fajnyschatz
13.09.12, 22:34
Przeczytałem cały ten długi tekst i chciałbym dodać kilka uwag z własnego doświadczenia, które jest podobne do tego od męża Gargamelci.
Masturbowałem się jak większość chłopców od 13 roku życia. Przez wiele lat bardzo intensywnie, aż poznałem dziewczynę, z którą uprawialiśmy seks, a mieliśmy wtedy 18 lat (w obecnych czasach to się tak późno nie zdarza). Tak w czasie chodzenia ze sobą jak i później w czasie małżeństwa nadal regularnie trzepałem kapucyna. Dziś już wiem, że to jest jakaś forma uzależnienia. Tak się złożyło, że tygodniami byłem poza domem, a najłatwiej w ten sposób mogłem się zaspokoić. A że moje potrzeby były wysokie to robiłem to 5-6 razy w tygodniu.
Niestety gdy zacząłem bywać w domu częściej, zaczęły się problemy. Żeby mieć seks z żoną trzeba się starać, przymilać, zachęcać, wykazywać inicjatywę, jednym słowem mocno się angażować, a "return on investment" był (i jest w moim mniemaniu) znacznie mniejszy niż przy zaspokajaniu manualnym. No i tak się utworzyło błędne koło. Jestem częściej w domu, ale ponieważ nie przestałem się masturbować, to seks z żoną nie jest dla mnie tak interesujący, tym bardziej, że wymaga sporych nakładów, a efekt jest mierny.
Nie wiem też, czy inni tak mają, ale ja obserwuję w najbliższym otoczeniu, że wraz ze stażem małżeństwa (powiedzmy 15-20 lat), kobiety mają coraz większe oczekiwania w stosunku do swoich mężów. Taki to ma umieć wszystko naprawić, przynieść dosyć kasy do domu, zrobić porządek z krnąbrnym synem, a na koniec jeszcze ma się wykazać umiejętnościami Casanovy, Cyrano de Bergerac i Don Juana. A ona to wystarczy, że się wieczorem wykąpie i ubierze poprzecieraną piżamę. Zgodzę się, że gdybym odpuścił to notoryczne marszczenie Wacka, to z pewnością zbliżenia z żoną byłyby częstsze, no bo jakoś ciśnienie musi zostać obniżone, ale jeśli nie widać zachęty z drugiej strony to po co się męczyć. No i jeszcze trzeba dodać fakt, że obecnie nie jest aż tak trudne, żeby znaleźć partnera na kilka spotkań w celu uzyskania obopólnej satysfakcji. A kwestia wzajemnej, atrakcyjnej obcości nie jest bez znaczenia.
Podsumowując: uważam, że ogólnie dostępna pornografia ma duży wpływ na życie społeczeństwa i związki międzyludzkie. Pewnie trzeba się do tego przyzwyczaić.