają, chcą ale boją się, uwodzą, niszczą, bawią się... Echh..

                                          Co ty piszesz Sabat? Przeciez to mezczyzni oczekuja od kobiet trzymania w niepewnosci, okazywania niezdecydowania i tej calej zabawy w kotka i myszke, zeby poczuli sie zdobywcami. Hello? :)
                                          • sabat77 Re: znalazłem- miłej lektury ! :) 02.08.12, 06:14
                                            hello-kitty2 napisała:

                                            > Co ty piszesz Sabat? Przeciez to mezczyzni oczekuja od kobiet trzymania w niepe
                                            > wnosci, okazywania niezdecydowania i tej calej zabawy w kotka i myszke, zeby po
                                            > czuli sie zdobywcami. Hello? :)

                                            Nie znam żadnego mężczyzny, który chciałby być trzymany w seksualnym przedpokoju przez dłuższy czas, oprócz przypadków dewiacji seksualnych - masochiści (tu mówię zupełnie serio).
                                            Push & pull to manipulacyjna technika uwodzenia, typowo kobieca, uderzająca przede wszystkim w poczucie wartości mężczyzny.
                                            Przyjemność z takiej zabawy czerpią głównie kobiety, bo to buduje ich poczucie wartości jako zdobyczy. Druga kwestia, że jest to jeden z naturalnych mechanizmów, którym kobieta testuje mężczyznę.
                                            Nawet nie tyle jego cierpliwość i zaangażowanie, jak poczucie własnej wartości. Naturalnie - osobnicy nie przekonani co do swojej siły i swoich możliwości - odpadają w przedbiegach.
                                            Paradoksalnie - z dużym zyskiem psychicznym dla siebie, bo dla zarozumiałych i pewnych siebie dupków taka zabawa może być wrotami psychicznego piekła.
                                            Bycie non stop przyciąganym po to, żeby za chwile dostać kopa w łeb nie jest na dłuższą metę zabawne, chyba że dla inicjującego zabawę.
                                            Co ciekawe - działa w drugą stronę.
                                            Wy kobiety zupełnie nie spodziewacie się, że ktoś mógłby użyć tej broni przeciwko wam. Jest to mechanizm często wykorzystywany przez oszustów matrymonialnych, albo notorycznych uwodzicieli. Mówię - uwodzicieli a nie przelatywaczy bazujących na swoich walorach fizycznych.
                                            Tylko jak robi to facet, to krzyczycie że jest draniem, łajdakiem i oszustem, a gdy w grę wchodzi kobieta, to coś nieśmiało podśpiewujecie o tym że nie chodzi o to by złapać króliczka i tym podobne smęty.
                                            Otóż CHODZI O TO. Właśnie o to chodzi by złapać króliczka, a panom którzy twierdzą inaczej pozostaje chodzenie w małżeńskim kagańcu seksualnego celibatu, bądź na skórzanej smyczy u boku swoje dominy.
                                            Co wcale nie musi być aż taką złą perspektywą, między nami mówiąc :P :)))
                                            Zależy co kto lubi.

                                            W każdym razie mit o poczuci się zdobywcą wyrzuć do śmietnika.
                                            To co mężczyznę buduje psychicznie, to piramida kobiet u jego stóp, lgnących do niego bez cienia sprzeciwu.
                                            I wbrew temu co każda z was sobie roi, to nie jest marzenie zarozumiałego dupka, ale po takich fantazjach rozpoznajemy mężczyznę głęboko niedowartościowanego z kryzysem poczucia wartości. Myśli o czymś takim WŁASNIE dlatego, że to jest dla niego budujące.

                                            I chyba dlatego naturalnie tacy panowie budzą w was agresję i odruch wymiotny - mężczyzna o słabym ego to zwykle też słabe geny, których trzeba za wszelką cenę unikać.
                                          • abrigado Re: znalazłem- miłej lektury ! :) 02.08.12, 09:06
                                            to ja to pisałem, nie jacys meżczyżni i kompletnei nic z tego nie zrozumiałaś :)
                                            • hello-kitty2 Re: znalazłem- miłej lektury ! :) 02.08.12, 12:45
                                              abrigado napisał:

                                              > to ja to pisałem, nie jacys meżczyżni i kompletnei nic z tego nie zrozumiałaś :)

                                              hehe.. wiem kto co napisal, zrozumialam, ale nie lyknelam i sprawdzam sobie na ile roznisz sie od innych mezczyzn.

                                              Ale skoro tak sie odkrywasz to przypomnijmy jak cie Sabat zgrabnie opisal, hihi: "bo dla zarozumiałych i pewnych siebie dupków taka zabawa może być wrotami psychicznego piekła.(...) Jest to mechanizm często wykorzystywany przez oszustów matrymonialnych, albo notorycznych uwodzicieli. Mówię - uwodzicieli a nie przelatywaczy bazujących na swoich walorach fizycznych."



                                              • abrigado Re: znalazłem- miłej lektury ! :) 02.08.12, 12:51
                                                niezwykle mi pochlenia to wasze zainteresowanie, dzieczęta ;P
                    • bluenote1 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 14:08
                      ale-cialo napisała:

                      > Nie neguję przemocy psychicznej i wykorzystywania seksualnego w opisanej sytuac
                      > ji, nie zgadzam się jedynie z nazywaniem tego gwałtem małżeńskim. Czasami napra
                      > wdę w małżeństwie dochodzi aż do gwałtów:
                      > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,1182,117659355,,Moje_nie_i_agresja_meza.html?v=2
                      > ale w opisie na początku raczej facet poniża kobietę i wymusza seks korzystając
                      > przy tym z jej wewnętrznych przekonań o obowiązku

                      Dzięki za ten wątek. Przeczytałam najpierw pierwszy post i mogę się pod nim podpisać. Większość rzeczy zgadza się z moją historią. Łącznie ze zdzieraniem ze mnie kołdry, wmawianiem, że jestem nienormalna, najgorszymi wyzwiskami, próbami ucieczki do łazienki, zamykaniem się w niej. Raz tak szarpał drzwiami łazienki, że chwyciłam dużą metalową szczotkę, bo bałam się, że zrobi mi krzywdę, jak wpadnie. Drzwi sypialni się nie zamykają, to czasami barykadowałam je deską do prasowania. Historia agre_hi różni się od mojej zaledwie szczegółami. Mój chyba jest mniej chamowaty, on z takich "kulturalnych" z pozoru. Choć w gniewie też nie przebiera w słowach. A gniewa się niemal na okrągło.
                      Tyle że to już dla mnie przeszłość na szczęście.

                      • abrigado Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 14:21
                        dlaczego od tego nie zaczęłaś?

                        to barykadowanie się było w sytuacjach dobierania sie do ciebie, czy podczas innych kłótni

                        niezaleznie od tego- kulturalny to on napewno nie jest
                        • bluenote1 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 14:32
                          abrigado napisał:

                          > dlaczego od tego nie zaczęłaś?
                          >
                          > to barykadowanie się było w sytuacjach dobierania sie do ciebie, czy podczas in
                          > nych kłótni
                          >
                          > niezaleznie od tego- kulturalny to on napewno nie jest.

                          Barykadowanie się było w sytuacji, gdy nie mógł się pogodzić z tym, że moja miara upodlenia sie przebrała, gdy powiedziałam juz ostateczne "nie". A on jeszcze walczył.
                          Oprócz dobijania się było jeszcze wylewanie mi lekarstwa w twarz (oczy) w szale wściekłości, plucie mi w twarz (dosłownie), rozbijanie telefonu, szantaże emocjonalne, karanie za moją odmowę i awantury również dzieci (na przyklad niewożeniem ich do szkoły zimą - 25 km) i wiele, wiele innych. Nie ugięłam się. Już nie, ale wcześniej bywało. Bo on taki nerwowy z natury, bo stresująca praca, bo jest "tylko" facetem, bo potrzebuje bliskości (on), bo może wreszcie sie uspokoi, bo od 3 tygodni było dobrze. A jak było dobrze, to na całego: wyznania miłosne, romantyczne kolacje, komplementy, nadskakiwanie, ciekawe dyskusje (bo to potrafi, on z tych wylewnych i elokwentnych), normalnie bajka. Strasznie ciężko się na to nie nabrać. Do pewnego momentu seks był w dobrej wierze, w nadziej na poprawę, potem w nadziei na spokój, potem ze strachu. Bolało. W koncu pękło. Skończyło się. Jest lepiej.
                          • that.bitch.is.sick Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 14:40
                            Oczywiście nie twierdzę że w Twoim przypadku nie był to przemocowiec bo nie wiem i nie wydaje się sądu na podstawie posta. Ten mężczyzna o którym piszesz też ma prawo do przedstawienia swoich racji, bo to też człowiek. Tylko mała uwaga o Tobie. Jesteś zaaferowana. Wymagasz terapii jakiejś formy odreagowania, nie wiem czy Twój stan jest po traumatycznym związku czy z innej półki, jednak twierdzę, że taka wizja rzeczywistości nie doprowadzi Cię do niczego dobrego.
                            • bluenote1 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 14:50
                              >że taka wizja rzeczywistości nie doprowadzi Cię do niczego dobrego.
                              Jesteś w stanie dopuścić do swojej świadomości, że to nie jest moja wizja rzeczywistości, tylko taka jest moja rzeczywistość par excellence? Właśnie taka, to nie idea, wymysł, mrzonka. To realia. Tak trudno pojąć? Wyobraźni nie starcza?
                              • that.bitch.is.sick Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 15:00
                                bluenote1 napisała:


                                > Jesteś w stanie dopuścić do swojej świadomości, że to nie jest moja wizja rzecz
                                > ywistości, tylko taka jest moja rzeczywistość par excellence? Właśnie taka, to
                                > nie idea, wymysł, mrzonka. To realia. Tak trudno pojąć? Wyobraźni nie starcza?

                                Zaczyna mi cierpliwości brakować. Świat tak nie wygląda jak w Twoim związku i nie jest tak że gdzie się obrócisz tam wszystkim się zdarza to samo co Tobie jak sugerowałaś obsesyjnie wyszukując blogi i onanizując się poczuciem krzywdy.. Ale też może być tak że dużo z tego co się wydarzyło w Twoim związku jest skutkiem tego jak jesteś nastawiona do świata. I może się zdarzyć, że wiele rzeczy dobrych odepchniesz od siebie bezmyślnymi łapami jeśli będziesz tak negatywnie nastawiona. Wszystko Ci się kojarzy jak erotomanowi teraz, serio. Dlatego uważam że wymagasz terapii zamiast forum.
                                • aandzia43 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 22:57
                                  > Zaczyna mi cierpliwości brakować. Świat tak nie wygląda jak w Twoim związku i n
                                  > ie jest tak że gdzie się obrócisz tam wszystkim się zdarza to samo co Tobie jak
                                  > sugerowałaś obsesyjnie wyszukując blogi i onanizując się poczuciem krzywdy.

                                  A mnie brakuje cierpliwości, kiedy wpadasz w ton z tanich moralizatorskich czytanek. Ona wyraźnie zapisała:
                                  "to nie jest moja wizja
                                  > rzecz
                                  > > ywistości, tylko taka jest moja rzeczywistość par excellence? Właśnie tak
                                  > a, to
                                  > > nie idea, wymysł, mrzonka. To realia. Tak trudno pojąć?"

                                  Taka jest jej rzeczywistość małżeńska. Zrozumiałaś? Głupia nie jest i wie, że w innych małżeństwach bywa inaczej. Ale ona ma/miała właśnie tak. Więc przestań wymazywać gumką myszką niewygodny rysunek JEJ małżeńskiej rzeczywistości. Jaki masz w tym interes, żeby go zetrzeć z mapy wszechświata? Niewygodny jakiś? Psuje krajobraz?
                                  A terapia swoją drogą nie zaszkodzi. I pewnie zacznie się od przykrego drążenia tematu, nie od pudrowania gówna w imię ładnego wyglądu rzeczywistości "na której rysy, owszem się zdarzają, ale przecież i tak jest pięknie". Żeby było pięknie, to trzeba się najpierw nauczyć omijać to, co brzydkie. A brzydkie trzeba się nauczyć rozpoznawać.
                              • mujer_bonita Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 15:05
                                bluenote1 napisała:
                                > >że taka wizja rzeczywistości nie doprowadzi Cię do niczego dobrego.
                                > Jesteś w stanie dopuścić do swojej świadomości, że to nie jest moja wizja rzecz
                                > ywistości, tylko taka jest moja rzeczywistość par excellence? Właśnie taka, to
                                > nie idea, wymysł, mrzonka. To realia. Tak trudno pojąć? Wyobraźni nie starcza?

                                Ona nie jest w stanie - facet skutecznie pięścią jej z głowy wszystko wybił. Jest tak samo ofiarą, która racjonalizuje sobie przemoc wobec niej. Wzbudzasz w niej agresję bo Ty reagujesz inaczej. A inaczej znaczy 'źle'.
                                • songo3000 Dyskusja tu nie ma sensu 01.08.12, 20:00
                                  Autorka potrzebuje pomocy, i to realnej a nie forumowych 'ekspertów'. Chociażby po to aby, bez obrazy, przestała gwałcić samą siebie.

                                  Co do semantyki czy tam frazeologii to już zostało powiedziane co trzeba i chyba starczy. Nie no ok, pogryźmy się jeszcze trochę ale już we własnym gronie ;)
                      • that.bitch.is.sick Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 14:24
                        bluenote1 napisała:
                        Łącznie ze zdzieraniem ze m
                        > nie kołdry, wmawianiem, że jestem nienormalna, najgorszymi wyzwiskami, próbami
                        > ucieczki do łazienki, zamykaniem się w niej. Raz tak szarpał drzwiami łazienki,
                        > że chwyciłam dużą metalową szczotkę, bo bałam się, że zrobi mi krzywdę, jak wp
                        > adnie. Drzwi sypialni się nie zamykają, to czasami barykadowałam je deską do pr
                        > asowania. Historia agre_hi różni się od mojej zaledwie szczegółami. Mój chyba
                        > jest mniej chamowaty, on z takich "kulturalnych" z pozoru. Choć w gniewie też n
                        > ie przebiera w słowach. A gniewa się niemal na okrągło.

                        Ja tylko delikatnie nadmienię, że facet jak się ożeni to w domyśle oczekuje że z tego będzie regularny seks. Po to w sumie wystaje z tymi kwiatami. Jak seksu nie ma to jest wkurzony. Jak to każdy wyraża, to różnie bywa. Doktor House w jednym odcinku wjechał Cuddy samochodem do salonu. To będzie chyba najsłynniejszy z tych chamowatych (mam na myśli granice wyobraźni scenarzystów).
                        • mujer_bonita Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 14:33
                          that.bitch.is.sick napisała:
                          > Jak to każdy wyraża, to różnie bywa. Doktor House w je
                          > dnym odcinku wjechał Cuddy samochodem do salonu.

                          I trafił za to do pierdla. Przemoc nie jest społecznie akceptowalnym sposobem wyrażania swoich frustracji.
                          • abrigado Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 14:42
                            > I trafił za to do pierdla. Przemoc nie jest społecznie akceptowalnym sposobem w
                            > yrażania swoich frustracji.

                            a szkoda, bo w niektorych sytuacjach mocny wp...l jest najskuteczniejszą metodą uzdrowienia relacji, rozładowania napięc miedzyludzkich i ustawienia własciwej optyki społecnzej

                            zeby ne bło- nie mówie teraz o związkach- tylko o tzw przestepstwach pospolitych. Z własnych obesrwacji - trzy dni pod pregierzem i tuzin batów na plecy dla złodzieja kieszonkowego maja znacznie mocni8ejsze oddziaływanie prewencyjne i wychowawcze niż 2 lata w ZK

                            zaś co do przemocy- grubo się mylisz mujer.
                            Na skutek oficjalnego potepienia przemocy fizycznej na znaczeniu zyskała przemoc psychiczna trudniejsza do uchwycenia, w której kobiety są duuuzo lepsze i bardziej efektywne. dlaczego?

                            poniewaz wy niemal wszystkie uprawiacie przemoc psychiczna od dizecka.

                            od kilku tygodni szukam w sieci pewnej analizy grup rówiesniczych dziewczynek i i ch modelu funkcjonowania- an ie moge nzależć

                            mam za to przykład z zerówki mojego syna, gdzie zorganizowane Znęcanie się nad lekko niepełnosprawna dziewczynka dopuściła sie cała grupa dziewczynek z dobrych domów- chłopcy w ogóle sie w to nie zaangażowali.
                            • abrigado Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 14:51
                              znalazłem za to inny zwróććie uwage na fragment o manipulowaniu przez kobiety rola ofiary:

                              "Dziewczęta w porównaniu z chłopcami rzadziej biorą udział w bójkach, rzadziej teŜ stosują
                              przemoc wobec osób i przedmiotów. Zamiast tego często gwałtownie się kłócą
                              i wówczas stają się agresywne. Wyzywają się, ciągną za włosy, drapią, niszczą
                              ubrania, obgadują, szykanują, spiskują, zamieniają role stając się ofiarami.
                              Bywa teŜ, Ŝe kierują agresję na siebie, co moŜe prowadzić do okaleczeń,
                              anoreksji, bulimii, izolacji, depresji (Latecka W., 2005)
                            • mujer_bonita Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 15:02
                              abrigado napisał:
                              > poniewaz wy niemal wszystkie uprawiacie przemoc psychiczna od dizecka.

                              Tak jasne - rozumiem, że jesteś na etapie skrzywdzenia przez straszny ród kobiecy ale może odpuść sobie :)
                              • abrigado Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 15:15
                                jaaa? straszny ród kobiecy jest straszny przede wszystkim dla innych jego przedstawicielek, rozdeptanych misiów przytulaków, ewentualnie dla synów przed postrzyzynami wychowywanych przez nadopiekuńcze przewrażliwione mamuski

                                szczęsliwie nie odczułem tego jakoś nadmiernie więć kulą w płot trafiasz kobieto ;)
                        • bluenote1 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 14:41
                          > Ja tylko delikatnie nadmienię, że facet jak się ożeni to w domyśle oczekuje że
                          > z tego będzie regularny seks. Po to w sumie wystaje z tymi kwiatami. Jak seksu
                          > nie ma to jest wkurzony.

                          Toteż właśnie ja latami mimo poczucia dyskomfortu się z nim bzykałam. Jak mi przeszło rozgorycznie po wcześniejszej awanturze o nic (na przykład ten za szeroki uśmiech do znajomego na ulicy), przecież go jeszcze nie wyganiałam. Ale mimo wspaniałego seksu (tak on oceniał to ze mną) za kilka dni znowu była awantura, bo próbowałam mu przypomnieć, że coś obiecał, a nie zrobił (mogłam nie przypominać). Nigdy seks nie gwarantował jego dłuższego poprawienia zachowania. Skoro seks, ktory stawal się dla mnie coraz bardziej przykry, bo coraz więcej było awantur, nie gwarantował spokoju, szacunku, coraz częściej go unikałam, on się coraz częściej denerwował z innych, ale i z tego powodu, spirala się nakręcała, nakręcała, aż pękła.
                          Ja rozumiem, że facet potrzebuje i chce, ale co zrobić, gdy kobieta nie chce, bo czuje się przez niego nieszanowana i wykorzystywana? Ma się zmusić? Jak? Wiesz, jak smakuje taki seks, gdy się zmuszasz?
                          • that.bitch.is.sick Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 14:46
                            bluenote1 napisała:

                            > Ja rozumiem, że facet potrzebuje i chce, ale co zrobić, gdy kobieta nie chce, b
                            > o czuje się przez niego nieszanowana i wykorzystywana? Ma się zmusić? Jak? Wies
                            > z, jak smakuje taki seks, gdy się zmuszasz?

                            Matko! czy ty czytasz kogoś oprócz siebie? nikt nie przeżył takiej traumy jak Ty męczenniku. Jesteś the best!! debeściara wśród męczennic co się zmuszają do seksu.
                            A tak, to my serio rozmawiamy? Już pisałam o zmuszaniu. Tu widzę był problem z komunikacją i szok związany z pierwszymi doświadczeniami dziewicy z męskim szowinizmem. Zaborczy facet? to częsta ich przywara.
                          • phoibe Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 15:03
                            bluenote1 napisała:

                            > Ja rozumiem, że facet potrzebuje i chce, ale co zrobić, gdy kobieta nie chce, b
                            > o czuje się przez niego nieszanowana i wykorzystywana? Ma się zmusić? Jak? Wies
                            > z, jak smakuje taki seks, gdy się zmuszasz?

                            nie, ma się rozwieść. bo nic już z tego małżeństwa nie będzie. czy ty kiedyś czerpałaś radość z seksu z mężem? jak było, zanim zaczęły się awantury?
                        • ale-cialo Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 15:22
                          that.bitch.is.sick napisała:

                          > Ja tylko delikatnie nadmienię, że facet jak się ożeni to w domyśle oczekuje że
                          > z tego będzie regularny seks.

                          Ja też oczekuję po małżeństwie regularnego seksu i nie jestem wyjątkiem wśród kobiet.
                          Problem jeśli facet oczekuje seksu na każde swoje żądanie, bez względu na ochotę drugiej strony. Odmowa owszem nie zachwyca, ale powinna skutkować wyzwiskami, szarpaniem, biciem czy gwałtem.
                          • that.bitch.is.sick Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 15:37
                            ale-cialo napisała:

                            > Problem jeśli facet oczekuje seksu na każde swoje żądanie, bez względu na ochot
                            > ę drugiej strony. Odmowa owszem nie zachwyca, ale powinna skutkować wyzwiskami
                            > , szarpaniem, biciem czy gwałtem.

                            To naprawdę nie jest takie proste. I nie należy tworzyć takich uogólnień. Primo czy występuje gdziekolwiek sytuacja jak w pierwszym zdaniu czy to demonizowanie mężczyzn. Drugie zdanie jest kuriozalne bo wrzucasz do jednego wora: gwałt i rzeczy które zdarzają się w związkach i niekoniecznie są karalne, niekoniecznie świadczą o problemach. Nie zgadzam się na taką interpretację. Raz: mężczyzny jako bezrefleksyjnego zwierzęcia (gdzie i kiedy?) dwa: wrzucanie do jednego wora bardzo różnych rzeczy.
                            Jeśli coś gadasz to o konkretach takie uogólnienia są szkodliwe. Tworzą bajkologię do straszenia.
                            • ale-cialo Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 15:46
                              Drugie zdanie to nie jeden wór tylko stopniowanie natężenia przemocy.
                              Gdzie w mojej wypowiedzi dopatrzyłeś się mężczyzny jako bezrefleksyjnego zwierzęcia?
                              • that.bitch.is.sick Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 15:50
                                ale-cialo napisała:

                                > Drugie zdanie to nie jeden wór tylko stopniowanie natężenia przemocy.
                                > Gdzie w mojej wypowiedzi dopatrzyłeś się mężczyzny jako bezrefleksyjnego zwierz
                                > ęcia?

                                A skąd przypuszczenie że mężczyzna może czerpać przyjemność z seksu na każde żądanie i kompletnie nie być zainteresowanym chęcią kobiety? Masz jakieś traumatyczne doświadczenia czy tak sobie fantazjujesz?
                                • ale-cialo Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 15:53
                                  Z kontekstu wątku. Znani mi mężczyźni się tak nie zachowują.
                            • bluenote1 Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 15:55
                              Odmowa owszem nie zachwyca, ale powinna skutkować wyzw
                              > iskami
                              > > , szarpaniem, biciem czy gwałtem.
                              To nie jest wrzucenie do jednego worka rzeczy zupełnie różnych, bo stosunek poprzedzony wyzwiskami, szarpaniem, biciem jest gwałtem. O ile wymuszenie psychiczne może nie podchodzić pod definicję, uzycie siły fizycznej chyba jednak jak najbardziej.
                              Kobieta w przytoczonym wątku pisała o szarpaniu i wyzwiskach, wiele osób napisało jednoznacznie, że to gwałt małżeński. Jeśli jednak szarpanie uzna się za normę współżycia, to faktycznie gwałt to już ciężkie obrażenia ciała, pozbawienie przytomności przez rozbicie głowy, rany kute i szarpane. Rozumiem, że dopiero wtedy mozemy mówić o gwłacie, wszystko inne to igraszki.
                              • that.bitch.is.sick Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 16:08
                                bluenote1 napisała:


                                > Kobieta w przytoczonym wątku pisała o szarpaniu i wyzwiskach, wiele osób napisa
                                > ło jednoznacznie, że to gwałt małżeński. Jeśli jednak szarpanie uzna się za nor
                                > mę współżycia, to faktycznie gwałt to już ciężkie obrażenia ciała, pozbawienie
                                > przytomności przez rozbicie głowy, rany kute i szarpane. Rozumiem, że dopiero w
                                > tedy mozemy mówić o gwłacie, wszystko inne to igraszki.

                                Nie no bo pomyślę że Ciebie to podnieca. Niezła z Ciebie manipulatorka. Ale w jakim kontekście były według Ciebie te wyzwiska i szarpanie? Tu nie chodzi o igraszki ale o ile mi wiadomo do obcowania płciowego doprowadzają konkretne czynności zmierzające i zakończone penetracją. Jeśli szarpanie i wyzwiska były wstępem do czynności płciowych narzuconych przemocą czyli przytrzymaniem ofiary co by nie uciekła, to tak jest to gwałt. Jeśli są to wyzwiska i szarpanie wynikające z ogólnej frustracji wzajemnej i nie zakończone stosunkiem to gwałt to nie jest. Jeśli ofierze udało się wyrwać i uciec to nie doszło do gwałtu. Czy to już jasne? Czy to robisz sobie dobrze przy czytaniu tego? Bo wymigujesz się od prostych pytań:
                                A) czemu się upajasz tymi historiami?
                                B) co chcesz osiągnąć przekonaniem osób obcych że znaleziona przez Ciebie historia z bloga to gwałt małżeński?
                                C) do czego zmierzasz?
                              • ale-cialo Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 16:13
                                Weź pod uwagę że w pierwszym poście, którego dotyczyły sprzeciwy wobec określenia gwałt, nie było mowy o szarpaniu i biciu, wręcz przeciwnie autorka sama twierdzi że nie było używania siły.
                                cytat z cytatu:
                                "Ale ja szybko zauważyłam, co się dzieje. Oczywiście pierdylion usprawiedliwień znalazłam, natychmiast. Że to nie gwałt – nie ma przecież bicia, używania siły. Że POWINNAM, że OBOWIĄZEK, kurwa, MAM."

                                Nie powinnaś się czepiać ludzi o to że dyskusja dotyczy cytatu, a nie twoich przeżyć o których piszesz 100 postów później.

                                Na blogu skąd pochodzi cytat są historie przemocowych związków i ewidentny gwałt też gdzieś był.
                                uciekamdoprzodu.blogspot.com/



                                • abrigado Re: Gwałt małżeński 01.08.12, 16:19
                                  ona manipuluje faktami i tak dawkuje naszą wiedzę, aby mogła to obrócic w korzystnym 9 w jej mniemaniu) kierunku

                                  sosób działania na forum jest najbardziej wymowny
                                  widziałem kiedys taka babkę w sądzie- przyszła z mężem znęcaczem do sądu- niby byla pokrzywdzoną non stop przerywała mu w zeznaniach, miała jego dowód przy sobie a na koniec popychajac sprowadziła go na dół po schodach ;P- słowo honoru, ze to widziałem
                      • hello-kitty2 Re: Bluenote zrob tak, jak moja matka 01.08.12, 14:45
                        bluenote1 napisała:

                        Łącznie ze zdzieraniem ze m
                        > nie kołdry, wmawianiem, że jestem nienormalna, najgorszymi wyzwiskami, próbami
                        > ucieczki do łazienki, zamykaniem się w niej. Raz tak szarpał drzwiami łazienki,
                        > że chwyciłam dużą metalową szczotkę, bo bałam się, że zrobi mi krzywdę, jak wp
                        > adnie. Drzwi sypialni się nie zamykają, to czasami barykadowałam je deską do pr
                        > asowania. Historia agre_hi różni się od mojej zaledwie szczegółami. Mój chyba
                        > jest mniej chamowaty, on z takich "kulturalnych" z pozoru. Choć w gniewie też n
                        > ie przebiera w słowach. A gniewa się niemal na okrągło.
                        > Tyle że to już dla mnie przeszłość na szczęście.

                        Dobrze, ze sie otworzylas. Sluchaj piszesz, ze to juz przeszlosc, ale wez sobie do serca moje slowa i przmysl je, gdyby sie jednak okazalo, ze jeszcze nie przeszlosc i gdzies cie dopadnie.

                        Skoro on jest z tych z pozoru kulturalnych to zadziala na niego nastepujacy haczyk. Bedzie bal sie ludzi i publicznego obnazenia swoich poczynan.

                        Moj ojciec tez za mlodu ganial moja matke, a jak mu podpadla to przywiazywal ja do kszesla i lal guma. W koncu wziela sie na sposob i jak do niej skoczyl to otwierala drzwi wejsciowe na klatke schodowa i wrzeszczala: luuudzie ratunku albo pozar, albo co tam ci przyjdzie do glowy.

                        Tacy, jak ten napadaja tylko za zamknietymi drzwiami, a jak zdejmiesz firanki do prania (w wiezowcu!) to chodza na czworaka, zeby sasiad ich nie widzial, boja sie panicznie o swoj wizerunek.

                        Jak matka sie publicznie wydarla, jeden czy drugi raz, to podkulil ogon i sie schowal w swoim pokoju. Na zawsze.

                        Pamietaj, jak cie zaatakuje to wyciagaj to publicznie blyskawicznie, zobaczysz jak sie wystraszy. Ty sie nie boj o opinie, trudno, co inni pomysla, musisz sie bronic.
                        Tylko to nie jest trwale rozwiazanie, to wiesz, nad trwalym to sie trzeba w spokoju pomyslec.

                        Skup sie budowaniu nowego zycia i nie ogladaj sie za siebie. Powodzenia :)
            • kutuzow do ale-cialo -> jest takie przysłowie 01.08.12, 17:13
              ale-cialo napisała:

              > Mujer hamuj się, ja tych argumentów nie użyłam

              ale-cialo,
              Jest takie bardzo mądre ludowe przysłowie że z pewnymi osobami się nie rozmawia ponieważ:
              ".... najpierw sprowadzą Cię do swego poziomu, a potem pokonają doświadczeniem"

              popatrz na argumenty i logikę Mujer i sama wyciągnij wnioski.
    • mujer_bonita Nazewnicto, nazewnictwo... 01.08.12, 17:28
      Tak wiele osób skupiło się na udowadnianiu, że to 'nie gwałt'. Czy zmiana nazwy cokolwiek w tej sytuacji zmieni? Zdarzenia są konkretne, opisane i co - 'nie było gwałtu nic się nie stało'? Nazwa ważniejsza niż ludzka krzywda?
      • la.locca Re: Nazewnicto, nazewnictwo... 01.08.12, 18:26
        Nazwy wbrew pozorom są ważne.

        Sama autorka wątku upiera się, że jest to gwałt, ale stwierdza, że na policję nie pójdzie.
        Za moment znajdzie się kolejna, którą też tak "zgwałcono", a za chwilę jeszcze kolejna...

        Aż w końcu znajdzie sie taka, którą rzeczywiście zgwałcono. I jak myślisz, pójdzie na policję?
        Będzie bić sie z myślami i racjonalizować (w końcu oskarżyć ma ojca swoich dzieci!).
        Za gwałt jest surowa kara, ale czy gwałt małżeński to nadal prawdziwy gwałt?
        Zobaczy, że tyle kobiet było przed nią, a jakoś nikt nie robi z tego "halo" i na policję nie chodzi...

        I nawet zakładając, że rozsądek zwycięży i jednak na policję pójdzie, to z jaką reakcją się spotka? Czy potraktują takie zgloszenie wystarczająco poważnie? I jak potraktuje ją później rodzina, sąsiedzi? Jako histeryczkę, co robi z igły widły?

        Gwałt to powżne słowo i poważny czyn. I nie należy rozmydlać tego pojęcia, bo przez rozmydlenie pogłębia sie ludzkie tragedie.

        • mujer_bonita Re: Nazewnicto, nazewnictwo... 01.08.12, 19:53
          la.locca napisała:
          > I nawet zakładając, że rozsądek zwycięży i jednak na policję pójdzie, to z jaką
          > reakcją się spotka? Czy potraktują takie zgloszenie wystarczająco poważnie? I
          > jak potraktuje ją później rodzina, sąsiedzi? Jako histeryczkę, co robi z igły w
          > idły?

          Większość zgwałconych kobiet nie zgłasza gwałtów z tego powodu. Bo jej nie potraktują poważnie, bo co ludzie powiedzą itp. itd.

          Czyli co - nie zgłaszać? Bo tamtą to wielokrotnie zgwałcili i podpalili a mnie 'tylko' upił i zgwałcił? Bo sama sobie jestem winna bo założyłam mini?

          Nie rozumiem kompletnie sensu Twojej wypowiedzi. Bo gwałty są różne więc zgłaszać tylko te najdrastyczniejsze, żeby nie 'rozmydlać'?????
          • urquhart Re: Nazewnicto, nazewnictwo... 01.08.12, 20:02
            mujer_bonita napisała:
            > Większość zgwałconych kobiet nie zgłasza gwałtów z tego powodu. Bo jej nie potr
            > aktują poważnie, bo co ludzie powiedzą itp. itd.
            >

            Zdaje się że jest odwrotnie wg oficjalnych danych, procedura jest uciążliwa bo 80% zgłoszeń gwałtów okazuje się pomówieniami, formą zemsty, lub próbą uniknięcią odpowiadzialności
            • mujer_bonita Re: Nazewnicto, nazewnictwo... 01.08.12, 20:06
              urquhart napisał:
              > Zdaje się że jest odwrotnie wg oficjalnych danych, procedura jest uciążliwa bo
              > 80% zgłoszeń gwałtów okazuje się pomówieniami, formą zemsty, lub próbą uniknięc
              > ią odpowiadzialności

              Bzdura.
              • songo3000 Re: Nazewnicto, nazewnictwo... 01.08.12, 20:15
                Ale gdzie bzdura? W Pakistanie, z pewnością. W Polandii? nie wiem, W USiA? nie byłbym taki pewny.
                • mujer_bonita Re: Nazewnicto, nazewnictwo... 01.08.12, 20:24
                  songo3000 napisał:
                  > Ale gdzie bzdura? W Pakistanie, z pewnością. W Polandii? nie wiem, W USiA? nie
                  > byłbym taki pewny.

                  W krajach skrajnie islamskich niezamężna kobieta, która zostanie zgwałcona skazywana jest za seks pozamałżeński. Można i tak to liczyć...
                  • songo3000 Nienawiść 02.08.12, 07:37
                    Większość współczesnych matek w świecie zachodnim jest pedofilkami - brandzlują się emocjonalnie do zdjęć i filmów swoich nagich dzieci. Niekiedy mają za to też sprawę sądową.
                    Można i tak, prawda? Tylko litości, bądźmy choć trochę rozsądni i nazywajmy to po imieniu: paranoja.

                    > W krajach skrajnie islamskich niezamężna kobieta...
                    Dobrze wiesz dlaczego tak tam jest i paradoksalnie zahacza o ten sam problem, który tutaj omawiamy. Bo pojęcie 'człowiek' kiedyś zostało rozmyte, jest interpretowane wedle 'odczuć' aktualnej grupy trzymającej władzę. Bo do jednego wora wrzucono kozy (nie wszystkie), kobiety (nie wszystkie) i generalnie obcych (a tu to chyba już wszystkich :)

                    I cały ten system nie miałby prawa istnienia więcej niż pokolenie gdyby nie wzajemna, zajadła i stale obopólnie podsycająca się nienawiść. Tam nie ma już odwrotu dokładnie tak jak w sycylijskiej wendetcie. Nie wierzę, że chciałabyś dokładać się do tego procesu.

                    Niby dlaczego w Europie i Stanach doszło do emancypacji i powolnego równouprawnienia. Bo 'społeczeństwo dojrzało'? albo ta mizerna partia konserwatywna chciała trochę głosów ugrać? Gówno prawda, było to możliwe ponieważ poziom wzajemnej nienawiści opadł poniżej krytycznego progu. No ale to nie będzie trwać wiecznie. Odnosząc się do tematu, każdy nie rozliczony gwałt, jak i każde pomówienie oraz nakręcanie spirali pomówień o gwałt sukcesywnie podbija powyższy poziom. Dlatego napisałem o szkodliwości głównej tezy postawionego wątku. Zdaje się, że dlatego też inni, już po mnie, tak się oburzyli.

                    Mam wrażenie, że bagatelizujesz zakres (formalnych czy nieformalnych) pomówień o gwałty zgłaszane przez babeczki. Dlaczego? Autorka wątku wymaga leczenia lub po prostu czasu na pozbieranie się i tutaj jest wszystko jasne ale eee 'reszta towarzystwa'? :) Przecież ludzie byli i będą paskudni. Jeżeli można zagrabić tanim kosztem część pola sąsiada to generalnie robi się to. Skoro część kobiet ma pod ręką takie relatywnie dane narzędzie to i go używa bo i czemu nie? I jeszcze w każdym momencie wymiar sprawiedliwości je ochroni. Nie widzę najmniejszego powodu, żeby był to jakiś margines czy lokalna wariancja. Bo kobiety z natury takie dobre i czciwe? hehehe.
                    • urquhart Re: Nienawiść 02.08.12, 08:28
                      songo3000 napisał:
                      > Bo kobiety z natury
                      > takie dobre i czciwe? hehehe.

                      No masz, przecież, w odróżnieniu od mężczyzn, z urodzenia i definicji sprawców przemocy i seksualnej opresji.
                      Zresztą czy te podziały nie przypominają ci pewnych rewelacyjnych teorii o rasach z natury lepszych, czystych i tych gorszych?
                      • songo3000 Re: Nienawiść 02.08.12, 08:47
                        Puszczę bąka :D przypominają mi to i teorie (oficjalne kazania czołowych person w duchu 'my i inni niewolnicy'... dosłownie! ) jak i palestyńską praktykę 'pewnego narodu wybranego' :) Nie, nie chodzi mi tym razem o muzułmanów, hehe.
                        • urquhart Re: Nienawiść 02.08.12, 09:28
                          Bąk!, Bąk! Przecież tylko jeden słuszny naród może być namaszczony na pokrzywdzonego z definicji i odcinać z tego powodu polityczne kupony i rościć sobie że im się należy :) Reszta to terroryści!
                          • songo3000 Re: Nienawiść 02.08.12, 09:32
                            Nie ma tak dobrze - tylko konkretne grupy kolesiowa są wywyższone, reszta to 'koszty' :) Kurde to jak u współczesnych aktywistek feministycznych - są szeregi 'czarnych' ale są też i 'bardziej czarne' :PPP
                            • abrigado Re: Nienawiść 02.08.12, 09:36
                              Orwell to już wszystko napisał w Folwarku zwierzęcym...to było chyba w 1984 roku...:P
                              • abrigado Re: Nienawiść 02.08.12, 11:52
                                o proszę kolejny przykład z zycie jakie kobiety to nienawistne stworzenia:

                                bi.gazeta.pl/im/9/11496/z11496639Q,fot--youtube-com.jpg
              • urquhart tylko około 6 procent kobiecych zarzutów potwierd 01.08.12, 20:35
                Niewygodne to bzdura.
                Nie chcesz pamiętać danych i dyskusji która była po pomówieniu o gwałt z zemsty partnera dziennikarki „Daily Mail”.
                Oczywiście wiele kobiet nie zgłasza gwałtów ze wzgledu na wstyd, ale te które zgłaszają wyolbrzymiając jak tu, żeby coś ugrać albo sie odegrać robią prawdziwym ofiarom drugim czarną robotę. Jak jesteś taka logiczna powinnaś połączyć to bez problemów.

                Mężczyzna, mimo że został oczyszczony z zarzutów, widnieje w policyjnych kartotekach jako potencjalny gwałciciel, przez co ma problemy ze znalezieniem pracy. Okazuje się, że podobnych historii jest w Wielkiej Brytanii bardzo dużo. Z policyjnych danych wynika, że tylko około 6 procent kobiecych zarzutów potwierdza się w rzeczywistości. Za rzucenie fałszywego oskarżenia nie ma żadnej kary, a mężczyzna, nawet gdy udowodni swoją niewinność, i tak pozostaje napiętnowany.
                www.papilot.pl/ciekawostki/2909/Jak-kobiety-niszcza-zycie-mezczyzn.html
            • mujer_bonita Na marginesie 'procedur'... 01.08.12, 20:33
              urquhart napisał:
              > procedura jest uciążliwa

              Procedury policyjne nie są uciążliwe. W zasadzie ich nie ma - jak sprawa zajmie więcej niż określona ilość czasu lub wykazuje choć nikły stopień skomplikowania to zostanie umorzona. Niestety miałam okazję przekonać się jak to działa. Ja nie byłam ofiarą a szczerze powiedziawszy brakowało mi sił na walkę z systemem, który teoretycznie ma nas chronić a w praktyce przerzuca całą pracę na poszkodowanego (zebranie dowodów, wskazanie winnego, znalezienie winnego itd.) Ja się nie dziwię, że zgwałcone kobiety nie mają siły walczyć o sprawiedliwość a policjanci doskonale to wiedzą. Wolą kobietę przycisnąć, postraszyć a sprawę umorzyć. Tak jest prościej.
              • urquhart Re: Na marginesie 'procedur'... 01.08.12, 20:50
                Policjanci też ludzie.
                Prywatnie znam paru i rozmawiałem przy kielichu o tym nie raz. Brzydzą się gwałcicielami pedofilami sprawcami przemocy i ci którzy znam są zaangażowani mimo niskiego wynagrodzenia, i zarywają swój prywatny czas by dorwać zwyrodnialców. Dlatego też wkurwieni są na kolejne paniusie symulantki których opowieść pachnie lipą i kombinatoryką na kilometr, marnują ich cenny czas któego zawsze za mało ale muszą potraktować je równie poważnie i tak samo. I wiedzą że nic im za to nie grozi i to wykorzystują. Ich jest większość, a policyjny instynkt pewnie ich czasem zawodzi kto jest kto.
                • mujer_bonita Re: Na marginesie 'procedur'... 01.08.12, 21:33
                  A ja Urqu zna policjantkę i to co mi powiedziała o przesłuchiwaniu kobiet zgłaszających gwałty przez policjantów wykorzystujących 'instynkt' woła o pomstę do nieba. Niby są procedury i takie sprawy powinny być kierowane do niej ale nikt ich nie przestrzega. Wolą kobietę zastraszyć.
              • songo3000 Re: Na marginesie 'procedur'... 02.08.12, 07:42
                Bonitka, przecież to klasyczne wyprowadzenie ciosu 'a u was to murzynów biją' :)))
                • mujer_bonita Re: Na marginesie 'procedur'... 02.08.12, 08:23
                  songo3000 napisał:
                  > Bonitka, przecież to klasyczne wyprowadzenie ciosu 'a u was to murzynów biją' :)))

                  Nie - to niestety szara rzeczywistość. I nie dotyczy kobiet czy gwałtów - dotyczy wszelkich zgłaszanych przestępstw. Miałam się ostatnio okazję bujać ze zgłoszeniem 2 kradzieży. Po jakimś czasie miałam wrażenie, że zaraz zostanę sama oskarżona o zakłócanie panom policjantom odpoczynku w godzinach pracy przy pizzy :[
                  • songo3000 Re: Na marginesie 'procedur'... 02.08.12, 08:40
                    Zgadzam się i wiem, że 'u nich' rzeczywiście tych murzynów to bili :)
                    Wiem, że w obecnych czasach szybciej kopa w dupę na komendzie dostanie niż uzyska pomoc. Sam tego niejednokrotnie doświadczyłem a konkretnie to KAŻDA ze spraw przez mnie zgłoszonych została olana. Policja (w odróżnieniu od niekomunistycznej milicji), z definicji nie jest po prostu od ochrony interesów obywateli tylko państwa. Jeżeli trafią się, tak jak Urq zapaleńcy to super ale generalnie...
                    • mujer_bonita Re: Na marginesie 'procedur'... 02.08.12, 08:51
                      songo3000 napisał:
                      > Sam tego niejednokrotnie doświadczyłem a konkretnie to KAŻDA ze spraw
                      > przez mnie zgłoszonych została olana. Policja (w odróżnieniu od niekomunistycz
                      > nej milicji), z definicji nie jest po prostu od ochrony interesów obywateli tyl
                      > ko państwa. Jeżeli trafią się, tak jak Urq zapaleńcy to super ale generalnie...

                      Przez z górą 30lat swojego życia nie musiałam mieć nic z Policją wspólnego i żyłam w błogim przeświadczeniu, że przecież to w razie czego oni mnie 'bronić' będą. Pierwszy zgłoszony przypadek 'umorzenie z braku dowodów' - ilość wykonanych czynności: 0 (słownie zero). O przepraszam - przyjęli zgłoszenie. 3 dni sprawa zamknięta. I to w przypadku pospolitej kradzieży. Były odwołania, boksowanie się z prokuraturą.... echhh... Najlepiej trzeba by mieć prawnika na cały etat, żeby zmusić ich do robienia czegokolwiek.

                      Ja się nie dziwię, że zgwałcone kobiety po zetknięciu się z taką sytuacją się wycofują.
                      • songo3000 Re: Na marginesie 'procedur'... 02.08.12, 09:15
                        Chcesz się bronić to proszę:
                        tiny.pl/h4kg7 (podmienić pojemnik na środek CS)
                        tiny.pl/h4p26 (pogłębić wiertarką bębenek dla ammu typu LONG, jest to na YT :)
                        tiny.pl/h4kgr (nawet cala wataha nie zdoła Cię zgwałcić :)

                        do tego:
                        tiny.pl/h4kg9 (powodzenia przy identyfikacji przez 'ofiary')
                        ... i wszystkie Twoje problemy można rozwiązać ze szwagrem i kilkoma kumplami.
                        • abrigado Re: Na marginesie 'procedur'... 02.08.12, 09:29
                          psze paaniiii ! Songo podżega do przestepstwa!!! :P ;P ;P

                          Ty w MONie robisz i takie rady?! a fee

                          myslisz, że ten zoraki wytrzyma standardowy nabój 9mm?

                          jesli chodzi o obronę to szkoda, ze nie widziałeś mnie z tym:
                          t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQ3baCqwEZ6tgrvfsXMx7kF_26fXCgXOlQV-4oXY7gxy-EQQU2m
                          sam widok wystarcza żeby nie móc powstrzymac się od myslenia o własnych obciętych człónkach-o czym ostatnio przypmniały mi miny czterech "przyjaźnie nastawionych dżentelmenów z podkieleckiej wioski

                          a zasięg podobny do zoraki ma to : farm4.static.flickr.com/3618/3537771867_579c8a0d26.jpg


                          mam takiego na szafie i ściagam go z usmiechem z nr 5 jak żona czyni jakieś "głęboko nieuzasadnione" uwagi...;)

                          sorry dziewczyny- chłopaki musza czasem porozmawiąc o zabawkach- songo mi jeszcze swó czołg pokaże i kończymy ;)
                          • songo3000 Re: Na marginesie 'procedur'... 02.08.12, 09:47
                            Zapomniałem:
                            * Wszystkie przedstawione przedmioty mają charakter edukacyjny i pokojowy. Jakiekolwiek skojarzenia z przemocą są sprawą indywidualnych zaburzeń odbiorcy ;)

                            > myslisz, że ten zoraki wytrzyma standardowy nabój 9mm?
                            Nie wytrzyma. Mowa jest o 6mm long do wszelakich starterów, które dadzą gumowej głowicy odpowiednie duże Vo. Przestępstwa nie będzie :) ale z kilku metrów to tak jak prawy prosty, hehe.

                            > ych dżentelmenów z podkieleckiej wioski
                            Trzeba było nie rzucać mięchem na Liroya ;P

                            > a zasięg podobny do zoraki ma to
                            Zasięg podobny, damage lepsze ale jako dystansówka szybko się zużywa :)

                            > sorry dziewczyny- chłopaki musza czasem porozmawiąc o zabawkach- songo mi jeszc
                            > ze swó czołg pokaże i kończymy ;)
                            A nowoczesna artyleria przeciwlotnicza może być? Ja zrobię zdjęcie fonem to podeśle :)
                            • abrigado Re: Na marginesie 'procedur'... 02.08.12, 09:54
                              myslałem, ze masz na muśli tez rozwiercenie komór. pod standardowe 6 mm to on podobno juz jest i ludzie nie są zachwyceni osiągami- podobno podobny efekt miałoby udrzenie zoraki, czy innym kesreu w głoe

                              wolę już mój tomahawk ;)

                              to już lepszy jest czarnoprochowy derringer- i jaki steampunowy styl- do damskiej torebki jak znalazł :P

                              dawaja tę armatę !!!
                              • songo3000 Re: Na marginesie 'procedur'... 02.08.12, 10:00
                                Standardowe 6mm to short. Ja tu mówię o 4x większym ładunku prochowym. Zresztą, 'ludzie mówią' przeważnie gdy nic na żywo nie widzieli. Napiszę tak: skombinuj, przetestuj, wyrób sobie opinię, pouśmiechaj się z wyższością nad 'znafcami' :)))

                                Ok, za duży offtop jakby co to na pr... a nie nie, tam tylko forumowe laski zapraszam ;P
                                • abrigado Re: Na marginesie 'procedur'... 02.08.12, 10:11
                                  starzejesz się- facetów na priva zapraszać ;)

                                  podobno po czterdziestce każdy facet staje ise pedałem ;)- powtarzając za Tymonem T.

                                  • songo3000 Re: Na marginesie 'procedur'... 02.08.12, 11:35
                                    Na szczęście nie dożyję ;)
                                    • abrigado Re: Na marginesie 'procedur'... 02.08.12, 11:48
                                      co jest? czyżbyś sie szykował na jakąs misję stabilzacyjno- pokojowa, nieść bratnią pomoc i baby gwałcić po cichu? :P

                                      i stad ta dogłębna znajomośc bliskowschodnich realiów?


                                      a moze jakiś przerót szykujecie? ( nadal aktualna opcja- baby gwałcić po cichu)
                                      nie zdradzasz nam tu aby tajemnicy państwowej?


                                      jakby co zapisz mi w testamncie tę armatkę przeciwlotniczą ( ale bym szacun na dzielni miał piorąc z tego do operatorów kosiarek co mi brżęćzą od 6 tej rano !)

                                      albo co najmniej te 6 mm w wersji long tak ze dwie paczki ;P
                                      • songo3000 Re: Na marginesie 'procedur'... 02.08.12, 12:18
                                        > a moze jakiś przerót szykujecie? ( nadal aktualna opcja- baby gwałcić po cichu)
                                        ja nic nie wiem ja ni nie wiem... ;PPP

                                        I nie armatkę tylko armatę :) Jak to kiedyś od starego wojaka usłyszałem na poligonie: "ooo, taka w wersji sprzężonej na podwoziu Stara to dopiero bywała użyteczna..." i po cichu, "do rozpraszania demonstracji w krajach Afryki Środkowej".
                                        Tak, że problem operatorów kosiarek będziesz miał niejako ostatecznie rozwiązany, hehehe.
                                        • abrigado Re: Na marginesie 'procedur'... 02.08.12, 12:34
                                          a to w ramach wymiany powiem ci, że zoraki jest nielegalny ( nie che mi sie tłumaczyć definicji z ustawy o broni i amunicji)

                                          w kazdym razie nie odpowiada definicji ( nie chce mi sie teraz sprawdzac w ustawie brzmienia, ale robiłem to na poczatku 2011 r dość szczegółówo ;P) straszaków do 6 mm- bo pocisk miotany ma de facto 10 mm

                                          aż mnie dizwi, że nadal jest w ofercie

                                          ponieważ jednak znam praktykę to wiem, że w przypadku faktycznego użycia trafi do biegłego, który orzeknie, że to broń palna w pełnym tego slowa znaczeniu

                                          to jak mam mieć nielegala to juz wolę to działo razem ze starem
                                          ( podobno jedyna rzecz, do ktorej sie nie nadaje do zestrzeliwanie samolotów ;P
                                • urquhart Ciężarna mówi: Mamusia teraz strzela, nie kop 02.08.12, 11:10
                                  songo3000 napisał:
                                  > Ok, za duży offtop jakby co to na pr... a nie nie, tam tylko forumowe laski zap
                                  > raszam ;P

                                  Tak temacie offtopu i aktualności:
                                  Ciężarna mówi: Mamusia teraz strzela, nie kop
                                  Sportsmenki w tak zaawansowanej ciąży na olimpiadzie jeszcze nie było. Nur Suryani Mohamed Taibi z Malezji przyjechała do Londynu na igrzyska na kilka tygodni przed planowanym porodem. Jej dyscyplina to karabin pneumatyczny.
                                  Suryani Taibi strzela do tarczy w pozycji stojącej z odległości 10 metrów. Zanim naciska spust - jak sama mówi - uspokaja dziecko. "Przed zawodami tłumaczę swojej córeczce, że mamusia będzie teraz strzelać i trzeba cichutko leżeć. A potem mówię jej, że wszystko się skończyło i że może sobie pokopać".
                                  W igrzyskach olimpijskich brały już udział kobiety w ciąży, ale żadna - w tak zaawansowanej. Nur Suryani Mohamed Taibi jest w ósmym miesiącu. Mówi, że gdy zdobędzie złoty medal, to przepiłuje go na pół i podzieli się z córeczką, jak już się urodzi.
                    • urquhart Re: Na marginesie 'procedur'... 02.08.12, 09:03
                      songo3000 napisał:
                      > Wiem, że w obecnych czasach szybciej kopa w dupę na komendzie dostanie niż uzys
                      > ka pomoc.

                      Uogólnienie. NIezależnie od znajomości pawiem ci ku pokrzepieniu że jakiś palant stuknął mnie na zaparkowanego wzdłuż ulicyi uciekł całkiem niedawno. DObry człowiek zostawił kateczkę że numer tego sprawcy to jakiś taki był. Pojechałem na Waliców gdzie sie zgłasza takich niezanaych sprawców i siedział ze mną godzinę nieznany młody policjant dzwonił i sprawdzał wszystkie podobne numery, gdzie są monitoringi czy się żeby dopasować do samochodu jaki zapamiętał i podał mi świadek. I znalazł go przy mnie. A faktura potem była na 8,5 tys.
                      • songo3000 Re: Na marginesie 'procedur'... 02.08.12, 09:29
                        No to mam i uszczegółowienie :)
                        > młody policjant<
                        :D

                        Dodałbym jeszcze
                        >stolica<
                        :DD

                        Bo już w tej mojej wiosce nie jest tak różowo. Miałem okazję konkretnego wglądu ilu z funkcjonariuszy jaką trzyma sztamę i jakie otrzymuje kwoty od lokalnej recydywy. Która to może prostego luda pobić, ograbić, stuknąć czy zgwałcić i nie zostanie nawet aresztowana. Nie mam złudzeń, że w innych, podobnym miejscach Polandii jest inaczej. Znam też dwóch IMO uczciwych i rzetelnych policjantów, z roku na rok coraz bardziej sfrustrowanych.
            • bluenote1 Re: Czyżby???? 01.08.12, 20:40
              > Zdaje się że jest odwrotnie wg oficjalnych danych, procedura jest uciążliwa bo
              > 80% zgłoszeń gwałtów okazuje się pomówieniami, formą zemsty, lub próbą uniknięc
              > ią odpowiadzialności.
              Zdaje się, że 80% dorosłych mężczyzn wg oficjalnych danych regularnie bije swoje żony.
              Tak też mogę sobie napisać i co? Ano nic, bo to po pierwsze nieprawda (mam nadzieję), po drugie nie ma na to dowodów ani oficjalnych, ani nieoficjalnych. Po co piszesz coś, na co nie ma dowodów ani statystyk. Tak się składa, że zawodowo stykam się z tekstami medycznymi na temat gwałtów, jutro mogę podać statystyki z miarodajnego źródła (oczywiście zaniżone z powodu częstego niezgłaszania faktu), które mówią, że miażdżąca przewaga gwałtów jest dokonywana przez osoby znane ofierze, zatem w tym też przez mężów.
              Jeśli piszesz o "oficjalnych danych" musisz mieć na to podkładkę, dowody. Inaczej się ośmieszasz.
              Swoją drogą, jakiej odpowiedzialności unika kobieta zgłaszająca fałszywy gwałt? Pobiła faceta, a potem zgłosiła, że ją zgwałcił?
              • urquhart Re: Czyżby???? 01.08.12, 21:04
                bluenote1 napisała:
                > Tak też mogę sobie napisać i co? Ano nic, bo to po pierwsze nieprawda (mam nadz
                > ieję), po drugie nie ma na to dowodów ani oficjalnych, ani nieoficjalnych.

                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,137841670,137887967,tylko_okolo_6_procent_kobiecych_zarzutow_potwierd.html?wv.x=2
                > u), które mówią, że miażdżąca przewaga gwałtów jest dokonywana przez osoby znan
                > e ofierze, zatem w tym też przez mężów.

                definiując jak panie w wątku że gwałt to stosunek gdzie żona nie przejawia ochoty i jawnego tylko bierne przyzwolenie to pewnie znaczna większość mężów to faktycznie wyjdzie że to gwałciciele...
                • mujer_bonita Ośmieszasz się 01.08.12, 21:30
                  Oficjalne statystyki prosto z 'papilot.pl'????
                • bluenote1 Re: To są te oficjalne dane??? 01.08.12, 21:41
                  Wow, Urquhart, teraz to mi naprawdę zaimponowałeś! Jakie niesamowicie miarodajne źródło! Normalnie mnie poraziło:P
                  Wiesz, co to rzetelność? Wiesz, jak się weryfikuje badania? Nie wstyd Ci bazować i podawać za nie wiadomo jakie miarodajne "oficjalne dane" takie coś? Ja też mogę sobie na jakimś portalu napisać, że 99% facetów ma małe fiutki i co???
                  • urquhart Re: To są te oficjalne dane??? 02.08.12, 00:13
                    bluenote1 napisała:
                    > ć i podawać za nie wiadomo jakie miarodajne "oficjalne dane" takie coś? Ja też
                    > mogę sobie na jakimś portalu napisać, że 99% facetów ma małe fiutki i co???

                    Interesuje cię choć trochę przedmiot dyskusji czy jedynie wyśmianie niewygodnej tezy niezgodnej ze światopoglądem?
                    Napisałem że Pamiętam tę sprawę reporterki Daly Mail która kiedyś była precedensem do dyskusji.
                    Tu masz źródło:
                    www.dailymail.co.uk/news/article-1127303/BBC-personality-40-false-rape-allegations-ex-boyfriend.html
                    kwestia interpretacji jest kluczowa gdzieś na feminotece intrerpretowali bzdurnie że to jedynie dowód spisku patriarchalnego że 94% gwałcicielom uchodzi na sucho :)
                    natomiast patrząc na wyniki innych badań o pomówieniach:
                    en.wikipedia.org/wiki/False_accusation_of_rape
                    Są dramatyczne różnice co od 1,5 do 90% w zależności co się uzna jako fałszywe oskarżenie o gwałt. Czy celowe wymyślone pomówienie, czy zgłoszenie jedynie naruszenia nietykalności jednak które nie wyczerpuje definicji gwałtu, czy kwestię interpretacji (kobieta zgłasza gwałt bo facet nie wywiązał sie z jakiś obietnic).
                    • mujer_bonita Miastrz manipulacji :) 02.08.12, 08:21
                      urquhart napisał:
                      > natomiast patrząc na wyniki innych badań o pomówieniach:
                      > rel="nofollow">en.wikipedia.org/wiki/False_accusation_of_rape
                      > Są dramatyczne różnice co od 1,5 do 90% w zależności co się uzna jako fałszywe
                      > oskarżenie o gwałt.

                      Podajesz link a tam jak byk:
                      USA: 2-6%
                      UK: 3-8%
                      Australia: 2,1%

                      To są OFICJALNE dane. Nie brytyjski 'Fakt'.

                      'Rumney's second conclusion is that it is impossible to "discern with any degree of certainty the actual rate of false allegations" due to the fact that many of the studies of false allegations have adopted unreliable or untested research methodologies. He argues, for instance, that in addition to their small sample size the studies by Maclean (1979) and Stewart (1981) used questionable criteria to judge an allegation to be false. MacLean deemed reports "false" if, for instance, the victim did not appear "dishevelled" and Stewart, in one instance, considered a case disproved, stating that "it was totally impossible to have removed her extremely tight undergarments from her extremely large body against her will"'

                      No jasne - ważne są kryteria. Już o tym dyskutowaliśmy. Dla Ciebie jak ofiara nie jest pobita do nieprzytomności to gwałtu nie ma. Jak jest 'niewiarygodna' to gwałtu nie ma. Dla tych panów prowadzących badania jak była gruba to też gwałtu nie było. Co jeszcze? A mini - nie gwałt? W obcisłych jeansach nie gwałt? Jak kobieta nie jest dziewicą nie gwałt?

                      Wiesz - to jest dopiero OBRZYDLIWE!
                      • urquhart Re: Miastrz manipulacji :) 02.08.12, 08:52
                        Znów jedynie twoja projekcja Mujerka. Chciałabyś być mistrzynią, masz papiery na logiczność ale coś nie wychodzi. :)
                        Ewidentnie udowadnaiasz brak dobrej woli. chcesz kasować, krótkimi atakami nie odnosząc sie do meritum i merytoryznie. I faktycznie bed cie traktował jak ty traktujesz innych.
                        Myślisz że jak weźniesz to co ci pasuje z tabelki a nie odniesiesz się do tych z dolnej części kończoncej się na 90% to nikt nie zauważy?

                        Przypominam CI obok wątek obok o DSK gdzie rozpisywałaś się o usiłowaniu gwałtu na dziennikarce która przyszłą na prywatny wywaid a on jej rozpiął bluzkę, ona wyszła. Prokuratura tą wersję "gwałtu" odrzuciła, oskarżyła go jedynie o naruszenie nietykalności - co od początku było dla mnie oczywiste. Ile masz w statystyce takich zgłoszeń "zgwałconych" które w każdej zaczepce widzą zgwałcenie?
                        • mujer_bonita Manipulator, manipulator :D 02.08.12, 09:01
                          urquhart napisał:
                          > Myślisz że jak weźniesz to co ci pasuje z tabelki a nie odniesiesz się do tych
                          > z dolnej części kończoncej się na 90% to nikt nie zauważy?

                          Przecież konkretnie odniosłam się do tego. Czemu manipulujesz?

                          Jest wyraźnie napisane, że to badanie o którym mówisz jest niewiarygodne bo stosuje niewiarygodne metody pomiaru (kobieta była cięższa od mężczyzny wiec gwałtu nie było). Konkretnie się do tego odniosłam.

                          Jeszcze raz Urqu - OFICJALNE dane to 2-8% fałszywych oskarżeń. Nie kłam więc, że 6% jest prawdziwych. Nie ośmieszaj się.
                      • songo3000 Re: Miastrz manipulacji :) 02.08.12, 09:00
                        No to może sprawiedliwie pobrzydźmy się w drugą stronę ok?
                        - nie było orgazmu - gwałt
                        - po wszystkim odwrócił się na drugą stronę - gwałt
                        - na drugi dzień nie przyniósł całej pensji - gwałt
                        - spuścił się na świeże prześcieradło - gwałt ze szkodą na mieniu (noo, to jeszcze jestem w stanie zrozumieć ;)
                        ...

                        Z jednej strony IMO wskazujesz, że babki są gwałcone, nie mają jak uzyskać pomocy i jest na to jakieś przyzwolenie społeczne. Zgadzam się, nie polemizuję.
                        Z drugiej wyraźnie bagatelizujesz ślady takich samych mechanizmów skierowanych przeciwko facetom... To jak to w końcu jest?
                        • mujer_bonita Re: Miastrz manipulacji :) 02.08.12, 09:05
                          songo3000 napisał:
                          > Z jednej strony IMO wskazujesz, że babki są gwałcone, nie mają jak uzyskać pomo
                          > cy i jest na to jakieś przyzwolenie społeczne. Zgadzam się, nie polemizuję.
                          > Z drugiej wyraźnie bagatelizujesz ślady takich samych mechanizmów skierowanych
                          > przeciwko facetom... To jak to w końcu jest?

                          Nie bagatelizuję. Jest jednak różnica między 2-8% (oficjalne dane) fałszywych oskarżeń a 6% prawdziwych zgłoszeń. Różnica powiedziałabym diametralna.
                          • urquhart Re: Miastrz manipulacji :) 02.08.12, 09:15
                            Fałszywych oskarżeń które się dało rzetelnie udowodnić że są pomówieniami :)
                            Typowy problem był seks na randce, mężczyzna mówi że tak owszem, nie ma śladów ŻĄDNEJ przemocy czy świadków, ona potem zgłasza że miał być jedynie lodzik a on ją zgwałcił a on nie potrafiła odmówić ale nie chciała. To sprawy nie do udowodnienia ani w jedną ani w drugą stronę.
                        • urquhart Re: Miastrz manipulacji :) 02.08.12, 09:10
                          Jedyne pocieszenie że Mujerka nie została prokuratorem czy sędzią :)
                          Ona już by się nie patyczkowała z żadnymi facetami, wedle zasady dajcie mi winnego a wina się już znajdzie.
                          • abrigado Re: Miastrz manipulacji :) 02.08.12, 09:14
                            taaak to typ myslenia-sprawiedliwie osadzic i rozstrzelać ;P

                            ona niemal na pewno nalezy do osób, które biegły be ze zgłoszeniem gwałtu gdyby kochanek podczas seksu w "nieuzgodniony sposób" ugryzł ją w ucho albo nabił siniaka podczas ewolucji, o neiwłaściwie dobranym kolorzep rezerwatyw już nawet nie wspomnę ;)
                          • songo3000 Re: Miastrz manipulacji :) 02.08.12, 09:52
                            Ja tam będę się cieszył z jej kandydatury na prokuratora... przyszłościowo, w MOJEJ Radzie Ocalenia Narodowego :DDD
                            • urquhart Re: Miastrz manipulacji :) 02.08.12, 11:07
                              songo3000 napisał:

                              > Ja tam będę się cieszył z jej kandydatury na prokuratora... przyszłościowo, w M
                              > OJEJ Radzie Ocalenia Narodowego :DDD

                              To może ta jedynie słuszna rada przez przypadek ?:
                              www.kongreskobiet.pl/pl-PL/text/O_nas/Gabinet_Cieni
                              :)
                              • songo3000 Re: Miastrz manipulacji :) 02.08.12, 11:47
                                Dobre :) ale strasznie niekonsekwentne, hehe
                                "Ministra Rolnictwa", "Premierka" i takie kwiatuszki a dalej niesteeety uciskowo:
                                prof. Danuta Hübner, czyli Profesor a nie Profesorka
                                dr Henryka Bochniarz, czyli Doktor a nie Doktórka

                                Amatorsko drogie panie, amatorsko ;PP
          • la.locca Re: Nazewnicto, nazewnictwo... 02.08.12, 00:23
            > Czyli co - nie zgłaszać? Bo tamtą to wielokrotnie zgwałcili i podpalili a mnie
            > 'tylko' upił i zgwałcił? Bo sama sobie jestem winna bo założyłam mini?

            Właśnie o to mi chodzi, że gwałt to gwałt - niezależnie, czy podpalili, czy upili, czy zrobił to mąż, czy stado gwałcicieli z ulicy. Jednoznaczne pojęcie niesie za sobą jednoznaczne konsekwencje (chociaż różny wymiar kary). Prawo nie rozróżnia gwałtów karalnych i niekaralnych.

            Jeśli jednak nadużywasz tego pojęcia, to albo pomawiasz kogoś o przestępstwo, albo prowadzisz do dewaluacji tego pojęcia. I już nie jest czarno na białym, że gwałt to gwałt, że trzeba zgłosić na policję i że jest to karalne... Sama autorka wątku stwierdziła, że przecież na policję z tym nie pójdzie. Skoro to dla niej takie oczywiste, to czemu używa słowa gwałt?
            Jeszcze w kontekście "gwałt małżeński", który steoretypowo jest postrzegany jako "mało poważny". W ten sposób czyni go jeszcze mniej poważnym.

            Potem, gdy kobieta, która rzeczywiście się zmaga z tym problemem, trafi na policję, to po 10 takich fantastkach jest traktowana niepoważnie.

            > Bo gwałty są różne więc zgłaszać tylko te najdrastyczniejsze, żeby nie 'rozmydlać'?????

            Nie, nie tylko najdrastyczniejsze.
            Ale nie mieszać z gwałtem braku asertywności i urojeń.
            • mujer_bonita Re: Nazewnicto, nazewnictwo... 02.08.12, 08:32
              la.locca napisała:
              > gwałt to gwałt, że trzeba zgłosić na policję i że jest to karalne... Sama autor
              > ka wątku stwierdziła, że przecież na policję z tym nie pójdzie. Skoro to dla ni
              > ej takie oczywiste, to czemu używa słowa gwałt?

              Wiele kobiet bardzo brutalnie, wielokrotnie zgwałconych na policję nigdy nie pójdzie. Czy to znaczy, że gwałtu nie było?

              > Potem, gdy kobieta, która rzeczywiście się zmaga z tym problemem, trafi na poli
              > cję, to po 10 takich fantastkach jest traktowana niepoważnie.

              Czyli uznajesz, że autorka wątku jest 'fantastką'. Wymyśliła sobie przemoc fizyczną i psychiczną? Wymyśliła sobie poniżanie, zastraszanie? Uroiła sobie szarpanie przez męża?


              To jest właśnie to o czym pisałam - skoro jej nie podpalił to 'o co się rzuca'. Smutne to i straszne :(
              • songo3000 Re: Nazewnicto, nazewnictwo... 02.08.12, 09:54
                Wedle tego co sama przedstawiła, nikt jej nie >zgwałcił< lub też (moim zdaniem) sama zgwałciła swoją psychikę zgadzając się na niechciany seks. I o tym jest mowa.
                • abrigado Re: Nazewnicto, nazewnictwo... 02.08.12, 10:00
                  włąsnie- nam iejscu jej facweta też bym czuł sie zgwałcony- bo przecież szedłem do łozka z nią myśląc, zen aprawde ma na mnie ochotę a ta oszukiwała! gwałcicielka jedna
                  tak się kończy rozmywanie pojęć :P
              • la.locca Re: Nazewnicto, nazewnictwo... 02.08.12, 19:33
                > Czyli uznajesz, że autorka wątku jest 'fantastką'. Wymyśliła sobie przemoc fizy
                > czną i psychiczną? Wymyśliła sobie poniżanie, zastraszanie? Uroiła sobie szarpa
                > nie przez męża?

                Szarpania nie wyłapałam. Teraz w kilkuset postach też sie nie doszukam.
                W każdym razie nie twierdzę, ze uroiła sobie przemoc psychiczną. Uroiła sobie gwałt, przemoc - niekoniecznie. Nie twierdzę, że nie jest poniżana, może jest. Wskaż mi jednak choć jedno zdanie z postu autorki, które świadczy, ze był to gwałt. To, że uprawiała z nim seks nie mając na to ochoty, bo czuła sie w obowiązku to robić, to nie gwałt. To jej własny problem psychiczny (co go bynajmniej nie umniejsza), ze nie potrafiła powiedzieć "nie". On jej nie gwałcił, ona sama się gwałciła, robiąc to, czego nie chciała, ale czując sie w wewnętrznym obowiązku, że musi.

                > Wiele kobiet bardzo brutalnie, wielokrotnie zgwałconych na policję nigdy nie pó
                > jdzie. Czy to znaczy, że gwałtu nie było?

                Oczywiście, że był gwałt. Zauważ jednak różnicę: one nie idą ze strachu lub ze wstydu. A tu - po prostu nie byłoby żadnych podstaw! Bo dla wszystkich jest to oczywiste, łącznie z autorką tego wątku, że byłoby to absurdalne!

                Jeśli już, to powinna się autorka bloga udać do psychologa lub psychiatry na jakąś terapię, a nie na policję... Równie dobrze mogłaby sie samookaleczać (z rzeczywistych, realnych pobudek psychicznych, zwiazanych z jej rzeczywistym cierpieniem), po czym pójść na policję, twierdząc, ze to mąż ją okaleczył...
                • bluenote1 Re: Nazewnicto, nazewnictwo... 02.08.12, 20:31
                  Napisałam w wątku obok, że słowa "gwałt" używa się też w przenośni, gdy ktoś zrobi nam coś wbrew naszej woli. Czasami nawet żartobliwie: ona mnie ciągle gwałci, żebym jej opowiedziała żart o żabie".
                  Ja ten gwałt traktuję raczej w jego przenośnym znaczeniu, jako coś, do czego zostaje się zmuszonym, a że to dotyczy tak bardzo intymnej sfery, tym bardziej boli.
                  I masz rację La.locca, to jest rodzaj gwałtu na sobie, przy czym jednak nie ofiara sobie to wymyśla, czynnikiem sprawczym jest jednak postawa męża przemocowca. Nie można umniejszać jego roli w tym mechanizmie. Normalny facet, jak widzi, że jego żona płacze podczas stosunku, bynajmniej nie z rozkoszy, powinien się raczej zdobyć na chwilę refleksji. I nie jest to histeryczka i wariatka dla ścisłości.
                  O, dobry przykład użycia w przenośni słowa gwałt: gwałt na sobie, "ona sama się gwałciła".
                • mujer_bonita Re: Nazewnicto, nazewnictwo... 02.08.12, 22:02
                  la.locca napisała:
                  > To, że uprawiała z nim seks nie mając na to ochoty, bo czuła sie w obowiązk
                  > u to robić, to nie gwałt. To jej własny problem psychiczny (co go bynajmniej ni
                  > e umniejsza), ze nie potrafiła powiedzieć "nie".

                  Czyli jak się kobietę zastraszy to też nie jest gwałt? Bo nie potrafi powiedzieć 'nie'? Zastraszenie to 'własny problem psychiczny'? Czy jeżeli kobieta nie może sobie pozwolić na utratę pracy (bo ma na utrzymaniu dzieci a jest bezrobocie) a jej szef to wie i wykorzystuje molestując też jej 'własny problem psychiczny że nie potrafi powiedzieć nie'?

                  Strasznie spłaszczasz ten przypadek.

                  > A tu - po prostu nie byłoby żadnych podstaw! Bo dla wszystkich jest to
                  > oczywiste, łącznie z autorką tego wątku, że byłoby to absurdalne!

                  Nie wkładaj w usta 'wszystkim' swoich myśli. Pytanie w wątku jest dyskusyjne. Nikomu nie udało się i nie uda wyznaczyć jednolitej definicji gwałtu choć niektórym wydaje się to takie proste. To nie jest problem zero-jedynkowy.



                  > Szarpania nie wyłapałam. Teraz w kilkuset postach też sie nie doszukam.

                  Więc zanim wydasz sąd co było a co nie lepiej się jednak doszukaj.
                  • la.locca Re: Nazewnicto, nazewnictwo... 03.08.12, 02:16
                    > > To, że uprawiała z nim seks nie mając na to ochoty, bo czuła sie w obowiązku to robić, to nie gwałt. To jej własny problem psychiczny (...)
                    > Czyli jak się kobietę zastraszy to też nie jest gwałt?

                    Nie widzisz różnicy między "nie mieć ochoty i czuć obowiązek", a "zastraszyć"? Bo ja widzę ogromną. Jeśli ktoś mi przystawi pistolet do głowy, a ja mu potulnie oddam kluczyki od samochodu, to nadal jest to kradzież.

                    > Strasznie spłaszczasz ten przypadek.

                    To nie ja spłaszczam, ale Ty nadinterpretujesz.
                    Kwestię szarpania również... Zadałam sobie trud i przejrzałam forum. Bluenote pisała o szarpaniu, jako o własnych doświadczeniach, a nie o doświadczeniach autorki bloga.
                    Sytuacja opisana przez Bluenote - jej własnego małżenstwa - to zupełnie inna bajka. Tam rzeczywiście wchodziła w grę agresja i zastraszanie (zakładam, że Bluenote nie wyolbrzymia).

                    A to do czego się odniosłam, to kwestia pojęć, które wg Ciebie nie mają znaczenia. Wg mnie mają, szczególnie jeśli dotyczą czynności za którą idzie się do więzienia... Zobacz chociażby jak niefortunne użycie słowa gwałt wobec sytuacji z pierwszego postu (bo wg mnie niefortunne) nastawiły większość wobec odczuć autorki? I być może w jej przypadku akurat gwałt zaistniał, ale już większość ludzi nastawiła się do niej, jak do fantazjujacej panienki, o upodobaniach masochistycznych, która gwałt sobie zmyśla.

                    Jak było w przypadku Bluenote - nie wiem. Na pewno wielkie gratulacje dla niej, że wyrwała się z tego i odeszła! Jeśli gość ją szarpał, wyzywał, ganiał po łazienkach, a na koniec żądał seksu niezależnie od jej ochoty, to mógłbyć to gwałt - nawet jeśli "w białych rękawiczkach". Co nie znaczy, że u każdego byłoby to gwałtem, bo ludzie mają różny sposób bycia i różne granice wobec tego, co uznają w związku za akceptowalne lub nieakceptowalne.

                    Jeśli jednak coś jest nieakceptowalne, to trzeba to wyrażać. Tym bardziej w kwestii seksu. W końcu są kobiety, które wręcz fantazjują o tym, aby mąż je "zgwałcił" i pary, które uwielbiają ostry seks po kłótni. To nie musi być wcale oczywiste dla partnera, że po kłótni nie chcemy sie z nim kochać.

                    • urquhart Re: Nazewnicto, nazewnictwo... 03.08.12, 07:01
                      la.locca napisała:
                      > Nie widzisz różnicy między "nie mieć ochoty i czuć obowiązek", a "zastraszyć"?
                      > Bo ja widzę ogromną. Jeśli ktoś mi przystawi pistolet do głowy, a ja mu potulni
                      > e oddam kluczyki od samochodu, to nadal jest to kradzież.

                      Oczywiście piszesz celnie o róznicy między "nie mieć ochoty i czuć obowiązek", a "zastraszyć" i dalej o manipulacji nazwą gwałt by osiągnąć emocjonalny skutek negatywnego nastawienia przejaskrawienia i oburzenia odbiorcy
                      Ale w przykładzie z pistoletem formalnie nie masz racji, zmieni się kwalifikacja z kradzieży (kodeks wykroczeń) na wymuszenie rozbójnicze (kodeks karny) zagrożone dramatycznie większą karą.
                      pl.wikipedia.org/wiki/Wymuszenie_rozb%C3%B3jnicze
                      Przy okazji brednie pisze Mujerka że nikomu sie nie udało wyznaczyć definicji zgwałcenia.
                      SN ma spójną linie i wyroki i opisywałem to w Wątku o DSK wyciągnietym obok. Mujerka projektuje że sama CHCIAŁABY ROZSZERZAC definicję i karać pierdlem za wszystko jak to rozszerzają definicję gwałtu w Szwecji, za nie założenie przezerwatywy, za niewyrażenie każdorazowo jawnej zgody na seks, dodatkowo by dodała za rozpiecie bluzki jak u dziennikarki, pewnie tęż za rubaszne złapanie za dupę.
                      prawica.net/node/5824
                      Przecież wszyscy są winni (łącznie z Housem) a ci prawnicy są tacy nieudolni i się z nimi patyczkują!
                    • mujer_bonita Re: Nazewnicto, nazewnictwo... 03.08.12, 13:10
                      la.locca napisała:
                      > Jak było w przypadku Bluenote - nie wiem. Na pewno wielkie gratulacje dla niej,
                      > że wyrwała się z tego i odeszła! Jeśli gość ją szarpał, wyzywał, ganiał po łaz
                      > ienkach, a na koniec żądał seksu niezależnie od jej ochoty, to mógłbyć to gwałt
                      > - nawet jeśli "w białych rękawiczkach". Co nie znaczy, że u każdego byłoby to
                      > gwałtem, bo ludzie mają różny sposób bycia i różne granice wobec tego, co uznaj
                      > ą w związku za akceptowalne lub nieakceptowalne.

                      OK w takim razie nie zrozumiały się bo ja odnosiłam się właśnie do przypadku Bluenote.
                  • songo3000 Baby trzeba ubezwłasnowolnić... ;) 03.08.12, 08:01
                    Przecież i tak nie podejmują żadnych życiowych decyzji czy wyborów a życie się 'przydarza'... może jednak jest inaczej, co?

                    > ikomu nie udało się i nie uda wyznaczyć jednolitej definicji gwałtu choć niektó\
                    Mylisz się i jest to banalnie proste. Nie wspominając już o KK nawet tutaj, na wstępie podałem te kryterium: możliwość WYBORU / brak tej możliwości.

                    Babka, która daje się przelecieć szefowi W ZAMIAN za pracę ma wybór, może nagrać rozmowę i domagać się odszkodowania za molestowanie, może iść do opieki społecznej, może iść żebrać, może iść obrobić sklep,... Wybierając danie tyłka wybiera PROSTYTUCJĘ a robienie z tego gwałtu to baaardzo głębokie ScienceFiction.

                    Babka, która W ZAMIAN za możliwość trwania związku wybiera danie tyłka mężowi (bo faktycznie tego seksem nazwać nie można) jak widać ponosi tragiczne konsekwencje. Jednak dopóki nikt jej nie pozbawił czynnika decyzyjnego - jakoś w przytoczonych opisach nie zauważyłem CIENIA czynnika ubezwłasnowolnienia psychicznego i/lub fizycznego - to jest JEJ wybór.

                    Jest jak zwykle, mało kto chce brać odpowiedzialność za własne wybory i związane z nimi porażki. O wiele łatwiej jest powiedzieć 'winni są oni'. Tylko czy naprawdę trzeba temu jeszcze przyklaskiwać?!?
                    • bluenote1 Re: Baby trzeba ubezwłasnowolnić... ;) 03.08.12, 09:46
                      Songo3000, ten wątek jest długi i zawiły, może Ci umknęło, ale jeszcze raz podepnę wypowiedź na temat przemocy psychicznej w związku, ktora świetnie oddaje jej charakter. Proszę, przeczytaj to i spróbuj sobie taką sytuację wyobrazić, a potem nadal twierdzić z mocą, że kobieta ma wybór. Ona ma wybór, ale dopiero jak się ocknie, wcześniej jest przekonana, że to raczej z nią jest coś nie tak. Dlatego tkwi w takim związku, ktory z pozoru jest dobry, dlatego łyka te łzy podczas stosunku, bo uważa, że to właśnie między innymi przez to, że ją odrzuca od męża, on taki jest. Ciało jest wtedy mądrzejsze niż głowa, która racjonalizuje każdy atak męża: bo nerwowy z natury, bo ma stresującą pracę, bo może ja faktycznie na złość albo z głupoty przesoliłam tę zupę. Przeczytaj, proszę: forum.gazeta.pl/forum/w,15128,137841670,137854298,Re_Temat_przemocy_psychicznej.html

                      • songo3000 Songo czyta uważnie... 03.08.12, 11:53
                        ... i zawsze próbuje postawić się na miejscu każdej ze stron co by metodą superpozycji jakaś tam śladowa obiektywność zachowana była.

                        I bardzo Cię przepraszam ale mimo Twoich zaklęć i tragicznych opisów wybór to miałaś zawsze. Przypomnę tylko, że dokonujemy wyboru na podstawie dostępnych dla nas informacji i już istniejących wewnętrznych stanów. Ja rozumiem, że mężulo swoimi intensywnymi i skierowanymi przeciwko Tobie działaniami 'zawłaszczył' tą przestrzeń informacyjną i miał przez to silny wpływ na Twoje decyzje. Miał silny wpływ co jednak to nie oznacza, że on WYBRAŁ ZA CIEBIE, chociażby trwanie w takim związku.

                        Opisujesz swoją sytuację jakby sprawa działa się w talibanie gdzie faktycznie wybór kobiety to poddać się albo umrzeć. A to jest nieprawda bo żyjesz w kraju, gdzie możesz wyjść na ulicę, porozmawiać z innymi ludźmi, mieć dostęp do informacji, gdzie masz >szansę< na wyrwanie się z większości opresji. Z czego w końcu zaczęłaś skrzętnie korzystać... ponieważ tak w końcu WYBRAŁAŚ.

                        I jeszcze jedna sprawa. Opisujesz te panie jako pozbawione wyboru / nie umiejące / nie potrafiące dokonywać wyborów bo....(przemoc psychiczna, osaczenie, itp.) Krzywdzisz je tym samym strasznie. Osoby, które nie mogą wybierać w życiu to albo:
                        - dzieci w przedszkolu,
                        - ubezwłasnowolnione w lub poza zakładem psychiatrycznym, pod opieką 'dorosłych'.
                        Oczywiście, wielkim plusem takiej sytuacji jest CAŁKOWITE zdjęcie ODPOWIEDZIALNOŚCI za własne życie, no bo niby jak skoro nie mogą wybierać.

                        Więc się zdecyduj, rybki czy akwarium?
                        • songo3000 i ostatni komentarz 03.08.12, 11:58
                          Żeby być naprawdę uczciwym. Nigdy nie byłem na miejscu takiej osoby i być może się totalnie mylę. Uważam, że mam rację, uważam, że mój punkt widzenia może Ci pomóc w przyszłości w różnych sytuacjach życiowych... ale wieszczem natchnionym to jednak nie jestem.
                          • bluenote1 Re: i ostatni komentarz 03.08.12, 12:29
                            Songo, bardzo się cieszę, że trochę zaczynasz rozumieć. I wierz mi, jak czytam pierwszy post kobiety, która uważa, że jest krzywdzona, zawsze zadaję jej pomocnicze pytania, żeby na wszelki wypadek wyłapać fałsz i kompletny brak obiektywizmu, zatem też staram się patrzeć z różnych stron.
                            Jeszcze raz wkleję jedno zdanie: "Obwinianie jej o to, że żyje wiele lat z takim facetem, to kompletne niezrozumienie mechanizmu tego typu przemocy, która zostawia w całości ciało, a robi wodę z mózgu". Te kobiety mają wybór, jasne, ale im ten wybór w ogóle nie przyjdzie do głowy, bo ich faceci z pozoru i wielu sytuacjach są naprawdę wzorowymi mężami i ojcami, a metody przez nich stosowane są niedostrzegalne gołym okiem.
                            Żeby oddać lepiej charakter tego problemu, wkleję może jeszcze jedną wypowiedź kobiety żyjącej w tego rodzaju związku:
                            „Też żyję w takim związku. Niby faceta na rękach nosić - zarabia dobrze, gotuje, zajmuje się dziećmi, tylko dlaczego w tym związku czuje się jak g..wo i bardziej jak jego córka niż żona? Wiecznie poirytowany, moje zdanie ma za nic, bo on wie lepiej, szczytem było jak stwierdził w szkole przy jakiejś matce, że gdyby nie on i jego obiady, to bym z głodu umarła!!!
                            I jestem zła na siebie, bo nie potrafię powiedzieć NIE, boje się jego gwałtownych reakcji i nie potrafię z nim dyskutować, bo zaraz stwierdza, że: mi się wydaje, że przesadzam, że jestem wariatką (byłam na terapii), źle wychowuje dzieci, bo im na wszystko pozwalałam itp. Boje się odezwać. Kropla goryczy się przelała, jak tydzień temu dostałam opierd. za źle odrobioną z dzieckiem pracę domową.
                            Zastanawiam się nad separacją, ale boję się podjąć tego kroku, szalenie szkoda mi dzieci, boję się zmian, ale nie jestem już w stanie w tym wytrwać. Gdy wracam do domu, łzy same mi lecą. Trzy lata temu byłam w takim stanie i pomogła mi terapia - zaczęłam więcej wymagać dla siebie i była poprawa. Ale mam coraz mniej szacunku dla niego jako dla człowieka - cholerny manipulant z niskim poczuciem wartości własnej, który w każdej sytuacji musi być górą. Nawet w tej najbardziej banalnej".

                            O wyborze możemy mówić dopiero, jak taka laska się obudzi, jak on w końcu się nie pohamuje i tak ją popchnie, że jej zrobi krzywdę, albo jak ona postanowi zasięgnąć rady na forum eksperckim, bo ją jednak zbulwersuje, że mąż sprawdza gg dorosłej córki i jeszcze się tym chwali. A tam dziewczyny zadadzą jej dodatkowe pytania, wyciągna szczegóły, układanka ułoży się w spójną całość, doradzą jej odpowiednie lektury i BINGO, klapki się otwierają! Tak, wtedy dopiero można mówić o wyborze.
                            I jeszcze coś. Mówisz, że takie laski nie żyją na bezludnej wyspie. I tu jest dodatkowy problem; moje koleżanki mówiły: wasz związek, to takie małżeństwo po włosku. Znały mojego męża, który jest wyjątkowo uroczym facetem (dla innych), świetnie gotującym, gościnnym, dowcipnym, normalnie sam miód. Jak opowiadałam o awanturach, to tak właśnie komentowały. Wszystkie małżeństwa się kłócą, mówiły inne. Przesadzasz - to bardzo częste słowo. No to w końcu w to wierzysz, że przesadzasz. Osoby nieznające tego problemu za cholerę nie zrozumieją i nie wesprą, wręcz przeciwnie, utwierdzą, że wszyscy tak mają, a ty robisz widły z igły. To tyle na temat wsparcia środowiska. Moja mama umarła wcześnie, ale zanim wyszłam za mąż, nienawidziła mojego wybranka szczerze (po ślubie pogodziła się z tym), do tego stopnia, że przez 3 lata mial zakaz wstępu do naszego domu. Mój najlepszy przyjaciel też go nie znosił. Mądrzejszy był ode mnie, ale ja wiedzialam najlepiej, że tak uczciwego faceta już nie znajdę.
                            • that.bitch.is.sick Re: i ostatni komentarz 03.08.12, 12:33
                              bluenote1 napisała:

                              Moja mama umarła wcześnie, ale zanim wyszł
                              > am za mąż, nienawidziła mojego wybranka szczerze (po ślubie pogodziła się z tym
                              > ), do tego stopnia, że przez 3 lata mial zakaz wstępu do naszego domu. Mój najl
                              > epszy przyjaciel też go nie znosił. Mądrzejszy był ode mnie, ale ja wiedzialam
                              > najlepiej, że tak uczciwego faceta już nie znajdę.

                              Podejrzewam że Twoja mama nienawidziłaby każdej podłej męskiej kreatury która by zabrała jej jedyną córeczkę. Zaczynam myśleć że obwiniasz człeka o sytuację którą najpierw razem uzgodniliście, bo Ty byłaś zaślepiona ale sorry on miał prawo myśleć że rozmawia z osobą z pełnia władz umysłowych. Nagle doszło do neofickiego, feministycznego przewidzenia, mimi wybiła się na niepodległość i zrozumiała że to wszystko to była przemoc:). Nieźle.
                              • bluenote1 Re: Spisek z mamą 03.08.12, 12:52
                                > Podejrzewam że Twoja mama nienawidziłaby każdej podłej męskiej kreatury która b
                                > y zabrała jej jedyną córeczkę.

                                Tu się mylisz, bo nie pogoniła żadnego innego, a wręcz przeciwnie, częstowała domowym winem:) Z mamą niczego nie uzgadniałam, bo mamie nie o przemoc chodziło. Neofickie, feministyczne przewidzenie, że mąż mi napluł w twarz, wylał lekarstwo w oczy, skoro szarpanie i niszczenie rzeczy osobistych to dla Ciebie za mało. Ale zapomniałam: to ja go do tego wszystkiego doprowadziłam, a wcześniej uzgoniłam to z mamą. To ja go sprowokowałam. On niewinny, pecha miał, że natrafił na taką bicz. Ups, pardonne:P
                                • that.bitch.is.sick Re: Spisek z mamą 03.08.12, 12:56
                                  bluenote1 napisała:


                                  >
                                  > Tu się mylisz, bo nie pogoniła żadnego innego, a wręcz przeciwnie, częstowała d
                                  > omowym winem:) Z mamą niczego nie uzgadniałam, bo mamie nie o przemoc chodziło.
                                  > Neofickie, feministyczne przewidzenie, że mąż mi napluł w twarz, wylał lekarst
                                  > wo w oczy, skoro szarpanie i niszczenie rzeczy osobistych to dla Ciebie za mało
                                  > . Ale zapomniałam: to ja go do tego wszystkiego doprowadziłam, a wcześniej uzgo
                                  > niłam to z mamą. To ja go sprowokowałam. On niewinny, pecha miał, że natrafił n
                                  > a taką bicz. Ups, pardonne:P

                                  Nie wiem jaki jest on, ale trzeba przyznać że jak na biedną i zaślepioną ofiarę przemocy to nieźle obrotna z Ciebie suczka.
                                  • bluenote1 Re: Spisek z mamą 03.08.12, 13:21
                                    > Nie wiem jaki jest on, ale trzeba przyznać że jak na biedną i zaślepioną ofiarę
                                    > przemocy to nieźle obrotna z Ciebie suczka.

                                    Ba, ja nie tylko jestem obrotną suczką, ale też spełnioną matką oraz dobrym, cenionym pracownikiem, praca sprawia mi ogromną satysfakcję.
                                    Jakbyś nie wiedziała, to też jest bardzo typowy obraz. Większość ofiar przemocy bardzo się dobrze realizuje w pracy, to jest ich odskocznia. Natomiast przemocowiec z reguły nie zagrzewa miejsca, zawsze ma wrednego szefa i fatalne warunki pracy. Tak jest w moim związku, tak jest w związkach większości znanych mi ofiar przemocy. Słowo.
                                    • that.bitch.is.sick Re: Spisek z mamą 03.08.12, 13:27
                                      bluenote1 napisała:


                                      >
                                      > Ba, ja nie tylko jestem obrotną suczką, ale też spełnioną matką oraz dobrym, ce
                                      > nionym pracownikiem, praca sprawia mi ogromną satysfakcję.
                                      > Jakbyś nie wiedziała, to też jest bardzo typowy obraz. Większość ofiar przemocy
                                      > bardzo się dobrze realizuje w pracy, to jest ich odskocznia. Natomiast przemoc
                                      > owiec z reguły nie zagrzewa miejsca, zawsze ma wrednego szefa i fatalne warunki
                                      > pracy. Tak jest w moim związku, tak jest w związkach większości znanych mi ofi
                                      > ar przemocy. Słowo.

                                      Tym bardziej ponosisz WSPÓŁodpowiedzialność za swoje wybory i za to jak wyglądał Twój związek. Może ty się nieźle bawiłaś, ale jak było się okaże. Dziecko w okresie nastoletnim jak mówią terapeuci zaczyna rodzicom "wypłacać".
                                      • that.bitch.is.sick bo jakoś nie sądzę bluenote 03.08.12, 13:37
                                        ..że jesteś typową kobietą "co kochała za bardzo i ciągle liczyła że on się zmieni". coś mi od początku nie pasowałaś do tego typu kobiet co sobie dają puknąć 6 dzieci bezrobotnemu alkoholikowi:). Raczej jesteś panią z tych co: "nienawidziłyśmy mężczyzn razem z mamusią i dałam szansę jednemu draniowi ale wybranemu tak starannie aby potwierdził te prawdy o mężczyznach o których mamusia mówiła w dzieciństwie". Proces został zakończony, okazało się że mężczyźni to dranie, można spokojnie powrócić do komitywy z mamą.
                                        • aandzia43 Re: bo jakoś nie sądzę bluenote 03.08.12, 14:33
                                          Proces został zakończony, okazało się że mężczyźni to dranie,
                                          > można spokojnie powrócić do komitywy z mamą.

                                          To się okaże na koniec. Nie czytam może zbyt uważnie, ale nasza bohaterka nei wygląda mi na kobietę nie zauważającą w otoczeniu normalnych mężczyzn i normalnych związków. Jeśli po rozwodzie, do którego mam nadzieję w końcu dojdzie, wejdzie w związek z nieprzemocowcem i będzie z takim normalnym facetem szczęśliwa, to się okaże że się mylisz i cała utkana przez ciebie misterna konstrukcja nadaje się na śmietnik ;-) Ale... pożiwiom, uwidzim.
                                          • urquhart wejdzie w związek z nieprzemocowcem??? 03.08.12, 15:27
                                            aandzia43 napisała:
                                            > ch związków. Jeśli po rozwodzie, do którego mam nadzieję w końcu dojdzie, wejdz
                                            > ie w związek z nieprzemocowcem i będzie z takim normalnym facetem szczęśliwa, t
                                            > o się okaże że się mylisz i cała utkana przez ciebie misterna konstrukcja nadaj
                                            > e się na śmietnik ;-) Ale... pożiwiom, uwidzim.

                                            Trzydziestoletnia się tu przedstawiła jako specjalistka od ofiar przemocy, niech niesie kaganek oświaty.
                                            Ale z tego co ja czytałem w wielu miejscach to schemat jest taki że ofiara robi wszystko żeby wybrać sobie kolejnego partnera odwrotność przemocowca a po jakimś czasie i tak okazuje się że to i tak kolejny przemocowiec. I specjaliści spierają sie czy ona tak ich skuteczenie wyszukuje bo oni spełniają jakąś jej potrzebę (przerzucenia odpowiedzialności) czy może prowokuje i uruchamia zablokowane społecznie predyspozycje.

                                            Żeby nie było wątpliwości - nie jest to żadne usprawiedliwienie dla sprawcy przemocy.
                                            • aandzia43 Re: wejdzie w związek z nieprzemocowcem??? 03.08.12, 15:54
                                              > Ale z tego co ja czytałem w wielu miejscach to schemat jest taki że ofiara robi
                                              > wszystko żeby wybrać sobie kolejnego partnera odwrotność przemocowca a po jaki
                                              > mś czasie i tak okazuje się że to i tak kolejny przemocowiec.

                                              No pewnie, standard. Ale nie chce mi się zagłębiać w schemat oczywisty i nie podlegający dyskusji. Ja tu o sytuacji, kiedy przerobi się problem na terapii, przegryzie i wyjdzie się z tego, jako nowy człowiek. Sama byłam świadkiem, jak kobiety po ciężkiej pracy nad sobą wybierały na następnego partnera faceta z innej półki i innej gliny, niż ten poprzedni. Kompletnie nowa jakość! I faceta, i związku. Od razu uprzedzę pytania: nie, nie jakość powierzchowna. Czas (długi czas) potwierdził, że zmiany były ogromne. Ale to były kobiety po ciężkiej, katorżniczej pracy nad sobą i uświadomieniu sobie bardzo przykrych rzeczy m.in. na temat siebie i swoich wyobrażeń o świecie. Trudno mi powiedzieć, czy Blue też dokona tego, wydawałoby się, niemożliwego. Ja na razie jest na dobrej drodze. Ale dopiero na drodze.
                                              • urquhart Re: wejdzie w związek z nieprzemocowcem??? 03.08.12, 16:15
                                                aandzia43 napisała:
                                                > emat siebie i swoich wyobrażeń o świecie. Trudno mi powiedzieć, czy Blue też do
                                                > kona tego, wydawałoby się, niemożliwego. Ja na razie jest na dobrej drodze. Ale
                                                > dopiero na drodze.

                                                Czyżby?
                                                Skupianie się jak tu idealizowaniu siebie i przejaskrawianiu w obwinianiu partnera to dobrze wróży? Zmienić musi przede wszystkim siebie. Oczywiście, krzywdę, emocję trzeba zwerbalizować. Ale skupiając się an swoich uczuciach nie winie i ocenach.
                                                • aandzia43 Re: wejdzie w związek z nieprzemocowcem??? 03.08.12, 16:38
                                                  Nie sądzę, by przejaskrawiała win partnera, bo jeśli dobrze kojarzę (mogę się mylić) znam rozwój tej sytuacji na przestrzeni lat pod innym nickiem bohaterki. I wierz mi, było gorzej niż ci się wydaje, a jej udupienie i ślepa wiara w cudowność małżonka wielka jak stodoła. Już przewaliła wielką robotę w postaci DOJŚCIA DO WNIOSKU, co konkretnie jest nie halo. Potem w rozpracowaniu mechanizmów działających w niej (męża zostawiamy na boku). Teraz czas na następne kroki. Już jest bardzo, bardzo inna, niż kilka lat temu. I ciagle idzie do przodu. Rozumiem, że drażni cię pisanie o zachowaniu jej faceta, ale właściwie ciągle ją do tego prowokujecie wmawiając jej od początku, że sobie wmawia, i że "wina leży po środku". Gówno prawda. Wina za przemoc w przypadku manipulanta przemocowca jest po jego stronie (czy jest kobietą, czy mężcyzną), a po stronie ofiary manipulanta jest niemożność wyjścia z matni. Przypominam, że nie mamy do czynienia ze zwykłymi małzeńskimi przepychankami.
                                                  • bluenote1 Re: To chyba jednak nie ja 03.08.12, 23:20
                                                    Andziu, obawiam się, że jednak mnie z kimś mylisz. Udupienie moje było wielkie, ślepa wiara w poprawę też niemała, ale nigdy nie było we mnie wiary w cudowność męża. Doceniałam i dotąd doceniam jego bezsprzeczne zalety, bo takie ma, ale jakże niszczone wiecznymi atakami i całym arsenałem zagrań przemocowca. Nie, doprawdy nie gloryfikowałam męża.
                                                    Ale fakt, jestem bardzo inna niż dawniej, idę do przodu. To się zgadza.
                                                    Fajnie jest wiedzieć, że ktoś spośród tak niechętnie nastawionych ludzi rozumie, o co kaman:) A prawdziwe zrozumienie można znaleźć tylko u osób, ktore przeszły przez coś podobnego. Zatrważająco wiele jest takich:(
                                                  • aandzia43 Re: To chyba jednak nie ja 03.08.12, 23:48
                                                    No nie, ta "cudownośc" małża to tylko taki skrót myślowy ;-) Chodziło mi właśnie o takie zafiksowanie (twoje?) na zaletach, że ewidentne wady nie są traktowane z wystarczającą powagą. To chyba jednak ty :-)

                                                    ajnie jest wiedzieć, że ktoś spośród tak niechętnie nastawionych ludzi rozumie
                                                    > , o co kaman:) A prawdziwe zrozumienie można znaleźć tylko u osób, ktore przesz
                                                    > ły przez coś podobnego. Zatrważająco wiele jest takich:(

                                                    Ja nie przeszłam, ale rozumiem. Może dlatego, że znam z obserwacji z boku ten mechanizm. I potworem z moich rodzinnych obserwacji nie był mężczyzna (czy panowie i Bitch odnotowali?). Wiem też, że pieprzenie o tym, ze wina jest zawsze po środku, które nei jest pieprzeniem w odniesieniu do dużej części relacji międzyludzkich, wynika z niemożności zrozumienia przez człowieka o normalnej emocjonalności i konstrukcji psychicznej aż tak porypanych i paskudnych gierek. Trzeba więc miec na to wzgląd i wybaczyc czasem nieświadomym, że lecą schematem dobrym w innych związkowych roztłumaczankach ;-)
                                                    A tak swoją drogą to przypomniało mi się zdanie pewnej uczestniczki tego forum, które nawet przez jakiś czas miałam w sygnaturce. "Prawda nie leży wcale po środku, tylko dokładnie tam, gdzie leży" czy jakoś tak. No więc trawestując: "wina nie leży po środku, tylko dokładnie tam, gdzie leży" :-)

                                                    Ale jeśli już doszłaś do miejsca, w którym jesteś (choc zajęło ci to dużo czasu i wielu wątpiło, że w ogóle do niego dotrzesz), to dokończ to, co zaczęłaś i pozbądź się resztek męża ze swojego życia. Idź jeszcze raz na terapię, niekoniecznie taką celowaną dla ofiar przemocy. Po prostu na terapię, która pomoże ci pokonac następne szczeble drabiny do fajnego życia. Wypłacz się, wykrzycz, wkurw się porządnie sama na siebie. Zniknie poczucie krzywdy, przestaniesz miec potrzebę, by na forum udowadniac niedowiarkom, że czarne to czarne, a białe to białe. No i zniknie, co będzie bardzo znamienne, potrzeba wspominania męża w ogóle ;-) Wtedy będziesz naprawdę wolna.
                                                  • bluenote1 Re: To chyba jednak nie ja 04.08.12, 11:39
                                                    to dokończ to, co zaczęłaś i p
                                                    > ozbądź się resztek męża ze swojego życia.

                                                    To najcelniejsza i jedna z najśmieszniejszych porad, jakie kiedykolwiek przeczytałam:))))
                                                    Tak, są resztki, jest nieprzerobione poczucie krzywdy, jest potrzeba ciągłego pisania o tego rodzaju przemocy. Przemożna potrzeba, do tego dochodzi potrzeba pomagania innym, co oczywiście sprawia, że odkładam na później działania zmierzające do wyrzucenie tych resztek. Zasłona dymna, tak zwana;)
                                                    Ty robisz najlepszą robotę. Bo są dwa rodzaje forów. Takie jak to, gdzie ofiara przemocy jest piętnowana jako nieudaczna albo perfidna, bo czerpie zyski z bycia ofiarą, i fora wspomagające, tylko kobiece, gdzie spotykają się ofiary przemocy, gdzie panuje pełne zrozumienie, bo każda z uczestniczek przechodzi niemal to samo, z małymi różnicami. Jedną mąż tylko kilka razy uderzyl w twarz, inną szykanuje i stosuje przemoc ekonomiczną, innej ostatnio złamał palec, jak się z nią szarpał, ale schematy są identyczne, a faceci są na ogół wielkimi luzerami, ktorzy odreaguwują. Co ciekawe, w bardzo wielu przypadkach to one pracują, zarabiają na dom, a oni są bezrobotni. Dziewczyny są mądre, absolutnie nie margines, w pracy się realizują, a nie są w stanie latami pogonić drani. Ale znowu wsiadam na swojego konika, kończę. Na takich forach są głaski, zrozumienie, nie ma krytyki, nikt nikomu nic nie narzuca, nie wmawia. Jest naprawdę dobrze. I co ciekawe, nie ma kopa, ale przejrzenie się w lustrze innych, ogarnięcie problemu, pozytywne wzmocnienie (w przeciwieństwie do negatywnego, które tutaj jest stosowane) bardzo często skutkuje tym, że laska odchodzi, udaje się jej, z trudem, bo z trudem, ale jednak, wyrwać w kręgu przemocy. To piękne historie, zapewniam.
                                                    Niemniej czasami na takim forum wsparciowym jest odrobinę za miękko. Niektórym wystarczy się wypłakać, a dalej nic nie robią. Tym właśnie najbardziej przydają się takie rady, jakie Ty, Andziu, dajesz. Bez oceniania i wmawiania, że same są sobie winne, bo to koszmarnie bolesna stygmatyzacja wtórna, ale bez głaskania.
                                                    I dziękuję za zdanie o położeniu winy:)
                                                    Pozdrawiam:)
                                                  • aandzia43 Re: To chyba jednak nie ja 04.08.12, 12:22
                                                    > Tak, są resztki, jest nieprzerobione poczucie krzywdy, jest potrzeba ciągłego p
                                                    > isania o tego rodzaju przemocy. Przemożna potrzeba, do tego dochodzi potrzeba p
                                                    > omagania innym, co oczywiście sprawia, że odkładam na później działania zmierza
                                                    > jące do wyrzucenie tych resztek. Zasłona dymna, tak zwana;)

                                                    Dobrze, że sobie zdajesz sprawę z tego, że wymienione uczucia i działania na tym etapie to zasłona dymna i czynności zastępcze. Poczucie krzywdy trzeba przrobic do końca (choc z rzadka odbijac się czkawką będzie już zawsze), poczucie winy, że było się taką idiotką, jaką się było i wybrało się destrukcyjnego ojca swoim dzieciom też trzeba jakoś oswoic, a na pomoc innym znajdującym się w podobnych sytuacjach ludziom przyjdzie czas dopiero wtedy, kiedy będziesz już miała pozałatwiane do końca swoje sprawy z mężem. Czyli kiedy pozbędziesz się z życia resztek męża ;-)
                                                    Najlepiej by było, gdybyś zbastowała na jakiś czas z pisaniem o swoim problemie na forach, privach czy blogach i udała się po pomoc do fachowca. Bo coś mi się wydaje, że chociaz tyle już zrobiłaś, to coś cię blokuje i nie masz siły dopiąc ostatnich guzików w sprawie. To się zdarza. Robimy trzy kroki do przodu, potem jeden do tyłu, potem znowu dwa do przodu, a potem stajmy w miejscu na jakiś czas. Nieważne - byle do przodu :-)

                                                    Powodzenia :-)
                                                  • bluenote1 Re: To chyba jednak nie ja 04.08.12, 12:47
                                                    Dzięki, Andziu. Myślałam, że sama już dostatecznie wiele pracy domowej odrobiłam, ale może masz rację z tą terapią, mam rzeczy nieprzerobione, to na pewno.
                                                    Bloga nigdy nie pisałam, wolę doradzać innym, a tylko czasami przemycać coś o sobie. I wiem, że to błąd. I że z nie do końca przerobionymi sprawami właściwie nie powinnam doradzać, ale tak trudno się powstrzymać, ja dostałam taką ogromną pomoc, teraz mam potrzebę oddania długu:) Ale będę się starała powstrzymywać, na ile się da:)))
                                                    Jeszcze raz pozdrawiam:)
                                                  • zuzi.1 Re: To chyba jednak nie ja 08.08.12, 03:37
                                                    Witaj bluenote, już teraz wiem, że to Ty jestes autorką tekstu ktory znalazłam w sieci i zacytowalam kiedyś Sebaldzie nt. przemocy psychicznej, i tekstu: czy gdybys kogoś kochala to zachowywałabyś się w stosunku do niego w taki sposób jak mąż przemocowiec w stosunku do swojej zony. Teraz wiem, że to był Twoj post ;) Bluenote strasznie mi przykro, że przeszlas przez takie bagno z mężem, ciekawa jestem ile lat to trwalo? Napisz na jakich forach uzyskalas pomoc, gdzie wspieraja się kobiety z podobnymi problemami, napisz to dla innych pań, które jeszcze nie uświadomily sobie w jakim tkwią bagnie... Czytałam blog dwie głowy z którego zacytowałas fragment o gwałcie malżenskim, jestem pod dużym wrażeniem tego bloga i wlozonej w zrozumienie problemu pracy przez jego autorkę. czy wiesz cos na temat okresu dzieciństwa Twoejgo męza, dlaczego jest przemocowcem? Skad to się w człowieku bierze? Pozdrawiam Cie serdecznie i mocno wspieram na Twojej drodze do pełnego wyzwolenia się od męza przemocowca, ściskam mocno zuzi.1
                                                  • bluenote1 Re: Trudniej jest nie być przemocowcem 08.08.12, 16:00
                                                    Dzięki Zuzi, ale to nie ja jestem autorką tekstu o tym, że nie zachowuje się tak wobec kochanej osoby, to też tekst z jakiegoś forum, ktorym ja się posłuzyłam. Tak sobie nawzajem podsuwamy różne koncepty:) Podjudzamy się nawzajem, nakręcamy, jak to pewnie jest przez niektórych odbierane. Ja to nazywam wsparciem. Taka drobna różnica.
                                                    Ja już się i tak za bardzo obnażyłam w tym i dwóch pozostałych wątkach, nie chcę już pisać o genezie przemocy u mojego męża. Znam ją, ale to nie jest najważniejsze. Jeśli człowiek chce, może bagaż wyniesiony z domu przepracować i coś z nim zrobić konstruktywnego. Słowem kluczem w tym jest słowo CHCIEĆ. Jak się całe życie widzi wokół siebie innych, którzy nastają na Ciebie, łącznie z żoną i dziećmi, to trudno wejrzeć w siebie i pomyśleć, że skoro zasadniczo z nikim nie udaje mi się nawiązać w pełni zdrowych relacji, to może ze mną coś jest nie tak.
                                                    Agresja u większości ludzi bierze się chyba ze strasznych kompleksów i frustracji. Łatwiej jest wyrzucić z siebie frustrację i zgnębić kogoś, kto zawsze wybaczy, niż wreszcie zacząć nad sobą pracować. Wykonać wysiłek, wziąć się w garść, starać się. Jak masz wiecznie do kogoś o coś pretensje, to możesz się nie starać, obrazić i mieć wszystko w doopie. Jakie to wygodne, nie uważasz?
                                                  • zuzi.1 Re: Trudniej jest nie być przemocowcem 09.08.12, 00:02
                                                    Dokładnie bluenote, masz rację, zgadzam sie z Toba. Czy proponowałaś męzowi terapię malżeńską? jaka była jego reakcja? Rozumiem, że geneza przemocowosci pochodzi z jego dmu rodzinnego... Jakie to przykre... A panowie jak zawsze ida na łatwiznę i zaprzeczają rzeczywistości aż do upadlego, no bo wiadomo oczywiście, że to zawsze ta okropna żona jest winna... ;-)
                                                  • bluenote1 Re: Trudniej jest nie być przemocowcem 09.08.12, 11:22
                                                    ZUzi, to nie do końca tak. Nie możemy tak rozumować: oni, panowie, i my, żony. Bo "oni" myślą dokładnie tak samo: one, żony, zawsze zwalają winę na nas, a same nie widzą swoich wad. I w normalnych związkach najczęściej jest tak, że jeśli są nieporozumienia, to wynikają z niedogrania, kulawej komunikacji, różnicy poglądów. I wtedy faktycznie często wina jest gdzieś pośrodku. Gdy tak jest, można jeszcze popracować. Poprawić komunikację, dojść do porozumienia, próbować kompromisów (choć to słowo źle mi się kojarzy, bo spotykam się z reguły z jego zgniłą formą). Ale to w związku dwojga zdrowych ludzi. Gdy trafisz na osobnika (dowolnej płci), który ma gigantyczne kompleksy, które musi na kimś odreagowywać (takie często miał wzorce w domu), ale tego w sobie kompletnie nie widzi i nie kontroluje, a jak mu się próbuje to uświadomić, zaprzecza i jeszcze bardziej się jeży, to żaden kompromis, żadna naprawa komunikacji, nic nie pomaga. Taki osobnik jest święcie przekonany, że to on jest gnębiony i nierozumiany w związku. I gdy mówi: bo to Ty mnie sprowokowałaś/łeś, to on w to święcie wierzy. Można powiedzieć: ale ta druga strona też tak mówi, to kto kogo w końcu prowokuje? Wiesz, po czym ja rozpoznałam, że to nie ja wmawiam sobie poczucie krzywdy i to nie ja jestem stroną prowokującą? Po tym, że pozostałe kontakty międzyludzkie, w tym tak ważny kontakt z własnymi dziećmi, mam dobre, naprawdę dobre, podczas gdy mój mąż nie. Ani w pracy, ani w rodzinie, ani wśród znajomych, a przede wszystkim nie z rodzonymi dziećmi, które, przykro to stwierdzić, nie darzą ojca specjalnym szacunkiem, delikatnie mówiąc. A ja nie nastawiałam ich przeciwko niemu, przeciwnie, przez długi czas broniłam, żeby nie popełnić błędu mojej mamy, ktora mnie bardzo źle nastawiała przeciwko ojcu (nota bene nie bez powodu).
                                                    Wszyscy niemal mamy jakieś obciążenia, traumy większe i mniejsze, ale nad tym można pracować, starać się, z większości można się wyleczyć bezpowrotnie, tyle że trzeba chcieć. A jak ktoś się zaprze i uznaje, że każda rada i uwaga pod jego adresem to atak, to już nic się nie da zrobić. Niestety.
                                        • bluenote1 Re: bo jakoś nie sądzę bluenote 03.08.12, 15:32
                                          To nie czytałaś, Bitch, jak w wątku obok pisałam o tym, że lubiłam facetów i flirty? Umkło?
                                          Oczywiście tylko prosta, niepiśmienna kobieta może ulec przemocy, pogratulować stereotypowego myślenia, spodziewałam się po Tobie większej lotności.
                                          Nie kochałam za bardzo, ale ceniłam uczciwość i oddanie, to były dla mnie priorytety. I na tych sie nie zawiodłam. Mąż na swój sposób był oddany, w jego pojęciu. Nigdy nie wychodził z kolegami na piwo, choć ja potem skrycie o tym marzyłam, nie mial żadnego hobby, skupiony bezgranicznie na rodzinie. Teraputka kiedy mi powiedziała: Nie ma hobby? jak to nie ma, a pani myśli, że to takie proste tak umieć trafić w czuły punkt, żeby kogoś najmocniej zranić?
                                          Masz, Bitch, swoją teorię co do pewnego typu kobiet, bardzo usilnie próbujesz mnie pod nią podciągnąć, ale to nie ten adres, sorry.
                                  • mujer_bonita Typowe zwalanie winy... 03.08.12, 13:33
                                    that.bitch.is.sick napisała:
                                    > Nie wiem jaki jest on, ale trzeba przyznać że jak na biedną i zaślepioną ofiarę
                                    > przemocy to nieźle obrotna z Ciebie suczka.

                                    Uderz w stół - już było mówione o zwalaniu winy na ofiarę, bo przecież 'obrotna' jest to niemożliwe, że ktoś jej krzywdę robi. Chore ale co się innego spodziewać...
                                    • songo3000 Re: Typowe zwalanie winy... 03.08.12, 13:43
                                      Ja tam wyraźnie widzę różnicę pomiędzy 'zwalaniem winy na biedną babeczkę' a współodpowiedzialnością i to niekoniecznie w modelu pół-na-pół...

                                      Ale masz rację, w czasach metroseksualizmu trzeba być radykałem! Pozdrawiam :)))
                                      • mujer_bonita Re: Typowe zwalanie winy... 03.08.12, 13:47
                                        songo3000 napisał:
                                        > Ja tam wyraźnie widzę różnicę pomiędzy 'zwalaniem winy na biedną babeczkę' a ws
                                        > półodpowiedzialnością i to niekoniecznie w modelu pół-na-pół...

                                        Współodpowiedzialność ZA CO konkretnie? Za szarpanie? Za plucie w twarz?
                                        • songo3000 Re: Typowe zwalanie winy... 03.08.12, 14:07
                                          Za trwanie z własnego wyboru w takim związku. A już konkretnie to za rozpłód.
                                          • bluenote1 Re: Typowe zwalanie winy... 03.08.12, 15:45
                                            Dlaczego żaden z tutejszych facetów nie rozumie, że ten rodzaj przemocy z facetem, który ma też wiele zalet, ktory otacza żonę opieką, który wyznaje milość, jest wierny, nawet fajnie się z nim gada, a w okresie miodowego miesiąca normalnie Romeo się z niego robi, robi kobiecie wode z mózgu, jak w wypowiedziach przeze mnie przytaczanych. Długo w ogóle nie ma mowy o wyborze, bo w każdym miodowym miesiącu taka kobieta wierzy, że on się może wreszcie opanował, zrozumial, że może przestanie urządzać te awantury. Stąd rozpłód, stąd naiwność, dobra wola, chęć naprawy, starania, by go nie zdenerwować, ukrywanie przed dziećmi (bo tatuś jest nerwowy, ma stresującą pracę).
                                            Czy naprawdę nie staje wyobraźni, żeby sobie to wszystko zwizualizować?
                                            Nigdy nie kochałam za bardzo, ale za bardzo chcialam, żeby było dobrze. Tylko kto z nas nie chce?
                                            I powiem jeszcze jedno. Mój mąż ma wielki potencjał. Jest pod wieloma względami atrakcyjny (także fizycznie), świetnie się z nim gada, mamy podobne zaintersowania, wspaniale gotuje, jest uczciwy. To strasznie boli, że za tym wszystkim kryje się ktoś, kto czerpie życiową energię z dręczenia najbliższych, kto podbudowuje swoje zachwiane ego dominacją i wykorzystywaniem słabszych. Żal, naprawdę żal:(
                                            • aandzia43 Re: Typowe zwalanie winy... 03.08.12, 16:08

                                              > Dlaczego żaden z tutejszych facetów nie rozumie, że ten rodzaj przemocy z facet
                                              > em, który ma też wiele zalet, ktory otacza żonę opieką, który wyznaje milość, j
                                              > est wierny, nawet fajnie się z nim gada, a w okresie miodowego miesiąca normaln
                                              > ie Romeo się z niego robi, robi kobiecie wode z mózgu, jak w wypowiedziach prze
                                              > ze mnie przytaczanych.

                                              Bo w ogóle trudno jest zrozumieć, czy raczej poczuć emocjami, schemat prania mózgu. Przeciętnemu, normalnemu emocjonalnie, empatycznemu człowiekowi (jak większość na tym forum) nei mieści się w głowie, że można robić drugiemu człowiekowi pewne rzeczy, więc nie bardzo kąsa, co takie rzeczy mogą robić z głową tego człowieka. Fakt, żeby być podatnym na pranie mózgu trzeba mieć pewne predyspozycje, ale wcale nie muszą one być tak głębokie i tak odpowiadające pewnym stereotypom (biedna, maltretowana w dzieciństwie kobitka z marginesu społecznego, hehe ;-)). Zaprawdę, spryt psycholi jest tak wielki, że nie ma człowieka odpornego na ich zakusy w 100%-ach. Więc ja dobrze wiem, że nie musisz być kompletnie powaloną i mocno uszkodzoną osobą, żeby popaść w bagno, w jakie popadłaś. Nie popadłam ci ja co prawda w takie chore zależności i od zarania dziejów miałam naprawdę dobry radar na odławianie i utylizację typów takich, jak twój mąż, ale wiem, że i na mnie znalazłby się mocny. Innego typu, mocniej wyspecjalizowany, ale pewnie by się znalazł. Na każdego by się znalazł, więc nei ma się co puszyć, że się mądrym było :-)
                                              • bluenote1 Re: Typowe zwalanie winy... 03.08.12, 16:26
                                                Wybieranie następnego partnera na zasadzie przeciwieństwa nie zawsze wychodzi na dobre. I wybieranie na zasadzie przeciwienstwa ojca też nie. Jestem tego żywym dowodem. Wybrałam przeciwieństwo ojca, wybrałam uczciwego, kto mógł przypuszczać, że będzie na mnie wyładowywał swoje wszystkie furstarcje i niepowdzenia życiowe? Młoda byłam.
                                                Córka wybrała tez przeciwieństwo ojca, faceta niebywale spokojnego, statecznego, ułożonego, starszego od siebie. I niby jej powtarzałam, że najważniejsze, żeby był dobry i spokojny, ale są też minusy tego związku, bo facet jest tak spokojny, że najchętniej nigdzie by nie wychodził, a wieczory spędza, czytając książki (filozof z zawodu;). Wieczory z nią, dla uściślenia. A przecież to młoda, żywa dziewczyna. ALe to osobny temat. Jej wybór.
                                                Chciałam powiedzieć, że nie trzeba mieć zrypanego dzieciństwa, by wpaść w łapy przemocowca. Znam dziewczynę, ktora ma świetnych, zgranych rodziców, cieply dom, wsparcie w rodzicach, a utknęła w takim związku. Dlaczego, ona mnie pyta? A ja pytam, ile miala lat, jak się z nim związała. 15, słownie piętnaście. On 19, zamieszkali razem przed jej maturą, rok później zostali rodzicami. Facet kompletnie ją omotał. Brak doświadczenia - to jeden z czynników ryzyka. U mnie w sumie było podobnie, choc nie tak młodo, ale doświadczenia związkowego (rodziców także) nie miałam.
                                                Dzieki, Andziu, za zrozumienie i docenienie moich starań. Jestem po terapii, ale chyba sama dość już rozkminiłam, terapia tylko podsumowała.
                                              • songo3000 Re: Typowe zwalanie winy... 06.08.12, 07:35
                                                A co jeśli doskonale rozumie? I jednak śmie nadal twierdzić to co od początku twierdzi? No to zagwozdka, nie :)

                                                Rozumiem też, że autorka ma swoją wizję świata i nawet jak by ją statkiem wycieczkowym na orbitę wysłać to nadal będzie twierdzić "Dlaczego nikt z załogi nie rozumie, że ta Ziemia naprawdę jest płaska....". Zresztą to jej prawo i nie mi go jej odbierać.
                                • phoibe Re: Spisek z mamą 03.08.12, 12:59
                                  bluenote1 napisała:


                                  > Neofickie, feministyczne przewidzenie, że mąż mi napluł w twarz, wylał lekarst
                                  > wo w oczy, skoro szarpanie i niszczenie rzeczy osobistych to dla Ciebie za mało
                                  > . Ale zapomniałam: to ja go do tego wszystkiego doprowadziłam, a wcześniej uzgo
                                  > niłam to z mamą. To ja go sprowokowałam. On niewinny, pecha miał, że natrafił n
                                  > a taką bicz. Ups, pardonne:P

                                  bluenote, ale co ty właściwie starasz się udowodnić? przecież nikt tu nie neguje tego, że miałaś męża, który się nad tobą znęcał, ale bitch stara ci się wytłumaczyć, że tak zafiksowałaś się na temacie przemocy w związku, że teraz absolutnie wszystko nią tłumaczysz i wszystko ci się z nią kojarzy.
                        • mujer_bonita Re: Songo czyta uważnie... 03.08.12, 13:42
                          songo3000 napisał:
                          > Opisujesz swoją sytuację jakby sprawa działa się w talibanie gdzie faktycznie w
                          > ybór kobiety to poddać się albo umrzeć. A to jest nieprawda bo żyjesz w kraju,
                          > gdzie możesz wyjść na ulicę, porozmawiać z innymi ludźmi, mieć dostęp do inform
                          > acji, gdzie masz >szansę< na wyrwanie się z większości opresji. Z czego
                          > w końcu zaczęłaś skrzętnie korzystać... ponieważ tak w końcu WYBRAŁAŚ.

                          Biorąc pod uwagę zapędy KK w naszym kraju to niestety różowo to nie wygląda.

                          Wybór? Między dżumą a cholerą? No niby jest ale jaki to wybór? W każdym przypadku jako ofiara ponosisz negatywne konsekwencje, których nie powinieneś. IMO takie stawianie sprawy de facto przenosi winę ze sprawcy na ofiarę - bo skoro ofiara ma wybór (ponosić inne negatywne konsekwencje) to jak tego nie wybiera to znaczy, że godzi się na krzywdę i wszystko jest ok. NIE JEST!

                          Mylisz dwie rzeczy - kwestię wyboru i odpowiedzialności za wybór a kwestię tego co jest słuszne. Owszem - w przypadku autorki tego wątku można powiedzieć 'powinna wybrać co innego' tyle, że brak takiego wyboru nie uprawniał jej męża do dalszego złego traktowania. Człowiek ma w sobie jakieś takie elementarne poczucie sprawiedliwości i myśli sobie 'dlaczego to ja mam uciekać, narażać się na pogorszenie warunków, złośliwe komentarze, zemstę, skoro ja jestem ofiarą'. Kobieta bita przez męża może iść do przytułku i ryzykować, że dzieci wylądują w domu dziecka. Taki ma 'wybór'. Dżuma i cholera. I to ona jako ofiara cokolwiek nie zrobi poniesie negatywne konsekwencje.
                          • songo3000 Re: Songo czyta uważnie... 03.08.12, 14:02
                            mujer_bonita napisała:

                            Rany, popracować nie dadzą... ;P
                            > songo3000 napisał:

                            > Wybór? Między dżumą a cholerą?
                            Jaką cholerą?? Przecież w końcu WYBRAŁA i teraz jest całkiem OK. Dżuma została w tyle a w miarę normalne życie przed nią. I dokładnie TAKI wybór cały czas miała więc kitu nie wciskaj :)

                            > ie stawianie sprawy de facto przenosi winę ze sprawcy na ofiarę - bo skoro ofia
                            Mylisz winę, o której tu nie mówię (generalnie niechętnie tę kwestę przytaczam) z odpowiedzialnością. Odpowiedzialność i konsekwencje zawsze spadają na decydenta i to owszem, jest OK.

                            > Mylisz dwie rzeczy - kwestię wyboru i odpowiedzialności za wybór a kwestię tego
                            > co jest słuszne. Owszem - w przypadku autorki tego wątku można powiedzieć 'pow
                            > inna wybrać co innego' tyle, że brak takiego wyboru nie uprawniał jej męża do d
                            > alszego złego traktowania.
                            I co, swoim złym traktowaniem odebrał jej możliwość wyboru? albo

                            > e sprawiedliwości i myśli sobie 'dlaczego to ja mam uciekać, narażać się na pog
                            > orszenie warunków, złośliwe komentarze, zemstę, skoro ja jestem ofiarą'. Kobiet
                            Bo CHCĘ przestać być tą ofiarą? Alternatywa jest taka, że się ta ofiarą wcale nie chce przestać być... Bieguny są dwa ale umiejscowię się tam, gdzie będę chcieć. Taliban pomijam.

                            > a bita przez męża może iść do przytułku i ryzykować, że dzieci wylądują w domu
                            > dziecka. Taki ma 'wybór'. Dżuma i cholera. I to ona jako ofiara cokolwiek nie z
                            To nie Ukraina ani nie Rumunia. W tym konkretnym przypadku pani ma wsparcie matki więc powtórzę - gdzie do cholery jest ta cholera???

                            > robi poniesie negatywne konsekwencje.
                            Jak masz wypadek drogowy też ZAWSZE ponosisz negatywne konsekwencje. Co w związku z tym zrobisz, hę? Bo zamierzam żyć dalej bez marzeń o osobistym teleporterze.
                    • mujer_bonita Re: Baby trzeba ubezwłasnowolnić... ;) 03.08.12, 13:09
                      songo3000 napisał:
                      > Mylisz się i jest to banalnie proste. Nie wspominając już o KK nawet tutaj, na
                      > wstępie podałem te kryterium: możliwość WYBORU / brak tej możliwości.

                      No właśnie nie mylę się bo 'możliwość wyboru' absolutnie nie jest żadnym jasnym kryterium. Jak ktoś kobiecie przyłoży pistolet do głowy to przecież ma 'wybór' - może zginąć. Jeżeli zakładasz banalną prostotę zagadnienia to właśnie takimi wnioskami się to kończy.

                      > Babka, która daje się przelecieć szefowi W ZAMIAN za pracę ma wybór, może nagra
                      > ć rozmowę i domagać się odszkodowania za molestowanie, może iść do opieki społe
                      > cznej, może iść żebrać, może iść obrobić sklep

                      Songo - była już mowa o instytucjach mających chronić obywatela. Działają? Nie działają. A pewne osoby doskonale zdają sobie z tego sprawę i wykorzystują. Wiesz ilu ludzi godzi się w tym kraju na łamanie wobec nich prawa bo alternatywa jest jeszcze gorsza?

                      Ja sama ostatnio byłam świadkiem jak ciężko zmusić policję w tym kraju do zajęcia się banalną sprawą. Nie da się. Musisz mieć zastęp prawników i stalowe nerwy. A chodziło o kradzież prądu - wydawać by się mogło, że nic trudnego - wystarczy ustalić kogo jest podłączone nielegalne urządzenie (ja wiedziałam) i już. Nie, nie, nie. Dla policji, która nie wykonała żadnych czynności oprócz przyjęcia zgłoszenia 'nie ma dowodów'. Nawet jak im pod nos podetkniesz - kabel przecież nie ucieka. A gdzie udowadniać molestowanie! Nagrać na kamerę - to nielegalny dowód. Świadek - niewiarygodny. Zeznania - 'no przecież ona sama mnie podrywała'.

                      Nie jestem za zrzucaniem odpowiedzialności za własne wybory z siebie - nie zawsze jednak wybór jest nieograniczony i niektóre osoby doskonale sobie z tego zdają sprawę i perfidnie wykorzystują.
                      • songo3000 Re: Baby trzeba ubezwłasnowolnić... ;) 06.08.12, 07:26
                        > kryterium. Jak ktoś kobiecie przyłoży pistolet do głowy to przecież ma 'wybór'
                        Sama sobie przeczysz. I jeszcze wskazujesz, że pistolet przy głowie to żaden 'wybór'. Co tylko potwierdza przytoczone przeze mnie kryterium :)

                        > Songo - była już mowa o instytucjach mających chronić obywatela. Działają? Nie
                        No i? Czy to relatywizuje fakt prostytuowania się jako dania tyłka za korzyści materialne?
                        Umiesz liczyć, licz na siebie. Osoby, które oglądają się tylko na 'państwo' niezależnie od systemu, niezależnie od sytuacji marnie kończą.

                        > nie ucieka. A gdzie udowadniać molestowanie! Nagrać na kamerę - to nielegalny
                        Wystarczy zaszantażować opublikowaniem materiału w lokalnym Fakcie. Co, może nie zadziała?

                        > ze jednak wybór jest nieograniczony i niektóre osoby doskonale sobie z tego zda
                        Każdy wybór jest ograniczony. A często nie ma też po prostu dobrego wyjścia. Tylko, że generalnie w sytuacji zagrożenia są na świecie dwie kategorie ludzi:
                        - położą się, czekają na dobicie a potem płaczą jakie to one skrzywdzone,
                        - gryzą gdzie popadnie a jak spadają to ostatnim ruchem pociągną oprawcę za sobą.

                        Trochę od siebie. Miałem jakiś czas temu bardzo, bardzo nieprzyjemny okres z lokalną recydywą. Przećwiczyłem obydwie postawy, zgadnij która zadziałała :)
      • urquhart ukraina-zgwalcili-dusili-i-podpalili-18-latke 01.08.12, 19:25
        mujer_bonita napisała:
        > Tak wiele osób skupiło się na udowadnianiu, że to 'nie gwałt'. Czy zmiana nazwy
        > cokolwiek w tej sytuacji zmieni? Zdarzenia są konkretne, opisane i co - 'nie b
        > yło gwałtu nic się nie stało'? Nazwa ważniejsza niż ludzka krzywda

        Ma olbrzymie fundamentalne znacznie.
        To coś obrzydliwego i wołającego o pomstę, jednoczące wszystkich dobrej woli przeciw gwałcicielom.
        www.polskatimes.pl/artykul/542127,ukraina-zgwalcili-dusili-i-podpalili-18-latke-po-2,id,t.html
        Od dawna grozi za niego surowa słuszna surowa kara.
        Dlatego jest i zawsze była pokusa wykorzystania tego przez kobiety do zemsty i szantażu na mężczyznach.
        Dlatego rozmywanie pojęcia jak zemsta zaplanowana na Assange'u przez dwie szwedzkie feministki kiedy jedna z nich zauważyła że jeden ze stosunków był jednak bez prezerwatywy jest tak niebezpieczne.
        • mujer_bonita Re: ukraina-zgwalcili-dusili-i-podpalili-18-latke 01.08.12, 19:58
          urquhart napisał:
          > Ma olbrzymie fundamentalne znacznie.
          > To coś obrzydliwego i wołającego o pomstę, jednoczące wszystkich dobrej woli pr
          > zeciw gwałcicielom.

          Tak? Czyli jak jedną kobietę zgwałcą i podpalą to tak, którą 'tylko' zgwałcili po podaniu narkotyków ma siedzieć cicho?

          Ja wiem, że Ty masz jakąś fobię 'zemsty i szantażu' ale tu nie o tym mowa. Trzymaj się tematu a nie swoich wymysłów. Znasz fakty w tej sprawie i to co się działo. Naprawdę sądzisz, że to co tej kobiecie zrobił mąż jest mnie 'obrzydliwe' niż seks po pigułce, którego kobieta kompletnie nie pamięta? Mnie 'obrzydliwe' bo nie nazwiesz tego gwałtem?
          • urquhart Re: ukraina-zgwalcili-dusili-i-podpalili-18-latke 01.08.12, 20:12
            mujer_bonita napisała:
            > ało. Naprawdę sądzisz, że to co tej kobiecie zrobił mąż jest mnie 'obrzydliwe'
            > niż seks po pigułce, którego kobieta kompletnie nie pamięta? Mnie 'obrzydliwe'
            > bo nie nazwiesz tego gwałtem?

            Sądzę że uważasz że mąż jest winny krzywdy i tak z definicji, a ustalenie i określenie przedmiotu winy jest drugorzędne i mało istotne.

            > Ja wiem, że Ty masz jakąś fobię 'zemsty i szantażu' ale tu nie o tym mowa. Trzy
            > maj się tematu a nie swoich wymysłów.

            Czego i tobie życzę. Trzymając się faktów bezsporne może być tu jej poczucie krzywdy.
            • mujer_bonita Re: ukraina-zgwalcili-dusili-i-podpalili-18-latke 01.08.12, 20:23
              urquhart napisał:
              > Sądzę że uważasz że mąż jest winny krzywdy i tak z definicji, a ustalenie i okr
              > eślenie przedmiotu winy jest drugorzędne i mało istotne.

              Źle sądzisz - trzymam się opisu WYDARZEŃ czego Ty jakoś nie chcesz zrobić. Lepiej rozmyć definicję, stwierdzić, że się nie łapie i zamknąć sprawę.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja