maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;)

07.09.12, 18:59
Hello wszystkim.
Podczytuje Was od dawna, a teraz przyszedl czas i na moja historie.

Pierwszy raz czytalam to forum troche przed albo troche po slubie, z 6 lat temu (to juz dobrze nie wrozylo, teraz wiem ;))

Mialam dosyc imprezowe zycie i obledny erotycznie/poznawczo zwiazek przed poznaniem obecnego meza. Tamten zwiazek nie wypalil z mojej winy, nie bylam gotowa na cos powaznego, a partner tego oczekiwal.
Potem wyjechalam za granice i poznalam obecnego meza. Troche na zasadzie kontrastu - nie byl "imprezowy", raczej w miare powazny, poukladany i solidny. Lubilam z nim spedzac czas, lubilam jego, seksu z nim nie. Od pierwszego razu. Mimo to, wzielismy slub.
Dlaczego nie satysfakcjonuje mnie seks z nim? Byl za szybki, za malo namietny, za bardzo spiety... Nigdy nie mialam z nim orgazmu w czasie penetracji, tylko jak piescil mnie reka (seks oralny chyba go nie kreci za bardzo). Moj maz nie byl w stanie rozebrac sie na plazy nudystow (ok, nie chce to nie), jak zjada brzoskwinie to pokrojona na kawalki i widelcem, zeby tylko sok nie sciekal mu po rekach, po seksie szuka nerwowo rolki papieru, zeby sie szybko wytrzec, no i mi oczywiscie tez podaje szybko ten papier (pierwszy raz bylam w szoku, potem sie przyzwyczailam).
Po urodzeniu dziecka (5 lat) nie wrocilam do pracy, zajmowalam sie dzieckiem. To byla swietna decyzja dla dziecka, ale trudna dla mnie. Po porodzie mialam depresje (kompletnie nowa sytuacja, ja niewyspana sama z placzacym dzieckiem, zadnej rodziny, przyjaciol obok). Trwalo to moze miesiac, moze 3 - nie wiem. W kazdym razie, dopiero jak przeszlo to zorientowalam sie, ze to mialam. Po jakims czasie maz zarzucal mi, ze on pracuje, a jak wraca to w domu jest balagan i nie ma obiadu. Nie przyszlo mu do glowy, ze to moze ja potrzebuje wsparcia. Bardzo mnie tym zranil, bo wtedy kiedy ja naprawde potrzebowalam pomocy, on mial do mnie pretensje i wyrzuty. Nie mialam pojecia, ze to depresja poporodowa, dopiero jak z niej wyszlam i zaczelam normalnie funkcjonowac to zdalam sobie z tego sprawe. To jedna z tych rzeczy, ktore mnie zabolaly, a okazaly sie dopiero poczatkiem.

Seks od poczatku naszej znajomosci nie byl udany, a z czasem przestal w ogole byc. Po urodzeniu dziecka nie kochalismy sie rok, potem raz na kilka miesiecy, pol roku. Byly momenty intensywiejsze, zazwczaj po trudnych rozmowach (zawsze z mojej inicjatywy). Raz nawet, stwierdzialm, ze nie jest tak zle, ze z tego faceta moze cos erotycznie jeszcze bedzie - moze byl troche bardziej wyluzowany, dal sie poniesc. Ale to bylo, minelo, raz.
Potem znowu zero seksu, przez wiele miesiecy. Na moje pytania o powody powiedzial, ze "on tak generalnie to nie jest zbyt nakrecony i przeciez umiem go rozbudzic wiec dlaczego tego nie robie". Nie robie bo mam dosc zmuszania faceta do seksu (tak wlasnie to czuje). Nie robie, bo kiedy mam ochote sie kochac, on spi/jest zmeczony/chory/nie w nastroju. A ja placze w poduszke.
To jest koszmarnie frustrujace dla kobiety. Poczucie wlasnej wartosci, poczucie swojej kobiecosci, atrakcyjnosci znika. Trzeba duzo pracy, zeby znow dobrze sie poczuc z sama soba.

Dlaczego jeszcze z nim jestem? Bo jest dobrym ojcem, mozna z nim fajnie spedzac czas. Aczkolwiek to ostatnie tez powoli znika, bo przez brak dogadywania sie w sferze seksu, jakosc naszego zycia codziennego jest juz slaba.

Dodam jeszcze, dla sprawiedliwosci, ze raz na pol roku maz zapyta "pomasowac Cie?" - to jest jego slowo klucz/gra wstepna ;) jak chce (?) seksu.

Jest jeszcze duzo innych rzeczy. Ja na pewno jestem tez sporo winna. Teraz nawet go nie dotykam, nie caluje na powitanie, rozmawiam z nim tylko o tym, o czym musze. Nie mam juz motywacji do kolejnych "rewolucyjnych" rozmow, ktore zmianiaja cos na chwile, a potem jest duzo gorzej niz bylo.
Czesto mowilam mu, ze taki seks jak mamy mnie nie kreci (ale mowilam tez jak i co zmienic), moze to go jakos zablokowalo.
Ostatnio zapytalam czy malzenstwo ze mna to przykrywka, a on jest gejem. Rozesmial sie i powiedzial, ze nie.
Wymyslil sobie tez problemy z prostata (niby jako pretekst braku seksu). Byl u lakarza i oczywiscie wszystko jest ok, problem jest w jego glowie.
Nie zdradzilam go jeszcze, chociaz kilka razy bylam bardzo blisko. Jakies glupie poczucie lojalnosci sprawialo, ze jednak wychodzilam. To bylo jakis czas temu, teraz raczej nie mialabym oporow jezeli spotkalabym interesujacego faceta.

Jakis rok temu bylam u prawnika rozwodowego. Potem jednak zaczelam kolejna rozmowe i jakos sie troche wyprostowalo na tyle, ze nie odeszlam.
Teraz jest znowu bardzo zle. Oczywiscie, gdybym chciala, da sie to wszystko troche poskladac. Tylko juz mi sie nie chce. Zajelam sie soba, zaczynam jakis wlasny maly projekt zawodowy, ale atmosfera w domu mnie dobija. Nie potrafie zyc w obludzie, bardzo zle sie z tym czuje. Mojemu mezowi raczej to nie przeszkadza. Jak widzi, ze jest juz bardzo zle to dla przyzwoitosci proponuje terapie dla par. Zgodzilam sie, ale nawet nie zadzwonil umowic nas na spotkanie.
Jakis czas temu kupilismy dom. Wielka przyjemnosc sprawialo mi urzadzanie go. Do czasu, kiedy zorientowalam sie, ze mojemu mezowi jest wszystko jedno, ma nawet do mnie pretensje, ze prosze, zeby cos zrobil. Bo jemu to nie jest potrzebne. Oczywiscie, jak juz cos zrobie (sama) to podoba mu sie i widzi, ze to jest fajne i ze mialam racje chcac to czy tamto zmienic. Ale ja nie mam juz sily/ochoty ciagle czegos od niego chciec. Bo tak to wyglada: ja chce seksu, chce wychodzic gdzies, robic cos z domem, generalnie ciagle czegos od niego chce... Ale ja lubie zycie, lubie sie spotykac z ludzmi, lubie sie bawic. A propos spotykania ze znajomymi. Kiedy jestesmy na jakims spotkaniu, maz stara sie bardzo deprecjonowac mnie w rozny sposob. Jest to takie zadawanie ciosow w bialych rekawiczkach, byle przy innych ludziach. Na poczatku mnie to szokowalo i kompletnie milczalam, teraz oczywiscie nie pozwalam sobie na to i odpowiadam cos na podobnym poziomie, ale jest mi zle z takim zachowaniem.
Dbam o dom, dbam o dziecko, o siebie (chciaz trudno jest miec dobre zdanie o swojej atrakcyjnosci wobec takiej frustracji seksualnej). Oczywiscie, ze mam momenty zalamania i kupuje tony czekolady. Ale pracuje nad tym.

Czemu pisze tego posta i czego oczekuje od Was? Chyba tylko wsparcia, bo problem musze rozwiazac sama. Czasem tez fajnie jak ktos z zewnatrz zauwazy cos, czego ja nie widze.

dzieki za przeczytanie :)






    • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 07.09.12, 19:22
      Jak czytam takie opowieści o mężach z zagranicy to mi się kojarzą Skandynawowie albo zimni wyspiarze. To chyba efekt kastracji wychowaniem, "tradycyjny model wychowania" przez apodyktyczną mamusię i tatusia.
      Cóż... taki już będzie zawsze, nic nie zmienisz.
      Ty oczywiście możesz być atrakcyjna fizycznie, ale to nie ma znaczenia - jego to nie interesuje.

      Problem oczywiście jest w tobie, bo wlazłaś w takie g...no, chociaż widziałaś co się święci.
      Pozostaje podwójne życie, seksualny głód albo rozwód. Choose your weapon,
      • mickymousse Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 07.09.12, 19:37
        To maz z Polski, chociaz poznalam go zagranica :)

        Zwrociles odrazu uwage na to, czego nie napisalam (bo i tak cholernie dlugi byl ten post). Apodyktyczna matka. Zimna, nie potrafi wyrazac swoich uczuc, po rozwodzie nie zwiazala sie z nikim.

        No wlasnie, dlaczego jego nie interesuje jak wygladam? Ktos moze mi to wytlumaczyc?
        Tak samo obojetny jest jak wygladam dobrze i jak mam na sobie cokolwiek, bo akurat jest mi tak przykro, ze wisi mi to kompletnie.

        Wiem, ze zle wybralam. Nie wiem tylko jak z tego madrze wybrnac. A moze ciagle mam jeszcze naiwnie nadzieje, ze da sie cos zmienic.
        • tygrys-bez-rys For every complex problem there is an answer ... 07.09.12, 19:52
          ... that is clear, simple, and wrong.

          Nie moge oprzec sie wrazeniu ze praktycznie kazda z zyciowych sytuacji tlumaczona jest przez tegie umysly forumowe, w oparciu o astrologiie, czarna magie, psychologi czy inne z dupy wyssane teorie, w desen "moze tak, moze nie".
        • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 07.09.12, 19:57
          Zimne, nie umiejące wyrażać uczuć matki to standard w obrazie psychologicznym seryjnych morderców.
          Generalnie sporo skryptu życiowego łykamy od rodziców, od matki dziecko uczy się emocjonalności.
          Z resztą to generalna zasada, sprawdza się u zwierząt. Ja troszkę interesowałem się psami i np. przy wyborze psa zwraca się uwagę na kontakt suki ze szczeniętami. Zaburzony kontakt z matką zwykle oznacza problemy w socjalizacji. Ludzie hodujący psy na walki stosują wręcz zasadę, że oddzielają szczenię od suki w maksymalnie szybkim tempie, gdy tylko jest w stanie samo egzystować na poziomie czysto biologicznym - czasem nawet w 3 tygodniu życia.
          Taki pies to gwarancja braku respektowania odruchów społecznych i odczytywania znaków typu "poddaje się", "dość". Generalnie - niemal nienaprawialny psychol.

          Dlaczego u człowieka miałoby być inaczej ? Też jesteśmy ssakami, mamy sporo zachowań odruchowych. Seks, pożądanie, zachowania w związku - to kiełkuje bardzo wcześnie, w domu rodzinnym (o ile jest jakiś dom rodzinny). Jak jakiś dorosły psychol to zadepta, zgniecie - to albo nie wyrośnie wcale, albo wyrośnie spaczone i zwyrodniałe.

          Oczywiście gość mógłby próbować się naprawić, ale tego typu ludzie mają najczęściej bardzo nikłą samoświadomość - co niestety mocno zawęża pole manewru.

          Na matkę albo ojca wpadłem jak natrafiłem na te "ataki w białych rękawiczkach". U niego w domciu na bank działo się tak samo.

          Przy czym stawiam tak 9/10, że ty jesteś w jakimś stopniu współuzależniona - najprawdopodobniej spore problemy z asertywnością, mówieniem nie, bronieniem swoich racji. Czyli - generalnie wygląda to źle, bo wyswobodzenie się z rąk takiej energetycznej pijawki przy tego typu psychice jest cholernie ciężkie.

          Terapia droga pani - dla ciebie :)
          • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 07.09.12, 20:27
            BTW - zapewne zupełne przeciwieństwo twojej matki ? Troskliwej, opiekuńczej, dającej ciepło i uczucie bezpieczeństwa :)
            • mickymousse Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 07.09.12, 20:48
              Mniej wiecej tak.
      • kag73 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 07.09.12, 21:10
        Sabat, tak szczerze to nic nie wiemy o zyciu seksualnym Skandynawow albo wyspiarzy, moim zdaniem raczej nie od narodowosci to nalezy, chociaz owszem istnieja rozne uprzedzenia/stereotypy, ktore traktujemy jak drogowskazy.
        A co do matek...moj Boze matka to, matka tamto, w zaleznosci od potrzeby, bo w wielu poprzednich postach panowie krytykuja toskliwe i opiekuncze matki i ich zly wplyw na synow. Wiem, wiem trzaba wyposrodkowac.
        Nie chce dokopywac lezacemu, ale nie moge sie oprzec pokusie, zeby napisac, ze nie wyszlabym za faceta, z ktorym nie jest mi dobrze w lozku. On jest jaki jest i chyba nigdy inny nie byl. Ty, autorko o tym wiedzialas. Nie wiedzialas tylko, ze to co az tak bardzo nie przeszkadza na poczatku z czasem zacznie przeszkadzac, bo bedzie jeszcze gorzej.
        A teraz siadz zastanow sie jakie masz priorytety co sie liczy najbardziej, co przeszkadza i czego jeszcze chcesz od zycia.
        • abrigado Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 07.09.12, 21:42
          dla autorki duży plus za przedstawienie w pełny sposób swojej perspektywy.
          kolejny wątek pokazujący, że z pustego i salomon nie naleje.
          seks jest warunkiem sine qua non udanego związku, jak ktoś to ignoruje to zostaje mu klecenie wyrobu czekoladopodobnego.

          jakimś tam pocieszeniem moze b yć ,że masę ludzi tak ma i żyją, a zwiazki zaczynajace się świetnym seksem tez , bywa, ze kończą się w tym miejscu.
          • abrigado Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 07.09.12, 21:52
            od skanynawów to sie akurat odpitolcie- oni przynajmniej nie udają sztucznie uczuć w przeciwieństwie do typowo polskiej powierzchownej dulszczyzny, gdzie czułostkowośc brana jest za czułość, a nadopiekuńczość jest zakamuflowana formą agresji wobec dzieci.

            • aandzia43 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 07.09.12, 23:22
              O właśnie, odpitolcie się od Skandynawów!
    • zyg_zyg_zyg Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 07.09.12, 19:48
      Z boku to wygląda, jakbyś się zwijała z tego związku. Ostateczne zwinięcie może Ci zająć pół roku, albo dwadzieścia lat. Możesz też nie zdążyć przed śmiercią. Przyspieszyć je może spotkanie interesującego faceta, spowolnić kolejne chwilowe starania Twojego męża.

      Ja bym się czepiła tej terapii dla par. Bo jeśli terapeuta będzie profesjonalistą, to efektem końcowym nie powinno być znajome Ci już "przyklepanie". Raczej wóz albo przewóz. Dobra terapia dla par jak najbardziej może zakończyć się rozpadem pary. A jak mąż się będzie chciał rakiem wycofać z propozycji, a Tobie się nie będzie chciało znowu szarpać, to możesz pójść na terapię indywidualną.
      • tygrys-bez-rys Dwa najbardziej mnie fascynujace zawody! 07.09.12, 20:01
        DoradcaFinansowy
        PsychoTerapeuta
        • zyg_zyg_zyg Re: Dwa najbardziej mnie fascynujace zawody! 07.09.12, 20:25
          myślałam że chłopców fascynuje raczej StraŻak...
          • tygrys-bez-rys Co chlopcow to ja nie wiem wiem co mnie ... 07.09.12, 21:03
            Dlugonogie, o starannie spietych wlosach, w okularach, oaza spokoju, czulosci i wyrozumialosci, przenikliwe spojrzenie, choc nigdy nie moge zapamietac co do mnie mowia, i o co im chodzi, to wizyta u psychoterapeutki jest zeczywiscie balsamem na moje poranione serce.

            Doradca finansowy, to z innych powodow.
          • tygrys-bez-rys No a dla pan ... 07.09.12, 21:06
            www.youtube.com/watch?v=GQtoYTZnycM
            Podobaja mi sie jego marynarki i jak sam o nich mowi "pacjetki". Nawet te starsze.
        • sabat77 Re: Dwa najbardziej mnie fascynujace zawody! 07.09.12, 20:29
          wymieniłeś w niewłaściwej kolejności, bo po wcieleniu w życie rad pierwszego już nie będzie cię stać na pójście do drugiego :D
      • mickymousse Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 07.09.12, 20:51
        Dziekuje Wam za przeczytanie i spojrzenie na to z zewnatrz.
        Musze to przemyslec wszystko, szczegolnie wspoluzaleznienie i terapie.
        • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 07.09.12, 21:00
          z tym współuzależnieniem to taki skrót myślowy :) Chodziło mi o psychikę analogiczną do żony alkoholika, która nie umie go opuścić i cierpi razem z nim.
          • tygrys-bez-rys Szabas OMFG! 07.09.12, 21:13
            To sie robi niebezpieczne! A moze ty powiniens za godzine kasowac? Opamietajta sie ludzie.

            Ja Ci wyzywam i Ci wytykam, przypominam, ze zrozumienie i pomoc drugiemu czlowiekowi jest mozliwa TYLKO i WYLACZNIE przez milosc i lata bycia razem, ze nia przez gloszenie prawd obiawionych na podstawie wpisu na forum!

            Kiedy zrozumiesz ze skorygowanie tak podsatwowej rzeczy jak np. swing w golfie zabiera lat, i porad experta, ktory jest PRAKTYKIEM w napierdalaniu kijem w pileczke. Co jest nieskoniczenie bardziej proste niz relacje miedzy ludzkie.

            A moze ty Szabas jeste powtornie przychodzacym na ziemi JEZUSEM!
            • abrigado Re: Szabas OMFG! 07.09.12, 21:37
              pewnie ,ze nie jest! jak mogłeś tak pomysleć Tygrysie...przecież to oczywiste, ze ja jestem powtórnie i tak dalej ;P

              • tygrys-bez-rys Abi 08.09.12, 07:05
                Ty nie jesteś mesaja tylko Rokita co sie czai w rosochatej wierzbie, czasem coś wydupczysz, czasem koniowi grzywe w warkocze zaplaczesz swoimi pięknymi dłońmi artysty o długich palcach, czasem zwyczajńie turlasz sie ze swoimi chłopakami po tatami, ale mesaja? Nieeeee.
            • mickymousse Re: Szabas OMFG! 07.09.12, 21:52
              Tygrysie drogi, jak rozumiesz pojecie Milosci, o ktorej napisales?
              • tygrys-bez-rys Milosc to nie film w kinie 08.09.12, 06:33
                "Miłość jest aktywną siłą w człowieku, siłą, która przebija się przez mury oddzielające człowieka od jego bliźnich, siłą jednoczącą go z innymi; dzięki miłości człowiek przezwycięża uczucie izolacji i osamotnienia, pozostając przy tym sobą, zachowując swoją integralność. W miłości urzeczywistnia się paradoks, że dwie istoty stają się jedną, pozostając mimo to dwiema istotami."

                "Kochać oznacza powierzyć się komuś bez żadnych zastrzeżeń, oddać się całkowicie w nadziei, że nasza miłość wywoła miłość człowieka, którego kochamy. Miłość jest aktem wiary; każdy, kto ma mało wiary, ma mało miłości."

                "Muszę obiektywnie poznać drugiego człowieka i siebie po to, aby móc wiedzieć, jaki jest naprawdę, albo raczej aby przezwyciężyć złudzenia, irracjonalnie zniekształcony obraz, jaki sobie o nim wyrobiłem. Jedynie wtedy jeśli znam obiektywnie jakiegoś człowieka, mogę poznać w akcie miłości jego najgłębszą istotę."


                • sabat77 Re: Milosc to nie film w kinie 08.09.12, 06:52
                  Miłość bliźniego - to tak.
                  Ale czy o tym mówimy ? A może raczej o pierwotnym instynkcie, który łączy nas w pary w celu prokreacyjnym (a jakże!) i każde wychowywać wspólnie młode ?
                  Dobrze jeśli towarzyszą temu uczucia, które wymieniłeś - ale w praktyce rzadko się to zdarza. Straszny z ciebie idealista Tygrysie.
                  • tygrys-bez-rys Straszny idealista 08.09.12, 06:58
                    Nie bój sie szabas nie taki diabeł straszny jak go malują.
            • sabat77 Re: Szabas OMFG! 08.09.12, 06:38
              A ja jestem praktykiem w byciu piłeczką do golfa :) Długoletnim.

              Rzeczy tak nieskończenie trudnej nie da się ogarnąć wcale. Nie da się dociec prawdy poprzez analizowanie sytuacji, bo to niewiele zmienia. Każdy ma swoją prawdę, prawda danego człowieka nie istnieje obiektywnie. Ba - prawdę można mu narzucić, a on może się poddać i uwierzyć, że ta prawda jest jego prawdą.

              Prawda absolutnego autorytetu jest jedną z najgorszych, bo zwalnia z odpowiedzialności tych co autorytetem nie są. Nie udzielisz pierwszej pomocy ofierze wypadku, bo lepiej niech to zrobi lekarz. Nie zbliżysz się do leżącego na ulicy i nie obejrzysz co mu jest, bo nie jesteś autorytetem w dziedzinie leżących na ulicy.

              Podpowiadam prawdopodobne przyczyny i kieruję do specjalisty - gdzie tu widzisz mesjanizm ? Większość przychodzących tutaj to prokrastynatorzy przychodzący przede wszystkim po kopa w zad. I powinni go dostać, być gdzieś skierowanym, bo kolejne odwlekanie decyzji to tylko nakręcanie spirali lęku i uników, w której się tak znakomicie znajdują, a tym razem zaprowadzić może ono jedynie w głębsze rejony czarnej dupy.
              Ja tam widzę to w postach. To zewnętrzne locus of control, błagające, prawie wrzeszczące o skierowanie na właściwą ścieżkę, ale wykastrowane z jakiejkolwiek mocy sprawczej, z jakiegoś własnego napędu. Jak się komuś skończyło paliwo i prosi, żeby go kawałek popchnąć, to czy trzeba być mechanikiem samochodowym ze stajni ferrari, żeby wykonać tak prostą czynność ?

              A co do autorytetu.
              Miałem jakiś czas temu w rękach encyklopedię naukową z końca XIX wieku. Poważne źródło, podpisane nazwiskami ówczesnych tuzów nauki. Człowieku, jakie brednie ! Wystarczyło ledwie 150 lat, by większość zamieszczonych tam "faktów" wylać na podwórko razem z brudnym praniem.
              Więc nie wierz w autorytety tak święcie, wiara w zdrowy rozsądek jest lepsza :)
              W końcu i dawniej byli ludzie pokroju Paracelsusa czy wcześniej Galena - którzy mimo głębokiego idiotyzmu, który ich otaczał radzili sobie z rozwiązywaniem problemów swoich czasów nadzwyczaj zacnie. Niewiele wskazuje na to by współcześnie otaczało nas dużo mniej idiotyzmu niż wtedy, szczególnie w naukach, w których bazą nie są konkretne obliczenia matematyczne.
              Ja wierzę w człowieka a nie etykietkę zawodową.
              • tygrys-bez-rys Upraszam 08.09.12, 06:57
                Pomagaj staruszcze przejść przez jezdnie, udzielaj CPR fajnej foce co sie jej wydaje ze sie topi, ale nie bierz sie za operacje na mózgu ani rozbrajanie bomb. O autorytrach nie zrozumiałem więc sie nie będę wypowiadał, chyba ze chodzi ci o to ze jedynie nauki ścisłe maja jakakolwiek wartosc i zawartosc, ja sie stoba nie kluce ja ci sie to staram wytłumaczyć, za 50 lat wszystkie aktualne teorie psychologiczne, socjalne jak rownierz ekonomiczne będę uważane za bzdety, ale 2 razy 2 będzie dalej 4.
          • mickymousse Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 07.09.12, 21:50
            Sabat, rozumiem ;)
            W teorii nawet mam z tego dyplom ;)
            W kazdym razie, dzieki.
    • bcde Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 07.09.12, 22:31
      Lubilam z nim spedzac czas, lubilam jego, seksu z nim nie. Od pierwszego razu. Mimo t
      > o, wzielismy slub.

      Twoje ciało dawało ci sygnał, że to mężczyzna nie dla ciebie. Zignorowałaś to.
      Spróbowałaś potrawy, która ci nie smakowała, po czym zamówiłaś sobie cały kontener tej potrawy na resztę życia. Bez sensu.
      Jesteście z mężem seksualnie niedobrani. A że seks jest ważną częścią życia - cierpisz.
      Wyjaśnij mężowi co czujesz i rozwiedź się. Postaraj się pozostać w przyjacielskich stosunkach.
      Poszukaj nowego partnera. Jak dobrze pójdzie, to za 2 lata będziesz szczęśliwa z kimś innym i wdzięczna sobie samej, że podjęłaś decyzję o odejściu z aktualnego związku.

      Inna sprawa to to, że twój mąż ma takie samo prawo jak ty, aby lubić być rozbudzanym i zdobywanym przez partnera. Skoro wiesz jak go rozbudzić, to powinnaś sama brać seks od niego, kiedy masz ochotę, zamiast płakać w poduszkę z powodu, że nie czujesz się atrakcyjna i kobieca i że spadło twoje poczucie własnej wartości. To nie jego wina, że tak reagujesz na prosty fakt, że on ma niskie libido.
    • vianola Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 08.09.12, 00:47
      Rzadko tu zaglądam bo nie lubię szukać zrozumienia swojej sytuacji, jakże to, na forum? Dlatego tym dziwniejsze, że DZISIAJ tu zajrzałam, po długich miesiącach i przeczytałam, co DZISIAJ napisałaś, a jakbyś opisała mnie. Pierwszy post zastany, fjut, fjut....
      Nie o detal chodzi, mój na początku był seksualnie boski, z tych, co nie naciskali, ale bardzo pragnęli, to ja byłam nie-chcąca (nie, że nie potrzebująca, moralne opory miałam normalnie). Zdobywał po trochu - pocałunek, dotyk przez materiał, później pod, bezpiecznie, na brzuchu, później wyżej... i niżej..., naprawdę miesiącami mnie zdobywał, miał na to ochotę i czas, nigdy nie był zły, kiedy było "nie", szanował, doceniał każdy zdobyty krok.
      No dobra, to już Ci opowiem - pragnął mnie podobno lata (znamy się z podwórka i z podstawówki). Nawet byliśmy ze sobą przez kilka tygodni ("chodziliśmy" - to podstawówka była), potem mi przeszło (było za wcześnie - koniec podstawówki :)), minęło liceum, pod koniec moje olśnienie - odwiedziłam Go i przyznałam się, że gdzieś w głowie mi tkwi, powiedział "Czasem w myślach pukałem do Twoich drzwi. Otwierałaś mi. Za Tobą stał mąż i dzieci."
      Chciał mieć dzieci. Kochał - i kocha - muzykę. Nawet się bałam, że z nią przegram. Ale to była prawdziwa pasja, to skarb taki człowiek, to co potrafił zrobić żeby zdobyć płytę, było godne podziwu, a mówił że stokroć bardziej woli zdobyć mnie. Owszem, miewał "humory", potrafił długo nic nie mówić, ja zawsze czekałam, umie też powiedzieć przepraszam, to mnie rozwalało.

      Kończy się podobnie - mamy dziecko (2 lata), cudowne, aż mi żal, że pewnie więcej ich nie będzie, bo jak - przy nieregularnych okresach i seksie raz w roku? Ok - sprawiedliwość trza oddać - dwa razy w roku, w którymś półroczu nadrobił na kilka kolejnych:) :(. Nie chce mi się już rozmów poważnych zaczynać, wszystkie już były moim zdaniem, na terapię mówi tak, ale z góry wie, że nic nie powie, sam tak mówi...

      Nie jestem bez winy. Jestem obciążona dominującym ojcem, który mnie szarpał za włosy, kiedy miałam 15 lat i śmiałam je obciąć zbyt krótko, albo kupić sobie zbyt męskie buty (welury). I kiedy chciałam na studiach jechać na saksy do anglii wrzeszczał o puszczalskich i o "zmoczeniu dupy" i że on mi wtedy nie pomoże (do dziś nie wiem co to znaczy). Buty miałam, na saksach byłam, ale piętno to odcisnęło - chyba teraz jest tak, że jak sobie coś umyślę, musi być i już, nieważne przeciwności czy przeciwskazania. Jestem też - dzięki, tatusiu - wiecznie zakompleksiona, wiecznie swoim zdaniem robię coś źle, i wiecznie za mało się poświęcam. Dziś ojciec jest alkoholikiem, ja prawie też (dwa piwa prawie-dziennie, przesz to nie choroba...) i mam coraz gorsze mniemanie o nas obojgu. Przekroczyłam jakiś czas temu 30-tkę, naiwna nie jestem...

      Oj tam, oj tam. Ostatecznie chodzi o to, że nie ma szacunku (do związku wracam, to nie o ojcu już). Seks jest bardzo ważny. Dla niektórych najważniejszy - nie chcę oceniać. Zresztą - nie mozna w kilku zdaniach zawrzeć całego życia - i dobrze, w końcu kurna ono jest więcej warte niż parę zdań - ale, mickymousse, trzymaj się! W końcu nie po radę na życie tu przyszłaś, tylko żeby ktoś powiedział, że rozumie, a jak nie rozumie, to współodczuwa - jak ja - albo nawet powie, że go wkurza Twoja bezradność, bo to jest proste, rozwód, widzenia, trzask prask, no sentiments, panta rhei.
      Bo Ty pewnie wiesz, czego chcesz. Trudno iść tą drogą, bo zawsze się znajdzie wokół ktoś, kto powie, że to bez sensu, ale nie szukaj poparcia na forum. Tu jest masa mądrych ludzi, którzy z tej mądrości serca pogubili, albo upraszają - też żeby oddać sprawiedliwość nie znają całego Twojego życia i Ciebie całej, trudno wymagać trafności osądów.
      Trzymaj się. Możesz sobie pomóc sama, to będzie trudne, albo z pomocą, tych, którzy są dwa Ciebie autorytetami. Matka, ksiądz proboszcz, albo znajomy artysta, czy przypadkowo spotkany go. To nie powinien być forumowicz, który Cię zna z jednego posta. Ważne, żebyś dobrze autorytet zidentyfikowała, a to - kobito - nie jest proste. Powodzenia - tego samego życz mnie:)
      • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 08.09.12, 07:23
        Vianola - całe życie danego człowieka zna tylko jedna osoba.
        I chyba to racja, że dokładnie ta osoba - i tylko ta - może pomóc i mieć siłę sprawczą. No tak, właśnie ta - w lustrze :)
      • ale-cialo Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 08.09.12, 13:01
        vianola napisała:
        "Kończy się podobnie - mamy dziecko (2 lata), cudowne, aż mi żal, że pewnie więcej ich nie będzie, bo jak - przy nieregularnych okresach i seksie raz w roku?"

        Tego to kompletnie nie rozumiem, a często napotykam na forum przy narzekaniach na małżonka. Dlaczego jest ci żal, że z facetem z którym ci się nie układa życie, nie będziesz - prawdopodobnie - miała więcej dzieci?

        • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 08.09.12, 13:11
          Bo potomstwo może być dobrem dużo istotniejszym niż małżonek ? Tak luźno rzucam - to przecież możliwe.
          Na zasadzie - mąż kiepski, nie zaspokaja - ale olać to, bo przecież jest dziecko, które jest cudowne. Jaka drabina hierarchii wartości.
          To logiczne, że dla kobiety dziecko jest dużo wyżej niż mąż. Z resztą - jest to logiczne również od strony czysto biologicznej - chodzi o własne geny.
          • jeszczezona11 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 08.09.12, 14:56
            sabat, zgadza się! mąż beznadziejny, ale dziecko!- piękne, mądre, idealne! - połączenie jego lepszych genów i moich - i do tego można go tak wychować żeby w przyszłości nie miał takiego charakteru jak tatuś...
        • vianola Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 08.09.12, 22:51
          A, no to już sabat zauważył słusznie - nie o Niego chodzi, tylko o dziecko. No i o mnie. Nie o geny jakieś, mnie tam rybka, czy krążę po świecie, czy nie, ale o dawanie z siebie czegoś, o tę małą istotę, dla której chce się wszystko, bez której przez kilka dni zwariować można, o to "posie, mamusiu". Nie chodzi też o to, że Z NIM nie będę miała więcej dzieci, tylko w ogóle, nie zdążę po prostu, czterdziestka za cztery wiosny, jak żyć, panie sierżancie...
    • jeszczezona11 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 08.09.12, 15:00
      doskonale Cię rozumiem, z tym że mój jako ojciec też się nie sprawdził. Jestem w trakcie rozwodu, Ty zrobisz jak uważasz. zastanów się tylko czy warto marnować kolejne lata.
    • that.bitch.is.sick Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 08.09.12, 15:13
      No cóż, spójrzmy z drugiej strony. Sfoszona,wymagająca utrzymania i ciągłego wsparcia depresyjna żona, finansowo i emocjonalnie uwieszona z roszczeniami. Na dodatek faceta traktująca jak wibrator, względnie jak worek kartofli bo od początku w łóżku to był nie ten. Wyszła za mąż z wyrachowania, urodziła dziecko co jest podstawą do roszczeń księżnej. To można faceta zajeździć. Jak nie pracują to się nudzą i są wiecznie złaknione uwagi i napalone. Niestety nie każdy byle ziutek to maharadża.
      Tak więc jak widać przyczepić sie zawsze można. Na oko ziutek był potrzebny jako bankomat żeby bąki zbijać przy małym dziecku, a teraz stoimy na nogach i szukamy bad boya. Cyniczna i udająca ofiarę.
      --
      "Puść mnie! — jęknęła Majka, gdyż ona to była we własnej osobie.
      A jak puszczę — to co? — zapytał ciekawie Dziura.
      To nic — odrzekła Majka po krótkim namyśle.
      Nie głupim! — odparł Dziura. — Nie puszczę!"
      • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 08.09.12, 15:24
        that.bitch.is.sick napisała:

        > Tak więc jak widać przyczepić sie zawsze można. Na oko ziutek był potrzebny jak
        > o bankomat żeby bąki zbijać przy małym dziecku, a teraz stoimy na nogach i szuk
        > amy bad boya. Cyniczna i udająca ofiarę.

        Odpowiedzią może być tylko cyniczny i udający bad boya :D

        A wy się dziwicie fenomenowi PUA...
      • vianola Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 08.09.12, 22:45
        ta... może takie są; nie wiem jak u mickey, u mnie odwrotnie -jestem aktywna zawodowo, a i tak napalona, bo z raz w tygodniu byłoby fajnie... On jest w domu z dzieckiem, więc powinien czekac na mnie z utęsknieniem wedle powyższej bitch-teorii, ale nie czeka, a raczej jeśli, to żeby do kompa zasiąść... I zaraz będzie - no tak, chłop biedny, uziemiony, a ta tyranka i nimfomanka - a niech będzie, trudno, sama chciałam wdając się w szczegóły - tak czy siak, życie to nie je bajka. A gdyby tu tak przedszkole było, w przyszłości, tak mi się z czapy zupełnie spuentować chciało...
      • kag73 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 08.09.12, 23:00
        "Na oko ziutek był potrzebny jako bankomat żeby bąki zbijać przy małym dziecku..."

        Bitch, tak na marginesie Ci powiem w tajemnicy, ze znam sporo kobiet, ktore wola "baki zbijac" w pracy niz przy malym dziecku, bo przy malym dziecku to czasem rzadziej mozliwe niz w pracy. I jeszcze Ci zdradze, ze sporo panow(pewnie nawet zdecydowana wiekszosc) tez woli "baki zbijac" w pracy niz przy malym dziecku.
        A co do bankomatow i takich tam to Ci powiem, ze jak nie kumasz co to jest rodzina i o co w tym biega, to sie lepiej nawet w to nie zaczynaj bawic.
        A ta cala gadanina o "dostarczycielu dobr" to mnie tez juz zaczyna przynudzac, bo faceci trabia o tym jakby, k...wa mac, miliardy do domu przynosili a ich zony tylko lezaly na kanapie i pachnialy a zaloze sie, ze tak nie jest.
        • vianola Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 08.09.12, 23:15
          Szacun, kag.
        • that.bitch.is.sick Taaa? 08.09.12, 23:40
          kag73 napisała:


          >
          > Bitch, tak na marginesie Ci powiem w tajemnicy, ze znam sporo kobiet, ktore wol
          > a "baki zbijac" w pracy niz przy malym dziecku, bo przy malym dziecku to czasem
          > rzadziej mozliwe niz w pracy. I jeszcze Ci zdradze, ze sporo panow(pewnie nawe
          > t zdecydowana wiekszosc) tez woli "baki zbijac" w pracy niz przy malym dziecku.

          chyba sama nie wiesz o czym mówisz, mając na myśli pracę zawodową jako najemnik..uważam że bycie żoną w domu, jeśli mąż zapewni bezpieczeństwo finansowe to przywilej, niestety to też akt zaufania z obu stron, można liczyć że strona która nie musi być najemnym niewolnikiem będzie sie poczuwała do jakiejś wdzięczności chociaż.
          Poza tym to co piszesz jest zdecydowanie nie fair wobec matek które znam i obserwuje które muszą godzić odpowiedzialności zawodowe, niewyspanie(a często mają odpowiedzialne stanowiska) i nie mogą sobie pozwolić finansowo zwyczajnie na fanaberie typu depresja poporodowa lub baby blues. Znam doktor habilitowaną, profesor wyższej uczelni która wychowała kilkoro dzieci wraz z mężem godząc doktoraty, pieluchy, niewyspanie, kolki, konferencje, wykłady i wyjazdowy tryb życia. I to w czasach gdy pieluchy z tetry się gotowało w dużym garku, zupki przecierało, a wiedza nie była dostępna na kliknięcie w google.
          • mickymousse Re: Taaa? 09.09.12, 12:46
            > Poza tym to co piszesz jest zdecydowanie nie fair wobec matek które znam i obse
            > rwuje które muszą godzić odpowiedzialności zawodowe, niewyspanie(a często mają
            > odpowiedzialne stanowiska) i nie mogą sobie pozwolić finansowo zwyczajnie na fa
            > naberie typu depresja poporodowa lub baby blues.

            Istnienie menopauzy tez negujesz? ;) Bo jak ktos jest na wysokim stanowisku lub nie moze sobie na nia pozwolic finansowo to nie bedzie jej przeciez miec.

            Hormony sa hormonami i nic nie poradzisz wiec oczywiste bzdury mozesz pominac w pisaniu.

            Mam znajoma, bardzo aktywna laska, dzien wypelniony do brzegi, zna wszystkich waznych i nie, czeste romanse, generalnie intensywne i bezproblemowe zycie, bardzo pewna siebie.
            Pierwsza do wypowiadania sie nt. dzieci i jak to wszystko jest z nimi proste, ze i do knajpy mozna i na silownie, ze ona nie widzi problemow i co ja chrzanie, ze po dziecku zmienia sie zycie. Ciagu dalszego sie pewnie domyslasz. Zaszla w ta ciaze, dziecko mialo kolki, chorowalo, ona byla niewyspana, niewatpliwie zmeczona. I knajpy, silownia i bezproblemowosc zycia poszly sie delikatnie mowiac, przejsc.
            Wiec nie pisz, droga bitch o rzeczach, w ktorych brak Ci doswiadczen osobistych, bo to nie ma sensu.
        • that.bitch.is.sick Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 09.09.12, 00:11
          kag73 napisała:


          > Bitch, tak na marginesie Ci powiem w tajemnicy, ze znam sporo kobiet, ktore wol
          > a "baki zbijac" w pracy niz przy malym dziecku, bo przy malym dziecku to czasem
          > rzadziej mozliwe niz w pracy. I jeszcze Ci zdradze, ze sporo panow(pewnie nawe
          > t zdecydowana wiekszosc) tez woli "baki zbijac" w pracy niz przy malym dziecku.
          > A co do bankomatow i takich tam to Ci powiem, ze jak nie kumasz co to jest rod
          > zina i o co w tym biega, to sie lepiej nawet w to nie zaczynaj bawic.

          Poza tym robienie martyrologii z czegoś co jest nieobowiązkowe tylko opcjonalne, co za żenada. A pracujcie sobie do usranej śmierci:)
          Przecież nie ma nic bardziej super niż przebywanie z własnym dzieckiem bez limitów czasowych. A kiedy kobieta jest szczęśliwsza niż wtedy kiedy np. spaceruje z własnym dzieckiem? To chyba jedna z większych życiowych satysfakcji. Tak chyba czuje każda kobieta, chyba że się jest nawiedzoną "ideolożką" albo inną emocjonalnie zwichniętą...już nie powiem kim.
          • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 09.09.12, 07:01
            that.bitch.is.sick napisała:

            > Przecież nie ma nic bardziej super niż przebywanie z własnym dzieckiem bez limi
            > tów czasowych. A kiedy kobieta jest szczęśliwsza niż wtedy kiedy np. spaceruje
            > z własnym dzieckiem? To chyba jedna z większych życiowych satysfakcji. Tak chyb
            > a czuje każda kobieta, chyba że się jest nawiedzoną "ideolożką" albo inną emocj
            > onalnie zwichniętą...już nie powiem kim.

            Tu akurat nie mogę się zgodzić. Widzisz - większość młodych matek z którymi rozmawiałem, po cichu przyznaje, że gdyby to nie było ich dziecko, to chyba by je szlag trafił i je znienawidziły. Nie mówi się o tym głośno, bo to jest bardzo "be" ale uczucia jakie żywi matka do swojego małego dzidziusia bardzo często są mieszaniną - w której naturalnie występuje bezgraniczna matczyna miłość, pozwalająca to wszystko jakoś ogarnąć, ale i często wściekłość, gniew - a ostatecznie bezsilność i załamanie.
            Dzieci bywają niesamowicie trudne. Matki czują że wsparcia otoczenia nigdy dość, wręcz wampirycznie potrzebują jakiejś pomocnej dłoni ze strony otoczenia.
            Dominujące marzenie młodej matki - "żeby ktoś je zabrał (dziecko), chociaż na jedną noc, na dwie)". Oczywiście - chętnych do zabrania dzidziusia często brak. Tatuś też nie zawsze spełnia swoje obowiązki jak należy.
            Kiedyś przy piwku koleś opowiadał mi, że jak jego bachor zaczyna płakać w nocy to on bierze poduszkę i sobie idzie do innego pokoju spać - no bo musi iść do pracy przecież.
            Nawiasem mówiąc - ciekawe czy bzyka swoją żonę ? Pewnie tak, bo poznawszy waszą babską mentalność, dochodzę do wniosku że takie wuje zawsze będą mieli tyle seksu ile dusza zapragnie.
            Z resztą nie tylko on, taki motyw mężczyzny olewającego żonę, kiedy potrzebowała pomocy jest absolutnie dominujący w opowieściach kobiet - i wcale nie odbieram tego jako racjonalizacje, bo panowie ze śmiechem potwierdzają w męskim gronie - mówiąc że to babskie zajęcia. Pieluchy też zmieniają raz na ruski rok albo wcale.
            Podsumowując - praca przy dzieciakach to ciężka orka, głównie dlatego że masz poczucie braku wytchnienia. Z tej pracy nie można wyjść i odsapnąć - nie da się zregenerować wewnętrznych akumulatorów. Więc początkowy entuzjazm może łatwo przerodzić się w czarną rozpacz, którą przed uczynieniem czynów niegodnych chroni tylko matczyna (lub ojcowska) miłość.
            Wierz mi, po kilku miesiącach wstawania każdej nocy po 8 i więcej razy, żeby uspokoić i nakarmić albo ubujać berbecia zacząłem nocą gadać od rzeczy :) Od innych matek słyszałem, że zdarzyło się komuś odłożyć dziecko "w powietrze", bo zapomniała że łóżko było przestawione - na szczęście dziecku nic się nie stało.
            To jest gonienie resztką sił - i według mnie jeśli kobieta nie czuje silnej wewnętrznej potrzeby posiadania dziecka, to powinna głęboko i poważnie przemyśleć czy chce.
            A mówię to z perspektywy człowieka, który pracował w różnych miejscach, w tym - w bardzo stresujących warunkach i pod ogromną presją czasu i wymogów kierownictwa.
            Przy dzieciach bywa gorzej.
            No chyba, że ktoś pracuje przy wyrębie tajgi w łagrze :)
            • that.bitch.is.sick bla bla bla 09.09.12, 12:28
              sabat77 napisał:


              > Dzieci bywają niesamowicie trudne. Matki czują że wsparcia otoczenia nigdy dość
              > , wręcz wampirycznie potrzebują jakiejś pomocnej dłoni ze strony otoczenia.
              > Dominujące marzenie młodej matki - "żeby ktoś je zabrał (dziecko), chociaż na j
              > edną noc, na dwie)". Oczywiście - chętnych do zabrania dzidziusia często brak.
              > Tatuś też nie zawsze spełnia swoje obowiązki jak należy.
              > Kiedyś przy piwku koleś opowiadał mi, że jak jego bachor zaczyna płakać w nocy
              > to on bierze poduszkę i sobie idzie do innego pokoju spać - no bo musi iść do p
              > racy przecież.
              > Nawiasem mówiąc - ciekawe czy bzyka swoją żonę ? Pewnie tak, bo poznawszy waszą
              > babską mentalność, dochodzę do wniosku że takie wuje zawsze będą mieli tyle se
              > ksu ile dusza zapragnie.
              > Z resztą nie tylko on, taki motyw mężczyzny olewającego żonę, kiedy potrzebował
              > a pomocy jest absolutnie dominujący w opowieściach kobiet - i wcale nie odbiera
              > m tego jako racjonalizacje, bo panowie ze śmiechem potwierdzają w męskim gronie
              > - mówiąc że to babskie zajęcia. Pieluchy też zmieniają raz na ruski rok albo w
              > cale.
              > Podsumowując - praca przy dzieciakach to ciężka orka, głównie dlatego że masz p
              > oczucie braku wytchnienia. Z tej pracy nie można wyjść i odsapnąć - nie da się
              > zregenerować wewnętrznych akumulatorów. Więc początkowy entuzjazm może łatwo pr
              > zerodzić się w czarną rozpacz, którą przed uczynieniem czynów niegodnych chroni
              > tylko matczyna (lub ojcowska) miłość.
              > Wierz mi, po kilku miesiącach wstawania każdej nocy po 8 i więcej razy, żeby us
              > pokoić i nakarmić albo ubujać berbecia zacząłem nocą gadać od rzeczy :) Od inny
              > ch matek słyszałem, że zdarzyło się komuś odłożyć dziecko "w powietrze", bo zap
              > omniała że łóżko było przestawione - na szczęście dziecku nic się nie stało.
              > To jest gonienie resztką sił - i według mnie jeśli kobieta nie czuje silnej wew
              > nętrznej potrzeby posiadania dziecka, to powinna głęboko i poważnie przemyśleć
              > czy chce.
              > A mówię to z perspektywy człowieka, który pracował w różnych miejscach, w tym -
              > w bardzo stresujących warunkach i pod ogromną presją czasu i wymogów kierownic
              > twa.
              > Przy dzieciach bywa gorzej.
              > No chyba, że ktoś pracuje przy wyrębie tajgi w łagrze :)

              Bla bla bla ale kompletnie nie o tym mówię. Reasumując, nieźle Cię ta Twoja wytresowała:) z całym szacunkiem ale chrzanisz banialuki. To jęczenie gwiazdy że w 5 gwiazdkowym hotelu nie podali truskawek i szampana więc ona zaraz zemdleje. Porozmawiaj z kobietami z tamtego pokolenia/poczytaj kilka pokoleń wstecz w jakich warunkach chowały dzieci, a mimo to jedne kobiety stać na pozytywne podejście i pogodę ducha a nie jojczenie mam z pampersami, pogrzewaczami, sterylizatorami jak im ciężko mając cały dzień do dyspozycji. Wydaje się że im łatwiej jest wychować dziecko i w lepszych warunkach się żyje, jojczenie i histeria mam nasila się.
              Zadowolenie nie zależy od rozmiaru poniesionego trudu, tylko podejścia a poza tym zapewniam Cię że nie na Twojej żonie świat się kończy, istnieją ogarnięte matki które umieją sobie radzić i organizować czas i relacje z otoczeniem. Znam mamy co się wymieniają opieką albo przysługami, wystarczy wstać, rozejrzeć się wyjść z domu i spróbować rozwiązać problem. Niestety obawiam się że histeria i męczeństwo jest celem samym w sobie. Być może po to się rodzi dziecko, bo jak pani jest potem niezadowolona, że się musi "męczyć" z niemowlakiem, a perwersyjną radość znajduje w uświadamianiu otoczenia w swoim męczeństwie i niedoli oraz łykaniu antydepresantów przez następne 10 lat.
              Być może ty sabat też nie widziałeś pozytywnego modelu macierzyństwa, gdzie przez cała ciąże nie lezy się na kanapie chodując sadło, tylko ćwiczy na takich warsztatach aktywnej ciąży a laska potem ma kondycję fizyczną a nie cellulit jak u starej baby. I być może nie widziałeś uśmiechniętych matek, szczęśliwych i zorganizowanych które przeczą stereotypowi zbolałej miny jak chrystus na krzyżu bo słoiczka podgrzać nie potrafią. Ja widziałam..i zaradne i wymieniające się z koleżankami opieką. Widziałam mamę karmiącą dziecko w tym roku na wakacjach co zeszła z zawodów kitesurfingu aby dać cycka córeczce, a potem uśmiechnięta wróciła na zawody. Zadowolona, zwycięska piękna i szczupla kobieta, która na pewno nie czuje się w łagrze skoro trenuje sporty wodne i jednocześnie ma dziecko przy piersi. Da się? NO pewnie. Trzeba na takie wzorce kłaść nacisk.

              • sabat77 Re: bla bla bla 09.09.12, 13:49
                Ty, ale ja nie mowie ze nie warto miec dzieci, tylko ze z taka idealistyczna wizja swiata latwo mozna dostac kopa w dupe od zycia :)
                Widzialem wiele matek, rozne uklady i takie i siakie.
                I zgadzam sie z kitty, trudno nie widziec tego, ze jakies glebsze przemyslenia na temat masz, widac przerabiasz go na biezaco. Myslisz ze bedziesz dobra zona i matka ? :)
                Na bank lepsza niz ta glupia fladra, z ktora hajtnal sie sabat? ;)
                Ponoc praktyka jest ostatecznym wykladnikiem prawdy - zatem powodzenia.
                Szczegolnie jesli bedzie ciaza mnoga, mowie ci - blizniaki czy trojaczki to dopiero proba. Ale w sumie warto sprobowac, silny charakter powinien wyjsc z niej zwyciesko.
                Czesto mam poczucie, ze jesli jest jakis sens zycia to wlasnie bycie rodzicem jest nim najpredzej.
                • that.bitch.is.sick To są wasze prywatne koncepcje:) 09.09.12, 14:26
                  sabat77 napisał:

                  > Ty, ale ja nie mowie ze nie warto miec dzieci, tylko ze z taka idealistyczna wi
                  > zja swiata latwo mozna dostac kopa w dupe od zycia :)
                  > Widzialem wiele matek, rozne uklady i takie i siakie.
                  > I zgadzam sie z kitty, trudno nie widziec tego, ze jakies glebsze przemyslenia
                  > na temat masz, widac przerabiasz go na biezaco. Myslisz ze bedziesz dobra zona
                  > i matka ? :)
                  > Na bank lepsza niz ta glupia fladra, z ktora hajtnal sie sabat? ;)
                  > Ponoc praktyka jest ostatecznym wykladnikiem prawdy - zatem powodzenia.
                  > Szczegolnie jesli bedzie ciaza mnoga, mowie ci - blizniaki czy trojaczki to dop
                  > iero proba. Ale w sumie warto sprobowac, silny charakter powinien wyjsc z niej
                  > zwyciesko.
                  > Czesto mam poczucie, ze jesli jest jakis sens zycia to wlasnie bycie rodzicem j
                  > est nim najpredzej.

                  Nie uważam się za lepsza od Twojej żony, jednak jestem przekonana bez obrazy że cała jej niezwykłość polega na tym żę udało jej się znaleźć frajera:). A może to nie ona Cię wytresowala tylko ktoś inny to już twoja sprawa. Po prostu mówiąc w skrócie i dosadnie. Jeśli myślisz, że dzęki tolerancji i trzęsieniu się jak kwoka nad kobiecymi fanaberiami uda ci się skutecznie bzykać, to się grubo mylisz:).
          • hello-kitty2 Re: Bitch stajesz sie gotowa... 09.09.12, 13:20
            that.bitch.is.sick napisała:

            > Przecież nie ma nic bardziej super niż przebywanie z własnym dzieckiem bez limi
            > tów czasowych. A kiedy kobieta jest szczęśliwsza niż wtedy kiedy np. spaceruje
            > z własnym dzieckiem? To chyba jedna z większych życiowych satysfakcji. Tak chyb
            > a czuje każda kobieta, chyba że się jest nawiedzoną "ideolożką" albo inną emocj
            > onalnie zwichniętą...już nie powiem kim.

            Bitch czujesz to, wiesz juz, ze tego chcesz, ze to sie powoli w tobie rodzi?
            Rozkwitasz do i stajesz sie gotowa do: bycia matka. Widzisz to? I nie wskazuje na to tylko ten idealistyczny fragment twojej wypowiedzi, ktory powyzej zacytowalam. Ja cie obserwuje od dluzszego czasu, a ta obserwacja jest przyjemna, jesli nie przegapisz, a nie przegapisz tego na pewno staniesz sie jedna z nas.

            Wiesz, niezaleznie jak tu piszemy o macierzynstwie, ta transformacja kobiety w matke jest piekna, a w twoim przypadku jest spektakularnie piekna, bo sie opierasz.

            Daj sobie czas, mozesz nawet dac pare lat, to bedzie nadchodzic falami, daj sie poniesc.

            Bedziesz wspaniala matka, jak my wszystkie.
          • kag73 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 09.09.12, 23:17
            that.bitch.is.sick napisała:
            > Poza tym robienie martyrologii z czegoś co jest nieobowiązkowe tylko opcjonaln
            > e, co za żenada. A pracujcie sobie do usranej śmierci:)
            > Przecież nie ma nic bardziej super niż przebywanie z własnym dzieckiem bez limi
            > tów czasowych. A kiedy kobieta jest szczęśliwsza niż wtedy kiedy np. spaceruje
            > z własnym dzieckiem? To chyba jedna z większych życiowych satysfakcji. Tak chyb
            > a czuje każda kobieta, chyba że się jest nawiedzoną "ideolożką" albo inną emocj
            > onalnie zwichniętą...już nie powiem kim.

            Bitch, to chyba Ty czegos nie lapiesz, nie dla kazdego bycie z dzieckiem w domu jest zbijaniem bakow i nie kazda kobieta tego che.
            A do "usranej smieci" to Ty sobie mozesz pracowac, ja nie pracuje i wcae mi tego nie brakuje.
            Ale znam sporo kobiet, ktore maja nieco inna koncepcje i sytuacje i chca/wola pracowac niz "zbijac baki" przy malym dziecku, nie wazne czy maz zapewnia bezpieczenstwo finansowe. Tym bardziej nie kiedy trabi potem, ze jest bankomatem albo, ze to JEGO pieniadze albo, ze zona jest pasozytem.
            Ty sama piszesz o roli faceta jako bankmatu. A myslisz, ze jeszeli kobieta poszlaby do pracy a on musialby placic swoja czesc na nianie, sprzataczke i kucharke to nie bylby bankomatem? Nie kazdy mianowicie ma babcie pod nosem i chetna, zeby dzien w dzien "zbijac baki" przy dziecku.
            • that.bitch.is.sick Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 11:06
              kag73 napisała:


              > Bitch, to chyba Ty czegos nie lapiesz, nie dla kazdego bycie z dzieckiem w dom
              > u jest zbijaniem bakow i nie kazda kobieta tego che.
              > A do "usranej smieci" to Ty sobie mozesz pracowac, ja nie pracuje i wcae mi teg
              > o nie brakuje.
              > Ale znam sporo kobiet, ktore maja nieco inna koncepcje i sytuacje i chca/wola p
              > racowac niz "zbijac baki" przy malym dziecku, nie wazne czy maz zapewnia bezpi
              > eczenstwo finansowe. Tym bardziej nie kiedy trabi potem, ze jest bankomatem alb
              > o, ze to JEGO pieniadze albo, ze zona jest pasozytem.
              > Ty sama piszesz o roli faceta jako bankmatu. A myslisz, ze jeszeli kobieta posz
              > laby do pracy a on musialby placic swoja czesc na nianie, sprzataczke i kuchark
              > e to nie bylby bankomatem? Nie kazdy mianowicie ma babcie pod nosem i chetna, z
              > eby dzien w dzien "zbijac baki" przy dziecku.

              Dobra, podsumujmy. Nikt nie ma obowiązku siedzenia w domu. Nikt nie ma obowiązku posiadania dziecka, wręcz przeciwnie przydałoby się opamiętać z rozmnażaniem patrząc z perspektywy ekologicznej. Podejrzewam że większość normalnych rodziców jednak jeśli już ma dziecko to chce mieć dla niego czas i lubi z nim przebywać (pomińmy okres "okropnego" niemowlaka bo niemowlę to okres 0-1, można chyba przemęczyć sie rok dwa bez narzekań i popadania w deprechę, czym jest 2 lata wobec życia?) bo w tym wyraża się miłość. Jeśli ktoś ma dziecko( co jest dobrowolne) i pragnie od niego uciec albo nie chce poświęcać mu czasu to dla mnie to aberracja i rodzic wyrodny. Nie zrozumiem takiej postawy.
              I tu dochodzimy do najważniejszej rzeczy. Jeśli jedna osoba pracuje, jest na tyle dobrze sytuowana i umożliwia tej drugiej komfort posiadania czasu dla własnego dziecka (o co naprawdę trudno w dzisiejszych czasach) to ja bym naprawdę poczuwała się do wdzięczności za coś takiego. Podejście do mężczyzny jak do bankomatu to hasło oznaczające traktowanie instrumentalne, gdy druga strona ma poczucie iż służy do jednego tylko celu. To już łopatologicznie wytłumaczyłam.
              • kag73 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 13:55
                Twoje podsumowanie do niczego mi nie jest potrzebne.
                Co mnie interesuje to: skad zalozenie/wniosek, ze kobieta, ktora zajmuje sie dzieckiem w domu i cala reszta(czyli pracuje tylko, ze jej za to nie placa)traktuje pracujacego zawodowo meza jak bankomat? Oboje chyba ustalili taki podzial obowiazkow, dlatego on nie jest bankomatem a ona nie jest pasozytem. Sa rodzina, w ktorej kazdy ma swoje obowiazki/zadania.
                A czy trzeba byc w tej sytuacji za cos wdziecznym? Hmm, owszem docenia sie jezeli wlasnie taka mialo sie koncepcje. Bo z drugiej strony osoba siedzaca w robocie moze byc "wdzieczna"(Twoja wersja) albo doceniac, ze dziecko ma wspaniala opieke w domu a ona sama mile gniazdko, obiad na stole i czyste skarpetki.
                Dodam jeszcze, ze czesto wlasnie tak sie ludzie dziela zadaniami: niech kazdy zrobi to co potrafi najlepiej. Czasem to co dla jednych jest przyjemnoscia dla innych moze byc meczarnia na dluzsza mete.
                • abrigado Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 14:19
                  kag, do tego ,co napisałas to niby ciezko się przyczepić
                  tyle, ze więskzośc społeczeństwa funkcjonuje zupełnie inaczej. z reguly oboje pracuja, przy czym utrzymanie nadal jest obowiazkiem męża. To ,ze kobieta pracuje ( za psie pieniądze bo nie chce jej sie szukac nic lepszego, jesli pominąc setki racjonalizacji)

                  jest dla niej tylko argumentem , do tego , aby mąż utrzymujacy faktycznie dom , również w takim samym stopniu zajmował sie domem i dziećmi ( niezaleznie od tego kto jest w czym lepszy- zreszta nawet lepiej jak pod hasłem partnerstwa nakłaniamy go do robienia rzeczy, w których same jestesmy duuuzo lepsze- wtedy mozna się nad gnojem odegrac i utrzeć mu nosa, gdyby przypadkiem myślał, że jak utrzymuje dom to jakiś szacunek mu się należy :P...a sie nie należy, przeciez bo nie budzi sie na kazdy szmer z pokoju dziecka)

                  instynktownej wiezi dizeckaz matką uzywa sie po to ,zeby tatusiowi pokazac ,zen ie jest dostatecznie dobrym rodzicem

                  tak wiec "partnerstwo" w wiekszości domów wyglada tak: facet ma utrzymać dom, a oprócz tego być na każde zawołanie, ma prać, sprzątac i gotowac w takim samym stopniu jak mamusia, oczywiście "równy podział " nie dotyczy zajeć ciezkich i uciązliwych ( jak remont czy przeniesienie mebli) to oczywiscie ma robić facet neizaleznie od "równego" wkładu w innych dziedzinach.

                  no i jak mamy to wszystko to ma nas zaskakiwac i adorowac ( oczywiście wtedy kiedy nam księzniczkom pasuje), a w nagrode za to go poprzytulamy, bo przecież po całym dniu pracy zawodowej i zajmowaniu się domem jestesmy takie zmeczone, że ten zboczek nie moze instrumentalnie oczekiwac seksu !?
                  • kag73 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 15:03
                    Abrigado, cala dyskusja zaczela sie od tego, ze wedlug bitch kobieta bedaca w domu z dzieckiem "zbija baki" a moim zdaniem jest to stwierdzenie bezczelne.
                    Dlatego jej wyluszczylam jak ja to widze, mowa byla o konstalacji: ona pracuje w domu on jest czynny zawodowo.

                    Wlasnie, czesciej oboje pracuja. Nie zawsze kobieta zarabia mniej z lenistwa.
                    Jestem zdania, ze skoro oboje pracuja na caly etat to oboje powinni sie dzielic zadaniami w domu/przy dziecku a zarobki nie maja tutaj nic do rzeczy. Bo to, ze ja zarobilam mniej niz Ty nie zmienia faktu, ze stracilam tyle samo czasu w robocie i jestem tak samo jak Ty zemczona. Owszem chcialbym stracic tyle samo czasu co Ty za wieksze pieniadze ale nie zawsze sie da.
                    Co facet zdanem kobiety "ma" a jaki jest stan faktyczny tez raczej wszyscy wiemy.
                    Co do seksu: albo kobieta go nie lubi, bo facet jest beznadziejny w te klocki, albo bo ona generalnie ma jakis problem, albo, bo jest faktycznie zmeczona poniewaz facet niby "ma" cos tam robic ale tego nie robi. Temat braku seksu jest zbyt zlozony, zeby moc zwalac wszystko na zmeczenie zony. Jestem kobieta, ale sama "oczekuje" seksu, bo mam na niego ochote. Fakt, zmeczona nie jestem i lubie sypiac z mezem.
                    • that.bitch.is.sick Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 15:20
                      kag73 napisała:

                      > Abrigado, cala dyskusja zaczela sie od tego, ze wedlug bitch kobieta bedaca w d
                      > omu z dzieckiem "zbija baki" a moim zdaniem jest to stwierdzenie bezczelne.
                      > Dlatego jej wyluszczylam jak ja to widze, mowa byla o konstalacji: ona pracuje
                      > w domu on jest czynny zawodowo.
                      >
                      Nie wiem, ale chyba nie przeczytałaś uważnie: tak, W PORÓWNANIU z kobietą która pracuje zawodowo ale po powrocie do domu nadal musi zrobić sporą działę , nawet częściowo z mężem, to kobieta która ma komfort, że nie musi zajmować się innymi obowiązkami oprócz dziecka i domu "zbija bąki". Nie napisałam, że w domu się NIC nie robi, po prostu - jeśli odpadają w okresie newralgicznym obowiązki zawodowe to naprawdę jest dużo łatwiej, przy dobrym statusie materialnym typu: samochód, zmywarka, zupki, pampersy, wyjazdy wakacyjne, elektroniczne nianie itd. mogę śmiało powiedzieć że przy odpowiednim nastawieniu pobyt w domu z niemowlakiem jest komfortowy wyliczę: nikt Cię nie kontroluje, sama sobie wyznaczasz zadania, planujesz rozkład dnia, nie masz stresu że Cię zwolnią albo dowalą roboty ponad siły. Po prostu sama decydujesz o swoim dniu. Dla mnie bajka:) Porównując do sytuacji reszty ludzi którzy muszą zarabiać, uczyć się albo mają inne obowiązki, bo nigdy nie jest w życiu tak że się nie ma obowiązków. Nawet jak ktoś z bogactwa zrobił się leniwy i głupi to też powinien sobie wyznaczać zadania bo mu mózg zgnije.
                      jesteś typowo ideologicznie zryta, konkretne określenia i stwierdzenia na temat kobiet działają jak czerwona płachta pod wpływem której(jak większości) czerwona mgła zasnuwa Ci oczy, a już tradycyjnie nie można ruszyć świętości matki polki.
                      A powiem Ci że abstrahując od kobiet które będąc w domu wyznaczają sobie zadania i naprawdę pracują, wiele jest takich co sobie w tym czasie bimba i mimo to iż dziecko narzuca pewne sprawy to wiele rzeczy sobie odpuszcza. Bo gdyby tak nie było, to nie byłoby depresji i frustracji, sfrustrowane są te które nie umieją sobie tego czasu zorganizować w sposób sensowny podejrzewam no bo skąd frustracja?
                      • that.bitch.is.sick pobyt z niemowlakiem jest komforowy 10.09.12, 16:26
                        ..no chyba że jesteś kulturolożką vel ideolożką, która nie widzi nic złego jak dziecko jej wisi przy cycku cały dzień tylko przeciwnie, potępia tych co zboczyli z jednej słusznej ideologicznie ścieżki, tj. nie widzi kolapsu rodziny, seksu z mężem, kontaktów z przyjaciółmi, swojej atrakcyjności i innych sfer tylko z klapkami na oczach wyje: dzidzia my life.
                        Niektórzy ludzie robią sobie jak widzę z sąsiedniego forum o karmieniu, z życia piekło na własne życzenie a także innych usiłują w to wciągnąć.
                      • aandzia43 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 16:52
                        > jesteś typowo ideologicznie zryta, konkretne określenia i stwierdzenia na temat
                        > kobiet działają jak czerwona płachta pod wpływem której(jak większości) czerwo
                        > na mgła zasnuwa Ci oczy, a już tradycyjnie nie można ruszyć świętości matki pol
                        > ki.

                        Nie, Kag żadna czerwona mgła oczu nie zasnuwa. To wyjątkowo rozsądna i trzeźwo myśląca osoba. Kag po prostu w przeciwieństwie do ciebie jest... właśnie mądra :-) Że wspomnę jeszcze o tym, że w omawianym temacie ma doświadczenie, a nie tylko dziewczęce nabzdyczone wyobrażenia.


                        Bo gdyby tak ni
                        > e było, to nie byłoby depresji i frustracji, sfrustrowane są te które nie umiej
                        > ą sobie tego czasu zorganizować w sposób sensowny podejrzewam no bo skąd frustr
                        > acja?

                        Gdyby wszyscy bez wyjątku ludzie zajęli się ciężką robotą, to nie byłoby na świecie depresji, schizofrenii, zespołu Downa i wrastających paznokci na dokładkę ;-) Byli już tacy, co wcielili w życie postulaty, do których ci dusza śpiewa: Czerwowni Khmerowie. Kolejny kwiatek po którym zastanawiam się czy jesteś trollem, czy walisz gaz do ekranu laptopa, czy zapominasz brać leków. Weź się ogarnij kobieto.
                        • kag73 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 17:15
                          Dziekuje Ci, andzia za poswicenie cennego czasu na odpowiedz do Bitch, bo mnie juz sie nie chce jej odpisywac.
                        • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 17:49
                          Ona trollem ? Wolne zarty.
                          Przeciez Bitch jest mrocznym efem czystej krwi :)
                          • aandzia43 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 17:58
                            A ja Babunią Jagódką ;-P
                      • ale-cialo Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 21:10
                        that.bitch.is.sick napisała:
                        > mogę śmiało powiedzieć że przy odpowiednim nastawieniu pobyt w domu z niemowlak
                        > iem jest komfortowy wyliczę: nikt Cię nie kontroluje, sama sobie wyznaczasz zad
                        > ania, planujesz rozkład dnia, nie masz stresu że Cię zwolnią albo dowalą roboty
                        > ponad siły. Po prostu sama decydujesz o swoim dniu. Dla mnie bajka:)

                        Dziecko cię kontroluje we dnie i w nocy. Plan se możesz wsadzić. Zadania na max.20min, ale zwykle cieszysz się jak uda się wtedy coś zjeść. O niczym -prawie- nie decydujesz, masz stres że dziecko wyje albo że się zabije. Z reguły dowalają roboty ponad siły bez chorobowego i żadnych dni wolnych.
                    • abrigado Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 16:32
                      Bo to, z
                      > e ja zarobilam mniej niz Ty nie zmienia faktu, ze stracilam tyle samo czasu w r
                      > obocie i jestem tak samo jak Ty zemczona. Owszem chcialbym stracic tyle samo cz
                      > asu co Ty za wieksze pieniadze ale nie zawsze sie da.

                      no i tu jest ies pogrzebany. ponieważ to na facecie skupuiona jest cała presja utrzymania rodziny ( i całe obciązenie psychiczne z tym związane) BŁĘDEM LOGICZNYM jest uważanie , ze poniewaz oboje siedzą 8 godzin to wkładaja tyle samo wysiłku.( to też kłamstwo, bo z reguły lepiej płatna praca wiaże sie z dyspozycyjnościa- ja niem am 30 dni na przejrzenie dokumentów, tylko czasem 2 0 minut- r dzięki ,ze umiesz to dostrzec ;)

                      z reguły im wyzej płatna praca tym bardziej "demanding" Twój punkt widzenia przypomina mi rozmyśślania sprżataczki z mojego liceum "patrzta taki Balcerowicz zarabia 15 tysiecy, a ja 600 złotych, gdzie tu sprawiedliwość".



                      • tygrys-bez-rys Pies Pana Abi 10.09.12, 17:24
                        "no i tu jest ies pogrzebany. ponieważ to na facecie skupuiona jest cała presja utrzymania rodziny"

                        Biegnij Abi odkopac psa! Bo on jeszcze ZYJE!
                        • sabat77 Re: Pies Pana Abi 10.09.12, 17:55
                          Przez chwile myslalem, ze moze chodzic o mojego psa i chcialem leciec przekopywac ogrod...
                          ale sobie pomyslalem - sabat, ty durniu :) twojego psa zaden abrigado by nie zakopal zywcem i nie pomogloby mu nawet bjj w polaczeniu z najbardziej dziwacznym mulaj tajem :)
                          Przynajmniej temu bydlakowi to dobrze, zywot krola przedmiescia nie jest zbyt skomplikowany :)
                      • kag73 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 17:25
                        Powiem Ci, ze to na ile kto by zaslugiwal a ile zarobi to dwie rozne sprawy i nie zawsze sie pokrywaja. Sporo ludzi na tym forum rowniez "zbija baki" podobnie jak matka przy malym dziecku u Bitch, zaloze sie, ze sporo z nich pisze na tym forum w godzinach pracy.
                        Prace bywaja rozne, nie wszykie wiaza sie z ogromna odpowiezialnoscia a lepiej platne. Czasem lepiej posiedziec w biurze, od czasu do czasu cos zalatwic a w wolnych chwilach (zdarza sie, ze bywja czesto) postukac prywatne maile niz sprzedawc w goracej budce z kebabem albo byc sprzataczka w szkole. Na pewno ten w biurze zarobi lepiej a klocilabym sie kto jest bardziej zmeczony fizycznie i kogo bardziej bola nogi.
                        Mniejsza o to, wiem, ze mezczyzni maja presje musza zarobic kase, nie ma raczej innej opcji...nurtuje mnie tylko jedno pytanie: skoro jak twierdzisz to oni utrzymuja caly dom to po cholere te ich baby w ogole laza do roboty? Niech zostana w domu, moze wreszcie nie beda zmeczone i wieczorami chetne do seksu.
                        • songo3000 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 11.09.12, 12:01
                          Kogo łażą, tego łażą :)
                          • kag73 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 11.09.12, 12:04
                            No dobrze: chodza :)
          • tygrys-bez-rys y kobieta jest szczęśliwsza? 10.09.12, 06:57
            that.bitch.is.sick napisała:
            " [...]kiedy kobieta jest szczęśliwsza niż wtedy kiedy np. spaceruje z własnym dzieckiem? [...]"

            No chyba ze jej sie trafi szabas, i bedzie napierdala w kolko pytania z cyklu dlaczego woda jest mokra. Wtedy nastepuje rola ojca, ktory musi syna posadzic przy stole i powiedziec "pij synek, nie pierdol".
            • that.bitch.is.sick chyba że to kulturolożka.. 10.09.12, 09:49
              tygrys-bez-rys napisała:

              > that.bitch.is.sick napisała:
              > " [...]kiedy kobieta jest szczęśliwsza niż wtedy kiedy np. spaceruje z własnym
              > dzieckiem? [...]"
              >
              > No chyba ze jej sie trafi szabas, i bedzie napierdala w kolko pytania z cyklu d
              > laczego woda jest mokra. Wtedy nastepuje rola ojca, ktory musi syna posadzic pr
              > zy stole i powiedziec "pij synek, nie pierdol".

              ...wtedy bez różnicy kto jej się trafi...
              • tygrys-bez-rys A principle is the expression of perfection ... 10.09.12, 16:14
                ... and as imperfect beings like us cannot practise perfection, we devise every moment limits of its compromise in practice.
        • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 09.09.12, 07:15
          kag73 napisała:

          > A co do bankomatow i takich tam to Ci powiem, ze jak nie kumasz co to jest rod
          > zina i o co w tym biega, to sie lepiej nawet w to nie zaczynaj bawic.
          > A ta cala gadanina o "dostarczycielu dobr" to mnie tez juz zaczyna przynudzac,
          > bo faceci trabia o tym jakby, k...wa mac, miliardy do domu przynosili a ich zon
          > y tylko lezaly na kanapie i pachnialy a zaloze sie, ze tak nie jest.

          Jak głosi pismo: poznacie drzewo po owocach jego.

          Mam propozycję eksperymentu, możesz sama się przekonać.
          Załóż konto na jakimś portalu randkowym jako mężczyzna i spróbuj porozmawiać z kobietami - ale tak troszkę dłużej. Przekonaj się na własnej skórze jakie rzeczywiście mają kryteria i jak postrzegają mężczyzn.

          Wy dziewczyny piękne teoretyzujecie, ale w jednym mam pewność. Żadna z was nie dałaby rady otrzymawszy ciało i życiową pozycję przeciętnego mężczyzny spełnić wymogów jakie stawia przed potencjalnym partnerem zwykła, przeciętna dziewczyna z sąsiedztwa.

          Podobnie - żadnej z was na miejscu faceta nie udałoby się poderwać innej dziewczyny. Wy po prostu nie macie o tym BLADEGO pojęcia. Przykro mi to mówić - ale w większości (no tutaj na forum może może oprócz Bitch) macie zupełnie zafałszowany obraz własnej płci. Naturalnie - wyidealizowany.

          Wiele z was uważa, że w każdym pubie czeka samotnie stado lasek, którym wystarczy okazać tylko trochę uczucia i polecą jak głodny pies za kiełbasą. A jak facet nie potrafi żadnej zdobyć, to znaczy że coś z nim nie halo - może jakiś strasznie brzydki albo dziwacznie się zachowuje ?

          Upraszam o trochę dystansu do siebie - i jak mówię. Serio, nic nie stoi na przeszkodzie przekonać się samemu jak wysoko wisi poprzeczka. Odrobinę ciekawości życia. :)

          I o tym bankomacie - nie chcesz się na własnej skórze przekonać ile razy tą śpiewkę usłyszysz ?
          • hello-kitty2 Re: poderwanie dziewczyny ala kitty :) 09.09.12, 13:54
            sabat77 napisał:

            > Podobnie - żadnej z was na miejscu faceta nie udałoby się poderwać innej dziewc
            > zyny. Wy po prostu nie macie o tym BLADEGO pojęcia.

            Ha?! Mow za siebie (zresza mowisz i wylewasz zal za swoje niepowodzenia i kompleksy na kobiety:). Choc pytanie czy byloby mi latwiej poderwac dziewczyne bedac kitty czy majac w wyposazeniu cialo przecietnego mezczyzny jest intrygujace. No wiec mam zamiar sie o tym przekonac. Zrodzila mi sie dwa dni temu natarczywa, swiezutka i szybko kielkujaca mysl poderwania pewnej przepieknej, klepsydrycznej kobiety o blad wlosach. Nie wim o niej nic ale wiem, ze nie moge o niej przestac myslec:) Zdefiniuj ''poderwanie'' Sabat. Czy masz na mysli, ze moglaby mi sie pozwolic piescic i calowac, czy wtedy bedzie juz poderwana? Bo wiesz, do tego zmierzam w prostej linii. A ty do czego zmierzasz w tym swoim pseudo podrywie?
            • sabat77 Re: poderwanie dziewczyny ala kitty :) 09.09.12, 14:31
              Do czego zmierzam ? Masz na mysli propozycje skierowana do kag ? Chcialem zeby kobieta przekonala sie jak to jest byc facetem :)

              Co do laski - to bedzie zalezalo od jej orientacji :) mnie tez latwiej byloby zaliczyc geja niz tobie :p
              • hello-kitty2 Re: poderwanie dziewczyny ala kitty :) 09.09.12, 15:07
                sabat77 napisał:

                > Co do laski - to bedzie zalezalo od jej orientacji :) mnie tez latwiej byloby z
                > aliczyc geja niz tobie :p

                Ten brak odpowiedzi wprost swiadczy o tym, ze:
                1. podrywasz dla sportu, zabicia czasu, itp
                2. nie podrywasz, a tylko mowisz o podrywaniu, jakie ono jest ciezkie,
                3. nie wiesz co robic z poderwana laska
                4. nie masz pojecia, jak poderwac dziewczyne
                5. chcialbys poderwac ale sie boisz
                6. potrzebujesz wsparcia emocjonalnego przy podrywie
                7. potrzebujesz zezwolenia na podryw
                8. nie czujesz sie soba podrywajac
                9. wolalbys przetestowac podryw na gejach
                10. czekasz kiedy cie ktos poderwie, a te popaprance rzna glupa i nie podrywaja
                11. ...
                12. ...

                ?
                • sabat77 Re: poderwanie dziewczyny ala kitty :) 09.09.12, 16:24
                  Nie musze testowac podrywu na gejach, poniewaz musze sie od nich dosc intensywnie odganiac irl. Mowie szczerze, mimo oczywistego wystawienia sie na drwiny :)

                  Co do podrywu - to opcja nr 2. Jestem zonaty i mam dwoje dzieci, ten uklad pooza seksem jest okej, czemu mialbym doprowadzic do jego destrukcji ? Mnie w sumie zalezy zeby byc w tym zwiazku, idealnie gdyby naprawil sie seks, chociaz widze to w czarnych barwach ostatnio.

                  ale mam tez jakies wspomnienia przedslubne, chyba swiat od tamtego czasu nie poszedl az tak do przodu ? A zeby byla jasnosc - na drobne niezobowiazujace flirty sobie czasem pozwalam - jak kazdy.
          • kag73 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 09.09.12, 23:24
            Sabat, nikt nie mowil, ze bedzie latwo. Ty za to zamelduj sie jako kobieta na portalu randkowym i napisz, ze masz nadwage i brzuch i jestes srednio atrakcyjna a przekonasz sie, ze kazda plec ma swoje "problemy" i nie latwo znalezc partnera.
            Moj maz zameldowal sie jako ja(kobieta) na portalu szachowym i przekonal sie jakie mozna uslyszec komentarze i jak jest sie traktowanym jako kobieta kiedy wygrywal jakas partyjke z facetami.
            Czasem nie latwo byc kobieta i czasem nie latwo byc mezczyzna, wiem o tym.
            • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 06:21
              Okej, jak napiszę że mam nadwagę i jestem nieatrakcyjny to bez znaczenia czy będę mężczyzną czy kobietą, umówmy się...

              Moje ostatnie forumowe frustracje wynikają stąd, że skoro wygląd mężczyzny nie ma dla kobiet nieomal żadnego znaczenia, to po ch...j narzekacie że tylu chłopów chodzi zapasionych i niezadbanych - skoro dla was to i tak bez znaczenia ? Hę ?

              Może być sobie szczerbatym, grubym, śmierdzącym kurduplem - ale bezpieczeństwo finansowe, charakter przewodnika stada, super wnętrze - oooo, ale kozak, sexy man, idę z nim do łóżka :D
              • abrigado Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 11:28
                > Moje ostatnie forumowe frustracje wynikają stąd, że skoro wygląd mężczyzny nie
                > ma dla kobiet nieomal żadnego znaczenia, to po ch...j narzekacie że tylu chłopó
                > w chodzi zapasionych i niezadbanych - skoro dla was to i tak bez znaczenia ? Hę
                > ?

                wydawało mi sie, że załapałeś !? nawet walnąłem ci jakis czas temu cytat z badacza dotyczący stosunku kobiety do ciała "jej" mężczyzny.

                to narzekanie to racjonalizacja. Je zaeki facet przeastał kobiete pociagacto nagle dostrzega jego wady fizyczn i zaczynają mieć one dla niej znaczenie. Kobieta , na którą facet działa ( bo jest męski, przebojowy , bogaty) moze być nawet gruby i ona moze zdawac sobie z tego sprawę , ale dopóki go pożąda ta jej świadomośc wad nieprzełoży sie na zaistnienie problemu.

                To dostrzeżenie wad fizycznych jest skutkiem zaniku pożądania a nie odwrotnie ( owrotnie to by było gdyby pożadanie spadało w wyniku wad)

                dodatkowo kobieta już nie pożada ale jej świadomośc potrzebuje "alibi" w tym moemencie wady staja się racjonalizacją- te racjonalizacje dotycza wszelkich wad bnei tylko wyglądu fizycznego. Jesli kobieta zaczyna na każdym kroku komentować lub kontestowac zachowanie faceta (n czasem jeszzcze wbijaja go w poczucie winy)" to już po filipku ;P

                wystarczająco zozumiałe?
                • sabat77 re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 13:33
                  Dobra, starczy juz.
                  Wiem juz wszystko czego chcialem sie dowiedziec na ten temat.
                  Czas na mnie. :)
                • aandzia43 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 18:41
                  > To dostrzeżenie wad fizycznych jest skutkiem zaniku pożądania a nie odwrotnie
                  > ( owrotnie to by było gdyby pożadanie spadało w wyniku wad)


                  Pożądanie u kobiety pryska, gdy pojawiają się u mężczyzny cielesne wady, których wcześniej nie było. Abo były tylko ich niegroźne zajawki. Np. mały brzuszek zamienia się w ogromny bebolc, pół paczki papierosów przechodzi w półtorej paczki a smród rośnie wprost proporcjonalnie, delikatne omijanie prysznica przechodzi w jawny wstręt do niego itd. Facet może sobie być dalej przebojowy i zaradny, a pożądanie powoli zdycha, zdycha, aż sczeźnie zupełnie.
                  • abrigado Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 19:15
                    wybacz Andzia, taka ad personam ale akurat w aspekcie , który tu rozważamy kompletnei nie masz racji.

                    a to co piszesz to racjonalizacje i być moze nie intencjonalna,, ale jednak sofistyka.

                    po pierwsze nie mowimy o zapuszczeniu sie poza pewne normy. Przecież od pocżatku twierdze ,ze wygląd fizyczny mam znaczenie jako baza wyjściowa. Nie popadajmy jednak w skrajności.

                    mówiąc wygląd fizyczny jest ważny nie mam na mysli ani wygladu s modela po uzyciu fotoszopa, ani też wyglądu , abnegata, kogoś kto ma 100 kilo nadwagi, jest skrajnym brudasem i po prostu smierdzi

                    trudno tu uniknąc dygresji, ale sie postaram

                    .

                    jeszcze raz powtórze kobirty kręci facet, który w ich podświadomości kojarzy się z kimś sprawczym, władczym , męśkim, kimś kto kreuje rzeczywistośc a nie jest biernie niesiony jej biegiem. Kobieta dostrzegajaca w męzczyżnie ( podświadomie!) te cechy ,zaczyna go pożądać. O ile na tym etapie nie dotrze do niej jakiś badzo silny sygnal ostrzegawczy burzacy to fikcyjne wyobrażenie ( przecież w dużej mierze to jej projekcja i szereg założeń opartych na pozorach)- to bedzie gotowa na wejście w relację.

                    tak więc wystarczy naprawdę przecietne ciało męzczyzny, albo i poniżej przecietnego o ile fizycznośc nie wskazuje na chorobe i niesprawność ( potężna otyłośc, asymetria sylwetki, twarzy).

                    w fizyczności mężćzyzny istotne sa tylko czynniki wskazujące na silną, władczą osobowość . ponieważ natura tak was stworzyła, że z wyższą pozycja kojarzy wam się wyższy i potęzniejszy meżczyzna, łatwiej takiemu przypiszecie te cechy budzace pożadanie.

                    co nei znaczy , ze niski chudzielec jest bez szans- on musi tylko mocniej zaakcentowac władczość ,sprawczość, i wszechmoc na innych polach

                    ponioeważ podswiadomośc jest w gruncierzeczy naiwna jak 5 letnie dziecko, ale za to bardzo spostrzegawcza, najdrobniejsze pozory "męskich " cech łyka jak pelikan, ale jest tez wyczulona na istotne ale subtelne dysonanse niedostrzegalne dla świadomości- mowa ciała, tembr głosu.


                    na tym opierają swoje dizałanie oszuści matrymonialni i wszelkiego rodzaju uwodziciele.


                    Jeśli po pewnym czasie, w trakcie poznawania obiektu (męzczyzny w tym wypadku) jego realne cechy zaczna się rozmijąc z obrazem funkcjonującym w głowie kobiety to pożadanie zanika. sama kobieta mozen ie zdawac sobie sprawy czemu i dlatego racjonalizuje szukajac racjonalnych istotnych powodów,- nie bęe cytował opisów facetów z wątków na tym forum - zakładanych przez kobiety.
                    Przecież najczęsciej ci faceci od poczatku byli tacy sami, moze mieli nieco wiecej entuzjazmu i poswiecali trochę wiecej uwagi- bo też dla nich byłyście nowościa, ale w gruncie rzeczy przejawiali te same cechy, spytajcie sie koleżanek :P

                    tyle, ze przez poządanie nie widziałyscie tych cech ( przysłowiowe rózowe okulary)


                    przebojowy i zaradny w jezyku zdrowego rozsądku oznacza co innego niż władczy i sprawczy, a tylko to drugie kręci kobietę.

                    mechanik samochodowy, ktory w zimowy wieczór dotknieciem czarodziejskiego śrubokręta ozywił blaszanego potwora, co utkwił gdzies na bezdrożach ratując wam tyłek przed odmrożeniami jest w tej chwili heroswek niemalże i z łatwościa zaciagnie was do łózka, ale po 3 latach bycia razem moze was zacząć razić brud za paznokciami, to ,ze chodzi w drelichu i dość proste obycie, no i w zasadzie, że usługuje tym wszystkim czystym facetom przyjeżdżajacym do ASO swymi lśniącymi BMW, którzy jednak są beznadziejnymi spoconymi dupkami, gdy wściekle miotaja się od kilku godzin w zimowy wieczór , na jakimś bezdrożu, na ktorym utkwił ich blaszany potwór...:P

                    podobał sie przykład na ile kontekst decyduje o tym, czy ktoś jest sprawczy, czy nie jest
                    • aandzia43 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 21:42
                      Ależ ja się zgadzam z tym, co napisałeś!
                      Zaznaczam tylko, że pożądanie w kierunku konkretnego mężczyzny MOŻE kobiecie odpłynąć w siną dal jeśli dojdzie u niego do niekorzystnych z punktu widzenia jej gustów cielesnych zmian w wyglądzie. Nie trzeba zaniku mocy sprawczej, władczości i witalności u chłopa, żeby stracił zainteresowanie erotyczne swojej kobiety, chociaż rzeczwiście z tego powodu najczęściej je traci. Jest jeszcze niemile widziany przez panów powód: zapuszczenie się prowadzące do zmiany wyglądu (i zapachu). Może ono przejawiać się nadwagą, złą jakością ciała, brzydką skórą, zapachem papierosów, nieprzetrawionego nadmiaru żarcia, chorób przyzębia, łupieżem i innymi przyjemnościami. Żeby sobie wyhodować takie atrakcje nie trzeba wcale przestać się myć czy permanentnie nie chodzić do dentysty. Wystarczy przestać się starać o estetyczny wygląd, poprzestawać na prysznicu, kiedy potrzebne jest używanie specjalistycznych kosmetyków, palić duże ilości papierosów i żreć co podleci pod widelec. Odrębna sprawa to wpływ zmian w zachowaniu mężczyzny na żądze niewieście przy ciągłym zachowaniu mocy sprawczej i władczości, zaznaczam. Też niechętnie zauważany i zbywany lekceważeniem powód niechęci kobiety do cielesności mężczyzny.

                      Fragment o mechaniku zimową porą na odludziu ekstra :-) Znam te uczucia, u siebie je obserwowałam nie raz i mam do nich dystans. Nie, nie oddałam się nigdy żadnemu mechanikowi z wdzięczności za zreperowany samochód ani hydraulikowi za uratowanie mieszkania przed zalaniem ;-) Ale kto wie, może jakieś subtelniejsze zasługi zostały nagrodzone seksem i sama o tym nei wiem, bo nigdy się nad tym nie zastanawiałam ;-)
                      • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 21:52
                        Cholera - w świetle tego co mówisz mężczyźni wymagają od kobiet śmiesznie mało.
                        Natomiast to czego wymagają kobiety określiłbym ulubionym określeniem bitch - tresowany piesek.
                        Faktycznie - tych powodów zatracenia zainteresowania samcem jest tak wiele, że w sumie prędzej czy później każdemu niemal może się to przytrafić.
                        Wystarczy życiowe potknięcie i już tracisz siłę sprawczą, czy jak to tam zwać - męską siłę w oczach swojej partnerki.

                        Pytanie jeszcze o odwracanie tego procesu - bo mam wrażenie, że w świetle tego raz wykastrowany samiec nie ma najmniejszych szans na powrót do łask księżnej pani ? No bo skoro już stracił twarz, to niby jak ma ją odzyskać ?
                        • aandzia43 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 22:40
                          > Cholera - w świetle tego co mówisz mężczyźni wymagają od kobiet śmiesznie mało

                          A co, my się nie musimy myć, malować, namaszczać stosownymi kremami i piankami, dbać o linię, brak smrodu z paszczy, chodzić do dermatologa, dentysty, fryzjera? ;-P


                          > Wystarczy życiowe potknięcie i już tracisz siłę sprawczą, czy jak to tam zwać -
                          > męską siłę w oczach swojej partnerki.

                          Jedno życiowe potknięcie wymiecie z zasięgu ręki mężczyzny jętki jednodniówki. Ale niekoniecznie i nei wszystkie, bo nie zawsze pada się od razu pod ciężarem klęski jak kłoda. Najczęściej całkiem dużo z alfowatości zostaje nawet pokonanemu. Zaangażowanej partnerki potknięcie życiowe nie zrazi. Chyba, że ewidentnie na to potknięcie sobie mężczyzna długo i usilnie pracował, albo było to któreś z kolei takiego samego rodzaju potknięcie. No to wtedy nie alfa, tylko idiota on jest ;-)
                          • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 23:02
                            aandzia43 napisała:

                            > A co, my się nie musimy myć, malować, namaszczać stosownymi kremami i piankami,
                            > dbać o linię, brak smrodu z paszczy, chodzić do dermatologa, dentysty, fryzjer
                            > a? ;-P

                            Przepraszam, ale jak mam przyrównywać łatwość posmarowania się kremem, albo dbania o własną jamę ustną ze zdobyciem willi z basenem, eleganckiego wozu, zagranicznych podróży - jeszcze w dobie potężnego kryzysu ekonomicznego ?
                            To żarty ?
                            Poza tym - z tym dbaniem o linię to nie szarżujmy. Wśród znanych mi kobiet 35 plus od większości jestem aktualnie szczuplejszy, chociaż uważam że jednak mam niewielką nadwagę. Takich o których mógłbym powiedzieć, że figurę mają wzorcową jest tyle co kot napłakał. Dla sprawiedliwości dodam, że z mężczyznami jest podobnie.

                            Z tego co zauważyłem, większość kobiet po urodzeniu dzieci kładzie lachę na urodę - i jest w tym jakaś życiowa racja, bo samiec i tak nie odejdzie - alimenty to dość skuteczny straszak. Przed dziećmi - wersja demo.
                            • aandzia43 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 23:17
                              Poniekąd żart ;-)
                              Sabat, przecież nie tylko posiadacze willi z basenem czy muzycy rockowi cieszą się powodzeniem u pań. I nie tylko oni bzykają. Nawet w związku trwającym kilka czy kilkanaście lat. Pozbierany i zwarty w sobie hydraulik też ma nieźle i hydraulikową używa. Pod warunkiem, że jest pozbierany, zwarty i konkretny facet. No i że na hydraulikową wziął sobie konkretną i żwawą kobitę.
              • aandzia43 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 17:57

                > Może być sobie szczerbatym, grubym, śmierdzącym kurduplem - ale bezpieczeństwo
                > finansowe, charakter przewodnika stada, super wnętrze - oooo, ale kozak, sexy m
                > an, idę z nim do łóżka :D

                No bez przesady, Sabat, samiec alfa będzie pożądany przez rzesze wielbicielek tylko jeśli będzie ciut ładniejszy od diabła, a ty nam tu serwujesz opis gościa brzydszego od diabła ;-)
                Samiec alfa nie musi być oczywiście pięknisiem, ale nie może też drastycznie odbiegać od norm swoich czasów i środowiska. Więc o ile jaskiniowiec spokojnie mógł sobie śmierdzieć (byle nie smrodem sugerującym chorobę), to współczesnemu alfa nie przystoi ;-) Zębów nie mieć i ważyć 200 kilo też nie uchodzi.
                • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 18:22
                  Nie wiem czy masz tego swiadomosc, ale wlasnie w pelni potwierdzilas to co mowi o postrzeganiu mezczyzn przez kobiety abrigado :)
                  btw diabel jest najpiekniejszym ze stworzen, troche ciezko bedzie mu dorownac :p
                  • aandzia43 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 18:31
                    Sabat, świadomie zacytowałam ludowe przysłowie "Chłop może być tylko trochę ładniejszy od diabła" ;-) Ja się z tym zgadzam, bo mam pociąg do facetów przez wiele innych pań uznawanych za brzydkich. Ale dodam, że nie każda brzydota męska mnie kręci. Co do reszty wywodów Abiego w tym poście - nie całkiem mnie one przekonują.
                    • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 19:03
                      Dobra, skoro kobiety interesuja sie alfami, to ja bede jako taki postrzegany, chocbym mial zaczac znosic kwadratowe jaja. Porazki nie sa moja mocna strona, wiec wygram i tym razem.
                      pierwszy etap pod tytulem nie wygladac gorzej niz ludowy rokita chyba mam juz odfajkowany :)
    • kag73 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 20:12
      Zdecydowanie bardzo uproszczona teoria i nie wiem czy prawdziwa. Sam ja wymysliles czy sa jakies dowody na jej prawdziwosc? I o co konkretnie chodzi: o seks, dlugi zwiazek, przygode, malzenstwo? I o jaka kobiete z jakim wyksztalceniem, pozycja spoleczna, zarobkami, w jakim w wieku i z jakim poprzednimi doswiadczeniami?
      Wlasnie dzis czytalam interesujacy atrykul nt doboru partnera, kloca sie biolodzy i psycholodzy. Hmm, natura czy kultura co decyduje o tym na kogo sie decydujemy i ....nie wiedza i stwierdzaja, ze milosc i namietnosc nadal sa po prostu nieobliczalne i nie wiadomo co tak naprawde decyduje o tym, ze ludzie na siebie leca i sie w sobie zakochuja.
      Badacze nie wiedza, sa zdecydowanie do tylu, bo Ty, abrigado, wiesz:)
      Ach, zeby to bylo takie proste!
      • abrigado Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 20:47
        "gala", "wielki świat kuchenny blat"?- hmmm...z takimi ..."jakimiś badaczami " nie smiem dyskutować.

        ja się powołuję na tego pana :en.wikipedia.org/wiki/Otto_F._Kernberg




        kag73 napisała:

        > Zdecydowanie bardzo uproszczona teoria i nie wiem czy prawdziwa. Sam ja wymysli
        > les czy sa jakies dowody na jej prawdziwosc? I o co konkretnie chodzi: o seks,
        > dlugi zwiazek, przygode, malzenstwo? I o jaka kobiete z jakim wyksztalceniem, p
        > ozycja spoleczna, zarobkami, w jakim w wieku i z jakim poprzednimi doswiadczeni
        > ami?
        > Wlasnie dzis czytalam interesujacy atrykul nt doboru partnera, kloca sie biolod
        > zy i psycholodzy. Hmm, natura czy kultura co decyduje o tym na kogo sie decyduj
        > emy i ....nie wiedza i stwierdzaja, ze milosc i namietnosc nadal sa po prostu n
        > ieobliczalne i nie wiadomo co tak naprawde decyduje o tym, ze ludzie na siebie
        > leca i sie w sobie zakochuja.
        > Badacze nie wiedza, sa zdecydowanie do tylu, bo Ty, abrigado, wiesz:)
        > Ach, zeby to bylo takie proste!
        • abrigado Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 10.09.12, 20:51
          ...i ten pan akurat potrafi to spojnie wyjaśnić.

          natomiast status, wyksztacenie kobiety nie zmieniają istoty mechanizmu wzbudzania pożadania i bazy bilogicznej. co najwyżej dla jednej dowodem "wszechmocy" będzie zrobienie najszybciej flaszki wina marki wino, dla innej trzy fakultety, a dla jeszcze innej prężnie działająca masarnia ;P
          • sabat77 Male stripper 10.09.12, 21:32
            Mkey, mister Abrigado.
            Chippendales.
            Wyjaśnij ten fenomen swoją teorią.

            Chyba, że zechcesz zaprzeczyć faktowi wzbudzania przez nich pożądania u niektórych kobiet ?

            :)
            • aandzia43 Re: Male stripper 10.09.12, 21:48
              > Mkey, mister Abrigado.
              > Chippendales.
              > Wyjaśnij ten fenomen swoją teorią.
              >
              > Chyba, że zechcesz zaprzeczyć faktowi wzbudzania przez nich pożądania u niektór
              > ych kobiet ?


              Abrigado zaraz powie, że się nie znam, bo nie mam odpowiednich kwalifikacji (jak rodząca w filmie Monty Pytonów "Sens życia", ta od maszynki do robienia ping ;-)). Ale się wypowiem: tańczący w stringach chłopcy to piękne, sugerujące siłę fizyczną, ciało, męska energia i witalność. Wzbudzają pożądanie, jako żywo.
              • sabat77 Re: Male stripper 10.09.12, 21:59
                aandzia43 napisała:

                > Abrigado zaraz powie, że się nie znam, bo nie mam odpowiednich kwalifikacji (ja
                > k rodząca w filmie Monty Pytonów "Sens życia", ta od maszynki do robienia ping
                > ;-)). Ale się wypowiem: tańczący w stringach chłopcy to piękne, sugerujące siłę
                > fizyczną, ciało, męska energia i witalność. Wzbudzają pożądanie, jako żywo.

                Abrigado się nie zgodzi, ponieważ tutaj choćby Szwed na zbóju szedł (ach ci Skandynawowie :>) to jest tylko ciało, energiczne ruchy i ładny uśmiech. Nie ma roli bankomatu, nie ma wysokiej pozycji w hierarchii stadnej (chyba, że striptizer to poważny, pełen estymy zawód kojarzący się z siłą i władzą) - po prostu ciało ? E... nie, to niemożliwe, kobiety lecą tylko na kasę i pozycję przecież :D
                Pewnie lecą na nich bo tak się utarło, na tego samego chłopaka na basenie nikt by się nawet nie spojrzał - wszystkie gapiłyby się na przeciętniaka, który przyjechał błyszczącym kabrio. Tak by było.
                • gomory Re: Male stripper 11.09.12, 02:25
                  > wszystkie gapiłyby się na przeciętniaka, który przyjechał błyszczącym kabrio

                  Na przecietniaka niewatpliwie by sie wszystkie nie gapily. Wrecz przeciwnie. Kabrioletem po basenie sie nie jezdzi, a schlapany woda przystojny miesniak prezentuje sie duzo lepiej.
                  Srodowisko w jakim sie funkcjonuje nie jest bez znaczenia. Okolicznosci tez.
                  Psychoewo nie jest nauka scisla gdzie konkretny bodziec zawsze da ten sam wynik. Klasyfikowanie odbywa sie w duzej mierze na poziomie PODSWIADOMYM, a nie wyrachowanym. Mezatka z zabezpieczonym zapleczem, w ramach przygody chetniej ulegnie seksownemu striptizerowi niz zarobionemu, acz sflaczalemu kabrioletowcowi.
                  Pamietaj, ze kobiety maja zakodowana genetycznie chetke na seks nie tylko z jednym facetem. Wiec Nie tylko jeden typ ma szanse :)
            • bcde Re: Male stripper 11.09.12, 01:24
              > Mkey, mister Abrigado.
              > Chippendales.
              > Wyjaśnij ten fenomen swoją teorią.

              To nie jest trudne. Bycie męskim striptizerem wymaga odwagi, lekceważenia norm społecznych, które przewidują inne role dla przeciętnych mężczyzn. Ilu jest striptizerów, a ilu statecznych urzędników czy inżynierów? Albo roboli, którzy w życiu nie rozebraliby się na scenie, bo to według nich zachowanie "pedalskie"?
              Striptizer ma odwagę iść pod prąd. Ta odwaga w połączeniu z niezłym ciałem działa na kobiety. Poza tym Chippendalesi i im podobni zarabiają całkiem nieźle.
              • sabat77 Re: Male stripper 11.09.12, 06:26
                bcde napisał:

                > To nie jest trudne. Bycie męskim striptizerem wymaga odwagi, lekceważenia norm
                > społecznych, które przewidują inne role dla przeciętnych mężczyzn. Ilu jest str
                > iptizerów, a ilu statecznych urzędników czy inżynierów? Albo roboli, którzy w ż
                > yciu nie rozebraliby się na scenie, bo to według nich zachowanie "pedalskie"?
                > Striptizer ma odwagę iść pod prąd. Ta odwaga w połączeniu z niezłym ciałem dzia
                > ła na kobiety. Poza tym Chippendalesi i im podobni zarabiają całkiem nieźle.

                No, tak z grubsza.
                No i - z drugiej strony - zarabiają nieźle, ale która z piszczących na scenie chciałaby się z nimi żenić ? :)

                Rzecz w tym, że my tutaj non stop bajdurzymy o modelu statecznego małżonka, abrigado się zafiksował na pieniądzach i trzyma się tego jak pijany poręczy - i coś w tym kurcze jest :)

                A ja np. raczej rozgryzam model rozpustnika, uśmiechniętego słodkiego drania, co sprawia, że stateczne, ładne męzatki idą va banque na firmowej delegacji albo decydują się przyprawić rogi swojemu zaradnemu i dobrze zarabiającemu miśkowi.

                Dlaczego ? Ano dlatego, że ten model nie zawiera w sobie tych wszystkich elementów społeczno-pragmatycznych niezbędnych żeby ciągnąć swój życiowy wózek do przodu.
                To jest właśnie element seksualny w obrazie mężczyzny.

                Chippendales jest dobrym kandydatem na kochanka, nie na męża. Szczerze - nie widzę w tym modelu kasy i stateczności, raczej odwagę, bezczelność i super ciało.
                Ba - dobrym kandydatem na kochanka może być nawet kelner albo boy hotelowy - tam już na bank kasy ani pozycji nie ma.

                Jest młodość, energia, witalność i męskie, sprawne ciało.
                Uważam, że to jest seksualna strona mężczyzny.
                Cała reszta typu kasa, zaradność, pozycja społeczna - to taki ewolucyjny lukier wokół tego męskiego pierwiastka, który czasem jest potrzebny żeby przełknąć to co w środku jest już nieco gorzkie.
                Tak naprawdę to czego pragną w łóżku kobiety to coś takiego:
                papilot1.mykmyk.pl/img/660/0/przystojny-facet-14365287.png
                I oczywiście - można pójść do lustra i zadać sobie pytanie: can I ?
                Jeśli odpowiedź brzmi - Yes I can ! No to czemu nie ? :)

                Jeśli brzmi inaczej - to pora zabrać się za tego SUVa i willę :) Albo przynajmniej remont domu i zabijanie pająków... :P Jak cię nie stać na to żeby pięknie wyglądać, to przynajmniej dorzuć coś do negocjacyjnego stołu.

                Według mnie chęć na seks w modelu Short Time Relationship to czysty handel barterowy. Główny towar to nasze ciała - niestety albo stety, w toku ewolucji nauczyliśmy się równoważyć różne niedostatki innymi dobrami - ale czysta biologia jest podstawą.

                Co do wieku - bo abrigado nagminnie wyciągał ten argument. No cóż - jeden w wieku trzydziestu - czterdziestu lat będzie wyglądał jeszcze jak młody mężczyzna, drugi - khem khem, będzie wyglądał jak stary dziad. To jest oczywiście oznaka nie tylko tego jak się człowiek prowadził, ale i jaki ma kod genetyczny, no i czasem faktycznie nie ma na to dużego wpływu. Znowu biologia.

                Pocieszające dla "dziadów", że wciąż mogą naciągać szalę w dół zaradnością, pewnością siebie, willą i nowym mercem. Kwestia zrobienia sobie "inwentaryzacji" i szczerej oceny co możemy z sobą zrobić. Ciało zmienić najłatwiej i najszybciej.
                Warto popracować nad pewnością siebie i przebojowością - bo to jest erotycznie niezbędne raczej zawsze. I co - czasem wystarczy samo to.
                A czasem nie - i można myśleć dalej :P

                Powtarzam - według mnie bycie mężem i kochankiem to dwie różne bajki, są obszary cech na których atrakcyjność się pokrywa, są takie cechy które wskazują przede wszystkim na jeden albo drugi schemat.

                Ideał łączy w sobie zalety jednego i drugiego.

                Brak seksu w małżeństwie to często znak, że lukier na tabletce się wyślizgał i stała się zbyt gorzka sama w sobie żeby ją przełknąć.
                Tak więc - w zależności od priorytetów - pracować nad tabletką albo nad lukrem :) A najlepiej nad oboma.
                • abrigado Re: Male stripper 11.09.12, 07:24
                  sabat, wyglądam lepiej i naprawde nie przeklada sie to na branie. natomiast dobrze skrojony garnitur albo koszula z dobra metka isę przekłada.

                  nie zafiksowalem sie nap ieniądzach- po prostu rozmaiwaliśmy o nich jako o jednym z istotnych czynników. ale to nie one podniecaja tylko to z czym się kojarzą.

                  koleś z kabrio to juz nie jest przecietniak
                  • sabat77 Re: Male stripper 11.09.12, 07:54
                    Lepiej od nich ? Wow :)
                    • abrigado Re: Male stripper 11.09.12, 09:33
                      kryptogej...

                      sabat niemyl fizyczności z lalusiowatością. zaczynam wątpić w twopjai nteligencję!
                      fizycznośc liczyła się zawsze, zanim wymyslono siłownie o trening na rzeźbę. skoro mówimy o mechanizmach ewolucyjnych to meski wzorzec atrakcyjności jest niezmienny przynajmniwej na przestrzeni setek , jaesli nie tysięcy lat.

                      tymczasem jeszcze 100 lat temu "piekny", "doskonale zbudowany" mężczyzna wygladał najwyżej tak:

                      t1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQrl7vlIOt5AURcdrU0I_6i49YlUNfzvnJpsoSb7RsIFTPXs_y08Fi7eH8;
                      2.bp.blogspot.com/-x5LtpyqiWro/Tb3vLyvkv6I/AAAAAAAAACQ/1SrTaz9viGk/s1600/great_gama.gif
                      cache2.artprintimages.com/LRG/46/4615/CVKFG00Z.jpg

                      t1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQp0W_6dNvaWASm4VqdG4r82GY3_cXJc3E1s-8ONNigxB-VvGd8
                      a to i tak zawodowi sportowcy, czyli brojlery :P

                      tak więc wzorcem fizyczności nie sa fotoszopowi modele tylko prędzej kenijski wybiegany chłopak i.ytimg.com/vi/v5FP34mrUYU/0.jpg

                      to co ty proponujesz to juz praktycznei dewiacja, fetysz i pewne przegięcie
                      czy któryś z powyższych przypomina Chipanddalesa?






                      • sabat77 Re: Male stripper 11.09.12, 09:56
                        Dlaczego gej ? Ja mowilem ze mam w sobie jakis 5-10 procent czynnik biseksualny. To nie to samo co gej, sorry.
                        a z kanonami urody walczyc to jak kopac sie z koniem. Kobiety tez inaczej oceniano.
                        • abrigado Re: Male stripper 11.09.12, 10:00
                          > a z kanonami urody walczyc to jak kopac sie z koniem. Kobiety tez inaczej oceni
                          > ano.

                          tyle, ze anonimowe badania pokazuja, że mężczyźni też wolą bardziej krągłe ( czyli w stylu retro) kobiety niż oficjalna linia fotoszopowych fotomodelek ;P

                          m w istocie męskie postrzeganie tez się nie zmieniło- o seksowności kobiety decyduje stosunek talii do bioder, który u wszystkich atrakcyjnych kobiet jest taki sam niezaleznie od tego czy mają 50 w talii, czy 100 ;)
                          • that.bitch.is.sick To nie do końca tak 11.09.12, 10:26
                            abrigado napisał:


                            > tyle, ze anonimowe badania pokazuja, że mężczyźni też wolą bardziej krągłe ( cz
                            > yli w stylu retro) kobiety niż oficjalna linia fotoszopowych fotomodelek ;P
                            >
                            > m w istocie męskie postrzeganie tez się nie zmieniło- o seksowności kobiety de
                            > cyduje stosunek talii do bioder, który u wszystkich atrakcyjnych kobiet jest
                            > taki sam niezaleznie od tego czy mają 50 w talii, czy 100 ;)

                            Jest różnica pomiędzy tymi które mężczyźni deklarują i się podniecają, a tymi kobietami które oficjalnie wybierają. Dlatego że jeśli chodzi o obraz partnera, jest też niezła kulturowa presja.
                            Niektóre tłustawe blondyny z silikonem gigant z taniego pornola mogą powodować że się brandzlujesz, wiemy to oboje bo ja też tak robię, natomiast nie sądzę abyś pokazał się z taką publicznie, czy chciałbyś z taką funkcjonować na codzień, a jeśli chodzi o czyste pożądanie, to natura kocha różnorodność,też nie będziesz chciał zawsze brandzlować się przy grubej blondi, jutro zrobisz to przy chudym rudzielcu, więc de facto liczy się to co wybierasz i niekoniecznie to jest to co powoduje wzwód i podnieca the most. Zastosuj analogię do kobiet.
                            Druga sprawa, oglądałam wywiad z profesorkiem psychoewo i gadał że im większy dobrobyt tym szczuplejsza jest pożądana sylwetka kobieca i męska, co trochę się nie zgadza z waszym ględzeniem że nasze instynkty ciągle są w jaskiniach.
                            Trzecia sprawa, ciężko już wytrzymać wałkowanie tego samego tematu po raz 10ty tylko dlatego że Sabat ZNOWU nie zapamiętał ważnych konkluzji.
                            Wygląd jest ważny przy strategiach wyboru partnera krótkoterminowego, na męża wybiera się mężczyznę który niekoniecznie podnieca seksualnie natomiast znakomicie nadaje sie na frajera, bankomat, idiotę którego się obarcza bezsensownymi roszczeniami oraz ROGACZA tak, bardzo dobrze słyszycie. Nie mogę sie mimo to pozbyć wrażenia że niektórym panom ta rola odpowiada. Mniejsza z tym, więc Sabat choćbyś wyglądał jak chippendalsi to jeśli żona oczekuje od Ciebie dupowatego dostarczania środków i posłusznego woła roboczego, to na nic Twoje chudnięcie. Nie jest to Twoja wina, niektóre kobiety mają defekt co starowicz nazywa syndromem rycerza i rozpustnika i nie są w stanie pożądać mężczyzny którego udało im się ubrać w kapcie choćby był piękny jak ta lala.
                            I kuźwa SAbat zakoduj to sobie bo gadaliśmy o tym pół roku temu, nie wiem co ty masz sklerozę wieku średniego czy co, bo znowu nawracasz na stare koleiny konwersacyjne lecz się z uzależnienia od żony a nie uczepiłeś się jednego tematu.
                            • that.bitch.is.sick Re: To nie do końca tak 11.09.12, 10:28
                              Aha i zapomniałam dopisać: uważam że powyższe stwierdzenia są bardzo w temacie naszej autorki wątku, co nie oznacza że mąż nie jest istocie mało zmysłowy, lubieżny i prawdopodobnie dupowaty (chociaż coś tam się pieklił na brak obiadu to może przypadek nie jest beznadziejny).
                            • abrigado Re: To nie do końca tak 11.09.12, 10:45
                              sabat mysli życzeniowo- on chce żeby schudnięci wystarczyło i próbuje to wymusić.
                              faktycznie meczy mnie powtarzanie w kólko tego samego.

                              Bitch nei przeczymy sobie- jesli nawet ten Twój profesor powiedział, że wraz ze wzrostem dobrobytu atrakcyjnosć przesuwa się w stronę szczuplejszych partnerów to oznacza to ,imho, ze nadal dośc stały wzorzec jest punktem odneisienie do pewnej kulturowej modyfikacji na czas anomalii zwany "dobrobytem". Trudno tu mówic o stałym ustnaoweieniu nowego wzorca, choć faktycznie dla nas wydaje sie to stałe bo nasz krótki kilkunastoletni okres godowy ( tak w zasadzie dobieramy się w pary między naście a trzydzieśći lat z mała górka najwyżej) nie pozwala dostrzec dłuższej perspektywy.

                              te modyfikacje wzorca ( nadmierna szczupłośc , metroseksualność i pewne mody wygladowe) to tylko nakładka na dość stabilny wzorzec.
                              Zauważcie, ze nigdy nie doszło do zamiany wzorca w jego przeciwieństwo-osobniki zupełnie nieatrakcyjne, nie stały się nagle baardzo atrakcyjne.
                              to zawsze działało tak samo w istocie tyle, ze rumak sie zamienił w cabrio, a zamek w wille z basenem.


                              • sabat77 Re: To nie do końca tak 11.09.12, 11:04
                                Nie mysle zyczeniowo, bo otaczajace mnie kobiety znaczaco zmienily do mnie nastawienie, chociaz mozna powiedziec ze jestem dopiero na polmetku.
                            • sabat77 Re: To nie do końca tak 11.09.12, 10:51
                              Sabat zapamietal tylko glupa rznie :)
                              nie boj sie, jestem na wlasciwym kursie :p
                              wszystko pod kontrola, rozwija sie dokladnie jak chcialem.
            • abrigado Re: Male stripper 11.09.12, 07:13
              chipandales! żadne wyzwanie :P

              częsciowo wyjasniła to już BItch: przychodzą tam kobiety w konkretnym celu z nastawieniem.

              nie czytałeś widac dokadnie o atrybutach meskości wywołujących skojarzenie z wszechmoca i o tym, że nawet jak wiemy , ze to "fake" to poddajemy się sugestii , jesi naiwna podswiadmość poszukuje księcia z bajki.

              do tego dochodzi psychoogia tłumu.
              to w sumie działa tak samo jak sprzedaż garnków starszym ludziom ;P
    • dolores34 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 11.09.12, 00:13
      Micky, Twoja historia jest podobna do mojej. Ja tylko jestem już dużo dalej od inicjowania czegokolwiek. Moj związek niestety zamienia się w totalną ruinę. Zabrakło siły do walki, poczucie kobiecości i atrakcyjności siegnęło dna przy nim. Też byłam energiczną, pełną wigoru kobietą. Teraz chodzę do psychologa ale wiem, że z tym wszystkim sama musze sobie poradzić.
      On ma osobowość schizoidalną, najlepiej się czuje we własnym świecie, nie potrzebuje bliższych relacji z drugim człowiekiem. A mnie się tak dużo chce w życiu.... Czuję, że podcina mi skrzydła, wewnętrznie umarłam. On przyrośnięty do TV codziennie, ja z książką lub przed komputerem bijąca się z myślami codziennie.
      Nikt nie ma sił, oboje zabijamy powoli wszystko... Dwojka ślicznych dzieci i nie wiem co dalej....Mnie samej sił zabrakło, Tobie Mickey życzę ich jak najwięcej. Walcz!
    • rozbojnick Misio czyli idealny kandydat na męża, a potem buuu 11.09.12, 01:47
      Chciałyście misiów, więc macie spokój, stabilizację, opiekuńczość, marny seks i życiową nudę. Coś za coś, więc nie wybrzydzać, bo widziały gały co brały. Nigdy nie uwierzę, że wcześniej, wasi faceci byli duszami towarzystwa i doskonałymi kochankami. Owszem, stan zakochania ogłupia, dlatego człowiek nie zwraca uwagi na wiele niedoskonałości partnera. Jednak po maks 2 - 3 latach rozum powraca, dlatego przed ślubem warto rozważyć wszystkie za/przeciw, a nie wierzyć w cuda, że później zmieni się na lepsze. Później, może zmienić się jedynie na gorsze, ponieważ wkracza małżeńska rutyna, spowszednienie partnera życiowego itd. Erotyczno - rozrywkowe fajerwerki po kilu, kilkunastu latach małżeństwa z facetem, który zawsze był zgnuśniały? Takie rzeczy tylko w Erze:)
      • dolores34 Re: Misio czyli idealny kandydat na męża, a potem 11.09.12, 11:21
        Wiedziałam co brałam ale to nie znaczy, ze tylko ja mam przez cały czas teraz wychodzić z inicjatywą i sluchać jaki to on jest zmęczony lub śpiący lub film w TV ogląda itd. itp.
        Był spokojniejszy ode mnie to fakt ale z inicjatywą wychodził a teraz ciagnie go bardziej seks w necie niż żona, z ktora jest prawie 18 lat...A ja to mam stawać na rzęsach. Po schodach mu ciężko wejść a co dopiero seks z pełną temperamentu żoną echh...wystarczy mu net, taki typ.
        A żona? Żona niech pozostaje niespełniona. Hmmm...do czasu. Rutyna małżeńska działa w obu kierunkach.
    • that.bitch.is.sick aha i zastanawialiście się... 11.09.12, 10:39
      skąd na świecie tyle nudnych, dupowatych misiów i oziębłych, zdewociałych lub w inny sposób porąbanych kobiet?
      A może dupowatość tych osób funkcjonuje tylko w wyobraźni ich partnerów i poniekąd stali się tacy zgodnie z tym czego się od nich oczekiwało. Czyli połowa to by były urojenia projektowane na drugą połowę(tu chyba nikt nie powie żę to horoskop) a jakaś część to rzeczywisty realny performance ze strony tych osób w odpowiedzi na oczekiwania małżonka albo na jego prowokacje nawet.
      Sabat, sam powiedz, jakich to seksualnie wyrafinowanych sztuczek byłeś w stanie nauczyć żonę?
      • sabat77 Re: aha i zastanawialiście się... 11.09.12, 15:58
        Nie bardzo rozumiem co masz na mysli ? Moze moja zona jest ognista ladacznica czczaca antychrysta i w rzeczywistosci sam sobie to uroilem ?
        Jakich sztuczek nauczylem ? Oczywiscie zadnych, jak wyobrazalas to sobie inaczej ?
        A moze to ja jestem ksiedzem i w rzeczywistosci nienawidze seksu i specjalnie sobie taka babae wzialem, zeby moc na nia zwalic ?
        • that.bitch.is.sick Re: aha i zastanawialiście się... 11.09.12, 16:05
          sabat77 napisał:

          > Nie bardzo rozumiem co masz na mysli ? Moze moja zona jest ognista ladacznica c
          > zczaca antychrysta i w rzeczywistosci sam sobie to uroilem ?
          > Jakich sztuczek nauczylem ? Oczywiscie zadnych, jak wyobrazalas to sobie inacze
          > j ?
          > A moze to ja jestem ksiedzem i w rzeczywistosci nienawidze seksu i specjalnie s
          > obie taka babae wzialem, zeby moc na nia zwalic ?

          No dobrze, sabat nie wiedziałam że będziesz chciał dyskutować, przytoczę ci jaki jest Twój obraz kobiety. Naiwnością dziecka byłoby twierdzić że miałeś inny kiedy stawałeś na ślubnym kobiercu, mniemam że ludziom raczej otwierają oczy niż odwrotnie.
          Wiec, coś może być na rzeczy, antycypowałeś taką a nie inną postawę żony? przyznaj się pan.

          o proszę, kto to? tatuś Sabat napisał?

          "Masa babek dąży do takiego perfekcyjnego poszufladkowania swojego życia.
          Perfekcyjna pani domu.
          To je gubi, nawet nie wiedzą jak bardzo.
          Zupełny brak spontaniczności, radości. Żyją za karę, jakby pilnie odrabiały zadanie domowe w nauczaniu wczesnoszkolnym.
          Przerażające są te akolitki dokładności, nowicjuszki w habitach doskonałej i uśmiechniętej żony, radosne dziewicze westalki z gorącym, dymiącym ciastem na blasze zamiast gorącego serca.
          Broń nas Panie przed nimi wszystkimi. :)
          Wyobrażasz sobie gomory "masturbującą się" doskonałą panią domu ?
          To nie uchodzi, tam nie ma na to miejsca. "

          Ciekawi mnie jak to się ma do Twojej żony. bo chyba nie jesteś taki niemądry że na postawę żony uogólniasz na inne kobiety?
          • that.bitch.is.sick Re: aha i zastanawialiście się... 11.09.12, 16:12
            oczywiście żebyś nie zrozumiał mnie opacznie ale stety bądź fatalnie seksualność wielu ludzi jak sobie to imaginuję kształtuje się w wielkim stopniu w małżeństwie i jakby nie było wiele osób wchodzi w związki małżeńskie jak są młodzi, a zaczyna kombinować/ rozstaje się dużo później po długim okresie doświadczeń z partnerem, który w dużym stopniu ukształtował negatywne bądź pozytywne nawyki.
            • sabat77 re: aha i zastanawialiście się 11.09.12, 16:27
              Hmm... To znaczy ze przestanie mi sie chciec ? :)
              nie zapowiada sie poki co. Prawde mowiac mam pare pomyslow, wszystkie niegrzeczne i mam zamiar je przetestowac.
          • sabat77 Re: aha i zastanawialiście się... 11.09.12, 16:18
            Piszac to mialem przed oczami kolezanke z pracy, ale do zony sporo pasuje. Moze oprocz tego ciasta bo ona nie radzi sobie w kuchni.
            Ona sie nie zmienila i sie nie zmieni.
            To ja sie zmienilem.
            pewnego dnia poczulem jakbym dotad zyl zyciem innego czlowieka i stwierdzilem, ze cholernie mi sie to nie podoba. Nie wiem jak to mozliwe, ale transformacja zaszla u mnie pod czacha.
            teraz to juz jestem gieroj w pporownaniu z tym kim bylem przedtem - jak lisc na wietrze, bez woli...
    • mgla_jedwabna Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 11.09.12, 22:50
      ROTFL

      Nawet nie doczytałam do końca, bo parsknęłam śmiechem i pomyślałam, że chyba mamy tego samego męża.

      Wiesz, po czym poznałam (oprócz głównego problemu)? Po BRZOSKWINIACH.

      Tyle że mój nie jada. Właśnie z powodu soku.

      No dobra, wracam czytać posta wyjściowego do końca.
      • abrigado Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 12.09.12, 08:39
        swoją drogą- skąd wy takich poj...ów wzięłyście?!?

        a potem się dziwią ,że coś nie gra !? przecież to jakby próbowac fruwać na ośle!
        • ale-cialo Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 12.09.12, 09:44
          Pegazów mało, a każda(y) chce kogoś mieć
          • sabat77 Mało pegazów. 13.09.12, 06:13
            ale-cialo napisała:

            > Pegazów mało, a każda(y) chce kogoś mieć

            No więc tutaj jest problem - bo on wychodząc za ciebie wierzy, że dla ciebie jest tym pegazem. Krótko mówiąc, kobieta podchodząc do sprawy - "on jest nieatrakcyjny, seks z nim to porażka, ale może będzie dobrym ojcem i mężem" robi faceta w ciula i to niewąsko.

            To właściwie przebija z większości postów tutaj. Oczywiście trzeba sobie uświadomić że dotyczy obu płci. Naturalnie u mężczyzn nie dotyczy to zwykle braku seksu, ale raczej kwestii odczucia problemu z jego braku i chyba opiera się na zupełnie innych przesłankach (jeszcze nie wiem jakich, ale generalnie to nie mężczyźni dążą do zawierania małżeństw), może mnie ktoś oświeci jakich...
            Wychodzi na to, że niskie wymagania związkowe prowadzą do jego szybkiego rozpadu.

            • abrigado Re: Mało pegazów. 13.09.12, 09:28
              sabat, brawo za wniosek- serio, serio. Ten tekst swietnie pasuje d owątku ponizej
              • kag73 Re: Mało pegazów. 13.09.12, 10:26
                Dokladnie bardzo trafna i prawdziwa uwaga sabata.
                Ciebie abrigado tez rozumiem, nie chcesz ryzyka, tym bardziej, ze juz wszystko miales: rodzine a przede wszystkim masz dzieci, ktore sa jedna z nalepszych "rzeczy" na swiecie :)

                O czym jednak zapominamy albo nie wspominamy przy tych rozsadkowych rozwazaniach, bo to zbyt oczywiste, jest MILOSC. Jestem pewna, ze zdecydowana wiekszosc ludzi pobiera sie jednak z milosci. Milosc jest slepa, wiele wybacza i trzyma ludzi ze soba, czyni rozstanie nieznosnym, dlatego wielu mysli "jest taki/a, siaki/a, owaki/a, nie pasuje to i to, ale....ja go/ja kocham". Poza tym to troche decyzja chwili, wielu nie wie, nie mysli co bedzie za 5 albo 10 lat.
                • abrigado Re: Mało pegazów. 13.09.12, 10:52
                  Jestem pewna, ze zdecydowana wiekszosc lu
                  > dzi pobiera sie jednak z milosci.


                  ;) :P . U've made my day1 ;P

                  zdecydowana większośc ludzi pobiera sie ze strachu przed samotnością. i ze względu na społeczna presję, lęk przed łatką starej panny/ st kawalera -

                  jako osobnik dociekliwy kilkakrotnie pytałem się nawet o to wprost.

                  pomijając początkowy efekt zauroczenia i fascynacji partnerem- to prawdziwa miłóśc powinna zawierac w sobie poza namietnoscią sporo szacunku, podziwu, zrozumiana i uwagi dla partnera. Przyzanm, że poza tym pierwszym etapem w absolutnie wszystkich przypadkach jakie znam widac zobojętnienie i skrywana agresję wobec partnera, rozżalenie i pretensje.

                  o miłości natomaist gadaja głównie osobniki egzaltowane, czułostkowe i majace skłonność do wpadania w patos- najczęsciej koszmarnie skupieni na sobie egoiści.
                  dłuższe związki, które znam opieraja sie raczej na trzymaniu "partnera" w szachu konwenansów niż na faktycznej bliskości.

                  wielokrotnie zdarzało mi się widzieć jak deklarujacy miłość i nienaruszlanosć zwiazku "partnerzy" traktowali drugą osobe w związku gorzej niż jakąkolwiek obca osobę. publicznie okazywane lekceważenie, pokrzykiwanie, publiczna krytyka i wyśmiewanie, roszczeniowość.

                  Kag- zdejmij klapki z oczu i zajrzyj do szeregu watków- bardzo czesto przejawia sie to, co napisał sabat- laska pisze- "nigdy mnie nie kręcił, ale był dobry, w porżadku" to jest ta miłość ?

                  o jakiej decyzji chwili mówimy? - mamy tu do czynienia przede wszystkiom z kobietami, które od początku nie czuły do partnera namietności i nie łączyła ich znimi faktyczna więż intymna- a to są nieodłączne elementy faktycznej miłości-nie twierdze, że jedyne.

                  co do mnie mylisz się- gdyby było jakieś ryzyko, jakakolwiek szansa na sukces w relacji to wszedłbym to, bo mam taki ccharakter ,ze uwielbiam aktywności o niskim prawdopodobieństwie sucesu. Jednak ponieważ jestem bardzo w tym doswiadczony swietnei odróżniam sytuacje niskiego prawdopodobieństwa sukcesu od sytuacji, gdytego prawdopodobieństwa nie ma wcale. Zawsze takie prawdopodobienstwo ocenia sie w konkretnej sytuacj analizując możliwości konkretnego człowieka w konkretnej sytuacji.
                  gdyby 40 letni meżczyzna mierzący 1, 50 wzrostu zdecydował ,ze nei będzie próbował zostać gwaizdą NBA, oceniłabys to jako "niechęć do ryzyka" , czy raczej racjonalną ocenę mozliwości?

                  moim zdaniem jezlei ktoś trafia na forum bswm - to oznacza to drogę w jedną stronę- a łudzenie sie, że mozna coś naprawić jest strata czasu. nie reanimuje sie trupa. Powiem wprost przy największym staraniu się relacje z partnerka , z która doszliśmy do takiego etapu ( BSWM) są juz na stałe skażone. Mam porównanie w innego typu relacjach- one night stand, krótkich romansach, długich romansach rozpoczetych od przyjaźni- daja one o niebo wieskzą satysfakcję na każdym abolutnie polu niz tzw relacja małżeńska.


                  • kag73 Re: Mało pegazów. 13.09.12, 11:43
                    Hmm, coz Ci mam na to odpowiedziec, chyba zyjemy w rozych swiatach, na szczescie dla mnie :)
                    I tak mysle, ze pobierajac sie ludzie sie kochaja/sa w sobie zakochani. A moze jestem romarzona idealistka. Ja tam za maz wychodzilam z milosci i namietnosci.

                    Duzo prawdy w tym co piszesz, zwlaszcza o wstretnym traktowaniu zony/meza. To cena za intymnosc/poufalosc, w przypadku obcych nikt nie pozwolilby sobie na takie "chamstwo". Jestem tego swiadoma, wielu ludzi jednak nie. Mysle, ze to tez taka przypadlosc kulturowa, duzo czesciej obserwowalam takie zachowanie w Polsce albo miedzy poskimi parami niz gdzies za garnica. Moze miec to zwiazek z wzajemnymi zaleznosciami, ludzie sa na siebie skazani, bo z jednaj pensji nie wyzyja, maja kredyt, moze sa bardziej sfrustrowani, zawiedzeni, poza tym przez katolicyzm wieksza niechec do rozwodow, mysla, ze maja partnera na zawsze. Poza tym przerazaja mnie czasem wulgarne odzywki facetow do zon. Nie wiem moze przez ten "oklety" jezyk. Czasem sie ciesze, ze nie porozumiewam sie z mezem po polsku, bo jeszcze nigdy nie uslyszalam od niego "odpierdol sie" czy "pocaluj mnie w dupe" w jego jezyku.

                    Tez mnie dziwi jak co niektorzy definiuja milosc, mowia o niej a pomiataja partnerem. Za taka milosc to ja tez dziekuje.
                    Niemniej jednak chyba kiedys byli zakochani/kochali i zdecydowali sie na malzenstwo z wlasnie z ta osoba.

                    Mylisz sie jednak jezeli myslisz, ze ma zadnych szans na udana relacje malzenska. No chyba, ze jestes typem singla/samotnika, ktory chce byc zonaty ale tylko troche albo nie do konca i nie ma zamiaru interesowac sie tym co na todruga osoba. Mniejsza o to, nic mi do tego.
                  • that.bitch.is.sick Re: Mało pegazów. 13.09.12, 11:47
                    Dobrze napisane, tylko trochę czarna ta wizja. A już ostatni akapit to jakieś Twoje osobiste resentymenty. Ja jestem bardzo oryginalna, chciałam z wdzięczności wyjść za mąż, kpiny po prostu:)
                    • sabat77 Re: Mało pegazów. 13.09.12, 12:14
                      Jak od poczatku nie bylo namietnosci, to jak ma sie pojawic ? Cud ?
                      • kag73 Re: Mało pegazów. 13.09.12, 12:18
                        No jak nie bylo na poczatku, to sie raczej i pozniej nie pojawi. Co nie zmienia faktu, ze mimo braku namietnosci na poczatku byla milosc. Niektorzy moze potrafia, nie musza pozadac, zeby kochac?
                        • abrigado Re: Mało pegazów. 13.09.12, 12:28
                          No jak nie bylo na poczatku, to sie raczej i pozniej nie pojawi. Co nie zmienia
                          > faktu, ze mimo braku namietnosci na poczatku byla milosc. Niektorzy moze potra
                          > fia, nie musza pozadac, zeby kochac.

                          no włąsnie seksuolodzy twierdza ,ze bez namietności na poczatku to nie ma mowy o miłości.
                          mozna sie samemu oszukiwac wierząc w jakieś idealistyczne opowiesci z mchu i paproci...ale to po prostu nie jest miłość.

                          MOzliwe ,ze mam y do czynienia z ludzmi zaburzonymi w jakiś sposób, zablokowanymi, z wyuczona przez agresywne mamusie niechęcia do seksualności. takie osoby moga sobie racjonalizować różne rzeczy i mówić ,ze to miłość tyle, że bez namietności.
                          ale to jest fake i wiara w jakieś pocztówki w stylu "pleasantville".
                    • abrigado Re: Mało pegazów. 13.09.12, 12:24
                      wcale nie czarna- ja w tym widze samwe pozytywy. Żeby nie być posądzonym o role meczennika-ciezko mi juz odtworzyc moje stany psychiczne, ale wydaje mi się, że takze nie kochałem mojej zony- ale dosyć ja lubiłem, w kazdym razie nie nudziełem sie z nia- oboje jestesmy dośc ekspresyjni- więc były emocje jak w melodramacie. Sam siebie uważałem za takiego socjopate, ze czułem coś w rodzaju wdzieczności za to, że ktoś ze mną tyle wytrzymał ;

                      a potem to chyba wzgledy ambicjonalne, poczucie obowiazku budowania rodziny, koniecnzośc bycia odpowiedzialnym za własne wybory. spowodowało to ,że brnąłem w coś co tak naprawde nie sprawiało mi satysfakcji. Poza tym ciagle się łudziłem, że kiedys się ułoży


                      wdzięścznośc to kijowa motywacja- przekonuje mnie poglad, ze z czasem ludzie zaczynają nienawidzić tego komu coś zawdzieczaja- z reguły staram się szybko wyrównywac rachunki.
                      • aandzia43 Re: Mało pegazów. 13.09.12, 20:25

                        > wdzięścznośc to kijowa motywacja- przekonuje mnie poglad, ze z czasem ludzie
                        > zaczynają nienawidzić tego komu coś zawdzieczaja- z reguły staram się szybko w
                        > yrównywac rachunki.

                        Staram się czy staramy się? Bo jeśli staramy się, to się zgadzam z wypowiedzią. Wdzięczność to kiepska podwalina dla związku. Nie tylko małżeńskiego.
            • ale-cialo Re: Mało pegazów - ale wszyscy żonaci 14.09.12, 09:33
              Generalnie to mężczyźni nie dążą do zawierania małżeństw, ale prawie wszyscy jakoś w to małzeństwo wchodzą i w nim trwają, nawet ci co żon swych nie cierpią, a o kobietach ogólnie mają niskie mniemanie. Co nimi kieruje? ciekawa jestem, dlaczego ożenił się Ab, Urqu i inni wieczni malkontenci forumowi?
              • sabat77 Re: Mało pegazów - ale wszyscy żonaci 14.09.12, 11:09
                Najpierw seks i wersja demo jest. Ewentualnie jak ktos jest ciezkim debilem to daje sie nabrac na katolicki weksel bez pokrycia pt seks ale po slubie.
                seksu zaczyna brakowac, kiedy baba czuje ze juz ma jego jaja w garsci i moze zaczac brykac.

                no i generalnie - wlasnie to ze nie ma pegazow to powoduje. Ja przyznaje bez bicia ze bralem bo sie udalo, mialem zerowe wymagania - i brak nadziei na zdobycie czegos lepszego. Ze strony mojej zony bylo dokladnie tak samo, bylem dla niej pierwszym lepszym - o czym w sumie dowiedzialem sie niedawno.
                To ona zmusila mnie do zareczyn i zaciagnela przed oltarz. Powiedziala otwarcie, ze nie chce juz czekac, bo chce miec dzieci, a robi sie stara. W razie gdybym sie nie zgodzil, zapowiedziala szukanie kogos innego.

                masz wiec jasnosc ? Jak sie nie ma wyboru, to akceptuje sie to co jest i trzyma sie morde w kubel. Jasne ?
                • kag73 Re: Mało pegazów - ale wszyscy żonaci 14.09.12, 12:04
                  No, przepraszam Cie, sabat, wymagania to Ty miales, ale nie co do seksu. Brales, bo byla piekna, zgrabna, szczupla, podobala Ci sie optyka, moj drogi. Hmm, kto wie czy druga taka dostane? Proste.

                  Poza tym jeseli kobieta seksu nie lubi, albo nie lubi go z mezem, wtedy bedzie unikac kiedy ma go w garsci. jezeli seks lubi i lubi go z mezem, to go unikac nie bezie, a wrecz przeciwnie. To tyle w temacie.
                  O, Wasz blad, jak sie bierze pierwsze lepsze...nie ma co oczekiwac cudow.
                  • sabat77 Re: Mało pegazów - ale wszyscy żonaci 14.09.12, 12:09
                    Szczerze mowiac wtedy optyka mi sie nie podobala. Teraz mi sie podoba.
                • ale-cialo Re: Mało pegazów - ale wszyscy żonaci 14.09.12, 14:00
                  sabat77 napisał:

                  > To ona zmusila mnie do zareczyn i zaciagnela przed oltarz. Powiedziala otwarcie
                  > , ze nie chce juz czekac, bo chce miec dzieci, a robi sie stara. W razie gdybym
                  > sie nie zgodzil, zapowiedziala szukanie kogos innego.
                  > masz wiec jasnosc ? Jak sie nie ma wyboru, to akceptuje sie to co jest i trzyma
                  > sie morde w kubel. Jasne ?

                  Strasznie cię zmusiła, bo być przez jakiś czas samemu i jechać na ręcznym to absolutnie nie jest jakiś wybór.
                  • sabat77 Re: Mało pegazów - ale wszyscy żonaci 14.09.12, 16:09
                    Masz racje, to okreslenie zmusila to taka resztowka myslenia z czasow kiedy mialem mentalnosc rzodkiewki i decyzyjnosc polnego glazu.

                    Fakt, nie zmusila. Dala konkretna alternatywe, zabraklo decyzyjnosci. My fault.

                    to jest najgorsze. Swiadomosc ze to ja sam to wszystko tak strasznie spierdolilem jest wrecz przytlaczajaca.
                    • mickymousse Re: Mało pegazów - ale wszyscy żonaci 14.09.12, 16:48
                      Ale teraz, skoro juz masz te swiadomosc i nie postrzegasz siebie jako ofiare czyichs "zmuszen" lub wyborow, mozesz w koncu wziac zycie w swojej rece :)
                      • that.bitch.is.sick Re: Mało pegazów - ale wszyscy żonaci 14.09.12, 16:52
                        mickymousse napisała:

                        > Ale teraz, skoro juz masz te swiadomosc i nie postrzegasz siebie jako ofiare cz
                        > yichs "zmuszen" lub wyborow, mozesz w koncu wziac zycie w swojej rece :)

                        Buhahaha i płacić alimenty na bliźniaki które zobaczy jak żona będzie miała ochotę:)? Rzeczywiście co za moc sprawcza!
                        • sabat77 Re: Mało pegazów - ale wszyscy żonaci 14.09.12, 17:12
                          Rozwod to chyba nie jest jedyna opcja ?
                          Moze dac szanse zwiazkowej atomowce najpierw ? :p
                          • that.bitch.is.sick Re: Mało pegazów - ale wszyscy żonaci 14.09.12, 17:28
                            sabat77 napisał:

                            > Rozwod to chyba nie jest jedyna opcja ?
                            > Moze dac szanse zwiazkowej atomowce najpierw ? :p

                            Ponieważ wątkotwórczyni bierze życie w swoje ręce przy pomocy pozwów i innych rzeczy, to z kontekstu wypowiedzi wynikało co powyżej napisałam. Już pisałam o swoim stosunku do rozwodów itd., natomiast nie rozumiem Twojej metafory i proszę o rozwinięcie.
                            • sabat77 Re: Mało pegazów - ale wszyscy żonaci 14.09.12, 17:36
                              To jest taka metafora nierozwijalna na forum, a ze cie lubie to powiem na priva :)
                        • mickymousse Re: Mało pegazów - ale wszyscy żonaci 14.09.12, 17:23
                          Dajesz mu bitch w prezencie kolejny pomysl na postawe ofiary?

                          A moze wlasnie teraz jak juz przestal byc ofiara i poczul sie soba, poczul moc swoich wyborow, sytuacja sie odwroci? Jezeli zmiana jest prawdziwa, to zona ja poczuje/zobaczy. I albo znowu jej sie spodobasz, albo poczuje zagrozenie. Zycze tego pierwszego.
                      • sabat77 Re: Mało pegazów - ale wszyscy żonaci 14.09.12, 16:57
                        No wiec wlasnie, czas dzialac.
        • gomory Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 12.09.12, 10:53
          > swoją drogą- skąd wy takich poj...ów wzięłyście?!?

          Lol - wyobrazilem sobie jak walisz takiego komenta pod wpisem nie majac pojecia, ze jego autorka byla Twoja zona :D.
          He, he, he jak sie zali kumpelom, to pewnie z Ciebie tez jakas katastrofe robi.
          • abrigado Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 12.09.12, 11:03
            jesli uzyjemy czasu przeszłego- to jestem pewien, że tak robiła ;P ...biedna i ucisniona istota ;P

            uzmysłowienie sobie jej punktu widzenia było jednym z istotnych powodów rezygnacji z kontynuowania relacji ;P
            • bi_chetny Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 12.09.12, 12:03
              brzoskwinki wyglądają na symptomatyczne, może nie lubią brudzić się soczkiem z brzoskwinki...
          • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 12.09.12, 20:53
            Echm... racja mon. A w gruncie rzeczy takie przerzucanie piłeczki po damsko-męskim korcie do niczego dobrego nie prowadzi. To już chyba w ostatecznym rozrachunku lepiej sobie odpuścić, wyluzować, iść walnąć drina, poflirtować z kimś, a niech tam - nawet zdradzić czy w ostatecznym rozrachunku rozwieść się, niż babrać się w tym szlamie latami i na końcu dostać od tego wszystkiego regularnego pierdolca :>
            • fish_flesh_fowl Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 12.09.12, 22:00
              to kiedy sie rozwodzisz madralo?
              • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 12.09.12, 22:16
                fish_flesh_fowl napisała:

                > to kiedy sie rozwodzisz madralo?

                Jak to kiedy ? W ostatecznym rozrachunku, kobieto, w ostatecznym rozrachunku.
                Patrz ile fajnych rzeczy przed tym - a wy babki to zawsze do konkretów, nie rozpędzaj się tak :)
                Póki co zacząłem od drinka.
                • fish_flesh_fowl Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 12.09.12, 22:30
                  media.tumblr.com/tumblr_ma0rm7Lwdu1qbnggp.png
                  • sabat77 Re: maz ktoremu sie nie chce. Kolejny, wiem ;) 12.09.12, 22:45
                    u yeah, mój chłopak mówi o mnie tak samo :D
    • mickymousse Apdejt ;) 14.09.12, 15:40
      Przeczytalm wszystkie posty, niektore bardzo rezonuja, niektore mniej. W kazdym razie ich traktuje jak cos, co moze mi pomoc wiecej zrozumiec. Dzieki.

      Za tydzien mamy pierwsze spotkanie z pania od terapii dla par. Ciekawa jestem tego. Nie chodzi mi nawet o reanimacje zwiazku, bo nie wiem czy to sie uda, ale tak zwyczajnie o to, zeby zrozumiec nasze mechanizmy zachowan. I przestac popelniac te same bledy, chociaz jeszcze nawet nie do konca wiem jakie. Ale jakies na pewno.

      Poznalam kogos, bardzo iskrzy. Nic z tego nie bedzie, bo to facet mojej znajomej, poza tym, nie czulabym sie z tym dobrze wobec, badz co badz, jeszcze meza.
      Zastanawiam sie dlaczego iskrzy, co takiego to powoduje.
      Przeczytalam kiedys zdanie skierowane do jakiejs kobiety "ty nie potrzebujesz meza, potrzebujesz mistrza"... Nie bede tlumaczyc, niech kazdy zinterpretuje dla siebie. Nie uwazam, ze to zdanie pasuje do wiekszosci kobiet, raczej do waskiego marginesu, do ktorego sie stety/niestety zaliczam.

      Jeszcze jedna rzecz. Albo wiecej niz jedna.
      Na mojego meza dziala terapia szokowa. Tylko. Powiedzialam kilka dni temu, ze chce rozwodu. Dopiero po takim radykalnym stwierdzeniu moj m. jest na takim poziomie sluchania, zaangazowania w rozmowe, mowienia czegos wiecej niz banalow, ze dopiero wtedy mozna z nim konstruktywnie porozmawiac. Nienawidze prowokowania rozmowy w ten sposob, zle sie z tym czuje, to jest chore. Mam oczywiscie inne wyjscie - nie robic tego i tkwic w czyms, co mi nie pasuje albo olac i sie rozwiesc. W grze jest dziecko wiec nie olewam.

      Co do seksu, teraz i mi przestalo sie chciec. Z nim. Stracilam jakas przestrzen w sobie, gdzie mimo wszystko, potrafilam go przyjac.
      Nie wiem czy terapia pozwoli mi to odnalezc.

      Najgorsze jest to, ze jak ma sie taki dolek w zwiazku to, przynajmniej u mnie, bardzo odbija sie to na innych dziedzinach zycia i robi sie bledne kolo :(

Inne wątki na temat:
Pełna wersja