agaterak
08.08.12, 16:04
UWAGA, długie...
Poznaliśmy się rok temu, od początku seks był fatalny, a na dodatek on jest mega sknerą i egoistą/gadżeciarzem - jedynakiem. Syndrom: "Muszę to mieć w tej chwili, nawet jeśli jest niepotrzebne i kosztuje 5 tysięcy!", a na mnie nie wyda nawet 20 zł na bilet do kina. Na zakupach nigdy nie wyciąga kasy, chyba, że wprost mu powiem, że musi zapłacić, bo np. nie mam portfela albo nie wzięłam karty. Ale już nie w tym rzecz...
Przestał o siebie dbać - nie obcina włosów, zapuszcza brodę i wąsy, które wcześniej były tylko dłuższym zarostem, nosi dziurawe koszulki (nawet na miasto) i od roku chodzi w tych samych butach, nie ważne czy +30 czy -30. Sandałków na lato kupić nie chce, bo mu się nie podobają, a jak wczoraj na zakupach znalazłam mu super buty i to w dobrej cenie, to zapytał: "Dla mnie? Ja nie chodzę w takich butach..." - m.in. dlatego, że to nie GEOX'y za pół tysiąca. Ma tylko jedną parę krótkich spodni i jedną długich. Na dodatek już styranych. Na moje prośby o kupienie nowych albo założenie innych (dostał ode mnie) nie reaguje. Ma z 50 koszulek, ale większość czerwonych i pomarańczowych - polo. Koszul nie nosi, bo mu nie wygodnie. I tak dalej... Patrzeć na niego już nie mogę. Codziennie wygląda identycznie. A co najgorsze, zaczęłam sama zakładać na siebie jakieś szmaty z dna szafy, bo już nawet nie chce mi się stroić i ładnie wyglądać...
W domu niewiele robi, jedynie co, to od wielkiego dzwona sprzątnie podwórko po psach, ale do sprzątania w domu ręki nie przyłoży. Jeśli chodzi o jedzenie, to też nie potrafi nic przygotować. A może raczej nie chce mu się. Jak jem coś, czego on nie lubi, to z miną zbitego psa pyta: "A ja?" - na co słyszy moją odpowiedź, żeby zrobił sobie coś, na co ma ochotę, a wtedy od mówi, że nie umie...
Prezentu czy kwiatu bez okazji nie dostaję, a na urodziny czy święta, jak proszę go o kolczyki z czarnym kamieniem, to dostaję z różową cyrkonią i to wszystko, bez chociażby drobnego upominku-niespodzianki czy kartki z życzeniami do tego. Zwykle wydaje na moje prezenty dużo mniej pieniędzy niż ja na jego, ale sam życzy sobie rzeczy za kosmiczne sumy. Połowa tych gadżetów, które chciał, była użyta tylko raz, w dniu otrzymania ich, a potem rzucona w kąt.
Codziennie, od roku, mówi mi, że jestem "najwspanialsza, najpiękniejsza i najmądrzejsza", niezależnie od tego czy mam na sobie dres i zero makijażu czy wybieram się na jakąś uroczystość i wyglądam naprawdę dobrze (to właśnie wtedy chciałabym usłyszeć, że dziś wyglądam świetnie, a nie codziennie to samo). Rzygać mi się chce.
Niestety to nie wszystko. Pomijam już takie sprawy, jak to, że:
1. Co weekend jeździ do mamusi, bo "musi", bo przecież ona będzie nieszczęśliwa etc. i nigdzie się wybrać nie możemy, bo od piątku do niedzieli tam siedzi (ja staram się nie jeździć tam częściej niż raz na 3 tygodnie, bo psychicznie bym z nią nie wytrzymała), więc siłą rzeczy weekendy spędzam sama...
2. Jak pytam czy pójdziemy do restauracji na kolację, to jego odpowiedź w 99% przypadków brzmi, że super, chodźmy do McDonalds'a... SIC!
3. W wolnym czasie, codziennie, siedzi w necie i ogląda strony typu: Kwejk, Demotywatory, Komixxxy itd., albo Simpsonów, a potem cytuje mi z nich teksty...
Najgorsze jest jednak to, że nasz seks, jeśli jest, to jest fatalny. Po 1. tylko z mojej inicjatywy (on, jak chce raz na miesiąc, to zaczyna mnie miziać i głaskać i myśli, że rzucę się na niego rozpalona), po 2. tylko w jednej pozycji (ja na górze), bo on innej nie lubi, a po 3. zawsze jest identyczny, te same ruchy, tak samo szybko, nie chce się dopasować, jeśli zwalniam ani jeśli przyspieszam. Nigdy nie zaspokaja mnie tam oralnie, choć wie, że to lubię, a palce wkłada we mnie też z lekkim obrzydzeniem, a jak wyciąga rękę, to wyciera o pościel... Jest ateistą, a zachowuje się jak zacofany katol (bez obrazy dla nikogo). O seks analny już go nawet nie proszę, bo robiłam to przez prawie rok i zawsze kończyło się tym, że się zgadzał, ale nie tym razem. Nie umie mnie pobudzić, mam wrażenie, że nie wie gdzie mam łechtaczkę. Innych części ciała też nie pieści. Rozkłada się jak król i czeka aż na niego wejdę, a ponieważ jestem normalnym człowiekiem i czasem mam ochotę, to godzę się na to wszystko, by tylko się zaspokoić. Tak czy siak od kilku miesięcy kochamy się tylko raz na 4-5 tygodni...
Prawda jest taka, że jestem już starą panną, na dodatek zdesperowaną i jak się oświadczył, to stwierdziłam, że jak nie teraz, to nigdy i tak brnę dalej... A teraz boję się z tego wyplątać, bo pieniądze, bo rodzina, bo to i tamto. Codziennie chodzę na niego wściekła, mijam go bez słowa, nie całuję ani nie przytulam, bo nie mam ochoty, a on codziennie mówi mi, że mnie kocha i jestem najwspanialsza. Nie widzi, że coś się dzieje, a więc nie pyta dlaczego. A kiedy poruszam temat łóżka, to poprawa jest tylko przy kolejnym zbliżeniu, a później wszystko wraca do starego układu.
Najchętniej rzuciłabym go w pi...du, ale brak mi odwagi i determinacji, szkoda mi go i wszystkich dookoła. Nie wiem już, co mam robić... Chociaż wiem, że jak dalej będę to ciągnąć, to zmarnuję kolejne lata...