mickymousse
07.09.12, 18:59
Hello wszystkim.
Podczytuje Was od dawna, a teraz przyszedl czas i na moja historie.
Pierwszy raz czytalam to forum troche przed albo troche po slubie, z 6 lat temu (to juz dobrze nie wrozylo, teraz wiem ;))
Mialam dosyc imprezowe zycie i obledny erotycznie/poznawczo zwiazek przed poznaniem obecnego meza. Tamten zwiazek nie wypalil z mojej winy, nie bylam gotowa na cos powaznego, a partner tego oczekiwal.
Potem wyjechalam za granice i poznalam obecnego meza. Troche na zasadzie kontrastu - nie byl "imprezowy", raczej w miare powazny, poukladany i solidny. Lubilam z nim spedzac czas, lubilam jego, seksu z nim nie. Od pierwszego razu. Mimo to, wzielismy slub.
Dlaczego nie satysfakcjonuje mnie seks z nim? Byl za szybki, za malo namietny, za bardzo spiety... Nigdy nie mialam z nim orgazmu w czasie penetracji, tylko jak piescil mnie reka (seks oralny chyba go nie kreci za bardzo). Moj maz nie byl w stanie rozebrac sie na plazy nudystow (ok, nie chce to nie), jak zjada brzoskwinie to pokrojona na kawalki i widelcem, zeby tylko sok nie sciekal mu po rekach, po seksie szuka nerwowo rolki papieru, zeby sie szybko wytrzec, no i mi oczywiscie tez podaje szybko ten papier (pierwszy raz bylam w szoku, potem sie przyzwyczailam).
Po urodzeniu dziecka (5 lat) nie wrocilam do pracy, zajmowalam sie dzieckiem. To byla swietna decyzja dla dziecka, ale trudna dla mnie. Po porodzie mialam depresje (kompletnie nowa sytuacja, ja niewyspana sama z placzacym dzieckiem, zadnej rodziny, przyjaciol obok). Trwalo to moze miesiac, moze 3 - nie wiem. W kazdym razie, dopiero jak przeszlo to zorientowalam sie, ze to mialam. Po jakims czasie maz zarzucal mi, ze on pracuje, a jak wraca to w domu jest balagan i nie ma obiadu. Nie przyszlo mu do glowy, ze to moze ja potrzebuje wsparcia. Bardzo mnie tym zranil, bo wtedy kiedy ja naprawde potrzebowalam pomocy, on mial do mnie pretensje i wyrzuty. Nie mialam pojecia, ze to depresja poporodowa, dopiero jak z niej wyszlam i zaczelam normalnie funkcjonowac to zdalam sobie z tego sprawe. To jedna z tych rzeczy, ktore mnie zabolaly, a okazaly sie dopiero poczatkiem.
Seks od poczatku naszej znajomosci nie byl udany, a z czasem przestal w ogole byc. Po urodzeniu dziecka nie kochalismy sie rok, potem raz na kilka miesiecy, pol roku. Byly momenty intensywiejsze, zazwczaj po trudnych rozmowach (zawsze z mojej inicjatywy). Raz nawet, stwierdzialm, ze nie jest tak zle, ze z tego faceta moze cos erotycznie jeszcze bedzie - moze byl troche bardziej wyluzowany, dal sie poniesc. Ale to bylo, minelo, raz.
Potem znowu zero seksu, przez wiele miesiecy. Na moje pytania o powody powiedzial, ze "on tak generalnie to nie jest zbyt nakrecony i przeciez umiem go rozbudzic wiec dlaczego tego nie robie". Nie robie bo mam dosc zmuszania faceta do seksu (tak wlasnie to czuje). Nie robie, bo kiedy mam ochote sie kochac, on spi/jest zmeczony/chory/nie w nastroju. A ja placze w poduszke.
To jest koszmarnie frustrujace dla kobiety. Poczucie wlasnej wartosci, poczucie swojej kobiecosci, atrakcyjnosci znika. Trzeba duzo pracy, zeby znow dobrze sie poczuc z sama soba.
Dlaczego jeszcze z nim jestem? Bo jest dobrym ojcem, mozna z nim fajnie spedzac czas. Aczkolwiek to ostatnie tez powoli znika, bo przez brak dogadywania sie w sferze seksu, jakosc naszego zycia codziennego jest juz slaba.
Dodam jeszcze, dla sprawiedliwosci, ze raz na pol roku maz zapyta "pomasowac Cie?" - to jest jego slowo klucz/gra wstepna ;) jak chce (?) seksu.
Jest jeszcze duzo innych rzeczy. Ja na pewno jestem tez sporo winna. Teraz nawet go nie dotykam, nie caluje na powitanie, rozmawiam z nim tylko o tym, o czym musze. Nie mam juz motywacji do kolejnych "rewolucyjnych" rozmow, ktore zmianiaja cos na chwile, a potem jest duzo gorzej niz bylo.
Czesto mowilam mu, ze taki seks jak mamy mnie nie kreci (ale mowilam tez jak i co zmienic), moze to go jakos zablokowalo.
Ostatnio zapytalam czy malzenstwo ze mna to przykrywka, a on jest gejem. Rozesmial sie i powiedzial, ze nie.
Wymyslil sobie tez problemy z prostata (niby jako pretekst braku seksu). Byl u lakarza i oczywiscie wszystko jest ok, problem jest w jego glowie.
Nie zdradzilam go jeszcze, chociaz kilka razy bylam bardzo blisko. Jakies glupie poczucie lojalnosci sprawialo, ze jednak wychodzilam. To bylo jakis czas temu, teraz raczej nie mialabym oporow jezeli spotkalabym interesujacego faceta.
Jakis rok temu bylam u prawnika rozwodowego. Potem jednak zaczelam kolejna rozmowe i jakos sie troche wyprostowalo na tyle, ze nie odeszlam.
Teraz jest znowu bardzo zle. Oczywiscie, gdybym chciala, da sie to wszystko troche poskladac. Tylko juz mi sie nie chce. Zajelam sie soba, zaczynam jakis wlasny maly projekt zawodowy, ale atmosfera w domu mnie dobija. Nie potrafie zyc w obludzie, bardzo zle sie z tym czuje. Mojemu mezowi raczej to nie przeszkadza. Jak widzi, ze jest juz bardzo zle to dla przyzwoitosci proponuje terapie dla par. Zgodzilam sie, ale nawet nie zadzwonil umowic nas na spotkanie.
Jakis czas temu kupilismy dom. Wielka przyjemnosc sprawialo mi urzadzanie go. Do czasu, kiedy zorientowalam sie, ze mojemu mezowi jest wszystko jedno, ma nawet do mnie pretensje, ze prosze, zeby cos zrobil. Bo jemu to nie jest potrzebne. Oczywiscie, jak juz cos zrobie (sama) to podoba mu sie i widzi, ze to jest fajne i ze mialam racje chcac to czy tamto zmienic. Ale ja nie mam juz sily/ochoty ciagle czegos od niego chciec. Bo tak to wyglada: ja chce seksu, chce wychodzic gdzies, robic cos z domem, generalnie ciagle czegos od niego chce... Ale ja lubie zycie, lubie sie spotykac z ludzmi, lubie sie bawic. A propos spotykania ze znajomymi. Kiedy jestesmy na jakims spotkaniu, maz stara sie bardzo deprecjonowac mnie w rozny sposob. Jest to takie zadawanie ciosow w bialych rekawiczkach, byle przy innych ludziach. Na poczatku mnie to szokowalo i kompletnie milczalam, teraz oczywiscie nie pozwalam sobie na to i odpowiadam cos na podobnym poziomie, ale jest mi zle z takim zachowaniem.
Dbam o dom, dbam o dziecko, o siebie (chciaz trudno jest miec dobre zdanie o swojej atrakcyjnosci wobec takiej frustracji seksualnej). Oczywiscie, ze mam momenty zalamania i kupuje tony czekolady. Ale pracuje nad tym.
Czemu pisze tego posta i czego oczekuje od Was? Chyba tylko wsparcia, bo problem musze rozwiazac sama. Czasem tez fajnie jak ktos z zewnatrz zauwazy cos, czego ja nie widze.
dzieki za przeczytanie :)