anka.jak.szklanka
04.08.12, 02:10
no i koniec już, a to było kilkanaście lat... już się poddaję. mam dosyć.
jedyne co dostaję to obojętność, obojętność i obojętność. no i może jeszcze obojętność. mam takie dziwne wrażenie, że jakoś dużo tej obojętności.
nie pamiętam kiedy ostatnio rozmawialiśmy - jedynie o tym, czego brakuje w lodówce; nie pamiętam kiedy ostatnio gdzieś wyszliśmy - kolejna moja propozycja olana wzruszeniem ramion i niedbałym "no może"; zero inicjatywy z jego strony - ostatni seks cztery lata temu, tak dobrze napisałam: cztery lata temu; ostatni pocałunek - nie pamiętam. wszystkie filmy, które mieliśmy oglądać wspólnie - obejrzałam w towarzystwie poduszki, on "zaraz" przyjdzie. wszystkie rozmowy, pytania i moje próby - odpowiedź zawsze ta sama "nie wiem", "zadaj konkretne pytanie", "nie wiem", "nie wiem". wspólne nasze wakacje: jego z laptopem albo telefonem, moje zapatrzone w siną dal. wspólne kąpiele brałam sama. wspólne spacery miałam z psem. te wspólne minutowe dyskusje...
zbywa mnie, zbywa mnie i zbywa. dosłownie odpycha, gdy próbuję się przytulić. odtrąca jak upierdliwego szczeniaka. dostaję po łapach, gdy próbuję dotknąć. odwraca się plecami. mnie piecze krtań, nie mogę oddychać i ta cholerna pustka, gdy odsuwa cię ktoś, kogo kochasz. wymija bez słowa. i tak mijamy się.
a ja taka całkiem fajna jestem, ładna i niegłupia. seks taki, siaki i owaki - proszę bardzo. tylko z kim... już dawno mogłabym mieć z kim, ale ja taka durna jestem, porządna, przecież żona.
nie pamiętam, po prostu nie pamiętam kiedy mnie ktoś przytulił. jak to jest poczuć ciepło innej osoby. czasami gapię się, gdy ktoś idzie objęty ramieniem. ja tego nie znam. jak to musi być dobrze, gdy ktoś kogoś bierze za rękę.
mocno się potłukłam w tym wszystkim.
wystarczy. poddaję się. trudno. wychodzę.